1 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2021-02-23 13:55:49)

Temat: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

.   
                       
                             KRZYK  W  CISZY

                      WIERSZY  PRAWDZIWYCH

                         ŻYCIE  I  TWÓRCZOŚĆ...


Autor wierszy:
https://photos.google.com/photo/AF1QipPJZGkbZ3RWlJah4GwvwRxp5bKoa0wmIBHzoe35?hl=pl

Mieczysław Borys Facebook: 
https://www.facebook.com/profile.php?id=100009878502765

DROGA KTÓRĄ IDĘ...:
https://www.youtube.com/watch?v=T-DUPdnfChc

Biografia własna autora z dzieciństwa aż do dorosłości pod tytułem: 
DZIECI WIEJSKIE NIE BAWIĄ SIĘ W PIASKOWNICY   
https://www.far.org.pl/forum/viewtopic.php?id=2541

NIE MAM WIERSZY WYDANYCH


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------



       MIECZYSŁAW  "STRZELEC  MIETKO"  BORYS     

 
                 BOŻY  DAR - TAK  BÓG  DAŁ
                 

                K  R  Z  Y  K    W    C  I  S  Z  Y

                   WIERSZY  PRAWDZIWYCH

                     ŻYCIE  I  TWÓRCZOŚĆ...


Zdjęcia w jednym albumie: https://photos.google.com/?hl=pl 

Zdjęcia w albumach: https://get.google.com/albumarchive/103276734392610294633

WOLNOŚCI MOJA, POEZJO: DŻEM - SEN O VICTORII:
https://www.youtube.com/watch?v=wD9_wQ9Pokk

                     
PO WIERSZACH MNIE POZNACIE


...CZEGO NIE MOGŁEM WYKRZYCZEĆ - W  WIERSZACH NAPISAŁEM...
ADEKWATNIE DO OKOLICZNOŚCI W JAKICH SIĘ ZNAJDUJĘ

https://www.youtube.com/watch?v=xJHoqntOaQo


...WIERSZE UTKANE Z WRAŻLIWOŚCI, NATCHNIENIA, PATRIOTYZMU,
SMUTKU, CIERPIENIA, BÓLU, ŻALU, ALE I Z MIŁOŚCI I RADOŚCI...


...Wspomnieniami, marzeniami kończy się kolejny dzień...

A czy spełnił się, to już osądź sam[a]. 


POEZJA DLA CIEBIE

A moja pasja - sposobem na życie - na wolny czas w życiu...


     *     *     *

...Daję Ojczyźnie to co we mnie jest najpiękniejsze czyli wiersze...



WSTĘP


Porywem serca wiedziony...
Natchnieniem emocje szarpane...
Ziemi, Niebu moje ukłony,
Że są Ludziom wiersze pisane...



...Droga  do  marzeń...     


Droga do moich marzeń,
to moje wiersze.
Nikt ich mi nie odbierze,
skoro nie są rzeczą,
a moją duszą.
Ale czytać każdy może.

  2016, grudzień 



przyodziałem  siebie  swoimi  wierszami     


...przyodziałem siebie swoimi wierszami -
w których jest ciepło mi potrzebne...
...ale i ducha obudziłem - który jest ze mną...

  2016, grudzień



        Ja,  Mietko  poeta  kamień - żywy  kamień     


...Przywdziałem siebie wierszami i już nie jestem nagim i kalekim.
W wierszach idę tam gdzie chcę, robię co chcę, myślę jak chcę,
widzę to czego inni nie widzą i czuję tak jak czuje poeta...

  2016, listopad



      Moje  wiersze   


Niech biegną z wiatrem do ludzi,
którzy potrzebują moich słów,
może wyleczą ich ból i cierpienie,
jakie się wzięły z życia.

  2016, grudzień 



     K o r z e n i e   

   
Nie jestem poetą mądrym.
Jestem poetą prawdziwym
z serca - duszy i natchnienia.
Co innym przychodzi tak z trudem.
Mnie z zadziwiającą łatwością jest
przyznać się do swoich korzeni.
W sumie wstyd jest zakryty.
A żeby chłopu udawać panicza
jest gorszym wstydem,
niż jawnie się przyznać,
że jest się chłopem.

  25.03.2018, 15:35



   K o r z e n i e  2


Donikąd nie idę.
Znikąd nie przyszedłem.  
Jestem tu skąd pochodzę. 
Tu był i jest mój dom. 
Tu żyję wśród moich Ziomków... 
Kocham tę Ziemię 
Jak Matkę swą.  
Tutaj przyszedłem na świat. 
I tutaj spocznę na wieki
Ja Mietko Podlasianin.

  15-04-2019, 9:11, poniedziałek 



  JESIENNE  ZADUMANIE...


Pisanie uskrzydla człowieka:
Raz od myślenia drgnie powieka,
Raz za czymś porwie się dusza człeka.
Innymi znowuż razy z duszy popłynie radości rzeka,
Jeszcze innym razem, to co czeka -
Już pióro do uniesienia na wiersz zawleka...

  Pisałem we wrześniu 2008 roku.



    Natura  poety     


Poeci piszą wiersze po to,
by wypłakać swój los.
Choć żyją z wierszową cnotą -
chcą wszędzie wierszem
zaznaczyć swój głos.

  2015, lipiec   



      Boli  moja  pamięć     


Nigdy nie szczędził los mi dobroci,
A nad wyraz miary obarczył krzywdą.
Tylko w natchnieniu życie moje się złoci,
Co może Tobie wydać się moją wadą.

  2015, sierpień 


     *     *     *     

...Słowa moje ubogie,
Za to serce przebogate.
Z ciała mojego cierpiącego
Bólem płynie wierszowa droga,
Którą przenoszę na papier...
https://www.youtube.com/watch?v=s9it4bTk8d0

  2015, październik



        poeta     


Pisać wiersze, pisać wiersze -
weszło mi w krew...
Może Tobie to śmieszne,
ale dla mnie to odzew, że żyję -
i na papier umieszczam życia gniew,
bo papier zdzierży, człowiek nie.     

  2016, czerwiec



      Klepsydra  czasu     


Z dniem przyjścia na świat -
W klepsydrze czasu przesypuje się piasek -
I kiedy w całości znajdzie się na dnie -
Przyjdzie ziemskiego żywota mój kres.
Lecz ludziom dalej będę żyć,
Kiedy będą czytać moje wiersze.

  2016, kwiecień



            Ja, Wierszowy     


...Imam się wierszami niedorywczo, a codziennie.
Może jestem śmieszny i głupi, ale mam to coś.
Tego nie da się kupić.
To jest w mojej duszy i sercu...

  2016, listopad 



          W i e r s z e


Wiersze, to taka piękna rzecz,
której nawet śmierć nie może odebrać.
Są przed i pozostaną po.

  2016, sierpień



Każdy  ma  swoją  drogę                       


Pomimo wielu przeciwieństw,
jakie w życiu mnie dotykają
- idę drogą, którą nie chodzą ludzie.
Ta droga to wiersze,
które pomnażam piórem,
jak ludzie kilometry nogami.   

  30-01-2017, 15:21



W I E R S Z E   Z   L E T A R G U


Drodzy Czytelnicy, zamieszczane na Forum FAR moje wiersze nie tylko są z letargu, 
ale nawet i ja sam wśród współczesnych poetów ogólnie pojawiłem się jako z letargu. 
Wybór całkowicie należy do Was, czy będziecie czytać moje wiersze. I co najważniejsze
z góry nie jest to Wam przeze mnie narzucane, a tylko z podziękowaniem zaproponowane. 
Niemniej zapraszam i zachęcam do czytania moich wierszy, choćby z tego względu
i powodu, iż nie sztuką jest czytać wiersze z literatury, która była czy jest obowiązkowa
m.in. jak dzieła Mickiewicza, Słowackiego, Norwida, Gałczyńskiego, Miłosza i wielu innych
poetów. Lecz sztuką jest i nieobowiązkowe, a wolnym wyborem czytać wiersze autora
z pochodzenia i wykształcenia chłoporobotnika, który nic nie ma wspólnego z twórczością
znanych literatów i zarazem nic nie ma związane z tym środowiskiem, które na przykład
żyje z pisania. Jestem do bólu odmiennym od prawdziwych poetów i w samodzielności 
samouka do cna wykorzystując siebie piszę tak jak tylko potrafię. I nie jestem związany
z różnymi kanonami, czy regułami obowiązującymi w dzisiejszej literaturze, która przez
internet poszła na łatwiznę pisząc każde słowa z małych liter i bez znaków interpretacyjnych
z dnia na dzień bardzo zubożała. Co prawda liczy się tylko poziom talentu autorów, jakim
mogą posługiwać się w bogatym zasobie słownictwa w sensie wydarzenia, historii i wyobraźni.   
Niemniej wracam do poprzedniej myśli, która w moim przypadku jest tak bardzo ważna,
jak poezja z letargu. Jestem wolnym jak ptak w powietrzu w tym co robię i tylko decyduje
o tym co piszę mój intelekt lub brak go. Ale z zachowaniem wszelkich przyzwoitości i szacunku 
do wszystkich i wszystkiego, co mnie otacza i z czym na co dzień obcuję... 

  15-09-2018, 14:30, sobota



                              Jak  to  możliwe     


Urodziłem i wychowałem się w rodzinie chłopskiej z etniczną gwarą białoruską,
co wpłynęło na wykształcenie dialektu wileńskiego, jakim większość ludzi
posługuje się na Podlasiu zwłaszcza wzdłuż przy granicy z Białorusią, jak to
u mnie ma miejsce w gminie przygranicznej Kuźnica Białostocka. Ale to przecież
nic nie szkodzi. Nie pokończyłem żadnych szkół. I to też nic nie szkodzi, bo u 
wielu ludzi z rodzin chłopskich było to normalne. Byłem chłopem i robotnikiem,
nawet dołowym robotnikiem jako górnik. I to też nic, bo normalne. Ale jakim cudem
stałem się poetą? To już z moim życiorysem nie jest normalne, skoro wyjątkowe.
Mam czym się pochwalić. Znaczy to, że tworzy człowieka poetą, nie środowisko
w jakim się żyje, nie wychowanie i nie wykształcenie, a wrodzona wrażliwość i
natchnienie, które tworzy wenę - z której stajemy się poetami. Poeta to takie piękne
słowo magiczne, czarujące. Nie ma piękniejszego słowa, bo w tym słowie jest
wrażliwość, uczucie, natchnienie i wena czego nie posiada większość ludzi, żeby
być właśnie takim człowiekiem. To jest dar Boży. Tego nie można się nauczyć.
Z tym trzeba się urodzić. Bardzo Tobie wielkie dzięki, mój Boże, że namaszczając
mężczyzn na poetów, nie pominąłeś i mnie.   

2015.10.11:48



                              O  mnie                 


Los nie okazał się mi łaskawym, gorzej i trudniej mam od reszty ludzi.
I choć piszę wiersze... nie dążę do sławy, a chcę być nieznanym,
bo tak lepiej dla serca i duszy.

W poezji, jak w polityce są swoi i cudzy - inni. To nie oznacza, że chcę,
żeby mnie wyróżniono. Bliżej mi do lasu, niż do ludzi, bo gdy jestem
w lesie nie mam w sobie wstydu i nie jestem spłoszony ludźmi.

  12.07.2016, 14:38



                                   (Nie)  wyróżnią             
                           

Krytycy poezji człowieka prostego w pisaniu nie wyróżnią, choćby nie wiem jak pisałby,
bo to byłby prztyczek wykształconym poetom. I nie wyróżnią dlatego też, bo nie wyróżniają
prości ludzie, tylko tacy jak oni, więc wyróżniają swoich. Taka jest prawda do której ani krytycy,
ani wykształceni poeci nigdy się nie przyznają. 12.07.2016 


     *     *     *

Wiersze niepublikowane nie mają żadnej wartości, bo nie są czytane.
A gdy wiersze nie są czytane nie żyją. 



ABECADŁO - [ POETY  KAMIENIA - ŻYWEGO  KAMIENIA ] 


- Jeśli kiedyś wytnę błąd ortograficzny. 
Darujcie analfabecie.

- Jeśli kiedyś rozłożę treść niepojmującą nawet sobie samemu.   
Zrozumcie i wybaczcie.   

- Jeśli kiedyś spłodzę wiersz wybitny.   
Podziwiajcie.

- Jeśli kiedyś żaląc się na życie wejdę w dom Wasz.   
Zaakceptujcie i przyjmijcie. 

- Jeśli kiedyś płakać będę. 
Wy nie płaczcie razem ze mną i po mnie.     

- Jeśli kiedyś po coś biec będę.     
Wy biegnijcie także po swoje już przede mną.     

- Gdy pojmować życie będę.   
Wam pojmować będzie zbędne,
  bo rozumiecie, jakie życia sedno.       

- Gdy miłować Ludzi będę.
Wy miłujcie już przede mną.   

- Gdy odchodzić od zmysłów będę.   
Wy nie odchodźcie przede mną, ani po mnie.     

- Gdy Ci, którzy cierpieli przede mną.   
Od dziś niech już nie cierpią ani dniem i nocą jedną.     

- Gdy iść będę za głosem serca.   
Wy idźcie już przede mną za głosem swego serca.     

- Gdy umierać będę.   
Wy nie umierajcie przede mną i po mnie.   
Bo kto będzie czytał wiersze moje.   

Pisałem w lipcu 2008 roku. Podlasie



Jaka  jesteś?  Jaki  jestem?   


Poezjo, moja wybranko,
Czy ja Twój niewolnik?
Takie mam do Ciebie pytanko,
Ja, jako wierszowy gwałciciel i psotnik.


Poezjo, moja kochanko,
Ty ze mną - ja z Tobą...
Takie w ciszy jest moje śpiewanko,
Które w słowie duszę moją ozdobi?


Czy na pewno jesteś taka?   
Jakim ja na pewno jestem?
Czasem upodabniam się do ptaka,
Innym razem czuję się ciężarnym balastem.


Ale wiem, że żyję dzięki Tobie -
I przez Ciebie - i dla siebie...
Z tą zaletą bogato będzie mi i w grobie,
I Aniołowie będą miały co czytać w Niebie.


A i gdy nasi sympatycy Ciebie pomiłują,       
A mnie wierszowego niedorajdę pokochają?
Wtenczas, Poezjo, Twoje słowa zakrólują,   
A mnie jak poetę pochowają.   


Nie chcę sławy. Chcę natchnienia,
[ Sława wcześniej, czy później
kończy się życiową tragedią! ]
Skoro wiem, że w słowie jestem poeta mały.   
Tobie, Poezjo, chcę dać poprawę. Sobie Wenę.
A jedno i drugie nie takie proste.

Jak mam żyć? Panie Tusk.

  Pisałem, dnia 24-01-2014 rok. godz. 14:46
  Czarna Białostocka - Podlasie


     *     *     * 

Mój przepis na życie,
to wiersze - życie z pasją... 
Nie żyję w skrycie,
a z wierszową fantazją...


     *     *     *

...Wiersze są napisane po ludzku czyli wszystkim zrozumiale
i co najważniejsze są prawdziwe, bo słowa z życia wzięte...



RZECZYPOSPOLITEJ  POLSKIEJ  I  CAŁEMU  ŚWIATU   


Los posadził mnie na wózek inwalidzki.
Ale Bóg wielce dobroduszny obdarzył wrażliwością. 
Mając sto procent wolnego czasu piszę wiersze
poświęcając mojej ukochanej Ojczyźnie Polsce 
i wszystkim Ludziom, którzy wiersze przywołają.   

  śr. 21.03.2018, 9:59



      Pisanie  wierszy


...to nie jest rzecz gustu,
a porywu i natchnienia duszy i serca....

  Według Mietka



  Z  chłopa  na  poetę


Literka po literce aż boli serce...
Pług lżejszy od wierszy. 
Boże, pomyliłem profesję.   
Proszę, zdzierż, ja nie pierwszy   
Uwikłany w tę pasję.     


Literka po literce aż boli serce...
W co ja się wplątałem?
Czy to jest mi pisane?
Przecież chłopem być chciałem,
Skoro takie są moje dane.


Literka po literce aż boli serce...
Pole odłogiem nie może leżeć,
Jak książka na półce.
Ale i już nie może zelżeć -
Takie na dziś moje ABC...


Literka po literce aż boli serce...
Utożsamiam się w poetę,
A ciągle przecież jestem chłopem.
Polubiłem to, jak kochający Gretę
I tak tam i z powrotem...

Idę drogą poezji...
Więc proszę, Boże, prowadź mnie.

  śr. 14.03.2018, 18:10



   Dekada  literackiej  twórczości


Spłodziłem ponad pięć tysięcy wierszy -
byłem w nich gdzie tylko chciałem
i gdzie moja myśl być zachciała,
choć w teorii, bo prawie nigdzie nie byłem,
ale to zawsze gdzieś byłem.   
W wierszach płakałem - wylewałem życia żale
na papier - śmiałem się, wesoły byłem i się smuciłem...
Wszystko było w nich prawdą, jak na jawie,
choć i dużo w teorii, jak w marzeniach...


Piszę to, co do głowy mi przychodzi,
co serce i natchnienie dyktuje,
oczywiście zachowując słowną przyzwoitość.
Nie zastanawiam się nad zasadą i regułą w poezji,
jaką wymyślili literaci. Moje wiersze - moje prawo. 

  czw. 15.03.2018, 8:42



   Pomyłka  w  profesji


Po co mi to? Co mi to da?
Przecież literatem być,
To nie jest jakaś tam tandetna gra,
A wrażliwość serca i duszy… bez dna!
Czy ja muszę poetą być?
Bez wierszy też można żyć.
Za co, Boże, tak mnie pokarałeś,
Narzucając mi żywot literata?
Przecież ja chłop z urodzenia
I język mój prosty w życiu codziennym.
Pługiem w polu lżej było orać,
Niż jedno słowo do wiersza z głowy wydobyć.
Za co ja tak cierpieć muszę?
Za jakie grzechy moje mnie to przypisano?
Za jakie grzechy moje taka boska kara mi przypadła?
Czyżby za mało jeszcze we mnie cierpienia?!
Czyżby parając się piórem, muszę odpokutować winy,
Do których być może za życia się nie przyczyniłem?!
Przecież uczciwie żyję i żyłem.
Przecież nic złego, by cierpieć, nie uczyniłem.
Prawym człowiekiem jestem i byłem.
A może, Boże, tutaj w niczym nie namieszałeś?
A może to przeznaczenie i los mój winne są temu?
Proszę, odpowiedz mi!
Przecież one zrobić tego nie mogą…

  2017.07.18, 11:29



          Mój  sposób  na  życie


Znalazłem sposób na życie - piszę wiersze...
I choć żadne to odkrycie, ale zawsze sposób na życie...
I choć to robota syzyfowa - rozjaśnia umysł -
pogłębia wiedzę - i mniej jest się analfabetą.

  06.02.2018, 20:20 



                PRZYKRO  MI


Ja Mietko, ułomny rozumem i ciałem poeta,
na razie nie sprostałem Twoim wymaganiom.   
Śledź mnie - może w przyszłości czas oświeci mnie
nie tylko zdrowym duchem ciała, ale i bystrym intelektem.
Wtedy przeczytasz piękny prawdziwy mój wiersz.     

https://www.youtube.com/watch?v=gEzfobzCUI8



                 WIERSZAMI


Wrażliwością i natchnieniem obdarzył mnie Bóg...
Więc jestem winien podzielić się i z Tobą...     



          MOJA  POEZJA


Moja poezja jaka jest taka jest,
ale niezmyślona od pierwszego do ostatniego wiersza.
Moją poezję będziesz czytać z kołataniem serca,
z łezką w oku i z wypiekami na twarzy -
czasami ze wstydu za mnie,
czasami ze strachu i z żalu za siebie...   



  NIM  NADEJDZIE  JUTRO


Nim nadejdzie jutro,
A jeszcze zanim minie noc -
Bądź ze mną poezjo siostro,   
Kiedy kocham cię po stokroć   
Lepiej, niż kochałem lat temu trzydzieści.


Jestem przesiąknięty tobą 
Do szpiku kości i do cna wyczerpania
Jak emocji, tak i natchnienia wizją
Nigdy nie stawiając sobie pytania
Dlaczego to robię, co robię.


Na wszystkim i we wszystkim wiersz znajduję:
Na ścianie, żyrandolu, w ćmie,
W ruchomych telewizyjnych cieniach,
Które na posadzkę lądują.
Lecz póki nie zasnę, ruszać je nie śmie,     
Aż usnę do jutra - i uśnie ze mną wszystko.   



  TYM  KTÓRZY  ZAPOMNIELI,  ŻE  ŻYJĘ


Czas przemijał, lata ubywały - ubywają,
aż ubyło tyle, że siebie nie rozpoznajemy.

Ja dzisiaj jestem takim, że choć nie fruwam,
ale i ziemi nie dotykam.

Serce mam z prawej strony, oczy z tyłu głowy.
Jestem malowany ptak, choć skrzydeł mi brak.

Jedną nogą byłem w Niebie, drugą w piekle.
Była równość, zatem nigdzie nie trafiłem,
temu nie ma mnie ani na ziemi, ani w Niebie.
Zostałem uwikłany w poezję...
Jeśli chcesz mnie zobaczyć, szukaj tam!


     *     *     *

...Pisanie wierszy, to nie tylko dobre wykorzystanie nadmiaru czasu, 
ale i ucieczka od codzienności monotonii życia - do ubarwiania życia...



        ...WIERSZE  MOJE - SERCE  POETY...


Wiersze moje wiernie i dobitnie ukazują problematykę cierpienia,
że chociaż cierpienie nie było do życia zapraszane,
a ono jest - i tkwi w moim życiu...
Niemniej z tego właśnie powodu można wzbogacać duszę -
pomnażać natchnienie i funkcjonować wierszowo...   
Wiersze moje pokazują, że przez cierpienie fizyczne
i psychiczne można odnaleźć piękno życia, piękno przyrody,
a przez nią chęć aktywności życia i poprawy radości z życia...
Kalectwo, które napotkało się w życiu, może to absurd,
ale wzbogaciło i uwrażliwiło duszę bardziej, niż była uwrażliwiona przedtem...
Nadało nie tylko sens życia, ale zwłaszcza i przede wszystkim powołanie coś robić,
aby nie żyć w pustce duchowej tak, aby tylko żyć. 
Myślenie o poezji rozwija umysł, myślenie o rzeczach delikatnych,
pięknych, których nie można dotknąć, a tylko je odczuć,
które są ulotne fizycznie, a tylko możliwe duchowo,
emocjonalnie i to jest piękne i wzruszające...
Wracanie w poezji do dzieciństwa, które już nie wróci fizycznie,
ale w wierszach ono istnieje - oznacza mentalne cofanie się
do wszystkiego, co było dobre i złe w dzieciństwie...
W taki sposób dzieciństwo przeżywa się drugi raz,
kiedy bez poezji to nie byłoby możliwe.
Jednego dnia jest się dzieckiem, drugiego dorosłym i na odwrót,
co bez poezji jest tylko przejściem przez życie krótką myślą,   
chwilą, jeśli w ogóle takowe myśli i chwile przechodzą przez człowieka,
który nie jest uwikłany sercem i duszą w poezję.
A tutaj w tym przypadku one tkwią ciągle, czy prawie ciągle...
W poezji dotykanie miłości, piękna kobiet, uczucia, fascynacja 
ich ciałem, sylwetką, wyglądem jest czymś nadzwyczajnym...
Dostrzeganie u kobiet nie tylko to, że jest się im buhajem,
który może tylko rozładować swoje hormony w popędzie seksualnym.
Ale odczuwanie wrażliwości, podniet, erotycznych wzruszeń i emocjonalnych...
Kochanie kobiety nie tylko ciałem, lecz przede wszystkim i duszą,
takie walory wzbogacają wrażliwość i serce poety...

 
     *    *    *

Pisaniem wierszy porządkuje moje myśli, mój świat, który udręcza mnie od wielu wielu lat...!
Pisanie jest sposobem na życie, a zwłaszcza na czas którego ma się w nadmiarze.
Pisząc wiersze, człowiek jest czymś zajęty, ma sens życia i siebie bardziej docenia,
szanuje i nie czuje się tą roślinką, która w miejscu więdnie, starzeje się,
a z każdym dniem nabiera wigoru i pewności siebie, dotykając cech uczuć,
wyobraźni, obcując z tym wszystkim, co poetę wzrusza, co go boli i porusza,
nie mając nigdy niczego do woli, a stale inspirująco coś na nowo się odkrywa...


     *     *     * 

W moich wierszach jest przesycenie cierpienia, bo lubię pisać o cierpieniu;
w ten sposób stawia się opór cierpieniu - walczy się z cierpieniem...
I jeśli się nie wygrywa fizycznie z cierpieniem, to zapewne pokonuje się duchowo -
stając się po tym świadom, że walczyło się jakby z wiatrakami, których nie ma,
z duchami, których się nie widzi, a ich w końcu - w rezultacie pokonuje się wyobraźnią
natchnieniem, że stawia się temu opór - walczy się ze wszystkim, co stawia przeszkodę
lub problem i w konsekwencji odczuwania usatysfakcjonowanej wygranej...
Wtedy człowiek czuje się w zupełności uwolniony, a jeśli ból fizyczny pozostaje
z przyczyn fizycznych urazu ciała, nie jest on wtedy taki straszny.



        PO  FAKCIE


Nie wróci już to, co przepadło,
Jak kamień pluśnięty do głębin wody.   
W życiu najgorsze jest to,
Co w jednym dniu upadło
I nie wróci już nigdy do byłej urody.


A kiedy wszystko to, co upada -
Trwa latami lub przez wieki -
Ma się na to czas do rozwagi -
Zanim jak ten kamień pluśnięty
Bezpowrotnie utonie w głębi rzeki.   


Zatem, kiedy nagle nieszczęście przychodzi, 
A nie jest spowodowane winą człowieka,
Od własnej winy się odchodzi
I wini się los, kiedy przyczyna daleka. 


A z drugiej strony, kiedy nic się nie robi,
A wręcz nade wszystko nieszczęściu
Się sprzyja, to obie strony,
Utoną w błędzie, jak ten kamień,
Co pod wodą grunt martwością zdobi...



O mnie:

              WADA  WRODZONA,  CZY  BOŻY  DAR   


Ci, którzy piszą wiersze, powiadają: Odkryłem w sobie romantyczną duszę. 

Jako mały chłopiec już wiedziałem, że posiadam romantyczną duszę, gdy
zapędzałem się na majowe i letnie łąki, na chłopskie rozłogi, gdy jeszcze
nie wiedziałem, że kiedyś będę pisał wiersze. W moim przypadku prostego
niewykształconego człowieka, musiało minąć więcej czasu, żebym zaczął
pisać wiersze, iż u mnie nie istniał intelekt z posiadaniem wiedzy i zawartości
bogactwa słów, jakie niezbędne są w tym, co robię, a musiał zadecydować wiek 
i wiedza z życia, a nie nabyta z wykształcenia i inteligencji. Stąd przyszedł czas
na wykwit wierszy na średni wieku życia, co prócz autora dla literatury nie ma
żadnej różnicy w jakim okresie autor pisał wiersze, kiedy i tak za życia przekazuje,
a po odejściu z ziemskiego padołu świata pozostawia wszystko dla żyjących, co stworzył.

Poeta, to nie malarz. Malarz - posiada wrodzony talent. A jeśli kształci się w tej
dziedzinie - to po to tylko by polepszyć i udoskonalić swój talent.   

Natomiast poeta - prócz daru Bożego, musi znać zasób słów, żeby pisać wiersze.
Czego nie potrzebuje malarz. Stąd wykształcenie i wiedza poecie jest bardziej
niezbędna, niż w przypadku malarza.   

Wszyscy szczycą się wykształceniem, ci którzy posiadają wykształcenie.

Ja nie wstydzę się brakiem swego wykształcenia. Albowiem pamiętam słowa ŚP.
Pana Leppera - w swoim czasie powiedział: Wykształcenie nie zawsze idzie
w parze z rozumem.

Dodam od siebie: Nie sztuką jest przeczytać sto książek i napisać jeden wiersz.
Sztuka jest przeczytać jedna książkę i napisać sto wierszy.

W swoim czasie gdy te słowa wpisałem na literackim portalu - niektórzy internauci
nie pozostawili na mnie suchej nitki - wyszydzając mnie. A przecież chłop swoje wie.     
Używając tych słów - miałem na myśli być zmobilizowanym i aktywnym w tym co robię. 
Też mam świadomość, że sto wiersze napisane jednej osoby mogą mieć mniej wartości,
niż jeden wiersz drugiej osoby. Niemniej ze stu wierszy jest więcej możliwości znaleźć
jeden dobry wiersz, niż w przypadku jednego wiersza. Ot i cała filozofia chłopska. 

  Mieczysław Borys - [ Mietko poeta kamień - żywy kamień ]  2017-01-15


* * *

Drodzy internauci Forum FAR, czytając moje wiersze - spotkacie się z narzekaniem
na życie, inwalidztwo, los, nieszczęście jakie w życiu mnie spotkało. I choć jest
to całkowitą prawdą o czym piszę - i choć traktuję to jak koniec świata śmiertelnie 
poważnie, to w gruncie rzeczy na co dzień wcale nie jestem żałosnym ponurakiem,
a biorę to jakby za teoretyczną poezję. Lubię w poezji wyolbrzymiać, choć wszystko
jest całkowitą prawdą. Żyję tak jak wszyscy z taką różnicą, że na wózku inwalidzkim.
Sama moja treść wierszy świadczy, że prowadzę aktywny tryb życia - i jestem tu i tam.
A Jagiellonia mój umiłowany i ukochany klub jest tylko jednym z wielu życiowych
zainteresowań. Jeżdżenie na mecze Jagiellonii daje ogromną radości, frajdę i co
najważniejsze kibicując swojemu klubowi można zapomnieć o codziennych trudach
i cierpieniach w kalectwie i bardzo dobrze się bawić - przy tym odprężając się
psychicznie i fizycznie po ogromnych nagromadzonych napięciach w trudach życiowej
codzienności... W moich wierszach znajdziecie wszystko, co się łączy z codziennym
życiem: c i e r p i e n i e m - b ó l e m - ż a l e m, miłością, przyrodą, sportem,
patriotyzmem do Małej Ojczyzny, skąd pochodzę, jak i do Dużej Ojczyzny Polski,
WIARA w BOGA i zamiłowanie do wszystkiego, co jest dobrocią i ludzkie...
...Warto  ż y ć  i warto  b y ć  tu i tam...

https://www.youtube.com/watch?v=q2rYveSNKRI

Jestem po sześćdziesiątce, ponad 30 lat w związku małżeńskim pierwszym i jedynym,
dwóch synów, wnuczka. 30 lat na wózku inwalidzkim i jeszcze mam parę w rękach.
Nigdy nie załamałem się ani psychicznie, ani fizycznie, żeby nie chcieć żyć.
Żona, synowie i wnuczka zawsze dodawały mi powera do życia...
Nie musicie ze mnie przykładu brać. Ale pamiętajcie, życie macie tylko jedno.     

  05.06.2017, 14:43


     *     *     *

Jestem wszechstronnie nieutalentowanym.



            Sam  nie  wiem  skąd  to  przychodzi 


Nie umiem pisać wierszy, nie mam talentu, a lubię to robić.



                             Świadectwo  dojrzałości


Nie uczęszczałem do liceum, nie studiowałem, a więc nie wstyd mi, że brak talentu. 

Do wypadku w kopalni byłem chłoporobotnikiem na ziemi i pod ziemią.

...Teraz piszę wiersze pół metra nad ziemią czyli ciągle jestem w powietrzu... 

A czy jestem Aniołem na Ziemi, osądź sam.



       DO  POEZJI
 

Nie drocz się ze mną, Poezjo,
Ja nie jestem prawnukiem Mickiewicza. 
Jestem tylko losu sierotą,
Co nade mną stoi między Litwą,
Białorusią, a Podlasiem pogranicza.



      DRUGIE  NARODZINY


Nie chodzę po ziemi,
Ale i nie bujam w obłokach.
Wyszło to wszystko spod ziemi,
Co już zapomniałem o stawianych krokach.


Żyję między ziemią, a niebem,
Choć nie jestem ptakiem.
Poezja jest moim duchowym chlebem -
Co mi się przyszło trudzić pod tym znakiem.



        WEDLE  USPOSOBIENIA
   

Póki mam wzrok i w piersiach tchnienie -
Będę żył i pogłębiał swoje istnienie...
Ludzi kochał będę tak, jak mnie kochają,
Ale nie gardził tak, jeśli mną pogardzą,
Nie temu, że w Niebie zasługi mnie czekają,
Lecz ku temu, że tak dobroci moje mi radzą.



          PRZYPADŁOŚĆ  LITERACKA


Wkradła się do mojej duszy poezja mówiąc: za nic nie wyjdę!
Tkwi we mnie o każdej porze, nawet w głębokim śnie...
Choć jej powiadam: - Ja chłop z urodzenia wiem,
jak pole się orze, a nie słowem uwodzić ludzi.


Lecz ona jak natręt, uparta powiada:
- zniewolę cię, abyś z ułomności fizycznej wyzbył się
i biegł jak młodzieniec bez żadnej skazy po łące, polach i lesie,
gdzie się rodzą poeci z natury sentymentu do Przyrody i Poezji.
Wtedy nie trzeba ci będzie być chłopem i uprawiać rolę,
co najbardziej umiałeś, a zamienić na pióro -
wtedy będziesz i chłopem, i poetą,
i choć nigdzie, to jednak wszędzie.


     *     *     *

...Powstał we mnie głód nie dziennego posiłku,
a pisania wierszy po długiej rozpaczy nad życiem... 


     *     *     *

...Nie chcę żyć sam - a zatem piszę wiersze i Wam... 


     *     *     *

...Moją życia rolą nie płakać nad życia dolą, a ją opisać...


     *     *     *

Dlaczego wstawiam wiersze do internetu. Z pewnością nie dla zysku i nie dla sławy,
albowiem obce mi jedno i drugie. I dobrze. Z pewnością dla osobistego przetrwania
jako kaleki człowiek. I po to, że wiersze leżące w szufladzie nieczytane nie mają żadnej
wartości, bo tak jakby w ogóle ich nie było, iż prócz autora nikomu nie są znane.
A gdy wiersze są do internetu wstawiane - możesz przeczytać Ty i Ty i Ty...
A ja z tego jestem rad i szczęśliwym po brzegi uczuć, emocji i natchnienia...
I co najważniejsze w tym jest, że jestem spełniony. Dzięki Ci za to mój Czytelniku. 

  19.10.2016, 10:21


     *     *     *

Moja historia w wierszach nie jest zmyślona. Jest prawdziwa aż do bólu.   



          W i e r s z e


Wiersze, to taka piękna rzecz,
której nawet śmierć nie może odebrać.
Są przed i pozostaną po. 


     *     *     *

Choć uwieczniam siebie wierszami, nie dbam o rozgłos.   
Robię to z powodu natury osobistej i dla własnego przetrwania.
https://www.youtube.com/watch?v=obvizJRnezA&ebc=ANyPxKoHjFHulThhR2nCJlKNkNn4Yf3Ngcc-l8JMr156LGz17QlWtNG9ZwA1Cli0Vd5OBU0xrhYbYlWlh1mcT4QTc2ixLO8QZA



                              Czasami


Czasami lepiej poczytać wierszy prostego zwykłego poety,
niż z literatury Mickiewicza i Słowackiego, gdy tu z wyboru, tam z musu.


     *     *     *

Moja treść jest prosta i pokorna, którą zrozumie każdy.   


     *     *     *

Jeżeli piszę wiersze i publikuję w internecie, to Czytelnika świętym
jest prawem wiedzieć o mnie gdzie mieszkam, kim jestem i co robię.   


     *     *     *

...Odnalazłem siebie w wierszach, a co najważniejsze,
że to sprawia mi radość i wierszem wypełniam czas i życie...

 
       
                                 Życiorys  autora 


Mieczysław Borys urodził się 20 grudnia 1955 roku w rodzinie chłopskiej we wsi Cimanie,
w powiecie sokólskim na Podlasiu. Ojciec o imieniu Izydor, matka Marianna z domu Kułak
z rodziny chłopskiej we wsi Popławce w parafii Kundzin. Uczęszczał do szkoły podstawowej
w Starowlanach oddalonej o trzy kilometry. W trakcie szkoły podstawowej i po ukończeniu
pracował wraz z rodzicami na gospodarstwie rolnym. W 1974 roku już jako 18-letni wyjechał
na Górny Śląsk. Uczeń Ochotniczego Hufca Pracy przy PRIM Mysłowice - po ukończeniu OHP
przez kilka lat w tym samym zakładzie pracował jako monter instalacji sanitarnych. 
Następie górnik dołowy w PRG Mysłowice na oddziale IV KWK "Ziemowit".
Żona Barbara z domu Sańko z rodziny robotniczej urodzona w Sokółce.
Ojciec dwóch synów. Uległ tragicznemu wpadkowi podczas pracy w kopalni w 1986 roku.
W 1998 roku powrócił wraz z rodziną na rodzime Podlasie i osiadł w Czarnej Białostockiej
w otulinie Puszczy Knyszyńskiej. Dziadek jednej wnuczki. Taka była i jest wola losu.   
   

     *     *     *

Nie należę do żadnego cechu literackiego, a więc nie jestem obarczonym żadnym 
w literaturze zobowiązaniem. W słowie jestem wolnym, jak ptak w powietrzu.
Ale wcale to nie oznacza, że mam być nieprzyzwoitym w słowach, wręcz przeciwnie
jak najbardziej powinienem być uczciwym, szczerym, czystym bez skazy zakłamania
i prawdziwym tak, jak bije moje serce i kierują mną emocje, porywy serca i natchnienie.   
Tylko taka prawda jest coś warta w mojej literaturze, [ "choć z drugiej strony być może
nic nie jest warta." ] Wszystko zależy od tego, jak to odbiera Czytelnik.   


     *     *     * 

Moja poetycka twórczość wypływa wprost z wrodzonej osobistej wrażliwości, 
porywu serca, natchnienia i czasami weny. Posiadające wyżej wymienione cech 
traktuję jako dar Boży. Poza tym doszły do tego perypetie życiowe, które dodatkowo
wpłynęły na wymienione walory lub wady osobiste z czego stałem się wierszowym.
Robię to dobrze, czy źle, nie wiem, skoro nikogo nie pytałem, jak to się robi.   
Piszę tak jak [nie]wiedza moja na to zezwala i jak wymienione wrodzone cechy na to
wpływają oraz jak ironia losu tym pokierowała. Jestem samoukiem i samozwańczym poetą.   
Nie mam wydanych wierszy w tomikach, iż nie spotkał mnie jeszcze zaszczyt ten, 
aby jakieś wydawnictwo zaproponowało wydanie moich wierszy. 
A i ja sam nie zabiegam o to i także na własny koszt nie próbuję wydać wiersze.     


     *     *     *

Szanowny Czytelniku moich wierszy! Jeżeli Tobie moje wiersze nie przypadną do gustu,
a tym bardziej poziomem literackim, to doceń przynajmniej mój trud jaki sobie zadałem,
żeby spłodzić to co stworzyłem. Jestem tylko prostym człowiekiem bez wykształcenia
i choć to wcale nie usprawiedliwia mnie w tym co napisałem, ale z pewnością da Ci powód
do zrozumienia. To co spłodziłem, to nie dla żadnych zasług, tym bardziej nie dla żadnych
materialnych korzyści, a wprost z czystego samego natchnienia i z porywu serca i ot tak z
czystego powołania. I jeśli nie dla czystej poezji, to z pewnością dla własnego przetrwania.
A jeśli swoją treścią w wierszach kogokolwiek świadomie lub nieświadomie uraziłem, 
to najmocniej z całego serca i z ogromnym zawstydzeniem z pokorą przepraszam.

  Mieczysław Borys

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

[ Zdjęcia, które występują, jeżeli chcesz zobaczyć, musisz przenieść na: wp.pl
Powodem jest to, że: http://www.far.org.pl/forum/viewtopic.php?pid=73782#p73782
Niektóre zdjęcia posiadają możliwość bez przenoszenia na: wp.pl do otwierania,
niektóre samoistnie przeskoczyły do pliku Picasa Web Albums, niektóre wstawiane były
już po zastosowaniu ogólnej niedotyczącej mnie blokady przez Administratora strony. ]

Możesz też obejrzeć albumy wnosząc na: wp.pl

https://get.google.com/albumarchive/103276734392610294633

Lub wszystkie zdjęcia w jednym albumie

https://photos.google.com



          R E H A B I L I T A C J A   W I E R S Z E M



                  Co  Bóg  dał  oddaję  światu


...Jestem szczęśliwy, że jako prosty człowiek i ubogi w słowa,
mogę dać tyle wierszy światu. Wrażliwością i natchnieniem do poezji,
którym obdarzył mnie Bóg, wierszami przekazuję Czytelnikom...

  2016|01|01, 13:47



       CO  W  SERCU  I  W  DUSZY - NA  PAPIER


  ...Jeżeli życiowych udręk umieszczać na papier nie będę,     
Jeżeli z nadmiaru przeżytych doznań wierszy nie ułożę,
To w tym myślowym chaosie uduszę się i skonam...!   


     *     *     *

Jeśli pochwalić mnie nie będę watr, 
to i nie krzywdźcie mnie w żaden żart. 
Tak pisałem jak umiałem.   

A jeśli nie nauczyłem się niczego z życia -
a w nim z  c i e r p i e ń  na przyszłość,   
to sam sobie dopisuję gorzką pigułkę*. - [ puentę ]   



          POETA  JAK  CNOTA


...Prostota jest piękna, bo prawdziwa.
Prostota jest jak cnota - niewinna i czysta jak łza.
Żadna w niej gra, a co w sercu drga i co z myśli wychodzi.
Co oczy widzą i co dusza odczuwa i co serce pragnie -
W tym natchnienie podpowiada, co na papier położyć. 



Ja,  Mietko  poeta  kamień - żywy  kamień


Jestem słaby, kiepski, wadliwy, ale z sercem,
które bije nie tylko dla mnie, ale i Tobie.     



              CZASAMI


Kiedy przychodzi wierszowe natchnienie -
Szczęśliwy jestem jak dziecko, które nie zna trosk.
Jak ptak, który do drugiego życzliwy.
Jak Anioł Boski, któremu wszędzie jest Niebo. 


     *     *     *

...Życie pisane poezją i prozą...


     *     *     *

Jestem z Tobą. Ty bądź ze mną...


     *     *     *       

Witaj w moim świecie - w świecie prawdy nie obłudy,
[ gdzie zima jest nawet w lecie, a lato w zimnie ]
co nic nie prowadzi do zguby, a do przetrwania,
jeśli przyjdzie Ci się żyć w podobnym świecie, jak mój -
wtedy cierpienie moje będzie Twoim, a Twoje moim.


     *     *     *

...Krzyk w ciszy nie zawsze ktoś usłyszy,
ale i nie o to chodzi, a oto jak spełnić swoje natchnienie:
wydać w ciszy krzyku nasienie...   


     *     *     *

...Krzyk w ciszy wierszy prawdziwych...
I choć nikt mnie nie usłyszy - jestem wśród Was żywych...


     *     *     *

...Inwalidztwo inspiruje mnie do twórczości poetyckiej 
nie po to by zaistnieć, a po to by żyć... 


     *     *     *

Ten obraz, który mnie zmienił na zawsze pozostanie w mojej pamięci.   

https://photos.google.com/photo/AF1QipPTG8Gxd0y2idVMuvOUTPMkmmI8wMosTcxqh0DM


Z kolei ten obraz jest dla mnie czymś wyjątkowo nadzwyczajnym.

https://photos.google.com/photo/AF1QipMx6eCk81XHBzqsvIchr3POrsj8Hd0T0274A26K


     *     *     *

Wiersze to sens życia, wiersze to tlen.
Po co żyć skrycie, skoro życie to nie sen. 

http://www.youtube.com/watch?v=27LmXZDMiqI


     *     *     *

...Jeśli szczerze wyrażam siebie, przeciwności nie mają znaczenia.
Żyjąc z przekonaniem w tej wierze - mam czystą duszę i serce...

...W porywie serca i w natchnieniu duszy wiersze pisane...

http://www.youtube.com/watch?v=PYpg4BypJoA


Jeśli chcesz tutaj też możesz zajrzeć:

DZIECI WIEJSKIE NIE BAWIĄ SIĘ W PIASKOWNICY

[ Biograf Mietka - poezją, prozą i opowiadaniem ]

http://www.far.org.pl/forum/viewtopic.php?id=2541



               W I E R S Z E  MIETKA 


     *     *     *

Dzięki Waszemu czytaniu znane wiersze nieznanego poety.

Serdecznie dziękuję. Mieczysław Borys - [ Mietko poeta kamień - żywy kamień ]


     *     *     *

...Pisać wiersze każdy może, tak jak śpiewać każdy może... 


     *     *     *

...Moje wiersze jakie są takie są, ale płyną ze szczerego serca...   


     *     *     *

Na tym świecie
Pod nieba obłokami
Żyje chłopskie dziecię,     
Które się trudzi wierszami...       


     *     *     *

Różaniec wierszowy Mietka.   


     *     *     *

Ja nie do tańca i nie do balu,
a do różańca i do żalu. 



  Poranna  modlitwa  poety 


Do utraty sił, do utraty tchu -
Póki będę żył - podnosząc się
Z nocnego snu - dzisiaj znowu
napiszę wiersz...


     *     *     *

...Kiedy moje życie nigdy już nie urodzi piękna -
trzeba sobie stworzyć swoje piękno w wierszach... 

Wiersze ze szczerego serca płynące...


     *     *     *

Jestem tylko wierszowym analfabetą.
Człowiek mówić uczy się pięć lat, myśleć całe życie.



                          WYROKI  BOSKIE  NIEZNANE


Ja po prostu tylko byłem chłoporobotnikiem, który za pisane słowo się wziął.   


     *     *     *

siła prostoty jest ogromna, tylko trudna do odkrycia
teresa943


     *     *     *

A gdy już prostotę się odkryje jest piękna,
bo szczera, prawdziwa i niczym niezastąpiona.

  Mieczysław Borys



      NIEBIOSA  WIEDZĄ


Mam czas siewu...
A czy doczekam się czasu zbioru? 


     *     *     *

...Wiersze moje wyrażają to co widzę i czuję... 


     *     *     *

...W moim sercu wiersze zajmują dużo miejsca...   


     *     *     *

...Poezja nie polega na tym, by pisać jak Mickiewicz,
a pisać to co leży na sercu i w duszy gra... 


     *     *     *

Każdy dźwiga swój krzyż.
Mój krzyż jest poezją.   


     *     *     *

Nie piszę wierszy tylko o ptaszkach, ale i o  c i e r p i e n i u,
skoro życie [ los ] ze mną jest w igraszkach,
wszystko co mnie dotyka - muszę nazwać po imieniu. 



               Z  robotnika  na  poetę


Po tragicznym wydarzeniu nie mogłem znaleźć miejsca duchowego.
Szukałem siebie będąc rozbudzonym emocjonalnie
aż odnalazłem się w poezji - i teraz nie mogę znaleźć wyjścia
z poplątanej drogi - błądząc szukając to co utraciłem...



          Wiersze  moje


nie są informacją tylko wypowiedzią. 


     *     *     *

Wiersze moje kierowane są tym, którzy je przyjmą.


     *     *     *

...Piszę wiersze z pietyzmem...


     *     *     *

...Mam na ustach poezję,
w sercu natchnienie,
a w ciele  c i e r p i e n i e...   


     *     *     *

...Nie mam nic do ukrycia - piszę to co widzę i czuję.
Wszystko wynika z charakteru i życia -
na tym podstawę swojego pisania buduję...   


     *     *     *

...Wiersze moje są myślą moją i uczynkiem...



                    Ku  światłości  jasnych


...Złowieszczy los chodził za mną, jak cień - dopóki nie dopadł mnie. 
A gdy już dopadł - pogrążył w mroku podziemnym.
Od tej pory walczę z tym, żeby być światłem wśród ciemności mych...   



              Warto  żebyś  wiedział[a]


Czytając wiersze moje, gdy powiesz, że tylko narzekam,
pamiętaj, że z tego narzekania są zrodzone te wiersze.   


     *     *     *

Po co mi zgłębiać tajniki poezji,
skoro poezja jest tym co wprost wychodzi z serca.   



              Dwie  strony  medalu


...Drogę życia mam wyboistą, ale kierunek słuszny,
bo na tę chwilę rzeczywistą idę z wierszem wyborowi posłuszny...   


     *     *     *

Droga duchowa, którą podążam - jest poezją.   
W zamian nic nie żądam. Zapłatą jest czytanie.   


     *     *     *

Z bólu i cierpienia czasami rodzą się wiersze wielkie i piękne.



                            Wszem  wobec


Wszem wobec i każdemu z osobna dzielę się wierszami i nie chcę za to zapłaty.
Ojczyzna Polska w której żyję moja ukochana jest moją zapłatą.
A Ziemię Podlaską moją rodzinną nad wyraz doceniam i w wierszach wyróżniam. 

  Patriota Mietko


     *     *     *

....Moje życie to wspomnienia, ale i teraźniejszość...




                    W I E R S Z E   M O J E G O   Ż Y C I A



                              Powód  pisania  wierszy


Czytając wiersze, gdy dostrzeżecie różnego rodzaju błędy, literówki, grafomanię,
pamiętajcie, że ja każde słowo napisałem sam, nikt w tym mi nie pomagał. 
A przecież do wypadku należałem do ludzi klasy chłoporobotniczej i do zaiwania
na roli i w kopalni, a nie do pióra. Za pióro wziąłem się już po wypadku, gdy los
posadził mnie na wózek inwalidzki, w tym wypadku musiałem robić coś - wziąć się
za coś. W kolejności kalectwo i charakter popchnął mnie do pisania - i teraz
nie potrafię już wyzwolić się z tego. Piszę wiersze sobie i Wam... 


     *     *     *

Nie znam człowieka mego pokroju, który w tak krótkim czasie napisał tyle wierszy. 



          Wierszowy  różaniec


Ja, służebny laik poezji; ze świtem budzącego dnia -
słucham porannej zmiany śpiewu skrzydlatych,
witam spoza puszczy wynurzające słońce, 
nocy mówię: żegnaj, dniu: dzień dobry. 
Piszę poranny wiersz - karmię natchnieniem duszę
wrażliwą od tego czasu i miejsca:
     

   Gdy  byłem  małym  chłopcem
      [ buszowałem w łubinie ]


Gdy byłem małym chłopcem,
  zapędzałem się na chłopskie rozłogi,
   spotykałem podlaskich wyżyn pagórki,
    rósł kwitnący biało-niebieski łubin,     
     wchodziłem w jego gąszcz i woń,
      chrzcił mnie po wyniosłość poetyckich zaślubin,
       czułem się jak mały Boży Anioł w Raju.
Owady spijały nektar, szeptały o cichej poezji
   - natchniony byłem, jak dziecko Mickiewicza
    i za nic nie chciałem wyjść z tego polnego raju.     
Na niebie ukazał się znak w postaci Boga,
  przybył do mnie, pobłogosławił i rzekł:   
   Mój ty Boży synu, jutro będziesz poetą.   
Namaszczony dotykiem Boga, wzruszony 
  natchnieniem, wonny zapachem łubinu,
   radosny wracałem ścieżką
    przez pola i łąki do domu.
Kiedy dorosłem zacząłem pisać wiersze. 


Rozmyślam o tym o czym myśli kaleki człowiek,
idę nie nogami, a śladami wspomnień i jak dyktuje serce,
oczyma dotykam wiosennych krajobrazów, nieba,
serce me trzepocze, jak w locie skrzydła ptaka,
pierś uciska kamień, choć nie leży na sercu, 
ślubnej dziękuję za trwanie, Bogu za życie,
światu za pokój, wiośnie za słonce i odradzania się przyrody,
ptakom za śpiewanie, drzewom za biel i zieleń i za oddychanie,
łąkom za ukwiecenie, polom za zielone i złote łany,   
zwiastunom wiosny za nabierania wrażliwości w dzieciństwie do przyrody,
rodzicom za przyjście na świat, miejscu za przeznaczenie; 
po czym wyrosłem na duszę taką jaką jestem dzisiaj. 
Piszę wiersze...


Mój Boże, otworzyłeś bramy raju,       
Przepiękną wizją dałeś nadzieję.           
Krainą łubinu przywołałem wspomnienia,     
Nostalgiczną pieśnią o spełnionych marzeniach...   

  Czarna Białostocka - Podlasie, 10.04.2015, 11:44



          Kamień  wieczności

https://photos.google.com/album/AF1QipPwHmTKR8zLOmcRaGdpxV-_iRH1Vm3L5NXXUo4_/photo/AF1QipOCw9LDfrb84GIpvzdj3aAUZdvakk0RMsoqnQi8

Pod tym kamieniem położę wiersze podpisane moim imieniem,
może przetrwają tyle, co on.
A kiedy po latach - stuleciach słowa mocy nabiorą
- uniosą ten kamień, który z wiecznej martwicy stanie się żywy.
Wtedy przemienię się do martwych wiedząc,   
że kamienie żyją, a poeci umierają.

  Wiersz pisany w dniu 07.11.2010 roku.



                       IRONIA  LOSU


To że okaleczyłem się wielka szkoda, ale spojrzeć z drugiej strony,
to Bóg widział w tym jakiś sens, bo po tym piszę wiersze... 



WIERSZE  OCALAŁE  Z  PIERWSZEGO  OKRESU  TWÓRCZOŚCI


                                       
         Paraplegik


Od ponad roku, gdy się budzę rano,
To jak matka dzieciątko, odwracam siebie
I mówię: - Cierpiący los mi dano!
I myślę: życie daleko do ciebie...


W okno spoglądać nie chcę,
Dręczyć serduszko za często.
A żyć przecież tak bardzo chcę,
Myśląc o tym i tamtym tak często...


A kiedy wracam do lat z dzieciństwa
I wspominam z życia kawał czasu.
Wtedy zapytuję sam siebie,
Czy nie pokutuję za jakieś świństwa,   
Których nie popełniłem zawczasu?   


A za oknem życie się toczy
I jak woda płynie czas...   
Są takie chwile, że coś mnie uroczy,
Bo tak szybko przemija uroda i życie w nas.
https://www.youtube.com/watch?v=ZNahS3OHPwA

  Mysłowice 1987 rok.



Zatrzymał  się  czas  roku  pamiętnego - [ 1986 ] 
 

Zatrzymał się czas roku pamiętnego,
Lecz serce wciąż mocniej bije.
Nie w sposób poszukać wyjścia innego
I tak w tym życiu się ryję...


Po nocach papier mażę -
Wciskam sam sobie te rymki
Aż w czymś się zamarzę
I których nie ma widzę na ścianie kilimki!*


Powód choroby zbyt tak mnie nie krzywdzi,
Jak wyrosła i czuła tęsknota...
Ileż to cierpień los we mnie sprawdzi?
A może u schyłku sił mych, wolności otworzy wrota? 


Jeśli tak, to niech postawi na nogi
Trochę wolniej, niż kiedyś z nóg zwalił,
Bym nie zapomniał powrócić w te progi
Skąd kiedyś żem się oddalił.   


Bądź mi czasie posłuszny,
Nie trzymaj na uwięzi,
Niechaj to już będzie w dzień zaduszny
Unieść się w drogę, jak ptak z gałęzi.
https://www.youtube.com/watch?v=FOt3oQ_k008

  Objaśnienie: kilimki* - określenie na Podlasiu, że mamy do czynienie
  z dywanem - narzutą na tapczan, wersalkę lub jako matę wieszaną na ścianę.

  Mysłowice 1987 rok.



        Lilie  żonie  do  ogródka


Są gdzieś jeszcze bagniste takie miejsca,   
Gdzie melioracji stopa nie stała,
Tam one bielą się złocą. Ach, gdybym mógł iść tam,
Jak miły mi Bóg, poszedłbym już dziś nawet nocą.     


Lecz spotkała mnie taka chwila spytać sam siebie za ile:
Godzin, dni, lat serce moje wybije,
Abym mógł pójść - przynieść - posadzić żonie w ogródku lilie?


Lecz to tylko sny, co się kotłują po nocy...
Te dni, które malują papier przetrwania w pomocy, 
Co bym mógł podnieść nóżki moje z bezwładu
I posłać je w ciągłe chodzenie:
Po ten kwiat biały, który symbolizuje nadzieję.
Za tą miłością, która jak woda przez darń
Nigdy nie została przelana.
Za tą nadzieją, która nigdy nie gaśnie.
I za tym życiem póki śmierć w nie nie trzaśnie.   
https://www.youtube.com/watch?v=hJ8degRmJEk

  Wiersz z 1987 roku. Mysłowice
  Zrekonstruowany w marcu 2008 roku. Podlasie
                                                                               
--------------------------------------------------------------------------------------------------------



               OPOWIEŚĆ  WŁASNA  O  TRAGICZNYM  LOSIE  GÓRNIKA


Był to dzień, który wywrócił wszystko do góry nogami w moim i mojej rodziny życiu.
Był to dzień, który zmienił moje życie. Nie mogłem uciec od losu, który był mi pisany. 


Uzupełnienie przed wierszem do wiersza: Z PIEKŁA WINDĄ DO NIEBA 



                      TRZY  SNY


       Sen  pierwszy - powrót  na  ojcowiznę


Słoneczny lipiec dnia dziewiątego w godzinę dziewiątą,
wchodzę do domu rodzinnego, wita mnie syn,
oczekując minutę może i pięćdziesiątą, żeby powiedzieć:   
- Tatia, diaj ćiapkie! Po czym wyciągnął ręce brać na ręce.   


Młodszy syn w kołysce śpi, krzyku nie wydaje z życia miesięcznego.   
Żona krząta się w kuchni, szykuje śniadanie mężowi swojemu,       
któremu ufa w dobroć do życia wiecznego - obustronnie nie przewidując,
że w dwa dni, ja jako górnik krwią z ust i z uszu ...się zaróżowieję.     

     
Głęboko śpię po nocnej "szychcie"* zmęczony - ...śni mi się,
że wróciłem na ojcowiznę objąć po ojcach gospodarkę,
jak schemat połączony, który na roli jest tradycją pokoleniową.     


Wychodzę z domu rodziców, jeszcze na schodach,
widzę brata w stodole na klepisku.     
Na dachu spore stadko gołębi kolorowej urody,
na końcu pokrycia dachówki królicza niejedna chata!     
                                                           

Zeskakuję ze schodów, jak często to robiłem
i idę przywitać się z brata, już rolnikiem.
Brat z uśmiechem idzie do mnie na spotkanie, a jakże.
Lecz ja obrażony w połowie drogi wracam. A co z tego wynika?


A to, że brat starszy był szybszy i przechytrzył mnie,   
objął po rodzicach ojcowiznę, która należała się bardziej mnie.
Powiedziałem do żony: - Z tego wynika, że wracajmy na Śląsk!   
Brat wyprzedził mnie i już nie będzie ze mnie rolnika. 



            Sen  drugi - bójka  z  teściem


Jest dzień dziesiątego lipca, śpię zmęczony po "szychcie" - ...śni mi się, 
że jestem w rodzinnej Sokółce, spotykam teścia - 
rozmawiamy o powrocie na gospodarkę.     
Teść odradza: - Nie bądź w tej spółce! Zmarnujesz mojej córce życie!
Kontruję teściowi: - Co to was obchodzi! Żona idzie tam, gdzie mąż. 
Takie jest w małżeństwie jej obowiązek.
Z niezgody między nami do szarpaniny dochodzi! 



           Sen  trzeci - wyjazd  na  pogrzeb  ojca             


Sobota jedenastego lipca 1986 roku Pańskiego.     
W śnie listonoszka przynosi smutną wieść górnikowi:
Mam tutaj niemiłą wiadomość do pana szanownego. Śmierć dotknęła was!
Pocieszając mnie powiedziała: I wszystkich dotknie, jak będziemy wiekowi!

  II

W drodze na pogrzeb na stacji Katowice sen się znajduje:
jestem z żoną i z synem, syn w wózku spacerowym.
Młodszego syna przy nas nie ma i nigdzie go nie widzę,
ale widzę zbliżający się pociąg, tory ułożone łukiem o dziwo na łące! 
Pociąg stoi na peronie, po obu stronach łąka mleczowa.
Pomagam żonie i synowi wejść do pociągu.
A tutaj nagle na końcu składu pojawiła się niespodzianka owa,
którą jest syn sołtysa z mojej wsi rodzinnej z moim rowerem składakiem   
biegnący po peronie, jak po górniczym spągu*.


Pociąg rusza! Żona z synem odjeżdżają. Ja na peronie krzyczę:
Kazik, szybciej dawaj, pociąg odjeżdża! Kazik biegnie dalej, rower nie porzuca.
Tymczasem widzę, jak smutno żonie, skoro czekam na rower na peronie,   
a pociąg: "fu fu, fu fu, fu fu, fu fu, fu fu, fu fu" odjeżdża!


Zostałem z Kazikiem na łąkowym peronie! 
Gdybym odjechał pociągiem wraz z żoną i synem,
w tym dniu z soboty na niedzielę przynieśliby smutną wiadomość żonie:
Dzisiaj zginął pani mąż o drugiej w nocy!   


Zatem we śnie nie pojechawszy na pogrzeb ojca,
tym samym nie pojechałem na pogrzeb własny!
I dzisiaj żyjąc, Tobie to opisałem.

  Objaśnienie: na spągu, spąg* - grunt pod stopami w kopalni.



WSTĘP DO WIERSZA:  Z  PIEKŁA  WINDĄ  DO  NIEBA           


Czas w pełni letni lipcowej nocy,
Wskazówka zegara dobija do północy.     
Organizm niewypoczęty, jak zwykle
Zajęczym snem w dzienne nieludzkie cykle.


Instynktownie nie chcę iść do roboty,
W duszy ciężar i kac z niewyspania. 
Z przeczucia w podświadomości czuję kłopoty
I nie chcę iść od żony i synów na nocne rozstanie.   


Takie i wysyłam żonie ustne zapytanie?
Odpowiada: - Nie idź, jeśli nie chcesz. 
- Nie jest tak, jak mówisz, przecież wiesz.
Obowiązek to obowiązek.


Mam żonę, dwóch synów, a smutek w duszy mi gra...
Oczy błyszczą mi się, jak u niewyspanego
i umęczonego robotą człowieka,
Któremu właśnie dzisiaj akurat nie chce się
iść do "polskich murzynów"*.


Na przystanku po północna cisza szła...
W powietrzu zawisły smog, nie mgła.
Wdech powietrza gorszy, niż wydech
I parność bez przewiewu w miejscu drga...


Winda w szybie prowadnikiem do piekła gna -
Pędem "luft"* słoną wodę na twarz zagania...
Życie nie ma swego zdania, iż "ki diabeł"*
za nim się ugania.

Na dole czyli w kopalni pod ziemią:

Droga piesza po wzniosie ku "golgocie" wiedzie -
Odpoczynkiem "szwele życi"* są wygodne.   
Mowa od starego górnika dyskusję rozwiodła;
"Kto co kiedy złamał z datą zgodnie?!"


On powiada: "Jedna data jest mi klątwą -
Dziewiętnasty sierpnia rok w rok na mnie wyrokiem spadnie!"
A u mnie, choć przeczucie smutne i dusza dzisiaj wątła,
Mówię do kamratów przed robotą przywitania:

- Nic w życiu jeszcze nie złamałem nawet palec.
Stary górnik odrzekł: - A mnie co roku noga,
Ręka, palec, stale jestem w tej klątwie bywalec!


W czole przodka rozpoczęty taniec -
Po zmianie poprzedników w dziewiątce i dziesiątce niewypał!
Odpaliłem niewypał do pierścienia obudowy wstawieniec -
Po skręceniu obudowy, począłem górotworze podsadzkę
do całości wpychać...


Na uskoku* odstrzał i przed strzałka w przodku szczelin -
pęknięć nawyczyniała!
A że piaskowiec, jak węgiel od pęknięć głosu nie wydaje -
Dostał powietrza i wody w szczeliny nie mało
I bez głosu ani stąd, ani zowąd z czoła przodka
na grzbiet górnika cios zadaje!

...Dalej jak się stało czytaj: WINDĄ Z PIEKŁA DO NIEBA

  Objaśnienia: "polskich murzynów"* - czyli górników.                 
  "luft"* - w języku śląskim po prostu powietrze.   
  "ki diabeł"* - z określenia górniczego na Śląsku oznacza coś,
  co wróży źle, złe do przewidzenia, wyobraźni i do złego wydarzenia.
  "szwele"* - podkłady kolejowe.
  "życi"* - czyli pupie.
  na uskoku* - przejście skały z kamienia w piaskowiec, następnie
  w łupek kamienia z węglem i w ostateczności w pokład węgla.



                   Z  PIEKŁA  WINDĄ  DO  NIEBA
                           [ KWK ZIEMOWIT ]

  http://lubaledziny.prv.pl/slides/lotnic … mowit.html
  http://www.youtube.com/watch?v=LBmUBMnuU2k   
                           
  Luft* kopalniany wśród nocy lutniami* przywiał do przodka* smutne niepokoje,
  Bo to dzisiaj jako hajer przodowy* padłem na urobek* skałą piaskowca trafiony!
  I tylko "hy" wciągając powietrze zrobiłem - przez chwilę bez przytomnością obumarły byłem!
  Aż z uszu i ust krwią oznajmiło, że to był niczym trud, gdzie życie ze śmiercią na co dzień się biło!
  I teraz przy mnie jesteście, moi kamraci, w nocnych cieniach podziemi.
  I czas ten, który nas podzielił, a połączyła ta chwila beznadziei! 


  Powiedz, mój Boże! - Czy jakiś odmieniec wyłonił się ze mnie w sklepieniach mroku? 
  Czy chcesz już i tak mnie nazwać: jestem już jak źródło przekwitu?   
  Bo i kto już teraz nazwie mnie, jak znane imiona? Jak symbol ciężkiej roboty?
  Gdy słowo "gruba"* na zawsze zostanie zgubione, jak ostatni windą wyjazd do nieba,
  Jak po tym pierwszy okrzyk boleści!


  Grubo, ciebie już dogłębnie poznałem, tylko jak teraz mam do ciebie powrócić?     
  To już nie pierwszy, nie setny, nie tysięczny, a ostatni wyjazd!
  Jeden z kamratów powiedział: - Chłopaki, zobaczcie, on spuchł! Chyba umrze?! 


  Ja na półprzytomny, na pół ogłuszeniem otumaniony i obumarły, czuję żal,   
  Że już odchodzę z tego nieludzkiego miejsca mroku, który przed chwilą,
  Przed krokiem był chlebem. A czyżby już dzisiaj teraz stanie się za chwilę,
  Za krok Niebem? W Bogu osąd, czy wyjadę ostatnią windą do Nieba,
  Czy wyjadę na drugą stronę świata, którym jest umiłowana ziemia?   


  Do żony młodej, jak pąk na drzewie przedwiośnia, tylko, tylko i tylko dla mnie zrodzonej.
  Do żony młodej i pięknej niczym, jak sarna łania sylwetką i w rzeczywistości mojego upodobania.
  Ale nie pstra, nie dzika, jak koza, a miła, jak kwitnąca wiosna w maju.
  Dobra, jak sen po szychcie* nocnej. Gorąca, jak piec w mroźną zimę
  I prawdziwa, jak Bóg w Niebie i na Ziemi. 


  Do synów, żeby starszy w progu domu powiedział: "Tatia, tatia diaj ćiapkie!"
  Po czym włożyłby sobie na głowę. Do syna drugiego miesięcznego niemowlęcia,
  Który w kołysce przybytek potomstwa płaczem oznajmia!   

  Na Boga miłego! Do żony i synów! Co wy poczniecie, kiedy wiadomość przyniosą,   
  Że wasz mąż i ojciec opiekun, żywiciel, padł na urobek skałą piaskowca uderzony?!
  I teraz na nosze górnicze położony! Co wy poczniecie, kiedy żal i smutek rozpaczą was ogarnie?
  A i ja co pocznę, jak światu i wam w oczy spojrzę?
   

  A teraz w ostatnią drogę, ruszajmy kamraty na osąd medyczny!
  Bo Boski wciąż jest nieznany? Nosze - ostatnią drogą przeze mnie nazwane;
  Mokre, chłodne i solą górniczą posiwiałe. Cierpka koszula z mroku podziemi,
  Urobkiem piaskowca do skóry, jak smoła przyległa. Ze stropu krople słonej wody
  Na czoło i twarz strudzoną jedna po drugiej raz po raz kapie...
  Oczy przeżera, jak ranę niezabliźnioną i czas przodowania kończy się w znoju,
  W bezwładzie nóg, jak na wojnie z kulą w krzyżu po boju! 


  Niosą mnie kamraty, niosą po upadzie pochyłym*, do wagonika z "krzyżem sanitarnym",
  https://photos.google.com/photo/AF1QipMjLqkpFI0YnneCp7mQ19YFX1AOJgCBoUXDQcmA
  Zdyszani i przestraszeni, wreszcie docierają i do wagonika mnie wkładają.
  Wagonik ruszył ku szybowi stukając po złączach szyn kołami...
  Mijając pierścienie obudowy chodnika, jak cienie odbicia mego w świetle topieli...


  W szybie pęd powietrza silnym naporem, jak grom atmosferycznej burzy,
  Zaczął mnie do podłoża naciskać! Ziąbem chłodu mokrą koszulę przewiało
  I do skóry ciała nieznośnie przykleiło, po czym w drgawki i w skurcz torsu objawiło...
  Z szumem i z hukiem windy ku wierchowi, już ku ludzkiemu gruntowi powierzchni mkniemy.
  Winda stanęła - szyb się otworzył - dzienne światło w oczy łuną błysnęło!
  I choć o świcie, to letnim i ciepłym ssącym do szybu podmuchem -
  Gwiżdżącym luftem po mnie powiało.   


  Wynoszą mnie kamraty, wynoszą na świat ludzki, jest piękny, jak nigdy wschód słońca,
  Bezchmurnie na wschodzie i całym niebie! Porankowy zapach ziemi śląskiej - KWK "Ziemowit"   
  Z podążaniem za mgłą obudzone istoty ze snu wybawi.
 

  Wiele razy na Podlasiu spotykałem i widziałem wschód słońca...
  Bywało piękne, jak nigdzie, mieniło się błyskiem słonecznych promieni,
  Świeciło się z ruchami powietrza po ziemi...


  Ale teraz tutaj, jak nigdy nigdzie rozjaśnia się poranek rozpościerając światłem
  Na nowy dzień z nocnych pościeli. A ja z bólu i żalu aż stękam i pękam,
  Że żegna mnie ostatnia w życiu szychta* na którą przyszedłem z soboty do niedzieli!


  Dotarto ze mną na punkt opatrunkowy, z zimna dygoczę i łoskoczę szczękami...
  Przykryto kocem aż do głowy, leżąc w pojawiającym cieple, spocząłem.
  Ciało i dusza, jak obumarła - wiotkością powieki się zmrużyły, poczułem ulotność
  Z odczuciem, jakoby niektóre organy mego ciała już nie żyły!   
  Lekarz za życiem do źrenic powieki rozszerzył, czy będę żyć, czy umrzeć czas przyszedł?!
  Wśród obecnych nikomu nic nie mówiąc, co ze mną jest i co dalej będzie?
  Tym zachowaniem przeraziło mnie, że ostatnia godzina mojego żywota już wybiła?!
  Ze strachu o nic nie spytałem. Lekarz dalej starał się urazy cała rozeznać -   
  Po czym i do dalszych leczeń skierował! 


  Erka do szpitala w Tychach wiozła - na przejeździe kolejowym potrząsając
  Z krótkiego snu wybudziła! Teraz poczułem się, jak strzał trafiony do kozła
  I bieda na całe życie się zrodziła! W bramie holu szpitala syrena zawyła!
  Czym prędzej w pośpiechu do oględzin personel i Pani doktór miła, stwierdziła:
  - Uraz rdzenia kręgowego L- 1 - paraliż kończyn dolnych, odbite płuca, uraz czaszki!
  No cóż, to górnictwo! Niejednego taka dola.       


  Ból w koło pasa nieludzko mnie przeszywał, z czego chciałem skręcić się w kłębek.
  Poprosiłem: - Dajcie mi coś na ulgę, iż żem jeszcze z cierpieniem się nie uporał?!
  Podano leku naparstek po rąbek. Nie wiem, co się stało? Dlaczego? Ale zwróciłem.
  Po tym sam nie wiem kiedy, ale coś takiego ze mną lekarze zrobili, że z urazu dolegliwość,
  Jak wydech rozmyło - i teraz jestem jakoby w duszy ulotny i sam nie wiem,
  Gdzie jestem? Co było? Łachy robocze z piaskiem z chodnika na mnie pocięto,
  W szatę szpitalną ciało na pół obumarłe na wskroś owinięto i do dalszej podróży decyzję podjęto!
  W materac pneumatyczny, jak niemowlę mnie ułożyli i w drogę na zabieg
  Operacyjny rychło do szpitala w Piekarach Sląskich na sygnale podążyli!


  Na stole operacyjnym, gdzie życie ze śmiercią walczyło, a czas niefikcyjny
  Szybko przemierzał! Gwiazdy niebios na jawie karty rozłożyły, czy żyć będę?
  Czy umrzeć się przyjdzie? Medycy przy lampach świateł srebrzystych w
  Blasku i cieniu ku bezwładności i otumanieniu księgę zieloną na zgodę 
  Życia lub śmierci podpisać podali! I choć w tej chwili nie było we mnie
  Świadomych umysłów, księgę podpisałem. A potem bez względu na to,
  Boża ręka i skalpel medyczny zadziałał. I po tym wszystkim, budząc się,
  W świecie ludzkim przestałem być obumarły.
  I dzisiaj mogę się witać z Wami z oddali...               

  http://www.youtube.com/watch?v=ULMtbisYdCQ

2 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2021-01-30 12:00:49)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]


   Objaśnienia: "Luft"* - czyli powietrze atmosferyczne, określenie używane na
   Górnym Śląsku w górnictwie na dole i na powierzchni.   
   "lutniami, lutnie"* - czyli rury z cienkiej blachy do montażu wentylacji-nawiewu
   powietrza do chodnika czyli do czoła wyrobiska.
   "urobek"* - jest to kupa-zwał węgla lub piaskowca przy czole wyrobiska chodnika
   po dokonaniu odstrzału górniczego.
   "przodka"* - przodek czyli czoło ściany chodnika na dole w kopalni.
   "hajer przodowy"* - czyli górnik strzałowy wykonujący roboty w czole chodnika   
   i wykonujący odstrzał czoła chodnika.
   "gruba"* - określenie w języku śląskim nazywane na kopalnię przez górników
   na Górnym Śląsku.   
   "upadzie pochyłym"* - jest to określenie w górnictwie, jeśli ma się do czynienie
   z chodnikiem, który jest drążony ze spadem poziomym lub po wzniosie.
   "szychta"* - określenie na zmianę do roboty.

    Wiersz pisałem w marcu 2008 roku. Podlasie



               Tak  było


Kiedy kopalnianą skałą zostałem uderzony -
leżąc na spągu zobaczyłem Anioła Śmierci!   
   

     *     *     *

Bóg nie dał ziemskiej skale odebrać mi życia,   
Choć tak chciał uczynić mój los.
Mam jeszcze coś do odkrycia -
Zatem wiersze to mój głos...


     *     *     *

https://www.youtube.com/watch?v=6jj_UeP9W48

" Przyszła do mnie pewnego ranka,
Pewnego samotnego niedzielnego ranka.
Jej długie włosy powiewały
Na wietrze w środku zimy.
Nie wiem, jak mnie znalazła,
Kroczyłem bowiem w ciemności,
A wokół mnie rozpościerało się zniszczenie
Po walce, której nie mogłem wygrać.

Zapytała mnie wtedy o imię mojego wroga.
Odrzekłem: żądza, co tkwi w niektórych ludziach,
Co każe im walczyć i zabijać swoich braci
Nie zważając na miłość ni Boga.
I błagałem ją: daj mi rumaki,
Którymi stratuję mych wrogów.
Tak żarliwe było moje pragnienie,
By skończyć z tym marnotrawstwem życia.

Jednak ona nie myślała o walce, która
Zamienia ludzi w zwierzęta,
Tak łatwej do rozpoczęcia,
A mimo to niemożliwej do zakończenia,
Jako że jest matką wszystkich ludzi,
Która tak mądrze mi wtedy doradziła.
Obawiałem się, że znów będę szedł samotnie
I poprosiłem ją, aby została.

O pani, wyciągnij ku mnie swą dłoń
I pozwól mi spocząć tu u twego boku.
Miej wiarę i pokładaj ufność
W pokoju, odrzekła
I wypełniła moje serce życiem.
Siła nie tkwi w liczbach,
Niech cię to nie zwiedzie.
Lecz gdy będziesz mnie potrzebować,
Bądź pewien, że nie będę daleko.

To powiedziawszy, odwróciła się
I choć nie mogłem wymówić ni słowa,
Stałem i patrzyłem, póki nie ujrzałem
Jej znikającego czarnego płaszcza.
Mój trud nie jest lżejszy,
Lecz teraz wiem, że nie jestem sam.
Znajduję w sobie nową siłę za każdym razem,
Gdy myślę o tamtym wietrznym dniu.
A jeśli pewnego dnia ona przyjdzie do ciebie,
Czerp pełnymi garściami z jej mądrych słów,
Weź od niej odwagę
Jako swoją nagrodę
I pozdrów ją ode mnie. "


     *     *     *

Drodzy Czytelnicy, gdyby Bóg obdarzył mnie takim rozumem,
jak wrażliwością, pisałbym takie wiersze, że papier płonąłby.
A z drugiej strony, gdybym posiadał taki rozum nie miałbym wrażliwości. 
A tak to tylko ja płonę... A papier jest niewzruszony. 

  Mieczysław "Mietko" Borys - [ poeta kamień - żywy kamień ]



          "WESELE",  Ty  i  ja         
   

Dzień kwietniowy z porankiem Świąt Wielkanocnych,
Idziesz przez łąki, łuskając złocistymi bucikami źdźbła trawy,
Słabo jeszcze kiełkującej, lecz dość na tyle, by po nocnej wilgoci
Strącać z kiełek krople porankowej chłodnej rosy.   
Ujrzawszy Cię jeszcze z oddali -
Nagle we mnie uczuć wszystkich zagrały organy.
A gdy spostrzegłem blaski słonecznych promieni
Na sukni brązowozłocistej, od razu pomyślałem,
Że już nic we mnie się nie odmieni,
Będę Cię kochał aż do staro złotej późnej życia jesieni...
I zanim doszłaś do mnie, już umysłu moje sensory
Na wskroś miło i z uczuciem z Tobą się przywitały,
Jak nigdy do żadnej panny do tej pory.
Z wysmukłą sylwetką coraz rychlej się zbliżałaś,
Zgrabnymi nogami mieniąc suknię falami
W blasku promieni słońca wiosennego.
W tej chwili, jak nigdy za żadną panną oniemiałem z piękna Twojego.
A gdy wstąpiłaś na miedzę, nieośmielony ruszyłem ku Tobie,
Przeszyty wzruszeniem i dreszczem namiętności,
Jak nigdy dotąd w sobie, bo przecież mam wziąć Cię
W ramiona zbliżonej naszej miłości.
Na przywitanie buziaka mi dałaś
I w tym podzieliłaś się ze mną wzruszeniami
Tak jak założyłaś, tak jak chciałaś i tak jak to czułaś.   
Poczułem się wzruszony, jak nigdy dotąd,           
Skoro ujrzeć takiej Panny nie mogąc dotąd.   
Za ręce jak dzieci my się pobrali
I do stołu weselnego z miłosnym uśmiechem udali.

Weselną przekąskę spożywać goście
I my nie inaczej do stołu przysiedli,
Bo to przecież podlaski zwyczaj jest taki:
Zanim nowożeńcy przed Bogiem do ołtarza
Po zaślubiny na wieczną miłość przysięgę złożyć mieli,
Tymczasem weselni goście jadło i samogon spożywając,
Śpiewają podlaskie weselne przyśpiewki parze młodej...
Do tego orkiestra weselne kawałki przygrywa...     
Każdemu z osobna w duszy melodia jest żywa...
Wiejskie kobiety białoruskie piosenki wyśpiewują...
Pannie młodej świetlaną przyszłość malują...
U Panny młodej ze wzruszeń łez co niemiara,
Bo już czas ruszać do Domu Bożego po zaślubiny!
A zatem Panny młodej rodzic: ojciec, matka,
Klęknąć młodym przed obrazem Matki Boskiej kazali!
- Dzieci, my tutaj przed wami, ojciec i matka,
Błogosławimy was oboje, żeby w życiu
Na waszej nowej drodze dobrze się żyło i powodziło...
Po czym krzyż przybliżył, pocałować młodym jest miło.

W dniu zaślubin młody po Pannę młodą nie musiał przybyć,
Przybył z dalekiego świata wraz z Panną młodą i najbliższymi
Z jego rodziny, już dni parę temu.

W podwórzu koniom i powozom wiara,                 
Taka jak na Podlasiu jest tradycja stara.
Konie aż się rwą w zaprzęgu,
Już chcą pędzić w drogę na potęgę.
Nowożeńcy w drogę do weselnego powozu zasiadają, 
A rodzic jeden i drugi na drogę błogosławiąc
Krucyfiksem ku młodej parze przywiedli!
Siedzenia w podlaskie kapy, kilimki ubrane.
Konie sokólskie masywne, jak tury z podwórka z kopyta rwą silnie,
W kolorowe wstążki, serpentyny, dzwonki ubrane,
Łbami niecierpliwie do góry na dół w prawo i lewo wodzą i potrząsają...   
I ja z Tobą w jednym z wozów, tymczasem trzymam Cię pilnie.   
Powozy weselne z podwórza w drogę do kościoła odprawione,
Przez wieś weselny korowód pędzi do dziesięciu furmanek,
W ten jeszcze wielkanocny przedpołudniowy poranek.   
Opuszczając wieś, smuga kurzu przetacza się przez gościniec.   
A gdy weselny korowód wjechał w wieś Achrymowce
I gdy po ulicznym bruku spod kopyt końskich,
Jak u szermierzy w walce ze zgrzytem szabel,
Dźwięk po wsi echem się rozległ...!     
Kto weselny korowód usłyszał i zobaczył, 
Każdy kto żyw i na nogach móc chodzić, czy to z podwórza,
Czy z domostw w pośpiechu z zainteresowaniem i wiejskiego
Od stuleci przez pokolenia nabytego obyczaju,
Podąża do przyulicznego płotu lub i na ławkę siada.
Kto pod domem ma zrobioną, z ciekawością patrzy
Na urok wesela do kościoła podążający, jakobyś na cud jakiś,
Co by można było oczyma bez końca spozierać... 
A kiedy z gościńca w wieś kościelną wjechano,
Która dźwięczną nosi nazwę: Zalesie,
Spod końskich podkuł zgrzyt żelaza z kamieniem,
Niczym z krzesiwa iskry na bruk się posypały... 
Po czym z kamiennej drogi konie skręcić już trzeba
I w mury kościelne wszystkimi weselnymi powozami wjechać.

Nowożeńcom w obowiązku już nadszedł czas
Spowiedzią rozliczyć się z sumieniem przed wstąpieniem
Z czystą duszą w związek małżeński na wieki.
Wziąć pod rękę Pan młody Pannę młodą 
I poprowadzić do ołtarza po błogosławieństwo Boże,
Złote obrączki on jej, ona jemy na palec nałożyć   
Na czas ziemskiego życia - na dole i niedole.   
A ksiądz w obecności świadków zebranych
I Boga związek małżeński potwierdzić!     
W koście wzdłuż ławek weselną młodzieżą wszyscy stoimy,   
Z białych głów Panien, kolorowych swetrów 
I sukien wonne zapachy raz po raz
Wdychać my kawalerzy chcemy i lubimy...   
Jedwabem, bawełną, stylonem błyszcząc i złocąc Panny się mienią,
Jak w kolorach gotyckich witraże kościelnych okien.       
Ach, jak pięknie być młodym: w oczach jezior odcienie,
W sercu natchnienie i wzruszenie, w duszy westchnień co niemiara.
Romantyka...
Ślub przed gośćmi weselnymi, księdzem i Bogiem został zawarty
I w nowożeństwie młoda para od ołtarza
W nową drogę życia zaczyna podążać... 

Pod Domem Bożym, nowożeńcom życzenia składamy,
Niektórzy i kwiatami obdarowują.
Na foto z błyskiem lamp dla potomności też ujmują.
A Ci, którzy powozami zarządzają, krzyknęli:
"Na powozy zasiadać!"     
Ruch gości weselnych i rozmowy między powozami dobiegają...     
Weselne konie na uprzęży w kolorowych serpentynach,
Papierowych wstążkach i z dzwonkami przy uzdach niecierpliwie potrząsają łbami,
W miejscu w ziemię biją, pocierają kopytami, są gotowe już do drogi
Zawieść wszystkich gości w weselne progi.   
Popędzają, popędzają woźnice, popędzają konie,
Konie biegną jak szalone, a drogi sześć wiorst.   
W powozach pisk łożysk i skrzyp w drabiniastych siedzeniach.     
Muzykant rżnie "kazaczok"* - lgnie melodia w weselnym tonie...
Pannie młodej na wietrze welon, jak serpentyna faluje 
I na pole i na łąkę zapach perfum niesie wiatr,     
A wraz z łąką wymieszały się zapachy woni
Aż z tego parskają, prychają wszystkie konie.                                               
Od śpiewu i muzyki bociany w popłochu do lotu się zerwały.     
Przy drodze nawet i ssaki, pędraki, ślimaki z powitaniem wypełzły.
Jest tego wszystkiego co niemiara: Ty i ja, wesele - ślub i konie, 
Śpiew, muzyka, przyroda i niezapomnienie.
A jeszcze ku temu wzmogła się miłość moja - 
I jak ogień tak z czystego serca do Ciebie płonie...   
Gościńcem już podróż się kończy,
Spod końskich kopyt żwirem obrzucać powozy dobiegło. 
I w tym z gościńca do wsi na kamienną drogę powóz za powozem,
Jak z pędem wiru, woźnice pędzą konie.
Wieś cała w ruchu i w żywiole weselem poczęta!                       
Widać już we wsi na środku ulicy,
Mężczyźni po służąc stołem kuchennym, jako bramą weselną,
Jak twierdzy przejazdu rozpoczynają grodzić! 
Dzieci na wskroś przy bramie drogę zaległy,
Oczekując obrzuceniem z korowodu weselnego cukierkami.
I choć konie pędzące z całym weselnym ekwipunkiem,
Bramiarze* bez trudu zatrzymać zdołali! 
Tymczasem ze wszystkich powozów gradem cukierek,
Jak z nieba manną goście weselni po dzieciach obrzucili.
Dzieci w biegu łapiąc cukierki i zbierając je się rozpierzchły,
W głośnym gwarze i chaotycznych ruchach zbierając.
Konie zatrzymaniem spłoszone, niecierpliwie łbami trzęsą i kręcą 
Aż kiedy do uspokojenia powoźnicy przywrócili.   
Od bramy weselnej kilka mężczyzn do powozu weselnego
Ku młodym z wiązanką kwiatów podeszli, wręczając im,       
Po tym do stołu przy bramie młodych zaprosili. 
Pan młody z Panną młodą, jak w obyczaju podlaskim bywa,
Z radością i uśmiechem chętnie podeszli. 
Najzuchwalszy bramiarz na nową drogę życia życzenia złożył,
Chlebem i solą i po kielichu wódką poczęstował.
W zamian Pan młody i swat wódki skrzynką bramiarzy obdarowali.
Po czym jeden z bramiarzy krzyknął:
"Pić przez sobotę i niedzielę wystarczy".   
Następnie stół bramy weselnej z drogi odwlekli,
Rękoma, jechać dalej weselu znak dali! 
W tym czasie młodzi do powozu weselnego zasiąść zdążyli. 
Na koniach uprząż, jak w gitarze struny napięte,   
W drogę rwą się konie, rwą się w kopytach
I z pianą w pysku jest w nich wielka siła!
Szarpią konie, szarpią powozami
Aż powozy w drzewie drabiniastym trzeszczą!
Woźnice popędzają konie, popędzają przez wieś weselną 
I z tym samym zgrzytem podkuł po kamieniach
Rozsypują iskry, jak przedtem we wsi kościelnej Zalesie. 
Na ulicy kury gdacząc, kaczki kwaczą, gęsi gęgają,
Indyki gulgoczą i jak z podmuchem huraganu z ulicy zmiatają.
Już woźnice biorą konie skrętem w podwórze weselne, 
A w tym czasie pan myśliwy od zajęcy, dzików, kaczek, 
Jak ze strzelby nie wypali! Wystrzał huknął!
Po wsi i krzakach echo, jak grzmot się rozeszło...!     
[ Aż gołębie ze strachu poderwały się do lotu
i w powietrze kolorową falą wzbić się wzmogły ] 
     
Oznajmiając, że już gotów być rodzicom w progu domu
Chlebem i solą i kielichem wódki dzieci witać!
Po czym w przywitaniu życzeń co niemiara:

https://www.youtube.com/watch?v=PWTLbvZRdJw&list=RDPWTLbvZRdJw&start_radio=1
Dwa Plus Jeden - Windą do nieba

- Dużo zdrowia, pół tuzina dzieci, chleba
I pieniędzy niech wam w worek, jak najwięcej wleci.
Bądźcie szczęśliwi na nowej drodze życia dzieci nasze.     
Ze wzruszeniem para młoda po kąsku chleba ułamała
I w soli zamaczała, a na pokrzepienie
Aż do dna po kielichu wódki w gardło wlała.   
[ I już umknęło czy na szczęście, czy kielichy szkłem,
jak grochem ze schodów stopniem się posypały ]                               
Po czym młody młodą pod kolana i ramiona z animuszem złapał
[ A ciężarna była i choć w niczym nie ujmując,
bo to dzisiaj przecież i w zwyczaju takim ]
Niesie Ją aż do stołu z radości mając sił w nadmiarze
I przysiedli z Bogiem i w katolickiej wierze.
Jadła, picia jest bez liku, goście piją, jedzą, 
Jak bywało i jest weselem na Podlasiu.                           
A do tego jeszcze muzykanci melodie weselne przygrywają...
Goście, jak za króla Sasa, pasy popuszczają - ulgą miejsca brzuchom robią,
W tym Ty i ja prze szczęśliwa para udział bierzemy.   
...Kiedyś może synom, córkom, wnukom
Z laska w ręku z wielką dozą opowiemy? 
- Rozmiłował ja się w Tobie!
Zapach chleba z pieca wiejskiego, mięsa z pończoch,
Kiełbas z kijów, bigosu z kapusty z ogródka,
Piwa z konewki, samogonu ze schowek,
Jak gorycz z ognia po łyknięciu w gardle duszę pali!
Niczym wszystko to, jak do Ciebie czuję ja:
Miłość, wzruszenie, podnietę, wzdychanie...   
Po czym westchnień co niemiara...                 
Pod stołem, wiążę z Tobą nogi "bluszczem"
W ukryciu przed uśmiechem innych.
Uczuć gorąc dreszczem biegną,
Na nic myśli, na nic mowa,
Jak już w sercu stworzył się miłosny ogień,         
To na zawsze w duszy żarem płonie...               
Zatem biorę w uścisk delikatne Twoje dłonie,
Aż z uczucia i podniety drgnął mi puls w przeponie!         
Gdybym dziś już wiedział, że będziesz moją życia Panią,
Niósłbym przedwiośnia kwiaty Tobie,
Jak żaden mąż, który nie przyniósł jeszcze żadnej żonie! 
Sporo już czasu przy stołach upłynęło,
Zatem brzuchy pełne, w głowach mętlik;
Jedni nucą, drudzy śpiewają, dom cały huczy i dudni od wesela...!
Czasem gdzieś tam po kątach panna chłopcu,
Chłopiec pannie do ucha zapewne czułe słówka szepcze, 
Skoro tak miłośnie tulą się ku sobie. 
A tu znowu bliżej mową chłop chłopu nie przepuści,
Wtem powiadając: "Zboża jare już posiałem." 
Drugi jemu odpowiada: "A ja Zosię zasiałem." 
Śmiechu jest co niemiara - jeden parsknął, drugi kichnął
I po kątach śmiech w młodzieży się rozbiegł,
Bo to i w głowie wódka i bimber zrobił mętlik!   
Stare dziadki pojedzone, fajki już zaczęli kurzyć, 
Zatem znak już jest taki, wszyscy wszystkiego mają dosyć:
Jadła, picia, mowy, żartów, śmiechów
I brak tylko tańców do weselnych pośpiechów. 
A tymczasem Pan młody, jak od stołu się nie zerwie,
Krzyknął! - Do weselnych tu zebranych mówię:
Czas potańczyć, ludzie, ruszajmy w dom zabawy!
Oto biorę Pannę młodą - już jest moją żoną.
Wy! Do młodzieży mówię, chłopiec pannę,
Panna chłopca, niech do tańca nogi gonią,
Bo tam już jest tyle na zabawie ludu.
Z całej okolicy młodzież przyszła.
Tu weselna, tam obca, to nie ważne,
W tańcu się wymiesza i dziewczyna każda
Będzie mieć do tańca chłopca "Miecia".

Na zabawie w tańcu: muzyka wolno tak płynie i romantycznie, 
Że w tanecznej przytulance, krótkie swoje włosy 
Wtulam w długie Twoje włosy.
Czuję zapach mięty, jakoby z łąki
Mleczowym pyłkiem były osypane. 
Są tak wonne Twoje włosy i Ty sama,
Że aż w przetokach nosa z zapachu oniemiałem.
I choć muzyka głośno gra,
Tylko szelest w uszach i podnietę w sercu czuję... 
Oddech raz po raz piersią Twoją
Na pierś moją kładziesz - czuję,
Jakby z Twoich włosów w len spocząć do snu miałem...
I choć z natury uwielbiałem panny o włosach blond,
Toć teraz w Twoich szatyn włosach
I w Tobie na zabój się miłuję...
Ucho moje do ucha Twego przytulać pozwalasz;
Słychać łykań śliny i w szepcie cichym:
- Jesteś mój jedyny miły!   
Ach, jak pięknie jest,
Tobie miło, dla mnie miło:
Pierś do piersi styka,
Serce do serca tyka...
Noga w nogę jest włożona,
Brzuch do brzucha przytulony -
Moda taka tańczyć jest.
Ach, jak miło. Ach, jak miło...
Tańczyć dalej, dalej tańczyć trzeba w tę melodię:

Carlos Santana - "Samba Pa Ti"
https://www.youtube.com/watch?v=6ymr_9r8eQU

Rod Stewart - "Sailing"
http://www.youtube.com/watch?v=34jZePnMQNQ

Joe Dassin - "Et Si Tu N'Existait Pas"
http://www.youtube.com/watch?v=eZf3d_bj7MI

JOE DASSIN - "A TOI"
https://www.youtube.com/watch?v=RHxTxLINLUw

I SANTO CALIFORNIA TORNERO
http://www.youtube.com/watch?v=oNajJDtgZXU

Drupi - "Piccola e fragile" 
http://www.youtube.com/watch?v=OOnyg5oLwic

Umberto Tozzi - "Tu"
https://www.youtube.com/watch?v=WFauRfXshAE

Oraz najmilszą piosenkę mojemu uchu szlagier Omegi,
Herbie - "Dziewczyna o perłowych włosach" [ po polsku ]
http://www.youtube.com/watch?v=oXP215kjpEw

Również w oryginale:
https://www.youtube.com/watch?v=0TgrHXa2kE0

Co za miło. Ach, jak miło...
Nogi tańczą, jak po gąbce -
Ruchy pełzną niczym wolną falą,
Dalej i dalej prawie wszyscy w tańcu
Z zboża falą, z ruchem lasu
Tańczmy dalej, tańczmy dalej...
Ach, jak miło. Ach, jak miło
W przytulance z Tobą jest...
A że nie całkiem tańcem człowiek żyje,
Trzeba wyjść na podwórze, zwietrzyć ciało, puścić dymka.

Widzę, tutaj para w ślinę daje!
A tam jeszcze dalej wódka w porywczość młodzieniaszków zmogła; 
Tak po pysku sobie za coś mocno dają,
Aż psy z łańcuchów szarpią, ujadają!   
Noc kwietniowa, ziąb marcowy, dreszczem ciało już przeszyte.
- Miła moja! Na rozgrzewkę pocałuję Cię i kwita!
Tyś nie chłopiec, wstydzić się nie masz czego.
W całkowitą obojętność wpadłaś!
Myślę sobie, w cichym i wstydliwym szepcie powiedziałaś:
Całuj Mietku, Mietku całuj, całuj Mietku!
Rozgrzej dreszcze, zbudź odwagę,
Nadaj sercu dużą tego wagę.
Pomyślałem i tak zrobię:
Już całuję usta Twoje - czuję miętę,
Niczym z setki odmian różnych kwiatów...
I tak myślę: tyś jedyna miła moja!
Lico do lico już przykładam - pluszem, aksamitem są ujęte,
Sercu memu w tej podniecie nie jest pojęte,
Że aż tak uczucie moje Tobą jest objęte -
Całą duszą miłość we mnie jest namiętna... 
Drgawki mam z podniety.
I choć już wypiłem ze dwie sety,
To i tak jak na trzeźwo mnie porusza.
W Tobie jest nie inaczej,
Widzę to jak całuję Cię, raczej.
- Chodźmy na zabawę - tańczmy,
Jak inne chłopcy i dziewczęta!

Na zabawie cała sala tańczy z nami:
Starzy, młodzi, swoi, obcy, wszyscy w tańcu wymieszani.
Jedni tańczą w rytm orkiestry:
Tupią, skaczą, krzyczą, gwiżdżą...
Drudzy, którym nie rytm tańca jest im ważny,
W przytulance skupić się zmogli - lepsze im dotyk ciała,
Bo już wkrótce skończy się zabawa!
Swat weselny ogłoszenie zacząć począł i rzekł:
- Drodzy Goście, późna pora!
Czas już zabawę kończyć, zapraszam na wieczerzę, 
Po niej dary młodym zebrać trzeba będzie do wora!
A tu po tym, jakiś dryblas z weselem niezwiązany,
Ogłoszenia nie chce przyjąć do wiadomości!
Wszczął bójkę!
Kobiety krzyczą: - Oj, mój Boże, rany!
Łoskot bójki wzdłuż i wszerz rozbiegł się sali!
Światło zgasił ktoś!
A w tym nawet swój swojego wali!
Gdy już światło zapalił ktoś, widno się stało. 
Matka Panny młodej wrzasku narobiła!
A to, że bojowe z niej babsko jest,
Winnych po kątach porozstawiała i im pyski poobijała!
A tak: ręką prawą, lewą ciach, ciach, ciach
Aż po sali poszło takie, jakby: trach, trach, trach.
Przez czas krótki ciszą sala zamarła,
Po czym ostatnie tańce zabawy zostały zapowiedziane! 
Na moją prośbę i zamówienie raz jeszcze utwór melodii
Carlosa Santany - "Samba Pa'Ti", Roda Stewarta - "Sailing",
Joe Dessina - "N'existais pas" i "A tio",
I Santo California - "Tornero", Drupi - "Piccola e fragile"
I dynamiczny Umberto Tozzi - "Tu".
Oraz na koniec ulubiona i najmilsza moja Omega -
"The Girl With The Pearl's Hair".
Po tej tak pięknej i czułej muzyce do bójki zapał
Już został na dobre wygaszony i nawet zapomniany.         
Tym taniec i zabawa końca dobiegła. 

Bawiący się rozeszli w obie strony,
Obcy do wsi sąsiednich, skąd przyszli.
Weselni do domu weselnego powrócili
I do stołów zastawionych ostatnim jadłem zasiedli:
Jedni jedzą, drudzy piją, są i tacy, co już i fajczą.
Jeszcze inni w rozmowie się rozwodzą:
Słowo w słowo mowa poszła...
A że brzuchy najedzone, głowy upojone,
To i do całego weselnego ludu mowa doszła,
Jak świadek od Pana młodego rzekł do weselnych:
- Drodzy Goście! Już wesele kończyć pora!
Z nocy dzień na dobre już się rozwidnił
I w oborach zwierzęta do obrządku głodem stoją!
Oto biorę ten weselny talerz złoty i poproszę,
Kto móc groszem na pieluchy młodym obdarować?
Ten w nagrodę od orkiestry, jaki zechce kawałek sobie może zażyczyć. 
A że u mnie czas nie jest nagły, to opiszę, kto co do nucenia wybrał:
Jedni melodie biorą, jak w modzie leci -
Staropolskie i Podlaskie weselne przyśpiewki
I za to, co w ich guście jest, przyzwoity pieniążek kładą.
Drudzy bardziej wymagający i trudniejsze kawałki zamawiają,
Nie do końca wszystkim znane między innymi jak:
Janusza Laskowskiego - "Żółty jesienny liść",
Czerwonych Gitar - "Płoną góry, płoną lasy, Kwiaty we włosach",
"Biały miś" popularny i przez wszystkich młodych śpiewany.
Tym niemniej o mojej miłej i o sobie pamiętać muszę,
Jak już do wyboru ku nam przyszło. 
Położyłem pewną sumę na talerzyk złoty, godnie
I zażyczyłem melodię nie każdemu, a mnie i mojej ukochanej znaną:
Jacka Lecha - "Dwadzieścia lat, a może mniej".
Orkiestra instrumenty i siebie do zagrania przygotowała -
Muzyka w eter poszła, tak wzruszająco aż ciarki przeszyły mnie -
I ciągle wzruszająco na wskroś przemierzają mnie...:

"
DWADZIEŚCIA LAT A MOŻE MNIEJ

Dwadzieścia lat, a może mniej
Nie miałem prawie nic,
A chciałem Jej darować świat
I czarno białe dni rozłożyć
Na paletę barw.

Mówiłem, jeśli chcesz
Zabiorę Cię daleko stąd.
Ze sobą tylko być.
Gorące serca dwoje rąk.

Dwadzieścia lat, a może mniej
Wirował w oczach słońca pył.
Dwadzieścia lat, a może mniej
Świat brałem taki, jaki był.

Dwadzieścia lat uczyłem się dopiero żyć.
Dwadzieścia lat, a może mniej
Nie miałem prawie nić.
Nie miałem prawie nić,
A chciałem Jej darować świat.
Rozmienić każdą myśl
Na cienie nocy światła dnia.
Ściemniała listów biel.
Ktoś inny zabrał Ją gdzieś stąd.
To było dawno, wiem
I wiem już nawet gdzie tkwi błąd.

Dwadzieścia lat, a może mniej
Wirował w oczach słońca pył.
Dwadzieścia lat, a może mniej
Świat brałem taki, jaki był.

Dwadzieścia lat, a może mniej,
Uczyłem się dopiero żyć.
Dwadzieścia lat, a może mniej
Nie miałem prawie nic.
Dwadzieścia lat, a może mniej
Uczyłem się dopiero żyć.
Dwadzieścia lat, a może mniej
Nie miałem prawie nic. "

- A mogę serce tylko Ci dać.
Miłym uśmiechem odwzajemniła to. 

Oniemiałe z wrażenia tą melodią i słowami piosenki. 
Zapewne i moja ukochana w swą duszę wzruszająco przyjęła. 
Po czym z uśmiechem i rumieńcem na twarzy,
Patrząc miło na mnie, dowód na to dała, 
Gdy piosenka i do Jej duszy wejść zechciała! 
Patrząc na mnie, że z wyborem trafić umiałem, 
To co na czasie modne i w duszy Pannie
Z uwielbieniem i uczuciem przystaje godnie.   
Wzięła spod stołu rękę moją i przywiodła
Ku westchnieniu swoim, powiedziawszy:
- Mietku, jesteś mój!
Ja chcę być Twoją!   
Toć, ja Ci na to:
- Miła moja! Serce moje! Ukochana moja!
Kwiecie mój! Wiosno moja! Słońce moje! Panno moja!
Za Twój uśmiech. Za Twe rumiane lica.
Za Twój mieniąc w szatyn warkocz włosów,
Kiedyś jak mi na to zezwolisz i go w naturze
Na natury łonie polnych kwiatów rozłożyć będziesz chciała?
Po tym oto klęknę przed Tobą i położę serce i duszę moją na nie.
I w ten romantyczny uczuć zdarzeń powiem:
- Był taniec ujmujący, jak już o tym wiemy.
W duszy i pamięci nosić to będziemy...
Jesteś mi tak miła z dobrocią swoją - na wskroś ze mną się dzieliłaś...
Usta całować Twe i lico do lica w dotyku przytulać pozwalałaś...
W objęciach naszych dusz - dusza moja do Twej duszy przylegała... 
A teraz moja mowa wierszem ku Tobie będzie się rozpoczynała:
- Pośród wesela ze wschodu wiatr poranny miłą wieść nam przyniósł,
Żeś Ty, jak żadna dotąd z najmocniejszym upragnieniem jesteś moją miłą! 
Od dzisiaj tylko z Tobą rozmawiać będę miło, 
Skoro Tyżeś pozwoliłaś złożyć usta moje -
W szepcie słów najgorętszych uczuć na serce Twoje.
Jesteś dla mnie darem Bożym.
Będziesz dla mnie niewiastą moją, jak przysięgę złożym?     
Kocham Ciebie myślą, mową, sercem, duszą i natchnieniem...
Idąc, biegnąc bez względu, gdzie ja jestem, będę,
Nadaremnie będą dla mnie inne panny.
Ja żem gotów nosić w sercu swoim
I w szepcie powtarzać słowo imieniem Twoim... 
Tymże czas zbierania upominków na pieluchy
I z przekazaniem młodym dobiegł końca,
A została tylko po tym chwila ekscytująca.
Żeś my w tym weselnym obrządku udział brali
I w piosence: Jacka Lecha - "Dwadzieścia lat,
a może mniej", śpiewając, cały dom rozweselili...
Są już dary na pieluchy w prezencie młodym.
Są rumieńce na Twej twarzy!
Łapiesz oddech - ziewasz.
Ja Ci na to:
- Nie przespana noc w sen się kojarzy.
Dobądź, miła moja, jeszcze trochę.
Pójdę z Tobą, którędyś wolisz, poprzez pola, łąki -
Na wprost lub przez wiochę i gościńcem dalej.
Wszędzie tam, gdzie tylko zechcesz.
Zgiełk sił jeszcze w sobie wydobądź!
Już czas darzyć młodym!
Swat głos podniósł w donośnym krzyku - mową już obwieszcza:
- Weselni Goście! Czas już nadszedł podziękować Wam
Za obecność uczestnikiem i też świadkiem
W tej dzisiejszej uroczystości weselnej. 
Oto w tej tak pięknej chwili sądzonej przez Boga,
Było parze młodej wstąpić w związek małżeński,
Zatem jak obrządek jest przez nas ludzi wymyślony
I od zarania wieków praktykowany.
Więc już zacznijmy obdarowywać parę młodą,
Czym kto może w banknotach i w towarze,
Żeby młodej parze na start sam
Nie świeciło im się w kieszeniach pustkami.
I w łożu żeby przykrywać siebie mogli pierzynami.
Do podarków rodzice pierwsi przystąpili - zwyczaj jest taki:
Banknoty w dużych nominałach młodym w podarku ślubnym na ręce złożyli.
Przy uścisku rąk i ucałowaniu podlaskim zwyczajem, ojciec szepnął:
- Później koń i krowa będzie! 
Przy tym muzykanci grają z wiejskim obyczajem.
Darzyć wszyscy kto weselny będą:
Kładą młodym "Waryńskiego, Dąbrowskiego, Kościuszkę"*.
Kto z pokrewieństwem bliższy i bogatszy, złoto kładą.
Wszystko widać, jak na dłoni.
W koperty chować tutaj nie ma mody, skoro zwyczaj jest taki.
W materiale i w przedmiotach inni podarki zaczęli znosić:
Firanki, płótna, dywany, kapy i kilimki,
Żelazka, sztućce, szklanki, talerze, garnki
I życzenia na kartce upominków w rymki...
W tym gdzieś w środku i ja z Tobą udział bierzemy.
Ty żeś hojność w złoto-szlachetnym materiale podarowała. 
Ja żem zgodnie godność w pieniężnych nominałach podarowałem, 
Po czym słów kilka życzeń złożyliśmy,
Żeby w szczęściu i bogactwie młodej parze się żyło.
Toż już i wtem wesela dobiegł koniec!
Jeszcze tylko młody podziękować do mikrofonu podszedł:
- Dziękujemy wraz z młodą, Państwu weselnym gościom,
Za dary weselne, spędzony czas weselny z Wami.
Idźcie z Bogiem w dom ku swoim włościom,
Iż już my teraz na zasłużony odpoczynek się udamy.
Orkiestra już całkiem grać przestała.
Gość po gościu już się rozszedł.
Dom weselny został prawie pusty,
Tylko kto z weselnej rodziny zeszli uprzątnąć stoły i ławy.

Tymczasem jeszcze we mnie jedno zadanie stoi,
Wziąć Cię, miła moja, ukochana moja za rękę lub pod ramię
I idąc z Tobą pod dom Twój, dusza moja na wskroś się dwoi...
Toć jesteś miłą moją - upojeniem serca mojego...
Rozpoczynam drogę z Tobą dla uciechy serca i duszy, nie na żadną mękę.
Ty żeś jesteś muzą moją, jak poranek kwietniowy
W blasku słońca porannych promieni
I w otuleniu z nocnych mgieł pościeli.
Idę z Tobą, jak para narzeczeństwa gościńcem złotym, 
Na prawo łąki w kwietniowy mlecz ubrane. 
Na lewo, krzyż przydrożny stoi - na nim Jezus z męki!
- Pobłogosławi nas, zanim pocałuję Cię i po tym,
Kiedy z gościńca wejdziemy w dróżkę sadem złotym.
W nim dom Twój stoi, z komina dym już się wydobywa,
Do gajeczka zmożoną falą się kładzie,
Jak poranna mgła po tym starym sadzie...
Powiedziałbym:
- Gdyby niezmęczenie i noc nieprzespana,
Przysiadłbym tu z Tobą, w tym życiodajnym sadzie.   
Lecz choćbyś i tak chciała, powiedziałabyś:
- Mietku, to już jest nieroztropne,
Przysiąść o poranku na kwietniowej ziemi,
Choćbym i twej ochocie uległa!
- Toć nic, kochanie! 
Nie ubędzie mnie w tym względzie.
Czas otworem przed nami stoi,
Iż nam co dopiero miłość się zbiegła.
Wszystko jest przed nami - spotkania,
Które ku sobie nas zbliży i pozwoli
Jedno drugie kochać jeszcze bardziej milej!
Spojrzenie na siebie - które zmrużeniem powiek zgodę oznajmia,
Żeś my w sobie, jak nikt dotąd zakochani!
...Pocałunek - za którym w bezwładność,
Jak w otchłań uniesienia duchowego -
Jak w próżnię ulotną nas poniesie...
W objęcie ramion z których, jak z dwóch jednostek -
W jedną się utworzymy i na zawsze połączymy.
A w tym przez plotki ludzie nas pożenią!
Zanim my sami siebie pożenimy.
- Daj pocałunka, kochanie na rozstanie 
I idź już do domu, spocząć po długim weselu!
Tam już czeka na Ciebie utęsknione posłanie,
Chłodne co prawda jeszcze i wilgotne po nocy kwietniowej,
Ale kto wie kiedyś, gdy przeznaczenie, ksiądz i Bóg nas połączy?
Wtedy na zawsze wszystko będzie można między nami.
- Cześć!
- Cześć!
Kochanie.
Bądź dziewczyną z moich marzeń...
Z moich snów...

https://www.youtube.com/watch?v=io8WjSxhdxk

  Objaśnienia: gościniec* - żwirowa droga, używanym określeniem na Podlasiu.
  kazaczok* - piosenka rosyjska moda w Polsce i na Podlasiu.
  bramiarz* - jeden z mężczyzn od bramy weselnej.
  darzyć* - mówiąc językiem podlaskim - wręczać prezenty młodym.
  Waryńskiego, Dąbrowskiego, Kościuszkę* - nominały banknotów funkcjonujące w czasie wydarzenia.

  OKTEIM EINYCUL

  Wielkanoc 1976, Cimanie, Podlasie



        Tam  gdzie

https://photos.google.com/album/AF1QipPwHmTKR8zLOmcRaGdpxV-_iRH1Vm3L5NXXUo4_/photo/AF1QipOpc9KlIr5F89MQhwDs346iNRenXANPFyyriuAz

Tam gdzie słońce wschodzi patrząc na ulicę -
Mgła za domy i krzaki się kryje
I znika, jak oddech wchłonięty. 


Tam gdzie chłód koszulę ziębi
Z nocnych przywiewów o świcie     
I znika w skórze człowieka -
Wywołując gęsią skórkę
I tak poranny dzień się spotyka!...


Ptaków w krzakach jest wiele,
Tego się nie zliczy; dźwięki,
Melodie - w tym ich się obliczy.


Poeci niech się zgromadzą,
A niech tam! smog miastu zostawią.
Gdy przyjdą i zobaczą - z wrażenia umrą,
Zanim z tęsknoty się rozpłaczą.


A kiedy na burzę się zbiera,
Każda wrona lata i dziób rozdziera.
Szpaki na łąkę skoszoną lawiną zwalą.   
Po chwili z oddali grzmot ich wypłoszy,
Odfruną, aby już dalej to samo powtórzyć.


Zając szarak spod kępy pod krzakiem,
Na opak nierównym zygzakiem
W zarośla obok, przelęknięty ucieczką
Z losem o życie się bije.


Pies ścigacz za nim nadaremnie
Z chrypliwym ujadaniem w pościg się udał.
Pożytek z tego taki, jak efekt nijaki. 


Z tym, co sroka z swym skrzeczeniem,
Z krzaka na krzak zawiadomienie
Swoim współlokatorom oznajmiać rozpoczęła.

Po czym drozd wystraszony, swoją
Paniką na dalszy obręb olchowy udobitnił.

Byk dumny na łące, jak lew na sawannie,
Z pyska parchnął, niczym grzmot z oddali.
Oznajmił, to ja tutaj jestem panem i królem.
Darń rogami zaczął rozrywać,
Łańcuchem trawę kosić...
I tylko grzmot już bliżej,
Niż dalej, może go uspokoić.


Deszcz zaczął już kropić...
Wiatr z porywami młody olchowy zagajnik,
Jak łan zboża zaczął falami ścielić!   
A teraz przeraźliwie zagrzmiało!
W krzakach piorun ognistym jęzorem
Z trzaskiem i hukiem przywalił!   
Aż wszystko powiędło i pocichło. 


Tylko moja dusza niezłomna
Zjawisku atmosferycznemu się stawia,
A żeby przenieść wymowność na papier
I umysł oczyścić z nadmiaru usposobienia.

Wiersz z 1988 roku. Mysłowice
Dokończony i zrekonstruowany w marcu 2008 roku. Podlasie

3 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2020-11-22 11:34:01)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

.
     
     P R Z E B U D Z E N I E   P O E T Y C K I E


https://www.youtube.com/watch?v=F2wBtM2b8Jk



W  otulinie  Puszczy  Knyszyńskiej

https://photos.google.com/

https://get.google.com/albumarchive/103276734392610294633

Tu jest moje miejsce na ziemi,
Tu jest mój dom rodzinny.
A gdzie będę w Niebie?
Bóg sam tylko wie.


Tu jest moje życie i miłość Barbara,
Tu są moi synowie, synowa i wnuczka.
Tu jest moja matka, siostry,
Tu są moi przyjaciele i znajomi.


Stąd nie ruszę się nigdzie,
Tu wszystko co trzeba do życia mam.
Tu jest cały mój świat,
A resztę świata w telewizji mam.


Tu są zmarli z mojej rodziny,
Tu są zmarli moi znajomi.
Tu przyjdą na świat z mojej rodziny,
Tu będą żyć i mnie wspominać.


Tu budzę się co dnia -
I tu idę spać każdego dnia.
Tu słońce wschodzi dla mnie,
Tu drzewa szumią dla mnie.


Tu ptaki śpiewają dla mnie
I tu wiersze piszę dla siebie.
I tym kto je przywoła,
A ja będę szczęśliwy podczas nocy i dnia...

  pon. 26.02.2018, 23:56

  Mieczysław "Mietko" Borys - [ poeta kamień - żywy kamień ]



                         Ja, poetą     


...Piszę nie talentem, a wrażliwością i natchnieniem -
Z tego wiersze wzięte, gdy jeszcze jestem istnieniem...



     WIERSZE  Z  KWIETNIA  2008  ROKU



                PRZYKRO  MI


Ja Mietko, ułomny rozumem i ciałem poeta,
na razie nie sprostałem Twoim wymaganiom.   
Śledź mnie - może w przyszłości czas oświeci mnie
nie tylko zdrowym duchem ciała, ale i bystrym intelektem.
Wtedy przeczytasz piękny prawdziwy mój wiersz.     

https://www.youtube.com/watch?v=gEzfobzCUI8



     ZAGUBIONE  WIERSZE 


Wieszcz do poezji wraca,
Jak alfons od kochanki do żony.
Ja nie zostałem wieszczem jeszcze ogłoszony
I żonę mając, nie miałem kochanki.


Po świecie pogubiłem wiersze swoje -
Porzucając raczkującą poezję twórczą
Prócz żony i potomków, gdyż "golgota" duszy
Potrzebowała na czas długi poetyckiego uśpienia!


Tym niemniej w łóżku rehabilitacyjnym,
Wózku inwalidzkim - dniem, nocą i we śnie
Szepcząc nie raz nie dwa, a ze sto razy
przez dwadzieścia lat pierwszy mój poetycki płód:
"Paraplegik", "Zatrzymał się czas roku pamiętnego".
   

Wreszcie przyszedł taki czas, w nim taki dzień,
Że po latach podniosłem pióro, żeby nikomu spłodzić coś?
Wtedy odnalazłem w molach wiersz jeden taki, że nie byłem zdradzony:



                O  BOŻE!       


Kiedy za oknem jeszcze prószy śnieg                                           
Lub gdzieś tam z zachodu idą już wiosenne deszcze?
To teraz w środku nocy w mojej duszy smutny jest życia bieg.
Na domiar tego z przeszłości żywe przyglądają mi się Wieszcze... 


Tymczasem myśl moja kotłuje się i z tęsknoty
  w przestrzeń wzlata     
Hen gdzieś nad cierpienia moim progiem.
I teraz duch mój wzniosły duch się brata
Jedynie ze mną, z żoną, synami i z Bogiem...


W tej chwili rozpacz jakaś we mnie się wzbiera 
Przy ziemska pokutniejsza, niż nadziemska szersza i wyższa.   
I mnie, choć los już mniej poniewiera, zdarza się za dnia,
  częściej w nocy, że jest mi bliższa
Smutna nadzieja, niż ta radość, która jeszcze jej nie wywiera,
Gdyż w nocnej ciszy duch mój żalem mnie przemierza... 


Jakże okrutnie, pokutnie i smutno pomyśleć o dzisiejszym cierpieniu
I nad moją nieludzką nędzę ziemską,
Iż gorzki żal w mej piersi się mieści jak w niechcianym nasieniu
Aż w oczach od piekielnego życia pod powieką ze łzą męską.


Gdy z mej młodości, co rozmach jej był tak ogromnie płonny
W rozwagę zimną często się zmieniał.   
I dzisiaj dusza moja, choć zamiar ma do wierszy tak płodny -       
Lęka się wylęgu hyrdy zwątpienia, którą zły czart we mnie wganiał...


Na obecną chwilę w głowie z tragedii rozpacz mi się roi,
W sercu cierpienie kole aż z bólu stękam...
W tęsknocie mojej z pokuty w duszy się kroi -
Ogarniając się żalem aż w udręce niemal wymiękam. 


I tak się tułam okropnie w myślach po nieludzkim świecie
Aż żal i z rozpaczy smutek ogarniając mnie bierze,
Że jestem na tej ziemi jak nie Boże dziecię -
W które sam Bóg chciałby rzec: Nie wierzę!


A kiedy żona ku mnie przywiodła
Jedno i drugie nasze małe dziecię!
Wtedy pojąłem, że jeszcze najgorsza
  zgroza mnie nie uwiodła
Albowiem rozumiałem, że kochają mnie
nie tylko Aniołowie na tym ziemskim świecie!

https://www.youtube.com/watch?v=XC5GrF_31zc

[ Wiersz ocalony z 1988 roku, posłużony przed wierszem: "Zagubione Wiersze" ]

  Mysłowice, dnia 1988.03.10 [ noc 2:15 godz. ]



    UTRATA  NIEWINNOŚCI

http://www.youtube.com/watch?v=ZpmrlAlQJRs               
   
Bóg mi Ciebie przeznaczył
I w tym zdarzeń Boga sławieniu,     
Oto biorę Cię w ramiona tak,
Jak uczucia w mocy są objąć w otuleniu.


A że po "Trojaku" - miodzie pitnym jesteśmy,
Dusze do namiętności i grzechu są zuchwalsze.
Zatem począć utratę niewinności skłonny jestem,
Za Twym przyzwoleniem, nic na siłę -
O gwałcie mowy być nie może.


Przymnie tu jesteś tak ponętna i spokojna,   
Jakoby w ogóle Ciebie nie było.
Niemy świat przy nas zapanował
I tylko oddech podnietą jest przerywany,
Ruchy powiek, że jesteśmy w łożu, oznajmia.


Jesteś tak cicha i niewinna
Aż tej ciszy i niewinności niczym się boję.
Oczy sowie Twoje zapatrzone we mnie nieruchomo,
Jak w sen miłosnej hipnozy utkwiły -
I teraz tylko ja Tobie jestem miły.


- Nie bój się. Rozepnę koszulę!
Nie wstydź się. Przytul piesi swoje -
Ku podniecie do torsu mojego.
Oddech ze wzruszenia, jak po bezdechu łapiemy,
Piersi przy torsie zetknięciem ciepło podwoiły.
Dreszczem uczuć dusze się przywitały
I pokusa dalsza grzechu się nie oprze!


Wpatrzeni w siebie omdlałym ruchem
Z drżeniem usta do ust stykamy...
Piersi stojące Twojej niewinności ozdoba!
Włosy szatyn aż za ramiona się ścielą.
Czoło wysokie po którym włosy zawijam...
I w uciesze w sercu moim
Oto kładę słowo na serce Twoje:
- Żeś Ty jesteś mi, jak Venus z urody!


Kwiat niewinności w sobie za chwilę zgubisz
I z pąku jeszcze nierozłożonego kwiatu -
Staniesz się kwiatem, który rozkwit już rozłożył!
I tak staniesz się z dziewicy pąku kwiatu niewinności
W utracenie to co dziewczyna każda utracić musi!

http://www.youtube.com/watch?v=MkV9AZRAGm4



SPOWIEDŹ  PRZED  LOSEM


Miałem ja, losie, "złoty róg",
Choć chamem nie byłem.
Żonę młodą i piękną, 
jak "Venus",  przeznaczył mi Bóg.
Dalibóg, jak w raju z nią żyłem...


Gdziekolwiek obowiązek mnie wyprawiał,
Bądź kolwiek gdzie ja bywał, co robił,     
Tym bardziej w nieobecność myślą,
Sercem i duszą z nią rozmawiał,
Iż jej niewinność i ciało polubił...


Miałem ja, losie, robotę,
Gdzie "ki diabeł"* nawet nie posłałby nóg,
Lecz mnie tam niosło, iż miałem ochotę,
Chociaż życie ze śmiercią wyznaczało skrzyżowanie dróg!

Dalibóg, tak miałem, tak było na miły Bóg.

Miałem ja, losie, ciepły dom,
W nim łoże do odpoczynku i snu.
Pod kołdrą ciągłość potomności rodom -
Owocem zwieńczenia w kołyskach
Synów dwóch utulać do snu...


Miałem ja, losie, farta.
Każdy kto na moją Venus spojrzał,
Tym bardziej więcej była mi warta,
Zanim Bóg mi Ją przeznaczył,
Już wcześniej ja to dojrzał!

Dalibóg, tak miałem, tak było na miły Bóg.

Czemuż ty losie byłeś dla mnie dziełem psotników
I zwaliłeś mnie na zawsze z nóg?!
Nawet Święta Barbara - Patronka Górników
Nie zdołała stanąć tobie wspak, na miły Bóg.
[ Podwójna Barbara. Toć moja ślubna nosi to imię. ] 


Teraz stanął przede mną okrutny los
I w tej spowiedzi nie wiem kto komu
Ma dać rozgrzeszenie lub pokutę?
Kiedy smutkiem, żalem i cierpieniem
W moim domu mówi głos!
Bóg przemówi z nami w jedną nutę,
Żeś ty losie jesteś winien moich krzywd!

Dalibóg, tak miałem, tak było na miły Bóg.

  Z dedykacji ślubnej Bsieńce



      TĘSKNIĄC  ZA  TOBĄ…     


Przychodzę oto tutaj, tkwię w lasku młodnika,
Czekając na ciebie, ale Ty nie wiesz o tym.

Słodka dziewczyno kochana…

Spoglądam na Ciebie przez gałęzi kraty…
Czemuż to ja tylko w tęsknotę za Tobą bogaty?
Czym mogę cię uwieść? Mową, urodą,
A może podarowanym, polnym kwiatem?
Żeby nasze dusze były sobie dobrym swatem.

Słodka dziewczyno kochana…

Tkwię tutaj w lasku młodnika smutny
I myślą o Tobie zasnuty…
Przyjdź tu do mnie, przyjdź!
Chcę Ciebie, nie pokuty!
Przyjdź tu do mnie, przyjdź!
Zmień zdanie…

Nie pożałujesz, zmienisz o mnie mniemanie!
Wierszem, szepcząc, z Tobą zacznę rozmowę.

Słodka dziewczyno kochana…

Przyszłaś. Przysiądź tu koło mnie!
Spocznę głową na sercu w piersi Twojej…
Przy Tobie ja będę i w cieniu,
I w przebłyskach słonecznych promieni…
Jesteś tak delikatna i rzeczywista,
Jak ten dzień, który nas do spotkania przywołał!

Przytulę Cię, niechaj ta chwila nam
W dotyku będzie wieczysta...

Słodka dziewczyno kochana…

Są dokoła piękniejsze dziewczęta,
Włosy złote, oczy tęczowe, serca źródlane,
Ale to Ty jesteś we mnie poczęta,
Jak przez darń źródło przelane…
A teraz daj mi rękę, chodź, pójdziemy!


Zobacz, jak gryka pole ścieli,
Motyl lot zygzakiem na kwiecie kończy.
Połóż rękę na sercu moim – to nas rozweseli
I nikt już z tych uczuć nie rozłączy.

Spocznijmy chociaż raz w kolorach łąk, pól i nieba,
Po tym długim czasie przywoływania Ciebie…

Rozpuść warkocz splątany na pierś swoją!
Jeśli nie wtopię się w niego ciałem,
To położę duszę moją na nim!
A wtedy wołanie i tęsknota we mnie zasną…
Będąc razem, legniemy razem, niechaj grzech rozkoszy
Już na zawsze nas połączy – będziesz moją – ja twój będę.

Słodka dziewczyno kochana…

Sosnowy młodnik, błysk promieni, gryka w bieli
Z pól i łąk wieść zaniesie ziemi, niebu,
Że Ty i ja spoczywamy razem w roślinnej pościeli…
https://www.youtube.com/watch?v=X9_0ZKrDY7Q&feature=related

  1977, Podlasie   



          PO  ZIMIE


Posmutniałe ludzie mają twarze,
W duszach szarość i na szatach.
W sobie noszą smutki i rozterki, żale,
Brak słonecznych promieni - blade lica,
Brak rumieni, tylko w oczach kolorowo.
Dżdżysty dzień wiosnę psuje!
Spojrzeć im trzeba w niebo,
Może smutne miny im się rozweselą,
Bo tam boćki lecą na Podlasie -
Jest ich aż czterdzieści pięć tysięcy,
Większość osiedla się na Podlasiu!
Przyleciały boćki już na swe gniazda -
Wszędzie klekot się roznosi!...
Stodoły, słupy zasiedlone.
W prawosławnych domach kobiety
Już mieszają ciasto i pieką "busłowe łapy"*
Na powitanie zwiastunów wiosny.

  Objaśnienie: "busłowe łapy"* - czyli wypieki ciasta w kształcie łap bocianich.


                                                                 
           WIOSNA


  Żywioł się mnoży wokoło...
  Ludzie z zimowych szat uwolnieni
  I lżej im w duszy.
  Dzieci w wózkach ze smoczkiem w buzi,
  Z ciekawości świata głowami kręcą...

  Kot za kotem w gody goni!

  Za ulicą na boisku
  Ptasi ruch zmógł się za potomstwem:
  Wrony, sroki, kawki w dziobach noszą:
  Słomę, sznurki, watę, bazi puch...
  Między nimi jeszcze aktywniejsze szpaki,
  To na ziemię, to na słupy,
  To na drzewa, to na dachy
  Każdy z ptaków zbiera łupy...


  Z drugiej strony okien domu,
  Za podjazdem puste okna w ludzi.
  Widzę, jak z zimowego sny przyroda budzi się:
  Krzaczki, drzewa i jabłonie
  W pąki i w listki wystrzeliły!
  Słonce przygrzało i dzieci przybyło
  Na przyrodniczym łonie.


  Za miesiąc, to dopiero będzie,
  Kiedy podjazd bluszczem owinięty będzie wszędzie;
  ...Na nim pszczoła, motyl usiądzie -
  Biały, żółty lub czerwony.

  - Czy Wy też tak samo macie
  Na Waszym lądzie?

  Co ja mówię Wam, to jest zalążek tego.
  Czego tu o świcie nie brakuje;
  Ptaków jest tak wiele,
  Tylko las jest zdolny ich obliczyć.
  Ja Wam mogę tylko opowiedzieć tyle:

  - Kiedy ze snu mnie obudzą,
  [ Bo do lasu ze dwadzieścia kroków mam zaledwie ]
  Śpiewem z drzew na drzewa melodie zmieniają:
  Świstem*, gwizdem, co im w duszy
  W godach i w naturze przyjdzie.
  A do tego dzięcioł raz po raz
  W drzewo-drewno swym "trrrrrrrrr"
  Do tej orkiestry ptasiej włożyć udział zechciał!
  I tak od poranka ustać za nic nie chcą.
  Tylko w środku dnia ze swym śpiewem
  W spokoju ciszy odpocząć zechcą.   
  A na wieczór wypoczętym głosem, świeżym głosem
  Bez zapłaty chętnie wtórne melodie przerabiają...
  I noc tylko jest w stanie
  Nad ich losem być wyrokiem ogłoszonej ciszy.
  Jutro znów w nowy dzień śpiewem
  W naturze powitać nas ...mają.
  To jest kwiecień, a dopiero w maju,
  Kiedy tu jerzyki ...zlecą i zalegną,
  To dopiero będzie się działo.
  Oj, będzie się działo.

  Kto z Was, jeśli nie w mocy na to spojrzeć?

  - Mówię Wam! Kiedy przyjdzie wieczór,
  Jaskółki - jedna, dziesięć, ze sto,
  Jak swój lot w niebo wzniosą nad puszczą,
  Nad blokami w szereg kordon swój ułożą,
  Jak "Sztukasy" z nieba lotem ku ziemi
  Ze swoistym skrzeczeniem furgają:
  Na dół, w bok, do góry, w powietrzu szybują...
  Niczym pęd "czarnych sztylet",
  Jak w piosence Stana Borysa.
  A czy Wy wiecie, iż i mnie jest dane
  Nosić godność jego imię: Borys


  Kto nie słyszał, kto nie widział
  Tych w poczynaniach wiosny zdarzeń,
  Niech nie traci wiary i nadziei.
  Jeszcze nie spełniłem swoich życia marzeń -
  Sprzedać M-4 z podjazdem, kupić domek mały.



   KRÓTKO  O  WIOŚNIE


Dzień pochmurny, wietrzny, lubię takie.
Tu i tam piaskiem zakręci...
Po tym przez chwilę deszczyk pokropi -
Zrosi to co dotychczas wiatr unosił.


Co tu ująć przy Biedronce?
Czyjeś auto okiem bogatsze?
Co mi tam, niech ma, jak ma.


Ludzie chodzą do i od Biedronki.
O! Jaka laska idzie,
Mając spódniczkę w koronki.
Tu dopiero rzucę okiem!
Nawet za nią odwrócę głowę,
Jeśli przejdzie obok mnie, chociaż bokiem?
W zachwyt laska oko me porwała!
Przypomniała młodość moją:
Nie zawsze ona była miła,
Lecz jedna Panna była taka,
Która dzisiaj jest moją żoną.
Przed żoną najlepsze były te,
Które się śniły - one nigdy nie odmawiały.
Nie wystarczy miłość taka
Dla chłopaka z hormonami byka.
Lecz ja już jestem na pół starym dziadkiem
I w dodatku obumarłym kwiatkiem.
Lecz spojrzeć okiem w bok za laską na chwilę,
Może dodać wigoru życia na dalszy rok życia.



Na  Śląsku  i  w  puszczy  o  świcie


  Na Śląsku za blokowiskiem
  Wschód słońca było zasłonięte.   

  Tutaj na Podlasiu w puszczy,
  Zanim słonce dzień przywita,
  https://plus.google.com/photos/103276734392610294633/albums/5460053774140201761/5468183063927361154?banner=pwa&pid=5468183063927361154&oid=103276734392610294633
  Już o świcie mnogość ptaków różnych
  Z góry, dołu, prawa, lewa -
  Zewsząd śpiewem wita!...

                 
  Na Śląsku, gdzieś tam w oddali,
  Skład węglarek do "Jaworzna III"*
  https://plus.google.com/photos/103276734392610294633/albums/5415855263512013009/5425949151320969874?banner=pwa&pid=5425949151320969874&oid=103276734392610294633
  Raz po raz kół stukotem,
  Z moim sercem w poduszkę
  Uderzeniem się stykało...   


  Zatem tutaj na Podlasiu śpiewem ptaków
  Serce moje jest rozbudzane...!
  Ucho do poduszki nie przykładam,
  Iż w smutku, jak na Śląsku ja nie jestem.
  A naprężam struny dźwięków moich uszu
  I przyjmuję ptaków śpiewy,
  Jak z mnogością ku mnie melodie lgną...
  Włączam sensor mej pamięci,
  Aby Wam o tym donieść -
  Rejestr już załączam i notuję
  Ptasi śpiew mnogości dźwięków i melodii:

  "Fit,fit,fit,  Fiwiu,fiwiu,fiwiu,  Fił,fił,fił,
  Fitu,fitu,fitu,  Cił,cił,cił,  Ciuł,ciuł,ciuł,
  Szy-czy-czy-czy,  Trrrrrrrrr,  Tiuł,tiuł,tiuł,
  Czy-wit,czy-wit,czy-wit,  Fiwi,fiwi,fiwi,
  Fiutu,fiutu,fiutu,  Cze,cze,cze,cze,cze,cze,
  Czit,czit,czit,  Fi,fi,fi,  Uu,uu,uu,
  Uuł,uuł,uuł,  Ufu,ufu,ufu,  Kra,kra,kra......"


  Co wy na to?
  Gorsze tylko jest to,
  Że ma się więcej lat!

   Objaśnienie: "Jaworzno III"* -
    jest to elektrownia w Jaworznie.
                                           

         
      ŻYWIOŁ  CZYNI  WIOSNĘ...


Wstałem do życia dnia 19090-tego -
Spojrzałem do okna za wiosną - dostrzegłem!
Ach, jak pięknie wstrzeliły pąki bluszczu -
Owiniętym starym pnączem balustrady na podjeździe -
Wydłużając swoją zieleń w rozwoju...
Wiosna idzie! Z tego śmieje się u mnie gęba,
A w dodatku w godach goni jedna drugą sójka
Ubarwione w kolory tęczy.
Odlatują, nie przystaje im być w tym towarzystwie,
Gdzie kawka za wywietrznikiem do gniazdowania,
Jedna z drugą się bije!
A do tego sroka skacząc z gałęzi na gałąź, skrzeczy.   


Spojrzawszy dalej za przyrodą,
Tylko jeszcze w szacie brązu posmutniała brzózka,
Nie wydała pąków wiosny.
Widzę to dokładnie z wózka.


Spoza chmur wybija się kwietniowe słońce,
A tymczasem wędruje zygzakiem motyl biały!
Przysiadł na bluszcz, jest w swej okazałości cały.
I wtem moim życia wiraży zdarzeń
Bóg dał spełnić tęsknotę moich marzeń...
Wrócić z okna górniczej "hołdy"*
W radosny duszy gajeczek.
Tutaj jest tak mi na sercu dobrze aż miło,
Toż nawet i do dzisiaj o "grubie"* nic się nie śniło.
Sny po nocy już się nie kotłują,
A dni już nie dla smutku papier malują...   


A z radości w tej podlaskiej włości - puszczą las,
Jak spojrzeć z nieba wszędzie gości.
Żubr wychodząc na skraj puszczy, łeb wystawi.
Jeleń porożem z młodnikiem* upodobnił.
Ryś za cietrzewiem, jakby badał grunt trzęsawiska, łapy stawia.
Wilki za ofiarą teren wypatrują.
Dziki tu i tam ziemię zryją.
Lis na wzgórzu do nory kury nosi.
Wiewiórka skacząc z drzewa na drzewo,
W pyszczku mech na gniazdo znosi.


Gdzieś tam w głębi puszczy, pod osłoną nocy
Bimbrownik księżycówkę* pędzi?
A na skraju lasu, czuję jak rolnik wędzonkę wędzi.


Hen tam dalej na biebrzańskich bagnach,   
Łoś w zaroślach buszuje.
Bliżej w bardziej suchym miejscu
Bataliony hiszpańskie "O'le" tańczą.   
Na niebie zawisł skowronek biedny -
Wyśpiewując nie zagłuszy krzyk dzikich gęsi, jedyny.     
Lecz mi jego śpiew dla duszy jest milszy
Od tej całej leśnej zgraj.


Czas do polany się zbliżyć; dym wędzonką pachnie!
W powietrzu woń zapachów w bigosie doszła -
Wkładka z królika, zająca, może dzika? Ach nie,
Bez znaczenia, każda podlaska potrawa
Zawsze ze smakiem do brzucha uszła.
Toż teraz ja Was za sumienie biorę,
Toć Wy ze mną na podlaskim łonie natury przechadzali.   
Jadło i potrawy spożywali w porę.
Taż żeb Wy mnie za to teraz nie raz na Podlasie przybyli! 

  Objaśnienia: "hołdy"* - jest to zwał piaskowca wywiezionego z kopalni na powierzchnię ziemi.                 
  "na grubie"* - określenie na kopalnię na Górnym Śląsku.
  młodnikiem* - zarośla.
  "księżycówkę"* - jest to określenie na Podlasiu na alkohol ze swojskiej roboty, inaczej mówiąc bimber.
                                       
                 

ZWIASTUNOWIE  WIOSNY
      [obserwacja]

https://plus.google.com/photos/103276734392610294633/albums/5412596318416465713/5483297513297526434?banner=pwa&pid=5483297513297526434&oid=103276734392610294633

Krążą, krążą po niebie
Aż znajdą dom dla siebie.

Lądują, lądują z dalekiej drogi,
Obdarowując dziećmi kto w nie ubogi.

W czyjej zagrodzie zagoszczą
U tego dzieci nie poszczą.

Znoszą, znoszą materiały z różnych źródeł
Tak ambitnie aż w walce o dom rozrodu
dobierając się sobie do kudeł!   

Trzepią, trzepią skrzydłami
I klekot gości się w zagrodzie całymi dniami!...

Wizerunek Podlasia na słupie!



     WIERSZE  Z  MAJA  2008  ROKU



            OBSERWACJA  -  RELACJA


Szumi las szumi, jak w tunelu przejeżdżające auta...
Kołysze się las kołysze, jak obumarłych taniec...
Paciorki - różańce nieustannie odmawiają ptaki...
...Podnosząc dusze umarłych po boju - spocząwszy na szaniec!     

  Podlasie



        BEZ   TYTUŁU


Jestem poetą zwanym: Mietko,
Tylko głową nie tą.
Lecz w duszy mnie rozpiera
Położyć słowo na papier pisane - 
myśl się rozwiera: 

Coś się ujmie i w duszy bujnie...
Coś się upiera i dusza rozdziera!
Myśl jest wehikułem czasu - powrotna. 
Myśl jest bieżąca i wyprzedzająca.
Tylko życie niczego nie zmienia!



      TESTAMENT   POETY
           [ to wiersze ]


Będzie mi jaśniej, kiedy płód mój
Przeczyta ten ktoś, kto sercem jest płochy,
Lecz w tęsknocie nie jest "błochy". 
Kto, jak wiersz czyta - za duszę go chwyta
I dreszczem po skórze przebiegnie i ściśnie, 
Obojętnie gdzie siądzie, gdzie legnie -
Wiersz mój z nim niechaj będzie -
Wszędzie, gdzie pójdzie -
Tam może słowo jedno mu ujdzie?
Drugie może przybędzie?
Lecz niechaj w każdym względzie
Miło wspomni mnie wszędzie. 

           
                                                                                   
       PRZYRODA


Przyroda nie jest banalna,
Bo nie naraz wszystko kwitnie:
W kwietniu wszystko,
Co dzikie kwiatem się wytnie.
W maju wszystko,
Co owocem ma się zrodzić
W lipcu i sierpniu,
Teraz zapachem swym zaczyna
Za nos nas wodzić...
                       


   O  ZACHODZIE  SŁOŃCA  I  PO


Słońce za las już się skryło!   
Zapad czerwienią się oblał - fikcyjnie las płonie! 
Szarość z puszczą w zgodzie wkoło
Zmroku cienie w objęcia osadę otuliły
I gwiazdami na niebie wysypało...
Śpiewu ptaków już nie ujmę,
Bo nietoperze niczym szatani
Stąd ni zowąd przecięciem nieba przelecą, 
Budząc respekt strachu wyobraźni diabła,
Który może wpleść się w włosy przechodnia!?
Tak się kiedyś bały, jak diabła dzieci na Podlasiu.
                               


    JERZYKI  POWRÓCIŁY   


Lubię wiosnę - wodzę oczyma za nią,
Jak w kawalerstwie za niejedną panną.
Wiosna zawsze jest taka sama.
A ta Panna, która uraczyła mnie,
Dzisiaj jest moją Damą. 


Wodzę oczyma po bluszczu,
Po wybijającym w górę głogu.
Po tym unoszę głowę
Ku niebu podziękować Bogu;
Za to, że żyję i jak
Na "kołach" jestem zdrowy.
Spoglądam na las sosnowy...


Między lasem, a blokiem, ujrzałem
Jerzyki furgające po niebie!     
Spojrzałem dalej, tam z dwa tuziny jerzyków
Unoszą swój lot nad lasu wyżyny! 


Lot swój tną po niebie -
Szybują od... i do siebie...
Lot ich może przerwać
Deszcz lub burza.
Zanim to się stanie,
Ujmę je spod ich podnóża.
                                 

     
          W  CHWILI  TEJ   


Mam tak koło domu, od wczoraj jerzyki furgają 
I świergoczą po całym niebie...   
Nad głową motyl przeleci i do domu wleci! 
Szkoda, że nie mam małych dzieci,
Ganiałbym wraz z nimi motyla przez chwilę
I przypomniałbym sobie, jak ja ganiałem,
Będąc małym, zanim motyl wyleci. 



            W  CHWILI  TEJ  II


Mam tak koło domu, od wczoraj jerzyki furgają
I świergoczą po całym niebie...   
Nad głową motyl przeleci i do domu wleci!
Szkoda, że w domu nie ma już małych dzieci,
Ganiałyby motyla przez chwilę i przypomniałyby mi,
Jak ja ganiałem, będąc małym, zanim motyl wyleci.



           SEN  O  PAPIEŻU  JANIE  PAWLE II
          W  DNIU  JEGO  OD  NAS  ODEJŚCIA


Jadę furmanką gościńcem w miejscu tym,
Gdzie skrzyżowanie dróg wita słup wysokiego napięcia
I gdzie z kamratem wracając ze szkoły, witaliśmy elektryfikację, 
Kiedy chodziliśmy do pierwszej klasy.
I gdzie przydrożny krzyż wita lub żegna przejeżdżających ludzi wsi.
We śnie nie byłem "Bożym dzieckiem",
Siedziałem na furmance i kierowałem nią, jak rolnik prawdziwy.
Koń był czerwony, furmanka szara, która należała do rodziców.
Między gościńcem, a rowem przydrożnym i polem -
Spostrzegłem Papieża Jana Pawła II, kucającego ze zmęczenia!
Wstrzymałem konia, zeskoczyłem z furmanki -
Podbiegłem do Jana Pawła II i powiedziałem:

- Pomogę Ojcu Świętemu!?

Jan Paweł II nic nie mówił do mnie, był bardzo fizycznie wyczerpany!
Zacząłem pomagać wstać, trzymając pod ramię, wzruszony i uniesiony duchowo... 
Sen znikł. Ojciec Święty tego samego dnia odchodząc od nas o godzinie 21:37! 
Powiedział do młodzieży: - Zawołałem Was, a Wy przyszliście!
A zatem jestem "Bożym dzieckiem", choć nie należę do młodzieży,
Kiedy w dniu odejścia od nas z Papieżem Janem Pawłem II spotkałem się! 
Niech skonam, jeśli ze mnie łgarz. Wziąłem to ze snu, nie z głowy.

[ sen z 1-ego  na 2-go IV. 2005 roku ]


               
    WYZNANIE  POETY


Ciężko mi płodzić poezję,
Nie jestem intelektualistą
I nigdy nim nie będę.
I choć od intelektualisty
Głowa moja jest tępsza,
Za to po stokroć dusza dzielniejsza.
Ach, gdybym z duszy brał słowa
I gdyby głowa była, jak dusza -
Z głowy, jak z duszy byłaby mowa
Tak wierna, dzielna i płonna aż papier by płonął. 
A ja w popiersiu, jak Ludwik Zamenhof*,
Któremu dane było w popiersiu
Stanąć Na skwerze przy ul. Białówny. 
https://photos.google.com/photo/AF1QipMJ2ORRKzO96cIFRV434Q-us7lfjxPjyDpBO8PZ
Stałbym przy innej ulicy na wieki
W moim mieście Białystok,
Choć wcale tego bym nie pragną.

  Ludwik Zamenhof* - urodził się w Białymstoku, twórca "Esperanto" -
  napisał ten język, iż w Białymstoku, gdzie się urodził, żyło obok siebie
  kilka narodowości jak: Polacy, Żydzi, Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy i Niemcy. 
  Zamenhof uważał, że nie mogą się ze sobą porozumieć, więc wymyślił język
  "Esperanto", który dzisiaj na świecie jest coraz to bardziej popularny i używany
  do porozumiewania się między narodami.



          O, ŻONO


Ciekaw bym był, gdybym z Tobą nie żył,
Może za nic życie bym miał? 

Może gorzałkę bym chlał?
A może w ogóle już nie żyłbym?       

Ciekaw bym był, gdybym Ciebie nie miał -
Bez Ciebie życia czy bym się bał? 

Ciekaw bym był, czy sobie radę bym dał?
Ciekaw bym był, czy siebie bym znał? 

A może non stop bym chlał?
Może życie na co dzień za nic miał? 

Ciekaw bym był, czy spodliłbym się?
Czy podły bym był? 

A może już w grobie bym gnił?
Wtedy już niczego ciekaw nie byłbym.



            CISZA


Słońce w połowie w las się zanurzyło - 
Za chwilę całkowicie w nim utonie.

Nic nie drga, nic się nie kołysze,
Drzewa stoją nieruchomo, liście wiszą obumarłe.   

Los mego życia stoi w gardle
I czkawką nie może się odbić. 

A dusza chce się bić z tym czego nie pokona!
Tylko ona wie, czego jeszcze dokona, zanim skona.
Ja nie wiem.

Jeszcze pożyję, serce, jak dzwon mocno bije - pożyję...

Byłem i jestem szczęściarzem do tych,
Którzy bez ruchu po szyję pióra unieść nie mogą
I żyć muszą z myślą trwogą.
Czy nadejdzie ta nadzieja, czy może nie nadejdzie?   
Czy przyjdzie ruszać nie nogą, a choć ręką?
Żeby dokonać tego - czego dokonać by chcieli.



    NA  "TRONIE"  O N


Siedzę sobie,
Ptaszek przyleciał do mnie
I świergocze koło mnie.
Przeczyścił piórka starannie,
Strząsnął całym upierzeniem
I pofrunął w las nieruchomy. 


Sójka większa sztuka,
W dodatku kolorami się szczyci,
Lecz marny z niej gość, 
Bo płocha, odfrunęła! 


Dzięcioł obskakuje sosnę
I w nią dziobem puka z przerwami,
Lecz równomiernie... 


Gołąb skrzydłami z dachu załopotał!
Wróble znad brzegu dachu lotem spadają... 
Byłoby to nowiną żadną,
Gdyby cukrówka nie ścigała kawki,
Aż piwosze zaciekawieni zerwali się z ławki! 
Za takim cudem, nawet zerwał się
Jeden taki staruszek z trudem!


Tron* mój cieniem się okrył,
Wiatr majowym chłodem powiał... 
Liście drzewek, które przy mnie wyrosły,
Zaczęły drgać... i ja zacząłem dygotać...   
Trzeba przerwać obserwacje - relacje,
Skoro ciało sugeruje sprawę intymną! 

  Objaśnienie: tron* - autor miał na myśli podjazd na wózku
  dla inwalidy do mieszkania. 
 
                                               

     SZARÓWKĄ


Jabłoń wysypała się bielą.

Światła w punkty się mnożą...

Las stoi potężny zielenią.

Dzwon dziewięć uderzeń wykonał - 
Trębacz hejnał odegrał kościelny!

Ptaki nie kończą śpiewu,
Tylko zmieniają gałęzie...
Zatem jerzyki kończą 
Lot na wietrze powiewu.   

Para zakochanych w rękach
Umacniają miłosne więzi.

Szarówka skłania się w otchłań nocy!

A tylko jabłoń ciągle się bieli.

Z balkonów kobiety zdejmują koce
Na chłodną noc majową
Przykryć się do pościeli...



   NIESTRUDZONE... 


Wzbiły swój lot
Nad las złotych pędów
I rysują na niebie splot
Zmieniających w powietrzu rzędów...


Ścigają niebo, ścigają siebie
I ciągle są w potrzebie -
Ścigać siebie, ścigać niebo...
I nigdy nie są w kolizji.


O niebo, gdyby tak ludzie
Mieli takie intencje:
Brać życie i przemierzać czystymi drogami -
Nogami, jak niestrudzone lotami...


Co wtedy?
Łzy nie byłyby gorzkie.
Cierpień nie byłoby w ogóle,
Bo każda droga miałaby porządek!
                               


     CISZA  ZAPADŁA


Las stoi w bezruchu obumarłym -
Nic nie drga i nic się nie kołysze.
Tylko diabeł przesuwa obłoki,
Bo on mówi dobranoc!
                                 


PIEKIELNE  NOCE  NA  DWUNASTEGO  LIPCA
W  DWADZIEŚCIA  DWIE  ROCZNICE


Poeta nie śpiewa, poeta nie tańczy.
Poeta, to miewa, czego nie miewa
Szczęściarz wybrańczy.   
Poeta z bólu życia się zrodzi
I w duszy siebie zwodzi,
I w słowie nie brodzi,
Lecz ujmuje, to co znajduje
I powiada sam do siebie:
- Ludzie obchodzą różne rocznice:
Życia, Ślubu, Śmierci.


U mnie, jak nietykalne dziewice,
Za trzy rocznice będzie wieku ćwierci:
Umarłego ciała, lecz duszy powstańczej!
Niemej mowy, lecz w wyrazie poetą samozwańczym:
Byłem dzielnym, przeciw nocom piekielnym!
Byłem smutnym, kiedy los dopadł mnie okrutny!
Wylałem więcej potu, aniżeli inni wody wypili.
Łez to nie wylewałem, bo w duszy się głębiły...


Inni w luksusach życia pławili
I po szyję ze szczęścia w nim się topili...?
Ja się żywiłem tęsknotą
I w nadzieję duszę wpędzałem...
Lecz obrazić Boga się nie ośmielałem,
Albowiem odpowiedź ciągle miałem:
- Lepiej żyć na kole i brać w rękę pióro,
Niż być w dole z nieznanym imieniem!
Bo na ziemi to tylko formalnych dla zasad biuro.


...Umrzeć dla wiary potrafi tylko poeta -
On za życia nie zbija bogactw gary,
A tworzy słowo, które jest mu niezmierzonej miary, 
Co przetrwa: stal, srebro i złoto
I nie owinie się w błyszczące płócien szaty,
Lecz w najzwyczajniej prostocie słowa
...Wniesie ducha nieśmiertelnego
Do każdej chaty, która je przywoła?



CZY  TAK  TRUDNO  BYĆ  POETĄ?


Wystarczy odrobinę być romantykiem,
Jeśli z radości życia słowa mają się zrodzić.
A jeśli słowa z cierpienia mają się spłodzić -
Wtedy trzeba koniecznie słowa wylewać 
Na papier, a nie w żonę jakimś "antykiem"!


Czy tak trudno być poetą,
Jak niegdyś śpiewał Kofta.
Wystarczy dbać o nasze ogrody, 
Nie tylko w ogródku przydomowym,
Ale i w tym ogródku, który
w naszej duszy się mieści. 


Czy tak trudno być poetą,
Co dzień dobrym słowem przywitać żonę...
I nie wracać do domu w godzinę nie tą,
A obdarowywać Ją dobrym gestem,
Jak niegdyś adoratorzy kwiatami
obdarowywali Ordonówną. 


Czy tak trudno być poetą,
Czy ma się głowę tęgą,
Czy ma się głowę nie tą?
Jednak łatwo być poetą,
Bo każdy może zaśpiewać Jej: 
"Tango Milonga".

https://www.youtube.com/watch?v=gfmnMGeFM84



        PODLASIE  ZASŁUŻONE  POLSCE

 
Jest to Ojczyzna, gdzie na północy Suwalszczyzna:   
"Stepy" obecnych kresów wschodnich,
[ W przenośni są tylko takowe ]
I byłych najazdów krzyżackich zbrodniczych.

Tutaj Litwa z Polską się bratała
I krzyżackiemu mieczowi opór stawiała.

Suwalszczyzna, gdzie miał miejsce zgrzyt miecza krzyżackiego
I postrach białych szat z czarnym krzyżem stał zaprzeczeniom nieludzkim.

[ Smagana wiatrem po Wysoczyznach,
Dzisiaj sprzyjająca wiatrakom -
  energetycznym technikom spuścizna. ] 

Zygmunt August, syn królowej Bony,
Tędy na Litwę przemierzał - szukać żony.

I miasto Augustów założył - swoim imieniem dla miasta hołd złożył.

[ W puszczy rzeka: Czarna Hańcza płynie 
Na sto siedem metrów z niebios lśni w swojej głębinie ]

[ Las stoi borem, a trzy pary orłów krąży nad dworem. ]

Pierwsza Habsburgów, ze zdrowiem wadliwym,
Elżbietą się zwała, padaczkę miała, z podstępem nieuczciwym.

Radziwiłłowie Barbarę mu podarowali,
Chorobę miała niepłodności, był nieszczęśliwy,
  szwagrowie wyrolowali.

To samo z trzecią Katarzyną, Elżbiety siostra
Chorobę podobną miała i Augusta bieda stała się ostra.

Kościuszko, choć pod Racławicami koło Krakowa
Na Moskali polskich kosynierzy zerwał z odnowa.

Wychowany był w środku tych Ojczyzn -
Między Litwą, Podlasiem, Białorusią,
  Ukrainą geograficznych Wysoczyzn.

Mickiewicz z Nowogródka pochodził -
W pięknym słowie swoją Litwę uwodził...

Była jego Ojczyzną - ceniąc Ją, jak zdrowie.
Jak ja dziś swoją Białostocczyznę.     

Orzeszkowa znad Niemna, Niemen opisała. 
A Litwa Piłsudskiego Polsce wydała.

On krasnych czekistów niesionych czerwone nasienie na Zachód
Zatrzymał - i odwrót im wykonał - pogonił do Kijowa na Wschód.

Cud nad Wisłą Bóg mu wyznaczył
I Drugą Rzeczpospolitą Odrodzoną Polsce dać raczył.

Miłosza ta Ziemia wydała,
A Polska Nagrodę Nobla dla potomnych dopisała.

Niemena także ta Ziemia na świat zrodziła -
Pieśń Norwida: "Bema pamięci żałobny rapsod" - była prawdziwa.

Kto na duszy jest poetą -
Chciałby z tą pieśnią umrzeć z duchową podnietą?

W środku Ziemi Podlaskiej - łąkami i bagnami
Płynie Biebrza i Narew meandrami... 

W tych rzekach po czterdzieści ryb gatunków
I ze sto gatunków skrzydlatych ptaków... -
[ nad rzekami ]

Na prawo i lewo sporo dzisiaj wiosek uśpionych -
Wyludnionych, lecz wczoraj biegało setki dzieci onych.

Knyszyn, na Litwę szlak powozów królewskich, wczoraj,
Dzisiaj przystanek turystów w Puszczę Knyszyńską - raj.

W środku niej, moje miasteczko okala,
A w nim osiedliłem się ja, od Śląska Górnego z dala.

Tutaj jest moje macierze siedlisko -
Wszędzie i ze wszystkim mogę bratać się blisko...

Wszystko jest od Boga zrodzone, prawdziwe
I panny podlaskie chodzą urodziwe! 

Jędrne piersi mają i są soczyste,
Jak ta przyroda w łąkach, bagnach,
  rzekach i w puszczy, uroczysta... 

Na południu Podlasia - trzecia puszcza swoim pięknem obnaża...
Powiadają, że tam prawdziwe Podlasie w nazwie się powtarza.

Które w Drohiczynie na Bugu się kończy
I z Podlasiem Lubelskim się łączy.

Drohiczyn pierwszą został stolicą Podlasia,
Kiedy to jeszcze w miejscu Białegostoku
  było tylko skupisko ptasie.

Z Drohiczyna pochodząc Olbrychski zwany: "Azja" -
Nasze Podlasie rozsławiał, kiedy ponosiła go fantazja -

I był "Kmicicem" - tyle co złego
I tyle co uczynił dobrego...

Lecz dzisiaj Podlasie stoi Białowieżą,
Bo z puszczy żubra wywlekli i stoi na "Big Board's" macierzą. -
[ w Białymstoku ]

I dzisiaj na całym Podlasiu gościom stawia się "Żubra",
Nie czasami, tylko zawsze i wszędzie, gdy jesteście u nas,
a my Podlasianie z Wami u "Żubra"!

[ Tych co pominąłem niemniej są szanowani ]


                               
   EURO  2008 - POLSKA
GOOOOOOLA  NIEMCOM!!!


Polska, to dumny naród!
Lecz Niemcy od stuleci -
Czują się nad nami wyżsi
I śmieją się z nas,
Że my będziemy ostatni!


Jadą na mecz: Niemcy - Polska
I przy swoim hymnie -
Załatwiają potrzeby fizjologiczne!
Kpią z nas? Czy z siebie?
Tym sami sobie strzelili samobójczego gola,
Iż przy hymnie narodowym tego się nie robi!


Najgorsze jest to, że kiedy skończyli,
To co zaczęli - odwracają się do swego pojazdu,   
Zobaczyli, że go nie ma! Zniknął! Polacy ukradli!
Mają nas za złodziei samochodów Europy! 

Proszę Was kochani piłkarze
Pokonajcie tym razem chociaż raz Niemców!

I Was kochani kibice -
Kibicujcie naszym piłkarzom na 102!
Niechaj raz wreszcie wygrają!
Tym samym nareszcie zamkniemy Niemcom gęby
I już nigdy nie będą obrażać Polaków!


Niech wyjdą z grupy: Polska i Chorwacja.
Przyłóż, Boże rękę do tego.
Ja jestem Polakiem i "Bożym dzieckiem"
I Ciebie o to serdecznie proszę!

I cała Polska zapewne o to Cię prosi! 

Po tym: http://www.youtube.com/watch?v=3E2s2MxtfI0 [???]

WRESZCIE!

4 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2021-01-30 12:10:38)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

.

     WIERSZE  Z  CZERWCA  2008  ROKU



        ŚWIERGOCZĄCE...
   

Podjazd w połowie pokrył się cieniem
Po dniu wiosenno słonecznym.
Stało się chwilą dla ciała wytchnieniem,
Jak dla duszy opisem koniecznym.


Balustrady bluszczem owinięte
I w kwitnięciu ciągle nie są przekwitem.
Pędami w oczach rosną, jak z nieba wzięte
Są i będą poecie nie mitem.


On, jak bluszcz w rozwoju rozrasta...
Świergoczące są w jego podziwie -   
Fascynują go, jak jego niewiasta -
Z którą przebywa na łonie natury
Na wiosennym wietrze powiewie...


Przy nim kalina wystrzeliła wzrostem,
Głóg wysmukłością się wybił, wiatru podatny.   
Jak jego miła, dreszczem się wstrząsnęła!
Głóg i kalina stała się chwiejną...
 

Świergoczące nad siwą głową strudzoną,
Nieustannym świergotem ciągle są zmienne...
Dla jego duszy są, jak miłością do poezji zwodzoną,
Której nie zamieniłby na inne rzeczy wymienne!


Setki razy okrążają bloki imienne
I nigdy przenigdy nie są strudzone -
Unosząc swój lot pod niebem błękitu, bezimienne.
Świergoczące są dla poety, urokiem ich zwodzone... 


Rysują na niebie ogromne koła...
W pionie spadają jak czarne pioruny...
Wznoszą się ku niebu odnowa
I tak z lotem i świergotem nie przestają nigdy...   


                                                           
  POD  DĘBAMI,  KIEDYŚ


Wynurzyły się chmur kłęby
Niskim niebem znad lasu.
A ja spoglądam na dęby,
Pytając siebie ile zostało mi czasu? 


Wcale nie pytam o śmierci,
Bo będę nieśmiertelnym?   
Lecz pytam, kiedy Bóg
  memu bezwładowi łeb ukręci,
Aż wieść się rozniesie o cudzie czytelnym?   


Wtedy poziom stanie się pionem,
A z nocy  c i e r p i e ń  piekielnych
Zmieni się w dnie pędzących Mendelsonem
I będę biegnącym koniem do ludzi dzielnych!   


Szczerą wieść Im przekażę 
O mej niezłomnej dzielności,   
Że będę się czołgał - upadłym przed Ołtarze   
I do Boga nie zatracę wierności!   


Nie było to, kiedy trwoga, to do Boga,
a z duszy natchnionej miłością upojenia... 
Przekażę Tym, którzy odczuli
  chwilę zwątpienia, zagubiona droga,
Żeby wyzwolić Ich z trwogi i niedoli uśpienia! 


                                                   
     WYCIECZKA  DO  BIAŁOWIEŻY


Mam Hyundaia Accenta 1.6 automat   
I sobie z żoną i synem gnam - uchyloną szybę mam,
Powietrze z nami się brata... Fajnie jest nam. 


Wita nas i żegna każda chata
Wiejska, miejska, Zabłudowska, Bielska. 
Na słupie elektrycznym bocian gniazdo uplata,
Obok łąki - kwitną mlecze. Duszy radość sielska. 


Z Bielska na Hajnówkę gonię,
Na prawo i lewo pola zbożem usłane.   
Łapię głębszy oddech i zapachy wonie... 
Znak wskazuje 43 km. do Białowieży zbadane!   


Przez Hajnówkę małym rondem przejechałem,
Przez miasto i już od Narew, Nowosadów drogę pamiętałem,   
Więc nie tablicom wskazującą drogę, lecz miastu się przyglądałem.
I tam gdzie "Białowieża 17 km." w ogromną puszczę wjechałem. 


Kręta droga przez puszczę wiodła,
Las wysmukły duży, zdrowy i mieszany.
W nim zawilce wszędzie, jak śnieg zimą, biel osiadła
Z zielenią niepowtarzalny widok okiem jest brany. 


Na miejscu zaparkowałem blisko pamiątek,
Zanim wysiadłem, spadł deszcz i zagrzmiało!
Ludzi było sporo, bo był świątek.
Po deszczu ZOO nas przywitało!


Wokoło ZOO obchodziliśmy
W odwrotną stronę zegara - widziałem po kolei:
Rysia, leżał w swojej budzie - była szara,
Miał i otwór w kształcie tulei. 


Obok rysia, śmieszne, wilk, choć przegrodzone,
Utkwił między budą w której bywał, a siatką!   
Zwiedzaliśmy dalej, następnie cztery wilki osadzone,
Leżały tak, jakby ludzi nie było przed siatką, ich kratą.   


Sarny, choć nie wilki, wybieg miały większy,
Lecz z tego nie korzystały, leżały,
Przeżuwały to co skubały, nie z koszy.
Dwie się podniosły, gdy ludzi ujrzały! 


Na rozstaju ścieżek z prawa do ławki odpoczynku
Lub podziwiania przyrody lub do siadania na drzewie spiłowanym;
Na lewo stał żubr "hybryda", powiedziała Pani: "Patrz, synku!"
Obok pod nakryciem żubrzyca samica, żujka, łeb miała schowany. 


Jeleń miał wybieg rozległy, lecz z tego nie korzystał,
Leżał po deszczu i z niepogody do drzemki był uległy,
Choć turysta gwizdnął! Ale nie wstał. 


Za to łoś stał, jak wystraszony
Między szopą, a krzakiem, zgarbiony.
Na długich nogach rozkraczony,
Z łbem niepasującym do sylwetki,
  lecz tak urodzony.   


Za łukiem ścieżki, w zagrodzie wydeptane przez dziki,
Lecz dzików ani śladu, dopiero aż w samym rogu pod dębem 
Słychać było: "kwiki, kwiki, kwiki"!...
Tam leżała matka w suchej ściółce,
A miot ssał ją, ułożony w kształcie pół zero.     


Na lewo za dzikami za siatką przy korytku
Stał koziołek z różkami, obgryzał gałązki brzózek.
Jego sarny siostry lub kochanki, a może
  i córki leżały brzemienne do przybytku.
Żeby podjechać do tarpanów, trzeba było popchnąć wózek!


Te małe siwe koniki, największe miały siedlisko,
Pasły się po drugiej stronie pod dużymi brzozami.
Źrebak brykał i ssał czasami matkę i obojętne mu było pastwisko.
I tak doszliśmy z wycieczką, gdzie obchód się kończy,
Żubry po raz drugi tylko przed nami.   
                             

Było ich ze sześć na całą zagrodę
Od byczka młodego do żubra starego.
On stał z łbem do fotografii, mając urodę.
Turyści cykali na foto tylko jego samego. 


Na koniec obeszliśmy stragany,
Na pamiątkę wybraliśmy: "Żubra z termometrem".
Po czym pozwijaliśmy majdany
I w powrotną drogę po spożyciu naleśnika z serem. 

  [ wycieczka z 3-go maja 2008 roku ]

  P.S. Kto jeszcze nie był w Białowieży, a ma możliwość być,
  to zapraszam w imieniu swoim i naszego pięknego Podlasia.

  Mietko


                                                     
        SAMOUK


Niekoniecznie mi pojmować,
Jak tworzyć poematy.
Wystarczy proste słowa zrymować,
Które są jak z życia emblematy.

Ksiąg - literackich nie stworzę.     

Prozy - samo życie napisze.

Fraszki - żadna sztuka -
Zrymować to co z duszy do głowy puka.

Sonety - rymem ułożyć w innej kolejności.     

Nie pragnę także ludzi,
Co mądrości posiedli mnóstwo.
Potrzebny mi pierwszy napotkany człowiek,
Którego wiersz mój zachwyci, a nie zanudzi. 


Intelektualiści możecie ze mnie kpić?
Wiem ja z życia więcej, aniżeli Wy z mądrości
Znaleźlibyście więcej słów, żeby ze mnie drwić.



           DYLEMAT


Pytanie: Czy lepiej mieć? Czy być?

Ci którzy mają, mówią, że lepiej być!

Ci którzy nie mają, mówią, że lepiej mieć!

Nie mówią prawdy ci pierwsi!


                                           

     BOŻYM  DZIECIOM


Los nam pokrzyżował drogi,
Przypadek reszty dokonał srogi
I ciałem świat stał się ubogi.
A diabeł zaciera ręce i rogi.


Porwać chce nas w świat bez trwogi -
Omamić życiem bez bólu i troski,
Że będziemy życiem się pławić za dzisiejsze odłogi,
Jeśli wejdziemy w jego świat nie Boski! 


Do piekła, gdzie żadnych nie ma reguł,
Gdzie diabeł mówi - hulaj duszo, piekła nie ma!
O rzecz nieprawdziwa od diabla reguł,   
Bo jedna tylko wartość i chwila będzie nam miła,
Ta która w dzieciństwa się wykształciła!
WIARA i BÓG...



  KOCHAM  NASZE  PODLASIE...


Za to, że chłód koszulę ziębi,
Kiedy już słońce do nocy zagłębi.

Kocham nasze Podlasie za to,
Że w lesie ptaków jest melodii sto...

I za to, że pod niebem fruwają inteligentne "łaseczki"*
I nigdy nie spuszczą na głowę, jak inne ptaki paseczki.

Kocham za to nasze Podlasie,
Że na tej Ziemi Matczyną pierś ssałem w swoim czasie.

Kocham za to, że mogę kochać łono natury
I dzisiaj piszę o tym fraszkę po raz który.

Kocham nasze Podlasie za to,
Że pola złocą się zbożem w lato.

I za to, że obłoki za horyzontem
Stykają się z ziemią, pędzone wietrznym frontem.

Kocham i za to, że poznałem w dzieciństwie
Życie "buszmena" - i żyłem w tym egzotycznym ubóstwie.

A czego nie kocham:

Tego, że mam z życia blizny
I na głowie kudły siwizny! 

Ale tego to już Podlasia nie wina,
To już jest życia kpina.

Kocham sam siebie
Za to, że Kocham Ciebie...

Żyj dla chwili natchnienia,
Za to Twoja dusza dozna uczucia ...rozpromienienia.

I parskniesz pod nosem uśmiechem,
Aż puszczą mięśnie napięte -

I Twoje życie stanie się objęte w majętne beztroski,
A te troski, które wczoraj były przejęte, dzisiaj staną się obojętne.     

Nie ma takiego czegoś w moim sercu,
Abym nie stanął dla Podlasia do Ślubu w "Poetyckim Kobiercu!"

Kocham nasze Podlasie i za innych wiele wiele rzeczy,
W przyszłości ujmę Je jeszcze nie raz i sam diabeł
  temu nawet nie zaprzeczy! 

Bo on na Podlasiu ma prawo mówić tylko dobranoc
Tam, gdzie droga się kończy - tam skrywa się na noc.
                                                                 
  Objaśnienie: "łaseczki"* - czyli jaskółki potoczne określenie na Podlasiu
  wywodzi się stąd, iż zakładają gniazda w budynkach gospodarczych
  na zewnątrz i wewnątrz, stąd są niejako "łase" do zabudowań ludzkich.   


                                                                                                                                   
      W  CHWILI  TEJ  III


Wiatr firankę do pokoju nadyma, 
Powiew chłodem czerwcowym orzeźwia.
Po deszczu para ziemi się nie trzyma,   
A senny dzień, mnie nie rozleniwia.   


Wolność moja w domu jest ciężka, jak więzienie,
A za oknem ptaków śpiew jest uroczy -
Przyjmuję w nagrodę za śląskie cierpienie,
Oddycham i wchłaniam puszczański chłód -
zdrowie płucom, duszę poją oczy...


Za krajobrazem rozpala się moje serce
I jak ogień dusza płonie...
Oddałbym wszystkich kwiatów kobierce
Za uścisk dłońmi, Twoje dłonie!


I chcę z Tobą iść w ten gąszcz zielony -
Przyjmować na kark życiem zmęczony, krople wody
I grzbietem ocierać się o gałęzie, i być zmoczony,
I spoglądać na las, i być natchnionym z Twojej urody.


Mogę z Tobą to zrobić w domu,
Gdy chodzi o miłosną podnietę.
Lecz gdy chodzi o leśną wykupić winietę,
Pójdę tam z Tobą, by być tam, nie mówiąc nikomu! 


Schowany w puszczy zalew uroczy, we dwoje okrążymy,
Nasycimy oczy i duszę leśnym zapachem wonnym...
Zanim wrócimy do domu, zdążymy -
Będziemy oddawać się rozkoszom płonnym.


Przyjmować wilgoć na siebie będziemy,
Lądujące kaczki liczyć siądziemy,
Wtem zapach wody po nas powieje...
Pobędziemy tak długo aż serce widokiem dojrzeje.

  Basi


                                             
  DOBRA  STRONA  MEDALU


Wznieś swego ducha
Nad siły dzisiaj ubogie
I śmiej się od ucha do ucha,
Żeby pokonać życiową trwogę. 


Zrzuć kamień z serca,
Abyś rzuciła / rzucił kamyk milowy.
Po tym wejdziesz do mojej poezji kobierca
I staniesz się na sercu i duszy wyzwoloną / wyzwolony!


Wtem pójdziemy w las gęsty zielony -
Wtopimy się w gąszcz sosnowy.
Damy się połknąć otchłani dla życia obrony
I będziemy powstali, jak "Zenit" ze skał w świat kolorowy.   


Wtem będziemy nieść życie dla odnowy,
Poić duszę oddechem sosnowym,
Podziwiać las piękny świerkowy.
I będziemy dla siebie towarzyszem honorowym.


Tak pięknie będzie nam
W tym raju brzozowo-sosnowo-świerkowym,
Że nic piękniejszego dla nas nie znam,
Aby nie być w sercu, myśli i na ciele jałowym.

  Bożym dzieciom z Forum FAR

                                                                     
                 
        POETA  I  ALKOHOLIK


Poecie zwrotka wiersza tyle znaczy,

Ile alkoholikowi z rana kielich znaczy. 


Poecie zwrotki dwie - wiersz tłumaczy.

Alkoholikowi kielichy dwa i już gęba się łajdaczy.


Co to znaczy?
Oj, to znaczy:

Alkoholik z wódką się łajdaczy.

Poeta w wierszu z życia się tłumaczy.


Alkoholikowi flaszka w gębę wlana - gęba roześmiana.

Poecie cały wiersz i już cała historia jego życia znana.   



WCZORAJSZYM  NATCHNIENIEM,  DZISIEJSZYM  WSPOMNIENIEM... 


Na chwilę zostawiam ciebie miasteczko moje,
Jadę do matuli z nawyku, przyzwyczajenia i obowiązku.
Z puszczy wynurzamy się na zbożowe polany we dwoje - 
Z żoną wszędzie w nierozerwalnym związku.


Krajobraz falą wyżynną drogę układa -
Na horyzoncie garby, jakoby ze sobą się stykały -
[ Tak że można je nawet dotknąć tym bardziej policzyć. ] 
Z górki i pod górkę chwiejną kołyską przemijać nie lada,
Choć nigdy dosytu w podziwie umysłu sensory moje nie na upajały. 


Przy drodze aż pod las
Jak okiem objąć żyto falą płynie...
Gromadzę w natchnienie geograficzny atlas,
Jak oczom żyto z zieleni zmienia się w złote dośpiewanie. 


Barwi się złotem żyto,
Wioski uśpione na horyzoncie,
Jare zboża w soczystej zieleni w paletach odkryto. 
Z wrażenia aż serce kołacze w tym momencie...


Zapach z lewa i prawa w nos się wtyka...
Na przemian łąki i pola wzrok spotyka.
Sielskim widokiem ku leśnym zagajnikom zając przemyka,
Koń rży rwąc łańcuch z palika!


Sokołda płynie ku Narwiańskiej Krainie -
Meandrem spokojnie, leniwie, cierpliwie...
W zagrodzie gospodarza zły pies ciąga łańcuch po linie
I zrywa się do wolności rychliwie!


Sokółka żubrem i rycerzem z mieczem
W herbie gościom się wita! 
https://photos.google.com/photo/AF1QipO41I38ssATypQR7YbiB5yZYymbxq87RuYIlJoU
Sokoły nad Sokółką są przyrody obliczem,
Poniżej loty jaskółek furgają całą świtą. 


Niebo niskimi chmurami pokryte,
Słońce między nimi ruchomo po mieście prześwita, 
Gołębie w locie zmieniają kolory wyśmienite,
Wędruje na północ w układzie jedynki gęsia elita.


Degustuję oczy zmiennym wykwitem reklamowych chwytom,
Pozostawiając za sobą czasu nadmiar podaży.
Skończywszy mijać z lewa i prawa w
letnich kolorach wiejskich ludzi polotom,
A począwszy rozwijać umysł wgłębiając się
  w przyrodnicze krajobrazu wiraży.


Po wzniesieniu szosa przez las się wspina,
Młodnik sosnowy obustronnie droga przecina.
Jest tutaj tak jak na skraju puszczy jedlina
Tam gdzie tablica wskazuje "Lipina".


Wynurzamy się i zanurzamy w asfaltowej huśtawce,
Przemijamy między brzozami, sosnami i świerkami.
Cienie migoczące zostawiamy asfaltowi okryty lipami,
  dębami i klonami aż po Popławce,
Za nimi jest urokliwie pięknie i chłodem orzeźwiająco pod topolami.


A tam gdzie wycięto drzewa w pień ze starości,
Tam słońce żarzy się dla ciała przejmująco!
Zanim dotrzemy do matczynej włości,
Napotkamy wzgórki, pagórki - na nich z odłogu
  zarosłe pola, między nimi zboża lśnią malujące. 


Wjechawszy w wieś rodzimą w czasie się cofam -
Smutkiem i żalem symptom przeszłości śliną przełykam
I sam sobie ujrzeniu nie ufam,
Iż dzisiaj tutaj tak pustą i smutną ulicę spotykam!


Domy w szalunkach kolory zmieniają,
Podwórka choć w koty na przybywało,
Lecz tylko zza płotowymi chwastami się spotykają,
Skoro dzieci tak mało. Kiedyś tak nie bywało.


Słupy elektryczne i linia telefoniczna wybrykiem cywilizacji,
Błędem ludzkiej techniki i wygody,
Iż świat pogubił to co lepsze dla racji
Czy te brzęczące wygody, czy dzieci pełne ogrody?


Bez i jaśmin pachnie samotnie,
Rośnie i przekwita nieboleśnie,
Gdyż nie ma dzisiaj dzieci, żeby okaleczały istotnie.
A tylko ja jedyny samotnie o tym pomyślę... 


W sadach jabłonie rodzą, lecz nikomu owoców nie dają.
https://photos.google.com/photo/AF1QipM_DnD77ZE3xPimjd7yR8C7vzdjeVrHjLjzYNwY
Kobiety ciąż nie noszą i dzieci nie rodzą,
Skoro ich nie ma prawie wcale i przeto dzieci się nie witają.
W sadach zdziczałych tylko koty swoimi ścieżkami chadzają.


Płoty zbutwiałe opustoszałe młodzieżą w podpieraniu,
Staruszka z laską na ławce nie uświadczysz!
Tylko jaskółki niezmiennie nad ulicą furgają we wspieraniu
Przeszłości, bo tylko ona nad dniem dzisiejszym płacze...


Skowronek smutny pod niebem zawisł
I za nic ku ziemi nie zechce przybliżyć -
Wyśpiewując swój żal o ludzką zawiść,
Że bez ludzi jakże markotnie jemu żyć!


Bociany dzieci już nie przynoszą,
Wierzyć w to też nie ma już komu.
Szczęście pozostało tylko jedno - i ducha podnoszą,
Że jeszcze znajdują się gniazda koło domu!
https://photos.google.com/photo/AF1QipMt7Vf3qjc0BxB3jwJcKMoIZmI2e2DzvXeXy0yz


Klekot po wiosce się roznosi!...
Piskląt pisk pokarmu prosi!...
Rodzic nieustannie skutecznie im donosi...
Aż z wypatrywania u mnie adrenalina
  z tęsknoty się podnosi.


Dosyć tego. Udam się do Wszystkich Świętych -
Schylić czoło nad ojca grobem,
Świecą skrzeszę płomyk dla rzeczy pojętych,
Które czekają na nas, nie wykupimy się żadnym sposobem!


Zanim to się stanie w moim życiu majdanie
Będę wieszczem spocząwszy na rodzinnej polanie...
Pachnące bzy i jaśminy przy sadzie w pamięci zostaną,
Gdyż teraz widok spojrzenie utrwala w miejscu dzieciństwa chadzania. 


Pędy młodnika sosen spojrzeniem oczy solidnie przybiło,
Że tutaj tak w krajobrazie się zmieniło!
W najgorszym zmor śnie by się nie przyśniło,
Że jeszcze wczorajsze łany zbóż polu kłaniały,
  dzisiaj bezludnie dziczyzną przybyło!
https://photos.google.com/photo/AF1QipM_L4yhHTcj7TjcGO8vVPnM9pNIpjn_fGA8MuIc


Ziemia dziczeje, odłogiem zarasta -
Na małych polanach brzozowo-sosnowy las wyrasta...!
Szczęście moje oczy ujrzały, że większe polany bez chwasta   
Tętni i woni kartofliskiem od lasa do lasa.
Ach, jaka spokojna i upojna dusza w powrocie do miasta.

  W dedykacji Podlasiu i mieszkańcom wsi Cimanie,
  skąd pochodzi autor wiersza. 

  Autor: Mieczysław Borys


                                                                     
CZTERY  PORY  ROKU  NA  PODLASIU


Ziemio rodzima moja Podlaska,
W ZIMIE: upodabniasz się, jak Alaska.

Śniegiem dmiesz po płotach i zagajnikach
I w ścieżkach zajęczych kłusownik bogaty we wnykach? 

WIOSNA: w bocianach na słupach widokiem -
Na całym Podlasiu szczycisz się tym urokiem!

Turysta, który na Podlasie zawita -
Podlasie śpiewem ptactwa turystę przywita! 

LATO: w niskich obłokach turysty oko przymili,
A zza horyzontu po deszczu na niebie tęczą się wychyli! 

Moi mili, nawet z wiatrem dośpiałe zboże Wam się pochyli
Aż z wonnego wrażenia, miły do miłej przychyli.

JESIEŃ: złota jesień zżółknie i za brązowieje
I z drzew liśćmi po każdym zakątku powieje...

Po kartoflisku babim latem w promieniach słońca miedzią zabłyszczy.     
A jeśli będziesz spragniona / spragniony zieleni, wprowadzę Cię do puszczy?!


                                                             
    O  SOBIE,  POTRZEBUJĄCYM


W cuglach ciałem i duszą byłem uwięziony,
lecz żyć tak nie chciałem,
Zatem rozkuć się z nich umiałem. 

W oczach synów urosłem,
W oczach ślubnej cierpienie uniosłem.   

Byłem niepełnosprawnym walczakiem,
Kiedy trzymając w ręku pióro - stałem się poetą samoukiem.     

Zmierzyć się z niepełnosprawnością było tak,
Jakoby walczyć z duchami, a tak:

Że nigdy ich nie ma,
A są wszędzie, jak ta ściema!   

Pokonasz psychiką duchy, wyzwolisz się ciałem,
Zrób tak, jak ja zrobić umiałem.

Duszę będziesz mieć pełną emocji uniesienia,
Serce będziesz mieć jak z kamienia:

Nie dla egoizmu,
Dla praktyki i patriotyzmu.   

To co nas nie zabiło,
To nas z pewnością wzmocniło.   

Nadzieja nie umiera nigdy
Lub umiera ostatnia, jak i my pomrzemy.   


                                             
   DUMANIE  NA  BEZDROŻACH
W  CZASIE  NIEPOKOI  DUCHOWYCH
                                                     

Przysiadłem pod starą sosną
I dumam... o bezdrożach mego życia.
Gdzie ja się podzieję tej wiosny?
Gdzie pójdę w ten świat niebycia? 


Wszystko w rękach Boga,
Powiedziałaby siwo-złota brzoza.     
Lecz daleka mi ta droga,
Gdzie obca byłaby niedoli [z]groza!?   


Ciężko być doświadczonym przez życie:
Byłem zroszony własną krwią!
Byłem naznaczony blizną o świcie!
A teraz, jak na "Golgocie" słowa się barwią:

Krwią! I jęki w niektóre noce się śnią!... 
                                       


           REGUŁY  ZASAD


Świętość wymaga celibatu... [ Księżom ]

Dusza potrzebuje natchnienia... [ Poetom ]

Ciało pragnie rozkoszy i podniety... [ Zakochanym ]

A życie nic nie ma z tego, niestety! [ Bezwładnym ]



    NA  ŁONIE  NATURY


Poślij mnie, Boże, na te pola
Zanim chłop je zaorze. 
Tutaj zgubi się mego życia niedola,
Jak pomyślne słowa wiersza ułożę:

Patrzę... na te pola złote ścierniska,
Od lasu do boru stoją kopy
W "dziesiątkach" żyta zwózce bliska,
Wśród żyta stoi nagi król ducha honoru. 


Unosi głowę w zadumie z wiecznej pokuty
Oczekując od Boga i siebie miłosierdzia
Z ciągłym rozważaniem co jest dobre,
  a co złe myślą zasnuty...
Zanim do bram leśnej potęgi wejdzie.

                                                             
Tam napotkał błękitny strumyk,
W nim w świetle topieli 
Ujrzał nie siebie, a płomyk,
Który wynurzył się z wodnej pościeli!

I zmienił go ze staruszka w młodzieńca,
Który wybiegł ze śpiewem z boru
Stając się z życia niedoli jeńca
Dobrym pasterzem dla ludzi z dworu.


Za to że stał się młody, piękny i zdrowy
Śpiewał ludziom ubogim piosenki,
Które układał choć ze smutku będąc morowy.
Lecz jak zawsze byli i tacy,
  którzy wytykali byłe jego lęki!


Jednakże ludzie na to nie zważali,
  kochali go za jego wdzięki,
Którymi obdarzał co ranka - śpiewając
  na łąkach, polanach i w lesie piosenki,
Jak wszedł do życia radości z niedoli majdanka...

  Pisałem w czerwcu 2008 roku. Podlasie

  Podlasianin



     WIERSZE  Z  LIPCA  2008  ROKU



    SUGESTIA  DO  LOSU


Przypadłość zbryzgana krwią!
Upadłość unosi się rwą... [ - kulszową ]
I jęki wydziela każdym dniem,
I nieme dźwięki na papier lgną...


Losie, ty mój pokutny...
Czasie, ty mój okrutny!
Czemuż w życiu pełni życia poskąpił,
Czyżbyś jeszcze za mało ludzkiej krwi wypił?


Jeśli nie karzesz grzeszników,
Którzy ziemię zbryzgali ludzką krwią!?
Nie karz i Bożych wspólników,
Którzy o swój los martwią się!   

                                   

   HIPNOZA  DUCHOWA


Zamilknij moja mowo,
Zamilknij moja duchowa odnowo.
Utul do ciszy słowo,
Utul się do spokoju głowo.
Śpij duszo natchniona, śpij,
Serce wierszem otulone...     



   BARWA  SZCZĘŚCIA  POETY


Wkładasz niedolo mi w usta słowa,
Które są jak gorzka radości zmowa.

Nie jestem barwnym człowiekiem -
Jestem stale zadumaną jednostką.
I choćby przyszłoby się żył całym wiekiem,
Szukałbym słów do walki z pustką.


Między zdrowym duchem, a upadłym
Ścierają się niepokoje - zwątpiona jednostka.     
Silnym sportowym charakterem rad jestem
Pomóc memu bezwładowi z troską.   


Upiory i czarty nie zdołają opętać duszę moją!
Nie jestem dla upiorów i czartów nic wart,
Bo ja nie jestem bezwartościową zastoją.
Ja się czuję poetą nie z wyboru, a z losu.


Jestem dla bliskich coś wart.
Dla upiorów i czartów będę zażartym!
Słowem ich opluję - wiersz im zgotuję,
Że życie dało mi dzisiaj sen:


Szedłem do żony przez złoty len,
Hen tam dalej stał wodą otoczony ubogi dom,
W nim mieszkała moja ślubna biedna Barbara,
  lecz kochana.
Tak upiorze i czarcie bez drogi!


Następnie pojawił się gniady koń -
Siedziałem na koniu w ostrogach
I kopytami rozbryzgując ziemską woń -
Pędziłem ku niej z samego błękitnego poranka,
Mając za sobą znaki życia z ranami!


Kiedy dotarłem pod sam dom -
Czekała na mnie moja ukochana Barbara...
Zsiadłem z konia, jak rycerz zalotny
I poniosłem Ją w dom, w ten dom,
Gdzie miłości był pełen gwiaździstego nieba skłon...


                                                       
     W  GORĄCY  DZIEŃ


Skwar w powietrzu się gotuje...
Żar z nieba spada, jak w tropikach!

Pies wywalił język i szybko oddycha.   

Ludzie z upału gotują się, jak w piekarnikach!
Pot z czoła wycierają.

Ptaki ciszą zamilkły!

Iglaste pędy w laskę się zwinęły.

Liście ochlapłością zwiędłość oznajmiły       
I w bezwładności wiaterek je huśta.

Tylko pokój wytchnieniu jest miły
I woda nabrana w usta.
Dom mój, dom troskliwy,
Cieniem nad głową usłużny.
Nie będę dotąd wątpliwy,
Dokąd życiu będę usłużny!


                                   
   ROZPATRYWANIE  TRAGEDII


Nie była Ojczyzna moim katem,
Lecz los był mego ciosu adwokatem!

On mnie z nóg zwalił,
Tymże mnie od ludzi oddalił!

Gdy urobkiem skały z nóg zostałem zwalony,
W tym dniu już nie powróciłem do żony!

Do synów nie powróciłem także!
Za to ze mną dotarto na OIOM, a jakże!

Los zadał cios okrutny,
Po tym nie tylko ja stałem się smutny.

Lecz po tym nie tylko z rodziny płakali.
Płakali i Ci, którzy moje wiersze czytali...   

Los bydlak bezczelny,
Na przekór mu stałem się poetą dzielnym.

Los cwaniak okrutny,
Z tego ze mnie stał się poeta smutny.

Na ciele blizny mam zabliźnione.
W poezji ciągle są odnawiane.   

Bogu ciągle jestem wdzięczny,
Że pozwolił mi ułożyć wiersz wydźwięczny.

W tej chwili układa mi się fraszka,
Bo nie chodzą nogi bezwładne,
a myśli od Boga czaszka.     

A niech tam diabeł ten mój los sobie bierze.
Ja i tak z Bogiem pozostanę w wierze!

Wypinam się na los dupą,
Bo nie jemu, lecz mnie, moja Barbara
na co dzień kręci pupą...

Ach, jak pięknie, namiętnie i podniecająco
Mieć przed oczyma kobiece wdzięki na bieżąco...


                                                             
    PROŚBA  DO  BOGA


Pochwal mnie, Boże,
Bo moja dusza sama pochwalić
Siebie samego nie może!


Zgódź się mój, Boże, oddalić się tam,
Gdzie Ciebie nie ma?
Tam nie będę miał komu się pożalić,
Tam gdzie w żalu mowa będzie niema.


                                       
SUGESTIO  CUDZO


Nie słucham ciebie,
Jestem patetyczny.
Wpadłem w zachwyt
Pewności swojej i wiem,
Gdzie mój byt!

Wiem, że powiesz: "O jej!
Taki z ciebie chojrak?"

- Chojrak to mit!
Życie mnie szczypało,
Jak wodny rak!
Przykrości miałem nie mało,
Zatem ufania brak!


Goń się frajerze -
Sugestio cudzo! [ z wyobraźni ]
Nie wyciągnę lemiesze
Zaorać to, co bardzo kocham!
Rodzina i dom, to jak Bóg,
Którego nawet grom
Nie zwali z nóg!



  WIZERUNEK  CZŁOWIEKA  POETY


Oceń mnie Boże za całokształt mojej determinacji,
Jak mi się żyło w tej sytuacji?

Nie pójdę z Tobą na kompromis!
Ochoczo pójdę z Tobą polemizować:

- Kim ja jestem?
- Kim ja byłem?
- Co robiłem?
- Czy ja byłem człowiekiem z gestem?


Bo dzisiaj świat nierządem stoi
Wyłupiastym oczom pesymizmu!?
Dzisiaj szlachetny gest mało gdzie jest!
Ludzie dobrej woli są tylko w telewizji?!

Dzisiaj dobroci nie uświadczysz,
Ludzie stali się wilkami!
Czy nie tak dzisiaj jest:
"Wilk wilkowi człowiekiem,
A człowiek człowiekowi wilkiem?!"

Chcesz Boże powiedzieć:
"Każdy ma swego Anioła!"

- Boże, kalectwo to taka straszna trwoga
Aż chciałoby się powiedzieć, że nie ma Boga!?
Płakać by się chciało, lecz "Boże Dzieci" nie płaczą.
W nich dusze płaczą...
Lecz łez nie wydają ciała.

Pisałem w lipcu 2008 roku. Podlasie
https://www.youtube.com/watch?v=1Ugzemr-GmI           



   MIĘDZY  ZŁYM,  A  DOBRYM  HUMOREM


Gnębią mnie życiowe przypadłości
I dzisiaj zebrać nowych myśli nie zdołam,
A te stare gdzieś tam po skroni kołaczą...   
Cena moich wzruszeń jest smutna i nadąsana.
Nie żałował los biedy - przez to życie nauczyło się pokory.   


"I'm sorry!" - powiedział los:
"Szczegóły decydują, nie niuanse!
Przecież żyjesz i masz szanse
  na dalszy los, lepszy los.
Bo już miałeś losowy cios!
Byłeś na pograniczu śmierci!
Lecz Boża ręka ci ducha dała -
Przeżyłeś upadłość ciała,
A osobowość twoja nie oszalała!"


- Boże, synoptyku mego losu -
Wskazałeś mi problem wagi,
Jaki ciężar ciąży mego patosu
W którym trzeba będzie heroicznej odwagi!


A była ona najpierw smutna i biedna,
Pokutna i w skrajnych przypadłościach rezolutna.
I za to pierwsze symptomy rozwagi chwilę miały jedną,
Która dążyła owinąć życie niedoli w kolorowe płótna.



ABECADŁO - [ POETY  KAMIENIA - ŻYWEGO  KAMIENIA ]


- Jeśli kiedyś wytnę błąd ortograficzny.
Darujcie analfabecie.

- Jeśli kiedyś rozłożę treść niepojmującą nawet sobie samemu.   
Zrozumcie i wybaczcie.   

- Jeśli kiedyś spłodzę wiersz wybitny.   
Podziwiajcie.

- Jeśli kiedyś żaląc się na życie wejdę w dom Wasz.   
Zaakceptujcie i przyjmijcie.

- Jeśli kiedyś płakać będę.
Wy nie płaczcie razem ze mną i po mnie.   

- Jeśli kiedyś po coś biec będę.     
Wy biegnijcie także po swoje.       

- Gdy pojmować życie będę.   
Wam pojmować będzie zbędne,
  bo rozumiecie, jakie życia sedno.       

- Gdy miłować Ludzi będę.
Wy miłujcie już przede mną.   

- Gdy odchodzić od zmysłów będę.   
Wy nie odchodźcie przede mną, ani po mnie.     

- Gdy Ci, którzy cierpieli przede mną.   
Od dziś niech już nie cierpią ani dniem i nocą jedną.     

- Gdy iść będę za głosem serca.   
Wy idźcie już przede mną za głosem swojego serca.     

- Gdy umierać będę.   
Wy nie umierajcie przede mną i po mnie.   
Bo kto będzie czytać wiersze moje.

Pisałem w lipcu 2008 roku. Podlasie


                                                                       
        ZAMOŻNOŚĆ  POETY


Jakoś mi nieskładnie żalić się Bogu na los.
Można żyć i zaradnie, jeśli dobytku ma się stos.
Sęk w tym, iż w życiu swym stos ma się biedy.
Dobytku będzie się mieć tyle w życiu owym,
Ile poezji spłodzę do wtedy?
                                                         


   TRAGICZNE  PERYPETIE  GÓRNIKA!


Żyłem z ludźmi na ziemi.
Tyrałem z kamratami pod ziemią.
A kiedy skałą piaskowca uderzony
Padłem na urobek i zostałem przywalony!
Wtedy stałem się, jak upadły Anioł,
Który został za grzechy wypędzony z Raju!
Ja zostałem na noszach wywieziony
  z niedoli ciemnego gaju!

Mawiał swego czasu stary górnik:
"Górnictwo, to ostatnia kromka chleba!"

A mnie tam podążać była potrzeba,
Kiedy do nauki głowa nie była mądra.
Kopalnia w podziemiach była potrzebna dla ludzi,
Których bez szkół za życiem szła sił horda.


II

      SMUTNĄ  RZECZYWISTOŚCIĄ


Mówię do Ciebie dławiącym głosem -
Ze smutnym wrażeniem słowa mi się plączą i dławią...
Miałem nieść naszą Miłość pięknym polotem,
A ugrzęźliśmy w ciosie zdruzgotanego szczęścia
I już radości w nas się nie pojawią!?


Choć nie chcemy będziemy nieść smutek
Do rozterek i do pościeli.
I choć minęło sporo latek,
Niczego z męki bogowie nam nie odjęli!


Czemuż to diabli tego,
Czego nie chcemy nie wzięli?
Czyżby obok nas czają się tylko dlatego,
Żeby wziąć to, co my z ochotą zrobić zechcieli?!
https://www.youtube.com/watch?v=LBmUBMnuU2k



            DO  KOBIETY


Respekt potrzeby mam przed Tobą!
Bez Ciebie życia ciężaru nie zostawię za sobą!

Czymże moja ułomność - ruchem upadła
Byłaby bez Twojej opieki zaradna?

Łatwiej pozbyć się kompleksów życiowych,
Aniżeli uporać się z tragedii dekadowych.

Tyżeś jesteś moją siłą walki i przetrwania,
Wolą oddania, lecz niepoddania.

Nazbyt pryncypialny byłem wedle dnia i nocy,
Tyżeś dumała przy mnie i razem ze mną nie raz i po północy.

Dobrocią otulałaś mnie, aż innym było niepojęte.   
O lepsze jutro stawałaś się coraz efektywniej zawzięta!

W samych superlatywach chwalę Ciebie kobieto,
Jesteś babką, że ach, schylam się moją podnietą...

Do wzruszeń i zadumy, że szczęście w nieszczęściu
Spotkało mnie w tej chwili tak w niepojęciu.

Że gdyby nie Ty, drążyłbym samotność
  w ciemnym tunelu beznadziei
I byłbym pustkowiem bez światła w promyku
  w beznadziei od niedzieli do niedzieli!
                                                   
A tak z Tobą moje życie na wskroś się weseli...
I z każdym dniem jestem trzeźwym poetą
i więcej pociechy mam z życia,
  aniżeli słowa w życiu to ujęły.
                                                                                         
  Z dedykacji ślubnej Basi

5 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2020-12-25 22:54:32)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

.                                         
      DO  DUSZY


Uporządkuj siebie duszo,
Uporządkuj zamysł swój! 

Lecz pamiętaj, że:

  - W życiu łatwo się spodlić
I łatwiej o tym zapomnieć.
Trudno czyste sumienie mieć,
Łatwiej za to się pomodlić.


II                           

       WIĘŹ  MAŁŻONKÓW


Nie dobiegajmy do meritum sprawy,
Basieńko, słoneczko Ty moje!
Świecisz urodą co dzień za kobiet wielu.   
Bez Ciebie życie byłoby głodne,
Jak życie bez codziennej strawy.
Moja miłość do Ciebie
Jest jednakowoż równa do namiętności,
Którą okazuję Tobie...
Jak Ty, mnie okazujesz
Za wielu kobiet w trudzie najdobitniej. 


                                               
       NAMIĘTNOŚĆ...


Oczy widzą Ciebie moje -
Twoje wdzięki okrągłością wypięte!
Z tego kołatają się we mnie słowa po głowie
I oczyma wszystkie Twoje podniety są objęte! 


Kołata się na mnie ciało,
Gotuje się we mnie krew...
Kochać mnie Ciebie się zachciało -
Kochać będę Ciebie wszystkiemu wbrew! 


Kochać Ciebie tak mało - tak mało było i jest, 
Choć kochanie, kochania od Ciebie doznało,
Lecz kochać do kochania ciągły mam gest...

  W dedykacji Basieńce   



  BURZA  ATMOSFERYCZNA!


Chmury bure nadciągnęły
Nad spokojne miasteczko,
W niskim zawisie zaległy! 
Z błyskaniem i grzmotami
Ptasie śpiewy poległy, 
Piorunów straszliwie się urodziły!   
Siła zmogła wiatru rozkołysała,
Las dotąd spokojny,
Dmie po nim burzliwie! 
Rozhulała się burza
Szumiąca wiatrem po lesie!   
Kołysząc krzaczkami po kątach,
Gwiżdżąc po rurach podjazdu!
Siecze deszcz po oknach -   
Zmywa letnie kurze.
Choć trwało to chwil parę,
Wystarczyło orzeźwić przyrodę w miarę.



     ...ZA  PIĘĆDZIESIĄT  LAT


...Za pięćdziesiąt lat
Niech narodzi się drugi Niemen
I niechaj zaśpiewa mój wiersz,
Który może jeszcze się nie narodził?


Ale to już wybrać ze chce sam "Nowy Niemen",
Który wiersz uniesie ducha?
Jak uniósł ducha wiersz Cypriana Kamila Norwida:

Czesław Niemen - Bema Pamięci Żałobny Rapsod


     "Bema pamięci żałobny rapsod"

https://www.youtube.com/watch?v=FFNxAfy6dbY

                   I

"Czemu, cieniu, odjeżdżasz, ręce załamawszy na pancerz,
Przy pochodniach, co skrami grają około twych kolan? -
Miecz wawrzynem zielonym i gromnic płakaniem dziś polan,
Rwie się sokół i koń twój podrywa stopę jak tancerz.
- Wieją, wieją proporce i zawiewają na siebie,
Jak namioty ruchome wojsk koczujących po niebie.
Trąby długie we łkaniu aż się zanoszą i znaki
Pokłaniają się z góry opuszczonymi skrzydłami
Jak włóczniami przebite smoki, jaszczury i ptaki...
Jako wiele pomysłów, któreś dościgał włóczniami...

                   II

Idą panny żałobne: jedne, podnosząc ramiona
Ze snopami wonnymi, które wiatr ku górze rozrywa,
Długie, w konchy zbierając łzę, co się z twarzy odrywa,
Inne, drogi szukając, choć przed wiekami zrobiona...
Inne, tłukąc o ziemię wielkie gliniane naczynia,
Czego klekot w pękaniu jeszcze smętności przyczynia.

                  III

Chłopcy biją w topory pobłękitniałe od nieba,
W tarcze rude od świateł biją pachołki służebne;
Przeogromna chorągiew, co się wśród dymów koleba,
Włóczni ostrzem o łuki, rzekłbyś, oparta pod - niebne...

                   IV

Wchodzą w wąwóz i toną... wchodzą w światło księżyca
I czernieją na niebie, a blask ich zimny omusnął,
I po ostrzach, jak gwiazda spaść nie mogąc, prześwieca,
Chorał ucichł był nagle i znów jak fala wyplusnął...

                   V

Dalej - dalej - aż kiedyś stoczyć się przyjdzie do grobu
I czeluście zobaczym czarne, co czyha za drogą,
Które aby przesadzić, Ludzkość nie znajdzie sposobu,
Włócznią twego rumaka zeprzem jak starą ostrogą...

                   VI

I powleczem korowód, smęcąc ujęte snem grody,
W bramy bijąc urnami, gwizdąjąc w szczerby toporów,
Aż się mury Jerycha porozwalają jak kłody,
Serca zmdlałe ocucą - pleśń z oczu zagarną narody...

Dalej - dalej... "

[ A tak na marginesie; ten wiersz - słowo po słowie przepisałem,
  wówczas jeszcze nie wiedząc, że można przenieść treść.
  Więc oznacza to, że ile miałem do tej pieśni Norwida
  wrażeń, sentymentu i emocji...
  O, Boże! Aż głowa pęka! ]
 

- Wtedy słuchać będą starcy i dzieci...
Płakać będą panny i ogrom
Z ich błękitnych oczu źródlanych łez ...uleci?
Wtedy podziwiać będą literaci,
Znawcy sztuki i poezji magnaci.
Wtedy w grobie będę żył majętnie
I w sercu ducha będę ludziom nieobojętny?


Zobaczyć New York, Paris, Tokio i umrzeć,
To dla ludzi z forsą. 
Wysłuchać pieśń o której mowa wyżej,
To dopiero coś! Wysłuchać i umrzeć za Ojczyznę!
To akurat piękna i natchniona śmierć.
Ale tak umierać tylko potrafi żołnierz i poeta.


   
            "GACEK"


Wyfrunął ze skał ciemności
Lub z betonowo-kamiennych piwnic chłodu.
Tworząc dla mnie sztukę czerpania radości
Do opisu, jak lotem rysuje koło obwodu...


Cieszyć się z małych wartości
I rzeczy potrafią tylko poeci i dzieci. 
Poecie wystarczy nietoperz do sposobności. 
Dzieciom nigdy nic nie wystarcza, jak życie leci.



         UKOIĆ  BÓL


Żeby ukoić ból, wstaję o świcie
I idę pośród zbożowych pól,
Idę między grochem kwitnącym,
Między łubinem niebiesko lśniącym,
Idę leśnymi drogami przez bór
Aż wejdę w leśny gajowego dwór,
Z nim wypijemy kubek księżycówki
  z musztardówek -
Tam zasnę i zaśnie mój ból!



        WYKUŁ  SIĘ  LOS


Bitwa skończona - preludium do walki
Z bezwładem mam już za sobą!
Teraz walczyć trzeba tylko ze sobą,
Iż bezwład w życiu utkwił aż po deskę grobową! 
Wykuł się los bezkresny, blady strach zmienił się 
W cielesny żywot bolesny, lecz zwątpienia brak,
Bowiem sztuka we mnie powstała
Czerpać z życia radość z drobiazgów,
Mając dookoła ciekawostek pełen sad - sad życia
w którym zanim przekwitnie, dotąd pełen życia,
Życia rad sobie samemu.
                                                   


        MÓJ  DOM


To TV bez pracy.

Mój dom to noc bez kołaczy.

Mój dom to dzień - z nocą się ślimaczy...

Mój dom to wiersz za wierszem
W lubieży cnoty tajemnicy życia rozrywa 
I na światło z błony krwią męki
Na papier co dzień wylewa - wyrywa... 

Mój dom to zacisze smutku czasu
W którym wybór pogodzony z losem
Wybrała strona lewa.

Mój dom melodiom ptasim drzwiami i oknami jest przyjęty.

Mój dom Ludziom nie jest obojętny.

Mój dom to upór do życia jest zawzięty...

Mój dom to branie życia na barki...

Mój dom czasami to co widzę zza firanki.   

Mój dom - w nim niech zgotuje się wiersz taki 
Aż ziemia zadrży, a ...za pięćdziesiąt lat
Może wiersz odkryje ktoś taki,
Jeśli "Nowy Niemen" narodzi się taki? 
Jaki był niedawno temu.



  INTENCJA  DO  OJCZYZNY
[ W 22 Rocznice Upadłej Roboty ]


Zagraj mi, Polsko, Mazurka,
Zagraj na pogrzebie mym.
Wytłocz mi, Polsko, figurkę*
Na której poetą byłem Twym.


Zanieś mi, Polsko, zanieś
Pod dachy azbestowe mój,
Choć jeden jedyny wiersz, zanieś
Tam, gdzie urodziłem się
  jako poeta chłopski i Twój.   


Odznaczyłaś mnie, Polsko,
Krzyżem Kawalerskim za trud mój, Tobie. 
Odznacz mnie, Polsko, Hymnem i figurką,
A żebym był poetą Twoim w ozdobie?       

Chyba nie żądam za wiele.

  Objaśnienie: figurkę* - autor wiersza miał na myśli tabliczkę
  z napisem, że był poetą. Jednakże nie miał na myśli pychy,
  jedynie podtekst emocjonalny, gdyby ktoś brał autora
  wiersza o posądzanie w tej kwestii.



        PRZEZNACZENIE


Urodziłem się wiejskim dzieckiem,
"Tam gdzie diabeł mówi dobranoc."   
Sport kochałem i uprawiałem od maleńkości,
Jak fanatyk w sensie pozytywnym.
Tylko z daleką lokalizacją nie uporałem się,
A żeby w uprawianiu dyscyplin być czynnym zawodnikiem.   
Byłem dobrze zapowiadającym rolnikiem,
A przeznaczenie wyemigrowało mnie na obco śląską ziemię.   


Tam rodzinę założyłem.
Za robotę mieszkanie dostałem.       
Dwóch synów od Boga otrzymałem -
W radości i szczęściu Bogu [po]dziękowałem. 


Ta obca Ziemia dała mi chleb - 
W zamian służyłem Jej robotą.   
Pod ziemią losowi stawiałem się łeb w łeb -
Pod ziemią z losem przegrałem,
Padając na urobek nocną sobotą!   


Tam wraz z tym szczęście umarło,
A został  b ó l  i  c i e r p i e n i e. 
Tam życie bez roboty było na darmo.
Tutaj na Podlasiu - na Ziemi rodzimej 
Będzie dogorywać złota jesień życia i wspomnienia...


                                                 
               ZNAK  ŻYCIA


Wychowany w kulcie wiejskim, znam co to bieda, co to trud i pot.
Nie roznosi mnie pycha, nie unosi mnie wiedza,
A przytłacza przeszłość życia i codzienność. 
Brnę w tym niebyciu... 


               
         ULEGŁOŚĆ  MA  CEL


Żywię się wspomnieniami, żyję nadzieją.
Unoszę ducha całymi dniami aż myśli dośpieją.
Wtedy:

Znowuż pokłaniam się Tobie...
Znowuż klęczę przed Tobą...
Znowuż nie idę przed siebie, sobie.
Znowuż nie jestem sobą.


Jestem tylko dla Ciebie.
Chcę być tylko z Tobą.
Mogę być nie sobą dla Ciebie,
Żeby tylko być z Tobą!

  Basi



     I  BÓG  STWORZYŁ  POETĘ


   Bóg stworzył mnie poetą, los dał treść - 
   Co dzień z życia przychodzi wieść
   Ująć potomnym wizerunku podnietę.   


   Bóg dał rozum, żeby człowiek życie ułożył
   I żeby po bożemu żył.     
   Lecz los nie zrozumiał tego,
   Stanął w kolejce po rozum. 


   Wiara to Bóg. Los to rozum.
   Z wiarą można żyć i bez nóg.
   Z losem nie wygrała wiara i nie pomógł Bóg,
   Iż wiara i Bóg nie idą w parze z losem po rozum. 


   A zatem los kontroluje rozum.
   Bóg zjednoczył się z wiarą
   I kotłują się z całą parą
   Kto pierwszy natchnie mnie mimozą.   


   Bóg stworzył mnie poetą,
   Zatem rozpoczynam krucjatę:                     
   Wyprawę Krzyżową z moim losem i z głupotą,
   Jaką stworzył los wchodząc w moją życia chatę! 


- Nic nie może wiecznie trwać,
   Życie przemija, jak sen po nocy
   I zanim Bóg do siebie ze chce wezwać nas,
   Kochajmy się w dzień i o północy! 


   Życie jest kruche i bolesne, lecz czasami miłe.
   Zbliża się życia jesień i kwitnie,
   Jak mimozami jesiennymi kwiatami, tak delikatne,
   Ciche i słodkie w rodzinnym domu poszycia.


- Mimozami jesień życia się zaczyna
   Piękna, pachnąca, spokojna i miła.
   I każda dobra jest przyczyna,
   Aby w życiu być człowiekiem i żyć hojnie. 


- Pod stopami ziemia jest wiatrem, próżnią i cnotliwa,
   [ Bez dotyku, jak białe anioły na tle niebieskiego nieba ] 
   Zapachem, wilgocią i parą mgłową.
   A jerzyki i białe anioły przemieszczają się nad głową... 

   Koło mnie moja towarzysząca mi Basieńka troskliwa.     

- Ach, jaka miła życia chwila.
   Ach, jak żyć się chce, byle,
   Byle jeszcze we mnie poezji tylej. 

   
- Że za dzień, za rok, za dekadę spłodzę wierszy tyle,
   Że aż ludzi do siebie sporo przymilę. 
   I za to Tobie Boże do Nieba brać będzie mnie milej.


   Tylko pamiętaj, nie śpiesz się.
   Masz tam w Niebie: Mickiewicza, Tuwima,
  Gałczyńskiego i poetów całe Polesie i Podole. 
   Po co ja Tobie marny poeta w Niebieskiej potrzebie. 



  ROZMYŚLANIE  O  ULOTNOŚCI  DUCHA


Tak mało, tak mało życia było i jest.
Tak mało, tak mało ludzi jest, że mają dobry gest!
Tak trzeba, tak trzeba, tak szybko żyć,
Skoro już czuję szelest do Nieba, do Nieba
Bogu zaszła potrzeba wołać mnie?



   DUSZA,  POETA  I  TREŚĆ


Cóż ja pocznę, cóż uczynię, 
Kiedy ja spocznę, kiedy? 
Darowane życie dostałem.
Bóg z losem pokłócił, los uległ Bogu.
I ja już się nie smucił, skoro poetą się stałem.
Teraz nie płacze moja dusza, a płacze moja treść,
Bo na papier ją wylewam, nie siebie, nie duszę,
Lecz swoją wieść...
                   


  Z  NEGATYWU  W  POZYTYW  POGODA


Morze chmur pokryło niebo,
Skradła się ziemi pogoda, jak z życia uroda
I jak stare drzewo na wietrze kolebie...


Szybko przesuwa chmury wiatr,
Wychodzi słońce nad puszczą szmat.
Raz po po raz cieniem po głowie huśta, jak z kadr -
Rozkryło się niebem słońce na "szach i mat!"



  W  OZDOBIE  SERCA  I  DUSZY  DO  POEZJI


Przemień i oczyść się serce moje i wszystkich,
Którzy z Chrystusem się jednają.
A Ci, którzy Chrystusa nie wyznają,
Im niechaj na Ziemi będą od Ludzi wierzących spokoje.


Dopóty dopóki żyję, chcę być bezpieczny od zamętu,
Aby moja dusza nie miała lamentu
I rozum nie tułał się w ciszy pustki.


Zatem parając się piórem - to ja ozdobny i ulotny w duszy,
Jak biały anioł, który z powiewu wiatru się porusza...
Tak i u mnie wiersz do wiersza w cichym szepcie
   jednoczy się w głuszy
I do poezji ustawia kolejkę sznurem.


Nie jestem i nie chcę być gburem, chcę być roztropnym, upojnym
I niewinnym szemrzącym polnym konikiem,
Który chce wskoczyć na swoje miejsce z poetyckim chórem
I szemrzeć przy Wielkich Polskich Wieszczach poddanym
  poezji służebnym laikiem.


Jestem porannym natchnionym słowikiem -
Upajam się swym wierszowym śpiewem, jak narkotykiem...
Wokoło mnie świat żyje i podąża swoim torem...
U mnie widoki i wyobraźnia jest na chorobę zastrzykiem,
A dusza nakręca się wznoszącym natchnienia motorem. 


Pod sobą bujną zieleń źrenicami połykam -
I jak w otchłań w nią umysłem wchodzę,
Lecz nie jestem w tej głębi wodzem,
A w dziesięcioletnim millennium tylko
  życia swoją okruszkę wtykam.         


Mając nad głową epoki życia,
Pod nimi jestem tylko marną glizdą,
Która nic nie ma do ukrycia,
A tylko przejmuje się tym,
  jaką relację zda z życia.


                             
                WSPOMNIENIA


Każdy ma czas, wszystko ma swoje granice.
Ach, gdybym tak tym czas mógł pójść z Tobą w obietnice, 
Tą ścieżką, nad którą zbóż kłosy nam się pokłaniały, 
Tą łąką, która z pokosu pąki kwiatów Tobie wybierałem,
Polną dróżką między gryką, gdzie motyle jej nektarem się upijały,
Tym młodnikiem mieszanym, w którym kozaka, czerwono główka
i prawdziwka z Tobą spotykałem. 

                           
Ach, Ty moja kochana, gdyby tak już dziś z rana,
Pajęczyny przed sobą, torować dla Twojej twarzy
I podniecać się erotyką z czym seks się kojarzy!
Romantykę wkomponować w horyzont złotej jesieni,
Grzybów mieć dwa pełne kosze.
W sercu dreszczyk uczuć i pełną miłości rozkosze... 
Ach, gdyby tak powtarzać co rok nie wspomnieniami,
Tylko ze snu w jawę w cielesnej hipnozie być uniesieni.


Ach, jak bylibyśmy ze sobą szczęśliwi...
Ach, jak bylibyśmy do sobie życzliwi...
I tak zgodnie delikatni w spojrzeniu oczyma,
I w objęciach do siebie przytulni aż wszystko,
Co pod i nad nami weseliłoby się z nami w tej chwili.
                                         
                               

        W  ŻELBETONOWEJ  PUSZCZY


Gonią ludzie za czymś nogami po ziemi...   
Gonią ludzie za czymś pociągiem po torach...
Gonią ludzie za czymś samochodami i autobusami drogą...
Gonią ludzie za czymś samolotami według radaru...
Mając takie same twarze, a nie rozpoznają siebie!   
Są w takich samych maskach, a nie znają siebie!
Nie rozumieją siebie, choć w tym samym tonie mówią do siebie!
Lubią się ze sobą tylko wtedy, kiedy w grę wchodzi interes!
Potrzebują jedni drugich, jak w sobie z biedy jest precedens!   
Żyją między sobą, a są tylko nieruchomym drzewem dla siebie!
I umierają osobno, choć razem ludźmi jesteśmy
  w żelbetonowym świecie podobno? 



      T E T R A   P A R A P L E G I K O M   I   P A R A P L E G I K O M


Nie smućcie się, że Wasze życie jest w pościeli.
Nie wylewajcie łez, że Wasze stopy nie dotykają ziemi.
Nie nadymajcie się, kiedy trzeba przemierzać na wózku tam gdzie byście chcieli.
Ci, którzy zginęli i polegli za Waszą i naszą Wolność - trafili na czasy gorsze, bo nie żyją! 
Za to po Nich i być może dzięki Nim, Wy, my dzisiaj żyjemy!
Przyjmijcie życie, choć Wam jest solą w oku.
Spójrzcie na "park sztywnych" z boku.
...Tam zawsze zdążymy!



        A U R A   M I Ł O S N A


Wszystko w Tobie jest śliczne, umiłowanie moje...
Mienisz się sobą we wszystkim dziewiczo,     
Zanim staniesz się z rozkoszy moją! 
Tęsknotą... Ciebie dotykam...
Oczyma na wskroś Ciebie przemierzam...
I Miłość przy sobie spotykam -
I ku Niej z konwulsją ciało zmierza! 
Tymczasem rozwiej jakaś we mnie rozwiera
I puls w tej chwili 120/s razy uderza!
I odnoga w tułaczce obrzęku poniewiera,
I do wyładowania burzy atmosferycznej ...zmierza!

  isaB



   KLINCZ,  LINCZ  I  POZYTYW


Gdy mnie ciężar życia atakuje,
Ja go dla życia klinczuje.
Po tym jego ciosy nie mają wielkiej wymowy,
Bo go od biedy zaraz linczuje
Aż do dosłownej wymowy
Po której w pozytywie się znajduję.



     Z A B A W A   EROTYCZNA


- Dogoń mnie dogoń, dzieweczko!
Jak już dogonisz, skup się laleczko!
Poszukaj, poszukaj mnie słoneczko!


- Gdzieżeś, ty mój płomyku podział? 
Gdzieżeś gdzie, ty mój rumaczku ukrył?   
Gdzieżeś gdzie, ty mój erosie utkwił?! 


- Ja żem, ja żem w Tobie tonę!
Ja żem, ja żem w otchłani utopił!
Lecz żem, lecz żem stał się tylko obumarłym!
Po tym. 

  isaB



  POŻEGNANIE  DNIA - ZACHÓD  SŁOŃCA


Poczerwieniałeś niebo za lasem bezkresnym,
Wypiękniałeś niebo nad lasem potężnym!
Jakże mam nie ukoić oczu twoim widokiem,
Jakżeż mam nie upoić duszy twoim urokiem.


Jakżeż mam tobą nacieszyć się w życiu doczesnym?
Jakże miałbym nie podziwiać ciebie w życiu przeszłym.
Tyżeś ciszę roztaczasz na chwilę obecną,
Tyżeś nie uwłaczasz czasu upojnego nad duszą moją,
cofając piękną chwilę wsteczną.


Aż żem w tej chwili, jak ptak powiośnia
  odmłodział, chwilą ochoczą.
Ach, jakżeż marne życie staje się upojne.
Ach, jakże można mieć życie bujne -
Niebem się cieszyć aż z poczerwienienia
zasinieje i obłoży się nocą. 


                                       
        Ż Y C I E   <   R A D O Ś Ć


Tak mało, tak mało, tak mało życia jest. 
Tak dużo, tak dużo, tak dużo radości z życia jest.   
Tak dużo, tak dużo, tak dużo pociechy jest,
A tak mało, tak mało, tak mało życia jest.



     SZALONE  JERZYKI...


Tną loty po niebie,
Jak oszalałe i opętane.
I nie siądą na glebie,
O nie, nie mają tego
  w harmonogramie zapisane. 


Gdzież bym zobaczył ptaka takiego,
Co się ścigać umie tak zwinnie,
Jak tego jerzyka na niebie niespokojnego,
Którego, jak omen opętał do lotu niewinnie.


Jest ich na niebie grup z tuzin -
W mniejszych i większych stadach. 
Ach, gdyby żył dzisiaj Zin,
Ująłby "Piórkiem i węglem"
  między niebem, a dachem[?]


Oszalałe jerzyki urządzają wyścigi -
Tworzą zwarte kordony, jakby w locie do boju!
I na nic kawek podstępne intrygi
Zakłócić, przerwać żywot ich nieba podboju.


Rysują piruety, ósemki, koła
W pionie, poziomie niebu w ozdobie.
Powtarzają to samo w innym miejscu od nowa,
Aż w zapadłą noc znikną do snu -  budząc się
  jeszcze aktywniejsze w następnej dobie.


Świergoczą i furgają nad nami -
Sto, dwieście sumując oczami.   
Urokiem, zachwytem, podnietą z nimi się stykamy
I ceny z podziwu dla duszy nie rozeznamy.

  Pisałem w lipcu 2008 roku.

                   
II   
                                               
      "ZŁOTĄ  NIKE"  TOBIE


"Złotą Nike" Tobie za  c ł o k s z t a ł t  p o ś w i ę c a n i a... dla mnie.
Miałaś więcej złota w sobie, niżby ta statuetka w złocie wycenienia!   

Cóż ja plotę, gdzież tam złota, toż to barwa złudna.   
Większą w Tobie widzę cnotę, niżby ta statuetka w złocie cudna.     

[ Niżby moja encyklopedia poezji płodna ]:   

Do ucha - Tobie szeptać słowa cudne... 
Oczom - źrenic kłaść spojrzenie wierne...
Sercu - nieść podniety niezłudne...
Duszy - nie być krzywdzącym nawet biernie... 


"Złotą Nike" wręczyć Tobie, to za mało,
Za Twe / p o ś w i ę c a n i e... - [ dla mnie ] 
Ja żem chciałbym sobie, podarować Tobie moje docenianie! 


Nie ma rzeczy takiej, która by mnie uwiodła,
Nim że Ciebie rzekłbym chcę jednakiej,
  jak w Rzeczypospolitej Godła!     


Najpierw byłaś obiektem pożądania, - [ do poznania ]
Kiedy Ciebie pierwszy raz obaczył!
Zalotnikiem byłem w czasie przywitania
I z pokłonem w uznaniu piękna Twojego,
  całkiem mowę stracił!   


Tak to było ze mną, Tobie, co żem zdobył - niósł w ozdobie...
Rzeczą godną moją sobie przyrzeczenie było Tobie
Niezłomny być nawet i w grobie!     

Unieść ciężar w tym świecie, Pan Bóg nas oboje powołał.
Gdybym żył i stulecie, nadal Tobą bym się imponował... 

Czy przyjmiesz "statuetkę", Basiu, za  c a ł o k s z t a ł t
P o ś w i ę c a n i a  się dla mnie, w ozdobie Tobie?   

  W dedykacji ślubnej Basi

  A Paniom czytającym wiersz spełnienia marzeń...

  [ Według stwierdzenia ślubnej Basi jest to najpiękniejszy
  wiersz w mojej dotychczasowej poezji twórczej, gdy chodzi 
  o wiersze pisane żonie. ]

  Ach, jak mi miło... Basiu.     

   Wiersz pisany w lipcu 2008 roku.
                             
 

   BYŁAŚ  I  JESTEŚ  DLA  MNIE  OSTOJĄ...


Byłaś i jesteś dla mnie źrenicą w oku -
Widziałem i widzę przy Tobie piękno poranka!...
Ani dnia nie byłem pozbawiony u Twego boku -
Miałem i mam tak majętnie w duszy
Aż kipiało i kipi we mnie do życia miłosną sielanką... 


I do dzisiaj na drugiej stronie medalu - 
Żyjemy - wspólnie budujemy - razem obcujemy ze sobą,
Niesiemy biedę smutku i fizycznej ułomności na wspólnym barku.

Myślimy, tęsknimy, pragniemy, cierpimy i kochamy siebie na jedną nutę.   

Kiedy los wybrał mnie położyć "ostańcem"* w naszym wspólnym domowym parku -
Stałem się ze wezbranego strumienia wyschniętym potokiem, 
Źródłem smutku i żalu poległym losu wybrańcem rozpoławiałem się w jeńca,
A rozpacz posępna szalała i karmiła się umarłym tańcem...   


Wtedy i Tyżeś także tańczyła przy mnie w goryczy płomiennej
W dzień, w nocy i o posmutniałym codziennym poranku... 
Tańczyła, szalała bieda w nas i kotłowała się we śnie...   
Aż nasze dusze lękały się żyć dalej w tym ciężarze majdanka!   


Lecz byłaś i jesteś dla mnie OSTOJĄ wszystkiego,
Co by poeta ujął, jak: "dzieła wielkiego" -
W którym nie sztuka wielka opuścić z biedy miłego.
Sztuką wielką jest żyć z miłym i nie pozbawiać go ciepła Twojego. 


Wszystko, co żem zgubił, wszystko, co żem stracił,
W Tobie odzyskał, bom Cię nie stracił!

  Objaśnienie: "ostańcem"* - leżącym kamieniem.

  Wiersz z dedykacji ślubnej Basi
  Pisałem w lipcu 2008 roku.


                 
            MAMIE


Matko moja, strudzona,
Ileż to cierpień znosiłaś w sobie.
Ile to z trudu spłynęło potu po Tobie - 
Zanim nas "katłanów"* wychowałaś swojsko.     


Wiruje zawiły czas po głowie mojej
I smętnie wykuwa się myśl poczynić,
Co się jak kłębek nici, jego długością los można po winić,     
Żeśmy jak matka i syn jeden krzyż mieliśmy biedy swojej. 


Ty żeś "wałaczyła tabane"* sześć wiorst od swojej mamy -
Nakarmić nas, żeby my nie byli postni.
Ja żem jak dorósł, zwinął majdany i spier*olił na Śląsk,
  jak łobuz ostatni,   
Choć żem nigdy nim nie był, na rany mamy!

https://www.youtube.com/watch?v=ZGMrvNCquyA


     *     *     *

Los spłatał figla, a przypadek dokonał reszty:

Śląsk, jak Jasia za chlebem pociągnął.
Tyżeś nie śpiewała, jak Marysia, która chciała być gąską -
Co lecieć za nim chciała w krainę śląską. 
Tyżeś płakała z ubolewania aż w duszy do smutku żal lgnął...   


Pchnął mnie los na ziemię śląską, pchnął,
A wyrzuty sumienia we mnie płakały trzem dniom -
Po kątach "OHP"* ukradkiem szlochałem ja żem i wieloma dniom...   
Aż okrył się żalem pod koc i myślą z tęsknotą do Ciebie żem lgnął... 

...Co będzie dalej, na wiosnę czas miał zweryfikować: ?...   

Tylko nie płacz mamo. Takie jest życie. 

  Objaśnienia: "katłanów"* - jest to określenie na Podlasiu zwłaszcza w powiecie
  sokólskim, gminie Kuźnica Białostocka, określa się potocznie w gwarze etnicznej,
  dzieci, które trzeba wychowywać, a jak na razie nie ma z nich żadnego pożytku.
  Czyli inaczej rzecz biorąc w skrócie: "katłanów" w liczbie pojedynczej -"katłan"
  czyli po prostu: garnek.
  "wałaczyła tabane"* -  czyli nosiła torby z żywnością.
  "OHP"* - Ochotniczy Hufiec Pracy, które w PRL-u były popularne.

  Twój Miecio. Podlasie, lipiec 2008 roku.



       BASTION  DOŻYWOCIA!


Chudo mi, ja ci powiem!
- Ujrzały moje oczy -
Z podniebnego spadającego meteorytu dowiem,
Iż skończył się dla mnie świat uroczy!


"Wieża strażnicza" do nieskończoności radości -
Upadła nam i się turlam pełnymi myślami niepokoi;
Smutek i żal nagromadził się w dużej ilości
I nic już mnie z pozostałych błogosławieństw nie ukoi!


Z kopalnianych podziemi dźwigam swój ciężar niedoli!
...Snuję spacery na łące, w krzakach olchowych, nad rzeką,
Po polu zbożowym i wstąpić do lasu, aż serce się w z r u s z a i b o l i,
Że już w życiu owym medycyna wysłać mnie tam nie zdoła!
   

Można z tych w niektóre miejsca
Dotrzeć na [ nalepką O N ] czterech kołach.
Ale nigdy nie dotrę tam w te miejsca,
Gdzie było kiedyś "łach, łach", że ach, ach...

  W dedykacji sobie samemu
  Pisałem w lipcu 2008 roku. Podlasie
                                 
                           

   WYBOCZENIE  MOJE = [ Nalepka O N ]


Wyboczyło się ciało moje
I żeby być człowiekiem bez odłogu leżącego -
Jednam się z [ nalepką O N ] według sposobu swojego
I to nie eksperyment, a życie moje!


Nie chodzę, a więcej widzę,
Nie podążam za pogonią ciekawości,
A wiem, co to oznacza prosić litości
I niejedną do życia rzeczą obrzydzę.       


Ziemia jest dla mnie cnotliwa
I choć ją co dzień gwałcę, - [ nalepką O N ]
Nadal jest dziewiczą, bo ja w pułapce!
Aż Matka Natura wzrusza się tkliwa.
                                     


             PARAPLEGIK  II


Przy ziemska moja nędza ma dolę pokutną...
Życie, to jest taka jędza z którą toczę walkę okrutną!   
Przewracając siebie, jak matka niemowlę...
Sny mam, jak w Niebie - budząc się na jawie rozumiałem,
Że popadłem w bezwładną i okrutną niewolę!


Myśl - tuła się szemrząc po kątach... 
Serce - tęskni za beztroskim dzieciństwem...
Dusza - wzdycha za tym, co bez powrotem...   
A rzeczywistość nic się nie zmienia!



           ZORZĄ


Kiedy wpatruję się w gwiazdy,
Przychodzi na myśl śmierć.
Ciekawe czy odkryły kosmiczne pojazdy,
Że jest w tym choć prawdy ćwierć;
Czy mam swoją gwiazdę, jak podobno każdy?


Odpowiedzieć sobie muszę sam.
Nie powiedzą mi tego gwiazdy,
Ani żadna wróżka z "EZO TV".
Powiadają, że to tylko "ciała niebieskie",
Gdyż na bezludziu także gwiazda za gwiazdą się budzi,
A nie ma do rodzenia się i umierania ludzi.



AWANTURA  SĄSIADÓW!


Ludzie mają mowę...
Ściany mają uszy.
I choć żyjemy w głuszy,
Znamy ich zamiary
I kłopoty na połowę.



      FIGĘ  LOSOWI


Jaki twój dla mnie dobry los.   
Taki mój tobie wdowi grosz.
Jaki twój miły do mnie głos.
Taki mój tobie do spożycia dorsz.



WDZIĘCZNOŚĆ  ZA  MIEJSCE  URODZENIA


Kto się urodził w betonowym miejscu,
Bóg go pokarał, iż nie doznał tego,
Czego ja w dzieciństwie doznawałem.   
Natury doznawałem - i z nią wyrastałem.   
A teraz dobrem jej się odpłacam,
  wierszem się odpłacam...



  BASI  W  DEDYKACJI


      BARBARO


Barbaro, Barbaro ma,
Barbaro, Barbaro ma.
Ciągle tułacze, tułacze ciągle,
A kiedy Ciebie, Ciebie obaczę?   
Barbaro niedostępna, Barbaro ma.
Barbaro, Barbaro, kiedy
Twój ulubieniec Ciebie,
Egzamin z zalotów do Ciebie zda?
Barbaro, Barbaro Ty i ja.



                SPOTKANIE


Wysnuć tak bym chciał, że będziesz moją?
Nie spróbować, Boga bym się bał,
A po drugie okazja następna może już nie być moją!   


Włosy czesać Twoje, szatyn-głowę, nie białogłowę,
Której dotąd z oczu uwielbieniem uciechę swojej głowie słałem.
Lecz od dzisiaj uwielbieniem głowie, Twoją szatyn-głowę sobie dałem!   



    CIĄGLE  Z  TOBĄ...


Ciągle z Tobą - dzień i noc...
Kto uniósłby w sobie - ciągłe przebywanie
Razem z sobą do starości więdnąc? 
Ty żeś rzekła: - Ja nie więdnę!
Ty nie więdniesz!
Więdnie czas!
Lecz nie my!



MYŚLICIEL  Z  PODTEKSTEM,  TOBIE...


Wszystko, co żem pogubił,
Wszystko, co żem potracił,
W Tobie odnajdę,
Iż Ciebie odzyskam!


Wszystko, co żem zgubił,
Wszystko, co żem stracił,
W Tobie odnajdę,
Bo Ciebie jedyną nie stracił!


Wszystko, co żem zgubił,
Wszystko, co żem stracił,
W Tobie odnalazł,
Gdyż z Tobą odzyskam! 


Wszystko, co żem wpajał,
Wszystko, co żem zrozumiał,
Wszystko czego nauczył -
Tobie do życia obdarzył...
                 
  W dedykacji ślubnej Basieńce 



      ŚLEPOTO  MIŁOSNA       


Jakie mam szanse w tej Pannie,
Która idzie jak paw przed siebie tak pięknie?!     
I dumna jest niezmiernie wybornie!
Czemuż to ja w Niej wzrok utopił?!
Czemuż to ja za Nią, jak pies ganiam?!

Odpowiadam sam sobie. 
- Była to Miłość, durniu! 



      PRZYGODA  MIŁOSNA   


Jakie mam szanse w tej Pannie,
Która idzie, jak paw przed siebie wytwornie!
I dumna jest niezmiernie wybornie!
Czemuż to ja w Niej wzrok utopił?!
Czemuż to ja za Nią, jak pies tropił?!

- Była to miłość piękna, niewinna.

6 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2021-01-30 13:23:48)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

.

     WIERSZE  Z  SIERPNIA  2008  ROKU

   

      LIST  GOŁĘBI  DO  BARBARY


Mowa moja do Ciebie stała się odębiała i drętwa       
Aż jąkam się z podniety. Oto ja!
Pokusa jest tak namiętna Twa,
Że otwórz drzwi na oścież, już ...idę!
Jestem rozmiłowany z piękna Twojego!
Rzucam tę swoją samotność, ohydę,
Chcę Ciebie i życia dla naszych dusz erotyką upojnego -
Będąc olśniony Tobą, jak w najpiękniejszym zachwycie...
Wesel się przy mnie, ja z Tobą!
Rozmiłowanie z nami niechaj na zawsze będzie -
Wszędzie, w dzień, nocy i o świcie...
Miłością będziemy się żywić aż wypełnimy się sobą...   
Po czym miłości nie skąpić Tobie - bądź zdrowa...   
Snu nie żałować - śpij kolorowo...
Jutrzenką jesteś moją - w życiu odnową - 
Jedyną enklawą spokoju...
Ach, jak w życiu jest morowo!



  WYZNANIE  POETY,  NIEZNANEMU  POECIE


Drżę za Nią, drżę przed Nią...
Nie ze strachu, lecz z podniety... Mój brachu.
Klękam przed Nią, wiersz Jej wyrecytować,
Jąkanym głosem uległość swoją zaakcentować.     
Drgawki mną trzęsą, jak ogrodnik jabłonią. 
Sypią się poezji owoce na Jej dłonie...
I już w Jej oczach jestem, jak na tronie,
Bo walczę, jak lew ze sobą, o Nią.


O piękno Twe! Co Bóg stworzył najlepszego Ziemi.
Urodziwa Panno moja.
O! O! Jakżeż mam nie kochać Ciebie?!
Gamoniem musiałbym być, Barbaro Anno,
Gdybym w Tobie nie ujrzał życia dla siebie.
Nie ujrzałbym i w Niebie wśród Aniołów błękitu oczu takich,
Jakie są w Tobie źródłem wylanym w mojej potrzebie,
Co bym namiętnie spłonął i ostudził podnietę,
Dając słowa jakich nie dałem jeszcze Pannie innej!
                                         


            ZNAK  C Z A S U

II

Znak czasu widzę w sobie, lecz nie widzę w Tobie!
Wyokrąglałaś tak podniecająco na sobie!
Ciągotkę namiętności mam w sobie do Ciebie!...


Miał Bóg rozum i mężczyźnie był rzeźbiarzem -
Wiedział, jaki horyzont kobiety, mężczyźnie stworzyć,
Żeby szalał za Nią - i w ostateczności z Nią stanął przed Ołtarzem.   
Jak ja oszalał za Tobą i w Niebie jeszcze chciałbym tego,
Czego na Ziemi nie doznałem, tam z Tobą dożyć?!
                           


    KOBIETA  I  MĄŻ


Masz czym oddychać.
Masz czym w biodrach pokręcić.

Mam do czego wzdychać.
Mam co czcić...

  Z dedykacji żonie   



POD  GOŁYM  NIEBEM


Pod gołym niebem
Bezchmurnym niebem,
Ożyj nadziejo moja, ożyj!
Przetrzyj szlak spokojem.


Heroizm niech będzie
W głowie walką ambitną moją
W posturze smutku, żalu,
Umęczenia, tęsknoty podbojem. 


Największym orężem to wiara
[ niechaj we mnie będzie... ]
Nie jest matką głupich, jak nadzieja.
Chyba u tych, którym gra gitara, życia gitara.
Niepotrzebna im wiara.
Im życia gra gitara.
Nam niechaj zagra wiara. 



    I  BÓG  DAŁ  ROMANTYZM...


Los dał krzyż! Bóg dał romantyzm...
Na darmo losie ze mnie rżysz,
Bo ja unoszę się w optymizm.


BOŻE, Anioły, panny z kawalerskich lat,
Ileż to w mojej duszy wyniosłych podniet - 
Ja żem, jak ten kwiat bez skazy od lat -
Lat od których los: "skazał, tabie niet!"*


Co ja winien, że nie byłem w twoim guście, losie?
Łotrem jesteś, zesławszy na mnie taki żywot!
Czemuż byłem w Bogu gościem w sosie,
Bo żem jest ja, jak ten "ekscentryczny dance". 
"Wot job twaja mać!"*   


Niewieście ślubnej wierszem - serce na Jej pierś kładę,
Duszę z czucia na dobranoc rozkładam...       
W cichym szepcie kocham Cię, Jej powiadam!
I namiętnym, romantycznym, pokłonnym   
I pokornym swoim ukochanym winien być zasadom. 

Włączyć melodię, według swego wieku, jak np. z mego wieku:

OMEGA - "The Girl With The Pearl's Hair" - [ wtulić się w zapach włosów JEJ... ]

FANCY - "Flames of love" - [ biegnij z Nią, jak z miłością! ]

ABBA - "Dancing Queen" - [ bądź królem w tańcu z NIĄ! ]

ABBA - "Fernando" - [ bądź JEJ po prostu, Fernando! ]

ABBA - "Knowing My, Knowing You" - [ ty JEJ, Ona tobie... ]

ABBA - "S.O.S." - [ bądź JEJ gotów na wszystko! ]

AFRIC SIMONE - "Hafanana" - [ wygłupiaj się z NIĄ! ]

AFRIC SIMONE - "Ramaya" - [ szalej z NIĄ! ]

DISCO POLO - ALIAS - "Moja cyganka" - [ biwakuj z NIĄ... ]

DISCO POLO - AMADEO - "Daj mi tę noc" - [ weź od NIEJ tę noc... ]

DISCO POLO - BOHDAN SMOLEŃ - "Szalała" - [ romansuj z NIĄ... ]

DISCO POLO - BOHDAN SMOLEŃ - "Ani be, ani me" - [ jedź z NIĄ na Zachód! ]

DISCO POLO - BOHDAN SMOLEŃ - "U Bodzia disco" - [ idź z NIĄ do znajomych! ]

DISCO POLO - BOHDAN SMOLEŃ - "Widziały gały co brały" - [ ciesz się NIĄ,
że masz fajną babkę!... ]

DISCO POLO - BOYS - "Jesteś Szalona" - [ biegnij ku NIEJ! ]

BONEY M - "DADDY COOL" - [ to ja! ]

BONEY M - "Suns Of Jamaica" - [ odlecieć na duszy... ]

BONEY M - "Revers of Babylon" - [ pamiętaj JĄ zawsze!... ]

BONNIE TYLER - "it's A Heartch" - [ biec przed siebie z NIĄ na łąkę! ]

BONNIE TYLER - "Moonlight Shabow" - [ bujać w obłokach z NIĄ na  łące... ]

BUDKA SUFLERA - "NIE wierz nigdy KOBIECIE" - [ wierz zawsze KOBIECIE... ]

BUDKA SUFLERA - "JOLKA, JOLKA" - [ klęcz przed NIĄ... ]

CARLOS SANTANA - "Samba Pa Ti" - [ przytul się do NIEJ i zamilknij! ]

CZERWONE GITARY - "KWIATY WE WŁOSACH" - [ goń JĄ! ]

CZERWONE GITARY - PŁONĄ GÓRY, PŁONĄ LASY" - [ fruwaj z NIĄ... ]

CZERWONE GITARY - K. KLENCZON - [ pokłoń się przed NIĄ  krzyżem...

CZESŁAW NIEMEN - "JEDNEGO SERCA" - [ przyrzec JEJ wierność! ]

CZESŁAW NIEMEN - "WSPOMNIENIE" - [ obdarowywać JĄ mimozami... ]

CZESŁAW NIEMEN - "Bema pamięci żałobny rapsod" - [ dać JEJ honor! ]

DEMIS ROUSSOS - "Good bye My Love" - [ nie rzucaj JEJ nigdy! ]

DEMIS ROUSSOS - "Triki, triki" - [ biec za NIĄ! ]

DISCO POLO - DENIS - "Marzenia" - [ KOCHAĆ JĄ... ]

DRUPI - "Piccola e fragile" - [ tul się w NIĄ... ]

UMBERTO TOZZI - "Te amo" - [ tańcz z NIĄ... ]

I SANTO CALIFORNIA "TORNERO" - [ bądź z NIĄ... ]

DISCO POLO - IMPERIUM - "JESTEŚ MOIM SNEM" - [ leć z NIĄ... ]

INFERAL - SELF - CONTROL - [ radio edit ] - [ ścigaj JĄ! ]

IZABELA  TROJANOWSKA - "Jestem twoim grzechem" - [ trzeba błagać JĄ! ]

IZABELA TROJANOWSKA - "Tyle samo praw, ile kłamstw" -[ wierny bądź! ]

IZABELA TROJANOWSKA - "Wszystko czego dziś chcę" - [ daj JEJ, co chce! ]

JACEK LECH - "20 lat, a może mniej" - [ byłem JEJ taki! ]

JACEK LASKOWSKI - "Świat nie wierzy łzom" - [ daj JEJ wierność... ]

JOE DASSIN end DALIDA - "A toi" - [ prowadź JĄ trzymając za rękę! ]

JOE DASSIN - "Et si tu n'existais pas" - [ utul JĄ do siebie... ]

DISCO POLO - KORONA - "Nie zapomnij" - [ zabierz JĄ na wycieczkę! ]

KRZYSZTOF KRAWCZYK - "Byle było tak" - [ niech będzie tak... ]

KRZYSZTOF KRAWCZYK - "Rysunek na szkle" - [ daj JEJ siebie... ]

KRZYSZTOF KRAWCZYK - "Zatańcz ze mną" - [ baw się z NIĄ... ]

DISCO POLO - LA STRADA - "Taka jestem" - [ poddaj JEJ się! ]

LADY PANK - "Tańcz głupia tańcz" - [ szalej z NIĄ! ]

MANAM - "TA noc do innych jest nie podobna" - [ bądź JEJ oparciem! ]

MIKE OLDFIELD - "Moonnlight shadow" - [ biegnij przed siebie! ]

DISCO POLO - MILANO -  "JESTEŚ MOJĄ NAJ..." - [ baw się z NIĄ... ]

DISCO POLO - MILANO - "DZIEWCZYNO" - [ niech ci nie będzie taka! ]

MODERN TALKING - "SEXSY, SEXSY LOVER" - [ Disco z NIĄ! ]

MODERN TALKING - "You're a WOMEN", I... - [ ciesz się z NIĄ... ]

PERFECT - "Autobiografia" - [ bądź sobą! ]

PERFECT - "NIE PŁACZ EWKA" - [ nie żegnaj się z NIĄ! ]

PRINCE -  "PURPNE RAIN" - [ popłacz się z NIĄ... ]

ROD STEWART - "SAILING" - [ żegluj z NIĄ życie... ]

RÓŻE EUROPY end EDYTA BARTOSIEWICZ - "JEDWAB" - [ daj JEJ podarunek! ]

SAVAGE - "ONLY YOU" - [ bądź JEJ piękny, jak ONA tobie... ]

SHAZZA - "BIERZ CO CHCESZ" - [ daj JEJ, co chce! ]

SHAZZA - "NOC RÓŻY" - [ KOCHAJ JĄ w nocy... ]

SHAZZA - "TAK BARDZO ZAKOCHANI" - [ zawsze JĄ KOCHAJ... ]

SMOKIE - "Lay Back In The Arms Of Someon" - [ idź po torach z NIĄ!]

SMOKIE - "Needles end Pils" - [ marzyć o NIEJ... ]

THE BEATELS - "HELP!" - [ błagaj o JEJ rękę! ]

THE ROLLINGSTONES - " Satisfaction" - [ imponuj się NIĄ... ]

THE RUBETTS - "Sauger BABY LOVE" - [ miej JĄ... ]

TINA TURNER - "Simply the Best" - [ bądź JEJ koniem! ]

TURBO - "DOROSŁE DZIECI" - [ tak było za PRL-u dotrzeć do UKOCHANEJ! ]

HAPPY END - "Jak się masz Kochanie" - [ pytaj JĄ o to... ]

  Objaśnienia: "skazał, tabie niet!"* - powiedział, tobie nie!
  "Wot job twaja mać!"* - Oto cholera jasna! 



        CEREMONIA  XXIX  LETNICH  IGRZYSK  OLIMPIJSKICH
                          BEIJING - CHINA  2008


Wynurzyły się duchy historii Chin w aranżacji wynalazcy papieru -
Rozkładając z rulonu w historię Chin i tańczy historia tworząca symbolu muru! 
Z rozmachem i potęgą dzisiejszych Chin ozdobionym pięknem historii w wystroju -
Kilka millennium w nawiązaniu do "bogów". Szlakiem jedwabnym lądowym
W demonstracji swoją potęgę rozwoju! Szlakiem morskim demonstrując odkrycie lądów!
Dwadzieścia trzy wieki cesarstwa Chin... Tańczą z pięciu dynastii Chin -
Okazując ponad 5000 lat - pokaz: "Rok szczura", który pierwszy przepłynął morze
I po tygodniu dotarł na ląd z dwunastu zaproszonych przez króla!
Odtąd przez wieki czci się "Rok szczura".

Ze starych czasów do przyszłości - światło miasta, światło gwiazd.
Wykucie ptasiego gniazda - ciemność ziemi, ciemność na niebie,
A widać błyszczących się jasności gwiazd! Taniec "Tau - Czi" - ruchy dynamiki -
Ruchy harmonii - tak zbudowany Chin świat według "Ta Oi" - spokoju.
Przypomnienie jedności i natury... Odrobinę lekcji w stosunku, co do reszty świata! 
"Kung Fu" - taniec z klasztoru - Szaolin - fantastyka... Poezja... Zycie... Porządek!
Wszystko ma swoje miejsce na swoim miejscu! Chciałbym żyć tam,
Choć kocham swój kraj! Marzenie... Lubię porządek! W Polsce marzenie...
Niespełnione i niemożliwe!? Inna kultura, inna nacja.

Biegnie po kuli... Fruwanie po niebie... Fajerwerki... "You World My".
Taniec z całego rejonu Chin - z 26 grup etnicznych Chin.
Pięć kół olimpijskich oznacza - pięć kontynentów biorących udział w Letnich Igrzyskach Olimpijskich!
Marsz olimpijczyków w alfabecie chińskim i moja patriotycznie ukochana Polska!
Miejsce do walki wielkiego ducha!

Wciągnięcie flagi olimpijskiej na maszt! Flaga załopotała...
Powiewa na wietrze Beijingu pięciu kontynentów! Sportowcy składają przysięgę:

" - Ślubuję przestrzegać zasad czystego sportu bez dopingu w duchu sportowym i przyjaźni..."

Rusza potęga sportu ziemskiego - biegnie w powietrzu sportowiec Chin
Ze zniczem w stronę symbolu życia, potęgi metafory życia zapisania w księdze historii!
Otworzyć życie olimpijskie - symbol radości życia i sportu.
Latawiec - chiński wynalazek.  Jedno marzenie - "lajkonik" tych Igrzysk! 
Chodzenie po kuli - czyli globie. "You end My" - piosenka do lepszego świata.
Wzbudzam aplauz - polskim naszym sportowcom...   

Znicz olimpijski zapalony! - na koronie ptasiego gniazda płonie olimpijski znicz!
Magia widowiska ruszyła!... Wizerunek mądrego i wielkiego cesarstwa -
Gospodarza Letnich Igrzysk Olimpijskich Chin i świata. 
Zaszokowanie, magia z poezji faraonów! Entuzjazm... Fantastyka... Zycie...

Nadszedł czas walki - sportu walki! A Chiny i Beijing zademonstrował swoją potęgę światu,
Porządek i czystość na Ziemi! Fajerwerki wystrzeliły w górę!
Machina ruszyła wielkiego światowego letniego sportu! 

Do boju polscy sportowcy!!! Dajcie z siebie wszystko co macie -
Czyli wielkiego sportowego duch walki i ducha sportowego w czystej rywalizacji -
Fair Play! A my Polacy trzymajmy kciuki za naszych olimpijczyków!...
Przywieście z dalekiego i wielkiego kraju po pięć medali z kruszców w trzech kolorach. 

Niech będzie z Wami Bóg i duch sportu...

  Pisałem, dnia 08.08.2008 roku.



    JERZYKI  PRZED  ZACHODEM  SŁOŃCA


  Ścigają się pojedynczo, parami, całym tuzinem!
  Będąc Bożym synem, spoglądam ochoczo...   

  Łowią pożywienie potomstwu - noszą w budynku szparki -
  Karmią tu, tam parki do miejsc może dwustu.

  Zapatrzony w niebo, są moim natchnieniem...
  Tną, jak niewidzialne czarnym laserem - 
  Prują powietrze skrzydeł ramieniem po niebie...


  Z nieba ku ziemi spadają, jak błyskawice - 
  Cieniem muskają wierzchołki poszycia
   leśnego i ścian blokowisk...   
  Wątpię co by inne ptaki podobne tym mogły dać
   z siebie wysiłku takie krwawice?
                                                     

  Jerzykom nie dorówna żaden ptak,   
  Który w poszyciu leśnym tchórzliwie ukryty,
   wydaje głosy nietchórzliwe!   
  Lecz ten czarny jerzyk jest tylko myśliwym,
  Który niezłomnie góruje w przestrzeni
   nieba nad inne ptaki.   


  On jest takim, co go podziwiam...   
  On jest tak pięknie do lotu przysposobionym, 
  Że poza moją ślubną, jest najbardziej uwielbianym.   
  Jego niezłomny hart ducha, mnie imponuje...
  On nigdy prócz powrotu do gniazda, nigdzie nie odpoczywa. 
  Co za stworzenie, które nigdy na ziemi nie przebywa. 



    I  STAŁEM  SIĘ  POETĄ  Z  CIERPIENIA,
I  Z  CIERPIENIA  TREŚĆ  DAŁO  NATCHNIENIE...


  Byłem poetą w uśpieniu lat osiemnaście,
  Żyję dwadzieścia dwa lata w cierpieniu...
  Fatalny los mnie dotknął - krzyżem na urobek* padłem.
  Ja, który sól ziemi czarnej miałem w oku i na twarzy barwnej.


  Piętno życia na mnie pieczęć odbiło
  I to co było hartem się wypaliło.
  Piętno życia widać na mnie!
  Smutek życia zamieszkało we mnie... 

 
  Gdzież komuś tam do mnie.
  Któż opowie cierpienie tak przytomnie?
  Jak ja czuwam nad tym tak niezłomnie
  I cierń życia z siebie zrzucam dosłownie.


  Pogodną osobą jestem dzisiaj i chcę żyć z gestem.
  Zatem jednam się z ludźmi
  I serce budzi mi się do ludzi,
  Budzi mi się polemizowanie z ludźmi... 



       FOTOGRAFIA   SPOD  ZIEMI
 

  W jednej chwili upadłem na urobek o świcie,
  Wtedy roztrwoniłem całe swoje życie!
  Wtedy w jednym dniu, dzień przestał różnić się z nocą,
  Wtedy ból spiętrzał się z potężną mocą...


  W życiu nieszczęścia chodzą parami -
  Stałem się ofiarą tego błędu!
  Goniąc za życiem współczesnego pędu -
  Byłem obarczony brzemieniem na śmierć lub rany?! 


  Byłem rozbity i przykutą do łóżka objawą,       
  Przykutą smutkiem, lecz mówiłem:
  - Z powiek łzy mi się nie pojawią,
  Choćby życie miało walić w głowę młotem.   


  Co prawda: istota ludzka jest krucha,
  Lecz dusza silna i niezłomna.
  I choć głowa w rozumie nie była ułomna,
  Nie zdołała umknąć znad głowy przed młotem obucha!   


  Smutne ciało przykryło się z blizn znamionami -
  Znamiona ciała stały się potocznymi imionami...
  Wymieniać aż przez gardło nie przejdzie,
  Lecz każdy po spojrzeniu wie o co chodzi. 
  - [ metafora ]
 


       MIŁOSNY  KOSZ


  Rozżalony jestem, jak żal.
  Żal mam taki, jak jestem rozżalony...
  Dałby Bóg jeden krok do Raju,
  Tam gdzie nie ma żalu,
  Tam gdzie można żyć, jak w gaju.


  Był dzień taki kiedyś,
  Jak byłem na alkoholowym haju,
  Miłosny pędziłem do Niej niegdyś;
  Mówiłem do Niej takie słowa,
  Jak Romeo do Julii niegdyś.
  Lecz Jej była mowa z której wynikało,
  Że nie będzie moją!

   [ Znajomej, niech sama się domyśli której. ]



  DUCHOWY  POTENCJAŁ  CZŁOWIEKA


  Nie wiedza człowieka czyni poetą,
  A dusza natchniona człowieka
  Czyni go wierszowym sonetem.   


  Nie radość z życia tworzy poezję,
  A ten człowiek staje się poetą,
  Który w cierpieniu i smutku tworzy wizję... 


  Nie tęskno mi za sławą,
  Nie tęskno mi spoczywać na laurach,
  Nie wiem co to takiego? 


  A tęskno mi za tym,
  Żeby nie żyć w murach,
  Gdyż wiem co to takiego. 

  Gdyż wiem, jaką można mieć duszę kulawą -
  Żyć w murach i być przykutą do łóżka ofiarą!



               CHWILA  REFLEKSJI


  ...Życie to rywalizacja, a kto nie nadąża,
  Niech się usunie w cień lub niechaj podziwia ludzkie zmagania...



       HOŁD  OJCZYŹNIE  MOJEJ,
      KTÓRA  ZWIE  SIĘ:  POLSKA


Składam hołd Tobie, Ojczyzno moja wyróżniona!
Ojczyzno w ozdobie, Tobie moja mowa wyśniona...
Cóż mi pozostało poświęcić Tobie,
Jak nie ten wiersz, w moje przed grobie.
Zdzierż mnie w sobie, zdzierż, jak ten mój wiersz: 

Poeta biedny zazwyczaj bywa.
Ja w dodatku jestem kaleki.
I przeto we mnie pozostała tylko ta siła,
Która w hołdzie, jako Ojczyźnie przeznaczam na wieki! 


Tyżeś Ojczyzno jesteś mi, jak ta Panna miła, 
Której głowę składałem na warkocz i serce...
Tyżeś jesteś nie jak ta Matka tkliwa,
Lecz jak ta Siostra, co podobną krwawicę przeżyliśmy... 
I w tej naszej do historii rozterce, jak ta Panna i Siostra,
Co podobną drogą przemierzaliśmy...

  W dedykacji Ojczyźnie na WNIEBOWZIĘCIE NAJŚWIĘTSZEJ MARII PANNY
  I ŚWIĘTA WOJSKA POLSKIEGO 15 Sierpnia 2008 rok. Twój syn: Mieczysław



     JEDNA  JASKÓŁKA  NIE  CZYNI  WIOSNY  W  POEZJI


  Jest taka jaskółka, która w poezji już się pojawi!
  Ta jaskółka będzie wieszczem, co jeszcze Wam się objawi!
  Ta jaskółka, może już Was ciekawi?
  Ta jaskółka stanie się Polski synem,
  Kiedy Polska przemówi jej ustami?!

  [ Autor używając słów: "Polski synem", miał na myśli, że jak w przyszłości
  wiersz jego będą czytane gdziekolwiek lub np. wyda tomik wierszy
  i będą wiersze znane, to będzie Polski synem jako poeta.   
  Poza tym nie mając na myśli wierszy, już jest synem własnych rodziców i też Polski.
  A będąc synem jako poeta, dla niego niejako samego jest uczuciem duchowym,
  dodając wiary w to, co tworzy. To proste, bo przecież każdy kto pisze podobnie myśli,
  tylko nie każdy ma odwagę przyznać się do tego. Przecież wiersze nieznane, 
  tym bardziej nieczytane przez nikogo, nie mają żadnej wartości, choćby były wierszami,
  jak nie z tej ziemi. W dzisiejszych czasach, sam największy wieszcz Polski na przykład
  Adam Mickiewicz, nie sądzę, żeby nie chciał, aby jego wiersze nie były znane większemu
  gronu ludzi, niż w swoim czasie. ] 

  P.S. - autor wyraźnie objaśnił sens tego wiersza, żeby w przyszłości nie przydarzyło się
  Czytelnikowi posądzić autora wiersza o "pychę". To nie pycha, a natchnienie, kiedy autor
  z wierszy nie ma żadnych korzyści materialnych, a tylko radość indywidualną i emocjonalną...



   UDERZAĆ  SIĘ  W  PIERŚ...
      [ Chwila refleksji ]


W obliczu życia, Boga i śmierci,
Nikt ze śmiertelnych nie zaprzeczy,
Że nie ma na Ziemi takiej rzeczy, 
Która by nie zdążała do śmierci?!       


Bijemy się między sobą o honor,
Walczymy ze sobą o byt.   
Nawet stosując podstępny lub podły chwyt,
Jak ze sobą zwierzęta po wyjściu z nor.


Ten kto ma ćwierć, chce mieć połowę.
Ten kto ma połowę, chce całość.
A ten kto nie ma nic, ogarnia go złość,
Ten ma zawsze tym zaprzątaną głowę.



    ATMOSFERA  I  NASTRÓJ  PRZED  BURZĄ


Czarne chmury nadciągają nad puszczę i wodny akwen!
Czas zbierać się z miejsca uwielbienia,
Zanim organy niebios nade mną zagrają,
Zanim grzmiące niebo spuści swoje lanie,
Zanim ogniste jęzory zaczną walić w ziemię,
Zanim dar życia zacznie carabonić* w jej suche ciemię,
Zanim strach zacznie pulsować w skroń,
Zwijaj się stąd człowieku i goń do chaty!

  Objaśnienie: carabonić* - w języku etnicznym autora po prostu obfity deszcz padać. 



                 PUSTE  NIEBO


Puste niebo, ciche niebo, głuche niebo, smutne niebo, pożegnalne niebo.
Na tym niebie tak szybko znikliście, jak się pojawiliście. 
Brak mi waszych furgań, ścigania się ze sobą,
"MiGi" bezszumne - szybujących z nieba ku ziemi. 
Brak ścigania pożywienia w powietrzu,
Karmienia swoich piskląt w budynku szparkach, kratek wentylacyjnych.
Brak cięciem skrzydeł nieba - cieniem muskając z lotu las, zabudowań i mojej głowy.
Gdy wrócicie za rok czynić wiosnę, ja będę już czyniącym dojrzalszym poetą, niż tej wiosny.
- "Jedna jaskółka nie czyni wiosny" - jest w Polsce takie przysłowie.
Za to jeden poeta, może uczynić wiosnę w poezji.
Lecz jest to już moja metafora w monologu.



                KIEDY - WTEDY
   

Kiedy pomrze moje ciało, a dusza ujdzie do Nieba.
Kiedy wiersze moje, których setki na Ziemi zostało,
Ojczyźnie będą w potrzebie, jak kromka chleba?
Wtedy upojnie żyć będę w Niebie...
Wtedy natchnieniem będę wypełniony...
Prochami spoczywać lekko mi będzie na Ojczystej ziemi
I spojrzeć z góry na Ciebie, ukochana Polsko,
W natchnieniu wzruszająco i przecudnie mi będzie...
Dzielić się swoimi wzruszeniami chcę z Tobą, jak z matką...
Będziesz w Niebie pięknymi moimi wspomnieniami i snami...
I będę Cię brał za Polskę taką, jakiej piękniejszej
Nawet w Niebie ujrzeć chyba nie doznam?

  Wiersz dedykowany Ojczyźnie Ukochanej Polsce

  Twój syn: "Mietko". 19.08.2008 rok. Podlasie



    ŻYWA  IKONA  PODLASIA


Chodzisz po puszczy, jak tur, lecz nie jak gbur,
Choć na takiego wyglądasz. 
Sapiesz, parskasz, jak z parowozu,     
Chociaż nie ciągasz wozu.


Kiedy byłem małym chłopcem, pamiętam ciebie z bajki:
"Jak stałeś na torach i wykolejałeś pociąg!"
Wierzyłem, że tak było naprawdę.
Dzisiaj ja tak o tobie nie napiszę,
Bo jestem z innej gliny poetą. 


Stoisz w stolicy Podlasia przy ulicy Piłsudskiego,
Potężny i dumny na Big Board's-dzie!
A w Puszczy Białowieskiej pomnikiem w brązie!
Nawet w herbie Sokółki, moim rodzinnym powiecie
Jesteś wsparciem rycerzowi z mieczem.   


Chodzisz puszczą, borem, lasem
I chłopu w polu robisz szkodę czasem! 
Ale to żadna szkoda do pożytku
Jaki ma z ciebie Podlasie.



    WSPOMNIENIA  SPOD  ZIEMI


Spłakana... jest moja dusza,
Choć z powiek kropla łzy nie skapnęła. 
Złamane jest moje serce
Nie do panny, która dała kosza,
A z życia, które stało się w poniewierce!
Po tym aż mnie wstrząsnęło,
Kiedy w krzyżach kość chrupnęła! 


Wtedy ulotny się stałem,
A świat w karuzelę się objawił
I wszystko, co na zawsze uchodziło,
wzrokiem obejmowałem
Aż na duszy i w oczach lęk się pojawił!


Wtenczas tyle ran doznałem,
Że żegnać mi się na zawsze było nieswojo
I tak długo swój żal wypominałem
Aż wypowiedziałem ostatnie podziemne słowo:
Żegnaj na zawsze kopalnio, ty moja!   



      TYLE  ŻYCIA,  ILE  MOŻLIWOŚCI


Jest we mnie tyle cierpienia, co żalu tyle...
Jest we mnie tyle smutku, jak radości mało...
Jest we mnie tyle bólu, co soli z potu spłynie na ranę życia...
Jest we mnie tyle gniewu na życie, jak dni minionych w cierpieniu z życia...
Jest w mojej duszy tyle tchnienia, ile w głowie nagromadzi się wspomnienia... 
Jest we mnie tyle istnienia, ile mój płód wyda nasienia...
Jest we mnie wszystkiego tyle, co człowiek nie może znieść tyle...
Byle dożyć do jutra, jak życie jest brudne, za tem tyle jest niepewności,
  ile czasu do jutra...



    DEMONY  PRZESZŁOŚCI


Szemrzały po kątach i w cieniu światła,
Zgrozy i ochydy w ukryciu jaźni.
Nie była w życiu ta chwila łatwa
Do której lgnęły demony wyobraźni.


Sen spędzał z powiek,
A noc smutna czarodziejka
Grała w duszy, jak długi wiek,
Burzliwa niedoli życia w sercu zawiejka...


Tańcowała, szalała gorączka metafory życia,
Miała atut i siłę w negatywie.
Wytoczone obronne armaty wypalały w jej bycia,
Lecz wracały po kątach cienie obecności tkliwie...


Animacja emanowała obraz bezszelestnie zamglony 
I w przeobrażenie sięgać trudem było karkołomnym.
Dzień po dniu wynurzał podejścia - czas za czasem spalony
I rzeczywistość stawała się beznadziejna, i duch bezradnie ułomnym.


Demony przeszłości rządziły się swoimi prawami.
Wzrokowa imitacja biegła dążąc do linii końca i rekordu,
Lecz nie było widoku linii końca na jawie i z niespokojnymi snami,
A hyrdy zwątpienia przed sobą w ogromie "Big Board-u".   


Kotłowały się marzenia z dnia i nocy,
Wyobraźnia chodziła po łące, polu i lesie...
Sny biły się z rzeczywistością po każdej północy
I zamęt zgryźliwy, pytany rozum, czy podniesie?


Królu złoty z bezbolesnych Niebios,
Niebotyczny rekord ziemskich cierpień spraw kres.
Poślij piekłu chaos z głowy stos,
Niechaj się w popiół obróci z organizmu stres.


Złowieszcze zmory nicości odchodzą w niebycie
I niechaj zagra współharmonia wedle dnia, nocy i o świcie.
Niechaj się sypie dobra ilość dobrych zdarzeń w dobre życie,
Niechaj się wreszcie odwagi duch zjednoczy ze sobą
  i z życiem w dobrym bycie.

  Wiersz pisany w sierpniu 2008 roku. 

  W treści wiersza autor sięgnął pamięcią do lat 1986-1989, które były najtrudniejsze,
  kiedy to jeszcze mieszkał na Górnym Śląsku, gdzie pracując w kopalni w której
  nieszczęśliwie uległ tragicznemu w skutkach wypadkowi - po którym - gdy jeszcze
  z ubolewaniem skupiał się nad swoim nieszczęśliwym losem - po czym żyjąc w traumie -
  doznawał podobnych myśli i wyobraźni, jakie przytoczył w wierszu... 

  Mam nadzieję, że czytelnicy nie wezmą ten wiersz za wytwór autora.

  Wiersz pisany w sierpniu 2008 roku.

  https://www.youtube.com/watch?v=HZ8qBioPlHE



        SKUTKI  PARAPLEGIKA   


Tkwi z zaszłości nędza ziemskiej pokuty
I nie będę już w życiu w szczęście okuty!?
Nie będę żył, jak człowiek wolnością rozkuty,
A będę brnął w niebyciu, jak przedmiot zepsuty!?


Marna ta moja dola kształtuje,
Nic i nikt mnie już nie uratuje.
I choć nie raz w snach złote życie wysnuję,
To i tak budząc się na jawie,
Rzeczywistość aktem nastroju, nastrój popsuje.
                                       


  OSTATNIA  ZAGUBIONA  JASKÓŁKA


Wzbiłaś swój być może ostatni lot
Nad gęste poszycie puszczy.
Samotnie rysujesz figur splot
Ruchomym cieniem muskając mojej głowy,
przez lot twój obwieszczy.


Smutna jest dola twoja,
Jak wpatrzona moja rola -
Skupić wyobraźnię jest rzecz moja, 
Iż jakżeż podobna do twojej, moja dola.   


Tyżeś samotna krążysz pochłonięta przez otchłań nieba.
Ja mam podobny krzyż, głodny stopami dotyku ziemi,
   jak bezdomny chleba.


Pozostałaś sama sobie i niebu, 
Gdyż porzucili ciebie bratankowie twoi.
Podobny schemat życia teraz łączy nas oboje,
Jak ten twój lot bezczynny w szukaniu drogi do stada,
które pozostawiło ciebie. 
                                   

I choć mam nadzieję w oparciu rodziny i w ...Niebie,
Bóg dał mi natchnienie wytykać błędy życia w cierpieniu utopienia... 
Zanim przyjdzie czas i wezwie mnie do siebie,
Przedtem czeka aż będzie miał dość poezji na ziemi mego nasienia.


Jeszcze zanim ludzie na mnie się nie żalą,
Zanim z tobą ziemi ruchome cienie składam...
Zatem Bogu powołanie mnie do Niebios potrzeby nie palą,
Gdyż taki jeszcze ze mnie marny poeta,
Jak z ciebie panna bez powodzenia,
której nie zabrał ze sobą żaden Adam.
               
  Na pożegnanie ostatniej jaskółki. 
  23.08.2008 roku. Podlasie



W  PUSZCZY  NAD  WODĄ


Oaza spokoju i ciszy;
Nic mnie nie smuci,
Nikt mnie nie bałamuci -
Lasu spokój dusza słyszy...


Oczy zieleń w duszę wnoszą,
Dusza tlen sercu daje...
Serce już się nie k[r]aje,
Tylko ambitne emocje mnie ponoszą...


Jestem, jak ten ptaszek,
Który w ukryciu gąszczy śpiewa...
Moje życie także śpiewy miewa,
Które kiedyś wyda z rozmaitych fraszek.


Dzisiaj w ciszę czasu przyszedłem,
Uczyć się sonety pisać, i rozmawiać z ciszą...
Tutaj symptomy nadziei na poetę napiszą,
Ile piękna ze mnie życiu dałem...


Zawsze miałem, to co rozumiałem.
Zawsze kochałem, to co pragnieniem było.
A ulotne szczęście w życiu uchodziło tak szybko,
Jak przyśniło. Zawsze ciężar życia pojmowałem.

Pisałem w sierpniu 2008 roku. Podlasie

https://photos.google.com/photo/AF1QipOzfDNV-0GDErgiRK0r57n6O53NPCGXOPtrHoct?hl=pl

Zalew "Czapielówka" z widokiem pomostu w Czarnej Białostockiej w otulinie Puszczy Knyszyńskiej jesienią.

Ulubione miejsce autora.

Bo tutaj jest jak jest



FOTOSYNTEZA  I  METAFORA  NAD  WODĄ


Prośby palcem na wodzie pisane
Rozmyły się, jak mgła ulotna.
Moja krwawica w znoju okrutna
Prawdziwym odbiciem w wodnej topieli widziane.
   

Komu co pisane, gdyby z topieli było,
Jak u Nostradamusa rozpoznawane, 
Dzisiaj na roli by się żyło.


Dom pobudowałbym piętrowy,
W nim dzieci szóstka.
Nie grałaby w duszy pustka,
Tylko mąż i ojciec zdrowy. 


Odnowy chęć tak była spragniona,
Jak gleba deszczu po suszy.   
Ale zdarzenie, jak epoka miniona
Leży kamieniem i nawet millennium
  życia jej nie poruszy.   


Zatem tylko jednej rzeczy nikt nie może mi odebrać -
Natchnienia, które Bóg dał w sobie zebrać.
Jest tyle rzeczy najmilszych na Ziemi i w Niebie,
Ale kto kocha żonę, Ojczyznę i siebie ten umiera,
  jak wieszcz w Boskiej potrzebie.



          CICHY  SŁOWIK


Niemy słowik ja żem jest,
W tym moim poetyckim śpiewaniu...
Nie słychać w nim melodii,
   a tylko papieru cichy szelest,
Do którego dożyłem w Boskim doczekaniu.


Ach, jak pięknie żyć z duszą poety,
Ach, jak romantycznie być w natchnionej ekstazie...:
Prozy, fraszki, ujmować rymy, słuchać
  ptaszki i pisać sonety,
W tej mojej tak uroczej wierszowej oazie.


Niestety, na razie wersety są nieuformowane,
Zanim zbiorę z życia akapity i wszystkie dane.
Już wiem, na twarzy mam wymalowane;
Bagaż życia, ciężar bycia, to nie do zmycia,
  to będzie napisane:

Miłość, radość, przyroda i cierpienie,
Pot, znój, strach, zgrozę i istnienie.

Wtedy stanę się we wszystkim dojrzały
I w tym przy ziemskim bytowaniu spełniony.
Wtedy powiem do żony. - Moje źrenice ujrzały,
Że zatoczyłem w poezji koło i nie będę odesłany
  w moich słów czas miniony.
           

A żyć ciągle ja i wiersze moje będą...
U boku mego Ty, jako Pani wieszcza. 
Synowie i wnukowie dumnie nazwisko nosić będą, 
Żem nie spodlił życia, choć podłe życie miałem,
  jak bywa życie kalekiego człowieka!

                       
                   
            DWÓCH  W  JEDNYM  OJCZYŹNIE


     ...Tyle będę Tobie wart, Ojczyzno,
        Ile dobrych słów o Tobie znajdę pod swoją siwizną.

        Poszczycić się za Ciebie blizną, żadna sztuka,
        Byle prostak może to uczynić.
        Zatem piórem pochwalić Ciebie,
        O, to już nie pochwali byle prostak.

        Znalazłaś we mnie jedno i drugie, Ojczyzno.
   


     MIŁOŚĆ, CIERPIENIE, PRZYRODA  I  OJCZYZNA


     ...Jestem poetą dramatycznym,
        Mam w głowie i na głowie:
        Miłość, cierpienie, przyrodę i Ojczyznę...
        Polityka w poezji mnie nie bawi,
        Muzyka i sport raz tylko się pojawi.

        Przy tym odpoczywam tak jak z TV się zżyłem...



        POWODY  DO  PASJI


Moja pasja, to natchnienie do wzruszeń...

Moja pasja, to wspomnienie do natchnienia...

Moja pasja, to spojrzenie na wspomnienie...

Moja pasja, to wzruszenie do natchnienia...

Moja pasja jest, jak mgła ulotna...

Moja pasja jest, jak tlen niewidoczny, a ulotny...

Moja pasja jest inspiracją, jak źródło
  w którym topię swoje historie...

Moja pasja jest mną, bo ja jestem poezją...

Moja pasja jest pasją w poezji - w niej ja sam,
   jak poezja pochłonięty pasją...
             
Moja pasja jest pasją w poezji, a poezja poezją w pasji...



            NAD  WODĄ 


Zachmurzone niebo przestało płakać,
Wiatr do diabła przegonił chmury -
I dzień dotychczas posmutniały, bury
Stał się radosny, i ptaszek z żalu przestał już się jąkać.


Słońce zaczęło ogrzewać grzbiet strudzony.
Twarz Barbary Anny i moja skąpała się w słońcu.
Ptak, który na wodzie urodzony -
Pływa przy trzcinie w akwenie końcu.   


Słońca promienie spadły do wody
I gotują się w kształcie komety. 
Trzeba szybko okiem spożywać zjawisko tej urody,
Iż już chmura zakryć słońce dobiega do mety.


Jaskółki stworzonka moje do poezji ulubione, 
Tylko tutaj mogę jeszcze je oglądać,
Jak szybują w kształcie "U" głodnymi będąc,
Za ćmami, komarami aż się staną pożywione.


Pomost ruchomymi kolorami obraz zmienia;
Starcy, dzieci, wnuki i białogłowy
Pomostem spacerują, jak romantyczne uniesienia.
W tym czasie powiał koło mnie zapach żywicy sosny.


Romantycznie duszy dla odnowy pooglądać,
Tryskający wkoło życiem las brzozowy i świerkowy.
A i znad głowy, nie ma mowy,
Żebym nie ujrzał widoku lądujących kaczek, z oka sercu dać...



                   MĘSKIE  ŁZY


Pozostały we mnie męskie łzy, bez łez z powiek.
I choćbym żył cały wiek, to i tak byłbym, jak ten człowiek,
W którym nagromadzone łzy w duszy wylewałyby się potem,
A nie z powiek, gdy życie duszę skruszy.



            OJCZYŹNIE


    Jesteś mi miła!
    Tylko żona jest od Ciebie milsza.
    Najpierw trzeba kochać żonę, rodzinę,
    Po tym Ciebie Ojczyznę,
    Gdyż bez rodziny nie ma Ojczyzny!



           TEN  TYLKO  WIE?


...Kto nie umie kochać żony, rodziny.
    Ten nie potrafi kochać Ojczyzny...


         
        JAK  POSPOLITY  POETA


...To co mam, to wiersz, który Ci dam.
    To co mam, to co zdobyłem u Twoich bram...
   
     Basi



           W  CHOROBIE


Jeszcze nie wymiotłem urojenia z głowy,
Jeszcze kołacze mi się po głowie,
Że bliski stan nade mną, to dzień grobowy!?



               SPEŁNIENIE


   ...Z koszmaru wychodzę szczęśliwy -
   Radość się raduje ze mną w sposób miły...
   Wszak czas przyszedł już tkliwy,
   Bo sny w rzeczywistość się obdarzyły...

7 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2020-09-22 10:25:31)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

.

     WIERSZE  Z  WRZEŚNIA  2008  ROKU

     

  TY  I  JA  POD  CZERWONĄ  JARZĘBINĄ   


Pod czerwoną jarzębiną
Skryłem przed słońcem głowę siwą.
I w tym czasie myśli zbiegły się smutną miną,
Choć i mam naturę cierpliwą.


- Tyle życia przebiegło i zbiegło w jedno.
Moja miła, powiedz, Ty jedyna,
Chociaż boli trafić w sedno.

- Wszystko jedno, nasze życie, jak ta jarzębina;
Stoi martwo, choć życie daje.

- Aj, ja, jaj! Jak się dusza kaja.   
To już się nie wydaje.
Przeminęło tyle życia i nie wiadomo dalej,
Kto życia karty rozdaje:

Diabeł, czy Bóg? Los, czy życie?
Zwaliło się, jak ten huk z nóg, życie o świcie. 

I teraz pod tą czerwoną jarzębiną -
Starą, wysmukłą, ale bujno dajną jarzębiną,   
Siedzę sobie ze swoją życia dziewczyną -
Omawiając z życia nieprzemijającą wyszczerbinę......... 



      RENESANS  POETY


Czas w poezji tak krótki masz,
A z wierszy napłodziłeś poezji tyle,
Że egzamin na poetę zdasz
I będziesz w niej ulotny, jak motyle.


Myśl twoja rozkuta, skrzydlata -
Sięga przy ziemskich spraw bytu.
Czasami pod nieba obłoki wylata,
Czasami sięga pozaziemskiego wszechbytu.


Przy ziemskie sprawy bytu
I nadziemskie uniesienia do wszechbytu,
Mówią, że jesteś poetą z zachwytu,
Że jesteś poezją wykwitu.



  ZWIASTUN  POETYCKI  Z...


Już myśl sięga po treść,
Już się rwie jego dusza,
Już szemrze jego głusza,
Już się pisze z życia wieść:


Tęsknota niespełnionych marzeń
Stała się kultem w jego głowie z przykrych zdarzeń.
I oto się wydobywa cień z życia wiraży,
I przeto znarowił się czas,
I jego szczęście umarło,
  zabiło je wydarzenie wtenczas. 


Po tym jego ból, cierpienie, żal i tęsknota
Wzięła pióro i otworzyła w poezji wrota.
Pióro, ten czas upadły zabliźniało powoli,
Skoro rany tkwiły w ciężarze życia w niedoli...
I ciężar z niedoli, zesłany z niewoli -
Bił w uszy, jak łom walił w głowę, jak dzwon,
A serce i dusza wrzeszczała:  - Idź won!


Mówiła dusza i pragnienie, nadchodzi przełom -
I będziesz życia negatywy zabijał wierszy sznurem...
To co się ułoży - to co się stworzy -
Będzie twoją wygraną, twój ryż,
Którym nakarmisz duszę wolnością głodną,
W tę noc już nie smutną, nie chłodną.
Wylane perwersje z historii życia na papier -
Umrą, jak umiera śmierć, a za króluje "Kier". 



   STREFA  CISZY  NAD  WODĄ 

https://photos.google.com/album/AF1QipMYtCY7mfPLM4MXuV1RaZjxfSAlFcyWGGDGD5uI/photo/AF1QipOot7lgL_NuCDWS2C96SS1THwIg4khFnnL7pRlC

Łonem Natury spowita strefa ciszy,
Jest nie repliką pierwowzoru,
A przyrodniczą oazą w naturze,
Którą instrumentami się słyszy,
Które tworzą symbiozę grając nie z pozoru,
A szumnie i dumnie w nieskończoność -
Splata na ziemi i lata w powietrzu
Mnogą ilością ptactwa z nieba koloru,
Jak tęczą zataczając łuk widoku w jedności,
Którą lubuje dla duszy widok, trzymając na oku ostrzu.
Akompaniament ptactwa, jak zespół muzyczny
Gra melodie sięgając za oko, uchu -
I żal z życia wtenczas idzie w zapomnienie,
A wykuł się ekscentryczny krajobraz optyczny.                                                       
Bo ptak ptaka całuje i śpiewa ludziom do słuchu...
Wiewiórka z gałęzi na gałąź skacze,
Szpak raz, raz drozd nasiona jarzębiny zjada, 
Cietrzew w gęstym lasie ukryty gulgocze?
Loty kaczek na wodzie usiadły, powstała wspólna narada.
Sójek zebrało się z pół tuzina, gaworzą do siebie -
Czyniąc zaloty nie do lęgów, 
Lecz tworzą jedność, jak Anioły w Niebie.
Jastrzębie krążą po niebie, wzrokiem ocierając ziemię,
Sokoły za łupem uderzają w ziemi ciemię.
- [ w puls życia gryzoni na ziemi. ]

                                                   
Pod wrażeniem olśniony strefą ciszy...
Jest ta cisza w betonowej głuszy
Niczym w spokoju dla paraplegika,
W której korzystać jest czas ze strefy ciszy z tragizmu.
I tutaj przy mnie i mojej miłej, dusza do duszy gada...
- Jest na oczach naszych taka wspólnota ptactwa biesiada,
Że nam ludziom brać tylko przykład i uczyć się zasad i wierności -
Żyć ze sobą bez samotności i jak te ptactwo być kochanym
  w ludzkiej jedności. 


II


   DAJ  MI  SZCZYPTĘ  SIEBIE


Daj mi szczyptę siebie,
Będę podnietą głębiej utopiony w Ciebie...
Daj mi rękę, pocałuję ją,
Wzruszenia we mnie tkwią...
Że aż pięknym słowem się zwą,
W którym mówię: - Kocham Ciebie dotąd
Aż Aniołowie pozwą mnie! 

                   
Ile kwiatów żywych widzi oko,
Tyle możliwości masz moja mowo.
Lecz słowa lgną ku Tobie -
Upatrzona okiem, sercem, duszą sobie...
Tak namiętnością upojony jestem w Tobie
Aż czuję podnietę aksamitną w sobie...


Ulotność duszy pluszem mnie otacza,
Nie jest już we mnie miłość tułacza.
Jest we mnie lekkość, która jest jak próżnia,
Jest we mnie życie i przeto życie,
Które w tłumie się wyróżnia.


Wesoły we wszystkim jestem,
Co jeszcze nigdy dotąd nie doznałem w życiu tym
Ani dniem, ani nocą, jedynie ze snem,
Lecz to nie to, co było,
Co teraz mam z Tobą w tym czasie...



      DO  ZAPAMIĘTANIA


Tyle pięknych rzeczy mi dałaś,
Tyle dla mnie prozy radości napisałaś -
Nie piórem, lecz sobą,
Nie mową, a swoją ozdobą...
Resztę ja dokonałem...

  W dedykacji ślubnej Basi



     WIECZNE  MIEJSCE  POECIE


Poeta może żyć, gdzie los go poniesie.
Może płodzić poezję, gdzie myśl sięga.
Lecz umierać powinien tam,
Gdzie urodził się - dorastał i na poetę wyrastał.



NAJWIĘKSZA  BITWA  W  MOIM  ŻYCIU


Toczyłem różne bitwy w swoim życiu:

Pokonując raczkowanie - stając na nogach.   

Walcząc z inwentarzem przydomowym,
  które wyszarpywało łupy pokarmu z rąk.

Pokonując przeszkody natury w obrębie
  wiejskiego zagospodarowania.

Zmagając się z naturą przyrody na łonie natury. 

Parając się ze szkołą, tak nielubianą. 

Walcząc "fair play" w sporcie tak lubianym. 

Pokonywanie erotycznego wstydu
   przed samym sobą i dziewczętami. 

Walka z rówieśnikami o dziewczęta.

Podołanie wysiłkowi, jaki był w robocie na roli.   

Walka ze samym sobą w okresie dojrzewania. 

Ucieczka na Górny Śląsk z biedy,
  przypadku i poniekąd z głupoty.

Wkomponowanie się w życie, obyczaje i robotę na Śląsku. 
Pot, znój i karkołomna robota w kopalni.

To wszystko "mały pikuś", co jeszcze nadejść miało -
jaką w życiu biedę przeżyć musiałem, 
kiedy padłem na urobek piaskowca skałą uderzony!

Wtedy:
   
            Życie zderzyło się ze śmiercią,
            A dusza stała się ulotna.
            Wtenczas myśl moja samotna
            Krążyła między spągiem*,
            a stropem z otchłanią czarcią!   

            Metafora:

            Nie chcę uciekać z tej ziemi,
            Słoneczko przygrzewa głowę.
            Skowronek śpiewa i ma wymowę
            W której rozweseliło się życie na tej ziemi.


            Żałosny wcale już nie jestem,
            Postny także nie bywam.
            Od hyrdy zwątpienia duszę umywam
            I żyję, jak człowiek z honorem i gestem. 


            Ziemio kochana, moja przyrodnicza Matulu,
            Płakać już mi nie trzeba z życia dramatu,
            Lecz kochać Ciebie aż do bólu.


            Darzyć ludzi trzeba, jak pszczoły siebie ze schematu,
            Upajać się żywą syntezą życia na polu
            I czytać przyrodę według swojego emblematu...

  Objaśnienie: spągiem, spąg* - określenie w języku górniczym na dole czyli grunt pod stopami.
   


            ZIEMSKA  POKUTA... 
I  NIEBIOS  RADOSNA  ...PRZYSZŁOŚĆ


Twoja poezja rozkwitu z cierpienia wykuta,
Twoja pokuta w wierszowy renesans wysnuta.
Dusza twoja lata za ciało, jak wierszowa nuta
I nie okiełzała ją nawet diabła podstępnie igraszka wyknuta.   


Zanim dzień sądny przyjdzie po ciebie,
Zanim twoje życie ostatni oddech wyzienie,   
Zanim twoja mowa spod strzech urodzin pójdzie po Niebie,
Zanim zagnieździ się pod azbestem wierszowe wspomnienie. 


Twój zniewolony umysł cóż jest winien,
Jakże ci mus płakać przy zbożowych kłosach,
W głosach pokuty, tak być nie powinien,
Czego nie mógł żeś przewidzieć nawet w snach.


Jak w kłach okiełznał cię żywy strach 
I w dniach w których smutek był lub będzie za twój brach.
Wtedy natchnienie harcownikiem wierszowym w garach,
Resztką sił twych wykrztusi dopalacz słowny: - ...Już bach! 


Wtedy życie w konsensusie wygodą w Niebie będzie -
W kuluarach Aniołów już w brodę pluć nie będziesz,
Żeś styrał życie na Ziemi w niedoli obłędzie
I już brać siebie nie będziesz, żeś mendziarz.

  W dedykacji sobie samemu



        O  PÓŁNOCY


Zegar do północy dobija,
Na dworze kota nie wygonisz bez kija.
Ciągle pada i na nic narada,
Żeby iść tam, gdzie nie wypada.
Zasada jest taka, gdy noc niejaka,
Opuścić ptaka, niech nie gdaka
I z tęsknotą pomrzyj do jutra.



  W  NIEPOKOJU


Los mój sobaczy,
Czy jeszcze obaczy
Las ludzi pełen miast?
Czy tylko zgoreję,   
Jak ten chwast? 



             ŻYWY  POETA


Ujrzałem z gwiazd, że jestem poetą.
Dotykam - biorę życie natchnioną podnietę,   
Zanim nie nadszedł poety pogrzebowy zjazd! 



    CO  W  SERCU  I  W  DUSZY - NA  PAPIER


...Jeżeli życia udrękę wypluwać z siebie nie będę,
Jeżeli z myśli wierszy nie ułożę,
To w tym myślowym chaosie uduszę się i skonam!...   



     J E S I E N N E   N A S T R O J E

 
I

              W  DOMU


W domu jesiennym chłodem przewiewa –
– okno na wylot otwarte –
Z zewnątrz do wewnątrz firankę wyd*ma…   
Ludzkie życie o wiele więcej jest warte,
Niż tej ostatniej muchy, która już zasypia na wieki.


Bluszcz uczepiony nad oknem, zwisa,
Z zieleni w czerwień i brąz się przemienia,
Jego owoc dojrzały w granat się zmienia.
Ptaki to dostrzegły i do obżarstwa się szykują –
Śpiewem wydadzą zapłatę, upierzeniem okno upiększą:


Od zewnątrz, skrzydeł kolorami, pokryją chatę –
W domu, przy oknie, cieniem przelot skojarzą.
W moim bagażu, smutek życia ptactwo rozweseli
I choć jeszcze jestem w pościeli,
Już sławię piękno życia tej jesieni…


II


   Z  BASIEŃKĄ   NAD  WODĄ


Już po deszczu, wiatr usnął na dobre,
Niebo przejaśnieniem przegania chmury.
Dotąd dzień był bury - teraz wyłania się
Spokojnym życiem z gąszczu puszczy.
Ruchomo zmarszczona powierzchnia wody
Jednemu uformowaniu się kształtuje.   

A tutaj, co ja z Basieńką widuję: 

Ruchomym topielcom pod wodą
Siebie i Basieńkę znajduję - 
Wraz z samochodem utopieni.
Ach, jak pięknie tej jesieni,
Wszędzie nas pełno -
Na ziemi istnieniem -
Po ziemi ruchomym cieniem -
W wodzie od ruchomych prądów
W zniekształconej topieli.


W bieli chmury już nad zalewem przemierzają -
Niebo zrobiło się znowu niebieskie.
Życie przed chwilą pieskie - stało się zradowane,
Jak u tych ptasząt, które śpiewem się wymądrzają.


My się wymądrzymy, jak siebie pocałujemy,
Tym dowodem dopniemy swego,
Że tak jeszcze nam daleko do życia jesieni. 

Jak na odwrót blisko do tej przyrodniczej jesieni,
Którą już między zielenią w złocie okiem dopatrujemy!

Spokój wkoło panuje, wszystko tutaj w ciszy dobroci gości:
W samo południe na pół śpiąco ptaki w lesie podśpiewuję, 
jaskółki nad wodą żwawo furgają,
Tam dalej kaczki na wodzie wzrok mój znajduje. 

I już do życia nie mam złości.

Tylko litości od Boga oczekuję,
Żeby czuwał nade mną,
Zanim z życia setki wierszy wysnuję,
Dopóty dopóki ujdę w niepamięć ciemną.


Zanim nadejdzie ta przykro sądna godzina,
Jesteś Barbaro tu ze mną.
Faktem, że  k a l e k i e m u  poecie
Tak bardzo jest miła rodzina, tym bardziej żona, 
Jak niekalekiemu poecie butelka w noc zimową?   


III


      NA  ZIEMI  I  W  POWIETRZU


W trawie pod liśćmi piszczy myszka, 
W słońcu na świerku brązowieje szyszka.   
Tu, tam, przy mnie, obok Zbyszka
I tam obok Gryszka po ziemi skacze pliszka.
Przyrodnicza enklawa - czystym życiem tutaj kipi:
Hałasuje szpak, drozd i sroka usiadłszy na pomost.
Nad wodą waszki, jak ciche minihelikoptery przefruwają,
Okrążają przydrożny oset.
W dopływie do akwenu, ukrył się ptaszek
I wydaje sobie tylko znany głos: "pi, pi, pi..." 


W tle oparły się moje oczy na ten krajobraz uroczy,
Który zarysowuje się żółto-złotym kolorem -
W jedną symbiozę jesień jednoczy!
Dla innych banalność? Dla mnie wzorem; 
Cieszyć się z fotosyntezą życia, nie jest pozorem,
Tylko natchnienia pięknem wysnuwa się z oczu
I w radość do duszy się wtoczy...
I do życia utożsamiam się z pozytywem
Z Matką Naturą, pełnym wigorem.
Ach, jak się cieszę, że jest we mnie troska -
Posłuchać tego dzięcioła, co równomiernie
Powtarza swoje: "trrrrrrrrr",
A echo niesie odległość, jak sięga z borem!...


Zbolałym karkiem unosząc wzrok do góry - 
W promieniach słońca dostaję z dobroci Boga
Czyste bezchmurne jasnoniebieskie niebo.
A tylko z oddali dostrzegam przesuwające się
Ku mnie rzadko pojedyncze kłębiaste chmury,
Z których nie doznasz raz jeszcze deszczu, glebo. 


Linia wysokiego napięcia nie przystwarza
Tobie Naturo przyrodniczego wydźwięku,
Choć obnaża ją ptactwo różnego gatunku 
Po długiej podróży usiadłszy do odpoczynku. 
W naturze żal ptactwa za nienaturalne miejsce 
Do wydawania z siebie krzykliwego jęku,                                     
Bowiem nie linia, a las jest świadom służyć ptactwu 
Za przystań z natury do uczynku.

                                       
IV


           MOGIŁA   


Mogiła dzisiaj mi się przyśniła,
Skromna, smutna i uboga,
Jak mego życia jest trwoga.
Na niej dwa krzyże świeżo wbite -
Jeden z napisem: "Tutaj spoczywa górnik poległy". 
Drugi: "Poeta od świętej boleści". 


A nad mogiłą oczy ujrzały
Białego Anioła z wierszowych treści,
Który zaczął wołać: "Mietku! Gdzie żeś ty?   
Ani krzty kwiatów, nawet zwiędłych!
Cóż żeś ty, nie byłeś człowiekiem?
Nie miałeś krewnych, znajomych swych,
Choćbyś z twojej poezji spowitej wykwitu lekiem 
Na dobro i na całe całe zło...?" 


- Aniele, mój Ty dobroduszny Przyjacielu.
Spójrz w Nieba tło! Tam ujrzysz poetów wielu,
Którzy na ziemi opłakiwali: siebie, rodzinę, Ojczyznę...
A w Niebie ziemianom znajomymi dopiero się stali wtedy,
Gdyż poeta za życia jest umarłym dla ludzi polszczyzną.
A kiedy w Niebie żyć zacznie, wtedy na ziemi
Ludzie będą w nim dostrzegali poetę.

[ Co prawda w tym wierszu nie ma polszczyzny,
ale przecież to tylko był sen. ]


V


       PRZEZNACZENIE


Składam się z cierpienia i bólu…
Składam się z kalectwa!
Bo ty, losie, mój żulu, jesteś mi,
Jak wróg z niechcianego sąsiedztwa.
A czas gna i gna, i gna…
A moje życie od płaczu i żalu boli, i boli, i boli…
Cierpieniem wypełnia mnie aż do cna…
I nikt, i nic cierpienia, bólu, żalu, i płaczu ze mnie nie wygna.
A życie z udręki jeszcze do tego wszystkiego dodaje soli;
Och, jak boli wspomnień ślad z życia w niedoli.

Do tego jeszcze zapłata raty za auto,
Do tego jeszcze czynsz podwyżką przysoli
I nie wyjdziesz z człowieka smuto,
Bo dumna syzyfowa praca nikogo nie zadowoli.


VI


           DLA  RÓWNOWAGI


Między linią prostą życia, a równią pochyłą,
Jest taka cienka nić, że może ona pęknąć,
Jak pęka cierpliwość i może zacząć życie gnić,
Jeśli ze sobą nie zrobisz nic!
Ruch to życie. Kalectwo to ból nie do zmycia.
A więc ruch odświeża umysł – i żyć się chce…


VII


       RZECZYWISTOŚĆ


Ciemna życia noc dopadła ciebie człowieku
I choćbyś gryzł ziemię,
Nie omuśnie cię już blask słońca
Z nieba wszech wieków.
A tylko cierpienie odczuwać będziesz,
Jak przygrzewa puls ciemię.
Część ciebie umarło, przecież wiesz –
W twej duszy serce z bólu zamarło
I już masz inne imię, na zawsze!


VIII


     JESIEŃ  ZAPASEM


Jesień za pasem.
Upojne pocałunki ptaków
Zanikły z jej nadejścia czasem.


Nad cichym wzgórzem polnych maków,
Skowronek już umilkł, do wiosny.
W krzakach olchowych słowik
Pogrzebał już śpiew radosny.

A tylko ja tutaj zostałem,
Jak ostatni z ludzkich głuptaków.

Gdybym należał do ptaków,
Nie wabiłbym samiczki do godów miłosnych,
Lecz żyłbym z nią, jak z przyczyn już prostych,
W których zająłbym się nie tylko zalotami,
Lecz i z nabrzmiałymi do życia pytaniami…


IX


           [NIE]POGODA


Przenikliwy chłód i deszcz, na nim tylko wieszcz, 
Jak ten wygnany pies - nie faktem, a myślą.
W jesień krajobraz ubrany:
Szemrzą już deszcze jesienne,
Chłód, wiatr zagania po kątach.
Tylko w domu utkwiły wspomnienia letnie
I lśnią po kątach metamorfozy w umyśle...


X


        JESIENNA   POGODA
   

Minęła bezpowrotnie letnia uroda,
Nadeszła jesienna pogoda.
Bez ludność na ulicy zapanowała,
Smuta jesiennym deszczem bez urok emanowała! 
Odmierza, Mietku, czas wspomnień
I z bólem od lat, nikt nie przyjął twoich upomnień;
Jak ten czas, który nie jest tobie za brat,
Lecz z udręką do udręki twego życia kat!
Z tych lat utkwił ten jeden ślad,
Co życie przemierzało - [nie]życia szmat, 
Gdyż z nim grałeś w "szach i mat!"
A teraz płaczesz nad nim od lat -
I topisz męskie smutki, łzy, że jesteś dziadkiem,
A nie w pełni rozkwitu życia kwiat.


XI


NA  JESIENNE  DNI  I  WIECZORY,  GDYBY  NIE  ONA


Czymże byłbyś bez Onej:
Samotnością, pustką, starym piernikiem -
Mówiącym sam do siebie i do ścian?
Słyszałbyś przepuszczający kran,
Tykanie sekundnika przesuwającego czas
I nawet oddech nie tylko siebie, a i ścian.
Spoglądałbyś na cień siebie samego,
Wzrokiem łapałbyś po suficie ruchome odbicie z TV -
Po ścianach i na umyśle.
Męską łzę może i nawet puściłabyś
W skryciu - przed sobą samym,
A i tak nikt tego by nie zauważył,
Chyba że sufit, ruchomy cień lub z TV smutny dzień.
A może przeszłość, która z przed laty
Utkwiła w kątach pokoju z odległego gdzieś tam, HEN?


Lub zachlałbyś się w pień?
A może spałbyś, jak ten leń?
Na pewno nie miałbyś radości bez Onej
I na pewno nie rohotałbyś*, jak ten koń,
Tylko ściskałbyś goryczy garść
Przekładając z dłoni w dłoń
I z sedna tylko miałbyś broń - 
Pokonać siebie samego
Lub zdobyć się na zatracenie,
Jak ten zdechły koń.


Lecz Bóg nie opuścił ciebie,
Ty nie opuściłeś Boga. 
I jak z wiersza "Onej",
Przeto nadal czujesz Jej woń...
I powiesz: - Chryste Panie!
Nadal nas chroń.
A on - czyli ty z Oną, Tobie Boże za to:
- W Imię Ojca
I Syna
I Ducha
Świętego
Amen!
Tak im dopomóż Bóg!

  Objaśnienie: rohotałbyś* - czyli śmiałbyś się. 

  Ślubnej Basi i sobie


XII


   PRÓG > < ŻYCIA  Z  JESIENNEGO  DNIA


Na tym progu utkwiła bariera wolności,
Dzień w złogu skłania się do następnego dnia.
Nawet w Bogu nadziei brak aż serce pod grdyką drga...
Żal w duszy sumieniem gra...
Ty i ja, jak te martwe posągi - zesztywniawszy,
Jak popiersie pomnika bezruchem trwa...
Na nic urąganie, co już jąkałym głosem     
Gardło duszy ślinę łka... Chryste Panie!
W oczach mgła, na dywanie skapnęła łza, 
W sercu smutnej melodii pieśń gra...
Taka z życia nasza piosenka zła.
Przytulmy się do siebie,
Niechaj nasze ciała za grzejnik siebie mają...
Jutro zaczną już grzać!

  Basi


XIII


    JESIENNE  ZADUMANIE


Pisanie uskrzydla człowieka:
Raz od myślenia drgnie powieka, 
Raz za czymś porwie się dusza człeka.
Innymi znowuż razy z duszy popłynie radości rzeka,
Jeszcze innym razem, to co czeka -
Już pióro do uniesienia na wiersz zawleka...


XIV

     
     MIEJSCE  NIELUDZKIE


Nie byłem na wojnach,
Nie byłem nawet na jednej wojnie,
A styrałem życie, jak w nie snach,
Tylko tam, gdzie było niespokojnie!


Pod stopami ziemskich ludzi, byłem tam,
Gdzie diabła nawet nie ma. 
Tam słońce nigdy się nie budzi,
Zawsze przebywa ciemność nieludzka.


Tam ciągle o życie rozchodzi się gra,
Tam utopii z życia nie ma,
Bo tam życie, jak struna na włosku gra
I co los człeku da, stamtąd
Człek na świat ludzki wywieźć
Z podziemi może dna? 


To co ja wywiozłem, to już każdy wie,
Ten co mnie zna.
"Wot i takaja z żyźni uże maja hra"*
- [ Ot i taka z życia już moja gra. ]


XV


      WSPÓLNA  WIĘŹ


Nie lekceważ mnie, Panie Boże,
Jako osoby i syna Twojego, poetę ziemskiego.
Broń Boże mnie w tym szaro-ciemnym jesiennym tle.


Zanim moje oczy patrzą...
Zanim Ciebie, moja Pani widzą,
Nigdy Twego piękna się nie wyprę. 
Tym bardziej mi przez gardło to słowo nie przejdzie,
Bo nigdy Tobą, Pani moja się nie obrzydzę.


Tyle lat szczęścia ja żem szukał,
Tyle lat szczęście żem odkładał,
Tyle lat panny żem szukał
Aż Bóg nade mną zlitował
I Ciebie moja Panno, mnie przeznaczył.   


Jesteś dla mnie życia z Tobą godna.
Niech i ja będę Ciebie godzien,
W ten dzień chłodny i na zawsze...

  W dedykacji ślubnej Basi


XVI


           TOŻSAMOŚĆ


Moja godność z imienia brzmi, jak: Miecz…..,
Chociaż jestem niezdolny walczyć mieczem,
Za to zdolny walczyć piórem.


Moja godność po familii jest jak pseudonim,
Który rozsławił ptaka, którego i ja uwielbiam,
Podziwiając go za jego niezłomny hart ducha
Od świtu do zmroku w panowaniu podniebnym.

A więc, ja się nazywam: Mieczysław Borys

Mieczysław ” Mietko” Borys
Z Otuliny Puszczy Knyszyńskiej


XVII


  URĄGANIE  SAM  NA  SIEBIE  W  JESIENNY  DZIEŃ


Nie jestem pomazańcem Bożym,
Raczej jestem popaprańcem wierszo-stwórczym.
A kiedy dzisiaj w odezwie słowa romantyczne sobie ułożymy,
To i jutro będziemy żyć z tym wierszem w słowie-uroczym:     


Z krawędzi smutnych myśli na zawsze zboczymy - 
Pieczęć radości konwalii do dusz wtoczymy -
Chęć do życia na dziś i jutro sobie roztoczymy, 
I jak niewinna ulotność w otchłań
Bez cierpienia życiem się zjednoczymy...

  Basi

                                 
XVIII


O P I S   N A   W I E L E   S P O S O B Ó W


Pocieszam się myślą,
Pocieszam się Tobą,
Życiem, wierszem i spojrzeniem...

Śpieszę donieś Tobie, moja Damo:

- Życie rzuciło na mnie urok,
I ciągle Tobą się imponuję...
Mówię Tobie, moja Pani, jesteś urodziwa,
Jak ten młody listek z rodu "iwa". 


- Moja mowa do Ciebie jest niczym,
Jakim moje serce tkliwe... 
Deklaruję Tobie nie tylko wiersz,
Ale i słowo, które jest jak wiersz, 
Bo wiersz jest słowem - słowo wierszem.

- Umyka w nas uroda, podnieta - potrzeba,
A pozostanie wiersz - w nim czułe i dobre słowo:

- Moja, ty mowa wierszowa dzisiaj -
Kładziesz na serce twojej Pani Barbarze Annie ukłony,
Za ten żal z życia zrodzony.
Za te dzwony, które biły-dzwoniły
Nie tylko w uszach, ale i w skroń
I w puls tak, że Boże broń!


- W te odchodzące lato,
A zbliżającą się jesień - wrzesień,
Chwila, moment poniesie - dusza uniesie w len,
W cień,
We wrzeń,
W pień,
W dzień,
W sen
I w czerń,
I w bierność,
I w obojętność,
Iż pośniemy z tego wszystkiego.

  W dedykacji ślubnej Basi


XIX


      DIALOG  Z  BOGIEM


- U mnie natura jest taka,
Że sam siebie mam za głuptaka.
W wierszu sumieniem wystrzelę,
Jak w życiu honorem życia sobie udzielę.

- Ja pierdzielę, Mietku,
Czemuż to ty upodabniasz się do ptaka?

- Za to, że moja żyźnia* jest nijaka!
Zanim postawię piękną kropkę nad "I",
Tyle barw z życia we mnie tkwi,
Abym zrywał się ku Niebu,
Bo tutaj na ziemi tyle krwi
Aż od tego mnie mdli.
Życie, jak rozpierdzielona lokomotywa
Pędzi, jak oszalała bez hamulców!
Ów! A ja taka mała ludzka kruszyna,
Siedzę w małym wagoniku,
W nim  c i e r p i e n i a  bez liku.
I w tym pędząco - goniącym ludzkim pliku
Nie chcę brać udziału w tym ludzkim szyku!
Pofrunę w Niebiosa dobroci -
Tam Anioł za mój całokształt życia mnie ozłoci,
Tam cierpień nie będzie, jak ziemskich stokroci,
Tam Pan Bóg powie:
- Synu Boży, twój wiersz
Bez śmiertelność w poezji pomnoży.
Bez cierpień w dobroć spowita -
Tutaj ciebie przywita!
Ziemi powiedz i "kwita",
Iż tutaj już ziemski twój płód
Wśród Aniołów uwielbieniom zachwyt...

  Objaśnienie: żyźnia* - czyli po prostu życie. 


XX


  SYZYFOWA  PRACA  I  ZŁUDNE  MARZENIA


Gdybym mógł pojechać do Holandii,
Gdybym mógł pojechać do Irlandii
Do pracy zarabiać na dom - spełnienie marzeń, 
Które życie odebrało jawie i snom.


Los mój, jak ten bezwstydnik uwięziłeś mnie na zawsze,
Posadziłeś w fotel niegodny człowiekowi,   
Co gorsze niespodziewanie nieoczekiwany.
I teraz dzień po dniu brany,
Jak ta rzecz z natury niechciana.
Jak ta zaraza, która mną zawładnęła
I przeto we mnie radość z życia nie istnieje.   

Nie zaśpiewam życiu:
"Oj, dana, dana".

Polska robota na Zachodzie jest rozbierana,
Jak w Polsce w piekarni świeże bułeczki z samego rana!

"Oj, dana, dana".
To co zostało,
To wiersz z samego rana...

A ty Mietku, leniuchujesz.
Nie ma ciebie tam!

Twój kurs nie Białystok - London,
Lecz, jak ten "Don Kichot" -
Walka sam ze sobą i wiatrakami
Aż tylko zaśpiewać jeszcze raz:

- Oj, dana, dana".
To co mi zostało,
To wiersz z samego rana...

"Oj, dana, dana..."


XXI


    KRÓTKI  WIERSZ  O  SZCZĘŚCIU


Znalazłem swoje szczęście w wierszach;
Tym radość większa, że będą żyć wiecznie -
Jako i ja przeto stanę się nieśmiertelny?



              LOS  CZŁOWIEKA


...Owiane legendą moje wspomnienia,
Że jestem sierotą życia, b ó l u  i  c i e r p i e n i a...


XXII


   OPARCIE  W  OPARCIU


Jak bym śmiał, skrzywdzić Ciebie.
Przecież dobroć Bóg mi dał,
Żeby nawet i z ludzi nie szydzić. 
A co dopiero z Ciebie, kiedy dla mnie jesteś:

Porankiem z nieba,

Do rozmów potrzeba,

Wzruszonym dotykiem,

Dreszczem przeszytym,

Wspomnieniem nieprzebytym, 

Radością dnia,

Smutku konania,

Pragnień niewyczerpania,

Nocnego oddania.

Następnie w następnym dniu następnego przywitania
I tak w ciągłości w nieskończoność...

  W dedykacji ślubnej Basi


XXXIII


        DOWÓD  TOŻSAMOŚCI


Jestem z pochodzenia krwi chłopskiej,
Jestem do szpiku kości Podlasianinem,   
Jestem z narodowości i wychowania Polakiem,
Jestem z tęsknoty bratem dla życia wiejskiego.

Powiadają: "chłop ze wsi wyjdzie, ale wieś z chłopa nigdy".   

U mnie jest jedno i drugie, w więc zachowałem twarz.


XXIV


      O   JESIENI


Złota podlaska-polska jesień,
Ukoronuj minione lato.
Niechaj się teraz barwi wrzesień,
A ja wkomponuję się w jesień za to:


Tobie zżółkły liść spada,
Dla mnie policzki zarumieniały.
Tobie liście brązowieją,
Dla mnie jesieni życia zbliża się parada.


Ukryte w topoli gąszczu liści szpaki,
Swoistym sobie wygwizdem -
Melodyjne koncerty dają za znaki,
Że nie odlecą stąd, jak inne odleciały ptaki. 


Tylko będą z drzewa na drzewo
Przemieszczały swoje hordy,
Które będzie mi nie w sposób
Pomierzyć ich ogromne rekordy. 


I bez względu, czy liście będą,
Czy spadną i tak na gałęzie siądą. 
A ja będąc starym zrzędą -
Tylko ja ciekawy szpaków i nie wiem,
Czy dlatego, że jestem poetą,
Czy dlatego, że mendą?


Jestem nagim, bo jestem poetą;
Poeta jest, jak dobra kochanka,
Która oddaje się, a forsy nie bierze.
Toć i ja jestem w podobnej wierze -
Obnażam siebie, a nic za to nie biorę.
Wystarczy, jak w Niebie laury zbiorę,
Wtedy mój duch z Niebios wierszem przemówi
I to będzie za ziemskie życie nagroda. 


XXV


     NARODZINY  ZŁOTEJ  JESIENI


Już z powiek zszedł sen,
Za oknem niebo wypiękniało, jak złoty len.
Hen tam, gdzieś z oddali
Wiatr nawiewa zapach jesiennych barw:


Wystrzeliło podlaską-złotą jesienią -
Listki, liście w różnobarwnych kolorach już się mienią -
Zaraz na dobre z jesienią się ożenią,
Kiedy w większości z zieleni w barwy przemienią. 


Symbioza zapanowała - ochota za naturą wysyła mnie -
Jedno sprzyja drugiemu, jabłko spadło z gałęzi trzonu. 
Przechodzącemu pustelnikowi, dałem dwa złote ubogiemu
I nie pytałem ubogim jest czemu. Pytać nie chciałem,
Skoro sam jestem ubogi tylko inaczej,
Choć nie da się wzrokowo odczytać.   


Spada liść, kasztan, żołądź,
Zbliżył się ku brzegowi łabędź.
A ty Mietku, tutaj nie ględź,
Nie bądź synoptykiem przyrodniczych oględzin.


Liść za liściem spada,
[ kiedy wiatr powieje ]
Sójka do sójki co chwila zagada,
Tu, tam innych ptaków narada.
A tam jeszcze dalej dzikich kaczek osada.


Woda z hukiem z grobli spada...
Nabrawszy pani źródlanej wody w smaku bada.
Za nią wstydliwie mój wzrok się skrada,
Fajna z niej babka gust mój mi podpowiada.


Z wału ochronnego wędkarz wędkę zarzuca,
Drugi z wędką w trzcinach kuca,
Trzeci i czwarty na pomoście nikotynę daje w płuca.
Tymczasem nagle zadrgał spławik
Aż z wrażenia wędkarz z warg wypluciem peta wyrzuca.


Skręca żyłkę - kołowrotek brzęczy,
Wędka napięta, wędkarz rybę męczy!
Aż wyciąga na pomost, w podbieraku szczupak gość, 
Rzuca się tracąc z wody swoją moc.   
A tutaj, jak na złość "Hip Hop-owcy" ciszy dają w kość!
Pięciu "łysych pał" w aucie, ten co za kierowcą -
Autem przy zalewowej drodze bruzd przystwarza!
Choć nas ludzi i przyrodę upokarza,
Tylko przyglądanie się jest rzeczą najrozsądniejszą,
Wyżyją się, odjadą i się nie do pieprzą. 
Kurz i zapach spalin po "łysych pałach" pozostał,
Wiatr z chwilą w las przegoni.
A tymczasem wędkarz rybie sprostał,
Okazałą żywą jeszcze trzyma w dłoni. 


Cisza naturze przywrócona, woda z ziemią spowicona,   
Bezszumnie wiatr lekką falą na obwałowanie zagania. 
Trzeci, czwartemu wędkarzowi pytanie zadaje?
Łazęga robi obchód wkoło zalewu, penetruje kosze od śmieci.
Obwałowaniem podążają dzieci.
A tutaj obok matka do dziecka rzekła:
- Patrz, synku! Ten człowiek, który po koszach buszuje,
Jest z rodu piekła. Nie chory, nie zdrowy, lecz pijak
I jego życie ma się nijak; nędzne, brudne, pijane
I z ludzkiej godności obdarte! 


- A na przykład spójrz! Na tego człowieka z drugiej strony,
Ten tam w samochodzie z nalepką inwalidy!
Patrz! Jak on z gracją mówi do swojej żony...
On nie spodlił życia, mimo życie ma tragiczne. 
Stał się poetą, chociaż głowę miał do tego nie tą.
Bóg go namaścił ochotą. I potrafi żyć z cnotą,
Choć ma życie ciężkie jak ołów. Tak synku, ciężkie aż mdłe. 
Ucz się rozumu i życia, abyś nie doznał jednego i drugiego,
Chociaż nic to nie ma z tobą wspólnego.
On będzie uwieczniony w tomiku wierszowym -
On sam sobie toruje drogę życiem cierniowym, 
Na życie w Niebie spełnieniem wyśnionym. 


XXVI


   PRAWDZIE  W  OCZY  JESIENI


Wtopić się w horyzont jesieni -
Dać się wchłonąć jeszcze zieleni. 
Być połkniętym przez enklawę przyrody
I stanąć przed obliczem duchowej urody -
Opisać, jak oczy widzą i jak dusza każe, 
Że niczemu z ujrzenia nie przystwarzać innym innych twarzy,
A ujmować prawdę bez względu na życia wiraże.


Prawda jest okiem, sercem i duszą poety;
Tym on się różni od ludzi na rauszu.
Oni wyolbrzymiają dodając kłamstwa,
W odrębności poeta wyolbrzymia dodając prawdy -
Poeta w słowie nie zna chamstwa.
Rauszni są zdolni składać niewierne hołdy.


Jeśli pogoda się nie zrehabilituje
I nie rozpanoszy się złoto podlaska jesień,
Że w tym roku był psi wrzesień,
To i poeta z tej jesieni nic nie zmaluje.
Do dzieła tegoroczna jesień -
Przemień się z szaro mokrej i zimnej jesieni w złotą,
Kruchą i miłą podlasko-polską 2008 roku jesienią?!


XXVII


   W  PODRÓŻY  DO  MIEJSCA  URODZENIA


Wreszcie z nieba objawiła się złoto-podlaska jesień,
Albowiem dzień, jak dzień na miarę, jak złota jesień; 
W słońcu i bez chmur na całym horyzoncie 
I hen dalej za horyzontem na całym froncie?
Bezchmurnie radośnie w połowie złocą się brzozy, 
Tylko nie ujrzę tutaj, jak zobaczył Tuwim jesienne mimozy.


Prawie w całości żółto-brązowieją buki i dęby,
Na polach miejscami stoją rzędy worków z kartoflami
I przypominają mi ciężką robotę sprzed laty. 
Przy deszczowo-szaroburej pogodzie ze spóźnionych wykopek,
Można rolnikowi za opieszałość postawić domysłu wielokropek.
U za niedbałego rolnika widać jeszcze prześpiałą nieskoszoną grykę!
A u za dbałego rolnika już kiełkuje żyto pod wyróżniającą rubryką.


Mijając pola i wioski, czuję w zapachu obornik - 
Czas wywózki z obór pod kartofle  -
Na wiosnę stanie się pod plon zapłodnikiem.
Wjechawszy w wioskę miejsca urodzenia, jak zwykle wyludniona,
A tylko każdy dom pozostawił stare imiona.


Na łąkach łańcuchy pasą krowy.
Dzieci wyszły z domów i żyją w miastach
Z wiejskim hartem i z dumną chłopską klasą. 


Będąc na miejscu już u mamy,
Jak zwykle wodzę oczyma za gołębiami -
[ których nigdzie już nie ma. ]
Wszędzie nad budynkami panuje smutna pustka,
Ze wspomnień i do wzruszeń aż skręca się mi trzustka.
Wodzę oczyma dalej przed siebie -
Na Boga, co ja ujrzałem dla orzeźwienia duszy w potrzebie;
Cztery jaskółki krążące po niebie!
Doznałem wielkiego zdziwienia,
Z jakiego one są tutaj jeszcze istnienia?
W moim miejscu zamieszkania stały już się zapomnieniem,
Wyniosły się już okrągły miesiąc temu.
A tutaj są jeszcze istnieniem!
Wiem czemu, bo w moim miasteczku gościły jerzyki,
Leśne i blokowisk szalone w powietrzu stworzyki. 
Tutaj są przecież wiejskie jaskółki,
Którym dom, stodoła, obora jest za schronienie i wylęgów przyczółki.
Ot i tego taka odkryta zagadka,
Tym niemniej już czas kierować loty na południe,
Gdzie mają dom, który jest jak druga matka.

 
XXVIII


W DRODZE  POWROTNEJ  PRZEZ  POLA
    I  LASY  Z  DZIECIŃSTWA


Ścieżki z dzieciństwa zarosły już,
Tędy chadzają tylko grzybiarze.
Czasem przebiegną sarnie kozły,
Czasem samotny szarak zając.

Z Nieba spoglądają na to tej ziemi
Umarłych przodków twarze...

Niech się pamięć wyryje
W tęsknocie mojej duszy.
Niechże wrażenie przepojone namiętnością
Z pamięci mojej nigdy się nie wykruszy.
Niechże serce moje się raduje
Jak najdłużej w tej cichej leśnej głuszy...


Tutaj cofa się czas, bo ślad mój
Z dzieciństwa w tym miejscu utkwił!
Tutaj pozostały wspomnienia z chłopięcych lat...
Tutaj dzisiaj powstaje wierszowa moja strefa,
Bo stąd niejeden mój sen jawę utkał.


Tutaj że z młodzieńczych lat
Tej ziemi nie byłem wiernym.
Uciekłem stąd na Górny Śląsk.
Wyszedłem na tym o wiele gorzej,
Jak wyszedł "Zabłocki na mydle".


Teraz chodzę po tej ziemi wzrokiem
I muszę z tym, choć z żalem się pogodzić,
Że w chodzeniu już na zawsze pozostanę biernym!


Pełna zwrotów byłaś dzisiaj jesień -
Było znamieniem patrzyć na widok ten,
Jak za dawnych lat, choć czasu upłynęło szmat.
Całe moje szczęście w tym, że wspomnienia
Ciągle żywe i nigdy nie odchodzą w niepamięć.

  Pisałem we wrześniu 2008 roku. Podlasie

 
XXIX


W  DRODZE  POWROTNEJ  PRZEZ  POLA
    I  LASY  Z  DZIECIŃSTWA  2 
   

Zwęża się pole widzenia, wyostrza się wzrok.
Nie powiem tobie Przyrodo do widzenia,
A nawet chciałbym pozostać tutaj przez cały rok.


Chlubo, Ziemio moja Podlaska,
Wynurzam z Ciebie wspomnień dzieciństwa.
Jesteś dla mnie, jak Boża łaska,
Miłością w duszy i pełnią ubóstwa...


Tutaj mieszanym młodnikiem zdziczałaś bez ludzi,
Tam dalej z rolnikiem jesteś za brat.
Wypatrywaniem oko moje przeszłość
  z uśpionej pamięci budzi
Aż ze wzruszających westchnień
  i z piękna upojenia jestem wielce rad.


I pomyśleć jakim z życia katem był czas -
Co nas przemienił w zarosły ślad.
I z życia zawiłych wichrów ja i las
Czasu nie wyrzucimy z serc od młodzieńczych lat.


XXX


MIĘDZY  MIEJSCEM  URODZENIA,
A  ZAMIESZKANIEM


Ptak dynda na gałęzi, 
Tyle ma do niej więzi,
Że nie chce odfrunąć.

Moje życie musiało runąć,
Żebym ujrzał tego ptaka.

Przedtem rola w życia była taka,
Że nie miało się chwili czasu
Posłuchać i patrzyć na żadnego ptaka,
Kiedy zaprzęgało się do pługa
Jednego i drugiego rumaka -
I orało się ojcowiznę od lasa do lasa.


Dzisiaj mając czas przyglądam się lesie,
Iż pisana jest moja dola taka.
Mozołą jest dzień poety
W obserwacji natury, niestety.


Gdzie ty jesteś czasie,
Co nie biegniesz, a stoisz?!
W sumie da się żyć i w ludzkiej masie,
Albowiem, życie duszę zawsze czymś ukoisz...


XXXI


              DZISIAJ  NAD  WODĄ 


Dzień wypogodniał na dobre, złota jesień dodaje kolorytu!
Czas dzisiejszego nad wodą pobytu -
Przetrwam w ciszy, zadumie, relaksie i na dobre...


XXXII


     DOBRA  POGODA  JESIENNA


Mienisz się pięknem zewnętrznym,
Jak ja wzruszam się duszą wewnętrzną.
Tak tutaj jest cicho w kole bezwietrznym,
Nareszcie jesień stała się miłą, delikatną i grzeczną.


Sypią się liście, jak puch bezwietrznie...
Tak delikatnie i ulotnie jest tutaj iście,
Że słychać szum spadających liści
  i jak las życiem tętni...


Dni, które tutaj są spędzane,
Są jak przebyte z piekła do Nieba.
Przyroda "irdzi"* w blasku słońcem napędzone,
I duszy do obejrzenia nic już nie potrzeba.

  Objaśnienie: "irdzi"*, a konkretniej "irdzić* -
  w języku etnicznym autora oznacza, że tętni.

  *Czytelniku, bądź wyrozumiały dla autora w używaniu słów niezrozumiałych Tobie
  i w dodatku w słownictwie nie polskich. Autor świadomie używa tych słów,
  które mają mu wielkie znaczenie - cofając się do miejsca w którym wychował się
  i posługiwał się językiem etnicznym obecnym do dziś w środowisku z dzieciństwa. 


XXXIII


INTENCJA  DO  ODMIANY  POGODY 


Nie smuć nas swoją pogodą,
Jesieni szara, bura, nadęta i zimna.
Bądź w słońcu złotą jesienną urodą
I sama z siebie szczerze dumna.


Szumna bądź i barwami rządź –
Srebrz i złoć się po polach,
W lesie, na łąkach i zapamiętaj Goniądz,
Który pragnie jesieni złotej, jak w snach.


Ach, jesień, czemuż skąpisz słonecznych promieni,
Czemuż smutek ścielisz w bez pogodnej przestrzeni?
Niechaj już bez pogodzie się nie leni,
Niechaj jedno z drugim się odmieni.


Żeby w końcu twarz ujrzała słońce,
Żeby promienie ogrzały grzbiet
I aby wrażenie, które z negatywu będąc błądzące
Stało się słowem, które powie niepogodzie; „uże niet”!

  Objaśnienie: "uże niet" - czyli już nie!


XXXIV


    PANI  BORYSOWEJ  NA  DZIEŃ  JESIENNY


Zanim dzień mnie zmorzy, zanim wiersz się ułoży.
Jak pięknie jest żyć, mój Boże, kiedy ma się rozum Boży. 

Stworzy się słowo i jak Boże ono
Będzie szeptać Tobie żono, piękno to i owo...


Mowo z duszy i rozumu wzięta,
Przypodobać się chcesz swej dobrodziejce
I jak ta miłość, która kiedyś rozpoczęta;
Nie uległa katastrofie w życiu zawiejce,
Choć sposobności ku temu od diabła była przypięta,
Lecz serca i dusze nie pękły, mając sobie kierunku Boże lejce.


XXXV


            DZISIAJ  I  WCZORAJ


Miłosierny Boże, zanim wiersz stworzę, namaść mnie natchnieniem.
Wiedza przyjdzie sama, jak ból przychodzi z  c i e r p i e n i e m. 

Niechajże myśl moja będzie ściśle związana z Tobą,     
Zanim czas przyjdzie duszę złożyć swoją Tobie.   
Niechajże rozkwitem będzie z poetyckim natchnieniem
I z duchowym umysłem myśli serce poją.


Boże, nie chodzę po ziemi, nogi mam w bezwładzie!
Lecz duszę zwodzę, że mam skrzydła w tym układzie
I fruwam nad łąkami, nad rzeką meandrem snującą,
Nad bujnymi gęstymi lasami, i z przeżyć z dzieciństwa
Przemieniam się w dorosłość wypełniającą...


Jetem już na lądzie, słońce na horyzoncie zza chmur już się przedziera.
A moja dusza ciągle umiera, skoro nie ma wytchnienia
Potykając się codziennie z życiowym sądem. 


Utkwiłem w pogromie cielesnej bezwładności -
Stopy od lat spragnione dotyku ziemi, 
Jak ziemia po suszy deszczu, czekając od JEGOMOŚCI, 
Kiedy wreszcie już to nastąpi i uczyni spełnienie?
I oto taki nieludzki na dalsze życie mam emblemat z podziemi. 


Z rodu piekieł nieludzki los obnażył mnie krwawicą -
W nieludzkim na granicy wyzieniem ducha.     
Bladą twarz z uszu i ust pokryło krwistą barwią
I Konfesjonał - spowiednik ukazał się życia,
A obumarła przymknęła oczy bezwładność głucha.

Żartów nie było i nie ma. Fakt jest faktem.

8 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2020-10-15 14:07:48)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

     WIERSZE  Z  PAŹDZIERNIKA  2008  ROKU

   
                                                                 
     TRAGICZNY  BILANS


Życie biegnie, czas płynie...
A ja ze swojej kalekiej perspektywy
Patrzę, jak drogą po szynie
Wykoleiły się życia mego aktywy.



    DECYDUJE  WOLA,  NIE  OPINIA


Kiedy ludzie do poety mówią:
"Poeto, piszesz wiersze ludziom na próżno!"

Lecz sobie poeta mówi, a mnie "nużno!"*

  Objaśnienie: "nużno" - czyli konieczne.



                WYRZUTY  SUMIENIA   


Jeśli mam za coś bić się w pierś, jeśli mam za coś kajać się;
to tylko za to, że styrałem swoje życie - padając w przodku
na górniczy urobek w ciemnej wiecznej utopii.   
Na ziemi to był czas dwunastego lipca Roku Pańskiego 1986 o świcie. 

Nie mam teczki S.B. Nie jestem na "Liście Wildsteina". Nie donosiłem na nikogo.     

Za dzieciństwa na wsi pasałem krowy i owieczki i to w dodatku na odrobek cudze.   

Ludzi nie opluwałem. Oplułem siebie kalectwem - i teraz żyć z tym jest bardzo ciężko.     

Pisałem w październiku 2008 roku.


II

                    NA  JESIENNĄ  PORĘ


Twoja radość, Barbaro, wystarczy mi za wszystkie radości świata.
Twój uśmiech, który z ust wylata, ponury dzień robi na szaro.
Mówimy do siebie mową naszą piękna podlaską, 
Która z ust tak dźwięcznie wylata szemrząc i szeleszcząc istnieniem, 
Że aż bym ją nazwał potocznym imieniem: "sledzikowaniem". 



         NA  ŁĄCE


Już wynurzyło się słońce
Spośród chmur zasłoniętymi niebo -
Promieniami musnęło w kolorach po łące
I piękno na tobie ujrzałem ziemio. 


Żywiej jeszcze się stało i ponętniej, 
Kiedy przechadzałaś się Ty po łące.
Świat nagle pojaśniał i spoglądałem coraz chętniej
Aż dusza z napatrzenia miała oko już nie błądzące.


Wymieszałaś się z łąką kolorowymi kwiatami - 
Kolana i łydki Twoje ocierał wyczyniec...
I jak z pięknymi, najcudowniejszymi snami,
Byłem z Tobą tam i rozpoczęliśmy erotyczny taniec...


Przekwitły dmuchawiec spod nóg zaczął fruwać,
Jak puch ulotny unosił nasiona swoim spadochronem...
Z dłuższym tańcem sensory wstrzemięźliwości coraz mniej przestały czuwać
I podnieta zaczęła szaleć, jak z dzikim runem.   


Tańczyliśmy dalej, do sedna bliżej,
Przy nas pachniała rzeżucha.
Czym bardziej skłaniałem położyć się niżej,
Tym mocniej szeptałem Tobie miłe słówka do ucha.
                                                                 

Rozmiłowani szliśmy po łące dalej - 
Witały nas goździki kosmate.
Mówiłem do siebie, spokojnie, pomalej! 
Bo i tutaj wysypały się czerwienią goździki kropkowate.


W dalszym przechadzaniu się po łące -
Plantami bujna kwitła koniczynka.   
Ochoczo położyć się byłoby ekscytujące
I Ty przy mnie, moja Miłouczynka. 


Gdy natchnione, wzruszone i podniecone
Dusze nad wyraz z białej i czerwonej koniczynki podnieśliśmy -
Zaczęliśmy przez napotkany jaskier stawiać kroki zniechęcone,
Wtenczas już ku następnej radości spotykały nas dzwonki do których doszliśmy. 


W dalszej przechadzce po łące
Spotkał nas kozibród żółty i biały;
Żółty wydał zapachy pachnące,
Kolor biały w unoszącym puchu wiatry porywały...


Aż z tej przechadzki po łące zgłodniałem,
A że rósł szczaw, choć kwaśny, spróbowałem.
Pięciornik gęsi, także z Tobą napotkałem,
Ale to jaskier z dzieciństwa przypominałem.
                                               

W tej przyrodniczo-erotycznej na łące pościeli,
Stokrotki szczerze wysypane, miłe oku ujrzałem! 
Z chęci i upodobania aż nogi mi się ugięły,
Narwałem je Tobie i klęcząc przed Tobą, Tobie podarowałem.

  Basi



          SAMOZWAŃCZY  POETA


Pomedytuję tutaj niewiele aż spokój sobie udzielę.

Spokój już obecny, rozum może niezacny.

Ale natchnienie i chęć to przerasta,
Wiersz za wierszem wyrasta...

Obojętnie kto co powie, pisz bracie, a pisanie odpowie.

Jesteś poetą, zanim ktoś się dowie,
Samozwańczym poetą, niechaj wyjdzie to Ci na zdrowie.



   BEZINTERESOWNA  SZCZEROŚĆ  OJCZYŹNIE


Żal ludzi okala, a naród pomalał!   
Lecz Ojczyzno, nie wyrywam się piersią,
Nie nadstawiam serca Tobie,
Albowiem i sposobności nie ku temu.
Nie wyrywam się za Tobą dla posady, dla poselstwa
I dla innych korzystnych wartości.
Tylko z czystej racji natchnionej tak za nic, za darmo,
Tak za to, że jestem poetą i za to, że jestem Polakiem,
I za to, że jesteś moją Ojczyzną.
Ot tak za to, że mam serce poety i Polaka, i wola moja jest taka.
I tak po prostu za nic, lecz za to, że żyję.



      Z  BRYLANTOWĄ  MGŁĄ  JESIENNĄ


Wykuł się niedzielny poranek w jesiennym słońcu -
Osusza grunt ziemi po nocnym deszczyku...
Słońce zajrzało do domu w końcu
I lekko ruchomym cieniem drzewa po ścianach
kołyszą się po nocnym spoczynku...


Za oknem bluszcz na dobre zaczerwieniał - zbrązowiał,   
Ptaki za nasionami wyczajone po drzewach do ataku.
W domu słoneczny blask oczom załzawił
I w oku mienisz się, i błyszczysz coraz cudowniej mały ptaku.


Nadszedł koniec szarzyzny dyndającej po jesieni -
Teraz to miejsce urokliwie serce ocuca
I z życia smutnoszarych dni z ciemno mrocznych sieni
Widok w jesieni złotej już dusz ludzkich nie zasmuca. 


Niemowlęta w współczesną kołyskę okute,
Mamom do spacerów radości dodają...
Dzieci w animowanej historii wyszły z więzienia wolnością rozkute
I młodzież uwalniając się z głodu "gadu gadu"
w złoto lanych włosach dziewczęta, oczy moje do wiersza spotykają.


Istne objawienie ziemia zaczęła doznawać:
Zielono-żółto, żółto-brązowo stało się poczynać...
Miłowanie jesienią uroczej dozy białych głów spotęgowało dodawać,
Kiedy one na ziemi, ptaki na drzewach śpiewy rozległe zaczęły wydawać...

Dalej i dalej... przyrodzie i życiu przyczyniać...



   PAŹDZIERNIKOWA  JESIEŃ


Zarysował się dzień pogodą,
Ujrzeć krajobraz w złotej jesieni
Stało się oczom ogarniać z miłą swobodą,
Toć już jesień wykwitem kreuje złotą jesień
i już się z niczym nie leni.


Barwne liście między drzewami, a ziemią, są niczyje -
Niechętnie spadają, jeśli wiatru podmuch spadanie nie przyśpieszy.
Kiedy liście spadają - ziemia kolorami żyje,
A drzewa gołe, smutne i na nich ptak pieszy.


Obnaża kolorami swoimi bezlistne uśpione drzewo,
Lecz ze wstydu śpiewu nie wydaje,
Iż mówi: nie chcę na tym drzewie być "nagą Ewą"* -
Poczekam do wiosny aż ukryty w liściach będę odmiennie,
niż "bezwstydna Ewa"*, która nagością siebie rozdaje.

  Objaśnienie: "nagą Ewą" i "bezwstydna Ewa" - czyli drzewo bez liści.



   DWIE  STRONY  MEDALU  SONETY


Przysporzył ja Tobie, żono, piekieł,     
Nie jak ten drań, łobuz, łotr, pijak, łajza czy leń,
Lecz niejako, jak ten pechowy goleń,
Co w nas pomnożył udręką goryczy, jak spróchniało bolący kieł!


Piał ja piał smutną melodię życia naszych piekieł
Aż się odział do wierszowych dzieł -
Zwał się samozwańczym poetą swoich dzieł,
Zanim przyjdzie umarły życia zgiełk.


Po pastwił się po pastwił na naszej skórze losu, los,
A ja jak "wojenny wataszka"* przyjmując życia ciosu igraszkę,
Nie wydał umarły wyziewu ostatni dech, lecz uniósł cicho wiekowy głos.


Co Ciebie rozwięził* i "rozkozytał"*, jak niemą ptaszkę   
I chichotem pogrzebaliśmy upadłość [zdechłego]* życia patosu,
A łykamy sielankę sielskiego życia nabierając wykwitu romantyzmu pełną menażkę...
                                               
  Objaśnienia: "wojenny wataszka"* - po prostu bohater.
  rozwięził - autorowi chodziło, że uwolnił.
  "rozkozytał"* - w języku etniczny autora - rozłaskotał do śmiechu.         
  [zdechłego]* - biernego.

  Basi



  W  DOBRĄ  STRONĘ  ŻYCIA


Dzierżyć przyszłość życia muszę,
Niechaj się gitary struny poruszą...
Niechaj grają melodię z wesołą nutą
Aż rozumne organy ciała się wzruszą...


Z radości łza niech się zakręci w oku
W tym na co dzień życia moim natłoku...     
Niech świat radość moją zobaczy,
Przyglądając się każdemu dniu z boku...


Niechaj z faktu tego serca nasze
Rozjaśnią ciemną stronę widoku...
Niech czarne chmury życia
Przemienią się do obłoku,
Jako w białego anioła,
Który doda życia uroku...


Życie ma dwie strony ciemną i jasną.
Jeszcze promienie życia niech nie... gasną,
A żeby ja w poezji rozbłysną
I na ciemną stronę nie... zgasnął!


Więc gitaro życia graj struną napiętą
Pokąd grom z Niebios nie trzaśnie   
I pokąd pozytyw wygrywa z negatywem
Dotąd organy życia grać będą wierszowym aktem...



    NIERUCHOMA  CISZA


Sporo pogodnego nieba!
Co jeszcze człowiekowi trzeba?
Błękit z nieba spojrzenia,
Jeszcze jesieni nie mówi do widzenia.
Krajobraz barwi się w kolorach,
Bez ruchu stoją drzewa i woda.
W radio "nastajaszczaja krasawica"* śpiewa "Doda".   
Na niebie skupiła już się masa chmur
  w bez ruchomych obłokach
Przesuwając się, jak wskazówka minutowa
I tylko w duszy gra z życia pieśń nutowa,
Co by usłyszeć może umysł i serce,
Co, gdzie, kiedy szemrze w ziemi czeluście?
I pluśnie w wody przybrzeżne -
Zarysowując koło rozszerzające, jak fala radiowa.
Lub spod wody gazy identyczną falę uczynią i powtórzą...
Spojrzawszy w nie-bo-nie chmurzy, a chmury ciężkie ołowiane
Przemieniły się w obłoki bawełniane.
Waruję dla natchnienia i wzruszeń w tym krajobrazie,
Co i upajam się powonieniem jesieni,
Która otacza mnie w kolorach:
Żółtym, pomarańczowym, czerwonym,
  brązowym i jeszcze w zieleni.

  Objaśnienie: "nastajaszczaja krasawica" - ładna kobieta.



I  TAK  ŹLE,  I  TAK  NIEDOBRZE


Duszo w mym ciele
Nie masz mściciela,
A życia dano tak niewiele.



                  ROZSĄDEK


...Kochana, miłować kalekiego męża jest ciężko,
lecz Ty sama wiesz, że nie miłować jeszcze gorzej...

  żonie



     DZISIEJSZYM  DNIEM


Już wynurzyć słońce niebo zmogło,
Już się skryła po zaroślach mgła.
Już się dusza rwie i przełyk ślinę łka
Za natury łonem, już się kręci oczna gałka.
Już pogody natura dobra i zła
Nie wykłóca się ze sobą, bo kompromis znalazła.
Niepogoda odchodzi za skraj lasu z jednej strony,
Z drugiej zza horyzontu wynurzają się pogody ukłony;
Epoka niepogody już zeszła z oka,
A rozpogodzenie pędzących skrzydeł pegaza -
Dmie i pędzi złoto podlaską jesień "In blanco", jak z żelaza.
I choć klepsydra wodna - odmierza czas -
Ziemi słońce przygrzeje jeszcze nie raz.
A ty bratku w gaz i pędź nad wodny zalew,
Bądź hartem, lecz nie osiłkiem i walcz jak lew.
Setki, tysiące, miliony drzew pożółkłych i zbrązowiałych,
Wiatr liście zrywa i wrzuca do wody,
W niej już kaczki się wykąpały.
Obok liście wiatr zakręcił, jak oszalały i pędzi je w zagajnik.

Po czym locha dzika przebiegła, robi: "chrrr,chrrr,chrrr",
Miot za nią powtarza swoje: "kwiki, kwiki, kwiki"!

W środku trzcin i pałek, wędkarz sterczy jak słup soli,
On należy do wędkarzy w wędkowaniu głodnych,
Skorzystał w zaciszu bez wiatru ze słońca -
Ogrzewając złamany życiem kark
I strudzony jesienią życia płonącą grzbiet.   


Nagle żyłka i kołowrotek w słońcu błysnął!
Wędkarz, który tymczasem w wargach peta trzymał,
Spostrzegłszy, z tego aż dymem się zachłysną!
Zwija kołowrotek, odchylając się od siebie,
Wciągnąwszy na brzeg karpia jak kłodę,
Krzyknął do wędkarza drugiego:
"Idę, jak po karpiu ręce umyję!"   


A tutaj ja, choć obserwator, podobną radością ucieszony.
Zanim udam się do domu, ze "Źródła Romana",
Niewiasta nabierze wody, a ja świeżej się napiję,
Wcześniej przeżegnawszy: IMIĘ OJCA I SYNA
I DUCHA ŚWIĘTEGO.



       JESIEŃ  I  POETA     


Na brzozie liście zżółkły i się sypią.
U poety w wierszowej odnowie
Z natchnienia wiersze w ilość się składają:
Jeden po drugim wiersz wyrasta -
Płodu jest ich ponad dwieście od czasu,
Kiedy pąki rozwijał przydomowy bluszcz.
Dzisiaj ujrzawszy za płotem jesiennego chwasta,
A bluszcz przemienił się w kolor czerwień-brązu
  i w żółty pod spodem.
Poeta rodził się z pąkami drzew,
  pąki przemieniły się w liście,
Czas jesienią po brązowiał i pożółcił
A wiatr je zwieje i zapędzi po kątach.


W odmienności poeta posrebrzał i pozłocił   
W samozwańczym mianowaniu siebie na poetę.
W innym razie stałby się kruchym i krótko żyjącym,
Jak te liście, które wkrótce tkankę rozłożą,
Tylko z tym, że na wiosnę ponownie się narodzą.
Poeta, jeśli tkankę rozłoży, już na nowo się nie narodzi!
Więc musi się srebrzeć i złocić teraz i na wieki.



M E T A M O R F O Z A - [ PRZEMIANA DUCHOWA ]


Romantyzm, ale i melancholia w duszy gra...
Lecz strach i przerażenie życia
Sercem i ciałem już mną nie kołata.
Poezją życie natchnione wszystkie smutki odegra
I w rozdartej duszy z niemożliwości
Stała się wyniosłą w rozmiłowaniu życia pełną chatą.
I przez tą życia udrękę nie zagalopuję na manowce,
A przeto zaznam doznania w swojej duszy uznania,
Że zobligowana myśl i słowo stało się dobre i drugiej połówce
I czas nadszedł życie opisać ze wspomnień...


Żywił ja się żywił wspomnieniami, żywił,
Żył nadzieją - unosząc ducha całymi dniami
Aż myśl z posępności w radość się uwiła;
Co w dośpienie ze snu się obdarzyło
Na papier życia nie pytaniami, lecz treścią...
Nie gra dusza w strojenie pięknych min
I w głowie z chaosem i mętlikiem   
Nie musiało buńczucznie stawiać się jej.
Przesłanek ku temu nie ma do kpin,
Co? Gdzie jest po stronie jakiej i czyjej?



                DZISIAJ  NAD  ZALEWEM   


Życiodajnej źródlanej wody ze "Źródła Romana" z synem nabrałem,
A przy świeżo umieszczonej płycie w intencji pamięci Romana się przeżegnałem.

Wszystkie czynności uczyniłem w odmiennej kolejności, niż zwykle,
A potem przystąpiłem do obserwowania przyrody, jak funkcjonują jej cykle...

Wiatr po zbiorniku wodnym powierzchnię wody marszczy,
Przy nadbrzeżu wędkarz do wędkarza "sledzikowaniem" polszczy...     

Liść po o liściu znad brzeżnych olch się odrywa
I z wiatrem w dal się porywa...

Kaczki, jak rzadko kiedy rozproszone,
Po chwili w nawykowe skupisko
  do siebie schodzą, czymś spłoszone?!

Pod promieniami słońca insekty nie dają za wygraną jesieni,
Babie lato kolebie się zawieszone na tataraku
  i trzcinach obok obwałowania,  które jeszcze w zieleni.

Puszczańskie ptaki południem uśpione i spokojem ukryte,
Tylko nad groblą spadająca woda dudnieniem zakłóca imienny spokój
"Źródło Romana", co na płycie jest wyryte!

Błękitne nieba oku spojrzenie - duszy upomnienie; że tam kiedyś ...dotrę.
Ale zanim to się stanie,"Oprócz błękitnego nieba nic mi dzisiaj nie potrzeba."
Do szczęścia. Tylko wiersz i moja Miłouczynka.
https://www.youtube.com/watch?v=SzXcjAqbw1o



  ŚLUBNEJ  BASIEŃCE


Jesteś moją poezji muzą,
Pachniesz dojrzałą kobietą,
Prawdziwą kobiety miętą,
Bez krzty perfumerii,
które na ciele się nie burzą.


Włosy Twoje pachną polnym lnem,
Oczy w błękicie są "Morskim Okiem",
W którym chciałbym utopić się ja żem
Lub być na niebie Twoim błękitem?


Jesteś stokrotką polną,
Obok której zając przebiegał...
Jesteś Madonną, którą uczyniłem Cię zdolną;


Na której przez wieki mój duch  k a l e k i  polegał!
Jesteś, jak dar na tej ziemi łzą nie solną
I jak Panią moją na którą nigdy żem nie łgał.




NIEPRZYJAZNY  ŚWIAT  ŻYCIOWYM  PECHOWCOM - [ monolog ]   


Biednemu, choremu i kalekiemu,
To jak chłopu zawsze wiatr w oczy.
I choćbyś postawiłbyś się cierpieniu nie byle jakiemu,
To i tak w rezultacie w ten sam impas życie się stoczy!


Życie z jaskini życia na świat wypełźnie -
Przyrodzie i niebiosom powie: dzień dobry!
To i tak świat go na szaro orżnie
I przyjdzie się na nowo w jaskini
obgryzać paznokcie, jak drzewo bobry.



    KRÓTKI  WIERSZ  O  PIEKIELNYM
      DNIU  CZŁOWIEKA  GÓRNIKA


Woda kopalniana skórę i oczy przeżera -
Ciało spuchło, posiniało, drętwe się stało!
A dusza nie mogąc przełknąć śliny - ...obumiera -
I tak dużo Nieba w duszy, a życia tak już mało.



          W  STRONĘ  DUCHA  OSOBISTEGO


...Wolałbym być spadkobiercą siebie, niż sobą samym,
Nie za materialne dobra, których życie nie nagromadziło,
A za cechy charakteru dobre, których mam nadmiar...



           MÓJ  DOM  II


Mój dom to cisza, która jak cienie
po parkiecie, ścianach i suficie chodzi...

Mój dom to w pionie kanalizacyjnym mysz,
która niejedna na tym świecie swój czas przegra.

Mój dom to bluszcz, który za oknem zwisający
wiatr kolebie i liście ze sobą porywa...

Mój dom to lasu gąszcz dla oka Tobie i sobie,
co z oczu nigdy nie odrywa...

Mój dom to legenda żywa w której utopić się
wzruszeniami można lub się zachłysnąć marzeniami...

Mój dom w którym Anioł bywa - namaszczenia
serce moje dozna - po czym uśnie do jutra z wyobrażeniami...


III

TO  NIEPOWOŁANIE,  TO  POŚWIĘCENIE   


Będąc z Tobą, dóbr Twoich nie zliczę.
Jesteś poświęcającą dla mnie osobą
W świecie w którym nawet ja zaskowyczę.


A Ty nie podnosisz buntu,
Znosisz żywot, jakoby bez żywotu.
Nie oczekujesz odpłynąć do lepszego gruntu,
Lecz się zrywasz do codziennego w uczynku powrotu...
Dla mnie. Wielkie Ci dzięki za to.



TO  NIEPOWOŁANIE, TO  POŚWIĘCENIE  II   


Będąc z Tobą, dóbr Twoich nie zliczę.
Jesteś poświęcającą dla mnie osobą
W świecie w którym nawet ja zaskowyczę.


A Ty nie podnosisz buntu,
Znosisz żywot, jakoby bez żywotu.
Nie oczekujesz odpłynąć do lepszego gruntu,
Lecz się zrywasz do codziennego w uczynku powrotu...


Taką mieć żonę, to tylko ma Boży głupiec
Lub szczęściarz na własną obronę
Dla której jest on Jej, jak anioł chłopiec.



                ZMIANA  RÓL         
     

Wskazówka czas obraca: godzinowa na dwunastej,
Minutowa na dwójce, sekundowa nie ma znaczenia.
Dziś nie liczę godzin, ni lat. Nie mam nic do stracenia,
a nawet wszystko mam do zniesienia.
Cztery katy za brat i z przeszłego życia prokurator,
Co wyznaczył za Boga bezsens życia. On był od "ki diabła".


Co bym ja zrobił, gdybym obok siebie nie miał opiekunki,
Która codziennie czuwa nade mną, kiedy nie śpi.
Teraz Jej sen po takim samym dniu, jak ten zegar, [ Ona zmęczona ]
Co zawsze to samo uderza: tik-tak, tik-tak, tik-tak...
Taka jest bezpowrotna praca i tak czas przemierza...
Mruga okno świata - ruchome cienie z przedmiotów
Zmieniają wielkość i jasność.


Za oknem skrapla się mżawka i kapie... Cisza połyka sekundnika.
Szum ciszy w uszach nie umiera, puls na sercu się opiera
I ach, jak spokojnie szczęśliwym, że teraz ja jestem sługą Tobie.
Odmierzam Twój sen, żebyś jutro, dla mnie już dzisiaj miałaś nie gorszy dzień.

  Ślubnej Basi



     FIZYCZNY  BÓL


Odczuwając ból z setki mięśni,
Smutne we mnie grają pieśni;
Że już nie ujrzę odwrotu!?
Jestem udręczony, nie zboczony;
Różne człony bolą i boleć będą aż po ich zgon,
Choć nie posypałem je solą.
I nie spowodował żaden wybryk ludzkiej natury,
A "ki diabeł", co pod ziemią ukrywa się który.



      POETA  I  ĆMA


Jest moją dolą żyć z mozołem,
Jest moją rolą szemrzeć z molem. 
Ona spali się na żarówce,
Ja rozrastam i wyrastam w "ramówce".



    NOC  I  PARA


Jest noc dobra, bardzo dobra
I my w niej dobrzy dla siebie,
Bardzo dobrzy.


Nie pozwólmy,
Aby ta noc odeszła
I my od siebie.

  Basi



HONOR  PRZEDE  WSZYSTKIM           
     

Frustratom nie byłem, nie jestem,
Wizerunek mam z gestem.
Sąsiedzi mnie lubią i doceniają,
Szanują i godność życia podziwiają...



MĘCZENNIK  ZA  WOLNOŚĆ  W  24-tą  ROCZNICĘ

https://photos.google.com/photo/AF1QipPM02K3WbBnDFa5CQ2OBD5ltDjpJtTFZ7Hq10xq?hl=pl

[ Męczennik roboty w 22-gą rocznicę ]

https://photos.google.com/photo/AF1QipOGOF4Ml1ZzO8tcg3ssX9cue4aGVVEBC0AT-Ib1?hl=pl

Ty znasz mnie, patrząc z Niebios.

Ja znam Ciebie od kiedy począłeś służyć Solidarności.

Jesteśmy bratankami z Podlasia.

Tobie Bóg wyznaczył służyć Ludziom!

Mnie przeznaczył wydobywać węgiel, także Ludziom!

Ciebie zło ścigało, że byłeś DOBREM...

Mnie zbieg okoliczności na urobek krzyżem powalił,
Bo tam już Boga nie było.
Odtąd ja żem fizycznie od kościoła oddalił.
Bo już chodzić po ziemi Boskiej nie mogłem.   

Ty zaś po zamęczeniu przez oprawców,
Tym bardziej do Boga i Ludzi PRZYBLIŻYŁ...
Po Tobie i za Tobą cały Naród łzami się zalał...

Po mnie nikt prócz rodziny nie zapłakał.
I dobrze. Bo gdzie mi do Ciebie przyrównać zasługi.
Nie śmiałbym nawet o tym pomyśleć.

Ty zostaniesz za swe czyny wyniesiony na ...OŁTARZE!

Ja, jako marny poeta, choć dobrym byłym górnikiem,
Mogę tylko sam siebie pochwalić na "folderze".

Lecz wiem, że: "...Kto nie dąży do rzeczy niemożliwych,
nigdy ich nie osiągnie..."

  Wiersz poświęcony w hołdzie Św. Pamięci Księdzu Jerzemu Popiełuszce.
  Okopy - Suchowola - Podlasie

  [ Zdjęcia wykonano parę lat później ]

  Pisałem w październiku 2008 roku.

9 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2020-10-15 16:57:05)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

.
          ODMIENIEC


Dokonała się rzeź na mym ciele -
Popłynęła krew z męki krwawicy
I już smętkiem ogarnęło się życia wesele,
Co by tylko przyodziać na wieki przyłbice.
Ze wstydu i żalu, że ja już żem nie taki.
Że już nie znajdę przyłbicy do balu,
W którym tańczą tylko nie życiowe głuptaki.



  NAD  WODĄ  II  SPLENDOR  WIERSZOWY     


Zabarwiło się w jesień tło krajobrazu,
Wzrok aromatycznie kolory połyka...
W duszy życia ciężar obrazu
Z cieniem w głąb puszczy umyka.


Przeszła szkoła tragicznego życia,
Dzisiaj nie myśli smucić duszę.
Przejmująco nadaremnie wrażliwość bycia
Utonie wraz z promieniami słońca i się wykrztusi
Z zastoi zeszłego nieludzko cierpiącego życia,
Które z animuszem z wody w odnowie wypluśnie aż się wzruszę...


I już w nowej aranżacji do dzisiejszego życia
Stałem się z groty-jaskini wypełzłą pochodnią płomienną - 
Wytchnieniem i bez wytchnienia wierszowym Aniołem, 
Który nad wodnym okiem w chwilę jesienną
Opuszcza wzrok i unosi będąc nie jemiołem*. 


Z nocy chłodu, wilgoci i jesiennej rosy -
Dzień w pogodnym słońcu stał się wypełnikiem -
Dnia w którym biało-zielone ogrodzenie przeskakują kosy
I stają się z rzeczownika w splot czasownikiem.


W niepełni z tego zadowolenia, spod deptaka-pomostu
Obnażają mój wzrok wynurzające się w kolorach kaczki!
Pretendentki do zwycięstwa z mego konkursu za lata postu,
Z piękną symetrią na wodzie, jak urodzone dwojaczki.


Pchane ruchem wodnego prądu, są wodnym brylantem
I w pochodne zrywają swój lot ku trzcinom i tataraku.
Duszę mam spokojną, iż z mych oczu nie puszczą mnie kantem,
Lądując na skraju akwenu, mając mnie za poetę, a nie odlot w dziwaku.


Ty mój ptaku, który z wiatrem powiewu
I z ruchem fal prądu przybliżasz się do lądu.
I obdarzasz się mi do zachwytu piękna,
Jak uczucie ze wzruszeń wdechu i wyziewu, 
Które natchnieniem wzrusza mnie do ekstazy obłędu. 


A nad głową niebo w pięknym jesiennym błękicie
I w słońcu woda promieniuje w ruchomo-błyszczące gwiazdy...
I nie chcę znaleźć innego sposobu w jesiennym wykwicie, 
Co z piekieł życia do Nieba wprowadziły mnie dróg rozjazdy.


Wszystko już żem przeżył: dzieciństwo, kawalerstwo,
Żeniaczkę, wychowanie dzieci i dożył wnuka. 
A teraz Pan Bóg dał mi ubóstwo,
Być poetą i nie pytać czego dusza szuka,
Lecz wyczesać z siebie czasu pięciu dekad
I bez reszty sypnąć wykwitną roszadą,
Zanim tli się życia płomień i nie zgaśnie ...pokąd. 


A czas wystawi dobrą lub złą cenzurę?
I sny prorocze w fantastycznym dniu się znajdą,
I nikt nie powie, że żyć wierszowo jest bzdurą,
Kiedy jak orgazm ma się doznań, co w splendor się wykują.
Wtedy powiem, że tyle duchowej ekstazy ja żem nawyczyniał,
Co skazano mi będzie umrzeć wierszowo,
Do czego ze wzruszoną podnietą w swoim czasie przyczyniał...
Amen.

  Objaśnienie: nie jemiołem* - nie pasożytnią rośliną życia.

  Pisałem w październiku 2008 roku. Czarna Białostocka - Podlasie



     BARBARZE       


Co w Tobie mnie ujęło:
Uczucie, szlachetność, prostota
I Twoja niezłomna cnota.
A już wierności Twoje dzieło
Nadto wyróżnia moją dumę
I godnie jest unosić głowę,
Tym bardziej można mówić
  mnogą radości mową,
Że Ludzie o nas mówią w Bożą Sumę.
I kiedy wstydu brak, to i żalu mniej,
I nie gryzie w duszy rak.
Zaszczytnie mieć dumy przedniej,
Jak drogowy pierwszeństwa znak.
I tak spokojnie można zasnąć w każde dni...



    BARBARZE  II


Co w Tobie mnie ujęło:
Uczucie, szlachetność, prostota
I Twoja niezłomna cnota.
A już wierności Twoje dzieło
Nadto wyróżnia moją dumę
I godnie jest unosić głowę,
Tym bardziej można mieć mnogą radości sumę,
Że ludzie o nas mówią Bożą mową.
I kiedy wstydu brak, to i żalu mniej
Oraz nie gryzie w duszy rak.
Zaszczytnie mieć dumy przedniej,
Jak drogowy pierwszeństwa znak
I tak spokojnie można zasnąć w każde dni...



      RELACJE  KOBIET  DO  MĘŻCZYZN  PARAPLEGIKÓW


Kobiety, które mają na myśli seks, nie widzą w facecie na wózku inwalidzkim
potencjalnego partnera do pójścia do łóżka. Tym niemniej dostają takiego nastroju,
że świetnie odpoczywają przy takim mężczyźnie, choć nie czują erotycznej podniety,
nie pragnąc z nim seksu, a są w pewnym sensie podniecone.
A to dlatego, że widzą i czują w nim niewinność dziecka.



    W  RADOŚĆ  UCZYNIENIA


Jakie niezmiernie szczęście mnie dotyka,
Że ze mnie nie była wtyka -
Teczka z donosów nie puchła,
Przed tym i po tym, kiedy w kraju historia
"Stanu wojennego wybuchła!".


Jaka to dusza jest czysta i spokojna,
Że się nie było, jak krowa dojna.
Tym bardziej, że i szantaż mnie nie dotknął
I że "SB" nie zmuszał, ażebym haczyk połknął.


Jaki to wstyd tym za życia i po śmierci,
Którzy mieli dwie twarze, jak czarci?
Jaki to musiał być wstyd zbłaźnić sumienie,
Tym bardziej donosicielstwem skrzywdzić ludzkie istnienie.

I teraz cierpieć z tych rzeczy odmiennie...?



         ODMIENIEC  II


Dokonała się rzeź na mym ciele -   
Popłynęła krew z męki krwawicy!
I już smętkiem ogarnęło się życia wesele,
Co by tylko przyodziać przyłbice na wieki:
Ze wstydu i żalu, że ja już nie taki!
Że już nie znajdę przyłbicy do balu,
Na którym tańczą tylko nieżyciowe głuptaki.
A ja już nie taki, ja już, jak te życiowe głuptaki,
Nie do tańca i nie do balu, a do wiersza i do żalu...
Nie przyodzieję już przyłbicy.
Nie przybędę już do ojczystej stolicy.
Pozostało tylko pomodlić się przydrożnej kaplicy   
I być dziewiczym do siebie i do ojczystej stolicy.   



                WCZORAJ  I  DZISIAJ


Wczoraj, moje nogi chodziły, co tam chodziły, biegały.
A dzisiaj smucą się moje gały, że nogi chodzenie diabłu oddały!
Wczoraj pełnia życia w czeluście ziemi stopy stykały,
Dzisiaj w czółno spodu i dna w cichym czeluście siebie rozpoznały.
Moje, Twoje usta nie kłamią i mówią;
Że melancholia stanu permanentnego smutku, nostalgii dzisiaj nami panuje.
I to, co ja z Tobą w naszym życiu znajduje,
To to, co przebrzydły los diabeł układa w nas smutną barwią.
Więc dzisiaj za to i przeto splatam wiersz za wierszem:
Raz jest mojej duszy katem, raz jest adwokatem, innym razem bratem,
Jeszcze innym razem świadkiem, w którym do życia skrzydła rozplatam -
...Pofrunąć tam, gdzie nie trzeba nóg i tam, gdzie takich, jak ja kocha Bóg.

  Naturze



        ZALOTY


Kiedy Mietko jechał setką,
Tylko las pozostawiał za sobą
I tylko jego cień za nim gnał w ten dzień,
W którym pędził przed siebie do Ciebie.

  Basi



    PO  ABSTYNENCKU  I  NAŁOGOWCA


"Od wódki rozum krótki"; mówi ten, kto nie pije".

A ten kto pije, to mówi: "Dzięki wódce żyje".



W  PUSZCZY  NAD  WODĄ

https://photos.google.com/photo/AF1QipOO_HcO6SgMdVv06FhERakQQnI0w6X_hGSQuFHz

Tak tu pięknie,
Tak tu ślicznie,
Tak tu raźnie,
Tak tu cicho,
Żadne wokół licho,
Tylko w uszach cisza,
Która ruchy powietrza słyszy,
Oddech ptaków na gałęziach,
W spadłych liściach, ruchy myszy,
Sosen pękanie szyszki,
Na akwenie marszczenie się wody,
Zaloty kaczek w gody
I niebo bezchmurne z urody.

  Zalew "Czapielówka" - Czarna Białostocka w otulinie Puszczy Knyszyńskiej na Podlasiu



WIERSZE  Z  LISTOPADA  2008  ROKU



         LATEM  II


Z dozą wyobraźni patrzę na zorzę -

Oczyma po niej wodzę...

Sam do siebie mówi: - Mój Boże!   

Przędzę życie w nędzne bycie -

Ni to Madryt, ni to tycie,

U mnie, jak zawsze nędznie pospolicie.

Nie mam gwiazdy na tym niebie,

Ciężki żywot na tej glebie

Udowadnia, że ja nie w Niebie.

Losie zły, losie, co ty wyczyniasz,

Nie każdemu dobroci przyczyniasz,

Jednemu wydziwiasz, drugiemu skąpisz.

Poeto, czemu ty błądzisz za niczym?

Do czego dążysz, spojrzeniem owczym?

I czemu wybrałeś siebie tułaczem

W tym twoim życiu twórczym?

Takiego mnie Pan Bóg stworzył!

On się nie myli,

Jak, co komu ułożył.

A poeta jest dumny

Lub nieszczęśliwy i smutny,

Że tego dożył.



    WSZYSTKICH  ŚWIĘTYCH


Dzień z nieba zapłakany deszczem -
Często w dzień Wszystkich Świętych tak bywa.
Groby wszędzie płaczą wieszczem -
Z płomyków "gromnic" ludzka pamięć się wydobywa...


Dzisiaj każda zmarła istota jest żywa,
Nawet i ta w końcu cmentarza,
Która za życia ludziom i sobie była dokuczliwa,
Dzisiaj niech jej dusza przy murach się nie tarza.


Choć ona nie znała Ołtarza
I podłe życie było jej za brat.
Miała ślepe życie, jak spojrzenie przez witraże,
Lecz nie kolorowe, a ciemne, jak nocy szatana obrad.


Dzisiaj płomyk - ogień - życie
Obowiązkiem żywych jest wszystkim wskrzesić!
Ten płomyk to znak, że czcimy ich w naszym świecie,
Aby ich dusze nigdy nie próbowały raz jeszcze się powiesić.


Dzień refleksji, dzień zadumy
I pamięci o zmarłych duszach...
Dzień szczególny nas zbliża tego dnia i tej Sumy,
I ci są dzisiaj święci, którzy spoczywają przy polnych gruszach...


W uszach szemrze życie zmarłych -
Tych, których krewni bogaci w nagrobkach się prześcigają.
I tych, których na starym cmentarzu na "kurhanach" mogiłą pozostałych,
Bo w miejscu niejednym żywi już ich nie pamiętają!


Znicza nie ma, poeta nazywa "gromnicy",
Niejedna bezimienna mogiła, tylko zżółkłymi jesiennymi liśćmi pokryta.
A przecież nie umarli samobójczo na "szubienicy",
Lecz i za Ojczyznę, a brak ich imion w kamieniu wyryte.


Za to zachwyt w nagrobkach tymi,
Którzy dzisiaj od nas odchodzą
Nie lepsi, nie gorsi i nie jedynymi,
A w granicie i marmurze Święto Zmarłych obchodzą.


Pytanie: czy to budujemy groby zmarłym?
Czy budujemy je sobie?
Gdyż nie ten jest marny, co w grobie marnym
I nie ten jest bogaty, co w grobie bogatym leży sobie.


Ten jest bogaty, co był poetą,
Ten jest bogaty, co duszę miał czystą,
Ten jest bogaty, co umierał na ustach z sonetem,
Ten jest bogaty, co powtarzał: "Panie Chryste..."


Rozwarte ręce skłania do myślenia i zadumy:
Iskra, ten płomyk, Ogień Świąteczny.
Od nas pamięci kwiaty położyć dla dumy
I ich godność i honor podziwiać, jak czas wsteczny.


Setki grobów, tysiące zniczy,
Tysiące kwiatów refleksją nas ogarnia.
Wszyscy święci: patrioci, patroni, męczennicy,
Alkoholicy, ułomni, kalecy, bogaci i tych, co była życia dola marna.



TRAGICZNE  POLSKIE  DROGI!


Jest taki religijny kraj,
Gdzie przy drodze krzyże...
To jest Polska, nie raj,
Której ukłonem, jak poeta się zniżę...


Symbol: kwiaty, znicze...
Takie polskiej drogi jest oblicze!
Smutnego przybytku krzyży nie policzę,
Lepiej uczestnikom szerokiej drogi pożyczę...



     POLSCE  LUDOWEJ


Pytam Ciebie, jak to się stało?
Że do Twojej "partii" nie należałem,
A Ciebie, jak Ojczyznę kochałem.
Jak to się stało?
Że nie miałem legitymacji czerwonej,
A styrałem życie Tobie!
Durniem byłem sobie,
Czy patriotą Polsce Biało-Czerwonej?



  W  WIECZNYM  MIEJSCU


Wszyscy w tym miejscu są równi:
Ci którzy byli statusem społecznym wyżsi   
I ci którzy byli niżsi     
I ci którzy Bogu służyli
I ci którzy Ojczyźnie służyli
I ci którzy sprawie służyli
I ci którzy niczemu nie służyli lecz żyli   
I ci którzy nawet zdradzili:
Boga Honor Ojczyznę sprawę i siebie
Lecz tutaj wszyscy są równi
Iż nie są przed sobą
Lecz przed Bogiem



    ANEGDOTA  NA  ŻYCIE


"...Jeśli myślisz na rok - sadź ryż.
Jeśli myślisz na 10 lat - sadź drzewa.
Jeśli myślisz na 100 lat - ucz ludzi".



       Ż Y C I E


Dostać się do poezji
Nie jest wąska brama.
Wiersze są, jak do rozmowy otwarta Dama,
Dopóki nie mam amnezji.


Płyniesz wodo, jak  ż y c i e,
Płyniesz urodo, jak starość.
Niesiesz dobrą lub złą wiadomość
Każdego dnia: w dzień, w nocy i o świcie...


Na wodzie malują się ruchome graffiti -
Kolorowe, szare lub smutne
I znikają, jak dobrego  ż y c i a  w y k w i t y.


Iż toną w codzienności pokutne,
I grzbiet, co trudami  ż y c i a  obity,
Już nie podniesie werwa: junaka*, siły okropne!

  Objaśnienie: junaka, junak* - uczeń Ochotniczego Hufca Pracy,
  popularne za czasów PRL-u.



ROMANOWI  ŚW.  PAMIĘCI, KTÓRY  ODKRYŁ  ŻYCIODAJNE
    ŹRÓDŁO  WODNE  ZWANE: "ŹRÓDŁO  ROMANA"
https://photos.google.com/photo/AF1QipOLisMp5cijKr0C7G8HkB6bmm71Vccek8VShJ8s?hl=pl
https://photos.google.com/photo/AF1QipP-jhQdLbpHd1P4kLQ7FDRR6NsN8AahcbsUeDVt?hl=pl

Miasto Czarna Białostocka zbudowało zalew i nad nim pomost.
Ty Romanie, który pochodzisz z Wielkopolski,
Odkryłeś źródło, które wytryska z ziemi wprost!

Nad źródłem most i grobla z której woda spada.

Dzisiaj w dzień: PIERWSZEGO LISTOPADA,
W którym zniczy pełno wylewu:
Po cmentarzach, grobach i mogiłach
I pełno przy przydrożnych krzyżach...


Niechaj będzie dzisiaj Twoje życie zapamiętane.
Świat, który płynie w naszych żyłach,
Jest dla Ciebie piątym zniczem
W Twój dzień BOSKIM OBLICZEM.



        PÓŹNĄ  NOCĄ


W ciemną podziemną mroczną noc
Życie nie owinęło się z męki w koc,
Lecz z ran bolesnych doznań -
Umarło ciało w bezwładzie okiełznań!
Na spągu* czas wróżył kartami,
Czy pora już do Aniołów?
Czy w bierności zostać jeszcze z Wami?
Szarość i ciemność panowała smutna,
A rozum tymczasem pojął,
Że dusza już na zawsze stanie się pokutna!
W podziemiach wyrobisko* okrutne
Już nie będzie pylicą i wypotne!
Istotnie już w świecie ludzkim, co, gdzie, kiedy
I z kim ,czy jeszcze zatańczę, choć tańczyć nie lubię,
Lecz czy jeszcze spróbuję w życiu swym?
Zatańczę czy nie to pestka do tego co zgubię,
A raczej, co już straciłem w życiu owym!
Przybyłem tutaj w mroczne podziemie, żeby być sobą.
I choć w rozumie nie byłem bity w ciemię,
To i tak już jestem tylko życia ozdobą!
Nie sobą, nie Tobą tylko roślinką* całą dobą!
"Miejsce ostatniej kromki chleba" miało stworzyć przyszłość,
A stało się na złość  c i e r p i e n i e m  i męką
I teraz ciężar pokutnego życia daje w kość!
I taki dzisiaj ze mnie gość, jak jutro szychta*,
Która tylko napisze opowieść nie z podziemi i nie na ziemi,
Lecz z przestrzeni, jak nieszczęśliwy Anioł, który pisze nie z tej ziemi.

  Objaśnienia: na spągu*, spąg* -  czyli grunt pod nogami w kopalni.
  wyrobisko* - po prostu chodnik górniczy.
  roślinką* - czyli leżącym bezwładnym w łóżku.
  szychta* - zmiana do pracy w kopalni.



               O  PORANKU   
                           

Pod Twoją pieczą moje myśli i pragnienia już się nie kaleczą.
Ożyć rano jest po co i komu w tę ciszę i niewinność,
Co panuje w naszym domu. Sen dobił do brzegu -
Obudzony organizm nie ma zwątpienia;
Co myśleć, robić i w jakim życia stanąć szeregu.


Słońce wynurzyło się zza bloku i znika raz to za sosnę, raz to w obłoku.
Kiedy wybłyśnie, pokój pokryje się promieniami światła -
Wtedy jest i chwila wypełznąć z niedźwiedziego snu łatwa.

  Basi



BÓG,  LOS  DIABELSKI  I  ROZUM


Szydziłeś ze mnie nie Ty, Panie Boże
Lecz ty losie diabelski!
Myślałeś, że życia sobie nie ułożę?
Lecz Pan Bóg dał mi rozum sielski,
Żebym życia nie podlił w życiu podłym.



        NIEPODLEGŁOŚĆ

       
Nie widzę, lecz emocjonalnie czuję,
Że już harcerze pielęgnują "Piłsudczyka"?
Biało-Czerwone flagi też już znajduję
I tych wiernych tradycjom, co Im życie już umyka,   
iż są z czasów "Piłsudczyka"?   


Powiewają narodowe flagi na Urzędach i słupach,
A historię Niepodległości zaznacza i podkreśla TV!
Seniorzy w sercach noszą dumę i w swoich chałupach
Z każdych, którzy "Piłsudczykiem" się zwał?   


Święto Narodowe Niepodległości Pan Bóg
I Piłsudski Rzeczypospolitej dał.
Wypędzając zaborców z polskich domów i dróg,
Skąd przyszli tam ich z ojczystego kraju gnał!...   


Oczyszczając Ojczyznę z panowania obcego,
Którzy języka ojczystego zabraniali nam!   
"Piłsudczycy" mówili: "Polacy nie gęsi język swój mają!
I nie będą zaborcy mam co mamy robić dyktowali!"   


Marszałku Piłsudski wodzu ukochany,   
Który Polsce Wolność dałeś.
Wielki Polaku przez naród umiłowany
Za niezliczoną mądrość w służbie Ojczyźnie.


Synu Polski zniewolonej i co w niedoli,
Wreszcie popędziłeś "bolszewików" z ojczystego kraju!
Już dosyć mamy przez obcych tej niewoli,
Żeby żyć wolni w swoim kraju, jak w raju.   


Marszałku wielkiej woli, hart ducha i próby,
Wodzu niezłomny i wielce rozumny.
Powiedziałeś: "Dosyć już polskiej zguby,
Nadszedł czas, żeby naród z wolnej Ojczyzny dumny był!"


I tak nam dopomogłeś Ty umiłowany Marszałku,
I tak nam dopomógł sam Bóg,
A żeby Polska była wolna i szczęśliwa
Ze swojego ukochanego kraju.   

  Ojczyźnie Patriota Mietko



   SWAIM  ZIAMKOM
[ etnicznie po swojemu ]


Kali pryjedu w dziciaczyje parohi,
Ślozami placza maja dusza...
Szto ni pojdódź maje nohi   
Tam, dzie uże zarasła hłusza!   


Ni pojdódź i maje sława,
Kagda kajacca maja mawa;     
Szto ciażko na hrudziach czaławiekawi,
Kali ni ma tak, jak prad wiekami!   


Usio paumirało albo pahinuło;
Czaławiek, zajac, kurapatwa, nawat sabaka!   
I niszto uże ni wierniacca, szto minuło,
A tolko razpłaczaca żyźni maja kulbaka*.   

  Objaśnienie: kulbaka* - życia kalectwo.


W przetłumaczeniu:


   SWOIM  ZIOMKOM


Kiedy przyjadę w dziecięce progi,
Łzami płacze moja dusza...
Że już nie pójdą moje nogi
Tam, gdzie zarosła głusza!


Nie pójdą i moje słowa,
Kiedy narzeka mowa;
Że ciężko na sercu człowiekowi,
Skoro dzisiaj inaczej, niż przed wiekiem.   


Wszystko pomarło, poginęło;
Człowiek, zając, kuropatwa, nawet pies!
Nic już nie wróci, co minęło,
Tylko rozpłacze się mego życia los.



          ROZMOWA  Z  BEZROBOTNYM
                                                           

Powiadasz: - Nie ma pracy.   
A ja Ci powiadam: - Nie masz racji.
Pracy wszędzie jest w brut, tu na miejscu i gdzie większy gród.
Twój problem z bezrobociem tkwi nie z jawnym bezrobociem,
lecz w tym, że ty chcesz pracować tam, gdzie pracę można
według Ciebie szanować, inaczej mówiąc miglansować.   
- Nie jestem miglansem!
I nie oczekiwałbym na awans, tylko aby pracować tam gdzie płuc się nie rozwija
i żeby na 70% było bezpiecznie! Wina czyja, że nie mam pracy?
- Twoja wina leży w Tobie samym, że nie masz pracy!
- Jakże to moja wina? Przecież to jest jawna kpina!
- Żadna kpina, tylko Twoja winna psychika i stosowana przez Ciebie taktyka!
Co to znaczy, że chcesz mieć na 70% bezpieczną pracę, a pozostałe 30%,
to są bezpieczne? Czas z Tobą tracę!
- Bezpieczniejsze, niż te 70% niebezpieczne!
- Po prostu radzę Tobie udać się do psychologa,
aby w Twojej psychice zmieniła się ideologia,
iż nie leży w rzeczy samej strach pracy niebezpiecznej,
tylko w Twojej psychice, Twojej myśli wytycznej!

  bezrobotnemu



          ZABOBONY  W  "BUSŁA"*


Wierzył chłop w busła, że dzieci mu przynosi.
Kiedy dzieci podrosły i były do niego podobne, tym bardziej wierzył w busła.
Siedział... Rozmyślał... Aż w gębie mu wyschło.
Poszedł i się nachlał i tym bardziej wierzył w busła.
Kiedy wytrzeźwiał, spytał żonę: "Czemu busiał nam dzieci przynosi?"
Żona mu odpowiedziała: "Zawsze robisz dzieci po pijanemu,
Więc nigdy tego nie pamiętasz, kto tak naprawdę jest tym busłem?

  Objaśnienie: "busła", "busiał"* - w języku etnicznym autora po prostu bocian.



    W  ODPOWIEDZI  NA  KOSZA


Rozminąłem się z Tobą, Tyś szła inną drogą, niż ja.
Umartwianie się za Tobą jest pokutną, nie ozdobną!
Miłowanie Ciebie jest rzeczą serca,
Aby stanąć na drodze "Ślubnego Kobierca!?"   
Aby nie mieć pragnień w poniewierce,
Trzeba Ciebie mieć pełno w życiu, nie w rozterce.
Ty poszłaś inną drogą, więc "Good bye!"
Niech odgadnie sama, której?
Ale na pewno nie tej, która pomyślała, że to Jej.



            WAŻNE  SĄ  TYLKO  TE  CHWILE


W życiu ważne są tylko te chwile, które unoszą w nas ducha w emocjach na tyle,
co je się pamięta na długi czas lub na całe życie.
Wszystko, co reszta, do dupy.



      W  MINIONEJ  EPOCE


W minionej epoce poeta "aktywista"* pisał:

Jak chłop, to do pługa.

Jak inżynier, to budować mosty.

Jak hutnik, to do stali.

Jak górnik, to wydobywać czarne złoto.

Jak kobieta, to wychowywać dzieci.

  Objaśnienie: "aktywista"* - działacz partyjny w czasach PRL-u.



              W  DZISIEJSZEJ  EPOCE


Poeta nie aktywista napisze:

Jak rolnik lub właściciel ziemski, to wypełniać na dotacje unijne wnioski.

Jak inżynier, to pod most, kiedy w jego kraju nie ma pracy.

Jak hutnik, to zbierać złom skoro huty pozamykali.

Jak górnik, który w tamtej epoce, był traktowany jak: "święte krowy".
[ Wierzcie mi, sam byłem górnikiem. ]
Jak dzisiaj, to na "hołdy"* kraść "wągel"*, bo na "grubie" nie ma roboty.

Jak kobieta, to do furgonetki i w trasę za przedsiębiorczością.

Czy świat oszalał? Czy zdziczał?
Czy normalny proces ekonomicznych przemian?
Tak czy siak, to i tak cierpi człowiek poszkodowany oczywiści,
a nim zawsze jest chłop i robotnik.   

  Objaśnienia: "hołdy"* - po prostu hałdy - zwały piaskowca wywiezionego
z dołu kopalni na powierzchnię.           
  "wągel"* - ze śląskiego na poprawny - węgiel.



        REAKCJA


Uderza we mnie gorąc z reakcją,
Uderza z nadmiernej emocji,
Uderza w kark, szyję i w skroń,
I w te miejsce przykładam dłoń...
Czuję gorąc w dłoniach,
Że i tak musi być w skroniach
I tak jest w istocie,
Że czuję się w pocie,
Lecz przeważnie pot jest bierny,
Którego nie ma na zewnątrz, a wierny
Parzyć pod skórą i na skórze
Aż się z gorąca burzę.
W dodatku, gdy zacznę ruszać głową -
W karku drętwieje, strzyka i chrupie
I jest moją mową,
Że to jest zwyrodnienie kręgosłupa -
Ucisk na mięśni i nerw!
Niektórzy powiedzą, że i na mózg?

10 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2020-05-23 19:28:31)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

.
               WIERSZE  MOJE


Ja nie piszę wierszy piórem, lecz sercem, duszą i rozumem płodzę wiersze...

Wiersze moje to ja z potu, krwi, udręki i męki...

Wiersze moje to życie, a nie jakieś tam snujące panienki "dyrdymały",
w których chce "koniuszkiem palca dotknąć nieba." 

Przepraszam. Niech tak będzie, jeśli taka potrzeba.

Wiersze moje to jak ostatnia kromka chleba, będąc tam, żeby na nią zarobić,
nawet po kątach "ki diabeł" się chował, bo "żek" tej roboty się bał. 

Wiersze moje to wczoraj i dzisiaj, bo jutra nie ma.

Wiersze moje to jak  k a l e c t w o, którego nie można dotknąć,
a zagościło w moim ciele i w sercu.

I nie każdemu Bóg dał poczuć, znosić, a już żeby mną się poczuć,
to nie każdy może się poczuć, bo wstyd o to Boga poprosić
bez wcześniejszego wybrania przez Boga.   

Wiersze moje to dotyk wstydu i tego czego się boimy dotykać.
Ot i co, wiersze moje. 

Wiersze moje tak krzyczą aż ziemia się trzęsie, aż niebo grzmi.
I nikt z wierszy nie rży, bo wstyd zadrwić - nie wartością poetycką,
a tekstem z życia wziętym.   

Wiersze moje mają złość, wrażliwość, nerwowość...
Poeta nie ma jednego życia, jak aktor, poeta ma dwa życia -
zawsze się rodzi i zawsze umiera.
Zawsze zmartwychwstaje i zawsze żyje.
Ot i co, wiersze moje.
Takie są wiersze  k a l e k i e g o  poety - takie są wiersze moje...   
Ot co.



                    PODZIĘKOWANIE


Dziękuję Wam moi Czytelnicy moich wierszy!
Ja, jako Mietko, wyrosłem przy Was.
Wiersze moje nie poszły w las, lecz dzięki Wam zapoczątkował mój czas
stać się wierszowym na ten czas, który w duszy poezją gra nie tylko dla siebie,
a i Wam, moja wierszowa nuta szła, właśnie Wam, iż Was znam.
Wy znacie mnie, jak co boli i czym się różni sen od jawy.
Dotykacie moich wierszy ponadto i w istocie, bo żałuję tego samego świata, życia,
którego i Was poniekąd i w istocie dotyczy.
Trwajcie moje wiersze, iż i ponadto, i w rezultacie, i w istocie macie podobny świat do mego.
Po prostu z Wami jestem w swoim domu, żywiole i co najważniejsze w zrozumieniu.
I nie dwa światy tutaj - realny i nierealny tylko w nas świat nasz.

A tam, gdzie świat jest piękny i bez skazy, tam innym bujanie w obłokach,
pięknych panienek młodych, zdrowych i nie wiedzących, co to życie, i czego chcą od życia.
I co to znaczy nasz los - nasze życie "BOŻYCH DZIECI".



                19  LISTOPADA


Roku Pańskiego 2008, otóż cóż się stało takiego?
Dla poety po prostu nic, zwyczajny następny dzień prócz tego, że jest dzisiaj 19-go.   
I to na przykład, że mój dom z dzieciństwa ma również Nr. 19.
Jak to się w całość składa.
Tylko z tym, że pan dzięcioł jest w szoku!
Na obrzeżu puszczy lata z gałęzi na gałąź, z sosny na sosnę...
Nie wiem, co on chce? O co mu chodzi?   
Tak skrzeczy*, jakby się zająknął,  jakby wypędzono go z puszczy.
A może pożałował wiosny?
Bo dzisiaj spadł na Podlasiu w głębi Puszczy Knyszyńskiej śnieg!
Nie puka w korę sosny, nie rozchodzi się po puszczy swoiste: "trrrrrrrrr",
a tylko przemieszcza się po gałęziach i skrzeczy!
Wreszcie przyleciał na balkon IV piętra i tutaj dalej skrzeczy!
A że na tym balkonie, w malutkim pojemniku jest pokarm -
podziobał go i odfrunął w ciszy w gąszcz puszczy.
Taki stał się pierwszy dzień zimy na Podlasiu, w dodatku w Puszczy Knyszyńskiej!

  Objaśnienie: skrzeczy* - wydawał głosy ptasie, które rzadko w ogóle są spotykane.
  Np. w dniu dzisiejszy pierwszy raz miałem taką okazję, aby usłyszeć, jakie głosy wydaje dzięcioł.
  A jeśli już wcześniej słyszałem podobne wydawane głosy przez tego ptaka, tym niemniej
  nie zdawałem sprawy, że jest to głos dzięcioła.



          WIĘCEJ,  NIŻ  JEDNO  SŁOWO  OBCE


On na poziomie z angielszczyzny, to tylko: "Yes, yes, yes".
I choć na głowie z siwizną, mówi: "Życie to jak jazz, jazz, jazz".



              W  TYM  SAMYM  DNIU


Słońce bije po oknach, śnieg już się roztopił,
Jesień już powróciła i znów zrobiło się listopadem bez śniegu.     
Dzięcioł, który skrzeczał w zimę pobieżną, już przestał skrzeczeć.   
Już wykonuje swoją rolę zbieżną - usiadłszy na suchym drzewa wierzchołku,
szybkością fotokomórki okłada drzewa obumarłość - z tej obumarłości wydobywa życie...

Tutaj tak bywa, że na to poeta się zdobywa
W ten pierwszy zimowy dzień za życiem na dwór się porywa!

W trakcie:
Listopad go dotyka,
On go zimnego skrada -   
Zużytego w cieple oddaje...   
Wiatr "popiersie" mu omuśnie
I spoza węgłów wygwizdem gada...
Gna siebie przed siebie,
A co stanie się oporem silniejszym,
Niż on, odbija się i dalej gna...   
To co się ugnie przed nim, mówi na to:   
Gnę to lub pokołyszę   
I to, co urwę, porywam ze sobą
Aż zapędzę tam, gdzie opór zatrzyma.


Poeta ma skromniejsze zamiary z natury i z katastrofy;
Cichym jest on w słowie, jak ten łabędź, tutaj niemy
I wszędzie wokoło go, ludzie niemi,
Bowiem ich w ogóle tutaj nie ma.
Za to jest przy nim partnerka jego,
Która z niego nie wykuła poetę,
A życie kuje poetyzm...   
Lecz bez Niej w ogóle, to nie wiem,
Czy jeszcze w ogóle on by żył?



  CZAS  DO  PRZODU,  A  ŻYCIE  DO  TYŁU


Kiedy poruszasz się szybszą prędkością do przodu - wydaje Ci się,
że otoczenie, które masz z boku, cofa się do tyłu.
Podobnie jest i z życiem - czym dalej z dnia na dzień,
tym mniej z dnia na dzień życia.


     *     *     *

"Najlepszy sposób na pokój na świecie, to nie wywoływać wojen".

Ale gdzie wtedy będą walczyć amerykańscy chłopcy?



        LISTOPAD


Dzień ciemnością zgasły
Wkroczył w długą noc listopadową.
Mżawka przemieniona w deszcz opasły,
Jest jak płaczącą wdową.


Cisza spotkaną noc okala
I pająk pajęczyną do pionu wzniosły.
W duszy uwiła się spokojna szala
Do szczęścia w nieszczęściu mając w potrzebie dwa posły*.


Zasnąć z darem Bożym,
Jest jak przed snem dotknąć Boga.
A kiedy głód wypełni się miłosnym żarem,
Wtedy nigdy nie chce się za nic skonać.

  Objaśnienie: Do szczęścia w nieszczęściu mając w potrzebie dwa posły -
  autor wiersza miał na myśli pomagających w kalectwie żonę i syna.

  Ślubnej Pani



        PRZED  MOIMI  OCZAMI...   


ZIEMIO, moja prawdziwa, PODLASKA, moja ZIEMIO.   
Po dziś w moich oczach, Ty urodziwa, nie znikasz.   
Ach, jak mi miło przeto dziś... i ...na jutro.
Kocham CIĘ, jak Matkę swą, co wyssałem życie z Jej piersi.     
Miłuję CIĘ, jak miłowałem narzeczoną w randkę,
Której dotykałem cudownych piersi tak delikatnie,   
Jak dotykając tej ZIEMI nogą niemowlęcą - stopą uraczoną.   
I choć rzeka z dzieciństwa już zarosła krzakami,   
A tylko po olszynach przemyka wiatr.     
Nadal we mnie żyje ta chwila wzniosła...
I żal za TOBĄ co dzień mnie spotyka...
Co już nie chodzę po tej ZIEMI tyle lat. 
Ach, ten mój średni wiek życia  r o z m i ł o w a ł  się za TOBĄ...   
Niech mi będzie i po życiu pospolicie wziąć do grobu imię TWOJE,
Co byłem jak ten "Mietko", który po-kochał POLSKĘ...     
Lecz mi i też godnie będzie nosić imię drugie,
Którym chciałbym zwać się: "Podlasianinem".
Bo przecież tu przyszedłem na świat - i tu żyję...     
https://photos.google.com/photo/AF1QipPD9XKwEy8aRGes5_Rm01kdvfl2KryGFy4I-3xf?hl=pl
https://photos.google.com/photo/AF1QipO2HzHeSPPXrW4NlTAjj0A27S-1vSTNitfc8Jfr?hl=pl
  Mojej Małej i Dużej Ojczyźnie. 2008 rok. Podlasie
  Listopad, 2008 rok. Podlasie



...WYKSZTAŁCONY  POETA


Taki ze mnie wykształciucha,             
Jak chodziłem do szkoły do "zucha".
No, niech będzie do "harcerza"
I teraz głupota z mądrością się zmierza...

Taki ze mnie posiadacz wiedzy,
Jak chłop, który nie po chłopsku bredzi.

Taki ze mnie nauczyciel,
Jak z niewidzącego, głuchego i niemego mściciel.

Taki ze mnie humanista,
Jak z "ateisty" kościelny organista.

Taki ze mnie poeta,
Jak nie napisany sonet.   

Po prostu, jestem poetą samozwańczy,
A historia mnie oceni, jaki do poezji był mój byt powstańczy?

Jak wśród poetów niewykształconych,
Jakie miejsce będę mieć wśród onych?



NIE  WSZYSCY  SĄ  RÓWNI


Jedynie garstka ludzi wyróżnia się,
[ nie miałem na myśli siebie! ]
a reszta tylko bije im brawo...



        MIŁOŚĆ  ZMIENIA


Różnym sposobom podchodziłem ku Niej,
Przed Nią: klękałem, płakałem po męsku,
Z pamięci recytowałem wiersz:

"Wiatr porankowy wśród nocy przywiał
I rozwiał bezwładnych słów niepokoje.
Dzisiaj rozmawiam z Tobą, jak z żywą,
Usta złożywszy na serce Twoje.


Przy mnie tu jest w poświcie topieli,
Tak delikatna i rzeczywista,
Jakby ten dzień nas rozdzielił,
A połączyła ta noc rzęsista.


Powiedź, czy jakiś Orfeusz Nowy
Wywołał Ciebie w powiewach świtu?
Gdyż chcę Cię nazwać i źródłosłowy
Plącząc się w jeden wyraz zachwytu."


Ale Ona ironicznie kpiła ze mnie -
Uśmieszkiem wyższości nade mną.
Czy to była miłość?
Czy to było cierpienie?
Czy to była lekcja życia?
Było to doświadczenie niedoświadczonego,
Które zmieniło moje życie.
A później potoczyło się tak,
Jak się potoczyło.
Dalej nie trzeba.



     CHIŃSKI  PRZYWÓDCA


"Ciao!", jak mawiał przywódca Mao."



      SZATA  NIE  ZDOBI  CZŁOWIEKA


Nie twarz zdobi człowieka, lecz człowiek twarz.



         WYSTARCZY  NA  GRILLA


"Z dobrym przyjacielem można iść na koniec świata".
Po co! Nie lepiej gdzieś bliżej?



    W  DOBRĄ  STRONĘ


Od dzisiaj jak zacięta płyta,
Smutną pioseneczkę przestałem grać.
Od dzisiaj na nowo życie zacząłem brać,
Bo już żal za serce nie chwyta.


Iż z życia zachwyt już jest
I dzień nie jest już nocą.
Noc nie jest dniem
I sny już się nie pocą.


Do życia mam gest.
Dzisiaj ja żem jest,
Jak nie smutny wdowiec,
Który życie miał, jak w bunkrze.
Od dzisiaj nie będzie ze mnie Osowiec*,
Z którego żal życia wyślę na krze.

  Objaśnienie: Osowiec* - fortyfikacja bunkrów z II wojny światowej na Podlasiu.



                  TAM  GDZIE  II


Tam gdzie konie po śniegu zmarzniętym już nie biegają, jak po asfalcie,
Albowiem tam już ludzie życiem są, jak w pień wymarli
I żal przeto mnie tak bierze aż brak słów. Ach, licho pal.
Dziadowie, ojcowie, synowie, wnukowie są tylko wspomnieniem
I czas przyszłości skazaniec nawet ptakom stał się cierpieniem.

I ja, który tego opisu przez Boga jestem wybraniec.

Majdaniec* wszystko ma dzisiaj za niechciany symbol:
Ptaka, zwierzę, drzewo, człowieka i niebo dzisiaj ma minę,
Jak żywy ból i cierpienie. I już ostał się mało kto.
A że ja jeszcze ciebie miłuję, ziemio.

  Objaśnienie: Majdaniec* - autor miał na myśli trud, cierpienie,
  umieranie naturalnego środowiska...

  Listopad, 2008 rok. Podlasie



   BEZ  JUTRA


Nie uciekam znikąd.
Nie uciekam donikąd,
Bo nie mam przyszłości.
Było wczoraj i jest dzisiaj.
Nie ma jutra.



     ŚRODA  26  LISTOPADA  2008


Zmogła mnie choroba!
Od życia, nie od Boga.
Łamie w kościach reumatyzm, zwyrodnienie.
Dzisiaj nic mi po gościach, przepraszam Was!
Nie przyjdę na Wasze zaproszenie!
Dajcie sobie w gaz, beze mnie.



           W  CHOROBIE


Wszystkiego nie lekceważę,
Przed wszystkim mam strach i pokorę.
Wszystko silniejsze i mocniejsze jest nade mną:
I ziemia, i choroba, i ptak cukrówka,
Dzięcioł oraz [ sroka ] i inne ptaki,
Które wczepiają się na mój bluszcz i zjadają owoce...
Tylko przykro w tym sroce, która z lasu się przygląda
I choć odważna z natury, nie przyłączy się do tej ptasiej struktury.
Boi się ludzi, bo jest złodziejką z natury po raz który.



     WIERSZE  Z  GRUDNIA  2008  ROKU   



      BARBÓRKA

                 
Cisza, ale nie samotność,
Spokój, ale nie smutek.
Także nie radość,
Lecz do życia dobry skutek.
Z Tobą wiążę, jak to się mówi: dwa końce.
Dzisiaj już do niczego nie dążę,
Wystarczy mi Ty i słońce.
I wiersz...
I spokój...
To jest naszą "Barbórką".

  Barbarze



      W  GRUDNIU


Za oknem prószy śnieg...
W oddali czają się już w nadejściu mrozy!?
Dzisiaj nic już mnie nie wzruszy,
Gdy na dobre choroba położyła.


Wcale nie mam siły i chęci
Być sentymentalnym i wierszowym.
W karku drętwieje, w głowie się kręci,
Nie myśleć i wierszy nie pisać do odnowy.


Spokoju, ciszy w sercu i duszy
Tak bardzo pragnie ciało moje.
Jest jak wrak życia starca,
Żyjąc wieloma laty w  k a l e c t w a  bagnie.


Nie wiem do czego mam przyłożyć miarę
Czy do choroby, wiersza, czy do Boga?
Lecz grzech zaniechania jest gorszy i ma karę
Nie robiąc nic, to jest przestrogą!


Nie mam zdrowia, ale mam rozum,
Nie łachudra ze mnie, lecz mężczyzna.
W osiem miesięcy trzysta wierszy kumam -
Taka na dzisiaj jest moja poetycka spuścizna.


Każdy wiersz z osobna na trzeźwo bez alkoholu,
Pijany byłem tylko emocjonalnie i z natchnienia...
Gdybym był młodszym i nie kalekim, od pierwszego wiersza z molu
Pisałbym, jak Gałczyński nigdy na trzeźwo?
Wtedy może byłbym w innym uniesieniu?
                                                 


               W  GRUDNIU  II


W pokoju wyzdrowiało - grudniem po nim przewiało...
Wtem lat zapomniałem liczyć i żyć znów zacząłem się uczyć.
Goombay dance band - Sun of Jamaica z youtube zagrało:
https://www.youtube.com/watch?v=deuc5lKOCno
Trzydzieści lat z życia ubyło i teraz lat mam tak mało,
Co bym biegł w stronę świata - w stronę słońca bez końca,
By zasnąć po zachodzie z ludźmi i z Bogiem w zgodzie.


     *     *     *

Wiersze to sens życia, wiersze to dobrodziejstwo.
Jak dobrze, że Bóg natchnął mnie tym bez picia,
Lecz nieodgadnione co jest lepszym ubóstwem?   



    W  SMUTNYM  LESIE  BYWA  I  TAK


Wczoraj im dalej w las tym więcej drzew.
Dzisiaj im dalej w las tym większy gniew;
Albowiem w nim nie jagody, grzyby, a odpady ludzkie!



   TYTUŁ  MÓWI  SAM  ZA  SIEBIE


"Zło jest w każdym człowieku".

...Tylko daj powód, aby temu się przekonać.



          KU  NORMALNOŚCI


Unosi mnie euforia, unosi stan szczęścia.
Na pieśń "GLORIA", witaj życie!
Wraca życie do szczęścia, wraca do wierszy, ach wcześniej do Barbary.
Jeszcze Niebo mnie nie zdzierży, jeszcze nie jestem wierszowo stary.
Czytać poetów i pisać wiersze jeszcze mi tak trzeba.
Analfabetyzmem w poezji są moje wiersze - jeszcze i jeszcze.
Żeby stać się poetą, muszę zjeść dużo wierszowego chleba.
Nic także się nie stanie, jak i nim nie będę.
A pisać wiersze nie muszę, lecz chcę i mogę.

11 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2020-12-22 10:39:23)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

.
      NATCHNIENIE


Nie wstydzę się swoich wierszy.
Nie ja ostatni i nie pierwszy,
Który chce pisać, a nie umie.
Chodzi o to w sumie nie zaistnieć,
A żeby nie przeżyć życia na próżno. 
Wiersze, to mój taniec - taniec życia lepiej późno,
Niż przeleżeć życie w łóżku.   
Cześć i chwała:
Kościuszko - zryw za Niepodległość.
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/c … iuszko.jpg
Moniuszko - komponować muzykę.
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/c … iuszko.PNG
POPIEŁUSZKO - UMRZEĆ ZA WOLNOŚĆ.
http://4.bp.blogspot.com/_XN5xmTyTfWI/S … szko-1.jpg



         IDĄ  ŚWIĘTA


...Idą do nas Święta z Nieba,
Północy, południa, wschodu i zachodu. 
Nawet i tam robi się weselej, szczęśliwiej,
Gdzie na co dzień jest bieda.


W TV świąteczna pokus zachęca ...do zakupów; 
"Holy day" bliższy, aniżeli Baranek Boży.
Prezenty świąteczne "cyfry TV" kupujcie ludzie, kupujcie! 
[ Skórę złupcie, kieszenie opróżnijcie, ale kupcie! ] 
Wszystko kręci się w imię zysku i w imię ŚWIĄT BOŻYCH.
Niech tak będzie, żeby "wilk" był syty
I "owca" w miarę najedzona i cała.
I aby Bogu wszystko służyło.

Błyszczą i świecą się neony na słupach mieniąc się w kolorach!

Chłopcy już rzucają świąteczne fajerwerki!...

Na wsi w oborach zwierzęta mówią ludzkim głosem.

...Idą ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA!



      POŚWIĘCENIE


Żyjesz dla mnie,
Cierpisz dla mnie,
Jesteś dla mnie,
Poświęcasz się dla mnie...
Nie powiedziałaś do widzenia,
Nie trzasnęłaś drzwiami, mówiąc: do cholery!
Nie powiedziałaś, nie chcę ciebie z "urodzenia"* - [ O N ]
A masz na mnie szczególne baczenie.

  Basi



        HUMANITARNY  WYBÓR


"Papier zniesie wszystko."

...A więc lepiej uderzać słowem w papier, niż w człowieka...
Mam na myśli pisanie wierszy, żeby się wykrzyczeć
i nie dusić emocji życiowych w sobie. 



   MAGIA  ŚWIĄT  U  POLITYKÓW


Wszyscy podają sobie ręce,
wszyscy wszystkim składają życzenia...
Nikt nie chce pamiętać o udręce,
co przedtem jeden drugiemu wytykał ze wspomnienia...
Przełamują się nawet opłatkiem,
mając w jednym dniu więcej serca,
aniżeli byłbyś z całego roku świadkiem -
widzieć tyle dobrych serc, co dzisiaj,
że każda i z osobna była przedtem niechęć,
czy nienawiść, że się dzisiaj dobrocią ją uśmierca.
Czy to tylko pozory?
Czy od serca?


II


        JEDNEJ  SŁUŻĘ


Amantem nie jestem nie byłem, nie będę.
Nie jestem z tych, co panny stałyby rzędem, 
Żeby pójść do łóżka - w myśli i w naturze. 
Wystarczy, że jednej służę.
Urodę w Niej dostrzegam i to,
Co przedtem żadna nie miała. 



    W  TĘSKNOCIE  ZA  TOBĄ 


Z owego gajeczka, ja żem wyszedł ku Tobie 
I żem mówił do Ciebie:
- Ty mój skowroneczku, posłuchaj!
Jakże bez Ciebie w niewolę ja żem popadł: 
Serce i dusza mi się kraje,
Głos mój już na krtani opadł
Aż mowa słów nie wydaje!

  Basi



        U B I E R A N I E  CHOINKI...


Na dworze przestał padać śnieg,
Sikorka do sikorki garnie się jak człowiek do człowieka
I odfruwają na noc w cichy ciemny głęboki las. 
Temperatura dodatnia zrzuca śnieg z drzew,
A tylko na ziemi biały puch sygnalizuje zimy bieg
I do Świąt Bożonarodzeniowych dodaje uroku.
Na drzewach szaro, na ziemi biało.
Synoptyk w TV powie, jak w Święta będzie się działo,
Czy będzie biało, czy będzie szaro?
Tak czy siak nie przeszkadza by ubierać choinkę,   
[ I nastrajać sobie dobrą minkę ]   
Których przybywa w innych domach wszędzie!... 
Z kąta piwnicznego i z zapomnienia
Wraca choinka do rąk w łaskę do zaistnienia: 
Z samej szarej zieleni, ubiera się do czerwieni,
Bieli, srebra i złota - to są bombki, co zdobią choinkę,
Która rozweseli i zaciekawi wnuczkę, gdy przyjdzie na Wigilię.
Cukierki, nie gorsze lampki, które w kilku kolorach się świecą
I jak gwiazdy na niebie pulsują...   
Gwiazda Davida na wierzchołku choinki króluje -
Ona jest najważniejszą tradycją przez wieki i nam snuje,
Aby pamiętać w tym dniu o bezdomnym i w razie spotkania go,
Mieć pusty talerz, żeby nałożyć mu posiłku daninkę.

Mikołaje wiedzą, co przyniosą wszystkim dzieciom pod choinkę.



…TYLE  ŚWIĄT  W  NASZYM  DOMU  ILE…


Ja to mam szczęście.
Nie ważne ile mam chleba,
Ile mam karpia, kopytek
I różnych potraw w tym
Tak ważnym wigilijnym dniu.
Lecz czy Wy wiecie,
Że mam tyle wszystkiego
Ile mi potrzeba z daru Bożego.


Ja to mam szczęście.
Cóż więcej można chcieć
Od życia i szczęścia,
Jak mam tyle wszystkiego
Ile mam daru Bożego.


Ja to mam szczęście.
Mam to czego chcę.
Ja mam to szczęście,
Albowiem mam ciszę i spokój.
Tego chcę i to mam,
Zatem ja to mam szczęście.



  Z  I  M  O  W  E     N   A   S   T   R   O   J   E
   

Wczoraj spadł śnieg,
Zima zaczęła zaskarbiać ufności u ludzi.
Skończył się jesieni bieg,
Teraz zima się budzi!
I czas dzisiaj zacząć zimowe nastroje: ...



     WIECZORNE  NASTROJE


Cisza zapadła zimowym nastrojem
I czas długi, jak "ruski miesiąc".
Zima przyszła z pełnym humorem,
Z którym rozbłysła choinka i rady z "EZO TV wróżki".


Zapanował świąteczny nastrój,
Tylko śnieg jak się pojawił tak zniknął szybko.
Aż dziecku łatwiej pomyśleć:
"Nie Mikołaju, tylko rybko,
spełnij mi pod choinkę wymarzony strój!?"


Cisza panuje po mieszkaniu,
Choinka błyszczy w kolorowych lampkach!
Sen obudzony, przywitał się wieczór
I znowuż życie tonie w wierszach...


Na niebie ciemno i pusto,
Ani gwiazd, ani gwiazdki.
Deszcz pada i zima nie ma randki,
Co tak nie było lat temu ze sto?


Kalendarzowa zima, pogoda jesienna,
Szaro buro i bardzo ciemno.
Ach jak dobrze, że jesteś ze mną,
Ty moja Damo nocna i dzienna.



        SYNOPTYK


Dopadnie jeszcze nas zima,
a w niej: śnieg puszysty, szadź na drzewach,
gołoledź całym dniem potrzyma. 
Wiatr także powieje oczywisty,
ptak zmarznie nawet w lesie,
głodny przyfrunie w zagrodę obejścia rolnikowi,
na balkon oknu i blokowi.
A zima tak szybko nie odejdzie, jak przyjdzie!?



      WYŻSZE  SIŁY  MYŚLĄ


"Artysta rzadko bywa zrozumiany".

Tym bardziej zwłaszcza za życia,
kiedy trzeba mu płacić.



    NIEUSTANNIE...


Czy za nocy, czy za dnia -
serce bije i życie trwa...
Zegar ma czas mocy -
od stycznia do grudnia nieprzychylny,
jak kulszowa rwa.


Żyłami płynie krew,
zegar czas odlicza, 
wiek wiekowi nierówny.


Nie da się żyć naturze wbrew,
każdego z nas to dotyczy!
Wiem to ja i Tobie jestem słowny.



            TAKA  JESTEŚ


Jak żadna mi znana taka jesteś: 
pokutna, smutna, rezolutna i nie wykłótna.           
Olśniony jestem Tobą i przeto żyć jest dobrze z gestem,
a w tym zasnąć nie smutno - i jutro obudzić się na wesoło.
Mieć siebie wkoło, tyle Twoich słów tak miłych
aż omdlałym można być ze  r a d o w a n i a.
Wtedy dusza nie ma i nie zna żadnego zapytania.
Ach, jakże cicho i spokojnie, że dzień jest miły i lepszy
od każdego dnia, co w wierszu umieszczam Tobie upojnie...
                           
  Basi



          DOMATOR


Poszukiwacz przygody, to nie ja,
Wystarczy mi moje Podlasie,
Żona, rodzina, bliscy i wiersz.
Ach bym zapomniał i "kulawi".



                    DZISIAJ  I  WCZORAJ


22. grudnia - drugi dzień kalendarzowej zimy, poda deszcz jak w kwietniu.
Gdzie te dni z chłopięcych lat w które śnieg skrzypiał pod stopami. 
Gdzie te mrozy od których elektryczne druty brzęczały.
Gdzie te kurhany* śniegu, które zawieją wiatry nawiewały.   
Gdzie te zające, które szły, jak żołnierze ku wiejskim zagrodom
tonąc w puszystym śniegu lub kicając po zmarzniętym.
Gdzie te ścieżki, które w śniegu wydeptane były przez ludzi.
Gdzie te domy w których po pół tuzina dzieci grzało plecy przy kaflowym piecu?

  Objaśnienie: kurhany* - w potocznym języku autora określenie na zaspy śnieżne.



   ZMĘCZENIE,  CHĘĆ  I  WIERSZE...


Jestem zmęczony życiem, ale chcę żyć.
Świat jest piękny, a ja chcę pisać wiersze...



         BASI


Umartwienie moje Ty, co mi się zdaje,
że dotknął nas Bóg oboje.

Tyżeś uśmiechasz się za dwoje. 

Ja rady sobie daje wiersz napisać
i wejść na poziom narodzin życia i śmierci.

Czegoż więcej nam trzeba do tych długich wieczorów,
do tych akceptujących siebie nocy przez wieku ćwierć?

Niczego nam już nie trzeba prócz cichego dnia, spokojnej nocy i siebie.
Ach, słodki Bóg! Kieruj naszą życia drogą nadal, żeby my się nie pogubili,
kiedy znajdziemy się w nocny czas na rozstaju dróg.



  ODMIENNOŚĆ,  JAK  BUDZĄCA  GROZA


Grudzień deszczem nietypowy,
Wiatr przemyka między bezlistnymi gałęziami.
Sosny szumią i kołyszą się całymi dniami,
W nich ciche ptaki, gdyż bez głosu ptasiej mowy. 


Za to "Antki"* robią swoje:
Młotkiem, gwóźdź, drucik, blaszkę prostują... 
Na nic skargi Twoje, moje,
Choć o wyniesienie nawet do Boga pomstuję. 


Przez pryzmat unikania kosztów ekonomicznych,
Człowiek stał się tego cierpiącą sierotą. 
Sugestia jest tego niemym rozumem i sposobów ironicznych,
Których dla nich stała się twierdzą, jak do zamku wrota - "piwnica"!

  Objaśnienie: "Antki"* - robotnicy S. M.



              WIGILIA


Choinka wystrojona w blasku elektrycznych:
lampek, bombek, łańcuszków i Gwiazdą Davida wyzłocona.
Obok na półce płyta Anny Marii Jopek.


Na dworze spadł śnieg, mróz ścisnął odwilżą -
pokryło się gołoledzią i szronem w zimy bieg.
Ludzie już na niepogodę w Święta nie narzekają.   


W blasku świecy i przy zapachu choinki
w sposób szczególny jedna wspólnota Betlejemska:
Światło Pokoju, Miłości i Braterstwa przez wieki bez żadnej wzmianki -   
Serdeczność i ciepło Jezusowi tradycją rzymską. 


Łamanie się opłatkiem, ciepłe serdeczne życzenia.
Kutia podlaska na stole od zarania obecna.     
Tyle w duszy uniesień, wzruszeń, 
Wszystkim wszystkiego dobrego bez przypadku... 


Karp - królewska polska ryba,
Radosne Święta, nawet chory uśmiechnięty.
Świąteczny katolik - Wigilia. [ Ktoś puka do drzwi, chyba!? ]
- Wchodzi! Zabłąkana dusza w dzisiejszym dniu gościnnością objęta.         


Radosne Święta, syto zastawiony stół darem Bożym.
Gdyby tak było w domu za dzieciństwa, 
fantastyczny świat byłby wtedy dużym światem
i w którym z dobroci rozumielibyśmy posłuszeństwa więcej.   


Magia świątecznego drzewka - choinka
wystrojona w każdym katolickim domu:
tradycja, fascynacja, ozdoba, oku zawiesinka i śpiew:   
"Lulajże Jezusku, lulajże..., mocą jest i siłą, 
jak dwa millennium z Biblii.   


Wigilia - Święta Bożego Narodzenia -
Świąteczny nastrój podnosi się na duchu...
Niepozorne drzewko nie zna granic i wypełnienia,
śpiew rozchodzi się po domach miły uchu!... 


Dzisiaj świat rozlewa się na lepszy,
ludzie, którzy byli przedtem źli, dziś stają się dobrzy! 
Obyczaj trwa, nuta kolęda nucona gra... 
I czas niektórym cierpki staje się, 
jak z dawien dawna dobrocią milszy... 



        C I E R P I E N I E


Strasznie przemawia do rozumu,
rozsądku, pokory i nawet pokuty.
C i e r p i e n i e,  to mądrość, jeśli to znosisz.
C i e r p i e n i e  jest błogosławieństwem
i ma godność, gdy napotkane przyjmiesz.
A jeśli cierpieć nie potrafisz, to co wtedy,
masz karę, czy błogosławieństwo?



   W  BOŻONARODZENIOWY  DZIEŃ     


Martwa cisza zewsząd,
Ulice spokojne i wyludnione.
Okna domowe świątecznie wystrojone -
W nich nastrój Bożonarodzeniowy trwa...


Śnieżek przystraja ziemię w biel,
W Dionizego i Szczepana ziemia zgubiła czerń.
Ulicy dzieci nieświadomie przesyłają bierność,
Bo w domu w cieple kanały dziel?


Bezlistne drzewa w bezwietrznej ciszy,
Wśród gałęzi kłębki sikorek w kolorze.
Sójka ukradłszy kąsek chleba z balkonu
Na gołym drzewie się pożywi.


Zanim myśli do snu obłożę,
Zanim po oknach lampki rozbłysną
I oczom ujrzenie dadzą, dzień zgaśnie,
Narodzi się wieczór w Bożym honorze.



   DOCENIAJ  KAŻDY  WIERSZ,  CHOĆBY  DLATEGO


Wiersze czy mają wartość poetycką, czy nie
i tak poświęca się tyle samo czasu na ich napisanie,
a nawet i więcej. Dlatego doceniaj napisany każdy wiersz.



     PODRÓŻ  SÓJKI  DO  RAJU


Przyczajona w gąszczu sosen bliźniaczych,
Tak trudno nabrać jej odwagi,
Ruszyć po spróbowanie szczęścia raju.
Nie ma szmeru, szelestu, psich szczekań,
Nikt prócz mnie nie zwraca uwagi,
A tak trudno wyruszyć jej z sosnowego gaju.
Po wiekowym wyczekiwaniu ruszyła do bloku,
Z pojemnika poczęstowała się skórką chleba,
Wybrawszy jabłoń za miejsce skonsumowania.
Za mało jej to było, a bardziej kuszące z boku,
Co lepsza wisi skórka na głogu,
Okazyjna jakby spadła z nieba,
Zatem i przyfrunęła tutaj do jej spróbowania.
Nie czekając na nic skórkę kilka razy dziobnęła,
Po tym zatrzepotała kolorowymi skrzydłami
I usatysfakcjonowana odfrunęła z raju do gaju.



    PIJANY  OBRAZÓW  MISTRZ
    [ I trzeźwy wierszowy laik ]


...Myślę, jak van Gogh*, -
[ malarz Niderlandzki w XIX wieku ]
Lecz mój umysł, to nie szok.
Mam spokojną duszę - moja dusza nieochwacona,
A przecież życie od lat mam  c i ę ż k i e, bo jestem  k a l e k i!
Lecz nie chlam i to jest moją wygraną.
Człowiek po napiciu się alkoholu jest odważniejszy pod każdym względem
I robi różne nieobliczalne głupoty.
Czasami są z tego nieodwracalne kłopoty.
A człowiek trzeźwy ma strach i rozsądek.



AKWEN  ZIMĄ  I  ULUBIENICE


Mróz skuł powierzchnię wody -
Akwen obnażył się nagością.
Zima pozbawiła go urody,
Zawładnęła na zmarzniętą kość.


Kaczki, moje ulubienice,
Gdzie one są pływające?
Ach, są tam w kręgu wody tętnice,
Gdzie woda spada z grobli -
Są tam, czekając na pożywienie, snujące...


Kiedy moja życia ulubienica,
Poczęstowała je ludzkim chlebem.
Z martwej ciszy za chlebem
Tańczyły na wodzie jak baletnice
Za "Bóg zapłać" pod gołym niebem.



TAM  GDZIE  OSTATNIA  KROMKA  CHLEBA

https://photos.google.com/photo/AF1QipMjLqkpFI0YnneCp7mQ19YFX1AOJgCBoUXDQcmA

W mroku i w cieniu śmierci
nie było nieba jasnobłękitnego
i na nim białego obłoku.
Za to spadła na kark, plecy
i piekła w oku niejedna kropla solna,
zawsze w ciemnym podziemiu i w mroku!



   ANEGDOTA  ZAMOŻNOŚCI


"Co masz zrobić jutro zrób dziś.
Co masz zjeść dziś zjedz jutro".



      KOCHAM  CIEBIE  ZA  TO


Nie kocham żadnej kobiety prócz Ciebie.
Nie kocham żadnej kobiety tylko je wspominam,
a kocham tylko Ciebie!
Kocham Ciebie za to, że byłaś niczyja.
Kocham Ciebie za to, że byłaś tak niewinna, lecz moja.

  Basi



TUTAJ  GDZIE  "DIABEŁ  MÓWI  DOBRANOC"


Cisza, jak oddech własny,
Przerażenie, jak sny z półwieku.
Wspomnienia w siwej głowie tkwią...
Miejsca dzieciństwa chwastami zarosły.
Matka z trudami życia na twarzy.
Ojca kij posiwiał z bezczynności.

W szczycie stodoły po gołębiach
Z dzieciństwa tylko otwór pozostał.

W domu trzask polana - ogniem pożarty.
Któreś pokolenie kota na ciepłym piecu.
W ścianach gwoździe z patyną czasu,
Tylko elektryczne rurki niezmiennie pachną.
Po pokojach powietrzem przeszłości chodzi...
Piec kaflowy nie grzeje żadnego zmarzniętego grzbietu.
Tylko rodziców ślubny portret zatrzymał się w czasie.
W kufrze pachną lawendą dywany i kilimki.


Ulica zapomniała, jakie są dzieci.
Czeremch pnie w samotności mchem porosły.
Wieś bez życia dogorywa
I diabeł przestał już mówi dobranoc.



          ŻYCIOWA  MĄDROŚĆ


Lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.



SZCZĘŚCIE  OD  BOGA


Bogaty nie byłem,
piękny nie byłem,
a Ciebie na żonę skłoniłem;


Bo też zrozumiałaś,
że o Ciebie będę dbał.
I tak jest w istocie.


Mogłaś chłopca innego mieć,
a mnie wybrałaś;
Bóg stał za tym,
żeby Ciebie na żonę brał.


Ty okazałaś się w złocie,
w moim  k a l e c t w i e -
i do sądnego dnia
Ciebie dostałem...


Czasami z tego szczęścia
nie raz zapominam,
że jestem farciarzem
i z tym tak radośnie sobie żyję...

  Basi



        NIESZCZĘŚCIA  CHODZĄ  PARAMI


Droga przez życie zawsze może skończyć się śmiercią.
Mnie to przydarzyło się w połowie.



  CZŁOWIEK  Z  KOPALNI


Życie bez cierpienia i wysiłku
niewiele jest warte.

Narażanie życia przed śmiercią,
otrzeć się o śmierć
i kiedy śmierć zajrzy w oczy,
wrócić do normalności,
dopiero wtedy w pełni się rozumie
ile życie jest warte i jak je cenić.

  Pisałem w grudniu 2008 roku.



ZIMOWY  POETA  I  PTAK


Wiatr smaga po gałęziach,
śnieg dmie po oknach.
Ptak nie śpiewa zimą -
ciche ptaki pod jedliną;
głosu im brak, a wiosną
melodyjnie było tak.   


Wiersze piszę, bo muszę -
to mój śpiew - uderzam w głuszę -
taki smutny mój głos, jak los,
z moich strun głos, jak cios,
który nawet niewiedzącemu
ptaku jest pokutny.
A mnie nie tylko
w zimowy dzień okrutny.



ZIEMI  PODLASKIEJ  RODZIMEJ


Ziemio, rodzinna moja Podlaska,
Miłować Ciebie dana była mi łaska,
A i przeto zamieszkać na wiek stary
Jest dla mnie niczym wielkie dary,
Jak ojcom, kiedy na świat przychodziłem
I jak dla mnie, kiedy z Ziemi Śląskiej
Ku rodzinnym stronom wróciłem.


Dzisiaj nie tylko w tęsknocie,
Lecz i jak najmocniej i w istocie
Ciebie Ziemio w wierszu ujmuję,
Albowiem poświęcenie Tobie znajdę,
Jak strumyk; co przez darń został przelany...
Tak ja miłować Ciebie przez Boga wybrany...



    W  DZIEŃ  SYLWESTROWY


W samo południe "Klan" się skończył z powtórki,
Zaczyna się: "Stoisz sam pośrodku świata".
Dzień, jak co dzień się uplata
Z cichej i zadumanej mojej komórki.


Okno światem jest codziennym;
Sikorki są darem listnym drzewom w zimę,
Gil na jabłoni nosi jedno imię.
I raz uderzył dzwon kościelny!


Słońce przez puszczę się przebija -
Bezchmurnym światem po oknach muska.
Rok, który dzisiaj mija -

...Jutro przyniesie kaca i duchową pustkę!?
Temu będzie źle, głowa czyja.
Mnie daj Boże trafić szóstkę.


Wtedy Ojczyźnie rodzimej nie tylko wiersz uczynię,
Lecz na cel dobroczynny i maluchom się przyczynię.
Tak mi dopomóż szczęście i Bóg.   



    SYLWESTRA  2008   


Jednemu bije dzwon,
Drugiemu ku złudzeniu ukłon.
Z jutrem przyjdzie NOWY ROK,
Z różnicą taką, że niejeden
wyczerpany będzie w pień!?


Dlatego z kiepskiego roku życia -
Uchla się i zacznie NOWY ROK kiepsko pospolicie!?
Bal, taniec, na chwilę wszystko w zapomnienie pójdzie,
A od jutra żadna bieda, która tkwiła sama nie ujdzie!?

Jednak, to co przeżyjesz z tej okazji w ten Dzień,
Jak najedzonemu "Madziarowi" nikt nie wyrwie
z duszy i żołądka w ten Dzień.

I temu, że żyje się raz,
Lecz nie temu komu w drogę czas.

12 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2020-05-23 09:44:43)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

.

     WIERSZE  ZE  STYCZNIA  2009  ROKU



W  SAME  POŁUDNIE  NOWEGO  ROKU  2009


Za oknem szadź puszczę ubrała na biało.
Tymczasem sikorkom z głogu
słoninkę spożywać jest miło i śmiało.


Czas po sylwestrowy zmęczeniem ludzi obłożył.
Lecz ptak od wczoraj pokarmu dożył,
bo jest jeden dobry człowiek taki,
który codziennie dokarmia ptaki.



TAK  MAŁO  DO  RADOŚCI  NAM  TRZEBA   


Tak mało do radości nam trzeba,
wystarczy: cichy spokój,
dzień z nieobojętności.
Wystarczy zimą ptaka nakarmić,
z drugiej osoby nie drwić.


Żonie wiersz napisać - sonet,
bo przecież nie tak trudno być poetą -
ja jestem tego dobrym dowodem zwłaszcza,
kiedy z wiersza więź jest dobrym rodowodem.



                     DUCHOWY  PODZIAŁ  DARCZYŃCÓW


...Jeśli masz tylko dwa złote i podarujesz złotówkę na cel dobroczynny,
  jesteś więcej wart, niż ten, który podaruje jeden milion, mając dwa miliony złotych...



        Z  TRUDU  W  WARTOŚĆ


...Im trudniej czegoś dokonać, a to się dokona,
tym bardziej ma większą wartość...


  II

         ZAPYTANIE?


Skąd w Tobie tyle wstrzemięźliwości?
Skąd w Tobie tyle wytrzymałości?

Niechaj we mnie będzie tyle podziękowania...
Niechaj we mnie będzie tyle miłowania...

Jak w Tobie cierpienia...
Jak w Tobie oczekiwania...

Niechaj we mnie będzie tyle do zrobienia...
Niechaj we mnie będzie tyle wypełnienia,
Ile w TOBIE dla mnie poświęcenia... 



  SPIESZMY  SIĘ


Moja królowo,
moja księżniczka,
moja mowo,
moja śnieżyczka. 
Jesteś mi potrzebna,
jak dziecku płatki śniegu,
jesteś mi potrzebna,
jak splot obojga rąk. 
Trzeba mi Ciebie kochać w biegu
tym bardziej czym bliżej gong.

  Basi



      LOS  NABYTY


Tutaj radość, tam smutek.
Tam wszystkiego dość
i tragiczny tego skutek.


On to już nie będzie gość -
jemu wystarczy kacu odtrutek,
a bliskim każdodzienna boleść
i rodzinny nieustanny pokutek.



  ZIMOWE  IGRASZKI  NIEJEDNEJ  PTASZKI


Las okrył się śniegiem,
dzień wybielił się z nocy biegiem,
„trójkąt wierszowy”* obdzielił się sikorkami: 
mirabelkę, jabłoń, głóg, kalinę darami.
Nasiona słonecznika w jednorazowej klepsydrze
sikorki zjadają szybko i chytrze,
gil, zięba ze śniegu, co sikorkom spadło, pozbiera,
sójka płochliwa trudu dokona w odwadze zanim pozna,
co to za jadło ten słonecznik w klepsydrze,
jak już przyleci i sikorkom wydrze.
Słoninką na głogu także nie pogardzi,
lecz aby poznać jej smak potrzeba więcej odwagi,
w końcu i z tym także się upora.

A i poecie za to uciecha spora.

Małe skromne sikorki zawładnęły
tym „trójkątem wierszowym”,
sójka, gil, zięba na drzewie,
cukrówka usiadła gontem,
zrywa się do lotu,
śnieg spada z dachu splotu!


Ludzie mają inne zadanie myśląc o jutrze,
ptakom nie zadając pytania. 
Każdy widzi to co widzieć musi,
lecz pisać jest dane tylko tym,
których natchnienie do pisania zmusi.

  Objaśnienie: „trójkąt wierszowy”* – autor nazywa miejsce tak,
  które ma za oknem, które między dwoma blokami obok siebie
  stojącymi się znajduje, a gęstym lasem – puszczą, które często opisuje.



OJCZYZNA  RODZIMA  NIE  KOCHANKA, 
     PORZUCIĆ  NIE  W  SPOSÓB


Ty mój Podlaski kraju:
lepiej żyć w siarczystych mrozach,
niż parzyć się w słońcu na plaży w Dubaju.


Ty mój Podlaski kraju:
lepiej wiosną słuchać ptaków,
niż przebywać w Rio de Janerio raju.


Ty mój Podlaski kraju:
tu mój dom i rodzina,
żyć niech mi będzie dobowa godzina*.
- [ stale ]


Ty mój Podlaski kraju:
lepiej przechadzać się po łące,
niż wybrać się na wczasy do Bombaju.

  Podlasiu



MOJA  ŻYCIOWA  POCIECHA


Moja życiowa pociecha:

To Ty i wiersz,
Duża Przyroda;
w niej mały ptak:
wiosną szpak, jaskółki znak
w locie szybując po niebie.

Latem - zapach traw
i skowronek na niebie.

Jesienią - ubarwienie drzew
i rzadki modrzew.

Zimą - za oknem te ptaki,
które wiosna lubią krzaki.

  Basi



     KWICZOŁ


Ach, ta zima zła,
skoro mróz srogością gra!…
Niebo skuwa Podlasie –
dzisiaj jest na czasie –
wiatr potęguje noc chłodu,
wodę skuwa do lodu.


Nic nas nie poróżnia
ani wiek, ani upodobania.
Ptak kwiczoł zagościł
w nasze okna, iż zimą pościł.
Odważny i pewny siebie,
raz po raz bluszcz obskakuje w potrzebie –
bluszczu owoce są jego obecnością,
ukazał się swoją osobowością;
zawłaszczył cały skarb –
na balustradach i okazuje swój hart;
nad oknami uczepia się i zjada owoce
aż z lasu zazdrośnie sroce.


My mu zezwalamy z godnością,
cieszy nas ten ptak, jak dzieci,
jest tej zimy pierwszą ptasią osobowością,
jak za każdym razem przyleci…
Odpędza sikorki, czyniąc – nie dopuszczę.
Rządzi na „szlichcie”*, balustradach podjazdu
i nie chce tutaj żadnych sikorek najazdu,
co je pilnuje, odgania,
choć żadna sikorka nie przybywa tu
do owoców zjadania,
tylko siadają na balustrady,
by stąd już tylko krok na głóg, mirabelkę,
a odpędza je do szału,
że jemu owocu mało i mało.
Że to miejsce do niego należy.
W cały dzień ze dwa tuziny razy
ze swoją obecnością się zmierzy.
Przeto i za to nam ciekawość miła,
która uwalnia stresu adrenalinę.
Do tego usiądzie niejeden ptak na głogu:
sójka, zięba, gil, sikorka, wróbel,
to także żywy ptaszek, a nie żaden bubel.

  Objaśnienie: „szlichcie, szlichta”* – betonowe podłoże podjazdu.



        POETA  PRZEZ  LOS


Ten wypadek dokonał pewnego dzieła -
z pewnością stałem się poetą.
W innym razie byłbym dalej górnikiem
i drążyłbym kopalniane chodniki.



    LIST  DO  PRZYJACIELA  Z  DZIECIŃSTWA


Mój przyjacielu z dzieciństwa, co tam u Ciebie słychać?
Przeto, że już trzeci rok my się nie widzieli!
Trudno coś pytać, wystarczy, jak powiesz, co słychać?
Czy jesteś zdrowy? Jak z cholesterolem?
Jak z ciśnieniem? Ile wagi Ci przybyło?
Jak żona, córki, wnuki i jak dom budujesz?

U mnie bez zmian; żyję wierszem...   
Ale chciałbym, abyś Ty o to samo mnie zapytał?!   



          ZIMOWE  PTAKI     
 

Sójka królowa zimy na głogu przed moim oknem. 
Sikorki, choć w kopie liczne, mówią:   
ukłony sójko tobie chylimy.     
Gile śliczne, lecz posturą skromniejsze między sójek.             
Dzięcioł także swój okaz objawił,
najpiękniejszy ptak, co memu oku się pojawił. 
Obskoczył drzewo "wężem szatana", 
choć sam jest ptakiem życia dawania - 
lecząc drzewa ze wszelkiego robactwa,
to dopiero jest medyk wśród różnego ptactwa.



      W  PUSZCZY   

https://photos.google.com/photo/AF1QipPHfhp_5fAVJ8D1q4bBRa0f1vuARcnJJ7ijex89

Zasłużona chwila odprężenia - 
Po to tutaj przybyłem.
Wiersz się stanie chwilą wyważenia,
Albowiem więcej widzę, niż wyśniłem:

Las trzeszczy z siarczystego mrozu, 
Śnieg spada z gałęzi.
Ptak odfrunął do swego obozu - 
Tam jest mnogość ciepła i więzi. 


Szadź "grzeje się" na wysokim napięciu,
Spada, kiedy wiatr powieje... 
Teść woła: - Chodź już, zięciu! 
Grzej samochód, z mrozu aż wąs siwieje! 
 

Gdybym mógł tak opisać słowem,
Jak to widzę i sercem czuję.   
Ale ciężko mi, jak jastrzębiu z łowem
Ofiarę dostrzec w śniegu.     


Rozbraja mnie to urocze miejsce 
Nie zimnem, a romantyzmem.
Muszę jeszcze kaczki zobaczyć, pokarmić
I do domu na jutro z optymizmem.



          MOC  KOBIETY


"Kobieta jest nośnikiem esencji życia".

Kobieta jest oparciem mężczyźnie i odwrotnie.
Bez kobiety życie jest puste i mało warte.

  Dedykowane wszystkim kobietom



ŁATWIEJ  DUSZĄ,  TRUDNIEJ  SŁOWEM


Tak ciężko znaleźć słowa,
a chce się je ujmować;
gdy jest się chorym i się chce,
żeby ciało doszło do zdrowia,
tak się chce do wiersza przywołać słowa.



  NIE  MA  RZECZY  BEZ  WYJŚCIA


Nie ma rzeczy bez wyjścia.
...Owocem mego nieszczęśliwego  k a l e c t w a
są wiersze, a ja wierszowym...



       W  ZIMOWY  DZIEŃ


Zmrożony dzień - pod kołami skrzypi śnieg. 
W kościach chrupie życia pół wiek. 
Ale to nic do tego, jak za to pięknie jest
u progu domu mojego; ptaków mam tak wiele,
jak nigdy dotąd w Bożym dziele.


Obrosła drzewa szadź, a ptasia cała brać
skupiła się na jednym drzewie,
kiedy pokarmu czuje zarzewie
i z bieli drzewo w kolory się odmieniło
tak wykwitnie, że nawet w zimie miło.



          ODWILŻ


Mróz odpuścił na zero -
wracasz do ocieplenia klimatu ero.
Różnego rodzaju i barw ptaki:
gile, zięby, sójki, kwiczoły,
sroki, sikorki, wróble siadają na krzaki. 
A i ludziom także w duszy zelży
i jeden mijając drugiego na twarzy bielsi.


Ciężar śniegu drzewa z siebie pozrzucały,   
usiadłszy na gałęzi ptaku bardziej milsze.       
Gałęzie bez śniegu podatniejsze i wietrze,   
a kiedy i ptaki na nich śpiewają,
choć jeszcze kalendarzowa zima,
bardziej powiewa wiosenne powietrze... 
   

Zmarznięte z nocnej podróży słońce mocy swej przeczy, 
muskając czubki wierzchołków drzew puszczy   
i tonie w niej z ubytkiem całego dnia,
i dzisiaj już o przebłyski wcale się nie zatroszczy.   
 

W otulinie puszczy akwen lodem jeszcze skuty 
i śnieg pokryty warstwami zalega.
https://photos.google.com/photo/AF1QipPhDqX7t_EQsvQ8ng3HWCqU8SAYaKq7n9FW0soI 
Ulubienice biedne będą dopóty   
dopóki śnieg i lód z wodą nie spłynie.
https://photos.google.com/photo/AF1QipM9LtoSIAkXCnjCeblGYErg2gecUsO6RwEN3JVl     
             
Lecz od czego są tutejsi ludzie,
kaczki przecież nie zostawią na lodzie.     
Ze "Źródła Romana" nabiorą życiodajnej wody
https://photos.google.com/photo/AF1QipNPmM8mMsZKCbv3ILglm85bBKcr5wY3dhtske8A
i okruchami chleba nakarmią je
z przyczyn pięknej ich urody. 


Mnie z moją ulubienicą także 
miły jest zaszczyt naszym źrenicom   
brać w tym indywidualny udział,
żeby kaczy żywot nie zapodział się.



          WIECZOREM 
       

Chmury płyną znikąd donikąd bez sensu
do sensu muskając księżyc nie mówiąc skąd są.   
A księżyc świeci według precedensu; 
patrząc na ziemię i ludzki błąd,
a polega on na tym: pod osłoną nocy
nie wychodzi z lasu zając
ku wiejskim gospodarstwom, to ci,
smutno mi i w duszy kając się,   
że nawet w jasny dzień kuropatw nie obaczę,   
jak gdaczą, a tylko puste pola sobacze. 


Kiedy wrócę do lat z dzieciństwa
i w "...D o g o n i ć  Wspomnienia" opiszę ubóstwa,
które wówczas Natury darem Przyrody były faktem,
co dzisiaj stało się śmiertelnym katem!
Pola białe, puste, co przeto księżyc z żalu
okrył się chmurami, jakoby nakrył na siebie chustę 
ze wstydu za ludzi, że dziś jest bez zajęczego nocnego 
na śniegu kicającego balu.
                           


   CZTERY  PORY  ROKU  [ ZIMĄ ]


Wiatr i śnieg wywiał ptaki z oczu,
tylko ludzie przechadzają się, kiedy muszą.
Żal targa moją duszę,
Że żyć przyszło mi się na uboczy. 


WIOSNĄ - kwiaty są uśmiechem miłym.
LATEM - jabłoń jabłkiem się podzieli.
JESIEŃ - powiedziała, bądź  c i e r p l i w y m.
ZIMA - mówi: twój czas od niedzieli do niedzieli.



   KRÓTKI  WIERSZ: 
  LOS  NIE  WYBIERA


Jednemu wiatr w oczy,
drugiemu w plecy.
Jeden baluje do północy,
drugi haruje po północy.



      WYRZUTY  SUMIENIA


Jestem namiętnym, uczuciowym
i wrażliwym człowiekiem -
czuję, że jestem coś winien Ojczyźnie
za to, że żyję 53 lata, a tym bardziej,
że w tym aż 22 lata na wózku inwalidzkim!



    DWIE  STRONY  MEDALU  POETY


Poeta nieznany, niezależny tzw. "samozwańczy"
ma wolność sumienia,
a to jest jemu podstawową rzeczą
w jego myśleniu i pisaniu.
Takiej swobody nie ma poeta,
który żyje ze swego dzieła.


Przeciwnik powie: "poeta samozwańczy
jest najbardziej niebezpiecznym,
gdyż pisze bez żadnej kontroli!"


   
ZALEW  "CZAPIELÓWKA"  ZIMĄ
 

Lód skuł wodę za zimy zgodą,
fale nie rozbryzgują się o szuwary
i nie kołyszą trzcin uwięzionych lodem.

Śnieg skrzypi pod ludzkimi stopami,
pomost z zmarzliny trzeszczy chwilami.

Nad wodą okutą śniegiem i lodem zawisł 
"ruchomy biały anioł"* stykając się z chłodem
i za nic ku górze ani się wznosi.     
Usadowił się między lodem, a chłodem,   
jakoby Boży Duch uniósł go lobem.       
Zjawisko wyjątkowe i niecodzienne dla oka 
wydaje tego akwenu tutaj zatoka,         
co mojej Śnieżce zainteresować wzrok wskazałem!
Przyznała rację: - Czegoś takiego   
nad akwenem jeszcze nie widziałam.


Po szuwarach powiał silny wiatr,
w nich zimowy osowiał* ptak,         
który przed chwilą głośno skrzeczał!


I chłopiec, który beczał,
przestał beczeć, kiedy usłyszał strzał!
I wiele innych wytrzeszczonych tutaj gał. 
Ja słyszałem słabiej, iż mój samochód
w pracy był - klimatyzację grzał...


Nie byłbym wierszowym, gdybym nie ujął,
co to był za strzał - po prostu
z auta starego tłumik bardzo głośno prał,
bo kierowca sporo gazu dał.


Małe ptaki, które w szuwarach szukały nasion, 
najpierw wzbiły swój lot w pion
po czym odfrunęły w puszczański las
i znów na ciszę przyszedł czas.

Trzcina uwięziona skuciem lodu.

Wędkarz nad przeręblą osłonięty szuwarami od chłodu,   
nie wyczekuje na branie ryb z głodu,
a z zamiłowania miło mu tu być uległym       
do tego wędkarskiego tutaj obwodu.


Kaczki za groblą na zimę byt swój przeniosły,       
tam woda nigdy nie skuta lodem,
spada z dudnieniem i płynie dalej...


Człowiek, który stoi wyżej nad kaczym rodem, 
gotów je dokarmiać w zimowy trudny czas,
póki akwen skuty lodem jest...     

Objaśnienie: "biały ruchomy anioł"* - obłok mgły unoszącej
się nad powierzchnią akwenu skutego śniegiem i lodem.
osowiał* - wystraszony ptak przestał skrzeczeć.



  ZALEW  "CZAPIELÓWKA"  ZIMĄ  2   

 
Śnieg i lód skuł wodę za zimy zgodą,   
Fale nie rozbryzgują o przybrzeżne szuwary  
I nie kołyszą trzcin uwięzionych śniegiem i lodem.     
Nad tym zawisł w bezruchu "biały anioł"*    
W powietrzu stykając się z chłodem  
I za nic ku górze ani się wznosi,       
Jakoby Boży Duch uniósł go lobem.       
Zjawisko wyjątkowe i niecodzienne dla oka   
Wydaje tego akwenu tutaj zatoka,          
Co mojej Śnieżce zainteresować wzrok wskazałem!  
Przyznała rację, czegoś takiego   
Nad akwenem jeszcze nie widziała.
 
 
Po szuwarach powiał silny wiatr, 
W nich zimowy osowiał* ptak,         
Który przed chwilą głośno skrzeczał!
Małe ptaki, które w szuwarach szukały nasion,    
Najpierw wzbiły swój lot w pion
Po czym odfrunęły w puszczański las  
I znów na ciszę dobry przyszedł czas. 


Wędkarz nad przeręblą osłonięty szuwarami od chłodu,    
Nie wyczekuje na branie ryb z głodu, 
A z zamiłowania miło mu być uległym        
Do tego wędkarskiego zimą tutaj obwodu.


Kaczki za groblą na zimę byt przeniosły,        
Tam woda nigdy nie skuta lodem, 
Spada z dudnieniem i płynie do Supraśli...   


Człowiek stoi wysoko nad kaczym rodem,   
Gotowy dokarmiać w zimowy trudny czas,  
Póki akwen skuty śniegiem i lodem... 
       
  Objaśnienie: "biały anioł"* - obłok mgły unoszącej 
  się nad powierzchnią akwenu skutego śniegiem i lodem.
  osowiał* - ptak, który przestał skrzeczeć.



   ZIMOWE  PTAKI  ZA  OKNEM     
 

Sójka królowa zimy na głóg usiadła.     
Sikorki, choć w kopie liczne, powiedziały:     
siostry i bracia, sójce chylimy ukłony!         
Gile dwa, choć śliczne, ale posturą skromniejsze 
między ptakami, jak pętaki bezdyskusyjne.      
Dzięcioł także się pojawił, najpiękniejszy ptak,
który swój okaz memu oku objawił.   
Obskoczył drzewo "wężem szatana",   
choć sam jest ptakiem życia dawania 
- leczy drzewa ze wszelkiego robactwa... 
To dopiero jest medyk wśród różnego ptactwa.  



      ETAPY  ŻYCIA  CZŁOWIEKA


Przyszło się żyć, pogodzić się z  c i e r p i e n i e m,
i przyjdzie się godzić ze śmiercią.



     KAŻDEGO  DNIA

                           
Urzekłaś mnie, moja miła,
Nam ta noc, jak każda nie udręczyła.
Co dnia jesteś pogodniejsza
I z każdym dniem więcej warta.


Ja to mam "farta", coraz starszym,
A tym bardziej pewność nie mniejsza,
Kiedy Twoja opieka mnie zaręczyła
Tak spokojnej, cichej i dobrej nocy,
Jak każda noc wyśniła.

  Basi



Z  PRZEMIJAJĄCEJ  MIŁOŚCI  W  WIECZNĄ  POEZJĘ...


W ciszy i w spokoju w domowym pokoju,
Co w duszy gra; to nie "Viagra", która przemija.
Lecz wiersz, który dożyje - stu lat,
Może dwieście i trzysta? I dalej?
To jest siła i moc i będzie zbędna pomoc - chemiczna,
Gdyż miłość zwiędnie i pomrze,
A zostanie wieczna poezja logiczna.



    TO  NIE  ANTYSEMITYZM,  TO  TOLERANCJA


W polskiej poezji - polscy Żydzi najbardziej brylują. 



LEPSZE  ZAPOBIEGANIE,  NIŻ  KURACJA 


W życiu chodzi o to,
żeby nie wpaść w błoto,
iż od błota blisko już rynsztok,
a wtedy to już wejdzie się w tok
i sam diabeł nie pomoże,
a i będzie już za późno mówić: "mój Boże!"



W  DOBRĄ  STRONĘ  MYŚLENIA


Życie to cierpienie.
Śmierć to uwolnienie - cierpienia,
lecz w perspektywie czasu
lepiej tylko zasnąć,
aby ból i cierpienie mogło zgasnąć.
A jutro, kiedy nadejdzie nowy dzień
nie myśleć o śmierci,
a o życiu na co dzień,
bo życie jest dane tylko raz.



   EMBLEMAT  POETY


Nie jestem blaskiem
ani urodzonym, ani nabytym.
Jestem poety wrzaskiem,
który ma na ciele wyrytym:
piętno znamion - bolesnych imion...



Z  WYBORU  I  WŁASNEGO  POWOŁANIA


Rodzima POLSKO -
Rodzime PODLASIE,
Służy Tobie Wojsko.

A mnie służyć Tobie POLSKO -
I PODLASIU piórem na czasie...

Co prawda jestem  k a l e k i m,
Lecz żywmy - i dzień każdy jest miłym...

Jak ten czas daleki;
Kiedy robotą Tobie służyłem.

Dzisiaj czasu poety dożyłem -
I natchnienie moje mówi:
Ten skromny wiersz
Tobie OJCZYZNO złożyć.

  POLSCE - PODLASIU



        DZIKIE  KACZKI 


Akwen skuty lodem, na nim śnieg biały.
W czerni wędkarz zimowym godem*,
Który przesiedzi dzień cały.


Przy grobli spod lodu nad stan poziomu,
Gdzie z hukiem z nadmiaru spada woda,
Akwen ze sztucznego rodu
Przywołał istoty z przyrodniczego tomu.


Są to moje skrzydlate ulubienice,
Których tutaj nie zobaczę jesienią.     
Przeto umiarkowane są moje tętnice, 
Iż w kolorach oku miło się mienią... 


Gdy z chlebem weszła na most i moja Ulubienica,
Spod wodospadu kaczki wprost fruwają
Przez most wnet ocierając się o Jej lica! 


Między wodospadem, a mostem,
Z uśmiechem z olchy na to patrzy MATKA BOSKA. 
Z drugiej strony MATKI BOSKIEJ upamiętniająca płyta:
"Źródło Romana" od miasta podarowana z gestem.
Za mostem z chleba każdy kaczy ptak ma konsensus,
Bo karmi je z całego serca dobroci Baśka.


Podziwiając to i MATKA BOSKA z olchy: "mrugnęła". 
Ja do MATKI BOSKIEJ i "Romana" czynię pokłon.   
Każda kaczka do nas lgnie, zapominając nurkować po glon. 

  Objaśnienie: zimowym godem* - zimowym czasem.


  II   

         DZIĘKI  ŻONIE


Miałem i mam ciężkie życie,
Ale w sumie jestem szczęśliwy dzięki mojej Pani, 
Która poświęciła mi swoje młode lata - 
I do dzisiaj mi się poświęca... 
To dzięki Jej jestem tym kim jestem.
Bez Niej, nie wiem kim by był? 
Na pewno nie raz bym pił z znajomymi i może nawet z byle kim. 
A tak dzięki mojej Pani jestem sobą i nawet poetą. 


Gdy przytrafi Ci się to, co mi się przytrafiło,
A Twoja Pani będzie o Ciebie dbać, szanuj Ją za to.
To jest dar od Boga o którym nawet nie zdawałeś sprawy.   



      W  PIĘĆ  DEKAD


Kiedy głowa już posiwiała,
Kiedy ciężar życia spoczął na grzbiecie,
Kiedy wichry losu poezja w kąt zapędziła -
Warto napisać wiersz o tym świecie:

Do niczego człowiek już nie dąży,
Tylko chce, aby z życia się radować -
Dopóty dopóki krew jeszcze w żyłach krąży -
Trzeba co ranka i z wieczora ptaka na drzewie znajdować.

Posłuchać go śpiewającego...
Ziemię wzrokiem dotknąć...
Ujrzeć na niebie bociana lecącego...
I choć na chwilę z  c i e r p i e n i a  się ocknąć.

Po prostu zapomnieć.

U żony na twarzy uśmiech zobaczyć,
A jeśli go nie ma, rozbudzić.
Kocham Cię powiedzieć
I nawzajem się szanować.

  Ślubnej Basi



       USATYSFAKCJONOWANIE


...Osiągnięcie celu przynosi spokój duszy
nie wśród ludzi, lecz wobec siebie...



    ULEGŁOŚĆ  DLA  PEWNOŚCI


...Przemawia przeze mnie pokora
i pewność siebie przed samym sobą...



      NATCHNIENIE...


...Cel wyłania się powoli,
tak jak wiersz po wierszu...
Nic nie robić serce boli
i pustym umrzeć tak z życia marszu;         
to nie dla mnie z sercem moim -
ja bym chciał objąć duszą niebo,
natchnieniem ziemię udźwignąć swoim
i spocząć wreszcie w tobie ziemio.     

  Podlasiu i Ojczyźnie



            NA  WOZIE  I  POD  WOZEM
                   [ jak w życiu ]


"W zlocie nie sztuka przyjąć hołdy, ale i w porażce baty".



      DOWCIP  O  PTASZKU 


Ranny ptaszek, bo rano wstaje,
czy dlatego, że ktoś go skaleczył?



   MIŁOSNY  WIERSZ
       

Nie zmogła mnie choroba,
Nie zmogła robota,
Albowiem była ochota
Iść tam, gdzie była miłość. 


Z miłością to nie ma żartów, 
Miłość to nie robota, nie choroba,   
Która w sercu raz jest cierpieniem,
Innym razem radością,
Co przez nią chciałby się iść
Aż po zachód słońca.   
   
                       
A i trudno jej powiedzieć:
"Idź z oczu i duszy precz", 
Jeśli chce się z nią być...   


Zakochanemu jest nie do żartów,
Bo jeśli nie nogami iść,
To nawet myślą chce się lecieć
Po zakochaną miłość aż na kraniec świata. 



     EMOCJE  DUCHOWE  I  WIARA  CZYNIĄ  NIEŚMIERTELNOŚĆ


Jeżeli człowiek robi coś z emocjami duchowymi i z wiarą w to co robi;
to bez względu,  czy napisze wiersz, czy odkryje Amerykę,
to wierzy w to, że przetrwa to wieki.



TAK  MAŁO  DO  SZCZĘŚCIA  NAM  TRZEBA


Tak mało do szczęścia nam trzeba,
Wystarczy spojrzeć na siebie.
Spojrzeć - Twoimi oczyma na siebie -
Zobaczyć to, co moje oczy nie dostrzegły w Tobie.


Nie tylko człowieka pokochać,
Ale i drzewo polubić,
Psa zrozumieć, kota nie wyganiać,
Ptaka usłyszeć, dróg nie pogubić.


Wiersz napisać, nie być sobą, tylko człowiekiem,
Na księżyc nie lecieć, z innych nie szydzić,
Kolumba pochwalić? Rozumnym być z wiekiem
I czasem niemym być - nie ględzić.

  Basi



    SELEKCJA  LOSU


"...Tłumaczą się tylko przegrani".

Narzekają tylko biedni.

Żalą się tylko chorzy.

Płaczą tylko poeci. 



  PRZECIWIEŃSTWOM  NA  PRZEKÓR   


"...Przeszkody, które napotykamy
na swoje drodze należy je pokonywać,
a nie uciekać przed nimi..."

...W przeciwnym razie ciągle będziemy
brnąć w drodze bez końca -
w drodze problemów i kłopotów oczywiście...



   "ŚWIĘTE  POLSKIE  KROWY"


Ich ojcem jest "pięciok"*, - [ pięć złotych ]
matką butelka,
córką udar na dekiel*, - [ głowę - mózg ]
synem awantura,
rozum gąbczasty móżdżek;
a tego efektem grubiaństwo.



MIĘDZY  MŁOTEM,  A  KOWADŁEM


Na górze "Pawły".

Na dole "Gawły".

Na górze tupią!...

Na dole klepią!...

Mija dzień, miesiąc, rok.

Oni choć z przerwami, co krok:
jeden, dziesięć, sto, tysiąc.

Mogę tylko przysiąc,
że to prawda absolutna,
że to sprawa smutna,
że to stres!

A im "jazz".
Zabawa w chowanego...

Co im z tego,
że nam pokuta...

Im tylko, by z buta
po "niebie" nad głową
uganiać się jak za namową.

I tak dzień, miesiąc, rok.

Nam dzień, miesiąc, rok szok!

Z rana jednej bieganka,
po południu i wieczorem we dwie chowanka...

We trzy, cztery, pięć,
gdy przyjdzie przywitanka*.

Jak pojąć, że to możliwe u dziewczynek?

Przedtem myślałem, że gorszy jest synek,
niż jedna, druga, trzecia, czwarta, pięć dziewczynek.   
Do tego towarzystwa jeszcze owczy burek. 

I tak rok, dwa, trzy, cztery.

A na nas w myślach wypinają cztery litery!

Kiedy to się skończy?

Czy jak u obu rodziców rozum się złączy?

Czy jak córki porosną i przestaną
po "niebie" biegać - wtedy może pójdą pod sosnę?

O zgrozę, jeszcze do tego na zmianę
z dołu "Antki"* na kowadle klepią!...
Poszerzając już i tak boleści ranę...

I czy w pokoju, kuchni usiadłem,
dują młotkiem w stół, w kowadło!
Aż w duszy z niepokoju zbladło.
Jakby za mało było tego, szlifują, piłują,
gwintują i znów młotkiem w stół, kowadło dują!...

I tak przyszło się żyć między młotem,
a kowadłem, toć nie do pozazdroszczenia!

A Urzędy na to wypinają dupę z doniesienia.

   Objaśnienie: przywitanka* - autor wiersza miał na myśli,
   jak do tych dziewczynek "nad niebem" przyjdą sąsiadki dziewczynki.
   Antki* - robotnicy S.M.
                   


WADY  I  ZALETY  WSZYSTKIEGO  CO  CHŁOPSKIE 


Nie ma we mnie takiej potęgi,
Co bym pisał księgi. 
Iż we mnie krew chłopska
I wychowanie chłopskie,
I wykształcenie chłopskie.
To i dobrze, bo nie sztuka być poetą
Będąc mądrzejszą głową od poety.
Sztuka być poetą mając głowę tępszą od poety;
Wtedy ma to większą wartość, niż zwykle,
Iż czym trudniej czegoś dokonać,
Tym ma to większą wartość i większy cel.



    SPOWIEDŹ  POETY  II


Jeśli złożyłem samokrytykę,
To mam w sobie ludzką etykę.

Nie wstyd jest wstydem w samym sobie,
Lecz wstyd zataić prawdę o samym sobie.

Przyszło mi pomyśleć:
Czemu poeci nie mają tajemnic?
Czy temu, że nie mają do ukrycia nic?

Czy temu, że są w pewnym sensie
W głowie i duszy w stresie? 

I chcą zawartość wypluć, wyrzucić,
Aby czystym w sercu i duszy siebie czcić?   

A może, żeby nad sobą nie pastwić?
A może, żeby o sobie piosenkę uwić? 

Tyle podtekstów, tyle pomysłów,
Tyle emocji i na papier słów...

I po co to? Dlaczego?
Czasami sam zainteresowany nie pojmuje.

Ot tak samo od siebie, od BOGA,
Czasami sobie, czasami wszystkim,
czasami nikomu, czasami dla wroga.

Powód dla samokrytyki.



Z  KOBIETĄ  POETA  JEST  CIEPŁY


Jak dobrze z Tobą być,
A jeszcze lepiej budzić się przy Tobie.

Poeta sam jest zimny
I sam dla siebie jest intymny.

Kobieta grzeje chłopa.
Z tego zrodziło się Jej wierszy kopa.

Niewiele do szczęścia nam trzeba,
Wystarczy rano spojrzeć na siebie.

Wystarczy ptaka zobaczyć.
Przed sobą się mnie tłumaczyć.

Kiedy nam tak spokojnie ze sobą,
Tak jakoby żyli z ozdobą -

Milczenia, niewynaturzenia bytowania
I codziennego siebie sobie oddania;

To temu ciepło w nas nie wygasa.

  Pisałem w styczniu 2009 roku.

  Basi



        U  MNIE  JEST  TAK...


Płynie czas, a u mnie nie zmienia się nic.

Płynie czas, a u mnie jest tak, że ciężko żyć.

U mnie jest tak, że tylko śnić, aby żyć.

U mnie jest tak - nijak ni siak.   

Tylko jest tak, że nie pozazdrościć, bo u mnie jest znak:

czasu piętna, ludzka rzecz niepojęta, droga życia przeklęta.

U mnie jest tak, że tego czego nie chcę jest do woli.

U mnie jest tak, tego czego chcę brak.

Zgrzeszyłbym gdybym nie wspomniał, że nie bram mi ciepła.

A żonę mam nie jak ten ptak, lecz jak "MATKA TERESA". 



          DZIKIE  KACZKI  II


Stoisz na moście, spadająca huczy woda!... 
Kaczki z prawa i lewa krążą, jak "gokarty"*.
Rzucasz chleba okruchy, kaczki chaotycznie zjadają.
Rzucasz do rzeki, na brzeg. 
Kaczki idą za okruchami - idą po skarpie i śniegu,
Okruchy chaotycznie zjadają. Rzucasz dalej... 
Kaczki idą za okruchami chleba
Na most aż dziewięć - trzy samce, sześć samic. 
Czyste, ładne, dostojne samice jak i samce.
Rzucasz chleb dalej aż się skończy. 
Chleb się kończył, kaczki wracają do wody.
Tobie pozostało ze "Źródła Romana" nabrać wody.
Mnie z Tobą wrócić do domu.   

  Objaśnienie: "gokarty"* - coś w rodzaju Formuły 1 dla małych chłopców. 



   OKALECZENIE  I  CHOROBA  RODZI  POKORĘ


Okaleczony i chory człowiek najszybciej uczy się pokory.
A jeśli posiada pychę, to tylko teoretycznie w poezji.



  WARTO  TU  BYĆ


Warto o tym śnić,
Bardziej warto tu być;
Gdzie łąka kwitnie mleczem,
Zapach do nosa się pchnie.

Warto tu być:

Gdzie pszczół dużo lata,
Gdzie bocianów niejedna chata,
Gdzie zające po łące kicają,
Gdzie w krzakach ptaki śpiewają...


Gdzie ludzie robocie chcą podołać;
Łąki kosić - siano zwozić,
Zboża zwozić, pole orać, zimę przetrwać,
Aby wiosną znów żyć.

Aby znów w pole iść.

Warto tu być:

Z dala od zgiełku miast,
Żyć tu gdzie przyjemny nawet chwast.
Gdzie ptaki witają dzień,
Gdzie chłodny jest cień.


Tu gdzie zielony las
Gdzie zatrzymał się czas.
Tu gdzie nie pada kwaśny deszcz
I tu gdzie chce żyć wieszcz.
https://plus.google.com/photos/103276734392610294633/albums/5465645123630153713/5786635810780412818?banner=pwa&authkey=CP_OxOzYhvL2mQE&pid=5786635810780412818&oid=103276734392610294633

  [ Oczywiście autor wiersza miał na myśli region swojego pochodzenia. ]



KALEKIEMU  POECIE  KOBIETA  NADE  WSZYSTKO


Tobie się zawierzyć to tak,
Jak swoje życie powierzyć.
Z Tobą żyć to tak,
Jakby na Ziemi człowiekiem być.   


Bez Ciebie nie ma wiary w życie
I się nie będzie człowiekiem -
Wierszowym człowiekiem,
A smutną wyschniętą roślinką.

Ot i co jest kobieta warta  k a l e k i e m u  poecie.

A gdyby dola życia nie była do tych trudów nad życie,
Wtedy kobieta byłaby jeszcze więcej warta,
Gdyby ktoś w to wątpił.

  Basi



    DZISIAJ  II


Prószy śnieg, prószy,
Raczej leniwie pada...
Wrzask umarł w głuszy 
I niemo do siebie gada... 


Sójka, gil, zięba, kwiczoł
Zagubili się w głębi puszczy.
Za to dzięcioł stukać w sosnę począł!
Swoją robotę wieszczy jej...   


Koty o samotności zapomnieli -
Cieczka* w stadko się mnoży,
Lecz miauczenia jeszcze nie zaczęli,
Kiedy sen do nocy obłoży.


Słońce w chmurach moc straciło -
Cień na ziemi umarł.
Życie takie jest, jak było
I los na nie tyle ile chciał się darł.

  Objaśnienie: Cieczka* - gody kocie - ruja.



DZIĘKI  CI,  MÓJ  BOŻE!


Zanim usta zamknę,
Zanim oczy zamknę,
Zanim na ręce Twoje,
Życie swoje złożę. 
Dzięki Ci, mój BOŻE!


Za życie wierszowe.
Nawet za te, które było pechowe
Także dzięki Ci, mój BOŻE!

Kiedy wiem przeto, że bez
Jednego nie byłoby drugiego.

I kto wie gdzie byłbym dniem dzisiejszym?   


A tak czasu nie cofnę, 
Głową muru nie przebiję. 
W życiu wszystko co mija
Obróci się i tak w popiół, powiesz! 

Więc jeśli życie jest kruche i krótkie,
A pozostawione słowo nieśmiertelne,
To umieranie staje się dzielne,
Wierząc w CIEBIE i słowo słodkie.

Więc dzięki Ci za to, mój BOŻE!

13 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2020-12-10 11:43:09)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

.

     WIERSZE  Z  LUTEGO  2009  ROKU



   P R Z E T R W A N I E   


Wypijmy za kompromis

Wypijmy za epokę kamienia łupanego

Wypijmy za epokę brązu

Wypijmy za Egipcjan

Wypijmy za Rzymian

Pomódlmy się za JEZUSA

Wypijmy za Rzeczpospolitą
 
Wypijmy za bitwę pod Grunwaldem

Wypijmy za Jana III Sobieskiego

Wypijmy za Piłsudskiego

Pomódlmy się za Jana Pawła II 

Wypijmy za Solidarność

Pomódlmy się za Jerzego Popiełuszkę 

Wypijmy za Wolność III Rzeczypospolitej
 
I wypijmy za życie, a podziękujmy BOGU za życie



ŻONA  DOBRA  NA  CAŁE  ZŁO

 
Dzień powszedni ludzi goni
Do zajęć i roboty.
A mnie niemoc broni
Od niedzieli do soboty.


I tak wkoło lat liczbę mnogą
Żyć się przyszło mi nieludzko -
Przezwyciężając niejedną chwilę srogą
W której będąc tylko za brat łóżko. 


Idąc drogą życia inną,
To co ludzkie dla mnie obce.
Mijając dolę plenną*
Wszędzie pod nogami kopce.

 
Lecz od czego rozum - głowa
I kochana sercem żona,
Która rozumie moje słowa, 
Gdyż jest mi od Boga przeznaczona.


Kiedy ma się żonę od Boga,
Wtedy jest się mniej kalekim.
A i dusza jest bogata, nie uboga,
Bo na wszystko żona jest lekiem.


Broń Boże nie służąca,
Gdy i to komuś przyjdzie do głowy.
K a l e k i e m u  żona pomagająca
Jest potrzebna, jak choremu powrót w czas zdrowy.

  Objaśnienie: plenną* -  z języka rosyjskiego na polski: jeńca, niewolniczą.   



W  MIEJSCU  ULUBIONYM 


Pełne uroku pejzaże
Nie w umyśle kojarzę,
Lecz widzę na własne oczy,
Jaki tutaj świat jest uroczy:


Śniegiem sypie po olchach,
Świerkach, sosnach i domowych dachach...
Kaczki płyną rzeką.
Łza urywa się pod powieką;


Że ileż to życia spłynęło,
Ileż to wzruszeń na sercu lgnęło.
Aż z tęsknoty myśli do wierszy obrosły
I z losu życia na papier uszły.



     Z  NIEBA  NA  ZIEMIĘ


Kto już pamięta o Sylwestrze i Nowym Roku?
Tyle zachodu, tyle starań;
Śpiewy, tańce z partnerkami u boku.
Lecz mija szybko czas, jak ten drań. 


Dzisiaj może nikt nic już nie pamięta,
Skoro wszystko powróciło do normy,
Jak ta nuta życia przeklęta
I wszystko smutne pozostało ze starej formy.   


Nie dla mnie ta piosenka,
Bo ja zawsze mam tak samo.
Lecz dla Was smutna prawda klęka
Nie przed Wami, a przeciw Wam, nie tak samo.

Jak było jeszcze wczoraj.



    W  POŁUDNIE   


Słońce muska okna
i co chwila to powtarza.
Chmury uciekają przed czymś
lub gonią coś. 


Lutowy wiatr kołysze sosny, 
przestać nie chce i nie musi.
Kiedy nadejdzie klimat wiosny -
zima w nim się udusi. 


...Wiatry powieją ciepło wiosennie. 
Słońce ptaki ogrzeje po zimie.
Dni, które zimą były sennie denne,   
z wiosną będą mieć weselszą minę.   


Lecz zanim to się stanie,
w tej chwili niebo pokryło się chmurami.   
Wiersz mój, który wyrasta na kolanie -
idzie w zgodzie z roku parami. 


Słońce dziś już się nie wyjrzy,   
na dachu śniegu nie roztopi.     
Jedynie poeta ptaka dojrzy, 
który kolorem się zdobi. 
   

Czy to dzięcioł, gil czy sójka,
dziś nie powie Wam.   
Czeka aż pojawi się ich trójka,
Wtedy odpowiedź da.



          OCZYMA  SZYMBORSKIEJ


Intelektem górnika:

Zegar tyka do mnie, wyznaczając dni i sens życia mego. 

Pod zegarem "żubr" na próżno z byka patrzy na mnie.

Pod żubrem termometr pokojowy z napisem: "Białowieża" z pamiątki. 

Poniżej grzyb "huba" leśny. 

Obok obraz w białe kwiaty w flakonie w kształcie klepsydry,
kilka po rogach obramowanych Bożych obrazków z kolęd, otaczają Jana Pawła II. 

Pod obrazem stolik z lampką nocną - łuna światła na sufit i ścianę się kładzie. 

Telefon pod który numer ktoś czasami zadzwoni, ale nie w tym układzie. 

Notes, który adresy pamięta - nie grzeje, nie ziębi, bo jestem osobą,
a nie osobowością - i oby nigdy nią nie być.   

Okno na świat dzisiaj nie ma już takiej radości,
tylko z każdym dniem uczy, jak być wierszowym. 

Stół kawalerski niezniszczalny, raz przyjął żyrandol na siebie, 
kiedy wróciliśmy ze Śląska, kuzynka i kuzyn byli tego światkiem.
Całe szczęście, że nie spadł na głowy. 

Fotel na którym mało kto siada, dziś już dla mnie żadna zagadka,
bo ja chcę być osobą za życia, a po śmierci osobowością. 

Jak przeczyta ten ktoś kto mnie nie lubi znowu posądzi o pychę. 

Ale ja gwiżdżę na to, gdyż los już mnie osądził, zanim on mój osąd przeczytał. 

Łóżko na którym rodziły się i umierały życia dramaty, na którym są oglądane
z życia emblematy - w wiersze się odmieniły...   

A czy zarosną emblematy, jak te ścieżki z dzieciństwa?
Tymi ścieżkami już nie chodzę, chodzą nimi kopalnianego "ki diabła" świństwa.



  SEN: "LECĄCE  KAMIENIE  Z  NIEBA"
       

Jest w pełni lato Roku Pańskiego 1983-go. 
Wspominam Ciebie mamo i tato,
Bo dzisiaj miałem sen; uciekanie od złego!


A było to tak:
Idę sobie w kopalni bez stropu i obudowy,
Pachnę ubraniem, jak po chemicznej pralni, 
Na głowie nie mam hełmu dla ochrony. 


Niebo wysokie, a tylko gdzieniegdzie białe anioły,   
Niebo niskie i niekończące się ogromy - lecących kamieni!   
Nie jestem na powierzchni przed rodzinnym domem, 
Tylko mam gołą głowę i przed sobą ogromne doły,   
W które wpadam i tak jakoby już nie był górnikiem,
a czuł, że już Piotrowy.



   POETA  PO  ŻYCIU,  PIOSENKARZ  ZA  ŻYCIA


Poeta tym się różni od piosenkarza,
iż poeta chce być osobą, a piosenkarz osobowością.



        ROZWIĄZANIE  NIEPOROZUMIENIA  O  "KLOSSIE"


Filmowy "Kloss" - Stanisław Mikulski, mówili, że z Białegostoku pochodzi.
A on powiedział, że: - Z Łodzi.



      DZIKIE  KACZKI  III
     

Samochód stoi tydzień - śnieg pobielił go i...
- Z odwilży stopniał i...
- W nocy przemienił się w lód. 


Dzisiaj przyszedł na to głód.
...Za wyjściem na dwór.
...Za rozruchem auta.
...Za moimi ulubienicami.


Auto pali "cacy" bez względu ile stoi.
Zatem w głowie nic się niepokoi.
"Czyryk" i grzeje, w nim my zawsze oboje.

Ty przy mnie. Ja przy Tobie.
Gdyby tak ze wszystkim mieć wszystko w sobie. 

Wtedy wszystko byłoby nad wszystkim -
szczęście nad szczęściem, miłość nad miłością. 
I... samotność przed samotnością.   

Na zalewie auto rozgrzane, ciepłe,
na nim zaległy zlodowacony odtaje śnieg, usuwasz go.

Kaczki pływające za groblą, za mostem na rzece, widzą nas! 
Z wody na brzeg idą gęsiego, o metr są obok nas! 

Tym razem nie rzucasz chleba, jesteś zajęta, a kaczki przyszły.
Mówię: - Patrz! Idą do nas za chlebem! 

Poznają nas lub auto.
Sztuk ze dwadzieścia samiczek szarorudych,
kilka samców zielono-siwo-rudych.     

Rzucasz chleb i tym, które nie wychodzą z wody.
Na wodzie powtarza się to, co na lądzie, chaos!

Kiedy chleb przestał już rzucać, bo się skończył,
wtedy zapanował u kaczek spokój. 

Na akwenie: lód wzmocnił wytrzymałość po kilku nocnych przymrozkach.
Śnieg związał się z lodem w mieszance + - . 

Wędkarz ufny, jak posadzce, tutaj rower stoi na akwenie.

Tam pusto na ławce. 

Tam wędkarz broi, w lodzie otwór robi nie siekierą,
nie łomem, wiertłem, jak w XXI wieku.

A ty człowieku zanotuj i do domu się gotuj.



    HYMN  K A L E K I E G O  POETY


P o m y ś l e ń  wiele, a nic się nie zmienia
Na mym ciele, d a l e j  jestem  k a l e k i m,
Dalej jestem  d a l e k i m  do ideału człowieka,
Albowiem  c i e r p i e ń  jest rzeka...     
A  c z a s  u c i e k a  i Niebo  c z e k a,
I Ziemia  d a l e k a, i łza - i powieka -
Wszystko dopadło człowieka,
Co nieludzkie i nie dla człowieka!
Lecz, co spotyka w życiu człowieka
Do zniesienia, gdy jest  o p i e k a.   



  WIARA  I   NADZIEJA  W  LUDZI


Czego mi brak, to czy dadzą ludzie?
[ Wszak pomagamy sobie ]
Niech nie gryzie mnie sumienie, jak rak.
Wypijmy ze sobą brudzia.   



CZŁOWIEK  NIE  MASZYNA,  POPEŁNIA  BŁĘDY


"Całe życie uczymy się na błędach."

...A i tak popełniamy je całe życie,
bo nie jesteśmy maszyną,
tylko żywą tkanką człowieka,
który ma emocje, a z nich niestabilność...


IV


     JESTEŚ  MOJĄ  DLA  MNIE 


Jesteś moją muzą w przed jesień życia.

Jesteś moją dozą w czasie z Tobą bycia.

Jesteś moim ANIOŁEM i MATKĄ TERESĄ.

Jesteś dla mnie ciepłem i bez samotnością. 

Jesteś dla mnie niebem i tym na kogo mogę liczyć. 

I tym kto nie zawiedzie słowem.

I tym co przytuli się bezinteresownie.

I tym co położy rękę na głowie.

I tym co dobre słowo powie.

I tym co jeść poda.

A ja jestem tym co Tobie wiersz napiszę...



   GDYBY  NIE  PARAPLEGIKZM   


Jesteś moją żoną na dobre i złe.
Gdyby nie paraplegikzm naszego
szczęścia nie udźwignąłbym toną.
A tak tylko wiersz Tobie ślę... 



            S E N


- Moja miła, dzisiaj mi się śniłaś:
Jak Ciebie wziąłem w ramiona,
po tym zaniosłem do odpoczynku,
w którym zrobiliśmy syna,
spełnienie kobiety i mężczyzny.




          OCZY  NIE  KŁAMIĄ


Kiedy zakładasz jeden ze staników,
który lubię i podnosisz nim swoje piersi.
I jak zakładasz siatkarskie majtki - wtedy wyglądasz,
jak kobieta z którą nie żałuję, że mam dzieci - synów.
Wyglądasz tak, jakby dwadzieścia lat z życia odjęto.
Wtedy jest tak miło aż wybacza się losowi, ile skradł nas w sobie.

  Basi



      CIĘŻKIE  SŁOWA  NIE  TYLKO  DLA  KRTANI


Kiedy zostałem na wózku inwalidzkim, wtedy mówiłem do żony:

- Runęło nasze życie w jednej sekundzie!
Nieszczęście stało się w szczęściu!

Żona nic nie mówiła,
Jej mowa w cierpieniu utkwiła...



   POETA,  JAK  MALARZ


Wlepiam wzrok za przyrodą,
Tak głodnym będąc z tęsknoty,
Jak spragniony seksu z kobietą. 


Będąc tutaj nad wodą -
Czerpiąc korzyści ze wzruszeń
do wierszowej wspólnoty,
Kładąc słowa na papier
z niekontrolowaną podnietą...



    SĄ  LUDZIE  I  LUDZISKA


"Człowiek człowiekowi nie jednaki". 

Jeden "żul", drugi nie taki.


II


      SZARÓWKĄ  II
                           

Światła w punkty się mnożą...
Gwiazdy, jak za różyczką wróżbity - się tworzą... 
Lecz wiersza nie ułożą.
Wiersz ułożysz Ty z pomocą Bożą.   


Moja Pani!
Z Tobą żyć nie jest do bani.
Warto poświęcić się dla Ciebie na wieki.     
Ty życia wybranko moja Pani
Taka  p r a w d z i w a,  jak ja  k a l e k i.



SŁOWA  POCHWAŁY  MNIEJ  WARTE,  NIŻ  TY 


Nie znajdę dość wyrazistych słów,
by Ciebie jeszcze bardziej pochwalić,
niż potrafię, tym bardziej,
gdy na tę pochwałę zasługujesz. 

  Basi



      PUNKT  ZWROTNY


Im dalej w las, tym więcej drzew.
Im dalej w las, tym mniejszy gniew.
Im dalej w las, tym bardziej cofa się czas;
Nie w nas, lecz w naturze las: 

Świerki stoją niebem.

Brzozy płaczą grobem.

Sosny giną zrębem.

Mżawka życia chlebem.



          MOJE  PODLASIE 


Bezkresne lasy co się ciągną w nieskończoność.
Białe anioły co na niskim niebie płyną...
Ptaków, których po lasach śpiewa mnogość.
I Ciebie Barbaro, którą kocham jedyną.
Co więcej można mieć od życia,
Czegóż więcej można chcieć od życia. 


Łany zbóż co się ścielą po polach,
Łąki co schodzą ku rzekom po dołach.
Rzeki co płyną meandrem w mozołach.   
Olchy co ptaki przyjmują do śpiewu po dniach całych.
I woda, która spływa po deszczu w rowach.
I owce na polanach łąkowych pasące się chodzą w białych kołach.


Szpaki co czarną chmarą nad łąką przelecą 
Lub na skoszonej tabunem zwalą.
Dzikie gęsi co na północ lecą.
W dzieciństwie, kiedy pasałem krowy,
Za nimi na wietrze palcem "jedynkę" pisałem.
A na starej olsze co tam śpiewałem,
Dzisiaj uschła i sterczy bezlistna,
Na którą tylko drapieżny ptak usiądzie?
Lecz mnie tam już nie ma na tym lądzie,
A tylko wspomnienia duszą grają,
Skoro minione lata tam nie dojdą,
A tylko o przeszłość pytają...

  Pisałem w lutym 2009 roku.



    "NAD  NIEBEM" - [ o wrednej sąsiadce ]    


Kiedy przylegnie siostra do siostry i przywlecze swoje potomstwo,
Wtedy wchodzą, jak czołg do domu
Z hukiem tupotu takiego, jakoby na balu country, 
Co by takich oddźwięków nie życzyć nigdy nikomu.
Pies ich obskakuje i gna po pokoju,
A potomstwa 2x2 ledwo się rozbiorą,
Już szykują swoje hordy do boju.
Aż i tym, którym przykro wtem niejednym się zwierzyć,
Jak "nad niebem" jest niespokojnie,
Bowiem wola potomstwa jest samowolą.
My dwie siostry gadką zajęte upojnie,
Potomstwa niechaj robią to co wolą:
Biegi, chowanki, rolki, skakanki, gumy
I co w głowie przyjdzie im do sumy.
A wy "pod niebem" znoście tam, frajerzy,
Nasze sielanki, że potomstwa biegają.
My dwie siostry mową sobie zajęte...
Że co, jak u nas słychać?
Że jak to, u tamtych też słychać?
Potomki mają same się wychowywać,
Bo my dwie siostry nie z tych, które potomstwem,
Jak inne matki się zajmujemy
I nie dom z "nad nieba" uczynimy,
A boisko, gdzie się mieszka.
Nam to zwisa, choć nic nie wisi,
Co "pod niebem" powiedzą,
Że tutaj nie ludzie, a świnie mieszkają,
Którzy innym są uciążliwą krzywdą?!
To nic, że do tego dochodzi dnia każdego,
O każdej porze i w chwili tej!
Nam to nie przeszkadza, a zwisa.



        DZIKIE  KACZKI  IV


Przed wczoraj po raz który śnieg pobielił ziemię,   
A tylko z drzew się roztopił
I puszcza znów ma zielone imię,
Lecz żaden ptak przy mnie nie ozłocił.   


W głęboki bezśnieżny las jeden i drugi uszedł,
Bo odwilż odkryła pożywienie na gałęziach i w korze.
Dzień, który południa doszedł, za brak słonecznych promieni
Rewanżuje się kaczkami na wodzie w kolorze.


Dzikość w nich dzisiaj spotykam, co nieufnością i strachem
Na dystans siebie od nas trzymają. 
Dzisiaj nie płyną ku nam, tym bardziej straciły pamięć,   
Że my im posługą, a nie śmiertelnym wrogiem.   
Dzikość w nich widzę, co takiej jeszcze nie widziałem
I nie była spotykaną nawet w wiosnę długą. 


Resztek śniegu kapią z jedliny,
Przyjmują to pod świerkami gołe maliny,
Które w lato owoc zbiorą, jak pierwiastki dziewczyny. 


Okruchy chleba rzucać trzeba kaczkom do wody,
Bo kaczki śliny nie mają i trudno na sucho połykać.   
Na brzeg też wcale, bo puszysty śniegu leży
I okruchy przepadną dotąd aż się roztopi.   


Rzucony chleb płynie po wodzie,
Kaczki nie ku niemu, a w przeciwną stronę, 
Ze strachu, który z pewnością wpędził pies. 
W bezpiecznym miejscu chaotycznie atakują
I każdy kęs płynący zjadają, zanim utonie. 
W chaosie zasad nie mają,
Odwrotnie zanim chleb przypłynął,
Dzikość i prawo silniejszego rządzi -
Silniejszy poddanego do szeregu zapędzi. 


Ludzie udający się z psami nad zalew
I po wodę ze "Źródła Romana",
Trzymajcie psy na uwięzi,
A kaczki przyjdą do Was i będą jeść z ręki!



   ŻEBY  DAĆ,  TRZEBA  MIEĆ


"Z pustego i Salamon nie naleje".

Oznacza to, że nic nie ma za darmo.



        NOCNY  WIERSZ


Gdy na wskroś cisza zapadła,
Wskazówka była już na wskazówce. 
Lecz mnie cisza jeszcze nie dopadła,
Zatem z północą jestem na ramówce...   


Żarówka bez klosza z dzieciństwa przypomina
Ruchome promienie Świętych nad głową,
Których ksiądz na religii rozdawał z mową Bożą:
"To JAN CHRZCICIEL i JEZUS CHRYSTUS
  z palestyńskiego kraju."


Czas tyka, życia ubywa...
Ćma na żarówce się spaliła.
Tymczasem ja raz się dopalam,
Innym razem siebie pomniejszam,
Jeszcze innym razem wyróżniam. 
Wiem, że to nie jest złe,
Albowiem człowiek jak pogoda.   

Okienna zasłona uchylona,
Kino nocne u sąsiada mruga...

U mnie strofa jedna, druga, dziesiąta
Przedłuża mój czas i życie...
Albowiem wiersz powstaje jeden po drugim,     
Co płodu wyrosło krocie, a i potu strugi,
Jak cofam czas z życiowej udręki
I z faktu w istocie życiowej męki!
Wtedy najlepiej zasnąć nie na wieki,
A tylko zamknąć do jutra powieki.


Śnieg pada i pada...
A sen mną gada i gada...
I tak od dzisiaj do jutra,
Od wczoraj do dzisiaj -
Raz chwila dobra, raz okrutna!



   KAPRYŚNA  ZIMA


Jednej nocy pada śnieg -
pokryje wszystko na biało.
Drugiej nocy roztopi się całkiem
Lub skruszeje przez mróz.


Zima wraca i odchodzi -
Odchodzi i wraca.
Zima hula i szkodzi -
Taka zła jest jej praca.



  BEZ  ŚPIEWNY  KONCERT  SIKOREK 


Bez śpiewny koncert sikorek zima trzyma,
Śnieg nie ubywa na ziemi i gałęziach.


Wierszowy dzień zimy nie odkryje,
Choć żyje z nią w więziach
I w kopie sikorek, słoneczniku
Do klepsydry mają z pełny worek.


Trzy, cztery gile w to się wmieszały
Milsze uwadze, niż kopa sikorek raz po raz
Do klepsydry się zniżają: dół, góra - góra, dół -
Godzina, dwie - zanim kopa sikorek
Z klepsydry zje - to co im dane.
Tak długo jest cichy koncert życzeń,
Jak długo klepsydra jest napełnioną klepsydrą.



        O  SAMOTNYM  PTAKU
     

Dzień już się kończy i w szarówkę wchodzi,       
Wiatr się nie zrywa, a ucichł na dobre.     
Ptak, który pokarmu jeszcze żebrze,
Skulony siedzi na drzewie i nie uchodzi 
W las głęboki "okiennej Ewie".     
Tym ptakiem nie sikorka, nie sójka, nie dorka*, 
A gil skulony przed zimnem ku swej obronie
Na drzewie bezlistnym, jak jabłko niespadłe przed zimą, 
W niczym nie zawistny, a żyć mu jest markotnie i głodno. 

   
Bądź jutro z rana, mały ptaku, będzie płodnie,
Kiedy dobroczyńca słonecznikiem napełni klepsydrę!     
Wtedy nie powiesz, że kilka nasion z klepsydry wydrę,
Bo zdążysz między ptaszkami najeść się do woli.
I już nie powiesz, że z głodu markotnie ci i życie boli,   
A po tym radosny odfruniesz w las puszczański głęboki     
I pożywiony zaśniesz w gęstych gałęziach, jak scalone obłoki.   

Do jutra.   

  Objaśnienie: dorka* - sroka.



          ZIMOWYM  DNIEM


Dzisiaj zobaczyłem błękitne niebo i trochę słońca.
Głód do klepsydry przyciągnął nie tylko sikorki,
Ale cukrówki, gile, zięby i płochliwe sójki.   


Zima, której za nic jeszcze nie wróży się końca.
A zatem ptaki zmagają się za pożywieniem
Między sobą nawet w aktywnej bójce!
Śnieg przez noc pobielił drzewa, 
Ptaki za pożywieniem skacząc
Z gałęzi na gałąź w godzinę zrzucą. 


Gdybyś Ty dzisiaj ujrzała "Ewo",
Że więcej tutaj ptasząt na tym drzewie,
Niż na prahistorycznym zakazanym drzewie było jabłek, 
To by "wąż szatan" nie skusiłby Ciebie "szatańskim owocem",
Przez co dzisiaj nie musielibyśmy umierać.       



         MIEJSCE  POETY


Wreszcie osiadłym na podlaskich włościach,
nie własnych, ale i nie obcych,
bowiem z rodzinnych stron,
skąd urodzonek, ożenek i ...śmierć.



           TĘSKNO  MI


Tęskno mi do tych progów wiejskich,
Tęskno mi do tych żółtych łąk 
I do tych zabaw dziecięcych sielskich
Na drzewie, gdzie wyginałem się, jak kabłąk.


Tęskno mi tam, gdzie jest dużo olszynowych krzaków,
Tęskno mi do tych w maju kwitnących czeremch,
Które zapachem przesiąkały nas
I do tych na łąkach skoszonych, gromad szpaków.


Tęskno mi do tych srogich zim
I już bez względu czy poszedłbym na sanki,
Narty sam, czy z byle kim.


Tęskno mi za choinką wyrąbaną z lasu,
Za ścieżkami zajęczymi, którymi do wioski szły.
Tęskno mi za łowieniem ryb w samo południe Wigilijne,
Nie wędką, a siatką tęskno mi...
Tak tęskno aż sił brak. 



    NIEDZIELNE  PRZEDPOŁUDNIE


Z soboty na niedzielę drzewa pokryła szadź.
Do klepsydry sikorek przybyła cała brać.
A ja zanim pościelę łóżko,
Już spozierając w okno piszę wiersz: 

Na balkonach pranie sterczy zesztywniałe
Bez życia, bez powiewu.
Nie smutno mi, bo wesoło na drzewie -   
Opróżnić klepsydrę ptaszkom zadanie.



      O GODZINIE  13-TEJ  27. LUTEGO


Dobroczynny ptak usiadł na gałęzi i nie dynda bezczynnie
Huśtany przez wiatr, a śpiewa dla mnie tak głośno
I obficie aż młodziej stało mi się w sercu
I poczułem nadchodzący zwiastun wiosny. 


Zimno jest! - Barbaro, zamknij okno!
Przyleci jeszcze niejeden ptak nie na jedną sosnę,
Wyśpiewa niejedno piękno,
Gdy przyjdzie prawdziwy wiosny znak.
Ach, jak miło i wesoło będzie.
Gdybym tak umiał zamienić słuch i myśl, pisana mowo.



...ZWIASTUNOWIE  WIOSNY


Dzisiaj dostaję za darmo
Porcję dobrego ptasiego śpiewu
W tym leśnym zarzewiu.
Jak miło posłuchać ptaszka.


Poeta sam do siebie rzekł:
Ptaszki siadają na garażu daszek,
Śpiew do mnie dochodzi!... 
Z gajeczka cała ptaków zimowa wycieczka
Obfitym śpiewem budzą wiosnę,
Siadając na świerku, brzozie i obskakując sosnę...
Jak miło posłuchać ptaszka, a jeszcze milej,
Kiedy z radością pracuje czaszka. 
Jeszcze milej i dumniej zrobić z siebie poetę,
A jeszcze tym bardziej milej jest,
Kiedy ułoży się sonet.


Różnorodny ptaszek jest dla mnie
Szczodry nawet w zimie.
Ja mu za to nadam imię:
"wiosną już bądź" - jeden, drugi i setny.
Niechaj już zima idzie sobie precz,
Wiosna niechaj ciepłem słońca
I waszym śpiewem codziennie tętni...

14 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2020-05-01 18:13:19)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

     WIERSZE  Z  MARCA  2009  ROKU
   


  MOJEJ  PANI  BARBARZE


Moja Pani.
Tyle do mnie dobroci w Tobie,
Ile piękna w Tobie.


Moja Pani.
Tyle do mnie opieki w Tobie,
Ile pewności mojej do Ciebie.

Tyle do mnie wszystkiego dobrego jest w Tobie,
Że i z łóżka zejść na wózek nie jest ciężko.

W okno spojrzeć za ptaszkiem,
Ciśnienie zmierzyć, aby o zdrowie
Do jutra spokojnym być.
I wiersz napisać, jak dzisiaj, Tobie.
Moja Pani.



      W  NIEDZIELE  SAMO  POŁUDNIE


Dzwon kościelny uderzeń dwanaście wykonał -
dźwięk po miasteczku się rozbiegł!... 
Następnie elektryczny kościelny hejnał sam się odegrał.
Pierwszy marca słońcem przywitał,
po mieszkaniu przedwiosennym chłodem przebiegło... 
Za oknem małe ptaki swoje wiosenne melodie wyśpiewują...
Śnieg, który tylko na ziemi został - topnieje nieuchronnie.

W duszy wreszcie nie płonie, tylko cicho, spokojnie,
nawet pokornie, ale nie markotnie.

Niebo wysokie niebiesko bezkresne, 
tylko gdzieniegdzie białe anioły na niskim zawisie
jeden drugiego bez końca goni. 


Pióro trzymam w dłoni i łączę to wszystko w sobie:
oczy, umysłu sensory, dusza, serce
i na papier kładę moje z przyrodą naturą ożenki.


Sikorki, które dawno już klepsydrę opróżniły,
za nic nie opuszczają życiodajnego drzewa,
które wiosną rodzi, latem dojrzewa - owoc dając ludziom.


Zimą dzięki człowiekowi klepsydra na tym drzewie sikorkom daje życie.
Jak dobrze, że jedno drugiemu służy i z więzią do siebie się odnosi,
przeto świadomość zostanie w duszy, że ten świat jeszcze nie jest taki zły.
Więc żyć trzeba dzisiaj, ...jutro, ...pojutrze i nade wszystko dalej...



  KRÓL  FUTBOLU  POWRÓCIŁ  NA  SŁONECZNĄ   
               

Franek, Franek łowca bramek po światowych wojażach   
Powróciłeś w rodzinne strony, w Jagiellonii domowe progi!       
Teraz klub nasz już nie będzie w gole ubogi.     
Wiosenna rywalizacja już się rozpoczęła,
A Jagiellonia Tomku Ciebie na kapitana drużyny wyznaczyła. 


Po zimowej przerwie na pierwszy ogień Arka Gdynia
Przeciwstawić się nam przyjechała.       
Ale co tam Arka Gdynia, kiedy Tomku Ciebie
Nawet po długich latach nieobecności
Strzelać gole Jadze nie trzeba namawiać.   
Ach co to był za mecz.
Pierwsze koty za płoty u Jagi poszły już precz.     
Ataki - podania - kontry i między 26, a 29 minutą
Pierwszej połowy jest już 2:0 dla naszej Jagi.   
Franek, Franek łowca bramek Arce wybił mecz z głowy.       
W drugiej połowie meczu Zawistowski na 3:0
Formalności tylko dopełnił i na stadionie
Przy Słonecznej w Białymstoku radości stało się ogrom.       
Teraz nasz kochany Franek łowca bramek i drużyna
W Ekstraklasie wszystkie mecze po wygrywa.         
Sprawimy lanie nawet Legii stołecznej,
Zwłaszcza u siebie na Słonecznej. 


Komisja PZPN-owska, musicie Jagę odwiesić, 
Żeby na Północnym Wschodzie piłki nożnej nie powiesić!   
Chyba, że się boicie, że teraz z naszym wirtuozem futbolu
Tomkiem Frankowskim Jagiellonia w Ekstraklasie
Wszystkim lanie sprawiać będzie na czasie?! 
W Białymstoku i na wyjazdach!     
A Wam wielki wstyd się stanie,
Bo jednego karzecie, a drugiemu popuszczacie!     

  P. S. Przeciwnicy Jagi i sympatycy Arki i Legii
  oraz innych drużyn, wybaczcie mi kalekiemu poecie. 
  To tylko wiersz, a w życiu różnie bywa, przecież
  dobrze o tym wiecie.   

  Marzec 2009 rok.



PODDANYM  SIŁOM  WYŻSZYM


Przemogła mnie siła,
Która na imię kopalnia nosiła.

Przemogła mnie Panna,
Która ma na drugie imię Anna.   

Przemógł mnie wiersz -
I dzisiaj już nie mówię do ludzi,
Tylko do Boga. 
- Boże, tylko mnie zdzierż. 
       


                   ETAPY  ŻYCIA


Urodziłem się po to, by paść krowy i to w dodatku cudze.

Urodziłem się po to, by kosić łąkę i orać pole. [ końmi ]

Urodziłem się po to, by odrabiać ludziom za żniwa, wykopki i za orkę. [ traktorem ]

Urodziłem się po to, by zarabiać po ludziach przy murarce na buty i odzież.

Urodziłem się po to, by z dnia na dzień stać się "junakiem".

Urodziłem się po to, by zjechać w podziemia za chlebem i lepszym jutrem.

Urodziłem się po to, by tam tyrać i paść na urobek krzyżem w wieczną bezwładność nóg,
które po tym już nigdy nie dotkną ziemi ani śląskiej, ani podlaskiej. 

Urodziłem się po to, by po tym stać się poetą - a będąc nim na papier tworzyć to,
czego ciało nie zdoła uczynić. Ot i cała historia mojego życia nie bujna,
nie doniosła, nie-szczęśliwa, a co w tragedii życia utkwiła.



              LEK  NA  CAŁE  ZŁO


Czas leczy rany te niezabliźnione i nawet te w duszy. 

Życie, jak fotel bujany dobrnęło na głowie do siwizny,
Lecz serce, jak hart do życia się nie kruszy.

Co dzień, co noc rodziły się myśli i umierały -
Sny raz wesołe, innym razem przepełnione czarem goryczy. 

Jak dobrze jest w tym, że miał kto powiedzieć dobranoc.
Wtedy i los o mnie niedbały nie miał nade mną wszystkich zdobyczy.



       DZIKIE  KACZKI  V
   [ Przy "Źródle Romana" ]


Czy to zwiastun wiosny idzie,
czy to was w popłoch coś, ktoś wpędził?!
Za mostem nie ma was w kopie, jak przez całą zimę,
a tylko pod wodospadem akwenu,
z olchy "Matka Boska" w błahej ilości was po nocy policzy. 
Czy czas przedwiośnia was podzielił,
czy instynkt skierował do dziczy?
Wiecie wy i wie patrząca na was "Matka Boska".
Te które zostały, ludziom jest troska,
żeby podrzucać wam pokarm.
Za to, że ludzie są ludźmi,
za to, że tutaj jesteście.
I za to, że pięknem na wodzie jesteście,
i za to, że zima.


            A


PRZY,  NA  I  NAD  ZALEWEM


Śnieg srebrzy się w słońcu,
a " + " go pomniejsza.
Zima, która z okna się oddala -
odejdzie do lamusa wkrótce.


Ptaszek na sośnie zrobił się wesoły -
śpiewać nie przestaje, a zaczął.
Kruki, które dalej kraczą,
mają za dom las sosnowy.


Jedna tylko wada stoi nad głową,
elektryczne słupy tożsamości puszczy
wieki istnienia zmieniają -
wkradłszy się w horyzont, życia nie odbierają, 
jedynie brzydoty dodając martwą niemową.


Nie Ciebie Przyrodo to się tyczy,
lecz tych słupów straszydłom
i drutów miedzianych, co na wietrze kolebią.
Szczęście jedyne, że ptaki bujane się chlubią
i na słupie jastrząb, który wypatruje zdobyczy.


Akwen wodny, na nim lód śniegiem pokryty -
topnieje, w noc w jedno się odmieni.
Tymczasem na nim dziesięciu "jeleni",
nad przeręblą każdy w ciszę zaszyty.


Ulubienica moja mówi:
- Za nic bym nie weszła na ten strachu lód,
co na nim wędkarza głód
za rybą koczuje aż zima przeszła.


Jednemu Bóg dał rybę,
drugiemu dał wędkę.
Jeszcze innemu, jak mnie chętkę,
abym opisał to, zamiast gdybał.


Że los nie jest jednemu jednaki,
że ten nie taki, a ten siaki,
że ten ma braki,
a tam ten lubi ptaki.


I co ważniejsze na niebie je dostrzega,
jak te dzikie kaczki,
które do lotu wcześniej się zebrały -
i krążą wkoło akwenu - lądując w las,
gdzie koryto rzeki wezbrało.

Przy akwenie jest tak ciepło i zdrowo
i my ludzie nie jedynaczki.



     PRZED  ZACHODEM  SŁOŃCA


Po drugiej stronie bloku nazwanym przeze mnie
"trójkątem wierszowym", cieniem się okrył, 
jedynie wierzchołki sosen w słońcu złotem się mienią.
Górne piętra okien ostatnie promienie łapią słońca
i gasną w cieniu zachodu w ciszy martwej.


Smutno piszę, choć smutek nie przytłacza,
po prostu ciszą las i niebo płacze,
bo nic nie żyje, choć żyje.   
Las stoi niemo, niebo pogubiło anioły,
zimę dostrzegam lesie w tobie,
z nieba szukając na ziemi pożywienia sokoły.


A teraz z drugiej strony krajobrazu,
choć nie widzę, wiem co się dzieje -
z ...idącego mrozu na noc -
niebo z zimna czerwono-bieleje
i chłodem puszczę otoczy na noc, 
która za chwilę gwiazdami się wysypie.
A tym, którym w drogę
mrozem w policzki poszczypie.


Mnie w drogę nie obowiązek,
bo ja jestem Bożym Aniołem
i przeto jestem wszędzie,
choć nie ma mnie nigdzie.



U  NAS  I  W  UBOGIM  BIEDNYM  KRAJU


U nas jest tyle drzew,
ile w ubogim kraju kamieni.

U nas jest tyle lasów
ile w suchym kraju pustyń.

U nas jest tyle zieleni,
ile w kraju pustynnym piasku.

U nas jest tyle ptaków,
ile w głodnym kraju wołania bez śpiewu.



            KIERUNEK  LOSU


Urodziłem się po to, by tam tyrać i z losem paść krzyżem
w wieczną bezwładność nóg, które po tym już nigdy nie dotkną ziemi
ani Śląskiej, ani rodzinnej podlaskiej.
Urodziłem się po to, by po tym stać się poetą.



   C Z E K A N I E


Onieśmiela mnie ten czas,
ta chwila,
to spojrzenie
i ta myśl -

mrugnięcie powieką,
uderzenie serca,
ukłucie nerwu
i... nic.



W  N I E P R Z E M I J A N I E


Bądź mi wonną...
Bądź mi płonną...
Bądź mi zdolną,
Jak ta zieleń nocą polną,
Co układa się do snu
Przed księżycem i gwiazdami.
Jak ta cicha noc z nami,
która budzi się z dobrego snu -
Rano.

  Basi



     DWA  ŚWIATY  I  PODIUM


Kiedy w świecie pełnosprawnych
Mistrz dobiega do mety - i staje na podium.
Czuję dumę i radość w sercu.


A kiedy w świecie niepełnosprawnych
Mistrz dobiega do mety - i staje na podium.
Czuję ciarki przeszywające po plecach
I żal w duszy, że my nie tacy, a tacy.



NIE  ZAWSZE  TYTUŁ  POTRZEBNY


Ciebie JEDNĄ MIŁUJĘ,
Tobie JEDYNEJ wysnuję:

Noc dobrą do snu.
Jutro nie gorsze do życia.
Dzisiaj nie lepsze, niż jutro.

- A ...dalej?

- A ...dalej - będzie po malej.
Dzień, który nic nie rodzi,
A obfity, jak pospolity,
Bo duszę zwodzi -
Twoją i moją
W nasze życia zachwyty -
PRZYRODĄ.

  Basi



    MIEJSCE  URODZENIA


Kiedy wjeżdżam w ciebie,
Wtedy czuję, że czas się cofa.
I jakby chmur jest więcej na niebie,
I że będzie smutna wierszowa strofa.


Domy stoją rzędem posmutniałe -
Na niektórych dachówki mchem porosły.
Smutek taki, że aż spytać,
gdzie te z tamtych lat dzieci wspaniałe,
Które na podwórzu i ulicy roznosiły głos doniosły?


Czas się wyniósł i zapomniał,
Że stąd wyszły dobre pokolenia.
Czemuż to ja ciągle pomniał*
I opłakiwał, aż do omdlenia.


Ciebie, wiosko moja,
Co nosiłaś mnie beztrosko
I krzepiłaś zajęciami, jak "cowboya".   
Ach, jak wtedy żyło się bosko.


Pola, łąki było nas pełno -
Krzaki, rzeki - rozgłos i pluskot się rozchodził...
Wtedy, kiedy do zadań nie było pilno,
Taniec beztroskich zabaw nas uwodził.


Kiedy chętka do zabaw dobiegła końca
I hasania po krzakach i zaroślach chęć opadła.
Wtedy leżąc brzuchem lub plecami do słońca,
Aż poczerwieniała skóra, która wczoraj jeszcze była zbladła.


Będąc dziećmi znające i rozumiejące, co to trud,
W wodzie opłukali siebie ze słońca
I z prądem lub pod prąd rzeki wśród
Olch, zagajników, gąszczu młodych olchowych pędów,
korytem rzeki ścigając raka, rybę do końca.


Jeśli to był rak, brano go za grzbiet,
Jak uczył przed laty stryj,
[ rękoma wyrzucano go na brzeg wnet ],
Jeśli to był miętus lub sum.
I już nieść do domu był twój.   


Brodząc rzeką dalej przed siebie,
Gdy pojawił się szczupak.
O! To już nie dla panno Ciebie,
Który przed śmiercią uchodził na opak.


Ścigać go trzeba było bardzo długo -
Mieć trzeba było na względzie wszelkie sztuczki.
Stosować różne sposoby, podejścia
jak w wierszu: "Szczupaki" - [ nocną ramówką* ],   
Żeby do złowienia powiodły się stosowane kruczki.


Czemu to tak jest,
Że co trudniejsze, to pilniejsze?
Czyżby temu, że człowiek ma gest,
Czy temu, że co stawia opór, to milsze?

  Objaśnienia: pomniał* - pamiętał.
  jak "cowboya" - krowiego chłopca.
  [ nocną ramówką* ] - autorowi chodziło, że wiersz pisał nocną porą.



       SYJAMSKIE  SOSNY
   [ treść wiersza fikcyjna ]
                                         

Stoją dwie sosny syjamskie siostry
Raz cicho, raz szumnie,
Jak wiatr powieje dumnie.
Nie raz wywróżę nazwą: "crime story".

Toć przychodzą pod nie "dyktciarze", "skin headzi".   
Oni nie robią w spodnie, gdy prawo im ględzi.

Że tutaj, panowie, nie można stać i pić alkoholu!
Jak każdy z was karę dostanie, wtedy nie przyjdzie tutaj, lecz stanie w holu.

Prawo poględzi, spisze dane i pójdzie do dalszych zadań.
A "dyktciarz", czy "skin head" odejdzie sam,
jak wypije z rana ulubione swoje z codziennych dań.


Czasami dochodzi i do słów niemoralnych,
do szarpaniny i rękoczynów, ale i do zgód wspólnych.
Innego dnia problem wraca znów.

Było to "crime story" pod sosnami syjamskimi siostrami.

Teraz będą nieludzkie spory, bo ptasie całymi dniami.

Bowiem wiosna już ...idzie,
Ptaki w śpiewie już słychać!...
Śnieg topnieje i leży tylko gdzieniegdzie,
Wiosna już obudzona zaczyna oddychać...


Słońce przygrzewa wszystko,
Co cieniem nie jest nakryte.
Wiosna już tuż, tuż - blisko
I nasyp kreta z ziemi wyryty.

  Objaśnienie: dwie sosny - syjamskie siostry istnieją faktycznie.



      SZARUGA  ZA  OKNEM


Z dachu kapie roztopionym śniegiem -
Tym co spadł ostatnią nocą
I tym zaległym z zimy biegiem -
Żywot ostatni - spłynie z topniejącą mocą.


W słońcu mógłby zginąć jeszcze szybciej,
W szarudze dziennej mimo temperatury plusowej
Śnieg zewsząd znika wolniej,
Niżby na to zezwalałby bóg wiary Inków*.   


Dzisiaj nie ma go i nie będzie,
Szarugą za to niebo się pokryło.
Do tego bezwietrznie śnieg spada wszędzie,
Co tylko ptakom przy klepsydrze jest miło.


Z dachu kapie dalej,
Z nieba śniegiem kręci.
Coraz smętniej i coraz żalej*,
Nawet psa za wybiegiem nie nęci.

  Objaśnienie: Inków - Inkowie* - mieszkańcy z plemion Indiańskich
  w Peru po odkryciu przez Hiszpanów na początku XVI wieku.
  Tym niemniej autor wiersza miał na myśli słońce.
  żalej* - większy żal.



   ZWIASTUNOWIE  WIOSNY


"Antki" robią swoje.

My to słyszymy i znosimy to oboje.

Ciśnienie nie jak organizm z rana przyzwyczaił:
105-69-69, a 143-85-88, niby nic, a już stres się pojawił!

Trzeba uciekać do kuchni od piwnicznych "Gawłów",   
weź cholera nawet i spuchnij.

A im i tak zadanie stoi na gardle
z rozkazu przełożonego wedle.

Za oknem szaruga w dniu następnym.
Żywiciel sikorek dzisiaj o klepsydrze jeszcze nie pamiętał.

Wiara w nim, sikorkom pełne wole.     

Dla nas jest marzeniem "Antków" wola,
żeby nie działali w XIX wiecznym prymitywizmie
i wynieśli się do garaży w naszym optymizmie!


Och, gdyby tak się stało? Tak będzie!
Wtedy mój wiersz nie byłby w takim zapędzie.
I nie zacząłbym wierszowego poranka z tym przeklętym dylematem,
Który niechaj nam już nie będzie życiowym katem.

A od bocianów na niebie, które ujrzeliśmy lecące dzisiaj,
Pentowo do Ciebie. Stało się tak milej.

...Wiosna idzie.

A my z wiosną, och, gdyby tak wygodę ujrzeli,
Jak wam boćki przychodzi wygodę mieć na łonie natury,
Iż na niebie rano cisza i spokój,
A tylko pod nami całą dniówką "Gawły" gwałcą pokój!

  W dedykacji S. M.



  TEGO  SAMEGO  POŁUDNIA


Cisza jak w kościele,
"Znad nieba" w szkole.
Zapłata za burzliwy poranek -
Choć wrócił melancholijny majdanek.


Lepsze to, niż "piwniczne Gawły",
Którzy w teren wylazły.
Wreszcie czuję siebie samego
I z poranka złego - do południa miłego.


Coś przemija, coś wraca,
Coś ubywa, lecz to nie praca,
Która syzyfową jest od ćwierć wieku,
Niemniej wierszowa tak, jak natchnienie w człowieku.



         WOŁANIE...


Przynieście mi chlubę
Wobec siebie i moich oczu.
Zakończcie choćby już dziś moją zgubę
I uprawiajcie swoją robotę na uboczu.


To kpiny. To skandal. To patologia.
Nawet PRL-owska nie znałaby takiej paranoi ideologia.
I było można gdzie się poskarżyć,
A przewodniczący problemu nie dał do lamusa odłożyć,
Tylko człowieka stawiał nad warsztaty.

A dzisiaj nad człowiekiem królują warsztaty.

Zatem "komuno wróć." Jest sprawa niecierpiąca zwłoki!   
Tylko pogoń warsztaty i dalej niczym się nie trudź.

"Ludzka podłość nie zna granic".

A z ekonomią w dzisiejszej dobie
To już totalnie człowieka ma się za nic.

  W dedykacji S. M.



          SIKORKA


Usiadła sikorka na gołym głogu,
A mnie wiara w Bogu, żeby ją opisać:

Nocny śnieg przemienił się
W krople wody na gałązkach
I raz po raz kapie
Aż jedna kropla dosięgła sikorki.
Sikorka wstrząsnęła się sobą -
Zrzuciła kroplę i odfrunęła w las głęboki.


Przyfrunęła druga, a może i ta sama,
Usiadła, jak mądra dama na gałązce takiej,
Że kropla deszczu już na nią nie spadnie
I czyściła piórka zaradnie...



JULIUSZOWI  SŁOWACKIEMU  ŚW.  PAMIĘCI   


Julku! Jak wiele nas łączy:
Ty się żaliłeś, że styrałeś życie na obczyźnie za Ojczyznę.

Ja się żalę, że styrałem życie we własnej Ojczyźnie dla Ojczyzny.

Julku! Jak wiele nas łączy:

Ty płakałeś nad swoim życiem.

Ja płaczę nad swoim życiem.

Ty płakałeś nad sobą.

Ja płaczę nad sobą.

Ty byłeś chory.

Ja jestem  k a l e k i.

Czy Ciebie dopadały zmory?

Mnie czasami dopadały w nocy,
Gdy chciałem cofnąć czas dla życia pomocy.

Julku! Jak wiele nas łączy:

Ty się smuciłeś za siebie i za Polskę,
Której dla sąsiednich mocarstw nie było.

Ja się smucę za siebie i za Polskę,
Co by mnie i Jej żyło się dostatniej.

Lecz ja, choć  k a l e k i,
Lepszy mam żywot od Ciebie,
Albowiem mogę żyć w swojej Polskiej Ojczyźnie.   
Mój drogi z losu i natchnienia przyjacielu.   

Za to Ty po życiu zbierzesz więcej laur.   
Mój przyjacielu.

Pisałem w marcu 2009 roku.



DO  MIODU,  JAK  LEP, A  OD  SMRODU  W  DRUGĄ  STRONĘ  ŁEB                         

"Sukces ma wielu bohaterów". Porażka żadnej twarzy.



  BIAŁORUSKA  ANEGDOTA


Mawiał kiedyś kolejarz podkładowy:

"Ty lisu minia nitrogaj!
Ja idu swajej darogaj.
A ty idzi swajej darogaj."



ODRĘBNOŚĆ  MALARZA  CO  DO  POETY


Malarz sprzedaje obrazy.

Poeta sprzedaje siebie,
W dodatku za to nic nie biorąc
W odrębności od malarza.



CZŁOWIEK,  POTWARZ  I  WSIARZ


Człowiek przyjmuje potwarz,
A rzuca nie człowiek, lecz wsiarz.



   W  DZIEŃ  PRZEDWIOSENNY


Niebo bezchmurne utopione w słońcu
Ogarnia wzrok dalekosiężnie
Sięga po horyzont widokiem,
A za horyzont marzeniem.


Nie wiem czy ktoś uwierzy, że nie lubię słońca.
Efektowne promienie, jak promienie serca
Dzisiaj nie zgasną aż po horyzont
I po zachód słońca - do końca
Dnia dzisiejszego, ale bez jutra.

A jutro. Jutro z samego rana
Przywitają nas pretendenci na mistrza do śpiewu.

Kompletny dzień okuty przedwiośniem
Nie trzeba mu kokieterii, aby go radośnie umiłować.
Świetny z nas duet budujący życie i dzień na jutro,
Choć nie lubię słońca, ale pragnę życia, jak Ziemia słońca.



                    HERUBINEK


Krążysz po niebie kołem i cieniem rysujesz siebie dołem.
Jak oku miło spojrzeć za tobą cieniem do słońca,
Choć w poziomie gwarno małym ptakom bez końca.
Ty żeś młodzieniec ze skrzydłami myśliwego i wojownika,
Zanim nie uderzysz w ciemię gryzonia, twój cień nie znika.



          ŻONIE  I  OJCZYŹNIE


Kiedy ma się 53 lata i jest się 23 lata "Bożym dzieckiem",
Wtedy chce się napisać wiersz:

Wiesz Ty żono. I wiesz Ty Ojczyzno,
Że ze mnie nie jest łobuz liryczny,
A natchniony smętek do wzruszeń i do ubolewań.

Ty żeś żono Barbaro Anno jesteś dla mnie powołaniem.

A Ty żeś Ojczyzno jesteś dla mnie utrzymaniem:
Chlebem, Ziemią i godnością.
Mieć to szczęście w nieszczęściu, to i żalu przeto mniej
I smętek tak człowieka nie okala, i brak pytania:

Za mało by żyć. Za dużo by umrzeć.

Jakie to szczęście w nieszczęściu mieć to i czuć w sercu i w duszy.
W sercu tak już niemłodym.

Przedwiośnie kapryśne, wiosennica zmienna, w duszy chwila imienna;
Że mi radość, jak tym świergotnym ptakom, które wiosnę poczęli czynić
Na każdym gołym drzewie i w puszczy w zielonym poszyciu.


A na niebie zmienne pochmurnym gęgawy lecące na Sokółkę, ujrzałem!
Wtedy poczułem radość, ale i żem spłowiał*,
Że mam na sobie powróz, w którym dozgonnie jestem nieuskrzydlonym!   


Na rany Boskie i moje, los nie jest wydumany; był taki mi dany.
Więc cierpieć i znosić bez wyjścia z godnością.
Byłoby grzechem, gdybym nie pomniał; mając przy sobie "powołanie",
Na decyzji Ojczyznę. Ten kto wymyślił: "Głupcy mają szczęście".
Sam nie był głupi.

  Objaśnienie: spłowiał* - posmutniał.



       OJCZYŹNIE


Jestem z dobrego pokolenia,
Wiersz piszę Tobie, Ojczyzno.
A jeszcze wcześniej 300% normy
W pocie czoła wraz z kamratami,
Tobie byliśmy uczynni.
Robotą byliśmy tak zajęci,
Że nie zadawaliśmy pytania:
Czy Ty komunistyczna,
Czy Rzeczpospolita.


  II


             WIERSZOWY  PEJZAŻ


Roi mi się w głowie od natchnienia i wzruszeń, że mogę i chcę Ci:

Przychylić nieba, odkryć promienie słońca i pocałować mile.
Obudzić Ciebie na czas ptaków śpiewu,
a później świergocącą ukołysać do snu na nowo.   
I samemu zasnąć z wierszową mową.



SLUBNEJ  BASIEŃCE


Słowa poczynają biec,
A Ty o tym nie wiesz:
Nieostudzone serce moje
Ujęło cykl wierszy Tobie.
Więc cieszmy się oboje,
Że nie pisałem ich, tylko sobie.



          NA   B I E Ż Ą C O

https://photos.google.com/photo/AF1QipPSVCFmgfpbaDdDCqj3J3nKein6OKTPjgIqmj2k

Śnieg osmucił krajobraz i ptak nie śpiewa,   
Ukryty w głębokiej leśnej puszczy.

Tyle zliczonych marzeń, wrażeń, skojarzeń przebrzmiałych,
Co by tylko w niepogodę ptaka śpiewnego przywołać.
Smętnie się dzieje; niebo śniegiem ciągle płacze
I tyle niezliczonych zdarzeń, co mało na łzę nie posmutniał.

Lecz wiem już dzisiaj, co żem teraz nie ujrzał.
Jutro z samego rana najpierw usłyszę, potem zobaczę.

15 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2020-05-23 10:22:50)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

.

        NAZAJUTRZ


A jednak wcale nie usłyszał
I nie ujrzał ptaków świergocących,
Co miał żem się spodziewać ich dzisiaj.
Oczekiwał żem wiosny, a spotkał zimnicę   
I żem sam zdziwiał, że to aż polubił, 
Co jeszcze wczoraj to wybrzydzał.   


Nocny śnieg puszczę wybielił,
A ptak, który już od "trójkąta wierszowego"
W głębokim lesie życie oddzielił.   
Dzisiaj powrócił do ludzkich łask,   
Gdy w puszczy ze śnieżycy nocnej 
Zamilkł ptasi nie tylko wrzask.   
A i życia w lesie szukać nie łatwo,
Jak wiatru w polu, który ciągle ucieka. 
W polu całkiem nie ma życia,
Tylko samotny hula wiatr.

W puszczy nawet nie ma życia
Tylko wiatr kołysze śnieżny las.   

Za to powrócił dobry człowiek,
W "trójkącie wierszowym" na drzewie
Napełnioną życiem powiesił klepsydrę
W ten zimowy niedobry czas. 

 


   TĘSKNOTA  DO  MIEJSCA  URODZENIA


Chłop wyjdzie ze wsi, ale wieś z chłopa nigdy.
Chłop tęskni za wsią, a wieś za nim obojętna.



                 O  SOBIE


Nie mam w duszy bałaganu i z natury jestem pedancikiem.
Nie sprzymierzają się przeciw mnie hyrdy zwątpienia   
I nie nachodzą moją duszę zmory do uśpienia.
Dobry wstęp do rozmowy z Bogiem nie pożalić się,
A pochwalić się, zanim pomodlę się.
Nie mam w duszy destabilizacji, chaosu, bezprawia.
Używam słów z języka, co przystoi i może grać muzyką spokoju.
Mój punkt widzenia zależny jest od siedzenia i gra nocami cudów.



Wiersz pod tytułem: WYPATRUJEMY  OKNA


Pada śnieg dobę.
Smutno jak nad grobem.

Drzewa śnieżnym puchem ubrane,
zima nie daje za wygrane.     

Wiatr z dachów śnieg zamiata
i w wirze z ziemskim się brata. 

Las upił się wiatrem
i choć nic nie ma wspólnego z teatrem;

gra leśną melodię
pod wiatru odię: 

chwiejnie się wygina,
gałąź pod ciężarem śniegu nagina

i z szumem wiatru śnieg zrzuca z siebie,
lżej jej, lecz nie na niebie,

kręci śniegiem w "trójkącie wierszowym"
i z drzew owocowych w jego kącie,

śnieg odrywa, jak bawełnę
i gna przed siebie z wiatru mocą pełną...



      NAZAJUTRZ  II


Krajobraz zasnuty chmurami
i smutne miasteczko w puszczy zagubione.
Szary, bury, pochmurny dzień - wieloma dniami
aż trudno wybić się z niebytu poza dom.


Dzień denny gorzej, niż życie,
choć wczorajszy wiatr nie hula.
Życie przy ziemskie nie na szczycie,
tylko przez smutek wypić fula.


Dąsam się dąsam, lecz bez żalu,
bo w sumie nie sam,
tylko z połowicą* do pokuty i balu.


A w tym czasie słońce chmury przebiło,
jak przebiśniegi w ogródku sąsiada.
Kim ja jestem, że każdy wiersz kończę miło?
Czasami.

  Objaśnienie: połowica* - po prostu żona.



ŻYCIE  P R Z E M I J A,  A  MIŁOŚĆ  TA  SAMA


Byłaś narzeczoną - jesteś żoną.
Jesteś całym moim światem,
Nawet w zimę jesteś latem.

  Barbarze



            ANEGDOTA  DLA  SAMOTNIKÓW


Ten kto kochać nie umie, przegra, choć wszystko rozumie.



HISTORIA  TOCZY  SIĘ  KOŁEM


"Jak coś zdarzy się dwa razy,
to musi zdarzyć się i raz trzeci."



        OD  PRZYBYTKU  GŁOWA  NIE  BOLI


"Mieć godne życie to spokojna dusza w Twoim bycie".



                    W  CELIBACIE


"Nie sztuka unikać pokusie, jeszcze trzeba jej się oprzeć".



                   ŻYCIE  TO  NIE  JEST  BAJKA


"Całe życie odbywamy kurację, aby żyć z tym, co nas spotyka".



               NATURALNY  SKARB


To co masz najbogatszego i najwartościowszego,
to natchnienie Twoje i w dodatku nikt tego nie zabierze.



             PORAŻKI  NIEJEDNAKOWO  BOLĄ


"Życie to nie sport, choć są zwycięstwa i porażki, tylko gorzej bolą".

W sporcie można raz wygrać, raz przegrać.
W życiu, jeżeli się przegra to już można się nie podnieść.



  ŚMIECHU  WARTE


"Uwaga!  Zły pies".

A właściciel jeszcze gorszy.



JAK  CIEBIE  WIDZĄ  TAK  MALUJĄ


Człowiek jest tym co robi.



FILMOWE  ROLE  TO  NIE  ŻYCIOWE


"Być pechowcem w filmie to frajda."

"Być pechowcem w życiu to tragedia."




     W  I  O  S  E  N  N  E    N  A  S  T  R  O  J  E


Zimowe widoki i krajobrazy,
A już wiosenne nastroje.
Będą smutne i wesołe obrazy,
Co je jeszcze słowem do stroje.


Słońce niebu pochmurnemu
Chce na dobre powiedzieć:
Żegnaj zimo i nie pytaj czemu,
Bowiem już nic o tobie nie chcemy wiedzieć.


Chcemy wiosny, lepiej szarej,
Niżby dalej zimy białej.
Mamy dość już zimy starej,
Chcemy wiosny stałej.



WÓZ,  ALBO  PRZEWÓZ         


Nie ma dziury w całym.
Nie ma całości w dziurze.

"Adam chwali cnotę.
A Ewa aborcję."



W  PORANEK  PIERWSZEGO  DNIA  WIOSNY


Obudziła mnie otchłań wiosny
I przez owy ptasi spektakl
Uciszyłem swoją duszę z samego rana
I stałem się tak wesoły, jak ptaki.
One w głosie śpiewem.
Ja na sercu słuchaniem.



   Z  "NIEBA"  NA  ZIEMIĘ


Gwiazdy są na niebie, nie na ziemi.
Na ziemi są jednostki wybitne
w każdej dziedzinie życia.
Gwiazdy są na niebie,
na ziemi są artyści.



        UCZUCIE  DO  PÓR  ROKU


Zachwyt mnie ponosi schylić się nad ziemią, podać jej dłoń:

Wiosną  - wiośnie.

Latem - latu.

Jesieni - jesienią.

Zimie - zimą.

Pokłon uczynić porom wszystkim według ich nadejścia:

Wiośnie ułożyć wiersz.
O zimie tylko w dzieciństwie śniłem.
Latem i jesienią ...pomyślę.



          W  ZACISZU  LEŚNYM


Wspominam z rozrzewnieniem życie moje,
Ale z chęcią woli mojej staję oto tutaj przed Bogiem
I podaję rękę na zgodę losowi,
Któremu wybaczam i schylam głowę przed życia progiem.



POEZJA  LEKARSTWEM  NA  NADMIAR  EMOCJONALNY


Jak lekko w duszy i na ciele,
Kiedy już cierpieniem nie biczuję siebie.
Przedtem emocjonalnych hamulców nie miałem za wiele.
Dzisiaj już są i żyć jest dobrze, jak w Niebie.


Choć w powijakach poezja moja,
A oczyściła już serce i duszę.
Życie nie boli, jak po klęsce Troja,
Co tylko miło raz po raz się wzruszę…


Rozhasała się moja dusza…
Rozhulała się moja wola…
Zniknęła w głowie wszelka głusza
I stała się lepsza życia dola.


Pokonać siebie jest lepiej,
Niż pokonać przeciwnika.
A i wrogów nie mieć jest jeszcze lepiej,
Tym bardziej, gdy siebie ma się za wojownika.

  Objaśnienie: "Troja"* - historia wojny trojańskiej z ok. 1200 r. p.n.e.
  Troja obecnie leży w Turcji.



MIĘDZY  FAKTEM,  A  ZNAKIEM  ZAPYTANIA


Kiedy słyszymy krzyk cierpiącego,
Zadajemy sobie pytanie i odpowiadamy:
Jak to dobrze, że nie mam losu wyzywającego
Krzyczeć - wołanie, jeśli mnie to się stanie.



      WYRAZ  TWARZY  NIE  KŁAMIE


Jeśli myślisz, że jest Ci źle, że cierpisz?
Spójrz na Rokickiego!* - Forum FAR / Życie po skoku
Zobaczysz w jego źródlanych oczach prawdziwe cierpienie:
żal, zagubienie i bezradność, która woła przyjaciela...,
aby zapomnieć o samotności.
Przywołuje wspomnienia i obrazuje nagą niewinność czystą,
jak łza i bezgrzeszną roślinkę życia.

Jeśli dotychczas coś sprawiało Tobie ból,
teraz odkryjesz, że sprawia Tobie radość, bo masz lepiej?

A tym, co mają jeszcze gorzej, mogę tylko cierpieć z nimi.



Z  SENTYMENTU  W  RADOŚĆ


Życie jest kruche i ulotne,
Jak dusza, która odpływa.
Jeżeli nie żyje się samotnie -
Co położy na sercu rękę miła.


Wtedy życie ma się dwukrotne,
Bowiem każda chwila dłużej jest żywa.
Wtedy prawie wszystko wraca wielokrotnie,
Nawet to, co radosna głowa wyśniła.

  Basi



      W   P R Z E M I J A N I U


Nie wiele już oczekuję od życia w tym wieku.
Nie mam już gór żadnych do zdobycia,
a tylko pomyśleć o człowieku.



          NAD  RZEKĄ  TAKĄ
           [ ze wspomnień ]


Nad rzeką taką, którą można było przeskoczyć.

Nad rzeką taką, nad którą olchy pachniały.

Nad rzeką taką, gdzie jaskier wzrok pożółciła.   

Nad rzeką taką, gdzie skowronek śpiewał
  na wdechu i wydechu zawisły w powietrzu.   

Nad rzeką taką, gdzie dzieciństwo nie przemijało
  i zabaw, choć było pod dostatkiem, to ciągle za mało.

Nad rzeką taką, gdzie dorastanie nie wyrastało.

Nad rzeką taką, której opuścić było szkoda,
  bowiem z rzeki takiej pachniała woda
   i można było jej się napić, jak ze https://www.far.org.pl/forum/edit.php?id=34372źródła
    z którego była moda, jak potrzeba.

Nad rzeką taką, która posiada nazwę: Sidra
http://cimanie.fajnapolska.pl/informacje,cid38455.html

Nad rzeką taką, dziś nie usiądę ja,
  a usiądą moje marzenia i przeszły czas...   

Nad rzeką taką, jak ja.



               BÓG  TYLKO  WIE


Jeśli szatan potrafi rozdzielić to, co Bóg złączył.
To oznacza, że zło jest silniejsze od dobroci!?



      NIE  SZATA  ZDOBI  CZŁOWIEKA


"Ze wspomnień powstaje obraz człowieka".
A z domysłów tylko o nim się docieka kim jest?



SPRAWNY  RUCHOWO  BEZROBOTNYM  BYWA,
  "KULAWY  KULAWYM"  JEST  ZAWSZE


Jeśli nie jesteś "kulawym",
a Ciebie tylko dopadło bezrobocie,
to możesz wsiąść do pociągu byle jakiego
i odjechać w siną dal. Na przykład na Zachód.
"Kulawy" tego nie zrobi.
Zatem Ty jesteś w lepszym położeniu
czyli każdy ma taką rozrywkę na jaką go stać.



      TREŚĆ  MÓWI  SAMA  ZA  SIEBIE


"Pańskie oko konia tuczy" - oznacza to,
że jeśli pilnujesz swego nie przepadnie, a przybędzie.



   JUŻ  NIEDŁUGO


Jeszcze w puszczy ciążą ziemię śniegi,
Jeszcze ściska lód akwenem,
Choć już widać przebiśniegi
I czuć zapachy wiosny.


Choć już czuć w żywicy sosny,
Zima nie odchodzi, nie odchodzi,
Jak ten rok w zimę długi,
Jak ta "ruska zima".


Gdy ze śniegu popłyną wody strugi -
Zimy już nie będzie.
Wtedy w tym względzie,
Tutaj cały dzień przebędę -
Patrzyć będę, jak odrasta wyrąb lasu...



Z  PODLASIA,  NIE  TYLKO  PODLASIU


Szumią wiatry nad puszczą starym głosem,   
A słońce przyświeca jej życiem.   
Utkwiłem dzisiaj nad życia patosem
I wywlekam na horyzont - swoim odbiciem.


Skoro życie przeminie bez sławy
Nad wodospadem zrobionym przez ludzi.
Życie ciężkie, jak pluśnięty do wody kamień krwawy,
Po wiekach z wiersza się obudzi?


Na Podlasiu poeci się rodzą i umierają,
Niemniej nigdy ich nie brakuje.   
Potęgi przychodzą i się ze sobą zderzają -
Giną. Żywi słowa poetów znajdują...     


Żubry na skraju puszczy łby wystawiają
I do średniowiecza czas cofną.   
Nad nimi ptaki, które w gody się bawią.
Jakżeż ja na nich spoglądam z tęsknotą ufną...


Ci, którzy za nic to mają,
Radości przystworzą mi więcej,   
Iż co im miało przypaść, mnie pozostawiają,   
Więc korzystam z tego czym prędzej...

  Pisałem w marcu 2009 roku.



   DZIKIE  KACZKI  VI


Zalew nadal skuty lodem,
Kaczki żyją z nędznym głodem.
Na dobre dzikość głód zatracił,
Przez co niejeden kaczor życiem zapłacił.


Lis lub bezdomny pies
Stawał się nie raz katem.
A może człowiek rzucając owies
Oswajając je, będąc bratem.   


Nie bohater ja tragiczny w poezji,
Lecz w życiu, jak rów wylany z wadliwej geodezji.
Niechaj choć kaczkom wiosna życie ulży,
Toć i mnie w duszy bardziej zelży.



     ZA  WIOSNĄ


W domu nieba brak,
A za oknem słońce świeci tak
Aż promienie drgają...
Więc konieczność wyjść,
Niechaj oczy i uszy doznają:   
Wiosny już czas,
Wrzask leśnych ptaków pełen las.
Ostatnie śniegi odesłać w zapomnienie,
A przywołać wiosenne wspomnienia...



   Z  nieba  NA ZIEMIĘ


Przebija się słońce zza chmur,
Jak ogrodowe przebiśniegi.
Koty marcowe stosują biegi,
Wiosna zmywa ziemskie śniegi.



    Z  TOBĄ  OK,  BEZ  CIEBIE  DO  BANI


Mój dom to Ty, która zastępujesz wiosnę.
Bo na cóż by mi dom i wiosna, gdyby Ciebie nie było.
Czy wtedy poczułbym wiosnę lub zapach jedzenia?
Zapewne tak, ale wszystko pachniałoby do bani.

  Basi



W  OSTATNIĄ  NIEDZIELĘ  MARCA


Chmury rozłożyły się na niebie,
Zatem słońce czeka zniechęcone.
Błogo dla mnie i dla Ciebie
Dotąd - pokąd wyjdzie ono.


Dzień się wlecze ociężale,     
Las stoi we mgle,
Jak góra lita w skale,
Co tylko dostrzegam myśli w tle.


Wiersze, które płodzą się nieprzerwanie -
Składają żywioł przyrody potomnym.
W życiu każdy ma zadanie
Robić swoje póki jest przytomnym.


Dzisiaj między drzewa wiatr nie poświstuje
I głucha cisza w "trójkącie wierszowym" panuje.
Nawet kot kota nie molestuje,
Czyżby i im wolna niedziela się zdawała?



   CZAS  GOI  RANY


Gdy się stajesz kalekim,
Nikt ulżyć Ci nie może.
Nawet we śnie dalekim
Lepsze jutro nie pomoże.


Kiedy czasu szmat przeminie
I zniknie smutek i zgryzota.
Już na przeminionej życia linie     
Wraca duma i życiowa cnota.


Wtedy bać się już nie masz czego
I przyjmiesz prawo Twego losu.
Żyjesz dla siebie, nie dla celu wielkiego
Wychodząc z udręk stosu.



Z  TRAGEDII  W  POEZJĘ


Byłem zraniony krwią
I naznaczony blizną.
Więc niechaj w wierszu
Moje słowa się porwą
W bój, jak żołnierz za Ojczyzną.

Dalej...

Ja nie jestem pychą,
Tylko wierszowym.
A co wolno poecie,
To sam Pan Bóg przyzwala.

  PODLASIU - OJCZYŹNIE



                NATCHNIENIE  Z  CIERPIENIA


Cierpienie w poezji jest odzwierciedleniem cierpienia w naturze.



  CO  PRZEMINIE  NIE  WRÓCI


Wiatr świszcze między drzewami...
Myśl przychodzi i odchodzi,
Jak "szatan" od "Ewy" -
Uzyskawszy zdradę Boga,
A my umieranie!
Nie pożyję czasu zaranie
I już nie zacznę wszystkiego od nowa,
Bowiem życia ze śmiercią szybsza zmowa
Do grobu, niż bym mógł pokonać je oboje.
I rozpocząć wszystko raz jeszcze,
Takiego daru nikt nie otrzymał raz jeszcze.

16 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2020-10-09 17:47:07)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

.
      PO  ZIMIE


Śniegi już puściły,
A pod nami ziemi świat zgniły
Zaczyna oddychać wiosną
I choć szaro pod każdą sosną
Na każdej sośnie jest miło,
Bo sporo wiosennych ptaków przybyło;
I tak wesoło śpiewają, zwłaszcza z rana,
Że aż ze wzruszeń kładę wiersz na kolana:


Gęgawy na wschód lecą kluczem
Pod pochmurnym niebem.
Wiosno przyszłaś i już się nie smucę,
Kręcąc po niebie wzrok lobem...


Boćki dwa podążają w przeciwną stronę
Do narwiańskich łąki i bagien.
Ach, jak miłuję żonę
I ani mi w głowie flirty żadnych Jagien.   


Pokłosiem tego są dwaj synowie,
Których boćki nie przyniosły.
Co jeszcze życie mi opowie?
I co spłodzi mój duch wyniosły?



SPOJRZENIE  NIEWINNOŚCI


Słyszę szelest pośród drzew!
Czy to tylko powiew wiatru?
Czy to Boży gniew?


Jakże mam odgadnąć kalectwu wbrew,
Kiedy ciało nie pójdzie tam,
Choć i w duszy żaden grzech.



         GROBLA

https://photos.google.com/photo/AF1QipOYX3F4n8lBqDXiwdXr18Uls7D_f0-icry6z_GD

Od dwóch dekad woda spada
I w matowym srebrze do rzeki gada:

Choć żem spod lodu spadłam,
Nie zabiorę go ze sobą.
On popłynie ze mną wtedy,
Gdy przygrzeje słońce swoim jadem.


Posiedzę nad groblą i czas oszukam,
Że życia mniej spłynęło,
Niż wody tą groblą.



     Z  PIEKŁA  DO  RAJU


W godzinę dzienną i nocną
Schodząc w pod ziemię zaklętą.
Choć mając w Bogu wiarę mocną,
A jednak dopadł mnie los ręką przeklętą.


Powróciwszy ze Śląska dobrowolnej ochoty -
Przywiozłem ze sobą kalectwo!
Ach, BOŻE! BOŻE! Mój Złoty,
Jakież mnie dopadło świadectwo.


Z górnika wyrosłem na poetę,
A tylko Bóg wie, czy lepiej piszę sonet,
Czy lepszym byłbym górnikiem?


Lecz żyć w oazie puszczy bez celu
I nie być wyniosłym w sercu człowiekiem,
To nie dla mnie, jak nie dla wielu.



   NA  POŻEGNANIE  ZIMY


Połacie śniegu na plusie dogorywa   
Na puszczy brzegu
W słońcu z wodą spływa.   


Jeszcze w jej głębi śnieg zalega,
Tam gdzie słońce ziemi nie dotyka -
Śniegiem srebrzy się pręga,
Tam już koniec zimy się spotyka.


Woda z grobli spada wiecznie.
Las szumi czasami.
Kaczorom pożywić się jest koniecznie.


Zimą jest im lepiej z nami
Aż z głodu zanika intuicja dzika
Zanim puszczą lody, a rozpoczną się lęgi.



     POWAŻNY  POETA


Ja nie mam pychy.
Ja jestem nienormalny,
Jak wielu poetów od jeden do dychy,
Co biorę wszystko na serio maniakalnie?
Lecz nie jestem artystą.
Poeta jest nienarodzonym lub umarłym.



    "PRIMA  APRILIS"


Przy "prima aprilis"
żadnych nie zakładaj "Polis".
Choć nie oszukają Ciebie Urzędy,
a oszukasz się sam przez Twoje błędy.



     WIERSZE  Z  KWIETNIA  2009  ROKU



  Z  PODLASIA  PODLASIU


Na skraju lasu, ale w głębi puszczy   
Od czasu do czasu, Mietko,
Tobie Podlasie wiersz uiści. 

Primo: - [ po pierwsze ]

Złociste łany zbóż pól podlaskich
Wiatry pochylają przed siebie.
Nie ma ta ziemia pól płaskich,
Co by skłaniały ku niebie.     


Są tylko wzgórki i pagórki,
Gdzieniegdzie kosmate wzgórza.
Nie rosną na nich ogórki,
A tylko sosna duża.


Pod sosną, ja, Twój
W słowach ubogi poeta. 
Ale jakżeż moja dusza rwie się w bój
Wzruszonym sercem - palącym
  z natchnienia, jak kometa. 


Sięgam wzrokiem nieba,
Myślą biegnę przez Twoje uroki.
Dzisiaj nic mi już nie trzeba,
Tylko bujać się w Tobie pod obłoki.

Po drugie:

Objąć tak bym chciał
Te bagna biebrzańskie.   
Gdybym możliwości takie miał
Wskrzesiłbym bez cierpieniem
  co bezpańskie.   


Ludzi obdarzyłbym dobrocią,
Co by stałoby się jej jeszcze więcej.
I jakbym się umiłował stokrocią, 
Gdyby to się objawiło czym prędzej.



          POJMOWANIE  ŻYCIA


Kiedy wchodzę na rehabilitacyjne łóżko
Czuję się, jak małpa rozumna; wiem kim był Moniuszko,
Kościuszko - czego dokonała jego wiara dumna.
Wiem czego dokonał Kolumb. Stalin i Hitler kim był.
Wiem jak żyje "lump". I wiem, co ja z siebie wydobył.   

Słyszałem, co przekazał nam Papierz Jan Paweł II.
Słyszałem, że jest już Świętym. 

W dzieciństwie przeżywałem Jezusowe na głowie cierniowe krwi strugi
I Jego mękę na Górze Golgota będącego przybitym do krzyża.

Znam, co przekazał nam Nostradamus,
Lecz nie zdaje mi się, że bierzemy to za przestrogę.

Życie to obowiązek, a nie mus,
Zatem toruj lepszą sobie drogę,
Niż ta, która prowadzi Cię przez Twoje życie. 
                         
                                                     

OBJAWIENIE  WIOSENNE


Przedwiośniem:
Gęgawy w formacji klucza
trzy razy lecące widziałem.
Dwa boćki w odwrotną stronę
także raz przeleciały.

Wiosną:
I na Podlasiu wiosna zawitała,
boża krówka* w moim domu
na firance zagościła, kiedy pisałem
wiersz przy oknie na kolanie.
Aktywna - żywa.
Kiedy chciałem pokazać Barbarze,
znalazłem ją na kolanie pod wierszem.
Na podwórzu szpaki przeleciały
przez boisko z topoli do lasu.
To już wiosna zagościła:
kawki biją się o kratki wentylacyjne
w celu rozrodczym.
Koty skończyły parzenie się
i już nie czuć wydzieliny nieprzyjemniej
z gruczołu moczowego po trawnikach.
Wczoraj i dzisiaj o godz. 8:15 słońce
w pełni wyszło zza sąsiedniego bloku
i świeci wprost do pokoju.
Wiosna tak piękna i miła się stała,
że ptaki tak śpiewają nad wyraz
aż z tego śpiewu miłego
stało mi się ptaszkowo w duszy.     

  Objaśnienie: boża krówka* - biedronka.



GRUNT  TO  NATCHNIENIE  I  SERCE


Ja, poeta z nieszczęścia,
b ó l u,  c i e r p i e n i a, ale Miłości i radości. 
Oto żyję tutaj na rodzimym Podlasiu
nie dotykając stopami tej tak pięknej Ziemi.


Co może czuć człowiek?
Tym bardziej poeta,
kiedy bolą stopy z kalectwa,
ale nie od chodzenia?

Niech każdy człowiek odpowie sobie sam.   

Przez bezkres lasów, pól i łąk
i meandrami nurtów rzek -   
sięga aż tam moja myśl -
dokąd moja kraina.   


Czy miałbym czas Tobie, kraino,
gdyby nie losu wina,
dać sobie czas na poetykę? 


Niejeden może powie, że to kpina? 
Myślę, że nie zawsze rozum idzie
w parze z wykształceniem.


Rozum, to natchnienie i serce.
Wykształcenie, to tylko nabyta wiedza.
Jedno i drugie potrzebne.
Ale gdy nie ma się natchnienia i serca,
to i z wykształceniem nie jest się
rozumnym człowiekiem.



               POZDROWIENIE  "ANTKOM"*


"Antki"! Dlaczego wy nie przenosicie warsztatu do garażu?! 
Przecież wam bez różnicy czy wy w piwnicy, czy w garażu.
A nam byłaby ulga i spokój i wiersz nie musiałbym o was pisać.

  Objaśnienie: "Antkom"* - pracownikom S. M.



        WIOSNA 


Koty wygrzewają się w słońcu,
wiosna stała się w końcu.
Ptaszek do ptaszka się zaleca
i siada jeden na drugiego...
Wiosna mówi: ale heca!
Wszystko się parzy
na ziemi i drzewach.
Co jeszcze dzisiaj się wydarzy
w puszczańskim lesie
na wietrze powiewach?



"KULAWEMU"  ZAWSZE  WIATR  W  OCZY


Płacimy cenę wiecznego cierpienia
i już bez znaczenia czy z winy naszej, czy z winy losu.
Siadamy codziennie w niechciany zaprzęg
i nie ciągnie nas "koń kary",
lecz sami popychamy siebie przed siebie.
Wszędzie przeszkody i bariery,
w dodatku "osiłek" kopertę zajmie
lub za wąsko zaparkuje!
Świat, który nad nami króluje,
kto go od serca pojmuje?
I czy nie ma między ludźmi barier?
Jeśli ma się godziwe świadczenie
i jeśli do niczego się nie dąży,
najlepiej siedzieć na dupie, jak te opowiedzenie... 
A świat niech bez nas w wirze krąży,
iż nikt nie akceptuje, co mamy na słupie!?



  PORANNY  WIERSZ  BASI


Skowronkowa dzisiaj rano wstałaś
I świergocąca podeszłaś do okna -
Odsłaniając zasłony i wprowadzając
Dzienne światło do pokoju i życia.


Ja w tym wiosennym wykwicie
Dzień rozpocząłem na wierszowo.   
- Jest bosko! 
Tak Cię rozweseliłem, powiedziałaś:   
- Do wszystkiego podchodzisz z troską!


Słońce wpadło do pokoju,
Wiosenny wiaterek firankę nadyma... 
W lamusie już znalazła się zima.
Teraz, Boże, daj tylko rozumnego spokoju.


Za oknem wiaterek bluszcz buja,
Cień sosnami huśta...
Na bezchmurnym niebie smok 
Białą smugę wypuszcza przez usta
I znika za horyzontem
Lądując u byłego wujka*.


Słońce rozgrzane do białości
Pulsuje i drży promieniami...
Ptaki, które znajdują się nad nami
Bez śpiewne zimą, teraz nadrabiają zaległości.


Bluszcz, krzewy, drzewa 
Zakute w pąki na zimę odkuwają się,
Słońce je rozgrzewa i niedługo
Mieć będziemy Limę* na Podlasiu.


Póki co, ruchomym cieniem
Firanki po pokoju się przesuwają...
Dzisiaj jest taki dobry dzień,
Wszyscy wiosny się spodziewają.

  Objaśnienie: u byłego wujka* - autor miał na myśli były Związek Republik Radzieckich.
  Limę*, Lima - stolica Peru w Ameryce Południowej.



      PIERWSZY  MOTYL


Śnieg pozostał tylko z bałwana
i tam, gdzie obficie na spychano.
Żółtego motyla dusza wyzwana
wiosnę na krzewach bezlistnych zaczęła zdobić,
czego jeszcze nie było dzisiaj z rana.



    SAMO  MÓWI  ZA  SIEBIE


Jeśli nie jestem poetą w słowie,
to z pewnością nim jestem w sercu.



                              PARADOKS


Ten co zna życie tylko z książek, chciałby uczyć tych, którzy znają życie z praktyki.



   W HOŁDZIE  PAPIEŻOWI  JANOWI  PAWŁOWI  II
    W 4-tą  ROCZNICĘ  OD  NAS  JEGO  ODEJŚCIA
               [ 2. IV. 2009 roku ]

                                               
Niebo bezchmurne, jak nigdy do dzisiaj w tym roku.
Wywiozłem siebie na podjazd i piszę wiersz na kolanie, żonie.
Promienie słoneczne całą pełnią spadają z nieba na moją głowę -
grzeją zbolałe z górnictwa ciało. Piszę wiersz dalej...
A tutaj nagle z nieba spada piórko ptasie i w bezwładnym ruchu
ląduje obok mnie na podjeździe! Wołam żonę!
Wskazuję Jej owe piórko! Podaje mi.
Oglądam owe piórko i zadaję sobie pytanie skąd się pojawiło?
Obejrzawszy piórko, pochwaliłem przed żoną,
że jest czyste i ładne i takowe jest w istocie.
Następnie podałem ponownie żonie,
która piórko owe wzięła do domu.
Tego samego dnia po godz. 18-tej
W "Obiektywie Podlaskim" podano:
"W Uczczeniu Rocznicy Pielgrzymowania
Jana Pawła II po Ziemi Podlaskiej
I w 4-tą Rocznicę Jego Odejścia od nas
Wypuszczono w Niebo sześćset gołębi."

Teraz zrozumiałem, że powracające gołębie
do swoich gołębników w locie zgubiły owe piórko,
które spadło koło mnie, jako symboliczne piórko.
A więc był to znak, że nie tylko jestem Bożym dzieckiem,
ale i wybrańcem do owego piórka.
Tylko nie wiem czy na pewno, czy to tylko zbieg okoliczności?
Żeby nie być posądzonym o pychę, której nie mam,
nie znam i nie rozumiem, co to takiego?
Zawistni ludzie to znają i rozumieją, zatem to podkreślam.

[ Piórko spadło z nieba koło mnie w 4-tą rocznicę odejścia od nas Jana Pawła II.
A w dniu Jego od nas odejścia miałem sen o Janie Pawle II,
który został zamieszczony w wierszu w miejscu: Wiersze z maja 2008 roku ]



        TAM,  GDZIE  JESZCZE  ZIMA


Już po lodzie wędkarzom nie na chodzie,
pusto w wędkarzy, tylko ptaszek siądzie na lodzie,
wędkarzom nie na chodzie po lodzie jeśli życie miłe!
A kiedy lód stopnieje i wiaterek małą falą po wodzie powieje,
wtedy wędkarz niejeden będzie z akwenu miał EDEN.



ŁATWIEJ  KOMUŚ  DAWAĆ  PRZYKŁADY,  NIŻ  SOBIE  WCIELAĆ


Często tak bywa, że psycholodzy pouczają kogoś jak żyć.
A sami brną w życiowym bezwładzie.



  WIERSZOWE  ŻYCIE


W zaciszu domowym
przy oknie owym ktoś taki,
kto widzi wiosenne ptaki -

do wiersza je ujmie,
bowiem radość w nich znajduje.

One mu świergoczą...
Jemu słuchać jest z wolą ochoczą...

Sroka temu przeszkadza -
swój głos w to wsadza!

Lecz małe ptaki w ilości liczniejsze
biją ją w głosie, bo są pilniejsze

w tym co robią,
swój śpiew lepiej zdobią,

niż ta bezwstydna sroka,
która drze się jak wywłoka!

Kot temu przygląda
i smakiem się oblizuje.

Nic nie robiąc, a wzrokiem wszystkiego żąda
i to, co przed sobą znajduje.

Pąki na drzewach strzelają!
Chłopcy stęsknieni po zimie w piłkę grają.

Motyl zygzakiem przed siebie wędruje
i pijanym lotem w promieniach słońca
na płycie żelbetonowej miejsce znajduje.

Kawki wybrawszy za lęgi kratki wentylacyjne
walczą o gniazdowanie niefikcyjne,

lecz tak jakby o życie chodziło
i tak, jakby za życia, aby gody lęgowe się wypełniły.

Tylko półksiężyc na to patrzy obojętnie
i niebo szaroniebieskie niechętnie.
A ja? Ja, poeta życiem zraniony
wyszedłem na "tron"* i ująłem to dla żony.

  Objaśnienie: "tron"* - podjazd do mieszkania.

  Basi



      W  WIOSENNY  DZIEŃ


Ach, jakżeż jest dzisiaj piękny wiosenny dzień!
Dzień Boży, bo niedzielny i palmowy.
A ja opuściłem kościół dla Kubicy - i się zawiodłem.
Bez Kubicy wyścig dla mnie nie ma żadnego znaczenia,
więc robię to do czego jestem natchniony:

Wzniosła się wiosna w doskonałość:
Słońce na niebie, ptaki w powietrzu
I na ziemi zaznaczają swoją obecność!...


Poprzez niezmierzony Dzień Palmowy
W nurcie życia i tradycji jest słowo owe,
Które przyciąga nas do siebie za wszystko,
Co jest w nas niedoskonałe lub upośledzone.
Gdyż i dla mnie jest to miejsce na tej Ziemi
Od żalu, ale i od radości.



   R O Z M Y Ś L A N I E  O  KRAINIE


Jakżeż czasami, kraino jestem do Ciebie  d a l e k i,
Jak czuję się kaleki. Czasami tak bliski,
Jak ze smutku otrę powieki:
Widzę wtedy lepiej Twoje obłoki
I wzruszony jestem bardziej,
Kiedy stawiam nieprzebyte kroki.
Słowa wzruszone czerpię lub ślę
Po rodzinnych zakątkach krainy -
Po wzgórkach, pagórkach, polach, łąkach
I w olchowych krzakach rzecznej doliny...

Dalej nie mogę, bo tam zostałem w myślach utopiony.

  PODLASIU



    M O N O L O G  Z   BOGIEM     


Rześki wiaterek po ciele kalekim  p o w i e w a,
A dusza raz smutek, raz radość miewa.
Pąki drzew w oczach  n a b r z m i e w a j ą,
Miło słońce przygrzewa...
Ptaki w puszczy śpiewają...
Ach, jakże się w duszy ubolewa...


Ceni życie ten, kto doznał cierpienia.
I kto jest w wierszowym wykwicie -
Wylewa na papier stos życiowego wspomnienia...
Ci wiedzą, jak mało kto, co to jest życie.


Czemuż to, Boże obdarzyłeś mnie wspomnieniami?
Czyżby za mało jest we mnie  k a l e c t w a?
Darzysz mnie wierszem całymi dniami
Aż trudno unieść to wszystko z mego prostactwa.   
                                                   

A może mam spełnić jakąś rolę,
Z chłoporobotnika stać się poetą?   
Czy może w słowach mam się wypłakać za swą dolę
I usnąć na ustach z wierszowym sonetem?   



PRAWDA  CZY  NA  POZÓR?


Jakie życie taki wiersz.
Jaka muzyka taki taniec.
Lecz nie zawsze taka wiara,
jakie modlenie się.



KRESY  WSCHODNIE - WYLĘGARNIĄ  POLSKIEJ  POEZJI


Najwięksi polscy poeci pochodzili z kresów wschodnich   
I już bez znaczenia czy byli pochodzenia polskiego,
czy żydowskiego - przecież i tak pisali dla Ojczyzny,
którą jest Polską.



        O  SOBIE


Jestem poeta, ale nie artystą.
Grać potrafili tylko najlepsi,
grać słowem oczywiście.



          W  NIEWOLI  NIEPODLEGŁOŚCI
WIELCY  POECI  RODZĄ  SIĘ  PODCZAS  ZNIEWOLENIA


Najlepsi polscy poeci żyli w XIX wieku podczas zaboru Polski.
W XX wieku nie było już tak dobrych poetów?



WYKSZTAŁCENIE  NIE  IDZIE  W  PARZE  Z  ROZUMEM


Nie sztuka wiedzieć wszystko i nic nie rozumieć.
Sztuka nie wiedzieć nic i wszystko rozumieć.
Tak tylko potrafią niewykształceni.



   GDZIE  BĘDZIE  MOJE  MIEJSCE  W  POEZJI?


Jestem ciekawy jak osądzą moje wiersze?
Czy docenią według niewykształconego poety za dobre?
Czy zignorują za to, że jako niewykształcony poeta pisałem wiersze dobre?
Ale tak naprawdę, to mi wszystko jedno,
bo w sumie piszę z natchnienia i dumy, a nie dla pychy i sławy.
A już w ogóle nie dla korzyści materialnych.
Ot i sam sobie odpowiedziałem na całą prawdę.



        PROZA  ŻYCIA     


Jakie spojrzenie taki odbiór   

Jakie ujrzenie takie doznanie     

Jakie odczucie taka pamięć

Jakie kochanie taka miłość

Jakie życie takie umieranie

Jakie umieranie takie pamiętanie



PORUSZENIE  WIOSENNE  U  PTAKÓW  I  LUDZI


Pogoda jak na wiosnę i kwiecień przystało;
Słońce ziemię osusza i przygrzewa.
Pąkami wszędzie strzelają drzewa
I wiosną w oczy ludziom zajrzało.


U kawek, szpaków za wylęgiem pospolite ruszenie -
Podwórze, place, boisko z pozimowych śmieci:
Sznurek, papier, watę i co naśmiecili dzieci,
Znoszą tam, gdzie ich gniazdowanie.


Mamy dzieci, babcie wnuki
Podwórzem po zimie dotleniają.
Wiosnę zwiastują krakaniem kruki!...


Dziadkowie z laską wojnę wspominają
Burzliwą, jak w wiatrach szumiące buki,
I tak nie spostrzegłszy wszyscy wiosnę mają!



    NIESPEŁNIONE  MARZENIA


Kiedy padłem krzyżem na urobek -
Upadło ze mną wszystko co moje.
Wtedy przetrwoniłem życia dorobek,
Co w trudzie się przyszło nam żyć oboje.


We śnie i na jawie
Żyło się nie jak w radości,
A jak w przeklętej zjawie,
W skrajnym obłąkaniu bezradności.   


Noce i dnie nie miały różnicy,
Choć światło je oddzielało.
Bo ile żeś dusza i ciało miało boleśnicy,
A rozżalone serce jeszcze to spotęgowało.   


Łudzono mnie nadzieją,
Że chodzić jeszcze będę.
Myślałem, że jak bóle zelżeją -
Rozpocznę chód, jak z radosną gawędą?...


Czas mijał, dusza zdrowiała.
Lecz syn szybciej zaczął stawiać kroki,
Niż moje nogi, co ogarnęła je bezwładność zmrowiała
Wiotkością, jak mgła zrodzona w przyziemne obłoki.


Mijały lata - ćwierć wieku.
Wnuczka już 1000 dni chodzi.
A mnie pozostało niespełnione marzenie, jak w tym człowieku,
Który już bez cierpienia, a w upojeniu w wierszach błądzi...



OPTYMIZM  POETY,  JAK  OPTYMIZM  DZIECKA


Być poetą, być poetą,
Jakżeż raz jest miło.
Innym razem z podnietą
Za czymś się stęskniło.


Być poetą, być poetą
I jak dziecko wszystko kochać.
Życie brać nie garściami, lecz paletą,
Niż by nad nim szlochać.



KAŻDY  MA  SWOJĄ  DROGĘ
   

Niebo pogubiło za noc obłoki -   
Słońce ziemi świeci wybitnie -
Stawia pełną gamą wiosenne kroki -
Idąc do nas szczerze i wybitnie...


Ptaki życiem się cieszą,
A w godach wnet się radują.
Ludzie sprawami się śpieszą
I czasu nigdy nie znajdują.


Poróżniła ludzi życia historia:
Jednemu krzyż, drugiemu w drogę,
Trzeciemu wymarzona Victoria.
A poecie sądzone powiedzieć:
- Żyć bez wierszy nie mogę!



   POGODA,  ŻYCIE  I  POEZJA


Słońce znika już za horyzontem,
Chmury zza horyzontu płyną przez puszczę.
Dzień, który objawiony był w słońcu
Zmienił się w niepogodną atmosferę.


Porywisty wiatr po puszczy hula
I niemiłosiernie smaga drzew gałęzie.
Kto w życiu twardy, jak kula,
Ten pogubił rodzinne więzi.


A i ten, kto płacze nad życiem,
Nie przystwarza bliskim radości.
Ciężko żyć jednym i drugim stuleciem,
Gdy w poetyzmie pogrąża się w skrajności.


Ale jakżeż ma żyć poeta,
Skoro dusza jego dźwiga życia ciężary.
Czym byłby o życiu napisany sonet,   
Gdyby nie miał w to co robi wiary.

17 Ostatnio edytowany przez MarekW (2009-04-06 20:03:53)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

dobre

18 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2016-02-11 19:59:28)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

Dzięki! Markowi W.

Przy okazji wszystkim Wam czytającym moje wiersze dziękuję oraz życzę Wesołych Świąt Wielkanocnych -
smacznego jajka i dużo zdrowia, spokoju i radości z życia, choć nam nie jest łatwo.
Pozdrowienie Paniom i kolegom. Mietko

19 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2020-12-25 19:51:20)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

      LEŚNI  LUDZIE


Leśni ludzie ale nie inni,
jak ci ludzie nie z lasu.
Żyją w trudzie będąc zaradnością czynni -
chodząc do lasu od czas do czasu.



      OBALENIE  PRZYSŁOWIA


Mówi się: "Bądź mądry i pisz wiersze".

Ja nie jestem mądry, a piszę wiersze...

Więc jak to jest z tą mądrością?



      KRÓTKI  WIERSZ  BEZ  TYTUŁU


Autorowi wiersza dostawcy mebli kupioną skręcali szafę.   

Myśl autora wiersza na widok skręcanej szafy: 
Człowiek w trumnie, to brzmi dumnie.

Autor wiersza mówi do dostawców mebli podczas skręcania szafy:

- Wygląda jak trumna.

Dostawca mebli:
- Cóż za skojarzenie?

Autor wiersza:
- Śmiertelne.


     *     *     *

Nie jestem wybitnym poetą jak Gałczyński.
Jestem wykwitnym poetą jak Mietko.   



   NA  SĄDY  BOSKIE  NIE  MA  RECEPTY


Co człowiek to głowa - co głowa to rozum.
Co rozum to myśl - co myśl to postanowienie.
Co postanowienie to decyzja - co decyzja to traw lub błąd.
A sądem i tak los.



        PIERWIASTKA*


Wiosno, wiosno rozpoczęta wiosno,
   bądź mi ciepłym niebem.
Patrzę na ciebie horyzontu lobem,
  ach nie bądź mi wiosną sprośną.


Chłody odeszły, lody spłynęły,
  zalew odwiośniał, ulubienice okrężnicami*.   
Ludzie chodzą pojedynczo, parami, 
  ach jak przyrody wykwity drgnęły!... 


Leszczyny, osiki upiększają bazie,
  pąki na drzewach oczy znajdują.
Miły wiaterek po ciele powiewa...


Żaby ku wodom wędrują...
Ptak z ptakiem dobrze się miewa. 
I ja z pierwiastką wiosną
  już przez zimę nie pokutuję.

  Objaśnienie: Pierwiastka* - wczesna wiosna.
  okrężnice* - pływające kaczki w miejscu swego pobytu.



W  DRODZE  DO  MIEJSCA  URODZENIA
     I  W  MIEJSCU  URODZENIA


W drodze do miejsca urodzenia
I do umiłowania wiecznego -
Podążam, aby doznać olśnienia
I wyzbyć się z duchowej pokuty cierpiącego.


Przemijając krajobraz piękny, jak w bajce,
Aż z wrażenia drgawek dostaję...   
Czy ktoś z Was kiedy pytanie zadaje,
Ileż to urody w tym krajobrazie Boga Stwórcy. 


Wzgórki, pagórki przemijam,
W puszczy zieloną otchłanią pojmany;
Wzrokiem i duszą jej uroki wypijam
I aż z upojenia radosnym doznaniom jestem oddany.


Obrzeża drogi w zawilce usłane,
Na których motyle się znajdują -
Z wonnego zapachu swe loty falują.
Ach, jakżeż mało gdzie to spotykane.


Posiwiałe-szarobiałe-zbrązowiałe brzozy
Zielonym jemiołom siebie przyozdobią.
Ach, przecież jak miło być sobą
I dostrzec to z poczuciem wiosennej dozy.


W duszy i w sercu uzdrowienie,
Pierwiastka wiosna oko pociesza.
Wędrówka tu, tam zwierząt piesza
Zapisze się do nieprzemijalnego wspomnienia. 

* * *
A w moim miejscu urodzenia,
Gdzie wioska zwie się: Cimanie -
W jednym, drugim, trzecim miejscu do ujrzenia
W gniazdach krzątają się bociany mając zadanie.
https://photos.google.com/photo/AF1QipMaDdDc-9C5B49AJDyaJaXZf_H_t28_E_-jk7Pa


Okres rozrodczy z natury dokonać -
https://photos.google.com/photo/AF1QipPtVxwBNtXcy0RwB1sJSnYAArwrfzLVr-pw3lxM
Po czym wzbić się pod wysokie niebo
I pożegnać ciebie przyjazna glebo,
Odlecieć - przylecieć - daleki przelot pokonać.


Tymczasem na skraju wioski
Z pagórka dzieciństwo wspominam, 
Z pragnienia nie z troski
Podziwiam rzeki zakola "Sidra" z nazwy,
którą od dzieciństwa znam.
https://photos.google.com/photo/AF1QipNVdQUlxZ9E_TebTn_NQmjC7e2xVzpgJd64AHKP


Na horyzoncie za rzeką -
Krajobraz w zielony las wybujał.
Aż niepokój się bierze pod powieką, 
Że czas przeszły aż takie zmiany ujął! 


Z obu stron olchy rzekę okalają,
Pagórki brzozami zarosły.
I hen tam dalej las wzrostem wyniosły,
Jakżeż czasy krajobrazy zmieniają!


Widzę nie zmąconą przyrodę,
Jak wodę czystą bez skazy.
W dobie kryzysu sprzyja urodą,
Co tylko van Gogh-owi* umieścić na obrazy.

Objaśnienie: Vincent Willem van Gogh* - holenderski malarz z XIX wieku.
Wiersz pisałem w kwietniu 2009 roku.



  WE  DWOJE


Czego mi brak,
Ty to masz.
Czego Ci brak,
ja to mam.
Nie ma u nas drak,
bo wszak Ty to wiesz 
i ja wiem nieborak, 
co z siebie damy
dla siebie. 

  Basi



    W  CHWILI  TEJ  IV
                                             
                                                 
Bluszcz, iwa, głóg, pigwa i kalina
rozbujały się w listkach.
Z puszczy niesie zapach jedlina,
a wzrok osiadł na kawkach.



    MIŁOŚĆ  DO  WIOSNY...


Wieczna boleść serce spowiła,
A żal dokonał reszty.
Czego ja chcę od ciebie, wiosno miła,
Zakochując się w tobie bez reszty.


Widzę w tobie wszystko, jak dziecko,
Wszystkiego żałuję, jak przyrodnik.
Rozmiłowany jestem, jak w Lady Pank, Olecko,
I dbam o ciebie, jak ogrodnik.


Choć kwiatów nie pielęgnuję,
Ale i nie wyrywam.
Za to okiem wszędzie je znajduję
I w wierszu Wam przesyłam...



OD  BOGA,  NIE  Z  WYBORU


Jesteś w domu
I jest komu -
Otworzyć okno,
Zadbać o czystość.


Nie proszę o litość,
Albowiem wszystko Ty rozumiesz
I już wcześniej podejść umiesz -
Do tego co inne,
Lecz nie dziwne,
Choć kalekie
I do oryginału dalekie.
A Tobie zwyczajne,
Jak dzień i noc,
Choć nie fajne,
Ale pisane.

  Basi



       WIASNA
[ etnicznie ziomkom ]


Wiasna pryszła uże;
Żawaronki nad haławoj śpiewajuć!...
Ni był ja wojdziaka dołho
I dzieci minie uże ni znajuć.


Kali tak heta ni straszna,
Straszniejsza heta, szto wojdziaka tak hłucho.
Dusza maja heta dobro znaja,
Jak z hetaho mocno płocho.


Wsiudy cisza i smutok,
Tolko wieciar sam wieja
I na niebi bieły abałok,
Na ziamle piatuch tolka zapieja...


U kustach zdarawo
I ptaszaczki dziarucca...
Jak da szczaścia mało
Widziać lepiej, niż wysnucca.


Babre reku zatrymali,
A w żeremli wiaducca.
Dobryja czasy nastali,
Bo kusołnikam ni śniucca.


Pa kustach dzieci ni lotajuć
I ni czoho ni niszczać.
Backie ich tolko znajuć,
Jak złapanyja źwiare kryczać.


Lase chwajnoju szumiać...
Ale warony nad nimi ni kryczać.
Czasy byłyje ni ma za szto pawinić,
A tolko uhladacca i małczać.


Tam, dzie u czoraj płuham harał,
Tam dziśaj zarasło maładnikom.
Wot hetaka kap wczarajsza życio dziśaj brał,
Dumałby haławoj, a ni rukomi.

W przetłumaczeniu:


      WIOSNA


Wiosna przyszła już;
Skowronki nad głową śpiewają!...
Nie byłem tutaj długo
I dzieci mnie już nie znają.


Kiedy to takie nie straszne,
Straszniejsze jest to, że tutaj tak pusto.
Dusza moja dobrze to zna,
Jak z tego bardzo źle.


Wszędzie cisza i smutek,
Tylko wiatr sam wieje.
Na niebie biały obłok,
Na ziemi kogut tylko pieje...


W krzakach zdrowo
I ptaki śpiewają!...
Jak do szczęścia mało,
Widząc lepiej, niż by się wyśniło.


Bobry na rzece zrobili żeremie -
W niej rozmnażają się.
Dobre czasy nastały,
Skoro kłusowników nie ma.


Po krzakach dzieci nie biegają
I nic nie niszczą.
Rodzice ich tylko znają,
Jak złapane zwierzęta krzyczą.


Lasy sosnami szumią...
Wrony nad nimi nie kraczą.
Czasy przeszłe nie ma za co po winić,
Tylko przyglądać się i milczeć.


Tam, gdzie wczoraj pługiem orałem,
Tam dzisiaj zarosło młodnikiem.
Gdybym wczorajsze życie brał dzisiaj,
Myślałbym głową, a nie rękoma.



    W  CHWILI  TEJ  IV
                                             
                                                 
Bluszcz, iwa, głóg, pigwa i kalina
rozbujały się w listkach.
Z puszczy niesie zapach jedlina,
a wzrok osiadł na kawkach.



    MIŁOŚĆ  DO  WIOSNY


Wieczna boleść serce spowiła,
A żal dokonał reszty.
Czego ja chcę od ciebie, wiosno miła,
Zakochując się w tobie bez reszty.


Widzę w tobie wszystko, jak dziecko,
Wszystkiego żałuję, jak przyrodnik.
Rozmiłowany jestem, jak w Lady Pank, Olecko,
I dbam o ciebie, jak ogrodnik.


Choć kwiatów nie pielęgnuję,
Ale i nie wyrywam.
Za to okiem wszędzie je znajduję
I w wierszu Wam przesyłam...



OD  BOGA,  NIE  Z  WYBORU


Jesteś w domu
I jest komu -
Otworzyć okno,
Zadbać o czystość.


Nie proszę o litość,
Albowiem wszystko Ty rozumiesz
I już wcześniej podejść umiesz -
Do tego co inne,
Lecz nie dziwne,
Choć kalekie
I do oryginału dalekie.
A Tobie zwyczajne,
Jak dzień i noc,
Choć nie fajne,
Ale pisane.

  Basi



    BOCIANY  NA  WSI


Jeden stoi na gnieździe,
Drugi ląduje nad stodołą,
Domem i linią elektryczną do gniazda -
Klekoczą, aż łoskot po wsi się rozchodzi!...
Po czym odfruwa drugi na łąkę i mokradła.


Tam krzyczą dzikie żurawie
W odpoczynku do dalszej drogi -
Lądują i widok jak nie z tej ery.
Czy każdy z Was tego doświadczył?


Na Podlasiu wioski są małe
Po kilkanaście, kilkadziesiąt gospodarstw -
Domy biedne, smutne, a nawet szare,
Jak któryś nieoszalowany.
Jak dwa, trzy domy murowane
Ktoś odpierniczył to wszystko.
Tutaj czas stoi w miejscu
Lub nawet wstecz się cofa.


Bociany mają sielankowe życie,
Pałętają się po łąkach i mokradłach
I połykają żaby do woli.
Mnie nie smutno i nic nie boli,
Tylko roztargniony, że choć tutaj
Czas przyroda cofa, a miniony.


Słońce samotne, wiatr samotny,
Nade mną sam skowronek istotny.
Na drzewach ptasząt ogromna mnogość
I tak intensywnie obskakują dom mamy,
Uprawiają gody i szukają szczelin do rozrodu,
Śpiewem wprawiają mnie w ekstazę
Przywołując moje piękne dzieciństwo,
Co żem rozmarzył się po łzę pod powieką,
Jeszcze sentyment spotęgował bocian,
Jak mały szybowiec lądując na gniazdo.     



     W  CODZIENNOŚĆ


Nikt zdrowia nam już nie zwróci,
Tym bardziej kalectwa nie odbierze.
Tylko niejedno słowo dorzuci,
Że państwo dokłada do nas w dużej mierze?!


Ludzi nie obchodzi, jak Ty żyjesz
I jak mocno jesteś kaleki.
Ludzi obchodzi, co od państwa dostaniesz,
Tym bardziej jesteś od ludzi daleki.



POŚPIECH  NIE  ZA  CZYMŚ,  TYLKO  Z  NATURY


Nie piszę poprawnie, piszę tak żeby zdążyć.



   GRUNT  TO  POZYTYWNE  MYŚLENIE
     

W mroku życia jest tyle blasku, ile wyobraźni.
Żyj tak, jakbyś miała / miał coś do zdobycia,
choć życie jest w potrzasku,
bądź wierna / wierny swojej jaźni.


  II


  GDYBY  NIE  ZŁY  LOS


Jesteś miła,
Jak maj wiosną.
Będziesz mi się śniła
Każdą nocą nawet wczesną.


Jakże mam nie żałować Ciebie
Na tę chwilę dla mnie bolesną.
Nawet fruwałbym z Tobą po niebie,
Gdyby los skałą w krzyże nie trzasnął.


Gdybym mógł odwrócić los,
Jak zły sen - miałbym Ciebie,
A nie bolesny cios, że hen
I nie musiałbym zasmucać.   


Żyć z tym, co nie można odwrócić.
To nie pieśń pod rym,
A  c i e r p i e n i e,
które wszystko może zakłócić.



          SŁOŃCE


Cieniem przesuwa chmury po łące,
A wiatr jest tego ojcem.
Chmury podążaniem są stale istniejące,
Które rozejdą się może pod Grójcem?


A kiedy słońcu zejdą z drogi,
Promienie ogrzeją grzbiet stary.
Dziękuję Ci, Boże mój Drogi,
Na grzbiecie mając słońca dary.


Los mnie nie pieścił
Tak jak wiosenne słońce.   
Dobrze, że choć miłość ziścił,
Przeżywając z Barbarą uczucia płonące...

  Basi



HISTORIA  NIE  KOŁEM  SIĘ  TOCZY,
  LECZ  LUDZIE  JĄ  ODWRACAJĄ


"Historia lubi się powtarzać".

Historia się nie powtarza,
tylko ludzie popełniają te same błędy!



   DZISIEJSZYM  PORANKIEM


Śpiew ptaków wkomponowany w otoczenie,
Słuchanie jest miłe uchu -
Skoncentrowałem się do słuchu,
Aż osowiało spojrzenie;
Z wrażenia, lecz jestem barwnym,
Choć cichym w duszy,
Jak te promienie w dniu porannym -
Oboje złocimy się w wiosennej pieleszy.


Rozsiało niebo tysiące obłoków,
Jak glob błękitnych jezior
Podróżujących za sobą bez tłoku
Aż wejdą w połączony zbiór.


Kiedy to się stanie,
Dojrzy inny poeta?
Może ułoży mu się sonet,
Jak będzie dostrzegał wiosnę
w innym już klanie?

  Basi



   DZISIEJSZYM  POPOŁUDNIEM


Już na dalekim bezchmurnym niebie
Po wielekroć patrząc horyzontu spojrzeniem -
Obłoków coraz malej w potrzebie
...Pokryć cieniem mnie i moje mienię,   
Abym w słońcu nie parzył głowy i siebie.
Teraz miły wiaterek się zdarzył
Orzeźwić duszę, myśl ocucić w potrzebie,
Wrażliwość wzbudzić do wiersza.


Akwen wkomponowany w głębi puszczy
Wyróżniająco optymizuje,
Jak woda głębsza i szersza                     
Falując wiatrem smagana,
Jak ciało w chłodny poranek do dreszczy.


Tymczasem wonne igliwie sosen -
Soczystą żywicą zapach wyłania.
Gdybym dzisiaj cofnął od życia ze Śląska 24 wiosen,
Chodziłbym oto tutaj młody i zdrowy,
Jak leśna pierwiastka łania.


Ale czy byłbym poetą?
Czy może chłoporobotnikiem?   
A może kto wie i nawet alkoholikiem?
A może pokochałbym Gretę
Z którą z ziemi piekła w lepszą
Galaktykę poleciałbym sputnikiem?



SMUTNA  ODA  DO  ZWYCIĘSTWA   


Tutaj, gdzie znam każdy zakątek,
Każdy kamień, narosło z życia tyle wątek,
Że nie podołają tysiące sumień.


A cóż mam ja uczynić
K a l e k i  człowiek i laik w poezji.
Mogę tylko siebie po winić,
Że styrałem życie, chociaż daleki
  byłem od herezji.


Ma się rozumieć, że własnej,
Tym bardziej od ludzkiej.
Przyszło się żyć, jak w klatce ciasnej
I trudzić się w pokucie okrutnej.   


Człowiek, to nie zwierzę
Prócz łez, chce zapłakać.
Z życiem, jak z kamieniem się zderzę,
Co tylko z rozpaczy do żalu klękać.


I gdyby nie moja "Matka Teresa"*,
Która nade mną co dzień się krząta.
W płakaniu pobiłbym rekord Guinessa
I wierszy nie byłoby setka piąta.


A tak przede wszystkim i dzięki temu
Płakać mi się przyszło tylko w wierszach.
A w życiu robię wszystko ku czemu -
Staram się żyć, jak w dobrych snach.

  Objaśnienie: "Matka Teresa"* - autor wiersza miał na myśli swoją żonę.

  Wiersz pisałem w kwietniu 2009 roku.



     CENIMY  TO  CO  STRACILIŚMY


Najbardziej cenimy to czego nam brak.
Trzeba było to stracić, żeby dowiedzieć się ile było warte.



      TEGO  SAMEGO  DNIA


Trzy uderzenia uszło z dzwona korony,
Kiedy sięgałem myślą do czasów Bony.
Następnie melodyjka została odegrana,
W tym czasie chwila, która mi dana,
Jak wehikuł czasu cofnęła historię
I usłyszałem z "tronu" glorię -
Śpiew ptasi się wykonuje -
Koncert symfoniczny się dokonuje!...
Wiatry przebiegające tego słuchają,
Świerki, sosny ukłonem kłaniają...
Gołe brzozy niczemu się nie dziwują,
Jak ludzie w to się nie wsłuchują.
A przyroda w oku pokraśniała -
Zieleń wszędzie zajrzała!...
Najbardziej ptaszki i poeta to dostrzega,
Gdyż jedno i drugie ku sobie się zbiega.



  NASTĘPNEGO  DNIA


Siedzę sobie na "tronie"
Przez dobre państwo pobudowanym.
Nad głową słońce płonie,
A ja "Mietko" zwanym,
Piszę wiersz na kolanie
Już ponad pięćsetny.
Wkoło mnie ptasie śpiewanie,
Przez co staję się tak szlachetnym,
Że nie tylko wierszowym,
Lecz tak jakoby i ptaszkowym.


Idą panny zielonym trawnikiem;
Piękne, dorodne i przystojne, jak pawie.
Wierszu mój, będąc moim wspólnikiem,
Co jeszcze mi ujmiesz w tej przedpołudniowej zabawie?


Niebo błękitne, jak dusze tych panien;
Czyste, bezobłoczne i szczere -
Bez żadnych utopii i skaleń.
Jaka radość, że mijają ery,
A las stoi bez żadnych pomaleń*
Wiatrem szumi tutaj i do tamtych oddaleń...

  Objaśnienie: pomaleń* - bez ubytku.



PORTRET  KALEKIEGO  POETY   


Moje ręce chłoporobotnicze   
Z trudu krwi i męki, i kolana,
Które są przysposobione
Położyć wiersz na nie.


Ja, poeta nie z tych,
Którzy płakali nieszczerze.
Biografia moja jest jak żal,
Którą przeorali nieszczęsne lemiesze.


Tęsknota - [ pragnęła ] niespełnienia,
Myśl aż sięgała nieba.
Chociaż dzieci nie wołały chleba,
Ciężko było dokonać rodzicielskiego wypełnienia.


Noce rodziły dodatkowe do snu brzemię,
Dnie żyły, jak piekło ziemskiego odbicia -
Czym więcej żalu - tym więcej skowytu   
Aż ciężko było wyrzec, jakie się nosi imię.


Ludzie współczuli i budzili zdumienie,
Lecz nie mogli przyodziać mojej tragedii.
Co los przyozdobił, takie trzeba nosić odzienie
I z pokutą przyjąć pokorę na ludzkie perypetie. 



         WIDOK  Z  "TRONU"


Wiosenne panny swoje wdzięki huśtają na huśtawce,
Tytoniowe i "Żubrowe" chłopcy, je witają
Będąc w uniesieniu, jak podniebne latawce.


Krzewy zielenią i kwiatostanem to przyozdabiają,   
Słońce promieniami wyzłaca.
W ręku komórki brzęczą - wieści nadsyłają -
Jedne drugim - co, gdzie, kiedy - idzie, wraca?


Koty na słońcu próżnują,
Ptaki wręcz przeciwnie.
Panny huśtając erotykę ciągle teksty wypisują
Samym sobie tylko wiedząc jak pilnie.


Chłopcy zawsze bez powagi
I bez krzty dorosłości.
Ile głupoty, tyle odwagi
Ciągle mając w swej osobowości.


Las temu się przygląda niewzruszony,   
Nawet wiatr ucichł i go nie buja.
Jedynie ptak, który wyfrunął spłoszony,
W przelocie skrzeczy - niepokój wszczynając!   



"SMS"  PANIEN?


Nie chcę kwiatów,
Nie chcę swatów!
Idź mi z oczu,
Trzymaj się ode mnie na uboczu!
Jesteś podły drań,
Już mnie nie rań!
I tak mam przez Ciebie rany głębokie,
Jak jezioro Bajkał,
A jak Superior szerokie!
Chcę mieć spokój i ciszę,
Otóż teraz wiersz piszę!



W  PUSZCZY  WIOSNĄ


Jeden ptaszek śpiewa,
Drugi wygwizduje,
Trzeci skrzeczy!...


Nie smutno stoją drzewa,
Wiatr po nich duję,
Lecz nie wiem czy od rzeczy,
Czy do rzeczy.
I tak nic nie zniweczy,
I naturze nic nie przeczy.


Wszystko ma swoją porę i czas -
Sens przetrwania i umierania,
Odnowy i życia.


Poeta przychodzi i odchodzi,
Woda płynie bez ubytku,
Czas stale ten sam,
Lecz nie ten sam kram.

20 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2020-05-01 11:07:57)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

      NA  WIECZÓR


Cisza, spokój, bez chmurze, 
Słońce za puszczą do snu się układa. 
Zanim powieki do nocy znużę,
Na kolanie wiersz mi się składa:


Ostatnie promienie słońca
Padają na korę sosny ją wyzłacając
I na obraz jej cieniem się wydłuża
Aż słońce za puszczą utonie -
Wtedy wszystkie odbicia niczym się staną. 


Zanim to się stanie, światło
Srebrzyście ku górze bloku podnosi,
Dopóki całkowicie zgaśnie na nocny amen.
I tak się stało do jutra.


Tymczasem ostatnie ptaki, lecz pojedyncze
Uchodzą na noc w miejsca przytulne.
Lecz koty, choć samotne coraz aktywniejsze
Swój czas do życia rozpoczynają.


Co komu w tej chwili jest pilniejsze,
Każdy z osobna to wie.
Panny, które na huśtawkę przyszły dwie,
Beztrosko huśtają swoją przyszłość. 


Lecz życie w rzeczywistości jest smutniejsze,
Co idące pogrzebowe kobiety dodają smutku.   
A dzień ułożył już się do nocnego snu -
Wszystko co żywe będące w ciągu dnia -
Pomarło do jutra - i duchy grają pustkowiem.



       WEDŁUG  WYBORU


W moim odczuciu pisanie wierszy prozą,
to nie inaczej, jak pójście na łatwiznę.
Sam to odczuwam.



       "MIGLANS"


On życia tryb miał hulaszczy -
Dziewczyny owijał w koło palca.
Wódkę wlewał do gęby, jak do paszczy
I był uznawanym za disco bywalca.


Nigdy nie tańczył walca,
A tylko "ugi-bugi",
Jak wzrost miał "długi".
Przez nie lubianych brany był za padalca.   



   DZIEŃ  CODZIENNOŚCI


Wszystko ma swój cel,
Swoją rolę i powinność,
Swoją drogę - kierunek i obowiązek.


Szpak niezmiennie wykonuje te samą czynności -
Topola, boisko - boisko, topola...
Ptaki w lesie śpiewają z natury, nie z powinności.
I zbożem zazieleniają się pola!


Ludzie chodzą swoimi drogami,
Przy boku na smyczy z pieskiem.
A czy mają zasady, będąc psimi sługami,
Myśląc za psa, niech na trawniku nie będzie "kupy", 
a rozumnym człowiekiem?! 


Tak jak na drodze są zasady i porządek,
A złamanie tych zasad i porządku -
Niesie ze sobą konsekwencje nie wyjątku,
A i się poniesie opłakane koszta w dodatku.


Na trawniku leży gest i sumienie,
Więc nie ma się intencji
Stosować się do tego, każdej "Jegomości".



W Z R O K I E M   I   W Y O B R A Ź N I Ą


Wzrostem w niebo uderza głóg,
Jak wiara poety, na Miły BÓG.
Krzewy, drzewa w zieleń rozwijają liście...   
W oczy wiosna zajrzała pospolicie iście.


Mleczem pod blokiem kwitnie,
Nawet oczom w zapachu jest wykwitnie.
Sięga po mlecz każda dziewczynka -
Uplecie wianuszek - podaruje chłopcu z klasy jedynka.


Czy jest rozsądek sięgać po te czasy
I w bezkarną beztroskę zagłębiać się po lasy,
Które bez ludzi w samotność owdowiały
I byłe krzyki dzieci, wiatry po polach rozwiały.   


A tam tylko same słońce zieleń rozgrzewa 
I na niej z nektaru motyle otumania.
Czasami po niej z dzieciństwa chodzi Ewa,
Jako rolniczka mając uzasadnione zadanie.



  CZEGO  NIE  MA  -  WIDZI  POETA


Nie ma już tych bagien,
Dzisiaj tylko wzrokiem wyobraźni mogę je obejść.
Nie ma tych czajek,
Które nieustannie nad bagnami krążyły.
Nie ma już tych dzikich kaczek,
Które z kępy spłoszone gniazdo pozostawiały.
Jest za to dzisiaj łąka zielona,
Którą stalowy koń ścina.
I pachnąca surowością trawa,
Którą słońce i wiatr w siano zamienia.
Jest jeszcze i ten skowronek na niebie,
Który bez zapłaty śpiewa -
Dla mnie i przeze mnie dla Ciebie.



  KRAINO  OJCZYSTA
   

Byłem tam i tam, ale nigdzie 
Nie znalazłem tyle piękna,
Co tutaj dostrzegam.   
Natchniony krajobrazem,
Co się wzruszam w sobie: 

- ZIEMIO PODLASKA - Ojczysta moja,
Pierwsze kroki przyjmowałaś moje.   
Słońce na niebie bezchmurne - ostoja,   
Innym razem pochmurne i grzmoty 
W dziecięce niepokoje.
Jakżeż to wszystko jest cudowne,
Bo potrzebne ziemi, jak powietrze ludziom.


Łąkami w mlecz się roztaczasz, 
Na lipach bocianów wizerunek. 
Jesteś tak piękna, że coraz
Innego poety spodziewasz,
Aby za Twe piękno w wierszu
Dał Tobie  s z a c u n e k. 


ZIEMIO PODLASKA rodzinna moja,   
Jakżeż urokiem się mienisz -
Krajobrazem w zielonych gęstwinach ostoja   
I w puszczy żubrem stoisz.   
 

Po bagnach i łąkach mnogości skrzydlatych     
Na ziemi i w powietrzu krajobraz upiększa 
Srebrem i złotem w kolorach bogatych
Ptactwa czym więcej - tym dusza bogatsza. 
 

Jaki tutaj raj, kochane moje Podlasie, 
Meandrą płynące rzeki - wezbrane wody.     
Na drzewie i ziemi lęgi ptasie
I na niebie pierzaste anioły dla urody.   
   

Pola pofałdowane ruchomym widokiem 
I jak kołyska z dzieciństwa
Huśtają się przyrody okiem
Ku nocnym gwiazdom i niebu dziewictwa.   


Zboża w zieleń się roztaczają
Zdobiąc ziemię po horyzont.
Wiatry na fale zboże rozkładają - 
Tworząc sobie samym polny front.
 

Lasy na prawo i lewo stoją,
Jakżeż dumne są w sobie.
Czasy obecne o nie się boją,
Aby ludzi mądrością żywotności     
Im dodać w dzisiejszej dobie.   

KRAINO OJCZYSTA

Jakżeż mam Ciebie nie podziwiać,
Skąd moje łono życia na ziemi. 
Unoszą się moje porywy zachwytu
I jak nie mam wydziwiać, Tobą,
Gdy Bóg stworzył Ciebie tak piękną
Krainę, jak nigdzie na Bożej Ziemi.

  PODLASIU I NIE TYLKO
  Wiersz pisałem w kwietniu 2009 roku.



   W S P O M N I E N I A M I

                                                       
Słońce spada z nieba promieniami,     
Wiatr orzeźwia chłodem kwietniowym.
Idą złotowłose panny [ wspomnieniami ]
W rozwianych włosach dniem porannym.


W cichym szepcie mówię:
Córki moje do wieku mego.
Teraz szczerze Wam powiem,
Że brakuje mi córki z czasu rodowego.


Jaka radość, że z braku córki,
Wnuczka ten ubytek osładza.
Bóg wiedział co czynić do powtórki
Tam, gdzie nie sięga moja władza.


Idą panny ciemnowłose ulicami,
Ponad życie - ruchome róże.
Są jak wyśnionymi kwiatami,
Lecz młodych lat już nie powtórzę.


Więc tylko się przyszło -
Złożyć czas przeszły w wierszu.
I nie żałować co odeszło,
Lecz brać to co idzie z życia marszu.



"TAM,  GDZIE  DIABEŁ  MÓWI  DOBRANOC"  II


Wiatr goni wiatr przestrzenią i zakątkami,
Nie jest dzisiaj już tak, jak ze snami:

Smutno i umarle wszędzie się staje -
Nie sen, lecz widok smutności tej dodaje.

Ławki przy płotowe goszczą blade starych ludzi twarze
I więcej w nich widzę śmierci, niż życia wachlarze.

Jakiż żal serce ściska, że jeszcze wczoraj
Widziałem w tych ludziach niedołężnych życia wigor,
  a dzisiaj sam weź z tym się uporaj.

Że i ciebie bezzwłocznie jutro to czeka,
Jak życie, które dotyka każdego człowieka.

Tylko wśród ptaków nic się nie zmienia
I niebo zawsze takie same, które poeta docenia.

Pagórki jakoś przez lata pomalały,
Te łyse bardziej widzące, uklęsły.

A tam, gdzie sosnowym młodnikiem zarosły,
Tam już nie pasą się krowy ani kozły.

Ścieżek nie ma ani przez pola, ani przez łąki,
Jedynie chodzą jak chcą rogate, lecz nie ludzkie potomki.

Skoro tak się na tym świecie dzieje,
Że w innym miejscu życie umiera, w drugim istnieje,

To nie jest temu winna Matka Natura,
Lecz człowiek, który życie zmienia,
jak od Natury wyższa figura.

Lecz za tysiąc lat jaki będzie tego skutek,
Czas pokaże czy człowiek osiągnął radość, czy smutek?

  Kwiecień 2009 rok. Podlasie



  W  DOBRĄ  STRONĘ  MYŚLENIA


Czego mi trzeba -
Trochę pogodnego nieba,
Na stole bochenek razowego chleba,
Wiosny, co trawą pachnie gleba.


Samoukiem być w poezji -
Wiersze pisać, jak natchnienie,
A wyobraźnia pokieruje w wizji,
Ale samozwańczego poety już nie noszę imię.


Uniesienie już rzadko mną trzęsie -
Drgawki z korpusu poszły w wiersze...
I czym więcej przebywam w lesie,
Tym mniej żalu, co go już zdzierżę.


Drzewa kwitną, jak życie
I pachną, jak młode panny.
Pięknie się zrobiło w tym wiosennym wykwicie,
Czego przyozdabia wiosenny czas staranny.


Przyroda przychodzi i odchodzi -
I znowu w to samo miejsce wraca.
Człowiek także przychodzi i odchodzi
Tylko z tym, że już nie wraca.


To też podziwiajmy przyrodę
I cieszmy się życiem.
Idźmy na Boską zgodę -
Przyjmijmy to co nawet
   nie pokonamy stuleciem.


A za to Bóg obdarzy nas wytrwałością -
Pokora stanie się wiarą.
Staniemy się z duszy jednością
I już nie będzie karą.

A przeznaczeniem i przyjemnością.



SPOJRZENIEM  Z  MIEJSCE  URODZENIA


Jakże mam okupić winy,
Że upłynęło życia pięć dekad.
I pobiec tam w te doliny,
Gdzie jeszcze nie dopadł melioracji kat.


Tam lotne bociany lądują -
I chodzą po mokradłach,
Gdzie sporo żaby znajdują
W rzeczywistości, nie w moich snach.


Przyroda bogato zdobiona,
Człowiekowi i ptaku jest boska.
Jedna moja dzisiaj nieodżałowana troska -
Nasycić się tym, duszo życiem spłoszona.


Czemu to błąd całe życie boli
I charakter sentymentalność się ukształtował.
Może tymże siebie w człowieczeństwie zachował,
Co nawet z tego przyroda się zadowoli.

  Kwiecień 2009 rok. Podlasie



     WIERSZE  Z  MAJA  2009  ROKU

     

NIE  MA  JAK  W  PUSZCZY


Tutaj moja ostoja,
Tutaj moje życie.
Drzewo każde to zdroja,
Czego jest pełno i pospolicie.


Puszcza osady miasteczka okala -
Wkomponowaniem idealnie ukryte
Od żywiołu ludzkiego z dala.
Jakiż na starość zachwyt.


Ptaki śpiewają różnymi głosami.
Tęskniąc za tym dwunastoma latami -
Dzisiaj śpiewy ptasie mam takie:


Jeden ptak gwiżdże,
Drugi ptak śpiewa,
Trzeci ptak drożdże,
Ach, jak moja dusza dobrze się miewa.


Majowe wiatry kołyszą sosnami
Przygnane jeszcze przez kwiecień.
Nie dziwo z tym na Podlasiu wiosnami,
Ale nie było tego roku kwiecień - plecień.


Wiatry szumią i hulają w "trójkącie wierszowym",
Z drzew zrzucają przekwit raz po raz
I zamiatają bielą po polbruku
aż przekwit utknie gdzieś w kącie.
I tak do ustania wiatrów i do braku przekwitu,
gdy przyjdzie czas.


A las wiatrami gra,
Wiatr siebie przed siebie gna...
Jaka szkoda, że czas życie zawsze ogra -
Zanim to się skończy - cieszmy się z życia do cna,
Dopóki mamy jeszcze Naturę Przyrodę.
https://www.youtube.com/watch?v=h7t5jMiw2Ow



      CEL  UŚWIĘCA  ŚRODKI


Na pierwszym miejscu to pisanie wierszy,
a jak ktoś to ocenia to na dalszym planie.
W odwrotnym przypadku nie pisałbym,
więc rozumiemy się.



      ZALETY  I  WADY  NA  POETĘ


Wszystkim Bóg obdarzył mnie na poetę
czyli emocjami, wrażliwością i natchnieniem
oprócz wykształcenia i wiedzy,
ale to można nadrobić doświadczonym życiem
i ambitną wolą w to co się robi.



                    OBDAROWANY


...Poezja to sztuka duszy, która wiecznie trwa...



           ZA  TALENT  NAZWISKO


Przeznaczenie nie obdarzyło mnie talentem na poetę,
za to obdarzyło nazwiskiem na poetę.
Więc nie ma potrzeby przyodziewać innego nazwiska
pod którym miałbym ukrywać swoją tożsamość.



                GWIAZDY  SĄ  TYLKO  JEDNE


Gwiazdy filmowe od gwiazd na niebie różnią się tym, że gasną.



PILNUJ  SWEGO,  A  CI  UROŚNIE


"Od przybytku głowa nie boli".

Ale potrzebne myślenie i zaradność,
by ten przybytek nie zatracić,
tym bardziej roztrwonić.



W  PIERWSZY  DZIEŃ  MAJA


Dzień lśni wiosną,
Cień chłodny pod sosną

Skryć głowę jest miło,
Bo nie lubię słońca o dziwo.

Zdrowo jest w cieniu i orzeźwiająco -
Wiatrem z pierwszomajowym dniem powiewa w duszy sprzyjająco.

Pachnie wokoło majowymi krzewami i drzewami,
Wiatr z krzewów i drzew rozwieje kwiaty czasami.

Żeby nie zanudzić o ptakach już nie wspomnę,
Lecz w jakiej tęsknocie jedenaście lat temu
za ptakami byłem, sam tylko pomnę.

Pochody pierwszomajowe ujrzę, jak TV przypomni.
Majówki skojarzę, jak pamięć wspomni.

Czas nie ten i życie nie te, jednemu hulanki,
Drugiemu krzyż, a nie randki.

To nic. Najważniejsze żeby w życiu mieć cel.
A Ty, Boże, rozumem tych dziel!



OJCZYŹNIE  W  DNIU  ŚWIĘTA  POLSKIEJ  FLAGI


Zanim mój duch się wzrusza -
Siłę w moim sercu ma dusza.
Na dobry Bóg, jest we mnie natchniony Bóg.


Nie chcę za to, że tylko żyję zasług,
Wolę wierszowy zaliczać się do Bożych sług.     
Nie po drodze mi tam, gdzie smutek,
Po drodze mi tam, gdzie radości skutek.


Dzisiaj w Dniu Święta Ojczystej Flagi,
Pamiętać nie problem o Tobie Polsko bez trzeciorzędnej uwagi.   
Kiedy pamiętam o Tobie Ojczyzno-Polsko przez cały rok,
To i dziś w te Święto Ojczyste do zadumy i wzruszeń tylko jeden krok.

Jakie to szczęście w dzisiejszej dobie,
Że powiewasz Flago sobie na wietrze spokojnie bez nakazu do zdjęcia.   

A i Patriotom służącym Ojczyźnie Polskiej czyli Tobie Flago jest miło,
Kiedy nie jest konieczne zawieszać Ciebie tam,
Gdzie świstały kule i bomb spadało miliony ton
I nie tam, gdzie Tobą szarpały wichry wojen.
A tam, gdzie pachnie majem spokojnych pokoleń.


Dzisiaj wisisz na masztach spokojnie,
A leniwy wiaterek leniwie Tobą powiewa dostojnie.
I lepiej dla życia poznać pokoleniom Twoją historię,
Niż walczyć o Ciebie, jak walczyli nasi ojcowie,
dziadowie i pradziadowie, jak o honor i pamięć na Glorię*.   


Tak nam Polakom dopomóż Bóg,
Żeby my Polacy kochali swoją Flagę
I nie schodzili z wyznaczonych przez pokolenia dróg.
                                                 
Na spokojnym wietrze powiewaj Flago przez wieki -
Wszędzie tam, gdzie płyną polskie rzeki.

I nawet tam, gdzie polski język i polska kultura,
Co nie wzbraniają nam, jak mówi demokracji struktura.

W Dniu Święta Polskiej Flagi wiersz dedykowany Ojczyźnie

  Objaśnienie: na Glorię* - Chwała na wysokości Bogu.

  02.05.2009 rok. Podlasie



    MAJOWY  WEEKEND


Wiosną zielono wszędzie,
Słońce przygrzewa w tym względzie.

Ludzi wodny akwen otacza nawał:
Grillują, wędkują, relaksują się - istny wiosenny szał.

Ptaki ciche tymczasem -
Uszły w głąb puszczy lasem.

Świat z grilla co dobry ludziom w zapachu,
Lecz ptak stąd zwiewając, rzekł:
to nie dla mnie człowieku brachu.

Tymczasem, na Boga, jerzyki ujrzałem,
Jak szybują falowanym lotem i...
w ten czas z uradowania cieszę się tak,
jakobym dzieckiem się stałem.

Na niebie pierwsze wiosenne jerzyki   
szybują zygzakowym lotem nad akwenem...
Na ziemi tutaj, tam i hen tam dalej
niejedna panna idzie ze swym menem.

Olchy, brzozy, jarzębiny
na oczach liście powiększają...
I jest tak świeżo zielono,
że z wrażenia serca poetów ...klękają.

...Jeśli tu przybędą.

Wiatry ciche, srogo nie wieją, jak przed dniami,
Jakaż różnica być na łonie natury, a nie przed snami.


Co dnia dziękuję Bogu, że tutaj moja kraina,
Tym bardziej, że dane mi było powrócić
i przeto, Boże, moja dusza na co dzień
zmartwieniami już się nie zarzyna.   


Za to niechaj wierszowym Tobie będę,
Jeśli przyjmiesz taką zapłatę,
to też wtedy spełnionym będę?



     URODZAJ  NA  MOTYLE         


W tym roku od kwietnia bardzo dużo motyli:
białe, żółte, czerwone...
W ubiegłym roku aż do lipca, sierpnia
nie uświadczyłem czerwonego motyla.
Z czym to się wiąże nie wiem?
Może dlatego, że deszcz nie pada?
Bo przecież nie dlatego, że był ciepły kwiecień,
Bo przecież nie był.

* * *
Biały, żółty, czerwony motyl
Zygzakiem lata i na kwiat siada...
Wybuchowa wiosna, jak trotyl -
Nie czyni się złą pogodą jej zdrada.


Jest miło i wiosennie przytulnie,
Wiatry zdradliwym chłodem wiejące
Już na dobre ustały i ciepło ku skórze lgnie:
Dziecku, babci, dziadkowi i mnie chwile sprzyjające.   


Mlecz kwitnący dzieciństwo przypomina,
Motyla, łąkę i bociany na lipie.
A czas - gorzki czas - życie wspomina,
Że przyszło się siedzieć na pupie!


Dzwon kościelny z kopuły trzy uderzenia wykonał -
I hejnał elektroniczny się odbywa.
Czas, który życiem spłonął -
Jakżeż przed siebie serce się wyrywa.


Kwiczoł z głębi puszczy
Za pożywieniem w "wierszowy trójkąt" przybył
I dostojnie chodu skokiem obnaża moje oczy,       
Po czym po krótkiej chwili ubył.   


Za to nieopodal tego samego miejsca
Parę obecnych tutaj sójek ujrzałem.
Kiedy usłyszeli szalonego jeźdźca,
Odfrunęły, zanim na to ja spojrzałem.


Lecz motyle nigdy płoche,
Nigdy strachliwe tylko przed siebie byle...
Ptak na gałęzi pobujał się trochę
I już go nie ujrzę, odfruwa i tyle.


Bluszcz w listkach się rozwija
Pędami pnie się na opak.
Trzmiel, chrabąszcz, osa mnie omija
I nad głową gwiżdże szpak.

Tak, taki wszystkiego tutaj jest znak!
Wiosna!



   WIOSNA  PO  LWOWSKU


Gdy wiosnę wszędzie się spotyka,
Gdy maj wszędzie się mai,
Gdy ptak, co w każdą szczelinkę gniazdo wtyka,
Wtedy żyć się chce - tak mi si zdai:


Pani, pani - do pana, ja mówi!
- Fajni tutaj tak jest!
Las taki sowi,
Czego nie ma we Lwowi!


Bacianiuki siedzą na gnieździ,
Żawaronki na niebi we śpiewi!...
Woźnica wkoło miasteczka jeździ...
I wiatr śle zapachy w powiewi.


Przyroda tutaj tak piekni stoi -
Lasy gęste w zieleni.
Po nim najlepi chodzi si we dwoi -
Z dziewczyną, wtedy chęć si ni leni.



      TAM  GDZIE  III


Tu gdzie słońce zachodzi
Rozlaną czerwienią na niebie -
Tu piękno do snu do/u/chodzi
I po dniu noc mamy w potrzebie.


...A kiedy jutro zachmurzeniem się stanie
I dzień mój chłodniejszy nadejdzie -
Z rehabilitacyjnej pryczy podniesiony,
Górnictwem strudzony grzbiet do życia powstanie -   
           
Z wierszem cały dzień zejdzie:

I gdy wyjdę na "tron" za przyrodą,
I podniosę głowę ku pierzastym obłokom -
O niebo dostrzegam w tobie urodę,
Zanim wzrok zniżę jeszcze uraczniejszym łąkom.     


Tymczasem kłęby chmur w całość się schodzą -
I łączą się w jedno do nadejścia burzy.
Tymczasem myśli moje na postronku mnie wodzą
I tylko w głowie mi jedno:


Tam, gdzie moje miejsce urodzenia,
Myśl z serca nie schodzi.
Teraz miasteczko moje, powiem Tobie:
- Do widzenia!
Jadę tam, gdzie dusza mnie zwodzi.


Tam: zieleń jest bujniejsza od bujnej,
Czeremchy dzieciństwem pachną.
Nie ma na to chwili trudnej, bo spójnej
W której natury piękności mnie witają:


Łąki usłane rozciągniętym mleczem,
Zające po nich kicają...
Ach, gdzie te lata, gdy w nich z kamratem
walczyłem drewnianym mieczem.
Czemu te czasy tak do mnie wracają?


Czas nie ten sam,
Choć bociany te same.
Życie mocno znamy,
Jak tu podnieść na duch mamę?



   JABŁOŃ  W  ROK  NIEPARZYSTY


W tym roku nieparzystym
Skąpo wysypałaś się kwieciem.
Blado wyglądasz w dniu rzeczywistym,
Może i dobrze, bo jesienią nie obsypiesz śmieciem.


Na myśli mam dzikie jabłka,
Przy jabłoni stałyby się także dzikie chłopcy -
Zrywając je - i rzucając tam,
Gdzie wybrana byłaby ich pułapka,   
Aż skrzyczałby ich człowiek obcy.


Co prawda, ze skromnym kwieciem jesteś mniej urodziwa,
Niż zeszły rok ciebie w obfitą biel obdarzył.   
Lecz dla mnie i tak znalazłaś urok - co żeś mnie spowiła -
W wiersz, który tobie i sobie napisać się zdarzył.



    W  PUSZCZY  WIOSNĄ


Dzwon kościelny tyle razy uderza,
Ile godzin na zegarze.
Chodzą ludzi znane twarze -
Wiedząc każdy, gdzie i do czego zmierza.


O, moja słodkość Boska,
Jak ten świat wypiękniał.
Z piekielnych podziemnych otchłani, ileż ja przypomniał,   
Że ty łono natury jesteś mi jak troska;   


Zielenią otaczam się zespoloną -
W zieleni tak soczysto zielonej aż przedziwnej,
Że duszę począłem mieć polną:


Kwiatem się staję, wodą się staję
W chwili pilnej i naturę mam zdolną,
W przyrodzie i sobie nawet w radości dożylnej.

[ A w rozumie i w sercu wzruszonym,
  w natchnieniu i w duszy wierszowym. ]



     MAJOWY  DZIEŃ


Nocny majowy deszcz
Użyźnił ziemię po kwietniowej suszy.
A w porywach mojej duszy
Wpatruję się w zielony puszczański gąszcz...


Choć nigdy nie mając wytchnienia -
Nigdy nie jestem zmęczony.
Jest to zasługa Boża i żony,
Że dożyłem poety imienia.


Tak uroczo jest mi w duszy,
Że nie tylko jestem na papierze wierszowym,
Lecz i w sercu tchnie radość i się wzruszy -
Romantyka moja i ja w lesie sosnowym:


Żywicę sosnową wiatr ku nosa przetokom przywieje,
Brzozami bezwonnie i bezwładnie pokołysze.
Śpiew ptaków co dzień słyszę,
Udobitnia tym miejscem piękne natury dzieje.


Wiśnie w biel bogato odziane -
Po deszczu płatki osypaniu oprzeć się zmogły,
Co upiększa nadal okna, jak kula białej mgły
I przeto ująć to jest mi pisane.


Tęcza barw blok okuła,
Przez ludzi kolorami wymyślnych.
Koloryty jeszcze dodają obecność ptaków leśnych,
W uszach śpiew, w oczach kolorów nawet stówa.   


Co jeszcze mój wzrok i dusza wydobędzie
Z tej i tak wspólnej cudownej harmonii?
Nic, tylko powiem to, że przed laty życie było w agonii,
A dzisiaj, dzięki Bogu, w zielonej otchłani do końca dobędzie.



               LEŚNY  CZŁOWIEK


To on, leśny człowiek, który przybył tu z piekielnych udręk,
Co żalu z życia pchało mu się ogrom do powiek -
Mając ciężaru smętnej nie pociechy duży przelęk.   


Żyjąc teraz tu w leśnej toni, życia nie ma usłanego różami,
A piękno natury, co go przed markotnością broni
I budzi śpiewem ptaków - krążących nad leśnymi progami.


Od tej pory nie widziałem, aby oczy jego zaprószone były łzami.
Tylko widzę go tam, gdzie na łonie natury kumkają żaby,   
Co uwalnia duszę, wczoraj przywaloną górniczymi kamieniami.


Mając głowę na karku, co chwilę ją dla wzroku podnosi ku niebu,
Nie mając już w duszy chaosu, jak na ludzkim jarmarku,
Chodząc w cień, myśleć, do starego znanego mu dębu.


Pola wkoło w zimowym i jarym zbożu płyną
Przez wiatr gonione przed siebie, przed siebie.
Ziemia, która pokryta gliną - rodzi jak w żadnej krainie.


Dzieciństwo jego cudowne, które tutaj spędzone,
Czas miniony za nic nie cofnie wstecz.
Jak kijem rzeki Sidra nikt nie zawróci w tę stronę, co nie płynie.


Ale zobaczy dziką ptaszynę, która śpiewająca krząta się po krzakach!...
Wtedy chce mu się wejść w tę olszynę i słuchać je,
Jak to często robił w dziecięcych dobrych niewinnych minionych latach.

  Pisałem w maju 2009 roku. Podlasie



    DNIA  DZISIEJSZEGO


Padać przestał deszcz,
Ziemia i drzewa nasycone wilgocią.
W chwili tej przeszedł przeze mnie dreszcz,
Słucham śpiewu ptaków, co jeszcze przed chwilą
były cichym deszczem uspokojone.


Dzień wypogodniał, wiatr przegnał płaczące chmury,
Nadpłynęły białe anioły
Kładąc cień na głowę po raz który
I powiewa po duszy wiaterek zdrowy.

Kwiecie z wiśni po deszczu opadło,
Tylko zieleń się rozwija...

Tymczasem "tron" zdążył obeschnąć,
Bo niebo pogubiło nawet obłoki.
Ziemi, której nie mogę dotknąć,
Wzrokiem po niej stawiam kroki...
Ach, Boże, ciężej wzrokiem chodzić,
Niż to było przed laty, kiedy stawiałem kroki.


Przyszłość, która da życie światu,
Usiadła na huśtawce jedna i druga -
Piękne, młode i jędrne żywego kwiatu
Mieni się wykwit, jak tęczy smuga -
Dziewicze są, jak młoda kalina,
Która pierwszy raz zakwitła - pierwiastką będąc.
Chłopcze, zanim będzie twoją.



   DNIA  DZISIEJSZEGO  II


Pyłki z drzew kontroluje wiatr
I gna przed siebie na zatracenie.
Życie moje, jak z filmu "Kadr"
Ciągle z przyszłości wspomnienia wylewa.
Motyl leci zygzakiem, ale świadomie siebie kontroluje.
Mój czas stoi nad znakiem -
Czego w sobie, jak motyl nie odgaduję.     
Czy wiersz żyć mi pomoże,
Czy w wierszu tylko życie złożę?

21 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2020-07-17 11:04:33)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

.

KRÓTKI  WIERSZ  O  WIOŚNIE


Ptak całuje ptaka,
Rozbrzmiewa śpiew w lesie!...
Wiosna jest piękna taka
I melodie las ku mnie niesie...



            ZA  OKNEM


"Tronie", mój ty "tronie", schylam się nie tobie,
Lecz za ciebie państwu dobrem w niskim ukłonie.

Bluszczu, mój ty bluszczu pnący,
Nie za tobą, a za moją Basią jestem tęskniący.

Kaliny, moje wy kaliny -
Przerosłyście "tron" i jego podwaliny.

Głogu, mój ty głogu,
Wiarę mam nie w tobie, lecz w Bogu.

Iwo, ty głowiasta iwo,
...Zimą za słoninką usiąść sikorkom będzie miło.

Pigwy, moje wy pigwy, karłowaty wzrost wam dano,
Lecz w kwitnięciu czerwieni wam nie pożałowano.

Jałowce, moje wy dwa jałowce - wyrośliście,
A w jednym z was uwił ptaszek gniazdko piękne iście!

Sosny, moje wy sosny w puszczy borem stoicie,
Wśród gałęzi ptaki rozpoczynają śpiew o świcie.

Brzozy, moje wy brzozy zielenią płaczące -
Tak jakoby wam smutno, bo ku ziemi wizerunkiem jesteście zwisające.

Chmury, moje wy chmury w niskim zawisie płyniecie,
Tak jakoby ocierały się po puszczy grzbiecie.

Jerzyki, moje wy jerzyki, was na niebie przybywa -
Pod obłokami tyle, co nigdzie indziej nie bywa.

Słońce, moje ty słońce na Ziemi życie rodzisz -
W dzień, na noc do zasłużonego snu odchodzisz.

Życie, moje ty życie piekielnie ogniste,
Jak w życiu jest ciężko zachować życie czyste.

Klnąc się nie raz na Pana Boga i na Ciebie Jezu Chryste.



                    METEOPATA


Gdy atmosferyczny niż idzie i na deszcz się zbiera -
wtedy kark i biodra bolą bardziej, niż serce ze wstydu. 
Nogi brzękną i ból mną poniewiera - co znosić częściej trzeba, niż zwykle.
W żebrach i plecach łamie, a gdy zrobię obroty w lewo i prawo,
to już jak z przed laty nie to samo, a trzeszczy w kościach i w kręgach,
jak mamie, która o ćwierć wieku wszystkiego ma więcej na grzbiecie.



           DZISIAJ


Smutne niebo ludziom i ptakom,
Za to wesoło ziemi i krzakom.
Pada deszcz - ciągle pada -
Nie będzie suszy w przyrodzie, 
A pięknie zielenią rozbuja się w ogrodzie. 
Już śliwki przekwitły w suszy,
Wiatr kwiecie zaganiał poza węgłowej głuszy.   
Wiśni kwiecie zbił deszcz,
Kalin ożywił, jak mój dreszcz.
Głóg tak się wybujał,
Że nawet wiosenny ptak na nim się pobujał. 
Lat ma tyle, ile podjazd 
I dzisiaj pierwotnie zakwitnie. 
A mi radość aż do gwiazd - 
Piękniej mam, niż moje życie. 
Sercem wszystko, wszystko kocham
Bardziej, niż swoje życie. 
Ot co, taki jest Mietko - ...


  III


           BASI


Jak gwiazdy na niebie są obecne,
Tak Ty, we mnie istniejesz.
Wszak całkowitym względem patrzę na Ciebie
I wiem to, że bez gwiazd na niebie,
Najwyżej wiersza nie ułożę.
Bez Ciebie wszystko straciłoby sens,
A z tym i moje życie.



Z  WIADOMEGO  I  NIEWIADOMEGO


To co było jest za mną.
To co będzie jest przede mną.
To co przeminęło, myśl wspomina...
To co nadejdzie, niech się stanie
rzeczą skromną, lecz Boską.



    ZIELONO  MI


Zielono mi w oczach,
Zielono w sercu.
Wszędzie mi zielono - na zboczach
Miasta i dróg, nawet ku słońcu.


Zielono mi przy "tronie",
Na "tronie" i na ścianie.
Motyla łapię w dłonie
I pokazuję Barbarze Annie!


Bluszcz mi zwisa zielono
I przez wiatr buja się przed oknem.
Tak chcę wyrazić uczucia Tobie żono,
Że aż mi zielono przed Tobą, bluszczem i okiem.

  Ślubnej Basi



                    IMIĘ  I  NAZWISKO  NIE  SZATA


Choć pomyślałem o tym, że: poza krajem będę wymieniany nie jak:
Mieczysław Borys i nie jak: "Mietko",lecz jako: "Miczyslaw Boris" i jako: "Mitko".   
To i tak nie chcę przyodziać innego imienia, co by bez zniekształcenia wymieniane byłoby,
iż Polak ja z krwi i kości polskich i obojętne mi, jak poza krajem ojczystym
kaleczyć będą imię moje, grunt aby w moim kraju dobrze służyło.



  NA  "TRONIE"*  II


Wzrok wiedzie ku gwiazd, 
Dusza ku niebu.
Na ziemi jest mój dom
I życie między ludźmi.


Gdzie złociste światło,
Tam życie w toni.
Gdzie pada deszcz,
O, tam życie tchnie w woni.


Gdzie świt wschodzi,
Tam ptaków śpiew.
Gdzie ludzi gniew,
Stamtąd serce uchodzi.


Gdzie płacz i bieda,
Tam jak zemsta - "Kara Mustafa"*.
Lecz czy zawsze za winę?
Czy tylko, że tak gra życia szafa? 

  Objaśnienie: "Kara Mustafa" - żył w XVII wieku - był tureckim wodzem,
  który zorganizował wojska i oblegał Wiedeń.
  Wojska Polskie i Austriackie po wodzą Jana III Sobieskiego wygrały bitwę pod Wiedniem.
  Przegrana Kary Mustafy kosztowała go utraty pozycji i później w rezultacie życie.



          JAKIE  TO  PIĘKNE
                 [ sen ]


Miałem lat z dwadzieścia pięć, Ty jeszcze mniej,
Byłaś przy mnie w wiosenną chwilę,
Staliśmy się ze sobą rozmowni...
Nagle ni stąd, ni zowąd ot tak z byle niczego
Odchodzisz ode mnie nie mówiąc z powodu jakiego? 
Nagle ruszam za Tobą - dogoniwszy - wziąłem Cię na ręce -
Niosłem do domu - mówiłem w tej rozterce: 
- Ożenię się z Tobą!
Śmiałaś się radośnie...
Uradowany, wesoły i podniecony
Mówiłem już jak do swojej żony.

  Basi



        W  CHŁODNY  PORANEK


Poranny chłód po nocy ziębi skórę do kości.
Wynurzone zza bloku słońce w swej mocy
Promieniami na głowę i grzbiet zagości.


Do tego ptaszek przyleciał i usiadł na głogu -
Pośpiewał ile zechciał i odfrunął, zdradzając mnie.
Zatem wiara moja pozostała tylko w Bogu.


Albowiem smutno się nie stało,
Skoro zieleń wiatrem się kołysze...
Przeznaczenie tyle bogactw duszy dało,
Że nawet o świcie ptasi śpiew słyszę.


Szpaki, kosy, kwiczoły po trawie skaczą...
Nazbierawszy glizd jeden, drugi, trzeci odfruwa wesoły   
I moje oczy pospozierawaszy już nie płaczą.     


Przypłociu majowym mleczem kwitnie,
Motyl po nim jeden, drugi, trzeci się błąka.
Idzie panna w chodzie wybitnie i pachnie jak łąka.


Czego od życie może chcieć staruszek,
Kiedy w życiu wiosnę czuje.
Miał już swego czasu wianuszek,
Który do dzisiaj niezmiernie smakuje.


Nie rwie się dusza przed siebie,
Wystarczy to co przed oczyma.
Dane mi widzieć na ziemi to co w Niebie.
I to co spłodzę Niebo otrzyma.



O  ZAGUBIONYM  I  PRZESTRASZONYM  PTASZKU


Fruwa ptaszek zlękniony z gałęzi na gałąź -
Z drzewa na drzewo...

Smutno mi z mojej strony i żem niepojęty,
Że pogubił między ptaszkami więź
Lub współbratankowie puścili go kantem.


Krzyczy przeraźliwie przejęty i jest w chaosie.
Sam nie wiem, co z nim się dzieje,
Skoro zniżył się ku ziemi, a kot zawzięty
Instynktownie wie co zrobić.
Zmykaj ptaszku do swoich w las głęboki
Zanim masz jeszcze nadzieję.



         LOS  RODZI  POETĘ


Najwyższy czas był wziąć pióro i stać się poetą.
A jeśli nie poetą, to grzmiącą chmurą,
Która burzę życia wyleje nie sonetem,
A tragedią, która się stała nie bzdurą,
A "Gułagiem"* - jak nieziemską planetą
I krzyczy niemym słowem tak jak życie wskazuje
Toczącym się kolczastym kołem: ...

  Objaśnienie: "Gułagiem" - Gułag* - system obozów przymusowej pracy w byłym ZSRR,
  którego więźniami byli rzekomi przeciwnicy polityczni, którzy nie zgadzali się z praktykami
  władzy ówczesnej, jak i zarówno dla przestępców  pospolitych.



NAD  JEGO  ŻYWOTEM


Nad jego żywotem
Tłumnie jerzyki się wzbiły.
A nad drucianym płotem
Usiadł ptaszek na gałąź iwy -
Zaświergotał i odfrunął niskim lotem
W sosnowy gajeczek, mu tkliwy.
Posłużyła nim bojaźń,
Czy natury wyobraźnia.
Kościelny dzwon ustał bić,
A czas głęboko się zranił,
Że przyszło w  k a l e c t w i e  mu  ż y ć,
Choć życia nie ganił.
Nadszedł czas z piórem podążać
Aż wierszem się otumanił.
Dzisiaj grają mu nuty poezji...
Ach, jak dobrze  ż y ć  bez amnezji.



    PALI  SIĘ  SERCE  MOJE


Pali się serce moje,
Tam gdzie łąki mleczem usłane.
Ach, gdybym mógł pójść w te zdroje,
Toż wolałbym żeby wędzidła
Z nóg przełożyć na usta było mi dane.
Wtedy w słowie zamilknąłbym
W tej naturze - ustroje,
A nogi stałyby się kwiatami usłane.
Nie byłbym wówczas wierszowym,
Tylko jak ta łąka pierwiastkowym*.

  Objaśnienie: pierwiastkowym* - nowo narodzonym w chodzeniu.



JAKIE  SŁOWA,  TAKIE  NASTROJE  I  UNIESIENIA


Przy jednym wierszu drżę,
Jakoby zimno mną zawładnęło.
Przy drugim wierszu rżę
Jak koń, jeżeli słowo mnie nie dotknęło.
A kiedy myślą sięgam wstecz -
Wtedy poczuję, jak w sercu drgnęło!
Gdy powiem wzruszeniu: idź precz!
Jednako obawą przy mnie lgnęło...
Zatem sięgać słowem przed siebie
Jest raźniej i milej, niż za siebie.
Bo to co ma nadejść jest niewiadome,
Ale zatem i nic nie warte.
Więc słowo nie szata, serce nie sługa.
Tak wszystko w człowieku się brata
Jak rozum, serce i dusza wystruga.



   MOJE  MIASTO,  A  W  NIM


Moje miasto, a w nim niebo ściele się do snu,
Samolot horyzont przecina białą smugą
I rozpływa się tworząc sztuczne małe obłoczki.


Słońce znużone dniem
Zapada się pod ziemię bez tchu.
Czas żeby nie stał się leniem,
Bądź wierszowym dalej, zuchu.


Jerzykom niebo przyjazne bez wysiłku,
Bowiem wiatry ustały przez dzień.
Czas, który spoczywa na tyłku
Za nic nie schodzi w cień.


Gwiazdy rodzą się na niebie...
Pod nimi płyną chmury,
Gdzieś tam spadnie deszcz w potrzebie
I ziemia odżyje po raz który.


Puszcza widok oczom ogranicza
Swoją zieloną gęstwiną wyrosłą.
Za to niebo nie ma oblicza,
Jak odległość ku niemu, która niedorosła.


Bloki otoczone potężną puszczą
I ludzkość jakby wzięta w jej otchłań.
Jedynie słońce ostatnimi promieniami
tułacze się po oknach
I zachodzi, jak martwe dusze skaleń.


Ptaki wygwizdując na skraju lasu wiecznego,
Za nic przestać nie zamierzają.
Zmrok potęguje uśpienie życia ulicznego -
Kuma się z nocą, ją witając.


Kościelny dzwon o dzwonnicę
Uderzając dziewięć uderzeń to udobitnił.
Po tym Królowa Polski rozchodząc się na całą dzielnicę
I czas nocny w ciemnościach roztętnił.


Brzozy siostry bliźniacze nadzwyczaj piękne dziewiczo,
Próżnię między blokami wypełniają.
Liście z cichym wieczornym wiaterkiem
Ledwo oku zauważalnie się kolebią.


Chłód, który dreszczem zawładnął -
Stał się człowiekowi nie miły.
Myśli i słowa, które do snu się kładą -
Jutro staną się płodne w ten czas troskliwy: ...



  CICHA  NOC  MNIE  OBUDZIŁA


Cicha noc mnie obudziła
W której czas mój był uśpiony.
Sen spoczywał na nocy, jak otchłań miła
Do której utulony byłem, niczym nie zmartwiony.


Cicha noc mnie obudziła,
A przy mnie Ty, moja jedyna.
Chwila, która z nami się zżyła,
Ptakom opowiemy jak sobie radziła.


Świt, który za dnia już się począł,
Ptaki ze snu ożywił-wybawił.
Życie, które wpełzło w jamę smoczą,
Jak dobrze, że ptaki obudzone słyszy.

Są tutaj takie piękne zdroje,
W nich my utonęliśmy oboje.   

  Ślubnej Basieńce



OJCZYŹNIE, KTÓRA  ZWIE  SIĘ  POLSKA


Dwóch w jednym:
...Tyle będę Tobie wart, Ojczyzno,
Ile dobrych słów o Tobie
Znajdę pod swoją siwizną.


Poszczycić się za Ciebie blizną, żadna sztuka,
Byle prostak może to uczynić.
Zatem piórem pochwalić Ciebie,
O, to już nie pochwali byle prostak.

Znalazłaś we mnie jedno i drugie, Ojczyzno!

...Cel wyłania się powoli,
Tak jak wiersz po wierszu...
Nic nie robić serce boli
I pustym umrzeć tak z życia marszu;
To nie dla mnie z sercem moim -
Ja bym chciał objąć duszą niebo,
Natchnieniem ziemię udźwignąć swoim
I spocząć wreszcie w Tobie Ziemio.

* * *
Kiedy nie mogę uprawiać roli,
Kiedy nie mogę wydobywać węgla,
Tobie Ojczyzno wiersz wydobędę.


A że z chłopską duszą siebie mam za oracza   
I hart niezłomny, jak u "białego murzyna".
Nawet chwila w życiu, która choć jest mi sobacza,
Nie powstrzyma mnie nawet "Mieczem Wawrzyna".   


Kiedy nie czas mi umierać
Lub spocząć na laurach.
Wolę nawet z duszą się poniewierać,
Żeby tylko Tobie przysłużyć się o różnych porach.

 
Słowa Tobie będę układał, choć chłopskie i proste,
Jednakże z sercem będę do tego się przykładał,
Tak jak moja wiedza, wiara i sumienie są Tobie czyste.


Kocham Cię, Polsko,
Nie tak jak w wierszu sonet.
I nie tak jak wojsko,
A tak jak kocha kaleki poeta.


Porwę się na śmierć za Tobą!
Umrę nawet dla Ciebie!
Gdyby nie było tak, nie byłbym sobą
I nie byłbym godzien mieć za patriotę siebie.


Nawet duszę wyrwę z siebie,
Jeżeli tylko zajdzie takowa potrzeba!
Zostawię tylko Boga, Honor i Ciebie,
Abym nie umierał na marne, Tobie w potrzebie.

Polsko! Polsko! Polsko!

  Autor: Mieczy' sław, pisałem w maju 2009 roku. Podlasie   



  BEZINTERESOWNY  POETA


Jestem poetą i mam stos uniesień,
Nie tylko do wspomnień,
Ale i do porywu serca;
Czy będąc w rozterce,
Czy na fali słowa,
Czy się pogubiła moja mowa -
Zawsze jednako jestem szarpany w dumie,
Że robię to nie dla pieniędzy w sumie,
A z serca,
Dla serca.



  MALARZ  I  POETA


Optycznie taka różnica,
A w sercach jak jedno.
Łączy nas jedna żywica,
Trafiając w to samo sedno.


Szukamy cichego miejsca
Czy to w spokojnej komnacie,
Czy na łonie natury do zejścia
Mamy w sercach jedno natchnienie,
  mój bracie!


Wszystko co masz w sztalugach
Z natchnieniem na płótno odkrywasz...     
Tak jaki i ja w życiowych sługach
Z porywów serca na papier zbywam...


Twoje ekwipunki ręką tworzą dzieło,
Jak serce i dusza pojmuje.
Moja wrażliwość przez serce i duszę pojęło,
Że w piórze sens życia znajduję.


Ty na łące łono natury malujesz...
Ja na łące łono natury opisuje...
Ty Damę nagą szkicujesz...   
Ja niewieście w wierszach lepsze życie snuję...


Ty rozbierasz pannę do naga.
Ja ubieram pannę ponad kolory.
U ciebie jest skupiona do nagości uwaga.
U mnie ubieram pannę we wzory.   


Tak czy owak o jedno nam chodzi;
Ty w tym co robisz - serce wkładasz.
Ja natchniony tak aż dusza uchodzi,
Skoro nie rozum, a wrażliwość mną włada.


Poeta: - U Ciebie portretów przybywa...
Malarz: - A ty wiersze płodzisz...
Poeta: - Twoje obrazy to jak scena żywa...   
Malarz: - Ty zaś słowem wszystkich pogodzisz...

  Pisałem w maju 2009 roku. Podlasie



TUTAJ  NA  TEJ  PODLASKIEJ  ZIEMI


[ W 200. Rocznicę Urodzin naszego Wieszcza:
Juliusza Słowackiego, Juliuszowi Słowackiemu ]

Tutaj na tej Podlaskiej Ziemi,
Pod jasnymi promieniami słońca
Ludzie nie są do siebie niemi,
A mówią ciągle bez końca...


Las szumi sosnowym igliwiem,
Powietrze pachnie miękkim wiatrem.
Och! gdybyś tu był, co byłoby Tobie darem.
Ja to wiem i Tobie powiem.   


Te lasy bezkresne,
Te pola zielone, srebrne i złote,
Te zimy przedwczesne,
I te wiosny ptasie -
idące ze śpiewem w ochotę.
   

Jesieni są tak piękne w kolory.
Życie jest jeszcze piękniejsze
I wszystko jest mniej pilniejsze.
A jakie panny są dorodne w każde pory.   


Gdybyś dzisiaj żył, mój przyjacielu,
Nie musiałbyś płakać za Ojczyzną.     
Tylko szedłbyś wierszami do celu
Upiększając słowami i czynem polszczyznę.
     

I nie musiałbyś pisać:
"Styrałem życie dla Ojczyzny".
Bo dzisiaj nie ma zaborców,
Nie trzeba wznosić za Wolność proporców!
Każdy może żyć i służyć dla swojej Ojcowizny.


Jam jest tego dowodem,
Gdy nie mogę służyć pracą fizyczną,
Param się Ojczyźnie słowem...
Choć prostym i ubogim,
Ale to zawsze więcej, niż nic.   


Polska - nasza Ojczyzna dzisiaj jest WOLNA,   
Nawet bardziej swobodna, niż piękna,
Albowiem jest nawet każda cudowna droga polna.   
I już niczego Ojczyźnie nie trzeba przyozdabiać z okna.
Zwłaszcza na Podlasiu.

Pisałem, dnia 04.09.2009 roku. Podlasie



   PODLASKIE  NATCHNIENIE


Czy to w moim miasteczku Czarna Białostocka,
Czy to w rodzinnym powiecie Sokółka -
Na niebie wszędzie furga jaskółka,
Na ziemi zieleń soczyście bujna.   


Rwie się dusza moja, jak ta jaskółka
Nad grody, zieleń i pola.
Czymże byłaby w życiu dola moja,
Gdyby nie z natchnienia do uniesienia
byłaby naturalna pigułka:


Rwie się serce moje ku niebu,
Jak ten lot sokoła w przestrzeni
I nie siądzie na drzewie "czerebu"*


Zanim za dobytkiem nie spadnie ku zieleni.
Tak ja zamiast z wiekiem posępnieć
Staję się z wiekiem wierszowym sępem.

  Objaśnienie: "czerebu, czereb"* - na suchym wierzchołku drzewa.



     NA  WIECZÓR  II     


Wiatr prawie już usnął do nocy,
Ale deszcz jeszcze wisi w zanadrzu.
Życie zanim uśnie do północy -
Ujmie co spotka w dzisiejszym kalendarzu:


Zewsząd śpiewem ptaki się męczą,
Aż nadchodząca ciemnota je uspokoi.
Gromy, które przed burzą klęczą!
Gdy spadną - ziemia tym się ukoi.


Jerzyki w hordy się mnożą
I nad blokami, złotymi pędami
Akrobacje bez ustanku tworzą,   
Jak po linii zeszłorocznym śladami.


Ostatkiem sił zza chmur słońce wypełzło,
Złotem musnęło po puszczy i oknach.
W życiu co dotknęło losowe mnie zło,
Dzisiaj jest konające w moich wierszowych szponach.

Nadchodzi burza!

  Maj, 2009 rok. Podlasie



POETA  Z  ŻYCIA  NIEDOLI  I  Z  NATCHNIENIA  W  JEDNYM   


Prosty, ja człowiek, o natchnieniu poety,     
Jak ten chłop, który tyra na roli...   
Znam sól tej Ziemi, jak Mickiewicza sonety,     
Wiem jaki ciężki chleb z tej niedoli.     


Z męki, potu i krwi, ja poeta,
Jak prawdziwe  c i e r p i e n i e,  które boli...     
Udręk moich nawet nie zmyją Mickiewicza sonety,         
Jednakże wystarczy, że natchnienie mnie ...zadowoli.   


Kiedy patrzę hen przed siebie;
Widzę starszy, niż ludzkie życie, las wiekowy,
Nad nim gromadne jerzyki na niebie,   
Między nimi a niebem anioł ogniowy!   


...Dalej i dalej wzrok i myśli
Sięgają w nieskończoność ku niebu...   
Boże! choć jednym hasłem wyślij
Ku mnie nadzieję, a będę najedzonym,
  jak przy bochenku chleba.   

Ja, chłop z roli, a poeta z przypadku.
Czekam... aż to się mi objawi.   



          JERZYKI


Masa was umiłowanych Podlasie –
Przejawiając argument czystości nieba i ziemi.
Dożywszy poetyckich uniesień – stało się na czasie
Opisać was żyjące w podlaskiej zieleni:


Do woli oczy i serce można napajać…
Lotem tniecie niebo, jak szablą Soplica.
Dzisiaj moja dusza nie może się kajać,
Chociaż nie ma tego polska stolica.


Bóg wie, gdzie posłać poetów,
A los po to nadaje im udręk,
Żeby bili w wiersz słowem,
jak w ziemię tysiąc młotów,
Aż zagrzmi ziemi podlaskiej obręb.


Tniecie lot, jak czarna cicha błyskawica,
Lecz nie uderzacie w ziemię, jak piorun czerwony.
Z ludzi wyszłaby wszelka krwawica.
Wam jest miłe krążyć dniem całym nad lasem korony…


Życie jest piękne i radość dla żony,
Że jej Mietko nie unosi kielicha, a pióro.
Bóg dał być poetą dla życia obrony
I jest to niebo na ziemi, a nie słowa dla bzdury.

  Ślubnej Basi



        NATURA  CZŁOWIEKA


Z podziemi brzemiona  k a l e c t w o  nosząc,
Rozumiem życie lepiej, niż człowiek człowieka.
Ten, który zna co oznacza pomocy prosić,
Kiedy zbiera się do wierszowych dzieł
I wie się, że żyje się nie w śródmieściu,
A tam, gdzie o świcie ptaszek i kogut piał.


Piekło na ziemi my ludzie stwarzamy.
Ja miałem w swoim czasie w podziemiu.
Za chlebem siebie ganiamy,
Nie mając czasu spytać,
Jeżeli mając za dużo,
Czy dać innemu?



      JEST  TAKA  S. M.


W otulinie puszczy jest taka S. M.,
Która w piwnicy budynku posiada warsztaty,   
Iż jest jej 220 km. do stolicy,
Zatem zacofanie jak w XIX wieku.   


Za PRL-u był taki dureń,
Który zaprojektował wszystko w jednym:
"Rozum na górze", głupotę na dole.


Gdy tylko mieli sobie podwórze,
Które miało ogrodzenie z metalowego płotu -
Mogli żyć i działać, jak tylko sobie umieli.
Mogli kuć, klepać, nawet na głowie stawać,
Robić co tylko sobie chcieli.


Ale kiedy wysprzedali pół budynku na mieszkania,
Wtedy trzeba było honorowo wynieść
warsztaty z pomieszczeń piwnicznych
Nawet bez lokatorów żadnego zapytania.


Tym niemniej tak nie zrobili
I jak "Gawły" dalej kują w piwnicy,
Którą sobie jak na zawsze zdobyli -
Klepią przedmioty, jak w istnej kuźnicy,   
Tylko w niej gniadych koni brak.
A zatem za konia służą ludzie,
Którzy wykupili na parterze mieszkanie.


I nic człowieku nie wywojujesz w "Sudzie"*,   
Gdy Nadzory Budowlane wraz z nimi
Żyją w myśleniu i technice w XIX wiecznym cudzie.

  Objaśnienie: "Sudzie"* - z języka etnicznego na poprawny po prostu w Sądzie.



   PIĘKNY  WIOSENNY  SERIAL


Przy płotach lśnią piękno niebieskie niezapominajki,
Nad nimi wybujała majowa zieleń.
Ileż to już jerzyki swym lotem dały udzieleń,
Tyle co za dzieciństwa w "okrągłym błocie"* czajki.


Świergoczą nad głową jednako,
Lecz w powietrzu furgają różnie.     
Czas, który poświęcam im płodnie,
Czasu tyle nie poświęciłem żadnym ptakom.


Piszę o nich i im wiersze;
Nie mogę wyjść z ich podziwu.
Na niebie nie fruwają inne ptaki,
które mają loty śmielsze
I w locie nie dokonają w insektach takiego połowu.   

  Objaśnienie: "okrągłym błocie"* - obszar bagnisty w kształcie koła,   
  który był w całości naturalnym siedliskiem dla ptaków za dzieciństwa autora.



         JERZYKI  II


Krążą nad i między blokami,
Jak lotne strzeliste okrężnice...
Będąc czystymi, jak panny dziewice,
Co piękno zdobyły już przed wiekami.


Zgodne ze sobą, jak macochy i pasierbice,
Z rzadkim wyjątkiem u ludzi.
U was ciągła zgoda i nic jej nie ostudzi,
Z wyjątkiem przyodziania się wieczoru do nocy w przyłbice.


Zachód słońca chmury zaczerwienił
I z pierzastych aniołów rozpalił w płomienie.
Z was żaden jerzyk w locie jeszcze nie rozleniwił.


Wszak niebo okrywa na sobie ciemne odzienie,
Co już zechciało się do nocy obłożyć.
Wam za nic nie chce się od lotów broni złożyć.



  PODNIEBNE  ODMIEŃCE


Deszczyk zrasza ziemię,
Ptaki ukryte w gęstym igliwie,
Każdy mając swoje imię,
A wy krążycie same po niebie tkliwie.


Nie ma wam chwili do odpoczynku,
Czas wam nie ma granic.
Wasz lot nie ma spoczynku
Za żaden grosz i za nic.


Czas was stale goni,
Żeby złapać owada.
U mnie stale pióro w dłoni,
Taka już moja życiowa wada.



      ODRUCHY
[ kolejność przypadkowa ]


Ile żalu tyle cierpienia

Ile bólu tyle znoszenia

Ile wierszy tyle wierszowy

Ile miłości tyle usatysfakcjonowania

Ile radości tyle dobroci

Ile smutku tyle nostalgii

Ile zamożności tyle życia

Ile godności tyle honoru

Ile choroby tyle umierania

Ile wiary tyle przetrwania

22 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2021-02-03 13:10:08)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

.

W  DRODZE  DO  STOLICY  PODLASIA


Wiatr przepędził chmury,
dzień, który był deszczowo bury -
stał się pięknie słoneczny.
A więc wrzucam bieg wsteczny -
następnie przedni i z podwórka w rejs
106 KM, że hej[s] - jadę zadowolony do stolicy,
ma się rozumieć, że do podlaskiej -
po drodze wszędzie zapach sosnowej żywicy.
Pas w jednym kierunku drogi wąskiej,
co jak w obie strony ruch obfity,
tylko podziwiać puszczy wykwity,
bowiem i nie w sposób wyprzedzić TIR-a,
PeKaeS, czy nawet marudera,
więc oko krajobraz do serca zbiera...
A kiedy dusza do domu wróci -
do wiersza, co spotkała wrzuci:

Wyżynny krajobraz raz mnie unosi,
Raz do doliny zniży.
Dusza łkaniem się wznosi,
Gdy tyle piękna w pobliży.


Idzie mój koń, jak burza;
Żre paliwo, połyka złotówki,
Lecz piękny jest, jak róża,
Więc nie żałuję wydanej żadnej stówki.


Z puszczy czerwony łeb wynurza,
Święta Woda, więc gaz z ręki,
https://photos.google.com/photo/AF1QipM-4QSB8Mb0uYJ9tCrSrj8o5UUyns2b4qsknIkO
Przeto spojrzenie na las krzyży oko duszy przedłuża,
A jak to widzę i czuję w sercu, mówię: Bogu dzięki!


Koń mój z górki, choć nie ma luzu,
Biegnie, jak "Pegaz lotny".
Ślubna mówi: - Mój Ty tuzie, 
Nie będziesz w życiu samotny.


Jak pięknie żyć we dwoje -
Tym bardziej jest większe szczęście,
Że są w naszym domu spokoje,
A nie rękoczyny i gniewu pięście.


Toć za to nierozerwalnie -
Zawsze i wszędzie razem
Wiezie nas nasz koń legalnie
Nie będąc męką pod ciężarnym życia głazem.


Domami Wasilków wita i żegna,
Które już w tle pozostają.
Podniebne gołębie, co je natura gna.
Moje źrenice na nie spoglądają.


Supraśl uroda rzek podlaskich,
Których w podobieństwie jest wiele,
Spojrzeniem wraca w dzieciństwa wspomnień takich,
Co tylko ująć z życia w rozdziale.


Przez most samochody i TIR-y przemykają...
A woda podlaska rzeką sobie niezmiennie płynie...
Na prawo na łące przy puszczy, co oczy spotykają,
To koń żelazny, który biegnie ze stukotem po szynach
i trąbi sygnałem maszynista w lokomotywowej maszynie! 


Podlaska przyroda i natura nie zginie,
Iż tutaj huta i kopalnia nie stoi.
A tu, tam niejedna naturalna
po lodowcach ukształtowana rzeka płynie,
Która jest pięknie dzika, nie mając ludzkiej zbroi.


A kiedy ku wzniesieniu nasz koń nas wiezie,
"OD OFF" dla przyśpieszenia racz byłem załączyć;
Po czym idzie, jak burza aż chce się powiedzieć:
że to nie Cinquecento, który tak wolny
aż by się chciało powiedzieć, że się wlecze.   
Ach, jak dobrze, że oczy i serce
nasze miasto Białystok z nami połączy.


Ziemio Ojczysta Podlaska moja, Twoja i nasza 
I stolico Podlasia - Białystok,
Który się zdobisz siedmioma wzgórzami,
gdzie tu ciało i krew nasza i Wasza -
Podlasia, co trudów i radości mamy tok...


Tu stok, tam wzgórze,
Tam horyzont w murze.
Tutaj zieleń i róże
I czysto białe anioły w górze.


Grodzie nasz Ty, piękny i czysty
W zieleni kolorowymi budynkami się roztaczasz...
I wiatr, który powiewa bystry,
I stolico nasza nad sobą smogiem nie płaczesz.


Ulice piękne i wygodne dzięki Unii się remontują,
W innym miejscu od podstaw się budują!...
Włodarze stolicy dzięki swojej postawie mądrości,
gospodarności i zaradności rozwoju koniunkturę notują.
Mieszkańcy, tym bardziej goście przyjezdni
piękno w naszym mieście znajdują. 


Grodzie nasz Ty, stolico Podlasia
W herbie: rycerzem z mieczem na koniu -
A nad nim Godło Ojczyste w Koronie i Podlasia, 
Taką stolicą jesteś naszą w pięknym ustroniu. 


Jak warto Tobie oddać serce czyste,
Dumo Podlasia w herbie i grodzie.
Piękną z życia masz listę
W czystym dla historii dowodzie. 


Leżysz na siedmiu wzgórzach -
Zwiesz się miastem: Białystok
Będąc pięknym, jak ogród białych róż,
Posiadając: raz, dwa, trzy, cztery,
pięć, sześć, siedem biały stok.

Dedykowany Podlasiu i miastu Białystok.
Pisałem w 2009 roku. Podlasie
Autor: Mieczysław Borys



KLIMATY  ZAPACHÓW  NA  ŁONIE
  NATURY  Z  DZIECIŃSTWA


Wśród łąk, pól i lasów
Żyłem za dzieciństwa czasów.

Pola wszędzie rosły zbożami,
Łąki pachniały kwiatami.

Ścieżki polne drogę skracały,
Zawsze dzieci nimi do i ze szkoły wracały.

Groch, łubin, gryka po pagórkach kwitła,
Na niech os i pszczół była cała sitwa.

Na łące zające częściej można było zobaczyć,
Niż człowieka, który uprawiać łąkę był raczyć.

Szpaków czarną lawiną na łąkę spadało tak wiele.
Teraz nie ujrzę nawet jednego z przez trzy niedziele.

Sumy, miętusy rękoma można było wyrzucać na brzeg rzeki.
Po czterech dekadach z żalu tylko zamknąć powieki,

Skoro dookoła tak pusto i smutnie.
Dalej nie mogę, iż z tego powodu dzisiaj mi pokutnie.   



      CICHY  DZIEŃ


Wiatr zawisł na niebie,
Słońce ogrzewa mokrą ziemię,
Pierzaste anioły zachodzą na siebie
I spokojne ptaki południem drzemią.


"Antki" obucha kowadła nie grzeją,
Teren usterek ich wezwał.
Dzieci edukacją nad mądrość mądrzeją,
Iż żaden z nich nigdy kalekiego nie przezwał.

W tak cichym dniu, cicho serce bije
I spokój jest jak cisza aksamitna.

Niepokój, który w duszy dzisiaj nie żyje -
Stała się chęć i wola do wiersza ambitna.



ZWIERCIADŁO  PRZESZŁOŚCI  Z  DZIECIŃSTWA
[ kolejność przypadkowa ]


Kiedy wróble ćwierkają,
Jest mi smutno.

Kiedy słowiki śpiewają,
Wspominam kawalerską sobotę.

Kiedy bociany lądują na gniazdo,
Przypomina się dzieciństwo.

Kiedy sroki skrzeczą,
Widzę siebie przy małych kurczakach.   

Kiedy wrony kraczą,
Widzę ukradzionego kurczaka.

Kiedy psy szczekają,
Przypomina się wieś,

A kiedy wyją,
Widzę pożar w oddali.

Kiedy gęsi gęgają,
Czuję złotą jesień i wykopki.

Kiedy kury gdaczą,
Wspominam wiosnę.

Kiedy z nieba spada groza burzy,
Mam w oczach klękanie do zdrowaśki.

Kiedy słońce ziemi służy,
Widzę zboże, kosy i pół lotne kuropatwy.   

Kiedy widzę konie,
Czuję od orki zdrętwiałe nogi i zmęczone dłonie.

[ wiersz niedokończony ]



  UKŁADANKA  ODMIEŃCA


Rozmarzyło mnie myślenie,
Rozleniwiło wiosenne słońce.
Nie każdemu ono potrzebnie istnieje,
Jeśli ma się serce płonące.


Czas nie gra roli -
Życia, kiedy doba trwa dobę.
Ważne tylko to, co z duszy się wyzwoli
I co w życiu zrobię.



  CODZIENNY  ŻYWIOŁ  MOJEGO  MIASTECZKA


Od świtu swój chór ptaki rozpoczynając -
Grają w tym samym akompaniamencie te sama melodie,
Ale nigdy przenigdy nie zanudzając -
Zawsze wznosząc się na wyżyny
konar puszczy i swoje śpiewne odie.


Dzień przez ptaki obudzony do życia
I ludziom wybija czas zrywać się z pieleszy nocnych
Do obowiązków i zadań do miejsca przybycia -
Tam, gdzie jest lista obecnych.


Po tym czasie ptaki śpiewają jeszcze solidniej,
Jakoby jeden prześcigając drugiego.
W powietrzu jerzyki ścigają siebie coraz aktywniej
I tak aż do wieczora dnia minionego.   


Puszcza szumi wiatrami,
Niebo przejawia się pogodą.
Nie ma tutaj tak, jak nad Tatrami,
Gdzie co chwila zmienia się dnia uroda.


Ptaków jest więcej, niż ludzi,
Co mało gdzie tak bywa, jak tutaj.
Los mój, co w  k a l e c t w i e  wierszami się trudzi -
A zatem na łonie natury przyroda wita:


Panie, Panowie w sędziwym wieku na rowerach
Wiozą siebie z zieleni do zieleni.
Wolny czas spędzając we własnych rewirach
Tak aż z ruchu na licach Im się zarumieni.


Wędkarze nie głodni ryb, a wędkowania,
Do zalewu jeden podąża, drugi wraca.   
Z całym rynsztunkiem do uprawnionego polowania
Nałóg przyciąga, kiedy emerytura, a nie praca.


W pozytywie żywioł miasteczka się kręci;
Na niebie, drzewach i ziemi nikt nie próżnuje.
Czy ptak, czy człowiek obowiązek
lub zabawa do aktywności nęci
I wszystko swoją rolę do dnia znajduje.



        JAK  ZEGAR


"Nie pchaj rzeki, sama płynie."

Oznacza to, że jeśli jest dobrze,
to nie pogarszaj sytuacji
lub jej nie przeszkadzaj.



                    WYROKI  BOSKIE  NIEZNANE


Ja tylko po prostu byłem chłoporobotnik, który za pisane pióro się wziął.



                    WYROKI  BOSKIE  NIEZBADANE


Bóg zesłał ratunek i przywrócił życie, ale do zdrowia już żem nie powrócił!



      NIEBIOSA  WIEDZĄ


Mam czas siewu...
A czy doczekam się czasu zbioru?



        INTELIGENCJA  NIE  ZAWSZE  IDZIE
          W  PARZE  Z  WYKSZTAŁCENIEM


Nie ten mądry, który wykształcony, a ten, który rozumny.



          ANEGDOTA  LEPPERA


"Wykształcenie na zawsze idzie w parze z rozumem."
Pan Lepper absolutną miał rację.



SUKCES  NIE  WSZĘDZIE  TAK  SAMO  SMAKUJE


"Drugi, to pierwszy przegrany na Zachodzie."
W Polsce cały czas sukces.



        MĄDROŚĆ  POLITYKA - SUKCES  POLITYCZNY


Polityk zawsze chwali młodzież, że to jest nasza przyszłość.
W przeciwnym razie byłby przegranym.



    JEDNO  BEZ  DRUGIEGO  NIE  ISTNIEJE


"Pieniądze są po to by je nie mieć, a wydawać."
Ale żeby wydawać, trzeba jednak je mieć.



         SŁOWA  ABRAHAMA  LINCOLNA*


"Jeśli szukasz w ludziach zła, na pewno go znajdziesz."

Mietko:
Łatwiej w człowieku znaleźć zło, niż dobroć tylko temu kto szuka zła, a nie dobroci.

*Abraham Lincoln - 16 prezydent Stanów Zjednoczonych. Żył w XIX wieku.



         MÓJ  DOM  III


Mój dom, to nie rozgrzmiały grom,
A ciszy szelest słów na papierze...
Mój dom, w nim nie tańczy "Rom",
Lecz szepczę po cichu słowa w wierszowej wierze...


Mój dom, w którym miało być tak pięknie:
Spełnienie życia - wypełnienie obowiązku,
A stało się teatrem marzeń, duszy łkanie
I płakaniem co dnia po męsku...


Mój dom, w którym napięte trzeszczały pręgi,
Ale nie rwały się strzemiona,
Bo nie szarpał nimi gniew, lecz lęki,
Co nad nimi stała Matki Boskiej osłona...


Mój dom, w którym grał smutek nad ludzkie aspekty -
Targał burzliwą pogodą zjawiska,
Lecz nie była znana prognoza, a fakty,
Które znosiły ból cierniowy, jak z "Hamleta widowiska".


Mój dom, który miał Tobie rozpiętość ramion
Po brzegi uczucia i namiętności.
I gdyby zachwiało się moje przekonanie do znamion,
Już dzisiaj nie byłoby w nas jedności?!


Mój dom, co bezkresny los opętał go
I wykonał bez winy karę na mnie!
Lecz nie przykrył oczu mgłą,
Co bym mógł patrzeć jak w  c i e r p i e n i u  płonę.   


Mój dom, w nim struna napięta była,
A do pęknięcia tak mało było, jak do napięcia.
Mój dom, w nim jawa się śniła,
A na jawie żalu i pragnień tyle, co do niepojęcia.

Taki był i jest mój dom.



    W  SOBOTNIE  POPOŁUDNIE


Wiatr rozpędził chmury po niebie.
Na ziemi, jak w gniewie trzęsie sosnami!...
Maj, a organy Boże zagrzmiały -
Niebiosa gromem swój gniew potęgują na ziemię,
Choć nieszczęście i szczęście trwało minut kilka,
W oczach było więcej strachu, niż gniewu.


Po tym tak cicho się stało -
Wszystko w bezruchu spoczęło.
Lecz ziemi niczego nie było za mało,
Iż parą ku niebu drgnęło...



      PO  GODZINIE


Ciszy już nie ma,
Deszcz wrócił spełniać swoją rolę!
Ptaki w puszczy głęboko ukryły swoją dolę,
Teraz ciche są, tylko je moje myśli słyszą.


Zieleń jest bogatsza od Amazonki,
Jak na europejski klimat.
Deszczu w maju spadło szmat,
Zadowoli nie tylko jabłonki.


Kwiczoły trzy urządzają na boisku polowanie,
Skaczą jak po trawiastym rżysku,
Jak dostojne goście, uchwycone mojemu oku pilnowanie,
Nie wszędzie i nie zawsze ujrzeć mógłbym na innym siedlisku.


Deszcz ustał, co sposobniej Pani żałobnej
Ku bliskiemu z wieńcem w ostatnim szacunku.
Zimowe obłoki wypełniają niebo po deszczowym ekwipunku,
Rysując kłębiastych aniołów coraz ozdobniej;


Po burzy wykluła się chwila spokojna
I zarazem wypełniła się ziemi potrzeba.
Słońce panując w tym majestacie,
jak pani przystojna nad siły nieba
Ciepłem, blaskiem i promieniami pozytywnie
zaznacza dzieło natury, jak w darze boga hojnym.   



       WIECZARAM
        [ etnicznie ]


Papłyle tumany nad chwajnoi,
A ja praz kulbaku dalakoi.
Da niczaho ni dajdu -
Szto tolka tumane woczami wiadu...


Słonko nad lasom irdzić,
Wieczar pa daszczu pieknia hladzić.
U lesi wsio zamiarło, ptaszkie ni dziarucca,
Tolka łasaczki w pawietry da lotania biarucca...

W przetłumaczeniu:


     WIECZOREM


Popłynęła mgła nad lasem,
A ja przez kalectwo daleki.
Do niczego nie dojdę -
Co tylko mgłę oczyma odprowadzam...


Słońce nad lasem promienieje,
Wieczór po deszczu ładnie wygląda.
W lesie cicho, ptaki nie śpiewają,
Tylko jaskółki w powietrzu do fruwania się biorą...



     WIERSZE  Z  CZERWCA  2009  ROKU



       ŻONA  DO  MĘŻA


- Mietku, jesteś złotym Bożym dzieckiem,
Serce masz miękkie, jak mgła.
Lecz nie ulotne, iż jesteś człowiekiem.



      ŚWIĘTA  WODA

https://photos.google.com/photo/AF1QipNbFUHI1Zb9NScuaQADHIpORg1A6ZNgk0ZfNmaV

Jest takie miejsce na Podlasiu,
Gdzie na wzgórzu stoi las krzyży.
Tutaj nawet na grzbiecie, Tobie Stasiu*
Nieść krzyż, Boga przybliży.


Tutaj na wzgórzu Świętej Wody,
Gdzie uzdrowicielski strumyk wytryska;
Jadą zewsząd niejedne Grody,
Do tego Bożego uzdrowiska.


Jest tutaj siła nie prze mogąca,
Jest tutaj Wiara niezłomna.
Są tutaj ludzi serca gorące
I potęga Ducha przytomna.


Ludzie stawiają krzyże na wzgórzu
W podzięce za dary Boże!
Dzwony biją ku niebu podnóża
Z Wiarą, że Bóg wszystko może.   

  Objaśnienie: Tobie Stasiu* - znana osoba autorowi wiersza.



    SKROMNOŚĆ  POETY


Jedynie czego mi teraz potrzeba,
To wiersz napisać,
Ptaka śpiewu posłuchać,
Basieńce dobranoc i dzień dobry powiedzieć.


Czasami na słońcu grzbiet ogrzać,
Szumiącego lasu posłuchać,
Jerzyki niestrudzone po obserwować
I na niebie gwiazdy policzyć.


Ciszę usłyszeć,
Noc przytulić,
Snu nie obudzić
I z Bogiem żyć.


Jak dobrze być poetą
I żądać tak niewiele.
Gdy żyje się dla wierszy przeto,
Wtedy są nie tylko Aniołowie przyjaciele.



    MELANCHOLIA  ŻYCIA


Jak długo żyję - tak długo dusza strunami gra...
Czy za nocy, czy za dnia;
Raz mi smutno, raz mi pokutnie...
Czasami ślinka za czymś łka,
Że struna życia pękła!
Czasami w szyi żyłka drga...
Czasami unosi się orgia...
Czasami okryję się smutkiem i żalem,
Bo moje życiu nie jest balem -
Tylko taniec nieszczęścia połamaniec;   
Życia mojego, które losem moim jest życia majdaniec.   


Dalej i dalej...: los życiem gra...
Wyboista droga życia trwa...
Lecz wbrew wszelkim trudnościom
Trzeba nią podążać przed siebie,
Iż ma się życie jedno, choć dróg wiele.
A więc jest wybór.



SPRZENIEWIERZENIE  SIĘ  WSZYSTKIEGO


Los mi skórę opatrzył
Za to, żem byłem robotny.
I za to, że byłem chyba głupi,
I za to, że chyba miałem sądzone.



   SMUTNA  ORGIA  ŻYCIA


Nic nie oddali moich myśli,
Nikt nie przybliży dla mnie swego szczęścia.
Okrutna mnie gnębi losu pięść
W moim świecie smutku zarośli.



W  SZCZERYM  POLU


Hen tam daleko
Na skraju lasu
Idzie chłop, choć kaleko,
Jednak nie ma czasu -
Śpieszy mu się
Obejść swoją rolę -
Jest w obowiązkowym musie
Obejrzeć swoje pole.


Pole zielenią się roztacza -
Od drogi do drogi,
Od lasa do lasa.
Chłop obchodem odległość zaznacza,
A pola w zieleni jest masa.



DUSZĄ  I  NATCHNIENIEM


W głębi mego serca -
Dotykam stopami ziemi...
Mojej podlaskiej rodzinnej.


W głębi mojej duszy -
Sięgam ku obłokom czystego nieba...
Z ziemi podlaskiej wyżynnej.



     CO  DNIA


Co dnia jesteś przy mnie,
A więc co dnia
Bledną moje wszystkie trudy
Związane z  k a l e c t w e m
Przy Tobie co dnia...

  Basi



OJCZYZNĘ,  JAK  MATKĘ  MA  SIĘ  JEDNĄ   


Kiedy wyrasta na kolanach mój wiersz -
Wtedy coraz bardziej dorasta życie moje   
- dalej...:   
Kiedy Ojczyzna daje mi chleb,
To nie godzi się kochać:
"Solidarność, PO, PiS, SLD, PSL",
A Ojczyznę, którą ma się tylko jedną,
Jak matkę, która piersią wykarmiła.



POETA  NIE  POLITYK  I  NIE  MÓWCA


Wspomóż mnie, Boże, zdrowiem,
Wspomóż mnie, Boże, rozumem,
Abym stanął nie przed tłumie,
Lecz przed wierszem i napisał to,
Czego przed tłumem nie powiem.



   POETA  NIE  UMIERA


Przejdą lata, wieki przeminą
I ktoś siądzie pod olszyną,
Aby przeczytać wiersz: dalej...     

Usychają drzewa, kruszeją mury,
Umiera życie, a wiersz ciągle żywy.

Po latach, stuleciach jesteś tego świadkiem.
A kiedy wiersz żyje, żyję i ja,
Który "Mietko" się nazwałem -
Stałem się  k a l e k i m,
Bo życie Ojczyźnie styrałem!
Mnie już nie ma.
Ty mnie nie zobaczysz,
Lecz wiersz mój przeczytasz.
Więc jesteś ze mną, ja z Tobą.
A zatem warto było życie styrać dla Ojczyzny.



    DZISIAJ  II


Pogoda bura i szara,
Smutno i ospale.
Czy to przypadek, czy kara,
Czy tylko życia jakieś ale?



JAK  GROM  Z  NIEBA


Cisza, spokój i...
Nagle jak grom z nieba
Ni stąd, ni zowąd,
Tylko w parasol się okuj,
Bo groza się gniewa
Z nieba i z burzą swą
Gradem ziemię gnębi,
Nie będąc sercem gołębim,
A pogańską grozą z otchłani,
Mówi: przecież ludzie świat mieli do bani.
"To teraz mata, co chceta!"



       PO  TYM


Cisza, spokój i...
Wilgotniej, niż zieleniej.
Mgła kotłuje się pod lasem,
Ptaszki rozśpiewały się tymczasem!...
Po burzy na niebie nastąpił spokój,
Jerzyki krążą nad puszczą coraz dzielniej.


Obok mnie kwiczoł przeleci.

Burza przegoniła dzieci.

Jutro nacieszyć się naturą zdążą.


Patrząc z "tronu", niebo wypogodniało,
Tylko białe anioły płyną przed siebie.
Z miejsca posiłku chmury poszczępione jeszcze za mało,
Czyżby dar Boży niedługo znowu przydarzy się glebie?!


Mgła otacza zewsząd puszczę
I nie wiem kto kogo wchłonął.
Czerwcowe przechodzą deszcze,
Jak dobrze, że lasy już nie zapłoną.


Dzień wypełnił swoje zadanie -
Był grozą, ale i życiem.
Jutro dzień jeszcze lepiej wstanie,
Stanie się wiosny do lata poszyciem.



   W  CHWILI  TEJ  V


Puszcza wchłonęła mgłę
I nikt nic już nie otacza.
Dzień, który przeżyć mogłem,
Nie napiszę, że "żyźnia sabacza*.


Wszystko co przyrodą jest na ziemi
Stoi bez ruchu, lecz żyje.
Ptaki przed snem stają się nieme,
Puszcza swą ciszą na noc je okuje.

  Objaśnienie: "żyźnia sabacza" - psie życie.

23 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2020-07-20 09:25:03)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

.

     W  BOŻE  CIAŁO

https://photos.google.com/photo/AF1QipMa2yfs275K8PyZKYcyJjHc83D3npHII9Dc-82q?hl=pl
[ Kościół Jezusa Miłosiernego w Czarnej Białostockiej - Podlasie ]

W ten Ojczyźnie tak ważny
I tak w Duchowo Boży wyniosły dzień:
Chmury zasłoniły niebo i w tym słońce -
Dzień ludziom sprzyja,
To i Bogu staje się wypełnieniem.
Dom Boży, który imieniem jest nadany:
JEZUSA MIŁOSIERNEGO w kształcie "Arki",
Lecz nie płynie na zatracenie,
A stoi na twardym gruncie
Ziemi poświęconej z silną Wiarą w ludzi.
Ludziom w wyniosłej swej kopule -
Wiara Krzyżem Chrześcijaństwa miastu jest dumą,
Ale i przetrwaniem na wieki.
Na tej Krzyża kopule dzwon zegara codziennie
Tyle godziny wybija ile według wskazań,
Następnie odegraną melodią - symbol miasta, zakończy. 
Wiara ludzi nie przemija - ciągle obecna...   
Msza w Boże Ciało trwa:
Według ceremonii w to największe Święto
Procesja Bożego Ciała -  którą podążać będziemy,
Wystrojona w tradycje i symbole
Tejże oto wielkiej Wiary i Ducha
W tysiąc letnim Chrześcijaństwie.
Że tylko Europie Zachodniej
Brać od naszej Wiary Chrześcijaństwa wzorce,
Które przetrwały tysiąc letnią historię.
Upadły królestwa, państwa, mocarstwa, ustroje,   
A Kościół przetrwał, iż przetrwała w ludziach
Nas Polaków Chrześcijan duma, honor, Ojczyzna
I Wiara niezłomna w Boga.
Po Komunijne dziewczynki i chłopcy w bieli,
Jak Aniołki o czystych sercach, duszach i bez grzechu,
Będą - i są symbolem przetrwania Chrześcijaństwa
I bezinteresownym podążaniem ku Bogu.
Orkiestra Straży Miejskiej - Parafialnej
I Wierni są tego dowodem w Boże Ciało,
Że Bóg z nami - my z Bogiem.



PARAFIALNY  PIKNIK  RODZINNY  W  BOŻE  CIAŁO


Bóg tak jest miłosierny i wyrozumiały,
Zrozumiały, że jeśli ludzie Go kochają -
Wzajemnie On kocha ludzi.
Jeśli nic do grzechu nie prowadzi,
To wszystko jest dla ludzi i Boga.
Była msza i procesja w Boże Ciało,
Była Wiara, wypełnienie Boże i spełnienie.
A że Kościół jest ludźmi - ludzie Kościołem,
Zatem Bóg zezwala po wypełnieniu Wiary
I na radość do rozrywki co jedno drugiemu
Nie szkodzi, a jednoczy:
Parafialny Piknik Rodzinny w Boże Ciało
Scena do występu "Akcentu" przygotowana, 
Na placu ludzi od roczku do stu lat z całej parafii. 
Budki z "Żubrem" porozstawiane,
Cały plac w różnych kolorach;
Dzieci na twarzach w wymalowanych wzorach,
A na chmurnym niebie lecz pogodnym
Całe niebo jerzyków panowanie. 
19:00 dobiła i...: "Akcent" wychodzi na scenę -
Powitanie Czarną Białostocką!
Szał młodzieży odwzajemniony;
Dziewczynki i panny "wiszczą!"*
Chłopcy i kawalerzy gwiżdżą w sensie pozytywnym!
Nagłośnienie poszło w ruch - "Akcent" daje koncert -
Przebój disco polo za przebojem...
Młodzież szczęśliwie i radośnie szaleje!
Piwem niejedna osoba mimo sprzyjającej pogodzie
Ostudza rozpalone dusze radosną zabawą,
Lecz jak Pan Bóg przykazał,
Nie znajduję w stanie wskazującym.
I jak tu nie kochać Boga.
Ja, którego los o połowę wzrostem obniżył,
Racz byłem umieścić swoją osobę na tarasie "Heliosa",
A stąd co żem widział i słyszał w wierszu ujął.
Tak mi dopomóż Bóg!

  Objaśnienie: "wiszczą!"* - z etnicznego autora na język polski po prostu krzyczą.



  JAKIEJŚ  TAM  PANNIE


Tak żem za Tobą ganiał,
Jakoby mnie rozum odjęło.
Z tęsknoty za Tobą aż żem się otumaniał,
Lecz Twoje serce mego nie pojęło.

[ Znanej autorowi wiersza.
    A i Ona domyśli się. ]



NIE  KAŻDEMU  JEDNAKOWO  WSCHODZI  SŁOŃCE


"Tego kwiatu jest pół światu."

A jednak o jedną tak jest trudno.



     PIĘKNIE, CO?


Porywy wiatru szarpią drzewami,
Ptaki bujają się na gałęziach...
Czas, który jest z nami
Trzyma nas w miłosnych więziach...

https://photos.google.com/photo/AF1QipP8Z9fpczHTtvbPEgOzBtgputretWOSxE32wHbm?hl=pl

Dłonie ciepłem splatają ręce -
Uczuciem ćwierćwiecznym.
Nawet czas nie sprosta tej potędze,
Który w cierpieniu był niedorzecznym.

  Basi



    NIE  ZAWSZE  PRZYPADKI  SĄ  WINNE


"Złej baletnicy przeszkadza rąbek u sukni."

Oznacza to, że jeśli ktoś fajtłapa, to zwala na niedogodności.



SZATA  NIE  ZMIENIA  CZŁOWIEKA


Można posiąść szkołę, wiedzę,
lecz natury osobowości nie zmienisz.
Możesz nauczyć się wysławiania, manier,
sposobu bycia, zachowania się,
ale natura pozostanie ta sama.



        ROMEO  I  JULIA


Jeśli odda się życie za kochanie,
wtedy kochanie jest więcej warte, niż życie.



   PIĘKNO  JEST  BUJNE


Na niebie pierzaste anioły ogromne
Płyną, jak mgła bezkresnym jeziorem...
Hen tam dalej - stykają się z borem,
Stając się oku bardziej skromne.


Tutaj las nade mną
Taki potężny, jak sto wieków.
Stoi cicho, choć potężniejszy
od Egipcjan, Rzymian i Greków,
Co stawiać się mu jest rzeczą daremną.


W nim śpiewne ptaki,
Choć małe są wielkie,
Iż nad trudy ludzkie wszelkie,
Świergoląc nadrabiają w tym właśnie braki.   


Wiatr czasami z lekka lasem pokołysze,
Mimo to nie dotykają go ludzkie defekty,
Co przemijają życia aspekty.
Niech choć na chwilę w nim
swój wzrok utopię pierwszy. 


Na niebie, lecz pod wysokimi obłokami
Jerzyki stworzonka małe są w stadzie,
Jak lita ruchoma strzelista skała,
Lecz nigdy nie spadnie na ludzkie grzbiety,
Tylko razy tysiące się otrze cieniem,
Co dla poety do wiersza jest imieniem
Wzrok wyostrzyć aż pod obłoki nieba
I spuścić uradowany na zieloną glebę.


Na niej bujne w liście drzewa,
Jak miła sercu i duszy otchłań,
Co tak jest od przed czasów Polan,
Kiedy tutaj była jeszcze naga Ewa.



   OJCOWIZNA


Ojciec biedował na roli,
Skoro pole słabe.
Do tego podatek przysolił
I daj radę sobie.
Nic z roli nie wyskrobie,
Jak ziemie ubogie;
Pagórkowate, piaszczyste
I co ja tutaj "mogie".



WYBÓR  NALEŻY  DO  ADOROWANEJ


Kwiaty więdną,
A wiersze pozostają na wieki.
Amanci dają kwiaty,
Poeci wiersze.
Wybierasz poetę,
Czy kwiaty?



    DISCO  POLO'wo   


Czarna Białostocka w okolicy słynie -
Tam, gdzie jest zabawa,
Żadna panna nie ominie.



        W  PUSZCZY  II


Drzewostan stoi borem i puszczą,
Wierzchołki szumią wiatrem i lasem,
A w głębi głuszce krzykiem głuszczą
I kruk kracze raz po raz tymczasem!...



          PTASZKOWO


Łaknie moja dusza wasz śpiew, małe ptaszki
I dźwięczy po żyłach i ciele...



             BÓG  JEST  W  SERCU


"Chodzenie do kościoła nie robi z człowieka wierzącego,
tak jak chodzenie do stajni nie zrobi z człowieka konia."

Oznacza to, że wierzącym trzeba być przede wszystkim w sercu.



  DBAJMY  O  KOBIETY,  JAK  O  OGRODY


Kobieta jest jak kwiat:
Krucha, miła, pachnąca, ale i więdnąca.
[ Choć przykro mi to powiedzieć,
jeśli nie ma swego ogrodnika dbającego o Nią. ]



  MIĘDZY  LOSEM,  A  NATCHNIENIEM


Czy mam krótsze życie,
Iż jestem po urazie rdzenia kręgowego
I pozbawiony zabaw i rozpust, pokus i uciech?
Czy mam życie podwójnie wieczne,
Skoro w natchnieniu najdłuższe?
Piszę wiersze...



     KIEDYŚ  NA  WSI


Powozem szarpią, szarpią konie.
Biorę lejce w swoje dłonie,
Pędzę ku swej żonie -
Kiedy dotrę z tęsknoty się wybronię.

  Basi



      PRZED  BURZĄ


Zbierają się czarne chmury
Nad puszczą srogim niebem!
Dzień ze słonecznego przemienił się w bury
I grozi grzmotem z zajadłym zębem!



L E T N I E   N A S T R O J E



  NAD  ZALEWEM  III


Szara woda, szare niebo,
Ale nie smutno, nie pokutnie.
Nie odejdę stąd, bo nie bo
Dlatego, że nie okrutnie.


Wiatr lekko marszczy wodę,
Kaczki z prądem płyną.
W trzcinach wędkarz stał się urodą
Skromną, usiadłszy w tę leśną nizinę.


Las piękny akwen otacza,
Liście bezdźwięcznie nad nim łopoczą.
Nad tym iglasty z wiatru lekko się kołysze,
o to mój wzrok zahacza
Aż się przyglądać jest oku i sercu ochoczo.


Chmury wiszą nad akwenem i puszczą,
Jaskółki fruwają pod nimi.
Trzciny kołyszą się z wiatru powiewem
I my tutaj niejedyni.   



POWÓD  I  PRZYCZYNA  NA  POETĘ


Chcę być poetą i pisać wiersze,
mam powód i natchnienie:
W życiu być  k a l e k i m
w całej rozciągłości tego znaczenia,
to tylko gorsza jest śmierć.
Jak dobrze w tym mieć natchnienie.



GDZIE  PODLASIE,  TAM  I  WY


Gdzie oczy moje sięgają,
Gdzie obowiązek mnie zaniesie.
Dokąd podlaskie krajobrazy się skupiają,
Tam was pełno w polu i w lesie.


Nie ma was tylko wtedy, kiedy niebo zapłacze,
Wtedy ciemność na dobre się roztacza.
Prócz tego jesteście ruchomym cieniem
błękitnego nieba, poranka wiosennego,
południa letniego, pięknej natury,
Wzorem ludziom waszej niezłomnej dzielności
I bez skazy w harmonii żywiołu struktury.


Ciche ptaki w puszczy czasem pomilkną,
Od czasu do czasu tylko pojedynczo śpiew swój podnoszą.
Wam czas kulminacyjny się piekli,
Iż nad szczytem puszczy owady się mnożą.


Z moich oczu żeru nie ma nigdzie,
Wam jest wkoło obfity.
Ścigacie niebo w tym względzie
Łapiąc waszego posiłku wykwity.


Na niebie wasz żywioł ruchliwy
Dane mi jest podziwiać
I w wierszu ująć w ten czas żywy,
Co wam trza fruwać za życiem, a nie wydziwiać.


A jeszcze jest cudowniej mojemu oku,
Kiedy w locie szybujecie do szparek
Dla otwartych gardeł potomstwa w gniezdnym tłoku
Wkładacie złowiony na niebie życia darek.


Wtedy świergocenia i pisków jest sporo   
Na niebie i w szparkach budynku,
Co żadne stworzonka nie poświęcają żadną porą
Dać z siebie tyle wysiłku krwawicy bez odpoczynku.



TAK  SIĘ  RODZIŁ  POETA  [ 1987 - 1989 ]


Noc cicha, jak śmierć,
Strach życia miota się we mnie...
Ćma nocna śmieje się ze mnie,
Rzekłszy: śpij, Mietku, już się nie wierć.
Oczy patrzą nocą,
Cisza nie mówi ustami.
Chwila ta, która jest z nami,
Jest niechcianą porą do żalu płonącą...
Mrok nocy przeogromny, jak otchłań,
W sercu rozwiera się utopii czas...
Chwila nie do życia, nie do ludzi mas,
Kiedy hyrd zwątpienia czas polowań!
Dusza za życiem ślinę przełyka...
Na progu nocy i dnia.
Świt z dniem się styka,
Wyznaczywszy tę samą melodię do odegrania...
Dzień się rodzi, a jednak zamiera,
Kiedy w oczach strach i mgła...
Fakt, jak boleść przy mnie się upiera
Wschodzącego dnia, jednak na sobie polega...   
Każda chwila przez noc się tłukła,
Tysiące serca uderzeń na wyliczała...   
Lica i twarz z udręk stała się wysmukła,
Kładąc się do snu bladością milczała...



  ŚLUBNEJ  BASI


Widząc Twoje cierpienie,
Sam cierpię.

Widząc Twoją radość,
Sam się raduję.

Widząc Twoją niezłomność,
Sam staję się niezłomny.

Widząc Twój szacunek,
Sam się szanuję.

Widząc Twoje ukłucie serca,
Sam się w serce ukłuję!

Widząc Twoje mi poświęcenie,
Czego więcej chcieć od życia,
Kiedy kobieta oddaje życie mężczyźnie
kalekiemu mężczyźnie.



        O  PTASZKU


Usiadł ptaszek na wierzchołku sosny
I śpiewa, że smutno mu tej wiosny.
Kiedy go ująłem do wiersza -
Podniósłszy głowę, już go nie było,   
I sosna poczuła się gorsza,
Że ten ptaszek tylko na niej chwilę odpoczął
I odfrunął w las głęboki.               
Tyle ja żem go widział,
A jeszcze mniej nim nacieszył.



     NA  WIECZÓR  II


Słońce promieniami ozłaca sosny,
Którego dość mało tej wiosny.

Kot zeskoczył z "czyściocha",
Z ziemi odfrunęła ptaszka płocha.

Liście osiny drgają na wietrze,
Jerzyki nad puszczą kochają powietrze.

Dzieciom do domu nie pilno,
Samolot na niebie zostawił smugę relacji Warszawa - Wilno!?

Kościelny dzwon dziewięć uderzeń rozpoczął!
A czas, który na sercu spoczął
Pozwala posłuchać jak kościelny hejnał się odgrywa
I wzrok daje unieść ku górze, gdzie jerzyków lot się odbywa,
Po czym szybują w szparki, które są w murze.

Niebo kładzie się do snu,
Lecz ziemia jeszcze nie ucichła po burzliwym dniu.

W puszczy odzywają się ptaki,
Które nie lubią nocy,
Lecz za dom uwielbiają krzaki,
Jutro budząc się skoro świt po północy.

Oj, będzie się działo.



  ROK  JAKI  LUBIĘ


Kiedy budzę się rano,
W pokoju chłodno i wilgotno.   
Słońcu spoza chmur wyjrzeć nie dano,
Choć kości bolą, nie pokutnie.


Lubię czas i dni takie,
Czym ich więcej tym lepiej.
Dobrze, że upałów nie ma
Jakie bywały w ostatnich latach.


Wilgoć na "tronie" jeszcze większa,
Niż w pokoju i całym domu.
Z puszczy woń naturalnie przetworzonych
liści i igieł coraz silniejsza,
Lecz to nie przeszkadza nikomu.


Wieczornym chłodem po ciele powiewa,
Dreszczyk z zimna orzeźwia duszę.
Ptak, który do snu już ziewa,
Jutro znowu go usłyszę.



     WIERSZE  Z  LIPCA  2009  ROKU


NAD  ZALEWEM  IV


Słońce za puszczą,
Cień pokrył głowę.
Poeci w wierszu streszczą,
Choć tego połowę;


Co widzieli i słyszeli,
A drugą część zostawią sobie,
Żeby do cieszyć się w grobie,
Tym czego za życia za mało mieli.


Tymczasem kos biega po parkingu,
Kwiczoł skacze po ogrodzeniu.
Młodzieniaszki rysują bruzdy autem z Leasingu[?]
Młody ptak słabo lotny spadł z nieba ku memu zdziwieniu.


Wędkarze są ukryci w trzcinach -
Otaczają zalew, jak przyjaciela.
Ptaki huśtają się na elektrycznych linach
Do odpoczynku mając za zbawiciela.


Ulubienice płyną ku mnie w trójkącie,
Ładne, spokojne, ciche, kolorowe i miłe.
Przy brzegu robią o 180 stopni zwrot w tym kącie,
Gdzie jaskółki biorą na gniazdo muł ciągle ruchliwe.


Zaś inne krążą nad wodą
Muskając skrzydeł ramionami lustro wody
I pędząc w odbiciu nie dla topieli, nie za ochłodą,
A za owadem, bo przecież nie dla urody.


Ptaki śpiewają w puszczy,
Jaskółki w locie świergoczą nad głową!...
Kaczki buszują w trzcinach gąszczu.
Ludzie cieszą się z życia wesołą mową!...


Panien dorodnych na pomoście mnogość
Koloryzujących ciało na brąz, bogiem im słońce[?]
Młodziki jeden, drugi nigdy nie robi się gość,
Do wygłupów przed pannami zawsze serca ma gorące.


Grillem podwiewa do nosa przetok,
Co apetyt przyjmuję ochoczo.
Jaka szkoda, że z wierszem wszedłem w tok,
A tu jeść się zachciało z chęcią smoczą.


Więc, Mietku! Zapalaj swego Mustanga   
I goń ku swoim na dzień i noc włościom.
Nie tobie tutaj ta turystyczna balanga,
Jutro też dzień, daj odpocząć kalekim kościom.

  Zalew "Czapielówka" Czarna Białostocka w otulinie
  Puszczy Knyszyńskiej - Podlasie



ROSYJSKA  ANEGDOTA

"Kuryca ni pcica,
Polsza ni zagranica."



DBAJ  O  TO  CO  PRZYNOSI  ZYSK


"Są kury, które znoszą złote jaja."

Oznacza to, że nie psuje się tego co przynosi dochód.


     *     *     *

"Biednemu zawsze wiatr w oczy."

Oznacza to, że obojętnie gdzie biedny się znajdzie, ciągle jest biednym.



   TYLKO  WTEDY,  GDY  NIE  BĘDZIESZ  BIERNY


W życiu na wszystko zawsze jest nadzieja,
tylko z życiem ma się dziać nie na nadziei, a na czynach.



       POPRÓBOWANIE  PRZYCIĄGA,  JAK  MAGNEZ


Kto raz czegoś zasmakuje, pewnie do tego będzie chciał wrócić.



               LOS  WYBRAŁ  SAM


Jestem ubóstwem tragedii, a nie sukcesu.
Najgorsze w tym jest to, że jednego i drugiego nie oczekiwałem.



      CIĄGLE  PADA


W tym 2009 roku ciągle pada...
Niebo grzmi, na niebie błyska!...
I raz po raz piorun do ziemi zagada!...
A od opadów zalane siedliska.


Zieleń znad dostatku wody soczysta -
Zielona i nadto wybujała.
Przyroda przy mnie pięknie oczywista,
A jeszcze i jeszcze dusza moja
nią się nie na upajała.



    PRZEDWIOŚNIEM


Ruch ptaków ożywiony
Na ziemi i w powietrzu.
Wiosenny śpiew chórem złożony,
Barwny, a nie jak ludzkie trzy po trzy.



    MOJE  PODLASIE


Moje Podlasie jest tak piękne,
że nawet w ciemną noc pójść tam,
gdzie "diabeł mówi dobranoc" się nie przelęknę.


Moje Podlasie jest tak piękne,
że jemu opuściłem Śląsk
i nie tylko temu, że stąd pochodzę,
ale i temu, że tutaj nie ma trosk.

A i temu, że wiatr pachnie ziemią, nie chemią.

Temu, że słońce zachodzi za puszczą
i temu, że ludzie mówią etnicznie, a nie polszczą.

Zwłaszcza temu, że w niektórych miejscach
czas się zatrzymał, a jeszcze w niektórych
wstecz się cofa zwłaszcza tam, gdzie dzieciństwo miałem.

Tam mój Mustang, choć niczym nie wzruszony
wiezie mnie tak, jakoby pokochał te strony:

Gazu dostaje tyle, ile wrażeń po drodze
w niejednym miejscu, a tam gdzie krajobrazem
wzrok i czas uwodzi - tam ktoś mnie wyprzedzi
lub pogania przed siebie, tylko z widoku,
a wtedy i w głowie mniej przyrodniczego tłoku.

Moje Podlasie, gdzie lasy nietykalne ręką człowieka,
w głębi płynie niejedna rzeka.

Piękno nadrzeczne krajobrazów, rzek zakola,
bogactwo ukwieconych łąk i niebo sokole.

Dobrodziejstwo przyrody - duma Podlasia:
żubr, bocian wizerunek na czasie!

Życie jest piękne, więc warto żyć,
co tam warto żyć, trzeba żyć i na Podlasiu być.

Bo przecież życie ma się jedno
i Podlasie jest tylko jedno!



SPOWIEDŹ  INTELEKTUALNA  POETY


Są takie dni, że aż szarpie mną poezja:
Chwile przypominają się wzniosłe,
Słowa wykluwają się wyniosłe
I z natchnienia aż drgawek dostaję.


Są także takie dni:
Nic nie przychodzi do głowy,
Nic nie układa się na papier;
Tak jakobym był analfabetą, a nie poetą.
Ten lipiec jest tym czasem:
Gdzieś uszło natchnienie,
Gdzieś uszły emocje,
Gdzieś uszły wspomnienia,
Gdzieś uszła wyniosłość,
Gdzieś uszła poetycka wzniosłość.


[ Ktoś powie: "W ogóle jej nigdy nie miałeś!"
Oj, miałem! Bo do tego jestem urodzony.
A co do poetyckiego talentu to już inna inszość.
Nie. Na pewno nie, bo człowiek poetą się rodzi i nim pozostaje.
Talent nie gra roli, gdyż nie rodzi
poetą człowieka inteligencja i intelekt,
a dusza i natchnienie, które nosi w sobie
bez względu jak jest inteligentny i jaki ma talent,
lecz z takim względem pisze...



SPRAWDZENIE  SIEBIE  NA  POETĘ


Poskąpił los prawdziwego życia,
Skoro przyszło się żyć w bezwładzie!
Przełykam gorzką pigułkę w czasie niebycia
W tym nieludzkim i niebożym układzie.


Nie poszczęściło się w życiu -
Fakt jest gorszy, niż kula u nogi!
I chociaż przyszło się żyć
w jednym i drugim stuleciu,
Pod górkę są każde drogi!


Trwoga pogrążyła serce i duszę
I jak grzęzawisko pożera ciało.
Od tej chwili co dnia się wzruszę,
Wołając: życia jest ciągle za mało.


Chwilami bełkoczę pod nosem
I to co utraciłem szukam w wierszach.
Co dnia stając przed ciosem,
Nie znając czy będzie "szach", czy "mat"
[ w życia grach? ]


Przebyty czas raz jest przyjacielem,
Innym razem gorzkim wrogiem.
Gdyby nie spragniona dusza wodzicielem,
Dzisiaj nie byłoby mnie z Wami i z BOGIEM.


Przeto wytworzyła się we mnie
Euforia do życia i do wierszy.
Demony przeszłości, które ogarniały w ciemnie,
Dzisiaj wygasły, iż ich bóg poezji mojej nie zdzierży.


Emocje duszy, nie ciała
Grają słowem różnobarwnie.
Chwila każda jest jak chwała,
Która nie chce przeminąć marnie.


Wiersze grają spektakl życia -
Całokształt jest jak trzęsienie ziemi.
Czas, który nadszedł opisać życie, bojowy,
Oby tylko ludzie na to nie byli nieme.



  W  SMUTNYM  LESIE  BYWA  I  TAK


Wczoraj im dalej w las tym więcej drzew.
Dzisiaj im dalej w las tym większy gniew;
Bo w nim nie jagody, nie grzyby, a śmieci!



                    JEŻ


Kiedy po dniu przychodzi wieczór i zapadnie ciemność w noc,
wtedy ku mnie przychodzi taki zwierz, który zwie się: jeż.   
Buszuje pod głogiem, kaliną, pigwą i moim "tronu" progiem,
szeleści pod liśćmi niezrażony.
Mogę powiedzieć Tobie. On tu jest.
A mój był jakby na to test, że żyje nie tylko tam,
"gdzie diabeł mówi dobranoc".
Lecz i tam, gdzie Natura nie zatraciła mocy swojej.



        W  CHWILI  TEJ  VI


Wiaterek z lekka po ciele powiewa,
Prognoza atmosferycznej pogody burzy się spodziewa!

Jerzyki fruwają nad głową ciągle niestrudzone i świergoczą.
Moje oczy w wierszu opiszą z chęcią ochoczą.
Że te małe ptaki są tak lotnie dzielne
I wierne, jak dzwony kościelne;
Które bez skazy czas wyliczają.

Nam godnie jest obowiązek go przyjąć,
dopóki organy życia nam jeszcze grają.

Mimozy polne z lekka wiatr kołysze,
Osy, pszczoły, motyle mimoz przybysze,

Zaskarbiają we mnie bez skazy porządek,
Do którego w ludziach zawsze można znaleźć wątek!?

Przykład: bluszcz na balustradach kwitnie przez wiosnę i lato
I co siada na to, nie użądliło mnie,
Jak człowiek może użądlić na przykład przez i na to!?



         ODMIENIEC  ATMOSFERYCZNY


Czym w atmosferycznej pogodzie jest pochmurniej,
tym w pogodzie duchowej jest lepiej.



                EMBLEMAT  Z  PODZIEMI


Cugle niedoli na mnie       Smutne były każde dnie
Tak długo się rwały          I oczy łzami płakały,
Aż obrosłem siwizną.        Mając pod kołdrą kopalnianą bliznę!



        SEN  LEPSZY  OD  JAWY


Sen jest lepszy od jawy, bo zawsze na nogach.
Nie ma faktu, co los wyznaczył go krwawy
I nie żyje się w życia odłogach.



    "BEZWŁADNYM"


Czas płynie wolno
i nie każdemu jest wszystko możliwe -
fizycznie, ale możliwe jest posłuchać:


Jak nadlatuje wiatr,
być świadkiem nadchodzącego
i odchodzącego deszczu.


Po tym zobaczyć wypogodzenie nieba
i ponownie spotkać deszcz,
znowu ujrzeć wypogodzone niebo.


Podziwiać jak dziecko tęczę,
ale o nic nikogo nie pytać,
tylko podeszczowego śpiewu ptaków posłuchać.


Godzin, dni i lat nie liczyć,
tym bardziej nie wspominać,
być wzruszonym, że się jest istotą myślącą.



    A  KIEDY,  WTEDY


A kiedy noc całkiem zgłuchnie
I cisza przemówi nad nami,
Ziemski żal niechaj z hukiem gruchnie,
Byśmy tylko zostali sami.


Bez żadnych trosk i do życia żali
Niechaj tak zawsze będzie -
Tak się stało, iż my się nie poddali
Temu co nas otacza wszędzie.


Młodzieńczy czas niechaj nami targa;
Do wzruszeń, podniet i do spełnienia.
Toć nie ma w słowie lepszego imienia,
Co by nad Miłość lepszym wzruszonym słowem zadrga.


A kiedy ta chwila wszystko wybaczy,
O wszystkim naraz zapomni,
Wstaniem do życia bardziej przytomni
I nie będziemy po tym narzekać, że świat sobaczy.

  Basi

24 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2020-07-20 09:59:47)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

.

W  PUSZCZY  NA  WIECZÓR


Deszcz przeszedł przed chwilą -
Zrosił ziemię, której nie musiał.
Drzewom gałęzie się chylą,
Spuszczając krople listne,
Pod nimi chodzi "busiał"*.


Ziemia nasycona wodą, jak gąbka,
Wilgocią staje się nawet kotu niemiła.
Jerzykom lotu nie przerwie
nawet lokomotywy trąbka,
Skoro daje niebo im to,
co ziemia wcześniej urodziła.


Liście zrzuciły ostatnie krople wody
I z lekka drgają na wietrze...
Słońce w puszczy tonie nie dla urody -
Zapala las do złudzeń chytrze.


"Tumany"* rozkotłowały się pod lasem, 
I połykają dzwony - dziewięć uderzeń!...
Och, gdybym był nad zalewem tymczasem,
We mgle odczytałbym wodnika tysiąc zwierzeń.

  Objaśnienie: "busiał"* - bocian.
  "Tumany"* w języku etnicznym autora po prostu mgła.



           WARTO  TU  BYĆ


Warto tu być, gdzie: "diabeł mówi dobranoc".
Warto tu żyć, gdzie słowik śpiewa na noc.

Warto tu śnić, jak dzieciństwo wyrastało.
Warto o tym wiersze wić, jakie życie się miało.

Warto tu być, gdzie w sędziwym wieku korzeni się nie przesadza.
Warto tu wiedzę zdobyć, gdzie uczeń z nauczycielem się zgadza, jak  ż y ć.



          PO  TRAGEDII


Jedno niebo jest dla wszystkich,
A ziemia tylko dla wybranych.
Jak wyschły grunt, który opadów pragnie oczekiwanych,
Tak moje spragnione życie chwil czekało takich;


Ażebym sprostał nagłym cierpieniom,
Których wiedziałem, że wiatr nie rozwieje.
W na wołaniu ku BOŻYM Imionom,
Prosząc: - Niech gorzej ze mną się nie dzieje.



OSWOBODZENIE  DUSZY


Wiatr szarpie drzewami.
Ja będąc z Wami -
Tyle mam w sobie wiary,
Ile mnie Waszej miłości dary?

  Bliskim



        MÓJ  DOM  IV


Mój dom,
w którym z przeszłości żalu tyle,
że nie pomieści wierszy tom. 


Mój dom,
do którego z  c i e r p i e n i e m  trafił grom,
lecz podwalin rodzinnego życia
nie wyważył nawet jego łom. 


Bo było, jest i będzie komu żyć:
żonę mam niewinną,
dwóch synów wesołych, jak "Bolek i Lolek".

Ach, jak chciało się, chce się i będzie chcieć się żyć...



       MÓJ  "TRON" 


Mój "tron", z którego z krzewami gadam,
Które obrosły mój "tron".

Mój "tron", z którego odrosty
Wiosennych pędów sosen wzrokowo odmierzam.

Mój "tron", z którego jaskółki liczę 
I wzrokiem ścigam je aż zgubię.

Mój "tron", z którego pierzaste anioły
Wzrokiem na południowy wschód odsyłam.

Mój "tron", pozwala mi zobaczyć,
Jak samolot na błękitnym niebie smugę lotu pozostawia.   

Mój "tron", z którego wzrok z nieba gwiazdy
Raz liczy, raz porywa. 

Mój "tron", z którego czuję,
Jak leśny kompost wiatr niesie w zapachu.

Mój "tron", z którego słucham,
Jak bije kościelny dzwon!...

Mój "tron", któremu "diabeł mówi dobranoc".



        DURNIE


Durnie, też coś muszą robić:
Jeden chce żonę zdobić.

Drugi z "tronu" jerzyki śledzić 
I w wierszu o nich ględzić. 

Trzeci, czas chce ścigać,
Lecz czy wie, że z życiem musi igrać!?!

Czwarty, żyje tylko dla nałogu,
Który nadzieję stracił nawet i w Bogu? 
Lecz flaszka jest jego życiem -
Zmierzając się z jej wypiciem.

Piąty, nic nie robi, mówiąc:
"Dla mnie ni ma roboty w dzisiejszej dobie!"



  NAD  ZALEWEM  V


Na wzgórku miasta,
Gdzie stoi Serce Wiary Ludzi,
Tam na kolumnie
Dzwon pięć razy uderzył!


Tymczasem mój Mustang
Pod moim nadzorem
Wiezie mnie i moją połowicę,
Gdzie cudo naszego miasteczka.


Słońce nad puszczą grzeje,
Olchy nad zalewem składają cień.
Tutaj miejsce piękne w ten dzień,
Gdzie żaden wiatr nie powieje.


Kaczki płyną ku tamie*
I z powrotem pod prąd.
Połowicy obejmuję ramię -
Uczuć nigdy nie odstawiając w kąt.


Woda cicha - na powierzchni bez ruchu,
Ruchome owady błyszczą się w promieniach słońca.
Kosie, który przybyłeś ku nam, zuchu,
Przyrodo, napawasz nasze serca bez końca...


Nad zalewem kwitnąca lipa,
Jak ku nam wiaterek powieje -
Silnie pachnie miętą, co to nie lipa,
A faktem tak tutaj się dzieje.


Lekkie ruchy gałęzi,
Wiaterek nimi dyryguje,
Słońce promieniami je wyzłaca.
Tymczasem dłonie ściskają nasze więzi
I o dwadzieścia pięć lat czas wraca,
Jak nie na posturze, to w duszy.


Zachód słońca się zniża
I tonie w zieloną puszczę.
https://photos.google.com/photo/AF1QipM6k9eVu5nHqKYMDBHEYK6ffImnhdVAY78-3g_o
Powoli wilgoć i wieczorny chłód się zbliża,
Nie będzie zimno, zanim z Tobą zalew opuszczę.

  Basi
  Zalew "Czapielówka" Czarna Białostocka w otulinie
  Puszczy Knyszyńskiej - Podlasie



      Z  "TRONU"*


Obrósł mój "tron" bluszczem,
Ogrodził się krzewami.
Nad nimi wiatr kręci powiewami -
Niesie zapach puszczą. 


Kraino moja, użyczasz jerzykom nieba,
Mnie z urodzenia widoku.
Tak bym chciał ukryć się w pierzastym obłoku,
Gdzie nie ciąży na grzbiecie ziemska gleba.


I być lekkim, jak pustka,
Bez skazy i grzechu.
Rozsypując tylko w pył smutek bez echu 
I stać się człowieka cząstką. 


Sięgać tylko po rozum,
Ale być wyzbytym w ciało
I nie dążyć do żadnych zysku sum.


Nie wołać, że na ziemi jest wszystkiego za mało,
Ale cieszyć się tym, że nic nie boli
I nie wiedzieć, że żyło się w niedoli.

  Objaśnienie: Z  "TRONU"* - autor tak określa podjazd do mieszkania.



    SIEDEMNASTA  TRZYDZIEŚCI 


Niebo puste - bezobłoczne,
Raz po raz samotnie jaskółka przetnie niebo. 
Ulice ciche, puste, nie jak w stolicy tłoczne,
Tutaj dopiero żyjesz ziemska glebo.


Panny, którym rośnie przeszłość,
Idą nieśpiesznie, jakoby szły donikąd.
Wiatr rozwiewa białych głów włosy, jak litość
I znika w lesie pięćdziesiąt metrów stąd. 


"Dawcy nerek" szybkość chcą prześcignąć,
Są pogromcami ciszy i postrachem ptakom!
Szpan nie zna słowa, że można zginąć,
Nie znając strachu na każdej prostej 
Są zwolennikiem prędkości atakom.


Las spaliny połyka,
Dźwięk tłumi, jak tunel.
Czas beztroski jest dla każdego smyka.
Myśląc, niechaj patrzy niejeden "menel".



POD  CZERWONĄ  JARZĘBINĄ  NAD  ZALEWEM

https://photos.google.com/photo/AF1QipM9-a0sCjXsSIqwqa7ypOmYCSRevkqSBeLrhHcu?hl=pl

Pod czerwoną jarzębiną nad zalewem
Myśli tańczą z ciszą...
Ptaki pomilkły ze swym śpiewem
Wsłuchani, co poeci piszą:

Huczy woda spadająca z tamy
Niosąc echo nad skraj akwenu!...
https://photos.google.com/photo/AF1QipNS6m-PO68TSje7m1Y9YtD5MEknf9eGE7FlRWoR?hl=pl
Idące wałem, patrzyć i słuchać chcą na to pany jak damy,
Czerpiąc całą piersią w płuca puszczańskiego tlenu.


Włosy blond wiatr im rozwiewa,   
Jak złoty len po niebie.
Z osobna indywidualnie każda wyróżnia siebie,
A i każda chęć na chłopaka miewa?


Huczy woda z grobli - i dalej płynie,
A nad groblą się wsłuchuje piękne dziewczę.
Jeszcze z grobli dużo wody spłynie,
Kiedy ktoś jej zostanie wieszczem.


Tętni puszcza wkoło akwenu -
Wiatr tlen roznosi.
Spojrzeć na to aż się dusza prosi,


Sam nie wiedząc czemu,
Czy dlatego, że w życiu jest się wierszowym,
Czy dlatego, że w spoczynku zerowym.



     MALARZ  I  POETA


To co malarz namaluje, widać.
To co poeta napisze, jest ukryte.
Malarz swoim obrazem porwie Ciebie w zachwyt.
Poeta swoim wierszem potarga Twoją duszą.



TO  NIE  DRAPIEŻNY  PTAK


Zaostrza się pole widzenia,
Wyostrza się słuch,
Ale nie jestem drapieżnikiem
Tylko wierszowy zuch.



   W  TYM  CELU


Ja, "Mietko", [ co tak ludzie mnie nazywają z dobroci do mnie. ]
z krwi i kości chłopskiej, oto biorę w rękę pióro
i porywam się na poezję, nie po to,
że mi w życiu jest ponuro,
a po to, że czuję w sobie natchnienie,
ująć:

co w trawie piszczy,
co na drzewie słychać,
jak uczucia mną szarpią,
gdzie żem bywał,
co żem robił,
dlaczego żem  c i e r p i a ł,
jak to żem znosił,
i co mi to dało: ...



CO  NIE  DAŁA  ZIEMIA,  SPEŁNI  NIEBO


Gdzież tam mnie do Ciebie,
Gdzież tam Tobie do mnie.
Będę ja żył dopiero w Niebie,
Jeśli Ty będziesz tam we mnie,
A ja będę w Tobie.

Choć żądam tak niewiele,
A spełni się dopiero w Niebieskim Ciele.



POD  CZERWONĄ  JARZĘBINĄ  NAD  ZALEWEM  II


Pod czerwoną jarzębiną nad zalewem dzisiaj
Nie wspominam z życia wyszczerbinę,
Bo nie ma tutaj Ciebie z którą bywałem tylko jedyną
Pod tą czerwoną jarzębiną.


Syn gdzieś poszedł za relaksem,
Ja natomiast wiersz układam.
Słońce dzisiaj grzało maksem,
Lecz nie z nim, a z cieniem gadam...


Słońce jest dla Ziemi życiem,
Lecz mi cień jest bliższym przyjacielem.
Czas pod tą czerwoną jarzębiną moim byciem
Jest dla mnie, jak przyrody dobrym duszy stręczycielem.


Słońce opada za cichą puszczę,
Na akwenu połowę składa cień.
Kaczki w stadzie na wodzie, nie jak samotne głuszce,
Gadają do siebie, póki minie dzień.


Z drugiej strony akwenu
[ Jeszcze od strony jarzębiny
Gdzie pas wyciętej puszczy, nie dla Edenu,
A dla energetyki, przełęczą leśną słońce wpada do wody
I gotuje się, jak topieliny. ]


Kaczki rozproszone płyną, jak małe statki,
Inne skulone w bezruchu,
Zżerają nie glony, a z lip kwiatów płatki
I są ciche, nie kwaczą do mego słuchu.


Olcha przypomina beztroskie dzieciństwo
I moją z chłopięcego hasania "ślewczyznę".
[ Czemu ty życie wyrządziłeś mi wielkie świństwo,
Skoro teraz trzeba mnie zanieść tam,
Żeby zobaczyć dzisiaj moją chłopięcą ojczyznę. ]


Stanąłem przed nią w cieniu,
Na wprost leśnej elektrycznej przełęczy.
Słońce już w kulminacyjnym zachodu dośpieniu -
Rzuca ostatkiem sił promienie, jak ruchomej komety
I gotuje się w akwenie w kolorach tęczy.

****************************************************************

Tutaj obok jednemu, drugiemu doświadczonemu wędkarzowi kołowrotek brzęczy,
Co tego nie mogę zobaczyć u chłopców młodzieniaszków,
Którym dzisiaj przyszło się pierwszy raz z tym się zmierzyć;
Jednemu i drugiemu nic nie wychodzi,
Jeden i drugi stoi, siada, klęczy...     
Co mi ciekawiej zostało posłuchać śpiewu ptaków.



PRZY  GROBLI I  "ŹRÓDLE  ROMANA" 

https://photos.google.com/photo/AF1QipNS6m-PO68TSje7m1Y9YtD5MEknf9eGE7FlRWoR

Huczy woda spadając z grobli,
Lecz nie przemija, jak życie.

Przemijanie na które wpływu nie mamy
Nie odstąpi, jak jadowita żmija
I z każdym dniem ma się go coraz mniej.


Dudni woda spadając z grobli
I dudnieć dalej będzie...
Niby z życia wszystko znamy,
A nie uczymy się niczego po każdym błędzie!


Wytryska woda "Źródło Romana" -
https://photos.google.com/photo/AF1QipPPhyUeKuwN0b5PU7q6CrI4ZJHTslA90m1c7sh6
Piją ją okoliczni ludzie...
Gdybym mógł padłbym na kolana,
Aby być nie Ty mnie, a ja Tobie w trudzie.

  Basi



     CIĄGLE  PADA...


Niebo ciągle zasnute chmurami
Czy to za dnia, czy w nocy
Wiatry grają burzami
I nawet psu dzień się nie wyzłoci.


Wiatry targają drzewami,
Błyskawice, grzmoty i pioruny niebem!
Ziemia gnije trawami,
Czego nie będzie, co bydłu jest chlebem!


Ziemia zanadto nasycona wodą
I to, co jest źródłem życia
W nadmiarze staje się nie urodą,
Jak w suszy przyrodzie nie do życia.



     WIERSZE  Z  SIERPNIA  2009  ROKU


     *     *     *

Jestem Podlasianinem z urodzenia i zamiłowania -
Kocham swój region z natury i powołania.
Moim zdaniem o Podlasiu wiersz napisać;
To co jest na Podlasiu piękne w wierszu wyczesać:


W  DRODZE  DO  MIEJSCA  URODZENIA
    I  W  MIEJSCU  URODZENIA  II


Pierzaste anioły płyną po niebie,
Między nimi słońce bez skazy.
Wiaterek chyli trawę ku glebie,
A przed oczyma urokliwe krajobrazy.


Marzenia odpłynęły w senną dal
I już nie dręczę tęsknotą siebie.
Nie mówię, że jest mi żal,
Bowiem jestem na Podlasiu - u siebie.


Wpadam w zachwyt, jak w odrętwienie -
Osłupiały cichą zielenią piękna puszczy
I wchodzę, jakoby w odmienione natchnienie,
Bowie tutaj każdy ptak o śpiew się troszczy.


Las, co dusza moja go uwielbia,
Stoi od wieków w urodzie niczym nieskalany.
On siebie w pędach złotem wyrzeźbia
Wiosną, w zimie szron na nim błyszczy się szklany.


Niezmierzone kilometry, niezliczone hektary
Puszcza zielenią, jak tlen się rozpościera -
Jak ptaka okiem sięga, wszędzie bór stary,
Tym bardziej aż tam, gdzie oko człowieka nie dociera.


A kiedy z puszczy wynurzyć się czas przyjdzie,
Gdzie słoneczne promienie Sokołda połyka -
Tu czas zawsze taki sam będzie,
Bo nic tutaj nie umknie i nie znika.


Osada Straży w słońcu dachy się srebrzą,
Na słupach i dachach bociany klekoczą!...
Ludzie tutaj żyjąc z roli nigdy nie żebrzą,
Albowiem nigdy w zgorszenie się nie stoczą.


Życia wysiłek na twarzach pomarszczonych widać -
Rezultatem w dobytek życia na podwórzach i w obejściach -
Świadczy o tym, że było trzeba z siebie dać:
Pot, trud, brud, chłód od wschodu do zachodu w większości dniach.


Chłopi nie próżnują - stale w ruchu,
Jak słońce przed Kopernikiem.
To nie prawda, że: "chłop śpi, a mu rośnie", druhu,
Mówiący to, Ty nie byłeś nawet rolniczym powiernikiem.


Dalej i dalej... , gdzie zimą był wygwizdów,
Dzisiaj na horyzoncie łany zbóż się srebrzą i złocą.
Na polu nie ma jeszcze żniwnych pojazdów,
A kiedy ruszą - snopowiązałek skrzydła w słońcu się wyzłocą.


Zanim to się stanie, wiatr faluje zbożem
I cienie obłoczne gna po nim...
Podniebne ptaki rysują cień obrożem*   
W jednym miejscu zostawim, w drugim dogonim.


Lasy, łąki, pola, wzgórki, pagórki,
Lecz tylko na horyzoncie jest piękna chłopska dola.
Ja chłoporobotnik z krwi i kości mówię Wam do powtórki,
Albowiem widok jest uroczy, a robota mozołem.
       

Lecz tam, gdzie my - tam nasze miejsce
I czas, który Stwórca Boży nam wyznaczył.
Ach, jakżeż rad jestem rodzicom i Polsce,
Że los żyć mi tutaj wyznaczyć raczył.


Czym bliżej i bliżej... do miejsca urodzenia,
Tym ogromniej w duszy wspomnieniami gra...
I jak przywitać się jest wzruszająco,
to po stokroć w oku łzawiąco, powiedzieć: do widzenia,
A tym mocniej tysiąckrotnie, kiedy przypomni się,
że czas życia spłynął, jak po zimie z roztopów kra.   

                                             
A kiedy przyjdzie się umierać
I przyjdzie się zostawić tę Ziemię.
Z pewnością dusza nie będzie się poniewierać,
Kiedy na tej Ziemi pozostanie moje imię.


Poecie stąd to jest tak ważne,   
Jak żyjącemu honor i sumienie.   
Nie ważne, jakie po sobie zostawi dobytki pokaźne,
Ważne jakie na ziemi i w Niebiosach po nim
będzie się nosić wspomnienie.


Tak, jak Kolumb umierając był przekonany,
Że odkrył Indie, a nie Amerykę.
Tak ja jestem przekonanym za mój czas dokonany,
Że zechce się innym sięgać w moją metrykę.


Czym dłużej i dłużej... - ...tym bliżej i bliżej
W drodze do miejsca urodzenia
Mustang mój wiezie mnie raz wyżej, raz niżej,
Jak Wysoczyzna krajobrazu rzeźb polodowcowych jest z ułożenia.   


Tak i tym bardziej jestem skłonnym do duchowego uniesienia,   
Albowiem okoliczne wioski otoczone na przemian:
I znowuż raz to zbożem, i pełno dokoła zalesienia,
A w innym dalszym miejscu niby wszystko bez zmian.


Jadąc ze swoją połowicą, dodaję mustangowi gazu   
I gnam, iż dogania nas drogowy "TIR"!     
Zaburza przyrodą moje natchnienie od razu,
Uciekam kosztem utraty krajobrazu, nie dogoni mnie "Mir"*.


A kiedy w herbie "żubrem i rycerzem z mieczem" Sokółka wita nas,
"TIR" już za horyzontem daleko, tym czas ręka z gazu
I od razu serce i dusza z dzieciństwa przeszłością gra, a u mnie serce nie głaz,
A jak młodziaka gołębia, co już chce być lotny na widoku przed siebie obrazu.


I jak tu oszukać, czy zgubić miniony czas;
Myśli, wspomnienia i przejechać
Bez żadnych w sercu z tęsknoty uraz,
Kiedy na chodniku do ludzi mas chce się pomachać.


Jak dalej będę takim głodnym zatrzymać czas
Lub jeszcze gorzej, cofnąć chwile minione,
To mogę ugrzęznąć w drodze, lecz tylko raz
I umrzeć na niej, jak cielę zranione.


Ożyły wspomnienia z dzieciństwa
Na styku Natury i cywilizacji -
I nawet ta rzecz i chwila, która stała się martwa,
Dzisiaj ożywa i ducha unosi do mobilizacji.


Bo żyć tak się chce, jak nie umierać,
Myśli jest sto, a droga tylko jedna.
Czas, a w nim żadna chwila nie może się poniewierać,
Kiedy życia każda jest godna.


Nad polami bezchmurnie po niebiosa,
Pod nimi skowronki zawisłe na niebie.
Po wzniesieniu, gdzie wiedzie mnie i Ciebie szosa
Do miejsca urodzenia w duchowej potrzebie.


Las zielony zdrowy, piękny, wybujały,
Urzekający oko i o wdechu oziębłym.
A wszystko to nie jak sen rozwiały,
Lecz na jawie, jak czar obłędny.


Wioska uśpiona, oby nie wymarła,
Skąd z dzieciństwa w świat się wyszło.
Witaj domu, lecz nie ta chwila, która umarła
Wspomnień, co życia tyle przeszło.


A kiedy oczy moje matulę ujrzały
I Jej trudy z życia na twarzy -
To tak, jakobym z Niebios gromy zagrzmiały
O każdą ze wspomnień chwilę, która czasu powrotu marzy...


Dom ze smutkiem cichy stoi,
https://plus.google.com/photos/103276734392610294633/albums/5485158496007309761/5568016041404317394?banner=pwa&pid=5568016041404317394&oid=103276734392610294633
A tylko letni wiatr zza węgła lekko gwiżdże.
Nawet szalunek ścian smutku nie ukoi,   
Skoro tylko w olszynach drozd drożdże.


Nawet przy płotowe mimozy wesołości do duszy nie wnoszą,
A jeszcze wzmogły czasu przeszłego potęgę smutku dodając.       
I teraz, jak duszy larum żale mnie ponoszą,
Że czas miniony za nic życie mając...

  Objaśnienie: obrożem* - fruwając w koło.
  "Mir"* - [ mir ] - w języku rosyjskim - świat lub pokój,
  ale autor wiersza miał na myśli "TIR-a" ze Wschodu.



POD  CZERWONĄ  JARZĘBINĄ  NAD  ZALEWEM  III

https://photos.google.com/photo/AF1QipM9-a0sCjXsSIqwqa7ypOmYCSRevkqSBeLrhHcu?hl=pl

"Franek" łowca bramek strzelił gola!
"Flet" BMW-wicą zakurzył glebę.
Po tym "Grosik" strzelił gola drugiego!
Bo kibiców Jagi jest taka wola.


Zatem brzozy stoją w niczym niewzruszone,
Nawet wiatr jest im łaskawy,
Bo go tymczasem wcale nie ma -
Drzewa są w bezruchu, co jeszcze temu
godzin kilka wiatry nimi targały.


Śpiewnych ptaków nie słychać,
W gęstwinie puszczy pomilkły.
Tylko ludzie do siebie mówiące: "Siema!"
Przybywa coraz więcej.


Kaczki źródłem życia płyną niewzruszone,
Naruszając odbity sen olszyn topiele.
Groblą idzie dziewczę życiem nie spłoszone,
Jak jej dobrze, gdy życia rozumie tak niewiele.


Słońce już za chwilę dobranoc powie,
Jeszcze tylko ostatni blask na wodzie rzuci.
Lecz nie będzie z "diabłem" w zgodzie,
Skoro jutro znów do nas powróci.


Młoda para w związek dzisiaj wstąpiła,
Na pomoście do foto szczęściem się okryła.
Biel i czerń - symbol dnia w życiu jednego,
Niechaj Im nie brakuje w życiu niczego.


Nadmiar wody z grobli spada...
https://photos.google.com/photo/AF1QipOB1DD2FtsgKQBwGYdXqx1HOS8mGTNvTfzFwFcz?hl=pl
Fragment z wiersza Asnyka:

Huczy woda po kamieniach,
A na głębi cicho płynie -
Nie sądź Ludzi po zachceniach,
A prawdy szukaj w czynie.



                "TOUR  DE  BIAŁYSTOK"

    66 Tour de Pologne / Białystok 3.08.2009 rok.

Dzień potliwy, ale ujdzie - tymczasem dzisiaj z kolei po raz
drugi Tour de Pologne w Białystok zawitał, a z honorami
Białystok Tour przywitał.

Okazja nie do przepuszczenia, bowiem druga może już się nie
powtórzyć? Więc Mietku, zapalaj swego "Mustanga" i pędź do
stolicy Podlasia. Po drodze jest czas skręcić na Sobieskiego
po ogumienie do napędzanymi mięśniami "mustanga" mojego.
Z zaplanowania Jurowiecka za parking posłużyła, a stąd przez
były targ na Piłsudskiego - tam gdzie będzie się ścigać:
Tour de Pologne! Ludzi, jak za dobrych czasów gierkowskich,
tylko na szczęście z innego powodu. Ja z towarzyszącym mi
synem, jestem sobą - [ choć inny ], jak nigdy ani krzty wstydu,
stresu, pewny siebie i radosny, że będę uczestniczącym kibicem
kolarskiego wyścigu. Kiedy dotarliśmy do miejsca, gdzie została
wyznaczona wyścigu trasa - ludzi małych, dużych, starych masa.
Barierki odgradzające kibiców odziane różnymi reklamami -
dzisiaj Białystok wyzłaca się kolorami. W uszach szum ludzkiego
gwaru, zapach reklam parcianych.

[ Za dzieciństwa nie spotykało się takiego czaru, kiedy pod
Kuźnicą Białostocką przejeżdżał "Wyścig Bałtycki" etapu:
Grodno - Ełk. ]

Reklamy poziome, które upiększają odgradzające od ludzi barierki
w oczach się mienią, w słońcu i pogodzie. [ Nie jak w deszczu
ubiegłej wrześniowej jesieni, gdy niepogoda mnie odstraszała
być świadkiem zmagania się kolarzy. ]

Dzisiaj z Serocka Tour de Pologne machina pędząca ruszyła ku
ziemi podlaskiej, co następnym razem, sam Lang nie wie kiedy
znów w Białymstoku Tour zawita? Reklamy pionowe z balonami
powietrzem w górę uniesione - przez wiaterek z lekka powiewając
upiększają miasto i prostą finiszową. Och, gdybyś była,
zobaczyłabyś, szkoda, że nie ma Ciebie żono, a tak tylko
pozostanie Tobie nuta moja wierszowa. Ludzie, którzy z pobliskich
domów przyszli, mówią: "Jest ucieczka czterech kolarzy, a wśród
nich, Polak Matysiak!" Wiadomość wzdłuż barierek ku finiszu w
eter poszła!... A tutaj ni stąd ni zowąd nad kibiców głowami,
każdy kto nie głuchy usłyszeć mógł hałaśliwy warkot helikoptera!
Ludzie patrząc w niebo, mówią słowami: "Zaraz kolarze się pojawią,
jeśli są już techniczne wozy!" Już tyle hałasu! Ludzkiego
szmeru!... Nadjeżdża motocykl pilot z tabliczką: "1", po tym
w kilkadziesiąt sekund mkną czterech kolarzy - wśród nich Polak
ambitny w trykocie Biało-Czerwonym, którego widownia od razu
kojarzy. Każdy kto żyw i przybyły Białostoczanin spontanicznie
bije brawo... A co jeszcze się wydarzy? Za tymi czterema zuchami
techniczne mkną wozy; wiozą koła, rowery i inne od kolarstwa
wojaże. Ludzie z ciekawości aż przełykają ślinę... A tutaj, jak
"szwunk"* pędzą zwartą grupą kolarze! Całą szeroką ławą, jak
jezdnia jest ku temu przeznaczona. Szum opon kolarskich po
asfalcie, podmuch pędu powietrza uderzającego o barierki aż do
załopotania reklam!... Oj, coś pięknego, niebywałego, ludzie
biją brawo!... Barwny kolorowy peleton obok nas mknie, bo kolarze
jadą dalej śmiało. Runda druga, czas umyka; jeden, drugi, trzeci,
czwarty kolarz tak szybko obok nas przemyka, że z oczu szybko
znika! A tutaj nawet minuty nie upłynęło i zanim z oczu wymazałem
ucieczkę, już widać cały peleton rozpędzony, jak huragan
rozburzonej atmosfery; błyszczą się w blasku słońca kolarskie
rowery, nawet na foto czas nie zatrzyma nimi ugodzony. Pędzą ku
nam, jak "Żubry Podlaskie" aż sam Marszałek Piłsudski pomnikiem
na to patrzy. Och! Jaką dzisiaj mamy uroczystość na czasie,
że Białystok nie tylko w rozwoju ma trafny strzał, lecz i w
"Promotion" naszego Podlasia! W tym czasie, sam nie wiem, gdzie
mam oczy wodzić w lewo, w prawo? Tak jakoby miał rozum wystraszony.
A tutaj ludzie kolarzom coraz większe biją brawo!... A że na
inwalidzkim wózku przyszło mi się życie spędzić i po szyję mam
ochronne barierki, zatem opieram się brodą na nie i głową wodzę
w lewo, prawo, bowiem czasu zatrzymać nie mogę. A i tutaj kolarzy
nikt nie zatrzyma, pędzą jak sto pięćdziesiąt rozpędzonych koni
i nic im na przeszkodzie, nic ich nie ima. Tylko mój wzrok ich
połyka, lecz czas ich goni za ucieczką i do mety, czas im umyka,
choć i nic na przeszkodzie, nic ich się nie ima. Zachwyt, sam
nie wie, co ma zrobić, gdy wyścigu już zostało tak mało?
Jeszcze raz koło nas tylko przemkną - finiszując już aż do mety!
Skoro tak się ma wydarzyć i tak się już niedługo stanie!
Zatem trzeba głowę na barierkach ułożyć wygodnie, mięśnie
naprężyć, wzrok wyostrzyć, nie oglądać się na podlaskie Panie,
choć muszę przyznać, są urodziwe, jak pierwiastki łanie.
A wsłuchiwać się w transmisyjny helikopter, który gdy już,
jak się pojawi, to kolarze za chwilę nadjadą! A czas tylko
wspomnienie po nich zostawi. Już warkoczący nad głowami nadlatuje
helikopter! Ludzie wzdłuż barierek krzyczą: "Samochody już są!
Jadą!" Porządkowi kierują na pas boczny. Czas się skurczył,
oczy sekundy liczą... Pilotażowy motocykl koło nas przemija,
ludzie na barierki już się kładą... A przed nami Piłsudskiego
zza łagodnego łuku finiszują już na całej prostej kolarze z
peletonu! Choć asfaltem, szum pędzących rowerów, jak po bruku,
w kolorowych barwach grup łopoczących trykotów koszulek, nie
ze stylonu. Rozpędzony finisz, jak fala uderzeniowa w podmuchu
mknie peleton całą zwartą grupą! Podmuch powietrza bije
po barierkach i reklamach aż szum w uszach. Jest to niczym z
atrakcji do tego, gdyby i obok przemknął kolorowy tajfun wpędzając
nas w głuchość słupią. Kolarz jeden za drugim, jak szaleńczą
szybkością pędzą, rozprowadzają swój swojego do finiszu, żeby
wygrać etap. A tam dalej, jak rozprowadził kto kogo i na mecie
kto podniósł ręce? Już nie mogłem zobaczyć, gdyż się znajdowałem
200 metrów przed metą. Gdy nie mogłem finiszu na mecie zobaczyć,
to też raczyć jestem skrót pod wierszem zaznaczyć:
http://www.youtube.com/watch?v=QSapZfsgeDk

Dedykowany miastu Białystok, Podlasiu i jako promocja Podlasia
całej Polsce, Europie, a nawet i światu.

  Objaśnienie: szwunk* - z języka potocznego autora na poprawny
  szum pędzącej grupy kolarzy.

  P. S. Jeśli jesteś w takim wieku, że szukasz żony, to Podlasianki
  w Polsce są najładniejsze, a i żonami są dobrymi.

  Autor: Mieczysław Borys



    NAD  ZALEWEM  VIII


Kaczki w bezruchu na wodzie,
Jakby spały w tym czasie.
Między dwie olchy ku osłodzie
Srebrem pobłyskują komary w słonecznej masie.


Nim do smutku ja żem doszedł,
Podniósłszy wzrok od topieli wodnych
I żem zanim za tęsknotą zgredł,
Obaczyłem żółtozłote* młode kaczki oku godnych.


I w tym czasie tak żem rozweselił
Aż wtem w oddechu żem odmłodniał.
Chwilą nad akwenem z życiem się podzielił,
Gdyż z każdą chwilą coraz życia więcej poniał*.


Cisza zewsząd uchu przyjazna,
Oczom słońce w wodzie się gotuje.
Dola życia, która jest pokaźna -
To co trzeba w wierszu zanotuje:   


Kiedy słońce pod wodą wygasło,
Po tym kaczki żywioł swój podniosły.
Życie, które w jednej chwili prasło,
Przez to dzisiaj podnosi swój głos doniosły...

  Objaśnienie: żółtozłote* - w blasku słońca, a w cieniu siwoszare.
  poniał - zrozumiał.


*     *     *

W życiu najważniejsze jest żyć uczciwie i z honorem - tak,
że kiedy przyjdzie się zejść z tego świata,
znajomi mogli powiedzieć: On był dobrym człowiekiem.



    WYBÓR  NAŁOGU


Poeta zazwyczaj alkohol pije
[ powiedzmy prawdziwy poeta ]
I po tym w obłędzie żyje!?
[ Dopóty dopóki wytrzeźwieje. ]   

Jakie to szczęście mnie dotyka,
Że moja gęba alkoholu nie tyka.
Podwójnie pijanym być nie chcę,
Wystarczy, że natchniony być chcę.
A gdyby natchnienie pomieszałoby się z alkoholem -
Mógłbym już dzisiaj być nie poetą,
A tylko człowieka molem,
Albo i w grobie.


   
   TAK  BYM  CHCIAŁ


Być okutym nie sławą,
A cichym cieniem bez teatru
Za śpiew wierszowy,
Który lgnął z ust, jak jaskółki ławą
Po niebie do naszego wspólnego
wierszowego teatru.



  I  TAK  ŹLE,  I  TAK  NIEDOBRZE


"Co prawda wstyd żebrać o miłość,
Ale bez miłości honor nie boli, a serce."



  BARWNY  POETA


Poeta to kalectwo,
Poeta to cierpienie.
Poeta to jak ptak w skrzydłach zraniony,
Który fruwać już przestał.
Jak serce kłująco - bolące,
Jak dusza roztargniona,
Która nie chwilami,
A stale kona.



     WIECZOREM


Zanim sny zmorzą,
Z pierwszą zorzą -
Gwiazdy na niebie policzę,
Lecz czy odgadnę swoje obliczę?
Żebym ja 100., 1000., 10000., wierszy zaznaczył,
To i tak nie odgadnę ile mi zostało?
Choćby było dużo, to i tak za mało.



W  STRONĘ  POZYTYWU


Nie błądzi moje życie,
Jak w koło światła ćma.
I choć nie w młodzieńczym wykwicie,
Radość z życia się ma.


Oczy spojrzą na połowicę -
Wzrok się utopi w darze Boskim...
Rozpromienione jedno i drugie Jej lico
Jest mojemu sercu przyjacielem bliskim.


Czegóż więcej można chcieć od życia,
Kiedy ma się to, co jest nieulotne.   
Czas, który przemija nie do ukrycia,
A i tak ma się dwukrotnie.



    PRAWO  AUTORA


Wiersza się nie zmienia, tylko;
Albo go się nie lubi,
Albo się nie czyta,
Lecz wiersza się nie zmienia.



           PO  DESZCZU


Mgiełki wodne unoszą się nad akwenem -
Będąc tak piękne i ulotne, jak tchnienie.
Do tego pomostem idą panny, jak Edenem -
Niosąc na sobie wszystko, co jest wspomnienie...



            POETYCKO


Nogi od kopalnianej trwogi w niemocy,
A nade wszystko próbuję nimi chodzić: ...



                POD  TĄ  JARZĘBINĄ



Pod tą jarzębiną nie zatrzymam się na czasu odrobinę,
A pobędę tutaj całą godzinę - i dłużej... I częściej...
Oto przybyłem tutaj wiedziony natchnieniem, żyjąc jutrem i wspomnieniem...   
Poeta woli wspomnienia, iż umierają jedne, a przychodzą drugie...
Natomiast jutro jest żadne i gorsze, skoro nieznane.


     *     *     *

Nie da się godzić wody z ogniem, bo jedno zginie.


     *     *     *

"Posągi kruszeją, malowidła bledną".

A słowo staje się niezmienne.



       W  TYM  CZASIE


Ciemne chmury napędzane wiatrem panują na niebie,
Nad głową krążą jaskółki...
Człowiek stale w życiowej potrzebie
I żyć coraz trudniej.
Ach, jak dobrze, że ma się żonę
Na co dzień do życiowej spółki.

  Basi



      PŁYNĄ  OBŁOKI


Wiatr kołysze młodą jarzębiną
I w tym czasie zawiewa po mnie.
Po tym rześko się stało z odrobiną,
Kiedy znowu wraca do mnie.


Na niebie obłoki są tak piękne,
Jak jadalna dzieciom wata.
Płyną obłoki..., duszą ślinę łaknę,
Mając siebie za poetą lub za wariata?


Płyną obłoki - zmieniając kształty w coraz to inne,
Tylko niebo jest niezmienne
I na nim słońce dzienne,
Które jak już wybuchło, świecić winne.


Płyną obłoki i zachodzą na siebie,
Pod nimi dzień wydobrzał.
Jaskółki są ciągle na niebie -
Tną loty, jak masa z nieba, strzał...


Płyną obłoki, skoro wiatr je pędzi,
A oczy moje skromne -
Widzą w nich kształty białych łabędzi,
Jak ruchome cienie - ciągle w drodze bezdomne...


     *     *     *

Czy dobro, czy zło - rodzi się w jednym sercu,
tylko nie naraz w tym samym czasie.


     *     *     *

Poeta tym się różni od aktora, że aktor udaje w tym co robi,
a w przeciwieństwie poeta do aktora jest prawdziwym w tym co robi.   



  MIMO  TO  WARTO  PRÓBOWAĆ


Jeśli nie podobasz się kobiecie,
to możesz jakie chcesz recytować jej wiersze,
a i tak Ją nie wzruszysz.
No chyba, że lubi wiersze.



  WEDŁUG  MIETKA


Nienawiść dzieli ludzi.
Poezja ŁĄCZY...

25 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2021-01-22 11:25:55)

Odp: KRZYK W CISZY WIERSZY PRAWDZIWYCH ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ... [ Ponad 6700 ]

.
     P R Z E B U D Z E N I E
            [ powrót ]


Mijały dni i noce, pory i lata.
Natchnione nabrzmiewały tęsknoty moce
Aż się wysypało wierszy grad.


A w nich: c i e r p i e n i e, Miłość i Przyroda -
Po prostu życie, które człowieka spotyka.
Lecz to nie jest wcale żadna wygoda,
A prawda, która jak czas umyka, umyka!


I zanim zgaśnie, Niechaj słowami wierszy gra,
Skoro Dar BOŻY na to przyszedł właśnie -
I do dziś nieustannie trwa...


Daje nie gasić ducha w sobie,
Tak jak nie gaśnie w moim narodzie.
Choć żyć jest c i ę ż k o w dzisiejszej dobie,
To i tak jakżeż nie być wierszowym żyjąc w moim Grodzie.


Jest taka wola, skoro wiatr sosnami gra...
Jest natchnienie, gdy wierszowa dola -
I nuta poezji, która przez duszę szła...


Po deszczu na niebie tęcza,
Na ziemi puszcza, grobla i wodny akwen.
Z hyrdy zwątpienia dzisiaj wyręcza
Cudowny czas na jawie, jak spełniony sen.


Jest taka wola, Skoro w porażce życiowej
Nie mogę ujrzeć podlaskich rzek zakola,
To je ujmuję w tęsknocie owej -


I gnam siebie przed siebie
Do tych łąk mleczowych,
Do miejsc w krzakach olszynowych.
Matulo życiem strudzona i do Ciebie.


Gnam siebie do tych pól złocistych -
Goniąc cienie i fale zbożowe.
I wiatr aż tam, gdzie zatrzymają ściany sosnowe,
Tam odpocznę ja z przyczyn oczywistych.

  Pisałem w sierpniu 2009 roku.



        U  LESI
      [etnicznie ]


Słonaczko świecić nad chwajnoi,
Wieciar kałysza halinami...
Kuste pazarastali alszynoi
I tolko ja pad jarzambinami.


Usiudy pusto i hłucho,
Szto tolko u lesi szumiać kuste...
Nikaho, szto można czuć na wucho.   
A moża szto skażuć prada mnoju chwaste?

W przetłumaczeniu:


      W  LESIE


Słońce świeci nad lasem,
Wiatr kołysze gałęziami...
Krzaki pozarastały olszyną
I tylko ja pod jarzębiną.


Wszędzie pusto i głucho,
A tylko, co w lesie szumią drzewa...
Nikogo nie ma, co można byłoby usłyszeć.
A może coś do mnie powiedzą krzaki?


     *     *     *

Z natchnieniem, to jak z nastrojem -
raz się go ma, raz nie.


     *     *     *

Być poetą, to być niepoprawnym -
tak jak serce i natchnienie dyktuje.
A nie z wyrachowaniem być coraz dokładniejszym,
co nie oznacza, że się jest lepszym.


     *     *     *

"Poeta nie ma hobby, poeta ma wizje".
Tylko sztuka czyli poezja, malarstwo i rzeźba może uczynić
nieprzemijanie życia po śmierci.
Aha, jeszcze i muzyka.


     *     *     *

Nie sztuka być podłamanym po pechu,
sztuką podnieść głowę do góry po podłamaniu.


     *     *     *

Co mi rozum podpowiada, a co serce?
Co innego mi rozum podpowiada, a co innego serce.



    Ż Y C I O R Y S  POETY


Ż y c i e  ciężkie, jak ołów,
Twarde, jak stal, przykre, jak żal
I prawdziwe, jak rozum matołów.



      W  ŻYCIU,  JAK  Z  HUMOREM


A jako, że mi ciężko, to wszelako na duszy:
- Raz serce się ze smuci, raz się wzruszy,
Skoro raz gorzko, innym razem słodko...



ODPOWIEDŹ  JEST  W  KAŻDEJ / KAŻDYM  Z  NAS


Czy tylko ta / ten potrafi tak kochać,
Jak pisze, a tym bardziej, jak mówi?
Czy i ta / ten, co nic nie mówi,
A tęskni i miłuje bez mówienia i okazywania?


     *     *     *

Mój dom w którym nie tańczy "Rom",
A tańczą wspomnienia.
I tańczą  c i e r p i e n i a...
Ale jest uśmiech...



     BASI


Jesteś koło mnie...
Ja koło Ciebie...
Ty mówisz do mnie..
Ja do Ciebie...



  POSZUKIWACZE  SKARBU


Jedni szukają narzeczonej,
Drudzy szukają żony,
Inni jeszcze chwili uroczej,
Jeszcze inni chcą na głowie korony.


A ja człowiek przez los pokrzywdzony i ubogi,
Skoro w  k a l e c t w i e  utopiony,
Nic nie szukam na czas ten życia srogi
Z losu potraciwszy piony,
Dziś tylko do wierszy pukam: ...


Nie grzeszę, choć BOGIEM się podpieram,
Nie grzeszę, choć wyniosłość na sobie wywieram,   
Nie grzeszę, choć mną szarpią roztargnienia,
Nie grzeszę, kiedy mną grają uniesienia,
Tym bardziej wspomnienia
I tym bardziej jutro o którym nie myślę.



       ZGRYZOTY


O! wszakże ciężko mi było.
O, jakżeż wszystkiego mi się na śniło,
A nie miałem na jawie
Prócz Ciebie i synów.


O! jakże ileż trzeba wyczynów,
Żeby sprostać  c i e r p i e n i u
I zachować życia cnotę,
Tym bardziej, kiedy ma się ochotę
Żyć nie w duchowym uniesieniu,
A na łożu pociech i rozpust -
Nie raz, nie dwa, a tysiące razy.
O! jakże było to ciężkie
Dać sobie spokój na upust
Tyle razy, ile ochota zamarzy.
O! jakże było to ciężkie,
Ten tylko się dowie, komu się zdarzy.



O  TAK,  TAK  MI  BRAK


O tak, tak mi brak
Swobody i wolności tam,
Gdzie nie chodzi człowiek,
A przebywa ptak.


Tam jest tyle różności,
A nie jak wśród ludzi -
Tylko jakości i jakości żądając.


Tam nie ma złości
I nikt nikomu nie przeszkadza.
Tam wszystko ze sobą się zgadza,
Bo tam wszystko żyje bez przytomności,
A jednak nic nikomu nie zawadza.



   Z  ŻYCIA  WCZORAJ


Smutek, żal, a wręcz strach.
Ach czemuż tak jest,
Że jeden ma wszystko i gest,
A drugi nic i życia krach?


 
  NA  MOIM  PODLASIU


WIOSNĄ:
Na moim Podlasiu, widzę;
Łąki w mleczowym kwiecie.

LATEM:
Na moim Podlasiu, widzę;
Łany zbóż w lecie.

JESIENIĄ:
Na moim Podlasiu, widzę;
Babie lata w blasku słońca.

ZIMĄ:
Na moim Podlasiu, widzę;
Śniegi nawiewające bez końca.



  A  JA  JUŻ  JESIEŃ  CZUJĘ 


Nie wiem, jak Wy: na Podhalu - w Tatrach,
W Bieszczadach - Karpatach,
W Karkonoszach - Sudetach,
Na Pomorzu i nad morzem?

Na Podlasiu od tygodnia już czuję jesień!

Wiatry dują w porywach -
Targając drzewami, jak niepokoje sercem.
Drzewa już się formują w barwach,
Stojąc u progu jesieni - wskazując palcem:


Podziwiaj, mały Mietku, mnie jesień,
Choć masz jeszcze sierpień,
A już się maluję we wrzesień -
Przemieniam się w starość bez cierpień.


Tobie w kościach strzyknie,
A mnie liść spadnie.
Ciebie kulszowa rwa nie uniknie,
Mnie z dnia na dzień coraz ładniej.


Tobie zwyrodnienie i reumatyzm kręci,
A mnie z dnia na dzień coraz mniej boli.
Ciebie każdy z życia problem nęci,
Ja mam już życia do woli. -
[ bo żółknę, czerwienieję i brązowieję... ]


Tylko z tym, że jako wiosna do życia znowu powrócę.
Ty jeśli pogubisz sens życia, jak ja liście -
Wtedy powiesz: - W proch się obrócę
I tylko szelestny stanę się w wierszach złociście.

  18.VIII.2009 rok.



        POEZJA  STAJE  SIĘ  WYCISZENIEM  DUSZY


Znalazłem dla duszy wyciszenie w poezji - mam w sercu pocieszenie...
Dzisiaj jestem w miejscu urodzenia - tutaj na wzgórzu,
Gdzie obok stał młyn; sokolim bystrym okiem spozieram przed siebie
I cofam czas z przed melioracji; widzę tylko hulający wiatr
I co krajobraz, i życie zmieniło za ten czas?!

Rozszumiały się wierzby płaczące, koń kopytami smali na łące,
Miedzą idą do rzeki brzdące, po krzakach z ziemi wyrasta mgła kotłująca!...

Rozradowało się moje serc - do boju "cowboyu" -
Wyszedłeś z tego znoju hyrd zwątpienia i zmor niepokoju 
Topiąc wszelkie lęki, smutki i żale,
Mając na co dzień swoje wierszowe bale...

A kiedy byłem na Śląsku - mówiłem do siebie:
Dokąd nie pójdziesz, wszędzie głuchy i obcy świat.

Tylko na Podlasiu ziemi rodzimej czuję się swojsko,
Bo ona jest mi jak najwierniejszy brat.   
Tutaj jestem wyciszonym, spokojnym i cichym -
W myślach mówiąc do siebie: lepiej mądrze stać, niż głupio biec! 


Wiatr jest cichy, choć hula, a nawet, choć świszcze po uszach.
Nawet ta obok mnie, znajomego matula, nie z ciężarem,
A z lekkością wspomina przeżyty miniony czas...


Jakaż to dzisiaj lekcja życia mnie spotyka,
Że nie zawsze trzeba bić się w pierś
Po swoich życiowo tragicznych w konsekwencjach bólach.


Dobrze, że zamiast nóg ma się brykę
I na wzgórzu można stać, jak przeszłości pomnik 
Z krajobrazu wyciągnąć, jak wodny ratownik
Nie ludzi, bo ich tutaj w ogóle nie ma,
A z dzieciństwa piękno, czego i dzisiaj tutaj nie brak,
Tylko trochę dziczej, ale to już o dziwo cywilizacji wybryku znak.



              BOCIANIE  ODLOTY


Nad moim miasteczkiem pogodnie tak aż się skrzy od słońca,
Tym niemniej na niebie nie wskazuje żaden bocianów znak,
Że formować się do odlotów nadeszła chwila paląca.


Nad puszczą także jerzyki nie krążą,
Bez skupionej formacji zniknęły bez widowiska.
Tylko leśne ptaki te, które nigdzie nie dążą,
Nie tworzą nigdzie żadnego skupiska.


Jedynie, gdzieś tam między drzewa
W pojedynkę czasami pokrzyczy, aniżeli pośpiewa.
Smutne i ciche są już nawet i krzewy,
Kiedy jesień przychodzi, a lato dośpiewa.


Jedynie motyle jakby niczego nie dostrzegały, 
Skoro im zawsze coś kwitnie...
Nigdzie nie dążąc, stale by tylko siadały 
na ogrodowe mimozy, będąc zawsze pijanymi wybitnie.


Ale ciągle w lesie nawet i wilk nie przeżyje, 
A co dopiero  k a l e k i  człowiek.
Zatem "rumaka", który wiernie mi służy użyję -
Pojadę tam, gdzie łzę można puścić z powiek.


Tym bardziej, kiedy brat mi umiera -
I za nim śmierć wszędzie chodzi!
Żyć mu szans zmalało do zera,
Skoro na oczach życie z niego uchodzi!


A po polach ściernisko błyszczy się złociście,   
Gdyby tak mogło choć w części życie odmienić, jak samo wygląda.
Lecz życie umierającego człowieka, to nie na drzewach liście,
Które wiosną powrócą w zieleni, a człowieka
wybiła już ostateczna sądna godzina!


Skoro tak, smutno i przykro mi, Boże.
Ale co człowiek może, gdy przychodzi amen!
Siebie na to miejsce nie położę,
Kiedy zwycięża śmierć nad człowiekiem, jak omen!


A na niebie tymczasem bociany swój lot wzbiły
I krążą nad łąką, polem i lasem
W ten dzień dla nas tak nie miły.


One na wiosnę powrócą, jeśli nie do tych miejsc
To z pewnością do innych i mnie od smucą.
Ale jeżeli brata już zabraknie? 
I tam, gdzie nie mogę pójść nie od smucą,
A wniosą ból do duszy na cały czas wprowadzą. 



              BÓG  JEST  POLAKIEM


Jeszcze nie przestaliśmy opłakiwać Twego odejścia od nas, 
A tym bardziej nie zapomnieliśmy Ciebie. 
A już Bóg zesłał nam Twoją następczynię godną Ciebie, złota i rekordu! 
A tą kulomiotką jest sportsmenka Anita Włodarczyk,   
Która na 12 M Ś L A w Berlinie 2009, oto z młotem wstępuje w koło -
Wykonuje obroty i rzuca nim, który pofrunął po złoto, po rekord!
Zapisując się w historii sportu złotymi zgłoskami!
Widowisko nie z tej ziemi, na tej Ziemi dla Anity,
Dla nas, dla świata, dla Ciebie Kamilo. 
A po tym Anitę poniosła radość i euforia ku trybunie,
Gdzie są Polacy z taką furią szczęścia i uradowania,
Że można było zapomnieć o wszystkim wzbudzając podziw i szacunek.
A ja to dla Ciebie Kamilo pragnę przekazać.

  Ś. P. Kamili Skolimowskiej 

  Mietko



          BĄDŹ  MI,  KIEDY


Bądź mi cieniem, kiedy słońce świeci.

Bądź mi słońcem, kiedy dzień w cień się złoży.

Bądź mi ciepłem, kiedy zimno będzie.

Bądź mi zimnem, kiedy za gorąco się stanie.

Bądź mi pogodą, kiedy pogody nie będzie.

Bądź mi niepogodą, kiedy za upalnie będzie.

Bądź mi zdrowiem, kiedy potrzebować zdrowia będę.

Bądź mi lekarzem, kiedy chory będę.

Bądź mi przyjacielem, kiedy Ty nim prawdziwie jesteś.

Bądź mi dzisiaj, kiedy i jutro będziesz.

Bądź mi życiem, kiedy niebem jesteś.

  Ślubnej Basieńce



   POPOŁUDNIOWĄ  PORĄ


Kiedy jestem na moim "tronie",
Jak gołębiarz kręcę głową -
Wzrokiem mierzę puszczę aż ku jej koronie
I w cichym szepcie mówię:
dzisiaj są wiersze moją mową...:


Spozieram na błękitne puste niebo, widzę,   
Jak samotnie krąży jaskółka.   
Aż żywnie chcę ją zapytać,
w czym nie wybrzydzę:
Gdzie jest twoich braci i sióstr spółka? 


Na niebie krążysz samotnie,
Jak zagubiona z zeszłego roku.   
Na pewno już żaliłaś się niebu stokrotnie,
Że wespół pobratańcom nie dotrzymałaś kroku.


Tymczasem druga spotkana mojemu oku,
Jak opętana z nieba zniżyła się w locie 
I w budynku szparkę wbiła siebie, 
jak piorun z ognistego obłoku, 
Czego jeszcze nie spotkałem w istocie.


Tymczasem samolot smugą przeszywa niebo -
Po czym jedno i drugie dla oka się rozmywa.
A ty ciągle samotnie krążysz z potrzebą
I teraz ciebie dla mego wzroku nie ubywa.


Szkoda, że nie uczepisz się obłoku,
Który mógłby ciebie zanieść tam, gdzie twoja potrzeba.
Zdawałoby się - i tak jest w istocie , że na niebie nie ma tłoku, 
A ciągle błądzisz, jakoby kierunki ścieżek
i dróg wskazywała ci ziemska droga.   


Za budynkiem słońce oświeca obłoki
I promienie złociste ściele na grzbiet puszczy.
Ach, gdybym się wdrapał na dach,
zobaczyłbym od koron las szeroki,
A tak tylko z żalu niech smutek oczy mi zapluszczy*.


Tymczasem wiaterek z lekka powiewa
I na skraju puszczy osinowymi liśćmi szeleści.
Choć w cieniu, wiersz mnie rozgrzewa,
Kładąc na papier z życia różne boleści: ...

  Objaśnienie: zapluszczy* - w języku etnicznym autora czyli zamknie oczu. 



  TYTUŁ  WIERSZA  W  TREŚCI 


Nie stąpają moje bezwładne nogi
Po tej tak uroczej Podlaskiej Ziemi.   
Nawet nie przestąpię domów progi, 
A tylko usta szepcą słowa nieme... 



  WYZNANIA  STRESZCZAJĄCE  POETY   


Wiedzie mnie ów do wierszy natchnienie
i nie trzeba być intelektualistą, by pisać wiersze.
Choć z pewnością im jest łatwiej,
ale czy mają więcej ode mnie wzruszeń,
podniet poetyckich, natchnień i chęci?
Z pewnością nie.


Intelektualiści są mózgiem wiedzy -
i to jest przyszłością narodu.
Ale kiedy za to bierze się chłoporobotnik,
to nie jest klęską w poezji, a rozkwitem...



          CECHY  PRAWDZIWEGO  POETY


...Prawdziwy poeta powinien pisać o przemijaniu, narodzinach, śmierci, życiu,
o pięknie, nie o brzydocie - powinien ją upiększać tak, by stała się pięknem.
Powinien upiększać przyrodę bardziej, niż ją widzi piękną.
Powinien odchodzić od natchnienia i do niego wracać.
Powinien kochać to co robi bezinteresownie,
powinien kochać życie, świat - ziemię i to wszystko co go otacza.


A nade wszystko powinien kochać swoją niewiastę,
gdyż poeta bez kobiety jest obdartym próżniakiem, mimo płodzi wiersze.
A przede wszystkim ten poeta, który jest ruchowo  k a l e k ą -
wtedy mu rodzina, tym bardziej żona jest ostoją,
dzięki której może istnieć i w pełni funkcjonować
może nie literacko, bo do tego potrzeba wykształcenia,
ale duchowo być wzbogaconym o wiersze...



     WIERSZE  Z  WRZEŚNIA  2009  ROKU



      OBY  JUŻ  NIGDY  TAK  SIĘ  NIE  STAŁO   


        W całej Rzeczypospolitej zawyły syreny!
        Odwieczny wróg z Zachodu
        Połakomił się na polską ziemię,
        Która należy do nas Polaków!
        Na miły Bóg, atakuje Ojczyznę   
        Z całego mu dostępnego obwodu!


        Nad ranem - prawie o świcie
        "Stukasy" szybują z nieba, -
        [ z Luftwaffe - "Legion Condor" ]
        Zrzucają bomby śmierci na Wieluń!
        A więc wojna! - bomby świszczą, spadają -
        Płonie polska ziemia!...   


        A ileż to w tym czasie dzieci matczynych utuleń,
        Albowiem idzie tyrana pięść, przerażenie i strach
        I w rezultacie śmierć polskiemu narodowi,
        Gdy płonie prawie każdy dom Wielunia!   


        Dzień pod znakiem wojny totalnej -   
        Wojna na wyniszczenie - oto "gra szatana".
        A świat, choć tak hojny, milczy, kiedy to Polacy
        Od spadających bomb giną od samego rana!


        Bolesna lekcja - nie do zapomnienia,   
        Tyrana pierwsze bomby świszczące spadły na Wieluń!   
        Na wybrzeżu pancernik Schleswing-Holstein   
        Ostrzelał Wsterplatte dla Polski upodlenia.       
        Następnie Łódź, Warszawa, Białystok, Grodno -
        I śmierć naraz wielu pokoleń!


        "Blitzkrieg" - błyskawiczna wojna, taka idzie pięść tyrana!
        Nawet naszym sojusznikom oddech utkwił pod grdyką.
        A wolność, która od Piłsudskiego była nam dana,
        Od dzisiaj umiera, bo "Mein Kampf"
        Szatanowi spełnia się pod żywą rubryką!

                                                             
        W 17-sty dzień drugi tyran ze Wschodu -   
        Wbija nam Polakom nóż w plecy!
        Już nie ma Polski! - międzywojenny kwiat dumy.

        ***

        Teraz w milczeniu trzeba złożyć hołd tym,   
        Którym przyszło się żyć w tym nieludzkim czasie     
        I umrzeć z ręki tyranów, którzy nazywali się:   
        Hitler i Stalin - cywilizacji błąd,   
        Czego świat już nigdy nie powinien ujrzeć!       


        Jak miło i szczęśliwie dzisiaj jest wstać w pokoju.   
        78. lat temu tak nie było,
        Bo dwaj tyrani połknęli Polskę,     
        Choć niełatwo w przełknęli im było,
        Po naszym polskim walecznym boju.
        A ci, którzy przeżyli trafili do niewoli!         


        Tamta technika zbrojeniowa była pokłosiem wojny
        I chore wyobraźnie tyrana na 1000 letnią rzeszę Niemiec.   
        Na szczęście światu przetrwała tylko lat 12.
        Ale zanim upadła spustoszyła pół świata!   

       
        Dzisiaj Europa jest tylko dlatego w pokoju,
        Bo nie ma tyranów, gdy nie ma zwycięzców.
        A tylko w samo południe zawyje syrena
        W hołdzie poległym ku ich pamięci.
        I oby nigdy już świat nie narodził ciemiężców.

        Tak nam dopomóż Bóg. Amen.

        Ku pamięci i przestrodze pisałem, dnia 01.09.2009 roku.
        W 70. Rocznicę Wybuchu II Wojny Światowej.



WYSOKIE  LOTY  BIAŁEGO  MOTYLA


Rzadko tak bywa,
Co by motyl wzbił swój lot
Nad koron sosen.


Tylko nie wiem,
Czy go ta chwila ulżyła,
Czy tylko mnie zadziwiła.


Łuska skrzydłami czubków
Jednej, drugiej i dalszej sosny,
Lecz na żadną nie siada,


Tylko zygzakiem między niemi
Nieustannie lot swój faluje,
Chyba nie po to,
Że ja spojrzenie w nim znajduję?



         LUBIĘ  U  KOBIET


Lubię u kobiet, kiedy mają zapłakane oczy,
Jak ma Halina Frąckowiak.
Lubię u kobiet, kiedy mają zapłakany głos,
Jak u Ewy Szykulskiej.
Lubię u kobiet, kiedy mają jedno i drugie,
Jak właśnie Halina Frąckowiak i Ewa Szykulska.

Wtedy czegoś jest mi żal, wtedy smutek mnie ogarnia,
Że życie, to nie bal, a brudów pralnia.   

[ Dla przypomnienia nic to nie ma wspólnego z tymi Paniami,
które w wierszu ująłem. To tak dla ścisłości, żeby my się rozumieli! ]
   


   NIEPOPRAWNY  POETA


Płyną obłoki po niebie - podlaskim niebie,
I nigdy żaden taki sam.

A ja za nimi myślami gnam,
Że ja zawsze taki sam.

W tym czasie wiatr jest mi przyjacielem,
Ostatni jerzyk druhem,
Państwo żywicielem,
Żona zuchem,
Może i boskim trudzicielem,
Że przyszło Jej się znosić takiego, jak ja.

  Basi



       WIECZOREM  II


Wysypały się gwiazdy na niebie.
A ja jestem w ciągłej potrzebie -
Podziwiać je, ale nie obserwować,
Bo szukam między niemi ruchomego punktu,
Który będzie pulsować
Lub się przemieszczać światełkiem ku ziemi -
I takową postać zaobserwowałem!



     ODGADNIJ?


Są tak pięknie niewinne,
Czyste w duszy i prawdziwe.
Oni radują się życiem,
Nie bogactwem.



   WYPŁAKANE  OCZY


Kiedy to tysiące razy łza
Po policzkach się stoczy -
W życiu nie była wesoła gra,
A żal mają ludzkie oczy.     


Takich cierpień sporo razy widywałem -
Tam, gdzie "ognista"* władała ludzką duszą -
Gdzie człowiek był szałem,
A dusza oddawała się mu z szaleństwa animuszem.


Widzieć, a cierpieć,
To tak jak dzień z nocą,
Tak jak między głodnym, a najedzonym,
Że sen, to nie jawa oczom.

  Objaśnienie: "ognista"* - autor wiersza miał na myśli alkoholika.



        NIEBO  I  CHŁOPIEC


Niebo nad miasteczkiem zapłakało deszczem,     
Bo to pod sobą ujrzało smutnego chłopca.
Szkoda, że ten chłopiec nie potrafi być wieszczem
I nie może rozweselić słońce, skoro wiedza jest mu obca.   
         

Więc powiada słońce: rozchmurz się chłopcze,
By niebo wypogodzić się mogło.
A chłopiec nadal nad sobą płacze,
Zatem niebo także w deszcz się zmogło.

I niczego nie ma końca.



  BYĆ  POETĄ,  BYĆ  POETĄ


Być poetą, być poetą -
Szemrzeć słowem na papierze;
Dźwięczeć piórem, jak monetą,
Ścigać myśli w dobrej wierze...


Być poetą, być poetą
To zadanie, które stoi przed nim.
Widzieć to, czego nie widzą inni
w czasie przednim,
A tym bardziej chwilą minioną.


Być poetą, być poetą
Dla kogo i czemu
Płakać nad sonetem
Sobie, czy Wielkiemu?



TUTAJ  NA  TEJ  ZIEMI  PODLASKIEJ


[ W 200. Rocznicę Urodzin naszego Wieszcza:
Juliusza Słowackiego, Juliuszowi Słowackiemu ]

Tutaj na tej Ziemi Podlaskiej,
Pod jasnymi promieniami słońca
Ludzie nie są do siebie niemi,
A mówią ciągle bez końca...


Las szumi sosnowym igliwiem,
Powietrze pachnie miękkim wiatrem.
Och! gdybyś tu był, co byłoby Tobie darem.
Ja to wiem i Tobie powiem.   


Te lasy bezkresne,
Te pola zielone, srebrne i złote,
Te zimy przedwczesne,
I te wiosny ptasie -
idące ze śpiewem w ochotę.   


Jesieni są ta piękne w kolory.
Życie jest jeszcze piękniejsze
I wszystko jest mniej pilniejsze.
A jakie panny są dorodne w każde pory.


Gdybyś dzisiaj żył, mój przyjacielu,
Nie musiałbyś płakać za Ojczyzną.     
Tylko szedłbyś wierszami do celu
Upiększając słowami i czynem polszczyznę.   


I nie musiałbyś pisać:
"Styrałem życie dla Ojczyzny".
Bo dzisiaj nie ma zaborców,
Nie trzeba wznosić za Wolność proporców!
Każdy może żyć i służyć dla swojej Ojcowizny.


Jam jest tego dowodem,
Gdy nie mogę służyć pracą fizyczną,
Param się Ojczyźnie słowem...
Choć prostym i ubogim,
Ale to zawsze więcej, niż nic.
   

Polska - nasza Ojczyzna dzisiaj jest WOLNA,   
Nawet bardziej swobodna, niż piękna,
Albowiem jest nawet każda cudowna droga polna.   
I już niczego Ojczyźnie nie trzeba przyozdabiać z okna.
Zwłaszcza na Podlasiu.

Pisałem, dnia 04.09.2009 roku. Podlasie