poniedziałek, 2019-06-24 Danuty, Jana, Janiny

Wywiad o rugby z Łukaszem Szymczakiem


altZ Łukaszem Szymczakiem, byłym Głównym Sędzią Polskiej Ligi Rugby na wózkach, rozmawia Dominika Miros z serwisu informacyjnego Fundacji Aktywnej Rehabilitacji.


DM: Sędziowałeś mi.in. na zawodach PLRnW: 2007 – 2011, Puchar Polski: 2007 – 2010, Puchar Małopolski: 2006, Puchar Wielkopolski: 2006, Basic Cup Poznań: 2007, Basic Cup Pniewy: 2008 – to zaledwie sędziowanie w kraju. Była i  zagranica – m.in. Bernd Best Tournament: 2007 – 2010, Szwajcaria, Low Point Tournamentl: 2007 Holandia, Amsterdam Wheelchair Rugby Tournament: 2007, 2009, Wielka Brytania, TWMT, Nottingham: 2009 i wiele, wiele innych. Opowiedz nam o tym, w jaki sposób zainteresowałeś się sędziowaniem, jak trafiłeś do składu sędziowskiego rugby? Czy ma to coś wspólnego z Twoim wykształceniem? Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z sędziowaniem?

 

ŁSz: Z wykształcenia jestem rehabilitantem, absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Kaliszu, a także Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu.  Obecnie jestem w trakcie doktoratu na AWF-ie w Poznaniu. Pracuję w Kaliszu w przychodni rehabilitacyjnej w charakterze rehabilitanta oraz w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej również w Kaliszu, gdzie prowadzę zajęcia ze sportu osób niepełnosprawnych. Jak trafiłem „do rugby”? Najpierw pojechałem, jako student, na obóz I stopnia, organizowany przez Fundację Aktywnej Rehabilitacji do Spały – początkowo jako wolontariusz. Czas ten wspominam całkiem fajnie. Poznałem mnóstwo ciekawych ludzi, z wieloma nadal mam dobry kontakt. Spała to był hmm… rok 2005. Niecały rok później zadzwonił do mnie Janusz Kozak ze Śląska i zaprosił mnie na szkolenie sędziowskie w Raciborzu - to był mój pierwszy kontakt z rugby, a potem już poleciało - kilka tygodni później zaliczyłem mój debiut na boisku w Krakowie - prowadziła mnie Karolina Swoboda. Później było kolejne szkolenie przy okazji zgrupowania Reprezentacji Polski. Zacząłem jeździć na turnieje zagraniczne do Niemiec i Holandii -no i zacząłem od stycznia 2007  roku pracować również z polską kadrą narodową.

 

DM: Wracając do samego rugby, ciekawa jestem, czy każdy niepełnosprawny może grać w rugby na wózkach?
 

ŁSz: Z definicji dyscypliny rugby jest to sport przeznaczony dla osób niepełnosprawnych z dysfunkcjami kończyn górnych. W Polsce jest on uprawiany przez osoby z urazami rdzenia kręgowego w odcinku szyjnym, czyli z tzw. Tetraplegią, czy porażeniem mózgowym. Początkowo była to dyscyplina tylko dla tetraplegików i zwała się Murderball, a później Quad Rugby. Nazwę Wheelchair Rugby, czyli rugby na wózkach, wprowadzono po dopuszczeniu do sportu innych rodzajów niepełnosprawności, w tym amputacji czy dystrofii mięśniowych. Powiem tak: w rugby na wózkach może grać każdy, kto zostanie dopuszczony do sportu przez certyfikowanych klasyfikatorów. W zależności od stopnia niepełnosprawności dany zawodnik otrzymuje punkty – od 0.5 do 3.5, gdzie 0.5 oznacza najmniejsze możliwości funkcjonalne, a 3.5 – największe. Zawodnik, który otrzyma 4.0 punkty jest „za sprawny” (sic!),  aby grać w rugby na wózkach. Oczywiście tak jak w normalnym sporcie, systematyczny trening robi swoje. W tej chwili najlepszym polskim zawodnikiem, docenianym na całym świecie jest Krzysztof Kapusta z Rzeszowa, która ma punktów 2.0, a który jest szybszy i sprawniejszy niż większość graczy teoretycznie sprawniejsza i silniejsza od niego.
 

DM: Rugby na wózkach nie jest znanym sportem w Polsce. Czy widzisz większe zainteresowanie nim w ostatnim czasie?


ŁSz: W jaki sposób rugby na wózkach wyglądało w Polsce np. w roku 1997 wiem tylko z opowiadań i ze zdjęć z tego okresu. Zawodnicy trenowali na wózkach cywilnych, a nie sportowych – bo takich nie było w Polsce. Można powiedzieć, że była to jeszcze wtedy amatorka, aczkolwiek przepełniona olbrzymią ambicją. Wtedy sportem tym interesowali się tylko niepełnosprawni i ich rodziny. Dziś to się zmienia. Turnieje rangi mistrzowskiej organizowane na Śląsku czy w Warszawie cieszą się dużo większą popularnością. Dużą pomoc niosą nam te organizacje, które same mają duże doświadczenie w promowaniu podobnych eventów. Osobiście życzyłbym sobie, aby popularność tej dyscypliny była jeszcze większa. Ba, ja chciałbym, aby w Polsce cały sport osób niepełnosprawnych był postrzegany jako widowisko warte obejrzenia.


DM: Jak opisałbyś sportowców rugby na wózkach? Jacy są? Jaki opisałbyś sam sport, jakim jest rugby na wózkach?


ŁSz: Rugby na wózkach tak jak już wspomniałem to najbardziej widowiskowa i efektowna gra sportowa przeznaczona dla osób niepełnosprawnych. Mamy duży szacunek dla naszych pełnosprawnych „odpowiedników”, mimo, że w zasadzie wszystko jest inne: przepisy, sprzęt, boisko, piłka itd. Ale łączy nas coś, co jest charakterystycznego dla naszych dyscyplin, dla rugby! Walka, hart ducha, ambicje – tymi słowami można zdefiniować zawodników uprawiających te dyscypliny. Zawodnicy w rugby na wózkach poruszają się na bardzo zwrotnych wózkach, które mimo dużego opancerzenia, nic nie tracą na szybkości. W skład drużyny wchodzi dwunastu zawodników a na boisku może ich naraz przebywać czterech. W zależności od stopnia uszkodzenia i możliwości funkcjonalnych zawodnicy posiadają odpowiednie punkty klasyfikacyjne. Suma ich klas (punktacji) na boisku nie może przekroczyć 8 punktów. To trenerzy decydują o ustawieniu i sposobie gry – defensywnym lub ofensywnym. W przypadku turniejów na poziomie mistrzowskim mamy do czynienia z bardzo szybką i efektowną grą. Widowisko nie przypomina gry w której rywalizują ze sobą osoby niepełnosprawne. Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak może wyglądać ten sport – zapraszam na turniej w Polsce.


DM: Dziękuję za rozmowę.