poniedziałek, 2019-08-26 Ireneusza, Konstantego, Marii

Obóz AR dla dzieci w Miętnem 16-24.07.2018

2018-08-15


W poniedziałek 16 lipca przywieźliśmy nasze dzieci do hotelu w Miętnem. Tam czekali już opiekunowie.

Każde dziecko miało dwóch opiekunów, jednego na wózku i drugiego chodzącego. Pokoje i korytarz były poozdabiane balonami, różnymi kolorowymi własnoręcznie robionymi ozdobami. Dzieci były zachwycone.

Opiekunowie przez chwilę porozmawiali z rodzicami, zapisali wszystkie ważne kwestie, wymieniłyśmy się numerami telefonów. Rodzice pożegnali się z dziećmi i wyszłam. Przyznają że byli lekko oszołomieni. Pierwszy raz rozstawali się z dziećmi na tyle dni. Trochę się obawiali, czy nie będą tęsknić, płakać i buntować się. No ale w razie czego opiekunowie obiecali, że będą dzwonić. Co jednak nie było potrzebne. Pierwszy raz od narodzin dzieci, rodzice mieli czas bez wszystkich "obowiązków" przy dziecku z niepełnosprawnością. Co tez uświadomiło im, jak dużo robię przy swoich pociechach - bo szybciej, bo lepiej, bo po to przecież jesteśmy...

Po tych luźnych dniach, w piątek popołudniu dołączyliśmy do dzieci. Spotkaliśmy się wszyscy na wspólnym ognisku. Dzieci i rodzice. Po ognisku mieliśmy kilka wspólnych zabaw z dzieciakami. I znowu musieliśmy rozstać się z pociechami. Dzieci spały w innej części hotelu, my rodzice w innej. Kolejne dni były niesamowicie intensywne.

Zajęcia szkoleniowe dla rodziców trwały dosłownie od rana do wieczora. Pół soboty, od śniadania do obiadu, spędziliśmy na specjalnie przywiezionych dla nas wózkach aktywnych. Mieliśmy możliwość fizycznie poczuć namiastkę tego, co czują nasze dzieci każdego dnia, poruszając się na wózku. Reszta zajęć i szkoleń dotyczyła różnych aspektów niepełnosprawności i problemów z jakimi mierzą się dzieciaki i my.

Dostaliśmy naprawdę rzetelne informacje, porady i cenne wskazówki, często gotowe już wypracowane metody i schematy postępowania. Patenty i techniki korzystania z WC, wnoszenia i znoszenia ze schodów, przesadzania z wózka na inne płaszczyzny, chroniąc nasze przeciążone dźwiganiem kręgosłupy.

Dzieciaki natomiast codziennie miały masę zajęć ruchowych, aktywizujących, rozwijających sprawność motoryczną. Wszystkie dzieciaki zrobiły ogromne postępy w samoobsłudze. Nauczyły się samodzielnie przesiadać z wózka, korzystać z toalety, robić przy sobie rzeczy związane z higieną. Ubierać się. No i jeść warzywa. Przełom. Wielki przełom.

Dzieciom wzrosła samoocena, motywacja, poczuły wolność i ogromną frajdę z wszystkich postępów. Poczuły, że jeśli tylko chcą, mogą same wiele osiągnąć. Że wszystkie "schody" w życiu można pokonać, samemu, albo z niewielką pomocą ludzi, których wystarczy poprosić.

Myślimy też, że przykład i postawa starszych opiekunów na wózku była mocnym i potrzebnym doświadczeniem. Dzieciaki potrzebowały mieć takie właśnie wzorce. Baliśmy się, że tęsknota za domem, rodzicami nie pozwoli naszym dzieciom cieszyć się w pełni obozem. Nic bardziej mylnego. Wszystkie dzieci zadeklarowały, że chciałby pojechać na taki obóz za rok. :-)

 

rojekt finansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych
oraz Fundacji PZU