środa, 2017-10-18 Hanny, Klementyny, Łukasza

WAZ – Czudec 8-19.07.2017

2017-08-09


W ciepłe i piękne dni lipca od 9 b.r. rozpoczął się dla beneficjentów kolejny WAZ na Podkarpaciu w Czudcu.

Głównym „punktem” programu był doradca zawodowy.

Spokojna i na wskroś cierpliwa P. Joanna Dudzińska przeprowadzała grupowe zajęcia, które miały na celu przekazanie beneficjentom wiedzę i umiejętności przydatne w poruszaniu się na rynku pracy oraz określenie potencjału uczestników w zakresie możliwości podjęcia zatrudnienia.

Odkrywała u beneficjentów umiejętności interpersonalne, po których lepiej mogli poznać siebie i zweryfikować swoje cele, co do przyszłego wykonywania zawodu.

Ćwiczenia miały również przygotować uczestników do rozmów z przyszłymi pracodawcami, a także poznać tajniki poruszania się na rynku pracy. Program warsztatu oprócz zajęć z doradztwa zawodowego zapewnił różnorodność, atrakcyjność i wszechstronność zajęć, biorąc pod uwagę potrzeby uczestników. Prezentowanie uczestnikom różnorodnych form aktywności ruchowej, pobudzało ich do działania wzmacniając tym samym ich kondycję, wytrzymałość i sprawność fizyczną. Była to również droga do zainspirowania ich w dalszej, codziennej pracy nad sobą już w miejscu zamieszkania.

W pierwszym dniu były przeprowadzone testy, które były powtórzone na koniec WAZ-u aby móc odpowiedzieć sobie na pytanie, czy nastąpił u mnie regres czy progres. Pod okiem instruktorów uczestnicy kontynuowali i doskonalili swoje umiejętności samoobsługowe. Przeprowadzone zajęcia takie jak: pływanie, trening ogólno usprawniający, technika jazdy miały za zadanie wpłynąć na poprawę tężyzny fizycznej i wytrzymałość. Natomiast gry takie jak: boccia, tenis stołowy, piłka toczona, unihokej, koszykówka na wózkach miały za zadanie zwiększyć wytrzymałość, koncentrację, odporność na stres i zmęczenie.

Trening kompetencji społecznych był próbą określenia swojej niepełnosprawności, próbą odpowiedzi na nurtujące pytania: jak postrzegam siebie, jakie są stereotypy funkcjonujące na temat osób niepełnosprawnych, co może wpływać na jakość mojego życia i moich wyborów, Na treningach uczestnicy przedstawiali swoje pasje życiowe, opowiadali dlaczego i co robią, aby cały czas były one realizowane. Większość zabierała głos i wywiązywały się dyskusje. Codzienne zaś wieczorne spacery, były dla wszystkich dotlenieniem mózgu, relaksem dla mięsni i odprężeniem od zadań jakie mieli zrealizować w ciągu dnia. Tu kwitły rozmowy, porady i wyrzucanie z siebie swoich problemów. Mimo tego, nasi instruktorzy i tu nie odpoczywali, poprawiając technikę jazdy, a wszystko po to, aby uczestnicy później mogli śmiało i bez obaw wychodzić z domu. 

 

A teraz przytoczę niektóre fragmenty z PAMIĘTNIKA NASZEGO UCZESTNIKA:

„Muszę przyznać, że te spacery codzienne wieczorne z „Tetrusikiem” i „Pawlo” dużo mi dały. Chłopaki zwracali uwagę na moją technikę, dzięki której nieco przyśpieszyłem, a przede wszystkim poprawiłem wytrzymałość na dłuższych trasach. Ciągle mnie dopingowali i poprawiali moje błędy: „ręce dołem, ręce dołem”! – mówili….”

„…Tuż po śniadaniu mieliśmy wyjazd na basen, a potem jeszcze kilka treningów na obiekcie. Na basenie fajnie popływałem (oczywiście z asekuracją)...”

„…Już po chwili grałem w swoją ulubioną piłkę „turlaną”. Potem, gdy już byliśmy porządnie zmęczeni i spoceni, zagraliśmy w Boccie. Jest to gra, do której mam ogromną słabość – może dlatego, że jest nieco podobna do snookera – tam też można rozbijać i przestawiać bile w inne miejsca, a biała również jest bilą najważniejszą…”

„…Na ten dzień wszyscy czekali! To właśnie dziś była wyczekiwana eskapada po rzeszowskim zalewie. Zaraz po obiedzie, który zjedliśmy dzisiaj wyjątkowo wcześniej (o 12:30), Wszyscy zebraliśmy się przed budynkiem PCEN i w trzech grupach udaliśmy się nad Wisłok…”

„…Zostawiliśmy wózki na brzegu i … udaliśmy się na katamaran o nazwie „Mercedes”. Gdy odbiliśmy od brzegu naszym oczom ukazał się jakby inny świat. Nie było już komercji: budek z lodami, kawiarni, restauracji, czy wypożyczalni. Zamiast tego naszym oczom ukazały się czarne łabędzie, czaple i inne ptaki, których nie jestem w stanie wymienić. Drogę umilały nam barwne opowieści sternika, który opowiedział nam wszystkie ciekawostki na temat tego miejsca…”

„….Pod wpływem tych opowieści przez moment zapomniałem, że jestem nad zalewem prawie w sercu miasta, a przeniosłem się myślami do tajemniczej Amazonii, o której tyle czytałem we wcześniejszych latach w książce pana Szklarskiego…”

„… Przyroda była tak piękna, że aż się prosiło, żeby zrobić kilka zdjęć i zatrzymać te chwile na zawsze…”

„…Wieczorem przyszedł czas na ostatnią oficjalną część obozu – rozdanie dyplomów i podziękowanie przy grillu. Nigdy nie zapomnę smaku sałatki greckiej i kromek opiekanych zrobionych przez Jacka „Koparkę…”

„…Następny dzień był najsmutniejszą częścią tego obozu – pożegnaniem. W tym miejscu chciałbym wszystkim bardzo podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do zorganizowania Warsztatów Aktywizacji Zawodowej, a szczególnie Lucynie, Jackowi, Wojtkowi i wszystkim wolontariuszom, którzy pomagali nam, niczym dobre skrzaty i byli na każde nasze zawołanie!”

DZIĘKUJĘ:)

 

zobacz zdjęcia »