1 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-09-05 15:47:29)

Temat: WIERSZE Z TEMATYKI PRZYRODNICZEJ TOMIK VIII [ WIERSZE Mietka ]

.
[ Wiersze posegregowane na tomiki wymagają poprawek.
Kiedy już skończę poprawkę wierszy w: WIERSZE MIETKA - Cały zbiór,
na nowo wniosę wiersze do tomików według ich przynależności. ]


                    MIECZYSŁAW  BORYS


          WIERSZE  Z  TEMATYKI  PRZYRODNICZEJ   

                           TOMIK  VIII

   https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633


   ...DO 100 WIERSZY NA TOMIK VIII...



     W  lesie [...]


Ptasząt śpiew się niesie
echem po całym lesie.

Dzięcioł w drzewo stuka,
słychać krakanie kruka.

Sarny wyszły na polanę,
ujrzeć je dzisiaj było mi dane.

Sójki skrzeczą jak najęte,
z pewnością czymś są przejęte.

Dziki na skraj lasu wyszły
i uczą młode w ryciu pola,
jak przetrwać na czas przyszły.

Lis przebiegł przez drogę,
czaił się, za nim zdobył się na odwagę.

Ludzi tutaj żadnych nie ma,
a ja choć jestem, nie chodzę
po tej ziemi dekadami trzema.

Tylko moja myśl po niej stąpa,
skoro życia do chodzenia wybranka była skąpa.

A las stoi szumny, niewzruszony,
bo tylko ja pod nim wypadkiem skruszony.

Wszystko jest mi bliskie i zarazem dalekie,
a jeszcze stanie się gorzej z wiekiem.

Dzisiaj nie powiem, aby do jutra,
bo jeszcze mogę spłonąć do zachodu słońca,
nie doczekawszy jutra.



  Złotą  jesienią


Dzisiaj dużo słońca,
przyjmuję je, bo jest
nie lato, a jesień.
Ugrzęźnięte w lesie
z trudem przebija się
między sosny
i przesuwa się
ku wierzchołkom drzew,
ale ponad je,
już aż do wiosny
nie wybije się.


A na zalewie jesień
złota jesień
piękniejsza,
niż lato i wiosna.
Kaczek kopa,
bardziej do nas idą,
niż ludzie,
a zdaje się,
że nie mają rozumu.
Chcą jeść,
chcą po prostu jeść.
Człowiek częstuje je chlebem temu,
że nie kaczki,
a on przychodzi do nich.


Człowiekowi głodnemu
nie da chleba z obawy,
że jutro sam przyjdzie
do niego po to samo.



  Dnia  listopadowego


Mgła się rozrzedza -
i znika powoli.
Słupy światła,
które padają między drzewa
w ruchome srebro i złoto
na liściach się zmieniają
i spadają na ziemię
ginąc na zawsze.


Srebrzy się i złoci
ruchomo w "trójkącie wierszowym",
aż nocna rosa z drzew opadnie.
W tym porankowym zjawisku,
gdzieś tam głęboko w lesie
ptaki czekają, nie naruszając tego,
co noc w zmianie temperatury wytworzyła,
aż sam dzień w słońcu
ten urok zrzuci,
liście i igliwie wyschnie,
a jutro znów tak samo się powtórzy,
kiedy słońce osuszy zjawisko z nocy.



     Listopadowa  jesień


Liście spadają bezwładnym ruchem,
wcześniej umarłszy już na drzewie.
W naturze coraz to bardziej nago i szaro,
jak na drzewach, tak i na ziemi.


Zimny szron pokrył trawę,
samochodów także nie oszczędził,
kiedy wsiadłem do swego,
bardzo to odczułem,
niż reszta ludzi,
którzy nie muszą się łapać za auto,
ażeby wsiąść do niego.
Czego nie dotknę zimne,
a na zewnątrz lodowate.


Ale wolę dzień dzisiejszy,
niż upalne lato -
oddycham zimnym powietrzem
i czuję się rześko i zdrowo.



            Kaczki


A cóż was takiego radosnego nastroiło,
że wy tak głośno wesołe.
Czyżby coś dobrego się zdarzyło,
że wy na tym akwenie pływacie tak zdrowo.


Chyba duch święty was nie nakarmił,
bo jeszcze tutaj takiego prócz ludzi nie spotkałem.
A może łabędź swoją obecnością was omamił,
krzyczeć wam za niego i siebie nad tym stawem.



      Kaczki [...]


Te ptaki oswojone, choć dzikie
z natury, są piękne,
kolorowe i czyste.

Miłością do nich
podbiły moje serce.

Malownicze miejsce odzwierciedla to,
za czym tęskniłem
i czego pragnąłem.


Kaczki, ach te kaczki,
wcale nie jesteście dziwaczki,
co tutaj tłumnie przebywacie.


W rytm waszego kwakania,
biegną myśli moje przed siebie,
jak wasze krzyki po lesie...


Do tego czasu z zarania,
co głosem poszło po niebie
i nigdy już nie wraca do nas.



      Meteopata


Wiatr chłoszcze po murze gałęziami -
I za nic nie chce przestać.
Dzień zimny i szary.
W kościach trzeszczy i boli...


Czuje się jak zbity pies,
Ale dobrze, że chociaż
Nie jestem tak traktowany.

Ołowiane chmury przetaczają się po niebie -
Upiorny widok otoczony Puszczą.
Przetaczają się warstwy mgielne,
A przed nimi i za nimi tylko
Dostrzegam ptaki dzielne.


Jak mam nie zapytać,
Czy mają takie same bóle,
Jakie czują i noszą ludzie.



      Samouk  wierszowy


Ja, bez wierszy nie mogę żyć -
Mając przepełnione natchnienie poezją.
Targają moją duszą i sercem
Niezapomniane z życia doznania.


Żyję dzieciństwem, odrzucając dzisiejszy dzień,
Z którym noszę moje  c i e r p i e n i e.
Dzieciństwo było takie słodkie, niewinne
I obcowane z Naturą Przyrodą.


Zapędzałem się na wiosenne i letnie łąki,
Doznawałem wonnej symfonii zapachów.
Grała mi w przetokach nosa i w duszy,
Upajałem się obezwładniającą jej wonnością.


W wiosennych i letnich koronach drzew
Rozlegały się śpiewy ptasie.
Wprowadzały mnie do Natury raju,
Czułem się lotny, jak ptak,
Mimo turlałem się po łące.


Widziałem krążące olchy, czyste błękitne niebo
I leniwie podążające białe anioły
Zawsze ze wschodu na zachód.
Mijały lata, a ja nabierałem wrażliwości,
Żeby w dorosłości stać się poetą.



    Na  chłopskich  rozłogach


Tutaj polna droga przecina,
Tam miedza oddziela morgi chłopów.
A tam dalej w pole las się wżyna,
A tam jeszcze dalej stoją rzędy snopów.


Tutaj nade mną jastrzębie krążą,
Zaraz za mną spłoszony jelonek przebiega.
Drogą ludzie gdzieś dążą?
A czy wiedzą, ze życie ze śmiercią się zbiega?



       Na  łonie  Natury


Jestem wśród ptaków, ogłuszający hałas
Wśród gniazdowania w koło
Niesamowity harmider - każdy gatunek
Stara się przekrzyczeć drugi.


Ale ten krzyk i harmider uczciwy,
Za nic i nie na pokaz.
Może, chce się i trzeba to polubić,
Bo to żywioł wzięty z Natury.


Zewsząd są donośne ptasie głosy,
Upatruję w tym porządek i ciszę.
Tymi drogami nie chodzą żadne losy,
Chociaż w odbiciu cieni je słyszę.


O kochany krajobrazie, ziemio Boża,
Ileż tu życia, a jeszcze więcej wiary.
Sprawiedliwe krzyki nie znają ludzkich,
Jak ulica "Chorza",
Bo tutaj choć są krzyki,
Ale prawdziwie uczciwe jak świat stary.



     W  otchłani


Mgła spowiła krajobraz,
jak w bajkowej oprawie.
Wszystko, co w środku jest
jak ogarnięte otchłanią.


Wydostać się tak łatwo
i zarazem tak trudno.
Zależy kto kim i czym jest
i jaką ma siłę,
potrzebę i wiarę.


Mnie to nie dotyczy,
skoro nie jestem,
ani otchłanią,
ani jej niewolnikiem
i ani wspólnikiem,
a tylko do wiersza obserwatorem.



        Wiosną


Słońce świeci, ziemia pachnie,
gniazdko ptaszek wije...
Zieleń wszędzie, wiosna wszędzie,
wszystko w gody bije.



     Ku  pogodzie


Na Podlaskim niebie
zła pogoda już się grzebie.
A rodzi się niebo w samym słońcu -
pięknie się stało w końcu.



    W  miejscu  pobytu


Żyję tutaj wygodnie i swobodnie...
Mam to czego potrzebuje poeta:
pola w zbożu, łąki w kwiatach,
rzeki z czystą wodą, lasy zielone
i ptasząt w nich pełno.
Gdzie indziej tego nie ujrzę
i nie usłyszę wcale.



    Tęskno  mi...


Do tych pól zbożowych,
żeby ukoić serce.
Do tych wierszowych ról,
aby nie być w rozterce.


Tęskno mi...
Do tych łąk ukwieconych,
co w wierszach umieszczam.
Do tych rzek wód zdrowych,
co je jeszcze wierszem dopieszczam.


Tęskno mi...
Do tego nieba nad wyraz błękitnego,
co tylko gdzieniegdzie w białe anioły ubrane.
Do tych wczesnych poranków wschodzącego słońca dnia letniego,
co po tym czasie krowy wyganiać na pastwisko było mi dane.


Tęskno mi...
Do tych zim mroźnych i białych,
które przychodziły jak na chłopięce zawołanie.
Do tych śniegów, co zwierzęta tonęły w kurhanach nawianych.

Teraz z tęsknoty zostało tylko wszystkiego żałowanie...



Niebo, ziemia, woda


Pod kopułą chmur
ptaków leci sznur.

Na ziemi rośnie las,
ach jaka radość w nas.

Woda płynie nieskończenie
w jedno źródło połączenie.



  Wiosennym  dniem


Mam z życia radość,
chociaż nie stąpam po ziemi.
A jeszcze stan ducha
poprawiają mi śpiewające ptaszki,
co ich muzyczna filharmonia
wpadła mi do ucha,
jak Krasickiego fraszki.



       Obecność


Ptaki ze mną się zżyły,
ja zżyłem się z ptakami.
Dzień każdy nad wyraz jest miły,
bo co dnia na siebie czekamy.



Wyładowanie  atmosferyczne


Wiatr porusza niebo i ziemię,
gna chmury skądś dokądś.
Grzmią organy i smalą ognia
jęzory w ziemię, aż się spalą.



        Do  kaczek


Przybywam tutaj nad ten wodny akwen,
żeby wam się wyżalić,
ale na nikogo nie naskarżyć.


Przed wami nie mam wstydu,
zatem i żadnych tajemnic,
bo wy mnie jedyne wysłuchacie
i zrozumiecie, choć to,
co powiem wam,
pójdzie w szczery głęboki las.

A nawet pod tą wodę,
na ten zimny nie miły czas.

Tylko jakoś sumienie mnie gryzie
i życie boli, że ja nie taki,
jak trzeba wśród ludzkich mas.



Kiedy  byłem  małym  chłopcem III      


Kiedy byłem małym chłopcem
i przebywałem na kwiecistej łące -
czułem wonny zapach rumianku,
patrzyłem zamyślony w niebo -
było rozwidlone
w całej przestrzeni.


Słonce iskrzyło w oczy -
co chwilę je przymykałem.
Raz po raz przelatywały ptaki:
drozd, kukułka, dziki gołąb,
sroka w pojedynkę,
wrony tuzinem, szpaki kopą,
jedynie skowronek w jednym pionie
na wdechu i wydechu śpiewający
zniżał się i podwyżał.


A kiedy łąką wonny
wróciłem do domu,
jadłem tygodniowy chleb
ze zjełczałą słoniną,
siedząc na progu chaty.
Kury podchodziły do mnie,
prosząc o poczęstunek,
płochliwie wydziobując mi z rąk.
Kiedy już nie czułem głodu,
rzucałem im okruchy chleba
i kąski słoniny,
chaotycznie atakowały,
która pierwsza ta lepsza.
Nie śmiałem się z tego
i nie bawiło mnie to,
chociaż byłem małym chłopcem,
bo znałem jak chce się jeść.



          Jesień  zimą


Już tylko dwa miesiące do wiosny,
chociaż tak na dobre to zima jeszcze się nie rozpoczęła.
A później to tylko ptaszek radosny zaśpiewa
i wiosennym wiatrem zaczną szumieć sosny.


Okres zimy, a szaruga jesieni -
mgła tu tam idzie, szła.
Zimy nie ma, nie ma jej zła
na ten styczeń nic już się nie zmieni?

  08.01.2012 rok.



Za  oknem  w "trójkącie  wierszowym"
czyli  między  jednym  i  drugim  blokiem, a  Puszczą


Przyszła zima - śnieg pada...
Wiatr śniegiem kręci...
Z dachu zamiata kurzawę śnieżną...
Biało się zrobiło!
I sam nie wiem komu źle,
a komu miło?

Ptakom na pewno nie,
bo są gdzieś głęboko w Puszczy.

A czy ludziom, to nie będę pytał,
bo z nimi to jak z pogodą.

W końcu dzisiaj 15 stycznia.

Ale jeszcze pamiętam 30 listopada 2010 roku,
kiedy to z nocy na dzień zima zaskoczyła
i sparaliżowała całe Podlasie.


Chociaż w tym dniu wypadła mi wizyta do lekarza,
jechałem i z zimy cieszyłem się jak dziecko.
A mój "Mustang" biegł po śniegu,
Jak chłopskie konie po grudzie.



Tutaj, gdzie  przyciąga  mnie  jak  magnez


Czyste i zdrowe powietrze,
Środowisko "Zielonych Płuc Polski"
Nawet w środku zimy.


To niebo piękne i przeźroczyste,
Jak z moich dziecięcych lat.
Wszystko jest tutaj takie piękne i oczywiste,
Bo nie stworzył tego człowiek,
A Bożej Natury Świat.


Czas tutaj donikąd się nie śpieszy,
Bo znikąd nie przyszedł.
Był i jest tutaj zawsze
I nie ma zamiaru stąd odchodzić.


A ja zaraz stąd odejdę,
Tylko po to, by jutro znowu powrócić.
To jest w rzeczywistości tak,
Jakbym w ogóle sąd nie odchodził.


Las cichy, bezwietrzny stoi jak mur,
Ubrał na biało go śnieg.
Akwen wodny, co skuł go lód dziadek mróz,
A jednak pod nim jest nieprzerwany życia bieg.



          Tutaj


Czy to wiosna, lato, jesień,
Puszcza urzeka mnie swoim spokojem
i harmonią Natury Przyrody.


Jest tutaj tyle wesołego ptactwa:
wróble, sikorki, dzięcioły, sójki i kaczki,
czego nie mogłem zobaczyć na Śląsku.


Żyć tutaj tylko romantycznym poetom
i wzbogacać wrażliwe usposobienie do żywego Świata,
bo Puszcza zielona, a w niej śpiewający ptak jeden i drugi.


To nie miasto z betonu i stali
w którym ze świtem tramwaje wyją,
biegnąc po szynach na złączach stukając kołami.

A tutaj raj mam na ziemi,
bo nie słyszę tego ludzkiego żywiołu nawet ze snami.

Dobrze mi tutaj jest.



Kiedy  byłem  małym  chłopcem II 
      [ w nowej wersji ]


Chodziłem na wiosenne łono przyrody,
Kąpałem się w kolorowej łące,
Zapachy różnowonne otulały mnie,
Jak dla chłopięcej urody.
Natchnionym byłem jak mały anioł,
Cały w łąki kwitnącej pąkach.
Czułem na sobie lekkość
Ulotną jak nektarowy motyl
I takową natchnioną skłonność,
Jakobym wonnością się podtruł.
Dzwonki dzwoniły mi w uszach,
A kiedym je zrywał, przestawały.
Jaskier przerażał kurzą ślepotą,
Aż z klęczek przerażony wstawałem.
Stare olchy wiatrem gadały,
Cień nad głową się kołysał.
Ptaki śpiewem ze mną się witały
I źrebak wkoło kobyły hasał.
Ojciec ze stryjem łąkę kosił -
Szelest spod kos chrobotał.
Byk łańcuchowy muczeniem wody się prosił,
A stryj z ojcem kosą dalej robotał.



Kiedy  byłem  małym  chłopcem III 
    [ w nowej wersji ]


Kiedy byłem małym chłopcem
i leżałem w kwiecistej łące -
czułem wonny zapach rumianku,
patrzyłem zamyślony w niebo -
było rozwidlone
na całej przestrzeni.
Słonce iskrzyło się w oczy - 
co chwile je przymykałem.
Raz po raz przelatywały ptaki:
drozd, kukułka, dziki gołąb,
sroka w pojedynkę,
wrony tuzinem, szpaki kopą,
jedynie skowronek w jednym pionie
na wdechu i wydechu śpiewający 
zniżał się i wzwyżał.   


A kiedy łąką wonny 
wróciłem do domu,
jadłem tygodniowy chleb
z zjełczałą słoniną,
siedząc na progu chaty.
Kury przychodziły do mnie,
chciały, abym poczęstował
je chlebem i słoniną.
Kiedy już nie czułem głodu,
rzucałem im okruchy chleba
i kąski słoniny,
chaotycznie atakowały,
która pierwsza ta lepsza.
Nie śmiałem się z tego
i nie bawiło mnie to,
chociaż byłem małym chłopcem,
bo znałem jak chce się jeść.



     Wiosna  uzdrowicielka


Dookoła barwny maj wspaniały
Tchnął mnie do lepszego życia.
A jeszcze do dziś, po zimie byłem ociężały,
Nie mając chęci do wyjścia z ukrycia.


Ptaki wszędzie śpiewają głosem miłym
I wonie drzew kwitnących wiatr roznosi.
Nie stoję już nad smutkiem dotkliwym,
Gdy porwać mnie wiosna zalotnica, aż się prosi.



    Wielbiciel  Przyrody


Kocham na drzewie każdy zielony,
a nawet żółto-suchy liść.
Na łące łąkę majową,
jesienią nawet żółte źdźbła trawy.
Nie zwlekając, chcę już tam iść,
zanim dzień się nie zrobi szary.


     *     *     *

Idzie już ku wiośnie,
Ptaki zaczęły śpiewać radośnie.
Idzie już ku wiośnie,
Ptaszęta śpiewy wydają na sośnie...



       JUŻ  WIOSNA...


Już rozpoczął się wiosny gwar,
Już w pąki wystrzelił wiosny czar.
Już słońce z nieba spada jak żar,
Już na polach pnie się w górę natury dar.


Już w ogrodach i sadach rozkwitają
Żywe wonie niosąc z wiatrem zapachy
Kwiatów i owoców drzew. Wiosna...



Kiedy  byłem  małym  chłopcem [...]


Zapędzałem się pod starą lipę,
na której było duże gniazdo bocianie.
W gnieździe zawsze był jeden
lub dwa bociany - jeden siedział,
drugi stał.
Stojącego bałem się,
że sfrunie i podziobie mnie?!


Pod gniazdem sporo było
ruchliwych i ćwierkających wróbli,
które wiły gniazdka.


Przy lipie była mini sadzawka,
którą wykopał chłop,
żeby wracające z łąki
spragnione napoić krowy.

Czasami wchodziłem do tej mini sadzawki
i brodziłem w wodzie po kolana.

Obok lipy kwitły wiśnie
z których zapach rozwiewał wiatr.

Kiedy bocian po powrocie
zmieniał drugiego, klekotały.

Wracałem do domu szczęśliwy,
że byłem tam, gdzie nosiło
mnie beztroskie dziecięce życie.



   Wśród  Stwórcy  dzieł


Mam tutaj przed oczyma
Piękno Natury, którą na szczęście
Stworzył dobry Stwórca,
A nie zmienny człowiek.


Podlasie w okowach mrozu
I w zaspach śniegu.
W środku tej leśnej otchłani,
Ja, mały i cichy, jak ten
W słońcu srebrny płatek śniegu.


Różnego gatunku ptaszęta mi towarzyszą,
Jak kwartet muzyczny
Śpiewem grając mi swoje melodie
Przy których przestaję być poetą,
Jak mały chłopiec zaciekawiony słuchaniem,
Zapomniawszy, że mróz ściska nawet powietrze.


Odejdę stąd, kiedy zamarznę na kość,
Pozostawiając swój oddech,
Jak w przestrzeni zamarzniętą mgłę.


W domu napiszę wiersz,
Że byłem tutaj, gdzie spotyka się
Nie ludzi, a dobroć Stwórcy,
Którą piękniej jest ujrzeć i posłuchać,
Niż mieć na własność.



          Ulga


Mrozy odeszły do lamusa,
śnieg pada bezwietrznie...

Sąsiad, który dokarmia
głodne leśne skrzydlate maleństwa,
wyniósł dzienną słonecznikiem
napełnioną klepsydrę.


Dwie płochliwe sójki,
obojętne trzy gile
i w kopie sikorki
zlatują się z głębi Puszczy.


W pośpiechu jedna po drugiej
wskakują do podstawki klepsydry,
chwytając w dziobek po jednym
bogato odżywczym ziarenku słonecznika
i odfruwają na pobliskie drzewa
z radością ptasią ambitnie
rozparcelowując łupinkę
tego tak olejno tłustego ziarenka.


Kiedy już odważyła się sójka -
wskakując do podstawki klepsydry
huśtając się na niej,
jak dziecko na huśtawce,
szybko i starannie
łykając z pół kopy ziarenek -
po czym z pełnym żołądkiem
uchodząc skąd się przybyło.


A gile, to jak najgorsze tępaki,
bo kiedy już wskoczą do podstawki
życiodajnej klepsydry
z upartością muła za nic nie chcą jej opuścić,
robiąc zamieszanie wśród reszty głodomorów.

Ja chyba dziś wyjdę na dwór.


     *     *     * 

Wstaje świtu blask,
Ptaki śpiewają dla dnia chwały     
W świecie mego bytu i Bożych łask
W ten czas tak niebywały.


Relaksuję się w zdrowym cieniu
W lesie żywej otchłani,
Już z serca w równym rytmie drżeniu,
Co tak mi tutaj spokojem leśnej
Natury ptaki są witani.



        W  lesie


Z dala od ludzkiego gwaru.
O, jak milszy jest gwar ptasi,
niż ludzki.



   Tęsknota  za...


Jeszcze zima na dobre
się nie rozpoczęła,
a już chce się
widoku sadów kwitnących
i łąk kwiecistych.


Jeszcze śniegi i kry
rzeką nie spłynęły,
a już chce się łanów
zbóż zielonych i złotych.


Jeszcze wiosna zimy
nie odesłała do lamusa,
a już chce się
podlaskiej jesieni złotej.

Tylko nie czeka się zimy następnej.



          Ptaszek


Ptaszek - to śpiewak znakomity,
Od świtu wprawia mnie do zachwytu.
Słuchając go, czuję się wierszowo -
Może wyjdzie mi to i owo:


Na sośnie strzelistej pod chmurne niebo,
Wśród igliwia ukrył się złocisty ptaszek
I śpiewa subtelnie dźwięcznym głosem, potrzebo,
Choć nie widoczny, a piękny jak okruszek.   


Głos i rytm układa w dwie tonacje,
Sam nie wiem, czy to z natury usposobienia,
Czy z wiosną do partnerki godowe adoracje,
Co mi i tak bez zarzutu do polubienia.


Już się na dobre rozwidniło,
Już i inne ptaszęta się pobudziły,
Już śpiewają, co mi się śniło
W ten mój świat tak [nie]prawdziwy.


     *     *     *

Byle do wiosny,
a ona już tuż tuż!

Pojawią się motyle,
a wtedy tylko przyklaśnij
i z radości ręce złóż,
że wiosna jest już.

28 lutego 2012 rok.



    W  Natury  otchłani


Szukam oczyma kogokolwiek,
aby tylko do kogoś zagadać,
ale nikogo oczy moje nie napotykają.
Wszędzie głucha leśna otchłań
ze mną tańczy: wiatrem, echem,
cieniem, radością, smutkiem
i żalem oraz umieraniem.

Jutra nie będzie.



       Przedwiośniem


Już ptaszki zaczęły ćwierkać,
słońce podniosło się wyżej.
Już na wiosnę nie musimy długo czekać,
bo ona jest już coraz bliżej.



        Przystanek


Kaczki tłoczą się pod pomostem
po którym chodzą białe głowy.
Obok grobla z której spadająca
do rzeczki rdzawej dudni woda.


Za groblą "Źródło Romana",
most, za mostem siła Natury,
która wpopszek rzeczki zwaliła świerki,
które zwierzętom niepływającym służą za pomost.


Słońce między świerkami ściele promienie -
dno rzeczki rdzawej błyszczy się złotym runem.
Tutaj jest moja poezja i wspomnienia,
tutaj Naturze mówię: dzień dobry i do widzenia.


Cień spowił rzeczkę, słońce zachodzi,
rzeczka ze złotego runa
znowu przemienia się w rdzawą.
Wszystko wróciło do normy.



      ...Wiosna  już


Temperatura dodatnia nawet w nocy,
powłoka śniegu tylko w lesie.
O trawnikach obok chodników
lepiej nie wspominać;
wszędzie gówno pupilków dzieci
i ich rodziców.


Pies robi gdzie chce,
a jego pan na to się przygląda.
Przydałby się bohater z filmu: "Dzień świra",
żeby nasrał im pod ich dom.
Może wtedy dotrze do nich,
że psa gówno jest jak ludzkie?!
Wstyd, hańba. Ale właściciele pupilków
nigdy nie biorą to pod uwagę.
Szlag z nimi, skoro świat
składa się z czystości i gówna.

[ Nie dotyczy to, którym pies pomaga
i ich prowadzi do wybranego przez nich celu.
A są to moi przyjaciele, których ja rozumiem,
a oni mnie rozumieją. ]

Lepiej pomyśleć o pogodnym niebie,
wiosenno błękitnym niebie,
coraz lepiej przygrzewającym słońcu,
śpiewających ptaszętach zwłaszcza o świcie
w nasilonej tendencji, aż do poranka.


Zaraz o pączkujących krzewach i drzewach,
łąkach, kwitnących śliwach, jabłoniach,
gruszach i wiśniach, gryk, grochu, łubinu,
aż w końcu zasianej i na rżysku seradeli.


Wiosennych godów ptasząt w porzeczkach,
jaśminach, jałowcach, olszynach, na sosnach
i w budynków szparkach strzelistych jerzyków,
co są przeze mnie mile podziwiane.


A po wsiach podlaskich na słupach klekotu boćków,
w oczkach wodnych rechotu żab,
motyli lotów pijanych, czeremch kwitnących,
zbóż zielonych, młodników o złotych
pędach sosen i mnie w tym złotym
pyle z nadmiaru, kichającym.



  Czas, życie  i  Natura


Płyną piękne kaczki
Jak dziewice panny
niczym nie skalane i niewinne.


Idą piękne panny
Białogłowy,
niosąc w sobie życie.


Szumi las szumi...
Lecz nie przemija szumieć,
Jak przemija życie w nas.


Płynie woda płynie...
Po mojej krainie -   
Wczoraj, dzisiaj, ...jutro.
Lecz nigdy nie przeminie,
Jak przemija ludzkość w nas.



  W  pejzażu  Natury


Światło tu,
tam fiolet cienia.
Ach, brak mi tutaj
i zwłaszcza tam snu.


Krajobraz nieba w
wodzie odbity -
płynie jak żywe postacie.


Sam nie wiem,
czy jestem tylko poetą?
Czy tylko na wskroś
skaleczonym myślicielem?
Skoro tak Kocham
Przyrodę Naturę.
Mój bracie!



  Idzie  ku  wiośnie


Świt już wcześniejszy,
mrok późniejszy.
Słońce wyżej,
śniegu tylko po lesie
gdzieniegdzie połacie
w cieniu się kryją.
                   

Wiatry ustały,
sosen i świerków
tak już nie rozwierzchają.


Ptaków na skraju Puszczy
coraz to tłumniej,
śpiewem budzą mnie
ze świtem.


Zima tak krótka była
jak dzień z nocą,
ale niezwykle
upierdliwie dokuczliwa.

Bociany już w drodze,
gniazda podlaskie czekają.

[ brak rymu ]



          Wiosna


Wiosna rozśpiewana i roztańczona
Wśród leśnych małych ptasząt!...
Świergoczą jak małe żółte kurczaczki kłębuszki
Nie zrażone nawet deszczem.


Wszystkie znaki na niebie
I ziemi wskazują, że już wiosna!
Sikorki do złudzenia świergotem przypominają wróble
Zanim z wiosną ujdą w las głęboki za godami.


Radość niebywała za wiosna i życiem,
Które wkrótce da nowe życie -
Będzie więcej świergocącego życia.



           Egocentryk


Obrazy z mego dzieciństwa po dzisiaj
W mojej pamięci są umieszczane do wierszy -
Cofając się w świat wyobraźni -
Stwarza choć na chwilę zapomnienie,
Co się straciło i ile czasu upłynęło.


Niebo było takie piękne przeźroczyste
I zarazem tak wielkie,
Że wzrok aż do końca nie sięgał.


Będąc małą kropką w oku pejzażu -
Patrząc w widnokrąg, który nigdy się nie kończył,
A biegł dalej i dalej w nieskończoność,
Aż dziecięca myśl bezkres zatrzymywała.

Krajobraz ziemski wirował ku niebu,
Nieba ku ziemi, a po środku byłem ja.



Objawy  wiosny  tylko  u  ptasząt


Wczoraj padał deszcz,
dzisiaj wiatr i pada śnieg.
A ptaszki świergoczą tak, jak
skwierczą smażone skwarki na patelni.
                                       

Miło jest i apetycznie.
Już wiosna poczęta wśród ptasząt.
A wśród pory roku,
to jak w marcu -
raz zima, raz wiosna,
raz wiosna, raz zima.

  11.03.2012 rok.

[ brak rymu ]



      Wiosna  w  esie


Dzisiaj drzewa wiatrem nie szumią,
A leśnym głosem grają,
Bo w nim śpiewne ptaki się tłumią
I na różne głosy wiosnę witają.



   Wśród  muzyki  ptasiej


Świta - wrzask ptasi -
We wrzasku ptasim zachwyta
Nigdy się nie znudzi.
To już chyba cecha wrodzona,
A może przez patos życia nabyta?
Co przez los wrażliwość moja się budzi,
Która jest jak skrzydła nielotnego ptaka,
bólem spowita,
Zatem w słuchaniu ptasząt się trudzi...


Za dnia nie milkną ani ptaszęta,
Ani je ja nie przestaję słuchać...
Ich wola z natury poczęta -
Śpiewy wydają skoro lubią do mnie gruchać.


Noc jedynie zachodzi w spokoju -
I w ciszy ciemniej otchłani,
Aby ze świtem wypoczęte znowu ruszyły do boju -
Tak, jak to robią skrzydlate ptaszęcze ułani. 



     Zwiastun  wiosny


Wiosna już się obudziła:
Miła, czuła, delikatna i ciepła.
A jeszcze wczoraj srogo mroźna
zima po świecie chodziła
I na próśb zmiłowania była głucha i oślepła.


Ale jak na wszystko, co złe -
I na nią przyszedł kres końca.
Dzisiaj dzień wiosnę nam śle
I coraz to więcej jest ciepła i słońca...


Udam się tam, gdzie las szumi
I gdzie śpiewają wiosenne ptaszęta.
Tutaj, po zimie niepokój mój się wytłumi,
A piękna dla oczu dodadzą groblą idące dziewczęta.



Widziałem  pierwszego  bociana


Wiosenne ożywienie -
Aż się roi od ptasząt
Wśród drzew uśpionych
I wiecznie zielonych.
To na Ziemi.


A w powietrzu -
Widziałem bociana,
Jak choć samotnie,
Ale dostojnie
I z pewnością siebie
Leciał na bagna Biebrzańskie.


Parę dni temu
Widziałem klucz dzikich gęsi,
A może to były żurawie,
Które podążały w tym
Samym kierunku.

To już zwiastun wiosny,
Nikt nie zaprzeczy.

  Podlasie, 19.03.2012 rok.


     *     *     *

Zimę lubią i jej chcą tylko ci,
co mają kasę robić wypady
na weekend w góry.



     Wiosna   


Świta wcześniej,
ptaków śpiewających coraz więcej,
słońce wstaje
coraz to wcześniej.

Życie budzi się
i oddycha coraz prędzej.

Wiosna za oknem.
Chce się żyć.



  Tutaj  z  wiosną


Krajobraz nie z tej ziemi
i nie z tego świata.
Tutaj pszczoła z ula wylata,
tam dalej ptak
z ptakiem się brata.


W gniazdach bociany klekoczą
i trzepoczą skrzydłami.
Dzikie kaczki ku wodzie kroczą,
Żaby w wodzie już rechoczą,
Wszystko zajęte godami.


Niebo słońce odkryło -
Ziemia pobiera promienie...
Jest jak za dziecka miło -
Milej, niż miłe jest wspomnienie.


     *     *     *   

Pośród łąk i pól tam,
gdzie dzieciństwa pozostał ból -
tam czas stoi w miejscu -
dotykany tylko wspomnieniem.



Coraz  więcej  wiosennych  wzorów


Za oknami - wiosna nabiera kolorytów,
niebo pogodne bez obłocznie.
Ptaszęta śpiewające w "wierszowym trójkącie"
coraz więcej nabierając głosu.
Balkony kolorowe przyozdobione
schnącą odzieżą, bielizną i pościelą
powiewającą na wietrze
jak chorągwie w święto narodowe.
Okna ubrane w kolorowe rolety -
mnożą się wbrew słońcu.


Biega światło po mieszkaniu,
cienie tańczą jak wiatr firanką zagra.
Wiosnę odbieram w powietrzu -
i oziębione serce zimą
do radości życia jak ptak
z gałęzi się zrywa.



     Marcową  porą


Wiatry się jednają zimne i ciepłe -
z tego wychodzi mieszanka wiosenna.
Ptaki tańczą na gałęzi
mając do siebie dużo więzi.
Dzięcioł pierze w sosnę,
przeżywając zimę - ma wiosnę.
Koty mnożą się pustelnicy,
oczyma prosząc o pokarm człowieka.
Bocian wzbił się pod niebo
i krążąc wkoło szuka na ziemi rodowodu.
Wiosny coraz więcej
na podwórzu i w domu.



Czas  tutaj  się  zatrzymał


Słońce życiu nadaje rytm,
Ptak śpiewem wabi ptaka,
Tam dalej kawek draka.

Wszędzie wieczny las,
Nie ma wydm,
Jak na jakimś pustkowiu.


Piękno mojej Ziemi
Zachwyca i porywa,
Nawet każda droga
Jak łąka żywa,
Co w oczach z dzieciństwa
Wspomnieniem się mieni,
W moim słowie,
Nie w cudzysłowie.



      Do  ptaka


Serwuj swój śpiew, ptaku.
Mam tyle czasu, co ty,
to posłucham...


     *     *     *

Kiedy nie domknę okna,
tym bardziej drzwi -
wtedy do domu wleci motyl -
wiosną biały, latem czerwony.


     *     *     *

"Starość nie chroni przed miłością,
ale miłość chroni przed starością."



     Dniem  wiosennym


Pląsy po niebie chmur płyną,
Ptaki krążą w potrzebie,
A pod nimi i niebem życie człowieka,
Co jest oparte na ziemi,
jak niewinnego ciężaru brzemię.



Nad  "Czapielówką"


Wiosna wokoło!
Leśne ptaki się radują,
a tylko kaczki w czekaniu,
kiedy to tafla lodu
zamieni się w wodę.

  26.03.2012 rok.



    Wiosna  wkoło


Tu przebiśniegi wyrastają,
tam zięba ziębę nawołuje,
tam jeszcze dalej
dzięcioł w drzewo kuje.
Tu sójki się spotykają,
tam jeszcze dalej gile
ze sobą dobrze się znają.
Obok kawki o kratkę wentylacyjną
do gniazdowania się biją.
Na lewo w słońcu wiosenny dom,
na prawo w słońcu wiosenny dom.



    Ptaszęta  na  drzewach


Małe i niepozorne często niewidoczne,
a takie żywe i głośne.



Ślady  zimy  i  wiosny


Wkoło idzie wiosna,
a na akwenie lód.
Żywicą pachnie sosna,
a na zmarzniętym akwenie
kaczy głód.


Wkoło idzie wiosna,
a na akwenie
jeszcze zimy ślad.
To też temu tylko
kaczka nie jest radosna,
jak akwen istnieje
od tylu lat,
gdy jest lód.



Pogoda  jesienna, żywioł  wiosenny


Niebo zapłakane chmurami -
Z których spadł drobny grad,
Po nim zimny deszcz.

Mimo to,
aż chce się powiedzieć:
Witaj wiosno z nami,
Skoro już po śniegu żaden ślad,
A w lesie ptasząt śpiew taki,
jak chce tego wieszcz.

Niebo zapłakane chmurami -
Co tylko spoza nich
Wyłania się jasny dzień.

Jednak wiosna już z nami,
Dowodem w lesie każdy
śpiewający ptaszek,
co żyw,
W ten wiosny zwiastun 
jeszcze przeplatany dzień.

Sikorki wiosną się radują,
Kawki w kratkach wentylacyjnych
miejsca na lęgi znajdują,
Sójka z sójką się przyjaźni,
Kos do kosa się zaleca
z wiosną w wyobraźni,
Gile dwa do pary się odnajdują,
Wszystkie ptaszęta do wiosny się szykują.

Wiosna z "Czapielówki" do rzeczki
rdzawej lód już zrzuciła -
I teraz na zalewie każda
kaczka wody się uchwyciła.
Przy brzegu w sitowiu
szczupak buszuje,
Co za radość,
gdy oczyma go znajduje.
Nie uwierzycie,
ale to prawda.
Och, gdybym miał nogi,
złowiłbym go rękami.
Ale cóż, życiowa wada.

Dzięcioł drzewo leczy,
Ptak miłuje ptaka przechodząc
do wiosenno godowej rzeczy.

Deszczyk ni to zimowy,
ni to wiosenny kropi...
Kwiczoł jeden, drugi,
piąty z ziemi glizdę wytropi.

Na wschodzie niebo się wypogadza
Tam, gdzie za nieboskłonem
dom mojej Matuli.
Po zimie tęsknota mi doradza
Już jechać tam,
bo tam dzieciństwo
mnie z bólu życia przytuli.

  Podlasie, 31.03.2012 rok.



     Zwiastun  wiosny


Głogu pąki już wystrzeliły,
Niektóre ptaki gody już odbyły.
Wiatry ustały - pogodniej się robi,
Wiosna Przyrodę zdobi...

Tęsknota do miejsca urodzenia przywołuje,
Tam zwiastun wiosny gniazdo szykuje[?]
Skowronek na niebie może już się pojawił[?]
W szczelinach szczytu domu szpak gniazdo może już uwił[?]

Małe i duże ptaszęta zapewne na mnie już czekają,
Skoro od pokoleń dobrze mnie znają,
Że ja, kiedy przybędę, śpiewu ich będę słuchał.
A potem ujmę to w wierszu - i tak sobie poezją udobruchał.



Zwiastunów  siódemka


Dzień lepszy,
niż wczoraj,
a jeszcze bardziej lepszy,
niż przedwczoraj.
Niebo pogodne,
przedwczorajsze śniegi
i wiatry gdzieś już daleko.

Ptaki śpiewają
wiosną się ciesząc
na świerkach,
sosnach,
brzózkach,
jabłoni
i na każdym dachu.

Nieboskłon dookoła bliski,
skoro wkoło las otacza.
W środku stoi mój dom,
w nim wraz ze mną
na dobre i złe
moja Miłouczynka.

Spożywamy śniadanie,
wiosna zewsząd samoczynnie
wprasza się do domu,
gdzie są okna.

Wypatruję okno,
jakobym chciał odnaleźć przeszłość -
tęskniąc za dzieciństwem,
a w nim,
co Bóg stworzył.

Oczyma przeganiam chmury -
i zamieniam je w obłoki,
zza których raz po raz
przebija się kwietniowe słońce.

Na ziemi oczyma ścigam cienie,
co prowadzą za sobą niebne anioły.
Ziemia,
drzewa
i powietrze oddychają wiosną,
co z przylotem przynoszą zwiastuny.

Życie mam nie jak z bajki usłane różami,
a jak los dał.
Moja Miłouczynka,
los ma taki sam,
jak ja,
[ choć stąpa po ziemi ]
skoro znosi mnie na dobre i złe.

Spożywamy śniadanie,
rozmawiamy o tym,
co przynosi myśli przypadek.
Oczyma dotykamy siebie,
rozmową umacniamy siebie...

Ale jakby było mi tego za mało,
choć mam więcej,
niż można mieć.
Wzrokiem
i myślą błądzę po niebie,
i pod obłokami wypatruję swoich myśli,
i przyszłości,
której nie oczekuję,
tym bardziej nie wiem jaka ma być?

Nagle dostrzegam zwiastunów wiosny,
jak wzbiły się pod obłoki
krążąc wkoło nad Puszczą
i miastem,
szukając domów na słupach
i drzewach.

Wybucham spontaniczną radością,
informując i wskazując Miłouczyńce!
Cieszymy się oboje,
jak cieszą się wiosną dzieci.
A zwiastuny niezrażone podbijają niebo,
niebo piękne i niskich obłoków,
pod którymi się wzbiły zwiastuny.

Liczę:
jeden,
dwa,
trzy,
cztery,
pięć,
sześć,
siedem zwiastunów.

W tym roku będziemy szczęśliwi.

  Podlasie, 04.04.2012 rok.



          "Czapielówka"


Niebo słonecznie błękitne i czyste jak próżnia,
Woda czysta i przeźroczysta jak jej dno,
Kaczki szlachetne w słońcu się błyszczą jak tęcza,
Ryby z wody wypluskują bawiąc się w próżnię.


Wiatry tańczą po wodzie pędząc wodę zmarszczoną,
Aż się rozbije na sitowiu za nim dotrze do brzegu.
Dzień pierwszy dzień rozbawił się Wiosną,
A ludzie przybywają Ją powitać...

A mnie na tą chwilę radosną
Nic nie pozostaje, jak wiersz napisać.

  "Czapielówka", dnia 10.04.2012 rok.



      Relacja  z  terenu


Rolnicy ruszyli już z zasiewami zbóż -
Ciągniki wrą ziemię kultywując,
Sieją jare zboże między zimowymi
Tu, tam, przed pagórkiem, za pagórkiem.


Wiosny dzień ku temu sprzyja,
Aż się zatrzymam - popatrzę...
Czasu za wiele nie mija,
Nade mną skowronek śpiewa.


Patrzę na pola po których kiedyś hasałem,
Słucham skowronka, który nad głową śpiewa.
I w tej chwili tak jakbym niepokoju doznałem,
Że jestem tutaj i mnie nie ma.

Posłucham skowronka...
On mi dzieciństwo przypomina.



      Woda


Cichością woda płynie,
tak jakoby nie żyła.
Wszystko, co rośnie -
urosło - zginie,
a woda dalej popłynie,
tak jakoby żyła...



      Odczucie


Kiedy jestem na Łonie Natury
Wśród pól zielonych, łąk i lasów -
Słuchając śpiewu ptasząt
Na ziemi i niebie,
Czuję się tak,
Że tylko przy tym
Chce się zasnąć,
Skoro taka dobroć ziemska
Kołysze mnie do snu.



Niebo  daje  życie - Ziemia  bierze  życie


Niebo zsyła na ziemie rzęsisty deszcz -
po nim gleba nabiera życia.
Będzie temu życiu przyglądał się wieszcz,
jak wiosna odradza się z zimowego snu...

Nie mam marzeń. Mam myślenia...



    Idzie  wyż


Pogoda płata nam figla,
niebo zachmurzone -
pada deszcz...

Smutne mokre niebo,
tylko z pozoru jest źle.

Jutro zejdzie słońce
na niebie bezchmurnym
i będzie taka wiosna,
jak to bywało za chłopięcych lat.



     W  głębi  ciszy


Oczami ogarniam wkoło zalewu,
Aż po otaczający go las.

Tyle jest tutaj Natury piękna i wzruszeń,
Co jest przede mną i we mnie na ten czas.
Woda, ptaki na wodzie, na drzewach,
I w powietrzu, co je słyszę i widzę
Przebywające tutaj na ten czas.


Las tętni wiosną, zapachem żywicy,
Rodzącej się zieleni i bez barwnej
Wonnej wody.


Niebo ubrane w białe anioły
Podróżujące skądś dokądś.
Pod nimi krążą ptaki sokoły,
Co ich byt rejestruje woda.


Ażeby wybić się ponad kręgu wzrok -
Muszę sięgnąć po myśl,
Co tam się dzieje za horyzontem,
Gdzie Ziemię dotyka nieboskłon.


Tam horyzont drugi jest rozciągnięty,
Aż do granicy po ojczysty kres.
Stamtąd dorosły czas życia,
Co został osiągnięty -
Wyszedł w dwudziestoczteroletni rejs.
Aby po tym wrócić na zawsze na stały ląd.

  21.04.2012. Zalew "Czapielówka"
  w Puszczy Knyszyńskiej - Podlasie



   W  Puszczy [...]


Ciepło, miło i zielono -
Przyroda eksploduje życiem.
Mariaż wodą oszklono,
Choć nic nie jest pod ukryciem.


W wądołach dłoni
Trzymam "bożą krówkę"*,
Co mi życie chroni
Nie prosząc o żadną gotówkę.


Wolność znam co to takiego?
[ Choć jestem Jej niewolnikiem ]
Stąd rozłożę dłoń,
Jak płaszczyznę krajobrazu wielkiego.
Siła Wolności biedronkę wchłonie,
Niechaj leci tam,
Gdzie jest natury przyrody woń.

Być wolnym oboje jest raźniej.

  21.04.2012 rok. Zalew "Czapielówka"
  w otulinie Puszczy Knyszyńskiej - Podlasie



  Kwietniowy  weekend


Wiosna już w pełnej krasie -
Drzewa nabierają zieleni...
A ja w tym czasie,
Piszę wiersz. Wiosna to doceni.

Szpaki już się pojawiły,
Ambitnie nosząc materiał na gniazda.

Dzień skąpany w słońcu,
Pod nim na błękitnym niebie
Trójka boćków nad moim miastem rysują koła...


Na "Czapielówce" ciepło, miło i wiosennie,
Śpiew ptasząt jest tego potwierdzeniem,
Nawet ludzie dostrzegli wiosnę
I zmotoryzowani nadciągają w to miejsce.


Wnuczka moja, co mówi, że:
"Jak dorosnę, też będę pisała wiersze."
Uczy się poznawać, co stworzył Bóg:
Dotyka żab, biega za motylem,
Bo w oczach dziadka i Przyrody Natury
Sama jest jak motyl.


Wiosna mnie rozemocjonowała -
Tu, tam ptaszęta różnymi głosami,
Melodiami - i jej tonem śpiewają...

Panny rzadkiej urody idąc pomostem,
Jak wiosna dziewica pulsują życiem.

Kaczki, co po zimie doczekały się wody,
Nie bojąc się ludzi, na niej są szczęśliwe.

Żyć nie sztuka, ale świadomość życia,
Wiedząc, że się żyje - to jest poezja.

  21.04.2012 rok. Zalew "Czapielówka"
  Czarna Białostocka - Podlasie



        Wiosną


Smaga wiatr po drzewach,
kołysząc je jak taniec.
Wschodzi zboże po jarych zasiewach
powiększając ze zbożem zimowym pól zieleniec.


     *     *     *

Nie sprzeciwiam się Naturze -
biorę taką jaka jest.
Poleciałbym nawet na chmurze,
aby tylko przejść życia chrzest.



Nagle  wiosną  przyszło  lato     
[ w kwietniowo-majowy weekend ]


Nagle wiosną przyszło lato,
Zieleń wystrzeliła z drzew.
A ja Ci Wiosno za to
Ślę wierszowy odzew:

Brzozy ubrały się w liście,   
Trawniki zakwitły mleczem,
Wiosna dookoła piękna iście,
Zatem po zimie zmarznięte grzbiety
na wiosnę wywleczem.


Upał jak ogień zionie -
Na niebie ani żadnego anioła -
Wiosna w słońcu tonie
Tak, że aż na drzewie więdnie jemioła.


Wiosenne kolory pięknie słońce podkreśla,
Zieleń w koło się mnoży...
Z niektórej na oczach biel wypełza -
Aż na dobre w sadach się rozmnoży.


Gdzieś nieopodal stąd
W gęstwinie olszyny śpiewa słowik.
A mi aż żal za błąd,
Który w życiu popełnił człowiek.


Cieszyć się drobiazgami
Potrafi tylko dziecko i poeta.
Bo nie myślą mózgami,
A tak jak kieruje nimi wers.



      Pierwsze  jerzyki


Na niebie błękitnie pięknym Podlaskim
Biało-czarne strzeliste waleczne jerzyki
Krążą ja krew w moich żyłach naczyniem chłopskim,
Formując się do hord w lotne szyki.


Niebo znowu nie będzie puste,
Aż wydadzą lęgi i wrócą tam skąd przybyły.
Z nieba na przestrzał spadać będą, tłuste,
Trafiając tam, gdzie gody się odbyły.


Wiosna już na całego i w pełnej krasie -
Na niebie jerzyki, co nigdy sił nie tracą.
Na ziemi ptaszęta w śpiewie robią wszystko,
bo gody na czasie
I żeby je zauważyć jak wiosnę,
śpiewem się odpłacą.

  Czarna Białostocka - Podlasie, 29.04.2012 rok.



    W   O     N
        I      S     Ą


Świat pokraśniał wiosną,
Aż serce rozweseliło się z radości.
Skowronek śpiewa nad sosną,
Pod nią jelonek gości.


A że z natury płochliwy,
Przez polanę uszedł do lasu.
Las domem mu życzliwy,
Chroni go od ludzkiego hałasu.


Gdy byłem małym chłopcem
Lubiłem wszystko odkrywać,
Stojąc nawet nad mrówek kopcem,
Aby tylko mądrość zdobywać.


Czas mijał - nabierałem wiedzy -
Nosząc ją ze sobą...
Życzliwy byłem nawet miedzy,
Na której rósł szczaw z ozdobą.


Po obu jej stronach otaczało zboże zielone,
Co w kłosach rodziło się ziarno w tonach.
Między zbożem, a łąką rosły truskawniki opielone
I ogórki warzywne w zagonach.


Dalej rozciągało się pole ze zbożem,
Aż pod las życiem wiekowy.
Przedzielał to gościniec złoty, jak nożem,
W każdym metrze skuty od końskiej podkowy.


Niebo było tylko niczym nietknięte,
Jak czyściec ptakom do raju.
Jedynie czasami chmury pogrzmiały zawzięte -
Zrzucając z siebie gniew Boży do gaju.



   Idzie  na  dobre


Zacznę od nieba:
przewalają się kłęby pierzaste
po niebie niebieskim -
przekształcając się w potężne
ołowiane chmury.


Słońca coraz mniej
niebo zsyła na ziemię,
a coraz częściej obecny cień.
W pogodzie idzie na dobre -
wietrzyk rześko majowy
powiewa po ciele.
Wreszcie sprawiedliwie dzień zdrowy,
bo nawet tego chciały
kwiaty, rośliny i drzewa,
upału mając już za wiele.


Niedługo z nieba organy zagrają -
dobrodziejstwo na ziemię spadnie.
Przecie wszyscy na to czekają.
Po tym będzie jeszcze
zdrowiej i ładniej.


A ty nie myśl o Chałupach Welcome to,
tylko tak jak dzieci ziemi -
chłopskiej ziemi.

Pisałem, dnia 05.05.2012 rok.
przy Auchan Białystok



     Z  dobrego  na  dobre


Niebo ziemi zesłało to czego żądała -
Dobrodziejstwem upijając się aż po brzegi.
Atmosferyczna gloria po niebie grała -
Zrzucając to, co od ziemi bierze przez wieki.


Po tym chłodny wiatr chłostał majową wiosnę,
Zimno było tak, że mlecz skulił się nawet za dnia.
Ptaki, co za dom miały sosnę,
Też na ten czas uszły gdzieś bez śpiewania.


Tak trzymało przez dwa dni,
Aż przyszło z dobrego na bardzo dobre.
Przyroda jak ludzie - wyrodni i pogodni,
Ale Ona nigdy nie zamierza do zła.



    W  świecie  Natury


Tutaj świat zatrzymał się w czasie
W świecie Natury, nie fikcji.
Wszystko ma swój porządek i ład,
Wszystko jest w swoim czasie
I na swoim miejscu.


Jabłonie, kaliny przekwitają,
Po nich głogi rozkwitają.
Na wieczór mlecze układają się do snu,
Jak ludzie, mając pewność,
Że jutro dzień je obudzi.


Ptaki kochają życie,
A jeszcze bardziej wolność,
Śpiewem po krzakach toczą rozmowy -
Dochodząc do sedna sprawy bez żadnych wad.

Ja kocham jerzyki,
Które jakby już bez trosk,
Uprawiając na błękitnym niebie wyścigi,
Aż wolność przerwie im noc.


Ja także będąc częścią tego świata,
Położę się do nocnego snu.
Jutro ze świtem żywioł leśnej natury
Obudzi mnie, jak swego brata -
I będę spółkował póki jest
We mnie żywioł dodając tchu.



  Przebudzenie


Świta już dzień,
słońce wschodzi,
ptaszęta się budzą
na poranną zmianę.
Oczy z nocnego snu
zaledwie otrą,
a już śpiewem się trudzą.


Ludzie nie gorsi
w dorównaniu ptaszętom,
tylko inną melodią,
po której zostaje sam smród.



        Na  wieczór


Jako stary człowiek lubię posiedzieć w cieniu
przy wietrzyku z temperaturą majową.
Patrzyć jak brzozy bliźniaczki z wiatrem tańczą,
jak sosny, świerki się kołyszą,
osiny liście na wietrze łopocą.


Lubię wpatrywać się w białe anioły,
nie zadając im pytania skąd i dokąd płyną,
tym bardziej, gdzie jak mgły się rozejdą
i na zawsze zginą.


A już najbardziej lubię czarne stworzyki,
które krążą nad majowo złotymi pędami sosen
i wiatr je porywa ku niebiosom.


Lubię, kiedy kościelny dzwon: "bom, bom, bom..."
co godzinę wybija - niosąc dźwięku ton
po Puszczy szeroko dalekiej.

Lubię słuchać wieczornego śpiewu leśnych ptasząt,
co ze wszystkich stron do mnie dobiega.

Obserwuję, jak po zachodzie słońca
wiatry ustają i drzewa stoją w bezruchu
cichością do nocnego snu się układając.


Tymczasem tylko ptaszęta w śpiewie mocy nabierają,
skryte w gęstwinie liści i igliwia.
Te na niebie walecznie niezłomne jerzyki,
które w locie łowić pożywienia nigdy nie przestają,
aż trud jednych i drugich ciemność przerwie.


Wtedy i ja naturze przyrodzie z oczu zejdę,
bo ona snem się stanie.
Wtenczas przestanę być jak sokół,
który po niebie wędruje z różnicą taką,
że on będąc wpatrzony bystrym wzrokiem w ziemię.


Ja natomiast sięgałem ku wschodzącemu księżycu
i rodzącym się gwiazdom,
aż całkiem z nocy ciemnością oczy zaszły.
Wtedy sen mnie obłożył -
a w nim bujałem się w obłokach dzieciństwa,
którego wiek życia nawet nie zmieni.

Być poetą, to cofać się w czasie,
któremu żadna cena nie dorówna.

Czarna Białostocka - Podlasie, dnia 24-05-2012 rok.


     *     *     *

Z miłością odnoszę się do wszystkiego,
co stworzyła przyroda natura,
a raczej, co stworzył Stwórca Boży
w naturze przyrodzie:

te lasy piękne wielkie zielone,
te ptaki lotami niebo zdobione,
te łąki w różnych kolorach ukwiecone,
te rzeki w dnie przeźroczyste,
te pola zielone i złote,
i niebo odziane w białe anioły.



        Południem   


Wiatr leniwie kołysze gałęziami,
Za to ptaszek hałaśliwie śpiewa.
Upojny jestem wiosennymi dniami,
Miłując jak Ludzi, stojące drzewa.


Zieleń bujna zieleń panuje nad wyraz,
Niebo chmurami zasnute - z poprawą na lepsze.
Mój dzień na dziś i teraz
W pogodzie rześki. Dzisiaj dnia nie spieprzę.

05-06-2012 rok. Podlasie



Czerwcowym południem


Słoneczne oblicze nieba,
wietrzyk majowy,
choć koniec czerwca.


Na balkonach bielizna łopocze,
jak przed tygodniem
Biało-Czerwone flagi
i "Piąty Stadion".


Brzóz liście szeleszczą,
pogodę deszczową wieszczą.
Od jutra będzie na "nie".

  25.06.2012 rok.


   Nad  Biebrzą


Tysiące ptaków,
jak w morzu ławica ryb.
I choć nie ma krzaków,
tutaj ich życia tryb.

Popatrzę i posłucham....
Ptaki niechaj napiszą wiersz.



  Przed  burzą  i  podczas  burzy


Duchota jak w saunie,
deszczowe chmury naciągają bezzwłocznie -
zaraz z nieba na ziemię spadnie dobrodziejstwo!

Brzozy targane przez wiatr
w poddaństwie kłaniają się ziemi.

Jerzyki pojedynczo wracają z polowania
bezbłędnie trafiając w szparki budynku,
gdzie są ich domy i lęgi.

Nad lasem większym, niż chmury deszczowe,
błyskawicą przecięło niebo!
Zagrzmiało! Piorun uderzył!

Wiatr ustał, pada obfity deszcz...

Och Boże. Jak mocno Ty kochasz Podlasie.

  03-07-2012 rok. przed zachodem słońca i po.


     *     *     *

Jawi się po raz który piękny dzień,
ale nie dla mnie.

A tym, co lubią wygrzewać jaja
do góry brzuchem na złotym piasku.

Ja lubię posiedzieć w cieniu
przy akompaniamencie ptasim.



    Pamiętanie  z  dzieciństwa


Gdy byłem małym chłopcem
pamiętam ścieżki poplątane przez zboża.
Każda wieś je miała do szkoły,
kościoła, "Samopomocy Chłopskiej".

Na łąki, pola, do lasu chodziliśmy miedzami,
ale i poplątanymi ścieżkami.

Najbardziej lubiłem ścieżki przez żyto,
zwłaszcza w czerwcu i lipcu,
kiedy było wyższe od nas smyków.

Wtedy lubiliśmy biec - pokonując dystanse,
widzialne tylko przez Boga.


Podczas biegu, chichotu było co niemiara
do rozpuku, a do tego książki w tekturowym tornistrze   
stukotem grały nam w biegu akompaniament.
Kiedy wybiegaliśmy ze zboża
zazwyczaj na polanę, drogę lub gościniec,
napotykaliśmy przydrożnego Jezusa,
któremu w nagłej powadze oddawaliśmy wiary pokłony.


Wczoraj słyszałem:
"Kto wraca do dzieciństwa,
jest niedobrym człowiekiem".

Mnie, Ty osądź sam, czy to pokrywa się z prawdą.

  Pisałem dnia, 11-07-2012 rok. Podlasie



      Obserwator


Kiedy dzień zachodzi nocą
i jerzyki zejdą z nieba -
wtedy wiersze przychodzą mi na myśl.


Wtedy z uśmiechem zachodzę w głowę,
że ja prosty człowiek
[ ale nie prostak ]
tyle napłodziłem wierszy.



Spełnione  natchnienie


Piękne pejzaże,
cudowne plenery.
Już o nich nie marzę,
kierując wzrok
w strony cztery obszaru.

Usnę tutaj,
bo chcę być lekkim
jak powietrze.



       Jerzyki


Krążą po wysoko błękitnym niebie
jak władcy przestrzeni,
a są tak małe,
jak kule rozsiane,
które potrafią same zmieniać kierunki,
tylko trafiając tak,
gdzie natura trafiać im dała.


Krzykliwe są bardziej,
niż świsty wiatrów,
szybkie jak piorun,
niedościgłe jak cień,
piękne jak błysk słonecznych promieni,
ambitne jak wiara
i waleczne jak niezłomność.



       Wiewiórka


Polubiła "trójkąt wierszowy"
pojawia się co jakiś czas.
Obskoczy brzózki bliźniaczki
do góry, na dół "wężem szatana".


Kot z natury myśliwy,
gdy ją upatrzy -
skrytym podchodem próbuje podejść.
Ptaki widząc - wszczynają alarm! 
Kot daje za wygraną.


Kiedy wiewiórka z brzózki zejdzie,
wracając do lasu
przebiegnie moim podjazdem,
jakby mnie na nim brała za martwy głaz
lub za przyjaciela.
Spojrzy na mnie,
zeskoczy z podjazdu
i uchodzi tam skąd przybyła.



        Pod  klonem


Ptaszęta śpiewają nad głową,
piękne jak nigdy takie.
Szkoda, że nad życia moją już nie połową,
i nie wiem jeszcze przyjdą chwile jakie?


Za ulicą sobotni jarmark -
namioty rozbite jak "Janczarzy".
Ludzi pełno - ocierając się o bark,
słychać podlaski język mojej gwary.


Na rogu kobieta sprzedaje razowy chleb,
świeży zapach dochodzi aż tu.
Ludzi przyciąga jak na muchy lep,
a mnie przypomnienie jakby z dziecięcego snu.


Aż chce się powiedzieć, gdzie te jarmarki: koniki bujane,
koguciki na drucikach, z pierników chat?
Hmmm, już zapewne przeszłości oddane,
czyżby, przecież tutaj wszystko widzę jak z przed lat.

   21-07-2012 rok. Czarna Białostocka - Podlasie



        Nad  zalewem


Nastolatki olszyny, sosny, świerki
piękne jak dziewczyny młode.
Ja powracając z górniczej poniewierki,
dostrzegam rozwijającą się w nich urodę.


Życie kocha ten,
kto je prawie stracił.
W nim jeszcze piękniejszy jest sen,
kto, aby żyć, mało życiem nie zapłacił.


Stąd mniej odległe, anioły,
choć odpływają, są przyjacielem.
Wszystko z przeżyć jest zbiegłe,
moich oczu za naturą wodzicielem.


Przy mnie moja życia Miłouczynka,
nie rzuciła mnie, jak się rzuca kamień do wody.
Wszędzie ze mną jak upominka,
która przysięgę ceni bardziej, niż piękno urody.


     *     *     *

Przyroda to duszy i natchnienia witamina.