176 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2015-01-08 10:52:30)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

        PRZY  AUCHAN
       

Na niebie chmury rozmyte,
Jak para z Tupolewa w locie.
Miejsce w cieniu nigdzie nie skryte,
Upał taki, że nawet pokutnie ptaszkom na drzewie.


Dla większości, widzę jest to rzecz radości,
Tylko mnie temperaturowemu odszczepieńcu staje się nie do zniesienia,
Jak przez nicość na wygenerowanej złości.
Gdy nie ma wyjścia człek wytrzyma wszystko,
co dane losowemu potępieńcowi jest do zniesienia. 

     

Tymczasem dalej siedzę na upale w swoim mustangu,
Z nieba spiekota parzy niebywale! 
Tym niemniej, ja nadal żyję w swoim wierszowym tangu -
I za żadne trudy i skargi już nie poprzestanę wcale.


Tym razem nie piszę żadnego wiersza,
Wcześniej napisane czytam do poprawki;
Aby w tomiku dla mojej Miłouczynki treść była piękniejsza,
Pamięć milsza, dłuższa i większej stawki.
                                     

A że mój mustang nie byle "czinkuś",
Dach ma solidny, więc spiekotę upału zniosę.
Tomik wierszy łyknę, bo ja żonie nie "goguś",
A poeta, który Jej jak i sobie nieśmiertelność ...niosę. 


Zatem nad tą nie byle jaką radość,
Żaden upał nie jest przeszkodą.
Będąc żyw - mając tę uczynienia zadość,
Wiersze nade wszystko moją natchnienia urodą.   


Tak mi, Boże dopomóż, ażeby wiersze moje - mnie wyzwalały
I żeby ich powstało w ilości tyle, ile w ogrodzie romantycznych róż
I oby one nas w serca nie kłuły, a serca scalały,
Niech nad tym czuwa nasz Miłości Dobry Stróż.   

  Basi



     LATO  W  PEŁNI


Koniki polne cykają,
Motyle różnobarwne latają.
Żar przyszedł, a kto czekał upału,
Dzisiaj pędzi nad rzekę lub do stawu.


Zwiadowczy samolot patroluje las
Obserwującym okiem dmuchając na zimne.
Na molo "pierwiastki" odkrywają części intymne,
"Byczkom" okazja do zalotów na ten czas. 

Lato w pełni.



        SAM  O  SOBIE


Jaki ja mądry, albo głupi; piszę wiersze...
Ale chleba z tego nie mam nawet sobie samemu.
Natchnienie nie zguba, choć wiersze nie chluba,
Raczej natchniona próba siebie usatysfakcjonować,
Gdy ma się chleb i do chleba,
Wtedy pozostają tylko wiersze w potrzebie,
By je pomnażać z samego natchnienia... 



        KIEDY - WTEDY 


...Kiedy wszystkie emocje przegrzmią,
Kiedy poryw serca ustanie,
Kiedy wszystkie natchnienia się stłumią,
Wtedy skończy się zadanie nad którym dzisiaj się trudzę... 



  PO  ZACHODZIE  SŁOŃCA


Drzewa stoją bez ruchu,
Ptaki już nie śpiewają do słuchu.

Tylko szalone jerzyki fruwać nie przestają -
Zawsze i wszędzie siebie ścigają...

Jeż szamocze się pod podjazdem.
Ja - odpoczywam przed następnym zjazdem.

Mrok zapada, lampy świecą,
Cisza wszędzie, bo nie gada.
Jerzyki w lotach z świergocącą hecą!...
Niebo coś mi podpowiada?

Słyszę, jak TIR piłuje drogą krajową:
Białystok - Sokółka, dobrze, że nie pojedzie ulicą Torową.

Ujrzałem na niebie jedną gwiazdę, potem i drugą...
"Dawcy nerek" wyścigową mają jazdę ...będąc przed nieświadomą zgubą.   

Ujrzałem dzikie kaczki ze siedem,
Lecą za sobą rzędem.

Zdrowy ziąb ochładza za dnia rozgrzane ciało.
A mi wierszy ciągle mało i mało.

Kiedy ilością wyprzedzę Szymborską,
Bo poziomem nie mam żadnych szans,
Wtedy będę czytał je z wielką troską,
Chociaż nie czekając na żaden awans.

Może Niebo za to mnie wynagrodzi?



  OD  URODZENIA  JESTEM  POETĄ


Kiedy po odbiorze akuszerki przyszedłem na świat -
I zacząłem wydawać pierwsze krzyki;
Już wtedy byłem poetą...


A kiedy miałem pięć-sześć lat
I zapędzałem się na łąki,
Żeby nazrywać bukiet kwiatów -
Po tym zanieść pod przydrożny krzyż;
Już wtedy byłem poetą...


A kiedy obcując sam na sam
Z naturą przyrodą - dotykałem wszystkiego,
Co dodawało wrażliwości i natchnienia;
Już wtedy byłem poetą...


I kiedy na łące kijami ogradzałem gniazdko skowronka,
Gdy w nim się znajdowały jajka,
By owce lub bydło je nie rozdeptały;
Już wtedy byłem poetą...


A kiedy były w gniazdach pisklęta bez różnicy na ziemi,
Czy w gęstych jałowcach lub olszynowych młodnikach.
Kiedy je odkrywałem - pisklęta otwierały gardła,
By je nakarmić - wkładałem im do gardeł robaki;
Już wtedy byłem poetą...


A kiedy przyszedł czas hodować króliki,
Potem i stadko gołębi, za którymi kręciłem głową,
Kiedy zmusiłem wzbić się w powietrze;
Już wtedy byłem poetą...
Ale nie gołębiarzem.


A kiedy zacząłem na całego uprawiać rolę,
Jak chłop, który już ze wszystkim daje radę
I byłem świadkiem, jak ziemia rodzi,
Tym bardziej temu codziennie się przyglądałem;
Już wtedy byłem poetą...


I kiedy każdą dziewczynę kochałem
Z którą się umawiałem na randkę,
Ale nigdy w jednym czasie z wieloma;
Już wtedy byłem poetą...

I tak w nieskończoność...

 

   W  CIERPIENIU


Ból to taki żul,
Że jak natręt nie odchodzi.
Ból to taki potwór,
Że ni stąd, ni zowąd się zrodzi
I się staje jak stwór,
Gdy do ludzkiego cierpienia dochodzi.



  WRODZONE  ZALETY-CECHY  CHŁOPSKIE


Ten kto przyszedł na świat w chłopskiej rodzinie,
lubi jak pada deszcz, bo nie myśli wygrzewać grzbiet
w słońcu, woli patrzyć jak pada deszcz...

Myślę, że i poeta tak woli, chociaż bez słońca nic nie rośnie,
a bez deszczu to dopiero nic już nie urośnie.

Ten kto wychował się w chłopskiej rodzinie,
ten lubi patrzyć jak pada deszcz...
Często na chałupy siada próg i patrzy jak pada deszcz...
Mając to od dzieciństwa w zwyczaju chłopskiej natury.


Ja, ni to chłop, ni to poeta - nie siedzę na progu chłopskim.
Leżę w łóżku rehabilitacyjnym, deszcz obudził mnie - patrzę...
Słucham jak pada deszcz pionowo gęsty bez wiatru solidny i potrzebny.


Patrzę w okno - za oknem lipcem zielono; wszystko rośnie w oczach.
Pada deszcz... Spozieram na deszcz...
Z tego patrzenia coraz to bardziej jest mi w oczach zielono.
Bo przecież i temu, że pada deszcz...
Że jest początek lata.
I temu, że we mnie pozostało wiele chłopskiego pamiętania.
 
I temu, że z natury jestem poetą.

A talent? Pies go drapał.
Talent mam w natchnionej duszy, a nie w głowie.


Jeśli dostrzegam, że pada deszcz i temu się przyglądam...
Zatem jestem w jednym czasie chłopem i poetą.

  Pisałem, dnia 15.07.2010 roku. [ 6:30 rano ] Podlasie

8:30, deszcz przestał padać, słońce co prawda
jeszcze nie wyszło spoza chmur, ale wszystko rośnie...
I to jest najważniejsze.


     *     *     *

Jestem tylko człowiekiem żyjąc XX i XXI wiekiem.
A medycyna jest bezradna na uraz rdzenia kręgowego
i z tego smutek, a nie pociecha żadna.

177 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-12-04 19:25:18)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.

W  UROCZYM  MIEJSCU  O  ZACHODZIE  SŁOŃCA


Pod czerwoną jarzębiną
W uroczym miejscu o zachodzie słońca
Dzisiaj z żalu i tęsknoty nie przełykam gardła śliną,
Bo Ty jesteś ze mną i przy mnie bez końca.


Tutaj - w tym miejscu
Jest tak przepięknie i cudownie,
Przyroda po deszczu tak wykwitnie na miejscu. 
A my tylko oboje za jej widokiem dosłownie.


Jedynie kaczki stare, zeszłoroczne
I tegoroczne płynąc po wodzie.
Tak miło, cicho, ciepło i nastrojowo, na niebie bez obłocznie,
I my dodając swoje natchnienie ku tej urodzie.


Pięknie jest jak nigdy pod tą jarzębiną,
Nie tylko, że lato, ale i że my pod nią oboje.
Pobądźmy jeszcze tutaj, choć odrobinę -
Niechaj serce się nacieszy Twoje i moje.


A potem stąd zaniesiemy do domu
Piękno tego wieczoru o zachodzie słońca.
Kiedy będziemy już w domu -
Będziemy nadal żyć bez sporu - do dnia naszego końca.


Na noc okryjemy siebie
Tymi tak pięknymi złoto barwnymi widokami.
Po tym przytulę się do Ciebie
I noc nawet nie będzie straszna za oknami
Z ...nadchodzącego atmosferycznego wyładowania!
Jutro Tobie napiszę wiersz z tego uradowania.

  Barbarze



  NIE  WYWOŁYWANIE  ZŁYCH  DUCHÓW,
A  ICH  OBY  RAZ  NA  ZAWSZE  UŚMIERCIĆ  I  POGRZEBAĆ


Boże, jaka ulga, jakie odprężenie, uwolnienie się od "Pawłów i Gawłów".
Wtedy było przewrotnie, teraz cisza jak na "niebie"
Tak i w pomieszczeniach piwnicznych.

Kiedy umarło to co człowieka dręczyło,
Jak dzisiaj łatwo wybaczyć, tym bardziej zapomnieć.

Na "niebie" nie mają już w potrzebie: biegania,
chowania, skakania w gumy, w kwadraciki, jazda na rolkach.
Nie ma już i "przywitanek", spokojny każdy dzień, 
A nie tylko wczesny poranek, jak za przeszłych czasów.
Jaka ulga, jakie odprężenie - żaden niepokój aż w sercu radość i pokój.

To co było - i jak w tym się żyło,
Tylko może zrozumieć ten, kto musiał to znosić.

Była makabra, paskuda, brzydota, wstręt
i nienawiść do potęgi sam nie wiem jakiej.
Dzisiaj - już względny spokój i oby tak dalej na zawsze.
Zatem teraz, Mietku w radość się okuj i zapomnij co było kiedyś.


...Ale, ale przecież pozostały jeszcze "Antki" piwniczne -
Jeszcze mogą pokazać swoje możliwości?!
Niech im tylko przyjdzie taka robota, kiedy skończą się roboty przyuliczne,
Gdy opanują pomieszczenia piwniczne, a nie pomieszczenia garażowe!


Na "niebie" chyba już wyrosły z głupoty.
W pomieszczeniach piwnicznych są tylko uśpione kłopoty?!
Jeśli zaczną wtedy z nimi skończę raz na zawsze!
Metod jest wiele z mojej strony.
Ale bezradności i opieszałości w prawie aż za nadto.
Ot co. Komuno wróć.



W  OBŁĘDZIE  WSPÓŁCZESNOŚCI


"Jeden drugiego brzemiona noście",
To dobre dla chorych i biednych.
Wy cierpiące i głodne, co żeście -
Nie oczekujcie litości żadnych.


Świat i ekonomia tylko kieruje się zyskiem,
A szczerość i bezpośredniość to oręż uczciwych. 
W telewizyjnych reklamach są tylko dobroduszności przebłyskiem
Tym, którzy bardziej się martwią o zmarłych, niż o żywych.



    SMUTNO  MI,  MÓJ  BOŻE...


Los mnie okaleczył - i już pozostanę kalekim na zawsze!
A skalpel medyczny tylko objaw skutki zaleczył,
Skoro tak, trzeba być już "kulawym" po wsze czasy. 
I nikt w tym mi nie pomoże,
Zatem smutno mi na dzisiaj, mój Boże.


Mieszkając na Górnym Śląsku - już nigdy nie zjadę na dół.
Już nigdy nie będę harował jak wół.
A zatem smutno mi, mój Boże.


A także będąc na ziemi rodzinnej podlaskiej       
W miejscu urodzenia i wychowania -
Już nigdy nie zaprzęgnę koni do orania ziemi płaskiej,
Ani do pługa, ani do wozu, do jakiegoś wezwania.
Tym samym smutno mi, mój Boże, dzisiaj. 



        W  PUSZCZY


Jak miło obudzić się o wschodzie słońca:
Posłuchać odgłosu biegnącego pociągu;
Echa biegnącego przez puszczę,
Jakby zagłada ziemi nadchodziła,
Ale nie ma strachu, tylko radość, brachu,
Że się żyje.

Posłuchać cukrówek, jak: "u-uu, u-uu..." robią na skraju puszczy,
Posłuchać jerzyków świergocących nad blokami i puszczą od czwartej rano,
Posłuchać dzięciołów jak leczy drzewa, 
Posłuchać sikorek jak pukają w parapet okienny,
Posłuchać wrzasku ptasząt leśnych jak się radują nowym dniem.
Pooddychać wonnym powietrzem, które wnosi puszcza o poranku czerwcowym...   



        Z A W S Z E  RAZEM


Szczęście, Ty moje, wszędzie my razem oboje.
Nawet ludzie mówią: "Wy wszędzie razem".
A ja dodam, że nad tym naszego życia marazmem.

  Basi



   NIEWYBIERANA  PRZEMIANA


Gdy nogami nie pójdę tam,
Gdzie było moje beztroskie dzieciństwo.
Gdy nie sięgnę nawet okiem tam,
Gdzie z wygłupów robiło się niejedno świństwo.
To teraz wspomnę chociaż myślami...



  TAM   ZAWSZE  ZDĄŻYMY
ZATEM  NIE  TRZEBA  SIĘ  ŚPIESZYĆ


Po przywaleniu kamieniem,
Gdybym był śmierdzącym leniem -
Już dzisiaj świata nie oglądałbym,
A na skrzydłach wraz z Aniołami fruwałbym.


Szef Aniołów, Aniołki już by mi swatał
I w razie ożenienia się - odczuwałbym miłość nie z tego świata.
I nie jak ziemski śmiertelnik,
A jak poeta, co żyłby w tomiku jako czytelnik. 



      DZISIAJ


Wiatr szarpie drzewami,
Jak życie moją duszą.
Dzisiaj spowiadając się nad życia grzechami,
Chcę być czystym, kiedy do Nieba odejść muszę.



  PIERWSZA  STRONA  MEDALU
       

Kiedyś byłem szczęśliwym,
Tak bardzo szczęśliwym, że aż strach.
Ale los był mego życia myśliwym
I stąd ni zowąd wykonał na mnie wyrok -
I z szczęśliwego życie stał się krach!



O  DWUDZIESTEJ  PIERWSZEJ  TRZYDZIEŚCI


Niebo już puste w jerzyki,
Już nie formują się w szyki,
Już pokryły się w budynków szparki,
A przejęły rolę na noc świerszcze
W cykaniu może z dziesięć parki.


Już na duszy spokój,
Już w sercu pokój.
Romantycznie być poetą -
Słuchać nocnego żywiołu w puszczy,
Choć niczego nie w sposób ujrzeć w gąszczy.


Już mrugają do mnie gwiazdy,
Już ochocze są z "tronu" zjazdy [ i powroty... ]
Póki sił w rękach i w duszy -
Radują mnie zjazdy - i powroty, i wszystko,
Co w zakamarkach się poruszy.


     *     *     *

Jeśli coś boli, to siłą woli
ciężko znosić cierpienia,
a nawet o cierpieniu wspomnienia.



   "MATA  CO  CHCETA"


Z nieba upał parzy,
A ci co lubią i chcieli słońca,
Leżą na piasku na plaży
I palą skórę aż do czerwoności z gorąca.


A ci co nie lubią upałów,
Jak pieski z gorąca wywalają języki
I sapią z braku tchu, nie dla kawałów,
Bo im upał to wróg, a nie natury wybryki.

Jak mnie.

Tylko ci niech nie narzekają co chcieli słońca.

"Mata co chceta."



                      ODLUDEK


Gdy jest upał i jak światło słoneczne wpada do pokoju przy otwartych drzwiach,
a ja zbliżam się do drzwi, wstręt mam do słońca, że: eee.
Tym samym szybko z powrotem wracam w pokojowy cień.



   O  JERZYKACH


Nad wiecznym lasem
Pod błękitnym niebem
Tak opisując was nawiasem
W tej próżni fruwacie za chlebem.


Że poetę aż dziw bierze,
Że w człowieku, jak u was
Nie ma tyle determinacji.
Ale ja w siebie wierzę
Bez żadnych manipulacji,
Chociaż nie jestem zdeterminowanym.



NIE  KAŻDEMU  SŁOŃCE  ŚWIECI


Ja, Mietko  k a l e k i,
Nie wejdę już do rzeki,
Ani do żadnej sadzawki,
Za duże kalectwo jest stawki.


Nie wejdę już i do strumyka,
Żeby choć nogi ochłodzić.
A życie z dnia na dzień umyka
I nic już lepszego nie może się odrodzić.


     *     *     *

Tam gdzie o zwierzęta dbają, o ludziach nie myślą,
- [ pamiętają ]
iż zwierzę mniej oczekuje, niż człowiek i nie marudzi.



   KU  LEPSZEMU


Już piętrzą się chmury -
Nareszcie spadnie deszcz.
Już dzień robi się bury,
Aż z tego cieszy się nawet wieszcz,
Że wreszcie nadchodzi życie.



    W  ZAMIARZE  WIERSZOWYM


Czy w ilości wierszy wyprzedzę Szymborską,
Bóg tylko wie?
Jeśli pożyję z dekady dwie -
Będę pisał wiersze z wielką troską,
Skoro do wierszy serce się rwie,
To nie zabraknie natchnienia z pomocą Boską,
Będę pisał wiersze, że aż się wie: ...



     [ W  PIEKLE  I  W  NIEBIE ]
        Z  PIEKŁA  DO  NIEBA


Kiedy w kopalnianym chodniku odpaliłem trotyl* -
Po straszliwym huku: "trach, trach, trach..." -
Przychodził nieznośny i szkodliwie śmierdzący dym.


Dzisiaj, tutaj koło mnie lata niejeden motyl -
I to jest romantyzm, a nie przeraźliwy strach,
Z czego i po czym nawet piszę wiersz pod rym.

  Objaśnienie: trotyl* - autor miał na myśli laski górniczego dynamitu.

178 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-12-04 19:27:44)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.   

...PO  DESZCZU  ZA  KRATAMI 
      JEST  TAK  PIĘKNIE,
AŻ  DUSZA  RWIE  SIĘ  DO  WOLNOŚCI...
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633

Po deszczu za kratami jest tak pięknie,
Aż dusza się rwie do wolności.
Ale czasami serce się przelęknie,
Kiedy za długo nie było Ciebie na wolności,
Żeby wypełznąć z cieni nie bycia
Z tego ukrycia na świat życia.



NIE  W  GÓRY,  NIE  NA  MAZURY,
A  NA  PODLASIE - BO  NA  CZASIE


Piękno Podlaskiej Przyrody
Przyciąga tutaj turystów.
Panny chodzą niekwestionowanie urody,
Mając w sobie wydźwięk uczuć i zmysłów...


Siedząc na łące w sukniach w koronce
Piękne nasze Podlasianki
Uplatają z kwiatów wianki,
Aby nałożyć na głowę kawalerowi,
Który pasuje Jej walorami.


A więc, kawalerze z innych regionów kraju
Przybywaj na Podlasie -
Do tego krajobrazowo tak pięknego Polski raju.
A w dodatku Podlasie na czasie.

Zobaczysz.



     MÓJ  DZIEŃ


Niebo całkowicie zachmurzone.
Jak pamiętam lubię takie dni od czasów,
Kiedy byłem młodzieniec.


W dodatku bezwietrznie,
Ale kiedy wiatr jest ciepły
Może wiać, bo karku nie nawieje.


Koniec lipca, więc w lesie
Ptaki już od miesiąca nie prześcigają się,
Który którego przewyższy tonem w śpiewie.


Jedynie w moim "wierszowym trójkącie"
Od czasu do czasu pojedynczo
W środku gąszczu drzew sobie i mnie pośpiewają!... 


Lada godzina, czy za parę godzin
Będzie padać deszcz i u mnie na Podlasiu.
Wreszcie zmyje ten tygodniowy upał,
Którego nie lubię, bo jestem odludkiem na upały.


Tymczasem sprawiedliwość z zewnątrz
Wchodzi przez otwarte oknie do pokoju.
Za oknem w dodatku raz po raz śpiewa mały ptaszek,
W lesie cukrówki pomykują!...


Fajnie jest jak cholera.
Trzeba wstać z barłogu
Niespełnionych snów i marzeń.

Boleję nad tym, ale wstać do życia trzeba.

Jest pochmurno, zdrowo, wilgoć
I z tego słyszę od czasu do czasu echo przebiegających pociągów,
Co nawet od czasu tutaj zamieszkania polubiłem.



  <   WCZORAJ


Upalnie, skwarnie jest.
Dla tych co lubią jest fest.
Plecy opalają mali, duzi.
Nawet pary zakochanych
Z tego dają sobie buzi...


A mnie eee, nie z ich całowania,
Lecz z tej upalnej pogody.
Ja lubię cień od czasów zarania -
Takiej urodziłem się urody.



    MÓJ  DZIEŃ  II


Niebo zachmurzone w całości,
W dodatku chłodniej i rześko, niż było wczoraj.
Wiaterek chłodny powiewa,
Odczuwają to nawet drzewa.
A człowiek taki jak ja,
To już z pewnością usatysfakcjonowany.


Dosyć już upałów tym,
Co lubią wygrzewać grzbiety, jak krokodyle.
Teraz po tym niech zapanuje sprawiedliwość,
Niech z ulgą odżyje natura przyroda
I chłopi, którzy ruszą w pole ze żniwami.


Ja się solidaruję z Wami, 
Bo mi nie w głowie wygrzewać grzbiet,
Chcę choć wzrokiem kosić zboże z Wami,
Kiedy ja z naszej chłopskiej krwi, nie brunatnej.   


Boże, Ty jesteś sprawiedliwy zadowalając
Wczasowiczów i chłopów w pogodzie.
A więc tylko nikt niechaj nie zapomni podziękować Tobie. 



   GRZYBOWY  DZIEŃ


Chmury zalegają na całym niebie
Z siatkowanym prześwitem światła,
Ale nie słońca wcale.


Dzień mam dzisiaj dla siebie
W tej mojej pogodzie każda chwila jest łatwa;
Zdrowo oddychać, a nie z życia wykładać na papier żale. 


Jest bezwietrznie, ale zdrowo,
Do tego grzybowy deszcz pada,
Zatem czas wybrać się na grzyby.


Nie brać życia aż tak surowo,
To jest dobra życia rada
Jechać na grzyby, a nie na ryby.



          WIEWIÓRKA


Z ziemi po sośnie miedzianej, a potem złotej -
Wspina się znakiem: "węża szatana" -
Tak i z powrotem, choć nie jest "szatanem" wiewiórka ruda.



  PEŁNOSPRAWNYM


Musiałem stać się poetą,
bo los poskąpił mi życia,
zwłaszcza uciech w życiu.


Nie wiesz, bracie,
co to oznacza.
I wierz mi,
że lepiej nie wiedzieć.


     *     *     *

...Pomagajmy żywym, a nie zmarłym...


     *     *     *

"Pieniądze szczęścia nie dają".

Tym którzy pieniądze mają.



  PO  DWUDZIESTEJ  DRUGIEJ


Mżawka trochę pokropiła.   
Obecnie sporo nieba pogodnego. 
Tam, gdzie nie ma chmur niebo niebieskie,
na nim pełno gwiazd małych i dużych,
wozów i skupisk mlecznych wcale nie widać.


Punkt ruchomego światełka
przemieszcza się w kierunku Wilna?   
Znika za chmurami, wynurza się spoza chmur
tak długo aż straciłem z horyzontu.   

Nietoperz lotem przecina noc
i krąży w "wierszowym trójkącie"...

Trzeba wrócić do domu i to opisać sobie samemu.
Później wejść do barłogu, ale nie owijać się w koc, 
tylko przykryć przyrodzenie, gdy jest ciepłe lato, 
śpię jak goło narodzony.

Przedtem obejrzę: "Dziką bandę",
kiedy zasnę - będę dopiero naprawdę żył jak poeta.



    ZE  WSCHODEM  SŁOŃCA


Gdy słońce wstaje - mgła znika
I ostatni raz nocny chłód skórę przenika. 

Wylatując ze szparek jerzyki niebem zawładną
Na tę chwilę wczesnym porankiem dla mnie ładną.
Żyję z Przyrodą Naturą na rodzinnym Podlasiu,
Szczęśliwym będąc, jak zając w koniczynie na polu.


     *     *     *

...Do szczęścia każdy wiek jest dobry,
ale najszczęśliwiej jest wtedy,
gdy te szczęście przeżywa się pierwszy raz.



    W  SZPONACH  LOSU


Jak lekko wznosić oczy ku niebiosom
I poprosić Boga o spełnienie marzeń.
Ale kiedy los szczęścia odbiega mówiąc: "adios"*,
Co wtedy zostanie z wrażeń?


A to, że jednemu mus, drugiemu przewóz.
I bądź w tym jak "tuz",
Kiedy pojmał cię nieprzejednany wąwóz.

  Objaśnienie: "adios"* - z języka hiszpańskiego na polski: żegnaj. 



SZKODA,  ŻE  MOJA  MATKA  NIE  ROZUMIE  POEZJI,
ALE  KIEDY  POKAZAŁEM  JEJ  MOJE  WIERSZE...


To że piszę wiersze o tym moja matka wie.
Ale szkoda, że nie rozumie poezji,
bo kiedy powiedziałem Jej, że piszę wiersze...

Odpowiedziała: "Durny, ni maja szto rabić".
[ - Głupi, nie ma co robić. ]

Uraziło to mnie i zarazem zawstydziło,
ale milczałem, bo co miałem powiedzieć starej matce.

Ale kiedy następnego razu odwiedzałem matkę,
miałem ze sobą wszystkie dotychczasowe tomiki moich wierszy
[ mając w powrotnej drodze dać do czytania znajomej,
która jest zainteresowana moimi wierszami ]
i jak matce pokazałem, była miło zdumiona z wyrazem satysfakcji,
że Jej syn tak dużo napisał wierszy.
A po tym bez namysłu powiedziała:

- Dawaj pajedziam da Kazia* i jamu pakażam?
[ - Pojedźmy do Kazia i mu pokażemy? ]

Ja: - Naszto Kaziawi, tam jamu patremnje maje wiarsze?" 
[ - Po co tam Kazimierzowi potrzebne moje wiersze? ]

Preciaż, jak ja był u Kazia i jon niszto ni kazał,
kap a jamu napisał jakiści wiersz, tak jak prad Wami kazał,
kap ja napisał a jomu wiersz,
ta pa szto jechać da jaho i pakazwać jamu maje wiarsze". 

[ - Przecież byłem u Kazimierza i nic mi nie mówił,
żeby o nim napisał jakiś wiersz, tak jak mówił Wam,
żeby ja napisał o nim wiersz, to po co jechać do niego
i pokazywać mu moje wiersze? ]

  Objaśnienie: Kazio* - osoba, która mieszka w tej samej wsi, co moja matka.
  I którego spotkał podobny los, jak mnie, tylko z trochę lepszym szczęściem,
  bo przy pomocy kul chodzi, choć ma uraz rdzenia szyjnego.



        Późnym  wieczorem  o  Tadeuszu  Różewiczu
   

Późnym wieczorem przed pójściem spać często lubię przejrzeć programy telewizyjne,
żeby trafić na jakiś dobry film, reportaż, czy program o poezji?
I akurat dzisiaj w TVP3 INFO trafiłem na film dokumentalny o Tadeuszu Różewiczu.

Słyszałem o nim przelotnie w telewizji i chyba nawet już kiedyś ten dokumentalny film widziałem,
ale wyszło mi zapewne z głowy. Po obejrzeniu filmu dokumentalnego o Tadeuszu Różewiczu
zrozumiałem na dobre, że jestem poetą. Do dzisiaj bałem się tego określenia używać,
aby się nie ośmieszać. Wszystko zależało od emocji, natchnienia w danym dniu
raz tego się wstydziłem określenia nazywać siebie poetą, innym razem z chęcią i radością,
a wręcz z zuchwałą odwagą sam siebie określałem poetą, czy sam siebie mianowałem na poetę.
A co najzabawniejsze w tym to to, że przed programem o Tadeuszu Różewiczu,
który miał się rozpocząć o godzinie 23:45 w TVP3 INFO, usnąłem na kilka lub kilkanaście minut,
a po tym o dziwo obudziłem się na minutę przed rozpoczęciem filmu dokumentalnego o Tadeuszu Różewiczu.
Pod koniec programu o Tadeuszu Różewiczu, który trwał całą godzinę,
a nawet już w połowie programu zrozumiałem, że jednak jestem poetą -
i już nigdy nie będę się tego obawiał przed wstydem, że nim jestem, bo nim jestem.
A jeśli nie jestem poetą, to z pewnością jestem prozą.
   
II

          MOJA  MATKA


Ta kobieta, która usiadłszy na rodzinnym grobie,
Zadumana z bagażem życia, ciężkiego życia
Na twarzy, rękach i grzbiecie, to moja matka.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633

Co prawda, zdjęcie zrobiłem wyłącznie
dla siebie na pamiątkę i tak miało pozostać.
Ale kiedy wczoraj po obejrzeniu filmu dokumentalnego
o Tadeuszu Różewiczu - w którym podziwiał z szacunkiem 
i miłością swoją matkę.

Dzisiaj, ja decyduję się także ująć w swojej prozie życia moją matkę,
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
bo zrozumiałem przez film dokumentalny o Tadeuszu Różewiczu,
że prawdziwy poeta mając sentyment, wrażliwość, natchnienie
i poryw serca, nie wstydzi się swego życia na odwrót,
niż ludzie nie związani z poezją, którzy starannie ukrywają
swoją osobowość, swoje życie.

Tak odmiennie istnieje poeta, żeby pokazać swoje życie,
pisać o nim i utrwalać potomnym czytelnikom.

Urzekła mnie w tym filmie dokumentalnym o Tadeuszu Różewiczu
prostota, szczerość poety bez żadnego wyrachowania,
tak prawdziwa naturalność poety, że aż dech mi zapiera.
http://armuri.files.wordpress.com/2010/ … adeusz.jpg
[ Tadeusz Różewicz dramatopisarz, poeta, prozaik ]

Ja jestem podobnym i takim chcę być na zawsze...

Dziękuję, Panie Tadeuszu.
Bądź mojej poezji patronem,
bo jesteś mi zrozumiały,
jak nikt inny z poetów.

  Lipiec 2010

--------------------------------------------------------

Niechaj Tobie światełko w Niebie nigdy nie zgaśnie.
A my na Ziemi o Tobie nigdy nie zapominajmy.
Wcześniej czy później do Ciebie dołączymy.
A Ty będziesz naszym nauczycielem.

  25-04-2014


   
O  RÓŻNYM,  ALE  O  TYM  SAMYM  PTASZKU?


Usiadł ptaszek na gałąź
I tańczy jak tancerz.
Ptaszku, kiedy przedstawienie już dałeś,
Porzuciłeś drzewo, jak umarły pancerz.


Pofrunąłeś tam, gdzie nie ma obserwatorów,
Co nie będą ani słuchać ciebie,
Ani obserwować, jak noc twój śpiew grzebie.
Wśród ptaków żadnych sporów.

Przyfrunąwszy dzisiaj znów na te same drzewo,
Skulony siedzisz jakoby to nie ty wczorajszy?
I jakoś z tego twego smutku skrzydła ci rozpięło,
Jakobyś już nie miał sił na lot dalszy?! 



     WIERSZE  Z  SIERPNIA  2010  ROKU


WCZESNYM  PORANKIEM  PO  OBUDZENIU  SIĘ


Już nie słychać wrzasku ptaków,
Gdy wraz ze świtem poranek mnie budzi.
Tylko słychać przemykające drogą motory, samochody,
Połowa jest rozklekotanych wraków?


Spać trzeba dalej...
Choć wtedy życia nie ma.
Ale już czas przyszedł żyć trochę wolniej,
Bo wiek średni, to ze snem nie ściema.



     NA  PODJEŹDZIE


Nie szukam wolności w jerzykach,
Choć je na co dzień obserwuje.
One fruwają w zwartych szykach,
A więc ja jako samotnik, do nich nie pasuję.


Ale to nie znaczy, że ich nie lubię,
Wręcz przeciwnie codziennie podziwiam.
Ale  k a l e c t w a  ziemskiego do zgonu nie zgubię,
Choć w życiu jak mogę się uwijam.


Moja szata, choć nie pasuje do ludzkiego świata,
Jednak muszę pozostać na ziemi.
To nic, że poza ziemię czasami moja dusza wylata,
Ale tu miejsce moje, choć stóp nie stawiam po tej ziemi.



2.  SIERPNIA  Z  RELACJI  POETY  NA  PODLASIU


Dzisiaj w dniu 2. sierpnia pięknie i sucho,
Śpiewa poranny ptaszek, tylko nadstawiać ucho.
Wczesny lata poranek mnie obudził,
Wiersz poranny bezsennością mnie ugodził.
Ja, Mietko jako poeta się narodził,
Jak sprzed 20-stu laty, wtedy natchnieniem siebie uwodził. 

Dzisiaj robię to samo, tylko w innym miejscu
I o innym czasie, i z innym życia doświadczeń bagażem. : ...



  W  WIECZÓR  SIERPNIOWY


Szaro - ciemniej - coraz ciemniej.

Jerzyki śpią już w budynku szparkach.

Na niebie cisza - spokój.

Kościelny dzwon dziewięć uderzeń rozpoczął!

Kot szamocze się w zaroślach.

Świerszcze dzisiaj nie cykają.

"Dawcy nerek" prędkość ścigają!

Już cisza się zrobiła.

Przy mnie jest moja miła.

Noc nie będzie samotna.



    MIŁOUCZYŃCE


Szczęście, Ty moje w nieszczęściu -
przyszło się żyć nam oboje.
Nieszczęście moje - nieszczęście Twoje -
przetrwać musimy we dwoje.
Nikt w tym nas nie zastąpi.
W to żadne z nas nie wątpi.
Co los nam dał, to nie sen.
Może ktoś to i miał?
Ale to trwało tylko chwilę?*   

  Basi Borysowej

  Objaśnienie: Ale to trwało tylko chwilę?* - autorowi chodziło o to, że ktoś tylko
  przeczytał o jego cierpieniu, a nie wie, czy nie rozumie co to jest cierpienie.

179 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2015-01-01 20:10:39)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

      W A R S Z A W O   W A L C Z ! ! !
 
http://www.youtube.com/watch?v=ovlvjOoTi7s

   BÓG,  HONOR,  OJCZYZNA  I  WOLNOŚĆ


Gdy z oddali słychać już było salwy sowieckich dział!
W ukochanej stolicy w emocjonalnej chwili żyło się,
Żeby wznieść się nad siły wroga dla naszej Wolności i Chwał.


Wybiła godzina "W" zaatakować wroga,
Który panosząc się zagnieździł się w naszej stolicy.
Wiara i siła przyszła od Boga,
Nie modląc się przy każdej kaplicy.


A walczyć z nazistowskim wrogiem,
Żeby nie wpuścić "bezbożnego wroga",
Który "na bagnetach niesie wolności",
Która stanie się dla nas wielce sroga,
Co upodli od wieków dumę polską i godność! 


Walczymy z nazizmem, jak lwy duże i małe,
Choć siła wroga w przewadze do stu śmiertelnie rozgrzmiała! 
Chłopcy, od których hełm prawie jest większy, do walki są śmiałe,
Znosząc cierpienie, sił dodało, aby już pięść nazisty nas nie upokarzała.   


Zło z którym walczymy, jeśli pokonamy je, odejdzie, 
I utworzymy nowe państwo - nową Polskę.   
Jeśli nie, po stronie drugiej Wisły stoi drugie zło,
Które nie pomoże nam, czeka aż wróg do zimy wykończy nas.
Później wejdzie do stolicy jako wyzwoliciel,
Który nie przyniesie wolność nam! 


Walcząc z nazistą nie ocalał nawet kamień na kamieniu,
Bo wściekłość Niemców za opór w powstaniu
Zrównali miasto w ruinę i do zgliszcz w popiół
W każdym miasta Warszawy promieniu
Zostało tylko widmo zniszczeń i obecna śmierć.   


Tutaj tylko Bóg i wiara jest z nami,
A sens tego to honor nad życie.
Aż stajemy się symbolem wolności
Ceniąc ją przez wieki nad życie.


Miasto dumy i nieujarzmienia,
Nazistom zgotowaliśmy trumnę
Za pięć lat pogardy i niewoli.
Za nasz kraj - Ojczyznę dumną.


Przyjdą sowieci i z nimi komunizm -
Wtedy z przegranej płakać będziemy ja dzieci,
Ale nie żałować, że walczyliśmy o wolność i realizm,
Co pokolenia po nas zapamiętają na wiele stuleci.
 
  W 66. ROCZNICĘ POWSTANIA WARSZAWSKIEGO
  POWSTANIE WARSZAWSKIE 1944

II

      PO  POWSTANIU


Miasto śmierci, miasto ruin, pustynia zgliszcz!
Odwet Niemców za powstanie.
Hitler wydał rozkaz: "Żołnierzu niemiecki,
Warszawę z ziemią zrównaj, w popiół obróć, zniszcz!"
Ruskich po stronie wschodniej było czekanie,
Aż Niemcy wymordują powstańców,
Z ziemią zrównają miasto!


Wtedy ruskie wejdą jak bohaterowie,
Choć już nie było co wyzwalać.
Nie ujdzie Polsce to na zdrowie,
A tylko nad taką wolnością się użalać...


Zawiedli nas po raz drugi sojusznicy
Tak jak na początku wojny, tak i na koniec.
Nie ma Warszawy, nawet jednej dzielnicy,
A tylko gruzy na których zdrajcy składają wieniec.



    W  ŚRODKU  PUSZCZY 
   

Gdy się budzę o piątej rano, słyszę ptaszka,
który śpiewa tak: "fit, fit, fit, fit, fit, fit..."

Ach, jak pięknie, że mi żyć tutaj dano,
spać nie mogę dalej, bo się cieszy moja czaszka,
że tak mi tutaj śpiewa ptaszek rano.

  [ 03.08.010 ]



HETEROSEKSUALIZM


Ja, lubię kobiety,
Tak Je lubię,
Że Im wiersze piszę...
Tyle mam do Nich podniety,
Że w Nich się czubię,
Aż Ich serc bicie
W swoim sercu słyszę.

Lecz kocham swoją Miłąuczynkę.



    NA  PODLASIU  W  UROCZYM 
I  GOŚCINNYM  MIEŚCIE  SOKÓŁKA


Na Podlasiu w uroczym i gościnnym miejscu Sokółka
Czyste powietrze, fruwa niejedna jaskółka.
Nad jaskółkami w niskim zawisie płyną białe anioły,
Pod nimi krąży jastrząb szybki, zwinny i bystrooki,
Aż z czasem na ziemię, jak latawiec spadnie,
Gryzoń śmiercią w szponach jego padnie.
Ja to już widzę, czego nie widzą inni poeci,
Ani nawet ornitolodzy czynni.


Miasto wita mnie czterema dekadami
Od pierwszej obecności w nim.
Podróżuję dzisiaj tamtymi śladami,
Co tylko je w myślach dogonię.   


Widzę jak na dłoni, czas wszystko tutaj pozmieniał!
Zaraz łza mi się uroni, jeśli do dzieciństwa
natchnieniem będę wracał.

Czemu to poeci cofają się wstecz,
Czyżby żal mi minionego życia? 

A czas i miasto nie czeka, umieraj lub dalej żyj.
Choć łez z przeżyć jest pełna rzeka, bij się w pierś
Lub z obecnością, człowieku smutny się zżyj!


O, nie! Za pięknie tutaj jest, za romantycznie i za sentymentalnie,
Żeby w duszy mieć taki nie życiowy szelest.
A z drugiej strony po co, kiedy życie przemija momentalnie.



     UŚPIENI?!


Można już żyć...
Można już czynsz zapłacić,
bo na dzisiaj wie się za co.
Można już śnić...
Z nerwów zdrowia nie tracić.
Od maja jest spokój.
A przecież przez dwanaście latek
narzekało się na niepokój.
Dzisiaj za spokój można już z chęcią czynsz zapłacić,
Chociaż w nie spokoju też słono się płaciło.
Ale dzisiaj jaka ogromna różnica.
Dzisiaj warto już 585 złotych zapłacić
i tego nie żałować, skoro jest cicho i miło,
bo w "piwnicy" uśpiona jest nerwów katorżnicza.

  S. M.



  PORĄ  WIECZORNĄ


Tyle gwiazd na niebie,
Że tylko oczy zliczą.
Moja tęsknota do Ciebie
Jest mi wolnością, nie smyczą.


Tymczasem nad głową
Nietoperz mnie przestraszył!
Choćbym tutaj przesiedział nocy połowę,
Wcale od cierpień bym się nie zaszył.


Ale co szkodzi posiedzieć
Przy chłodzie wieczornym, gdy lubię.
W dodatku warto wiedzieć;
To co zyskam, tego nie zgubię.



    I S T N I E N I E


Huczy woda spadając z tamy -
I huczeć dalej będzie...
Powychodzą  za mąż wszystkie damy,
Woda obojętna w tym względzie, huczeć dalej będzie...



  W  PRZESTRZENI


Moje stopy nie są ziemskie,
Skoro nie dotykają ziemi.
Moje stopy nie są chłopskie,
Bo nie chodzą po rżysku.


Moje stopy, choć są wiejskie,
Zapomniały, co to łąka skoszona.
Moje stopy, choć bolą - czucia nie mają,
A ze świtem ta ziemia nocą zroszona.



      SIERPNIEM


Sierpień, to czas motyli
kapuścianych i ogródkowych.
Dzień ku nocy szybciej się schyli.
Więcej kolorów polnych, a nie łąkowych.



ODPRĘŻAJĄCE  NATCHNIENIEM  MIEJSCE  POETY


W tym uroczym miejscu stworzonym przez Naturę,
Spełniony jestem wypełniając natchnienie po brzegi.

Wszystko, co jest na mym ciele i w duszy ciężarem - tutaj zostawiam.
A gdy jeszcze czuję ciężar - zmywam w tej wodzie,
Która z hukiem spada do rzeki - następnie płynie do morza.


Wracam do domu lekki, czysty i wolny jak ptak,
Nie będąc już rozbitym jak wrak.
Jutro mogę przestać istnieć,
Ale wiersz zapoczątkuje wieczność.



     W  LETNIE  POŁUDNIE


Powietrze parne i duszne, tylko skryć się w cień.
W latosie lato prawie każdy ma taki dzień.
Nawet nieobecne jerzyki uznają za słuszne,
Ukryciu się gdzieś pod igliwiem.
O tym ja wiem, skoro jestem odludkiem na upały.
A gdy przyjdzie cień, nie opuszczę lotów waszych.



     NA  WIECZÓR  NAD  WODĄ


Słońce roztacza po sosnach uroki złotem ubierając je. 
Piękniej jest, niżby się przyśniło w najmilszych snach,
Choćby nigdy nie mijał czas.


Szkoda, że czas mija w nas
I choć czasami jest złotem błyszczący,   
Jak tutaj w przyrodzie, często gaśnie. 


Było za dużo szczęścia naraz,
Było za dużo miłości u nas.
Więc czyżby musiało to zgasnąć z nowym dniem wraz.
 
[ Tak się stało przed wielu laty, jak zwaliły się na mnie górotwory
w nieludzkim miejscu, gdzie człowiek z pychy odkrył. ]
   
Na jawie w głębi puszczy, gdzie jest okryte cudo naszego miasteczka,
Tak tutaj dobrze, romantycznie i cicho, nawet słyszę ruchy chrabąszczy,
Nawet nie zakłóca duchowego natchnienia gwarniejsza wycieczka.


Tutaj nigdy nie było i jest mi smutno,
Choć wracam do wspomnień z pięciu dekad,
Nie przenosząc historii na płótno,
A na papier - będąc własnych słów katem.



      NATALKA
                       wnuczce


Mała, drobna, jak stokrotka,
Wesoła i głośna jak śmiechichotka;
To nasza wnuczka Natalka,
Częsta u nas bywalka.


Jest słodka i miła,
Radosna, z nami zżyła.
Czas z nią miło schodzi -
I jeszcze lepiej każdy nowy się rodzi.

 

NORMALNOŚĆ,  JAK  ZWYKLE


Dzisiaj już nie ważne,
Kto został prezydentem.

Ja mam swoje  k a l e c t w o
I moje wiersze.

Czy jest nim Pan K.
Czy jest nim Pan K.
To i tak jest ten sam poranek,
Ta sama noc,
Te same życie, nie inne,
A takie jakie dotychczasowe.


I takie dalej będzie,
Czy jest prezydentem Pan K.
Czy jest prezydentem Pan K.

Ten sam cień za mną wszędzie
I ta sama pogoda.

A jaka w życiu jest wygoda,
To zależy ode mnie samego.

I od Ciebie, jak będzie u Ciebie.

A nie od prezydenta,
Czy nim jest Pan K.
Czy nim jest Pan K.



   JESIENNE  KOLORYTY


Wypłowiała na słońcu zieleń -
Jest koloru jesiennych dośpieleń,
Choć jeszcze nie jesień,
Zaledwie letni sierpniowy-wrzesień.


Romantycznie oko może umilić, 
Barwami kolorów ziemię zdzielić,
Napawając duszę i serce po natchnienie,
Po utrwalenie się po wspomnienie.


W wierszu, co starannie ujmuję,
To co tutaj wzrokiem - romantyzmem - i natchnieniem znajduję.
Gdybym mógł zasnąć tutaj choć na chwilę,
Cofnąłbym czas o cztery dekady, a nie o jedną milę,
Jakiej mi brakuje, aby tam dotrzeć,
Gdzie to wszystko się znajduje, chce się rzec.



   TO  NIE  ZMĘCZENIE,  A   K A L E C T W O


Siedzę na wynalazku przemieszczania się godzin kilka - i nic.
A kiedy po tym wejdę, jak małpa rozumna
Do swego niecodziennego ludziom,
[ Co niejednego przestrasza lub przeraża, tak niejeden powiedział ],
Ale do mego codziennego barłogu,
Wtedy czuję się gorzej, niż przedtem:
Wszystko na mnie drętwieje i jest obolałe,
Jakbym przebiegł maraton, albo przepracował dniówkę w kamieniołomach.
Z czasem wszystko odchodzi i wraca do normy.



    KU  ZMIANIE


Rzednie dzień w upale -
Niebo pokryło się ołowiem.
Każdy ptak, który spał
Lub człowiek zmęczony z upału.
Teraz rześkie wszystko się staje,
Ciesząc się tym, co zmiana daje.



   CZAS  NA  NIETOPERZE


Kiedy szarość pokrywa dzień
I skłania się w ciemność ku nocy.
I kiedy kościelny dzwon,
Który co dnia bić jest godzien, przestanie,
Wszystko zgaśnie ze swojej mocy.   


Teraz z jaskiń wiecznych ciemności
Wyłaniają się postrachy Draculi
I krążą w "wierszowym trójkącie" w mojej obecności,
Których nikt nigdy nie przytuli. [ prócz ornitologa ]


A ja jakoś was polubiłem,
Choć wzbudzacie wstręt i strach.
Może dlatego, że w podobnych ciemnościach
kiedyś swoją urodę straciłem -
I teraz, jak wy lubię przebywać
na łonie natury o ciemnych porach.



MALOWANY  PTAK


Mam fioła doceniać
Witalność tej Ziemi -

Uczepiłem się treści,
Jak drzewa jemioła -

Maluję podlaskie krajobrazy

https://plus.google.com/photos/10327673 … yL7v3K3mKg

W wierszach na słowa,

A nie na obrazy w sztalugach,
Skoro malować nie umiem,

A tylko co z duszy słowa
Na papier stłumię.

Wtedy jestem nie pięknym,
A lekkim, jak [na]malowany ptak.

  Podlasiu i nie tylko



    PAMIĘTAJ!


"Każdy kij ma dwa końce".

Oznacza to, że kijem,
którym bijesz kogoś,
możesz sam nim być bity!



   POD  JARZĘBINĄ


Uderza niebywały spokój -
Ogarniam próżnię dłońmi.
Nikt tego mi nie broni,
Nikt nie przeszkadza.
Łza także już mi się nie uroni,
Jestem duchowo spełnionym.
Piszę wiersz, Bóg kieruje moimi słowami -
Jestem nieułożonym, a złożonym,
Przebywam tutaj pod jarzębiną
Nie raz, nie dwa, wieloma razy.
Mam w rękach szczerą odrobinę świata -
Wystarczy mojemu natchnionemu sercu.

  Zalew "Czapielówka". Podlasiu i nie tylko



    Z A M Y Ś L E N I E


Na Podlasiu są na niebie niskie obłoki,
Nie jak na Śląsku wysokie.
Zdałoby się po nich stawiać kroki.
Na Śląsku tylko odprowadzać je
oczami niebieskookie, ciemnoniebieskie obłoki.
Szkoda, że ja mam oczy zielone.



     SATYSFAKCJA


Spokojna atmosfera i klimat,
Który się wytworzył wśród zalewu.
Ani we mnie, ani w przyrodzie
nie ma nerwowego wylewu
Zdenerwowania i niepokoju,
a pogody atmosferycznej i ducha szmat*.


Cisza, spokój, ciepło, nastrojowo poetycko
I miło z dwóch stron akwenu.
Wprawdzie, choć tutaj nie Giżycko,
Ale ja przecież z tego terenu.


Zatem upiększam ten krajobraz swoim natchnieniem -
Wzruszająco związany z nim rodowodem i imieniem.
Krajanem być jeszcze dodaje westchnienia,
Że tutaj moje istnienie.

  Objaśnienie: szmat* - sporo.

  Podlasiu i nie tylko



   SZCZĘŚLIWE  PODLASIE


Znów obudziła mnie burza, ale to tylko z nazwy,
bo nie ma huraganu, jak wcześniej bywało.
Pada deszcz jak z cebra, ale równomiernie
bez targania drzewami przez wiatr.
Bóg atmosferycznych wyładowań
rysuje zygzakiem na niebie błyskawice!
Ale bóg huragan nie targa drzewami,
tylko niebo wylewa łzy,  jak z cebra
aż ziemia z nawilżenia klęka.
Szczęśliwe Podlasie.



    SZCZĘŚLIWE  PODLASIE


Gdy sen obudził mnie, jest jeszcze ciemno.
Na organizmie nocny ziąb po rozgrzanym dniu
ciało ostudza mocno tak aż na duszy przyjemnie.
Deszczyk zaczął padać...
Zrasza drzewa, polbruk i ziemię...
Niebo grzmotami dwa razy wysiliło się!
Dalej usnąłem i do rana spokojnie sobie drzemałem... 


A gdy pora przyszła wstać, usiadłem na widok "piekielnych nocy"*,
Podjechać do okna, po deszczu ani śladu widoku,
Nawet polbruk na "tronie" zdążył już wyschnąć. 
O takie szczęśliwe Podlasie, że ci.

  Objaśnienie: "piekielnych nocy" - wózek inwalidzki.



  PRZED  BURZĄ  NA  WIECZÓR


Las zielono zsiwiał - wygląda tak,
Jakby bóg grozy go oświecił.

Idzie burza!
Strach z podwórka wymiótł dzieci,
Za lasem błyska, grzmi, jak za dzieciństwa!


Strachu nie ma, pozostał w tyle czterech dekad.
Dzisiaj jest tylko Natury ściema,
Skoro burzą tylko postraszy,
Ale deszcz popadać nie da rady. 


Świat zszedł na psy, drzewa zwiędłe płaczą. 
Jaka ulga, że z dzieciństwa bzy nie konają z suszy,
Bo tam ich już nie ma
I moje oczy tego już nie zobaczą.
Więc i żalu nie ma.

  Pisałem, dnia 13.08.2010 rok.



     W  NOCY  PRZED  ŚWITEM


Natur Przyroda chyba wysłuchała mego wiersza
I chyba wstyd Jej się stało, skoro w nocy przyszło to,
Czego oczekiwali ludzie i przyroda mianowicie.
Obudziły mnie grzmoty straszne i potężne,
Jak z dzieciństwa, tylko z tym, że dzisiaj strachu nie mam.
Błyska i grzmi, jak z przerażenia!
Choć przerażenia nie ma na szczęście.
Deszcz leje jak z cebra, ale równomiernie bez wiatru.
Wreszcie i Podlasie odetchnęło -
Ziemia dostała to czego potrzebuje, czym żyje.
Wszystko w normie.

  Pisałem, dnia 14.08.2010 rok.



      POETA  JAK  DZIECKO


Chcę żyć, chcę śnić, skoro poeta jest jak dziecko...
Chcę przyrodę obserwować, przykład z niej brać...
Chcę tęczą być, wieczorem gwiazdy liczyć,
Burzę uspokoić, ale deszczu błagać...
Chcę śpiewu ptaka słuchać, ale "ptakiem" nie być. 
Chcę iść tam, gdzie nie mogę zajść...
Nie chcę być tam, gdzie mógłbym być.
Mogę być tam, gdzie nie powinienem być,
Bo poeta jak dziecko, ale nie jak łachudra.



        SEN


Z wykwitłego natury łona jak sad,
Ujrzałem Cię tak młodą,
Jak piękny wiosenny kwiat -
Taką dla mych źrenic byłaś urodą.


Byłem zachwycony i radosny,
Jak na drzewie wiosenny ptak.
Pachniałaś jabłonią, gruszą, a tak
Aż we mnie cofnęło się trzydzieści lat.


Byłem młody, jak młodnik las.
A kiedy otuliłem Cię ramionami -
Uczuciem natchnionym wzruszało nas,
Co tylko nam było dopełnić się miłosnymi wyczynami,
Zanim sen się obudził i cofnął się czas.
Nie idźmy do ludzi, bądźmy sami choć raz.

  Barbarze



    PÓŹNYM  WIECZOREM


Niebo gwieździste jak w sierpniu,
Samolot jeden, drugi, piąty kierunku:
Warszawa - Wilno, może Ryga, Tallin, Helsinki,
Sankt-Petersburg, a może Mińsk, czy Moskwa?


Wiaterek rześki raz po raz powiewa,
Ostudza ciało po dniu upalnym.
Ach, jak się człowiek czuje
Tak jak nowo narodzony.


Gwiazda jedna, druga spadła
Z małym odstępem czasu.
[ "Już o dwie osoby mniej na tej Ziemi" ] 


Za puszczą na dalekim horyzoncie
Za Białymstokiem może gdzieś pod Zambrowem?
Błyska!

Tutaj nad głową niebo bezchmurne
W pełni gwieździste ze wszystkimi "mlecznymi drogami".

Ćma jedna po drugiej ciemność przemierza...

Raz po raz TIR drogą krajową piłatuje,
Słychać jak mało kiedy.

Tak pięknie jest na Podlasiu
Nocą gwiazdy się srebrzą...
Nietoperze rysują koła w "wierszowym trójkącie",
Boiskową polaną przelatuje sowa,
Kot jeden, drugi, trzeci buszuje w zaroślach.


"Dawcy nerek" motorami zakłócają spokój!
Urodzeni w czasie przemian polityczno-ekonomicznych
Nigdy nie będą poetami?
Tęskniąc za prześcignięciem szybkości
W literaturze nie wyprzedzą Ziemian,   
Choćby żyli wieloma wiekami? 
Czas zszedł na psy.


Jakie szczęście w sercu i w duszy,
Że jeszcze Ojczyzna ze zniewolenia
Ma "dzieci kwiaty" zapasy.
Zatem spokojnie można iść spać do jutra.

180 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-12-04 19:39:17)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.                     
       B I T W A  WARSZAWSKA

[ CUD  NAD  WISŁĄ - 14-15.08.1920 ]


Ojczyzno moja - Ostoja Wolności,
Dopiero co zasmakowałaś dwóch wiosen Niepodległości,
A już szła zaraza bolszewickiej nawały,
Nie jak sen, a jak potężnej nawałnicy siła!
I to nie była senna zjawa, a prawdziwa, najprawdziwsza jawa!


Z kilkakrotną siłą i przewagą pędziła przez Polskę na Zachód
Machina bolszewickiej potęgi w zarazie do zniewolenia!
Polska nowo narodzona miała to na względzie pod wielką
O Naród i Państwo uwagą stawiać tej machinie zarazy zbrojny opór,
Aby przetrwał nasz polski naród, musiała na polu bitwy zatrzymać
Bolszewicki pęd, bo to nie była siła dobrobytu, a jak zło najgorsze,
Które chciało wymazać naszą Polskę z mapy Europy!
Więc chwytali za broń szlachta, mieszczanie, robotnicy, chłopi!


I Wy Zachodni sąsiedzi wspomóc Polskę skorsi być musieli!
Bo kiedy ten brud, smród przeszedłby naszą Polską Ojczystą Ziemię,
A i wtedy już i Wam nie starczyłoby sił, mimo nie brakowałoby Wam ochoty,
Żeby zatrzymać tę bolszewicką nawałnicę, aby nie stracić Waszej i naszej
Narodowo krajowej w obyczajach i tradycjach szlachetnej cnoty!


Wy sąsiedzi z Zachodu mieliście broń, a my Polacy marszałka Piłsudskiego.
Wy musieliście dostarczyć ją nam, którą chwyciliśmy w dłoń,
Aby powstrzymać bolszewicką nawałę wojsk Nad Wisłą -
Żeby i nie doszła już do Waszego kraju jeszcze dalekiego.
Zrobiliśmy osiemset tysięcznej nawałnicy odwrót i ją pogoniliśmy aż do Kijowa,
Tym samym obszary wschodnie Ojczyzny uratowaliśmy, aby żyć w wolnym kraju.


A Marszałek Piłsudski jest na naszych i Waszych ustach takim wodzem,
Co przy pomocy wstawiennictwa Najświętszej Maryi Panny do Boga,
Polska Katolicka pozostała Niepokonana-Wolna
Z Najświętszą Maryją Panną i z Bogiem.


Dzięki nam walecznym i bitnym Polakom
Nie dotarła do Was zaraza bolszewickiej rewolucji komunizmu!
Musicie drodzy przyjaciele z Zachodu o tym pamiętać!
Zwrot w wojnie bolszewickiej po dzisiaj na Zachodzie dał Wam Wolność!
A nam oprócz Wolności sławę na wieki,
Że my Polacy jesteśmy bitnym narodem,
Kiedy trzeba przelewać krew za Wolność Waszą i naszą!

Tak nam dopomóż Bóg.

  Wiersz poświęcam w 90. ROCZNICĘ BITWY WARSZAWSKIEJ -
  CUDU NAD WISŁĄ, tym samym i w dniu WNIEBOWZIĘCIE
  NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY - ŚWIĘTO MATKI BOŻEJ ZIELNEJ
  ORAZ ŚWIĘTO WOJSKA POLSKIEGO

  Pisałem, dnia 15.08.2010 rok. Podlasie

181 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2015-06-19 20:19:49)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


   
  PRZESZCZĘŚLIWE  PODLASIE       


Dzisiaj znów obudził mnie deszcz, 
Jest tym bardziej prześliczniej,
Że bez błyskawic, grzmotów i piorunów.
Ich bogowie spali i nie rzucali gniewu na ludzi. 
Deszcz pada spokojnie i równomiernie,
Jak nie latem sierpniowym,
A późną listopadową jesienią.
W tym czasie cisza, niebo spokojne, choć pochmurne,
Drzewa stoją bez ruchu,
Ziemia wsiąka wodę do woli.

Ludzie podążają do pracy...

Jakie przeszczęśliwe dzisiaj Podlasie. 
Ptaki rozpoczynają poranne śpiewanie...
Poeci wstają, aby napisać wiersz:
"Jakie przeszczęśliwe Podlasie..."

  Pisałem, dnia 18.08.2010 roku. Podlasie [ godz. 5:30 ]



W  MOICH  OCZACH  JUŻ  JESIEŃ


W moich oczach już jesień,
A jeśli nie jesień, to przed jesień;
Skoro drzewa już żółkną,
Gdzieniegdzie brązowieją i czerwienieją!


Pająki przędzą babie lato,
Mi radość taka za to,
Że przeszczęśliwe moje Podlasie; 
Przed jesienią, grzybobraniem,
Urokliwą przyrodą, wesołymi ptakami,
Odlatującymi jaskółkami, bocianami
I spełniającym niebem.

Szkoda tylko mi jednego, że nie mogę
Wszędzie pójść z przyczyn wiadomych.
Ale wtedy i zapewne nie byłbym poetą.



         MÓJ  DZIEŃ 


Temperatura około +20C, pochmurno, wietrznie,
Tylko od czasu do czasu spoza chmur przebłyski słońca.


Przyjemnie jest na ciele, jak na duszy i sercu.
Dzisiaj nie torturują mnie upałów mściciele,
Chłodna pogoda jak w czerwcu.

Panny podlaskie dorodne idą skądś dokądś
W pięknej i niezaprzeczalnej urodzie.

Przez zimno pochmurny poranek zostałem obudzony,
Dzisiaj mój dzień ulubiony na pogodę,
Bo ja taki odludek urodzony.
Taki świat uważam za urodę.


Lepszą chęć mam do życia;
Stresu mniej, nerwów, potliwości,
Więc dzień z korzyścią do zdobycia, 
Takiej już ja urodzonej osobliwości. 


Dzisiaj mój lubiany dzień
Zaniósł mnie aż do stolicy*.
Metropolia, drzewa składają mi cień
Wszędzie, gdzie jestem na każdej ulicy.
Klawo jest jak cholera.
Chce się żyć i wiersze pisać...

  Objaśnienie: stolicy* - autor miał na myśli Białystok stolicę Podlasia.



    MELANCHOLIA  POETY   


Utkwiły moje oczy między dwie sosny
[do siebie bliźniaczo podobne],
Bo smutno mi tej wiosny.
Tkwią jakby w trójkąt wzięte
Na tę chwilę samotną, ciężarem życia niepojęte.
I z tego miejsca wydostać się nie mogę,
Jak bezwładne nogi, które nie idą żadną drogą.



  NAD  WODĄ  POD  SOSNĄ
    [ Co to był za mecz ]


Deszcz zrosił przyrodę,
Słońce wyszło zza chmur,
Pogodnie zrobiło się z letnią urodą,
Kaczek płynących pojawiło się cały sznur,
Płyną w obu kierunkach,
Jak mini statki przez jezioro
Na lekko zmarszczonej wodzie
Ku mnie w przyrodniczej urodzie
Piękne, dorodne jak żywe antyki letnią porą,
Nie wychodźcie na ląd,
Bo choć piękne jesteście w urodzie,
Bardzo nietypowe w chodzeniu.

Tutaj, gdzie zapłata moja od losu za kalectwo.

W stolicy "Jaga" walczy z "Kolejorzem".
Co za przypadek: idzie "Franek"* na bramkę "Lecha",
A tutaj sędzia "kalosz" kończy pierwszą połowę!
Och, gdyby jeszcze dołożył z 10 sekund,
Jaga mogłaby być bramką uszczęśliwiona?!

Zdaje mi się, że tutaj tylko wędkarze są szczęśliwi,
Kiedy interesuje ich tylko wędka i ryba.

Po tym czasie Jaga z "Kolejorzem" drugą połowę zaczęła grać.
Przycisnęła Lecha ale bramki nie ma.

Słońce zachodzi za gęsty las
Oddając ostatnie odbicia w topielach wody.

Komentator w radio po akcji krzyczy z chrypą,
Ale na gola jeszcze nie przyszedł czas.

Woda spokojna, jak cisza,
Olchy nad nią bez ruchu tkwią,
Lipa pod którą buszuje polna mysz.


Wierzę w Jagę, jak w swoje życia zwycięstwa,
Bo ja walczyłem i walczę,
Jak Ona od zwycięstwa do zwycięstwa.
Zaraz mecz się skończy,
Zaraz pisać wiersz skończę.
A tymczasem komentator wykrzyczał:
"Jest, jest, jest!" Spalony!
Co za pech, co za pech.
A kiedy odłożyłem pióro na chwilę,
A tutaj co za radość,
Komentator znów krzyczy: "Jest, jest, jest!"
Nareszcie do trzech razy sztuka,
"Franek" piłkę do bramki Lecha puknął! 
Teraz już nie ma wątpliwości!
Szarża "Franka" z "Grosikiem" rozmontowała "Kolejorza".
Chyba będzie zwycięstwo!
Jagiellonia będzie królować.
Dwie bramki ze spalonego nie uznane,
Strzały obok bramki...
Dodały jęku kibicom, ale niezawiedzenia,
Bo Jaga nie zawodzi.
Jaga to jest Jaga na miarę Mistrza Polski.
Białystok na czasie...
Podlasie na czasie...
Oooooo! poprzeczka, komentator krzyczy!
Co za pech, co za pech.
88 minuta "Grosik"* po zabójczej kontrze na 2:0
  I tak poległ na Jadze Lech!
Jaga będzie mistrzem?
Co to był za mecz.
[ Lech wykoleił się w Białymstoku ]
[ Teraz kolei żeby Wisła popłynęła ]

... [ I popłynęła ]

  Objaśnienie: "Franek"* - Tomasz Frankowski - piłkarz Jagiellonii Białystok.
  "Grosik"* - Kamil Grosicki - piłkarz Jagiellonii Białystok.



KRAINA  DZIECIŃSTWA  DZISIAJ


Deszcz rozmył makijaż lata,
Zacieki ścienne ma każda chata.

Ptaki śpiewają sobie samym,
Aż żal się stał w sercu mym.

Że tutaj, gdzie kraina dzieciństwa,
Czas miniony urządził tyle świństwa.

Bociany już nie krążą podniebnie,
Wszędzie smutno, umarle i grobnie.

Tu, gdzie kraina mego dzieciństwa,
Tutaj nie ma ludzkiego draństwa.

A mimo smutne są moje oczy,
Choć tutaj tak miło krajobraz jest uroczy. 

Lat wszystko ma za dużo,
Nawet ty w ogródku matczynym zestarzałaś się różo.

I jedna matka, pustką dom jej gra,
Bo czas przemija, choć ciągle trwa...



...JESIEŃ  ZA  PASEM


Żółkną brzozy wśród sosen
Wiekiem dorodne, jak stare damy. 
Mają z tyle, co ja wiosen,
W dodatku te same melodie gramy... 


A kiedy z impetem liście będą spadać
I kiedy jesień głuchymi wiatrami zacznie grać,
Przyjdzie dom polubić -
I tak przez zimę całą w nim trwać. 


Na wiosnę czas pokaże,
Kiedy z nagich drzew zejdzie szadź,
Co z wiosną w życiu się okaże,
Jakie melodie skomponuje ptasia brać?



            BEZWSTYDNY  PTASZEK


Przyleciał ptaszek i usiadł na balustrady "wierszowego tronu"* -
rozpostarł skrzydełka - oczyścił je z tego co miał do oczyszczenia,
nagością obnażył się przede mną, po czym zaśpiewał i pofrunął w siną dal. 

  Objaśnienie: "wierszowego tronu"* - autor miał na myśli podjazd dla osoby na wózku inwalidzkim. 



    KOLORYTY  JESIENI


Głóg przemawia do mnie czerwienią,
W środku mały ptaszek śpiewem.
Las potężny wiekiem ogłusza mnie zielenią,
Choć stoi w miejscu drzewem.


Jabłoń w odmienności, niż kobieta,
Lepsza jest temu, co pragnie jabłka.
A pijak, którego roznosi seta,
Tylko do niej pragnieniem łka.   


Sosny dwie jak dwie krople wody
Stoją koło siebie bez ruchomo.
Pod nimi nikt już nie stoi,
ani do wypicia, ani dla urody,
I już stąd nikogo nie przegania ZOMO*.


Brzozy dwie jak dwie siostry,
Tańczą mi do oczu wiatrem.
Ja poeta chłopski-robotniczy, choć prosty, 
Nie wycieram nosa swetrem. 


Pokochałem Przyrodę Naturę, jak życie,
Ach, jeszcze i kobietę,
Bo to najpiękniejsze na tym świecie kwiecie,
A już nad piękne, kiedy łykną setę.

  Objaśnienie; ZOMO* - Związek Ochotniczej Milicji Obywatelskiej istniejący w PRL-u.



PESYMIZM  ODWROTNIE


Na przekór wszystkiemu
tylko nie sobie samemu.



SZCZERA  ROZMOWA  Z  ULUBIENICAMI


Będąc w miejscu relaksowego odprężenia,
Gdzie wy, tam moje oczy.
Dobra chwila, miejsce do myślenia,
Co mnie z wami jednoczy.


A to, że wy pływacie,
A ja popłynąłem.
Powiedziałybyście: ty wariacie,
Żyjesz z niewyleczalnym fiołem.


A tak. Żebyście wiedziały.
Teraz przywożę tutaj utopić z życia swoje błędy.
Przed wami nad wyraz jestem śmiały,
Bo wy milczycie w plotkach dbając i o moje względy.



       TUTAJ


Doświadczam kontaktu z Naturą,
Jak za dzieciństwa;
Słucham powiewu wiatru,
Śpiewu ptaków, szumu lasu,
Oddychania ziemi, spadanie liści,
Przemieszczającego cienia, parowanie wody,
Nieba urody, zachodu słońca,
Zapadającej ciemności, snu trwania
I jutra doczekania.

  Podlasiu i nie tylko



BYŁAŚ  PIĘKNA,  ALE  NIEDOSTĘPNA


Miałaś piękną twarz.
Kiedy chciałem ją pocałować,
Mówiłaś: "Ani mi się waż!"
Czy wiesz, jak srogo musiałem żałować,
Że byłaś taka niedostępna?


     *     *     *

Miłowałem się w pięknych pannach,
Nie za to, że mogłem je całować,
Lecz za to, że piękno mogłem w nich znajdować,
Piękniejsze piękno, które nie przyśniło się nigdy w snach.
Sen spełniony jest gorszy od jawy niespełnionej.


     *     *     *

Jakież to szczęście w życiu mnie spotkało,
że nie przyszło mi się żyć w innym kraju, niż w ojczystym.



   W  30.  ROCZNICĘ  SOLIDARNOŚCI
        [ okiem poety ]


W walce o wolność - Solidarność ludzi zjednoczyła,
a po wywalczeniu społecznej wolności podzieliła się.
A więc Solidarność, to był jednorazowy zryw ruchu społeczno-robotniczego.
Solidarność dokonała czego dokonała, a dzisiaj powinna się rozwiązać.
Skoro Ci, którzy na początku byli sobie przyjaciółmi,
teraz nienawidzącymi sobie wrogami.
Obecna Solidarność ludzi nie łączy, a o paradoks dzieli,
niż to było przez pierwszą dekadę jej istnienia.
Może to i dobrze, że mają o co i z kim się spierać?
Na tym polega demokracja i wolność słowa.
Albo wszystkie partie wywodzące się z Solidarności i z PZPR
powinny odejść do lamusa, a pozostać tylko sama Solidarność. 


      *     *     *

...Poezja nie polega na tym żeby być Mickiewiczem,
a pisać to, co leży na sercu i w duszy gra... 


     *     *     *

...Każda chwila raz tylko trwa,
więc trzeba skrupulatnie ją ująć...



     WIERSZE  Z  WRZEŚNIA  2010  ROKU



PIERWSZEGO  WRZEŚNIA  2010  ROKU


Padał deszcz całą noc - i pada cały dzień
z krótką przerwą przed południem.
Jakie to szczęście los nam sprawia,
że dzisiaj z nieba pada deszcz,
a nie nazistowskie bomby.

Wnuczka tym bardziej, niż my,
cieszy się życiem, nic nie rozumując,
że były, czy są ludzie wojny.

Jeśli mój wiek, który ma wpływ na pokój,
a po nas wiek naszych dzieci,
a po naszych dzieciach wiek naszych wnuków
będą rozumieć, że wojna, to zagłada,
że na wojnie nie ma zwycięzców,
to wojnę będziemy, będą, będą
tylko znać z opowiadań, książek i filmów.
Myślimy, myślą, będą myśleć,
słysząc i wiedząc o takiej przestrodze,
będziemy, będą, będą cenić pokój nade wszystko,
bo pokój ludzi, to raj na Ziemi dla ludzi.
A i w Niebie Aniołowie są szczęśliwi
i Bóg nic nie ma do roboty,
bo nie zwracamy się do Niego o pomstę.

Niechaj deszcz pada dalej...
Zamiast broń Boże bomb z nieba.

KU  PRZESTRODZE  I  KU  TEMU,
ABY  JUŻ  NIGDY  NIE  POPEŁNIANO  TEGO!



  WE  WRZEŚNIOWE  CHŁODNE  PORANKI


Już przyszły chłodne wrześniowe poranki,
Które bardziej lubię, niż ciepłe letnie.
To Podlasie i w tym nie ma żadnej niespodzianki,
Że poranny chłód dreszczem skórę przetnie.


Lepsze to, niżby w letnie upały
Robić zimne okłady na czoło i kark.
A i nie jest taki odludek jak ja spocony cały,
I nie płonie w słońcu, jak na stosie w ogniu Joanna d'Arc.


Deszcz już pada dwie noce
I ma zamiar padać drugi dzień...
Choć w naszym nakryciu kołdry zmieniły koce,
Lepsze to, niż w upały cień.



   Z  POGODĄ  IDZIE  NA  LEPSZE


Z pogodą już wypogodniało,
Choć na ziemię jeszcze słońce nie zajrzało.
Ale wiatry już przeganiają chmury -
Hen za horyzont i dalej, tam teraz czas bury.


Co prawda lubię takie chłodne w lecie jesienne dni,
Ale oby tylko po deszczu, bo i ziemia już nasycona wodą trzy dni.                               
Jutro wyjdzie słońce - i ty wierszu, pójdziesz tam, gdzie "diabeł mówi dobranoc".
A kiedy powrócisz - wiersz napiszesz - i umrzesz do jutra przez noc. 



     BYŁO  TO  WTEDY,  KIEDY


Było to wtedy, kiedy poezja gotowała się we mnie,
Serce tak mocno waliło, [ a nawet poezja istniała we śnie ]
I bardziej z tego było mi miło, bardziej niż to,
co by na jawie się zdarzyło.


Było to wtedy, kiedy noce nie różniły się od dni,
Nieba piekło miałem na ziemi.
W każde noce i w każde dnie
Tak chciałem żyć na ziemi.


Było to wtedy, kiedy oczami połykałem krajobraz,
Choć obcy, ale w tęsknocie do wolności.
Za oknem każdy dobry był, miły obraz,
Aby tylko być z nim w jedności.


Było to wtedy, kiedy serce tak mocno waliło
Za pragnieniem, tęsknotą i w żalu.
Choć dawno to już było,
Wszystko pamiętam w każdym calu.
Z tego ułożył mi się wiersz.

Tym które kochałem, a nie było za wiele,
Tym bardziej kochania były warte.



     DZISIAJ 


Dzień środkowo jesienny,
Choć jeszcze nie koniec lata.
Chmury po niebie przewalają się,
Jak na ziemi zimą śniegu zaspy leżą.
Wiatr targa drzewami,
Jak życie sumieniem.
I kiedy pecha się ma,
Jest źle pod każdym imieniem.
Czasami lepiej nie patrzeć na świat,
Skoro on jest chwilami jak kat.
A może wiatr go przegoni,
Co wieje od wschodu?
Niech Bóg mnie broni,
Bo jeszcze nie opisałem swego rodu.
Nie w drogę jeszcze mi tam,
Gdzie nie ma kata
I tam, gdzie jest brat. 
A tutaj jeszcze mi żyć,
Choć już nie ma brata.
Bo mam oczy, widzą świat,
Mam żonę, która jest mi jak Matka Teresa.
Życie, to jak kwiat,
Kiedy nie dbasz on nie, uschnie!



TAK  TYLKO  POTRAFI  DZIECKO  I  POETA


Kto przygląda się chmurom?
Dziecko i poeta.

Kto wierzy wszystkim bzdurom?
Dziecko i poeta.

Kto płacze nad losem?
Dziecko i poeta.

Kto mówi pod nosem?
Dziecko i poeta.

Kto widzi na słońcu motykę?
Dziecko i poeta.

Kto wszystko umieszcza pod jedną rubrykę?
Dziecko i poeta.

Kto nie liczy czasu?
Dziecko i poeta.

Kto świat dotyka według atlasu?
Dziecko i poeta.

Kto cieszy się ze wszystkiego, co widzi?
Dziecko i poeta.

Kto wokół siebie nic nie wybrzydzi?
Dziecko i poeta. ...



            SIÓDMA  PIĘĆDZIESIĄT
             [ dnia 04.09.2010 ]


Choć krople deszczu jeszcze zwisają na balustradach po trzy dniowych opadach,
tym bardziej na liściach drzew, ale już zza bloku wynurza się słoneczny dzień.
Teraz tak pięknie zrobiło się, a to dlatego, że ja nie leń, to nie spuszczam złotych
i srebrnych postaci w "wierszowym trójkącie" z oczu...
Choć zimno w pokoju jest, ale jeszcze nie zaczną grzać.
Po drugie wolę narzekać na zimno i mieć na ciele dreszczyk jesieni,
niż być spoconym w upalne lato, choć dzisiaj jeszcze jest lato,
ale lato jesienne, takie jakie lubię i takie na jakie czekam, zatem mój dzień.

Słońce świeci w okno, srebrzy się i złoci za oknem dzień... 
Zatem trzeba już kończyć wiersz i wstać z barłogu nieszczęść i niespełnień,
bo przecież dzisiaj będzie mecz. A więc warto żyć; piękny jesienny pranek,
choć jeszcze nie kalendarzowa jesień. Głóg poczerwieniał owocem,
srebrzy się i błyszczy, jabłoń obnaża się dorodnymi czerwonymi jabłkami,
las srebrzy się w promiennym słońcu. I choć już ptaki nie śpiewają,
a tylko owady lotami w srebrze i złocie przecinają "wierszowym trójkąt"...
Klawo jest jak cholera.

Koniec 8:20



            WSTRĘT  DO  SŁOŃCA
      [ Poranny opis dnia letnio-jesiennego
        w "wierszowym trójkącie" autora ]


Kiedy usiadłem na łóżku do odziania się do dnia Bożego - i kiedy zacząłem
wykonywać ruchy: wschód, zachód... Ścielić barłóg, nie mogąc się nadziwić   
kolorowym jak tęcza od słońca kroplom wody zwisającym pod balustradami.
A kiedy upłynęła godzina i słońce coraz to mocniej zaczęło przygrzewać,
którego tak na dobrą sprawę nie było widać przez cały tydzień, już i kropli
nie było na balustradach, tylko srebrzyły się na liściach drzew.
Dalej wykonywałem ruchy: wschód, zachód... A krople złociły się, jak ruchome 
przy wietrze światełka. Głóg odział się z jesienią w czerwone jagody, dodawał
dzisiejszemu porankowi letnio-jesiennej urody. Jabłoń była nie gorsza,
choć w tej chwili cieniem do połowy pokryły ją dwie bliźniacze sosny.
Tymczasem niebo bezchmurne, a tylko gdzieniegdzie tkwią na niebie
rozmyte zagubione na bez wietrze obłoki. 

A ja, kiedy od wielu lat nie stawiam kroków, nie pójdę dzisiaj tam,
gdzie mnie oczy poniosą, to tam już jestem myślami.   

Kiedy kończyłem ten wiersz, miałem dość już słońca w dziennym pokoju.
Trzeba zaciągnąć zasłonę, chociażby na okienne drzwi do wyjścia na "wierszowy tron",
bo oczy już mam, jakbym dostał jaskry. Prawda, że jestem na słońce odludkiem
nawet dziś, gdy jeszcze porankowe zimno. 



CHŁOPY  Z  JAJAMI  SĄ  TYLKO  MIĘDZY  CHŁOPAMI


Każdy mężczyzna boi się swojej kobiety,
a ten tylko nie boi się kobiety, który jej nie ma.
Lub ten, który jest wariatem,
ale z takim kobieta długo nie po żyje.



"ADDAŁBY  USIO  SWAJE  BAHACTWO 
I  PAŁOWU  ŻYCIA,  KAP  TYLKO  WIARNUŁSA  CZAS
   [ pa swajemu ]


Kali prywalił minia kamiań,
Na ziemlu upał ja ciażko ranian,

Jak złomany kałaczok!
Patamu, chłopcy uziale minia pad baczok

I adniaśle na bok pad ścianu,
Niprytomnaho bez addachu!

Patamu świet kruciłsa w waczach,
I ni bło za strachu kamu skazać: Ach,

Szto heta tabie stałoso?
A mnie heta ni zdałoso,

Szto w żyźni szczaścia ni udałoso -
Kiepsko w żyźni dla minia pawiałoso.

I tera heta wojdziaka lażyczy
Zadumany treba tolko liczyć na wraczy -

Szto jane zamnoju zrobiać,
Czy pastawiać na nohi
I czy patamu pojdu w darohi?                     
Czy tolko na wozak padsadziać?

Na nohi ni patawili,
A z hetaho maje usie nerwy krwawili...

Utedy addałby usio swajo bahactwo,
Kap tolko adwiarnuć kalectwo.

Dzisiajka addałby pałowu żyźni,
Kap tolko wiarnułso czas z żyźni."

II 

TU  GDZIE  MOJA  KRAINA,  TUTAJ  JA


Nie muszę już do krainy swojej biec,
Będąc usatysfakcjonowanym, że tu jestem już.
Teraz mogę tylko rzec:
Poeto, słowa w wierszu dla niej złóż...


Mam tutaj regionalnego języka słów
I ludzi, którzy mnie szanują.
Widząc mnie, co dnia mówią: "Bądź zdrów!"
Skoro we mnie człowieka znajdują.


Żyć tutaj w tej rodzinnej krainie,
To tak jak w opiece łona matczynego.
Wszędzie, gdzie będąc - droga jak w dolinie
Od świtu do nocy życia czynnego.


Nigdy na tej drodze pod górkę,
Choć wszędzie teren pagórkowaty.
W lesie można zobaczyć wiewiórkę
I stojący borowik kosmaty.


Takie jest moje Podlasie;
Na niebie płynące ogromniaste obłoki.
Wszędzie dla oczu zieleń na trasie
Wzdłuż i w szerz jak świat długi i szeroki.


Córki po wsiach dorodne jak łanie
I owocne jak wiejskie sady.
Każdy młodzieniec, który przy nich stanie,
Widzi w nich miłosne obrady.


Chłopcy na łące w piłkę grają,
Podłoże murawy nawet przy mnie trawą pachnie,
Choć ja w Mustangu na ulicy stojąc, bo nogi nie wstają,
A mimo to jest tak dobrze. Ach nie, tak krainie. 


Gdyby czas się cofnął, a rozum pozostał dzisiejszy.
Na ulicy już nigdy bym nie zaklął,
A wszędzie byłbym grzeczniejszy,
Niż byłem grzeczny przedtem. 



  W  OTCHŁANI  NATURY


Gdzie nie spojrzysz - lasy wskroś;
Zielenią morza płonących blask.
Na skraju łeb wystawił łoś,
Ludzie spoglądający mu do łask.


Niebo ścieli na ziemię błękit
I niesie z wiatrem słoneczny żar.
Słońce od Boga dar,
Może na siebie przyjmować nawet Joe Kidd.


Chmury jak parasol na głowę
Drzewom i ludziom usłużne.
Kto życia przeżył większą połowę,
Każde zbawienie uzna za słuszne.


O! tutaj jest miara rozciągłości nieba,
W ludziach niezłomna wiara
Posłuszna, dobra i jak niebo stara,
Z tego wyrasta dobroci bochen chleba.


Tak trzeba Im żyć,
Zanim niebo przeniknie jak cień.
Kto tutaj że chce być, 
Temu każdy przeżyty miły jest dzień.

  Podlasiu i nie tylko



     O D L O T


Dość już w życiu dąsów,
Tak tutaj jest szczęśliwie i pięknie.
Żyć trzeba bez żadnych słów,
Zanim serce nie pęknie.


Na nic dąsy, na nic słowa,
Żyć trzeba zacząć od nowa.
Buzię zamknąć na kłódkę
I nie dbać o jutro,
skoro i tak samo przyjdzie.

  Sobie i wątpiącym 



NOCNY  PTASZEK  BEZ  SKRZYDEŁ 


Kiedy noc spotyka się ze świtem,
Nie śpię, rozmyślam nad swoim życiem:
Gdzie ten czas upłynął?
Który już przeminął.
Gdzie ta noc, dzień?
Gdzie chwile dobre odeszły?
Gdzie czas odszedł przeszły?


Gdzie, no gdzie?
Gdzie, no gdzie?
Gdzie, no gdzie?


Jaki zły czas lat dołożył?
Jaki tajemniczy diabeł życia szczęście rozłożył?
Czemu jawa w sen się odmieniła?
Czemu tylko we śnie każda chwila jest miła?


Czemu, no czemu?
Czemu, no czemu?
Czemu, no czemu?

A w życiu, jak na drodze,
Gdzie się tylko nie pojawię -
Wszystko i wszyscy mnie rozjadą,
Bo nie chodzę!

Czemu, no czemu?
http://www.youtube.com/watch?v=XC5GrF_31zc



     NA  DOBRE  I  NA  ZŁE


Nie ma, nie ma wody na pustyni,
tylko piach. Gołe niebo w cienia dach.
Nie ma, nie ma nikogo na pustyni, tylko my jedyni,
Ty i ja, ja i Ty tylko mamy sobie za brach.

  Barbarze



OCALENIE  DLA  WIECZNOŚCI


Bóg miał wedle mnie jakiś plan,
kiedy nie umarłem po tym,
gdy byłem przywalony kamieniem! 


Dał mi żyć - i na OIOM dotarłem -
po tym mogłem o niespełnieniu życia śnić,
aż poezje ze swego losu wywarłem.
I teraz mogę przędzić swego życia nić, 
jak kamienny głaz, przytomnie,
aż przytoczę kamieni stos*, żeby trwać
nie z dnia na dzień, a potomnie... 

  Objaśnienie: kamieni stos* - autor miał na myśli wierszy stos,
  których za swoje życie napłodzi.



   ULUBIENICE  POETY

https://plus.google.com/photos/103276734392610294633/albums/5465645123630153713/5776450214604477186?banner=pwa&pid=5776450214604477186&oid=103276734392610294633

Woda spokojna, jak noc,
Drzewa ciche, jak śpiew łabędzi.
Życie donikąd was nie pędzi,
Jak ludzi zawsze za czymś gdzieś i w czymś brnąc.


Po wodzie pływacie swobodnie, jak cień,
Skoro nic i nikt was nie pogania.
W dodatku dostojnie, bez zimna drżeń
I dokąd bez żadnego zapytania.


Piękne będąc, jak wiosna,
Czyste, jak niebo bez chmur.
Każdy kto tutaj przybędzie, bierze was za wzór,
Jak chwila do odprężenia w spokoju niepodniosła.


Wodne prądy niosą was
Wolno tak, jak ostoja,
Nie znając żadnych tras,
Więc może wskażecie, gdzie jest droga moja?



          MYŚLOWE  POWROTY


Budzą się wspomnienia - wnosząc zmartwienia.
Odżywają zmarłe istnienia, które już dawno powiedziały:
do widzenia.


     *     *     *

Jestem poetą łąk i pól,
polnych ścieżek i krętych dróżek.
Wszędzie, gdzie jestem - jest ze mną ból,
którego stłumi mój bożek*. 


Abym wpadł w zachwyt Natury,         
bożek powołał mnie do tej roli, 
teraz sercem i duszą napajam się do woli...

  Objaśnienie: bożek - autor miał na myśli dobrego ducha, który go prowadzi.


     *     *     *

...Poezja nie polega na tym żeby być Mickiewiczem,
a pisać to, co leży na sercu i w duszy gra...



    KRAINA  PODLASKA


Kraino pól pagórkowato-garbatych,
Zbóż zielonych, srebrnych i złotych,

Łąk żółtych kosmatych,
Co już nie chodzę po nich.

Dróg wszędzie zygzakiem krętych,
Lasów wielkich, ptaków wszędzie rozmaitych.

Wzorów cudnych niepojętych,
Jakoby z Niebios wziętych.

Ludzi różnych wyznań,
A nie ma między nimi poróżnień.

Serca mają otwarte,
W historii Ojczyźnie są wiele warci.

Gościnni są szczerze jak dzieci -
Tak na Podlasiu jest od stuleci.

Żyć tutaj mi przyszło,
Choć w innej krainie w życiu nie wyszło.

Ale nie mam do nikogo żalu,
Żyjąc dzisiaj od wszystkich zmartwień, trosk w oddali.

Mając tutaj jak dar Boży,
Co mi każdego dnia słońce na serce się złoży.

Nawet w kalectwie można być szczęśliwym,
Kiedy żyje się w środowisku miłym.

Choć mi w życiu nie wyszło,
Tutaj wszystko w życiu przyszło.

Nie nakładam na siebie obroży,
Skoro wolność otwarta mi się mnoży...

Jestem wolny jak ptak,
Choć wolności nie wskazuje mój "Znak"*.

Wzroku nie topię w wodnej topieli,
Bo nie mam w sobie ukrytych duchowych mścicieli.

A sięgam po horyzont daleki,
Patrząc szeroko nie przymrużając powieki.

  Objaśnienie: "Znak"* - autor miał na myśli naklejkę inwalidzką na szybę samochodu.

  Podlasiu i nie tylko

182 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2015-01-29 21:55:09)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.   
   
  BŁĄD  TRWA  CHWILĘ,
KONSEKWENCJE  CAŁE  ŻYCIE


Cierpienie mam wypisane na twarzy,
Choć życia nie miałem wiraży.

A tylko jedyny raz upadłem
I już nigdy nie podniosłem się z bezwładu.

Widać to dzisiaj na mojej postuli,
Choć Miłouczynka i cień mnie przytuli.

Bóg pocieszy, przechodzień pieszy,
A obraz i tak czasami nawet ptaka rozśmieszy.

W minionym stuleciu widziałem,
Co to oznacza kalectwo w człowieku, choć sam go nie miałem.

Dzisiaj jedno z cudzej autopsji znając,
Drugie na własnej skórze mając.

Oznacza to, że: BŁĄD TRWA CHWILE, KONSEKWENCJE CAŁE ŻYCIE!



   TYLKO  TEN  ZROZUMIE, 
KTO  PRZEKONAŁ  SIĘ  NA  WŁASNEJ  SKÓRZE


Przez wszystkie dni i noce, a nawet
Często we śnie nie mogąc zgubić,
Co tam zgubić, pozbyć się utrapienia z faktu,
Jaki ciąży na mnie z losu aktu, który jest mi dany.
A nie jak prawie u każdego człowieka jedynie spodziewany.


Ciężko jest [z]nosić w sobie i na sobie
Ciężar tragedii skaleczonego ciała i zranionej duszy -
W tym marazmie niepokoi, strony obie,
Które choć są spokojne, jak pogoda po burzy.
Ale wewnątrz tam w sercu kipi w nas goryczą -
Lawą jak żar z wulkanu, który wyziewa -
Parząc nas nad każdą naszą zdobyczą,
Czego Ty i ja wcześniej dokonaliśmy.
To co nas spotkało nigdy się nie spodziewaliśmy.

Taka jest różnica między faktem, a świadomością.


 
   SPOWIEDŹ  POETY 


Znacie mnie, jako wizerunek słowa,
ale jako człowieka nie.
Zatem zapewniam Was,
iż takim ja człowiekiem,
jaka w wierszach moja mowa.



          BEZ  TYTUŁU


Dopadł mnie ból, jak przywołane wspomnienia...
Nie ma w tym żadnych moich udawanych ról,
A tylko chciałbym powiedzieć mu: Do widzenia.


Lecz on jak natręt nie odchodzi - tkwi we mnie jak życie.
Ogranicza mi ruchy - do każdych mięśni bólem ugodzi
I takie na zawsze moje z nim bycie.


     *     *     *

"Kobieta z wozu, koniu lżej".

Czyli jak pracuje, nie musisz jej utrzymywać.


     *     *     *

Kto szuka przyjaciół u zwierząt,
ten zawiódł się na przyjaźni z ludźmi.


     *     *     *

Człowiek, który wraca do dzieciństwa
i nim żyje, zawsze jest młody.


     *     *     *

Kolei losu nie mam,
skoro los zawsze taki sam.



   U S A T Y S F A K C J O N O W A N I E


Kiedy wrócę od komputera po kilkugodzinnym czasie
[ bo na wiersze nadeszła moja era ] 
i położę się do łóżka - czuję się tak jakby maraton zaliczył. 


Nogi drętwe są i opuchnięte, pieką jakby skórę zdzierał, w niepojęte.
Kości bolą, jakby wołem był do orania
i jakby zbity był w każdym calu, nie do słuchania.
Tak jest ze mną na co dzień...


Ale, kiedy myślę dalej nad wierszami,
które już napisałem - jestem usatysfakcjonowany...
Wtedy ból nawet nie jest bólem odczuwalnym,
tylko z wierszy dźwięk poezji w uszach jest słyszany...
Wtedy jestem natchniony jak duchowa podnieta...


A kiedy zdrzemnę się na kilkanaście minut -
i kiedym obudzę się - dalej słyszę swoich wierszy melodii dźwięk...
I to są życia moich harmonii trendy.
I tak codziennie do tego wracam znów...



   KRZYK  W  CISZY


Chyba za słabo krzyczę,
Skoro nikt mego krzyku nie słyszy.
Sto, tysiąc, milion głosów wyliczę,
A i tak jestem jak w ciszy.


Czy świat tego nie widzi,
Czy ja tego nie pomnę.
W złych filmach mówią:
"Wszystkiemu są winni Żydzi".
Zapominając, że to Hitler
stworzył zagładę ogromną!


Ja, Żydów może nie kocham,
Ale z pewnością Ich doceniam, szanuję i lubię.
Bo to Żydzi w polskiej poezji
nadali wyraz wersetom, strofom.
I za to trzeba Im oddać chlubę.


Ludzie, tacy jak ja, czekają,
Którzy na to czekali.
Każdą sprawę z życia zdają,
Bo niektórzy nerwy mają ze stali.


Żyć w życiu raz tylko się przyszło,
A krzyczeć niezliczone razy.
A temu, co w życiu - życie nie wyszło,
Bóg w Niebie przyjmie jego życia obrazy.

  Białystok przy Auchan, 23.09.2010 rok.



     CZEGO  JA  CHCĘ  OD  SWEGO  ŻYCIA?


Mam żonę, która przez cały czas kalectwa mego nie puściła mnie kantem.
Mam dwóch synów, na szczęście nie są narkomanami,
tym bardziej alkoholikami, wyszli na normalnych ludzi.
Mam już wnuczkę pięcioletnią. Mam wierszy tom,
a patrzę na świat, na ludzi taki jakby niczego w życiu nie dokonałem; 
tak jakby dzisiaj pierwszy raz ujrzałem świat.   
Czego ja chcę od życia, skoro już nic nie mam do zdobycia?
A tylko wnuczkę bawić. Wiersz napisać, żeby sam przed sobą się pochwalić.

  Białystok, dnia 23.09.2010 rok.



ZE  SNU  W  RZECZYWISTOŚĆ


Gdyby tak było na jawie,
Jak nie raz się przyśniło.
Kąpałbym się w tym, jak w wodnym stawie
I byłoby jak nigdy przemiło.


Wchodziłbym w Ciebie, jak wzrokiem w błękitne niebo,
"H-erosem" rozniecałbym Ciebie jak gorącym żelazem.
Ty byś jąkała: "Oj! Aj! Jest lepiej o niebo".
Będąc podniecona nad moim obrazem...


     *     *     *

"Proszę podziel się posiłkiem".
Nie bądź osiłkiem!



    COŚ  ZA  COŚ


Kto jest bogaty, nie kupuje na raty.
Raty są ludziom od łopaty -
wygodniej do zapłaty,
ale za cenę z odsetkami.


     *     *     *

Ciekawość nie znika tak szybko,
jak szybko się pojawia.



NIEJEDNAKO  GWIAZDY  ŚWIECĄ  WSZYSTKIM


Życie zaczyna się od pierwszego oddechu
i kończy się z ostatnim oddechem.
A za życia, życie jednego odbije się szerokim echem,
a drugiego, jak w niebyciu ugrzęźnie tylko znacznym pechem. 



  POZYTYWNIE  ZAKRĘCONY


Każdy w swoim życiu ma swój czas,
aby mieć marzenia i je realizować.
I choć na tej ziemi żyje się tylko raz,
jest w życiu kiedyś na to czas.


A wybór jest taki jak natchnienia,
Serce jest drogowskazem stawiając pierwszeństwa drogowy znak,
aby w życiu iść przed siebie wybraną drogą
lub wracać z życiem po wspomnienia -
umieszczając je na papier pozostawiając znak po sobie.



ŚMIERĆ  SIĘ  ODDALA - WIECZNOŚĆ  PRZYBLIŻA


Zakosztowałem poezji jak narkotyku, który wciąga do nałogu...
Bez herezji będąc na śmierci styku
nie chciałem tak żyć z pustą duszą w odłogu.


     *     *     *

U kobiety gabaryty, mężczyźnie zachwyty EROTYKĄ.

IV


   PO  OBUDZENIU  SIĘ


Dzień świta, a natura jeszcze śpi,
Nic ludzkiego nie zgrzyta.
Ach, jak pięknie żyję ja i Ty.
Choć Ty śpisz...
Ja już Tobie piszę wiersz...:



WCZESNY  POETA,  JAK  PTAK


Gdy dzień odsłania noc -
Budzą się moje oczy.
Choć przed samym sobą wstyd odkryć koc
I tak świat staje się uroczy.   


Ptaki już żyją dniem powszednim -
Gwarno wszędzie, zwłaszcza na drzewach.
Nawet nie smutno śpiącej "Ewie" -
Bowiem przez sen usta szerokie, jak radość.


Spojrzawszy do okna - piękny las, 
wiatrem cichy, tu tam snują się mgły.
Czym starszy wiek - tym lichy mniej,
Bowiem każdym dzień wierszem jest. 


Nie śpię ja. Wstajesz Ty.
Piszę wiersz ja. Czytasz Ty.
Kto miał lepsze sny,
Ten będzie lepiej radosny.


Żyję ja. Żyjesz Ty.
Życie krótko trwa,
Zatem trzeba wierzyć nie tylko w sny,
Ale, że i jutro będzie jeszcze lepszy dzień.



    NA  DOBRE  I  NA  ZŁE


Nie ma, nie ma wody na pustyni tylko piach.
Gołe niebo, nie ma cienia dach.
Nie ma, nie ma nikogo na pustyni, tylko my jedyni,
Ty i ja, ja i Ty tylko siebie mamy za brach.



   CZTERY  STRONY  ŚWIATA


Na północy zachodzą obłoki na siebie,
Na południu deszczyk siecze...
Moja Pani! Uczucie żywiąc do Ciebie,
Będąc jak u Anioła opiece.


Chodź pójdziemy, gdzie pogodnie,
Tam ustronne miejsce znam.
Zostawmy deszczowe południe zgodnie,
Skoro na północy słonecznie będzie nam.


Nie pamiętajmy, co jest na wschodzie,
Także i nie myślmy, co było na zachodzie.
Bądźmy tutaj w tym pogodnym obwodzie -
W tej złoto-jesiennej w barwach krajobrazu urodzie.


Teraz nie myślmy o żadnych kierunkach,
Tym bardziej w żadne nie patrzmy.
Nakryjmy się puszczą o zdrowych wizerunkach
I jak ptaki ze sobą się kochajmy.

  Barbarze

183 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2015-02-11 09:34:40)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


 
    W     Z Ł O T Ą     J E S I E Ń     P O D L A S K Ą

         [ ...Co mi w duszy gra i w sercu dzwoni... ]



                          ...JESIEŃ


                    Przyroda nabiera kolorytu -
                Z każdym dniem coraz to więcej
              Wszystko przemienia się w dojrzałe.


                  Liście rozpoczynają umieranie,
                        Wiatry wieją zimne,
                A ludzie odziewają się cieplej.


                    Na niebie sporo chmur.
                   Ptaki cichną na drzewach.
                           Idzie jesień.                 



                ODWIEDZENIE  MIEJSCE  NA  ZIEMI

https://plus.google.com/photos/yourphotos?banner=pwa&pid=5517422310826660370&oid=103276734392610294633

                   Tutaj w zaciszu nie ma "gwiazd".   
                    Żadnego zgiełku w mojej ciszy.
                    W gałęziach sosen czuję sens.
                 Krajobraz obejmuję łagodnym wzrokiem.
                    Sentyment do tego miejsca mam,
                     Spijam esencję żywej przyrody...
                    ---------------------------------------
                            Tutaj w zaciszu
                            Nie ma "gwiazd".
                   Żadnego zgiełku dużych miast,   
                        Ciszę i spokój mam.


                    Nawet pod miastem w kuźni,
                         Kowalu żelazo kuj,
                         To i tak nie usłyszę.


                 W gałęziach sosen słyszę ptasi śpiew.
                 Na wodzie myślowy znajduję sens,
                      Nie mam w tym hałasu.   
           

              Krajobraz obejmuję łagodnym wzrokiem,
            Sentyment wierszowy mam do miejsca tego,
                   Spijam esencję żywej przyrody -
                Upojony bez rumu dodania jestem...   



                PRZYRODA  W  DUSZY  MI  GRA
           

                  Te pola rozległe podlaskie
                      Od drogi do drogi,
                       Od lasu do lasu.
                     Te ścierniska złote,
                     Błyszczące w słońcu
                      Od drogi do drogi,
                        Od lasu do lasu,
                      Od wioski do wioski.
                        Te ziemie czarne -
                Podorywką ścierniska przeorane
               Paletami przybywające tu i tam.
                 Warkot ciągników na polu,
                         Praca kopaczek,
                      Z nich sypiących się
                 Masa kartofli jak złoto z ziemi.
                Ludzie schyleni zbierając złoto te
                    Nie wyglądają na bogaczy, 
                      Raczej na oraczy ziemi
                        Z dziada pradziada
                             I po dzisiaj.

                  Na łąkach łańcuchy pasą krowy
                 Niezawodnie wierne są rolnikowi.
                         Trzeci odrost trawy
                Nie skoszą mechaniczne kosiarki,
                        A żywe mordy krów,
               Po tym odpłacą się mlekiem bez słów.


                       Milczenie jest złotem.

                     Bez pracy nie ma kołaczy.

                Jak się pościelisz tak się wyśpisz.

             To nie prawda, że chłop śpi, a mu rośnie.

              Ziarnko do ziarnka i będzie pełna miarka.

                  Ktoś nie śpi, żeby mógł spać ktoś.

                   Zgoda buduje, niezgoda rujnuje.

                   Chłopi są tam, gdzie ich ziemia.

        Ja także byłem chłopem, zatem trud znam i wiem,
Że tylko wtedy lekką jest ziemia, kiedy nas na wieczność przykryje.



                 O  JESIENNYM  PORANKU

                           
                   O jesiennym poranku,
              Choć jeszcze kalendarzowe lato
            Słońce krąży biegiem dziennym,
      Wygląda tak jakby z zimno-kalendarzową datą.


               Niebo białe jak w czas zimowy,
         Liście po nocy jakby bardziej zmarznięte,
            Iglasty las w cieniu siwy, niepojęte,
   W ten wrześniowy poranek chłodu i w oddechu zdrowy.


         Nawet w domu czuć chłód jakby zimą,
    A tylko krajobraz za oknem przypomina jesień.
  Teraz nawet ja - odludek na upały, tęsknię za Limą,
         Skoro jak zimą jest chłodny wrzesień.


       Ale za chwilę, gdy słońce wyjdzie zza bloku,
          Odmienią nam się zrzedłe zimnem miny,
            Kiedy rozbłysną słoneczne promienie.
               

              Słońca blask wpadnie do domu
         I rozjaśni zimną i smutną szarość jesieni.
         Wstanę z barłogu do następnego dnia podboju -
                    Wnosząc do wiersza treść,
           Że wreszcie pogoda przynosi radość dnia.

                      Złotą jesień podlaską.



          KRAJOBRAZOWY  TANIEC  NA  POMOŚCIE


https://plus.google.com/photos/yourphotos?banner=pwa&pid=5517806629562729298&oid=103276734392610294633
                Nade mną jasne podlaskie niebo -
               Owalne obłoki płyną niespiesznie,
             Wiatr spowolniał w przerwie na obiad.
            Spoza obłoków leniwie wychodzi słońce
            Ostrząc kolory wokół wodnego akwenu.


       Drzewa zmieniają zieleń na brąz, czerwień i złoto...
              Uwielbiam jesień jak żadną porę roku,
        Radosny tańczę do czterech stron krajobrazu...
https://plus.google.com/photos/yourphotos?banner=pwa&pid=5517433263845321010&oid=103276734392610294633

           Próbuję uchwycić na foto do zatrzymania -
         Robię zdjęcia pośpiesznie tak jakby wszystko,
          Co mnie otacza zaraz miało przestać istnieć.
             Z takim pragnieniem jakby wyszedłem
              Z długiego odosobnienia na wolność,
                Jakbym wieki nie widział przyrody,
                 A wiekami żyłem na tym świecie,
      Który nigdy nie obnażył mi się takowymi kolorami.



  CO  OCZOM  KRAJOBRAZ  DA - TO  W  SERCU  MI  GRA

                            W domu:

               Po nocy przyszedł porankowy dzień,
                 Jak młody jesienno barwny czas.
https://plus.google.com/photos/yourphotos?banner=pwa&pid=5517426351551142098&oid=103276734392610294633
                 A że duch mój jeszcze nie uszedł,
                 Zachwycam się tym niejeden raz.

                            Nad wodą:

             Wzrokiem sięgam po horyzontu kres,
                      Myślami jeszcze dalej -
https://plus.google.com/photos/yourphotos?banner=pwa&pid=5923043935619299794&oid=103276734392610294633
           Tam stoi z dzieciństwa rodzinny dom,
         W nim pozostały wspomnienia z wielu lat.

     
        W głębi puszczy słońce układa się do snu,
                Dziś już nic się nie wydarzy,
             Zaraz zasną wszystkie uroki dnia.
       Jeśli da Bóg jutro gorszy nie będzie dzień?
   
 

                  POGODA  ZMIENNĄ  JEST


      Przedwczoraj na pomoście tańczyłem z krajobrazem.
                Wczoraj na wodzie tańczył wiatr.
          Dzisiaj smucę się nad pogody dnia obrazem,
         Bo wszystko w jesiennej urodzie popsuł wiatr! 

                         Dalej nie mogę. 
                       Wracam do domu.                         



                      MALOWANY  PTAK

                     
                       Budząc się rano,
               Oczy otwieram na Boży świat.
            Uwielbiam przyrodę, bo żyć mi dano,
         Za oknem każdy śpiewając ptak to mój brat.


                        Wszystko co widzę
                 Leży na sercu i w duszy gra...
          Choć żyć ciężko, niczym się nie obrzydzę,
              Stale we mnie natchnienie trwa...


                  Najbardziej uwielbiam ptaki,
      W "wierszowym trójkącie" od świtu śpiewają mi;
  Wiosną, latem, nawet jesienią kolorami upiększają krzaki,
     Wnosząc w serce moje potęgę zachwytu w każde dni...


         W takim krajobrazie i z świadomością moją
               Obudzić się do następnego dnia
              To ogromna radość i wielka chęć.
         W dodatku znowu będzie do odkrycia coś.



                      SWOJSKIE  KLIMATY


              Tego krajobrazu mam zapach i smak,
https://plus.google.com/photos/yourphotos?banner=pwa&pid=5483310121001421570&oid=103276734392610294633
                       Bo czuję sercem i duszą.
                      Kiedy tutaj nie było mnie  -
               Nie raz żaliłem się pod obcą gruszą,
                      Że tutaj było mnie brak.



                NIEDZIELNYM  PRZEDPOŁUDNIEM


             Niebo w błękicie z pierzastymi aniołami,
                Słońce spoza raz po raz wychodzi.

               Babie lato fruwa niezależnie od siebie,
                Aż gdzieś na czymś spoczynek złoży
                   I czy już na tym swój los położy,
         Czy kiedyś tam dalej pofrunie w czyjejś potrzebie.
                       O tym wie tylko wiatr
                  I rzecz w której się zaplątało.


                 Jak życie moje - z moich kadr,
             Co mi z przed laty podobnie się stało.
            Zanim nie przerwie się życia nasza nić,
        Będziemy przynajmniej tej jesieni jeszcze żyć.



                           NIEMCZYN

             
              Słońce już nie praży żarem promieni,
                      Są już odznaki jesieni;
                     Drzewa zmieniają kolory,
             Choć na łące jeszcze kwitnie mlecz. 
           Co prawda mniej dorodny, niż wiosną,
             Niemniej w blasku słońca pozłocony.

             Chłopcy na łące na tę chwilę radosną
            Biegają za piłką, jak ochwacone konie.

                   Idą ulicą dwie młode panny
                  Kolorowo odświętnie ubrane,
               Jakby obchodziły święto urodzin,
                  Jeśli na dziś to im zapisane?

                   One są początkiem wiosny.

                     Ja początkiem jesieni.
 
             One przekroczyły życia próg sieni.

            Mnie wiosny już pozostały tylko sny.

                       Taki kolei rzeczy,
              Skoro miniony czas nie wraca.
                  Czas to jak ludzka praca
                  Nigdy nie jest od rzeczy.

        Dzień pogodniejszy, niż przed południem,
      Źrebaki grają w piłkę bez żadnego wyjątku.
             Wrzesień piękny złoty miły oku,
           Niebo w błękicie z białym obłokiem.   

            Jaskółki dwie zagubione na niebie,
        Zapewne nie zwiastują nadejścia wiosny.
   Szybciej każdy spadający liść sam się pogrzebie,
    Zanim odczują szron na sobie podlaskie sosny.

                Zanim z drzew spadną liście
          I stary mróz podlaski oszroni drzewa,
           Niech melodia wierszowa mi śpiewa,
     I wzrok jesieni dotyka, póki jesień przeminie.



               KOBIETA  I  PRZYRODA  RODZI  POETĘ


           Dwie rzeczy najbardziej kocham na tym świecie:
                            Kobietę i Przyrodę.
        Ona natury najpiękniejszym stworzenia jest dziecię,
               Co w przyrodzie wyróżnia się swoją urodą. 


        Do kobiety mam uczucie podniety i westchnienie...
                Do przyrody mam podziw i wzruszenie...
                 A już będąc z kobietą wśród przyrody,
      Nie w sposób być czym innym, jak poetą z jej urody.   



                   JESIENNA  JARZĘBINA

             
              Wiosną lubiłem układać wiersze
                  Pod kwitnącą jarzębiną.                       
                   Była pięknie kwitnąca.


                        Latem lubiłem
                  Układać rozmaite wiersze.
             Jarzębina była pięknie czerwona.


                        Teraz jesienią,
                    Szpaki złupiły owoce.
          Jarzębina nie do poznania błaha i licha.


                 Zatem pisać wiersze będę
                      Pod olchami i lipą
                  Dopóki liście nie spadną.
                      Gdy spadną liście,
                Przeniosę się pod sosny.
                     Wiecznie są żywe,
                     Jak moje wiersze.



          W  PRZEDDZIEŃ  KALENDARZOWEJ  JESIENI


                      Bluszcz brązowieje na oczach,
                 Ptaszki poćwierkują, które nie odfruną.
                    A tu nagle nad skrajem lasu,
                  Łukiem przeleciał zabłąkany jerzyk,
          Co mu świat runął i już nie odnajdzie domu swego?


              Chmury poczerwieniałe od zachodu słońca,
           Raptem ściemniały, kiedy słońce połknęła puszcza.
            Drzewa, choć bezruchu stoją, ale żyją bez końca,
                  Tymczasem słuchają głosu wieszcza,
                     Gdy wiatr ucichł idący od pola.


                  W domu przytulnie, już zaczęli grzać,
                 Kiedy zadrzemałem - przyśniło mi się,
                      Że na drzewach była szadź
                  I tak za wiosną mi się zatęskniło,
                  Dziwiąc się jak to mogło się stać?


               
                        KIEDY  JESTEM  TUTAJ                                       
https://plus.google.com/photos/yourphotos?banner=pwa&pid=6021526963241588242&oid=103276734392610294633

                   Rozmyślam nad swoim obrazem,
                            Że los poskąpił mi
         "Postulę"* mieć jak z normalnego ludzkiego świata,
                     Że ja jak nie dziecię Boże,
                      Z którego wykpił się los.

  Objaśnienie: "Postulę"* - autor miał na myśli posturę. Użył słowa "postulę" świadomie,
  gdyż ma wielką sympatię i wrażliwość do języka regionalnej gwary czyli po swojemu,
  skąd pochodzi i w której się wychował, używając tejże gwary na co dzień.
  W innych wierszach podobne słowa przewijają się nie tylko łamanej polszczyzny,
  ale nawet autor używa słów w innych wierszach w języku etnicznym białoruskim,
  który był językiem jego dzieciństwa, używanym do dziś wzdłuż przy granicy ściany wschodniej.

                       
           
             GDYBY  MOŻNA  BYŁO  COFNĄĆ  LOS


                  Gdyby można było cofnąć los,
                Jak można cofnąć własne słowa.
                 Dzisiaj śpiewałby inny mój głos
                       I inna byłaby mowa.


                      Ale czy byłbym poetą?
                     A zatem los, to mój głos,
           Który kładę na papier z wrażliwą ochotą,
           Bo papier zdzierży więcej, niż nawet mój los.



               MINIONE  NIE  WRACA


                Po nocy wstaje dzień,
                    Budzi się sen -
               W głowie coś mi świta,
            Że szczęście uszło już dawno
                      Gdzieś hen.



             CZTERY  STRONY  ŚWIATA


       Na północy obłoki zachodzą na siebie,
              Na południu deszczyk siecze...
         Moja Pani! Uczucie żywiąc do Ciebie,
               Będąc jak u Anioła w opiece.


       Chodź pójdziemy tam, gdzie pogodnie,
               Ustronne miejsce znam.
     Zostawmy deszczowe południe zgodnie,
    Skoro na północy będzie słoneczniej nam.


        Nie pamiętajmy, co jest na wschodzie,
     Także i nie myślmy, co było na zachodzie.
      Bądźmy tutaj w tym pogodnym obwodzie -
W tej złoto-jesiennej w barwach krajobrazu urodzie.
https://picasaweb.google.com/1032767343 … 1337253698


       Teraz nie myślmy o żadnych kierunkach,
         Tym bardziej w żadne nie spozierajmy.
   Nakryjmy się puszczą o zdrowych wizerunkach
            I jak ptaki ze sobą się kochajmy. 

   Barbarze



                   CUDOWNE  OCALENIE


                W kościach łamie, serce boli,
                      A moja dusza woli
               Iść gdzie natchnienie poniesie
                 Tutaj, tam gdzie - Podlasie:

                     Las w duszy mi gra,             
https://plus.google.com/photos?pid=5944718513270406434&oid=103276734392610294633
                Wiatr nad nim i po nim biegnie.
             Bóg chroni mnie i oddychać pozwala,
              Od zgiełku dużych miast żyć z dala.


                   Cudem uszedłem z życiem,
        Gdy skała piaskowca zwaliła się na mój grzbiet.
                Pod stropem widziałem Aniołów,
              Z dobrocią swą do mnie się zbliżały.


       Duch mój, który już prawie wychodził ze mnie,
                 Aniołowie zdołali zatrzymać,
                   Abym w życiu dalej śnił,
             Stając się natchnionym jak poeta.


                I kiedy duch mój nie uszedł -
          Teraz w sercu i w duszy poezją mi gra...
                 I to nic, że talentu mi brak,
              Gdy w natchnieniu przyszła pora.

Podlasiu i nie tylko



               CUDOWNE  OCALENIE  2


             Przez poezję i poezją olśniony
              Ziemi, niebu oddając ukłony...
             Wiatr jest lekkim orzeźwieniem,
            Krajobraz dla oczu spełnieniem,
          Woda obmyciem zagubionej duszy.
     Z pisanej poezji nawet kamień się wzruszy,
            Który ostańcem był przez wieki.
  A teraz przeze mnie obudzony został na wieki -
    I powiedzieć, że przez jakiegoś tam Mietka,
Który jeszcze wczoraj sam był leżącym ostańcem.
A dzisiaj poezją uwolnił się z uwięzi nie lada gratka
I już duchowo, bardziej w słowie nie jest sobie kagańcem.



           CI,  KTÓRZY  POTRZEBNI  BOGU  W  NIEBIE,
                         SZYBKO  ODCHODZĄ


                Nie należę do ukochanych przez Boga,
                 Za tym przeżyłem osobistą tragedię -
                             I dalej trwam.
                       Bóg zabiera tylko tych,
                    Którzy w Niebie są potrzebni.
                   A Ci, którzy na Ziemi potrzebni,
                Zostawia ich sobie samym lub ludziom,
                        Żeby nimi się zajmowali.
 


                                 TUTAJ
 

                    Serce wypełnione natchnieniem,
                Jak dolina po obfitym deszczu wilgocią.
                       Żyjąc pod poety imieniem -
                  Mając wrażeń i wzruszeń stokrocią.


                     W porywie z drżeniem serca -
                        Tęskniłem za tą ziemią.
    Mówiłem: - Niespełnione pragnienia we mnie drzemią,
        Kiedyś w szeregi stanąć do Poetyckiego Kobierca. 


             Ze Śląska pieszo iść na Podlasie chciałem,
               Takie założenie było, kiedy wład wróci.
                    W sobie tęsknoty tyle miałem,
                  Że nawet samego Boga zasmuci.


                  Nie wiedząc jeszcze jak szybko,
               Czy w ogóle będę przemierzał drogę?
      Bóg, choć wielce wzruszony, mówił: "Co ja mogę,
      kiedy mnie samego ogarniają wzruszeń dreszcze.
                   Ty, moja złota poezji rybko."
   

             A ja jeszcze i jeszcze nie wyruszałem
                Do wybranego miejsca dla siebie.
             Z oczekiwania niemal nie oszalałem,
           Bo nie chodziłem po ziemi, a po niebie.


              W zamyśle na nic były liczone dni
       I kilometry, kiedy do krainy rodzinnej dojdę?
           I choć nie miałem siebie za niedojdę,
        Po dzisiaj nie postawiłem żadnego kroku.


            Zatem chodziłem drogą między
        Ziemią śląską, a podlaską myślami...   
  Żyjąc tak latami w duchowo niespełnionej nędzy
Nie pozostawiając na obu krainach odbić swoich śladów.

             W końcu po latach oczekiwania,
        Kiedy zacznę stawiać kroki, aż zwątpiłem.
           A że w nędzy materialnej nie żyłem,
       W drogę powrotną skąd żem się oddalił -
             Wyruszyłem bez ziemi dotykania. 


        I dzisiaj tutaj w miejscu urodzin i pobytu
Tej umiłowanej ziemi jeszcze stopami nie poczułem.
Jedynie sercem, duszą i natchnieniem upajam się do zachwytu
         Na tyle na ile jako wrażliwy poeta odczułem. 


  I już pozostanę na tej ziemi rodzinnej - i w tej ziemi na wieki.
  Nie opuszczę tej ziemi póki na wieczność nie zamknę powieki,
            Co oświadczam Podlasiu wierszami tymi...

  Podlasiu

[ Wiersz został napisany we wrześniu 2010 roku. Podlasie ]



                    POETA  NIE  Z  WYBORU,
                         A  Z  PRZYPADKU


                     Człowiek rodzi się poetą.
                        W moim przypadku,
               Gdyby nie spotkał mnie wypadek,
            To choć wszystkie walory mam na poetę
                      Prócz wiedzy i talentu,
                      Nigdy nim nie byłbym.   



                         LEK  NA  BEZ  LEK


                      Nie ma takiego leku,
                 Żeby kalectwa uśmierzył ból,
             Kiedy cierpienie siedzi w człowieku,
               Tylko zaciśnij zęby i wargi stul
                            I dalej żyj...



                   [ DAWNO  TEMU ]  NA  WSI


             Kiedy rozśpiewała się melodia kogucia,
                  Rozgrzmiała życia moja smuta.
             Na niebie świtało wschodzącym dniem,
      Budząc się co ranka dowiadywałem się, że nie śnię.


                Uwięziony byłem w każdej postaci
             Odwrotnie, niż na drzewach wolne ptaki.
           One są w powietrznej przestrzeni magnaci.
               Ja przykuty do barłogu nie takim, 
                      Jakim powinienem być.



                     CZASU  NIE  UKRYJESZ


                     Życie przemija jak czas,
               A z tym wszystkiego mniej w nas
                Oprócz doświadczeń przeżytych,
                    Jak i cierpień przebytych.


            A kiedy słońce wychodzi spoza chmur
            I ściele promieni blask na głowy nasze. 
                   Wtedy życie ma się za wzór
          Doceniając, jak ludzi w czas poza grobowy.


              Z wiekiem wszystko rozumie się tak,
                Jak bez wieku nic się nie rozumie.
                   Z życia nic nie ujdzie w tłumie,
          Kiedy na sobie ma się odbitego czasu znak.



                       DYLEMAT  OSOBISTY


                        Iść z duchem czasu,
                          Tylko nie wiem,
                           Czy ze swoim,
                            Czy z czasem?



                         WRAŻLIWY  POETA 


                    Barometr wskazuje +15C,
                       A więc moja pogoda.
              Widoczność od słońca nie jest oślepła,
                    Zatem oczy moje w drogę.


                          Mając inny świat,
                      Żyjąc w innym świecie,
                    Nawet oset jest za miły kwiat,
               Kochając Przyrodę tak mocno przecie.


               Oczyma obejmuję żywioł po horyzont,
                    W nogach czuję ziemi zapach.
                 Ciężaru nieba na karku mając odkąd,
                  Nie chodząc po suwalskich stepach.


                 Kwiaty ogródkowe mi się kłaniają,
              Żywe od maja do Wszystkich Świętych.
                 U mamy nawet wzruszenia dodają -
         Od dzieciństwa po dzisiaj dla chwil niepojętych.


                  Czas spoczął na wspomnieniach,
                     Żyjąc na dziecięcych laurach.
           Każde chwile kończą się na serca drżeniach
            I tak przy każdych powtórkowych wzorach.... 

  Podlasiu


                             "PANTOMIMA"


                             Piękna jak Anioł,
                      Że nawet ptaszek Jej śpiewał.
                            Młoda jak wiosna.
                             Na buzi radosna.
                          Włosy złote jak len,
                       Rozwiewa wiatr na czas ten.
                         Oczy jak "Morskie Oko",
                           Usta jak owal obłok,
                Uśmiech od horyzontu po horyzont.
                   Skąd ten Anioł się wziął, skąd?
                    Sylwetka jak rzeźba natury,
                    Nic nie mając z karykatury,
                     Cudowna jak czyste niebo,
                      Na widok oczy stają dęba.
              Gestykulacje rąk, ciała, co za ruchy,
       Usta ruchome i choć widoczne, jest jak Anioł duch. 
                    Co za piękny defekt natury,
                          Żywa jak Przyroda,
                 Choć jest w dźwięku Pantomimą, 
                   A w naturze Peruwiańską Limą.   



                              ZALOTNIK


                         Moja Barbaro Anno,
                      Kiedy byłaś jeszcze Panną,
                   Pędziłem ku Tobie, jak zalotnik.
          Do wszystkiego podchodziłem jak nie psotnik,
           A jak podniecony, lecz rozważny młodzieniec,
    Co Ci przynosiłem bukiet kwiatów, nawet czasami wieniec,
                   Upleciony przez moją wrażliwość,
           Będąc natchnionym jak w energii częstotliwość.


                          Kiedy my się poznali, 
                   Pamiętasz jak czesałem Ci włosy,
                          Osłupiały się stałem -
                     Zamarłszy z piękna Twojego -
                 Przytulając serce moje do Twojego -
               Poczułem się jak natchniony uczuciem
                          Na spotkania nasz znak.
             Ty patrzyłaś na mnie tak sokolim wzrokiem,
                  Cielęcą bezradnością i niewinnością,
                Jak na niebie przepływającym obłokiem.


                A ja krok po krokiem w Tobie się czubił -
                          Sercem Ciebie polubił.
                     Aż miłować było mi wskazane -
                  Aż w Tobie nic mi nie było zakazane.
                           A kiedy powiedziałaś:
                           - Jestem cała twoja!
                      Ja, Ci na to:  - Panno moja,
                      Od uczuć pięknych i wzruszeń,
                   Młodzieńcu, tylko z nią się ożeń!
                Wtedy już zalotnikiem być przestałem,
              A mężem, który po ćwierć wieku jeszcze
             Zechciałem wierszem na wieki to przyozdobić.

  Barbarze



                              T  R  W  A  N  I  E


                       Czasu już minęło ćwierć wieku,
                               Bez jednego roku,
               Niewiadome dalej, co wyczyni w człowieku,
                       Ale niech on zostanie na boku.


                             A  c h w a ł a  Ci za to
                                 I wielkie dzięki,
                                 Że Ty nic na to.
                           Inne ogarnęłyby już lęki?


                               Gdy noc się kończy,
                               A dzień rozpoczyna,
                              Ciągle więź nas łączy -
                                I Ty ze mną jedyna.


                             Robisz co dnia to samo -
                               I nic Cię nie zniechęci,
                            I nie obrzydzi, moja Damo.
                             Inne z goła co inne kręci?   


                               W dzisiejszej dobie,
                    Nawet sam Anioł nie zniósłby Boży.
               A Ty mówisz: - Nie wyrzeknę się Ciebie,         
                       Aż nas oboje w grobie położy!

                                   Amen.



                        C Z U W A N I E


                   Już noc. Ty śpisz głęboko,
                         Jak w każdą noc.
          Ja nie, choć noc przenika mnie szeroko,
                    Ale to ja mam jej moc.


          Spoza zasłon nocne światła mrugają,
           Cienie jak żywe chodzą po ścianach...
             Wszystkie chwile, które mnie znają
         Nawet w barłogu spoczywają na kolanach. 


             Skrzydeł nie mam, nie polecę,
          Choć życie pod stopami mi się pali.
              Los co dzień urządza hecę,
           Zatem nerwy trzeba mieć ze stali,
              Żeby w spokoju duszy znieść,
                Albo piw wypić ze sześć.


                     Ale w środku nocy,
               Kiedy spożywanie zakazane,
     Skoro czarci przemierzają duszę po północy,
              Z ich szpon nic się nie wykręci,
          Gdy serce jest na łańcuchu uwiązane.


              Wyrwać się stąd nie ma mowy,
                      A i sił już brakuje.
     Trzeba raz jeszcze narodzić się dla odnowy,
               Ale to już mnie nie zaszokuje.


                     Nie ma co się bawić
                  W takie gry klonowania.
           Lepiej jutro takim samym się zjawić
                I czekać na Boskie dokonania.

Przy Auchan Białystok, dnia 23.09.2010 rok.



              NA  WIECZÓR  PRZY  AUCHAN


                      Księżyc w pełni -
               Mając na sobie odbicie ptaka.
       Ja sam siebie nie uważam za dziwaka,
              Wcale nie wierzę w to w pełni.


            Młódki chodzą od i do Auchana,
                 Nazywam je moje córki,
                Choć nie są moimi córkami.
       Ta satysfakcja od Boga nie była mi dana.


           Wnuczkę mam - i to mnie cieszy,
         Na noc zimną księżycową jesienną.
        W czas stały, nie na chwilę zmienną
      Do niczego człowiek już się nie śpieszy.

  Białystok, dnia 23.09.2010 rok.



         CZEGO  JA  CHCĘ  OD  SWEGO  ŻYCIA?


    Mam żonę, która przez cały czas mego kalectwa
                Nie puściła mnie kantem.
                    Mam dwóch synów,
            Na szczęście nie są narkomanami,
               Tym bardziej alkoholikami,
               Wyszli na normalnych ludzi.
             Mam już wnuczkę pięcioletnią.
                  Mam wierszy cały tom.
               A patrzę na świat, na ludzi
    Tak jakby niczego w życiu nie dokonałem;
  Tak jakby pierwszy raz dzisiaj zobaczyłem świat.
           Czego ja chcę od swego życia,
        Skoro już nic nie mam do zdobycia?
      A tylko wnuczkę bawić, wiersze pisać,
         Żeby sam przed sobą się popisać.
                 To chyba tylko dlatego,
                  Bo wiersz jest prawdą.
                 I niech tak będzie dalej.

  Białystok, dnia 23.09.2010 rok.



                 P R Z E M I J A N I E 


               Wiosna i lato przeminęło,
                   Jak z bata strzelił.
    Za niedługo gołe się stanie każde drzewo
           I tak czas pory roku podzielił.


                  Jesień się zaczyna:
           "Mimozami jesień się zaczyna
                 Złotawa, krucha i miła.
                  To Ty, ta dziewczyna,
              Która do mnie przychodziła..."

                      Jak pisał Tuwim.
                   A wyśpiewał Niemen.

                  Każda chwila jest dobra ta,
                      Która się przyśniła,
                Bo jeszcze się nie wydarzyła.
                 A ma się wydarzyć, czy nie,
                      Tego nikt nie wie.   



                   ZŁOTA  JESIEŃ  PODLASKA


                         W błękicie nieba,
                          W szumie lasu
                    Dzień jesienny dzień miły.


             Na akwenie kaczki lądują do chleba,
                       Rzucamy do wody,
                Aby dla oka nam się darzyły.


                 Taniec urządzają na wodzie,
               Ale nie są dla sobie partnerstwem,
         A jak w chaosie kto lepszy ten zwycięzca.


Krążą, choć w stadzie, osobno, chaotycznie zżerają chleb,
                Zanim utonie, znika z żeru.
   Następny człowiek, który przybędzie, dokarmia je,
           Bo jest żywicielem, a nie ciemiężcą.

184 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-12-30 16:18:07)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.

        JESIENNA  WYCIECZKA  DO  BIAŁOWIEŻY

                  [ Miłego zwiedzania ]

Piękny jesienno mglisty sobotni poranek, to przy złoto jesiennej ziemi,
Tak dzisiaj dostrzegam spoza firanek, aż dusza rwie się do wolności chwilami tymi.


Niebo błękitne bezobłoczne, słońce wynurza się spoza bloku,
Promienie wpadają do pokoju i do oczu na te chwilę zdrową, ochoczą.


Po nocy sikorki już wróciły z głębi puszczy, ruchomo ubarwiają
I tak już ładne jesienne drzewa. Sikorki z puszczy do miasta.
Ja w drogę do puszczy drugiej, gdy chęć mnie zagrzewa.


Mustang stoi posłuszny i chętny do podróży, który nigdy mnie nie zawiódł;
Zawsze, gdzie przemierzałem drogę, szczęśliwie mnie wiódł -
I tak po dzisiaj bez skazy posłusznie mi służy.


Więc w drogę wybraną tylko wyruszać aż do celu trzymając szczęście,
Jak kamyk zielony w zamkniętej dłoni, bo takich chwil w życiu nie ma za wiele,
Bo czas ciągle nam ucieka, a nie nas goni.


Barbara stale u boku mego ze mną zawsze nigdy nierozerwalnie.
Syn młodszy dodatkowo, który lubi mówić: "legalnie", towarzyszy z pomocą na każdym kroku.


Los zabrał mi chodzenie po tej Bożej Ziemi,  ale co prawda Bóg nie pozwolił zabrać
Ciepła rodzinnego żyjąc w tym bezcennym rodzinnym szczęściu dekadami trzema,
Nie ma nic wartościowszego, co można byłoby zamienić na coś innego. 


Kto tego szczęścia nie doświadczył, wie jakim jestem szczęściarzem, będąc w życiu
Nieszczęścia wirażem - po dzisiaj nie postradać rozumu i zmysłów Bóg mi raczył.


Na niebie błękit i słońce, na ziemi kolorowo barwny krajobraz.
W sercu gorące wzruszenie, zwątpienia żadnego mimo brzydki wyglądu mój obraz. 


Droga, którą już znam, jest nadal oczom piękna, bowiem odkrywam na nowo
Przyrodnicze wrażenia, patrzę z zachwytem, jak na kobietę nigdy nie gubiąc spojrzenia,
Bo krajobraz szybko przemija, jak cień muśnięty po oknie.   


Czas mija, kilometrów ubywa, w sercu radość, w oczach błękit.
Po wsze czasy niech tak bywa, niechaj nie znika nastroju duchowy wykwit. 


Puszczą, którą przemierzamy, wiecznie zielona. W drodze czasu nie mierzę,
Bowiem w siebie i w swoją "połowicę" wierzę, ona od Boga dla mnie jest przeznaczona.


Po obu stronach drogi krajowej wiąz, do złudzeń leszczynę przypomina -
Ubarwiony jesienią dodaje urokliwego wdzięku tak, że Boże mój drogi, 
Czemuż to jesień jest co rok, a życie tylko jeden raz?


W dodatku nie stąpam po tak uroczej i tak pięknej i szczerej dobrej podlaskiej ziemi. 
Jeszcze gorzej, że już nic się nie u mnie odmieni, żeby kiedykolwiek mogło się stać inaczej.   


Kamyk szczęścia w ręku ściskam, trzeba zapomnieć, co kiedyś się wydarzyło
I przeszłość potraktować, jak szczęście na nic nie narzekając,
Dziękując Bogu, że w ogóle z tragedii górniczej przeżyłem.


W drodze mając już za sobą rodzinną puszczę,
Grzech byłby nie przeżegnać się i nie pokłonić się Świętej Wodzie.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Tutaj na tym wzgórzu ludzie dziękują Bogu - zostawiają krzyże - symbole,
Że już wyszli z cierpienia, jest to poświęceniem w podzięce.   
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633


Obok w Pronar po drugiej stronie, nabrawszy "obroku" na drogę mustangowi, 
Co w nim dźwięczą mechaniczne konie, wiezie wdzięcznie nas przez podlaskie uroki. 


Wasilków mijamy w słoneczniej pogodzie, niebo ubrane w ruchome kolory gołębi. 
Mustang, choć droga mu ani nie grzeje, ani nie ziębi, więc może sprostać jego urodzie.


Oczy wybałuszam, jakby przybyłem z kosmosu lub nie było mnie przez wiekami,
Od kiedy wychodząc spod kamienia górniczego ciosu,
Aż do powrotu tęskniłem ku tej Ziemi dwunastoma latami.


Aż tutaj powróciłem na czas stały - i na wieki, będąc żywą cząstką tej Ziemi.
Choć wzrokiem sięgam po horyzont, jestem tylko jej przemijającym cieniem,
Którego za nic nie zgubię w korycie tej rzeki. 


Może jestem i marnym poetą, ale nie o to chodzi, jak co komu z sonetem wychodzi,   
A o to, co w duszy mi gra, co w sercu moim się narodzi.   


Urodziłem się jako poeta, nie dla salonów i sławy, a dla tęsknoty, natchnienia
I wzruszeń wrażliwości na czas trwały... Choć nigdy nie rządzi mną wypita seta. 


Rządzi mną  k a l e c t w o,  bo przez nie jestem tym kim jestem.   
W wierszach znajduję mojej tragedii świadectwo - ono stało się niejako moim chrztem.


Gdy Wasilków już za nami, niechaj wody Supraśli płyną dalej... Może kiedyś w niej
Utonie mój los, który życiu był drwiną, odmieniając się na lepsze z dobrymi snami?


Pod górkę mustang mój drogi piłatuje sześćdziesięcioma milami.
Ja, będąc człowiekiem ubogim, dumny jestem z niego czasami.   


Nie spuszczam ręki z gazu, aż tablica drogowskazu: Białystok nas przywita.
Jestem rad i jest we mnie zachwyt widząc miasto, od razu cieszę się jak dziecko,
Chociaż bywałem w Białymstoku już nie raz.


Miasto urocze, czyste, może [za]imponować nawet temu, kto często w nim bywa.
Rzadkiego przybysza, swym urokiem nawet może zaszokować każda ulica z piękna,
Gdy przybysz przejazdem lub na dłużej zatrzymując się tutaj przebywa. 


Ulice, którymi kieruję swoim mustangiem, dzięki dotacjom unijnym są odremontowane.
Każdemu, co nimi jechać jest dane, przemierza je jakby w nowym świecie. 


W dodatku jeszcze ku temu na każdym skrzyżowaniu drogowskazu światła łapiemy zielone -
Płynnie mijamy je wszędzie, a gdy już są za nami bez znaczenia, jak zmieniają się w czerwone. 


Miasto kolorowe, drzewa jesienno barwne, wszędzie reklamy pięknie wzorowe,
W mieście ludziom życie zdrowe, twarze mijające siebie noszą zarumienione barwnie.         


Z nieba dzisiejszego pogodnego słońce to wszystko bardzo wyzłaca. 
Radosnym jestem, nie mając na myśli innego miasta,
Gdy już na Podlasiu żyję, a nie tylko do miasta tego wraca. 


Ulica Sienkiewicza już nas żegna, a wita jeszcze dumniejsza Piłsudskiego,
Co wprowadzi nas w ulicę Branickiego, szczycąc się swym pięknem, jak warszawski Służewiec.


Ale nie czas okryć się barwnym z drzew jesiennym cieniem, biegnij dalej do celu
Mój koniku mustangu, tam w barwny cień się odzieniem, gdy powita nas las sosnowy.   


Zanim to się stanie, zanim tam będziemy, zabłudowska ma do mnie pytanie:
Mietku, spuść rękę z gazu! Dokąd twoje mustangiem takie gnanie? 
Nie pędź tak, nie bądź durnym "śledzikiem"*.


Toż i tak uczyniłem, jak znak prędkości tłumaczy, obok cmentarz jeszcze
Świadomości dodał, że życie, to nie gra w karty karcianych graczy,
A wartość nade wszystko, jakie Bóg z wysiłku swego nam ludziom podał.


Więc skoro tak, to trzeba uszanować wysiłek i prawo Boga,
Mimo to, choć poeci żyją wiecznie. Ale czas nie cofa się wstecznie;
Choć na ziemi jest wiele dróg, lecz życia tylko jedna.


Zatem, Mietku miej to na myśli i baczności, poza tym nie jeden żyjesz na tym świecie.
Skup się do sedna, do słuszności, skoro drogi masz do celu sto kilometrów przecie.


Między Białymstokiem, a Zabłudowem jest tak jesiennie pięknie po obu stronach drogi
Świat kolorowy, nie szary i ubogi, ścierniska zbożowe jarzą się w słońcu, jak złotym stołem. 


Droga wręcz płaska niepagórkowata, jak to jest w moim powiecie sokólskim.
Jedynie w podobieństwie stojąca każda chata, tu wszędzie zwyczajem podlaskim. 


Wieź nas dalej nasz koniku mustangu; będziemy po drodze liczyć bocianie gniazda,
choć co prawda jesienią są puste, a i spoglądać niebezpieczna może być nasza jazda,
A cel gdzie podążamy, jak życie jest wzorowy.


W dodatku tak się na drodze złożyło, że TIR w naszym kierunku podąża,
A z przeciwnej strony ruch, jak w naszą i było nie było wleczemy się za nim niejako
Z przymusu, ale i z naszej woli, bowiem co nas otacza spokojnie sobie zobaczymy...


Nerwy na wodzy, bo przecież wiozę swoją Miłouczynkę i syna, co za nich jestem odpowiedzialnym,
A w życiu droga niejedyna, zatem z nami i Ty Boże, który nas do celu prowadzisz.   


Wioski, które podczas drogi nas witają, po chwili zarazem żegnają, są cicho jesienno senne.
Chociaż wiatry jesienne, które spokojne melodie im grają, są nad wyraz uroczo krajobrazowo imienne. 


Obok wiosek pola, które je otaczają, dodają kolorytu jesiennego krajobrazom, każdy turysta,
Który podróżuje tędy, przymili swój wzrok nad tym przemiłym jesiennym obrazem!


Chociaż pola są tak w barwy jesienne piękne, ale bez ludzi na nich dla naszego wzroku.
Z tego powodu wcale się nie przelęknę, gdy z pól ciągle nie pogarsza się piękny krajobraz dla naszych oczu. 


Gdybym był młodym "szczurkiem"*, jeszcze ująłbym, że mustang bzyczy pięknie dla ucha.
Mam życia tyle, że zamiłowanie moje poezji słucha, przy której i do której stałem się samoukiem.   


TIR, który przy sposobności był wyprzedzony, został w tyle za nami i już zapomniany.
Teraz wita nas w Herbie "Jeleń Rogaty Czerwony", który także przez nas jest powitany.


Na tym kontakt i przyjaźń się kończy, skoro mój mustang, co prawda benzynę połyka,
Ale do celu coraz to bardziej droga umyka, za jakąś godzinę zupełnie docelowe miejsce przyjaźnią z nami się połączy.
 

Tym samym zanim to nadejdzie, teraz trzeba skupić więcej wagi, zbliżając się do ronda
I w tym względzie trzeba mieć w sobie więcej ostrożności, niżby odwagi.


Rondo, którego dwie wiosny temu jeszcze nie było, dzisiaj nie sprawia trudności,
A pozytywne zadumanie. I jak tutaj nie doceniać unijnego wypełnienia, aby żyło się lepiej Polsce.


Nawet ci, co byli Unii przeciwni, kiedy pobrali dotacje, zamilkły im się buzie.
Jeszcze pięć lat wstecz, mówili: "Polacy, nie bądźcie naiwni,
Nie wchodźmy do Unii!" Myślę, że z Unią jest bardziej na luzie.


Tak uważam - i z tą świadomością przejeżdżam rondo w większości z dotacji unijnej.
A że z natury jestem wysoce linijnej, życzę temu miasteczku z nieopodal którego
Pochodzi Święty Gabriel, aby obdarzył wielką światłością.


Drogowskaz na Hajnówkę kierunek wcześniej już wskazał,
Rondo było miło przejechać i opuścić. Od kiedy "paraplegikiem" się stałem,
Nigdy czas na mnie się nie obrażał, więc wio mustangu w nie za szybkim rytmie,
Aby wzrok mój mógł jak najwięcej krajobrazu utrwalić, po czym na papier umieścić.


Tymczasem znak drogowy Hajnówka 62 km wskazuje, nie stosuję zwyczaju:
"Komu w drogę, temu czas". Nieśpieszno mi do ludzkich mas, 
Skoro dobre państwo świadczenie mi realizuje.


Jaki krajobraz dla oka, taka prędkość mego konika.
Gdy krajobrazu piękność po horyzont jest szeroka, wzrok mój z niego nie znika.


Choć wioski, pola, lasy zdawałoby się jesienią uśpione, niemniej wszystko ma swój kolor;
Złoto barwny podlaskiej jesieni walor, przynajmniej poecie nie jest zagubiony.


Między Zabłudowem, a Narewką nagle droga staje się kręta, pagórkowata i leśna.
Na prawo i lewo krajobrazy przyrodą się barwią, w dodatku wyzłocone wrześniem.     


Droga, choć nie jest krajowa, jak nr 8, która przecina miasteczko moje.
Za to w podłożu nad wyraz dobra, pędź tylko mój mustangu koniku sobotnią wycieczką, 
Kiedy w ręku do gazu jest chęć i odwaga bojowa.


W lewo, prawo, z górki, pod górkę taki mamy dla oczu wizerunek drogi
Do złudzeń z niejedną powtórką, lecz czas na dzisiaj nie jest ubogi.


W oczach od krajobrazu kolorowo, w sercu zachwyt i radość gra, natchnienie nie odpływa,
Jak przedwiosenna rzeką kra, za szybą opór powietrza gwiżdże, pachnie las. 


Droga kręta nie kończy się kilometrami, pod górkę, z górki huśtawką, jak w kołysce dziecięcej.
Uchodzący lodowiec ukształtował Podlasie takimi walorami. Dzisiaj już nie pragnę nic więcej.


Przecież droga docelowa jeszcze przed nami, tyle wiosek po drodze aż do Hajnówki.
I choć mój mustang żre złotówki, to co widzę na jawie nie spełni się we snach.


Dzisiaj nie napiszę, że: klawo jest, jak cholera, skoro dzisiaj mam dumę i powagę.
W niektórych okolicznościach spuszczę gaz aż do zera,
Mijając wieś jedną, drugą, trzecią, trzeba skupić większą uwagę!


Kiedy nadszedł czas znaleźć się w miejscu, gdzie naturalna płynie rzeka: Narewka,
To nawet zatrzymałbym się na moście, nawet drogowym znakom wbrew,
Żeby tylko jesiennym urokiem rzeki nasycić oczy, jak pięknym snem.


Ale nie tylko my jedyni jesteśmy użytkownikami podlaskiej drogi, skoro przed nami
I za nami podróżują inne samochody. Z uroku czuję, że nawet sam mustang chce
Powiedzieć: Spuść z gazu użytkowniku ty mój drogi, ja oddech złapię,
A ty wykąp się oczyma w tej rzece dla ochłody. 


Miasteczko Narewka piękna jak inne podlaskie, zagubiona gdzieś na skraju Ojczyzny.
Kraju, ty mój lasów, rzek i Wysoczyzny, uwielbieniem jest większym, niżby tereny płaskie. 


Gdyby nie cel wiódł nas podróży, to zatrzymałbym się tutaj na dłużej.
Spytałbym tej uroczej rzeki: Czy mi wywróży, jakie sny będą sprzyjać w Glorii Chóru?   


Tym bardziej mógłby mi odpowiedzieć ten tutaj obok skrzyżowania stojący Czyściec?
Ale dzisiaj, jak bez głowy jeździec, właśnie dzisiaj przyszłości swojej nie chcę wiedzieć!


Najwyższy w Niebie, myślę, że mi to wybaczy, tym bardziej błogosławiąc,
Dobrą drogę wskaże? Skoro poeci nie rodzą się, jak miot sobaczy,
A zwłaszcza tacy, co mają  c i e r p i ą c e g o  życia bagaże.


Takich nie tylko kochają Aniołowie, ale i szczerze kocha sam Bóg.
Nawet podziwiałby własny ich wróg, ale takowych nie ma w ich wierszowej głowie.


Czas mija, droga przemija, już witają nas Nowosady. O dziwo, kark nie boli,
Nie sztywna szyja, zatem miło jest dodawać gazu, gdy mustanga prowadzić jeszcze dam rady.


Mustang "Bożym Dzieciom" okno na świat, a nie TV, co ukazuje bierny świat.
Choć przez dwadzieścia lat byłem temu światu wierny, tym niemniej na dzisiaj, to poezja mego życia kwiat.


Więc dalej i dalej moja poezjo - dźwięcz nad życiem wesołymi strunami...
Bo skoro w życiu los stał się herezją - nich się ugrzęźnie pod byłymi życia mojego ruinami.


Abym ja nie płakał na jawie, tylko żale wywlekał do wiersza; czym w tomie treść
Będzie szersza, tym bardziej stanę się wolnym, jak łabędź w tym Nowosadzie stawie.


Tylko szkoda, że to nie maj, nie kwitną sady. Bylibyśmy wolnym kwieciem
My dwaj, jak dwa lata temu przemierzając te osady. 


Ależ przecie poeta kocha wszystkie roku pory; nie tylko wiosnę i jesień, nawet
W upalne lato, w chłodną zimę ma wiele uniesień; ubierając ją w poetyckie wzory.


Nowosady na pożegnanie już nam pomachały, powrotną drogą my Im to samo uczynimy,
Do siebie bez żadnych czułości i chwały, bo w niczym siebie o nic nie winimy.   


Radość przeminie, pamięć zostanie wpisana do wiersza, sentyment zginie
I uczucia na sercu. Dzisiaj finał zamieści się w poetyckim kobiercu tam,
Gdzie skończy się historia naszego wycieczkowego wiersza.


Teraz Dubiny z uśmiechem goszczą nas aż do przedmieścia Hajnówki.
Więc trzeba z ręki spuścić gaz dla bezpieczeństwa bez żadnej wymówki. 


Nawierzchnia drogi srogo zdeformowana; zdałoby się odnowić nawierzchnię.
Choć Dubiny stykają się z Hajnówki powierzchnią,
Już w mieście ulica Białostocka, jak ta lala remontem odszykowana. 


Na skrzyżowaniu sygnalizacja świetlna nie inaczej, miasto zmienia się nie do poznania.
W większości Unii Europejskiej zawdzięczamy raczej, że tak pozytywnie jest zauważalna zmiana.


Kiedy wjechaliśmy w serce miasta; pięknie i czysto wszędzie dla oczu.
To że na Podlasiu i na kraju uboczu nie oznacza, że nie może być bogato, jak za Piasta.


Ulica, która prowadzi do Białowieży - wyprowadza z miasta ze wzbogaconym
Bagażem wrażeń. Raptem nakrywając nas zlaną masą cienia z gęstych drzew,
Rześkością odświeży, co orzeźwienia wystarczy aż do następnych wydarzeń.


Długo nie kazało na siebie czekać, kiedy miasto nas na dobre nie zdążyło odprawić,
Tutaj już puszcza swoimi jesiennymi kolorami z nami zaczęła się bawić,
Co wśród niej droga prowadzi kręta jak rzeka.


Otchłań puszczy połknęła nas jak nicość, choć ziemskie przyciąganie sześciokrotnie
Silniejsze jest od księżyca. To zdaje mi się, jakby unosiło mnie coś,
Jakoby zaczęło w powietrzu mnie więzić, jak lotna okrężnica. 


Tak jakobym płynął w powietrzu przed siebie, chociaż słyszę warkot mustanga. 
Tutaj przecież świadomości zachowania musi być wysoka ranga, skoro za życie Bóg
Odpowiedzialny w Niebie, na ziemi za Miłouczynkę i syna ja, będącym mi w potrzebie. 


Zatem głęboki oddech tlenu puszczy, czas wraca na ziemię. Dostrzegam na lewo
I prawo w nieskończoność las gąszczy, co w nim żadne stworzonka nie drzemią.


Pobocze drogi na obie strony w drzewa liściaste są tak bardzo gęste, że nawet
Wiatr nie błądzi, jak biegnąc przez puste pola, gdy przed wiekami ugrzązł tutaj -
Nie może wyrwać się nad otchłań koron puszczy.   


Tak nieodczuwalnie nikomu błądzi po dzisiaj, będzie błądził póki lasu otchłań żyć będzie.
Ja podobnie w podziemiu ugrzązłem wczoraj - i już jak ten uwięziony wiatr
Nigdy nie wyzwolę się ze szponów w tym życia cierpiącym mi względzie.


To też pozostało tylko mnie okryć się w tej otchłani leśnej barwą jesienną
Na jutro i na tę chwilę zmienną, póki jeszcze życie daje mi myśleć przytomnie.


Żółto jesienne ubarwienie jaskrawi się w prześwitach słońca - dodając uroku sosnom,
Które wyrosły nad wszystko. A droga, która zdawałoby się, że jest bez końca,
To temu, że nie świeci jałową pustką.


Tegoroczny sezon obrodził grzybami, to sporo w puszczy widać i grzybiarzy. 
Mnie też po lesie pochodzić się marzy, co tylko doświadczam ze snami... 


Tu, tam na drogi uboczu stoi samochód, bardziej w głębi lasu niejeden
Przy drzewie oparty rower, grzybiarze robią po lesie obchód.
Mnie tylko pozostaje na koniec włączyć mustangowi power. 


Jeszcze kilka drogi prostych, jeszcze kilka drogi obu zakrętów.
Już oczy dostaną nad wyraz niecodziennych prezentów w postaci: rysia,
wilków, żubrów, jeleni, łosi, świń dzikich, sarn, tarpanów - koni przypominających.


Droga była daleka - i w czasie jakoby niekończąca, już wskazuje drewnianą
Tabliczkę: Rezerwat Żubrów. Choć dziesiątkami razy była kręta nie była błądząca,
Skoro radosna na jawie, jakoby ze snów.


Wilgoć puszczy, przebytej podróży nie męczy, a orzeźwia - dodając otuchy.
Parkingowy, zapewne pomyślał: Ale zuchy?  Skoro obrazek za szybą tęczy.


Już wskazuje miejsce zaparkowania! Ja mu na to: - Jestem na wózku inwalidzkim!
Czy mogę gdzieś w miejscu bliskim, tuż przed bramą przywitania?


Parkingowy na to: - Ma pan kartę unijną?
- Nie! Ale jestem naprawdę na wózku inwalidzkim!
- To niech pan jedzie aż pod bramę i tam gdzieś zaparkuje w miejscu bliskim.
- Dziękuje panu! I pokonuję ostatnie sto metrów z wesołą miną.


Nad bramą wejściową do ZOO napis: Rezerwat Żubrów,
Po drugiej stronie przyciągają oko upominki na straganach. 
Sprzedający przyglądają mi się bez słów na podpartych łokciach na kolanach.


Cień pod drzewem miły, nie gasi zapału, a wręcz dodaje.
W tej chwili nic mi się nie zdaje, kiedy oczy moje tutaj przybyły. 


W psychice jeden problem tylko tkwi, trzeba usiąść na wózek.
Zaraz, tylko pot otrę z brwi i hopsa, skoro ze mną dobry jest bożek.


Brama z napisem na górze: Rezerwat Żubrów do zwiedzania zaprasza. 
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Ludzi wchodzących i wychodzących wzrok się rozprasza, chociaż wiedzą, gdzie są i o jakiej porze.


Pięćdziesiąt procent ulgę dla O N w zakupie biletu z chęcią zamieniłbym na czas wsteczny.
Tym bardziej zaprzęgnąłbym się w "rikszę" bez żadnego odwetu,
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Jak azjatycki wół wiózłbym swoją Panią w czas erotyczny.


I bym się nie wstydził za wiek swój. A ten kto by mnie za to wyszydził -
Mówiłbym mu: - To ty w życiu z[a]błądził i nie wiesz, gdzie stoczyć przeciw losowi swój bój!


Tablica, która wskazuje rozkład w Parku Zwierząt, pozwala zorientować się,
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Jakich zwierząt w klatce jest najbardziej mi żal. Patrząc, jakby nie było zewsząd,
W pierwszym rzędzie jest ryś, którego otacza wysoka stal.


Ryś w klatce niewolniczej chodzi tam i nazad, jak więzień w celi, co bez rad i tak jakby niczyj.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633


Żal mi go, ale jego więziennictwo akceptuję, choć nie jest to humanitarne wcale,
Za to każde dziecko na przyszłość wiedzę pozyskuje.


Sąsiedzi rysia, choć wilki, na wolności to niemożliwe, mają wybieg -
W nim jak w lesie ruchliwe niewątpliwie, chyba już tutaj na czas stały?!   
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633


Chociaż wędrują od drzewa do drzewa, to i tak jakby w ogóle nigdzie.
Skoro człowiek miewa takie pomysły, to wilki są nigdzie i wszędzie.


Ale i w więzieniu dzikości nie tracą, w watasze dowodzący porządek i zasady ustala.
Każdy człowiek, przyglądający się im z bliska, cieszy się, że sobą dzikości ich uwagę przywraca.


Po stronie drugiej żubry rewir mają tak duży, zdaje mi się, że same nawet nie wiedzą,
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Że nie po swobodzie leśnej chodzą jakby nie było, za to że żyją, w więzieniu siedzą.


Nagle "zielonym" się stałem i zapomniałem po co tutaj przybyłem.
To dlatego, że od dziecka przyrodę lubiłem, po dzisiaj utrwaliło mi się to, jak pacierz.


Zwierzę ma być na wolności, tak jak człowiek w domu.
Nie w ogrodzeniu żyjąc w zupełności, co obustronnie na dobre nie wychodzi nikomu.


Ależ powtarzam, nigdy nie będę "zielonym", skoro cel uświęca środki.
Jeśli po tym z dzieci wyrosną stokrotki, więźąc zwierzęta, świat nie będzie zawiedziony?         


  Na zakręcie jak na polnym skrzyżowaniu, żyje dla siebie i ze sobą para jeleni.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Oswojone, podchodzą do ludzi w zawołaniu, w pełni oddając się ludziom,
Pozując na foto w blasku słonecznych promieni.


Podążając dalej tropem Rezerwatu Zwierząt - napotkaliśmy na parę: "Żubroni".
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Leży jedno i drugie bydle, a woń taka, że broń Boże, skoro jak u bydląt, nieczystości nierząd.


  Niżej na długiej proste, gdzie rogaty łoś ryczy!
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Tutaj słońce wyzłaca pejzaż w chwili tej, co ujmę to na foto dla pamiątkowej zdobyczy.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633


Krajobraz jesienno wybornie nad śliczny, drzewa wysokie i jesienno barwne.
Nic tutaj nie rośnie na marne, chociaż obszar w zwierzęta pusty, mimo liczny.


Przy drodze wycieczkowego obchodu, za siatką, łosica skulona leży jakby była chora?
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Ludziom ciekawą jest gratką, nie podnosi się i nie odchodzi, leży tak jakby przygniotła ją obora.


Zwierzę nie człowiek, wstydu nie ma, i choć łez ma pełno powiek,
Ciągle jakby obojętny był jej każdy turysta wykonujący foto.


Za to jej kochanek, z którym dzieli swój rewir, tam po drugiej stronie wybiegu,
Wpadł jakby w szaleństwa zwierzęcy złości wir, rykiem nawołuje swą bratanicę do siebie.


Łosica leży jakby nic ją nie interesowało, nawet samiec po drugiej stronie rewiru, który dalej ryczący.
Leży i tylko "błymka"* oczami, jakby z niej już wychodziła dusza, jeśli jest w zwierzęciu coś takiego jak dusza. 


Tacy ludzie, jak ja rozumieją nawet zwierzęta. Myślę, że zwierzę wszelkiego rodzaju rozumie mnie?
Choć nie jestem zwierzęciem, tylko człowiek, to i tak niżej w życiu mierzę od człowieka,   
Skoro taką mam naturę na jawie, a nawet i w snach. 


Ten łoś zaraz, albo za godzinę wstanie, kiedy ludzi już nie będzie.
Ja jak już upadłem po swoim błędzie, nie wstałem, choć na duchu podnosiła mnie nie tylko rodzina. 
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633


Aby zapomnieć kim jestem, co mam na sobie, z sobą, za sobą i przed sobą,
Opisać trzeba tą pokorną łosicę, którą w wierszu zdobię,
Potem iść prostą do końca, nie życia, a w lewo, gdzie dzik nie jest osobą.   


Świnią, co nie ma zdania i wszystko jest jej obojętne, aby tylko brzuch nakarmić
Z obyczaju świńskiego wzięte, żyjąc bez odpowiedzi - skoro nie stawiając jej pytania.


Świnie leżą w zagrodzie, obżarte, nie myśląc o swojej urodzie.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Ni to są bezczynne, niby uparte ludziom, skoro nie chodzą po zagrodzie.


Mnie to ani grzeje, ani ziębi, wystarczy że leżą z dala od ogrodzenia.
Przynajmniej odór z nich mniej śmierdzi, a po foto i tak powiem im:
Do widzenia, chociaż na życie sposób mam gołębi. 


Tutaj na łuku za którym ostatnia prosta zwiedzania, jest ławka na której można odpocząć.
Mnie to nie dotyczy, skoro już dawno w życiu usiadłem, a los tak chłosta dalej. I co mogę na to począć?


Tylko to, że miło mi jak ludzie usiądą, a po nich moja Miłouczynka i "źrebak"*,
Któremu zawsze brak czasu, gdy młodzieńczo niecierpliwe myśli wiodą jego.


Stąd zaraz na prawo, gdzie wybieg dla sarn, stoi korytko,
W nim żółty ptaszek pokarm dziobie śmiało, to co w korytku widać wszystko.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633


Trochę dalej w zaroślach ukryty koziołek stoi rogaty!
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Dzisiaj nie są mu w głowie do sarn swaty, skoro jest sam, z myślą zapewne o polach.


Tuż za nim tego problemu zapewne nie mają koniki tarpany.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Żyją w rodzinnym stadzie ze sobą w symbiozie, los im udany,
Aż koziołek chciałby zapytać: czemu nie żyje tak ja.   


Nie brak im niczego, ani pokarmu, ani więzi w symbiozie rodzinnej,
Ani miłości w chwili pilnej lub nagłej, a zatem tylko po życzyć koziołkowi tego samego. 


Wśród tych koników tarpanów, wzbudza objawy najmilszej radości konik mały, 
Bryka sobie, choć nie zna szpanów. To przypisuje się tylko ludziom - Jegomościom. 


Na tej ostatniej prostej obchodu, powróciliśmy raz jeszcze do rysia, 
Skoro najbardziej jest żal go nam samotnisia.
Niech już to utrwali się nam, że to wszystko do naukowego ludziom dowodu.


Z tym rozumieniem i świadomością czas nadszedł końca zwiedzania Rezerwatu Żubrów.
My ludzie miejmy świadomość, że czynimy to dla zwietrzą z godnością,
Bo to istnieje dla edukacji, a nie dla sporów.

https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633

  Objaśnienia: "śledzikiem"* - określenie z pochodzenia na białostocczan, którzy będąc w
  innym regionie np. jak w moim przypadku było to na Górnym Śląsku w OHP, przezywano
"śledzikiem" czyli "sledzik". A wiązało się to z tym i przez to, że mieszkańcy tego regionu -
dzisiejsze Podlasie, po prostu zaciągali akcentem mowy mówiąc potocznie.
  Stąd takie określenie zwłaszcza było popularne w latach 70-tych ubiegłego stulecia.
  "szczurkiem"* - autor miał na myśli nazywanie takim potocznym określeniem młodych
  chłopców, którzy lubią zaszaleć z prędkością samochodem. 
  "błymka"* - w języku etnicznym autora po prostu mruga powiekami.   
  "źrebak"* - autor miał na myśli syna.

   Pisałem jesienią 2010 roku. Podlasie

185 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2015-02-11 09:35:25)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
 
          WIERSZE  Z  PAŹDZIERNIKA  2010  ROKU



            [ Ciąg dalszy już z października 2010

     W     Z Ł O T Ą     J E S I E Ń     P O D L A S K Ą

           ...Co mi w duszy gra i w sercu dzwoni... ]



                       W  GŁĘBI  PUSZCZY     


                        W otulinie puszczy
               Oddycham powietrzem zdrowym.
                     Czuję się jak w niebie.
                      Mówię sam do siebie:


                 - Lekko jest mi na duszy,
                        Rześko na ciele,
                        Spokój w sercu,
                 Ptaki są mi za przyjaciele,
                  Śpiewu mam pełne uszy
          Nawet jesienią, a nie tylko w czerwcu.



                JESIENNY  WEEKENDOWY  DZIEŃ         
     

       Z "wierszowego trójkąta" pięknie patrzy się oczom,
                Dzień zasobny w jesienną pogodę.
              Z oddali zanim chmury się przytoczą,
                Bądź w słońcu złoto-barwny dzień. 


              Sikorki radują się słonecznym dniem -
             Podróżują: drzewa, blok - blok, drzewa...
                     W wierszu chyba ja śnię,
                 Kiedy objawia mi się naga Ewa.


                   Na niebie cisza absolutna,
               Wiatry po drzewach nie gwiżdże.
          Jesień piękna złota podlaska cudna,
            Jedynie tylko drozdy nie śpiewają.   


          Pogodą sny żeby tak były wymawiane,
          Wszystkie pragnienia byłyby spełnione.
                   Ale mało komu to dane,
                Żeby tak na jawie się spełniało.   


        W życiu czasami momenty są tylko dobre,
                   Jak pogoda w przyrodzie.
I choćbym w walce z  k a l e c t w e m  zatrudniłbym jadowitą kobrę,
            Już i tak nie sprostałbym pierwotnej urodzie.


                      To też życie trzeba polubić
                             Takie jakie jest.   
                   Lepiej złotą jesienią się czubić,
     Niżby odnowa i odnowa cierpienia przechodzić chrzest.



                 JESIEŃ  TO  NIE  SMUTNA  PORA


                    Jesień, to nie smutna pora,
                  Z piękna jej jest radość spora.
               Wiatry chłodne po grzbiecie wieją,
      Ale to nic, gdy słońca blaski do mnie się śmieją. 


              Cienie płyną przede mną i za mną,
          Liście z drzew giną, przede mną i za mną.
         A ja jak ta jesień, w życiu z moją chwilą marną,
                   Ciągle żyję chwilą dawną.


                Wstecz jest mi bliższa i milsza,
            Niżby przyszłość nieznana, iż dalsza.
                   Bo właśnie tę życia wstecz,
              Jesień zawsze mi przypomina, lecz
Nie smuci mnie, bo jest jedyną z moich pór roku najbardziej lubiana,
               Bo jest harmonią ze mną zgrana.



                     PODRÓŻ  DO  NIEBA


                Bardzo czyste niebo wszędzie,
                    A więc w tym względzie
                    Słońce świeci tak samo
    Wszędzie - tu i tam, gdzie mieszkasz, mamo.


        Więc i skoro tak, późne lato się spisuje,
Zatem w drogę tam, gdzie czas z dzieciństwa mnie oczekuje.
            Mustang do drogi zawsze jest gotowy,
               A ja w natchnieniu zawsze wierszowy.
                    Więc tylko wyruszać w drogę,
              Póki jeszcze podróżować chcę i mogę.


                  Do dzieciństwa czasów się cofając,
        Z Naturą na wolności przebywając - Ją podziwiając.
                       Babie lato łapać biegnące,
                 Promienie słońca z nieba spadające.


                       Babim latem owinąć siebie,
           Abym z promieniami słońca błyszczał w Niebie.
                  Póki co, jest piękność doczesna,
         Słońce przyjmuje każda rana z życia bolesna.


                 Małe ptaki wśród barwnych drzew
                Komponują mi chóralny swój odzew. 
                       Nic tutaj się nie zmienia,
          Prócz na twarzach ludzi, co Im trud z imienia.


              A mi głód wszystkiego po dzieciństwo,
  A tym bardziej, co los mi sporządził w życiu świadectwo.
                  Przeto zawsze wracam wstecz,
    Tylko mi życie moje nad minionym czasem nie becz.

          Na cykam zdjęć krajobrazu przyrodniczego
                    I będę żyć dalej z tą urodą,
                Aż do czasu życia odchodzącego
       Tam, gdzie wszystko żyje z niebiańską zgodą.



                   PODLASKIE  KRAJOBRAZY


                      Duch mój Wolności
                 Hula po tych łąkach i polach.
                Aż radość w mym sercu gości,
                  Po przeżytych życia dolach.


                  Ocean lasów płynie zielenią,
         Niebo za horyzontem zachodzi czerwienią.
                Ja kiedyś to miejsce porzucił,
           Zrozumiał, kiedy los życie mi wywrócił.


                  Szczęście w życiu ci mają,
         Którzy w pisaniu od dziecka są poetami.
             Oni rodzinnych stron nie opuszczają;
         Żyjąc w przyrodniczej kołysce swoimi latami?


                  U mnie wyszło na odwrót;
                 Poetą jestem od urodzenia,
    A pisać zacząłem, kiedy stanąłem u bram wrót,
          Nie mając już możliwości z ich wychodzenia.


           Dźwięczne echo mnie po lesie niesie,
            Jak krajobraz po horyzont szeroki.
                Aż po te na niebie białe obłoki,
                  Jakoś tak samo prze się.



                        PAŹDZIERNIK


             Słońce świeci nie skąpiąc siebie,
             Drzewa jarzą się w promieniach.
            Żaden obłok nie płynie po niebie,
          A tkwi najwyżej we wspomnieniach.


         Wiatr jeszcze nie obudził się po nocy,
    Gałęzie drzew kołyszą jedynie siadające ptaki.
Liście uczepienia się drzew już nie mają żadnej mocy,
      Spadając raz po raz, świadczą jesień za znaki.


  W cieniu nadal szron gości na samochodach i trawie,
              Aż chłód koszulę do skóry ziębi.
            Lecz, ja nigdy nie jestem w obawie,
Skoro mając ciepły dom, bezdomność nigdy mnie nie gnębi.



                    JESIENNYM  PORANKIEM


                Kiedy słońce wyjdzie zza bloku,
              Już nie wznosi się nad lasu korony.
                Już spojrzeniem nie razi w oku,
            Tym niemniej można odsłonić zasłony.


             Już promieniami nie wyzłaca tak drzewa,
                  Jak to było jeszcze wrześniem.
             Tym bardziej zaniknął już ptasi odzew,
                      A tylko o ich chórze śnię.



                  TAŃCZY  WIATR  PO  ZALEWIE


                      Tańczy wiatr po zalewie,
                  Zakłócając spokój wody brzegu.
                        Goni wiatr po drzewie,
                      Nie znając życia w szeregu.


                       Biegnie wiatr w las cichy,
                        Zakłócając jego spokoju,
                       Wymawiając swoje grzechy;
                           Co nie chce pokoju.


                   Sosny szumią leśnym płaczem,
                   Brzozy żalą się gubieniem liści.
                   A wiatr ciągle jest im graczem,
                         Decydując, co im ziści.



                        PRZYSZEDŁ  MÓJ  CZAS


                           Tak było mi pisane -
                           Przyszedł mój czas.
                           Tak było mi pisane -
                          Przybyć tutaj w ten las.


                       Siebie, tutaj nad wodę wożę,
                       Za wszystkie radości i grzechy.
                          Dzięki Ci za to, mój Boże!
                          Że dałeś mi tyle pociechy.


                           Las otacza mnie zewsząd,
                        Brzozy płaczą nad moim losem.
                        W wodzie utonie życia mój błąd,
                    Co wieki tkwił nad moim losu patosem.



                                 JUŻ  NIE  ŻAL  MI,
                       ŻE  NIE  CHODZĘ  PO  TEJ  ZIEMI


                                    Już nie żal mi,
                           Że nie chodzę po tej ziemi.
                               Dzisiaj mam za to bal,
                          Bo jutro będę chodził w Niebie.


                                 Gdy przyjdzie czas,
                               Opuszczę Was i Ziemię.
                      Nie odczujecie pustki wśród ludzi mas,
                       Skoro byłem tylko człowieka cieniem.



                               W  CICHYM  MIEJSCU


                             Byłem tutaj ze sto razy,
                   A jeszcze może będę ze dwieście razy?
                         Bo tęskno mi do złotej jesieni,
                     Co się nad i pod wodą w złocie mieni.


                              Niebo słońcem się pali,
                            Hen tam, gdzieś za lasem.
                             A kiedy zajdzie w oddali,
                        Korzystam do pełni tymczasem.


                             Jak ciężko stąd odejść,
                     A jeszcze ciężej było kiedyś przybyć.
                         Ile to wschodów musiało zejść,
                   Żeby można było na wiersze się zdobyć.


                            Gdyby nie pisana poezja,
                              Nic nie byłoby to warte.
                           Bo byłaby świata inna wizja
                          I na czym innym życie oparte.



                                     CZUWANIE...


                                   Czuwa mój duch
                                     Nad tą wodą.
                              Każdy z wiatru jej ruch,
                                  Jest natury urodą.


                                  Czuwa mój duch
                                  Nad tym niebem.
                                Ptak, to jest mój druh,
                       Co płacze nad moim pogrzebem.


                                  Czuwa mój duch
                            Nad tym lasem strasznym.
                           Mając w sobie potężny słuch,
                          Choć w niczym będąc ważnym.


                                   Czuwa mój duch
                             Nad wszelkimi chmurami.
                            Pilnując wiatrów podmuch,
                          Będąc przebiciem nad murami.



                                       NA  JESIEŃ


                            Kiedy pogoda psikusa płata
                                 I kiedy tak się splata,
                            Że się jest z życiem na "kole",
                             To tylko wiersz napisać wolę.



                       WIERSZ  O  JERZYKACH  I  O  JESIENI


                           Jerzyki już odleciały do Afryki,
                         Nieba nie podbijają podlaskiego.
                            Nie tworzą się w zlite szyki,
                  A hordami podbijają nieba afrykańskiego. 


                         Jesień przyszła już na dobre;
                      Za oknem z bluszczu liść po liściu
               Nieodwracalnie spada ku jesiennemu odejściu,
              A tylko jego owoce są niewzruszone na tę porę.


             Na Boże Narodzenie, kwiczoł po nie tutaj zagości,
                  Jak w głębi puszczy zabraknie pokarmu.
                      Innym ptakom nie znajdzie litości,
                      Choć ode mnie dostanie za darmo.


                               Zanim co jesień taka,
                               Że tylko ją uszczypnąć.
                   Bo jutro może już nie być taką skądinąd,
                               A przyjdzie zimy oznaka.

  II

                         W  MIEJSCU  PRZYJŚCIA  NA  ŚWIAT


                             Piękne okoliczności przyrody;
                                  Jest tutaj tak cicho,
                                Jakby niczego nie było,
                             A przecież wszystko jest tutaj,
                              Czego człowiek wydobyciem
                                 Skaleczony potrzebuje.


                                   Wiatr jest w polu,
                                   Zające buszują w
                               Ścierniskowej seradeli.   
                              Sarny przebiegające drogę,
                            Dziki zryją doszczętnie polanę.
                         Brzozowy młodnik zmienił krajobraz,
                    W podobieństwie ze wszystkim lat przybyło.


                             Ta Kraina Podlaska jest mi,
                                    Nie jak sielanka,
                                   A jak druga Matka.
                              Budząc się każdego ranka,
                             Dzięki składam Najwyższemu,
                                 I tej Ziemi Podlaskiej
                              Po której, choć nie chodzę,
                                    Ale na niej żyję!


                                       *     *     *

                           Tak jak ptaki do gniazd wracają
                          Rok po roku aż do skończoności.
                          Tak i ludzie gniazdka swoje mają,
               Chociaż do siebie codziennie mówią: "Do widzenia!"

               Podlasiu


                              NAD  WODĄ  W  SZARĄ  JESIEŃ


                             Dzień się popsuł w pogodzie całkiem -
                            Smętna wszędzie jesienna martwota,
                                  A tylko woda jest grajkiem,
                      Spadając - co taka jest jej odwieczna robota.

                               
                                   Drzewa z dnia na dzień
                                  Mają liści coraz to mniej.
                                     Z przyjściem chłodu
                                U ludzi coraz to więcej drżeń,
                               Skoro na dobre zagościł chłód.

                         
                                 Pod wodą tylko jest pięknie
                              Ukrytą w puszczy, jak ja siebie,
                                 Nie dorównam jej z urodą,
                                A tylko co mnie pogrzebie?


                                Niebo pokryte szarzyzną,
                                 Woda naokoło zielenią.
                          Jesień zawitała nad moją Ojczyzną,
                        A drzewa barwią się jeszcze czerwienią.


                            Spokój mam na duszy okiełzany;
                            Już nie miewam smutków i żali.
                              A przez Naturę tutaj wezwany,
                             Odzyskam to, co mi się utrwali.
   =============================================================================================

186 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2015-01-08 20:15:17)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

DŹWIĘCZNE  PTASZĘTA  NIE  ŚPIEWAŁY  MU  DO  UCHA


Chełpi się jego serce,
Że żyje wśród ptasząt.
A kiedy był w podziemnej poniewierce
I śmierć czyhała na każdym kroku zewsząd!
Dźwięczne ptaszęta nie śpiewały mu do ucha.


Kto tego nie posmakował, nie wie
Ile jest warta dołowa kromka chleba?
Na dole nic nie rośnie na drzewie,
Kiedy nie świeci słońce z nieba.
Dźwięczne ptaszęta nie śpiewały mu do ucha.


Świat jest sprawiedliwy tylko tym,
Którzy życia nie znają.
I co nie znają kroku trudom swym,
A wszystko do wypicia mają.
Dźwięczne ptaszęta nie śpiewały mu do ucha.


Miłuje życie tylko ten, kto zdrowie stracił,
Bo jeszcze wczoraj zdrowia i życia nie szanował.
Przekonał się wtedy, gdy krwią zapłacił,
Jak w życiu przywalony ziemią był, iż pod nią się znajdował!
Dźwięczne ptaszęta nie śpiewały mu do ucha.



  ŚMIERTELNE  WSPOMNIENIA


Kiedy wspomnę o "grubie" - kopalni,
Jak upadłem skałą uderzony na urobek*,
Strach przeraża mnie, jak fakt widzialny,
Gdy w mgnieniu powiek, stać się mógł narodzony grobek!


W strasznym podziemiu na szarym urobku,
Którego dynamit wyrwał z calizny piaskowca,
Życie moje konało w podziemnym dorobku,
W zamglonych oczach, jak podcięte gardło u konającej owcy.


Ociosy* chwiejnie tańczyły z pierścieniami*,
Spąg* płynął, jak po morzu fala,
Oczy ślepotą z otumanienia wzrok traciły chwilami,
A śmierć krążyła bliżej, niż z dala!     


Kamraci, którzy przy mnie stali,
Przerażenie bezruchem zawładnęło nimi.   
Bardziej oni, niż ja, śmierci mojej się spodziewali,
Choć przy mnie nie byli jedynymi.


Byli przy mnie i Aniołowie,
Co nad spąg mnie uniosły -
I w mej śmierci połowie,
Na spągu mnie położyły.   


Śmierci wcale się nie bałem,
Skoro ona już i tak przy mnie była.
Chwilami z życia ironii się śmiałem,
Kiedy śmierć wraz z Aniołami ode mnie odchodziła.


A to oznaczyło, że żyć jeszcze będę;
Podnosiłem głowę raz po raz, o dziwo,
Widząc jak obudowa chodnika stała zniekształconym rzędem,
Ale już ku mnie nic się nie chyliło.

A więc żyć będę!

  Objaśnienie: urobek - zwał piaskowca lub węgla po odstrzale górniczym w czole kopalnianego chodnika.
  ociosy* - prawa i lewa strona kopalnianego chodnika.
  pierścieniami, pierścienie* - metalowa obudowa, która służy do zabezpieczania wydrążonego
  chodnika - przeważnie w kamieniu przed ewentualnymi górotworami odchodzącymi od calizny skały.
  spąg* - poziome podłoże chodnika kopalnianego - po prostu grunt pod stopami.



POETÓW  NAWET  W  KOPALNI  CHRONI  BÓG


Jakiż to Boży cud mnie uchronił?
Jakaż to siła żyć mi pozwoliła?
Kiedy ja od śmierci nie stronił,
Jak robota pod ziemią mnie spowiła.


Ach, Boże! Wielkie Ci dzięki,
Że ja byłem pod Tobą,
A Ty nade mną Wielki,
Nie dałeś mi odejść z ostatnią dobą.


Był w tym jakiś cel i sens,
Że mi powiek nie pozwoliłeś zamknąć.
W moim przypadku to wielki precedens,
Że w tym dniu nie musiałem skonać.


I że dusza moja skonać nie musiała,
Dzisiaj z takim przeświadczeniem ja żyję.
Za to, Tobie Boże! Niech będzie chwała,
Tego nawet przed ludźmi nie kryję.


Jest we mnie tylko jedna obawa,
Jeśli rękę przyłożyłeś, abym nie pomarł.
To czy w Niebie spodoba się Tobie moja wierszowa zabawa?
Co ja żem za lata drugiego życia na sobie wywarł.



    Z Ł U D Z E N I A


Kiedy chodzę po ziemi oczyma,
Kiedy ścieżki nimi wydeptuję,
To nawet płacze zima,
Że sam Bóg nie poratuje.


W takim układzie, zdawałoby się,
Że już nie ma znaczenia pora roku.
Po co mi takie rozmyślanie,
Kiedy natchnieniem dotykam obłoku.   


Na nim dobrze się czuję,
Tak jakobym nie szedł, a płyną.
Biały Anioł zelówek już nie kuje,
Bo na ziemi już czas chodzenia minął!


Czy z tym dobrze mi jest,
Sam do dziś nie wiem?
Chociaż już raz przeżyłem śmierci chrzest,
A ciągle myślę, że śniłem.

  III

    STAMTĄD  TUTAJ


Dzisiaj już nie pamiętam,
Że wczoraj wadziłem się z Bogiem -
Na tę chwilę przeklętą,
Co przyszło mi się położyć odłogiem!


A winowajcą był z ciemności kamień,
Co wyrządził dozgonną mi niewolę,
Gasnący życia młodego strumień,
Co trzeba było taką znosić dolę!


Palił się w sercu moim ogień,
Z wybuchu tragedii płomienny,
Nad życia i śmierci moim progiem -
W nocy i na czas dzienny!


Często kląłem sam na siebie,
Że byłem niepoprawnym głupcem.
A nawet, Boże! Pretensje miałem do Ciebie,
Że już nie jestem Bożym chłopcem!?


Dzisiaj nie żal już mi niczego,
Nawet tych lat, które upłynęły,
Skoro wróciłem do krajobrazu leczniczego,
Po tym tutaj wszystkie zmartwienia na wieczność odpłynęły.



       COŚ  ZA  COŚ


Przybywam oto tutaj w to miejsce
Dla oczu i duszy jak antidotum,
Kiedy spoczynku i ciszy mi trzeba, jak czyśćca,
To miejsce służy mi jak zaufania wotum.


Tutaj będę przebywał póki sił w moim żywocie,
Tutaj krajobraz wiersze będę zdobić: 
W zieleń, żółć, czerwień i w złocie,
Aby wraz z krajobrazem z cienia się wydobyć.


...Ptaszęta będą mi śpiewać,
Sosny i świerki szumnie ze mną rozmawiać,
Nadmiar wody z grobli z dudnieniem spadać,
Kaczki tłocząc się w ruchome kolory przemieniać...


Będzie mi tutaj, jak nigdzie nie było tak swojsko,
Będzie mi tutaj, jak nigdzie nie było jak niebo.
Co prawda, widziałem już niejedno, Polsko,
Ale tutaj najbardziej pachnie mi swojską glebą.


Z jarzma powróciwszy, jakie los mi spłatał,   
Soki chcę spijać natchnieniem i wierszem tej Ziemi,
Abym po niebie już nigdy bezsensu nie latał,
Przez to, że nie było mnie tutaj dekadami trzema.



  JEST  TAKIE  MIEJSCE


Ja, poeta w słowie ubogi -
Słów mi brakuje żeby to opisać.
Boże, Ty mój najmilszy drogi!
Jakie mam słowa wyczesać?

Żeby to ująć jak się należy.

Jakiż to poetycki duch mnie opętał,
Że ja w poezję się na dobre uwikłał?!             
Czyżby po temu, że los nogi mi spętał?
Czy ku temu, że ja przy natchnieniu trwał?

Żeby to ująć jak się należy.

Bo jest takie urocze miejsce
Na tej pięknej podlaskiej ziemi,
https://picasaweb.google.com/1032767343 … 9730990530
Gdzie ja osadziłem swoje życie w trosce,
Wracając do macierzy po tragedii śląskiej.

Żeby to ująć jak się należy.

Obojętnie gdzie na ziemi rodzinnej jestem,
Urok jej jest moim największym zachwytem;
Zachwyca mnie ta ziemia swoim gestem, 
Wschodzącym słońcem, ptaków śpiewających ze świtem.

Żeby to ująć jak się należy.

Te wzgórki, pagórki, lasy, pola i łąki
Wzruszają mnie po horyzont daleki.
Sine chmury, błękitne obłoki, wiosennych kwiatów pąki.
I ten leniwie snujący meander nurty rzeki.   

Żeby to ująć jak się należy.

Wioski w azbeście od słońca w dachach błyszczące, 
Z pagórków stojących w srebrze się ukazują:
Wiosną, latem, jesienią czy nawet w zimie należycie upiększające,
Co na co dzień tutaj w rodzinnym Podlasiu oczy moje znajdują.

Żeby to ująć jak się należy.

  Mojemu rodzinnemu Podlasiu



    T  R  W  A  N  I  E


Czasu już minęło ćwierć wieku
Bez prawie jednego roku,
Co niewiadome, co dalej wyczyni w człowieku,
Ale niech on zostanie na boku.

C h w a ł a  Ci za to i wielkie dzięki,
Że Ty nic na to. Inne ogarnęłyby już lęki?

Gdy noc się kończy, a dzień rozpoczyna,
Ciągle więź nas łączy - i Ty ze mną jedyna.

Robisz co dnia to samo - i nic Cię nie zniechęci,
I nie obrzydzi, moja Ty Damo. A inne z goła, co inne kręci?

W dzisiejszej dobie nawet sam Anioł nie zniósłby Boży.
A Ty mówisz: - Nie wyrzeknę się Ciebie,         
Aż nas oboje do grobu położy!

Amen

  Barbarze

 
         
DUMANIA  NAD  ŻYCIOM
[ paswajemu czyli etnicznie ]

Wieciar wieja ad wschadu,
Słonko świecić abiadom.
Dzisiajka na maju biadu
Ni idu czaławieczym chadom.


Ta z hetaho siadzu i dumaju
Nad swaim życiom...
Szto ni chto ni woźmja biadu maju
Na dzisiajka, zawtraka i pa tom.


Jakoja życio sabie zhadawał,
Takoja budzia na usie.
Hetaka ni son i ni kawał,
A balaszczaja prauda na zausie.


Wot i szto daczakałsa szczaścia,
Bło ni bło żyć trebo
Baz hetaho, jakaja maja życia maścia,
Pakul prydzia Niebo.


     *     *     *

Ciekawość nie znika tak szybko, jak szybko się pojawia.



  NIEJEDNAKO  GWIAZDY  ŚWIECĄ  WSZYSTKIM


Życie zaczyna się od pierwszego oddechu i kończy się z ostatnim oddechem.
A za życia, życie jednego odbije się szerokim echem,
drugiego jak w niebyciu ugrzęźnie tylko mu znacznym pechem.



      POZYTYWNIE  ZAKRĘCONY


Każdy w życiu ma swój czas, aby mieć marzenia i je realizować...
I choć na tej ziemi żyje się tylko jeden raz,
przyjdzie się kiedyś na realizację znajdować czas.


A wybór jest taki, jak natchnienia, serce jest drogowskazem - 
stawiając pierwszeństwa drogowy znak,
aby w życiu iść przed siebie drogą wybraną
lub wracać z życiem po wspomnienia -
umieszczając je na papier pozostawiając po sobie życia znak.

 

ŚMIERĆ  SIĘ  ODDALA - WIECZNOŚĆ  PRZYBLIŻA


Zakosztowałem poezji, jak narkotyku,
Który wciąga bez wyleczenia się od nałogu.
Bez herezji, będąc na śmierci styku
Nie chciałem żyć tak w pustym duszy odłogu.



   Z  MAŁADYCH  LET
     [ pa swojemu ]


Z maładych let uże
Ścieżki zaraśle biarazinoju, 
Pala adłohami - a pa tamu chwajnoju.
I let na haławie mnoho uże.


Dzisiajka usio usiudy innoja,
Ty, ja, hetaka, tamtoja i innoja
Szto ni widzim i ni znajam,
Tolko widzim heta, szto na sabie majam.


Z maładych let prawia usio pahinuło,
Albo uże usio pazmianiałaso,
Tolko z pamiaci ni minuło
Pa dzisiajka, szto uczoraj stałoso.


Nad usiom ni padumajasz,
jak usiudy ni hleniasz,
Tolka widzisz miniany czas
I pustyje u wioscy chaty majasz,
Kali adnyja paumirali,
druhija paszle da ludziej mas.



   STARY  CZAŁAWIEK
     [ pa swojemu ]

Siadzić na ławcy stary czaławiek,
Na tware miełszy moża z sto let.
Kali żył jon ceły wiek,
Na pełno widział ceły świet?


Ciakawa, szto jon skaża,
Kali jaho zapytaju:
- Wy dziadzku, wiela wasza heta życia gaża?
- Ni uwierszy, piaćsot załatych maju!


- Mało na hetyja czasy. 
- A ty skolko majasz?
- Dawoli na hetyja czasy.
- Ta znaczyca mnoho majasz?
- Nu tak jakby dawoli, choć usie mało.


     *     *     *

Poezja to taka człowieka majętność, że nikt jej nie zabierze,
jak się zabiera nieruchomości. Bo tego nie ma się w obszarach ziemskich,
czy w murach stojących pod obłoki, a ta majętność jest zbudowana w duszy człowieka.
Jedynie zło, jakie może temu krzywdę wyrządzić to nie uczciwe ją zaopiniowanie.



     MOTTO  MIETKA


W nocy śpij - o dobrych rzeczach śnij...
W dzień żyj, z ludzi nie kpij.

Zasady miej uczciwe,
Nawet wybacz sprawy zawiłe.
Poślij, co nie ludzkie do lamusa
I niech Cię nie dręczy żadna pokusa.

Bądź woli swej harcownikiem
I swoich czynów orędownikiem.


     *     *     *

W życiu mężczyzna nie wtedy jest mężczyzną, kiedy jest "maczo",
a wtedy, kiedy kobiety przez niego nie płaczą.


     *     *     *

Ludziom zawsze dalej do "happy endu", a w rezultacie zawsze bliżej do błędu.
Skoro człowiek nie komputer, a błędna żywa jednostka.



        PARADOKSY  MIŁOSNE


Bywa tak, że jeden mężczyzna kocha wiele kobiet,
a kobieta nie chce go żadna.
A z drugiej strony drugi mężczyzna nie kocha żadnej kobiety,
a one wszystkie uwielbiają go.
Wszystkiemu winien jest jego seksapil.
Ot i cała prawda o kobietach z paradoksem miłosnym.



     WYBÓR  CZŁOWIEKA


Jan Kochanowski pisał:

Zna kto kiedy poetę trzeźwego?
Nie uczyni taki nic dobrego.


Ja jestem tego dowodem!
Odkąd piszę, zawsze byłem i jestem trzeźwym.
Stąd moje wiersze są marnym poetyckim rodowodem,
W dodatku jestem mniej wesołym, a bardziej zmierzłym. 


A zatem od jutra zaczynam pić, 
Żeby prawdziwym poetą być.
A z drugiej strony, jeśli Kochanowski nie wylewał za kołnierz.
To nie oznacza, że i ja mam trzymać dzban stale w ręku   
I rozprawiać o dziejach Rzeczpospolitej w głośnym dźwięku.   
Skoro poeci rodzą się różni w rozumach
I o różnych gustach i smakach.   
Każdy poeta żyje w swoich czasach.
Kochanowski pił, bo bywał w ludzkich masach.
A kaleki poeta nie do wypicia i nie do tańca,
A do żalu i do różańca...   



        W  MOIM  PRZYPADKU


W moim przypadku poeta nie śpiewa, poeta nie tańczy,
statyczny jest jak drzewa, przez los wybrany. 

W moim przypadku jest to możliwe, co większości jest upierdliwe
w tym moim nieznośnym światku.



              SŁOWO  PISANE  NAD  WSZYSTKIM


Mijają dekady: drzewa próchnieją, żelaza rdzewieją, betony porostami zarastają,
a słowa pisane są niezmienne, jedynie papier pożółknie.
Mijają stulecia: ludzie przychodzą, odchodzą, a słowa ciągle żywe - słowa poezji.


     *     *     *

...Potencjał we mnie drzemał, który musiałem wyrzucić z siebie - i teraz jest mi lżej...


     *     *     *

Jeśli straci się głowę, to już wtedy i nie ma się twarzy.


     *     *     *

Ja nie mam kompleksu, że piszę słabe wiersze,
skoro nie żyję z poezji i nie grozi mi bezrobocie.


     *     *     *

Życie: jednemu szczęście i radość, drugiemu tylko cierpienie.
A przecież jeden i drugi rodzi się tylko raz.



DZIECKU  I  ALKOHOLIKOWI  NIGDY  SIĘ  NIE  UFA     


Dziecko zawsze obieca, że będzie grzeczne,
a prawie nigdy nie dotrzymuje obietnic.

Także jak i ludzie niskiej moralności, jak alkoholicy:
dobry obyczaj to im pieniędzy nie pożyczaj,
bo raczej już nigdy nie odzyskasz.   


     *     *     *

Hej góry! zaklęte góry!
Tęskno mojej duszy!

  Jan Kasprowicz



   DO  JANA  KASPROWICZA


Biedny Ty, mój poeto,
Że tak tęskniłeś za górami.
Ja nawet nie widziałem gór ze snami,
A wcale nie ubolewam nad nimi przeto. 


A tylko tęskno mi do tych stron,
Skąd przyszedłem na świat.
Nad cudzymi skałami łez nie roń,
Kiedy najmilszy jest Tobie dziecięcy świat.



    "MENOPAUZA"


Gdy nadchodzi noc,
Dusza rozmawia z ćmami.
Gdzieś już zginęła upojna moc,
Kiedy struny rozkoszy ucichły z latami.



     ŻYCIE  PO  ŻYCIU


Nigdy już nie postawię stóp
Na tej tak Bożej i prześlicznej Podlaskiej Ziemi,
Kiedy nogi moje martwe są, jak trup
I nie są mi za nic wdzięcznymi.


Nie chodzę! aż kiedyś,
Jeśli raz jeszcze się urodzę,
To może pójdę, skoro Tyś Boże
Masz nade mną wodzę.



LEPSZA  GORZKA  ŚWIADOMOŚĆ, NIŻ  NIEZNANE  JUTRO


Ja,  k a l e k i  poeta, który siedzi pół metra nad ziemią, 
a o stopę nad nią są moje stopy - mam zawsze czyste buty,
nie mając na nich pyłu wędrowca.


Za to wędruję sercem, myślą i natchnieniem...
Żyję nie jutrem, a wspomnieniami czyli przeszłością.
Z tego dziesięciokrotnie mam mniejszy wydatek na obuwie.
A stokrotnie na żal i na niezapomnienie. 



REKOMPENSATA  ZA  ŻYCIE 
   

Jak miło oczom, duszy i sercu,
Że żyje się w gąszczu puszczy,
A nie w gąszczu betonu i szkła.
To co w życiu mi się przydarzyło,
Jakby jest życia rekompensatą,
Nie za to i przeto,
Że byłem "królem",
A za to i przeto,
Że byłem prostym człowiekiem,
Który styrał zdrowie i życie
Pracując 630 metrów pod ziemią.
A po temu przede wszystkim,
Przeto i za to,
Że stąd pochodzącym.


     *     *     *

Drzewa umierają stojąc, ludzie leżąc -
praktycznie mała różnica prócz czasu sądnego granica.


     *     *     *

Człowiek, który urodził się i żyje w puszczy betonu i szkła,
raz w życiu, czy nawet raz do rok pojedzie do Egiptu na wczasy
lub w podobne miejsce świata, myśli i się cieszy, że jest szczęśliwszym
od "wieśniaka", który od urodzenia żyje cały czas na wsi wśród NATURY PRZYRODY.
A prawda z goła jest odmienna, kiedy rzekomy "wieśniak Egipt" ma na miejscu.


     *     *     *

...Człowiek, który postępuje według serca,
a nie według rozumu, z goła bardziej w życiu cierpi.
Ale za to ma więcej natchnień i wzruszeń...



     PIERWSZY  ŚNIEG


Czasami pierwszy atak śniegu
Przychodzi jak niespodziewana choroba.
Stało się to dziś, tak w jesieni biegu,
Nie powiedziałbym, że to ozdoba. 


Ale co mi tam,
Gdy dziś nie będę na dworze.
Jutro śniegu nie zostanie nawet gram,
Skoro popłynie do rzek - i w morze.

I znowu będzie jesień złota.

  21.X.2010 rok. Podlasie



BÓL  WKOMPONOWANY  W  ŻYCIE


Dotyka mnie ból,
Jak przebytych dziesięć stuleci.
Poeto, usta lepiej stul!
A udręka z ciebie uleci?!   


Chociaż z tego czasu -
Żyję zaledwie jedną dwudziestą,
A świat nad światy duszy mego chaosu -
Jest nadmiar codzienną tak częstą.


Od wieków, jak ludzie istnieją,
Czy muszą tak cierpieć?
Jak spróchniały ząb, co nad nim boleją,
Aż po życia kopiec.



  W I E C Z N E   C I E R P I E N I E


Odkąd się stałem okaleczony
Nie pomnę, by nie gnębił mnie ból.
To tak, jakby z chorobą przywleczony,
Co nie mija, a śmierci woła wprost i wpół.



ZA  COŚ  ULEGŁOŚĆ


Czemu nie teraz?
Czemu nie tutaj?
Pozwól mi chociaż raz,
A po tym nawet mnie "sputaj"*

  Objaśnienie: "sputaj" - w etnicznym języku autora po prostu zwiąż powrozem.



  DZISIAJ  NA  POLU


Dzisiaj na polu;
Pusty czas tylko przemierza,           
Bo plony w stodole
I pełne spichlerze.


Dzisiaj na polu;
Samotne ścieżki i dróżki,
Skoro ostatnie pokolenie na holu,
W beznadziejnym świecie wróżki?


Dzisiaj na polu;
Jakoś tak inaczej,
Tak jakoś jak poza stodołą,
Jakoś tak dziczej.


Dzisiaj na polu;
Ziemia w miejscach niektórych płacze,
Bo jej spadkobiercy w Opolu?
I żałobna cisza przytłacza.
 

Dzisiaj na polu;
Wszędzie samotnica po nieboskłon.
Umieraj na samotnicy padołu,       
Kiedy już nie wyrośnie zboże, a klon.



   DUMA  ŚWIĘTEGO  ROCHA

https://picasaweb.google.com/1032767343 … 5490870130
https://picasaweb.google.com/1032767343 … 3525540050

Od dziesięcioleci na stoku z dumą
Stoisz w centrum miasta,
Co w bieli wznosisz się swą kopułą,
Nad dumą tego miasta.


Każdy nie raz tu był, 
Kto jest katolikiem z Podlasia?
A temu, co Jezus się śnił,
Nawet uważa się za modlisia? 


Kiedy jestem tutaj
Na ulicy ŚWIĘTEGO ROCHA,
Czuję Boga, jak dotyka mnie, bodaj,
Tylko nie wiem, czy wystarczy Bogu, moja skrucha? 


O kalectwo, to już nie spytam,
Skoro cierpieć potrafię.
Radośnie jest unosić się swym zachwytom -
KATOLICYZM mając za swoją parafię.

  Białystok, dnia 23.X.2010 rok.

187 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2015-01-12 15:18:24)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.

   PRZEZNACZENIE


Muszę żyć, bo przecież jestem poetą,
Muszę śnić, bo jestem jak sonet.
Muszę przędzić poezji tę nić,
Aby w życiu wierszowym być.
Taka jest moja rola,
Taka jest moja dola
Poetą być na chwilę tę, 
Która przyszła jak burza,
Jak grom z jasnego nieba,
Co grzmieniem się wydłuża
I spada, jak śmierć życzeń
Na moje ciało i duszę
Bez żadnych wyliczeń.
Zatem nic nie znane,
Co może spotkać człowieka.
A niepewności głębia nieznana taka,
Jak mulista rzeka.



    COŚ  NIEBYWAŁE


Śniło mi się:

Widziałem na zachodzie wschód słońca,
Na wschodzie zachód słońca.

Nie było to straszne,
Ani dziwne, tylko normalne.

Kiedy świat w niszczeniu środowiska zszedł na psy, to i to możliwe?! 

A sny przecież często się sprawdzają?!



W  MIEJSCU  DLA  POETY


Kiedy patrzę w okno
I widzę szczery las,
I słyszę, jak szumi w ten czas,
Jest to dla poety szczęśliwe piękno.


Małych ptaków jest więcej, niż drzew,
Aż zabrakłoby czasu, by je zliczyć.
Choć jesienny, ale jednak słyszę śpiew,
Czym mogę nadal się zachwycać.


A kiedy spojrzę w niebo -
Żadnego nie widzę przemijania.
Tylko czuję Boga naszego,
Który na Ziemi każdemu wyznaczył przykazanie. 



    WCZORAJ  I  DZISIAJ


Wczoraj szczęście złapałem za nogi.
Dzisiaj uciekło mi w siną dal.

Wczoraj spijałem szczęścia miód.
Dzisiaj została tylko łyżka dziegciu w beczce miodu.


     *     *     *

Poeta powinien pisać to, co przychodzi mu na myśl,
co serce i natchnienie dyktuje bez żadnej obłudy.
Prawdziwy poeta jest ten, który może tak myśleć i pisać,
który jest samoukiem i przez nikogo nie jest opłacany.



  PELARGONIA  Z  PRZESZŁOŚCI


Kiedy w oknie cudzym widzę pelargonie,
Przypomina mi się dzieciństwo.   
Tylko nie mogę się zdecydować,
Czy te smutne, czy te wesołe,
Czy te nieszczęśliwe, czy te szczęśliwe. 


Najgorzej w tym, że to było tak dawno -
Z czterdzieści lat temu.
A wydaje mi się, że to było wczoraj.

Więc weź i z przeszłością się uporaj.

Pelargonia przypomina mi melancholie, stare życie,
I ten wieczny pamiętany jej zapach,
Dom rodzinny, rodzeństwo, wytapetowane ściany.


Na Boże rany!
Lat tyle upłynęło - aż zostałem poetą.
A pelargonia niezmiennie taka sama.


     *     *     *

Nie ten jest dobrym poetą, kto w poezji
umieszcza wyuczone intelektualisty piękne słówka.
A ten jest prawdziwym poetą, kto pisze z wrażliwym natchnieniem i sercem.   


Nie ten jest poetą, a nawet prozaikiem, kto pisze jak widzi.
A ten jest poetą bez względu, co pisze i jak to widzi,
ale za to z emocjami duchowymi, które targają nim po skurcze mięśni,
po silniejsze przyśpieszenie bicia serca i aż po wygenerowanie
skłonności do objaw wrażliwości, jest poetą nad poetami niewrażliwymi. 



   INSTYNKT  SAMOOBRONNY


Miotam się duszą, nie ciałem,
Jakby "złe bogowie" chciały mi ją wyrwać!
Już nie raz nad życia przepaścią stałem,
Ale już tak dalej nie mam siły trwać.



          HARMONIA  POETY


Co dnia, kiedy budzę się, otwieram oczy, widzę to samo,
a jednak nie zniechęcam się do tego świata, tego życia.
Przeciwnie, widzę barwy zielone, barwy jesienne,
chłodne niebo, zimny błękit, każde drzewo, sens życia,
pogodę ducha, cierpienie, które wzrusza.
Tego samego ptaka, a jednak nie tego samego.
Te same słońce, choć nie te same,
bo za każdym razem w innym miejscu i choć co dnia chłodniejsze,
to coraz bardziej z potrzebą ogrzać mi się.



        TAK  POTRAFI  TYLKO  POETA


Nikt nic nie daje i nikt nic nie robi za darmo, prócz poety.
Bo poeta nie musi zarabiać na życie, mając wszystko prócz życia.
Więc nie musi brać, a tylko dawać.
Poeta daje to, co dawać jest najtrudniej czyli siebie.
Ale -cenzura- nie jest.



                BRYLANT


Żyję już pół wieku plus do tego trzeba dołożyć pół dekady.
Widziałem srebro, złoto, nawet trzymałem w ręku,
A nawet te cacka kiedyś miałem na własność.
W telewizji nawet widziałem brylant, ale nie był żywy.
Żywy brylant zobaczyłem i mam na co dzień,
Nawet na własność, kiedy dostałem Ciebie.
Już bez różnicy, czy od losu, czy od Boga.
Brylant to brylant.

  Barbarze



            JAK  BOBRZE...


Jak dobrze, że już jesień, słońce nie praży,
cień nie jest potrzebny, już w ogóle nie jest potrzebny.
A teraz nawet nie szkoda, że drzewa nie mają liści,
a liście nie mają drzew, skoro cień nie jest potrzebny, bo słońce nie praży.
Jak dobrze, że nie jest potrzebny cień, a jest potrzebna wszystkiemu,
czy prawie wszystkiemu jesień.
Jak dobrze...



                    PRZY  ZALEWIE


Patrzę między dwie olchy z urodzenia syjamskie w kształcie rzymskiej piątki,
widzę groblę, przy niej kaczki bez ruchu własnego, jedynie wodne prądy
popychają je wskazując, że są żywe. Tymczasem przybył wędkarz,
zagadałem na temat ryb. Chwalił się, że wyciągał szczupaki o wadze po 3 kg.
Ja zaś chwaliłem się, jak to za łepka łowiliśmy szczupaki pod Sidrą,
jako kłusownicy łowiąc siatką. W tamtych czasach i w takiej płytkiej rzece,
inaczej się nie dało. Kaczki za ten czas odpłynęły, sam nie wiem gdzie.
A tylko woda huczy spadająca z grobli i wędkarz wzdłuż brzegu zalewu
przemieszcza się raz po raz zarzucając wędkę...
Trzeba wracać do domu, ze mnie wędkarza nigdy już nie będzie.



          DZISIAJ  DZIECI  SĄ  MĄDRZEJSZE, NIŻ  WCZORAJ


Gdyby pół wieku temu miał tyle lat, ile mam dzisiaj i byłbym takim, jakim dzisiaj:
dzieci przezywałyby mnie, wytykałyby palcami, wyzywałyby od kalek!?
Bo pamiętam, co my wyprawialiśmy, jak postępowaliśmy, gdy mieliśmy po 10-12 lat.
Była głupota i ciemnota. Dzisiaj nie zdarzyło mi się, żeby ktoś z dzieci wyzywał od takich,
jakiego mnie widzą. Dzisiaj dzieci są mądrzejsze, niż wczoraj.
Zatem nie wstyd wyjść na dwór. Uważam, że je nie oświeciły rodzice,
czy szkoła, a przede wszystkim zasługa w tym telewizyjnej edukacji.



                       SZMACIARZ


Zdaje mi się, że to było niedawno, pamiętam jak po wsi jeździł szmaciarz.
Za worek szmat, dawał jeden garnek, może i dwa, jeśli matka szmaciarzowi dopłaciła?
Cała jego furmanka była obwieszona szmatami i garnkami.
Miał nawet cukierki, za szmaty mógł nam bez trudu dołożyć. 

Mama była zadowolona z garnków, a my byliśmy zadowoleni z cukierków, jak dzieci. 

Nigdy nie mogłem zrozumieć, że to mu się opłacało.
A jednak musiało się opłacać, kiedy tym się zajmował, nabierał ludzi jak chciał,
a ludzie i tak rozumieli, że zyskują, a nie tracą.



     LICZENIE  SIKOREK


Żeby się przekonać ile sikorek jest na drzewach:
wystarczy wystrzelić z papierowego worka.
Ale ja tego nie zrobię.
Może gdybym miał 15 lat,
wtedy z pewnością tak by postąpił?!
Ale dzisiaj mając cztery dekady życia więcej,
liczę je wzrokiem i wierszem...



              NA  PODLASIU


Na Podlasiu doświadczam piękna purpurowego nieba,
https://picasaweb.google.com/1032767343 … 7061677778
Ekscytującego dookoła krajobrazu, fascynujących w widokach obrazów,
Puszczę dookoła całą w zieleni aż po horyzont - sięgając po nieboskłon. 



  NIECHCIANY  WŁÓCZĘGA


Siedzę, on przy mnie,
leżę, on przy mnie,
przemieszczam się, on przy mnie,
śpię, on przy mnie,
jem, on przy mnie
niechciany włóczęga* - to mój cień.



BYŁ  TAKI   DZIEŃ  W  ŻYCIU  CZŁOWIEKA


Ciemność wszędzie, ciemno wszędzie,
strach dookoła, chociaż nie ma dookoła.

Upadł górnik na urobek, upadł znienacka,
upadł niespodziewanie i już nie podniósł się!
Nigdy już nie wstanie.
Był taki dzień w życiu człowieka.



TYM, KTÓRZY  ZAPOMNIELI, ŻE  ŻYJĘ


Czas przemijał, lata ubywały - ubywają,
aż ubyło tyle, że siebie nie rozpoznajemy.

Ja dzisiaj jestem takim, że choć nie fruwam,
ale i ziemi nie dotykam.

Serce mam z prawej strony, oczy z tyłu głowy.
Jestem malowany ptak, choć skrzydeł mi brak.

Jedną nogą byłem w Niebie, drugą w piekle.
Była równość, zatem nigdzie nie trafiłem,
temu nie ma mnie ani na ziemi, ani w Niebie.
Zostałem uwikłany w poezję.
Jeśli chcesz mnie zobaczyć, szukaj tam!



            JESIEŃ


Tutaj nie ma wróbli, wróblami są sikorki,
tylko nie nocują w strzechach słomianych stodół,
[ jak to było za moich chłopięcych lat ],
a żyją w głębokiej puszczy, która im służy za dom. 

Chłopcy nie biegają na dworze i nie niszczą krzewów.
Nie ma już komu zbierać żołędzi i kasztanów.
Ci, którzy zbierali, dorośli, zastępstwo nie rodzi się,
wszędzie same dziewczynki, a gorsze od chłopców,
skoro siedzą w domu i skaczą po podłodze.
Za moich czasów tak nie było.
A może temu skaczą w domu,
że na podwórku jest polbruk i asfalt?
A do tego idzie jeszcze zima.



      WIERSZE  MOJE - SERCE  POETY


Wiersze moje wiernie i dobitnie ukazują problematykę cierpienia,
że chociaż cierpienie nie było do życia zapraszane,
a ono jest - i tkwi w moim życiu.
Niemniej z tego właśnie powodu można wzbogacać duszę,
pomnażać natchnienie i funkcjonować wierszowo. 


Wiersze moje pokazują, że przez cierpienie fizyczne
i psychiczne można odnaleźć piękno życia, piękno przyrody,
a przez nią chęć aktywności życia i poprawy radości z życia.


Kalectwo, które napotkało się w życiu, może to absurd,
ale wzbogaciło i uwrażliwiło duszę bardziej, niż była uwrażliwiona przedtem.
Nadało nie tylko sens życia, ale zwłaszcza i przede wszystkim powołanie coś robić,
aby nie żyć w pustce duchowej tak, aby tylko żyć. 


Myślenie o poezji rozwija umysł, myślenie o rzeczach delikatnych,
pięknych, których nie można dotknąć, a tylko je odczuć,
które są ulotne fizycznie, a tylko możliwe duchowo,
emocjonalnie i to jest piękne i wzruszające...


Wracanie w poezji do dzieciństwa, które już nie wróci fizycznie,
ale w wierszach ono istnieje - oznacza mentalne cofanie się
do wszystkiego, co było dobre i złe w dzieciństwie.
W taki sposób dzieciństwo przeżywa się drugi raz,
kiedy bez poezji to nie jest możliwe.


Jednego dnia jest się dzieckiem, drugiego dorosłym i na odwrót,
co bez poezji jest tylko przejściem przez życie krótką myślą,
jeśli w ogóle takowe myśli przechodzą przez człowieka,
który nie jest uwikłany sercem i duszą w poezję.


A tutaj w tym przypadku one tkwią ciągle, czy prawie ciągle.
W poezji dotykanie miłości, piękna kobiet, uczucia, fascynacja 
ich ciałem, sylwetką, wyglądem jest czymś nadzwyczajnym.


Dostrzeganie u kobiet nie tylko to, że jest się im buhajem,
który może tylko rozładować swoje hormony.
Ale odczuwanie wrażliwości, podniet, erotycznych wzruszeń i emocjonalnych.
Kochanie kobiety nie tylko ciałem, ale przede wszystkim i duszą,
takie walory wzbogacają wrażliwość i serce poety.

 
     *    *    *

Pisaniem wierszy porządkuje moje myśli, mój świat, który udręcza mnie od wielu wielu lat.
Pisanie jest sposobem na życie, a zwłaszcza na czas którego ma się w nadmiarze.
Pisząc wiersze, człowiek jest czymś zajęty, ma sens życia i siebie bardziej docenia,
szanuje i nie czuje się tą roślinką, która w miejscu więdnie, starzeje się,
a z każdym dniem nabiera wigoru i pewności siebie, dotykając cech uczuć,
wyobraźni, obcując z tym wszystkim, co poetę wzrusza, co go boli i porusza,
nie mając nigdy niczego do woli, a stale inspirująco coś na nowo się odkrywa...


     *     *     * 

W moich wierszach jest przesycenie cierpienia, bo lubię pisać o cierpieniu;
w ten sposób stawia się opór cierpieniu - walczy się z cierpieniem.
I jeśli się nie wygrywa fizycznie z cierpieniem, to zapewne pokonuje się duchowo -
stając się po tym świadom, że walczyło się jakby z wiatrakami, których nie ma,
z duchami, których się nie widzi, a ich w końcu - w rezultacie pokonuje się wyobraźnią
natchnieniem, że stawia się temu opór - walczy się ze wszystkim, co stawia przeszkodę
lub problem i w konsekwencji odczuwania usatysfakcjonowanej wygranej.
Wtedy człowiek czuje się w zupełności uwolniony, a jeśli ból fizyczny pozostaje
z przyczyn fizycznych urazu ciała, nie jest on wtedy taki straszny.



      PO  FAKCIE


Nie wróci już to, co przepadło,
Jak kamień pluśnięty do głębin wody.
W życiu najgorsze jest to,
Co w jednym dniu upadło
I już nie wróci nigdy do byłej urody.


A kiedy wszystko to, co upada -
Trwa lata lub przez wieki -
Ma się na to czas do rozwagi -
Zanim jak ten kamień pluśnięty
Bez powrotu utonie do głębi rzeki.


Zatem, kiedy nieszczęście przychodzi
Nagle, nie z winy człowieka,
Wtedy od własnej winy się odchodzi
I się wini los, kiedy przyczyna daleka.


A z drugiej strony,
Kiedy nic się nie robi,
A wręcz nade wszystko nieszczęściu
Się sprzyja, to obie strony,
Utoną w błędzie, jak ten kamień,
Co pod wodną grunt martwością zdobi.



          PRZEMIANA  NIEPOŻĄDANA


Zjechałem na dół, ale z dołu już nigdy w całości nie wyjechałem -
została tak cząstka mnie na wieki. I choć mnie kamraci górnicze
wywieźli do żywego świata ludzi, choć żyłem, człowiekiem już nie
byłem. A cieniem siebie samego, co gorsze, że wiedziałem o tym
tylko ja. Stałem się sobie samemu: odbiciem w szkle, umarłym dla
żywych, żywym dla umarłych, bezprodukcyjnym dla gospodarki,
powietrzem dla ziemi, duchem odbitym dla cieni, plemnikiem umarłym,
ziarnem bez zasiewu, bo już nie wschodzącym, a drogowskazem zdjętym,
jądrem wypalonym i życiem bez życia.



     WIERSZE  Z  LISTOPADA  2010  ROKU



  PIERWSZY  LISTOPADA  W  SŁOŃCU


Pogoda jak na życzenie - pogodne niebo, dużo słońca,
bezwietrznie, drzew wiatr nie kołysze.
I choć śpiewu ptaków już nie słyszę,
Jesień taka, że tylko babiego lata brak.
Zagubione złe duchy, gdzieś uśpione są tego roku,
Jeśli w ogóle kiedykolwiek takowe gdzieś są?
Ja myślę, że to tylko ludzki wymysł.
Duch to duch, każdy taki sam w takiej samej postaci,
Ani zły, ani dobry, a zwykły duch Boży,
Którego Aniołowie po ziemi noszą.
A w Niebie, jak w Niebie - wszystko i wszyscy są w Czyśćcu:
Wolą, Duchem, Sercem i Natchnieniem,
Jak to niebo dzisiaj bez skazy.



    KIEDY  EMOCJE  OPADŁY


Kiedy emocje już opadły,
Serce już nie dygocze.
A że prowadząc tryb życia osiadły,
Wszystko jest na miejscu, co duszy ochocze.


Byłem niestrudzony, wierszy napisałem tyle
Przez dwa lata, co inni przez całe życie.
A to za to do szczęścia duchowego byle,
W niczym nie byłem do skrycia.


Wszystko, co miałem w sercu
I na sobie umieściłem w wierszach.
Z tego nie tylko mnie,
Ale nawet i Tobie serce zadrżało?


     *     *    *

Mówi się potocznie:
"Znamy, [ znają ] się jak łyse konie".

A czy konie są łyse?
Konie są przecież: siwe, gniade i kare.



    OBY  TAK  DALEJ


Dzisiaj cisza jak noc,
Nawet ptaki są głośniejsze
Od tej ciszy w dzień samego południa.


Jaka ulga, kiedy wasza moc
Od piwnicznej w terenie jest pilniejsza -
I oby tak dalej, a nie tylko do grudnia!?

  S. M.

  II

...TAM,  GDZIE  URODZENIE,  TAM  TĘSKNOTA...


Ci poeci, którzy urodzili się
W Warszawie, Krakowie, Wilnie, Lwowie
Kochają i tęsknią do swoich miast.


Ja, kiedy urodziłem się tam,
Gdzie są pola, łąki, lasy,
Ścieżki, drogi polne i gościniec -
Kocham i tęsknię do tych miejsc...



NATURA  PRZYRODA  PODLASKA 


Natura Przyroda Podlaska: to lasy wzrokiem,
A nawet duchem nieprzeniknione.
Niebo przed i za szarobiałym obłokiem
Złotą nosi koronę.


Pola garbate wiatrami muskane,
Łąki różnobarwne pachnące majowe,
Zboża zimowe i jare wiosennie falowane.
Ptaki w krzakach śpiewem bojowe.


Wioski w słońcu skąpane
I chociaż dzisiaj puste w dzieci,
A jednak z sentymentem są podziwiane,
Utrwalając w wierszach na czas stuleci.


Ludzie ci co są i ci co przyjdą, odejdą,
Domy opustoszeją aż upadną spróchniałe.
Pola przez zarośla się zejdą
I czasu epoki nadejdą Naturze Przyrodzie wspaniałe.


Ziemi boleć nic nie będzie,
Skoro nikt orać jej już nie [przy]będzie!?
A tylko po niej z moich wierszy
Słowa chadzać będą - tyle ich,
Jak tutaj wyrośnie drzew.

Tak będzie.
 
  Podlasiu i nie tylko

188 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2015-01-13 19:45:29)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.

      BEZ  CIEBIE


Bez Ciebie, co ja bym począł?
Bez Ciebie, świat byłby smutny i ubogi,
A nawet przykro srogi.

Bez Ciebie, wieczory byłyby długie - i puste noce.
Bez Ciebie, tkwiłbym po nocach zimny jak głaz.

Bez Ciebie, kołkiem byłbym wyschniętym,
A później i spróchniałym.

Bez Ciebie, skowytałbym nie raz, nie dwa,
Że nie mam nikogo.


Bez Ciebie, imię nosiłbym samotnika, słomianego wdowca.
I Bóg wie, jakiego jeszcze do tego miałbym wspólnika?
Najgorsza chyba byłaby "butelka". 

  Basi


     *     *     *

Żeby z życiem się zmierzyć, to trzeba w życie uwierzyć.



          LISTOPAD


Korony drzew brzóz jeszcze całkiem nie potraciły liści,
Choć borsuk już do nory na zimę zrobił susła,
Bo już padał śnieg rzeczywiście.


Sikorki coraz to więcej przybywa,
Przyozdabiają drzewa, które już liście pogubiły.
A zima jeszcze na stały śnieg się nie zdobyła,
I inne drzewa liści jeszcze się nie pozbyły.


Listopad melancholią tego roku mnie jeszcze nie dopadł
I już chyba nie dopadnie, choć dopiero się zaczął.
Pogoda na duszy nie ma wpływu, kiedy stres życia opadł -
I lepszy sens życia się począł...



    UCZ  SIĘ  NA  BŁĘDACH  CUDZYCH


Nie wiesz jak to jest, gdy zdrowie się straci?!
Wtedy warto przyrody posłuchać nawet każdy je szelest,
Gdy wszystko, co się szamota, śpiewa, ma się za braci.


Kto ma zdrowie, ten nie ma czasu
Bawić się w ornitologa i w przyrodnika,
Gdy przez obowiązki nie słyszy żadnego przyrody hałasu
I wszystko oprócz przyrody ma za wspólnika. 


Szczęśliwy człowiek o tym nie myśli,
Zajęty ciułaniem kasy i jej pomnażaniem.
Chory człowiek obok siebie słyszy życie o każdej porze,
Prócz tego ma czas nad życia rozważaniem.


Szkoda, że po czasie. Więc Ty pamiętaj człowieku,
Który jesteś zdrowy, ładny i szczęśliwy.
Zastanów się nad wszystkim zanim z błędu,
przypadku nie masz ściętej głowy,
I łzy po licach Ci nie spływają z powiek!



BYŁO  TO  WTEDY,  KIEDY  LUDZIE  WSI CHODZILI  ŚCIEŻKAMI


Było to wtedy, kiedy ludzie wsi chodzili ścieżkami.
Byłem tak mały, że w zbożu nie było mnie widać.
Bez końca drogi chciałem tą ścieżką iść,
Chciałem, aby ścieżka nigdy się nie skończyła.
Zapachy zbóż w ścieżkach były tak żywe,
Że pamiętam do dziś: żyta, owsa, jęczmienia, pszenicy.
Później kwitnących na pagórkach:
Grochu, gryki, łubinu, który przypominał polne mimozy. 
Nad głową śpiewał skowronki.
Zza polnej drogi nieopodal stąd dobiegał zapach leśnej żywicy
I szumiał wiatrem sosnowy las "szubienica".
Ze środka było widać całą okolicę.


Było to wtedy, kiedy ludzie wsi chodzili ścieżkami.
Nie tylko polnymi, ale i łąkowymi do chłopskich robót.
Wiatr przywiewał zapachem mleczu, jaskieru, koniczynki, wierzb i olch. 
Nad głową krakały wrony.
Na wieczór mgły unosiły się nad ziemią, 
Które przenikały ludzi, jak duchy,
Lecz nikt skrzywdzony nie został.


Było to wtedy, kiedy ludzie wsi chodzili ścieżkami.
W rzece z pracy zwilżali rozgrzane ciała,   
Żeby je ostudzić i z potu obmyć.
W olszynach słowiki tak śpiewały
Że tylko było słuchania nadstawiać.

Było to wtedy, kiedy ludzie wsi chodzili ścieżkami.

  Podlasiu i nie tylko



    P R Z E N I K A N I E


Dzieckiem byłem piętnaście lat,
dorosłym jestem czterdzieści lat,
mimo to widzę krajobraz z dzieciństwa.



  STRESZCZENIE  DNIA


Wstałem, patrzę w okno:
Pada deszcz, wiatr lasem kołysze,
Telewizor przemawia do mnie,
Ale prawie nie słucham,
Myślę nad życiem,
Ile już przeżyłem,
A ile jeszcze mi zostało?


Patrzę w okno:
Pada deszcz, wiatr nie kołysze drzewami
Stoją ciche, jak budynku cień.
Wczorajszy przeminął dzień,
Dzisiejsze przemija,
Jutrzejszego czy dożyję?
Wie tylko jutrzejszy dzień.


Patrzę w okno:
Padać przestał deszcz.
Dzisiaj minął następny dzień.
...Jutro przyjdzie nowy dzień. 



      NIESPRAWIEDLIWOŚĆ


Czas przemija, a życie ciągle ze mnie drwi.
I chociaż przed dwudziestu pięciu laty upuściłem sporo krwi,
A życie i tak ciągle ze mnie drwi.   



     W  SIÓDMYM  NIEBIE 


A jednak to prawda, ze Polak potrafi:
INJAĆ na 1:0, ADEBAYOR na 1:1,
ARBOLEDA na 2:1, MOŻDŻEŃ na 3:1.
Szał na Lechu... Nic dodać, nic ująć,
Tylko się cieszyć... Euforia na całego...



                  CHLEBUŚ


Lubię jeść chleb i będę lubić, mogę zjeść dziennie nawet bochenek,
a nawet i dwa, jeśli jest ciemny w dodatku ciepło-świeży.
Lubię jeść zwłaszcza piętki, tym bardziej jak jest świeży,
a nawet jak jest nieświeży. Lubię okrajać chleb dookoła, 
jak jest świeży i jak jest nieświeży. Jak jest świeży lubię jeść pajdami,
a do chleba wystarczy mi sam pomidor, gdy zbijam cholesterol.
Gdy chleb wypadnie z rąk, podnoszę i całuję, tak za dziecka na Podlasiu nauczono. 
I temu, że człowiek rąk pracy robi na ten tak zwany przysłowiowy chleb.
Moja praca na ten przysłowiowy chleb przyczyniła się do mego kalectwa.
Więc między innymi z tego właśnie powodu chleb całuję...



        O   P R Z E T R W A N I U


Człowiek, który chce żyć, odporny jest na każdy los.
Ja już mało nie umarłem o mały włos.
Ale chciałem żyć, mając nadzieję od pewności, że będę żyć.
Człowiek, kiedy już nie jest odporny na los, nie chce nic.



                  BEZ  WYBORU


Nie ma cienia wątpliwości, że los ludzi ma choć trochę życzliwości.
Jeśli coś w życiu sądzone, to nie ominie losu zamiary rozpędzone. 
Uważaj jak chcesz, ubezpiecz się jak chcesz, bądź przezorny na nieszczęście,
a i tak dopadnie Cię nieszczęście, jeśli Ci ono sądzone!?



            TERAZ


O tym, co było niedobre, teraz trzeba zapomnieć,
aby pomyśleć, co będzie za chwilę.
Nie myśleć, co było wczoraj i co będzie jutro. 



  W  MIEJSCU  POETY 
https://picasaweb.google.com/1032767343 … 6640092178

Mam tu cały arsenał broni
W postaci Natury Przyrody,
Aby przeciw się stawić ironii,
Która zakpiła z mojej ludzkiej urody.


Tutaj się czuję sobą,
Nikt na mnie nie patrzy.
Tutaj jestem osobą,
Która życia zmartwień nie ma na twarzy.


W tej Oazie Przyrody,
Płuca mam, jak Gunde Svan*.
Oddycham całą Oazą tej Urody
W chwili i na czas ten...

  Objaśnienie: Gunde Svan - były Szwedzki biegacz narciarski w latach 80 i 90 ub. stulecia.
  Znany jako o dużej [8l.poj.] wydolności płuc. Wielokrotny mistrz Olimpijski i Świata.



                  W  POEZJI  SAMOUKA


W poezji samouka siłą napędową nie jest inteligencja umysłowa - zmysłowa, a natchnienie.
Nie wiedza wyuczona, a poryw serca wrodzony. Nie talent, a pracowitość.
Talent można zmarnować, pracowitości nigdy, jeśli jest wrodzona.
W poezji, tak jak w piłce nożnej - nic nie zastąpi gry.
A więc w poezji nie jestem zwolennikiem, że najpierw czytać, czytać, a następnie pisać.
Gdyż prawda jest taka, że kiedy się czyta - wtedy się nie pisze.



ŻYCIE  MOJE,  TO  RADOŚĆ  PISANIA


Zycie moje, to radość pisania,
To jest radość przetrwania w nieludzkim świecie.
A w moim świecie radości pisania...


Bez żadnej próby, bez żadnego zadania.
Ale z każdego powołania: tu spojrzę na moje życie,
Tu spojrzę na mój świat - dowiem się czego pragnę w skrycie?
Kto jest [za] mój brat? 



     ROLNIK - GÓRNIK


Moje z życia błędy wzięły się stąd,
Że nie poszedłem życiem tędy,
Jaki był z urodzenia przypisany mi kąt.



            UTRATA


Jak mam dojść tam, gdzie chcę?
Jak mam dojść tam, gdzie nie dojdę?
W życiu wszystkie przeciwieństwa są jak na złość czy tego chcę, czy nie.
Tyle lat - jedna czwarta, a może i jedna trzecia -
W życiu losem odarta - czasem będąc w innym świecie.
Niż duża większość ludzi, co nie zna mego świata.
A tylko ten, kto ze mną się obudzi, wie i rozumie jakiej wagi życie jest utratą. 



      SAMO  PASY


Proś jak chcesz i kogo chcesz.
Mów co chcesz i komu chcesz.
A one i tak, jak samo pasy.
Zabawa w chowankę, łazienka na wyliczankę -
i gonitwa po mieszkaniu, jak na sali gimnastycznej.
U nich nie ma zabaw podwórkowych, a kwatera do zabaw służy.
Tymczasem matka w kuchni pije kawkę, piwko, kurzy papierosy?
I to olewa, jak umysłowo niedorozwinięta,
że ktoś niżej tam uciążliwością jest przejęty. 
Jej i tak przecież rzecz niepojęta.


     *     *     *

...Poeta jest nieskończonych możliwości w płodzeniu wierszy -
zawsze przyjdą słowa wiersze płodzić...   
Wiersze poety, to jego życie i jego świat.



        W  USTRONNYM  MIEJSCU
https://plus.google.com/photos/yourphotos?banner=pwa&pid=5831774629431560002&oid=103276734392610294633

Woda martwą ciszą żyje, tylko od czasu do czasu gazy chemiczne   
lub ryba z pyszczka wypuści powietrze zarysowując na powierzchni koło,
które obejmuje to coraz większą powierzchnię, aż się rozmyje. 
Wędkarze nie z głodu, a z nawyku i fantazji sterczą wzdłuż brzegu,
jak herszty ryb, ale to ryby są ich włodarzami.
Nie wiem czy wędkarze, czy ja jestem szczęśliwszym,
przyglądając się zza szyby, choć nikt robić tego nie każe, 
jak wędkarzom nawyk do łowienia ryb.

Brzozy utopione w wodzie spadają do innego nieba?
Tylko nie wiem czy do tego lepszego?

Jesień smutna, szara, niemiła, jak miła wiosna.
Ale ja z jesienią para, która z dziennej szarości jest radosna.

Kaczki żerują przy brzegu i kwaczą samiczki, chyba nie do godów.
Ptaki, jak ludzie nie mylą się, kiedy im co wolno,
Skoro w naturze nie ma wybryków.


Tam za horyzontem puszcza dotyka nieba. 
Za nieboskłonem stoi dom mój z dzieciństwa - 
https://plus.google.com/photos/yourphotos?banner=pwa&pid=5671848538610371106&oid=103276734392610294633
W którym sama matula i melodie przeszłości chodzą po pokojach.
Nie ma mnie tam na stałe i życie ma mnie w dupie.
Ziemia ojcowizna zarasta odłogiem.
Zdaje się, że wczoraj uczyłem się orać,
A już dzisiaj życie stoi nad śmierci progiem.


- Boże! Boże! Czyżbyś tutaj ukryłeś się pod tą cichą wodą?
I nie ma Cię w Niebie? Boże! Boże! Czyżbyś nie jesteś
W stanie wydostać się spod tego ciężaru?
I odpowiedzieć na pytanie moje, z którym nie mogę pójść do ludzi?!
Czy wolisz tutaj przebywać, jak wodny topielec?
Mówiąc - a niech tam ludzkość od zarania swoimi problemami sama się trudzi!? 


- Czy z tego, że wiecznością zmęczony jesteś i wolisz odpocząć pod cichą topielą?
A może tym jesteś udręczony, że wędkarze i ja tutaj jesteśmy niedzielą
Nie tam, gdzie powinniśmy być? Jeśli tak, to niechaj kary nam się udzielą,
że po Bożemu nie umiemy żyć. 



   LOS  CZŁOWIEKA


Życie mnie wysmagało,
Jak wiatr przez wieki drzewa.
Oprócz nieszczęścia wszystkiego miałem za mało,
Skoro los na mnie się gniewa.


Wczoraj byłem górnikiem,
Dzisiaj za życia jestem męczennikiem,
Ale nie świętym, a głupcem niepojętym
Z losem na który nie ma rady,
Co musi wybranego człowieka upodlić dla zasady.


Boli moje ciało,
Psychika się męczy.
To, że w życiu nic się nie udało,
Słowo po słowie w wierszu jęczy...


Żyjąc na ziemi, chodzę po niebie,
Wszystko umarło, co jest w potrzebie.
Pozostał tylko Bóg i żona -
Ona nigdy kalectwem nie została spłoszona.
I Bóg serca nie opuszcza -
Mając mnie za swego wieszcza.


Źródełko miłosnego nektaru
Uszło jak ulotny pył.
Nie miałem szczęśliwego daru,
Jeśli kopalnianą  skało przywalony był! 


Pokutnie w takim rozrachunku jest,
A żyć z tym jeszcze gorzej.
Ciężko taki na ziemi przejść chrzest,
A jeszcze trudniej, kiedy los mówi - ubożej!



      O C Z E K I W A N I E


Gdy w dzień do niczego niedojdzie między nami,
to wszystko stanie się, co nie może się stać za dnia,
stanie się między nami wieczorem,
a w najgorszym z rzeczy razie w snach. 

  Baśce



       PEJZAŻ


Jesień wszędzie zakrólowała, 
Nie ta wrześniowa złota,
A ta listopadowa, co ziębłością przywitała,     
Aż oddychać głęboko naszła ochota.


Dzień się skłania ku wieczorowi,
Gwiazda jedna już się ukazała,
Zatknięta na wierchu sosny,
Ale w osiadłości się nie zatrzymała. 


Przesuwa się na południowy wschód niemrawo -
Coraz to bardziej oddalając się od sosny.
I chociaż to zaledwie kwadrans trwało -
Wzniosła się w objęcia ciał niebieskich w radośni.


Na niebie żadnych aniołów,
Tylko pustka, aż do Boga.
Nawet nie utkwił żaden ołów,
Bo to Podlasie, a nie powolnego umieranie droga.


Gwiazdy wysypują się jedna po drugiej -
Coraz jest ich więcej...
I choć w ciepło jest coraz to błogiej,
Patrzę jak w świat dziecięcy. 


Żaden "Tupolew" nie przecina nieba,
Więc żadnej nie pozostawia smugi.
Za to na ziemi paruje gleba,
Dzisiaj już po raz drugi.


Gwiazd przybywa to coraz więcej i coraz
Więcej oddala się ta pierwsza.
Dzwony kościelne biciem wołają ludzi po raz
Drugi, jednym do kościoła, drugim do wiersza.


Oddychać jest tak zdrowo,
Ziąb w niczym nieskażony.
Zapach od sosen trocinowy
W nozdrza wchodzi, jak tartak zbliżony. 


Gwiazd coraz to więcej i więcej,
Coraz więcej i więcej, aż dużo.
A mi zamiast zimniej, coraz goręcej -
Tak, jakbym szamotał się przed daleką podróżą.



    PIĄTY - SZÓSTY  LISTOPADA


W zeszłym roku o tej samej porze padał śnieg.

W tym roku o tej samej porze pada deszcz.

Prawie to samo z małą różnicą.

Ale nie to samo, z inną różnicą:

Śnieg raz już padał w październiku, nawet pamiętam jaki był dzień.

Ale co z tego, skoro jeden i drugi roztopił się.

I po tym jesień była jeszcze długa.

Tak i będzie w tym roku z jesienią, będzie aż do zimy.



                              "ALF"


Stoję zaparkowany w tunelu "Alfa", ma się rozumieć, że na kopercie dla "ON".
Tak tutaj jest wygodniej przy ścianie, a w dodatku wszystko i wszystkich widzę.
Samochody wjeżdżają, wyjeżdżają... Parkingowy z krzykiem kieruje ruchem!
Huk, hałas, szum wentylatorów. Dalibóg, jak w Ameryce, a przecież to Białymstoku.

  Białystok, dnia 10.11.2010, godz. 17:00



                            "ALF"  II


Pod tym ogromnym molochem - supermarketem słońce ani wschodzi, ani zachodzi.
Czas tutaj zawsze ten sam, szum i hałas także ten sam. Wcale to mi nie przeszkadza.
Ul. Świętojańska w lewo, ul. Mickiewicza prosto. Pisk opon na zakrętach!
Przypomina mi się: "Comando" ze Schwarzeneggerem, porwawszy autko
wraz z "czekoladową lalusią" ścigając opryszka. 
 
Lubie moje miasto, chociaż tutaj w podziemiu garaży spaliny czuję w gardle,
jak kiedyś w przodku górniczym pył kamienny.

Z 300 tysiącami mieszkańców żadne miasto w Polsce nie dorówna.   

  Białystok, dnia 10.11.2010, godz. 17:20



     PRZYPADKI  RÓŻNE, CIERPIENIE  JEDNAKIE


Jeśli ja pracując w kopalni okaleczając się, nazywam siebie głupcem.
To jak może siebie nazwać ten, który okaleczył się z nierozsądku i głupoty -
świrując samochodem lub motocyklem?
Wyrzuty sumienia różne, ale cierpimy jednakowo.
A może jaki rozum, takie i wyrzuty sumienia?
Jednak cierpimy jednakowo.

  Przy Auchan Białystok, dnia 10.11.2010 rok.



                    DRZEWO  ŻYCIA


W opinii powszechnej mówi się: "Prawdziwy mężczyzna powinien spłodzić syna,
posadzić drzewo i pobudować dom".

W mojej kolejności wyszło m. w. tak: kiedy miałem 16 lat posadziłem drzewo
i to niejedno, a może ze sto, te które rosły przy gościńcu: Cimanie - Starowlany.
Ze starości parę lat temu pościnano wszystkie lub prawie wszystkie,
skoro drzewa umierają stojąc.
Posadzonych drzew na własnym podwórku już nie liczę.

Na Śląsku w Mysłowicach, kiedy byłem junakiem w OHP, także nie liczę posadzonych drzew.

Syna spłodziłem, a nawet dwóch.

Domu nie zbudowałem, byłem za biedny, aby dom zbudować.   
Ale za to w PRL-u o mieszkanie walczyłem jak lew - i w końcu otrzymałem,
choć nie byłem "czerwonym", gdyby komuś przyszło to na myśl.

Czy jestem prawdziwym mężczyzną?
Oceńcie sami.

189 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2015-01-17 20:50:16)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


     11  LISTOPADA
 

Chmury szybko tak płyną,
Jakoby dokądś się śpieszyły?
Za dalekim horyzontem, gdzieś tam się rozpłyną
I dzień gdzieś tam w słońcu stanie się miły?


Korony sosen chwieją się, jak zgraja pijaków
Kurczowo trzymając się jednego miejsca.
Nie miły jest czas dla ptaków
Szukając w bezlistnych partiach drzew miejsca.


Ale i tak życie mają lepsze, niż pogodę,
Iż sąsiad dobry człowiek zaczął już je dokarmiać.
Chociaż śniegu jeszcze nie ma, a mamy jesienną urodę,
Zatem i my ludzie w dniu dzisiejszym wcale nie musimy się zmarnieć.


A wznieść się dumą za wodza naszego,
Co z pomocą Boga, dał nam Wolność.
I Państwo Niepodległe przywrócił pamiętnego roku 1918,
Co po dziś jest w nas patriotyczna jedność.


Nagle wypogodniało - słońce wyszło spoza chmur,
Wiatr ustał, sosny się wypionizowały.
Sikorki śpiewają, jak wróble, na wiatr przyszedł pomór -
Cisza, spokój, pogodnie ku Piłsudskiemu Chwały.

I ja to napisałem Polak mały Ojczyźnie

  Pisałem, dnia 11.11.2010 rok. Podlasie



   W  ŚWIĘTO  NIEPODLEGŁOŚCI


Panie Prezydencie Kaczyński,
Kiedy Ciebie wśród nas nie ma,
To i Święta Niepodległości jakieś nie takie, są inne.
Żal niektórych Polaków ogarnia,
Że już Ciebie, miły nasz ukochany Lechu nie zobaczymy.

Panu Lechowi Kaczyńskiemu Świętej Pamięci



        Z A D U M A


Trudno jest przełożyć obraz na słowo,
Ułożyć wiersz z sensem fachowo.
Choć wszelki duch do wierszy mnie ogarnął
I natchnieniem, i wrażliwością tchnął.
Nad dolą życia mego marną
Jak dobrze, że duch mój jeszcze nie zgasł.


Widzę siebie, swój cień, cień aniołów,
Widzę życie ziemi i nieba, loty sokołów.
Czuję powiew wiatru, jesienny ziąb, widzę
Promiennych ludzi, jakby bez trosk.
Ja to życiem się nie obrzydzę, 
Tęskniąc do Podlasia i jego wiosek.


     *     *     *

Jeśli Podlasie, to żubry.
Jeśli Podlasie, to bobry.
Jeśli Podlasie, to bociany.
Jeśli Podlasie, to krajany.



          JESTEM  TUTAJ...


Jestem tutaj otulony lasem, przytulony wodą.
Wiatr powiewa po mnie czasem, słońce wyjdzie z urodą.

Jestem tutaj objęty wierszowym nawiasem; pocieszony słowem...
Nie ma życia z ambarasem, a skruszony popiołem.

Jestem tutaj poetą; o duszy wzbogaconej.
Podróży nie płacę winietą, żyjąc w puszczy zielonej.

Jestem tutaj ocalonym, żyjąc jak w raju.
Życiem nie będąc ochwacony, przebywając w olszynowym gaju.

Jestem tutaj...



    JEST  TAKIE  MIEJSCE 


Kiedy mam dość "okna na świat",
Kiedy do wierszy znika mi rytm.
I kiedy z tęsknoty wysycham jak bez wody kwiat -
Nie pędzę do dalekich i dzikich wydm.
Tylko nad akwen pod jarzębiny cień
Nie tylko w upalny dzień.


Tutaj w miejscu wyciszenia duchowego
Schładzam pożar płonących życia lat.
Tutaj wracam do natchnienia wierszowego
Przed ptaszkami nie mając nic do ukrycia z moich wad.
Tutaj w niczym nie czuję niedosytu -
Będąc duszą zespolony w ciszę swego bytu.


W życiu nie trzeba już znachodzić żadnej drogi,
Bo choć nigdzie nie jestem, jestem wszędzie.
Wodo, ziemio i lesie ty mój drogi,
Składam twojej ciszy wiersz mój, niech tu będzie.
Bo tak życia w twej przyrodniczej oazie ja spragniony
Od tej pory, jak pod ziemią zostałem poraniony.

190 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2015-01-22 21:32:37)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.   

PIĘĆ  I  PÓŁ  KILOGRAMA  POEZJI


Taki ciężar wypłynął z mojej głowy,
Ale o tyle nie jestem lżejszym,
A o tyle z pewnością rozsądniejszym,
I o taki ciężar więcej jestem wartym
Jako człowiek i jako poeta.

W tym pięć i pół kilogramowym ciężarze 
stosu papieru mieści się aż ponad 1800 wierszy.

Od marca 2008 do listopada 2010


     *     *     *

...Pisanie wierszy, to nie tylko dobre wykorzystywanie nadmiaru czasu,
ale i ucieczka od codzienności monotonii życia - do ubarwiania życia...



      WIOSENNY  EROTYK


Czy jest coś, co jest silniejsze od podniety seksualnej?
Czy jest coś, czemu poświęca się więcej uwagi,
niż dla erotycznych wzruszeń i podniet?

Tylko mi nie mów, że są to pieniądze.



     WIOSNA


Pięknieje nam przyroda -
Kwiecień kwitnie wkoło
Bielą wysypała się uroda
I nie ma już goło,
Tylko jest wesoło, kolorowo i swoboda.



      ODMIENIEC 


Dzień od poranka skąpany w słońcu.
Nie lubię dni takich.
Kiedy zachmurzenie przyjdzie,
Wrócę do żywiołów moich.



          MOJE  MIASTO,  A  W  NIM


Moje miasto, a w nim siedem wzgórz tworzą całość Białegostoku.

Moje miasto, a w nim Pałac Branickich się szczyci.

Moje miasto, a w nim Kościół Św. Rocha na wzgórzu stojący, zewsząd wierni ujrzą.



    W  DOMOWYM  ZACISZU


W domowym zaciszu, gdy "Antki" pójdą sobie stąd.
Wtedy siadam sobie w domowy ciepły kąt
I piszę wiersz za wierszem.


Wtedy radość strumieniami płynie,
Że tutaj u mnie tak cicho, spokojnie, miło,
Skoro piwniczne poszło sobie licho!
Teraz to sobie żyję.



        BALLADA  O  POECIE


Poeta, to marzyciel bez względu, czy to sobota, czy niedziela.
Poeta jest romantykiem od poniedziałku do piątku,
a w sobotę i niedzielę, to już marzy bez wyjątku:
o życiu, o pannie, o żonie, o tych dzieciach,
których jeszcze nie ma, a bardziej o tych, które już są.


Poeta marzy o wolności duszy, wzrokiem dotyka to,
czego nie może dotykać sobą.
Poeta goni wiatr, ucieka przed sobą,
chce zatrzymać czas, ale nigdy nie przyśpieszać czasu,
czy go wyprzedzać, wskrzesić burzę. 
Po tym uchylić trochę chmur, żeby się rozpogodzić na nowo.


Poeta nagle coś znajduje i po tym nagle coś zgubi.
Nagle coś przychodzi i nagle coś odchodzi.
Jednego dnia nie mając nic, aby drugiego dnia mieć wszystko.


Poeta kocha kobietę tak, aż tchu mu brak.
Serce kołata mu się z miłości tak, jak przerażenie ze strachu.
A przecież miłość, to nie żaden strach,
tylko raj dla duszy i w natchnienia. 


Poeta umiera - i na nowo się narodzi -
żyje aby umrzeć - i umiera aby żyć.
Ale to już było.



        PRZED  ZIMĄ


Są takie dni, że do wiersza nie mam głowy,
Choć dzisiaj rześki w pogodzie dzień -
Do rozmyślania jak najbardziej zdrowy.
Ale tępy dzisiaj mój mózg, jak pień.


Zima idzie, ostatnie tchnienie jesieni
Pogarsza tylko nad wierszem myślenie.
Gdzieś znikło słońce, nie ma promieni,
Trzeba zakładać coraz to grubsze odzienie.


Gdy śnieg wiatry nie przygonią,
Zagości w moim sercu melancholia.
Wtedy nad nią może stare wiersze moje mnie obronią?
Jeśli tak? Będę śpiewał: olia, olia... 



...ZIMA  ZA  PASEM


Chłód po świecie chodzi -
Pośród ciszy i obłoków.
Zima już nam się rodzi -
Rozsypanym śniegiem - białych stoków!


Las mrozem posiwiał,
Jak stu letni człowiek na głowie.
Mróz jeszcze zimą nie nawydziwiał -
Jeszcze nie raz o sobie opowie?!


Ziemia Podlaska już zmarznięta,
Lecz ja jej twardości nie poczuję pod stopami.
Ta uciecha w życiu była dla mnie pominięta
Już dawno temu - przed wieloma latami.


Dobry Bóg, że chociaż słuchu nie zatraciłem -
Mogę wsłuchiwać się w leśny życia bieg.
Dobry Bóg, że chociaż wrażliwości nie zagubiłem -
Jak dziecko, cieszę się, że spadł śnieg.

  Podlasie, pisałem dnia 26.11.2010 rok.



      BALLADA  O  CHŁOPIE,  GÓRNIKU  I  POECIE


Przedwczoraj woziłem gnój z zapałem - bo byłem chłopem z krwi i kości.

Wczoraj "robiłek na grubie" - skoro było mi tak pisane.

Dzisiaj przyszło mi się mieszać krew z atramentem - bo jestem poetą z losu.



                    SEN


Kiedy sen mnie obudził - dzwony biły kościelne.
W śnie o życie się trudziłem, bo zmartwienia mi się przyśniły.   

Za oknem widniało, samochód jeden po drugim przemykał.
W śnie to co się stało - dlatego ze snu się obudziłem. 

Sen: sponsor poezji mi się objawił, po tym zamarły, który w śnie żył. 
O sponsorze problem już nie tkwił, lecz w śnie opowiadałem:
jak zmarłego za życia biłem. 

Tymczasem bardziej widno - i coraz to bardziej stał się dostępny świat.
I wszystko co przede mną czekało, nawet zmarły, którym jest mój brat.

Sponsorem, który pojawił się była kobieta, była starsza ode mnie.
Uśmiechnięta i wesoła była jak sonet, aż każdy ze snu do niej szedł. 

Choć nikt nie miał nic związane z wierszami. Nie tak jak ja - poeta.
Sponsorka była tak miła, aż patrzeć na nią wielka była ochota.


Działo się to na wiejskim podwórku u osoby tej,
Która wzięła wiersze moje do czytania, choć nie czytała z braku czasu?
Obecni zagadywali sponsorkę - tym samym nie mogłem Jej się przedstawić
Do poetyckiej ozdoby, kręcąc się wśród zebranych,
mając problem wyjścia z tego ambarasu.


Zakładając, gdy sponsorka na trochę od grona ludzi odejdzie,
Na podwórku podejdę do niej - i się przedstawię.
Ale rzecz nie poszła, jak po przysłowiowym sznurku,
I coraz to bardziej tego nie mogłem niepokojem przetrawić.


Aż w końcu zacząłem opowiadać: jak biłem rękoma pijanego - 
Mając na myśli za życia swego brata, tłukąc rękoma po swoich kolanach.
Tak było podczas snu mego wszystko prawdziwe, jak na Mszy religijna Rorata.

 
     *     *     *

Nadzieja jest matką głupich tylko tym, którzy nie potrzebują nadziei.



   PRZYSZŁA  ZIMA


Pada śnieg i pada...
Drzewa otulone śniegiem.
Mróz przyszedł z zimy biegiem.
Ale komu to odpowiada?


Gdybym był chłopcem, gdyby czas wrócił,
To może zimą bym się cieszył.
A tak mówię: że "mróz" ten już zimą nagrzeszył!
Od takich jak ja, plecami się odwrócił.


Przecież jutro wyruszam do stolicy* -
I nie wiem, jak to będzie?
Mróz ściska, pada śnieg wszędzie!
Ku mojemu cierpieniu i życiowej katorżnicy.


Dzisiaj już nie mówię: klawo jest jak cholera.
Nie ma jesieni, żadnych ludzkich dusz.
Tkwią we mnie tylko moje wspomnienia,
Co tylko oczy zmrużyć mi,
Kiedy zimy nadeszła sroga era.

  Podlasie, dnia 29.XI.2010 rok.



        PORTRET  POETY


Oczy mam zielone i prawą bardziej rozwiniętą
półkulę mózgową - dlatego jestem leworęcznym.

Oczy mam zielone, jak miał poeta Gałczyński, ale nie jestem jego synem.
Jestem synem chłopa i chłopki prawie analfabetów, ojciec już nie żyje.

Oczy mam zielone, ale życia nie mam szalonego,
a raczej ludzką tragedią spłoszone.


Oczy mam zielone i błyszczące jak szkło.
Duszę mam nie buntowniczą, a cichą jak cień i rozległą jak mgła.

Oczy mam zielone, jak mają wrażliwi poeci.   



     WIERSZE  Z  GRUDNIA  2010  ROKU



  PRZED  ZIMĄ,  JESZCZE  WCZORAJ  JESIENIĄ
https://picasaweb.google.com/1032767343 … 7393782178

Przed zimą, jeszcze wczoraj jesienią,
Tutaj odpoczywała dusza moja
I życiem zbolałe ciało moje.
Tutaj było spokoju moje miejsce -
Rewir mój do poetyckich wzruszeń i natchnień...
Tutaj przywracałem źródło natchnienia,
Jeśli od czasu do czasu mi wygasało.
Tutaj wiersze pisałem...
Ładowałem akumulatory na dziś i jutro.
A jutro przyszło takie,
Że tylko zmrużyć oczy do wiosny.

Dzisiaj już zima na 102!



  W  TAKIM  ŚRODOWISKU  WYRASTA  SIĘ  NA  POETĘ


Kiedy dziecko ma siedem lat, to do rozwoju wrażliwości,
piękna duszy nie ma nic lepszego, jak przebywanie na wsi na łonie natury;
jak na łące wśród kwitnących traw - dotykanie łąkowych kwiatów,
odczuwanie zapachu traw - przyjmowanie jej wonności.
Przebywanie wśród motyli, łapanie ich.
Przebywanie wśród gniazd bocianich -
obserwowanie klekotu bocianów, karmienie piskląt.
Wtedy wyrasta się na poetę...


Tam dalej za łąkami w krzakach olszynowych, sadzawka pełna żab.
Strumień płynący do sadzawki i odpływający rzeczką do rzeki.
Dalej w głębi krzaków olchowych płynie cicho leniwie
rzeka snująca się w korycie zygzakiem, w niej pełno ryb.
Po obu stronach rzeki w głębi olszyn różnego ptactwa
w jałowcach gęsto zlitych, w młodnikach pędów olszynowych
i na olchach pełno srok i wron gniazdowanie.
Wtedy wyrasta się na poetę...

Dotykanie przyrody: kwiatów z łąk, żab, ptasich jaj, piskląt, łowienie ryb...
Wtedy wyrasta się na poetę...

Na chłopskich polach przebywanie wśród zbóż zimowych i jarych nierówno
dojrzewających i dobrze, bo więcej i dłużej jest różnych barw w polnych kolorach.
Dotykanie polnych zbóż, przebywanie wśród tychże zbóż, powonienie zapachów zbóż...
Wtedy wyrasta się na poetę...


W lasach zapachy żywicy sosnowej, czy świerkowej,
dziecku jest wyraźne odczuwanie nastroju, ciekawości obcowania z naturą.
Próbowanie oderwania narostów smolistych od pnia sosny, czy świerku
i próbowanie rozgryzienia w zębach tego naturalnego tworzywa.
W lesie jagody, maliny, borówki, grzyby napotkane, zwierzęta, ptaki -
to jest wielki budulec dziecku wrażliwości do natury przyrody.
Wtedy wyrasta się na poetę...


A nie w domu wśród telewizji, komputera czy PlayStation
i wiele wiele innych zabawek bardziej prymitywnych nie zastąpią
dziecku natury przyrody - przebywając na jej łonie w zależności
od okresu i czasu w jakim dziecku dane jest żyć.
Wtedy wyrasta się na poetę...


Ale myślę, że to wszystko sprawiające takie naturalne walory jeszcze
nie powoduje wrażliwości u dziecka, żeby w przyszłości wyrosnąć na poetę.
Żeby to odczuwać - musi urodzić się z tą wrażliwością - i już żyjąc
i przebywając w środowisku przyrody z czasem nabierać wrażliwości na poetę...
Wtedy wyrasta się na poetę...



  NA  PODLASIU  ZIMA  NA  102


Nagle krajobraz wysrebrzył się śniegiem,
Ścisnęło mrozem z nagłą zimą!
Nie z jej powolnym biegiem.


Wszędzie paraliż drogowy - chaos komunikacyjny.
Tylko spokojny las sosnowy -
Niewzruszony niczym - wszystko zniesie.


Sąsiad już dokarmia sikorki -
Z tego powodu z głębi lasu
Przybyło ich dziesięć raz więcej, niż są obecne latem.


Kiedy słoneczniku ma dwa worki,
Te małe ptaszki nie doznają głodu,
Aż do wiosennego czasu.


Jak dobrze być ptakom za brat.
Są jeszcze tacy ludzie,
Co dbają zimą o karmniki.


Ale nie ich wnuki i dzieci,
One są z innego świata,
Niż "dzieci kwiaty PRL-u".



        MOJA  POEZJA


Moja poezja jaka jest taka jest,
ale niezmyślona od pierwszego do ostatniego wiersza. 
Moją poezję będziesz czytać z kołataniem serca,
ze łezką w oku i z wypiekami na twarzy -
czasami ze wstydu,czasami ze strachu i czasami z żalu.


     *     *     *

Dąży do wojny nie człowiek bogobojny,   
a łotr i szaleniec nakłada na ludzi cierpienie i wolności kaganiec.


     *     *     *

Kiedy zimą jest zima: pada śnieg, są zamiecie, zawieje
i do tego siarczysty trzyma mróz.

Tak jak wiosną i latem pada deszcz, są burze i to normalne.

Tak i z zimy nie dziw się, że nam dokucza i daje w kość.
Tak było i będzie.


     *     *     *

Kobieto, jestem Tobie poetą,
Ty mi aniołem.
Jesteś mi gorącą kometą,
Ja Tobie strzegącym Ciebie sokołem.


     *     *     *

W życiu człowieka najbardziej najcenniejsze
jest to czego człowiek w danej chwili pragnie.



PROWINCJA, TO  NIE  STOLICA


Wyjechała do Warszawy dla sławy.
Ale tam napotkała tak duże miasto,
że zginęła w jego tłumie.
I wyszło z tego nie złe ciasto,
i nic z planów w sumie.

Zatem trzeba było wracać tam,
gdzie jest jej miejsce.



        ZIMA


Zima tak szybko i nagle przyszła,
O dziwo, że z zachodu,
Nie ze wschodu, jak to z natury bywało.

A nie mówiłem, że świat zszedł na psy?
Teraz to się potwierdza i udowadnia.

Jeszcze brakuje tylko tego,
Żeby słońce zeszło na zachodzie,
A zaszło na wschodzie.
Kto wie, może kiedyś tak się stanie?
Na tym świecie wszystko jest możliwe.


Pada śnieg i pada obficie...
Wieczorem przyglądam mu się,
Jak za czasów chłopca,
Wpatrując się w lampę oświetleniową.


Las dookoła mnie otacza
I wiatr, który kołysze sosny.
Nie myślę, że do nocnego snu,
Gdy jest za pewnego siebie gracza,
Huśta życie, choć nie ma tchu.


Ale czasami bywa i tak,
Że ci, którzy stopami nie dotykają ziemi,
Chociaż na trochę chcą polubić zimę.



      PRZEMIANA


Dzisiaj już nie mogę zabłądzić,
Skoro nie szukam żadnych dróg.
Z życiem bez drogi przyszło mi się godzić,
Mając ręce, lecz nie mając nóg.


Ależ, wciąż jedna droga stoi mi otworem -
W tej drodze nigdy nie zabłądzę.
Tylko ta droga jest Wolności Wzorem -
Tam, gdzie cierpienia umierają, a uwolnienia się rodzą.



MALOWANIE  PEJZAŻU  ZIMOWEGO


Mróz jak na Podlasiu,
Pod stopami ludzkimi skrzypi śnieg.
Drzewa stoją bez ruchu jak skamieniałe,
Chociaż żyją już cały wiek.


Słońce za nic nie wybije się nad las,
Jedynie przesmyki światła upiększają dzień
Nad las jasnością zmarznięte niebo piękne jak len,
Chłodnym powietrzem nie niebie drżeń.


Ptaki na drzewach,
Ileż to muszą zadać sobie trudu,
Żeby znaleźć pożywienie,
Aby przeżyć następny dzień nie bez cudu.


Wiatr gdzieś usnął na dobre,
Chyba gdzieś wczoraj po drodze
Dopadł go zimny dzień i noc mróz,
Zamrażając go swoim rozgniewaniem srodze.         


Cisza bez ruchu obumarła,
Ale nie jest pogrzebana,
Tylko śpi dniem mroźnym,
Proszę Pani, proszę pana.



  MIĘDZY  ZIEMIĄ,  A  NIEBEM


Żyję na ziemi - ale nie chodzę po ziemi.
Moje pragnienia są wzniosłe -
Nie latać po niebie, a stąpać po ziemi.
Tak niewiele żądam od życia,
A i to nie do spełnienia.
Przecież nie dokonałem żadnego odkrycia,
A tylko pragnę spełnić swoje marzenie.



    WSZYSTKIE  PIENIĄDZE  ZA  TO     


Każda, każdy jest obdarzony przynarodzeniem od Boga, 
Lecz nie każdej, nie każdemu jest dane korzystać z tego.
Tej, temu, co dotyczy, życie ma ubogie.
A i Bóg mówi: Co ja mam z tym wspólnego?


To jest tak, jakby miała, miał sto tysięcy na koncie
I nie mogła, nie mógł z tego korzystać.
Kiedy służy tylko do sikania pochwa i prącie,
Co by za to oddałaby, oddałby tę sumę, żeby to dostać.



        WIOSNĄ 


Kiedy w lesie kukułka kuka,
Nagle moja myśl słów do wiersza szuka.

Kiedy słowik w olszynowych krzakach śpiewa,
Z kawalerstwa przypomina mi się dziewczyna Ewa.

Kiedy mgła po łące się ściele,
Chce mi się iść tam z Tobą, bo tak niewiele

Mam w życiu dobrych chwil,
A dróg tak dużo, żeby pozbyć się ich odległości mil.



        ODWILŻ


Siedzę przy oknie i śledzę pogodę wzrokiem roztargnionym...
Wilgoć wkoło i mgliście pod lasem,
Sosny pozrzucały śnieg całkiem 
I znowu jak w jesień zielono.
Melancholia gra mi w duszy
I tylko Ty możesz mnie rozweselić, miła moja.
Wystarczy dłonie związać miłym ciepłem - i już:
Powstaje uśmiech na twarzy,
Radość w sercu i szczęście w duszy -
Zapominając o wszystkim co smutne,
A pamiętać tylko o tym co dobre.


Teraz i roztargnienie gdzieś uszło,
Melancholia przestała grać w duszy,
I mgła rozpłynęła się na skraju lasu.

  Barbarze



          W  LESIE


Taka cisza tutaj na wietrze bezszumnym,
Jakby nikogo nie było, prócz Boga i mnie.

Trudno być z tego dumnym, prócz Boga,
Kiedy spełnienia ma się tylko we śnie.

Ptaki nie śpiewają, odfrunęły gdzieś za zachód słońca.
Tylko nieustannie z grobli spadaniem wody grają -
Później gdzieś płyną i płyną do końca... 



            KWICZOŁ


Już kwiczoł zawitał nad oknem mojej mu gościnności.
Nie ma żadnych konkurentów, ani wrogów.
Wszystkie owoce bluszczu jemu.
Dziwny to ptak - samotny, płochliwy i nie śpiewa.
Pojawia się jak złodziej podstępnie, tak samo ucieka.
Ile sobie musi zadać trudu, by zdobyć się na odwagę,
Żeby sięgnąć po ten czar granatowych nasion.



        WĘDROWIEC  BEZ  WĘDROWANIA


Kiedy nie jestem wędrowcem po ziemi ludzkiej ludzkimi stopami,
To za to jestem wędrowcem myślami...
Sięgam po kresy dzieciństwa początku - aż po pierwszą pamięć. 
Nie jestem wcale wystraszony, widząc całą przeszłość przeźroczyście - 
Każdy schemat jak sen połączony, choć to wszystko tkwi we mnie rzeczywiście. 



  NADE  WSZYSTKO


Pada śnieg...
Wiatr się zrywa!   
Śnieg po lodzie zamiata...
A Ty do mnie się uśmiechasz...


Pada śnieg...
Wiatr się zrywa!
Śnieg zamienia się w zamieć...
A Ty do mnie się uśmiechasz...

  Barbarze



      ZIMOWYM  WIECZOREM


Za oknem taka zima, aż śnieg z mrozu trzeszczy.
Nawet, aż księżyc skrzypi, jak stare sanie z dzieciństwa.
Ale dzieci z zmarznięcia nie płaczą, w rączek nie chuchają
I ojciec im rączkę z zimna nie naciera.


Za to telewizję w domu oglądają.
I nie wiem po co są zimy?
A i księżyc nie ma komu rozgrzać, więc zimno.
Aby ci nie było smutno, wyprowadź się aż do Limy.

191 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2015-02-04 20:52:56)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.

        GDYBY  TO...


Jestem człowiekiem dożywotnie rannym -
Ugodzonym bezwładem w obie nogi.
Moje nogi są tylko ciężarem dla równowagi,
Jak ptaku związane skrzydła, którymi nie pofrunie.
Jak ja nie pójdę donikąd.


Gdybym miał w nogach wład -   
Poszedłbym wszędzie, nawet w bezkresie świata.
A tam mógłbym nawet błądzić,
Aby tylko czuć grunt pod stopami.



          BEZ  WYJŚCIA


Posłał mnie los do roboty pod ziemią na skaranie.
Ukarał mnie los wypadkiem bez mego zapytania.
Czy ja tak bym chciał cierpieć dla samego cierpienia?
Ale los okrutny los, mój udział w tym rozwiał,
Nadając mi z cierpienia imię takie,
Że na samą myśl serce się kraje, i na ciele rana,
Która nigdy nie zabliźnia się po kopalnianej doli.



   AGONIA  POWYPADKOWA


Tłucze się moje serce pod żebrami,
Jak na osadzonym podłożu pompa wodna.
Stojąc przed Wolnością Bramy,
Każda chwila staje się zwodzona.


Myśli moje mnie trapią,
A wiersze jeszcze dodają smętności.
Ach, jak ja wzdycham,
Oczy z żalu we łzach się topią,
A znikąd nie dostrzegam losu gościnności!   


Już nie pytam ludzi,
Ale dziwię się samemu Bogu,
Że o mnie zapomniał
I już się nie za trudzi?
Czyżby ja już za życia
Sam siebie spaliłem na stogu? 



RÓŻNICA  KOLOSALNA  TKWI  W  LOSOWYCH  PRZEŻYCIACH


Dzisiejszy prozaik, który nic nie przeżył -
pisze o wszystkim i o wszystkich, tylko nic o sobie.

A poeta, który doznał życiowej tragedii -
o niczym innym nie pisze, tylko ciągle o sobie.



Z  OBSERWACJI  LUDZI


To że nie założę nogi na nogę,
Nie żałuję tego wcale,
Bo i tak przedtem nigdy
Nie zakładałem nogi na nogę.
Zdaje się to takie błahe,
A jak najbardziej ludzkie.
Jedynie na tyłku siedzę tak samo.


To że nie chodzę, jak ludzie chodzą,
To już na to nic nie poradzę.
Trudno. Da się i bez chodzenia żyć.
Jedynie na tyłku siedzę tak samo.


To że nie podróżuję po świecie,
Jak inni ludzie podróżują.
To nic. I tak nie lubiłem podróżować.
Jedynie na tyłku siedzę tak samo.


To że nie tańczę, jak inni ludzie.
To nic. Poeta nie tańczy,
A nawet i nie śpiewa, dodam kaleki poeta.
Jedynie na tyłku siedzę tak samo.


To że nie do śmiechu mi
I to, że nie do grzechu mi.
To nic. Jedynie na tyłku siedzę tak samo.
Wystarczy żeby nagrzeszyć. 



      NATALKA
                           wnuczce


Natalka, częsta u nas bywalka,
Kiedy przychodzi "piątkę przybija" -
I już minutka nie mija -
Rozkłada klocki, pisze, rysuje...
A dziadek już myśli snuje,
O wnuczce Natalce wiersz zapisuje.


Jesteś mądrą i pojętną dziewczynką,
Chociaż chodzisz jeszcze do przedszkola;
Umiesz napisać "Ola"
I zajmować się różną wycinanką.


Potrafisz napisać liczbę "1" -
I tak po kolei aż do "10".
Lubisz przebywać u dziadków w objęciu,
A dziadek ciebie uściska z przejęciem.


Grasz z dziadkiem w karty -
Tak długo, aż ci zbrzydnie,
A później grę zamieniasz w żarty.


Układasz z dziadkiem klocki w wesołym tonie.
Ale najbardziej lubisz gry dla dzieci,
To cię najbardziej radością oświeci.



    W  LESIE  ZIMĄ


Kruk kracze na "czerebie" sosny! 
Może to zły znak?
Ale i tak nieodgadniony,
Co się wydarzy do wiosny?
A jeszcze gorzej, że nie widać żadnych odznak,
Tym samym nie ma żadnych przeczuć.


Ale ja dzisiaj jakiś radosny
W tym lesie samotnym.
Bo sam nie jestem samotnym,
Przy boku moim mając życia "połowicę",
To i nawet mróz, śnieg jest znośny.

  Basi

 

     PRACOWITA  WNUCZKA


Stale zajęta zabawkami - układa klocki, wieże, tunele, mosty, domy, płoty...
I jeszcze do tego sama do siebie ciągle gaworzy...

Nagle podchodzi z zainteresowaniem do dziadka i pyta:
- Dziadek, co ty robisz?
- Piszę wiersz o tobie. Przeczytać?
- Przeczytaj. 
Przeczytałem tytuł wiersza i pierwszą zwrotkę już napisaną.   

Po tym wnuczka powiedziała:
- Dziadek, daj i ja napiszę wiersz...
Podałem zeszyt i długopis,
wnuczka pod wierszem z trudem napisała literkę [T], 
którą wziąłem w nawias.

Następne wnuczka powiedziała:   
- Ja też chcę pisać wiersze...

Babcia podała wnuczce zeszyt i długopis.
Wnuczka usiadła na pufie koło mnie i pisze literki, 
po literkach przeszła na rysowanie serduszka. 
Narysowane serduszko podaje dziadkowi, mówiąc:
- Dziadek, to dla ciebie.
  Dziadek ucałował wnusię, po czym powiedział:
- Dziękuję Nataluś.
Radosna odchodzi do innej zabawy.
Co za pracowite dziecko, jak dziadek. 



    KIEDY  JESTEM  W  LESIE


Kiedy jestem w lesie - lubię najbardziej usłyszeć odgłosu takiego: "trrrrrrrrr"...
Wtedy myślę sentymentalnie, że to jest lekarz drzew.
Wtedy po lesie echo takie się niesie,
Aż w mojej duszy rodzi się śpiew.


Drzewa wiatrem melodie mi grają,
Słyszę nawet w oddali daleki szum...
Chwile słuchaniu się oddają,
A w tym nie przeszkadza żaden ludzki tłum.



   GRUDZIEŃ 


Kiedy jest grudzień,
Nie ma złudzeń,
Że zimy nie będzie,
Gdy śnieg leży wszędzie.

Dzisiaj dzieci nie lubią zimy,
Chyba że z Limy,
Gdy śniegu nigdy nie widziały.
Gdyby śnieg tam spadł,
Patrzałyby wytrzeszczając gały.

W naszym kraju
Ciągle chcą, żeby było jak w maju.
Może nie wszyscy z wyjątkiem,
Dlatego postawię znak zapytania z wyjątkiem?


Za szybą śnieg prószy...
A w oddali idzie już sroższa zima?!
Pustka wkoło jak w głuszy.
Mróz zimy się trzyma.


Ptaki jeden tylko mój pocieszyciel,
Skrzeczy mi nad głową.
On zimy wiosną będzie wyzwoliciel,
Kiedy przybędę tutaj z drugą połową.


Póki co, zimę trzeba przecierpieć,
Przecież już nie pierwszą.
Może i nie ostatnią?
Zatem, Mietku, zanim z ciebie nie rupieć,
Podaj zimie rękę bratnią.



     INCYDENT  Z  MANDATEM


Wszędzie śnieg, a tam gdzie śniegu nie ma,
na parkingu brak miejsc, jak wszędzie w mieście.
Parkuję na zakazie zatrzymywania się i postoju z początkiem kontynuacji.
Jest to miejsce przystanku dla "BKM", ale zatoczka 30 m. dalej.
Jedno auto już stoi i ma kartkę za szybą.
Czyżby to mandat?
Zaparkowałem za nim i stoję...
Za mną parkuje jedno, drugie auto i po chwili odjeżdża.
Stoję dalej...
Żona z syn w sklepie komputerowym.
Po krótkim czasie podjeżdża radiowóz policji z prawej strony mnie.
Stoi...
Myślę, co on chce?
Może zaraz odjedzie?
Ale zamiast odjechać, policjant w radiowozie włączył światła awaryjne!
Myślę sobie, co on ode mnie chce?
Ale do mnie nie podchodzi.
Żona z synem widząc ze sklepu komputerowego - wraca i podchodzi do radiowozu.
Informuje funkcjonariuszowi:
- Mąż nie może wyjść z samochodu, jest na wózku inwalidzkim!
W takim bądź razie policjant pofatygował się do mnie.
- Na zakazie zatrzymywania, pan stoi!
Żeby wytłumaczyć się, powiedziałem:
- Nie zauważyłem, że jest zakaz. 
Policjant:
- Nieznajomość prawa kosztuje!
A mnie od razu zrobiło się wstyd.
Po czym powiedziałem:
- Ja jestem inwalidą na wózku inwalidzkim!
I dobrze, że nie dodałem, że mi tu wolno się zatrzymać,
chociaż tak w duchu pomyślałem, mając na myśli, że za PRL-u:
Osoby niepełnosprawne na zakazie zatrzymywania się i postoju
w drodze wyjątku nie musieli się stosować do tego zakazu.
Gdybym policjantowi to wygarnął, uznałby mnie za zuchwałego opryszka
i byłby może mandat jak się należy?!
Policjant:
- Proszę prawo jazdy i dowód rejestracyjny!
Tymczasem będąc w pełni świadom, że czeka mnie kara,
stałem się nagle podenerwowany, naraz zapominałem,
gdzie w samochodzie się znajdują dokumenty.
Zwracam się do żony:
- Basia, gdzie są moje dokumenty?
Basia, wyjmując z torby portfel, która leżała na tylnym siedzeniu.
Podaje mi.
Z lekką podnietą emocjonalną jestem podenerwowany, ale nie drżą ręce,
choć ma świadomość, że będzie ze stówka mandatu i z 2 punkty karne?!
Podając dokumenty - zwracam się do policjanta:
- Proszę mnie nie karać, jestem na wózku inwalidzkim z pierwszą grupą,
w ogóle nie chodzę, to gdzie miałem zaparkować?
Policjant udał się do radiowozu, w tym czasie dyskutuję z żoną;
dlaczego tutaj postanowiłem zaparkować?
Będzie kara, jak cholera?!
Po kilku minutach wraca policjant, zwraca dokumenty - i mówi:
- A teraz sprawdzimy trzeźwość!
- Jestem trzeźwy.
Policjant:
- Widać to.
Ale urządzenie do pomiaru zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu
podsuwa mi do ust, już to nowe urządzenie, jakie tylko widziałem w telewizji.
Dmucham...
Policjant:
- Mocniej!
Więc dokończyłem dmuchanie mocnej.
Wykaz na pomiarze zerowy.
Policjant:
- Będzie pan tylko pouczony.
Ucieszyło mnie to, że kary mandatowej uniknę i punktów karnych także nie będzie.
Uradowany, szczęśliwy, zwracam się do policjanta:
- Dziękuję Panu!
Już nigdy takiego błędu nie zrobię.
- Dziękuje Panu!
Do widzenia!
Ucieszonym, że nie dostałem kary, odjeżdżam w miejsce dozwolone 
w prawie ruchu drogowego, jak jako niedzielny kierowca.



        Z  OBSERWACJI


W naszym kraj taka dziwna jest moda,
że mężczyźni podczas spotkania nie podają ręki kobiecie.
A całować w rękę, to już pozostało tylko marginesowe.
A jak już któryś z mężczyzn zdecyduje się pocałować w rękę kobietę,
to mocno tak cmoknie, że aż wygląda to śmiesznie, żeby nie powiedzieć prostacko.
Żadnych nie ma manier dżentelmena, żadnego obyczaju męskiego gestu,
bez względu jak jest inteligentny.

Tylko pomyśleć, jak kiedyś śpiewała Danuta Ryn:
"Gdzie ci mężczyźni"?...



     KIEDY - WTEDY 


Kiedy odejdą już mrozy -
I kiedy stopnieją już śniegi -
I kiedy liście rozwiną już brzozy.
I kiedy zejdą z twarzy zimowe piegi,
Wtedy już będzie prawdziwa wiosna -
I będzie w złotych pędach pylić sosna...



     KTO  TO  NAKRĘCA?


Boże, na jakim świecie my żyjemy?
Ukaże się książka o jakimś agencie;
jak rzekomo uwodził kobietę -
z myślą jako agent rozpracowując ją.
I w ciągu dnia książki rozejdą się,
jak przysłowiowe świeże chrupiące bułeczki.


A z drugiej strony ukaże się tomik wierszy -
na przykład dobrego poety.
I nikt na to nie zwraca uwagi
poza marginesowym wyjątkiem
zagorzałych czytelników poezji. 


Oznacza to i wychodzi na to, że ludzie lubią,
a nawet uwielbiają skandale,
a później narzekają na polityków.
Błędne koło po prostu; świat stoi do góry nogami,
a ludzie chodzą na głowie.



OBDARUJ  MNIE  TYM,
CZEGO  MI  [ZA]BRAK[NIE]


Obdaruj mnie słońcem,
Kiedy będzie mi zimno.

Obdaruj mnie cieniem,
Kiedy będzie upał.

Obdaruj mnie miłością,
Kiedy będę Jej pragnął.

Obdaruj mnie snem,
Kiedy nie będę mógł zasnąć.

Obdaruj mnie spokojem,
Kiedy będę podenerwowany.

Obdaruj mnie wstrzemięźliwością,
Kiedy będę niecierpliwy.

Obdaruj mnie tęsknotą,
Jeśli bym zapomniał tęsknić.

Obdaruj mnie zdrowiem,
Kiedy zdrowie zacznie mi szwankować.

Obdaruj mnie radością,
Kiedy radości mi zabraknie. 

Obdaruj mnie życzliwością,
Gdyby z dnia na dzień jej by mi zabrakło.

Obdaruj mnie natchnieniem,
Jeśli natchnienie ze mnie ujdzie.

  Basi



  Z  AUTOPSJI  WIEJSKIEJ   


Kiedy koguty zapiały,
Noc mijała, a dzień świtał.
Czas wczesny ze mną się przywitał -
I myśli ze snu się wzięły:


Od tej pory nie mogłem spać -
Myślałem nad życiem, com stracił?!
Fakt taki, aż tylko się bać,
Bo to nie sen, czym w życiu zapłacił.


Z olszyn na pobliskie drzewa ptaszęta przybywały
I przy wiejskim domu rozgrzewały szalone swe śpiewy.   
Moje tęsknoty ciągle nie ubywały -
A z faktem w jakim jestem, debatę podjęły.


Myśli moje snuły się po Podlasiu i Śląsku,
Ale ja jednak w barłogu byłem.
Tutaj w tym miejscu, gdzie mój urodzonek w tym związku,
Skąd o pięknym dzieciństwie śniłem.


Na oknie pelargonia stała przekwitła,
Niemniej liście lubiłem nie raz powąchać.
Zamyślając się, świadom będąc jaka czeka mnie bitwa,
To chciałbym nawet pod ziemię się zapaść.


Pies sąsiada szczekaniem ujadał,
Pozbawiając mnie w ogóle już dalej zasnąć.
Słońce było już zeszło - cień z "duli"* na dom padał,
A ja dalej bez snu musiałem brnąć.


Ptaszyna coraz to bardziej stawała się krzykliwa,
Jaskółki tuż nad brukiem ulicy fruwały.
A dusza moja chora i urodzeniem wrażliwa -
Musiała przełykać uraz kalectwa trwały.

  Objaśnienie: z "duli, dula"* - autor wiersza miał na myśli gruszę,
  która między dwoma sąsiedzkimi gospodarstwami stała.



                    DLA  LITERATÓW


Krytykująca opinia jest lepsza, niż pochwalająca, iż zmusza do myślenia,
o ile jest prawdziwa bez żadnych podtekstów adresata.
Natomiast opinia pochwalająca także jest dobra, jeśli jest w miarę optymalnie prawdziwa:
u jednej osoby rodzi pewność siebie, co w przyszłym rezultacie skończy się to negatywnie.
A u drugiej osoby dodaje jeszcze więcej otuchy, niż miała ją przedtem i staje się jeszcze lepszą niż była.
Zatem w rezultacie wszystko leży w osobowości indywidualnej człowieka.



      PRZEMIJANIE 


Wczoraj odeszli nasi dziadowie -
Dzisiaj odchodzą nasi rodzice -
Jutro odejdziemy my -
Pojutrze odejdą nasze dzieci.



     Z   CIERPIENIA - PO  UWOLNIENIE


"Boże dzieci" - ulubieńcy Boga umierają młodo,
Skoro za życia jest im pisana trwoga.
Idą do Nieba, toć Najwyższy przedwcześnie powołuje ich do siebie,
Żeby z ziemskiego cierpienia - mieć w Niebie Raj.



GDY  JESTEM  W  LESIE


Gdy jestem w lesie,
Swobodnie czuję się tak,
Jak ryba w wodzie,
Choć lód i śnieg przykrywa.


Śpiew ptasi niesie się po lesie,
Ale cisza jest bez cienia wątpliwości.
Za przyrodą nie mam już wytrzeszczu oczu,
Spokój duszy i lekki oddech mam.


Płynące chmury spiętrzają się,
Ale grzmieć nie będzie.
Moje życie niepogodą przegrzmiało już
I teraz w spokoju tutaj osiadłem.


Żale i rozpacze odeszły gdzieś,
Czas po latach wygoił rany.
Teraz sympatyczna nuta wpadła w ucho mi -
...I uczucia zdrowe w sercu budzą się.


Wczorajsza spirala niemożności -
Dzisiaj opływa w duchowym luksusie.
Nie ma żadnego popłochu -
Lekarstwo na życie to wiersze...


I sens życia to wiersze.
I Przyroda to sens życia.
Żadne kanony nie istnieją,
Wystarczy oddech jak Natura.


W koło nic nie razi,
Wszystko jest spełnieniem,
Co oczy tutaj zobaczą,
To duszy jest wypełnieniem.


Nic nie zionie płomieniem,
Żyło się tym pokoleniem;
Co Ojczyźnie dało się to,
Czego najbardziej potrzebowała.


Nie ma wstydzić się czego,
Gdy dopełnieniem są wiersze.
Może ktoś ze mnie nawet i szydzić,
A  ja i tak to zdzierżę.


     *     *     *

Jeśli teraz: "czym głupsze tym lepsze" zapanowało nawet w sztuce.
To jest wina głupich reklam - w sensie takim,
że czym coś jest głupsze tym większe ma wzięcie.



   WIERSZ  PISANY  ŚWIATŁEM


Kiedy żyjąc na ziemi zewsząd bezwładem ograniczenia,
Udaję się do miejsca wybranego,
Aby być wolnym na powierzchniowej przestrzeni.

Polny wolny wiatr po mnie powiewa...
Krajobraz jak z chłopięcych kadr przestrzeń wzrokową otwiera.


Spojrzeniem sięgam białych chmur,
Wzrokiem płynę w przestrzeń nieba.
I chociaż ku niebu nie ma sięgających gór,
To i tak mam pięknie wokół siebie.


Powietrze jest takie ciepłe,
Aż miękkie, aksamitne, puszyste.
Z nieba promienie spadają oślepłe
I w oczach kolory oczywiste.


Przyroda krajobrazową dźwięczną nutą gra
I aż do zachwytu porywa.
Kruk nad głową:  kra, kra...
I woda z grobli z upału powietrze chłodem obmywa...


Chmury po niebie całym się rozpierzchły -
Jeszcze lepszą tworząc pogodę.
Nawet na sośnie ten "czereb" zeschły
Dla poety ma swoją urodę.


Jest tutaj tak jak chcę,
Tak jak jeszcze będąc na Śląsku pragnąłem.
Tęsknota już nie rodzi sercu hecę,
Kiedy powrotu ku swoim korzeniom dopiąłem.


Żyję wśród natury przyrody,
Która nie jest niczym skażona.
W duszy mam spokój dla poezji urody
Mając każdą chwilę taką, jak wymarzona.



   SEN - [ na wsi ]


Szukałem Ciebie po polu,
Szukałem po łące,
Szukałem poza stodołą,
A Ty byłaś w moich snach.

  Basi



  DZISIAJ  I  TRZYDZIEŚCI  LAT  TEMU


Dzień świta, ptaki się budzą,
Krzykiem obwieszczają prawo do swego rewiru.
One jak pracowici ludzie nigdy się nie nudzą.


Znałem kiedyś takiego człowieka o imieniu "Francik",
który mówił: "Mogę pracować za to, że tylko poję".
Jak te ptak, który śpiewa tylko dlatego, że żyje.


Ptakom się nie dziwię.
Ale "Francikowi" zawsze się dziwiłem,
jak to można pracować tylko za sam posiłek i alkohol?
Tak tylko postępuje włóczęga.
W pewnym sensie i "Francik" był włóczęgą.

"Francik" był chyba z rodzaju, jak ten wolny ptak,
choć śpiewał tylko wtedy, gdy fest popił.

Ptaki ambitniejsze są od ludzi,
bowiem nigdy nie piją, a zawsze śpiewają.



              RĘCE


Patrząc na moje ręce, nie widzę je jak u poety,
a potężne rączyska chłopskie. 
Czyżby natura się pomyliła z chłopa tworząc poetę? 

Moje ręce nie są słabe, jak u charłaka poety,
a silne jak u Boryny, z tym tylko, że delikatne jak u poety,
który w rękach nic nie trzymał prócz swoich wierszy i pióra.

Prawdziwy poeta powie, że poeta pisze głową, a nie rękoma.
Zatem bez różnicy jakie ma się ręce.



    ZIMOWE  ODWIEDZINY


Śnieg pokrył akwen, pod śniegiem lód,
Pod lodem tylko ryby wiedzą jaki tam głód.

Ale ja tego nie chcę widzieć i wiedzieć,
Tym bardziej być tam.
Wystarczy mi ląd.


Podnoszę oczy - wszystko wokół jak sen,
Opuszczam oczy - śnieg, pod nim lód,
Pod lodem chłód, co oddycha nie może tam żyć.


Oczyma po śniegu i lodzie chód...
Nikogo wokół nie ma - cisza i pustka,
Tylko uśpiony bezruchem stoi las.

Do domu już  na mnie czas.

A ten, kto nie ma domu ma wszystko,
Co w treści tej prócz ciepła.



        LOS


Ziemio, zdaje się, że nie czujesz bólu, tak jak ja?     

Zdaje się, że nie cierpisz, tak jak ja?

Ale być może oboje cierpimy napiętnowanym kalectwem.

Ty rodzisz, żeby cierpieć.

Ja cierpię żeby żyć.

Ty zasypiasz żeby wstać.

Ja wstaję żeby umrzeć.

W Tobie cisza martwa.

We mnie bełkot nieprzejednany.

Nie pasujemy do siebie?

Czas do grobu, czas do grobu iść!



SKOJARZENIE  ŚWIĄT  BOŻONARODZENIOWYCH


Śniegu patron, tonące konie w nawianych "kurhanach"*, 
wyprawa do lasu po choinkę - cisza głucha w lesie,
rozgrzane ręce, ciało, zimna siekiera -
przymarznięcie języka do siekiery, gdy się dotykało -
sprawdzanie bohaterstwa lub głupoty.


W domu podniecający nastrój, kalendarz na nowy rok,
świece na choince i zapach podczas palenia się,
Wigilia - podlaska kutia, cukierki na choince, bombki,
wzorki kolorowe z papieru, kolęda,
schody posypane piaskiem i ta bezwzględna zima.

  Objaśnienie: "kurhanach, kurhany"* -  w etnicznym autora po prosty duże zaspy śniegu.



     POEZJA  ŻYCIA


Poezja przemawia do duszy,
Dusza przemawia do poezji...
Natchnieniem serce się wzruszy -
I już jest się w świecie poezji...


     *     *     *

Nie sztuka wykonywać pracę za którą płacą,
sztuka wykonywać pracę za którą nie płacą. 


    *     *     *

Kościół, to ludzie. A gdy ludzie nie będą kościołem, z kościoła pozostaną tylko mury.

192 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2015-02-15 09:59:31)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.

POETO,  BĄDŹ  MĄDRYM  JAK  SŁONIE


Poeto, jeśli nie musisz,
Jeśli Cię nagła nie dopadnie śmierć,
Nigdy nie umieraj na ziemi obcej.
Jeśli jesteś na obczyźnie,
A czujesz, że musisz odejść z tego świata,
To wracaj do swego kraju
I spocznij na wieki w ziemi ojczystej.
Toć słonie, zdawałoby się,
Że są głupsze od ludzi,
A kiedy czują nadchodzącą śmierć -
Idą w swoje miejsce cmentarzyska.

Uczynił tak Miłosz.   



WYBAW  MNIE,  BOŻE,  WYBAW


Wybaw mnie, Boże, wybaw
Z tego piekielnego miejsca,
Żebym już nigdy nie miał obaw,
Że jestem bez głowy jeźdźca.


Uczyń mi, Boże, uczyń,
Abym z tej drogi tragedii zboczył.
Tobie żaden uczynić to wyczyn.
Dla mnie odejście od piekieł,
Do których żem się stoczył.


Żyć tak chcę jak nigdy, tak mocno,
Bowiem pojmuję życie tak mocno jak nigdy.
I Tobie, Boże, będzie bardziej zacnie,
Gdy ja już nie fanatyzuję się, przenigdy.     


Chcę tak mocno żyć,
Zanim życie w Twoje ręce złożę.
Tylko pozwól mi o życiu śnić -
Na jawie dopóty dopóki w grobie się położę.


Bowiem cóż Ci po mnie wtedy,
Kiedy tylko pozostawię wiersze?
Jeszcze chcę naprawić błędy,
Te niewinne pierworodne pierwsze.



KIEDY  BYŁEM  MAŁYM  CHŁOPCEM


Kiedy byłem małym chłopcem
Zapędzałem się na kwieciste łąki;
Zapachy różnie wonne otulały mnie,   
Byłem natchniony jak mały anioł.


Czułem na sobie ulotną lekkość
Jak nektarowy motyl
I takową duchową natchnioną skłonność,
Jakobym wonnością się podtruł.


Dzwonki dzwoniły mi w uszach,
Kiedym je zrywałem, przestawały.
Jaskier przerażał kurzą ślepotą,
Aż z klęczek przerażony wstawałem.


Stare olchy wiatrem gadały,
Cień nad głową się kołysał.
Ptaki śpiewem się witały,
Źrebak wkoło kobyły hasał.


Ojciec ze stryjem łąkę kosili -
Szelest spod kos chrobotał.
Byk łańcuchowy muczeniem wody się prosił,
A stryj z ojcem kosą dalej robotał. 



        CHCĘ  PTAKIEM  BYĆ


Chcę ptakiem być, nie po to, by wolnym żyć,
A po to, by z nieba zrobić zdjęcie rodzinnej wsi.

Chcę w poezji znakiem być, nie po to, że zdolnym,
A po temu, że jest potrzeba dla potomności mojej i Twojej.

Zatem i panorama wsi rodzinnej mojej
Z lotu ptaka jest uzasadniona.



     WIERSZE  ZE  STYCZNIA  2011  ROKU



    CISZA  PRZED  BURZĄ


Cichy mój dom, jak mało gdzie,
Słowa jedynie się burzą w tomie wierszy. 
Ale spokój jest pewny - nie wyjdą stąd,
Bo krzyk w ciszy jest słowem milczenia.   


Na dworze zapanowała bezkresna ciemność,
Ale to na niebie, na ziemi
Puszysta czysta śnieżna biel,
Aż po ten zawsze taki sam las.


Tam dalej już się wynurza czas
Noworoczny na 2011 rok!
Kiedy dojdzie tutaj do nas,
Skończy się cisza przed burzą,
Na niebie rozbłysną fajerwerki.


Po burzy wszystko wróci do normy,
Wszystko co ludzkie będzie takie same,
Tylko w innym czasie i o innej dacie,
Co ma być, nic nie ominie Cię bracie.


Będzie po burzy, jak było przed burzą.
Zatem Nowego Roku znaki na przekór życia,
Ode mnie niech Ci wszystkiego dobrego wywróżą.

  Mietko, dnia.31.XII.2010 - 01.01.2011 rok.



        NA  BIEŻĄCO


Larinto poleciał 140.5m. i upadł!
U mnie śniegiem kręci w "wierszowym trójkącie".
W Garmisch Partenkirchen także wiatrem powiało -
Z tego powodu jest przerwa.
Obniżono rozbieg z 16-tej na 14-stą platformę startową,
Ale dalej będzie rządził wiatr -
I za to bonus plusowy lub minusowy skoczkom.
Kubacki za burtą, jak wcześniej Hula,
Jedynie Stoch jeszcze ciągle w czołówce.
Poczekamy na Małysza, co pokaże?
Ale znów ten wiatr, znów powiało,
Przerwa negatywnie psuje rywalizację skoków, 
Pokłosiem tego jest niedopuszczalny wiatr.
Rzadko obecnie bywa, że jest przepiękne
Błękitne niebo i błyszczący śnieg w słońcu.

U mnie za oknem przestało kręcić śniegiem prócz ptaków,
Które kończą opróżnianie klepsydry napełnioną słonecznikiem
Przez dobrego człowieka mego sąsiada.
Jest pusto, jak bywa w głębi bezludnej puszczy.
Czekamy na skok Adama Małysza,
Nie wierzę, choć warunków jest loteria,
Że nasz "Orzeł" podzieli los Hautamekiego,
Przy tym nawet nie postawię znaku zapytania.
W Garmisch Partenkirchen wieje dalej,
Czekanie w przerwie, co będzie dalej?
Z pogodą nikt jeszcze nie wygrał,
Jeśli jest pod psem - wieje.
Tak jak bokser nie wygra z sędziami,
Chociaż wygra z przeciwnikiem.

Justysia już wygrała, reszta zawodniczek
Za mgłą, a Justysia na mecie
Do kamer robi szeroki i radosny uśmiech.
Czego więcej może chcieć kibic
W tym pierwszym dniu Nowego Roku,
No chyba Adama Małysza na podium.

Ale na to trzeba jeszcze trochę poczekać,
Może nasze oczekiwania się spełnią -
Tutaj znów nie postawię znaku zapytania.
Skoki wznowiono, ale wiatry kręcą zdradliwie,
Zatem loteria, boję się o Małysza.
Teraz już Małysz. Boże, daj mu dobre warunki,
Jak spasowały Karelinowi.
Siada nasz Małysz na platformę startową.
Leć nam Adamie, leć po podium,
Na razie drugi. Wataze z pary Adam nie liczy się, odpadł.
Dobrze jest Adamie, choć Cię wyprzedził Simi Ammann,
A wcześniej, Ty, nie wyprzedziłeś Karelina.
Warunki zdradliwe, po Simonie wszyscy skaczą mniej, niż oczekiwania.
Zatem nasz "Orzeł z Wisły" dzisiaj na podium,
Stoch w pierwszej dziesiątce, ósmy.

Jak fajnie kończy się Nowy Rok.

Wam też życzę mniej wiatrów w twarz,
A więcej w plecy, żeby pchał tam,
Gdzie potrzeba, żeby zaniósł. 

Z Nowym Rokiem.



        NA  SKRÓTY  W  PROZIE  I  W  POEZJI


Wiersze dzisiejszym stylem pisane są kaleczeniem sensu wiersza,
ponieważ wszystkie wersy wiersza są rozpoczynane z małej litery
i kończące się bez żadnych znaków interpretacyjnych przy zakończeniu wersów.     
Uważam, że to nie jest moda, a po prostu pójście na łatwiznę.
Myślę, że to się wiąże przede wszystkim, że piszemy nie własnoręcznie,
a na komputerze i myślę, że z tego powodu piszącym nie chce się wysilać,
żeby dostawiać w tekście:

[ W języku polskim używamy dziesięciu znaków interpunkcyjnych - są to:
kropka, średnik, przecinek, dwukropek, myślnik (pauza), wielokropek,
znak zapytania (pytajnik), znak wykrzyknienia (wykrzyknik), nawias i cudzysłów. ]

na końcu wersetów kropek czy wielokropek w zależności od treści wiersza,
a również jest potrzebne i konieczne stawianie przecinków w miejscach
poprzedzających zmianę treści, jak i należy używać myślników, wykrzykników,
cudzysłów, znaków zapytania nawiasów, bo wiersz bez tego, to jak dom bez dachu,
okien czy bez drzwi w którym nie da się mieszkać.
I niech dzisiejszy styl nie tłumaczy się, że taka jest obecna moda w poezji,
a raczej w prozie, bo poezja już nie istnieje, skoro jest to i wygląda taka.
Chociaż proza także jakby nie było jest wierszem.
Ale właśnie z tego powodu, że nie używamy tych podstawowych znaków,
wydawałoby się, że tak banalnych, a jednak z tego powodu wiersz jakby jest
obdarty, co mu się należy, tak jakby wiersz był nagi. 
A przecież człowiek nie chciałby się pokazać wśród ludzi nieubrany.   
Tak samo i podobnie czuje się wiersz, kiedy jest pozbawiony wszystkiego prócz słów.
Wiersz pozbawiony kropek, średników, przecinków, dwukropek, wielokropek,
myślników, znaków zapytania, znaków wykrzyknika, nawiasów i cudzysłów -
jest tak jakby obdarty z treści, jakby był nieodziany, jakby był goły i bez duszy,
emocji, a nawet odważę się pokusić, że i bez sumienia, skoro i przede wszystkim
tylko treść w wierszu się liczy.



      W  DOMOWYM  ZACISZU


W domowym zaciszu słyszę jak oddycha powietrze,
widzę jak chodzą cienie, czuję ból ściennego zegara -
bowiem jak żyje nigdy nie brał lekarstw
i jego dolegliwości przechodzą na mnie.


Czasami potrzaskują karnisze,
żyrandol tęskni za letnim motylem,
ściany mówią ludzkim głosem,
obrazy Świętych błogosławią mnie po głowie -
czuję radość dziecka, lekko oddycham, jestem jak aksamit.



     WBREW  PRZEMIJANIU


Gdybym był takim, jakim byłem z przed laty,
Dzisiaj byłabyś całą w skowronkach,
[ Chociaż nie byłbym Tobie ptaszkiem ]
Bo otaczałbym Cię śpiewnym niebem.


Przynosiłbym Ci kwiaty, [ pamiętasz, te z łąki? ]
A nie tak, jak dzisiaj wiersze.
A Ty czekałabyś na mnie u progu chaty,
Wracając, mówiłabyś:  "Że to w moim życiu są pierwsze!"


A mnie to ze wzruszeniem radowałby,
Że Ty jesteś czysta jak te łąkowe lilie
I krucha jak skrzydła motyla, zatem zdawałoby
Się, że trzeba byłoby otoczyć Ciebie miłością takową, siły u mnie ile.


I miłować Cię mocnej, niż ptaszek ptaszka,
Będąc przez cztery pory roku w godach.
Żyć ciągle, a nie jak sezonowa waszka, 
Przedłużając życie w rodach. 

  Ślubnej


     *     *     *

Poeta rodzi się nie po to, by się radować z życia, a po to by cierpieć.

Tylko z takim losem poeta duchowo jest spełniony jako poeta. 


     *     *     *

Poeta jeśli ukrywa swoją tożsamość nie jest poetą, a tylko pisarzem.

  II

   LESIE,  TY  MÓJ  LESIE


Na ciebie, ty mój lesie
Jest zwrócony mój wzrok,
Bowiem natchnienie moje po tobie się niesie,
Skoro już nie chodzę dwudziesty piąty rok.


W tobie są ukryte moje marzenia
I mój nielubiany wstyd,
Bowie ty przyjmiesz moje cierpienia,
Nie patrząc jaki jest mój byt.


Śpiewasz mi podlaskim polem,
Co do lasu przyniósł wiatr.
Jak kiedyś poetom śpiewał wiatr Podolem, 
Niosąc ich treść aż do Polskich Tatr.   


Tak i ja, tutaj osiadłszy
Słucham Natury wierszowych nut...
Na Ciebie Ziemio Podlaska tylko zdawszy,
Kochając Cię, choć wszystkiego mam w bród.
https://picasaweb.google.com/103276734392610294633/101MSDCF05#slideshow/5494870101666349202

  Mojemu ukochanemu Podlasiu



      PODLASIU


Tutaj jest moje miejsce,
Tutaj jest mój dom.
Żyć chcę tylko w Ojczystej Polsce
I kochać Ją, jak matkę swą.


Nie zostawię Ojczyzny nigdy przenigdy
I nigdy przenigdy nie wejdę na obcy prom,
Bo nie znam czegoś takiego jak odpłynąć stąd. 
A jeśli tak, to już jedynie znam słowo: przypłynąć,
Gdyby kiedyś ktoś pod siłą przymusu wywiózł mnie stąd.
Bo ja wolę być niewolnikiem we własnej Ojczyźnie,
Niżby panem na obczyźnie.



    BÓG  JEST  SKROMNIEJSZYM  OD  CZŁOWIEKA


Bóg jest Królem nad człowiekiem, a upodobnił się do człowieka.

Człowiek jest pod Bogiem,  a chce być królem[?]



     W  TRAUMIE


W głowie kłębią się myśli,
Serce mocniej mi bije.
Co gorsze wiem dobrze,
Że to mi się nie śni,
A w takim świecie żyję.


Ciężko mi jest podnosić pióro,
Tym bardziej głowę,
Myśleć nad wierszem jeszcze trudniej
I sięgać po dalszą odnowę.


Czasu mam więcej, niż szczęścia,
A to traumie sprzyja.
Żyć będę dopiero po życiu,
Ale to już nie będzie nikogo obchodziło.


     *    *    *

W przeciwieństwie do innych, jak mało kto narzekam na swój los,
ale przyjmuję go z godnością, a nawet z tego powodu stałem się poetą.
Więc dochodząc do wniosku - usprawiedliwiając siebie - uważam,
że lepiej z godnością narzekać na swój los i być poetą,
niż godnie znosić los w milczeniu, skoro milczenie nie pozostawia
po sobie żadnego śladu życia.



   ODWILŻ  I  STRATA


Mgła osiadła w lesie,
Ubierając las na siwo.
Wiatr nad wierzchołkami się niesie,
Przynosząc odwilż w styczniu o dziwo.


W zeszłym roku tak nie było,
Było mroźno, że aż strach.
Dobrze, że teraz zimą zelżało
Od ciężaru śniegu odpocznie dach.


Sikorki poleciały w głęboki las,
Bowiem odwilż zrzuciła z drzew śnieg.
Tam w puszczy cieplejszy spędzą czas
Zanim przyjdzie zimy gorszy bieg. 


     *     *     *

Za oknem mglisto i szaro,
Z dachu kapie roztopiony śnieg.
Smutno zrobiło mi się dzisiaj,
Bowiem odszedł wielki aktor z ZASP-u,
Który umiał tak pięknie czytać wiersze.


     *     *     *

Z moich słów bije wielki smutek, a nie wiem czy mądrość?
Ale wiem z pewnością, że doświadczenie z życia.



   CZTERY  PORY  ROKU  POETY


Kiedy mam trwanie, mam i upór,
Chociaż na wszystko jest czekanie,
To i tak cieszę się z każdych pór roku.

Zimą: ogrzewa mnie ciężko zdobyty mój dom,
Do tego uczynna żona, jak Matka Teresa.

Wiosną: ptaki, drzewa zielone przy oczach są,
Nad głową jerzyki i niebo, co nie grzmi z niego grom.

Latem: przebywam w miejscu wybranym duchem i ciałem,
A życie pod wodą jest moim świadkiem,
Że ja już do życia całkiem dojrzałem -
I nie chowam się przed ludźmi ukradkiem.


Jesienią: czas zrzuca liście z drzew
I ubiera mnie, jak mój wiek,
Aż krzyczy w wierszach mój zew,
Jaki z losu jest mój bieg.


Czekanie na wszystko jest jak sen,
A kiedy po obudzeniu spełni się,
To tak jakby czas cofnął się ten i wszystko,
Co jest przegraniem natychmiast wypełni się.


     *     *     *

W życiu najważniejsze jest,
aby odnaleźć właściwą drogę,
jeśli przedtem była ona zagubiona -
i zmierzać tą drogą, jak celem wybranym.



   KRÓLOWA  NART


Pochodzi z Wielkiej Kasiny*,
I sama jest wielka,
Jak polskie rozległe doliny.


Nazwali Ją "Lwicą nart",
Bo i jest takową
I to nie jest żart,
A jak najbardziej biegaczką atomową.

  *autor wierszyka odwrócił nazwę miejscowości, żeby spasować pod rym.



NIEPOKONANA  JUSTYNA


Jest tak silna i dobra,
Że żadna równina, żadna dolina,
Nawet bardzo stromy podbieg
Nie jest Jej przeszkodą,
Tym bardziej trudem.
Wszystko połyka i pozostawia za sobą,
A za metą cieszy się z Tobą.
Mieć taki diament,
To Dar Boży dla kraju,
Tym bardziej, że go już
nie trzeba oszlifować.



     MAŁYSZ  "BOMBARDIER"


Ma pod nartami szpony,
A na kasku Orła z Polskiej Korony.
Lata jak "Polski Orzeł" nad górami,
Co Go podziwiają nawet polskie Damy.


Co prawda jest skromny jak nielotny ptak,
Ale dopiero w locie jest jego wielki znak.
Kochamy Go za to, że jest nasz fenomen,
Z Jego dalekich lotów - ogarnia nas radości omen.



      "NA  NIEBIE" 


"Na niebie" już zaczyna się modlitwa,
Aż niebo z bólu łzawi!
A plemnika z okowitą już się toczy bitwa,
Tylko kto i jak to strawi.


Zasady mają w stopach,
I w spragnionym gardle.
Żyją jak w jaskiniowych lochach
I robią wszystko podle.

  Dedykowany podłym



     SMUTNE  POWROTY


Gdy padłem na urobek krzyżem -
Poczułem tragiczny smak piaskowca.
Oj! Nie smakował on ryżem,
A jak strzał w gardło z korkowca.


Ślinę przełknąć było nie w sposób,
Nawet wypluć stanowiło trudem.
W oczach z jednej tuzin namnożyło się osób,
A było to z ...obumarłości, nie żadnym cudem.


Żal był taki jakby umierał świat,
Chociaż tylko myślałem o trzech osobach.
Już czułem jak pachnie kwiat,
Co zmarłym kładą na grobach.


Ale tak jakoś dzięki tym osobom
Nie chciało się schodzić z tego świata.
Zatem życiem lub śmiercią, Boże, byłem przed Tobą
Mówiąc: - Niech jeszcze dzisiaj ze mnie dusza nie wylata?!


Bo i skoro tam na ludzkiej powierzchni
Nie mogła sama pozostać żona i dwóch malutkich synów.
Zatem, Boże, życie jeszcze we mnie tchnij,
Kiedy ja mam jeszcze przed sobą tyle czynów.



        NOCĄ


Teraz tak cicho,
Żaden szum, żadne licho,
Nawet słychać ruchy światła cienia
I nawet myśl moją, która się zmienia
Raz po raz zanim przed snem powie:
Do widzenia.



      W  LESIE


Odpocznę u podstawy drzewa,
Cień tutaj taki rześki.
Nie wszędzie go się miewa,
Skoro ulice, to nie leśne ścieżki.



JAKIE  KORZENIE  TAKIE  DRZEWO


Ziemio, na której dorastałem,
Nauczyłaś mnie być silnym.
A ja Ci za to w zbożu plon dałem,
Kiedy byłem robotnym i pilnym.


A przez robotę na roli - wyrosłem hardy,       
Co później służyłem Ojczyźnie według woli,
Skoro mi nigdy nie była wyparta.


W taki sposób kochać Ojczyznę
Potrafi tylko chłop i robotnik w jednym.
Szczycąc się robotą i blizną,
Iż prócz tego we wszystkim jest biednym.

  Podlasiu i Ojczyźnie



   PIERWSZE  ZAROBIONE  2  ZŁOTE

http://www.google.pl/imgres?imgurl=http … p;dur=2146

Pamiętam jak przyszło mi się paść stolarza krowy,
Był to odrobek za budowę rodzicom stodoły.
Gdy przygnałem krowy na podwórko,
A już prawie było ciemno, stolarz stojąc na schodach domu,
Zawołał mnie, mówiąc: - Mieciu, masz dwa złote.   
Wziąłem tę monetę z radością bez podziękowania,
Raz, że byłem radośnie zaskoczony, drugi raz,
Że w wieku moim wtedy dziękowało się w skruszonym milczeniu.   
Wracając z uciechą do domu, monecie się przyglądam,
Obracając ją w dłoni raz na "awers", raz na "rewers".
Dwa złote były takie piękne miedziane, błyszczące,
Takich jeszcze nie miałem: ze strony "awers" widniały
Wybite: 2 ZŁOTE, pod nimi kłos zboża.
Ze strony "rewers" widniał duży na całą monetę
Orzeł mojego ojczystego kochanego kraju. 
Przez całą drogę do domu dalej monetę w palcach obracam   
Z "awersu" na "rewers", aż po tym włożyłem
Do spodenek z głębokimi kieszeniami.
I dalej tę monetę obracam, po czy podjąłem decyzję,
Że nikomu w domu nie powiem, zachowam to sobie.
Po tym te dwa złote nosiłem tak długo,
[ A trwało to może i z miesiąc ]
Wreszcie, a co tam, wystarczyło tak w nieskończoność 
Nosić w kieszeni te dwa złote, jeszcze mogłem zgubić i co wtedy.
Poszedłem do sklepu Samopomoc Chłopska
I kupiłem za nie dwie słodkie bułki. 
Chociaż raz w tym dniu czuł się,
Jak równy ze szkolnymi bogatszymi rówieśnikami. 



    JAGIELLONIA  BIAŁYSTOK


Jagiellonio, moja Ty Jagienko, 
Jesteś w moim kochanym kraju najpiękniejszą Panienką.
Swoim występem zachwycasz Podlasie i cały kraj.
Pięknie jest, tylko tak dalej nam graj...


Po zimie - na wiosnę, Jagiellonia do boju!
Będziemy my Podlasianie mieć radosne chwile,
Kiedy Ekstraklasa będzie w Twoim podboju.
Zostań Mistrzem Polski, jak z grą Tobie przystaje,
A wiadomość nawet dotrze do każdej wioski,
Że Jagiellonia w Ekstraklasie wszystkim w kość daje.

Oj, będzie na Podlasiu się działo.

193 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2015-02-07 09:34:27)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.

    KU  WIECZNOŚCI


Widzisz, co los mi dał!
A nie widzimy Ty i ja, co Bóg mi da?
Ciągle w życiu jest jakaś gra o coś lub przez coś.
Życie jest tylko jak ulotna mgła,
Która odchodzi nawet z najlepszą pogodą,   
Kiedy na życie już przyjdzie kres.
A na ziemi, jeśli po Tobie pozostanie tylko pamięć -
Przeminie wraz z ludźmi.
Zatem napisz wiersz może jeden, może sto,
Wtedy nawet Bóg o Tobie nie zapomni.



    ASPIRACJE  MAM


Nie krzątam się po mieszkaniu
Jak ćma, jak cień, jak leń.
Piszę wiersze - aspiracje mam...


Jestem człowiekiem z niebytu,
A jednak mam w sobie tyle zachwytu,
Że nigdy się nie kończy - coś mnie uroczy,
Ciągle coś z czymś mnie łączy,
Ciągle w coś mam wpatrzone oczy...
Piszę wiersze - aspiracje mam...


A w tym jest ze mną życie: wonne łąki i pola,
Nieboskłon, szumiące drzewa, śpiewające wkoło ptaszęta,
Rzek podlaskich wijące zakola 
I przy mnie dobra żona,
Dzięki której śpiewa dusza moja...
Aspiracje mam.



      JESZCZE  JEDEN  FRUSTRAT


Marzenia prysły jak bańka mydlana - fatalne zrządzenie losu;
Przegrane życie na całe życie - w nim  c i e r p i e n i e
W dzień, w nocy i o świcie zwłaszcza, kiedy się budzi.
Wtedy daleko mu do ludzi, skoro cztery ściany są mu za brat,
A fakt jak kat w którym się znajduje.

- Zajmij się czymś, chłopie! Uderz piórem w swój los,
A zobaczysz, że aż posypią się wióry, a Ty obrośniesz w piórka.

II

Kiedy rano wstajesz, nie myśl o melancholii, o traumie w której żyjesz.
Nie bądź frustrata dla siebie samego i dla ścian wokół Ciebie,
Bowiem one Ciebie nie wysłuchają!


A z otworzeniem oczu na nowy dzień - bądź w ekstazie melodii wesołych,
Jak te ptaszki za oknem, które ze świtem radują się z tego, że żyją.
Bierz przykład z dobrego przykładu, a przeżyjesz.

III

Oprzyj się o piękno przyrody, co widzisz za oknem.
Zapomnij o melancholii i traumie, nie bądź frustrata,
Słońce świeci każdemu bez względu na różnicę krwi.
Ptaki śpiewają każdemu, deszcz pada każdemu,
Pogoda i nie pogoda jest każdemu.
Zatem gorzej jesteś tylko w Twoich myślach.



               KWICZOŁ 


Ten ptak jest tak władczy jak żaden, jakie znam i widziałem.
Przepędza wszystkie ptaki, które wchodzą na jego rewir.

Przypomina mi człowieka, który ma wszystko,
A nic nikomu nie chce dać, chociaż część się zmarnuje.

W dodatku jest podstępny, nie śpiewa jak inne ptaki,
Aby ukryć swoją obecność, a w razie obecności innych, odpędza,
Jak chłop prymitywny: "Zmarnuje się, ale nie dam nikomu". 



        S E N


Dzisiaj miałem niedobry sen;
Taki aż wstyd się przyznać -
Nie z tego powodu, że zbereźny,
Z tego powodu, że wstydliwy.
Zachowam to swoim myślom.
A Ty nie masz czego żałować,
Uwierz mi.



          MECHANICZNY  SPACER


Jak miło wyjść na dwór; przynajmniej człowiek wie, że żyje,
a i ludzie widzą, że żyje. Odwilż sprzyja, mustang nigdy nie zawodzi,
ma końskie zdrowie, zawsze dobrze chodzi, tylko ma jedną wadę:
połyka złotówki w postaci paliwa, ale zawsze coś za coś jak w ludzkim życiu.


I nie w sposób nie odwiedzić moje miejsce dane przez los,
a po tym wybrane przez naturę. Ale dzisiaj nic nie napiszę o tym,
bo przecież wiecie gdzie w tej chwili się znajduję.


Ładuję akumulatory na dalsze życie i upajam się natchnionym życiem...
Do tego jeszcze przy mnie mego życia moja ulubienica.
Czego więcej od życia może chcieć kaleki człowiek,
kiedy nie zna, co to samotność.



        RÓŻNICE


Choć z oddali, lecz dochodzą do mnie odgłosy,
Że w głębi puszczy ptaszki śpiewają.
Ptaszki śpiewają, a człowiek się żali,
Ptaszek tańce na drzewie miewa,
A człowiek od tańca z oddali.
Na to wychodzi, że weselej żyć istotom tym,
Którzy weselą się z natury,
A nie tym, którzy smucą się z rozumu.



   NIM  NADEJDZIE  JUTRO


Nim nadejdzie jutro,
A jeszcze przedtem zanim minie noc -
Bądź ze mną poezjo siostro,
Kiedy cię kocham po 100kroć
Lepiej, niż kochałem lat temu trzydzieści.


Jestem przesiąknięty poezją
Do szpiku kości i do cna wyczerpania
Jak emocji, tak i natchnienia wizją
Nigdy nie stawiając sobie pytania
Dlaczego to robię, co robię.


Na wszystkim i we wszystkim wiersz znajduję:
Na ścianie, żyrandolu, we ćmie,
W ruchomych telewizyjnych cieniach,
Które na posadzkę lądują.
Lecz póki nie zasnę ruszać je nie śmie,
Aż usnę do jutra - i ze mną wszystko.



    NIEWIASTA  I  PRZYRODA


Jestem tutaj pod opieką przyrody otoczony,
Nic mi nie brakuje prócz Ciebie tutaj nad wodą.
Ptaki tak cudownie mi śpiewają,
Aż w duszy dźwięczą melodie.


Mam w życiu dwa uwielbienia:
Ciebie i naturę przyrodę.
Na dzisiaj tylko z Tobą
I z przyrodą mam na co dzień odczynienia,
Toć tylko Ty i ona pozostała mi urodą.


     *     *     *

Moja niewiasta zawsze mi powiada: "Każdy jest do czegoś stworzony
i ma jakieś przeznaczenie do spełnienia i do wykonania".

To prawda, nikt nie żyje bez celu - każdemu / każdej jest coś do wykonania.
Każdy / każda ma jakiś walor i cel w życiu, by to realizować.



     LEK  NA  CAŁE  ZŁO


Dzisiaj dusza moja już wydobrzała:
to co było w głowie - zostało wylane na papier.
Dzisiaj już się nie burzy ich wrzawa,
bo jest na papierze, co jeszcze wczoraj była w mowie.


Teraz tak jakoś czuję się lekko na duszy
i tak jakobym mniej ważył.
A jeśli dalej coś mnie wzruszy -
wszystko umieszczam na papier, co żem skojarzył.   



     MARCOWY  STYCZEŃ


Zima, w pogodzie jesienna szaruga;
Tutaj przy lesie mgły smuga,
Tam dalej szaro i buro.
Zejdź z nieba jedna, setna chmuro,
Niech wyjdzie na chwilę słońce
I niechaj zginą z horyzontu mgły panujące.


Niechaj tak będzie, jak człowiek chce,
A nie tak jak prognoza pogody. 
Koty już wzmożyły swe hece   
Godami i miauczą wchodząc pod budynku schody.


Zatem trzeba poczekać na wiosnę
I kiedy na dobre wyjdzie słońce,
Udam się pod "rosochatą"* sosnę
I ujmę w wierszu słowa gorące.

  Objaśnienie: "rosochatą" - szeroka w objętości.



     TAM,  GDZIE  ZAWSZE


Tutaj taka nastrojowa sielanka,
Czysta z Natury zrodzona Przyroda.
Kaczki na wodzie, jak Boży wystrój,
Płyną jak zrobione przez dziewczęta wianki,
Jedna za drugą w zrozumianej dla siebie zgodzie, 
Ku mnie, ku życiu, ku urodzie.


Gdybym nie miał mustanga na chodzie,
Nie byłoby mnie tutaj nad wodnym akwenem,
Poza tym jeszcze widzę co się dzieje w terenie.


Jest tutaj taka cisza, spokój,
Bez ludzi i bez warkotu ich maszyn.
Jedynie ptak na gałęzi trudzi się śpiewem, 
Co rozkołatanej mojej duszy się podoba.
On i ja, to poeci my obaj,
Tylko w innej wersji aranżacji.

Nie trudno zrozumieć czemu skrzywdzeni ludzie lubią zwierzęta i ptaki.

Mnie nie dotyczy warkot tych maszyn, 
Kiedy nie skrzywdził mnie człowiek,
Lecz los z którym w podziemiu spotkałem się. 

Ale nie powiem, że na jedno wychodzi.



   AKWEN  WODNY  ZIMĄ


Powierzchnię wody przykrył lód, to kaczkom tak,
jakby człowieka z drogi skierować w szczere pole -
wtedy daleko nie dojedzie.

Tak i kaczki na lodzie donikąd nie dopłyną.

Są tam, gdzie spada woda,
a z nią glony jako pokarm,
to jest przetrwanie im.



            1987


Jeszcze życia nie przeżyłem połowę,
A już świat zwalił się na głowę!
Czuję się tak, jakobym wpadł w rozpadlinę,
A sny jeszcze potęgują strachu adrenalinę.


Prawda jest bolesna, o wiele gorsza, niż sen
I zawsze w nieszczęściu jest przedwczesna,
Choć jeszcze byłaby gdzieś tam przede mną hen.



  PUCHAR  ŚWIATA  W  ZAKOPANEM


Z całego kraju nadciąga husaria polski
I grzmi rozpędzona jak za czasów Czarnieckiego.
Powiewają flagi ojczystego kraju, proporce, sztandary,
Szał się nam rodzi w Zakopanem.


Nigdzie tak nie ma jak tutaj,
Żeby tak się bawić i cieszyć.
Weekend radości uskrzydli Małysza,
A forma co przyszła go poniesie.


Małysz w formie jak z przed laty,
A Polska husaria w sztormie
Powiewanych flag na rekord Małysza poniesie -
I będzie ubaw na całego jak nigdy.


Polscy kibice to potęga niezrównana
Os huraganu niesionych w powietrzu Adama,
Uwielbienie Małyszowi na zawsze jest dane,
Małysz wzbogacony w to ponad dekadę.


Co tutaj w stolicy Tatr się dzieje -
Prawie wszystkich polskich miast
Na flagach polskich są nazwy,
Dzisiaj Zakopane na ustach całej Europy.


Biało-Czerwony blask, pełnia szczęścia, pełnia radości,
A kiedy nasz bohater narodowy Małysz
Usiadł na belkę startową, delikatny posturą,
A wielki w czynach, i spiker go zapowiedział!


Wtedy tam na dole rozległ się ogromny,
Ale to ogromny jak nigdy i nigdzie
Szał kibiców polskich, szał niesamowity,
Ubranych w tysiącletnią Rzeczpospolitą.   


Trener Lepisto chorągiewką dał znak: ruszaj!
I Adaś ruszył, wachlując nogami
Do pół rozbiegu, aby ułożyć się do wybicia -
I pofrunął, aż ku kibicom biało-czerwonym na 138.5m.


"Jest" - krzyknął Szaranowicz. Co za skok,
Radość taka, że nawet para zakochanych
Wśród kibiców daje sobie buziaka,
Nie zważając na dwadzieścia tysięczną husarię os.   


Takiej atmosfery nie ma nigdzie,
Spełnienie marzeń kibicom tu i tam.
Obecna cała plejada skoczków świata,
A nasz Adaś Małysz górą.


Jedno marzenie, jedna nadzieja spełniona,
Małysz jest wielki, a Polska radosna.
Piękny spektakl jak ze snu
W jawę, magia zaczęła działać.


Chociaż podmuch wiatru rzucił Małyszem,
Ale wspaniali kibice go ponieśli
Tym swoim dźwiękiem trąbek
I wiarą jak nigdy w nikogo.


Kibice Małyszowi dali powera,
Brawo, brawo, brawo Polsko,
Brawo, brawo, brawo Małysz,
Ty płoniesz ze szczęścia,
Polska płonie w radości. 

Cała Polska w Zakopanem
I w całej Polsce Polska z radości płonie. 

Małysz idzie w triumfie ku podium
Jak król nart, bo jest takowym.
Zadziwia świat, Małysz powrócił
Na szczyty swoich możliwości.


Co za patriotyzm, ileż duchowego uniesienia,
Ileż wielkiego ducha w tak niedużym człowieku.
Małysz znowu wielki "Polski Orzeł z Wisły",
To był magiczny piątek w magicznym Zakopanem.


Rozgrzewa publiczność, Małysz nadzieja naszych serc,
Toniemy w wielkiej radości i ku uciesze
Małysz radością naszych serc i dusz,
Aż po brzegi szału i spełnienia.


Biało-Czerwona magia Zakopanego żyje i trwa.
Biało-czerwona armia polskich kibiców 
do Zakopanego jechała, jedzie, idzie i będzie iść.   
Małysz radością, Zakopane radością, Polska radością,
Szaleństwo kibiców w Zakopanem polską radością.


Pierwszą odsłonę Małysz już ma za sobą,
Kibice co Adasiowi podczas lotu dmuchali pod narty,
Także mają już za sobą
I my w całej Polsce na szklanych ekranach.


Ów, co za ulga po 1399 dniach
Bez wygranej na najwyższym podium.
Teraz tylko czekać ze spokojem na drugą odsłonę,
Aby dopełnić w całości radość zwycięstwa. 


Wielki skoczek z małym wąsikiem
I w mroźną pogodę z nosem czerwony
Siada na belkę startową i rusza
Po zwycięstwo dla nas, dla Polski, dla siebie.


Wyszedł z progu, rzuciło nim!
Koryguje lot, ciągnie ile się da.
Trąbki trąbią, szum jak rój os,
Husaria ojczystych flag łopocą.   


Dodając Małyszowi wiatru pod narty,
Uskrzydlony tym Adaś ląduje, jest 128,5m.
Czy to wystarczy na zwycięstwo?


W tym czasie cisza zapadła
Z niecierpliwym oczekiwaniem na wynik.
Chwila krótka trwa wieczność,
Aż wreszcie ukazał się wynik.
Jest Małysz pierwszy!


Rozbawiona "Wielka Krokiew" im. St. Marusarza,
Myślę że nawet On cieszy się patrząc z Nieba.
Nieskończenie wielki Małysz fajter,
Druga odsłona spektaklu Małysza spełniona.


Nasz narodowy skromny Małysz
Wchodzi na najwyższe podium.
Mazurek Dąbrowskiego rozbrzmiewa na całe Zakopane,
I dalej niesie się po szczytach Tatr,
Na całą Polskę, a nawet Europę
I świat w naszych telewizorach.


A tu nagle na pewno z radością
I z usatysfakcjonowania nasz skromny Małysz
Wcielił się w kompozytora
I unosi nasze Polskie serca
I dusze z rytmem hymnu.



   ZIMA  NA  WODZIE


Wiatr wody nie kołysze,
A śnieg zamiata po lodzie.
Prócz wiatru nic nie słyszę.
Oddaję cześć ku zimy urodzie.

  III

        TOBIE


Zima mroźna jakby nie było,
A w Tobie jesienna na licach bladość.
Nie smuć się, spójrz na życie miło -
Wnieś w nie tak oczekiwaną radość.



        TOBIE


Tyle piękna było w nas kiedyś,
A teraz gdzie ono się podziało?
I cóż nam dziś pozostało
Prócz tego, że ja Tobie,
Ty mnie stale usłużnym przetrwaniem...



       NAD  WODĄ 


Jaka szkoda, jaka wielka szkoda,
Że nie mogę z Tobą okrążyć tej wody toń.
Kiedy tutaj jest taka prawdziwa uroda;
Woda, trawy i lasu żywa woń.

Całe szczęście, że choć to wzrokiem okrążam.

Ty: - Każdy jest poetą swego losu.

  Barbarze



          NAD  WODĄ


Ileż to razy ja tutaj przybywałem -
Otaczałem wzrokiem ten uroczy krajobraz.
Ileż to natchnień i uczuć tutaj doznałem -
Stając nie raz nad tym przyrodniczym obrazem.

Dużo razy.

Wszystko jest takie bliskie i spełnione,
Aż sam by się nie spodziewał przedtem.
Jaka ulga, że już nic nie jest gonione,
A życie jest wiosną i latem.



POWROTY  I  PRZEMIJANIA


Ech, ten dzieciństwa świat,
Gdzie on jest, gdzie?
Przecie mam tyle śnień,
A wszystko podziało się
Tam gdzieś w ciemnym tle.

To lata przeszłe, to lata,
Które zmieniły się w miniony czas.
Jest świadkiem tylko z dzieciństwa tak chata,
https://plus.google.com/photos/yourphotos?banner=pwa&pid=5808002783492709138&oid=103276734392610294633
A reszta z utratą poszło jak w las.

I echa przeszłości brzmią tylko w sercu mym...



     DOM  Z  DZIECIŃSTWA


Stoisz samotny jak pień bez użytku,
I tylko chadzają po tobie dziecięce marzenia.
Nawet z czasu tu deska,
Tam dachówka jest w ubytku,
I w kącie pokoju płaczą niespełnienia.


Nie szkoda mi już tutaj niczego
Prócz matuli, która tu żyje.
Nie chcąc za nic domu innego, lepszego,
Bo korzeni nie wyrwiesz, jak wylejesz pomyje.


     *     *     *

To prawda, że w życiu dobre są tylko chwile.
Ja dodam, że i nawet wspomnienia;
Chociaż już są jak marzenia,
W których już nic się nie spełnia.
A jednak tak do nich wracamy,
Jakoby były jak chwilą spełnienia.


     *     *     *

Śnieg przede mną i za mną,
las przede mną i za mną,
chmury przede mną i za mną.


Życie przede mną i za mną,
a ja dni przed sobą,
ani za sobą nie liczę,
tylko jestem tutaj.



  LIST  DO  MATKI


Mamo, sama jesteś.
Zapewne smutno Tobie?
Pokoje są puste i tylko cisza chodzi.
Ten czas, który za nami
Przeraża Ciebie mamo.
Tak jak i mnie.


Czasami śni mi się dzieciństwo:
Wtedy nic mi nie boli,
Nie mam żadnych trosk,
Tylko beztroskie rozbrykanie się.


Czasami żal jest mi życia,
Płakać z tego nie będę -
Przecież w końcu nie jestem dzieckiem,
Nie będę stał nad swoją rozpaczą.
Przecież, mamo, dobrze wiesz,
Że tylko dzieci płaczą.


Ciebie co dnia budzi koguci świt.
Mnie poranny miasta zgiełk.
Tobie jest źle, boś samotna.
Mnie jest źle, bom kaleki.

  L. czytająca wiersz: przeczytaj to mamie.

  Autor: nie, bo się rozpłaczemy.

II


Osiemdziesiąt  wiosen


Z dnia na dzień u Ciebie
coraz to mniej życia,
a coraz więcej niepewności.

Strach u mnie.
Że...
Że...
Matula.


Miałaś tyle radości,
co czasu dnia z nocą,
a cierpienia całe życie.


Miałaś tyle szczęścia,
ile sen mógł dać,
a pecha tyle,
co życia czas.

Harowałaś od świtu do zmierzchu,
a na odpoczynek ciągle czekałaś.

Życie przeminęło jak obłok
pędzony przez wiatr.

Strach u mnie.
Że...
Że...
Matula.

[ jesień 2012 ]



      POWROTY


Ach, jak mi ciężko, bo tęskno
Za tym moim żywotem dziecięcym.
Teraz jest tak mi kiepsko,
Bo jestem ni to człowiek,
Ni to ruchomy pojazd,
Jakimś takim innym.


I szkoda mi tych białych puszystych śniegów,
I tych łąk kolorowych wonnie pachnących,
I tych po łące na boso chłopięcych biegów,
I tych dni ze słońca płonących.


I pól gryczanych,
I zbóż pobladłych i złotych.
I rzek wód szklanych,
Co do dziś tak tęsknię do tych.


Umieram z żalu w potrzebie,
Że już nie zamieszkam w tej tęsknocie.
A może na pociechę odkryję kiedyś to w Niebie,
Kiedy tutaj na Ziemi żyję w cnocie.



        POWROTY  2


Pamiętam te wieczorne letnie chłody
Po skwarze upalnym za dnia.
Pamiętam na wieczór te zdrowe wilgotne ogrody,
Gdzie ścieliła się tumanu mgła.


Lubiłem siadać na progu dla wygody,
Słuchać słowików i rechotu żab,
Przy tym jeść wieczorną zupę z lebiody,
Słuchać rozmowy siedzących na przy płotowej ławce bab.


Dzisiaj już tak nie ma
I nigdy już tak nie będzie.
Pozostała tylko fałszywa ściema
I ludzka nieufność do wszystkiego wszędzie.


Jaka ogromna zapanowała w moim sercu boleść,
Że dzisiaj już nie uświadczysz takich dóbr.
Jak ciężko na karku tę świadomość nieść,
Że tam w miejscu narodzin w samotności płacze nawet bóbr.

194 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2015-02-07 21:11:33)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.

     WIERSZE  Z  LUTEGO  2011  ROKU



W  ODOSOBNIENIU


Kiedy tu jestem,
Bez względu na porę -
Zawsze jest cicha godzina.
Tylko tam dalej nad miastem
Dzwon kościelny bić zaczyna -
Trzy razy uderzył!
Czas ludziom odmierzył.
Komu w drogę temu czas.


A mnie donikąd nie śpieszno
I w pełni przy mnie cisza.
I donikąd mi nie grzesznie,
Bowiem jestem cichy, jak tam mysz 
Wśród tych liści na ziemi,
Choć zawsze podróżując,
Nigdy nie będąc w podróży.


     *     *     *

Wodo, ty moja wierna przyjaciółka
niezdradzona moich lęków i jesiennych barw.

Cisza nad tobą panuje,
jak w samotnym locie jaskółka
i topią się moje niepokoje
wśród przy zalewowych traw. 



KIEDY  PRZYJDZIE  WIOSNA


Kiedy już odejdą mrozy,
a potem i śniegi -
przyjdziesz do mnie wiosno -
wtedy wieczorem na niebie
zobaczę gwiazd wozy,
i słuchać będę śpiewu ptaków
w odchodzących szeregi,
i będzie w sercu radośnie mi. 


Siedzieć będę na "wierszowym tronie",
nietoperze krążyć będą nad głową,
gwiazdy pulsować jak światełko w tunelu,
ja wtedy duszę będę mieć wierszową,
jak u ludzi na Ziemi z nie wielu.



  NAZAJUTRZ - JUŻ  DZISIAJ   


Noc w dzień się odmieniła,
Śnieg wiruje w "wierszowym trójkącie".
Rzecz, która wierszem się śniła, 
Ach, czemu to ja nie ujmę tego snu,
W którym byłem tak wierszowy,
Jak nigdy z życia w marszu:   
Słowa śniły mi się takie składne
I tak poetycko - Shekspirowe.
Ach, czemu spać dałem tobie pisana mowo,
Bo przecież już straciłem na zawsze
Ze snu tak piękne jedno i drugie słowo,
Kiedy co na wpół śpiący byłem,
Przeto słowa na zawsze straciłem do wiersza
Ludziom, lecz w sobie spałem wierszowo...



        PRZYJACIÓŁKI


Zima was uwięziła skupiając w jedno miejsce.
Nie jest ta pora miła żyć wam w zimnej Polsce.

Tutaj, gdzie z grobli spada woda,
Gdyby nie źródełko ludzie nie przybywaliby,
Byłaby żywotność wasza jeszcze bardziej blada,
Bowiem dożywiania wam by nie rzucali.


A to, co spod lodu ze sobą niosą prądy wodne,
Padłybyście z głodu nie przeżywając do wiosny
z zimowej niewygody.


Ja choć już ze "Źródła Romana"
Zimy tej nie biorę wody,
Ale dalej bawię się w bosmana
Dokarmiając was, dla ciągłości waszej urody.


     *     *     *

Co dzień się budzę - i piszę wiersz po wierszu.
A po tym do zapisania dla potomnych się trudzę
umieszczając je na wieczność chcąc bardziej,
niż muszę w swoim poezji kalendarzu. 



RZECZYWISTOŚĆ,  TO  NIE  SEN


Choćbym bowiem swoje cierpienia
Zasłoniłbym nie wiem jakim cieniem.
Choćbym bowiem utopiłbym wszelkie życia wspomnienia,
To i tak bym z serca nie wymazałbym zapomnieniem,
Które tkwi we mnie nawet we śnie.


Choćbym bowiem przeżyłbym życie w ciągłej żalnicy,
I tak nie doznałbym ulgi zbawienia,
Skoro będąc obojętnie na jakiejkolwiek ulicy
Nigdy nie zmienia się sylwetka istnienia,
Która tkwi we mnie nawet we śnie.


A tak bym chciał odmienić imię mego wyglądu
I nie być podkutym w gumo-żelazo,
Stopami poczuć wygodę dotykania lądu,
Nie czekając ani dnia, lecz od razu,
Które tkwi we mnie nawet we śnie.

III

           PRZED  JUTREM


Co wieczór, kiedy układam się do nocnego snu,
Zawsze nie zapominam, że to dzięki Tobie,
Ciepło mam i czysto w tej ciężkiej żywotem dobie,
Zanim usnę, szczęśliwy jestem, aż do utraty świadomości.



      DZISIAJ


Życie mi otworzyło oczy,
I dało jeszcze dzień następny.
Ach, jaki świat jest uroczy
Nie będąc samotnym przy Tobie.



   BASI


Bądź mi wiosną,
Bądź mi latem,
Jesienią i zimą -
Czyli życiem.



JEŚLI  NIE  LUDZIOM,  TO  WODZIE


Nic tu mnie nie męczy,
Nic tu mnie nie nudzi.
Znam spotykających ludzi
I rozprawiamy, co nas dręczy.


A to, co nie wypowiem,
Zawożę nad wodę -
Tam zrzucam to mimochodem -
I staję się tak uwolnionym, jak nie wiem.



                              S E N


Szedłem przez jakąś opuszczoną fabryczną halę, z obu stron były otwarte drzwi,
a raczej wcale ich nie było. Po obu stronach leżały duże ilości różnych przedmiotów
opuszczonych po produkcji hali, w takim nieporządku i bałaganie, jakby po jakiejś
wojnie między galaktykami. Przeszedłem tą halą wzdłuż w strachu że mogę napotkać
chuliganów, którzy mogą mnie zaczepić i pobić?! Z powrotem wracając miałem ponownie
przejść tą halą, ale ze strachu, że kogoś mogę w hali napotkać, będąc już na początku hali,
wróciłem i zacząłem iść obok hali na zewnątrz, gdzie niedbale leżało jeszcze więcej
opuszczonych przedmiotów, niż to miało miejsce w środku hali; a były to przedmioty
po produkcyjne. Idąc dalej obok hali, napotkałem drogę, ni to gruntowa, ni to asfaltowa.
Jedynie dobrze pamiętam, że były krawężniki po obu stronach drogi.
A po drugiej stronie drogi zauważyłem samotnie stojącego naszego skoczka Stocha.
Z radości i usatysfakcjonowania, że go zobaczyłem, szybko podszedłem do niego.
Powiedziałem: - Cześć! Co tutaj robisz? Po czym z radości, że spotkałem Stocha,
objąłem go, uściskałem i pocałowałem z obu stron w policzki, mówiąc: - Brawo!
Dobry jesteś! W krótkim czasie dwa razy wygrałeś, co za radość Polakom.
Tymczasem Stoch potwierdzając moją wersję, nic nie mówił, tylko kiwał głową
i uśmiechał się pełnymi ustami. A ja mu dodałem: - Cała Polska z Ciebie jest zadowolona!
No i ten Mazurek Dąbrowskiego, co Ci grali. Coś pięknego.



     CIERPLIWOŚĆ


Rzeczywistość jest rozdarta
Między marzeniem, a spełnieniem.
Czekać na to jest chwila warta,
Aż się stanie wypełnieniem.



      ZAZDROŚĆ  POLAKA


"Polaka bardziej boli bogactwo sąsiada, niż własna niedola".

A wywodzi się to od wieków z nierówności,
jak i z nierównego dostępu do możliwości.
Ale i nie zapominajmy, że i z zazdrości,
ale tutaj zazdrość nie jest uzasadniona.



      DZISIAJ


Luty nie okuł się w buty,
A w deszczowy poranek - południe.
Dzień mgłą stał się zasnuty,
Jest na dworze jakoś tak nudnie.


Wiatr sosnami kołysze,
Deszcz z gałęzi zwiewa.
Szum sosen nawet słyszę,
Nawet dzień, co do snu ziewa.

Szaro i smutno jest.

Aby do wiosny.



  OCZEKIWANIE  NA  WIOSNĘ


Wczoraj padał śnieg,
Dzisiaj pada deszcz,
Przecież jeszcze zimy bieg,
Więc trzeba poczekać na wiosnę jeszcze.


Kiedy byłem dzieckiem, czekałem na zimę.
Dzisiaj jestem dziadkiem, więc czekam na wiosnę.
Kiedy ona już przyjdzie, aparat wyjmę
I z fotografuję jastrzębia, który usiądzie na sosnę.



          "GÓWNO" 


Odwilż panuje, pada deszcz, topnieje śnieg
i odkrywa całą prawdę Jegomość, co mają psy.



  PRZEDWIOŚNIE


Z dnia na dzień,
Wiosna coraz to bliżej,
I słońce coraz to wyżej,
Zatem i krótszy cień.


Z dnia na dzień
Dzień coraz to dłuższy,
Za to czas nocy coraz to krótszy
I wiosna powoli wchodzi do sień.



     JUŻ  NIEDŁUGO


Z nastaniem wiosny
Bocian zaklekocze we wsi Cimanie.
Kogut ze świtem będzie piał radosny
I prawdziwa wiosna się stanie.


Szpaki poczynią w lęgach poruszenie;
Każda szparka będzie okupowana -
Tu, tam materiału na gniazdo będzie pospolite noszenie
I radość z wiosny szpaczym śpiewem będzie ode zwana.


Koty leniwe wylegujące na słońcu,
Będą temu się przyglądać i przysłuchiwać.
Ja, co tutaj po zimie przybędę w końcu,
Na wygłupy wiosny będę wyczekiwać.



        CZŁOWIEK  Z  ŻELAZA


Byłem górnikiem - drążyłem chodniki w kamieniu -
wykonywałem podsadzkę między obudową, a stropem -
i podczas tego od spękanej calizny czoła chodnika,
tak sobie bez odgłosu, bez ostrzeżenia skała piaskowca
odeszła od calizny i uderzyła mnie w krzyż!
Upadłem na urobek, a kęs, który mnie uderzył na mnie pękł.



    MOŁDAWIA  -  POLSKA
           0                 1


Oni grali, a my wygrali.
To sztuka grać słabiej od przeciwnika i wygrać.
Bo parę lat temu na odwrót polski piłkarz
po przegranym meczu powiedział:
"Byliśmy lepsi, ale przegraliśmy".
Czyli jest postęp nie gry, a inteligencji.


     *     *     *

Do tanga trzeba dwojga, a my już nigdy nie zatańczymy ze sobą.

  Basi


     *     *     *

Słowem można bardziej zabić, niż nożem.
Najbardziej wie o tym wrażliwy człowiek.



      PO  OBUDZENIU


Otworzyłem oczy - widzę, że już zadniało -
dzień choć zimowy jest uroczy,
więc wstaję śmiało do życia.



  O  DWÓCH  TAKICH, KTÓRZY  ZE  WSI  ZAJECHALI  DO  MIASTA 


Chodzili po mieście - zwiedzali co im się spodobało, aż raczej przypadkiem
weszli do muzeum lalek z drewna - tam jeden do drugiego powiedział:
"Paleń wiela tutaj drewa! Ale fajnie błoby w pieczcy palić."


Pani, która pracowała w tym muzeum, usłyszała tę rozmowę prostaków ze wsi,
po czym powiedziała sama do siebie, ale tak żeby usłyszeli ci prostacy:
"Cham."



Z  POWODU  MARZENIA  STAŁO  SIĘ  SPEŁNIENIEM


ZIEMIO, Ty moja PODLASKA,
Rozochociłem się żyć na Twoich krańcach
I już zapomniałem o leżących ostńcach,
Wśród których niegdyś płakałem ze smutkiem pod maską.


Przykuwa mnie tutaj uwaga
I tęsknota do wszystkiego z lat dziecięcych,
Tyle tutaj wspomnień z czasów chłopięcych,
Że aż nad wyraz wzruszeń serce wymaga.


Już nie rozpamiętuję, jak lecą ptaki "tabunem",
Jak to robiłem podczas pobytu na Śląsku,
A widzę i słyszę je, i w tym związku,
Tęsknota stała się prawdziwym spełnień runem,
Co się odmienia w nagrodę Bożą,
Że już nie żyję pod uwięzioną obrożą*.

  Podlasiu

  *Objaśniając ostatni wers - autor nie miał na myśli w sugestii,
  że ma do kogoś czy do czegoś pretensje, a ma w zamyśle, że kiedyś 
  gdzieś tak indziej żył w zamkniętych ścianach mało korzystając ze środowiska
  z powodu utrudnień barier architektonicznych.
  A dzisiaj tutaj korzysta w pełni swojej możliwości z dobrodziejstw natury przyrody.



      ANOMALIA


Wiatr taki, jakby wisielec się powiesił;
Targa drzewami naginając je,
Jakby za jakąś karę miały się kłaniać,
Tylko nie wiem za co?
Czy za tego rzekomego wisielca?
Czy za grzesznych ludzi?
Ale to i tak na jedno wychodzi.


Piasek pośniegowy zamiata z parkingu
I siecze po karoserii stojących aut.
Płócienne reklamy rwie z ich bytu
I postrzępionymi trzepie jak szmatą po budynku.
Widok, jak nieporządek,
Ale tutaj człowiek nie zawinił,
Chociaż konsekwencje poniesie.


Nie byłbym poetą, gdybym
Z ziemi nie pamiętał spojrzeć w niebo.
Chmury tak szybko płyną,
Jakby istnienie świata zależało od chmur,
Żeby na czas w miejsce przeznaczone dobiegły.
Są usytuowane tak nisko,
Że dzieci mogą przestraszyć,
Ale z pewnością nie mnie.
Ja już w swoim życiu miałem większe strachy.



PAKUL  PRZYDZIA  WIASNA
[ etnicznie czyli pa swajemu ] 


Pakul wiernuca busłe,
Pakul ni ma wiasne,
Spać treba mnie,
Kap dumać a hetum w śnie.


A kali prylaciać busłe,
Kali prydzia wiasna,
Spełniuca ni tolko maje sne,
A i usio staniaca krasnaja.



  PO  BURZY  PRZYCHODZI  SŁOŃCE


Wiatry ustały, drzewa stoją bez ruchu,
niebo bezchmurne, słońce unosi się w górę,
lekki mrozik w powietrzu na zewnątrz,
nawet w mieszkaniu czuję chłodne porankowe powietrze. 
Jest tak na co ludzie czekali, szkoda tylko,
że jeszcze leśne ptaki nie śpiewają,
ale po burzy wyszło słońce,
a ja już czuję przedwiośnie. 



        NORWEGIA  -  POLSKA
                0                 1


Kadra "A" pobieliła grę kadry "B' - i tak trzymali do końca meczu.
Po klęskach ubiegłorocznych, tego roku styl gry wszystko robi,
aby utrzymać korzystny wynik, jeśli przypadkiem on się nadarzy
czyli nie postęp, a cofanie się. Trener Smuda zmienił taktykę;
nie liczy się dobra gra, a korzystny wynik.
A wtedy, kiedy stosował grę, a nie wynik, przegrywali.
Czyli jest postęp nie gry, a inteligencji.
Nie sztuka nabiegać się i przegrać,
sztuką jest grać słabiej od przeciwnika i wygrać.



CO  CZŁOWIEKA  BOLI  I  ZAMIARY  JEGO  SĄ  W  POEZJI


Jest taki kraj nad Wisłą, że niczego nie traktuje się poważnie.

Pan Zbigniew Lew-Starowicz seksuolog kiedyś w TVP 2 powiedział:
"Że nie tylko trzeba postępowanie ludzi traktować poważnie, ale nawet i poezję."


Ja od siebie dodam, że przede wszystkim poezję,
bo od niej wychodzą przesłania zamysłów ludzi,
co ich boli i trapi, a przez to i do jakiego dążą postępowania?!



Z  OBSERWACJI  NA  ŁĄCE


Pies goni zająca, zając w lewo,
w prawo ucieka zygzakiem
tu, tam i już za krzakiem.
I na nic psu rzeczą było goniącą,
ale próbował i to się liczy.

195 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2015-02-19 10:24:25)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

      GŁUPI  POETA


Płacze głupi poeta nad swoim losem,
że życie stało mu się nie radością, a ciosem.

Pisze poeta o swoim losie,
nie wiedząc o tym, że ktoś ma to w nosie.

Martwi się poeta o wszystkim, tylko nie o sobie,
choć nikomu nie jest bliskim.

A i jak położy się w grobie,
nikt nie będzie pamiętał, poeto o tobie.


     *     *     *

Ponoszą mnie nie zmysły, a emocje - i to są nie wymysły,
a najprawdziwsze sytuacje.


     *      *      *

Ambicja okupiona kalectwem nie zawsze się popłaca.
Czasami lepiej być miglansem, ale charakter to charakter.


     *     *     *

Lepsze pisanie wierszy, niż alkoholizm,
bo wtedy człowiek jest więcej wart, przynajmniej sam siebie. 


     *     *     *

Żyję w ciągłym bólu - i to mnie diametralnie zmieniło;
jestem zgorzkniałą pierdołą, ale tylko w swojej myślowej ciszy.
Żyję w ciągłym strachu nad swoją sytuacją,
żeby nie było gorzej niż jest z kalectwem.
Ale jestem szczęśliwym, bowiem mam żonę,
jak Matka Teresa z Kalkuty.


     *     *     *

W życiu cel uświęca środki, a uczciwość i sprawiedliwość jest na cmentarzu.


     *     *     *

W kraju nad Wisłą uczciwość się nie popłaca,
bo społeczeństwo ma niski poziom tolerancji, jeżeli ktoś jest inny.



...NIEDŁUGO  WIOSNA


Mroźny powiew zimy
już do nas nie powróci,
a słońce zimę skróci.


Będzie pięknie i wiosennie,
ptaki zaraz rozpoczną śpiewać,
koty już rozpoczynają gody miewać.


Zaraz drzewa w pąki uderzą,
panny w spódniczki mini się ubiorą,
tak jak to bywa wiosenną porą.


Ruch ludzi na ulicy i na zalewie zapanuje,
kaczki z rdzawej rzeczki wrócą na głęboką wodę,
a ja je opiszę z wiosenną urodą.

...Niedługo wiosna. 



        EGIPTU  NIE  BĘDZIE


W Polsce Egipt się nie powtórzy, można spać spokojnie.
Tym, co jest źle - wyjadą z kraju na Zachód.
Członkostwo w unii jest naszym wybawieniem.
A emeryci i renciści przecież nie będą robić "rozpierduchy".
Oni mają tylko jedną siłę podczas wyborów, a jest nią długopis.



JESZCZE  NIE  TYM  RAZEM


Wiosna już się budziła,
Ale to tylko przez sen.
Zima powrotna ją wyszydziła
I wiosnę odpędziła jeszcze gdzieś tam hen.


Wszystko pozostało w normie;
Zima - śnieg i mróz.
Przyroda okuta w lodowatej formie
I wszystko twarde jak gruz.



      OZNAKA


Ze szczelin wychodzą komary,
zimy końca oznaka,
konanie melancholii rozmiary,
żywotnością nadchodzącą nawet dla wraka.



      W  LESIE


Lubię patrzeć na las
Sosen, świerków i nagich brzóz,
Chociaż wszystko skamieniałe jak głaz,
Kiedy ścisnął zimą mróz.


Lubię patrzeć na akwenu lód,
Chociaż nie zagłębię wzroku pod nim,
Ale to już wystarczy, by zadowolić tęsknoty głód
Na ten zimowy okres, wiosna przyjdzie zanim. 



   NA  ZIEMI  ...I  W  NIEBIE?


Upokarza mnie  k a l e c t w o,
Ale żyć chcę jak nigdy.
Nie takie do Nieba chciałbym znieść świadectwo -
I tam już takiego czegoś nie spotkać przenigdy. 


Aż nadto cierpień wystarczy mi na ziemi
A w tym jeszcze gorzej, że nie zawinionych.
Może w Niebie będę zachwycał się chwilami nowymi,
Których na ziemi nie odnalazłem odnowionych.


     *     *     *

Kochać ziemię jest łatwiej,
Niż ludzi na tej ziemi,
Bo tak jest prywatniej,
Bowiem się nie zawiedziesz nimi.



       Samo  pasy


Dom mój po którym chłód nie chodzi,
Bo zewsząd ciepło po nim się niesie.
Tylko często znad głowy huk dochodzi,
Bo tam dzieci żyją w lesie!

Samo pasy.



    WIĘŹ


Od czasu do czasu,
Lubisz podejść do mnie
I przytulić moją głowę
Do swojej piersi.


Wtedy czuję się
Jakby nie Twój mąż,
A Twój dobry syn,
Którego kochasz całym sercem.

  Żonie Barbarze



               MNIEJSZE  NIESTRASZNE


Zawsze mnie cieszyło, że dzieci nie boją się ludzi siedzących na wózku inwalidzkim.
A to z tego wynika, że widzą mało co wyższą postać od siebie.



        IMIENINY


Imienin, to już od dawna dawien nie obchodzą,
raz że zapomniałem, co to balowanie,
a po drugie, że na imieninach pije się alkohol.


Dobrze mi tak jest z tym -
na jutro głowa lekka i zdrowa.
Na dzisiaj upijam się wierszem swym -
i tak co następnego dnia od nowa.


Lepiej pisać wiersze, niż wpaść w alkoholizm -
i dusza ma radość, i kac nie męczy,
i rozum przytomny.


     *     *     *

Poeta nie ma zaskarbiać ludzkich serc pięknymi słówkami,
a pisać to jak widzi i co czuje i jak dusza dyktuje. 



      W  WIATR


Sosny i świerki kolumnami się pochylają,
Niebo szare, chmurne i zimne,
Śniegiem wiatry wszędzie zamiatają,
Żalą się nawet brzozy intymne.


A ja tymczasem wpatruję się bardziej   
W ten "wierszowy trójkąt" jak martwy słup,
Wiatry lasem targają raz po raz -
Zrywając z gałęzi śnieg jak swój łup.



          W  ZIMIE


Zima, strach i przerażenie w oczach się kręci
Zapewne dla dziecka, które zimie się przygląda?
A może już nie ma takich dzieci,
Kiedy żadne nie siedzi w oknie, a bajki ogląda?


Czuję, że w wypatrywaniu okien zostałem sam,
Chociaż od dekad nie jestem dzieckiem,
Stale tę samą melodię gram
Mimo, że już stałem się dziadkiem.


To czas wolny, to czas, to czas,
Jak gra krajobraz, taka i moja dusza,
A w niej szumi poryw serca, jak ten las,
Co przez wiatr las, i moje rozmysły porusza. 



   LOS,  BÓL - ZNACZY  POETA


Jestem tylko cieniem człowieka,
A nawet człowieka pół cieniem.
I choć w mym sercu bólu płynie rzeka,
To i tak każdy dzień jest życia wypełnieniem.


To co było mi pisane
Nie miało prawa gdzieś indziej się zapodziać.
Gdyby wszystko było doskonałe,
Człowiek w poezję nie mógłby się odziać.


     *     *     *

"Łatwiej kogoś krytykować, niż być artystą".

Oznacza to, że łatwiej krytykować, co jest zrobione przez innych, niż samemu tego dokonać.


     *     *     *

"Dzieci kwiaty" - to lata miłości w USA z lat 60-tych.

W Polsce były "kwiaty PRL-u".



SŁOWEM  PODNIEŚĆ  MORALE


Ja nie najlepszej urody,
Jak nie Boskie stworzenie,
Skąd silne targają mną powody,
A jeszcze potężniej marzenie
Słowem to nadrobić,
Czego nie zdołam w czynie,
Bo tak mocno pragnę żyć w nie winie,
Aby siebie ożywić, a nie dobić.



        METAMORFOZA


Pisać wiersze jest wpisane w życiorys,
Skoro drzemał potencjał, a teraz się obudził.
Bez wierszy życiem takim się znudził,
I dzisiaj nosi imię "poeta", a wczoraj Borys.



         NIEMOC


Choćbym poruszył niebo i ziemię,
Choćbym rozgniewał Aniołów,
A nawet i samego Boga,
To i tak już nóg nie włożę w strzemię,
I już nie siądę na konia, nogi mając jak ołów,
Bo już donikąd nie prowadzi żadna droga.


     *     *     *

Nie lubię pędzić powyżej 100 km/ ,
bo wtedy drzewa się zlewają w jedno.
Lubię jak wzrokiem przeliczam
drzewo jedno po drugim.



PO  PRZEBUDZENIU  SIĘ


Noc dniem spowita,
Dzięcioł w sosnę stukając, obudził mnie.
Ależ jaki życiem jest zachwyt, 
Kiedy to na jawie, a nie we śnie.


Już dalej spać nie będę,
Szkoda tego faktu jak życia.
Słuchać będę, aż do obłędu -
Aż do słuchu rozmycia.


     *     *     *

Jeżeli przeżyłem ciężki wypadek,
to po to by być poetą, a nie alkoholikiem. 


     *     *     *

Wszystkie rzeczy, wszystko co mamy spowszednieje, a wiersze pozostaną na wieki.


     *     *     *

Wiersze powinny człowieka zwalić z nóg, a nie zanudzać.


     *     *     *

"W Polsce uczciwie nikt się nie dorobił, chyba że Volkswagena na plecach."

Oznacza to, że kto uczciwie zasuwa - ma tylko garba na plecach.


     *     *     *

Nie wiem co napisać mądrego,
tym bardziej co powiedzieć.
Ale wiem, że dążę tylko do tego,
żeby dobrze na dupie siedzieć.



O  DWUDZIESTEJ  PIERWSZEJ 


Dzwony kościelne biją
Bez względu na porę roku,
Skoro ludzie z wiarą żyją,
Mając Dom Boży na stoku.


Nawet zima w tym nie przeszkadza,
Choć okna są zamknięte,
Dzwonów dziewięć uderzeń ze słuchem się zgadza,
Co od Boga do serca wzięte.


     *    *     *

Mróz powrócił, śniegu przybyło - biało znowu się zrobiło,
a i po tym ładniej - śnieg srebrzy się w słońcu,
no i Jegomościów sumienie jest przykryte pod nim.
Może i lepiej, że zima trzyma, bo z wiosną tylko gówno
po obu chodnikach obaczysz.



   RÓŻNICA  MIĘDZY  MALARZEM, A  POETĄ


Malarz różni się od poety tym, że ma dany dar od Boga.
Może nawet być ułomnym i upośledzonym intelektualnie,
a nawet analfabetą, a będzie malował obrazy jak nie z tej ziemi.

A poeta musi być przede wszystkim nie analfabetą i posiadać jakąś
minimalną wiedzę słów, by ten wiersz spłodzić.


     *     *    *

...Szukam w moim życiu poezji, bo chcę żywić nią moją duszę...


     *     *     *

Ludzie z niższych warstw społecznych nic nie mają prócz czystego sumienia.



   PTASZEK  I  POETA


Pod tym drzewem,
Które ochłody cień mi daje,
Jak ten ptaszek, co raduje się śpiewem,
Tak i ja radości w śpiewie doznaje.


Sam tu nie jestem,
Bo nade mną ptaszek żwawy.
Oba my z dala przed miastem
Dla naszej ciszy, nie chwały.


Ty ptaszku śpiewasz mi nad głową,
Ja tobie wiersz układam...
Ale nie knujemy niczego ze zmową,
Skoro ja jak twój śpiew szczerze o sobie ludziom opowiadam...



LUDZIE  TEŻ  SSAKI


Żyjemy w XXI wieku,
A tyle zła w człowieku,
I chcemy się mienić
W mózgi rozwinięte,
A jesteśmy do siebie
Jak zwierzęta zawzięte.


Walczymy ze sobą jak lwy,
Gryziemy się ja psy,
Jeden z drugiego drwi,
Każdy na każdego zły.


Nikt nikomu nie wierzy -
Każdy każdego podejrzewa,
A wszystko od nierównej zamożności zależy.

Wracamy z ziemi na drzewa.



WNUCZKA  I  DZIADEK


Pada śnieg w słońcu, jak srebrne gwiazdki, mróz skrzypi za oknem.

Wnuczka pyta:
- Dziadek, kiedy zima minie w końcu?

Dziadek odpowiada:
- Już niedługo przyjdzie jej kres.

Wnuczka:
- A kiedy, dziadek?

Dziadek:
- Za miesiąc.

Wnuczka:
- Za miesiąc.
A co to takiego miesiąc?

Dziadek:
- Miesiąc, to takich 30 dni.

Wnuczka:
- Aha.
To takich 30 słoneczek na niebie?

Dziadek:
- Tak.
To takich 30 słoneczek.

Wnuczka:
- Długo.

Dziadek:
- Tak, długo.


     *     *     *

Wiersz powinien czytelnikowi przekazywać jakąś wiadomość,
która ma dotrzeć do jego serca.



           ŁZY  I  RADOŚĆ


Co to był za bieg, Justysi prawdziwy bieg - z czystego ludzkiego organizmu.
Ale między ostatnim czasu pomiarem, a metą "sterydy" Marit,
Które mają nad siłę ludzką, wrzuciły swego "dopalacza"
i w ostateczności pokonały siłą nad ludzką siłę ludzką.
A czyste łzy przez radość musiały z tym się pogodzić,
skoro sprawiedliwość leży na cmentarzu.
Twoje srebro jest złotem.

---------------------------------------------------------------------------------- dalej bez miesięcy

196 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2015-02-15 10:04:50)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

      DWA  ŚWIATY


Żyć na wózku inwalidzkim, to tak
Jak w życiu iść pod prąd:
Gdzie się nie ruszysz - każdy pod górkę ląd,
A nawet na kopercie zlekceważą Twój znak! 


I jeszcze pod nosem ktoś powie,
Że: "państwo was utrzymuje".
Wtedy przez los pokrzywdzony, milczy, słów nie znajduje,
Bo szlak go trafia, jeżeli o takim traktowaniu się dowie.


Ale nie pokaże -cenzura- you,
Bo ma więcej godności i rozumu,
Niż ten pionowy, co wyszedł z tłumu,
Nie znając, co to I love you.   


     *     *     *

Piszę to co czuję, a nie to co umiem.


     *     *     *

Nie sztuka wiersz krytykować, sztuką wiersz napisać. 


     *     *     *

Straciłem w nogach wład, ale ducha wiary do życia zachowałem.


     *     *     *

Pisanie wierszy, to moja duma, że zachowałem godność człowieka.



  Z  IMPASU  W  LUZ


Kiedy Ci dokucza rozpacz,
Trochę sobie popłacz -
Ulżysz sobie żal.
A kiedy lepiej już się poczujesz,
Co było smutkiem, cierpieniem,
Odeślesz to w zapomnianą dal. 



     SKROMNOŚĆ


Każdego dnia się budzisz i mówisz do mnie:
- Dzień dobry!
  - Nigdy mną się nie znudzisz.
A przecież, to ja, nie Chrobry. 


- Ach, Ty mój głuptasku,
Po co mi korona na głowie.
Wolę się budzić z Tobą wśród porannego ptaków brzasku
I mieć nie króla, a Ciebie w mowie. 

  Basi



   SMUTNE  POWROTY


Po tym jak górotwór zwalił się na grzbiet -
Nie pisane mi było umrzeć,
Bo moja pasja to wiersze... 


Mam marzenia, poryw serca, natchnienie ducha,
Wrażliwość, to jak miałbym umrzeć,
Przecież takie cechy nie umierają.


Jestem żywy i prawdziwy od prawdy,
A wszystko we mnie i na mnie prawdziwsze jest od faktu -
Ponad rzeczywistość, która aż chce się stać fikcją. 

A czy byłbym szczęśliwszym, gdyby tak się stało?



        PRZEDWIOŚNIEM


Już poruszenie wiosenne wśród ptaków nie w śpiewach takich,
jak to jeszcze zaczną robić o świcie.   
A śpiewy takie jakby w szepcie rozmawiały ze sobą,
tyle tego ptactwa jest w tym lesie, co gałęzi,
każdy rodzaj ptaszka śpiewa po swojemu, ale zamieszanie.



      HOBBY


Każdy ma jakiegoś konika,
A nim inaczej jest bzik:
Jeden uważa się za słowika,
A drugi zachowuje się jak dzik.


Każdy ma jakiegoś konika,
A nim inaczej jest powołanie:
Jeden, aby wiersz napisać - siada do stolika,
A drugi otwiera flachę - i rozpoczyna chlanie.


Każdy ma jakiegoś konika,
A nim inaczej jest chęć:
Co uwielbia - z tym się styka,
Nie mając żadnych spięć.



  KONIEC  DEKADY  ADAMA


Nie ma na to rady,
Że już nadszedł koniec Adama dekady.
Dał z siebie więcej jeden,
Niż tysiące w grupie.
Był dla nas jak Eden,
Choć "niektórzy mieli go w dupie".


Jak to w naszym kochanym kraju,
Jednemu zima w maju,
Drugiemu maj w zimie.
Wielbiony był, kiedy wygrywał
I chwalone było imię jego,
A jak było gorzej, niejeden z niego szaty rwał.
Jak to w naszym kochanym kraju bywa.


     *     *     *

Chaos, to moje życie -
Nauczyłem się z tym żyć
I radzić sobie, aby się nie miotać.


Miota się tylko moja myśl - teoria,
A fizycznie jestem takim,
Jakbym nie miał problemu chaosu. 


     *     *     *

Na tej ziemi pod tym niebem każdy goni za chlebem.
A czy ubolewa, czy zazdrości, że nie robi ten, kto nie musi? 


     *     *     *

Wiersze piszę po to, aby wykorzystać swój ból.


     *     *     *

"Kij ma dwa końce, a kiełbasa nawet trzy".

Oznacza to, że kijem, którym kogoś bijesz -
jutro sam możesz być bity nim!

A kiełbasa, która ma nawet trzy końce, oznacza to,
że obietnice, które były obietnicami nie zostaną spełnione.


     *     *     *

Ty jesteś Barbara,
ja jestem Mieczysław -
fajna z nas para,
choć nie należymy do sław.



    ZA  GŁOSEM  DUSZY


Dookoła otaczają mnie małe ptaki
W niezwykłej uczcie leśnego śpiewania.
Nad wodą szumią wiatrem krzaki,
Na niebie krążący sokół gotowy do polowania.


Ach, jaka ulga moją duszę ogarnia,
Że ja tutaj jestem tego świadkiem.
Nie ukrywam się jak za krzakiem ukradkiem,
A oddycham pełną piersią,
tutaj mojej wolności oazy jest spiżarnia.


Należy to mi się, bo Ojczyźnie poświęciłem zdrowie,
A sobie pozostawiłem tylko kalekie życie.
Kto to przeżyje - o tym się dowie,
Co to oznacza żyć na inwalidzkim wózku.


Kiedy bohaterowie umierają za Ojczyznę,
To żadna zasługa żyć Jej kalekim.
Ale większa jest duma, niż temu,
który żyje w obcym kraju dalekim*
I w "Superstacji" wymądrza się,
że Polskę ma w sercu, jak kaleki na ciele bliznę.

  Wiersz poświęcony mojemu krajowi, który ma na imię: POLSKA


     *     *     *

Wojna, to najgorsza podłość ludzi, a wojna w rodzinie to jeszcze gorsze. 


     *     *      *

Pokory mnie nie trzeba, bo ja umiem znieść przeciwieństwa losu.



    POWROTY


Tęsknota mnie gna
Za tymi z dzieciństwa polami,
Bowiem wzruszenie na duszy gra
Iść ścieżką polną zbożami.



    TO  JUŻ  PRZEDWIOŚNIE


Słońce co dnia coraz wcześniej się budzi i coraz bardziej przygrzewa,
z tego nawet mały ptak jeden, drugi, dziesiąty, setny,
który przez zimę był ukryty w głębokim lesie,
dzisiaj na skraju puszczy w śpiewie ożył
i nim coraz to bardziej się trudzi.


Nawet po moim długim zimowym śnie,
serce moje do życia coraz to bardziej się raduje.
A życie ma się tylko jedno, jedyne,
i chociaż po mnie pozostaną wiersze,
warto posłuchać śpiewu na dzisiaj przedwiosennych ptasząt,
bo jutro nigdy nie wiadomo co może się stać?
A jeżeli życie ustanie?
Albo ptaszęta przestaną śpiewać?
Więc poeto, słuchaj dzisiaj tych ptasząt,
jutro i pojutrze, jak Bóg pozwala?


     *     *     *

Ja, poeta z Podlasia,
widzę prostych ludzi -
codziennego pijaka Stasia,
i abstynenta, który życiem się trudzi.


Żeby coś widzieć,
tym bardziej rozumieć,
nie trzeba wszystko z książek wiedzieć,
aby prostego człowieka zrozumieć.


     *     *     *

Pijak nie płacze, chociaż ma życie sobacze.


     *     *     *

Ludzie jak owce
idą ku politykom obłudzie,
a potem słowne kopią pod nimi kopce,
kiedy coraz to ciężej żyć w trudzie.


Politykowi tak trudno dotrzymać słowa,
jak dziewicy zachować cnotę,
skoro wcześniej jest piękna mowa,
to później jest na to ochota
stracić cnotę, i nie dotrzymać słowa.


     *     *     *

Przeszłość wierci serce i myśl,
bo dużo się zmieniło na dziś.
Pod żebrami zakłuje czasami,
jak z młodzieńczych przypomni się lat: "Miś".

"Hej dziewczyno, o, o, białego misia, a, a."



WIOSNA,  SKOWRONEK  I  POETA


Na ziemi kwitną drzewa,
Las pachnie żywicą.
Na niebie skowronek śpiewa
Nad życia moją katorżniczą. 


On uniósł się nad ziemią,
Ja przykuty do ziemi.
W nim śpiewne talenty drzemią,
Ja żyję w świecie niemym.



NA  POGODĘ  I  NIE  NA  POGODĘ


Jakim to szczęściem los mnie obdarzył,
Że Ty przy mnie, ja przy Tobie.
Mało gdzie taki cud się zdarzył,
Aby po dziś my się kochali w sobie
Na pogodę i nie na pogodę.


Jesteśmy jak nierozłączne papużki,
Jedynie tylko co wyjdziesz po pokarm.
Jesteśmy sobie jak życzliwe usłużki,
Co nie ma w nas żadnego larum
Na pogodę i nie na pogodę.


Los to mi dał, czy Stwórca,
Że ja nie wytrzeszczam gał
Za żadną panną, mając Ciebie od serca.
Gdzież bym śmiał,
Gdy Ty jesteś na pogodę i nie na pogodę.

  Barbarze


     *     *     *

Kiedy z życia w człowieku jest ból,
pozwól patrzeć wstecz,
skoro trudno powiedzieć mu: idź precz,
więc cierpienie wzbrania mówić: usta stul.

III

TUTAJ  KAŻDA  PORA  ROKU  JEST  DOBRA


Sosny w górę śmigłe   
Sięgają nieba pod chmury.
Chwile, które tutaj są zbiegłe -
Patrzą na nie po raz który.


Przed sosnami, brzozy
Pierścieniem otaczają zalew,
Wysmukłe, piękne, przedwiosennym kolorem dozy
Zbrązowiałe, a to już nadchodzącej wiosny nie blef.


Radośnie tutaj pobyć,
Chociaż jeszcze zima.
Nie mógłbym się za nic obyć,
Skoro natchnienie wierszowe tutaj mnie trzyma.


Kiedy tutaj oddycham,
Tak jakoś lekko mi na duszy.
I ta świadomość, że już za tym nie wzdycham,
A jednak każdą część mego ciała wzruszy.


Jestem tutaj i poetą, i ptakiem,
I drzewem, i wodą, i wiatrem,
Nie myśląc nad żadnym brakiem,
Jedynie trudząc się nad wierszowym teatrem.



      ...Z  WIOSNĄ


Kiedy śniegi już odkryją polne rozłogi -
I kiedy z czarnej żyznej ziemi
Przywędruje zieleń aż pod chłopskie progi -
Wtedy wonią wypełnię duszę swoją,
Gdy tak pragnąłem dekadami trzema.


Wtedy wonny będę i na nowo odrodzony
Jak te zboża, które po zimie z korzeni wyrastają.
I choć na chwilę zapomnę, że skałą byłem ugodzony,
A cieszyć się będę, jak ziemie zielenią się stają...



      ...WIOSNĄ


A kiedy czeremchy rozkwitną,
Dzieciństwo mi się przypomni -
Wtedy nie nazwę tę chwilę wybitną,
Bo tutaj nawet ptaki bezdomni.


Nie temu, że są źli ludzie,
A temu, że w ogóle ich nie ma.
Wchłoną ich świat ku obłudzie
I ci odeszli, co Niebios wezwała ich poema.   


A kiedy bzy i jaśminy rozbielą
I ptaszęta będą lęgi wydawać -
Wtedy żywiej będzie z każdą niedzielą*,
A ja ciesząc się Naturą - duszę będę napawać.

  Podlasiu i nie tylko


     *     *     *

Ja nie mam talentu do pisania wierszy,
ja piszę wiersze emocjami i natchnieniem,
porywem serca i wspomnieniem...



      PRZYSZŁOŚĆ


Idą ścieżką urocze dziewczęta,
A wiatr polny rozwiewa im włosy.
Śmieją się usta i patrzą oczęta,
Z oddali zbliżają się chłopięce odgłosy.


Dorósł im wiek cieszyć się życiem -
Nie znając bólu, ani trosk,
A wszystko mają przed sobą i do zdobycia,
Kiedy wyjdą w świat ze swoich wiosek? 


Radują się życiem dziewczęta
Mając pełne buzie uśmiechu.
Już jest z chłopcami igraszka poczęta -
I od słówka do słówka coraz to bliżej do grzechu?


Poszły dziewczęta z chłopcami w siną dal,
Kwiat młodego życia jak wiosny czas.
A ty, poeto, póki są młodzi ich chwal,
Toć z nimi jaki jest piękny las.


     *     *      *

Kiedy umieramy leżąc na łożu śmierci.
Ja mam jeszcze gorzej, bo i zarazem na łożu kalectwa.



   TO  JUŻ  WIOSNA
     

Słońce pięknie świeci,
małe ptaszki śpiewają, to już wiosna.

Śniegi w oczach topnieją -
i schodzą ku rowom i rzekom.
Dnie coraz to bardziej dnieją, to już wiosna.

  [ 13.03.011 ]



CHCIAŁBYM  JESZCZE... 


Chciałbym jeszcze
posłuchać Janusza Laskowskiego:
"Śnił mi się rodzinny dom"
Świat nie wierzy łzom"
Już nie wspominając o:
"Żółty jesienny liść"
"Kolorowe jarmarki"

Chciałbym jeszcze
pisklę wypadnięte włożyć do gniazda,
naprawić to co zepsułem,
przeprosić tych, którym nabruździłem,
a potem głębiej westchnąć.



                  IDZIE  WIOSNA


Otwórz okno na dłużej, niż zimą, a i ptaszek głośniej pośpiewa.
Wiosenne powietrze zawita, bo i cieplejsze słońce spoza chmur prześwita.     
Drzwi jeszcze nie zachylaj*, niech wiosna mocy nabierze.

  Objaśnienie: nie zachylaj* - w języku etnicznym autora po prostu nie domykaj.   



                    PODLASIE


Piękne te moje rodzinne Podlasie; żywioł ptaków, łąki, pola,
mnogość lasów w masie zielonej, i tych rzek snujących leniwie zakola.


     *     *     *

Nie wybrałem sobie tego losu,
który przyszło znosić,
skoro nie mogłem uiść od ciosu,
trzeba ciężar tego faktu nosić.


     *     *     *

Lepiej zadbać o psa, niż o człowieka,
bo pies nie narzeka, choć szczeka.


     *     *     *

"Polska to dziki kraj"*

Więc wszystko możliwe.
Jednemu życiowy raj,
drugiemu życie wątpliwe. 

  Objaśnienie: W pierwszym wersie autor miał na myśli niefortunną
  wypowiedź swego czasu ministra Drzewieckiego.



       BILLBOARD

  "BUDUJEMY RADOŚĆ"


Plakat wyborczy, czy zaborczy?

Zbudować można dom, drogę, kolej, ale nie radość.

Radość się ma lub nie.

Wszystko zależy, jak człowiek pokieruje swoim życiem.
A zwłaszcza jaką ma osobowość.

Jeden ma wszystko i nie ma nic.
Drugi nie ma nic, a ma wszystko.

  *Widząc budowlany Billboard przy ul. Warszawskiej w Białymstoku,
  wysnuł się taki autorowi wiersz.     

  Listopad 2010 rok.

197

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

Zaczytałam się...ale warto było poświęcić chwilke.

198 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-11-24 20:12:13)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

Dzięki Darii za sympatyczny wpis. Serdecznie pozdrawiam.

199 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2015-02-12 20:24:39)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.

  W  WIOSENNYM  LESIE


Las rozbrzmiewa ptasim śpiewem -
Taki tutaj ich tryb życia.
Śnieg leży tylko pod drzewem,
A i tak z jutrem do ubycia.


Serce moje eksploduje radością,
Pamiętając, że otarłem się o śmierć,
A jednak żyję z przyzwoitością,
Chociaż męczę się życiem czasu już wieku ćwierć.


Czasu mam tyle, co życia,
Cierpliwości jeszcze więcej.
Nie żyję byle do jutra, nic nie mam do ukrycia
I za niczym nie gonię czym prędzej. 


Czas mi tutaj tak wolno przemija,
Jak wolno rosną wkoło te drzewa.
Poganiać niczego nie trzeba za pomocą kija,
Skoro wszystko w swoją porę dośpiewa.


Nie odejdę stąd nigdzie nigdy,
Za żadne pieniądze i skarby świata,
Bo dusza poety nie jest przekupna nigdy, przenigdy,
Kiedy Ojczystą Ziemię ma za swego brata.

  Podlasiu mojemu i nie tylko



SMUTNO  MI,  BOŻE,  TYMCZASEM
   [ W miejscu urodzenia ]


Nie ma już inwazyjnych gatunków ptaków:
szpaków, wron, pusto nad łąkami, lasem,
tylko samotny skowronek zawisa na niebie
i jastrząb krąży czasem.

Smutno mi, Boże, tymczasem.

Nie ma już żadnych dzieci,
domy puste rodzinne, wszystko już inne,
nawet bruk uliczny trawą obrósł,
sady zdziczałe, ścieżki są tylko wspomnieniem,
cisza głucha i samotność pusta,
tutaj już czas staje się dośpieniem.

Smutno mi, Boże, tymczasem.

  Podlasiu



7:30  DNIA  DZISIEJSZEGO [ 17.03.011 rok ]


Wynurzyło się słońce zza bloku
I bije promieniami po drzwiach i oknie.
Na niebie nie ma żadnego nawet obłoku,
Ach, jaki piękny wiosenny poranek tchnie.


Tylko o dziwo, co jest?
Tymczasem żaden ptaszek nie śpiewa,
Czyżby czuje nadchodzące trzęsienie ziemi, szelest?
A przecież jeszcze nie kołyszą się żadne drzewa.


Ptaki uciekły stąd w głęboki las,
Wrócą, kiedy zapomną o wszystkim.
Wtedy śpiewne ich melodie będą w nas
I każdy z nas dowie się kim jest.


     *     *     *

Przyjdzie kiedyś czas, że i tak wszyscy pomrzemy.
Ale ja przed Bogiem nie będę miał tremy.



     ŻONIE  I  BOGU


Gdy chodzi o mnie, jestem Twój,
A gdy chodzi o poetę, jestem Boga.
Bo ty znosisz wyglądu mój krój,
A Bóg nie ma mnie za wroga.


     *     *     *

Poeta jak naród Żydowski zawsze na wygnaniu i w drodze.


     *     *     *

Wiersze poety, to krzyk w ciszy, ale dusza i serce zawsze słyszy.


     *     *     *

Dług Ci spłacam za to, że jesteś przy mnie.
Ktoś powiedziałby: "Idź w cholerę!"   
Ale z inną tak już by nie było, jak z Tobą ślubną. 

Basi


     *     *     *

Mam dobre chęci, zapał i pokorę,
choć w tą tak nieludzką porę,
która coś z życia mi odebrała.



  CHWILOWY  PTAK


Ptak, który się objawił,
skubnął kilka razy słoninki
i tyle na moich oczach zabawił,
aż do drugiej powtórki.


     *     *     *

Jesteś ciągle młoda, miła, subtelna dziewczyna.
Nie przeminęłaś z wiatrem.

  Basi


     *     *     *

Cierpienie z kalectwa, to nie to,
co z braku szmalu i nie to, co jak stres.


     *     *     *

Z serca bije pozytyw, a z uczucia dobroć,
choć błagając losu i Boga po stokroć
o lepsze życie, które nie nadeszło.


     *     *     *

Upadek człowieka rzecz ludzka,
ważne żeby odzyskać siłę,
aby to odzyskać, co się straciło.


     *     *     *

Tak, jak Ty chcesz.
Przecież wiesz, że ja miłuję czulej,
niż trzeba, pragnę wrażliwiej,
niż Ty potrzebujesz.

  Basi


     *     *     *


Utopić smutki w alkoholu,
to dobre za nim zaśniesz.
Budząc się wszystko wraca do bólu
i w dodatku w kacu nie gaśniesz.


     *     *     *

Średnio człowiek żyje 70 lat, a wiersze przetrwają wieki.



  LUDZIE  BOGA


Dzwony kościelne biją!...
Ludzie, co w puszczy żyją,
Są z natury szczęśliwi
i jedni drugim życzliwi.
Mają tyle trosk,
ile Bożych łask.


     *     *     *

Nagła radość jak weźmie,
to nie tylko w wierszu to umieścić,
ależ i drzewom zanieść, i ptakom oznajmić,
niebu posłać, i słońcu do nieba.



       19  MARCA


Obudziłem się - i co - wiosna przysypana śniegiem!
Na Józefa jest biało, a mnie na ten widok
Z obrzydzeniem aż wstrząsa ciałem.   

Jeśli w mojej rodzinnej wsi już są bociany?
To im współczuję bardziej, niż sobie.

Jest taka nadzieja, że jutro wróci wiosna.



  KONIEC  ERY  MAŁYSZA
     [ na pożegnanie ]


Człowieku o locie podobnym do ptaka,
Latałeś nam półtory dekady,
W tym dekadę królowałeś.
Radości tyle nam Polakom dałeś.
I Polskę naszą na świat cały rozsławiałeś.
Dziesięć lat euforii było w polskich domach,
Nawet dzieci się cieszyły.
Ach,co to była z Tobą za dekada,
Nawet Ci, którzy już stracili sens życia,
Chcieli żyć dalej tylko po to,
By fascynować się Twoimi lotami i skokami.

A dzisiaj na pożegnanie historyczny wyczyn: dwóch Polaków na podium.

Żeby tak było w polityce,
Żeby tacy zdolni byli nasi politycy,
To bylibyśmy najszczęśliwszym narodem na świecie.

Bądź zdrowy w życiu poza sportem.
Bądź niezapomniany w naszych polskich sercach, duszach i umysłach.

Na zakończenie kariery Adama
Piękne zakończenie na "Latalnicy".
Adam, my Polacy rodacy, dziękujemy!
Byłeś najlepszy z najlepszych.

Odchodzi stary król - Małysz.
Przychodzi nowy król - Stoch.

Warto żyć dla takich chwil.



   RADNYM  JAZYKOM*
[ etnicznie pa swajemu ]


Prajaśniłoso niebo nad Biełymstokam, 
tyman paszoł nad wastakam.
Wieciar nadyszoł nad zapadam, 
ludzi idudź bystrym chadom.


Choład biarecca na wieczar
u horadzi światła zapalwajucca jak czar. 
A jaszczo prada mnoju daroha ku damoj
ku radaści, a ni z kar.

w przetłumaczeniu:

Przejaśniło się niebo nad Białymstokiem,
Mgła poszła na zachód.
Wiatr nadszedł z zachodu,
Ludzie idą bystrym krokiem.


Chłód robi się na wieczór,
W mieście światła zapalają się jak czar.
A jeszcze przede mną podróż do domu
Ku radości, nie z kar.


     *     *     *     

Na różne sposoby można uprawiać poezję: z nudów, dla zabawy, z miłości do poezji.
Mnie zmusiło życie, w dodatku jeszcze popchnęło natchnienie i poryw serca.
Jedna osoba ujmie w wierszu, że chce "dotknąć opuszkiem nieba".   

Ja napiszę w wierszu:
Z życia jestem zbryzgany krwią! Ot i co.
Poezja to życie poety, indywidualisty.



          SZTUKA  DLA  SZTUKI


Nie sztuka być młodym, zdrowym, pięknym i inteligentnym i napisać wiersz.
Sztuka być żadnym z tych rzeczy wymienionych i napisać wiersz.


     *     *     *

Tam na ziemi obcej żyłem jak przelotny ptak, który był zraniony.
A kiedy wygoiłem skrzydła - wróciłem do swego gniazda.



ŻYCIE  NIE  DRZEMIE  TUTAJ


Okiem przemierzam puszczę,
sercem ją czuję - po części sosny,
po części świerki, po części jodły.

W duszy radość znajduję, choć ja cichy, a las głośny.
Jestem tutaj, wróciwszy z życiowej poniewierki,
ale nie czuję tego, że los był podły,
skoro pozwolił mi tutaj osiedlić się w tym leśnym gąszczu.



        W  MOJEJ  OJCZYŹNIE


Niebo błękitne, a tylko w oddali widzę małe obłoczki.
Takie tutaj piękno przyrodnicze, tylko darzyć szacunkiem.
Woda tego akwenu jest duszą tej ziemi i ozdobą krajobrazu -
tworząc błękitny monolit.


Las szumi jak z dzieciństwa, spokojny nastrój tłumi nieszczęścia z życia,
aż wszystko wraca do dziewictwa - jestem chłopcem w lesie z przed pół wieku,
nic nie rozumując, a wszystko czując, choć będąc jeszcze analfabetą.


     *     *     *

...Kiedy człowiek po chorobie zdrowieje - wtedy dowiaduje się,
że jak mało trzeba by być szczęśliwym...


     *     *     *

Jeśli udrękę sam przeżyjesz, to nie znaczy, że innego udręką nie zabijesz!?


     *     *     *

Pisać wiersze każdy może, tak jak w Stuhra piosence: "Śpiewać każdy może".



                            L U Z


Jaka swoboda mnie spotyka, kiedy jest martwa cisza u "Gawłów".
A i z tego serce ciszej tyka, i przez to na języku mniej niekontrolowanych słów.



PRZYRODO,  ZIEMIO,  OJCZYZNO


Pozwól Tobą nacieszyć moje oczy
Zanim życie do grobu się stoczy.
To miejsce warte mojej obecności
Lub ja wart tego miejsca.
Ziemio moja Podlaska, tyle mam Tobie godności -
Ile Ty, mi dajesz swego czyśćca.


A ja zrodzony z krwi chłopskiej,
Narodowości także jak najbardziej polskiej,
Nigdy nie myślałem opuścić Ziemię Ojczystą
Nosząc Ciebie w duszy i w sercu, w każdym braku
Znosząc zawsze Twoją sytuację rzeczywistą,
Jak to było i jest w prawdziwym Polaku.


Kocham te podlaskie polne rozłogi
I te chłopskie-wiejskie chałup progi,
Przez które za dziecka uczyłem się przestąpić.
Klekot bocianów na stodołach i lipach,
Śpiewu ptasząt, którego nigdy nie chciały poskąpić.
A nawet te grzmoty, co wywoływały strach.


Łąki jeszcze nie przeorane,
A na nich nic cywilizacją nie skalane.
W krzakach strumyki płynące jak źródła czystości,
Sadzawki pełne sitowia i żab.
Nie ma tutaj z miastem żadnej zbieżności,
I żadnych z tym związanych atrap.

  Mojemu ukochanemu Podlasiu. Podlasie 2011 rok.



  W  DRUGI  DZIEŃ  WIOSNY


Opadła w organizmie adrenalina
Już dusza moja się nie zarzyna.
Stanąłem na ubitej rodzinnej ziemi dość twardo
Ze świadomością, że życie przeszło przez piekło.
Ale rzeczywistość jest daleka od hartu,
Kiedy życie czasami bywa kruche jak szkło.


Nie będzie tak źle,
Kiedy wiosna przyrodę już śle!
Przed chwilą zobaczyłem motyla żółtego,   
Jest tak piękny, jak narodziny życia.
Drzewa baziują do tego,
Ach jak cudowne są każde życia godziny. 


Tu, tam ptaszek zaśpiewa!...
Tu, tam do życia budzą się drzewa!
Słońce resztki śniegu roztapia -
Spływa do zalewu i rdzawej rzeczki.
Wzrok mój pod lód się zatapia,
Ale to już myśl z innej beczki.
---------------------------------
Ale nie martw się.
Nie pójdę utopić się pod lód,
Za bardzo życie kocham.



RELACJA  Z  NIEDZIELNEJ  WYCIECZKI
   

Akwen skuty lodem dalej,
ale przy brzegu w trzcinach już woda.
Wędkarza ani widoku, ani śladu,
zanim lód, wejść nie odważy się żaden. 


Rdzawa rzeczka płynie jak życie,
grobla jest jej napędem.
Źródło Romana - pamięć o życiu -
wiersz mój jest tym względem.


Ludzi coraz i coraz to więcej,
to pierwszy wypad wiosenny -
chodzą po grobli i wkoło akwenu,
tym bardziej majestatycznie po pomoście.
Ptaki w lesie i ja z moim "źrebakiem"*
jesteśmy świadkiem.


W lesie śnieg jeszcze leży paletami,
wiatr zimno-wiosenny hula.
Obłoki płyną nad sosnami,
niektóre okrągłe jak białej waty kula.


Piękne jest te moje Podlasie,
wszystko jakoby od Boga zrodzone.
Nic tutaj nie żyje w ambarasie,
skoro przemysłem nie zostało ugodzone.

Na szczęście.

  27.03.2011



  POŻEGNANIE  MAŁYSZA


Niech tak nie udają,
niech tak się nie martwią,
że tak żal im Małysza.
To są tylko dziennikarzy
krokodyle łzy tych z "Wiadomości".
Jutro już nie będą pamiętać.
O, co inne wzruszenie i łzy Szaranowicza -
ten to naprawdę popłakał się od serca -
była w tym szczerość i poezja.



    SYZYFOWY  TRUD


Dzisiaj nie opłaca się kształcenie młodzieży,
skoro po ukończeniu studiów,
tym bardziej szkół średnich
i tak wyjedzie na Zachód.


Ktoś powie, wróci z bagażem
doświadczenia i z kasą.
Wróci, albo i nie wróci.


     *     *     *

Nic nie dano na zawsze;
to co masz, możesz stracić.
Trzeba o wszystko walczyć i przewidywać,
aby to Ciebie nie spotkało.
Kiedy już dotknie, może być za późno.

200 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2015-02-26 09:49:36)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.

TAM,  GDZIE  ROSNĄ  POZIOMKI


https://plus.google.com/photos/103276734392610294633/albums/5412596318416465713
/5491466638019937986?banner=pwa&pid=5491466638019937986&
oid=103276734392610294633
Tam, gdzie rosły poziomki
I las szumiał cichym spokojem,
Tam chodziły wsi potomkowie,
Kłaniając się Jezusowi i ostojom.
https://plus.google.com/photos/103276734392610294633/albums/5485158496007309761
/5623194150210814466?banner=pwa&pid=5623194150210814466&
oid=103276734392610294633


Tam, gdzie rosły poziomki,
Dzisiaj już wybujało sosnowym młodnikiem,
A nad nim śpiewają tylko skowronki,
I wiatr stał się ich wspólnikiem.


  Tam, gdzie rosły poziomki,
Czas tylko płacze z samotności.
Nie ma już komu zbierać jagód do chleba kromki,
Kiedy wieś z dzieci wyludniła się w zupełności.

Tam, gdzie rosły poziomki,
Las stary i młody rozmawia ze sobą.
I tylko piorun czasami uderzy gromki,
A tak poza tym cisza mroczna całą dobą.

Tam, gdzie rosły poziomki,
Nad lasem niebo nawet płacze,
Bo widzi z lasem ludzkie rozłąki
Nad którymi wrona nawet nie zakracze.

Tam, gdzie rosły poziomki,
Rosną tylko samej leśnej dziczyźnie,
Bo już nikt nie chodzi do lasu po poziomki,
Skoro już dzieci nie ma w mojej Ojczyźnie.

Mojej nieodżałowanej Ojczyźnie - Podlasiu



   WIOSNA!


Tam ptaszka śpiewa,
tu ptaszka tańczy,
a brawo biją drzewa,
że już wiosny czas powstańczy!


Śniegu już nie ma -
ulica każda sucha.
Powstała wiosna jak poema,
bo śpiewy ptasząt słychać
od ucha do ucha...



TAM,  GDZIE  SÓL  MOJEJ  ZIEMI,  TAM  JA


Jestem w centrum podlaskiej stolicy,
A słychać śpiew ptaków na każdej ulicy.
Wiosna już się poczęła;
Obudził się żywioł po zimie -
Już zaczynają życie wydawać drzewa,
Choć jeszcze nie jest, jak w Limie.


Nie wiem w jakim innym
dużym mieście usłyszałbym wiosennego ptaka?
A tutaj czuję się jakoby w lesie czynnym,
Bo nawet i wrona kracze...
W życiu nie chcę lepszego miasta,
Skoro tutaj mój wiersz wyrasta.


Tam, gdzie sól mojej Ziemi, tam ja,
Tam, gdzie ból ludzi na tej Ziemi, tam ja.
Tutaj nawet ptaki są ludźmi,
A ludzie są śpiewającymi ptakami.
Stąd niedaleko było na Żmudź,
Gdzie czuliśmy się Wielkimi Polakami.

  Podlasiu i nie tylko

  Białystok 31.03.2011 rok.



      TO  NIE  PRIMA  APRILIS
         

W lesie jeszcze gdzieniegdzie znajduje się śnieg,
chociaż już rozpoczęty solidny wiosny bieg.
Dzięcioł drzewo leczy - swoistym: "trrrrrrrrr"...
Drugie ptaki dla godów wabią siebie w znajdowanie,
Ach jak kipi ziemia wiosną, aż powietrze drży.

  [ 01.04.2011 ]



    WYZNANIE  POETY 


Jestem poetą ułomnym,
tym bardziej bez wykształcenia,
ale w szczerości nie jestem skromnym,
chociaż nie wiem, czy ktoś to docenia?


Jestem poetą idiotą,
bo Ojczyznę kocham bardziej, niż siebie.
Sam siebie nazywam patriotą,
chociaż to może nic nie znaczy dla Ciebie?


     *     *     *

Poeta nie śpiewa ustami,
poeta śpiewa wierszami.
Poeta nie tańczy,
bo los życia ma skazańcy.

Są jeszcze tacy poeci,
że nawet nie chodzą.


     *     *     *

Duży dom, który jest z majątku,
a nie z potrzeby,
jest smutny.


     *     *     *

Urodziłem się poetą,
jestem poetą
i umrę poetą.



SKROMNOŚĆ  POETY


Nic już mi nie trzeba,
tylko skrawek zielonej ziemi,
kawałek pogodnego nieba.


Nic już mi nie trzeba,
ani bogactwa, nawet urody,
tylko kromkę razowego chleba.


Nic już mi nie trzeba
prócz śpiewu ptaków,
zapachu wiosny - wystarczy,
że pachnie gleba.


[ Nic już mi nie trzeba,
tylko trochę ciszy i spokoju,
wystarczy jak zrozumieją
"samo pasy z nieba",
że ja tylko potrzebuję
trochę ciszy w swoim pokoju. ] 


     *     *     *

Ten, kto nie ma zrozumienia według siebie słabszym, cofa się wstecz.


     *     *     *

...Jeśli mój bunt nie umiera, nie umieram i ja...



      Piłka  nożna  żartem


Teraz już wiem dlaczego Smuda przegrał z Litwą;
bo do kadry nabrał samych "Adamiaków".

- Panie Smuda, proszę "Adamiaków'"
do kadry więcej już nie brać.



       O  ŚWICIE


Kiedy ptaki obudziły mnie o świcie -
Całą hordą śpiewając na lasie szczycie -
Wtedy poczułem się tak, jakoby przyroda mnie otuliła
I niosła w poszycie ze snu do bez snu.
A przed obudzeniem, noc taka cicha była,
Jak do tej pory w żadnym dniu.


Spać już za nic nie potrafię,
I już za nic nie chcę spać -
Myśląc nad przyszłą swoją biografią;
To co było już nie ma czego się bać.
Śpiew ptaków ukołysze mnie do dalszego snu -
Spać będą dalej - śpiewający wraz z ptakami do snu...



     W  PUSZCZY


Podlasie, moje Ty rodzinne, 
Jesteś tak jakoś piękne, inne;
Czyste, zdrowe, esencja Polski,
W przyrodzie na pół dzikie, okazałe,
Urocze drewniane te wioski,
I bociany na słupach stałe.


W puszczy wolno płynące strumyki
Do rzek dużych i szerokich.
Łosie, jelenie ryczące byki
I przesmyków nieba niebieskookich.
W brodzikach wodnych koncerty żab,
A na drzewach różnorodny śpiewny ptasi sztab.

Dobrze, że ja tu jestem.


     *     *     *

Widać, że tragedia Polaków nie łączy, a dzieli.
Dziwny to naród skoro w czasie wojny jest przyjacielem,
a w pokoju wrogiem sam sobie.


     *     *     *

Kobieta, która nie dąży do doskonałości piękna -
jest przyrodą taką jaką stworzyła natura.
Kobieta, która dąży do doskonałości -
Jest nad naturą, skoro siebie upiększa.


     *     *     *

Im człowiek starszy tym częściej wraca do tego co było.



        Z  PIEKŁA  DO  RAJU 


Tam, gdzie ostatnia kromka chleba żeby na nią zarobić -
To jest robota, gdzie sam "ki diabeł" chowa się nawet po wnękach,
A co gorsze, że tam i samego Boga nawet już nie ma.


Tam, gdzie ostatnia kromka chleba żeby na nią zarobić -
Nie ma okien i jest ciemno, jak u diabła w "życi".
Kto tego się boi nie jest ambitnym w myśleniu robola i nigdy tam nie zjedzie.

II

        ACH,  TA  WIOSNA!


Ach, ta wiosna: każdy ptaszek śpiewa,
Pąki wydają drzewa, źdźbła trawy coraz to okazalsze,
Ludzie z wiosną do życia coraz to śmielsze. 

Las oddycha wiosną, w puszczy czuć zapach sosną.
Gołębie wzbiły swój lot ku niebu, kruk usiadł na suchym "czerebie".

Mieszkańcy robią to coraz częstsze wycieczki,
Ja tutaj także jestem obecny, choć mój wiersz nie zacny.
Ale nie oto chodzi, jak co komu wychodzi,
A oto żeby być w życiu wierszowym, skoro się żyje w lesie sosnowym.

III

                 CZAS  ULUBIENIC


Mrozy odeszły, śnieg się roztopił, lody zeszły, a woda pozostała.
Czas wasz się rozpoczął panować na tej wodzie za ten czas zimy okrutnej,
co wam wodę dawała tylko ta rzeczka rdzawa, do które nadmiar wody zrzucał
akwen groblą z hukiem. Wy musiały się skupiać w tak małym miejscu pobytu.
Dzisiaj z wiosną, kiedy akwen wodny jest z lodu uwolniony na całym obszarze. 
Moje ulubienice jest rozpoczęty wam raj do życia i godów, a mnie do atrakcji... 



        KWIECIEŃ  PLECIEŃ


Wszędzie płyną niskie szare chmury, dzień jakiś taki szarobury.
A jak na chwilę wyjdzie słońce - jest tak wiosennie miło
I ptaki cieszą się - śpiewy mają coraz to bardziej gorące.

A ja już zapomniałem o zimie było nie było.



  GDYBYM  MÓGŁ  CHODZIĆ


Gdybym mógł chodzić,
Poszedłbym tam, gdzie moje dzieciństwo.
A tak muszę sam siebie zwodzić,
Że wracanie do dzieciństwa, to głupstwo.


Gdybym mógł chodzić,
Poszedłbym na kwitnące łąki -
Tam chciałbym się odrodzić
Aż w czas chłopięcy, żeby zbijając bąki.


Turlałbym się po wonnym kwiecie,
Aż sam stałbym się przesycony wonnością.
Żyłbym w chłopięcym świecie
I bym się nie martwił nad żadną słusznością.


A kiedy już miałbym dość brykania,
Z wielkim zaangażowaniem zająłbym się ornitologią;
Ptaszka w gnieździe nie musiałbym zmuszać do przekonania,
Że ja w swoim sercu jestem biologiem.


Pogłaskałbym go po główce i grzbiecie,
A ptaszek tylko bardziej by przysiadł.
Może to za żart bierzecie?
Ale w chłopięcym czasie tak było.


     *     *     *

Prawdziwy poeta pisze z porywu serca, a nie z rozumu.
Kto pisze z rozumu jest pisarzem, a nie poetą.



     W  LESIE


Tutaj taka głusza,
Że słyszę bicie własnego serca.
Tutaj wszystko mnie wzrusza,
Tęskniąc do tego przyrodniczego kobierca.


Szeroką wstęgą zieleń się kłania,
Wiosenny zapada zmrok.
Przyrodę mam do czytania
Na wyciągnięcie ręki, skoro uśpiony krok.



          INWAZJA  ŻAB


Wychodzą z nor zimowania z leśnego gąszczu i poszycia -
instynkt prowadzi do wody, nawet jedna na grzbiecie drugiej
już w okresie godowym potęga biologii.

Zjawisko dla mnie.



      DOOKOŁA


Śpiew ptasi rozbrzmiewa, a to jest wiosna.

Słyszę piękny dźwięk w uszach,
to nie wiertarki górnicze w kamieniu,
a ptaszęta żywe jak natura.

Sosny strzeliste sięgają ku chmur,
a jeśli bez chmurze ku niebu.

Nad sosnami leci wędrownych ptaków sznur,
bocian ku mokradłom ląduje, a to już wiosna.



     COŚ  ZA  COŚ 


Już się rozpogadza - niebo odkrywa słońce.
Wpadam w romantyczny zachwyt -
tutaj jestem otoczony przyrodą,
ptakami, leśnymi zwierzętami,
dar od losu, za wypadek losu.


Kiedy byłem małym chłopcem,
już wtedy czułem, że będę poetą,
tylko czas czekał na los, który przyszedł -
teraz jestem już spełniony.



OBSZAR  DZIECIŃSTWA  DZISIAJ


Wszędzie tylko samotne drogi,
Po obu stronach leżą polne odłogi.
Na tych, których właściciele pomarli,
Rośnie już mieszany las,
https://plus.google.com/photos/yourphotos?banner=pwa&pid=5916125650945254594&oid=103276734392610294633
Co go zasadził dobry Bóg,
Żeby śmierci zasłonić widmo,
Skoro już nie ma pokoleniowych przejmowania włości.
Grzyby tam rosną tylko
I gdzieś pod darnią leży
Wraz z kamieniem zgubiony ząb bron,
Którego już nikt nigdy nie wyorze.
A i pamięć tu spoczywa,
Która wysiłek wiekowy chłopów ukrywa.   

Do rozmyślania pokoleniom.



      PATRIOTYZM


Kraju, mój kraju z męki i cierpienia.
Choć nie ma życia jak w raju,
Nie oznacza to, że trzeba opuścić Ciebie,
aż po zapomnienie.


Jak już w wcześniejszym wierszu pisałem:
Że wolę być we własnym kraju niewolnikiem,
Niż na obczyźnie panem.
A i ojczystego języka nie muszę łamać,
Żyjąc w rodzinnym kraju.

  Mojej Ojczyźnie, która ma na imię: POLSKA



        NA  ULICY  ŚW.  ROCHA


Idą ludzie ulicą Świętego Rocha mali, duzi w różnym wieku,
komórkami piszą "SMS-y", rozmawiają jedni dłużej, drudzy trochę.

Idą panny szkolne, piękne, wystrojone na potęgę.
Czyżby zaraz się przeklnę, jeśli wspomnę, kiedy byłem młody.

Ach, ten czas okrutny i w dodatku to kalectwo -
nie ma we mnie już urody, tylko dzień za dniem pokutny,
i wiersz za wierszem...

Dobrze ci tak, stary dziadu.

  Białystok, dnia 08.04.2011 rok.



     NA  ULICY  SIENKIEWICZA


Jadą samochody w obie strony, idą ludzie w obie strony.
A ja już zapomniałem, jak się chodzi w obie strony,
mimo sen mi dzisiejszy przypomniał.


Hmmm, sen to nie życie, sen to jest szczęśliwy we śnie.
Siedzę w swoim mustangu, ni to dla ludzi obcy, ni to nie obcy.
Gorzej z tym, że ja tylko o tym wiem.

Dobrze ci tak, stary dziadu.

  Białystok, dnia 08.04.2011 rok.



      POD  "ALF-em"


Deszcz już pada, wskazują to wjeżdżające auta.
Los gorszego ciosu chyba mi już nie zada,
Kiedy z 20 lat nie piłem już "bełta".   


Jaka wygoda, że mam mustanga
I nie muszę się kulać na kole.
Taka mi już była pisana ranga,
Że kalekim umrzeć, pijakiem nie wole. 


Nie smutno mi, bo przy mnie ślubna moja,
Szczęśliwym jestem, w pisaniu radość znajduję
I ten mój niezniszczalny do życia gest.   


Losie zabrałeś mi radość chodzenia, ale dałeś sens życia. 
- Gdybyś w dniu 12 lipca 86 roku powiedziałabyś do widzenia,
Myślę że już dawno temu leżałoby na cmentarzu moje życie.
Więc dzisiaj obecność tutaj zawdzięczam tylko Tobie. 

  Białystok, dnia 08.04.2011 rok.



      PRZY  "AUCHAN"


Deszcz pada jak z cebra, lecz komu obowiązek temu w drogę.
Wypłoszyło nawet każdego lebra, nawet "ptaszek Auchana" mówi,
Że śpiewać w tej chwili już nie mogę.

Pogoda jak pod psem, chociaż psa nigdzie nie widzę.
A jedynie pogodę pod psem.

Tymczasem nic mi nie przychodzi do głowy,
Kiedy mało ludzi po zakupy i z zakupów.
Nie idą panny białogłowy w żadne strony,
Zatem i o młodzieńczości nie rozmyślam.
Żadnych ptaków wkoło, tylko niebo płacze.

  Białystok, dnia 08.04.2011 rok.



      Płatek


Nie trzeba mnie poskramiań,
bo ja nie potrafię brykać.
Nie trzeba mnie do grzechu namawiać,
skoro nie umiem bzykać;
jak pszczółka z kwiatka na kwiatek,
bo ze mnie żadne ziółko, a kwiatu tylko płatek.



   Kwiecień  plecień


Z nieba mży, wilgoć i ziąb,
dobrze, że wiatr usnął na dobre,
drzewa choć śpią jak martwe,
ale kiedy im się lepiej przyjrzę -
widać jak wydostaje się życie!


Las sosnowy popadł w szarość zieloną,
tylko konary się złocą
w tę wiosnę wilgocią zespolony,
co jeszcze spotęguje się nocą.


Jabłoń mchem obrośnięta,
stoi jak straszydło śmierci,
w dodatku ten rok przestępny,
aby w uśpieniu rozrodczym nie zakwitnąć.

Czy smutno mi będzie tej wiosny?


     *     *     *

Wrażliwość poety nie niszczy jego wierszy, a je wzbogaca.



      Nie  domykaj  drzwi


Nie domykaj drzwi, kiedy ptaszek tak ładnie śpiewa...
Co to za ptaszek, że tak pięknie świergocze?
Aż roześmiały się drzewa, a wraz z zapadającym
W ciemność dniem i Ty, moja Ewa i ja, Twój Adam.

Nie będzie smutna noc.
Poecie do radości wystarczy śpiewający ptaszek,
A co dopiero w łóżku kobieta.

  Basi



Nad  wodą  z  wnuczką


Piękna, kolorowa na wodzie pływa,
kaczką się nazywa.

A jak wnuczka się cieszy,
do kaczek się śpieszy,
radość w niej się wyzwala.
Ach, jakie piękne życie
od przemysłu z dala.


Podlasie, to raj natury
przyrodzie i ludziom.
Tylko cieszyć się jak dzieci,
to co tutaj zobaczą, radość i nam,
że tego nie przetrwoniliśmy.



Nad  wodą  z  wnuczką  II


Wiatr wodę marszczy,
kaczki się rozpierzchły,
ale dzikości nie mają.


Woda z grobli wiecznie huczy
i zrzuca nadmiar siebie.
Tam dalej, rdzawą rzeczką znamy,
płynie do Supraśli. 


Wędkarze ukryci w zeszłorocznych trzcinach
cierpliwie czekają aż ryba się ...oszuka?
Czasem kaczki wędkarzom podpływają
przeszkadzając - i z brania nici.


Niebo zaciągnęło chmurami
i coraz to rzadziej wychodzi słońce,
ale jest wiosna i to tylko się liczy.

Na groblę weszła żona
z wnuczką i idą ku Źródle Romana"...

[ Pamiętam, że jeszcze niedawno
woda zmrożona była i zimno było tak,
że tylko wnuczce było siedzieć w domu.
A dzisiaj wiosną, przy babci
i dziadku uczy się poznawać przyrodę.

[ Kto wie, może za pięćdziesiąt lat będzie poetką?
Nigdy nic niewiadome do końca. ]

Woda spadająca z grobli huczy
i huczeć nigdy nie przestaje.

Dzisiejsza wycieczka wnuczkę uczy,
chociaż ciągle o wszystko pytanie zadaje.

Tablica upamiętniająca odkrywcę: "Źródło Romana"
bardzo zainteresowało wnuczkę, pyta babcię:
- Co tam napisane jest?

Babcia odpowiada: - "Źródło Romana"

Interesuje się tym o co pyta,
jakby miała sentyment do tego, co widzi.

Nie daleko jabłko spada od jabłoni.