176 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2013-11-13 13:14:54)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
     PRZY  "AUCHAN"
        [ Białystok ]


Na niebie chmury rozmyte,
Jak para w locie po "Tupolewie"*.
Miejsce w cieniu nigdzie nie skryte,
A upał taki, że nawet pokutnie
ptaszku na drzewie.


Dla większości, widzę,
jest to rzecz radości,
Tylko mnie temperaturowemu odczepięcowi -
staje się nie do zniesienia,
Jak przez nicość na wygenerowanej złości.
Ale jeśli nie ma się wyjścia innego,
człek zniesie wszystko, nawet co dane
losowemu potępieńcowi.

     

Tymczasem dalej siedzę na upale
w swoim "Mustangu",
Z nieba spiekota parzy niebywale!
Tym niemniej, ja nadal żyję
w swoim wierszowym tangu -
i za żadne trudy i skargi
już nie poprzestanę wcale.


W tej chwili - i tym razem
nie piszę żadnego wiersza,
czytam już napisane
do poprawki nad ich obrazem;
aby w tomiku dla mojej Miłouczynki
pamięć była milsza, dłuższa i szersza...
                                     

A że mój "Mustang",
nie byle "czinkuś";
dach ma solidny,
więc spiekotę upalną zniosę.
Tomik wierszy łyknę,
bo ja żonie nie "goguś",
poeta, który Jej, jak i sobie
nieśmiertelność ...niosę.


Więc nad tą radość,
Żaden upał nie jest przeszkodą.
Będąc żyw - mając tę uczynienia zadość,
Wiersze nade wszystko
moją natchnienią urodą.


Tak mi, Boże dopomóż,
ażeby wiersze moje - mnie wyzwalały.
I żeby ich powstało ilości tyle,
co w ogrodzie romantycznych róż.
I oby one nas w serca nie kłuły,
a serca scalały.

  Objaśnienie: "Tupolew" - autor miał na myśli
  samolot pasażerski Tu-154M produkcji radzieckiej.

  Basi



      LATO  W  PEŁNI


Koniki polne cykają,
Motyle różnobarwne latają.
Żar przyszedł, a kto czekał upału,
Dzisiaj pędzi nad rzekę lub do stawu.


Już samolot zwiadowczy patroluje Puszczę,
Obserwującym okiem, dmuchając na zimne.
Nad zalewem "pierwiastki"
odkrywają części intymne,
Aż z tego "byczki" w spodniach
nad hormonami się mszczą -
zapałem, a nie grą.

Lato w pełni.



    SAM  O  SOBIE


Jaki ja mądry,
albo głupi;
piszę wiersze...
Ale chleba z tego nie mam
nawet sobie samemu.


Natchnienie nie zguba,
choć wiersze nie chluba,
raczej natchniona próba
siebie usatysfakcjonować,
gdy ma się chleb
i do chleba,
wtedy pozostają tylko
wiersze w potrzebie,
by je pomnażać
z samego natchnienia...




      KIEDY - WTEDY 


...Kiedy wszystkie emocje wygrzmią,
Kiedy poryw serca ustanie,
Kiedy wszystkie natchnienia się stłumią,
Wtedy skończy się zadanie
Nad którym dzisiaj się trudzę...



      PO  ZACHODZIE  SŁOŃCA


Drzewa stoją bez ruchu,
Ptaki już nie śpiewają do słuchu.

Tylko szalone jerzyki furgać nie przestają -
Zawsze i wszędzie siebie ścigają...

Jeż szamocze się pod podjazdem.
Ja - odpoczywam przed następnym zjazdem -
[ ma się rozumieć z podjazdu ]

Mrok zapada, lampy świecą,
Cisza wszędzie, bo nie gada.
Jerzyki w lotach z świergocącą hecą!...
Niebo coś mi podpowiada?

Słyszę, jak "TIR" piłatuje drogą krajową:
Białystok - Sokółka. 
Dobrze, że nie pojedzie ulicą Torową.

Ujrzałem na niebie jedną gwiazdę,
Potem i drugą...
"Dawcy nerek" wyścigową mają jazdę -
...Stojąc przed nieświadomą zgubą.

Ujrzałem dzikie kaczki ze siedem,
Lecą za sobą rzędem.

Zdrowy ziąb ochładza za dnia rozgrzane ciało.
A mi wierszy ciągle mało i mało.

Kiedy ilością wyprzedzę Szymborską,
Bo poziomem nie mam żadnych szans,
Wtedy będę je czytał z wielką troską,
Chociaż nie czekając na żaden awans.

Może Niebo za to mnie wynagrodzi?



  OD  URODZENIA  JESTEM  POETĄ


Kiedy po odbiorze akuszerki
przyszedłem na świat -
I zacząłem wydawać pierwsze krzyki;
Już wtedy byłem poetą...


A kiedy miałem pięć-sześć lat
I zapędzałem się na łąki,
Żeby nazrywać bukiet kwiatów -
Po tym zanieść pod przydrożny krzyż;
Już wtedy byłem poetą...


A kiedy obcując sam na sam
Z naturą przyrodą - dotykałem wszystkiego,
Co dodawało wrażliwości i natchnienia;
Już wtedy byłem poetą...


I kiedy na łące kijami ogradzałem
gniazdko skowronka,
Gddy w nim się znajdowały jaja,
By owce lub bydło je nie rozdeptały;
Już wtedy byłem poetą...


A kiedy były w gniazdach pisklęta
I to bez różnicy czy na ziemi,
Czy w gęstych jałowcach
lub olszynowych młodnikach,
I kiedy je się odkrywało -
A pisklęta rozziawiały gardła,
by je nakarmić.
Wkładałem im do gardeł robaki;
Już wtedy byłem poetą...


A kiedy przyszedł czas
hodować króliki,
Potem i stadko gołębi,
Za którymi kręciłem głową,
Kiedy były w powietrzu;
Już wtedy byłem poetą...
Ale nie gołębiarzem.


A kiedy zacząłem
na całego uprawiać rolę,
Jak chłop, który już
ze wszystkim dawał radę
I byłem świadkiem,
jak ziemia rodzi,
Tym bardziej temu
codziennie się przyglądałem;
Już wtedy byłem poetą...


I kiedy każdą dziewczynę kochałem
Z którą się umawiałem,
Ale nigdy naraz z wieloma,
A zawsze z jedną w jednym czasie;
Już wtedy byłem poetą...

I tak w nieskończoność...



      W  CIERPIENIU


Ból, to taki żul,
Że jak natręt nie odchodzi.
Ból, to taki potwór,
Że ni stąd, ni zowąd się zrodzi
I się staje, jak stwór,
Gdy do ludzkiego cierpienia dochodzi.



   WRODZONE  ZALETY-CECHY 
       CHŁOPSKIE


Ten kto przyszedł na świat
w chłopskiej rodzinie,
lubi jak pada deszcz,
bo nie myśli w słońcu
wygrzewać grzbiet,
woli patrzyć,
jak pada deszcz...


Myślę, że i poeta tak woli,
chociaż bez słońca nic nie rośnie,
ale bez deszczu to dopiero
nic już nie urośnie.


Ten kto wychował się
w chłopskiej rodzinie,
ten lubi patrzyć,
jak pada deszcz...
Często na chałupy siada próg
i patrzy..., jak pada deszcz...
Mając to od dzieciństwa
w zwyczaju chłopskiej natury.


Ja, ni to chłop, ni to poeta -
nie siedzę na progu chłopskim.
Leżę w łóżku rehabilitacyjnym -
deszcz mnie obudził - patrzę...
Słucham..., jak pada deszcz
bez wiatru, pionowo gęsty,
solidny i potrzebny.


Patrzę w okno -
za oknem lipcem zielono;
wszystko rośnie w oczach.
Pada deszcz...
Spozieram na deszcz...
Z tego patrzenia coraz
to bardziej jest mi
w oczach zielono.
Bo przecież i temu,
że pada deszcz...
Że jest początek lata.
I temu, że we mnie wiele
pozostało chłopskiego pamiętania.
 
I temu, że z natury jestem poetą.

A talent? Pies go drapał.
Talent mam w natchnionej duszy,
a nie w głowie.


Jeśli dostrzegam, że pada deszcz -
i temu się przyglądam...
Zatem jestem w jednym czasie
chłopem i poetą.

  Pisałem, dnia 15.07.2010
  [ 6:30 rano ] Podlasie

  8:30, deszcz przestał padać,
  słońce co prawda jeszcze nie wyszło
  spoza chmur, ale wszystko rośnie...
  I to jest najważniejsze.


     *     *     *

Jestem tylko człowiekiem,
żyjąc XX i XXI wiekiem.
A medycyna jest bezradna
na uraz rdzenia kręgowego
i z tego smutek,
a nie pociecha żadna.

177 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2013-12-17 20:54:49)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
    W  UROCZYM  MIEJSCU 
    O  ZACHODZIE  SŁOŃCA


Pod czerwoną jarzębiną
W uroczym miejscu o zachodzie słońca
Dzisiaj z żalu i tęsknoty
nie przełykam gardła śliną,
Bo Ty jesteś ze mną i przy mnie bez końca.


Tak tutaj - w tym miejscu
Jest tak przepięknie i cudownie,
Przyroda po deszczu tak wykwitnie na miejscu.
A my tylko oboje za jej widokiem dosłownie.


Jedynie kaczki stare, zeszłoroczne
I tegoroczne kwaczą płynąc po wodzie.
Jest tak miło, cicho, ciepło i nastrojowo,
na niebie bez obłocznie,
I my ze sobą dodając swoje natchnienie
ku tej urodzie.


Pięknie jest jak nigdy pod tą jarzębiną,
Nie tylko, że lato, ale i że my pod nią oboje.
Pobądźmy jeszcze tutaj, choć odrobinę -
Niechaj serce się nacieszy Twoje i moje.


A potem stąd zaniesiemy do domu:
Piękno tego wieczoru o zachodzie słońca.
Kiedy będziemy już w domu -
Będziemy nadal żyć bez sporu -
do dnia naszego końca.


Na noc okryjemy siebie
Tymi tak pięknymi złoto barwnymi widokami.
Po tym przytulę się do Ciebie
I noc nawet nie będzie straszna za oknami,
Z ...nadchodzącego atmosferycznego wyładowania!
Jutro, Tobie napiszę wiersz, z tego uradowania.

  Barbarze



  NIE  WYWOŁYWANIE  ZŁYCH  DUCHÓW,
   A  ICH  OBY  RAZ  NA  ZAWSZE 
   UŚMIERCENIE  I  POGRZEBANIE


Boże, jaka ulga,
Jakie odprężenie, uwolnienie się
Od "Pawłów i Gawłów".
Wtedy było przewrotnie,
A teraz cisza,
Jak na "niebie",
Tak i w "pomieszczeniach piwnicznych".


Kiedy umarło to,
Co człowieka dręczyło,
Jak dzisiaj łatwo wybaczyć,
Tym bardziej zapomnieć.


Na "niebie" nie mają już w potrzebie:
bieganek, chowanek, skakanek,
w gumy, w kwadraciki, rolki.
Nie ma już i "przywitanek" -
Spokojny każdy dzień,
A nie tylko wczesny poranek,
Jak za byłych czasów.
Jaka ulga, jakie odprężenie -
Żaden nie spokój,
Aż w sercu radość i pokój.


To co było -
I jak w tym się żyło,
Tylko może zrozumieć ten,
Kto musiał to znosić.


Była makabra, paskuda, brzydota, wstręt
I nienawiść do potęgi sam nie wiem jakiej.
Dzisiaj - już teraz względny spokój
I oby tak dalej - na zawsze.
Zatem teraz, Mietku w radość się okuj
I zapomnij, co było kiedyś.


...Ale, ale przecież pozostały
Jeszcze "Antki" piwniczne -
Jeszcze mogą pokazać swoje możliwości -
Niech im tylko przyjdzie taka robota,
Kiedy skończą się roboty przyuliczne,
Gdy opanują pomieszczenia piwniczne,
A nie pomieszczenia garażowe!


Na "niebie" chyba już wyrosły z głupoty.
W pomieszczeniach piwnicznych
Są tylko uśpione kłopoty?!
Jeśli zaczną, to wtedy z nimi
Skończę raz na zawsze!
Metod jest wiele z mojej strony,
Ale bezradność i opieszałość
W prawie, aż za nadto.
Ot co.
Komuno wróć.



   W  OBŁĘDZIE  WSPÓŁCZESNOŚCI


"Jeden drugiego brzemiona noście",
To dobre dla chorych i biednych.
Wy, cierpiące i głodne, co żeście -
Nie oczekujcie litości żadnych.


Świat i ekonomia tylko kieruje się zyskiem,
A szczerość i bezpośredność, to oręż uczciwych.
W telewizyjnych reklamach są tylko dobroduszności przebłyskiem
Tym, którzy bardziej się martwią o zmarłych, niż o żywych.



      SMUTNO  MI,  MÓJ  BOŻE...


Los mnie okaleczył -                 
I już pozostanę kalekim na zawsze!
A skalpel medyczny tylko objaw skutki zaleczył,
Więc skoro tak, trzeba być już "kulawym" po wsze czasy. 
I nikt w tym już mi nie pomoże,
A więc smutno mi na dzisiaj, mój Boże.


Będąc na Górnym Śląsku -
Już nigdy nie zjadę na dół.
Już nigdy nie będę harował, jak wół,
Będąc na Górnym Śląsku.
A zatem smutno mi, mój Boże.


A także będąc na Ziemi rodzinnej Podlaskiej       
W miejscu urodzenia i wychowania -
Już nigdy nie zaprzęgnę koni do orania ziemi płaskiej,
Ani do pługa, ani do wozu, do jakiegoś wezwania.
Tym samym smutno mi, mój Boże.
Dzisiaj.



          W  PUSZCZY


Jak miło obudzić się po wschodzie słońca:
Posłuchać odgłosu biegnącego pociągu;
A echo takie przez Puszczę,
Że jakby zagłada ziemi nadchodziła.
Ale nie ma strachu,
Tylko radość, brachu,
Że się żyje.

Posłuchać cukrówki, jak: "u-uu, u-uu..."
robi na skraju Puszczy,
Posłuchać jerzyków skwierczących
nad blokami i Puszczą od 5 rano.
Itd, itp...



   Z A W S Z E  RAZEM


Szczęście, Ty moje,
Wszędzie my razem oboje.
Nawet ludzie mówią, że:
"Wy wszędzie razem".
A ja dodam, że nad tym
naszego życia marazmem.

  Basi



     NIEWYBIERANA  PRZEMIANA


Gdy nogami nie dotrę tam,
Gdzie było moje beztroskie dzieciństwo.
Gdy nie dotrę nawet okiem tam,
Gdzie z wygłupów robiło się niejedno świństwo.
To teraz chociaż dotrę tam myślami...



      TAM   ZAWSZE  ZDĄŻYMY,
ZATEM  NIE  TRZEBA  SIĘ  ŚPIESZYĆ


Po przywaleniu kamieniem,
Gdybym był śmierdzącym leniem -
Już dzisiaj świata nie oglądałbym,
A na skrzydłach wraz z Aniołami fruwałbym.


Szef Aniołów, Aniołki już by mi swatał -
I w razie ożenienia się -
odczuwałbym miłość nie z tego świata.
I nie jak ziemski śmiertelnik,
A jak poeta, co żyłby w tomiku jako: "czytelnik".



      DZISIAJ


Wiatr szarpie drzewami,
Jak życie moją duszą.
Dzisiaj spowiadając się
nad życia grzechami,
Chcę być czystym,
kiedy do Nieba odejść muszę.



     PIERWSZA  STRONA  MEDALU
       

Ja też kiedyś byłem szczęśliwym,
Tak szczęśliwym, że aż strach.
Ale los był mego życia myśliwym
I stąd ni zowąd wykonał na mnie wyrok -
i życie trach!



   O  DWUDZIESTEJ  PIERWSZEJ 
      TRZYDZIEŚCI


Niebo już puste w jerzyki,
Już nie formują się w szyki,
Już pokryły się w budynków szparki,
A przejęły rolę na noc świerszcze
w cykaniu może z dziesięć parki.


Już na duszy spokój,
Już w sercu pokój.
Romantycznie być poetą -
i słuchać nocnego żywiołu w Puszczy,
Choć niczego nie w sposób ujrzeć w gąszczy.


Już mrugają do mnie gwiazdy,
Już ochocze są z "tronu" zjazdy
- [ i powroty ]...
Póki sił w rękach i na duszy -
Radują mnie zjazdy - i powroty, i wszystko,
co w zakamarkach się poruszy.


     *     *     *

Jeśli coś boli,
to siłą woli -
ciężko znosić cierpienia,
a nawet o cierpieniu wspomnienia.



     "MATA,  CO  CHCETA"


Z nieba upał parzy,
A ci, co lubią i chcieli słońca,
Leżą na piasku na plaży
I palą skórę aż do czerwoności gorąca.


A ci, co nie lubią upałów,
Jak pieski z gorąca wywalają języki
I sapią z braku tchu, nie dla kawałów,
Bo im upał, to wróg, a nie natury wybryki.

Jak mnie.

Tylko niech ci nie narzekają,
Co chcieli słońca.

"Mata, co chceta".

[ Dotąd < > 1400 wiersz ] -------------------------------------------------------------------



      ODLUDEK


Jeśli jest upał -
i jak światło słoneczne
wpada do pokoju -
przy otwartych drzwiach,
a ja zbliżam się do drzwi -
wstręt mam do słońca,
że: "eee".
Tym samym szybko z powrotem
wracam w pokojowy cień.



     O  JERZYKACH


Nad wiecznym lasem,
Pod błękitnym niebem,
Tak opisując was nawiasem,
W tej próżni fruwacie za chlebem.


Że aż poetę dziw bierze,
Że w człowieku, jak u was
nie ma tyle determinacji.
Ale ja w siebie wierzę
Bez żadnych manipulacji,
Chociaż nie jestem zdeterminowanym.



     NIE  KAŻDEMU 
    SŁOŃCE  ŚWIECI


Ja Mietko  k a l e k i,
Nie wejdę już do rzeki,
Ani do żadnej sadzawki,
Za duże kalectwo jest stawki.


Nie wejdę już i do strumyka,
Żeby choć nogi ochłodzić.
A życie z dnia na dzień umyka
I nic już lepszego nie może się odrodzić.


     *     *     *

Tam, gdzie o zwierzęta dbają,
o ludziach nie myślą,
- [ pamiętają ]
iż zwierzę mniej oczekuje,
niż człowiek, i nie marudzi.



      KU  LEPSZEMU


Już piętrzą się chmury -
Nareszcie spadnie deszcz.
Już dzień robi się bury,
Aż z tego cieszy się nawet wieszcz,
Że wreszcie nadchodzi życie.



      W  ZAMIARZE  WIERSZOWYM


Czy w ilości wierszy wyprzedzę Szymborską,
Bóg tylko wie?
Jeśli pożyję z dekady dwie -
Będę pisał wiersze z wielką troską,
Skoro do wierszy serce się rwie,
To nie zabraknie natchnienia z pomocą Boską,
Będę pisał wiersze, że aż się wie: ...



      [ W  PIEKLE  I  W  NIEBIE ]
         Z  PIEKŁA  DO  NIEBA


Kiedy w kopalnianym chodniku odpaliłem trotyl* -
Po straszliwym huku: "trach, trach, trach..." -
Przychodził nieznośny i szkodliwie śmierdzący dym.


Dzisiaj, tutaj koło mnie lata niejeden motyl -
I to jest romantyzm, a nie przeraźliwy strach,
Z czego i po czym nawet piszę wiersz pod rym.

  Objaśnienie: trotyl* - autor miał
  na myśli laskę górniczego dynamitu.

178 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (Wczoraj 08:33:33)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
    ...PO  DESZCZU  ZA  KRATAMI 
         JEST  TAK  PIĘKNIE,
AŻ  DUSZA  RWIE  SIĘ  DO  WOLNOŚCI...
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633

Po deszczu za kratami jest tak pięknie,
Aż dusza się rwie do wolności.
Ale czasami serce się przelęknie,
Kiedy za długo nie było Ciebie na wolności,
Żeby wypełznąć z cieni nie bycia
Z tego ukrycia na świat życia.



  NIE  W  GÓRY,  NIE  NA  MAZURY,
  A  NA  PODLASIE  -  BO  NA  CZASIE


Piękno Podlaskiej Przyrody
Przyciąga tutaj turystów.
Panny chodzą niekwestionowanie urody,
Mając w sobie wydźwięk uczuć i zmysłów...


Siedząc na łące
W sukniach w koronce
Piękne nasze Podlasianki
Uplatają z kwiatów wianki,
Aby nałożyć na głowę kawalerowi,
Który pasuje Jej walorami.


A więc, kawalerze z innych regionów kraju
Przybywaj na Podlasie -
Do tego krajobrazowo tak pięknego Polski raju.

A w dodatku Podlasie na czasie.
Zobaczysz.



        MÓJ  DZIEŃ


Niebo całkowicie zachmurzone.
Jak pamiętam, to lubię takie dni
Od czasów, kiedy byłem w "OHP".


W dodatku bezwietrznie,
Ale kiedy wiatr jest ciepły,
Może wiać, bo karku nie nawieje.


Koniec lipca, a więc w lesie
Ptaki już od miesiąca nie prześcigają się,
Który którego przewyższy tonem w śpiewie.


Jedynie w moim "trójkącie wierszowym"
Od czasu do czasu pojedynczo
W środku gąszczu drzew sobie,
i mnie pośpiewa!...


Lada godzina, czy za parę godzin
Będzie padać deszcz i u mnie na Podlasiu
I wreszcie zmyje ten tygodniowy upał,
Którego nigdy nie lubię,
Bo jestem ludzkim odludkiem na upały.


A tymczasem sprawiedliwość z zewnątrz
Wchodzi przy otwartym oknie do pokoju.
Za oknem w dodatku raz po raz śpiewa mały ptaszek,
w lesie cukrówka pomykuje!...


Fajnie jest, jak cholera.
Trzeba wstać z "bierłogu"*
Niespełnionych snów i marzeń.

Boleję nad tym, ale wstać do życia trzeba.

Jest pochmurno, zdrowo, wilgotnie
I z tego słyszę od czasu do czasu
echo przebiegających pociągów,
Co nawet od czasu tutaj zamieszkania,
polubiłem.

  Objaśnienie: z "bierłogu"* -
  a konkretniej z "bierłohu"* -
  w języku etnicznym autora czyli z łóżka.



   <   WCZORAJ


Upalnie, skwarnie jest,
dla tych co lubią, jest fest.
Plecy opalają mali, duzi.
Nawet pary zakochanych
z tego dają sobie buzi...


A mnie "eee", nie z ich całowania,
Lecz z tej upalnej pogody.
Ja lubię cień od czasów zarania -
Takiej urodziłem się urody.



      MÓJ  DZIEŃ  II


Niebo zachmurzone w całości,
W dodatku chłodniej i rześko,
Niż było już wczoraj.
Wiaterek chłodny powiewa,
Odczuwają to nawet drzewa.
A człowiek taki jak ja,
To już z pewnością usatysfakcjonowany.


Dosyć już upałów tym,
Co lubią wygrzewać grzbiety, jak krokodyle.
Teraz po tym niech zapanuje sprawiedliwość,
Niechaj z ulgą odżyje natura przyroda
I chłopi, co ruszą w pole ze żniwami.


Ja się solidaruje z Wami,
Bo mi nie w głowie wygrzewać grzbiet,
A choć wzrokiem zboże kosić z Wami,
Kiedy ja z Waszej chłopskiej krwi,
Nie brunatnej.


Boże, Ty jesteś sprawiedliwy
Zadowalając i wczasowiczów,
I chłopom w pogodzie.
A więc tylko niechaj nikt
Nie zapomni Tobie podziękować.



      GRZYBOWY  DZIEŃ


Chmury zalegają na całym niebie
Z siatkowanym prześwitem światła,
Ale nie słońca wcale.


Dzień mam dzisiaj dla siebie
W tej mojej pogodzie
każda chwila jest łatwa;
Zdrowo oddychać, a nie z życia
na papier wykładać żale.


Jest bezwietrznie, ale zdrowo,
Do tego grzybowy deszcz pada,
Zatem czas wybrać się na grzyby.


Nie brać życia, aż tak surowo,
To jest dobra życia rada
Jechać na grzyby, a nie na ryby.



      WIEWIÓRKA


Z ziemi po sośnie miedzianej,
a potem złotej -
Wspina się znakiem: "węża szatana" -
Tak i z powrotem,
choć nie jest "szatanem"
wiewiórka ruda.



     PEŁNOSPRAWNYM


Musiałem być poetą,
bo los poskąpił mi życia,
zwłaszcza uciech w życiu.


Nie wiesz, bracie,
co to oznacza.
I wierz mi,
że lepiej nie wiedzieć.


     *     *     *

...Pomagajmy żywym,
a nie zmarłym...


     *     *     *

"Pieniądze szczęścia nie dają".

Tym, co pieniądze mają.



PO  DWUDZIESTEJ  DRUGIEJ


A przed nią deszczyk
mżawką trochę pokropiło.
W tej chwili nad głową
sporo niebo wypogodniało.
Tam, gdzie nie ma chmur
niebo niebieskie,
na nim pełno gwiazd
małych i dużych, lecz wozów,
czy mlecznych skupisk gwiazd
wcale nie widać.


Widzę jak punkt ruchomego
światełka przemieszcza się
w równej linii do Wilna[!]?
I raz ten ruchomy punkt
znika za chmurami,
raz to znowu widoczny,
ale nie zbliża oddalając się,
aż zniknie na niebie horyzoncie.


Tymczasem nietoperz lotem
przecina noc i krąży
w "wierszowym trójkącie".

Trzeba wrócić do domu
i to opisać sobie samemu.


Później wejść do "bierłogu",
ale nie owinąć się w koc,
tylko przykryć przyrodzenie,
skoro jest lato ciepłe,
śpię jak goło narodzony.


Tylko przedtem jeszcze
obejrzę: "Dziką bandę",
później kiedy po tym zasnę -
będę dopiero naprawdę żył,
jak poeta.



   ZE  WSCHODEM  SŁOŃCA


Gdy słońce wstaje,
Świt wyjdzie do dnia przywitania -
Po tym mgła zniknie
i ostatni raz nocny chłód
skórę przeniknie.


Jerzyki niebem zawładną,
Na tę chwilę życia dla mnie ładną.
Żyję z Przyrodą Naturą
na rodzinnym Podlasiu,
Szczęśliwym będąc, jak zając
w koniczynie na polu.


     *     *     *

...Do szczęścia każdy wiek jest dobry,
ale najszczęśliwiej jest wtedy,
gdy te szczęście przeżywa się pierwszy raz.



     W  SZPONACH  LOSU


Jak lekko wznosić oczy ku niebiosom
I poprosić Boga o spełnienie marzeń.
Ale, kiedy los szczęścia odbiegnie
- mówiąc: "adios"*,
Co wtedy zostanie z wrażeń?


A to, że jednemu mus,
Drugiemu przewóz.
I bądź w tym, jak "tuz",
Kiedy pojmał cię nieprzejednany wąwóz.

  Objaśnienie: "adios"* - z języka hiszpańskiego
  na polski: żegnaj.



SZKODA,  ŻE  MOJA  MATKA  NIE  ROZUMIE  POEZJI,
  ALE  KIEDY  POKAZAŁEM  JEJ  MOJE  WIERSZE...


To, że piszę wiersze,
o tym moja matka wie.
Ale szkoda, że nie rozumie poezji,
bo kiedy powiedziałem Jej,
że piszę wiersze...

Odpowiedziała: - "Durny, ni maja szto rabić".
[ - Głupi, nie ma co robić. ]

Uraził to mnie i zarazem zawstydziło,
ale milczałem, bo co miałem powiedzieć starej matce.

Ale, kiedy pewnego razu odwiedzałem matkę,
miałem ze sobą wszystkie dotychczasowe
tomiki moich wierszy [ mając w powrotnej drodze
dać do czytania znajomej,
która jest zainteresowana moimi wierszami ]
i jak Jej pokazałem, była miło zdumiona
z wyrazem satysfakcji, że Jej syn
tak dużo napisał wierszy.
A po tym bez namysłu powiedziała:

- "Dawaj pajedziam da Kazia* i jamu pakażam?"
[ - Pojedźmy do Kazia i mu pokażemy? ]

Ja: - "Naszto Kaziawi, tam jamu patremnje maje wierszy?".
[ - Po co Kazimierzowi, tam jemu potrzebne moje wiersze? ]

Preciaż, jak był u Kazia, i jon niszto ni kazał,
kap a jom napisał wiersz, tak jak prad Wami kazał,
kap ja napisał a jom wiersz,
ta pa szto jechać da jaho i pakazwać jamu wierszy".

[ - Przecież, ja byłem u Kazimierza, i on nic mi nie mówił,
ażeby ja o nim napisał wiersz, tak jak mówił Wam,
żeby ja napisał o nim wiersz, to po co jechać
do niego i pokazywać wiersze? ]

Objaśnienie: Kazio* - osoba, która mieszka w tej samej wsi,
co moja matka. I którego spotkał podobny los,
jak mnie, tylko z trochę lepszym szczęściem,
bo przy pomocy kul chodzi, choć ma uraz rdzenia szyjnego.


     *     *     *     

Późnym wieczorem, przed pójściem spać często lubię przejrzeć
programy telewizyjne, żeby trafić na jakiś dobry film, reportaż,
czy program o poezji? I akurat dzisiaj w TVP3 INFO trafiłem
na film dokumentalny o Tadeuszu Różewiczu.


Słyszałem o nim przelotnie w telewizji i chyba nawet już kiedyś
ten film dokumentalny widziałem, ale wyszło mi zapewne z głowy.
Po obejrzeniu filmu dokumentalnego o Tadeuszu Różewiczu zrozumiałem
na dobre, że jestem poetą. Do dzisiaj często bałem się tego określenia używać,
aby się nie ośmieszać czasami. Wszystko zależało od emocji, natchnienia
w danym dniu raz tego się wstydziłem określenia nazywać siebie poetą,
innym razem z chęcią i radością, a wręcz z zuchwałą odwagą sam siebie
określałem poetą, czy sam siebie mianowałem na poetę.
A co najzabawniejsze w tym to, że przed programem o Tadeuszu Różewiczu,
który miał się rozpocząć o godzinie 23:45 w TVP3 INFO, usnąłem na kilka
lub kilkanaście minut, a po tym o dziwo obudziłem się na minutę przed
rozpoczęciem filmu dokumentalnego o Tadeuszu Różewiczu.
Pod koniec programu o Tadeuszu Różewiczu, który trwał całą godzinę,
a nawet już w połowie programu zrozumiałem, że jednak jestem poetą -
i już tego nigdy nie będę się obawiał przed wstydem, że nim jestem, bo nim jestem.
A jeśli nie jestem poetą, to z pewnością jestem prozą.



              MOJA  MATKA


Ta kobieta, która usiadłszy na rodzinnym grobie,
Zadumana z bagażem życia, ciężkiego życia
Na twarzy, rękach i grzbiecie, to moja matka.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633

Co prawda, że zdjęcie zrobiłem wyłącznie
dla siebie na pamiątkę i tak miało pozostać.
Ale kiedy wczoraj po obejrzeniu filmu dokumentalnego
o Tadeuszu Różewiczu - w którym podziwiał z szacunkiem 
i miłością swoją matkę.

Dzisiaj ja decyduję się także ująć w swojej prozie życia moją matkę,
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
bo zrozumiałem przez film dokumentalny o Tadeuszu Różewiczu,
że prawdziwy poeta mając sentyment, wrażliwość, natchnienie
i poryw serca, nie wstydzi się swego życia na odwrót,
niż ludzie nie związani z poezją, którzy starannie ukrywają
swoją osobowość, swoje życie.

Tak odmiennie istnieje poeta, żeby pokazać swoje życie,
pisać o nim i utrwalać potomnym czytelnikom.

Urzekła mnie w tym filmie dokumentalnym o Tadeuszu Różewiczu
prostota, szczerość poety bez żadnego wyrachowania,
tak prawdziwa naturalność poety, że aż dech mi zapiera.
http://armuri.files.wordpress.com/2010/ … adeusz.jpg
[ Tadeusz Różewicz dramatopisarz, poeta, prozaik ]

Ja jestem podobnym i takim chcę być na zawsze...



  O  RÓŻNYM,  ALE  O  TYM  SAMYM  PTASZKU?


Usiadł ptaszek na gałąź
I tańczy jak tancerz.
Ptaszku, kiedy przedstawienie już dałeś,
Porzuciłeś drzewo, jak umarły pancerz.


Pofrunąłeś tam, gdzie nie ma obserwatorów,
Co nie będą, ani słuchać ciebie,
Ani obserwować, jak noc śpiew twój grzebie,
I wśród ptaków żadnych sporów.


Przyfrunąwszy dzisiaj znów na te same drzewo,
Skulony siedzisz jakoby to nie ty wczorajszy?
I jakoś z tego smutku twego skrzydła ci rozpięło,
Jakobyś już nie miał sił na lot dalszy!?



     WIERSZE  Z  SIERPNIA  2010  ROKU



   WCZESNYM  PORANKIEM  PO  OBUDZENIU  SIĘ


Już nie słychać wrzasku ptaków,
Kiedy wraz ze świtem poranek mnie budzi.
Tylko słychać drogą przemykających motorów,
samochodów [ i ludzi ],
Co z nich połowa jest rozklekotanych wraków.


Spać trzeba dalej...,
Choć wtedy życia nie ma.
Ale już czas przyszedł żyć trochę pomalej,
Bo wiek średni, to ze snem nie ściema.



        NA  PODJEŹDZIE


Nie szukam wolności w jerzykach,
Choć je na co dzień obserwuje.
One fruwają w zwartych szykach,
A więc ja jako samotnik, do nich nie pasuję.


Ale to nie znaczy, że ich nie lubię,
Wręcz przeciwnie codziennie podziwiam.
Ale  k a l e c t w a  ziemskiego do zgonu nie zgubię,
Choć w życiu jak mogę się uwijam.


Moja szata, choć nie pasuje do ludzkiego świata,
Jednak muszę pozostać na ziemi.
To nic, że poza ziemię czasami moja dusza wylata,
Ale tu miejsce moje, choć stóp nie stawiam po tej ziemi.



  2.  SIERPNIA  Z  RELACJI  POETY  NA  PODLASIU


Dzisiaj w dniu 2. sierpnia pięknie i sucho,
A tylko jak ranny śpiewa ptaszek, nadstawiać ucho.
Wczesny lata poranek mnie obudził,
Wiersz poranny bezsennością mnie ugodził.
A taki "Mietko", który jako poeta się narodził,
Jak z przed 20-stu laty, co wtedy natchnieniem siebie uwodził.

Dzisiaj robię to samo, tylko w innym miejscu
I o innym czasie, i z innym życia doświadczeń bagażem.:...



     W  WIECZÓR  SIERPNIOWY


Szaro - ciemniej  -  coraz ciemniej,
Jerzyki już śpią w budynku szparkach.
Na niebie cisza - spokój,
Kościelny dzwon dziewięć uderzeń rozpoczął!
Na ziemi kot szamocze się w zaroślach - trawy,
Dzisiaj świerszcze nie cykają,
Tylko "dawcy nerek" prędkość ścigają!
Już cisza się zrobiła,
Przy mnie jest moja miła,
Noc nie będzie samotna.



    MIŁOUCZYŃCE


Szczęście, Ty moje
w nieszczęściu -
przyszło się żyć w oboje.


Nieszczęście moje -
nieszczęście Twoje,
przetrwać musimy oboje,
nikt nas w tym nie zastąpi,
w to żadne z nas nie wątpi.
Co los dał,
to nie sen.
Może ktoś miał?
Ale to tylko trwa chwilę?

  Basi Borysowej

179 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-01-18 20:22:14)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
          W A R S Z A W O   W A L C Z !
 
http://www.youtube.com/watch?v=ovlvjOoTi7s

     BÓG,  HONOR,  OJCZYZNA  I  WOLNOŚĆ


Kiedy już słychać było
Odgłosy sowieckich dział!... -
Wtedy w ukochanej stolicy z napiętą chwilą się żyło,
Aby się wznieść nad siły wroga dla Wolności i chwał.


Wybiła godzina "W" pokonać wroga,
Który zagnieździł się panosząc się w naszej stolicy.
Wiara i siła przyszła od Boga,
Nie modląc się przy każdej kaplicy.


A walcząc z nazistowskim wrogiem,
aby nie wpuścić "bezbożnego wroga",
Co niesie na "bagnetach wolności",
Która dla nas stanie się sroga,
Co upodli od wieków Polską Dumę i Godność!


Walczyliśmy z nazizmem jak lwy duże i małe,
Choć wroga siła w przewadze do stu śmiertelnie rozgrzmiała!
Chłopcy, co hełm od nich prawie był większy,
do walki byli śmiałe,
Znosząc upokorzenia, sił im dodawało
i ich już nazisty pięść nie upokarzała.


Żadna siła, choć jeśli odejdzie ta z którą walczymy,             
Po drugiej stronie Wisły stoi druga siła, co później przyjdzie,
Nie pomoże nam, a czeka aż wróg nas wykończy do zimy,
Później wejdzie do stolicy jako wyzwoliciel,
co nam nie przyniesie ani radości,
ani chwał nie przyjdzie!


A przed tym nie ocalał nawet kamień na kamieniu,
Bo wściekłość Niemców za opór w Powstaniu,
Zrównali miasto w ruinę i do zgliszcz
w każdym miasta Warszawy promieniu -
Było tylko widmo zniszczeń
i obecna śmierć w każdym powitaniu.


Gdzie tylko Bóg i Wiara była z nami,
Że sens tego był Honor nad życie.
Aż staliśmy się Symbolem Wolności kwiatami
Za życia nad Wolność Ojczyzny bycie.


Miasto dumne i nieujarzmione,
Nazistom zgotowało trumnę
Za pięć lat udręk minione
Za nasz kraj - OJCZYZNĘ dumną.


Przyjdą sowieci i z nimi komunizm -
Wtedy będziemy płakać ja dzieci,
Ale nie żałować, że walczyliśmy o WOLNOŚĆ i realizm,
Co pokolenia po nas zapamiętają na wiele stuleci.
 
  W 66. ROCZNICĘ POWSTANIA WARSZAWSKIEGO
  POWSTANIE WARSZAWSKIE 1944

II

        PO  POWSTANIU


Miasto śmierci, miasto ruin, pustynia zgliszcz!
Odwet Niemców za powstanie.
Hitler rozkaz wydaje: "Żołnierzu niemiecki,
Warszawę z ziemią zrównaj, zniszcz!"
A ruskich po stronie wschodniej czekanie,
Aż Niemcy wymordują powstańców,
Z ziemią zrównają miasto, to jest w ich honorze
podłość szaleńców Niemców.


Wtedy ruskie wejdą jak bohaterowie,
Choć już nie było co wyzwalać.
Nie ujdzie Polsce to na zdrowie,
Tylko nad taką wolnością się użalać...


Zawiedli nas po raz drugi sojusznicy -
Tak jak na początku wojny, tak i na koniec.
Nie ma Warszawy, nawet jednej Jej dzielnicy,
A tylko po Niej gruzy,
na których zdrajcy składają wieniec.



  W  ŚRODKU  PUSZCZY 
    [ 03.08.010 ]


Gdy się budzę rano,
o piątej rano,
słyszę ptaszka,
który śpiewa tak:
"fit, fit, fit, fit, fit, fit..."

Ach, jak pięknie,
że mi żyć tutaj dano,
spać nie mogę dalej,
bo się cieszy moja czaszka,
że tak mi tutaj śpiewa ptaszek rano.



   HETEROSEKSUALIZM


Ja lubię kobiety,
Tak Je lubię,
Że Im wiersze piszę.
Tyle mam do Nich podniety,
Że w Nich się czubię,
Aż Ich serc bicie
W swoim sercu słyszę.

Lecz kocham Miłąuczynkę.



  NA  PODLASIU  W  UROCZYM  I  GOŚCINNYM
                MIEŚCIE  SOKÓŁKA


Na Podlasiu w uroczym i gościnnym miejscu Sokółka
Na niebie czyste powietrze i fruwa niejedna jaskółka.
Nad nimi w niskim zawisie płyną białe obłoki
I krąży sokół szybki, zwinny i bystrooki,
Aż z czasem na ziemię, jak latawiec spadnie,
Gryzoń śmiercią w jego szponach padnie.
Poeta to widzi, czego nie widzą poeci inni,
Ani nawet ornitolodzy czynni.


Miasto wita mnie czterema dekadami
Od pierwszej obecności w nim.
Podróżuję dzisiaj tamtymi śladami,
Co tylko je w myśli dogonim.


Widzę jak na dłoni,
Że czas tutaj wszystko pozmieniał!
Zaraz łza mi się uroni,
Jeśli do dzieciństwa natchnieniem
będę się zmieniał!?


Czemu to poeci cofają się wstecz,
Czy temu, że żal mi uszłego życia?
Czy temu, że nie ma wielu tęcz,
A tylko jedna, która jest do zdobycia?


A czas i miasto nie czeka.
Umieraj lub dalej żyj.
Choć łez z przeżyć jest pełna rzeka,
Bij się w pierś lub z obecnością,
smutny człowieku się zżyj!


O, nie! Za pięknie tutaj jest,
Za romantycznie i za sentymentalnie,
Żeby w duszy mieć taki nie życiowy szelest.
A z drugiej strony po co,
kiedy życie przemija momentalnie.



      UŚPIENI!?


Można już żyć.

Można już czynsz zapłacić,
bo na dzisiaj wie się za co.

Można już śnić...

I z nerwów zdrowia nie tracić.

Od maja spokój.

A przecież przez dwanaście latek
narzekało się na niepokój.

Dzisiaj za spokój można już z chęcią
czynsz zapłacić.

Chociaż w nie spokoju też słono się płaciło.

Ale dzisiaj jaka różnica.

Dzisiaj warto już 585 złotych zapłacić
i tego nie żałować, skoro jest cicho i miło,
bo w "piwnicy" uśpiona jest nerwów katorżnica.

  S. M.

   

     PORĄ  WIECZORNĄ


Tyle gwiazd na niebie,
Że tylko oczy zliczą.
A moja tęsknota do Ciebie
Jest mi Wolnością, nie smyczą.


Tymczasem nad głową
Nietoperz łukiem mnie przestraszył!
Choćbym tutaj przesiedział nocy połowę,
Wcale od cierpień bym się nie zaszył.


Ale, co szkodzi posiedzieć
Przy chłodzie wieczornym, jak lubię.
W dodatku warto wiedzieć;
To co zyskam, tego nie zgubię.



     I S T N I E N I E


Huczy woda z tamy -
I dalej huczeć będzie...
 
Powychodzą za mąż wszystkie Damy,
A woda obojętna w tym względzie,
dalej huczeć będzie...



     W  PRZESTRZENI


Moje stopy nie są ziemskie,
Skoro nie dotykają ziemi.
Moje stopy nie są chłopskie,
Bo nie chodzą po rżysku.


Moje stopy, choć są wiejskie,
Zapomniały, co to łąka skoszona.
Moje stopy, choć bolą - czucia nie mają,
A ze świtem ta ziemia nocą zroszona.



          SIERPNIEM


Sierpień, to czas motyli
Kapuścianych i tych ogródkowych.
I dzień szybciej ku nocy się schyli,
I więcej kolorów polnych, a nie łąkowych.



  ODPRĘŻAJĄCE  NATCHNIENIEM 
     MIEJSCE  POETY


Tutaj w tym uroczym miejscu,
Choć zrobionym przez ludzi,
Ale wyglądająco-stworzonym
jak przez Naturę,
Jestem spełniony wypełniającym
natchnieniem po brzegi.


Tutaj w tym miejscu wszystko,
Co jest na mym ciele
I duszy ciężarem -
Tutaj zostawiam to.
A jeśli jeszcze czuję ciężar -
Zmywam go w tej wodzie,
Co dopłynie do rzek -
A następnie i do morza.


Wtedy wracam do domu:
Lekkim, czystym i wolnym jak ptak,
Już nie będąc staro zmęczonym
Jak wrak, co jutro może przestać istnieć,
A przez wiersz zapoczątkować wieczność.



     SAMO  LETNIE  POŁUDNIE


Powietrze parne i duszne
Że tylko skrytym być w cień.
W latosie lato prawie każdy ma taki dzień,
Że nawet bez obecne jerzyki uważają za słuszne,
Gdzieś w ukryciu okryć się igliwiem.
Ja o tym wiem,
Skoro na upały jestem odludkiem.
Ale kiedy przyjdzie chłodny cień, 
nie opuszczę lotów waszych
nawet w mrugnięciu okiem.



     NA  WIECZÓR  NAD  WODĄ


Słońce roztacza uroki po sosnach
Złotem ubierając las.
Piękniej jest, niżby się przyśniło
w najlepszych snach,
Choćby nigdy nie mijał czas.


Dobrze, że on nie mija w nas,
I choć nie jest złotem pobłyskającym,
Jak w tej chwili tutaj nie raz
W przyrodzie, wczoraj i w nas był okalającym.


Było za dużo szczęścia naraz,
Było za dużo miłości z nami.
Więc czyżby musiało to zgasnąć wraz
Z odchodzącym dniem,
jak tutaj dzisiaj nie ze snami.


[ Tak było kiedyś przed wielu latami,
   Jak co po tym się zwaliły na mnie górotwory
   W nieludzkim miejscu, co człowiek z pychy odkrył ]
   
A na jawie w głębi Puszczy,
Co nią jest okryte cudo naszego miasteczka.
Tak tutaj fajnie, romantycznie i cicho,
że nawet słyszę ruchy chrabąszczy,
I co nawet nie zakłóca duchowego natchnienia
gwarniejsza wycieczka.


Tutaj nigdy nie jest mi smutno,
Choć wracam do wspomnień z pięciu dekad.
Nie przenosząc historii na płótno,
A na papier - będąc własnych słów kat.



        NATALKA
                            wnuczce


Mała, drobna, jak stokrotka,
Wesoła i głośna jak śmiechichotka;
To nasza wnuczka Natalka,
Częsta u nas bywalka.


Jest słodka i miła,
Radosna, co się z nami zżyła.
Czas z nią miło schodzi -
I jeszcze lepiej każdy nowy się rodzi.



  NORMALNOŚĆ,  JAK  ZWYKLE


Dzisiaj już nie ważne,
Kto został prezydentem.

Ja mam swoje  k a l e c t w o
I moje wiersze.

Czy jest nim Pan K.
Czy jest nim Pan K.
To i tak jest ten sam poranek,
Ta sama noc,
Te same życie, nie inne,
A takie jakie dotychczasowe.

I takie dalej będzie,
Czy jest prezydentem Pan K.
Czy jest prezydentem Pan K.

Ten sam cień za mną wszędzie
I ta sama pogoda.

A jaka w życiu jest wygoda,
To zależy ode mnie samego.

I od Ciebie jak będzie u Ciebie.

A nie od prezydenta,
Czy nim jest Pan K.
Czy nim jest Pan K.



      JESIENNE  KOLORYTY


Wypłowiała na słońcu zieleń -
Jest koloru jesiennych dośpieleń,
Choć jeszcze nie jesień,
A zaledwie letni sierpniowy-wrzesień.


Co oko romantycznie może przymilić
Barwami złota ziemia zdzielić -
Napawając duszę i serce po natchnienie,
Aż po utwalenie się po wspomnienie.


Co w wierszu starannie notuję,
To co tutaj wzrokiem - romantyzmem -
i natchnieniem znajduję.
Gdybym mógł zasnąć tutaj,
choć na chwilę,
Cofnąłbym czas o cztery dekady,
a nie o jedną milę,
Jakiej mi brakuje,
aby tam dotrzeć,
Gdzie to wszystko się znajduje,
chce się rzec.



    TO  NIE  ZMĘCZENIE, 
    A   K A L E C T W O


Siedzę na wynalazku przemieszczania się
Godzin kilka - i nic.
A kiedy po tym wejdę
Jak małpa rozumna
Do swego niecodziennego ludziom,
[ Co niejednego przestrasza
Lub przeraża tak
Niejeden powiedział ],
Ale do mego codziennego "bierłogu",
Wtedy czuję się gorzej, niż przedtem:
Wszystko na mnie drętwieje
I jest obolałe,
Jakobym przebiegł maraton,
Albo przepracował dniówkę w kamieniołomach.

Z czasem wszystko odchodzi
I wraca do normy.



      KU  ZMIANIE


Rzednie dzień w upał -
Niebo pokryło się ołowiem.
Każdy ptak, co teraz spał,
I co człowiek zmęczony był bowiem
Z upału - teraz rześkie wszystko się staje,
Ciesząc się tym, co zmiana daje.



     CZAS  NA  NIETOPERZE


Kiedy szarość pokrywa dzień -
I skłania się w ciemność ku nocy.
I kiedy kościelny dzwon,
który bić zawsze jest godzien,
To wszystko zgaśnie
w dotychczasowej swojej mocy.


Wtedy z jaskiń wiecznych ciemności
Wyłaniają się postrachy Draculi -
I krążą w "wierszowym trójkącie"
w mojej obecności,
Co nikt nigdy ich nigdy nie przytuli.


A ja jakoś was polubiłem,
Choć wzbudzacie wstręt i strach.
Może dlatego, że w podobnych ciemnościach
kiedyś swoją urodę straciłem -
I teraz, jak wy, lubię przebywać
na łonie natury o ciemnych porach.



  MALOWANY  PTAK


Mam fioła doceniać
Witalność tej Ziemi -

Uczepiłem się treści,
Jak drzewa jemioła -

I maluję podlaskie krajobrazy

https://plus.google.com/photos/10327673 … yL7v3K3mKg

Na słowa w wierszach,

A nie w sztalugach na obrazy,
Skoro malować nie umiem,

A co tylko z duszy słowa
Na papier stłumię.

Wtedy jestem nie pięknym,
A lekkim, jak [na]malowany ptak.

  Podlasiu i nie tylko



      PAMIĘTAJ!


"Każdy kij ma dwa końce".

Oznacza to, że kijem,
którym bijesz kogoś,
możesz sam nim być bity!



   W  RELAKSIE  DUCHOWYM 
      POD  JARZĘBINĄ


Tutaj, gdzie uderza niebywały spokój -
Ogarniam próżnię otchłani,
Nie oczyma, a dłońmi.
I nikt tego mi nie broni,
I nikt w tym mi nie przeszkadza.

Łza także już mi się nie uroni,
Bo jestem duchowo spełnionym.

Ja piszę wiersz,
A Bóg kieruje moimi słowami -
Będąc nie ułożonym, a złożonym,
Przebywając tutaj pod jarzębiną
Nie raz, nie dwa,
A wieloma razami.
Mając nie u stóp cały świat,
A w dłoniach jego szczerą odrobinę,
Co wystarczy natchnionemu poecie.

  Podlasiu i nie tylko



        Z A M Y Ś L E N I E


Na Podlasiu są na niebie niskie obłoki,
Nie jak na Śląsku wysokie.
Zdałoby się po nich stawiać kroki,
Na Podlasiu.
Na Śląsku tylko je odprowadzać
oczyma niebieskookie,
Ciemnoniebieskie obłoki.
Szkoda, że ja mam oczy zielone.



      SATYSFAKCJA


Spokojna atmosfera i klimat,
Który się wytworzył wśród wodnego zalewu.
Ani we mnie, ani w przyrodzie
nie ma nerwowego wylewu
Zdenerwowania i niepokoju,
a pogody atmosferycznej
i ducha szmat*.


Cisza, spokój, ciepło,
nastrojowo poetycko
I miło z dwóch stron akwenu.
Wprawdzie, choć tutaj nie Giżycko,
Ale ja przecież z tego terenu.


Zatem upiększam ten tutaj
krajobraz swoim natchnieniem -
Wzruszająco związany z nim
rodowodem i imieniem.
Krajanem być jeszcze
dodaje westchnienia,
Że tutaj moje istnienie.

  Objaśnienie: szmat* - sporo.

  Podlasiu i nie tylko



  SZCZĘŚLIWE  PODLASIE


Znowu obudziła mnie burza,
ale to tylko z nazwy,
bo huraganu nie ma,
jak przedtem nie było.
Deszcz pada jak z cebra,
ale równomiernie,
bez targania drzewami przez wiatr,
skoro wcale go nie ma.
Bóg wyładowań atmosferycznych na niebie
rysuje zygzakiem błyskawice!
Ale bóg huragan nie targa drzewami,
tylko niebo wylewa
łzy, jak z cebra,
aż ziemia z nawilżenia klęka.

A więc szczęśliwe Podlasie.



    SZCZĘŚLIWE  PODLASIE


Kiedy sen mnie obudził -
Było jeszcze ciemno.
Na organizmie ziąb nocy
po rozgrzanym dniu ciało ostudził -
Mocno tak, że aż na duszy przyjemnie.


Do tego deszczyk zaczął padać...
Jedynie zraszając drzewa,
polbruk i ziemię.
Nawet niebo dwa razy grzmotami
wysiliło do ludzi zagadać!
Po tym dalej usnąłem -
i do rana spokojnie sobie drzemię...


A kiedy przyszła pora wstać
I usiąść na widok "piekielnych nocy"* -
Podjechać do okna - już po deszczu
ani śladu nie było widać,
Nawet polbruk na "tronie"
zdążył już oschnąć,
ot takie szczęśliwe Podlasie,
to ci.

  Objaśnienie: "piekielnych nocy" -
  wózek inwalidzki.



PRZED  BURZĄ  -  [ NA  WIECZÓR ]


Las zielono-zesiwiał -
Wygląda tak jakoby
bóg grozy go oświecił.


Idzie burza!
Strach z podwórka dzieci wywiał,
Bo za lasem błyska
I grzmi, jak za dzieciństwa!


Ale strachu nie ma,
Pozostał w tyle cztery dekady.
Dzisiaj jest tylko Natury ściema,
Skoro burzą tylko postraszy,
Ale deszcz po-padać nie da rady.


Świat zszedł na psy
I z tego drzewa zwiędnością płaczą.
Jaka ulga, że z dzieciństwa
Z suszy nie konają bzy,
Bo tam już ich nie ma,
I moje oczy już tego nie obaczą.

Więc i żalu nie ma.

  Pisałem, dnia 13.08.2010 rok.



    W  NOCY - PRZED  ŚWITEM


Natur Przyroda chyba wysłuchała mego wiersza
I chyba wstyd Jej się stał,
Skoro w nocy przyszło to,
Czego oczekiwali ludzie i przyroda,
Mianowicie: obudziły mnie grzmoty
Straszne i potężne, jak z dzieciństwa,
Tylko z tym, że dzisiaj strachu nie miałem.
Błyska i grzmi, jak z przerażenia!
Choć przerażenia nie ma na szczęście.
Deszcz leje jak z cebra,
Ale równo miernie bez wiatru -
Burza bez wiatru,
Żeby tylko nie ująć;
Burza bez burzy.
Wreszcie i Podlasie odetchnęło -
Ziemia dostała to, czego potrzebuje,
Czym żyje, a więc wszystko w normie.

  Pisałem, dnia 14.08.2010 rok.



  POETA,  JAK  DZIECKO


Chcę żyć, chcę śnić,
Skoro poeta, jak dziecko.
Chcę przyrodę oglądać,
Chcę ją obserwować -
Przykład z niej brać.
Chcę tęczą być,
gwiazdy liczyć,
Burzę uspokajać,
ale deszczu błagać.
Chcę ptaszka słuchać,
Ale "ptakiem" nie być.
Chcę iść tam,
Gdzie nie mogę zajść.
Nie chcę być tam,
Gdzie mógłbym być.
Mogę być tam,
Gdzie nie powinienem być,
Bo poeta, jak dziecko,
Ale nie jak łachudra.



          SEN


Z wykwitnego łona, jak sad,
Ujrzałem Ciebie młodą,
Jak piękny wiosenny kwiat -
Taką dla moich źrenic byłaś urodą.


Byłem zachwycony i radosny,
Jak na drzewie wiosenny ptak.
Pachniałaś jabłonią, gruszą, a tak,
Że aż we mnie cofnęło się 30. wiosen.


Byłem młody, jak młodnik lasu.
A kiedy otuliłem Cię ramionami -
Uczuciem natchnionym targało w nas,
Co tylko nam było poszczycić się
miłosnymi wyczynami.


Zanim sen się obudzi
I cofnie się czas.
Nie idźmy do ludzi,
A bądźmy sami, choć raz.

  Barbarze



     PÓŹNYM  WIECZOREM


Niebo gwieździste jak w sierpniu.
Samolot jeden, drugi, piąty
Kierunku: Warszawa - Wilno
Lub Ryga, Tallin, Helsinki,
Sankt-Petersburg, a może Mińsk,
czy Moskwa?


Wiaterek rześki raz po raz powietrza -
I ostudza ciało po dniu upalnym.
Ach, jak się człowiek czuje -
Tak jak nowo narodzony.

Gwiazda jedna, druga spada
W swoim kierunku do siebie!
Tylko z małym odstępem czasu.
[ "I już o dwie osoby mniej na tej Ziemi" ]

Za Puszczą na dalekim horyzoncie -
Gdzieś może za Białymstokiem
Pod Zambrowem? błyska!

A tutaj nad głową niebo bezchmurne
I w pełni gwieździste ze wszystkimi
"mlecznymi drogami".

Ćma jedna po drugiej ciemność przemierza...

Raz po raz "TIR" drogą krajową piłatuje,
Słychać jak mało kiedy.

Fajnie jest tak na Podlasiu -
Nocą gwiazdy się srebrzą...
Nietoperze rysują koła
w "wierszowym trójkącie",
Boiskową polaną przelatuje sowa
I kot jeden, drugi,
trzeci buszuje w zaroślach kącie.


"Dawcy nerek" czasami zakłócają spokój!
Urodzeni w czasie przemian,
Nigdy nie będą poetami?
Tęskniąc za prześcignięciem szybkości,
W literaturze nie wyprzedzą ziemian,
Choćby żyli całymi wiekami?


Czas zszedł na psy.
Jakie szczęście w sercu i na duszy,
Że jeszcze Ojczyzna ze zniewolenia
Ma "dzieci kwiaty" zapasy.
A zatem spokojnie można iść spać do jutra.

180 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2013-11-13 19:54:15)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.                       
     B I T W A  WARSZAWSKA

[ CUD  NAD  WISŁĄ - 14-15.08.1920 ]

     
Ojczyzno moja - Ostoja Wolności,
Dopiero co zasmakowałaś dwóch wiosen Niepodległości,
A już szła zaraza bolszewickiej nawały,
Nie jak sen, a jak potężnej nawałnicy siła.
I to nie jest senna zjawa,
A prawdziwa, najprawdziwsza jawa!


Z kilkakrotną siłą i przewagą
Pędzi przez Polskę na Zachód
Machina zarazy i zniewolenia bolszewicka!
Polska Nowo Narodzona ma to na względzie
Pod wielką o Naród i Państwo uwagą,
Stawiać tej machinie opór,
Aby przetrwał nasz Polski ród,
Iż bolszewicki pęd,
To nie siła dobrobytu lewicka,
A jak zło najgorsze,
Co nas wymaże z mapy Europy!
Więc za broń: szlachta,
Mieszczanie, robotnicy, chłopi!


I Wy, sąsiedzi Zachodni
Wspomóc Polskę trzeba skorsze!
Bo kiedy ten brud, swąd przejdzie
Naszą Polsko Ojczystą Ziemię,
A wtedy już i Wam nie starczy sił,
Choć nie będzie Wam brakować ochoty,
Aby zatrzymać tę nawałnicę,
Aby nie stracić Waszej i naszej
Narodowo Krajowej w obyczajach
I tradycjach szlachetnej cnoty!?


Wy sąsiedzi z Zachodu,
Wy macie broń,
A my Polacy marszałka Piłsudskiego.
Wy musicie podać ją nam w dłoń,
A my powstrzymamy bolszewicką nawałę
Nad Wisłą - i nie dojdą już
Do Waszego kraju jeszcze dalekiego.
Zrobimy 800 tyś. nawałnicy odwrót
I ją pogonimy, aż do Kijowa.
Tym samym Wschodnie obszary Ojczyzny utrwalimy
I będziemy żyć od nowa.


A Marszałek Piłsudski będzie na naszych
I Waszych ustach takim wodzem,
Co przy pomocy wstawiennictwa
Najświętszej Maryi Panny do Boga,
Polska Katolicka pozostanie
Niepokonana-Wolna
Z Najświętszą Marią Panną
I z Bogiem.


U Was nie wybuchnie rewolucja komunizmu,
Musicie o tym drodzy przyjaciele pamiętać!
Zwrot w wojnie bolszewickiej
Po dzisiaj dał Wam Wolność.
A nam oprócz Wolności
Sławę po wieki, że my Polacy
Jesteśmy bitnym Narodem,
Kiedy trzeba przelewać krew
Za Wolność Waszą i naszą!

Tak nam dopomóż Bóg.

  Wiersz poświęcam w 90. ROCZNICĘ BITWY WARSZAWSKIEJ -
  CUDY NAD WISŁĄ, tym samym i w dniu WNIEBOWZIĘCIE
  NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY - ŚWIĘTO MATKI BOŻEJ ZIELNEJ
  oraz ŚWIĘTO WOJSKA POLSKIEGO

  Podlasie, dnia 15.08.2010 rok.

181 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2013-11-25 19:05:16)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
   PRZESZCZĘŚLIWE  PODLASIE


Dzisiaj znowu obudził mnie deszcz,
A tym to jeszcze było prze szczęśliwsze,
Że sam deszcz, bez błyskawic,
Grzmotów i bez piorunów
Czyli w ogóle bez wyładowań atmosferycznych.
Ich bogowie spali
I nie rzucali gniewu na ludzi.
Deszcz padał sam sobie spokojnie
I równomiernie, jak nie latem sierpniowym,
A późną listopadową jesienią.
Teraz - w tym czasie cisza:
Niebo spokojne, choć pochmurne,
Drzewa stoją bez ruchomo,
Ziemia wsiąka wodę do woli.

A ludzie podążają do pracy...

Jakie prze szczęśliwe dzisiaj Podlasie.
Po tym ptak rozpoczął poranne śpiewanie...
Poeci wstają, aby napisać wiersz:

"Jakie prze szczęśliwe Podlasie..."

  Pisałem, dnia 18.08.2010 roku.
  Podlasie [ godz. 5:30 ]



  W  MOICH  OCZACH  JUŻ  JESIEŃ


W moich oczach już jesień,
A jeśli nie jesień, to przedjesień;
Skoro drzewa już żółkną,
Nawet gdzieniegdzie brązowieją
i czerwienieją!


Pająki przędzą babie lato,
A mi radość taka za to,
Że moje Podlasie prze szczęśliwe;
Przed jesienią, grzybobraniem,
Urokliwą przyrodą, wesołym ptaszkiem,
Odlatującą jaskółką, bocianem
I spełniającym niebem.


Szkoda mi tylko jednego,
Że nie wszędzie mogę pójść
Z przyczyn wiadomych.

Ale i wtedy zapewne nie byłbym poetą.



     MÓJ  DZIEŃ 


Temperatura około +20C,
Pochmurno, wietrznie, a tylko
Od czasu do czasu
Spoza chmur przebłyski słońca.


Fajnie jest na ciele,
Jak i na duszy i sercu.
Dzisiaj nie torturują mnie upałów mściciele,
A chłodna pogoda, jak w czerwcu.


Panny podlaskie dorodne idą
Skądś - dokądś - ale wiedzą gdzie.
Na sobie niosąc męsko-damską hybrydę*.
W pięknej i niezaprzeczalnej urodzie.


Dzisiaj mój dzień na pogodę,
Bo ja odludek do niej urodzony.
Świat wtedy uważam za urodę,
Kiedy przez zimno-pochmurny
ranek zostaję obudzony.


Wtedy lepszą chęć mam do życia;
Mniej stresu, nerwów, potliwości,
A więc dnia z korzyścią do zdobycia
Takiej już żem urodzonej osobliwości.


Dzisiaj mój lubiany dzień
Zaniósł mnie, aż do stolicy*.
Metropolia, drzewa składają mi cień
Wszędzie, gdzie jestem - na każdej ulicy.

Klawo jest jak cholera.
A więc chce się żyć i wiersze pisać...

  Objaśnienia: hybrydę* - autor wiersza
  miał na myśli, że panny są z podobieństwem
  do ojca i matki.

  stolicy* - autor miał na myśli Białystok
  stolicę Podlasia.



      MELANCHOLIA  POETY   


Utkwiły moje oczy między dwie sosny
[do siebie bliźniaczo podobne],
Bo smutno mi tej wiosny.
I tkwią, jakoby w trójkąt wzięte,
W te chwile samotne, ciężarem życia niepojęte.
I z tego miejsca wydostać się nie mogę,
Jak bezwładne nogi, które nie idą żadną drogą.



    NAD  WODĄ  POD  SOSNĄ
        [ Co to był za mecz ]


Deszcz zrosił przyrodę -
I słońce wyszło zza chmur.
Pogodnie zrobiło się z letnią urodą,
Aż kaczek płynących pojawiło się cały sznur.


Płyną w obu kierunkach,
Jak mini statki przez Atlantyk,
Na lekko zmarszczonej wodzie,
Ku mnie w przyrodniczej urodzie.
Są piękne, dorodne i jak żywe antyki.
Nie wychodźcie na ląd,
Bo choć piękne jesteście w urodzonej urodzie,
Nietypowe w chodzeniu jesteście.

To tu, gdzie zapłata moja od losu za kalectwo.

W stolicy "Jaga" walczy z "Kolejorzem".
Co za przypadek: idzie "Franek"*
Na bramkę "Lecha", a tutaj
Sędzia "kalosz", zły szewc, krawiec
kończy pierwszą połowę!
Och, gdyby jeszcze dołożył z 10 sekund,
"Jaga" mogłaby być uszczęśliwiona?
Zdaje mi się, że tutaj tylko wędkarze są szczęśliwi,
Kiedy interesuje ich tylko wędka i ...ryba.


Po tym czasie "Jaga" z "Kolejorzem"
drugą połowę zaczęła grać.
Przycisnęła Jagiellonia Lecha,
ale bramki nie ma.


Słońce zachodzi za lipą
I ugrzęz[a]ło w gęsty las.
[ Oddając ostatnie odbicia w topielach wody ]
Komentator "Jagi" już krzyczy z chrypą,
Ale na gola jeszcze nie przyszedł czas.


Woda spokojna, jak cisza,
Olchy nad nią bez ruchu tkwią,
Lipa, pod którą buszuje polna mysz,
Komentatora głos, szamocząc się,
Nie zakłóca słuchania.


Wierzę w "Jagę", jak w swoje życia zwycięstwa,
Bo ja walczyłem i walczę,
Jak Ona od zwycięstwa do zwycięstwa.

Zaraz mecz się skończy,
Zaraz wiersz się skończy.

A tymczasem komentator wykrzyczał:
"Jest, jest, jest!"
Spalony, co za pech, co za pech.
A kiedy odłożyłem pióro i wiersz na chwilę,
A tutaj, co za radość,
Komentator znowu krzyczy: "Jest, jest, jest!"
Nareszcie do trzech razy sztuka,
"Franek" golem do bramki Lecha puknął!
Teraz już nie ma wątpliwości!
Szarża "Franka" z "Grosikiem" rozmontowała "Kolejorza".

Chyba będzie zwycięstwo!?

Jagiellonia będzie królować.

Dwie bramki ze spalonego nie uznane,
Strzały obok bramki...
Dodało jęku kibicom,
Ale nie zawiedzenia,
Bo "Jaga" nie zawodzi.
"Jaga", to jest "Jaga"
Na miarę Mistrza Polski.
Białystok na czasie,
Podlasie na czasie.
"Oooooo! poprzeczka".
Komentator krzyczy!
Co za pech, co za pech.
88 minuta "Grosik"* na 2:0
I tak poległ na "Jadze" Lech!
"Jaga" będzie mistrzem?
Co to był za mecz.
[ Lech wykoleił się w Białymstoku ]
[ Teraz kolei, żeby Wisła popłynęła ]

[ I popłynęła ]

  Objaśnienie: "Franek"* - Tomasz Frankowski -
  piłkarz Jagiellonii Białystok.
  "Grosik"* - Kamil Grosicki -
  piłkarz Jagiellonii Białystok.



  KRAINA  DZIECIŃSTWA  DZISIAJ


Deszcz rozmył makijaż lata,
Zacieki ścienne ma każda chata.

Ptaki śpiewają sobie samym,
Aż żal się stał w sercu mym.

Że tutaj, gdzie kraina dzieciństwa,
Czas miniony urządził tyle świństwa.

Bociany już nie krążą podniebnie,
Wszędzie smutno i umarle grobnie.

Tu, gdzie kraina mego dzieciństwa,
Tutaj nie ma ludzkiego draństwa.

A mimo smutne są moje oczy,
Choć tutaj tak spokojnie
krajobraz jest uroczy.

Lat wszystko ma za dużo,
I nawet ty, w ogródku matczynym,
zestarzałaś się różo.

I jedna matka, co pustką dom jej gra,
Bo czas przemija, choć ciągle trwa.



     ...JESIEŃ  ZA  PASEM


Już żółkną brzozy wśród sosen,
Wiekiem dorodne, jak stare Damy.
Mają z tyle, co ja wiosen
I w dodatku te same melodie gramy...


A kiedy z impetem liście będą spadać,
I kiedy jesień głuchymi wiatrami zacznie grać.
Wtedy przyjdzie się dom polubić -
I tak przez cała zimę w nim trwać.


A na wiosnę czas pokaże,
Kiedy z nagich drzew zejdzie szadź.
Co z wiosną w życiu się okaże,
Jakie melodie skomponuje mi ptasia brać?



      BEZWSTYDNY  PTASZEK


Przyleciał ptaszek i usiadł
na balustradach "wierszowego tronu" -
rozpostarł skrzydełka - oczyścił je,
co miał do oczyszczenia,
nagością obnażając się przede mną,
po tym zaśpiewał i odfrunął w siną dal.



      KOLORYTY  JESIENI


Głóg przemawia do mnie czerwienią,
W środku mały ptaszek śpiewem.
Las potężny wiekiem ogłusza mnie zielenią,
Choć stoi w miejscu drzewem.


Jabłoń w odmienności, niż Kobieta,
Lepsza jest temu, co pragnie jabłka.
A pijak, co roznosi go seta,
Tylko do niej pragnieniem łka.


Sosny dwie jak dwie krople wody
Stoją koło siebie bez ruchomo.
A pod nimi nikt już nie stoi,
ani dla wypicia, ani dla urody,
I już stąd nikogo nie przegania ZOMO.*


Brzozy dwie jak dwie siostry,
Tańczą mi do oczu wiatrem.
Ja poeta chłopsko-robotniczy, choć prosty,
Nie wycieram nosa swetrem.


Pokochałem Przyrodę Naturę, jak życie,
Ach, jeszcze i kobietę,
Bo to najpiękniejsze na tym świecie kwiecie,
A już nad piękne, kiedy łykną setę.

  Objaśnienie; ZOMO* - Związek Ochotniczej
  Milicji Obywatelskiej istniejący w PRL-u.

 

  PESYMIZM  ODWROTNIE


Na przekór wszystkiemu
tylko nie sobie samemu.



SZCZERA  ROZMOWA  Z  ULUBIENICAMI


Będąc w miejscu relaksowego odprężenia,
Gdzie wy, tam moje oczy.
Dobra chwila, miejsce do myślenia,
Co mnie z wami jednoczy.


A to, że wy pływacie,
A ja popłynąłem.
Powiedziałybyście: ty wariacie,
Żyjesz z niewyleczalnym fiołem.


A tak. Żebyście wiedziały.
Teraz przywożę tutaj utopić
z życia swoje błędy.
Przed wami nad wyraz jestem śmiały,
Bo wy milczycie w plotkach
dbając i o moje względy.



        TUTAJ


Doświadczam kontaktu z Naturą,
Jak za dzieciństwa;
Słucham powiewu wiatru,
Śpiewu ptaków, szumu lasu,
Oddychania ziemi, spadanie liści,
Przemieszczającego cienia, parowanie wody,
Nieba urody, zachodu słońca,
Zapadającej ciemności, snu trwania
I jutra doczekania.

  Podlasiu i nie tylko



   BYŁA  PIĘKNA,  ALE  NIEDOSTĘPNA


Miałaś piękną twarz.
Kiedy ją chciałem pocałować,
Mówiłaś: "Ani mi się waż.
Czy wiesz? Jak srogo musiałem żałować,
Że byłaś taka niedostępna.


Miłowałem się w pięknych Pannach,
Nie za to, że mogłem Je całować,
A za to, że piękno mogłem w Nich znajdować,
Piękniejsze piękno, które nie przyśniło się nigdy w snach.
Sen spełniony jest gorszy od jawy niespełnionej.


     *     *     *

Jakież to szczęście w życiu mnie spotkało,
że nie przyszło mi się żyć w innym kraju,
niż w ojczystym.



     W  30.  ROCZNICĘ  SOLIDARNOŚCI
             [ okiem poety ]


W walce o wolność - Solidarność ludzi zjednoczyła,
a po wywalczeniu społecznej wolności podzieliła się.
A więc Solidarność, to był jednorazowy
zryw ruchu społeczno-robotniczego.
Solidarność dokonała czego dokonała,
dzisiaj powinna się rozwiązać.
Skoro Ci, którzy na początku byli sobie przyjaciółmi,
teraz nienawidzącymi siebie wrogami.
Obecna Solidarność ludzi nie łączy,
a o paradoks dzieli [na odwrót],
niż to było przez pierwszą dekadę jej istnienia.
A może to i dobrze, że mają o co
i z kim się spierać?
Na tym polega demokracja i wolność słowa.


     *     *     *

...Poezja nie polega na tym,
żeby być Mickiewiczem.
A pisać, co na sercu leży
i co w duszy gra...


     *     *     *

...Każda chwila raz tylko trwa,
Więc trzeba skrupulatnie ją ująć...



     WIERSZE  Z  WRZEŚNIA  2010  ROKU



  PIERWSZEGO  WRZEŚNIA  2010  ROK


Deszcz padał całą noc -
i pada cały dzień
z krótką przerwą przed południem.
Jakie to szczęście los nam sprawia,
że dzisiaj z nieba pada deszcz,
a nie nazistowskie bomby.

Wnuczka tym bardziej, niż my,
cieszy się życiem, nic nie rozumując,
że były, czy są ludzie wojny.

Jeśli mój wiek, który ma wpływ
na pokój, a po nas, wiek naszych dzieci,
a po naszych dzieciach, wiek naszych wnuków
będą rozumieć, że wojna, to zagłada,
że na wojnie nie ma zwycięzców,
to wojnę będziemy, będą, będą
tylko znać z opowiadań, książek i filmów.
Myślimy, myślą, będą myśleć,
słysząc i wiedząc o takiej przestrodze,
będziemy, będą, będą cenić pokój
nade wszystko, bo pokój ludzi,
to raj na Ziemi dla ludzi.
A i w Niebie Aniołowie są szczęśliwi
i Bóg nic nie ma do roboty,
bo nie zwracamy się do Niego o pomstę.

Niechaj deszcz pada dalej...
Zamiast broń Boże bomb z nieba.

KU  PRZESTRODZE  I  KU  TEMU,
ABY  JUŻ  NIGDY  NIE  POPEŁNIANO  TEGO!



    WE  WRZEŚNIOWE  CHŁODNE  PORANKI


Już przyszły chłodne wrześniowe poranki,
Które bardziej lubię, niż ciepłe letnie.
To Podlasie i w tym nie ma żadnej niespodzianki,
Że poranny chłód dreszczem skórę przetnie.


Lepsze to, niżby w letnie upały
Robić zimne okłady na czoło i kark.
A i nie jest taki odludek jak ja spocony cały,
I nie płonie w słońcu, jak na stosie w ogniu
Joanna d'Arc.


Deszcz już pada dwie noce
I ma zamiar padać drugi dzień...
Choć w naszym nakryciu kołdry zmieniły koce,
Lepsze to, niż w upały cień.



     Z  POGODĄ  IDZIE  NA  LEPSZE


Z pogodą już wypogodniało,
Choć na ziemię jeszcze słońce nie zajrzało.
Ale wiatry już przeganiają chmury -
Hen za horyzont i dalej, tam teraz czas bury.


Co prawda lubię takie chłodne w lecie jesienne dni,
Ale oby tylko po deszczu, bo i ziemia już
w rozmokłości grzęźnie trzy dni.                             
Jutro wyjdzie słońce - i ty wierszu, pójdziesz tam,
gdzie "diabeł mówi dobranoc".
A kiedy powrócisz - wiersz napiszesz -
i umrzesz do jutra na noc.



   BYŁO  TO  WTEDY,  KIEDY


Było to wtedy, kiedy
Poezja gotowała się we mnie,
Serce tak mocno waliło,
[ A nawet poezja istniała we śnie ]
I bardziej z tego było mi miło,
Niż to, co by się na jawie zdarzyło.


Było to wtedy, kiedy
Noce nie różniły się od dni,
Nieba piekło miałem na ziemi.
W każde noce i w każde dnie
Tak chciałem żyć na ziemi.


Było to wtedy, kiedy
Oczyma połykałem krajobraz,
Choć obcy, ale w tęsknocie do wolności.
Za oknem każdy był dobry, miły obraz,
Aby tylko być z nim w jedności.


Było to wtedy, kiedy
Serce tak mocno waliło
Za pragnieniem, tęsknotą i w żalu.
Choć dawno to już było,
Wszystko pamiętam w każdym calu.
Z tego ułożył się wiersz.

Tym które kochałem,
a nie było je za wiele,
Tym bardziej kochania były warte.



        DZISIAJ 


Dzień środkowo jesienny,
Choć jeszcze nie koniec lata.
Chmury po niebie przewalają się,
Jak na ziemi zimą śniegu zaspy leżą.
Wiatr targa drzewami,
Jak życie sumieniem.
I kiedy pecha się ma,
Jest źle pod każdym imieniem.
Czasami lepiej nie patrzeć na świat,
Skoro on jest chwilami jak kat.
A może wiatr go przegoni,
Co wieje od wschodu?
Niech Bóg mnie broni,
Bo jeszcze nie opisałem swego rodu.
Nie w drogę jeszcze mi tam,
Gdzie nie ma kata
I tam, gdzie nie ma brata.
A tutaj jeszcze mi żyć,
Choć już nie ma brata.
Bo mam oczy, że widzą świat,
Mam żonę, która jest mi jak "Matka Teresa".
Życie, to jak kwiat,
Kiedy nie dbasz on nie, uschnie!



  TAK  TYLKO  POTRAFI 
  DZIECKO  I  POETA


Kto przygląda się chmurom?
Dziecko i poeta.

Kto wierzy wszystkim bzdurom?
Dziecko i poeta.

Kto płacze nad losem?
Dziecko i poeta.

Kto mówi pod nosem?
Dziecko i poeta.

Kto widzi na słońcu motykę?
Dziecko i poeta.

Kto wszystko umieszcza pod jedną rubrykę?
Dziecko i poeta.

Kto nie liczy czasu?
Dziecko i poeta.

Kto świat dotyka według atlasu?
Dziecko i poeta.

Kto cieszy się ze wszystkiego, co widzi?
Dziecko i poeta.

Kto wokół siebie nic nie wybrzydzi?
Dziecko i poeta. ...



    SIÓDMA  PIĘĆDZIESIĄT
      [ dnia 04.09.2010 ]


Choć jeszcze krople deszczu
zwisają na balustradach
po trzy dniowych opadach,
a tym bardziej na liściach drzew.
Ale już zza bloku
wynurza się słońce dzień.
Teraz tak pięknie zrobiło się w oku,
a to, że ja nie leń,
to nie spuszczam złotych i srebrnych
postaci w "wierszowym trójkącie" z oczu.
Choć w pokoju zimno jest,
ale jeszcze nie zaczną grzać.
Po drugie wolę narzekać na zimno
i mieć na ciele dreszcz jesieni,
niżby być spoconym w upalne lato,
choć dzisiaj jeszcze jest lato,
ale lato jesienne, takie jakie lubię
i takie na jakie czekam,
więc zatem mój dzień.


Słońce świeci w okno,
srebrzy się i złoci za oknem.
Więc trzeba już kończyć wiersz
i wstać z "bierłogu" nieszczęść i niespełnień,
bo przecież dzisiaj będzie mecz.
A więc warto żyć;
piękny jesienny pranek,
choć jeszcze nie kalendarzowa jesień.
Głóg poczerwieniał owocem,
srebrzy się i błyszczy do moich oczu,
jabłoń obnaża mi się dorodnymi czerwonymi jabłkami,
las srebrzy się w promiennym słońcu.
I choć już ptaki nie śpiewają,
a tylko owady lotami
w srebrze i złocie
przecinają "wierszowym trójkąt".

A więc klawo jest, jak cholera.

Koniec 8:20



     POETA  JEST  DZIECKIEM
[ Poranny opis dnia letnio-jesiennego
   w "wierszowym trójkącie" autora ]


Kiedy usiadłem na łóżku
do odziania się do dnia Bożego -
i kiedy zacząłem wykonywać ruchy:
wschód, zachód... ścielić "bierłog",
Nie mogąc się nadziwić
kolorowym jak tęcza od słońca
kroplom wody zwisającym pod balustradami.
A kiedy upłynęła jedna godzina
i słońce coraz to mocniej zaczęło przygrzewać,
którego tak na dobrą sprawę
nie było widać przez cały tydzień.
Wtedy już i kropli nie było na balustradach,
a tylko srebrząc się na liściach drzew.
I kiedy wykonywałem ruchy:
wschód, zachód... to i złociły się,
jak ruchome przy wietrze światełka.
A głóg, co odział się z jesienią
w czerwone jagody, dodawał
dzisiejszemu porankowi letnio-jesiennej urody.
Jabłoń była nie gorsza,
choć w tej chwili cieniem do połowy
pokryły ją dwie bliźniacze sosny.
Tymczasem niebo bezchmurne,
a tylko gdzieniegdzie tkwią na niebie
rozmyte zagubione na bez wietrze obłoki.


A ja, kiedy od wielu lat nie stawiam kroki,
nie pójdę dzisiaj tam,
gdzie mnie oczy poniosą,
bo tam już jestem myślami.


Kiedy kończyłem ten wiersz,
już miałem dość słońca,
ale w dziennym pokoju,
bo na dworze jeszcze nie byłem.
Trzeba zaciągnąć zasłonę,
chociażby na okienne drzwi
do wyjścia na "wierszowy tron".
Bo oczy już mam, jakbym dostał jaskry.
Prawda, że jestem na słońce odludkiem,
nawet dziś, kiedy jeszcze tak zimno.



    CHŁOPY  Z  JAJAMI  SĄ  TYLKO 
        MIĘDZY  CHŁOPAMI


Każdy mężczyzna boi się swojej kobiety,
a ten tylko nie boi się kobiety,
który jej nie ma.
Lub ten, który jest wariatem,
ale z takim kobieta długo nie po żyje.



   "ADDAŁBY  USIO  SWAJE  BAHACTWO 
I  PAŁOWU  ŻYCIA,  KAP  WIARNUŁSA  CZAS
          [ paswajemu ]


Kali prywalił minia kamiań,
Na ziemlu upał ja ciażko ranian,

Jak złomany kałaczok!
Patamu, chłopcy uziale minia pad baczok

I adniaśle na bok pad ścianu,
Niprytomnaho bez addachu!

Patamu świet kruciłsa w waczach,
I nibło za strachu kamu skazać: Ach,

Szto heta tabie stałoso?
A mnie heta ni zdałoso,

Szto w żyźni szczaścia ni udałoso -
Kiepsko w żyźni dla minia pawiałoso.

I tera heta wojdziaka lażyczy
Zadumany treba tolko liczyć na wraczy -

Szto jane zamnoi zrobiać,
Czy pastawiać na nohi
I czy patamu pojdu w darohi?                     
Czy tolko na wozak padsadziać?

Na nohi ni patawili,
A z hetaho maje usie nerwy krwawili...

Utedy addałby usio swajo bahactwo,
Kap tolko adwiarnuć kalectwo.

Dzisiajka addałby pałowu żyźni,
Kap tolko wiarnułso czas z żyźni."

II

  TUTAJ,  GDZIE  MOJA  KRAINA,  TUTAJ  JA


Nie muszę już do swojej krainy biec,
Będąc usatysfakcjonowanym, że tu jestem już.
A teraz mogę tylko rzec:
Poeto, słowa w wierszu dla niej złóż...


Mam tutaj regionalnego języka słów
I ludzi, co mnie szanują.
Widząc mnie, co dnia mówią: "Bądź zdrów!"
Skoro we mnie człowieka znajdują.


Żyć tutaj w tej rodzinnej krainie,
To tak jak w opiece łona matczynego.
Wszędzie, gdzie będąc - droga jak w dolinie
Od świtu do nocy życia czynnego.


Nigdy na tej drodze pod górkę,
Choć wszędzie teren pagórkowaty.
W lesie można zobaczyć wiewiórkę
I stojący borowik kosmaty.


Takie jest moje Podlasie;
Na niebie płynące ogromniaste obłoki.
Wszędzie dla oczy zieleń na trasie
Wzdłuż i w szerz jak świat długi i szeroki.


Córki po wsiach dorodne jak łanie
I owocne jak wiejskie sady.
Każdy młodzieniec, co przy nich stanie,
Widzi w nich miłosne obrady.


Chłopcy na łące w piłkę grają,
Podłoże murawy tutaj nawet
przy mnie trawą pachnie,
Choć ja w "Mustangu" na ulicy stojąc,
bo nogi nie wstają,
A mimo to jest tak fajnie.
Ach nie, tak krainie. 


Gdyby czas się cofnął,
A rozum pozostał dzisiejszy.
Na ulicy już nigdy bym nie klął,
A wszędzie byłbym grzeczniejszy,
Niż byłem grzeczny przedtem.



    W  OTCHŁANI  NATURY


Gdzie nie spojrzysz - lasy wskroś;
Zielenią morza płonących blask.
A na skraju łeb wystawił łoś,
Ludzie spoglądający mu do łask.


Niebo ścieli na ziemię błękit
I niesie z wiatrem słoneczny żar.
Słońce, co od Boga dar,
Może na siebie przyjmować nawet Joe Kidd.


Chmury jak parasol na głowę
Drzewom i ludziom usłużne.
Kto życia przeżył większą połowę,
Każde zbawienie uzna za słuszne.


O! tutaj jest miara rozciągłości nieba
I w ludziach niezłomna wiara
Posłuszna, dobra i jak niebo stara,
Co z tego wyrasta dobroci bochen chleba.


Tak trzeba Im żyć,
Zanim niebo przeniknie, jak cień.
Kto tutaj że chce być,
Temu każdy przeżyty jest miły dzień.


Bo w Puszczy otchłani
Światłość wokół się zieleni.
Niebo, co ziemi składa słońce i cieni,
Ludzie w Bogu o cud nie będą błagani.

  Podlasiu i nie tylko



        O D L O T


Dość już w życiu dąsów,
Tak tutaj jest szczęśliwie i pięknie.
Żyć trzeba bez żadnych słów,
Zanim serce nie pęknie.


Na nic dąsy, na nic słowa,
Żyć trzeba zacząć od nowa.
Buzię zamknąć na kłódkę
I nie dbać o jutro,
Skoro i tak samo przyjdzie jutro.

  Sobie i zwątpionym



        NOCNY  PTASZEK 
         [ bez skrzydeł ]


Kiedy noc się styka ze świtem,
Nie śpię, a rozmyślam nad swoim bytem:
Gdzie ten czas życia upłynął?
Co już zginą.
Gdzie ta noc, dzień?
Gdzie dobre chwile odeszły?
Gdzie odszedł ten czas przeszły?


Gdzie, no gdzie?
Gdzie, no gdzie?
Gdzie, no gdzie?


Jaki zły czas lat dołożył?
Jaki tajemniczy diabeł szczęście życia rozłożył?
Czemu jawa w sen się odmieniła?
Czemu tylko we śnie każda chwila jest miła?


Czemu, no czemu?
Czemu, no czemu?
Czemu, no czemu?


A w życiu, jak na drodze,
Gdzie się tylko nie pojawię -
Wszystko i wszyscy mnie rozjadą,
bo nie chodzę!

Czemu, no czemu?
http://www.youtube.com/watch?v=XC5GrF_31zc



      NA  DOBRE  I  NA  ZŁE


Nie ma, nie ma wody na pustyni,
tylko piach. Gołe niebo w cienia dach.
Nie ma, nie ma nikogo na pustyni, tylko my jedyni,
Ty i ja, ja i Ty tylko sobie za brach.

  Barbarze



  OCALENIE  DLA  WIECZNOŚCI


Bóg miał wedle mnie jakiś plan,
kiedy nie umarłem po tym,
gdy będąc przywalon kamieniem!


Dał mi żyć - i na OIOM dotarłem -
po tym mogłem o niespełnieniu życia śnić,
aż poezje ze swego losu wywarłem.
I teraz mogę przędzić swego życia nić,
jak kamienny głaz, przytomnie,
aż przytoczę kamieni stos*, żeby trwać,
nie z dnia na dzień, a potomnie...

Objaśnienie: kamieni stos* -
autor miał na myśli wierszy stos,
których za swoje życie napłodzi.



     ULUBIENICE  POETY


Woda spokojna, jak noc,
Drzewa ciche, jak śpiew łabędzi.
Życie donikąd was nie pędzi,
Jak ludzi zawsze za czymś gdzieś
i w czymś brnąc.


Po wodzie pływacie swobodnie, jak cień,
Skoro nic i nikt was nie pogania.
W dodatku dostojnie, bez zimna drżeń,
I dokąd, bez żadnego zapytania.


Będąc piękne, jak wiosna,
Czyste, jak niebo bez chmur.
Każdy, kto tutaj przybędzie,
bierze was za wzór,
Jak chwila w odprężeniu
jest spokojem podniosła.


Prądy wodne niosą was
Tak wolno, jak ostoja,
Nie znając żadnych tras,
Więc może wskażecie,
gdzie jest droga moja?



   MYŚLOWE  POWROTY


Budzą się wspomnienia,
choć usypiają zmartwienia.
Odżywają zmarłe istnienia,
które już dawno powiedziały:
do widzenia.


     *     *     *

Jestem poetą łąk i pól,
polnych ścieżek i krętych dróżek.
Wszędzie, gdzie jestem - jest ze mną ból,
co go stłumią mój bożek*.


Abym wpadł w zachwyt naturą,         
co bożek powołał mnie do tej roli,
co sercem i duszą będąc nad którą
naturą napajam się do woli...

  Objaśnienie: bożek - autor miał na myśli
  dobrego ducha, który go prowadzi.
               


     KRAINA  PODLASKA


Kraino pól pagórkowato-garbatych,
Zbóż zielonych, srebrnych i złotych,.

Łąk żółtych kosmatych,
Co już nie chodzę po tych.

Dróg wszędzie zygzakiem krętych,               
Lasów wielkich, ptaków wszędzie rozmaitych.

Wzorów cudnych niepojętych,
Jakoby z Niebios wziętych.

Ludzi różnych wyznań,
A nie ma między nimi poróżnień.

Serca mają otwarte,
W historii Ojczyźnie są wiele warte.

Gościnni są szczerze jak dzieci -
Tak na Podlasiu jest od stuleci.

Żyć mi tutaj przyszło,
Choć w innej krainie w życiu nie wyszło.

Ale nie mam do nikogo żalu,
Żyjąc dzisiaj od wszystkich zmartwień, trosk w oddali.

Mając tutaj jak dar Boży,
Co mi każdy dzień słońce na serce złoży.

Nawet w kalectwie można być szczęśliwym,
Kiedy żyje się z środowiskiem miłym.

Choć mi w życiu nie wyszło,
Tutaj wszystko w życiu przyszło.

Nie nakładam na siebie obroży,
Skoro wolność otwarta mi się mnoży...

Jestem wolny jak ptak,
Choć wolności nie wskazuje mój "Znak".*

Wzroku nie topię w wodnej topieli, 
Bo nie mam w sobie ukrytych duchowych mścicieli.

A sięgam po horyzont daleki,
Patrząc szeroko nie przymrużając powieki.

  Objaśnienie: "Znak" - autor miał na myśli
  naklejkę inwalidzką.

  Podlasiu i nie tylko

182 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2013-12-17 21:00:17)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
      BŁĄD  TRWA  CHWILĘ,
KONSEKWENCJE  CAŁE  ŻYCIE


Cierpienie mam wypisane na twarzy,
Choć życia nie miałem wiraży.

A tylko jedyny raz upadłem
I już nigdy nie podniosłem się z bezwładem.

Widać to dzisiaj na postuli,
Choć mnie Miłouczynka, cień przytuli.

Bóg pocieszy, przechodzień pieszy,
A obraz i tak czasami nawet ptaka rozśmieszy.

W minionym stuleciu widziałem,
Co to oznacza kalectwo w człowieku,
choć sam go nie miałem.

Dzisiaj jedno z cudzej autopsji znając,
Drugie na własnej skórze mając.

Oznacza to, że: BŁĄD TRWA CHWILE,
KONSEKWENCJE CAŁE ŻYCIE!



      TEN  TYLKO  ZROZUMIE, 
      KTO  PRZEKONAŁ  SIĘ 
      NA  WŁASNEJ  SKÓRZE


Wszystkie noce i dnie, a nawet często we śnie -
Nie mogąc zgubić, co tam zgubić, pozbyć się
Utrapienia z faktu, jaki na mnie ciąży z losu aktu,
Który jest mi dany. A nie jak prawie
U każdego człowieka jedynie spodziewany.


Ciężko jest [z]nosić w sobie i na sobie
Ciężar tragedii slakeczonego ciała i zranionej duszy -
W tym marazmie niepokoi, strony obie,
Które choć są spokojne, jak pogoda po burzy.
Ale wewnątrz tam w sercu kipi w nas goryczą -
Lawą jak żar z wulkanu, który się wyziewa
Parząc nas nad każdą naszą zdobyczą,
Czego Ty i ja wcześniej dokonaliśmy.
To co nas spotkało nigdy się nie spodziewaliśmy.

Taka jest różnica między faktem, a świadomością.


 
     SPOWIEDŹ  POETY 


Znacie mnie, jako wizerunek słowa,
ale jako człowieka nie.
Zatem zapewniam Was,
iż takim ja człowiekiem,
jaka w wierszach moja mowa.



      BEZ  TYTUŁU


Dopadł mnie ból,
Jak przywołane wspomnienia.
Nie mam w tym żadnych ról,
A chciałbym powiedzieć mu:
Do widzenia.


Lecz on jak natręt nie odchodzi -
Tkwi we mnie jak życie.
Ogranicza mi ruchy -
do każdych mięśni bólem ugodzi
I takie na zawsze moje z nim bycie.


     *     *     *

"Kobieta z wozu, koniu lżej".

Czyli jak pracuje,
nie musisz jej utrzymywać.


     *     *     *

Kto szuka przyjaciół u zwierząt,
ten zawiódł się na przyjaźni z ludźmi.


     *     *     *

Człowiek, który wraca do dzieciństwa
i nim żyje, zawsze jest młody.


     *     *     *

Koleje losu nie mam,
skoro los zawsze taki sam.

 

U S A T Y S F A K C J O N O W A N I E


Kiedy wrócę od komputera
po kilkugodzinnym pobycie,
[ bo na wiersze naszła moja era ]
i położę się do łóżka bez nakrycia;
czuję się tak jakoby maraton zaliczył.


Nogi drętwe są i opuchnięte,
Pieką jakoby skórę zdzierał, w niepojęte.
Kości bolą, jakoby wołem był do orania,
i jakoby był zbity w każdym calu, nie do słuchania.
Tak jest ze mną na co dzień...


Ale, kiedy myślę dalej nad wierszami,
które już napisałem - jestem usatysfakcjonowany.
Wtedy nawet ból nie jest bólem odczuwany,
tylko z wierszy dźwięk poezji w uszach jest słyszany.
Wtedy jestem natchniony jak podnieta duchowa.


A kiedy po tym zadrzemię kilkanaście minut
i kiedym obudzę się znowu, wtedy -
nadal słyszę swoich wierszy melodie nut,
i to są życia moich harmonii trendy.
I tak codziennie do tego wracam znów...



     KRZYK  W  CISZY


Chyba za słabo krzyczę,
Skoro nikt mego krzyku nie słyszy.
Sto, tysiąc, milion głosów wyliczę,
A i tak jestem jak w ciszy.


Czy świat tego nie widzi,
Czy ja tego nie pomnę.
W złych filmach mówią:
"Wszystkiemu są winni Żydzi".
Zapominając, że to Hitler
stworzył zagładę ogromną!


Ja Żydów, może nie kocham,
Ale z pewnością Ich doceniam,
szanuję i lubię.
Bo to Żydzi w polskiej poezji
nadali wyraz wersetom, strofom,
I za to trzeba Im oddać chlubę.


Ludzie, tacy jak ja, czekają,
Którzy na to czekali.
Każdą sprawę z życia zdają,
Bo niektórzy nerwy mają ze stali.


Żyć w życiu raz tylko się przyszło,
A krzyczeć niezliczone razy.
A temu, co w życiu - życie nie wyszło,
Bóg w Niebie przyjmie jego życia obrazy.

  Białystok przy "Auchan", 23.09.2010 rok.



  CZEGO  JA  CHCĘ  OD  SWEGO  ŻYCIA?


Mam Żonę, która przez cały czas mego kalectwa
Nie puściła mnie kantem.
Mam dwóch synów, na szczęście,
Którzy nie są narkomanami,
A tym bardziej alkoholikami,
Wyszli na normalnych ludzi.
Mam już wnuczkę pięcioletnią,
Mam wierszy cały tom,
A patrzę na świat, na ludzi,
Taki jakby niczego w życiu nie dokonał;
Tak jakby świat pierwyj raz dzisiaj obaczył.
Czego ja chcę od swego życia?
Skoro już nic nie mam do zdobycia,
A tylko wnuczkę bawić, wiersz napisać,
Aby sam przed sobą się popisać.
To chyba tylko tak,
Aby coś napisać do wiersza,
Choć mimo to wiersz jest prawdą.
To chyba tak, to jest tak
I niech będzie dalej tak.

  Białystok, dnia 23.09.2010 rok.



     ZE  SNU  W  RZECZYWISTOŚĆ


Gdyby tak było na jawie,
Jak nie raz się przyśniło.
Kąpałbym się w tym, jak w wodnym stawie
I byłoby jak nigdy przemiło.


Wchodziłbym w Ciebie, jak wzrokiem w błękitne niebo,
"[H]erosem" rozniecałbym Ciebie jak gorącym żelazem.
Ty byś jąkała: "Oj! Aj! Jest lepiej o niebo".
Będąc podniecona nad moim obrazem...

[ Dotąd < > 1500 wiersz ] -------------------------------------------------------------------


     *     *     *

"Proszę, podziel się posiłkiem".

Nie bądź osiłkiem!



    COŚ  ZA  COŚ


Kto jest bogaty,
nie kupuje na raty.
Raty są ludziom od łopaty -
wygodniej do zapłaty,
ale za cenę z odsetkami.


     *     *     *

Ciekawość nie znika tak szybko,
jak szybko się pojawia.



NIE  JEDNAKO  GWIAZDY  ŚWIECĄ  WSZYSTKIM


Życie zaczyna się od pierwszego oddechu
i kończy się z ostatnim oddechem.
A za życia, życie jednego
odbije się szerokim echem,
a drugiego, jak w nie byciu
ugrzęźnie tylko mu znacznym pechem.



      POZYTYWNIE  ZAKRĘCONY


Każdy w swoim życiu ma swój czas,
aby mieć marzenia i je realizować...
I choć na tej ziemi żyje się tylko raz,
jest w życiu kiedyś na to czas znajdować.


A wybór jest taki, jak natchnienia,
Serce jest drogowskazem -
stawiając pierwszeństwa drogowy znak,
aby w życiu iść przed siebie wybraną drogą
lub wracać z życiem po wspomnienia -
umieszczając je na papier pozostawiając po sobie znak.



ŚMIERĆ  SIĘ  ODDALA - WIECZNOŚĆ  PRZYBLIŻA


Zakosztowałem poezji, jak narkotyku,
Który wciąga do nałogu.
Bez herezji, będąc na śmierci styku
Nie chciałem żyć tak w pustym duszy odłogu.


     *     *     *

U kobiety gabaryty,
mężczyźnie zachwyty
EROTYKĄ.


IV


  PO  OBUDZENIU  SIĘ


Dzień świta, natura śpi,
Nic nigdzie nie zgrzyta.
Ach, jak pięknie
Żyję ja i Ty.
Choć Ty śpisz...
A ja już Tobie piszę wiersz...:



   WCZESNY  POETA,  JAK  PTAK


Kiedy dzień odsłania noc -
Wtedy budzą się moje oczy.
I choć przed samym sobą wstyd odkryć koc,
To i tak świat staje się uroczy.

Ptaki już żyją dniem powszednim -
Wszędzie gwarno ich, zwłaszcza na drzewie.
Nawet nie smutno śpiącej "Ewie" -
Skoro przez sen usta szerokie,
jak radość nad nim.

Spojrzawszy do okna -
las piękny, wiatrem cichy
Tu, tam snują się mgły.
Czym wiek starszy - tym mniej lichy,
Skoro czas każdym wierszem jest zmogły.

Nie śpię ja. Wstajesz Ty.
Wiersz piszę ja. Czytasz Ty.
Kto miał lepsze sny,
Ten będzie lepiej radosny.

Żyję ja. Żyjesz Ty.
Życie krótko trwa,
A więc trzeba nie tylko wierzyć w sny,
Ale i w to, że jutro będzie
jeszcze lepszy dzień.



      NA  DOBRE  I  NA  ZŁE


Nie ma, nie ma wody na pustyni,
tylko piach. Gołe niebo w cienia dach.
Nie ma, nie ma nikogo na pustyni, tylko my jedyni,
Ty i ja, ja i Ty tylko sobie za brach.



     CZTERY  STRONY  ŚWIATA


Na północy obłoki zachodzą na siebie,
Na południu deszczyk siece...
Moja Pani! Uczucie żywiąc do Ciebie,
Będąc jak u Anioła opiece.


Choć, pójdziemy tam, gdzie pogodnie,
Ustronne miejsce tam znam.
Zostawimy deszczowe południe zgodnie,
Skoro na północy będzie słonecznie nam.


Nie pamiętajmy, co jest na wschodzie,
Także i nie myślmy, co było na zachodzie.
Bądźmy tutaj w tym pogodnym obwodzie -
W tej złoto-jesiennej w barwach krajobrazu urodzie.


Teraz nie myślmy o żadnych kierunkach,
Tym bardziej w żadne nie patrzmy.
Nakryjmy się Puszczą o zdrowych wizerunkach
I jak ptaki ze sobą się ..rzmy.

  Barbarze

183 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2013-12-17 21:01:57)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
      W     Z Ł O T Ą     J E S I E Ń     P O D L A S K Ą

         [ ...Co mi na duszy gra i w sercu dzwoni... ]



                          ...JESIEŃ


                   Przyroda nabiera kolorytu -
    Z każdym dniem jest coraz to więcej nią zachwytu.

             Wszystko przemienia się w dojrzałe,
                 Czy to drzewa duże, czy małe.

          Liście nie rozpoczynają życia, a umieranie -
             Co już wkrótce to się dokładnie stanie.

                         Wiatry wieją zimne,
                 Ludzie na sobie sobą intymne.

                Odziane prócz rąk mają wszystko.

                        Na niebie sporo chmur.

                    Ptaki nie tańczą na drzewach.

                      Idzie nie wiosna, a jesień.



                        W  REWIRZE  POETY
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633

                          W zaciszu tutaj
                          nie ma "gwiazd".
                 Żadnego zgiełku dużych miast,
                    tylko ciszę i spokój mam.


                  Nawet pod miastem w kuźni,
                       kowalu żelazo kuj,
                      to i tak nie usłyszę.


                   Jedynie tutaj wzrokiem
                     gałęzie sosen czuję,
           na wodzie myślowy sens znajduję,
               ale nie mam z tego hałasu,
                  nawet w uszach szumu.


     Obejmując cały krajobraz łagodnym okiem -
              mając wierszowy sentyment
                     do tego miejsca
                      i do tego lasu -
            spijając esencję żywej natury
              i po tym będąc upojonym,
             bez do tego dodania rumu.



                 PRZYRODA  W  DUSZY  MI  GRA


                  Te pola rozległe Podlaskie
                       Od drogi do drogi,
                       Od lasa do lasa.
                     Te złote ścierniska,
                  Co się błyszczą w słońcu
                       Od drogi do drogi,
                       Od lasa do lasa,
                    Od wsi po drugą wieś.
                      Te ziemie czarne -
              Podorywką ścierniska przeorane
              Paletami przybywające tu i tam.
                 Warkot ciągników na polu
                       I praca kopaczek,
                     A z nich sypiących się
                 Masa kartofli jak złoto ziemi.
                  I ludzie schyleni zbierające
            Te złoto nie wyglądające na bogaczy.
                     A na oraczy ziemi
                    Z dziada, pradziada
                         I po dzisiaj.
             Na łąkach łańcuchy pasące krowy
        Są wiecznie wierne niezawodnie rolnikowi.
                      A trzeci odrost trawy
              Nie skoszą mechaniczne kosiarki,
                      A żywe mordy krów,
              Co się odpłacą mlekiem bez słów.


                     Milczenie jest złotem.

                  Bez pracy nie ma kołaczy.

               Jak się pościelisz, tak się wyśpisz.

            To nie prawda, że chłop śpi, a mu rośnie.

            Ziarnko do ziarnka i będzie pełna miarka.

               Ktoś nie śpi, żeby mógł spać ktoś.

                Zgoda buduje, niezgoda rujnuje.

                Chłopi są tam, gdzie ich ziemia.

       Ja także byłem chłopem, więc trud ich znam i wiem,
Że tylko wtedy lekką jest ziemia, kiedy nas na wieczność przykryje.



                O  PORANKU  JESIENNYM


                  O poranku jesiennym,
             Choć jeszcze kalendarzowe lato:
           Słońce, co krąży biegiem dziennym,
  Wygląda tak jakoby z zimno-kalendarzową datą.


             Niebo białe jak w czas zimowy,
Liście drzew po nocy chłodnej jakby zmarznięte,
         Las iglasty w cieniu siwy, niepojęte,
W ten wrześniowy poranek chłodu i w oddechu zdrowy.


         Nawet w domu czuć chłód jakby zimą,
   A tylko krajobraz za oknem przypomina jesień.
Teraz nawet ja - odludek na upały, tęsknię za Limą,
         Skoro jak zimą jest chłodny wrzesień.


              Ale za chwilę - za pół godziny,
             Kiedy słońce wyjdzie zza bloku,
    Odmienią się nam zrzednięte zimnem miny,
Kiedy przez okno rozbłysną słoneczne promienie w oku.


                   Słońca blask wpadnie do pokoju
               I rozjaśni smutną zimną szarość jesienną.
       Wtedy wstanę z "bierłogu" do następnego dnia podboju,
Wznosząc do wiersza treść, że wreszcie pogoda przynosi radość dzienną.

                         Złotą Podlaską pogodną jesień.



            KRAJOBRAZOWY  TANIEC  NA  POMOŚCIE
    https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633

             Nade mną piękne jest Podlaskie niebo -
               Obłoki owalne płyną niepośpiesznie,
                      Bo wiatr udał się na obiad.
      A spoza obłoków słońce leniwie raz po raz wychodzi
            Dodając kolorytu wokoło wodnego zalewu,
I mój na pomoście wózkowy taniec w cztery strony krajobrazu...
   https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
  Widzę, ach jak jest tutaj przyrodniczo-naturalnie i pięknie!
   Są już odznaki ilustrujące piękną złotą jesień Podlaską:
           Drzewa tracą zieleń nabierając kolorytów.
                 Oko moje ma masę zachwytów,
                 Serce się raduje jak u dziecka,
                    Ciesząc się tym, co widzę
      I tańczę na wózku w cztery strony krajobrazu,
      Aby uchwycić wszystko na foto do zatrzymania.
              Więc przechodzę do tego obrazu
                Bez żadnego Naturę zapytania.
              Cykam zdjęcia jakby to wszystko,
            Co mnie otacza zaraz miało zniknąć.
                   Cykam zdjęcia tak jakbym
   Wczoraj wyszedł z długiego odosobnienia na wolność,
              Tak jakłbym wieki nie widział świata,
                   A wiekami żył na tym świecie,
     Który nigdy nie obnażył mi się takowymi wzorami.



             CO  MI  KRAJOBRAZ  OKU  DA,
                  TO  MI  W  SERCU  GRA


                   W domu rano:

         Dzień porankowy po nocy przyszedł,
           Jak młody jesienno-barwny czas.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
      Duch mój, co ze mnie jeszcze nie uszedł,
           Zachwycam się tym niejeden raz.

                        Nad zalewem:

        Krajobraz oczy widzą po kres horyzontu,
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
        Myślami sięgam jeszcze dalej za horyzont.
        Obłoki nadciągają od zachodniego frontu
         Zza wierzchołków sosen o horyzont stąd.


        Słońce kładzie się do snu w las głęboki,
              Już dziś nic się nie wydarzy.
           Zasną dnia zaraz wszystkie uroki
         Bez pogrzebania dnia przez grabarzy.



                POGODA  ZMIENNĄ  JEST


Przedwczoraj na wózku na pomoście tańczyłem z krajobrazem.
                Wczoraj wiatr tańczył na wodzie.
       Dzisiaj smucę się nad pogody dnia obrazem,
      Bo wszystko popsuł wiatr w jesiennej urodzie!

                     Dalej nie trzeba.



                  MALOWANY  PTAK


              Kiedy budzę się po nocy
          I otwieram oczy na świat Boży -
           Odtąd nie ustaję z całej mocy
Myśląc nad słowem, jakie mi się do wiersza ułożą?


                  Wszystko, co widzę
               Na sercu i duszy mi gra...
                Niczym się nie ochydzę,
Bo stale we mnie do wszystkiego natchnienie trwa...


                Najbardziej kocham ptaki,
          Co mi ze świtem co ranka śpiewają;
Wiosną, latem w "wierszowym trójkącie" obskakują krzaki -
          Ciągle wielobarwne melodyjki mi miewają...


          W takim krajobrazie i z taką świadomością
              Obudzić się do następnego dnia życia,
                 To chęć, a nie mus, z taką ilością,
            Że dzisiaj znowu będzie coś do odkrycia.



                SWOJSKIE  KLIMATY


    Tego krajobrazu mam zapach i smak,
            Bo czuję sercem i duszą.
           Kiedy tutaj było mnie brak -
     Nie raz żaliłem się pod obcą gruszą,
            Że tutaj było mnie brak.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633



                NIEDZIELNYM  PRZEDPOŁUDNIEM


                      Na niebie wypogodniało -
       Słońce spoza obłoków wychodzi raz po raz śmiało.
             Babie lato fruwa niezależnie od siebie,
             Aż gdzieś, na czymś spoczynek złoży -
                 I czy już na tym swój los położy,
      Czy kiedyś tam pofrunie dalej w czyjejś potrzebie.


                      O tym tylko wie wiatr
                 I czas w którym się zaplątało.
                Jak życie moje - z moich kadr,
           Co mi z przed laty podobnie się stało.
           Zanim nie przerwie się życia nasza nić,
       Będziemy przynajmniej tej jesieni jeszcze żyć.



                  NIEMCZYN


   Słońce już nie pali żarem promieni
           I są już odznaki jesieni;
          Drzewa zmieniają koloryty,
  Choć są jeszcze na łące mleczy zachwyty.


        Są jakieś mniej dorodne, niż wiosną,
    Choć w blasku nieba słońcem wyzłocone.
       Na łące, chłopcy na tę chwilę radosną
       Biegają za piłką, jak konie ochwacone.


              Ulicą idą dwie młode panny
            W kolorach odświętnie ubrane,
Tak jakby zaczęły obchodzić święto urodzin Anny,
               Jeśli na dzisiaj im to dane?


              One są początkiem wiosny.
                  Ja początkiem jesieni.
          One przekroczyły życia progu sieni.
          Mnie już wiosny tylko pozostały sny.


                   Taka kolei rzeczy,
           Skoro czas miniony nie wraca.
              Czas, to jak ludzka praca,
         Który nigdy nie przemija od rzeczy.


      Wypogodniało bardziej, niż na początku,
    Aż źrebaki w piłkę grają bez żadnego wątku.
       Wrzesień wypogodniał pod moim okiem,
Z coraz to piękniejszym przepływającym obłokiem.


         Jaskółki dwie zagubione na niebie,
      Zapewne nie zwiastują nadejścia wiosny.
  Szybciej każdy liść spadając sam się pogrzebie,
    Niż odczują szron na sobie Podlaskie sosny.


            Zanim z drzew każdy liść zniknie
         I stary mróz podlaski oszroni drzewa.
          Niech mi melodia wierszowa śpiewa,
I wzrok mój jesieni dotyka, zanim jesień przemknie.



               KOBIETA  I  PRZYRODA  RODZI  POETĘ


           Najbardziej dwie rzeczy kocham na tym świecie:
                          To kobietę i przyrodę.
        Ona Natury najpiękniejszym stworzenia jest dziecię,
               Co w przyrodzie wyróżnia swoją urodę.


        Do kobiety mam uczucie podniety i westchnienie...
               Do przyrody mam podziw i wzruszenie...
               A już będąc z kobietą wśród przyrody,
     Nie w sposób być czym innym, jak poetą z kobiety urody.



               JESIENNA  JARZĘBINA


               Pod wiosenną jarzębiną
              lubiłem układać wiersze,
                    bo była wiosna,
                 a jarzębina zielona
                   i pięknie kwitnąca.


           Latem lubiłem pod jarzębiną
             układać rozmaite wiersze,
             bo była pięknie czerwona.


                 Na dzisiaj - jesienią,
                 szpaki złupiły owoce
                     co do jednego
                  i jarzębina stała się
            do niepoznania błaha i licha.


              A więc wiersze będę pisał
               pod olchami i pod lipą,
             dopóki liście nie spadną.
               A kiedy liście spadną,
             przeniosę się pod sosny,
                które wiecznie żywe,
                  jak moje wiersze.



              W  PRZEDDZIEŃ  KALENDARZOWEJ  JESIENI


                       Bluszcz brązowieje w oczach,
                Ptaszki poćwierkują te, które nie odfruną.
                       A tu nagle nad lasu zboczach,
        Łukiem przeleciał zabłąkany jerzyk, co mu świat runął
                      I już nie znajdzie swego domu?


              Chmury poczerwieniałe od zachodu słońca,
        Raptem ściemniały, kiedy słońce połknęła Puszcza.
        Drzewa, choć bezruchu stoją, ale żyjące bez końca,
              W tym czasie słuchają głosu wieszcza,
                    Skoro wiatry umilkły na polu.


                W domu miło, bo już zaczęli grzać,
           Dzisiaj kiedy zadrzemałem, mi się przyśniło,     
                 Że na drzewach widziałem szadź,
                   I tak za wiosną mi się tęskniło,
                 Dziwiąc się jak to mogło się stać?



                     KIEDY  TUTAJ  JESTEM


                       Za każdym razem
                myślę nad swoim obrazem,
                      że los mi poskąpił
   mieć postulę jak w normalnym ludzkim świecie,
              że ja jak nie Boże dziecię,
               z którego los się wykpił.



              GDYBY  MOŻNA  BYŁO  COFNĄĆ  LOS


                  Gdyby można było cofnąć los,
                Jak można cofnąć własne słowa.
                 Dzisiaj śpiewałby inny mój głos
                        I byłaby inna mowa.


                      Ale, czy byłbym poetą?
                            A zatem los,
                            To mój głos,
           Który kładę na papier z wrażliwą ochotą,
            Bo papier zdzierży więcej niż nawet los.



               MINIONE  NIE  WRACA


                 Dzień po nocy świta,
                     Budzi się sen -
                   I w głowie świta,
              Że szczęście uszło już dawno,
                      Gdzieś hen.



             CZTERY  STRONY  ŚWIATA


       Na północy obłoki zachodzą na siebie,
              Na południu deszczyk siec[z]e...
         Moja Pani! Uczucie żywiąc do Ciebie,
               Będąc jak u Anioła opiece.


       Choć, pójdziemy tam, gdzie pogodnie,
              Ustronne miejsce tam znam.
     Zostawimy deszczowe południe zgodnie,
    Skoro na północy będzie słonecznie nam.


        Nie pamiętajmy, co jest na wschodzie,
     Także i nie myślmy, co było na zachodzie.
      Bądźmy tutaj w tym pogodnym obwodzie -
W tej złoto-jesiennej w barwach krajobrazu urodzie.
https://picasaweb.google.com/1032767343 … 1337253698


       Teraz nie myślmy o żadnych kierunkach,
           Tym bardziej w żadne nie patrzmy.
   Nakryjmy się Puszczą o zdrowych wizerunkach
              I jak ptaki ze sobą się [...]rzmy.

  Barbarze



                   CUDOWNE  OCALENIE


                   Kości bolą, serce boli,
                    A moja dusza woli -
             Iść gdzie natchnienie niesie
             Tutaj, tam gdzie - Podlasie:

                 Las w duszy mi dzwoni,
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
              Wiatr nad nim i po nim goni.
           Bóg mnie broni i oddychać pozwala
             Od zgiełku dużych miast z dala.


                Cudem uszedłem z życiem,
      Kiedy skała piaskowca mnie przywaliła.
Pod stropem Aniołowie były dla mnie odkryciem,
       W których widziałem, jak nade mną
         Ich dobroć ku mnie się tuliła.


                 A duch mój, który już był
                   Prawie wyzion ze mnie.
        Aniołowie odchodzącego go zatrzymały,
                 Abym dalej w życiu śnił,
          Po tym stając się jako poeta mały.


                I kiedy duch nie wyzion -
         Teraz w sercu i na duszy poezją gra...
            Choć talentu nie ma bądź inon,
            Ale w natchnieniu przyszła pora.

  Podlasiu i nie tylko



                 CUDOWNE  OCALENIE  2


             Przez poezję i poezją olśniony
              Ziemi, niebu oddając ukłony...
            Wiatry są lekkim orzeźwieniem,
            Krajobraz dla oczu spełnieniem,
          Woda obmyciem zagubionej duszy.
     Z pisanej poezji nawet kamień się wzruszy,
         Który umarle leżący był przez wieki.
  A teraz przeze mnie obudzony został na wieki -
    I powiedzieć, że przez jakiegoś tam: Mietka,
Który jeszcze wczoraj sam był leżącym ostańcem.
A dzisiaj poezją uwolnił się z uwięzi nie lada gratka
I już duchowo tym bardziej w słowie nie jest kagańcem.



           CI,  KTÓRZY  POTRZEBNI  BOGU  W  NIEBIE,
                       SZYBKO  ODCHODZĄ


              Nie należę do ukochanych przez Boga,
              a więc przetrwałem osobistą tragedię -
                            i dalej żyję...
                     Bóg zabiera tylko tych,
                  którzy są w Niebie potrzebni.
                 A Ci, którzy na Ziemi potrzebni,
              zostawia ich sobie samym lub ludziom
                     żeby inni nimi się zajęli.



            TUTAJ
 

Serce wypełnione natchnieniem,
Jak dolina po obfitym deszczu wilgocią.
Żyjąc pod poety imieniem -
Mając wrażeń i wzruszeń stokrocią.

W porywie z drżeniem serca -
Tęskniłem za tą ziemią.
Mówiłem: - Niespełnione pragnienia we mnie drzemią,
Kiedyś w szeregi stanąć do Poetyckiego Kobierca.

Ze Śląska pieszo iść na Podlasie chciałem,
Takie założenie było, kiedy wład wróci.
W sobie tęsknoty tyle miałem,
Że nawet samego Boga zasmuci.

Nie wiedząc jeszcze jak szybko,
Czy w ogóle będę przemierzał drogę?
Bóg, choć wielce wzruszony, mówił: "Co ja mogę,
Kiedy mnie samego ogarniają wzruszeń dreszcze.
Ty, moja załota  poezji rybko".

A ja jeszcze i jeszcze nie wyruszałem
Do wybranego miejsca dla siebie.
Z oczekiwania niemal nie oszalałem,
Bo nie chodziłem po ziemi, a po niebie.

W zamyśle na nic były liczone dni
I kilometry, kiedy do krainy rodzinnej dojdę?
I choć nie miałem siebie za niedojdę,
Po dzisiaj nie postawiłem żadnego kroku ani.

Zatem chodziłem drogą między
Ziemią śląską, a podlaską, myślami... 
Żyjąc tak latami w niespełnionej nędzy,
Nie pozostawiając na obu krainach swoich odbić śladami.

W końcu po latach wyczekiwania,
Kiedy stawiać zacznę kroki, aż zwątpiłem.
A że w nędzy nmaterialnej nie żyłem,
W drogę powrotną, skąd żem się oddalił -
wyruszyłem bez ziemi dotykania.

I dzisiaj tutaj w miejscu urodzin i pobytu
Tej umiłowanej ziemi jeszcze stopami nie poczułem.
Jedynie sercem, duszą i w natchnieniu upajam się do zachwytu
Na tyle, jak wrażliwy poeta odczułem.

I już pozostanę na tej rodzinnej ziemi -
I w tej ziemi na wieki.
Nie opuszczę tej ziemi,
póki na wieczność nie zamknę powieki,
Co oświadczam Podlasiu wierszami tymi...

  Podlasiu

[ Wiersz został napisany
we wrześniu 2010 roku. Podlasie ]



                     POETA  NIE  Z  WYBORU,
                         A  Z  PRZYPADKU


                    Człowiek rodzi się poetą.
                      Ale w moim przypadku,
                gdyby nie spotkał mnie wypadek,
            to choć wszystkie mam walory na poetę,
                       prócz wiedzy i talentu,
                     nigdy nim by nie został.



                         LEK  NA  BEZ  LEK


                      Nie ma takiego leku,
                 Żeby kalectwa uśmierzył ból,
             Kiedy cierpienie siedzi w człowieku,
              Tylko zaciśnij zęby i wargi stul
                            I dalej żyj...



                   [ DAWNO  TEMU ]  NA  WSI


             Kiedy rozśpiewała się melodia koguta,
                  Rozgrzmiała życia moja smuta.
             Na niebie świtało wschodzącym dniem,
   A ja budząc się co ranka dowiadywałem się, że nie śnię.


               Uwięziony byłem w każdej postaci
           Odwrotnie, niż na drzewach wolne ptaki.
         One były w powietrzu przestrzeni magnaci.
              Ja przykuty do łóżka, bo nie taki,
                      Jakim powinienem być.



                     CZASU  NIE  UKRYJESZ


                     Życie przemija jak czas,
               A z tym wszystkiego mniej w nas
                Oprócz doświadczeń przeżytych
                    Jak i cierpień przebytych.


           A kiedy słońce wychodzi spoza chmur
          I ściele promieni blask na nasze głowy.
                  Wtedy życie ma się za wzór
       Doceniając go, jak ludzi w czas poza grobowy.


              Z wiekiem wszystko rozumie się tak,
                Jak bez wieku nic się nie rozumie.
                   Z życia nic nie ujdzie w tłumie,
          Kiedy na sobie ma się odbitego czasu znak.



                       DYLEMAT  OSOBISTY


                        Iść z duchem czasu,
                           tylko nie wiem,
                             czy ze swoim,
                               czy z czasu?



                        WRAŻLIWY  POETA 


                 Barometr wskazuje +15C,
                    A więc moja pogoda.
              Widoczność od słońca nie jest oślepła,
                    Zatem oczy moje w drogę


                           Mając inny świat,
                        Żyjąc w innym świecie,
                    Nawet oset jest za miły kwiat,
               Kochając tak Przyrodę mocno przecie.


               Oczyma obejmuję żywioł po horyzont,
                    W nogach czuję ziemi zapach.
                   Ciężaru nieba na karku odkąd
            Mając, nie chodząc po suwalskich stepach.


                 Kwiaty ogródkowe mi się kłaniają,
              Żywe od maja po Wszystkich Świętych.
                 U Mamy nawet wzruszenia dodają -
         Od dzieciństwa po dzisiaj dla chwil niepojętych.


                  Czas spoczął na wspomnieniach,
                     Żyjąc na dziecięcych laurach.
           Każde chwile kończą się na serca drżeniach
            I tak przy każdych powtórkowych wzorach....

  Podlasiu


                             "PANTOMIMA"


                            Piękna jak Anioł,
                      Że nawet Jej ptaszek piął.
                           Młoda jak wiosna,
                           Na buzi radosna.
                         Włosy złote jak len,
               Wiatr które rozwiewa na czas ten.
                     Oczy jak "Morskie Oko",
                        Usta jak owal obłok.
              Uśmiech od horyzontu po horyzont,
                 Skąd ten Anioł się wziął, skąd?
                   Sylwetka jak rzeźba natury,
                 Nic nie mając z jej kalikatury.
                  Cudowna jak czyste niebo,
                  Oczy na widok stoją dęba.
            Gestykulacje rąk, ciała, co za ruch
     Usta ruchome i choć widoczne jak Anioł duch.
                      Co za defekt natury -
                  Żywioł jak Przyroda, który
                 Jest w dźwięku Pantomimą,
               A w naturze Peruwiańską Limą.



                               ZALOTNIK


                       Ty, moja Barbaro Anno,
                      Kiedy byłaś jeszcze Panną,
                   Pędziłem ku Tobie, jak zalotnik.
          Do wszystkiego podchodziłem jak nie psotnik,
           A jak podniecony, lecz rozważny młodzieniec,
    Co Ci przynosiłem kwiatów bukiet, nawet czasami wieniec,
                  Upleciony przez moją wrażliwość,
          Będąc natchnionym jak w energii częstotliwość.


               Pamiętasz, jak Ci włosy czesałem,
            Kiedy my się poznali, osłupiały się stałem -
                 Zamarłszy z piękna Twojego -
              Przytulając serce Twoje do mojego.
                     Wtedy poczułem się tak,
Jakoby w natchnionym uczuciu ja żem był - na spotkania nasz znak.
              Ty, tak patrzyłaś na mnie sokolim wzrokiem,
  Cielęcą bezradnością i niewinnością, przepływającym obłokiem.


                A ja krok za krokiem w Tobie się czubił -
                        Sercem Ciebie polubił.
                     Aż miłować było mi wskazane -
                  Aż w Tobie nic mi nie było zakazane.
                           A kiedy powiedziałaś:
                           - Jestem cała, twoja!
                      Ja, Ci na to:  - Panno moja,
                      Od uczuć pięknych i wzruszeń,
                 Młodzieńcu, tylko z nią się ożeń!
              Wtedy już zalotnikiem przestałem być,
             A mężem, co po trzech dekadach zechciał
               Jeszcze wierszem na wieki to przyozdobić.

  Barbarze



   T  R  W  A  N  I  E


Czasu już minęło ćwierć wieku,
Bez prawie jednego roku,
Co nie wiadome, co wyczyni w człowieku,
Ale niech on zostanie na boku.

A  c h w a ł a,  Ci za to
I wielkie dzięki,
Że Ty, nic na to,
A inne ogarnęłyby już lęki?

Gdy noc się kończy,
A dzień rozpoczyna,
Ciągle więź nas łączy -
I Ty, ze mną jedyna.

Robisz co dnia to samo -
I nic Cię nie zniechęci,
I nie obrzydzi, Ty, moja Damo,
A inne z goła, co inne kręci?

W dzisiejszej dobie,
Nawet sam Anioł nie zniósłby, Boży.
A Ty, mówisz: - Nie wyrzeknę się Ciebie,         
Aż nas oboje w grobie położy!

Amen


                        C Z U W A N I E


                   Już noc. Ty śpisz głęboko,
                         Jak w każdą noc.
          Ja nie, choć noc przenika mnie szeroko,
                    Ale to ja mam jej moc.


          Spoza zasłon nocne światła mrugają,
            A cienie jak żywe chodzą po ścianach...
             Wszystkie chwile, co mnie znają -
         Nawet w łóżku spoczywają na kolanach.


             Skrzydeł nie mam, nie polecę,
          Choć życie pod stopami mi się pali.
           Los, co mi co dzień urządza hecę,
           Zatem nerwy trzeba mieć ze stali,
          Aby to tak w spokoju duszy znieść,
              Albo piw wypić może ze sześć.


                     Ale w środku nocy,
               Kiedy spożywanie zakazane.
   Skoro czerci przemierzają duszę po północy,
              Z ich szpon nic się nie wykręci,
            gdy serce jest na łańcuch uwiązane.


              Wyrwać się stąd nie ma mowy,
                       A i sił już brakuje.
     Trzeba raz jeszcze narodzić się dla odnowy,
               Ale to już mnie nie zaszokuje.


                     Nie ma co się bawić
                  W takie gry klonowania.
           Lepiej jutro takim samym się zjawić
                I czekać na Boskie dokonania.

Przy "Auchan" Białystok, dnia 23.09.2010 rok.



              NA  WIECZÓR  PRZY  "AUCHAN"


                      Księżyc w pełni -
               Mając na sobie odbicie ptaka.
      Ja, co sam siebie nie uważam za dziwaka,
              Wcale nie wierzę w to w pełni.


            Młódki chodzą od i do "Auchan,a",
                 Nazywam je moje córki,
                 Choć nie są moimi córkami.
      Ta satysfakcja od Boga nie była mi dana.


           Wnuczkę mam - i to mnie cieszy,
         Na noc zimną księżycową jesienną.
        W czas stały, nie na chwilę zmienną
      Do niczego człowiek już się nie śpieszy.

  Białystok, dnia 23.09.2010 rok.



CZEGO  JA  CHCĘ  OD  SWEGO  ŻYCIA?


Mam żonę, która przez cały czas mego kalectwa
Nie puściła mnie kantem.
Mam dwóch synów, na szczęście,
Którzy nie są narkomanami,
A tym bardziej alkoholikami,
Wyszli na normalnych ludzi.
Mam już wnuczkę pięcioletnią.
Mam wierszy cały tom.
A patrzę na świat, na ludzi,
Taki jakoby niczego w życiu nie dokonałem;
Tak jakoby pierwyj raz dzisiaj świat zobaczyłem.
Czego ja chcę od swego życia?
Skoro już nic nie mam do zdobycia,
A tylko wnuczkę bawić, wiersz napisać,
Aby sam przed sobą się popisać.
To chyba tylko tak,
Aby coś napisać do wiersza,
Choć mimo to wiersz jest prawdą.
Chyba to tak, to jest tak
I niech dalej będzie tak.

  Białystok, dnia 23.09.2010 rok.



                 P R Z E M I J A N I E 


               Wiosna i lato przeminęło,
                   Jak z bata strzelił.
    Za niedługo gołe się stanie każde drzewo
           I tak czas pory roku podzielił.


                  Jesień się zaczyna:
           "Mimozami jesień się zaczyna
                 Złotawa, krucha i miła.
                  To Ty, ta dziewczyna,
              Która do mnie przychodziła..."


                      Jak pisał Tuwim.
                 A jak wyśpiewał Niemen.

                  Każda chwila jest dobra
                    Ta, która się wyśniła,
                 Bo się jeszcze nie zdarzyła,
                   A ma się zdarzyć lub nie.
                        Wtedy będzie źle,
                       Kiedy się nie zdarzy.



                   ZŁOTA  PODLASKA  JESIEŃ


                         W błękicie nieba,
                          W szumie lasu
                   Dzień jesienny dzień miły.


         Na wodnym zalewie kaczki lądują do chleba,
         Jak go rzucamy do wody od czasu do czasu,
             Aby nam dla oka kaczki się darzyły.


                 Taniec na wodzie urządzają,
             Choć nie będąc sobie za partnera,
         A jak w chaosie, kto lepszy, ten zwycięzca.


Krążą, choć w stadzie, osobno, chaotycznie chleb zżerają,
                Zanim utonie, znika do żeru.
  Następny człowiek, który przybędzie, dokarmia je,
          bo jest ich żywicielem, a nie ciemiężcą.

184 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2013-11-14 19:59:46)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
JESIENNA  WYCIECZKA  DO  BIAŁOWIEŻY

     [ Miłego zwiedzania ]


Piękny jesienno-mglisty sobotni poranek,
To przy złoto-jesiennej ziemi.
Tak dzisiaj dostrzegam spoza firanek,
Aż do wolności dusza rwie się chwilami tymi.


Niebo błękitne bezobłoczne,
Słońce wynurza się spoza bloku,
Promienie ścieląc pokojowi i oku,
Na te chwile zdrowe, ochocze.


Sikorki już przybyły z głębokiej puszczy,
Ubarwiają ruchomo przyodziewając
i tak ładne jesienne drzewa.
One z Puszczy do miasta.
Ja z Puszczy do drugiej Puszczy,
kiedy chęć mnie zagrzewa.


"Mustang" stoi posłuszny i chętny do podróży,
Który nigdy mnie nie zawiódł;
Zawsze, gdzie przemierzam czas,
szczęśliwie mnie wiódł -
I tak po dzisiaj bez skazy mi służy.


Więc w drogę wybraną tylko wyruszać do celu,
Trzymając szczęście, jak kamyk zielony
w zamkniętej dłoni.
Bo chwil w życiu takich nie ma za wiele,
A czas ciągle ucieka, a nie nas goni.


Barbara stale u mego boku,
Ze mną zawsze nigdy nierozerwalnie.
Syn młodszy, dodatkowo,
który lubi mówić: "legalnie",
Towarzysząc z pomocą na każdym kroku.


Los mi zabrał chodzenie
po tej Bożej Ziemi,
Ale co prawda, Bóg nie pozwolił
zabrać ciepła rodzinnego.
Żyjąc w tym bezcennym rodzinnym
szczęściu dekadami trzema,
Nie ma nic wartościowszego,
co można byłoby zamienić na coś innego. 


Ten kto tego szczęścia nie doświadczył,
Wie, jakim jestem szczęściarzem.
Będąc w życiu nieszczęścia wirażem,
Po dzisiaj nie postradać rozumów i zmysłów,
Bóg mi raczył.


Na niebie błękit i słońce,
Na ziemi kolorowo-barwny krajobraz.
W sercu natchnienie gorące
Zwątpienia żadnego ani razu.


Droga, choć którą już znam, jest piękna,
Bo zawsze są na nowo odkrywane wrażenia.
Jak na kobietę, nigdy nie tracąc spojrzenia,
Choć patrząc zawsze z tego samego okna.


Czas przemija, kilometrów ubywa,
W sercu radość, w oczach błękit.
Po wsze czasy niech tak bywa,
Radość życiem moim niech nie znika wykwit.


Puszcza, którą przemierzamy, wiecznie zielona,
W drodze czasu nie mierzę,
Bo w siebie i w "połowicę" wierzę,
Która od Boga dla mnie przeznaczona.


Po obu stronach krajowej drogi,
Wiąz, który do złudzeń leszczynę przypomina -
Ubarwiony jesienią - przyozdabia urokliwego
wdzięku tak, że Boże, mój drogi,
Czemuż to jesień jest co roku, a życie jedyne?


W dodatku nie stąpam po tej uroczej,
Tak pięknej i szczero-dobrej Podlaskiej Ziemi.
Jeszcze gorzej, że już nic się nie odmieni,
Aby kiedykolwiek mogło się stać inaczej.


Kamyk szczęścia w ręku ściskając,
Trzeba zapomnieć, co kiedyś się wydarzyło
I przeszłość potraktować jak szczęście,
niczym się nie kając,
Dziękując Bogu, że w ogóle
z górniczej tragedii się przeżyło.


Mając za sobą rodzinną puszczę,
Grzech byłby nie przeżegnać się
i nie pokłonić Świętej Wodzie.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Tutaj na tym wzgórzu ludzie przebywają
z Bogiem w zgodzie -
Zostawiając krzyż - symbol, co już wyszli
z cierpienia, dowodem tutaj goszcząc.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633

Obok po drugiej stronie,
Nabrawszy "obroku" na drogę "Mustangowi"
Co w nim mechaniczne dźwięczą konie,
Wiezie nas wdzięcznie ku Podlaskiemu urokowi.


Wasilków mijamy w słońcu i w pogodzie,
Nad nim niebo ubrane w ruchome kolory gołębi.
"Mustang", choć droga mu ani nie grzeje, ani ziębi,
Więc może sprostać Jego urodzie.


Za to ja oczy "wybałuszam"*,
jakby przybył z kosmosu,
Lub tutaj nie było mnie wiekami.
Kiedy wychodząc spod kamienia górniczego ciosu,
Aż do powrotu tęskniłem ku tej
Ziemi dwunastoma latami.


Aż tutaj powróciłem na czas stały - i na wieki,
Będąc żywą cząstką tej Ziemi.
Choć w ruchu wzrokiem sięgam po horyzont Ziemi,
Jestem tylko Jej przemijającym cieniem,
którego nie zgubię w korycie tej rzeki.


Może i marnym jestem poetą,
Ale nie o to chodzi
Jak, co komu wychodzi z sonetą,
Jak co na duszy gra, co w sercu się urodzi.


Narodziłem się jako poeta,
Nie dla salonów i sławy,
Dla tęsknoty, natchnienia
i wzruszeń wrażliwości na czas trwały...
Nie rządzi mną wypita seta.


Rządzi mną k a l e c t w o,
Bo przez nie jestem tym, kim jestem.
W wierszach znajduję mojej tragedii świadectwo,
Ono stało się niejako moim chrztem.


Kiedy Wasilków już za nami,
Niech wody Supraśli dalej płyną...
Może kiedyś w niej utonie mój los,
ktory życiu był drwiną,
Odmieniając się na lepsze z dobrymi snami?


Pod górkę "Mustang" mój, drogi,
Piłatuje sześćdziesięcioma milami.
Ja, będąc człowiekiem ubogim,
Dumny z ciebie jestem, chwilami.


Nie spuszczam ręki z gazu,
Aż tablica: Białystok nas przywita.
Rad jestem i jest we mnie zachwyta,
Widząc miasto, ciesząc się
jak dziecko, od razu.
[ Chociaż bywałem w Białymstoku
już do ...stu razy... ]


Miasto urocze, czyste, może [za]imponować
Nawet temu, kto często w nim bywa.
Rzadkiego przybysza, swym urokiem
nawet może zaszokować
Każda ulica z piękna,
co przybysz na niej przebywa.


Ulicami, którymi kieruję swoim "Mustangiem",
Dzięki dotacjom unijnym, są odremontowane.
Każdemu, co nimi przejechać jest dane,
Przemierza je jakby melodyjnym tangiem.


Jeszcze ku temu na każdym skrzyżowaniu
Drogowskazu światła zielone -
Płynnie mijając wszędzie,
aż są już w pozostaniu,
Bez znaczenia jak za nami
zmieniają się w czerwone.


Miasto kolorowe, drzewa jesienno-barwne,
Wszędzie reklamy pięknie wzorowe,
W mieście ludziom życie zdrowe,
Twarze mijające siebie noszą rumienno-barwne.


Z dzisiejszego nieba pogodnego
Słońce to bardziej wszystko wyzłaca.
Usatysfakcjonowanym będąc, nie mając
na myśli miasta innego,
Kiedy człowiek już tutaj żyje,
a nie tylko do tego miejsca wraca.


Ulica Sienkiewicza nas żegna,
Wita jeszcze dumniejsza Piłsudskiego,
Co wprowadzi nas w ulicę Branickiego,
Szczycąc się swym pięknem,
jak warszawski Służewiec.


Lecz nie czas okryć się barwnym
z drzew jesiennym cieniem,
Biegnij dalej, mój koniku "Mustangowy"
Do celu, tam w barwny cień się odzieniem,
Gdy powita las sosnowy.


Zanim to się stanie, zanim tam będziemy,
Zabłudowska ma do mnie pytanie:
Mietku, spuść rękę z gazu,
dokąd twoje "Mustangiem" takie gnanie?
Nie pędź tak, nie bądź durnym "śledzikiem"*.


Toż i tak uczyniłem, jak znak prędkości tłumaczy,
Obok cmentarz jeszcze świadomości dodał,
Że życie, to nie gra w karty, karcianych graczy,
A wartość nade wszystko, co Bóg z wysiłku swego
nam ludziom podał.


Więc skoro tak, to trzeba
uszanować wysiłek i prawo Boga,
Mimo to, że poeci żyją wiecznie.
Ale czas nie cofa się wstecznie;
Choć na ziemi jest wiele dróg,
lecz życia tylko jedna.


Zatem, miej to na myśli i baczności,
Poza tym, nie jeden żyjesz na tym świecie.
Skup się do sedna, do słuszności,
Skoro drogi masz do celu sto kilometrów, przecie.


Między Białymstokiem, a Zabłudowem
Jest tak jesienno pięknie po obu stronach drogi.
Świat kolorowy, a nie szary i ubogi,
Ścierniska zbożowe w słońcu jarzą się
w kolorze, jak złotym stołem.


Droga wręcz płaska nie pagórkowata,
Jak to jest w moim powiecie sokólskim.
Jedynie w podobieństwie jest stojąca każda chata,
To już wszędzie zwyczajem Podlaskim.


Wieź nas dalej, nasz koniku "Mustangowy";
Będziemy po drodze liczyć bocianie gniazda,
Choć co prawda, jesienią są puste.
A i spoglądać ku temu niebezpieczna
może być nasza jazda,
A cel, gdzie podążamy,
jak życie jest wzorowy.


W dodatku tak się złożyło,
Że "TIR" w naszym kierunku podąża.
Z przeciwnej strony ruch,
jak w naszą, i było nie było,
Wlecząc się za nim z woli
i niejako z przymusu wszystko,
co nas otacza wzrokiem
spokojnie sobie okrążymy...


Nerwy na wodzy, bo przecież
Wiozę swoją Miłouczynkę i syna,
Co za nich będąc odpowiedzialnym,
a w życiu droga niejedyna,
Zatem z nami i Ty, Boże,
co nas ku celu wiedziesz.


Wioski, które podczas drogi nas witają,
Po chwili zarazem żegnają,
są cicho-jesienno-senne.
Chociaż wiatry jesienne melodie,
które im grają,
Są nad wyraz uroczo imienne.


Obok tych wiosek pola, co je otaczają,
Dodając im kolorytu jesiennego krajobrazom,
Tak, że każdy turysta, który podróżując tędy,
przymili swój wzrok nad tym przemiłym
jesiennym obrazem.


Chociaż pola są tak jesienno piękne,
Ale bez ludzi na nich dla wzroku.
Z tego powodu się nie przelęknę,
Skoro z pól ciągle nie pogarsza
się krajobraz w oku.


Do tego, gdybym był młodym "szczurkiem"*,
Jeszcze bym ujął, że "Mustang"
bzyczy pięknie dla ucha.
Mam życia tyle, że zamiłowanie
moje poezji słucha,
Przy której - i nad którą
stałem się samoukiem.


"TIR", który przy sposobności był wyprzedzony,
Został w tyle za nami i już zapomniany.
Teraz wita w Herbie "Jeleń Rogaty Czerwony",
Co także jest przez nas powitany.


Na tym kontakt i przyjaźń się kończy,
Skoro mój "Mustang", co prawda benzynę połyka,
Do celu coraz to bardziej droga umyka,
Aż za jakąś godzinę zupełnie docelowe miejsce
przyjaźnią z nami się połączy.


Tym samym, zanim to nadejdzie,
Teraz trzeba skupić więcej wagi,
Zbliżając się do ronda, i w tym względzie,
Trzeba mieć w sobie więcej skupienia,
ostrożności, niżby odwagi.


Rondo, którego dwie wiosny
temu jeszcze nie było,
Dzisiaj nie sprawia trudności,
a pozytywne zadumanie.
Jak tutaj nie doceniać unijnego wypełnienia,
Aby Polsce lepiej się żyło.


Nawet ci, co byli Unii przeciwni,
Kiedy pobrali dotacje,
zamilkły im się buzie.
Jeszcze pięć lat wstecz, mówili:
"Polacy, nie bądźcie naiwni,
Nie wchodźmy do Unii!"
Myślę, że z Unią jest bardziej na luzie.


Tak myślę - i z tą świadomością
Przejeżdżam rondo w większości
z dotacji unijnej.
A że z natury jestem wysoce linijnej,
Życzę temu miasteczku, z nieopodal
którego pochodzi Święty Gabriel,
aby obdarzył wielką światłością.


Drogowskaz na Hajnówkę kierunek
wcześniej już wskazał,
Rondo było miło przejechać i opuścić.
Od kiedy "paraplegikiem" się stałem,
nigdy czas na mnie się nie obrażał,
Więc, wio "Mustangu" w nie za szybkim rytmie,
aby wzrok mój mógł jak najwięcej
krajobrazu utrwalić,
po czym na papier umieścić.


Tymczasem znak drogowy Hajnówka 62 km. wskazuje,
Nie stosuję zwyczaju: "Komu w drogę, temu czas".
Nie śpieszno mi do ludzich mas,
Skoro dobre Państwo świadczenie mi realizuje.


Jaki krajobraz dla oka,
Taka prędkość mego konika.
Gdy krajobrazu piękność
po horyzont jest szeroka,
Wzrok mój z niego nie znika.


Choć wioski, pola, lasy zdawałoby się
jesienią uśpione,
Niemniej wszystko ma swój kolor;
Złoto-barwny Podlaskiej jesieni walor,
Przynajmniej poecie nie jest zagubiony.


Między Zabłudowem, a Narwią
Nagle droga stała się kręta, pagórkowata i leśna.
Na prawo i lewo krajobrazy przyrodą się barwią,
W dodatku wyzłocone krajo-obrazem września.


Droga, choć nie jest krajowa,
Jak "ósemka", co przecina moje miasteczko.
Za to w podłożu nad wyraz dobra,
tylko pędź mój "Mustangowy" koniku sobotnią wycieczką,
Kiedy w ręku do gazu jest chęć i odwaga bojowa.


W lewo, prawo, z górki, pod górkę,
Taki mamy dla oczu wizerunek drogi,
Do złudzeń z powtórką,
Ale czas na dzisiaj nie jest ubogi.


W oczach od krajobrazu kolorowo,
W sercu zachwyt i radość gra,
Natchnienie nie odpływa,
jak przedwiosenna rzeką kra,
Za szybą opór powietrza gwiżdże,
pachnie las.


Droga kręta nie kończy się kilometrami,
Pod górkę, z górki huśtawką,
jak w kołysce dziecięcej.
Uchodzący lodowiec ukształtował
podlasie takimi walorami.
Dzisiaj już nie pragnę nic więcej.


Przecież droga docelowa jeszcze przed nami,
Tyle wiosek po drodze, aż do Hajnówki.
I choć mój "Mustang" żre złotówki,
To co widzę na jawie,
nie spełni się we snach.


Dzisiaj nie napiszę, że:
klawo jest, jak cholera,
Skoro dzisiaj mam dumę i powagę.
W niektórych okolicznościach
spuszczę gaz aż do zera,
Mijając wsie jedną, drugą, trzecią,
trzeba skupić większą uwagę!


Kiedy nadszedł czas znaleźć się w miejscu,
Gdzie naturalna płynie rzeka: Narew,
To nawet zatrzymałbym się na moście,
nawet drogowym znakom wbrew,
Aby tylko jesiennym urokiem rzeki
nasycić oczy, jak pięknym snem.


Ale nie my jesteśmy jedyni
użytkownicy podlaskiej drogi,
Skoro za nami podróżują inne samochody.
Z uroku, czuję, że nawet
sam "Mustang" chce powiedzieć:
spuść z gazu, użytkowniku, ty mój drogi,
Ja oddech złapię, a ty wykąp się oczyma
w tej rzece dla ochłody.



Narew osada piękna jak inne podlaskie,
Zagubione gdzieś na skraju Ojczyzny.
Kraju, ty mój lasów, rzek i Wysoczyzny,
Uwielbieniem jest większym, niżby teren płaski.


Gdyby nie cel wiódł nas podróży,
To zatrzymałbym się tutaj na dłużej.
Spytałbym tej uroczej rzeki: Czy mi wywróży,
Jakie sny będą sprzyjać w Glorii Chórzej?


Tym bardziej mógłby mi odpowiedzieć
Ten tutaj obok skrzyżowania stojący Czyściec?
Ale dzisiaj, jak bez głowy jeździec,
Właśnie dzisiaj przyszłości swojej
nie chcę wiedzieć!


Najwyższy w Niebie, myślę, że mi to wybaczy,
Tym bardziej błogosławiąc, dobrą drogę wskaże?
Skoro poeci nie rodzą się, jak miot sobaczy,
A zwłaszcza tacy, co mają 
c i e r p i ą c e g o  życia bagaże.


Takich, nie tylko kochają Aniołowie,
Ale i szczerze kocha sam Bóg.
Nawet podziwiałby własny ich wróg,
Ale takowych nie ma w ich wierszowej głowie.


Czas mija, droga przemija,
Już witają nas Nowosady.
O dziwo, kark nie boli, nie sztywna szyja,
Zatem miło jest dodawać gazu,
gdy "Mustang'a" prowadzić jeszcze dam rady.


"Mustang", to "Bożym Dzieciom" okno na świat,
A nie TV, co ukazuje świat bierny.
Choć przez dwadzieścia lat
byłem temu światu wierny,
Tym niemniej na dzisiaj,
to poezja jest mego życia kwiat.


Więc dalej i dalej moja poezjo -
Dźwięcz nad życiem wesołymi strunami...
Bo skoro w życiu los stał się herezją -
Nich się ugrzęźnie pod byłymi
życia mojego ruinami.


Abym ja nie płakał na jawie,
Tylko żale wywlekał do wiersza;
Czym w tomie treść będzie szersza,
Tym bardziej stanę się wolnym,
jak łabędź w tym Nowosadzie stawie.


Tylko szkoda, że to nie maj,
Nie kwitną sady.
Bylibyśmy wolnym kwieciem, my dwaj,
Jak dwa lata temu, przemierzając te osady.


Ależ przecie, poeta kocha
wszystkie roku pory;
Nie tylko wiosnę i jesień,
Nawet w upalne lato, w chłodną zimę,
ma wiele uniesień;
Ubierając ją w poetyckie wzory.


Nowosady na pożegnanie pomachały,
Powrotną drogą, my, Im to samo uczynimy,
Do siebie bez żadnych czułości i chwały,
Choć w niczym siebie o nic nie winimy.


Radość przeminie, pamięć
zostanie wpisana do wiersza,
Sentyment zginie i uczucia na sercu.
Dzisiaj finał zamieści się
w poetyckim kobiercu
Tam, gdzie skończy historia
naszego wycieczkowego wiersza.


Teraz Dubiny z uśmiechem goszczą nas,
Aż do przedmieścia Hajnówki.
Więc trzeba z ręki spuścić gaz
Dla bezpieczeństwa bez żadnej wymówki.


Nawierzchnia drogi srogo zdeformowana;
Zdałoby się odnowić nawierzchnię.
Choć Dubiny stykają się z Hajnówki powierzchnią,
Już w mieście ulica Białostocka,
jak ta lala odszykowana.


Na skrzyżowaniu sygnalizacja świetlna, nie inaczej,
Miasto zmienia się nie do poznania.
W większości Unii Europejskiej zawdzięczamy, raczej,
Że tak pozytywnie jest zauważalna zmiana.


Kiedy wjechało się w serce miasta;
Pięknie i czysto wszędzie dla oczu.
To że na Podlasiu, i na kraju uboczu,
Nie oznacza, że nie może być bogato,
jak za Piasta.


Ulica, która prowadzi do Białowieży -
Wyprowadzając z miasta ze wzbogaconym bagażem wrażeń.
Raptem nakrywając zlitą masą cienia
z gęstych drzew, rześkością odświeży,
Co orzeźwienia wystarczy aż do następnych wydarzeń.


Długo nie kazało na siebie czekać,
Kiedy miasto nas na dobre nie zdążyło odprawić,
Tutaj już Puszcza swoimi jesiennymi kolorytami
z nami zaczęła się bawić,
Co wśród niej droga prowadzi kręta jak rzeka.


Otchłań Puszczy połknęła nas jak nicość,
Choć przyciąganie ziemskie sześciokrotnie
jest silniejsze, niż księżyca.
To zdaje mi się, jakby unosiło mnie coś,
Jakoby zaczęło w powietrzu mnie więzić,
jak lotna okrężnica.


Tak jakobym płynął w powietrzu przed siebie,
Chociaż słyszę warkot swego "Mustanga".
Tutaj przecież świadomości zachowania
musi być wysoka ranga,
Skoro za życie, Bóg jest
odpowiedzialny w Niebie,
ja na ziemi za Miłouczynkę,
syna będącym mi w potrzebie.


Zatem głęboki oddech tlenu Puszczy,
Czas wraca na ziemię.
Dostrzegam na lewo i prawo
w nieskończoność las gąszczy,
Co w nim żadne stworzonka nie drzemią.


Pobocze drogi na obie strony
W drzewa liściaste są tak gęste,
Że nawet wiatr nie błądzi,
jak biegnąc przez pola puste,
skoro przed wiekami ugrzązł tutaj -
Nie może wyrwać się nad
otchłanie Puszczy korony.


Tak nieodczuwalnie nikomu, błądzi po dzisiaj,
Będzie błądził, póki lasu otchłań żyć będzie.
Ja podobnie w podziemiu ugrzązłem wczoraj -
I już, jak ten uwięziony wiatr
nigdy nie wyzwolę się ze szponów
w tym względzie.


To też pozostało tylko mnie
Okryć się z tej otchłani leśnej barwą jesienną,
Na jutro i na tę chwilę zmienną,
Póki jeszcze życie daje mi myśleć przytomnie.


Żółto-jesienne ubarwienie jaskrawi się
w prześwitach słońca -
Dodając uroku sosnom,
ktore wyrosły nad wszystko.
A droga, która zdawałoby się,
że jest bez końca,
To temu, że nie świeci jałową pustką.


Tegoroczny sezon obrodził grzybami,
To sporo w Puszczy i grzybiarzy.
Mnie też po lesie pochodzić się marzy,
Co tylko doświadczam ze snami...


Tu, tam na drogi uboczu stoi samochód,
Bardziej w głębi lasu niejeden
pod sosną oparty rower.
Grzybiarze robią po lesie obchód.
Mnie tylko pozostaje na koniec
włączyć "Mustangowi" "power".


Jeszcze kilka drogi prostych,
Jeszcze kilka drogi obu zakrętów.
Już oczy dostaną nad wyraz
niecodziennych prezentów
W postaci: rysia, wilków,
żubrów, jeleni, łosi,
świń dzikich, sarn, tarpanów -
koni przypominających.


Droga daleka - i w czasie
jakoby niekończąca,
Już wskazuje drewnianą tabliczkę:
Rezerwat Żubrów.
Choć dziesiątkami razy była kręta,
nie była błądząca,
Skoro radosna na jawie,
jakby ze snów.


Wilgoć Puszczy, przebytej podróży nie męczy,
A orzeźwia - dodając otuchy.
Parkingowy, zapewne pomyślał:
"Ale zuchy" ?
Skoro obrazek za szybą tęczy.


Już wskazuje miejsce zaparkowania!
Ja mu na to: - Jestem na wózku inwalidzkim!
Czy mogę gdzieś w miejscu bliskim?
Tuż przed bramą przywitania?


Parkingowy na to: - Ma pan kartę unijną?
- Nie! Ale jestem naprawdę na wózku inwalidzkim!
- To niech pan jedzie, aż pod bramę -
i tam gdzieś zaparkuje w miejscu bliskim.
- Dziękuje panu! I pokonuję te ostatnie
sto metrów z wesołą miną.


Nad bramą wejściową do ZOO napis:
Rezerwat Żubrów,
Po stronie drugiej przyciągające oko
zabawkami na straganach.
Sprzedający przyglądający się bez słów
W podpartych łokciach na kolanach.


Cień pod drzewem miły,
Nie gasi zapału, a wręcz dodaje.
W tej chwili, nic się nie zdaje,
Kiedy oczy moje tutaj przybyły.


W psychice tylko jeden problem tkwi,
Trzeba usiąść na wózek.
Ale tylko pot otrę z brwi,
I hopsa, skoro ze mną jest dobry bożek.


Brama z szyldem na górze:
Rezerwat Żubrów do środka zaprasza.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Ludzi wchodzących i wychodzących wzrok się rozprasza,
Chociaż wiedzą, gdzie są
i o jakiej porze.


50% ulgę dla O N w zakupie biletu
Z chęcią zamieniłbym na czas wsteczny.
Tym bardziej zaprzęgnąłbym się
w "rikszę" bez odwetu,
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Jak azjatycki wół wiózłbym swoją Panią
w czas erotyczny.


Bym się nie wstydził za wiek swój.
A ten, kto by mnie za to wyszydził.
Mówiłbym mu: - To ty w życiu z[a]błądził
I nie wiesz, gdzie stoczyć
przeciw losu swój bój!


Tablica, która wskazuje rozkład
w Parku Zwierząt,
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Pozwala zorientować się, jakich zwierząt
w klatce jest najbardziej żal.
Patrząc, jakby nie było zewsząd,
A nim w pierwszym rzędzie jest ryś,
co wysoka otacza go stal.


Ryś w klatce niewolniczej
Chodzi tam i nazad,
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Jak więzień w celi, co bez rad,
I tak jakby niczyj.


Żal mi go, ale
Jego więziennictwo akceptuje,
Choć nie jest to humanitarne wcale,
Za to każde dziecko wiedzę pozyskuje.


Sąsiedzi rysia, choć wilki,
Na wolności to niemożliwe,
Mają wybieg - w nim jak
w lesie ruchliwe niewątpliwie,
Ale już tutaj chyba na czas wszelki?!
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633


Chociaż wędrują od drzewa do drzewa,
To i tak jakby w ogóle nigdzie.
Skoro człowiek takie pomysły miewa,
To wilki są nigdzie i wszędzie.


Ale i w więzieniu dzikości nie tracą
W watasze dowodzący porządek i zasady ustala.
Człek każdy, choć im nie przygląda się z dala,
Cieszy się, że na siebie dzikości
ich uwagę przywraca.


Po drugiej stronie żubry rewir taki mają,
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Zdaje mi się, że oni sami nawet nie wiedzą,
Że nie po swobodzie leśnej chodzą,
Jakby nie było, za to że żyją,
w więzieniu siedzą.


Nagle "zielonym" się stałem, i przecież
Zapomniałem po co tutaj przybyłem.
To dlatego, że od dziecka przyrodę lubiłem,
Po dzisiaj utrwaliło mi się to, jak pacierz.


Zwierzę ma być na wolności,
Tak jak człowiek w domu.
Nie w ogrodzeniu żyjąc w zupełności,
Co obustronnie na dobre nie wychodzi nikomu.


Ależ powtarzam, nigdy nie będę "zielonym",
Skoro cel uświęca środki.
Jeśli po tym z dzieci urosną stokrotki,
Więzić zwierzęta, świat nie będzie zawiedziony?


Na zakręcie jak na polnym skrzyżowaniu,
Żyje dla siebie i ze sobą para jeleni.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Oswojone, podchodzą do ludzi w zawołaniu,
W pełni oddając się ludziom, pozując na foto
w blasku słonecznych promieni.


Podążając dalej tropem Rezerwatu Zwierząt -
Napotkaliśmy na parę: "Żubroni".
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Leżało jedno i drugie bydle,
a woń była taka, że Boże broń,
Skoro jak u bydląt, nieczystości nierząd.


Niżej na długiej prostej
Tam, gdzie rogaty łoś ryczy!
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Tutaj słońce wyzłaca pejzaż w chwili tej,
Co ujmę to na foto dla pamiątkowej zdobyczy.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633


Krajobraz jesienno wybornie nad śliczny,
Drzewa wysokie i jesienno-barwne.
Nic tutaj nie rośnie na marne,
Chociaż obszar w zwierzęta pusty, choć liczny.


Przy drodze wycieczkowego obchodu, za siatką,
Łosica skulona leży jakoby była chora?
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Choć ludziom zwiedzającym jest ciekawą gratką,
Sama nie podniosła się i nie odeszła,
jakby nakryła ją obora.


Zwierzę nie człowiek, wstydu nie ma,
A chociaż łez miała pełne powiek,
Ciągle jakby obojętny był każdy
obecny przy niej człowiek,
Choć foto wykonywał każdy minutami trzema.


Za to jej kochanek,
z którym dzieli swój rewir,
Tam po drugiej stronie swego wybiegu,
Wpadłszy jakoby w szaleństwa
zwierzęcy złości wir,
Rykiem nawołuje swą bratanicę
do siebie do przy biegu.


Łosica leży jakby nic na tym świecie
ją nie interesowało,
Nawet samiec po drugiej stronie rewiru
dalej ryczący, wcale ją nie wzrusza.
Leży i tylko oczyma "błymka"*,
jakby z niej już wychodziła dusza,
Jeśli kiedykolwiek w zwierzęciu coś takiego
jak dusza istniało?


Tacy ludzie, jak ja rozumieją nawet zwierzę[ta],
Myślę, że zwierzę wszelkiego rodzaju rozumie mnie?
Bo choć nie jestem zwierzęciem, a człowiek,
to i tak niżej w życiu od człowieka mierzę,
Skoro mam taką naturę na jawie,
a nawet i we śnie.


Ten łoś zaraz, albo za godzinę
Wstanie, kiedy ludzi nie będzie.
Ja już, jak upadłem po swoim błędzie
Nie stanąłem, choć podnosiła mnie
nie tylko na duchu rodzina.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633


Aby zapomnieć kim jestem, co mam na sobie,
Co mam z sobą, za sobą i przed sobą?
Trzeba opisać tą pokorną łosicę,
co ją wierszem zdobię,
I iść prostą do końca, nie życia,
a później w lewo, gdzie dzik
nie jest osobą.


Jak świnią, co nie ma zdania
I wszystko jest jej obojętne,
Aby tylko brzuch nakarmić,
z obyczaju świńskiego wzięte,
Żyjąc bez odpowiedzi -
skoro nie stawiając pytania.


Świnie leżą sobie w zagrodzie obżarte,
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Nie myśląc o swojej urodzie.
Ni to są bezczynne, niby uparte
Ludziom, skoro nie chodzą po zagrodzie.


Mnie to ani grzeje, ani ziębi,
Wystarczy że leżą z dala od ogrodzenia.
Przynajmniej odór z nich mniej śmierdzi,
a po foto i tak powiem im: do widzenia,
Choć na życie mam sposób gołębi.


Tutaj na łuku za którym
zwiedzania ostatnia prosta,
Jest ławka na której można odpocząć.
Mnie to nie dotyczy, skoro już
dawno w życiu usiadłem,
a los tak dalej chłosta,
I co mogę na to począć?


Tylko to, że miło mi jak ludzie usiądą,
A po nich moja Miłouczynka i "źrebak"*,
Któremu zawsze czasu brak,
Skoro młodzieńczo niecierpliwe
myśli jego wiodą.


Stąd zaraz na prawo,
Gdzie wybieg dla sarn, stoi korytko,
W nim żółty ptaszek pokarm dziobie śmiało,
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
To co w korytku widać jest wszystko.


Trochę dalej w zaroślach
Ukrty stoi koziołek rogaty!
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Dzisiaj nie są mu w głowie do sarn swaty,
Skoro jest sam, z myślą zapewne o polach.


Tuż za nim tego problemu
Zapewne nie mają koniki tarpany.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Skoro żyją w rodzinnym stadku
ze sobą w symbiozie, co los im udany,
Aż koziołek chciałby zapytać:
nie żyje ja tak, czemu?


Nie brak im niczego;
Ani pokarmu, ani więzi
w symbiozie rodzinnej,
Ani miłości w chwili nagłej i pilnej,
A zatem tylko po życzyć
koziołkowi tego samego.


Wśród tych koników tarpanów,
Wzbudzał objawy najmilszej radości
Konik mały, bryka sobie,
choć nie zna szpanów,
Bo to przypisuje się
tylko ludziom - Jegomości.


Na tej ostatniej prostej obchodu,
Powrócono raz jeszcze do rysia.
Skoro nam najbardziej było go żal samotnisia.
Niech to już utrwali się nam,
że to wszystko do naukowego ludziom dowodu.


Z tym rozumieniem i świadomością
Czas przyszedł końca zwiedzania Rezerwatu Żubrów.
My ludzie miejmy świadomość,
że czynimy to dla zwietrzą z godnością,
Bo to istnieje dla edukacji, nie dla sporów.

https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633

  Objaśnienia: "wybałuszam"* - z etnicznego na poprawny
  po prostu oczy wytrzeszczam.

  "śledzikiem"* - określenie z pochodzenia
  na białostoczanów, którzy będąc
  w innym regionie np. jak w moim przypadku
  było to na Górnym Śląsku w OHP,
  przezywano "śledzikiem" czyli "śledzik".
  A wiązało się to z tym i przez to,
że mieszkańcy tego regionu -
  dzisiejsze Podlasie, po prostu zaciągali
  akcentem mowy mówiąc potocznie.
  Stąd takie określenie zwłaszcza było popularne
  w latach 70-tych ubiegłego stulecia.

  "szczurkiem"* - autor miał na myśli nazywanie takim
  potocznym określeniem młodych chłopców,
  którzy lubią zaszaleć z prędkością samochodem.

  "błymka"* - w języku etnicznym autora
  po prostu mruga powiekami.

  "źrebak"* - autor miał na myśli syna.

   Pisałem jesienią 2010 roku. Podlasie

185 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2013-11-14 20:02:16)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
            WIERSZE  Z  PAŹDZIERNIKA  2010  ROKU



            [ Ciąg dalszy już z października 2010

     W     Z Ł O T Ą     J E S I E Ń     P O D L A S K Ą

           ...Co mi w duszy gra i w sercu dzwoni... ]



                     W  GŁĘBI  PUSZCZY


                Będąc tutaj w głębi Puszczy,
                Wchłaniając tlen z Puszczy,
                   Czuję się jak w Niebie,
                   Mówiąc sam do siebie:


                  Lekko jest mi na duszy,
                       Rześko na ciele,
                     Spokojnie na sercu,
              Bo ptaki są mi za przyjaciele,
                 Śpiewu mając pełne uszy,
           Nawet jesienią, nie tylko w czerwcu.



                JESIENNO  WEEKEND'owy  DZIEŃ
     

     Pięknie z "wierszowego trójkąta" patrzy się oczom,
            Bo dzień w jesienną pogodę zasobny.
            Z oddali zanim chmury się przytoczą,
  Złoto-barwny jesienią dzień niech się staje ozdobny.


         Sikorki radują się słonecznym dniem -
       Podróżując: drzewa, blok - blok, drzewa...
                 W wierszu ja chyba śnię,
              Kiedy objawia mi się naga Ewa.


                 Na niebie cisza absolutna,
             Wiatry po drzewach nie gwiżdżą.
       Jesień piękna złota podlaska jesień cudna,
            Jedynie tylko drozdy nie drożdżą.


         Pogodą sny, żeby tak były wymawiane,
       To wszystkie pragnienia byłyby spełnione.
                 Ale mało komu to dane,
          Żeby tak na jawie objawiały się one.


     W życiu, czasami momenty są tylko dobre,
                 Jak pogoda w przyrodzie.
I choćbym w walce z  k a l e c t w e m  zatrudniłbym jadowitą kobre,
            Już i tak nie sprostałbym pierwotnej urodzie.


                      To też, życie trzeba polubić
                          Takie jakowe ono jest.
                   Lepiej złotą jesienią się czubić,
   Niżby odnowa i odnowa cierpienia przechodzić chrzest.



                 JESIEŃ, TO  NIE  SMUTNA  PORA


                    Jesień, to nie smutna pora,
           A w niej - z piękna jej jest radość spora.
               Wiatry chłodne po grzbiecie wieją,
     Ale to nic, kiedy słońca blaski ku mnie się śmieją.


             Cienie płyną przede mną i za mną,
         Liście z drzew giną, przede mną i za mną.
        A ja jak ta jesień, w życiu moją chwilą marną,
                  Ciągle żyję chwilą dawną.


              Wstecz jest mi bliższa i milsza,
           Niżby przyszłość nieznana, bo dalsza.
                  Bo właśnie tę życia wstecz,
             Jesień zawsze mi przypomina, lecz
Nie smuci mnie, bo jest jedyną z moich pór roku najbardziej lubiana,
              Bo jest harmonią ze mną zgrana.



                     PODRÓŻ  DO  NIEBA


               Bardzo czyste niebo wszędzie,
                   A więc w tym względzie
                   Słońce świeci tak samo
   Wszędzie - tu i tam, gdzie mieszkasz, mamo.


        Więc i skoro tak, późne lato się spisuje,
Zatem w drogę tam, gdzie czas z dzieciństwa mnie oczekuje.
            "Mustang" do drogi zawsze jest gotowy,
               A ja w natchnieniu zawsze wierszowy.
                    Więc tylko wyruszać w drogę,
              Póki jeszcze podróżować chcę i mogę.


                     Po dzieciństwa czasy cofając,
           Za Naturą na wolności będący, bo Ją podziwiając.
                       Babie lato łapać biegnące,
                 Promienie słońca z nieba spadające.


                       Babim latem owinąć siebie,
           Abym z promieniami słońca błyszczał w Niebie.
                  Póki co, jest piękność doczesna,
         Słońce przyjmuje każda rana z życia bolesna.


                 Małe ptaki wśród barwnych drzew
                Komponują mi chóralny swój odzew.
                      Nic tutaj się nie zmienia,
         Prócz na twarzach ludzi, co Im trud z imienia.


             A mi głód wszystkiego po dzieciństwo,
  A tym bardziej, co mi los sporządził w życiu świadectwo.
                  Przeto zawsze wracam wstecz,
   Tylko mi życie moje nad minionym czasem nie becz.


          Na cykam zdjęć krajobrazu przyrodniczego
                  I będę żyć dalej z tą urodą,
               Aż do czasu życia odchodzącego
      Tam, gdzie wszystko żyje z niebiańską zgodą.



                   PODLASKIE  KRAJOBRAZY


                      Duch mój Wolności
                Hula po tych łąkach i polach.
               Aż radość w mym sercu gości,
                  Po przeżytych życia dolach.


                  Ocean lasów płynie zielenią,
         Niebo za horyzontem zachodzi czerwienią.
                Ja kiedyś to miejsce porzucił,
           Zrozumiał, kiedy los życie mi wywrócił.


                  Szczęście w życiu ci mają,
         Którzy w pisaniu od dziecka są poetami.
             Oni rodzinnych stron nie opuszczają;
         Żyjąc w przyrodniczej kołysce swoimi latami?


                  U mnie wyszło na odwrót;
                 Poetą jestem od urodzenia,
    A pisać zacząłem, kiedy stanąłem u bram wrót,
          Nie mając już możliwości z ich wychodzenia.


           Dźwięczne echo mnie po lesie niesie,
            Jak krajobraz po horyzont szeroki.
                Aż po te na niebie białe obłoki,
                  Jakoś tak samo prze się.



                        PAŹDZIERNIK


             Słońce świeci nie skąpiąc siebie,
             Drzewa jarzą się w promieniach.
            Żaden obłok nie płynie po niebie,
       A tylko tkwi najwyżej we wspomnieniach.


         Wiatr jeszcze nie obudził się po nocy,
    Gałęzie drzew kołyszą jedynie siadające ptaki.
Liście uczepienia się drzew już nie mają żadnej mocy,
      Spadając raz po raz, świadczą jesień za znaki.


  W cieniu nadal szron gości na samochodach i trawie,
              Aż chłód koszulę do skóry ziębi.
            Lecz, ja nigdy nie jestem w obawie,
Skoro mając ciepły dom, bezdomność nigdy mnie nie gnębi.



                    JESIENNYM  PORANKIEM


                Kiedy słońce wyjdzie zza bloku,
              Już nie wznosi się nad lasu korony.
                Już spojrzeniem nie razi w oku,
            Tym niemniej można odsłonić zasłony.


             Już promieniami nie wyzłaca tak drzewa,
                  Jak to było jeszcze wrześniem.
             Tym bardziej zaniknął już ptasi odzew,
                      A tylko o ich chórze śnię.



                  TAŃCZY  WIATR  PO  ZALEWIE


                      Tańczy wiatr po zalewie,
                  Zakłócając spokój wody brzegu.
                        Goni wiatr po drzewie,
                      Nie znając życia w szeregu.


                       Biegnie wiatr w las cichy,
                        Zakłócając jego spokoju,
                       Wymawiając swoje grzechy;
                           Co nie chce pokoju.


                   Sosny szumią leśnym płaczem,
                   Brzozy żalą się gubieniem liści.
                   A wiatr ciągle jest im graczem,
                         Decydując, co im ziści.



                        PRZYSZEDŁ  MÓJ  CZAS


                           Tak było mi pisane -
                           Przyszedł mój czas.
                           Tak było mi pisane -
                          Przybyć tutaj w ten las.


                       Siebie, tutaj nad wodę wożę,
                       Za wszystkie radości i grzechy.
                          Dzięki Ci za to, mój Boże!
                          Że dałeś mi tyle pociechy.


                           Las otacza mnie zewsząd,
                        Brzozy płaczą nad moim losem.
                        W wodzie utonie życia mój błąd,
                    Co wieki tkwił nad moim losu patosem.



                                 JUŻ  MI  NIE  ŻAL,
                       ŻE  NIE  CHODZĘ  PO  TEJ  ZIEMI


                                  Już mi nie żal,
                           Że nie chodzę po tej ziemi.
                               Dzisiaj mam za to bal,
                          Bo jutro będę chodził w Niebie.


                                 Gdy przyjdzie czas,
                               Opuszczę Was i ziemię.
                      Nie odczujecie pustki wśród ludzi mas,
                       Skoro byłem tylko człowieka cieniem.



                               W  CICHYM  MIEJSCU


                             Byłem tutaj ze sto razy,
                   A jeszcze może będę ze dwieście razy?
                         Bo tęskno mi do złotej jesieni,
                     Co się nad i pod wodą w złocie mieni.


                              Niebo słońcem się pali,
                            Hen tam, gdzieś za lasem.
                             A kiedy zajdzie w oddali,
                        Korzystam do pełni tymczasem.


                             Jak ciężko stąd odejść,
                     A jeszcze ciężej było kiedyś przybyć.
                         Ile to wschodów musiało zejść,
                   Żeby można było na wiersze się zdobyć.


                            Gdyby nie pisana poezja,
                              Nic nie byłoby to warte.
                           Bo byłaby świata inna wizja,
                          I na czym innym życie oparte.



                                     CZUWANIE...


                                  Czuwa mój duch
                                     Nad tą wodą.
                              Każdy z wiatru jej ruch,
                                  Jest natury urodą.


                                  Czuwa mój duch
                                  Nad tym niebem.
                                 Ptak, to jest zuch,
                       Co płacze nad  moim pogrzebem.


                                  Czuwa mój duch
                            Nad tym lasem strasznym.
                           Mając w sobie potężny słuch,
                          Choć w niczym będąc ważnym.


                                  Czuwa mój duch
                            Nad wszelkimi chmurami.
                            Pilnując wiatrów podmuch,
                         Będąc przebiciem nad murami.



                                       NA  JESIEŃ


                            Kiedy pogoda psikusa płata
                                 I kiedy tak się splata,
                            Że się jest z życiem na "kole",
                             To tylko wiersz napisać wolę.



                       WIERSZ  O  JERZYKACH  I  O  JESIENI


                           Jerzyki odleciały już do Afryki,
                         Nieba nie podbijają Podlaskiego.
                            Nie tworzą się w zlite szyki,
                  A hordami podbijają nieba Afrykańskiego.


                         Jesień przyszła już na dobre;
                      Za oknem z bluszczu liść po liściu
               Nieodwracalnie spada ku jesiennemu odejściu,
              A tylko jego owoce są nie wzruszone na tę porę.


             Na Boże Narodzenie, kwiczoł po nie tutaj zagości,
                  Jak w głębi Puszczy zabraknie pokarmu.
                      Innym ptakom nie znajdzie litości,
                      Choć ode mnie dostanie za darmo.


                               Zanim co, jesień taka,
                               Że tylko ją uszczypnąć.
                   Bo jutro może już nie być taką skądinąd,
                               A przyjdzie zimy oznaka.

  II

                         W  MIEJSCU  PRZYJŚCIA  NA  ŚWIAT


                             Piękne okoliczności Przyrody;
                                  Jest tutaj tak cicho,
                                Jakby niczego nie było,
                             A przecież wszystko tutaj jest,
                              Czego człowiek wydobyciem
                                 Skaleczony potrzebuje.


                                   Jest wiatr w polu,
                                   Zające buszują w
                               Ścierniskowym seradelu.
                              Sarny przebiegające drogę,
                            Dziki zryją doszczętnie polanę.
                         Brzozowy młodnik zmienił krajobraz,
                    W podobieństwie ze wszystkim lat przybyło.


                             Ta Kraina Podlaska jest mi,
                                    Jak nie sielanka,
                                   A jak druga Matka.
                              Budząc się każdego ranka,
                             Dzięki składam Najwyższemu,
                                 I tej Ziemi Podlaskiej,
                              Po której, choć nie chodzę,
                                    Ale na niej żyję!


                                       *     *     *

                         Tak jak ptaki do gniazd wracają
                        Rok po roku, aż do skończoności.
                         Tak i ludzie gniazdka swoje mają,
              Chociaż do siebie codziennie mówią: "Do widzenia!"

  Podlasiu


                           NAD  WODĄ  W  SZARĄ  JESIEŃ


                        Dzień się popsuł w pogodzie całkiem -
                         Smętna wszędzie jesienna martwota,
                               A tylko woda jest grajkiem,
                    Spadając - co taka jest jej odwieczna robota.


                               Drzewa, to z dnia na dzień
                                Mają, to coraz mniej liści.
                      Z chłodem u ludzi coraz to więcej drżeń,
                               Skoro na dobre chłód gości.


                               Pod wodą jest tylko pięknie
                             Ukrytą w Puszczy, jak ja siebie,
                                Nie dorównam z Jej urodą,
                               A tylko, co mnie pogrzebie?


                                Niebo pokryte szarzyzną,
                                 Woda, naokoło zielenią.
                          Jesień zawitała nad moją Ojczyzną,
                        A drzewa barwią się jeszcze czerwienią.


                            Spokój na duszy mam okiełzany;
                            Już nie miewam smutków i żali.
                              A przez Naturę tutaj wezwany,
                         Odzyskuje wszystko, co mi się utrwali.

=============================================================================================

186 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2013-12-17 21:04:37)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

     DŹWIĘCZNE  PTASZĘTA 
NIE  ŚPIEWAŁY  MU  DO  UCHA


Chełpi się jego serce,
Że żyję wśród ptasząt.
A kiedy był w podziemnej poniewierce
I śmierć czyhała na każdym kroku zewsząd!
Dźwięczne ptaszęta nie śpiewały mu do ucha.


Kto tego nie posmakował, nie wie
Ile jest warta dołowa kromka chleba?
Na dole nic nie rośnie na drzewie,
Kiedy nie świeci słońce z nieba.
Dźwięczne ptaszęta nie śpiewały mu do ucha.


Świat jest sprawiedliwy tylko tym,
Którzy życia nie znają.
I co nie znają kroku trudom swym,
A wszystko mają do wypicia.
Dźwięczne ptaszęta nie śpiewały mu do ucha.


Miłuje życie tylko ten, kto zdrowie stracił,
Bo jeszcze wczoraj zdrowia i życia nie szanował.
Przekonał się wtedy, gdy krwią zapłacił,
Jak w życiu przywalon ziemią był,
bo pod nią się znajdował!
Dźwięczne ptaszęta nie śpiewały mu do ucha.



    ŚMIERTELNE  WSPOMNIENIA


Kiedy wspomnę o "grubie" - kopalni,
Jak upadłem na urobek*,
Strach mnie przeraża, widzialny,
Jak w mgnieniu powiek, narodzony grobek!


Na martwym urobku,
Co dynamit wyrwał z calizny piaskowca,
Życie konało w podziemnym dorobku,
W zamglonych oczach, jak konająca owca.


Ociosy* chwiejnie tańczyły pierścieniami*,
Spąg* płynął jak wodna fala,
Oczy ślepotą z otumanienia
wzrok traciły chwilami,
A śmierć krążyła bliżej, niż z dala!


Kamraci, co przy mnie stali,
Przerażenie zawładnięte było nimi.
Oni bardziej, niż ja,
śmierci mojej się spodziewali,
Choć przy mnie nie byli jedynymi.


Byli przy mnie i Aniołowie,
Co nad spąg mnie uniosły -
I w mej śmierci połowie,
Ku spągowi mnie ułożyły.


Śmierci się nie bałem,
Skoro ona już we mnie była.
Chwilami się śmiałem,
Kiedy ona wraz z Aniołami
ode mnie odchodziła.


A to znaczyło, że żyć będę;
Podnosiłem głowę, o dziwo,
Widząc jak obudowa stoi rzędem,
I już ku mnie nic się nie chyliło.

A więc żyć będę!

  Objaśnienie: urobek - zwał piaskowca
  lub węgla po odstrzale górniczym
  w czole kopalnianego chodnika.

  ociosy* - prawa i lewa strona
  kopalnianego chodnika.

  pierścieniami, pierścienie* -
  metalowa obudowa, która służy do
  zabezpieczania wydrążonego chodnika -
  przeważnie w kamieniu przed ewentualnymi
  górotworami odchodzącymi od calizny skały.

  spąg* - poziome podłoże chodnika kopalnianego -
  po prostu grunt pod stopami.



  POETÓW  NAWET  W  KOPALNI 
       CHRONI  BÓG


Jakiż to Boży cud mnie uchronił?
Jakaż to siła żyć mi pozwoliła?
Kiedy ja od śmierci nie stronił,
Jak robota pod ziemią mnie spowiła.


Ach, Boże! Wielkie Ci dzięki,
Że ja byłem pod Tobą,
A Ty nade mną Wielki,
Nie dałeś mi odejść z ostatnią dobą.


Był w tym jakiś cel i sens,
Że mi powiek nie pozwoliłeś zamknąć.
W moim przypadku to precedens,
Że w tym dniu nie musiałem skonać.


I że dusza moja skonać nie musiała,
Dzisiaj z takim przeświadczeniem ja żyję.
Za to, Tobie Boże! Niech będzie chwała,
Tego nawet przed ludźmi nie kryję.


Jest tylko jedna obawa,
Jeśli rękę przyłożyłeś, abym nie pomarł.
To czy w Niebie spodoba się Tobie
moja wierszowa strawa?
Co ja żem za lata drugiego życia
na sobie wywarł.



     Z Ł U D Z E N I A


Kiedy chodzę po ziemi oczyma,
Kiedy ścieżki nimi wydeptuje,
To nawet płacze zima,
Że sam Bóg nie poratuje.


W takim układzie, zdawałoby się,
Że nie ma znaczenia już pora roku.
Po co mi takie rozmyślanie,
Kiedy dotykam obłoku.


Na nim dobrze się czuję,
Tak jakobym nie szedł, a płyną.
Biały Anioł zelówek nie kuje,
Bo na ziemi chodzenia czas już minął!


Czy z tym dobrze mi jest,
Sam do dziś nie wiem?
Chociaż już raz przeżyłem śmierci chrzest,
A ciągle myślę, że śniłem.

  III

     STAMTĄD  TUTAJ


Dzisiaj już nie pamiętam,
Że wczoraj wadziłem się z Bogiem -
Na tę chwilę przeklętą,
Co przyszło mi się położyć odłogiem!


A winowajcą był z ciemności kamień,
Co wyrządził mi niewolę,
Gasnący życia młodego strumień,
Co trzeba było taką znosić dolę!


Palił się w sercu moim ogień,
Z wybuchu tragedii płomienny,
Nad życia i śmierci moim progiem -
W nocy i na czas dzienny!


Kląłem sam na siebie,
Że byłem głupcem,
A nawet, Boże!
Pretensje miałem do Ciebie,
Że już nie jestem Bożym chłopcem!?


Dzisiaj nie żal mi już niczego,
Nawet tych lat, co upłynęły,
Skoro wróciłem do krajobrazu leczniczego,
Po tym tutaj wszystkie zmartwienia
na wieczność zasnęły.



        COŚ  ZA  COŚ


Przybywam tutaj w to miejsce
Dla oczu i duszy jak antidotum,
Kiedy spoczynku i ciszy mi trzeba, jak czyśćca,
To miejsce służy mi jak zaufania wotum.


Będę tutaj przebywał póki sił w moim żywocie,
Tutaj wierszem krajobraz będę zdobił:
W zieleń, żółć, czerwień i w złocie,
Aby wraz z krajobrazem z cienia się wydobył.


...Ptaszęta będą mi śpiewać,
Sosny i świerki szumnie ze mną rozmawiać,
Nadmiar wody z grobli dudniąc spadać,
Kaczki ruchome kolory przemieniać...


Będzie mi tutaj swojsko,
Będzie mi tutaj, jak niebo.
Co prawda, widziałem już niejedno, Polsko,
Ale tutaj najbardziej pachnie glebo.


Z jarzma powracając, co los mi spłatał,
Soki chcę spijać tej Ziemi,
Abym po niebie już nie latał,
Co mnie nie było tutaj dekadami trzema.



  JEST  TAKIE  MIEJSCE


Ja, poeta w słowie ubogi -
Słów mi brakuje, żeby to opisać.
Boże, Ty mój drogi!
Jakie mam słowa wyczesać?

Żeby to ująć jak się należy.

Jakiż to poetycki duch mnie opętał,
Że ja w poezję się uwikłał?!             
Czyżby po temu, że los nogi mi spętał?
Czy ku temu, że ja przy natchnieniu trwał?

Żeby to ująć jak się należy.

Bo jest takie urocze miejsce
Na tej pięknej podlaskiej ziemi,
https://picasaweb.google.com/1032767343 … 9730990530
Gdzie ja osadziłem swoje życie w trosce,
Wracając do macierzy po tragedii śląskiej.

Żeby to ująć jak się należy.

Obojętnie gdzie na ziemi rodzinnej jestem,
Urok jej jest moim zachwytem;
Nastraja mnie swoim gestem,
Wschodzącym słońcem ze świtem.

Żeby to ująć jak się należy.

Te wzgórki, pagórki, lasy, pola i łąki
Wzruszają mnie po horyzont daleki.
Sine chmury, błękitne obłoki,
wiosennych kwiatów pąki.
I ten leniwie snujący nurt rzeki.

Żeby to ująć jak się należy.

Wsie w azbeście od słońca błyszczące,
Z pagórków stojących mnie się ukazują:
Wiosną, latem, jesienią czy nawet
w zimie należycie upiększające,
Co na co dzień tutaj na rodzinnym
Podlasiu moje oczy znajdują.

Żeby to ująć jak się należy.

  Mojemu rodzinnemu Podlasiu



     T  R  W  A  N  I  E


Czasu już minęło ćwierć wieku,
Bez prawie jednego roku,
Co nie wiadome, co wyczyni w człowieku,
Ale niech on zostanie na boku.


A  c h w a ł a,  Ci za to
I wielkie dzięki,
Że Ty, nic na to,
A inne ogarnęłyby już lęki?


Gdy noc się kończy,
A dzień rozpoczyna,
Ciągle więź nas łączy -
I Ty, ze mną jedyna.


Robisz co dnia to samo -
I nic Cię nie zniechęci,
I nie obrzydzi, Ty, moja Damo,
A inne z goła, co inne kręci?


W dzisiejszej dobie,
Nawet sam Anioł nie zniósłby, Boży.
A Ty, mówisz: - Nie wyrzeknę się Ciebie,         
Aż nas oboje w grobie położy!

Amen

  Barbarze

 
         
  DUMANIA  NAD  ŻYCIOM
[ paswajemu czyli etnicznie ]

Wieciar wieja ad wschadu,
Słonko świecić abiadom.
Dzisiajka na maju biadu
Ni idu czaławieczym chadom.


Ta z hetaho siadzu i dumaju
Nad swaim życiom...
Szto ni chto ni woźmja biadu maju
Na dzisiajka, zawtraka i pa tom.


Jakoja życio sabie zhadawał,
Takoja budzia na usie.
Hetaka ni son i ni kawał,
A balaszczaja prauda na zausie.


Wot i szto daczakałsa szczaścia,
Bło ni bło żyć trebo
Baz hetaho, jakaja maja życia maścia,
Pakul prydzia Niebo.


     *     *     *

Ciekawość nie znika tak szybko,
jak szybko się pojawia.



    NIEJEDNAKO  GWIAZDY 
    ŚWIECĄ  WSZYSTKIM


Życie zaczyna się od pierwszego oddechu
i kończy się z ostatnim oddechem.
A za życia, życie jednego
odbije się szerokim echem,
drugiego jak w nie byciu
ugrzęźnie tylko mu znacznym pechem.



     POZYTYWNIE  ZAKRĘCONY


Każdy w życiu ma swój czas,
aby mieć marzenia i je realizować...
I choć na tej ziemi żyje się tylko raz,
przyjdzie kiedyś na realizację czas znajdować.


A wybór jest taki, jak natchnienia,
Serce jest drogowskazem -
stawiając pierwszeństwa drogowy znak,
aby w życiu iść przed siebie wybraną drogą
lub wracać z życiem po wspomnienia -
umieszczając je na papier
pozostawiając po sobie znak.



     ŚMIERĆ  SIĘ  ODDALA -
     WIECZNOŚĆ  PRZYBLIŻA


Zakosztowałem poezji, jak narkotyku,
Który wciąga do nałogu.
Bez herezji, będąc na śmierci styku
Nie chciałem żyć tak w pustym duszy odłogu.



     Z  MAŁADYCH  LET


Z maładych let, uże
Ścieżki zaraśle biarazinoi,
Pala adłoham - a pa tamu chwajnoi,
I let na haławie mnoho, uże.


Dzisiajka usio usiudy innoja,
Ty, ja, hetaka, tamtoja i innoja
Szto ni widzim i ni znajam,
Tolko widzim heta, szto na sabie majam.


Z maładych let prawia usio pahinuło,
Albo uże usio pazmianiałaso,
Tolko w pamiaci ni minuło,
Pa dzisiajka, szto uczoraj stałoso.


Nad usiom ni padumajasz,
jak usiudy ni hleniasz,
Tolka widzisz miniany czas
I pustyje u wioscy chaty majasz,
Kali adnyja paumirali,
druhija paszle da ludziej mas.



     STARY  CZAŁAWIEK


Siadzić na ławcy stary czaławiek,
Na tware miełszy moża ze sto let.
Kali żył jon ceły wiek,
Napełno widział ceły świet?


Ciakawa, szto jon skaża,
Kali jaho zapytaju:
- Wy, dziadzku, wiela wasza życia gaża?
- Ni uwierszy, piaćsot załatych, maju!


- Mało, na hetja czasy.
- A, ty, skolko majasz?
- Dawoli, na dzisiejszje czasy.
- Ta znaczyca mnoho majasz?

- Nu tak, jakby dawoli, choć usie mało.


     *     *     *

Poezja, to taka człowieka majętność,
że jej nikt nie zabierze,
jak się zabiera[ło] nieruchomości.
Bo tego nie ma się w obszarach ziemskich,
czy murach stojących pod obłoki,
a ta majętność jest zbudowana w duszy człowieka.
Jedynie zło, jakie może temu krzywdę wyrządzić,
to nie uczciwe ją zaopiniowanie.



    MOTTO  MIETKA


W nocy śpij -
O dobrych rzeczach śnij...
W dzień żyj,
Z ludzi nie kpij.


Zasady miej uczciwe,
Nawet wybacz sprawy zawiłe.
Poślij, co nie ludzkie do lamusa,
I niech Cię nie dręczy żadna pokusa.

Bądź woli swej harcownikiem
I swoich czynów orędownikiem.


     *     *     *

W życiu mężczyzna nie wtedy jest mężczyzną,
kiedy jest "maczo", a wtedy,
kiedy kobiety przez mężczyznę nie płaczą.


     *     *     *

Ludziom, zawsze dalej do "happy endu",
a w rezultacie zawsze bliżej do błędu.
Skoro człowiek, nie komputer,
a błędna żywa jednostka.



     PARADOKSY  MIŁOSNE


Bywa tak, że jeden mężczyzna
kocha wszystkie kobiety,
a kobieta nie chce go żadna.

A z drugiej strony drugi mężczyzna
nie kocha żadnej kobiety,
a One wszystkie go uwielbiają.

Wszystkiemu winien jest jego seksapil.

Ot i cała prawda o kobietach
z paradoksem miłosnym.



     WYBÓR  CZŁOWIEKA


Jan Kochanowski pisał, że:

"Zna kto kiedy poetę trzeźwego?
Nie uczyni taki nic dobrego".


Ja jestem tego dowodem,
Odkąd piszę, zawsze byłem trzeźwym.
Stąd wiersze moje są marnym poetyckim rodowodem,
A w dodatku mniej wesoł, a bardziej zmierzłym.


A zetem od jutra zaczynam pić,
Żeby prawdziwym poetą być.
A z drugiej strony, jeśli Kochanowski 
Nie wylewał za kołnierz korony.


To nie znaczy, że i ja dzban mam trzymać stale w ręku
I rozprawiać o dziejach Rzeczypospolitej w dźwięku.
Skoro, poeci w różnych wiekach;
Różni się rodzą rozumy i smaki w człowiekach.


Każdy poeta żyje w swoich czasach
I różne ma swoje smaki.
Kochanowski pił, bo bywał w ludzkich masach.
A kaleki poeta nie do tańca i nie do wypicia,
skoro wśród poetów jedynaki.



  W  MOIM  PRZYPADKU


W moim przypadku
poeta nie śpiewa,
poeta nie tańczy,
statyczny jak drzewa,
przez los wybrańczy.
Ty mój, bratku.


W moim przypadku jest to możliwe,
co większości jest upierdliwe
w tym moim nieznośnym światku.
Ty, mój bratku.



  SŁOWO  PISANE 
  NAD  WSZYSTKIM


Mijają dekady:

Drzewa próchnieją,
Żelaza rdzewieją,
Betony porostami obrastają,
A słowa pisane są niezmienne;
Jedynie papier pożółknie.


Mijają stulecia:

Ludzie przychodzą,
Ludzie odchodzą,
A słowa ciągle żywe -
Słowa Poezji.


     *     *     *

...Potencjał we mnie drzemał,
który musiałem wyrzucić z siebie -
i teraz jest mi lżej...


     *     *     *

Jeśli straci się głowę,
to już wtedy i nie ma się twarzy.


     *     *     *

Ja nie mam kompleksu,
że piszę słabe wiersze,
skoro nie żyję z poezji
i nie grozi mi bezrobocie.


     *     *     *

Życie: jednemu szczęście i radość,
drugiemu tylko cierpienie.
A przecież jeden i drugi
rodzi się tylko raz.



    DZIECKU  I  ALKOHOLIKOWI 
     NIGDY  SIĘ  NIE  UFA     


Dziecko zawsze obieca,
że będzie grzeczne,
a prawie nigdy nie dotrzymuje obietnic.

Także jak i ludzie niskiej moralności,
jak alkoholicy:

dobry obyczaj, to im pieniędzy nie pożyczaj,
bo już prawie nigdy nie odzyskasz. 


     *     *     *

"Hej góry! zaklęte góry!
Tęskno mojej duszy!"

                     Jan Kasprowicz



     DO  JANA  KASPROWICZA


Biedny Ty, mój poeto,
Że tak tęskniłeś za górami.
Ja nawet nie widziałem gór ze snami,
A wcale nie ubolewam nad nimi, przeto.


A tylko tęskno mi do tych stron,
Skąd przyszedłem na świat.
Nad cudzymi skałami łez nie roń,
Kiedy najmilszy jest Tobie dziecięcy świat.



     "MENOPAUZA"


Gdy nadchodzi noc,
Dusza rozmawia z ćmami.
Gdzieś już zginęła upojna moc,
Kiedy struny rozkoszy ucichły z latami.



     ŻYCIE  PO  ŻYCIU


Już nigdy nie postawię stóp
Na tej tak Bożej
i prześlicznej Podlaskiej Ziemi.
Kiedy moje nogi martwe są, jak trup
I nie są mi za nic wdzięcznymi.


Nie chodzę, aż kiedyś
Jeśli raz jeszcze się urodzę,
To może pójdę, skoro Boże, Tyś
Masz nade mną wodzę.



LEPSZA  GORZKA  ŚWIADOMOŚĆ,
NIŻ  NIEZNANE  JUTRO


Jak  k a l e k i  poeta,
co siedzi pół metra
nad ziemią,
a o stopę nad nią
są moje stopy -
mam zawsze czyste buty,
nie mając na nich pyłu wędrowca.


Za to wędruję sercem,
myślą i natchnieniem.
Żyję nie jutrem,
a wspomnieniem
czyli przeszłością.
Z tego dziesięciokrotnie
mam mniejszy wydatek na obuwie.
A stokrotnie na żal
i na niezapomnienie.



  REKOMPENSATA  ZA  ŻYCIE 
   

Jak miło oczom, duszy i sercu,
Że żyje się w gąszczu Puszczy,
A nie w gąszczu betonu i szkła.
To co w życiu mi się zdarzyło,
Jakoby jest życia rekompensatą,
Nie za to i przeto,
Że byłem "królem",
A za to i przeto,
Że byłem prostym człowiekiem,
Który styrał zdrowie i życie
Pracując 630 metrów pod ziemią.
A po temu przede wszystkim,
Przeto i za to,
Że stąd pochodzącym.


     *     *     *

Drzewa umierają stojąc,
a ludzie leżąc -
praktycznie mała różnica,
prócz czasu sądnego granica.


     *     *     *

Człowiek, który urodził się
i żyje w puszczy betonu i szkła,
raz w życiu, czy nawet raz do rok
pojedzie do Egiptu na wczasy
lub w podobne miejsce świata,
myśli i się cieszy, że jest szczęśliwszym
od "wieśniaka", który od urodzenia
żyje cały czas na wsi wśród
NATURY PRZYRODY.
A prawda z goła jest odmienna,
kiedy rzekomy "wieśniak Egipt"
ma na miejscu.


     *     *     *

...Człowiek, który postępuje według serca,
a nie według rozumu,
z goła bardziej w życiu cierpi.

Ale za to ma więcej
natchnień i wzruszeń...



       PIERWSZY  ŚNIEG


Czasami pierwszy atak śniegu
Przychodzi jak niespodziewana choroba.
Stało się to dzisiaj, tak w jesieni biegu,
Nie powiedziałbym, że to ozdoba.


Ale, co mi tam,
Kiedy dziś nie będę na dworze.
Jutro śniegu nie zostanie nawet gram,
Skoro popłynie do rzek - i w morze.


I znowu będzie jesień złota.

  21.X.2010 rok. Podlasie



  BÓL  WKOMPONOWANY  W  ŻYCIE


Dotyka mnie ból,
Jak przebytych dziesięć stuleci.
Poeto, usta, lepiej stul,
A udręka z ciebie uleci!?


Chociaż z tego czasu -
Żyję zaledwie jedną dwudziestą,
A świat nad światy duszy mego chaosu -
Jest nadmiar codzienną tak częstą.


Od wieków, jak ludzie istnieją,
Czy muszą tak cierpieć?
Jak spróchniały ząb, co nad nim boleją,
Aż po życia kopiec.



  W I E C Z N E   C I E R P I E N I E


Odkąd się stał okaleczon,
Nie pomnę, by nie gnębił mnie ból.
To tak, jakoby chorobę przywleczon,
Co nie mija, a śmierci woła wprost i wpół.



  ZA  COŚ  ULEGŁOŚĆ


Czemu nie teraz?
Czemu nie tutaj?
Pozwól mi chociaż raz,
A po tym, nawet mnie "sputaj"*

  Objaśnienie: "sputaj" -
  w etnicznym języku autora
  po prostu zwiąż powrozem.

[ Dotąd < > 1600 wiersz ] -------------------------------------------------------------------



   DZISIAJ  NA  POLU


Dzisiaj na polu;
Pusty czas tylko przemierza,           
Bo plony w stodole
I pełne spichlerze.


Dzisiaj na polu;
Samotne ścieżki i dróżki,
Skoro ostatnie pokolenie na holu,
W beznadziejnym świecie wróżki?


Dzisiaj na polu;
Jakoś tak inaczej,
Tak jakoś jak na poza stodolu,
Jakoś tak dziczej.


Dzisiaj na polu;
Ziemia w miejscach niektórych płacze,
Bo jej spadkobiercy w Opolu?
I żałobna cisza przytłacza.


Dzisiaj na polu;
Wszędzie samotnica po nieboskłon.
Umieraj na samotnicy "pacholu",
Kiedy już nie wyrośnie zboże, a klon.



   DUMA  ŚWIĘTEGO  ROCHA

https://picasaweb.google.com/1032767343 … 5490870130
https://picasaweb.google.com/1032767343 … 3525540050

Od dziesięcioleci na stoku z dumą
Stoisz w centrum miasta,
Co w bieli wznosisz się swą kopułą,
Nad dumą tego miasta.


Każdy tu był,
Kto jest katolikiem z Podlasia?
A temu, co Jezus się śnił,
Nawet uważa się za modlisia?


Kiedy jestem tutaj
Na ulicy ŚWIĘTEGO ROCHA,
Czuję Boga, jak dotyka mnie, bodaj,
Tylko nie wiem, czy wystarczy Mu, moja skrucha?


O kalectwo, to już nie spytam,
Skoro cierpieć potrafię.
Radośnie jest unosić się swym zachwytom -
KATOLICYZM mając za swoją parafię.

  Białystok, dnia 23.X.2010 rok.

187 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-01-11 16:36:22)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.

     PRZEZNACZENIE


Muszę żyć, bo jestem poetą,
Muszę śnić, bo jestem sonetą.
Muszę przędzić tę poezji nić,
Aby w życiu wierszowym być.
Taka jest moja rola,
Taka jest moja dola
Być poetą na chwilę nie tą,
Która przyszła jak burza,
Jak grom z jasnego nieba,
Co grzmieniem się wydłuża
I spada, jak śmierć życzeń
Na moje ciało i duszę
Bez żadnych wyliczeń.
Zatem nic nie znane,
Co może spotkać człowieka.
A niepewności głębia nieznana taka,
Jak mulista rzeka.



     COŚ  NIEBYWAŁE


Śniło mi się, że:

Widziałem na zachodzie wschód słońca,
Na wschodzie zachód słońca.

Nie było to straszne,
Ani dziwne, tylko normalne.

"Kiedy świat w niszczeniu środowiska
zszedł na psy, to i to możliwe?!"

A sny przecież często się sprawdzają?!



     W  MIEJSCU  DLA  POETY


Kiedy patrzę w okno
I widzę szczery las,
I słyszę, jak szumi w ten czas,
Jest to dla poety szczęśliwe piękno.


Małych ptaków jest więcej, niż drzew,
Aż zabrakłoby czasu, by je zliczyć.
Choć jesienny, ale jednak słyszę śpiew,
Czym mogę nadal się zachwycać.


A kiedy spojrzę w niebo -
Żadnego nie widzę przemijania.
Tylko czuję Boga naszego,
Co na ziemi każdemu wyznaczył przykazanie.



     WCZORAJ  I  DZISIAJ


Wczoraj szczęście złapałem za nogi,
Dzisiaj uciekło mi w siną dal.

Wczoraj spijałem szczęścia miód,
Dzisiaj została tylko łyżka dziegciu
w beczce miodu.


     *     *     *

Poeta powinien pisać to,
co mu przychodzi na myśl,
co serce i natchnienie dyktuje 
bez żadnej obłudy.
Ten prawdziwy poeta,
który może tak myśleć i pisać,
który jest samoukiem
i przez nikogo nie jest opłacany.



    PELARGONIA  Z  PRZESZŁOŚCI


Kiedy w cudzym oknie widzę pelargonie,
Dzieciństwo mi się przypomina.
Tylko nie mogę się zdecydować,
Czy te smutne, czy te wesołe,
Czy te nieszczęśliwe, czy te szczęśliwe?


Najgorzej w tym,
Że to było tak dawno -
Z czterdzieści lat temu.
A mimo to wydaje mi się,
Że to było wczoraj.

Więc weź i z przeszłością się uporaj.

Pelargonia przypomina mi
Melancholie, stare życie,
I ten wieczny pamiętany jej zapach,
Dom rodzinny, rodzeństwo,
Wytapetowane ściany.


Na Boże rany!
Tyle lat upłynęło,
Aż zostałem poetą.
A pelargonia we wszystkim
niezmiennie taka sama.


     *     *     *

Nie ten jest dobrym poetą,
kto w poezji umieszcza wyuczone
intelektualisty piękne słówka.
A ten jest prawdziwym poetą,
kto pisze wrażliwym natchnieniem i sercem.


Nie ten jest poetą,
a nawet prozaikiem,
kto pisze jak widzi.
A ten jest poetą, bez względu,
co pisze i jak to widzi,
ale za to z emocjami duchowymi,
które nim targają po skurcze mięśni,
po silniejsze przyśpieszenie bicia serca
i aż po wygenerowanie skłonności i objawy
jest poetą nad poetami, wrażliwym.



     INSTYNKT  SAMOOBRONNY


Miotam się duszą, nie ciałem,
Jakby "złe bogowie" chciały mi ją wyrwać!
Już nie raz nad życia przepaścią stałem,
Ale już dalej tak nie mam siły trwać.



    HARMONIA  POETY


Co dnia, kiedy budzę się,
otwieram oczy, widzę to samo,
a jednak nie zniechęcam się
do tego świata, tego życia.


Przeciwnie,
widzę barwy zielone,
barwy jesienne,
chłodne niebo,
zimny błękit,
każde drzewo,
sens życia,
pogodę ducha,
cierpienie,
które wzrusza.


Tego samego ptaka,
a jednak nie tego samego.
Te same słońce,
choć nie te same,
bo za każdym razem
w innym miejscu
i choć co dnia chłodniejsze,
to coraz bardziej
z potrzebą nim się ogrzać.



   TAK  POTRAFI 
   TYLKO  POETA


Nikt nic nie daje
I nikt nic nie robi
Za darmo, prócz poety.
Bo poeta nie musi
Zarabiać na życie,
Mając wszystko prócz życia,
Więc nie musi brać,
A tylko dawać.
Poeta daje to,
Co dawać jest najtrudniej,
Czyli siebie.

Ale -cenzura- nie jest.



     BRYLANT


Żyję już pół wieku
plus do tego trzeba
dołożyć pół dekady.


Widziałem srebro, złoto,
nawet trzymałem w ręku,
A nawet te cacka
kiedyś miałem na własność.


W telewizji nawet
widziałem brylant,
ale nie był żywy.


Żywy brylant zobaczyłem
i mam na co dzień,
nawet na własność,
kiedy dostałem Ciebie.


Już bez różnicy,
czy od losu,
czy od Boga.

Brylant to brylant.

  Barbarze



   JAK  BOBRZE...


Jak dobrze,
że już jesień,
słońce nie parzy,
cień nie jest potrzebny,
już w ogóle nie jest potrzebny.


A teraz nawet nie szkoda,
że drzewa nie mają liści,
a liście nie mają drzew,
skoro cień nie jest potrzebny,
bo słońce nie praży.


Jak dobrze,
że nie jest potrzebny cień,
a jest potrzebna wszystkiemu,
czy prawie wszystkiemu jesień.
Jak dobrze...



     PRZY  ZALEWIE


Patrzę między dwie olchy -
z urodzenia syjamskie
w kształcie rzymskiej piątki -
widzę groblę,
a przy niej kaczki
bez ruchu własnego,
jedynie wodne prądy
je popychają, wskazując,
że są żywe.


Tymczasem przybył wędkarz,
zagadałem do niego na temat ryb.
On się chwalił:
"że wyciągał szczupaki
o wadze po 3 kg."


Ja, zaś chwaliłem się,
jak to za łepków
łowiliśmy szczupaki pod Sidrą,
jako kłusownicy łowiąc siatką.
Ale w tamtych czasach
i w tak płytkiej rzece,
inaczej się nie dało.


Kaczki za ten czas odpłynęły,
sam nie wiem gdzie?
A tylko woda huczy z tamy
i wędkarz wzdłuż zalewu
przemieszcza się do przodu,
raz po raz zarzucając wędkę...


Trzeba wracać do domu,
ze mnie wędkarza
nigdy już nie będzie.



DZISIAJ  DZIECI  SĄ  MĄDRZEJSZE,
       NIŻ  WCZORAJ


Gdyby pół wieku temu miał tyle lat,
ile mam dzisiaj i byłbym takim, jak dzisiaj:

dzieci przezywałyby mnie,
wytykałyby palcami,
wyzywałyby od kalek!?
Bo pamiętam, co my wyprawialiśmy,
jak postępowaliśmy,
gdy mieliśmy po 10-12 lat.

Była głupota i ciemnota.

Dzisiaj nie zdarzyło mi się,
aby ktoś z dzieci wyzywał od takich,
jakiego mnie widzą.
Dzisiaj dzieci są mądrzejsze,
niż wczoraj.

Zatem nie wstyd wyjść na dwór.

Uważam, że je nie oświeciły rodzice,
czy szkoła, a przede wszystkim
zasługa w tym telewizyjnej edukacji.



   SZMACIARZ


Zdaje się,
że to było niedawno,
pamiętam jak po wsi
jeździł szmaciarz:

za worek szmat
dawał jeden garnek,
może i dwa,
jeśli matka
szmaciarzowi dopłaciła?


Cała jego furmanka
była obwieszona
szmatami i garnkami.


Miał nawet cukierki,
za szmaty mógł
nam bez trudu dodać.


Mama była zadowolona z garnków,
a my byliśmy zadowoleni
z cukiereków, jak dzieci.


Nigdy nie mogłem zrozumieć,
że to mu się opłacało.
A jednak musiało się opłacać,
kiedy tym się zajmował,
nabierał ludzi jak chciał,
a ludzie i tak rozumieli,
że zyskują, a nie tracą.



    "LICZENIE  SIKOREK"


Żeby przekonać się
ile sikorek jest na drzewach:

wystarczy wystrzelić z papierowego
worka na cukier,
ale ja tego nie zrobię.
Może, gdybym miał 15 lat,
wtedy z pewnością tak bym postąpił?!
Ale dzisiaj mając cztery dekady
życia więcej, liczę je wzrokiem
i wierszem...



     NA  PODLASIU


Na Podlasiu doświadczam
Piękno purpurowego nieba,
https://picasaweb.google.com/1032767343 … 7061677778
Ekscytującego dookoła krajobrazu,
Fascynujących w widokach obrazów,
Dookoła Puszczę całą
W zieleni, aż po horyzont -
Sięgający po nieboskłon.



NIECHCIANY  WŁÓCZĘGA


Siedzę, on przy mnie,
leżę, on przy mnie,
przemieszczam się,
on przy mnie,
śpię, on przy mnie,
jem, on przy mnie
niechciany włóczęga* -
to mój cień.



  BYŁ  TAKI   DZIEŃ
W  ŻYCIU  CZŁOWIEKA


Ciemność wszędzie,
ciemno wszędzie,
strach dookoła,
chociaż nie ma dookoła.


Upadł górnik na urobek,
upadł znienacka,
upadł niespodziewanie
i już nie podniósł się!
Nigdy już nie wstanie.

Był taki dzień w życiu człowieka.



TYM,  KTÓRZY  ZAPOMNIELI,
          ŻE  ŻYJĘ


Czas przemijał,
lata ubywały - ubywają,
aż ubyło tyle,
że siebie nie rozpoznajemy.


Ja dzisiaj jestem takim,
że choć nie fruwam,
ale i ziemi nie dotykam.


Serce mam z prawej strony,
oczy z tyłu głowy.
Jestem malowany ptak,
choć skrzydeł mi brak.


Jedną nogą byłem w Niebie,
drugą w piekle.
Była równość,
zatem nigdzie nie trafiłem,
temu nie ma mnie
ani na ziemi,
ani w Niebie.

Zostałem uwikłany w poezję.

Jeśli chcesz mnie zobaczyć,
szukaj tam!



      JESIEŃ


Tutaj nie ma wróbli,
wróblami są sikorki,
tylko nie nocują
w strzechach słomianych stodół,
[ jak to było za moich chłopięcych lat ],
a żyją w Puszczy głębokiej,
co im służy za dom.


Chłopcy nie biegają na dworze
i nie niszczą krzewów.
Nie ma już komu
zbierać żołędzi i kasztanów.


Ci, co byli zbierali, dorośli,
zastępstwo nie rodzi się,
wszędzie same dziewczynki,
a gorsze od chłopców,
skoro siedzą w domu
i skaczą po podłodze.
Tak kiedyś za moich
czasów nie było,
a może temu,
że na podwórku
jest polbruk
i asfalt?

A do tego jeszcze idzie zima.



    WIERSZE  MOJE - SERCE  POETY


Moje wiersze wiernie i dobitnie
ukazują problematykę cierpienia,
że chociaż cierpienie nie było do życia zapraszane,
ale ono jest - i tkwi w moim życiu.
Niemniej z tego właśnie powodu można wzbogacać duszę,
pomnażać natchnienie i funkcjonować wierszowo.


Moje wiersze pokazują, że przez cierpienie fizyczne 
i psychiczne można odnaleźć piękno życia,
piękno przyrody, a przez nią chęć aktywności życia
i poprawy radości z życia.


Kalectwo, które napotkało się w życiu, może to absurd,
ale wzbogaciło i uwrażliwiło duszę bardziej,
niż była uwrażliwiona przedtem.
Nadało nie tylko sens życia,
ale zwłaszcza i przede wszystkim powołanie coś robić,
aby nie żyć w duchowej pustce tak, aby tylko żyć.


Myślenie o poezji rozwija umysł,
myślenie o rzeczach delikatnych, pięknych,
których nie można dotknąć, a tylko je odczuć,
które są ulotne fizycznie, a tylko możliwe duchowo,
emocjonalnie i to jest piękne i wzruszające...


Wracanie w poezji do dzieciństwa,
które już nie wróci fizycznie,
ale w wierszach ono istnieje -
oznacza mentalne cofanie się
do wszystkiego, co było dobre i złe w dzieciństwie.
W taki sposób dzieciństwo przeżywa się drugi raz,
kiedy bez poezji to nie jest możliwe.


Jednego dnia jest się dzieckiem,
drugiego dorosłym i na odwrót,
co bez poezji jest tylko przejściem
przez życie krótką myślą, jeśli w ogóle
takowe myśli przechodzą przez człowieka,
który nie jest uwikłany sercem i duszą w poezję.


A tutaj w tym przypadku one
tkwią ciągle, czy prawie ciągle.
W poezji dotykanie miłości,
piękna kobiet, uczucia, fascynacja 
Ich ciałem, sylwetką, wyglądem
jest czymś nadzwyczajnym.


Dostrzeganie u kobiet nie tylko to,
że jest się im buhajem,
który może tylko rozładować swoje hormony.
Ale odczuwanie wrażliwości, podniet,
erotycznych wzruszeń, emocjonalnych.
Kochanie kobiety nie tylko ciałem,
ale przede wszystkim duszą,
takie walory wzbogacają wrażliwość i serce poety.


     *    *    *

Pisaniem wierszy porządkuje moje myśli, mój świat,
który udręcza mnie od wielu wielu lat.
Pisanie jest sposobem na życie, a zwłaszcza
na czas którego ma się w nadmiarze.

Pisząc wiersze, człowiek jest czymś zajęty,
ma sens życia i siebie bardziej docenia, szanuje
i nie czuje się tą roślnką, która w miejscu więdnie,
starzeje się, a z każdym dniem nabiera wigoru
i pewności do siebie, dotykając cech uczuć, wyobraźni,
obcując z tym wszystkim, co poetę wzrusza,
co go boli i porusza, nie mając nigdy niczego do woli,
a stale inspirująco coś na nowo się odkrywa...


     *     *     * 

W moich wierszach jest przesycenie cierpienia,
bo lubię pisać o cierpieniu;
w ten sposób stawia się opór cierpieniu -
walczy się z cierpieniem.
I jeśli się nie wygrywa fizycznie z cierpieniem,
to zapewne pokonuje się duchowo -
stając się po tym świadom, że walczyło się
jakby z wiatrakami, których nie ma,
z duchami, których się nie widzi,
a ich w końcu - w rezultacie pokonuje się wyobraźnią
natchnieniem, że stawia się temu opór -
walczy się ze wszystkim, co stawia przeszkodę lub opór
i w konsekwencji odczuwania usatysfakcjonowanej wygranej.
Wtedy człowiek czuje się w zupełności uwolniony,
a jeśli ból fizyczny pozostaje z przyczyn fizycznych
urazu ciała, nie jest on wtedy taki straszny.



        PO  FAKCIE


Już nie wróci to, co przepadło,
Jak kamień pluśnięty do głębin wody.
W życiu najgorsze jest to,
Co w jednym dniu upadło
I już nie wróci nigdy do byłej urody.


A kiedy wszystko to, co upada -
Trwa lata lub przez wieki -
Ma się na to czas do rozwagi -
Zanim jak ten pluśnięty kamień
Bez powrotu utonie do głębokiej rzeki.


Zatem, kiedy nieszczęście przychodzi
Nagle, nie z winy człowieka,
Wtedy od własnej winy się odchodzi
I się wini los, kiedy przyczyna daleka.


A z drugiej strony,
Kiedy nic się nie robi,
A wręcz nade wszystko nieszczęściu
Się sprzyja, to obie strony,
Utoną w błędzie, jak ten kamień,
Co pod wodną grunt martwością zdobi.



   PRZEMIANA  NIEPOŻĄDANA


Zjechałem na dół,
ale z dołu już nigdy
w całości nie wyjechałem -
została tak cząstka mnie na wieki!
I choć mnie kamraci górnicze
wywieźli do żywego świata ludzi,
choć żyłem, człowiekiem już nie byłem.
A cieniem siebie samego,
co gorsze, że wiedziałem
o tym tylko ja sam.
Stałem się samemu sobie:
odbiciem w szkle,
umarłym dla żywych,
żywym dla umarłych,
bezprodukcyjnym dla gospodarki,
powietrzem dla ziemi,
duchem odbitym dla cieni,
plemnikiem umarłym,
ziarnem bez [za]siewu
bo już nie wschodzącym,
a drogowskazem zdjętym,
jądrem wypalonym
i życiem bez życia.



     WIERSZE  Z  LISTOPADA  2010  ROKU



   PIERWSZY  LISTOPADA  W  SŁOŃCU


Pogoda jak na życzenie:
pogodne niebo, dużo słońca,
bez wietrznie;
drzew wiatr nie kołysze.


I choć śpiewu ptaków już nie słysze,
Jesień taka, że tylko babiego lata brak.
Zagubione złe gdzieś duchy
Uśpione są tego roku,
Jeśli w ogóle kiedykolwiek takowe gdzieś są?
Ja myślę, że to tylko ludzki wymysł.
Duch, to duch, każdy taki sam,
W takiej samej postaci,
Ani zły, ani dobry,
A zwykły duch Boży,
Którego Aniołowie po ziemi noszą.
A w Niebie, jak w Niebie -
Wszystko i Wszyscy są w Czyśćcu:
Wolą, Duchem, Sercem i Natchnieniem,
Jak to niebo dzisiaj bez skazy.



      KIEDY  EMOCJE  OPADŁY


Kiedy emocje już opadły,
Serce już nie dygocze.
A że prowadząc tryb życia osiadły,
Wszystko jest na miejscu, co duszy ochocze.


Byłem niestrudzony, wierszy napisałem tyle -
Za dwa lata, co inni przez całe życie.
A to za to, do szczęścia duchowego byle,
W niczym nie byłem do skrycia.


Wszystko, co miałem w sercu
I na sobie umieściłem w wierszach.
Z tego nie tylko mnie,
A nawet i Tobie serce zadrżało?


     *     *    *

Mówi się potocznie:
"Znamy, [ znają ] się jak łyse konie".

A czy konie są łyse?
Konie są przecież: siwe, gniade i kare.



    OBY  TAK  DALEJ


Dzisiaj, cisza jak noc,
Nawet ptaki są głośniejsze
Od tej ciszy w dzień samego południa.


Jaka ulga, kiedy wasza moc
Od piwnicznej, w terenie jest pilniejsza -
I oby tak dalej, a nie tylko do grudnia!?

  S. M.

  II

...TAM,  GDZIE  URODZENIE,  TAM  TĘSKNOTA...


Ci poeci którzy urodzili się
W Warszawie, Krakowie, Wilnie, Lwowie
Kochają i tęsknią do swoich miast.


Ja, kiedy urodziłem się tam,
Gdzie są pola, łąki, lasy,
Ścieżki, drogi polne i gościniec -
Kocham i tęsknię do tych miejsc...



   NATURA  PRZYRODA  PODLASKA 


Natura Przyroda Podlaska: to lasy wzrokiem,
A nawet duchem nieprzeniknione.
Niebo przed i za szaro-białym obłokiem
Złotą nosi koronę.


Pola garbate wiatrami łuskane,
Łąki różnobarwne pachnące majowe,
Zboża zimowe i jare wiosennie falowane.
Ptaki w krzakach śpiewem bojowe.


Wioski w słońcu skąpane
I chociaż dzisiaj puste w dzieci,
A jednak z sentymentem są podziwiane,
Utrwalając w wierszach na czas stuleci.


Ludzie ci co są i ci co przyjdą, odejdą,
Domy opustoszeją aż upadną spróchniałe.
Pola przez zarośla się zejdą
I czasu epoki nadejdą Naturze Przyrodzie wspaniałe.


Ziemi boleć nic nie będzie,
Skoro nikt orać jej już nie [przy]będzie!?
A tylko po niej z moich wierszy
Słowa chadzać będą - tyle ich,
Jak tutaj wyrośnie drzew.

Tak będzie.
 
  Podlasiu i nie tylko

188 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2013-11-14 21:04:58)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
     BEZ  CIEBIE


Bez Ciebie, co ja bym począł?
Bez Ciebie, świat
Byłby smutny i ubogi,
A nawet srogi.


Bez Ciebie, wieczory
Byłyby długie - i puste noce.
Bez Ciebie, tkwiłbym
Po nocach zimny jak głaz.


Bez Ciebie, kołkiem
Byłbym wyschniętym,
A później i spróchniałym.


Bez Ciebie, skowytałbym
Nie raz, nie dwa,
Że nie mam nikogo.


Bez Ciebie, imię nosiłbym
Samotnika, słomianego wdowca.
I Bóg wie, jakiego jeszcze
Do tego miałbym wspólnika?

Najgorsza chyba byłaby: "butelka".

  Basi


     *     *     *

Żeby z życiem się zmierzyć,
to trzeba w życie uwierzyć.



         LISTOPAD


Korony drzew brzóz
Jeszcze całkiem nie potraciły liści,
Choć borsuk już do nory na zimę zrobił susł,
Bo już padał śnieg rzeczywiście.


Sikorki, to coraz więcej przybywa,
Przyozdabiają drzewa, które już liście pogubiły.
A zima jeszcze na stały śnieg się nie zdobyła,
I inne drzewa liści jeszcze się nie pozbyły.


Listopad melancholią tego roku mnie jeszcze nie dopadł
I już chyba nie dopadnie, choć dopiero się zaczął.
Pogoda na duszy nie ma wpływu, kiedy stres życia opadł -
I lepszy sens życia się począł...



   UCZ  SIĘ  NA  BŁĘDACH  CUDZYCH


Nie wiesz, jak to jest,
Kiedy zdrowie się [s]traci?!
Wtedy warto posłuchać nawet
każdy przyrody szelest,
Gdy wszystko, co szamota się,
śpiewa, ma się za braci.


Kto ma zdrowie, ten nie ma czasu
Bawić się w ornitologa lub i w przyrodnika,
Skoro przez obowiązki nie słyszy żadnego hałasu
I wszystko prócz przyrody ma za wspólnika.


Szczęśliwy człowiek nie myśli,
który żyje na dworze,
Zajęty ciułaniem kasy -
i jej pomnażaniem.
Chory człowiek, obok siebie
słyszy życie o każdej porze,
A prócz tego, ma czas
nad życia rozważaniem.


Szkoda, że po czasie, więc Ty pamiętaj,
Co jesteś zdrowy, ładny i szczęśliwy człowiek.
Zastanów się nad wszystkim, zanim z błędu,
przypadku nie masz głowy ściętej,
I łzy po licach Ci nie spływają z powiek!



   BYŁO  TO  WTEDY,  KIEDY  LUDZIE
      WSI  ŚCIEŻKAMI  CHODZILI


Było to wtedy,
Kiedy ludzie wsi ścieżkami chodzili.
Ja byłem tak mały,
Że przez zboże nie było mnie widać.
Wtedy bez końca chciało się iść tą ścieżką
I nad tym myślałem,
Żeby nigdy się nie skończyła.
Zapachy zbóż w ścieżkach
były tak żywe i wielobarwne,
Że aż do dziś pamiętam:
Żyta, owsa, jęczmienia, pszenicy.
Później na pagórkach kwitnących:
Gryk, łubinów, które przypominały polne mimozy,

[ Nad głową skowronki śpiewały ]

Przy których pachniał żywicą
I szumiał wiatrem sosnowy las tzw.
"Szubienica" z której,
Kiedy się weszło do niej,
Było widać całą okolicę,
Bo ta "szubienica" rosła na pagórku,
Wtedy jeszcze wyższym, niż dzisiaj.


Było to wtedy,
Kiedy ludzie wsi ścieżkami chodzili
Nie tylko polnymi,
Lecz i łąkowymi do chłopskich robót
I za różnymi innymi sprawami.
Wiatr przywiewał zapachem mleczu,
Jaskieru, koniczynki, wierzb i olch.

[ Nad głową wrony krakały ]

Na wieczór mgły unosiły się nad ziemią,
Które przenikały ludzi, jak duchy,
Lecz nikt skrzywdzony nie został.


Było to wtedy,
Kiedy ludzie wsi ścieżkami chodzili
I w rzece z pracy zanurzali rozgrzane ciała,
Żeby je ostudzić i z potu obmyć.

[ W olszynach słowiki tak śpiewały,
Że tylko było słuchania nadstawiać ]

Było to wtedy,
Kiedy ludzie wsi ścieżkami chodzili.

  Podlasiu i nie tylko



   P R Z E N I K A N I E


Dzieckiem byłem 15,
Dorosłym jestem 40 lat,
A mimo to widzę
Krajobraz z dzieciństwa.



     STRESZCZENIE  DNIA


Wstałem, patrzę w okno:
Deszcz pada, wiatr lasem kołysze,
Telewizor do mnie przemawia,
Ale prawie go nie słucham,
A myślę nad życiem -
Ile już przeżyłem,
A ile jeszcze mi zostało?


Patrzę w okno:
Deszcz pada, wiatr nie kołysze drzewami,
Stoją ciche, jak w słońcu budynku cień.
Wczorajszy przeminął dzień,
Dzisiejsze przemija,
A czy jutrzejszego dożyje?
Wie tylko jutrzejszy dzień.


Patrzę w okno:
Deszcz przestał padać.
Dzisiaj minął następny dzień,
Jutro przyjdzie następny dzień.



   NIESPRAWIEDLIWOŚĆ


Czas przemija,
A życie ciągle
Ze mnie drwi.


I chociaż przed 25 lat
Sporo upuściłem krwi,
Życie ciągle ze mnie drwi.



   W  SIÓDMYM  NIEBIE 


A jednak to prawda,
Że Polak potrafi:
INJAĆ na 1:0, ADEBAYOR na 1:1,
ARBOLEDA na 2:1, MOŻDŻEŃ na 3:1.
Szał na Lechu...
Nic dodać, nic ująć,
Tylko się cieszyć...
Euforia na całego...



      CHLEBUŚ


Lubiłem jeść chleb,
Lubię i będę lubić...
Mogę go dziennie
Nawet bochenek zjeść,
A nawet i dwa,
Jeśli jest ciemny
I w dodatku ciepło-świeży.


Lubię zwłaszcza jeść piętki,
Tym bardziej jak świeży jest,
A nawet jak nie jest świeży.


Lubię okrajać chleb dookoła,
Jak jest świeży,
I jak jest nie świeży.


A jak jest świeży,
To lubię jeść go pajdami,
A do chleba wystarczy mi
Sam pomidor, gdy odchudzam się.


A jak chleb wypadnie mi z rąk,
To go podnoszę i całuję.
Tak za dziecka
Na Podlasiu mnie nauczono.


I temu, że człowiek
Rąk pracy pracuje
Na tak zwany przysłowiowy chleb.


A moja praca
Na ten przysłowiowy chleb
Przyczyniła się do mego kalectwa.


Więc i między innymi
Prócz nauczenia za dziecka
I z tego właśnie powodu chleb całuję...



  O  P R Z E T R W A N I U


Człowiek, który chce żyć,
Odporny na każdy los.
Ja już mało nie umarłem
O mały włos.
Ale chciałem żyć,
Mając nadzieję od pewności,
Że będę żyć.


Człowiek, kiedy już
Nie jest odporny na los,
Nic nie chce.



      BEZ  WYBORU


Nie ma cienia wątpliwości,
Że los ludzi ma choć trochę życzliwości.
Jeśli coś w życiu sądzone,
To nie ominie losu zamiary rozpędzone.
Uważaj jak chcesz,
Ubezpieczaj się jak chcesz,
Bądź przezorny na [nie]szczęście,
A i tak dopadnie Cię nieszczęście,
Jeśli Ci ono sądzone!?



        TERAZ


O tym, co było w tej chwili nie dobre,
Teraz trzeba zapomnieć,
Aby myśleć, co będzie za chwilę.
A nie, co będzie jutro,
I co było wczoraj.



    W  MIEJSCU  POETY 
https://picasaweb.google.com/1032767343 … 6640092178

Mam tu cały arsenał broni
W postaci Natury Przyrody,
Aby przeciw się stawić ironii,
Która zakpiła z mojej ludzkiej urody.


Tutaj się czuję sobą,
Nikt na mnie nie patrzy.
Tutaj jestem osobą,
Która życia zmartwień
nie ma na twarzy.


W tej Oazie Przyrody,
Płuca mam, jak Gunde Svan*.
Oddycham całą Oazą tej Urody
W chwili i na czas ten...

  Objaśnienie: Gunde Svan -
  były Szwedzki biegacz narciarski
  w latach 80 i 90 ub. stulecia.
  Znany jako o dużej [8l.poj.] wydolności płuc.
  Wielokrotny mistrz Olimpijski i Świata.



   W  POEZJI  SAMOUKA


W poezji samouka
siłą napędową jest
Nie inteligencja umysłowa -
zmysłowa,
A natchnienie.
Nie wiedza wyuczona,
A poryw serca wrodzony.
Nie talent,
A pracowitość.
Talent można zmarnować,
Pracowitości nigdy,
Jeśli jest wrodzona.


W poezji, tak jak
w piłce nożnej -
Nic nie zastąpi gry,
A więc w poezji
nie jestem zwolennikiem,
Że najpierw czytać, czytać,
A następnie pisać.
Gdyż prawda taka,
Że kiedy się czyta -
Wtedy się nie pisze.



    ŻYCIE  MOJE, 
TO  RADOŚĆ  PISANIA


Zycie moje, to radość pisania,
To jest radość przetrwania -
W nieludzkim świecie.
A w moim świecie
Radości pisania...


Bez żadnej próby,
Bez żadnego zadania.
Ale z każdego powołania:
Tu spojrzę na moje życie,
Tu spojrzę na mój świat -
Dowiem się czego pragnę w skrycie?
Kto jest [za] mój brat?



   ROLNIK - GÓRNIK


Moje z życia błędy
Wzięły się stąd,
Że nie poszedłem życiem tędy,
Jaki był z urodzenia
przypisany mi kąt.



     UTRATA


Jak mam dojść tam
gdzie chcę?
Jak mam dojść tam,
gdzie nie dojdę?


W życiu wszystkie przeciwieństwa
są jak na złość,
czy tego chcę,
czy nie.


Tyle lat - jedna czwarta,
a może jedna trzecia -
w życiu losem odarta -
czasem będąc w innym świecie.


Niż duża większość ludzi,
co nie zna mego świata.
A tylko ten, kto ze mną się obudzi,
wie i rozumie jakiej wagi życia jest utratą.



    SAMOPASY


Proś jak chcesz
I kogo chcesz.

Mów co chcesz
I komu chcesz.

A one i tak,
Jak samopasy:

Zabawa w chowankę,
Łazienka na odliczankę -
I gonitwa po mieszkaniu,
Jak na sali gimnastycznej.


U nich nie ma zabawy podwórkowej,
A kwatera do zabaw służy.
Tymczasem matka w kuchni
Pije kawkę, piwko, papierosy kurzy
I to olewa, jak niedorozwinięta,
Że komuś tam niżej jest uciążliwość przejęta.
A jej i tak przecież rzecz niepojęta.


     *     *     *

...Poeta jest nieskończonych możliwości
w płodzeniu wierszy -
zawsze przyjdzie treść,
aby wiersze płodzić...


Wiersze poety,
to jego życie
i jego świat.



     W  UKRYTYM  MIEJSCU


Woda martwą ciszą żyje,
Tylko od czasu do czasu
Gazy chemiczne lub ryba
Z pyszczka wypuści powietrze -
Zarysowując na powierzchni koło,
Które to coraz obejmuje
Większą powierzchnię, aż zaniknie.


Wędkarze nie z głodu,
A z nawyku i fantazji
Sterczą wzdłuż brzegu,
Jak herszty ryb,
Ale to ryby są ich włodarzami.


Nie wiem czy wędkarze
Czy ja jestem szczęśliwszym,
Przyglądając się zza szyby,
Choć mi nikt robić tego nie każe,
Jak wędkarzom nawyk do łowienia ryb.


Brzozy utopione w wodzie -
Spadają do innego nieba?
Tylko nie wiem czy do tego lepszego?


Jesień smutna, szara,
Nie miła, jak wiosna.
Ale ja z jesienią para,
Która w szarości jest radosna.


Kaczki żerują przy brzegu
I kwaczą samiczki,
Chyba nie do godów?
Ptaki, jak ludzie
Nie mylą się, kiedy im co wolno,
Skoro nie ma w naturze wybryków.


A tam w krajobrazie
Puszcza sięga nieba.
A tam za nieboskłonem
https://picasaweb.google.com/1032767343 … 2033579170
Jest mój dom z dzieciństwa -
W którym sama matula,
I melodie przeszłości chodzą po chałupie.
Nie ma mnie tam na zawsze
I życie ma mnie w dupie,
I ziemia ojcowizna zarasta odłogiem.
Zdaje się, że wczoraj uczyłem się orać,
A już dzisiaj życie stoi nad śmierci progiem.


Boże! Boże! Czyżbyś tutaj
Ukryłeś się pod tą cichą wodą?
I nie ma Cię w Niebie?
Boże! Boże! Czyżbyś nie jesteś w stanie
Wydostać się spod tego ciężaru?
I odpowiedzieć na moje pytanie,
Z którym nie mogę pójść do ludzi?!
Czy wolisz tutaj przebywać,
Jak wodny topielec?
Mówiąc - a niech tam ludzkość
Od zarania swoimi problemami się trudzi!?


- Czy z tego, że wiecznością jesteś zmęczony
I wolisz odpocząć pod cichą topielą?
A może, tym jesteś udręczony,
Że wędkarze i ja tutaj jesteśmy niedzielą,
Nie tam, gdzie powinniśmy być?
Jeśli tak, to niechaj kary nam się udzielą,
Że po Bożemu nie umiemy żyć.



    LOS  CZŁOWIEKA


Życie mnie wysmagało,
Jak wiatr przez wieki drzewa.
Oprócz nieszczęścia
wszystkiego miałem za mało,
Skoro los na mnie się gniewa.


Wczoraj byłem górnikiem,
Dzisiaj za życia
jestem męczennikiem,
Ale nie świętym,
A głupcem niepojętym
Z losem, na który nie ma rady,
Co musi wybranego człowieka
upodlić dla zasady.


Boli moje ciało,
Psychika się męczy.
To, że w życiu nic się nie udało,
Słowo po słowie w wierszu jęczy...


Żyjąc na ziemi, chodzę po niebie,
Wszystko umarło, co jest w potrzebie.
Pozostał tylko Bóg i żona -
Ona nigdy kalectwem
nie została spłoszona.
I Bóg serca nie opuszcza -
Mając mnie za swego wieszcza.


Źródełko miłosnego nektaru
Uszło jak ulotny pył.
Nie miałem szczęśliwego daru,
Jeśli kopalnią przywalon był!


Pokutnie w takim rozrachunku jest,
A żyć z tym jeszcze gorzej.
Ciężko taki na ziemi przejść chrzest,
A jeszcze trudniej,
kiedy los mówi - ubożej!



    O C Z E K I W A N I E


Gdy w dzień do niczego
nie dojdzie między nami,
to wszystko stanie się,
co nie może stać się za dnia,
stanie się między nami wieczorem,
a w najgorszym z rzeczy razie ze snami.

  Baśce



          PEJZAŻ


Jesień wszędzie za królowała,
Nie ta wrześniowa złota,
A ta listopadowa, co ziębłością przywitała,
Aż oddychać głęboko naszła ochota.


Dzień się skłania ku wieczorowi,
Gwiazda jedna już się ukazała,
Zatknięta na sosnę wierchowi,
Ale w osiadłości się nie zatrzymała.


Przesuwa się na południowy wschód niemrawo -
Coraz to bardziej oddalając się od sosny.
I chociaż to zaledwie kwadrans trwało -
Wzniosła się w objęcia ciał niebieskich w radośni.


Na niebie żadnych aniołów,
Tylko pustka, aż do Boga.
Nawet nie utkwił żaden ołów,
Bo to Podlasie, a nie powolnego
umieranie droga.


Gwiazdy wysypują się jedna po drugiej -
Coraz jest ich więcej...
I choć w ciepło jest coraz to błogiej,
Patrzę jak w świat dziecięcy.


Żaden "Tupolew" nie przecina nieba,
Więc żadnej nie pozostawia smugi.
Za to na ziemi paruje gleba,
Dzisiaj już po raz drugi.


Gwiazd przybywa to coraz więcej i coraz
Więcej oddala się ta pierwsza.
Dzwony kościelne biciem wołają ludzi po raz
Drugi, jednym do kościoła. Drugim do wiersza.


Oddychać jest tak zdrowo,
Ziąb w niczym nieskażony.
Zapach od sosen trocinowo
W nozdrza wchodzi, jak tartak zbliżony.


Gwiazd coraz to więcej i więcej,
Coraz więcej i więcej, aż dużo.
A mi zamiast zimniej, coraz goręcej -
Tak, jakbym szamotał się przed daleką podróżą.



     5-6  LISTOPADA


W zeszłym roku o tej
samej porze padał śnieg.

W tym roku o tej
samej porze pada deszcz.

Prawie to samo
z małą różnicą.

Ale nie to samo,
z inną różnicą: -

Bo śnieg raz już padał w październiku,
nawet pamiętam jaki był to dzień.

Ale co z tego,
skoro jeden i drugi roztopił się.

I po tym jesień
była jeszcze długa.

Tak i będzie w tym roku
z jesienią, będzie aż do zimy.



        "ALF"


Stoję sobie zaparkowany
w tunelu "Alfa",
ma się rozumieć,
że na kopercie dla "ON".
Tak tutaj jest wygodniej
przy ścianie, a i w dodatku
wszystko i wszystkich widzę.
Samochody wjeżdżają, wyjeżdżają...
Parkingowy z krzykiem kieruje ruchem!
Huk, hałas, szum wentylatorów.

Dalbóg, jak w Ameryce.
A przecież jesteśmy w Białymstoku.

  Białystok, dnia 10.11.2010, godz. 17:00



        "ALF"  II


Pod tym ogromnym molochem - supermarketem
słońce ani wschodzi, ani zachodzi.
Czas tutaj zawsze taki sam,
szum i hałas także taki sam.
Ale wcale to mi nie przeszkadza.
Ul. Świętojańska w lewo,
ul. Mickiewicza prosto.
Pisk opon na zakrętach!
Przypomina mi się: "Comando"
ze "Schwarzem", porwawszy autko
wraz z "czekoladową laluśką",
ścigając opryszka.


Lubie moje miasto,
chociaż tutaj w podziemiu garaży
spaliny czuję w gardle,
jak kiedyś w przodku górniczym pył kamienny.

Z 300 tysiącami mieszkańców
żadne miasto w Polsce nie dorówna.

  Białystok, dnia 10.11.2010, godz. 17:20



    PRZYPADKI  RÓŻNE, 
   CIERPIENIE  JEDNAKIE


Jeśli ja pracując w kopalni
okaleczając się,
nazywam siebie głupcem.


To jak może siebie nazwać ten,
który okaleczył się
z nierozsądku i głupoty -
świrując samochodem lub motocyklem?


Wyrzuty sumienia różne,
ale cierpimy jednako.
A może jaki rozum,
takie i wyrzuty sumienia?
Jednak cierpimy jednako.

  Przy "Auchan" Białystok,
  dnia 10.11.2010 rok.



      DRZEWO  ŻYCIA


Opinia powszechna chodzi
i mówi się:
"Prawdziwy mężczyzna powinien
spłodzić syna, posadzić drzewo
i pobudować dom".


W mojej kolejności wyszło m. in. tak:
kiedy miałem 16 lat
posadziłem drzewo i to niejedno,
a może ze sto,
te które rosły przy gościńcu:
Cimanie - Starowlany.
Ze starości parę lat temu
pościnano wszystkie lub prawie wszystkie,
skoro drzewa umierają stojąc.

Posadzonych drzew na własnym
podwórku już nie liczę.

Na Śląsku w Mysłowicach,
kiedy byłem junakiem w OHP,
także nie liczę.

Syna spłodziłem, a nawet dwóch.

Domu nie zbudowałem,
byłem za biedny, aby dom zbudować.
Ale za to w PRL-u o mieszkanie
walczyłem jak lew -
i w końcu otrzymałem,
choć nie byłem "czerwonym",
gdyby komuś to przyszło na myśl.

Czy jestem prawdziwym mężczyzną?
Oceńcie sami.

189 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2013-10-29 11:03:18)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
          11  LISTOPADA
 

Chmury tak szybko płyną,
Jakoby dokądś się śpieszyły?
Za dalekim horyzontem, gdzieś tam się rozpłyną
I dzień gdzieś tam w słońcu stanie się miły?


Korony sosen chwieją się, jak zgraja pijaków
Kurczowo trzymając się jednego miejsca.
Nie miły jest czas dla ptaków
Na bujanych wierzchołkach gałęzi -
szukając na bezlistnych partiach drzew miejsca.


Ale i tak życie mają lepsze, niż pogodę,
Iż sąsiad dobry człowiek zaczął już je dokarmiać.
Chociaż śniegu jeszcze nie ma, a mamy jesienną urodę,
Zatem i my ludzie w dniu dzisiejszym wcale nie możemy zmarnieć.


A wznieść się dumą za wodza naszego,
Co z pomocą Boga, dał nam Wolność.
I Państwo Niepodległe przywrócił pamiętnego roku 1918,
Co po dziś jest w nas patriotyczna jedność.


Nagle wypogodniało - słońce wyszło spoza chmur,
Wiatr ustał, sosny się wypionizowały.
Sikorki śpiewają, jak wróble, na wiatr przyszedł pomór -
Cisza, spokój, pogodnie ku Piłsudskiemu Chwały.

I ja to napisałem Polak mały.
Ojczyźnie

  Pisałem, dnia 11.11.2010 rok. Podlasie



     W  ŚWIĘTO  NIEPODLEGŁOŚCI


Panie Prezydencie Kaczyński,
Kiedy Ciebie wsród nas nie ma,
To i Święta Niepodległości jakieś nie takie, są inne.
Żal niektórych Polaków ogarnia,
Że już Ciebie, miły nasz ukochany Lechu nie zobaczymy.

Panu Lechowi Kaczyńskiemu Świętej Pamięci



          Z A D U M A


Trudno jest przełożyć obraz na słowo,
Ułożyć wiersz z sensem fachowo.
Choć wszelki duch do wierszy mnie ogarnął
I natchnieniem, i wrażliwością tchnął.
Nad dolą życia mego marną
Jak dobrze, że duch mój jeszcze nie zgasnął.


Widzę siebie, swój cień, cień aniołów,
Widzę życie ziemi i nieba, loty sokołów.
Czuję powiew wiatru, jesienny ziąb, widzę
Promiennych ludzi, jakoby bez trosk.
Ja to życiem się nie ochydzę,
Tęskniąc do Podlasia i jego wiosk.


     *     *     *

Jeśli Podlasie, to żubry.
Jeśli Podlasie, to bobry.
Jeśli Podlasie, to bociany.
Jeśli Podlasie, to kraiany.



    JESTEM  TUTAJ...


Jestem tutaj otulony lasem,
przytulony wodą.
Wiatr powiewa po mnie czasem,
słońce wyjdzie z urodą.


Jestem tutaj objęty wierszowym nawiasem;
pocieszony słowem...
Nie ma życia z ambarasem,
a skruszony popiołem.


Jestem tutaj poetą;
o duszy wzbogaconej.
Podróży nie płacę winietą,
żyjąc w Puszczy zielonej.


Jestem tutaj ocalonym,
żyjąc jak w raju.
Źyciem nie będąc ochwaconym,
przebywając w olszynowym gaju.

Jestem tutaj...



    JEST  TAKIE  MIEJSCE 


Kiedy mam dość "okna na świat",
Kiedy do wierszy znika mi rytm.
I kiedy z tęsknoty wysycham jak bez wody kwiat -
Nie pędzę do dalekich i dzikich wydm.
Tylko nad zalew pod jarzębiny cień
Nie tylko w upalny dzień.


Tutaj w miejscu wyciszenia duchowego
Schładzam pożar płonących życia lat.
Tutaj wracam do natchnienia wierszowego
Przed ptaszkami nie mając nic do ukrycia z moich wad.
Tutaj w niczym nie czuję niedosytu -
Będąc duszą zespolony w ciszę swego bytu.


W życiu nie trzeba już znachodzić żadnej drogi,
Bo choć nigdzie nie jestem, jestem wszędzie.
Wodo, ziemio i lesie ty mój drogi,
Składam twojej ciszy wiersz mój, niech tu będzie.
Bo tak życia ja w twej otchłani spragniony
Od tej pory, jak pod ziemią zostałem poraniony.

190 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2013-12-17 21:09:49)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
   PIĘĆ  I  PÓŁ  KILOGRAMA  POEZJI


Taki ciężar wypłynął z mojej głowy,
Ale o tyle nie jestem lżejszym,
A o tyle z pewnością rozsądniejszym,
I o taki ciężar więcej jestem wartym
Jako człowiek i jako poeta.

W tym pięcio i pół kilogramowym ciężarze
stosu papieru mieści się aż ponad 1860 wierszy.

Od marca 2008 do listopada 2010


     *     *     *

...Pisanie wierszy, to nie tylko
dobre wykorzystywanie nadmiaru czasu,
ale i ucieczka od codzienności
monotonii życia - do ubarwiania życia...



    WIOSENNY  EROTYK


Czy jest coś,
co jest silniejsze
od podniety seksualnej?


Czy jest coś, czemu
poświęca się więcej uwagi,
niż dla erotycznych wzruszeń i podniet?

Tylko nie mów mi,
że to są pieniądze.



       WIOSNA


Pięknieje nam przyroda -
Kwiecień kwitnie wkoło
Bielą wysypała się uroda
I nie ma już goło,
Tylko jest wesoło, kolorowo
i swoboda.



      ODMIENIEC 


Dzień od poranka skąpany w słońcu.
Nie lubię dni takich.
Kiedy zachmurze przyjdzie,
Wrócę do żywiołów moich.



   MOJE  MIASTO, 
    A  W  NIM


Moje miasto, a w nim:
Siedem wzgórz,
Co tworzą całość Białegostoku.

Moje miasto, a w nim:
Pałac Branickich się szczyci.

Moje miasto, a w nim:
Kościół Św. Rocha na wzgórzu stojący,
Zewsząd wierny ujrzy.



    W  DOMOWYM  ZACISZU


W domowym zaciszu,
Kiedy "Antki" sobie pójdą stąd.
Wtedy sobie siadam,
W domowy ciepły kąt
I piszę wiersz za wierszem.


Wtedy radość strumieniami płynie,
Że tutaj u mnie tak cicho;
Spokojnie, miło, skoro
Piwniczne sobie poszło licho!
Teraz to sobie [po]żyję.



   BALLADA  O  POECIE


Poeta, to marzyciel bez względu,
czy to sobota, czy niedziela.
Poeta jest romantykiem
od poniedziałku do piątku,
a w sobotę i niedzielę,
to już marzy bez wyjątku:
o życiu, o pannie, o żonie,
o tych dzieciach,
których jeszcze nie ma
i bardziej o tych,
które już są.


Poeta marzy o wolności duszy,
wzrokiem dotyka to,
czego nie może dotykać sobą.
Poeta goni wiatr,
ucieka przed sobą,
chce zatrzymać czas,
ale nigdy nie przyśpieszać czasu,
czy go wyprzedzić,
wskrzesić burzę.
A następnie po tym -
uchylić trochę chmur,
aby się rozpogodzić na nowo.


Poeta nagle coś znajduje
i po tym zaraz nagle coś zgubi.
Nagle coś przychodzi
i nagle coś odchodzi.
Jednego dnia nie mając nic,
aby drugiego dnia mieć wszystko.


Poeta kocha kobietę tak,
aż tchu mu brak.
Serce kołata mu się z miłości tak,
jak przerażenie ze strachu.
A przecież miłość,
to nie żaden strach.
A raj na duszy
i w natchnieniu.


Poeta umiera -
i na nowo się narodzi -
żyje aby umrzeć -
i umiera aby żyć.
Ale to już było.



          PRZED  ZIMĄ


Są takie dni, że do wiersza nie mam głowy,
Choć dzisiaj rześki w pogodzie dzień -
Do rozmyślania jak najbardziej zdrowy.
Ale tępy dzisiaj mój mózg, jak pień.


Zima idzie, ostatnie tchnienie jesieni
Pogarsza tylko nad wierszem myślenie.
Gdzieś zanikło słońce, nie ma promieni,
Trzeba zakładać coraz to grubsze odzienie.


Gdy śnieg wiatry nie przygonią,
Zagości w moim sercu melancholia.
Wtedy nad nią może stare moje wiersze mnie obronią?
Jeśli tak? Będę śpiewał: Olia, olia...



    ...ZIMA  ZA  PASEM


Chłód po świecie chodzi -
Pośród ciszy i obłoków.
Zima nam już się rodzi -
Rozsypanym śniegiem - białych stoków!


Las mrozem posiwiał,
Jak stu letni człowiek na głowie.
Mróz jeszcze zimą nie nawydziwiał -
Jeszcze nie raz o sobie opowie?!


Ziemia Podlaska już zmarznięta,
Lecz ja jej twardości nie poczuję pod stopami.
Ta uciecha w życiu była dla mnie pominięta
Już dawno temu - przed wieloma latami.


Dobry Bóg, że chociaż słuchu nie zatraciłem -
Mogę wsłuchiwać się w leśny życia bieg.
Dobry Bóg, że chociaż wrażliwości nie zagubiłem -
Jak dziecko, cieszę się, że spadł śnieg.

  Podlasie, pisałem dnia 26.11.2010 rok.



    BALLADA  O  CHŁOPIE, 
    GÓRNIKU  I  POECIE


Przedwczoraj woziłem gnój z zapałem -
bo byłem chłopem z krwi i kości.

Wczoraj "robiłek na grubie" -
skoro było mi tak pisane.

Dzisiaj przyszło mi się
mieszać krew z atramentem -
bo jestem poetą z losu.



          SEN


Kiedy sen mnie obudził -
Dzwony kościelne biły.
W śnie o życie żem się trudził,
Bo zmartwienia mi się śniły.


Za oknem widniało,
Samochód jeden po drugim przemknął.
A w śnie to co się stało -
Dlatego ze snu żem się ocknął.


Sen: sponsor poezji mi się objawił,
A po tym zamarły, co w śnie żył.
O sponsorze problem już nie tkwił,
Ale w śnie opowiadałem:
jak zmarłego za życia żem bił.


Tymczasem bardziej wywidniało
I coraz to bardziej stał się dostępny świat.
I wszystko co przede mną czekało,
Nawet zmarły, ktory jest mój brat.


Sponsorem, która pojawiła się kobieta,
Była starsza ode mnie.
Uśmiechnięta i wesoła była jak soneta,
Aż każdy ze snu do niej lgną.


Choć nikt nie ma nic związane z wierszami,
Nie tak jak ja - poeta.
Sponsorka tak była miła nad nami,
Aż była miła patrzeć na nią ochota.


Działo się to na wiejskim podwórku u tej osoby,
Która wzięła moje wiersze do czytania,
a nie czytała z braku czasu.
Obecni zagadując sponsorkę -
tym samym nie mogę jej się przedstawić
do poetyckiej ozdoby,
Kręcąc się wśród zebranych,
mając problem wyjścia z tego ambarasu.


Zakładając jak sponsorka na trochę odejdzie
od grona ludzi na podwórku
Podejdę do niej - i się przedstawię.
Ale rzecz nie poszła, jak po przysłowiowym sznurku,
I coraz to bardziej tego nie przetrawię.


Aż w końcu opowiadam: jak biłem rękami pijanego -
mając na myśli za życia swego brata.
Tłukąc rękami po swoich kolanach -
tak było podczas snu mego wszystko prawdziwe,
Jak na Mszy religijna Rorata.


     *     *     *

Nadzieja jest matką głupich tylko tym,
którzy nie potrzebują nadziei.



     PRZYSZŁA  ZIMA


Śnieg pada i pada...
Drzewa otulone śniegiem.
Mróz przyszedł z zimy biegiem.
Ale komu to odpowiada?


Gdybym był chłopcem,
gdyby czas się wrócił,
To może zimą bym się cieszył.
A tak mówię: że ten "mróz"
już zimą nagrzeszył!
Od takich jak ja,
plecami się odwrócił.


Przecież jutro wyruszam do stolicy* -
I nie wiem, jak to będzie?
Mróz ściska, śnieg pada wszędzie!
Ku mojemu cierpieniu
i życiowej katorżnicy.


Dzisiaj nie mówię już:
klawo jest, jak cholera.
Nie ma jesieni,
żadnych ludzkich dusz,
A tylko wspomnienia,
co tylko oczy zmruż,
Kiedy zimy nadeszła sroga era.

  Podlasie, dnia 29.XI.2010 rok.



      PORTRET  POETY


Mam oczy zielone
i prawą bardziej rozwiniętą
półkulę mózgową -
dlatego jestem leworęcznym.


Mam oczy zielone,
jak miał poeta Gałczyński,
ale nie jestem jego synem.
Jestem synem chłopa i chłopki
prawie analfabetów,
ojciec już nie żyje.


Mam oczy zielone,
ale życie nie mam szalone,
a raczej ludzką tragedią spłoszone.


Mam oczy zielone
i błyszczące jak szkło.
Duszę mam nie buntowniczą,
a cichą jak cień
i rozległą jak mgła.

Mam oczy zielone,
jak od serca prawdziwy poeta.



     WIERSZE  Z  GRUDNIA  2010  ROKU



  PRZED  ZIMĄ,  JESZCZE  WCZORAJ  JESIENIĄ
https://picasaweb.google.com/1032767343 … 7393782178

Przed zimą, jeszcze wczoraj jesienią,
Tutaj odpoczywała moja dusza
I życiem zbolałe moje ciało.
Tutaj było spokoju moje miejsce -
Mój rewir do poetyckich wzruszeń i natchnień...
Tutaj przywracałem źródło natchnienia,
Jeśli od czasu do czasu mi wygasało.
Tutaj wiersze pisałem...
Ładowałem akumulatory na dziś i jutro.
A jutro przyszło takie,
Że tylko zmrużyć oczy do wiosny.

Dzisiaj już zima na 102!



    W  TAKIM  ŚRODOWISKU 
  WYRASTA  SIĘ  NA  POETĘ


Kiedy dziecko ma siedem lat,
to do rozwoju wrażliwości,
piękna duszy nic nie ma lepszego,
jak przebywanie na wsi na łonie natury;
jak na łące wśród kwitnących traw -
dotykanie łąkowych kwiatów,
odczuwanie zapachu tychże traw -
przyjmowanie jej wonności.
Przebywanie wśród motyli, łapanie ich.
Przebywanie wśród gniazd bocianich -
obserwowanie klekotu bocianów,
karmienie piskląt.
Tam dalej za łąkami w krzakach olszynowych
sadzawka pełna żab.
Strumień płynący do sadzawki
i odpływający od sadzawki.
Dalej w głębi olchowych krzaków
rzeka korytem leniwie,
cicho płynąc snująca się,
a w niej pełno ryb.
Po obu stronach rzeki
w głębi olszyn gniazda różnego ptactwa
w jałowcach gęsto zlitych,
w młodnikach olszynowych
i na olchach srok, wron gniazdowanie.
Dotykanie przyrody, kwiatów łąk,
żab, ptasich jaj, piskląt, łowienie ryb...
Wtedy wyrasta się na poetę...


Na chłopskich polach przebywanie wśród
zbóż zimowych i jarych nierówno dojrzewających
i dobrze, bo więcej i dłużej
jest różnych barw w polnych kolorach.
Dotykanie polnych zbóż,
przebywanie wśród tychże zbóż,
powonienie zapachów zbóż...
Wtedy wyrasta się na poetę...


A już w lesie zapach żywicy sosnowej
czy świerkowej to tak,
że dziecku jest wyraźne odczuwanie nastroju
ciekawości obcowania z naturą.
Próbowanie oderwania narostów smolistych
od pnia sosny czy świerku
i próbowanie rozgryzienia
w zębach tego naturalnego tworzywa.
Jagody w lesie, maliny, borówki,
grzyby napotkane, zwierzęta, ptaki -
to jest budulec dziecku wrażliwości
do natury przyrody.
A nie w domu wśród telewizji,
komputera czy PlayStation
i wiele wiele innych zabawek
więcej prymitywnych nie zastąpią
dziecku natury przyrody -
przebywając na jej łonie
w zależności od okresu i czasu
w jakim danemu dziecku było dane żyć.
Wtedy wyrasta się na poetę...


Ale myślę, że to wszystko
sprawiające takie naturalne walory
jeszcze nie powoduje wrażliwości u dziecka
wyrośnięcia w przyszłości na poetę.
Żeby to odczuwać - musi urodzić się
z tą wrażliwością - i już żyjąc
i przebywając w środowisku przyrody
z czasem nabierać wrażliwości na poetę...
Wtedy wyrasta się na poetę...



     NA  PODLASIU  ZIMA  NA  102


Nagle krajobraz wysrebrzył się śniegiem,
Ścisnęło mrozem z zimą nagłą!
Nie z jej powolnym biegiem.


Wszędzie paraliż drogowy - chaos komunikacyjny.
Tylko spokojny las sosnowy -
Niewzruszony niczym - wszystko zniesie.


Sąsiad już dokarmia sikorki -
Z tego powodu z głębi lasu
Przybyło ich dziesięć raz więcej, niż latem.


Kiedy słoneczniku ma dwa worki,
Te małe ptaszki nie doznają głodu,
Aż do wiosennego czasu.


Jak dobrze być ptakom bratem.
Są jeszcze tacy ludzie,
Co dbają zimą o karmniki.


Ale nie ich wnuki i dzieci,
One są z innego świata,
Niż "dzieci kwiaty PRL-u".



     MOJA  POEZJA


Moja poezja jaka jest taka jest,
ale nie zmyślona od pierwszego
do ostatniego wiersza.
Moją poezję będziesz czytać
z kołataniem serca,
ze łezką w oku
i z wypiekami na twarzy -
czasami ze wstydu,
czasami ze strachu
i czasami z żalu.


     *     *     *

Dąży do wojny
nie człowiek bogohojny,
a łotr i szaleniec
nakłada na ludzi cierpienie
i wolności kaganiec.


     *     *     *

Kiedy zimą jest zima:
pada śnieg, są zamiecie, zawieje
i do tego siarczysty mróz trzyma.

Tak jak wiosną i latem pada deszcz,
są burze i to normalne.

Tak i z zimy nie dziw się,
że nam dokucza i daje w kość.
Tak było i będzie.


     *     *     *

Kobieto, jestem Tobie poetą,
Ty mi aniołem.
Jesteś mi gorącą kometą,
Ja Tobie strzegącym Ciebie sokołem.


     *     *     *

W życiu człowieka najbardziej najcenniejsze
jest to czego człowiek w danej chwili pragnie.



    PROWINCJA, 
  TO  NIE  STOLICA


Wyjechała do Warszawy
dla sławy.
Ale tam napotkała
tak duże miasto,
że zginęła w jego tłumie.
I wyszło z tego nie złe ciasto,
i nic z planów w sumie.

Zatem trzeba było wracać
tam, gdzie jest jej miejsce.



          ZIMA


Zima tak szybko i nagle przyszła,
O dziwo, że z zachodu,
Nie ze wschodu, jak to z natury bywało.

Nie mówiłem, że świat zszedł na psy?
Teraz to się potwierdza i udowadnia.

Jeszcze brakuje tylko tego,
Żeby słońce zeszło na zachodzie,
Zaszło na wschodzie.
Kto wie, może kiedyś tak się stanie?
Na tym świecie wszystko jest możliwe.


Śnieg pada i pada obficie...
Wieczorem przyglądam mu się
jak za czasów chłopca,
Wpatrując się w lampę oświetleniową.


Las dookoła mnie otacza
I wiatr, co kołysze sosny.
Nie myślę, że do nocnego snu,
Kiedy jest za pewnego siebie gracza,
Huśta życie, choć nie mając tchu.


Ale czasami bywa i tak,
Że ci co nie dotykają ziemi,
Chociaż na trochę chcą polubić zimę.



          PRZEMIANA


Dzisiaj już nie mogę zabłądzić,
Skoro nie szukam żadnych dróg.
Z życiem bez drogi przyszło mi się godzić,
Mając ręce, lecz nie mając nóg.


Ależ, wciąż jedna droga stoi mi otworem -
W tej drodze nigdy nie zabłądzę.
Tylko ta droga jest Wolności Wzorem -
Tam, gdzie cierpienia umierają,
a uwolnienia się rodzą.



   MALOWANIE  PEJZAŻU  ZIMOWEGO


Mróz jak na Podlasiu,
Pod stopami ludzkimi skrzypi śnieg.
Drzewa stoją bez ruchu jak skamieniałe,
Chociaż żyją już cały wiek.


Słońce za nic nie wybije się nad las,
Jedynie przesmyki światła upiększają dzień
Nad las jasnością zmarznięte niebo piękne jak len,
Chłodnym powietrzem nie niebie drżeń.


Ptaki na drzewach,
Ileż to muszą zadać sobie trudu,
Żeby znaleźć pożywienie,
Aby przeżyć następny dzień nie bez cudu.


Wiatr gdzieś usnął na dobre,
Chyba gdzieś wczoraj po drodze
Dopadł go stary dzień i noc mróz,
Uziębiając go swoim rozgniewem srodze.


Cisza bez ruchu obumarła,
Ale nie jest pogrzebana,
Tylko śpi dniem mroźnym,
Proszę Pani, proszę pana.



    MIĘDZY  ZIEMIĄ,  A  NIEBEM


Żyjąc na ziemi - nie chodząc po ziemi,
Moje pragnienia są wzniosłe -
Nie latać po niebie,
A stopami dotykać i stąpać po ziemi.


Tak niewiele żądam od życia,
A i to mi nie do spełnienia.
Przecie nie dokonałem żadnego odkrycia,
A tylko pragnę spełnić swoje marzenia.



        WSZYSTKIE  PIENIĄDZE  ZA  TO     


Każda, każdy jest obdarzony przy-narodzeniem od Boga,
Lecz nie każdej, nie każdemu jest dane korzystać z tego.
Tej, temu, co dotyczy, życie ma ubogie.
A i Bóg mówi: Co ja mam z tym wspólnego?


To jest tak, jakby miała, miał sto tysięcy na koncie
I nie mogła, nie mógł z tego korzystać.
Kiedy służy tylko do sikania pochwa i prącie,
Co by za to oddałaby, oddałby tę sumę, żeby to dostać.



            WIOSNĄ 


Kiedy w lesie kukułka kuka,
Nagle moja myśl słów do wiersza szuka.

Kiedy słowik w olszynowych krzakach śpiewa,
Z kawalerstwa przypomina mi się dziewczyna Ewa.

Kiedy mgła po łące się ściele,
Chce mi się iść tam z Tobą, bo tak niewiele

Mam w życiu dobrych chwil,
A dróg tak dużo, żeby pozbyć się ich odległości mil.



          ODWILŻ


Siedzę przy oknie i śledzę
pogodę wzrokiem roztargnionym...
Wilgoć w[o]koło i mgliście pod lasem,
Sosny pozrzucały śnieg całkiem
i znowu jak w jesień zielono.


Melancholia gra na duszy,
i tylko Ty możesz mnie rozweselić,
moja miła.
Wystarczy dłonie związać
miłym ciepłem - i już:
powstaje uśmiech na twarzy,
radość w sercu
i szczęście na duszy -
zapominając o wszystkim co smutne,
a pamiętać tylko o tym co dobre.


Teraz i roztargnienie gdzieś uszło,
melancholia przestała grać na duszy,
i mgła rozpłynęła się na skraju lasu.

  Barbarze



      W  LESIE


Taka tutaj cisza
na wietrze bezszumnym,
jakby nikogo nie było,
prócz Boga i mnie.


Trudno z tego być dumnym,
prócz Boga, kiedy spełnienia
ma się tylko we śnie.


Ptaki nie śpiewają -
odfrunęły gdzieś za zachód słońca.
Tylko nieustannie z grobli
spadaniem wody grają -
później gdzieś płyną i płyną bez końca...



        KWICZOŁ


Już kwiczoł zawitał
nad oknem mojej mu gościnności.
Nie ma żadnych konkurentów, ani wrogów.
Wszystkie owoce bluszczu jemu.
Dziwny to ptak - samotny,
płochliwy i nie śpiewa.
Pojawia się jak złodziej podstępnie,
tak samo ucieka.
Ile sobie musi zadać trudu,
by zdobyć się na odwagę,
żeby sięgnąć po ten czar granatowych nasion.



    WĘDROWIEC  BEZ  WĘDROWANIA


Kiedy nie jestem wędrowcem
po ziemi ludzkiej ludzkimi stopami,
to za to jestem wędrowcem myślami...
Sięgam po kresy dzieciństwa początku -
aż po pierwsze pamięci.


Nie jestem wcale zmęczony
widząc całą przeszłość przeźroczyście -
każdy schemat jak sen połączony,
to wszystko tkwi we mnie rzeczywiście.



     NADE  WSZYSTKO


Śnieg pada...
Wiatry się zrywają!...
Śnieg po lodzie zamiatają...
A Ty do mnie się uśmiechasz!


Śnieg pada...
Wiatry się zrywają!...
Śnieg zamienia się w zamieć!...
A Ty do mnie się uśmiechasz!

  Barbarze

[ Dotąd < > 1700 wiersz ] -------------------------------------------------------------------



     ZIMOWYM  WIECZOREM


Za oknem zima,
aż śnieg z zimna trzeszczy.
Nawet aż księżyc skrzypi,
jak stare sanie za dzieciństwa.
Ale dzieci z zmarznięcia nie płaczą,
w rączek nie chuchają
i ojciec im rączkę z zimna nie naciera.


Za to telewizję w domu mają,
i nie wiem po co są zimy?
A i księżyca nie ma komu rozgrzać,
więc zimno. Aby ci nie było smutno,
wyprowadź się aż do Limy.

191 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2013-12-17 21:11:10)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
         GDYBY,  TO...


Jestem człowiekiem dożywotnie rannym -
Ugodzonym bezwładem w obie nogi.
Moje nogi są tylko ciężarem dla równowagi,
Jak ptaku związane skrzydła,
Którymi nie pofrunie.
Jak ja nie pójdę donikąd.


Gdybym miał w nogach wład -
Poszedłbym wszędzie,
nawet w bezkresie świata.
A tam mógłbym nawet błądzić,
Aby tylko czuć grunt pod stopami.



        BEZ  WYJŚCIA


Posłał mnie los
do roboty pod ziemią na skaranie.
Ukarał mnie los
wypadkiem bez mego zapytania.


Czy ja tak bym chciał
cierpieć dla samego cierpienia?
Ale los okrutny los,
mój udział w tym rozwiał,
nadając mi z cierpienia imię takie,
że na samą myśl serce się kraje,
i na ciele rana,
która nigdy nie zabliźnia się
po kopalnianej doli.



      AGONIA  POWYPADKOWA


Tłucze się moje serce pod żebrami,
Jak na osadzonym podłożu pompa wodna.
Stojąc przed Wolnością Bramy,
Każda chwila staje się zwodna.


Myśli moje mnie trapią,
A wiersze jeszcze dodają smętności.
Ach, jak ja wzdycham,
oczy w żalu się topią,
A znikąd nie widzę litości.


Już nie pytam ludzi,
Ale dziwię się samemu Bogu,
Że o mnie zapomniał
i mną się nie trudzi.
Czyżby ja już za życia
siebie samego spaliłem na stogu?



      RÓŻNICA  KOLOSALNA  TKWI 
      W  LOSOWYCH  PRZEŻYCIACH


Dzisiejszy prozaik, który nic nie przeżył -
pisze o wszystkim i o wszystkich,
tylko nic o sobie.

A poeta, który doznał życiowej tragedii -
o niczym innym nie pisze, tylko ciągle o sobie.



    Z  OBSERWACJI  LUDZI


To, że nie założę nogi na nogę
Nie żałuję tego wcale,
Bo i tak przedtem nigdy
Nie zakładałem nogi na nogę.
Zdaje się to takie błahe,
A jak najbardziej ludzkie.
Jedynie na tyłku siedzę tak samo.


To, że nie chodzę,
Jak ludzie chodzą,
To już na to nic nie poradzę.
Trudno. Da się i bez chodzenia żyć.
Jedynie na tyłku siedzę tak samo.


To, że nie podróżuję po świecie,
Jak inni ludzie podróżują.
To nic. I tak nie lubiłem podróżować.
Jedynie na tyłku siedzę tak samo.


To, że nie tańczę, jak inni ludzie.
To nic. Poeta nie tańczy,
A nawet nie śpiewa
Kaleki poeta, dodam.
Jedynie na tyłku siedzę tak samo.


To, że nie do śmiechu mi
I to, że nie do grzechu mi.
To nic.
Jedynie na tyłku siedzę tak samo.

Wystarczy, żeby nagrzeszyć.



        NATALKA
                           wnuczce


Natalka, częsta u nas bywalka,
Kiedy przychodzi "piątkę przybija" -
I już minutka nie mija -
Rozkłada klocki, pisze, rysuje...
A dziadek już myśli snuje,
O wnuczce Natalce wiersz zapisuje.


Jesteś mądrą i pojętną dziewczynką,
Chociaż chodzisz jeszcze do przedszkola;
Umiesz napisać "Ola"
I zajmować się różną wyci[na]nką.


Potrafisz napisać liczbę "1" -
I tak po kolei, aż do "10".
Lubisz przebywać u dziadków w objęciu,
A dziadek ciebie uściska z przejęciem.


Grasz z dziadkiem w karty -
Tak długo, aż ci zbrzydnie,
A później grę zamieniasz w żarty.


Układasz z dziadkiem klocki w wesołym tonie.
Ale najbardziej lubisz gry dla dzieci,
To cię najbardziej radością oświeci.



      W  LESIE  ZIMĄ


Kruk kracze na "czerebie" sosny!...
Może to zły znak?
Ale i tak nieodgadniony,
Co się wydarzy do wiosny?
A jeszcze gorzej,
że nie widać żadnych odznak,
Tym samym nie ma żadnych przeczuć.


Ale ja dzisiaj jakiś radosny
W tym lesie samotnym.
Bo sam nie jestem samotnym,
Przy boku swoim mając życia "połowicę",
To i nawet mróz, śnieg jest znośny.

  Basi



   PRACOWITOŚĆ  DZIECKA


Stale zajęte zabawkami -
Układa klocki: wieże,
Tunele, mosty, domy, płoty
I jeszcze do tego ciągle gaworzy.[T]


Nagle przychodzi z zainteresowaniem do dziadka
I pyta: - Co, ty robisz?
- Wiersz piszę - o tobie -
I czytam wnuczce tytuł -
I pierwszą już napisaną zwrotkę.


Nagle wnuczka mówi:
- Daj dziadek i ja napiszę...
Więc co mogłem na to poradzić,
Daję długopis - i wnuczka
Do wiersza dostawia:[T],
Które wziąłem w nawias.


Wnuczka mówi: - Ja też chcę pisać wiersze...
Babcia podaje wnuczce zeszyt i długopis.
Wnuczka koło mnie siada na pufie
I pisze literki, a potem rysuje serduszko.
I po tym odchodzi do innej zabawy.
Co za dziecko pracowite, jak dziadek.
Tylko brać przykład.



    KIEDY  JESTEM  W  LESIE


Kiedy jestem w lesie -
Najbardziej lubię usłyszeć
Odgłos takiego: "trrrrrrrrr"...


Wtedy myślę sentymentalnie,
Że to jest lekarz drzew.
Wtedy po lesie echo takie się niesie,
Aż w mojej duszy rodzi się śpiew.


Drzewa wiatrem melodie mi grają -
Słyszę nawet w oddali daleki szum...
Chwile słuchaniu się oddają,
A w tym nie przeszkadza ludzki żaden tłum.



      GRUDZIEŃ 


Kiedy jest grudzień,
Nie ma złudzeń,
Że zimy nie będzie,
Gdy śnieg leży wszędzie.


Dziś dzieci nie lubią zimy,
Chyba że z Limy,
Kiedy śniegu nigdy nie widziały -
Gdyby spadł, patrząc -
wytrzeszczałyby gały.


W naszym kraju,
Chcą ciągle, aby było jak w maju?
Może nie wszyscy z wyjątkiem,
Dlatego postawię znak zapytania
z wyjątkiem.


Za szybą śnieg prószy...
A w oddali idzie sroższa zima?!
Pustka wkoło jak w głuszy
Mróz zimy się trzyma.


Ptaki jeden, drugi
tylko mój pocieszyciel
Skrzeczy mi nad głową.
On jeden, drugi zimy
wiosną będzie wyzwoliciel,
Kiedy przybędę z drugą połową.


Póki co, zimę trzeba przecierpieć,
Przecież nie pierwszą.
Może nie ostatnią?
Zatem, Mietku, zanim
z ciebie nie rupieć,
Podaj zimie rękę bratnią.



  INCYDENT  Z  ...MANDATEM


Śnieg wszędzie, a tam
gdzie śniegu nie ma,
na parkingu brak miejsc,
jak prawie wszędzie w mieście.


Więc parkuję na "zakazie
zatrzymywania się i postoju" -
z początkiem kontynuacji.
Jest to miejsce przystanku dla "BKM",
ale zatoczka 30 m. dalej.


Jedno auto już stoi
i ma kartkę za szybą.
Czyżby to mandat?
Ja zaparkowałem za nim - i stoję...


Za mną parkuje jedno, drugie auto
i po chwili odjeżdża.
Ja stoję dalej...
Bo żona i syn w sklepie komputerowym.


Po krótkim czasie
podjeżdża radiowóz policyjny
z prawej strony mnie.
Stoi... Myślę, co on chce?
Może zaraz odjedzie?


Ale zamiast odjechać,
policjant w radiowozie
załączył światła awaryjne!
Myślę sobie, co on ode mnie chce?
Ale sam do mnie nie podchodzi.


Żona z synem widząc to ze sklepu komputerowego -
przychodzi - i podchodzi do radiowozu.
Mówi funkcjonariuszowi, że:
- Mąż nie może wyjść z samochodu,
jest na wózku inwalidzkim!


W takim bądź razie policjant
sam do mnie się pofatygował.
- Na zakazie zatrzymywania się, pan stoi!
Ja żeby wytłumaczyć się, mówię:
- Nie zauważyłem, że jest zakaz.


Policjant: - Nie znajomość prawa kosztuje!
A mnie od razu zrobiło się wstyd.
Po czym mówię: - Ja jestem inwalidą
na wózku inwalidzkim!


I dobrze, że nie dodałem,
że mi tu wolno się zatrzymać,
chociaż tak w duchu myślałem,
mając na myśli, że za PRL-u:

Osoby niepełnosprawne na "zakazie
zatrzymywania się i postoju"
w drodze wyjątku nie musieli się
stosować do tego zakazu.
Gdybym to policjantowi wygarnął,
Uznałby mnie za zuchwałego opryszka
i byłby mandat jak się należy?!


Policjant: - Proszę prawo jazdy i dowód rejestracyjny!
Tymczasem będąc w pełni świadom, że czeka mnie kara,
stałem się nagle podenerwowany, naraz zapominając,
gdzie w samochodzie się znajdują dokumenty.


Zwracam się do żony, która stoi na zewnątrz
między naszym samochodem, a radiowozem.
- Basia, gdzie są moje dokumenty? Basia, wyjmując
z torby portfel, która leżała na tylnym siedzeniu.


Podaje mi. Z lekką podnietą emocji
jestem podenerwowany, ale ręce nie drżą,
choć mając świadomość, że będzie
ze stówka mandatu i z 2 punkty karne?!


Podając dokumenty - zwracam się do policjanta:
- Proszę mnie nie karać,
jestem na wózku inwalidzkim z pierwszą grupą,
w ogóle nie chodzę, to gdzie miałem zaparkować?


Policjant udał się do radiowozu,
a w tym czasie z żoną dyskutuję;
dlaczego tutaj postanowiłem zaparkować?
Będzie kara, jak cholera?!


Po kilku minutach przychodzi policjant,
zwraca dokumenty - i mówi:
- A teraz sprawdzimy trzeźwość!
- Jestem trzeźwy. Policjant:
- Widać to.


Ale urządzenie do pomiaru zawartości alkoholu
w wydychanym powietrzu podsuwa mi do ust,
już to nowe urządzenie,
które tylko widziałem w telewizji.


Dmucham... Policjant: - Mocniej!
Więc dokończyłem dmuchanie mocnej.
Wykaz na pomiarze zerowy.
Policjant: - Będzie pan tylko pouczony.


Ucieszyło to mnie, że kary mandatowej uniknę
i punktów karnych, także nie będzie.
Uradowany, szczęśliwy, zwracając się do policjanta:
- Dziękuję Panu! Już nigdy takiego błędu nie zrobię.


- Dziękuje Panu! Do widzenia!
Będąc ucieszonym, że nie dostałem kary,
odjeżdżam w miejsce dozwolone
z prawem ruchu drogowego,
jak jako niedzielny kierowca.



           Z  OBSERWACJI


W naszym kraju, jest taka dziwna moda,
że mężczyźni podczas spotkania nie podają ręki kobiecie.
A w rękę całować, to już tylko pozostało marginesowe.
A jak już któryś z mężczyzn zdecyduje się
pocałować w rękę kobietę, to tak mocno cmoknie,
że aż wygląda to śmiesznie,
żeby nie powiedzieć prostacko.
Żadnych nie ma manier dżentelmena,
żadnego obyczaju męskiego gestu,
bez względu jak który jest inteligentny.

Tylko pomyśleć, jak kiedyś śpiewała Danuta Ryn:

"Gdzie ci mężczyźni"?...



      KIEDY - WTEDY 


Kiedy odejdą już mrozy -
I kiedy stopnieją już śniegi -
I kiedy liście rozwiną już brzozy.
I kiedy zejdą z twarzy zimowe piegi,
Wtedy już będzie prawdziwa wiosna -
I będzie w złotych pędach pylić sosna...



      KTO  TO  NAKRĘCA?


Boże, w jakim świecie my żyjemy?
Ukaże się książka o jakimś agencie;
jak rzekomo uwodził kobietę -
z myślą jako agent rozpracowując ją -
i w ciągu dnia te książki rozchodzą się,
jak przysłowiowe świeże chrupiące bułeczki.


A z drugiej strony ukaże się tomik wierszy -
na przykład dobrego poety -
i nikt na to nie zwraca uwagi
poza marginesowym wyjątkiem
zagorzałych czytelników poezji.


Oznacza to i wychodzi na to,
że ludzie lubią, a nawet uwielbiają skandale,
a później narzekają na polityków.
Błędne koło po prostu;
świat stoi do góry nogami,
a ludzie chodzą na głowie.



OBDARUJ  MNIE  TYM,                                 
CZEGO  MI  ZABRAKNIE


Obdaruj mnie słońcem,
Kiedy będzie mi zimno.

Obdaruj mnie cieniem,
Kiedy będzie upał.

Obdaruj mnie miłością,
Kiedy będę Jej pragnął.

Obdaruj mnie snem,
Kiedy nie będę mógł zasnąć.

Obdaruj mnie spokojem,
Kiedy będę podenerwowany.

Obdaruj mnie wstrzemięźliwością,
Kiedy będę niecierpliwy.

Obdaruj mnie tęsknotą,
Jeśli bym zapomniał tęsknić.

Obdaruj mnie zdrowiem,
Kiedy zdrowie zacznie mi szwankować.

Obdaruj mnie radością,
Kiedy radości mi zabraknie.

Obdaruj mnie życzliwością,
Gdyby z dnia na dzień jej by mi zabrakło.

Obdaruj mnie natchnieniem,
Jeśli natchnienie ze mnie ujdzie.

  Basi



    Z  AUTOPSJI  WIEJSKIEJ   


Kiedy koguty zapiały,
Noc mijała, a dzień świtał.
Czas wczesny ze mną się przywitał -
I myśli ze snu się wzięły:


Od tej pory nie mogłem spać -
Myślałem nad życiem, com stracił?!
Fakt taki, że aż tylko się bać,
Bo to nie sen, czym w życiu zapłacił.


Z olszyn na pobliskie drzewa ptaszęta przybywały
I przy wiejskim domu rozgrzewały szalone swe śpiewy.   
Moje tęsknoty ciągle nie ubywały -
A z faktem w jakim jestem, debatę podjęły.


Myśli moje snuły się po Podlasiu i Śląsku,
Ale ja jednak w łożu byłem.
Tutaj w tym miejscu, gdzie mój
urodzonek w tym związku,
Skąd o pięknym dzieciństwie śniłem.


Na oknie pelargonia stała przekwitła,
Niemniej liście lubiłem nie raz wąchać.
Zamyślając się, świadom będąc
jaka czeka mnie bitwa,
To chciałbym nawet pod ziemię się zapaść.


Pies sąsiada szczekaniem ujadał,
Pozbawiając mnie w ogóle już dalej zasnąć.
Słońce było już zeszło -
cień z "duli"* na dom padał,
A ja dalej bez snu musiałem brnąć.


Ptaszyna różnego rodzaju coraz
to bardziej stawała się krzykliwa,
Jaskółki tuż nad brukiem ulicy fruwały.
A dusza moja chora i urodzeniem wrażliwa -
Musiała przełykać uraz  k a l e c t w a  trwały.

  Objaśnienie: z "duli, dula"* - autor wiersza
  miał na myśli gruszę, która między dwoma
  sąsiedzkimi gospodarstwami stała.



          DLA  LITERATÓW


Krytykująca opinia jest lepsza, niż pochwalająca,
iż zmusza do myślenia, o ile jest prawdziwa
bez żadnych podtekstów adresata.

Natomiast opinia pochwalająca także jest dobra,
jeśli jest w miarę optymalnie prawdziwa:
u jednej osoby rodzi pewność siebie,
co w przyszłym rezultacie skończy się to negatywnie.

A u drugiej osoby dodaje jeszcze więcej otuchy,
niż miała ją przedtem i staje się
jeszcze lepszą niż była.
Zatem w rezultacie wszystko leży
w osobowości indywidualnej człowieka.



      PRZEMIJANIE 


Wczoraj odeszli nasi dziadowie -
Dzisiaj odchodzą nasi rodzice -
Jutro odejdziemy my,
Pojutrze odejdą nasze dzieci.



  Z   CIERPIENIA - PO  UWOLNIENIE


"Boże dzieci" - ulubieńcy Boga
Umierają młodo, skoro za życia
Jest im pisana trwoga.
Idą do Nieba,
Toć Najwyższy przedwcześnie
Powołuje ich do siebie,
Żeby z ziemskiego cierpienia -
W Niebie mieć Raj.



    KIEDY  JESTEM  W  LESIE 


Kiedy jestem w lesie,
Czuję się tak swobodnie
Jak ryba w wodzie,
Choć lód i śnieg ją przykrywa.


Ptasi śpiew niesie się po lesie!...
Ale cisza - bez cienia wątpliwości.
Za przyrodą już nie mam wytrzeszczu oczu,
Tylko duszy spokój - i lekki oddech...


Płynące chmury spiętrzają się,
Ale grzmieć nie będą.
Bowiem życie niepogodą już przegrzmiało,
I teraz w spokoju osiadło.


Żale i rozpacze odeszły gdzieś,
Czas wygoił rany.
Teraz sympatyczna nuta wpadła w ucho -
...I zdrowe uczucia budzą się w sercu.


Wczorajsza spirala niemożności -
Dzisiaj opływa w duchowym luksusie.
Nie ma żadnego popłochu -
Lekarstwo na życie to wiersze...


I sens życia to wiersze.
I Przyroda to sens życia.
Żadne kanony nie istnieją,
Wystarczy oddech jak Natura.


Nic nie razi,
Wszystko jest spełnieniem,
Co oczy zobaczą,
To jest duszy wypełnieniem.


Nic nie zionie płomieniem,
Żyło się tym pokoleniem;
Co Ojczyźnie dało się to,
Czego Ojczyzna potrzebowała najbardziej.


Nie ma czego się wstydzić,
A dopełnieniem są wiersze.
Możesz ze mnie nawet i szydzić,
A ja i tak to zdzierżę.


     *     *     *

Jeśli teraz: "czym głupsze tym lepsze"
zapanowało nawet w sztuce,
to jest wina głupich reklam -
w sensie takim, że czym coś
jest głupsze tym większe ma wzięcie.



     WIERSZ  PISANY  ŚWIATŁEM


Kiedy żyjąc na ziemi
Zewsząd bezwładem ograniczenia,
To udaję się do miejsca wybranego,
Żeby być wolnym na powierzchniej przestrzeni:

Polny wolny wiatr 
Po mnie powiewa...
Krajobraz jak z chłopięcych kadr
Przestrzeń wzrokową otwiera.


Spojrzeniem sięgam białych chmur,
Wzrokiem płynę w przestrzeń nieba.
I chociaż ku niebu nie ma sięgających gór,
To i tak mam pięknie wokół siebie.


Powietrze jest takie ciepłe,
Że aż miękkie, aksamitne, puszyste.
Z nieba promienie spadają oślepłe
I w oczach kolory oczywiste.


Przyroda krajobrazową dźwięczną nutą gra
I aż do zachwytu porywa.
Kruk nad głową:  kra, kra...
I woda z grobli z upału
powietrze chłodem obmywa...


Chmury po niebie całym się rozpierzchły -
Jeszcze lepszą tworząc pogodę.
Nawet na sośnie ten "czereb" zeschły
Dla poety ma swoją urodę.


Jest tutaj tak jak chcę,
Tak jak jeszcze będąc na Śląsku pragnąłem.
Tęsknota już nie rodzi sercu hecę,
Kiedy powrotu ku swoim korzeniom dopiąłem.


Żyję wśród natury przyrody,
Która nie jest niczym skażona.
W duszy mam spokój dla poezji urody
Mając każdą chwilę taką, jak wymarzona.



    SEN - [ na wsi ]


Szukałem Ciebie po polu,
Szukałem po łące,
Szukałem poza stodolu,
A Ty byłaś w moich snach.

  Basi



  DZISIAJ  I  TRZYDZIEŚCI 
      LAT  TEMU


Dzień świta, ptaki się budzą
I krzykiem obwieszczają
Prawo do swego rewiru.
One jak pracowici ludzie
Nigdy się nie nudzą.


Znałem kiedyś takiego człowieka
O imieniu "Francik" - on mówił;
"Może pracować za to,
Że tylko poje".


Jak te ptaki co
Śpiewają tylko dlatego,
Że żyją.


Ptakom się nie dziwię.
Ale "Francikowi" zawsze się dziwiłem,
Jak to pracować za to,
Że tylko się poje?


"Francik" był chyba z rodzaju,
Jak ten wolny ptak,
Choć śpiewał tylko wtedy,
Kiedy fest popił.


Ptaki ambitniejsze są od ludzi,
Bo nigdy nie piją,
A zawsze śpiewają.

Tak robią tylko pustelnicy.



        RĘCE


Patrząc na moje ręce,
nie widzę je jak u poety,
a potężne rączyska chłopskie.

Czyżby natura się pomyliła
z chłopa tworząc poetę?

Moje ręce nie są słabe,
jak u charlaka poety,
a silne, jak u Boryny,
z tym tylko, że delikatne
jak u poety,
który w nich nic
nie trzymał,
prócz swoich wierszy
i pióra.


Prawdziwy poeta powie,
że poeta pisze głową,
a nie rękami.
Zatem bez różnicy
jakie ma się ręce.



  ZIMOWE  ODWIEDZINY


Śnieg pokrył zalew,
pod śniegiem lód,
pod lodem
tylko ryby wiedzą
jaki tam głód.


Ale ja tego
nie chcę widzieć
i wiedzieć,
tym bardziej tam być.
Wystarczy mi ląd.


Podnoszę oczy -
wszystko wokół jak sen,
opuszczam oczy - śnieg,
pod nim lód,
pod lodem chłód,
co oddycha
nie może tam żyć.


Oczyma po śniegu
i lodzie chód...
Nikogo wokół nie ma -
cisza i pustka,
tylko uśpiony bezruchem
stoi las.

Do domu już
na mnie czas.

A ten, kto nie ma domu
ma wszystko,
co w treści tej,
prócz ciepła.



      LOS


Ziemio, zdaje się,
że nie czujesz bólu,
tak jak ja?

Zdaje się, że nie cierpisz,
tak jak ja?

Ale być może oboje cierpimy
napiętnowanym kalectwem.

Ty rodzisz,  żeby cierpieć,
ja cierpię, żeby żyć.

Ty zasypiasz, żeby wstać,
ja wstaję, żeby umrzeć.

W Tobie cisza martwa,
we mnie bełkot nieprzejednany.

Nie pasujemy do siebie?



    SKOJARZENIE  ŚWIĄT 
    BOŻONARODZENIOWYCH


Śniegu patron, tonące konie
w nawianych "kurhanach"*,
wyprawa do lasu po choinkę -
cisza głucha w lesie,
rozgrzane ręce, ciało,
zimna siekiera -
przymarznięcie języka do siekiery,
kiedy się dotykało -
sprawdzanie bohaterstwa lub głupoty.


W domu podniecający nastrój,
kalendarz na nowy rok,
świece na choince -
i ich zapach podczas palenia się,
Wigilia - podlaska kutia,
cukierki na choince, bombki,
wzorki kolorowe z papieru, kolęda,
schody posypane piaskiem
i ta bezwzględna zima.

  Objaśnienie: "kurhanach, kurhany"* -
  w etnicznym autora po prosty
  duże zaspy śniegu.



     POEZJA  ŻYCIA


Poezja przemawia do duszy,
Dusza przemawia do poezji...
Natchnieniem serce się wzruszy -
I już jest się w świecie poezji...


     *     *     *

Nie sztuka wykonywać pracę za którą płacą,
sztuka wykonywać pracę za którą nie płacą. 


    *     *     *

Kościół, to ludzie.
A jeśli ludzie nie będą kościołem,
to z kościoła pozostaną tylko mury.

192 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2013-10-29 16:07:17)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
POETO,  BĄDŹ  MĄDRYM  JAK  SŁONIE


Poeto, jeśli nie musisz,
jeśli Cię nagła nie dopadnie śmierć,
nigdy nie umieraj na ziemi obcej.
Jeśli jesteś na obczyźnie,
a czujesz, że musisz odejść z tego świata,
to wracaj do swego Kraju
i spocznij na wieki w Ziemi Ojczystej.
Toć słonie, zdawałoby się,
że są głupsze od nas ludzi,
a kiedy czują nadchodzącą śmierć -
idą w swoje miejsce cmentarzyska.
Zrobił tak Miłosz.



  WYBAW  MNIE,  BOŻE,  WYBAW


Wybaw mnie, Boże, wybaw
Z tego piekielnego miejsca,
Żebym już nigdy nie miał obaw,
Że jestem bez głowy jeźdźca.


Uczyń mi, Boże, uczyń,
Abym z tej drogi tragedii zboczył.
Tobie, to żaden uczynić to wyczyn,
Dla mnie odejście od piekieł,
  do których żem się stoczył.


Żyć tak chcę jak nigdy, tak mocno,
Bo pojmuję życie tak mocno jak nigdy.
I Tobie, Boże, będzie bardziej zacno,
Kiedy ja już nie fanatyzuję się, przenigdy.


Chcę tak mocno żyć,
Zanim życie w Twoje ręce złożę.
Tylko pozwól mi o życiu śnić -
Na jawie dopóty dopóki w grobie się położę.


Bo cóż Ci po mnie wtedy,
Kiedy tylko pozostawię wiersze?
Jeszcze chcę naprawić błędy,
Te niewinne pierworodne pierwsze.



KIEDY  BYŁEM  MAŁYM  CHŁOPCEM


Kiedy byłem małym chłopcem
Zapędzałem się na kwieciste łąki;
Zapachy różno wonne otulały mnie,
Byłem natchniony jak mały anioł.


Czułem na sobie ulotną lekkość
Jak nektarowy motyl
I takową duchową natchnioną skłonność,
Jakobym wonnością się podtruł.


Dzwonki dzwoniły mi w uszach,
Kiedym je zrywałem, przestawały.
Jaskier przerażał kurzą ślepotą,
Aż z klęczek przerażony wstawałem.


Stare olchy wiatrem gadały,
Cień nad głową się kołysał.
Ptaki śpiewem się witały,
Źrebak wkoło kobyły hasał.


Ojciec ze stryjem łąkę kosili -
Szelest spod kos chrobotał.
Byk łańcuchowy muczeniem wody się prosił,
A stryj z ojcem kosą dalej robotał.



    CHCĘ  BYĆ  PTAKIEM


Chcę być ptakiem,
Nie po to, by być wolnym,
A po to, by z nieba
Zrobić zdjęcie rodzinnej wsi mojej.


Chcę być w poezji znakiem,
Nie po temu, żem zdolny,
A po temu, że jest potrzeba
Dla potomności mojej i Twojej.

Zatem i panorama wsi rodzinnej mojej
Z lotu ptaka jest uzasadniona.



     WIERSZE  ZE  STYCZNIA  2011  ROKU



    CISZA  PRZED  BURZĄ


Cichy mój dom jak mało gdzie,
Jedynie słowa się burzą w wierszach tom.
Ale spokój jest pewny - nie wyjdą stąd,
Bo krzyk w ciszy jest słowa milczeniem.


Na dworze zapanowała bezkresna ciemność,
Ale to na niebie, a na ziemi
Puszysta czysta śnieżna biel,
Aż po ten zawsze taki sam las.


Tam dalej już się wynurza czas
Noworoczny na 2011 rok!
Kiedy dojdzie tutaj do nas,
Skończy się cisza przed burzą,
Na niebie rozbłysną fajerwerki.


Po burzy wszystko wróci do normy,
Wszystko co ludzkie będzie takie same,
Tylko w innym czasie o innej dacie,
Co ma być, nic nie ominie Cię bracie.


Będzie po burzy tak,
Jak było przed burzą.
Zatem Nowego Roku znaki
Na przekór życia, ode mnie
Niech Ci wszystkiego dobrego wywróżą.

  Mietko, dnia.31.XII.2010 - 01.01.2011 rok.



          NA  BIEŻĄCO


Larinto poleciał 140,5m. i upadł!
U mnie śniegiem kręci w "trójkącie wierszowym",
A w Garmisch Partenkirchen także wiatrem powiało -
Z powodu tego jest przerwa.


Obniżono rozbieg z 16-tej na 14-stą platformę startową,
Ale dalej będzie rządził wiatr -
I za to bonus plusowy lub minusowy skoczkom.

Kubacki za burtą, jak wcześniej Hula,
Jedynie Stoch jeszcze ciągle w czołówce.

Poczekamy na Małysza, co pokaże?
Ale znowu ten wiatr, znów powiało,
Przerwa negatywnie zesmacza rywalizację skoków,
A pokłosiem tego jest niedopuszczalny wiatr.
Rzadko obecnie bywa, że jest przepiękne
Błękitne niebo i błyszczący śnieg w słońcu.


U mnie za oknem przestało kręcić śniegiem,
Prócz ptaków, które kończą opróżnianie klepsydry
Napełnioną słonecznikiem przez dobrego człowieka mego sąsiada.

Jest pusto jak bywa w głębi Puszczy bezludnej.

Czekamy na skok Adama Małysza,
Nie wierzę, choć warunków jest loteria,
Że nasz "Orzeł" podzieli los Hautamekiego,
Przy tym nawet nie postawię znaku zapytania.


A w Garmisch Partenkirchen wieje dalej,
Zatem czekanie w przerwie, co będzie dalej?
Z pogodą nikt jeszcze nie wygrał,
Jeśli jest pod psem - wieje.
Tak jak bokser nie wygra ze sędziami,
Chociaż wygra z przeciwnikiem.


Justysia już wygrała, reszta zawodniczek
Za mgłą, a Justysia na mecie
Do kamer robi szeroki i radosny uśmiech.
Czego więcej może chcieć kibic
W tym pierwszym dniu Nowego Roku,
No chyba Adama Małysza na podium.
Ale na to jeszcze trochę trzeba poczekać,
Może nasze oczekiwania się spełnią -
Tutaj znowu nie postawię znaku zapytania.


Skoki wznowiono, ale wiatry kręcą zdradliwie,
Zatem loteria, boję się o Małysza.
Teraz już Małysz. Boże, daj mu dobre warunki,
Jak spasowały Karelinowi.


Siada nasz Małysz na platformę startową
Leć nam Adamie, leć po podium,
Na razie drugi. Wataze z pary Adama
Nie liczy się, odpada.
Dobrze jest Adamie, choć Cię wyprzedził Simi Ammann,
A wcześniej, Ty, nie wyprzedziłeś Karelina.


Warunki zdradliwe, po Simonie, wszyscy skaczą mniej,
Niż oczekiwania. Zatem nasz "Orzeł z Wisły" dzisiaj na podium,
A Stoch w pierwszej dziesiątce, ósmy.

Jak fajnie kończy się Nowy Rok.

Wam też życzę mniej wiatrów w plecy,
A więcej z przodu, żeby niósł tam,
Gdzie Wam potrzeba, żeby zaniósł.

Z Nowym Rokiem.



   NA  SKRÓTY  W  PROZIE  I  W  POEZJI


Wiersze dzisiejszym stylem pisane
są kaleczeniem sensu wiersza,
ponieważ wszystkie rozpoczynające wersy wiersza
są rozpoczynane z małej litery i kończące się
bez żadnych kropek przy zakończeniu wresów.

Uważam, że to nie jest moda,
a po prostu pójście na łatwiznę.
Myślę że to się wiąże przede wszystkim,
że piszemy nie własnoręcznie, a na komputerze,
i myślę, że z tego powodu piszącym
nie chce się wysilać, aby dostawiać w tekście:

[ W języku polskim używamy dziesięciu znaków interpunkcyjnych -
są to: kropka, średnik, przecinek, dwukropek, myślnik (pauza),
wielokropek, znak zapytania (pytajnik),
znak wykrzyknienia (wykrzyknik), nawias i cudzysłów. ]

na końcu wersetów kropek czy wielokropek
w zależności od treści wiersza,
a również jest potrzebne i konieczne
stawianie przecinków w miejscach poprzedzających
zmianę treści, jak i należy używać myślników,
wykrzykników, cudzysłów, znaków zapytania
nawiasów, bo wiersz bez tego, to tak jakby
dom był bez dachu, okien czy bez drzwi
w którym nie da się mieszkać.

I niech dzisiejszy styl nie tłumaczy się,
że taka jest obecna moda w poezji,
a raczej w prozie, bo poezja już nie istnieje,
skoro to jest i wygląda taka.
Chociaż proza także jakby nie było jest wierszem.
Ale właśnie z tego powodu, że nie używamy
tych podstawowych znaków, wydawałoby się,
że tak banalnych, a jednak z tego powodu
wiersz jakby był obdarty z tego,
co mu się należy, tak jakby wiersz był nagi.

A przecież człowiek nie chciałby się
pokazać wśród ludzi nie ubrany.

Tak samo i podobnie czuje się wiersz,
gdy jest pozbawiony wszystkiego, prócz słów.
Wiersz pozbawiony kropek, średników, przecinków,
dwukropek, wielokropek, myślników, znaków zapytania,
znaków wykrzyknika, nawiasów i cudzysłów -
jest tak jakby obdarty z treści,
jakby był nie odziany, jakby był goły
i bez duszy, emocji,
a nawet odważę się pokusić,
że i bez sumienia, skoro
i przede wszystkim tylko
treść w wierszu się liczy.



    W  DOMOWYM  ZACISZU


W domowym zaciszu
słyszę jak oddycha powietrze,
widzę jak chodzą cienie,
czuję ból ściennego zegara -
bowiem jak żyje
nigdy nie brał lekarstw
i jego dolegliwości przechodzą na mnie.


Czasami potrzaskują karnisze,
żyrandol tęskni za letnim motylem,
ściany mówią ludzkim głosem,
obrazy Świętych błogosławią mnie po głowie -
czuję radość dziecka,
lekko oddycham,
jestem jak aksamit.



    WBREW  PRZEMIJANIU


Gdybym był takim,
Jakim byłem z przed laty,
Dzisiaj byłabyś całą w skowronkach,
[ Chociaż nie byłbym Tobie ptaszkiem ]
Bo otaczałbym Cię śpiewnym niebem.


Przynosiłbym Ci kwiaty,
[ Pamiętasz, te z łąki? ]
A nie tak jak dzisiaj wiersze.
A, Ty czekałabyś na mnie u progu chaty,
Wracając, mówiłabyś:
"Że to w moim życiu są pierwsze!"


A mnie to ze wzruszeniem radowałby,
Że Ty jesteś czysta jak te łąkowe lilie.
I krucha jak skrzydła motyla, zatem zdawałoby
Się, że trzeba byłoby otoczyć Ciebie miłością takową,
siły u mnie ile.


I miłować Cię mocnej, niż ptaszek ptaszka,
Będąc przez cztery pory roku w godach.
Żyć ciągle, a nie jak sezonowa waszka,
Przedłużając życie w rodach.


     *     *     *

Poeta rodzi się nie po to,
by się radować w życiu,
a po to by cierpieć.

Tylko z takim losem poeta duchowo
jest spełniony jako poeta. 


     *     *     *

Poeta jeśli ukrywa swoją tożsamość
nie jest poetą, a tylko pisarzem.

  II

   LESIE,  TY  MÓJ  LESIE


Na ciebie, ty mój lesie
Jest zwrócony mój wzrok,
Bo natchnienie moje po tobie się niesie,
Skoro już nie chodzę dwudziesty piąty rok.


W tobie są ukryte moje marzenia,
I mój nie lubiany wstyd,
Bo ty przyjmiesz moje cierpienia,
Nie patrząc jaki jest mój byt.


Śpiewasz mi podlaskim polem,
Co do lasu przyniósł wiatr.
Jak kiedyś poetom wiatr śpiewał Podolem,
Niosąc ich treść, aż do Polskich Tatr.


Tak i ja, tutaj osiadłszy
Słucham Natury wierszowych nut...
Na Ciebie Ziemio Podlaska tylko zdawszy,
Kochając Cię, choć wszystkiego mam w bród.
https://picasaweb.google.com/1032767343 … 1666349202

  Mojemu ukochanemu Podlasiu



      PODLASIU


Tutaj jest moje miejsce,
Tutaj jest mój dom.
Żyć chcę tylko w ojczystej Polsce
I kochać Ją, jak matkę swą.


Nie zostawię Ojczyzny nigdy przenigdy
I nigdy przenigdy nie wejdę na obcy prom,
Bo nie znam czegoś takiego
Jak odpłynąć stąd. A jeśli tak,
To już jedynie znam słowo: przypłynąć,
Gdyby kiedyś ktoś pod siłą przymusu
Wywiózł mnie stąd.
Bo ja wolę być niewolnikiem
We własnej Ojczyźnie,
Niżby panem na obczyźnie.



  BÓG  JEST  SKROMNIEJSZY 
     OD  CZŁOWIEKA


Bóg jest Królem nad człowiekiem,
a upodabnia się do człowieka.

A człowiek jest pod Bogiem, 
a chce być królem[?]



     W  TRAUMIE


W głowie kłębią się myśli,
Serce mi mocniej bije.
Co gorsze wiem dobrze,
Że to mi się nie śni,
A w takim świecie żyję.


Ciężko mi jest podnosić pióro,
Tym bardziej głowę,
Myśleć nad wierszem jeszcze trudniej
I sięgać po dalszą odnowę.


Czasu mam więcej, niż szczęścia,
A to traumie sprzyja.
Żyć będę dopiero po życiu,
Ale to już nie będzie nikogo obchodziło.


     *    *    *

W przeciwieństwie do innych,
jak mało kto narzekam na swój los,
ale przyjmuję go z godnością,
a nawet z tego powodu
stałem się poetą.
Więc dochodząc do wniosku -
usprawiedliwiając siebie - uważam,
że lepiej z godnością narzekać
na swój los i być poetą,
niż godnie znosić los w milczeniu,
skoro milczenie nie pozostawia
po sobie żadnego śladu życia.



     ODWILŻ  I  STRATA


Mgła osiadła w lesie,
Ubierając las na siwo.
Wiatr nad wierzchołkami się niesie,
Przynosząc odwilż w styczniu o dziwo.


W zeszłym roku tak nie było,
Było mroźno, że aż strach.
Dobrze, że teraz zimą zelżało
Od ciężaru śniegu odpocznie dach.


Sikorki wróciły w las głęboki,
Bo odwilż zrzuciła śnieg z drzew.
Tam w Puszczy miły jest nawet goły dąb
I wyschły na zimę modrzew.


Tutaj obok mnie
Deszcz kapie z dachu.
Dzisiaj będzie smutno zwłaszcza mnie,
Skoro odszedł wielki aktor z ZASP-u.

Co lubił i umiał tak pięknie czytać wiersze.


     *     *     *

Z moich słów bije wielki smutek,
a nie wiem czy mądrość?
Ale wiem z pewnością, że doświadczenie
z życia.



     CZTERY  PORY  ROKU  POETY


Kiedy mam trwanie,
To mam i upór,
Chociaż na wszystko jest czekanie,
To i tak cieszę się z każdych roku pór.


Zimą: ogrzewa mnie ciężko zdobyty mój dom,
Do tego uczynna żona, jak Matka Teresa.

Wiosną: ptaki, drzewa zielone przy oczach są,
A nad głową jerzyki i niebo, co nie grzmi z niego grom.


Latem: przebywam w miejscu wybranym duchem i ciałem,
A życie pod wodą jest moim świadkiem,
Że ja już do życia całkiem dojrzałem -
I nie chowam się przed ludźmi ukradkiem.


Jesienią: czas zrzuca liście z drzew
I ubiera mnie jak mój wiek,
Aż krzyczy w wierszach mój zew:
Jaki z losu jest mój bieg.


Czekanie na wszystko jest jak sen,
A kiedy po obudzeniu się spełni,
To tak jakby czas się cofnął ten
I wszystko, co jest przegraniem
natychmiast się wypełni.


     *     *     *

W życiu najważniejsze jest,
aby odnaleźć właściwą drogę,
jeśli przedtem była ona zagubiona -
i zmierzać tą drogą, jak celem wybranym.



     KRÓLOWA  NART


Pochodzi z Wielkiej Kasiny*,
I sama jest wielka,
Jak Polskie rozległe doliny.


Nazwali Ją "Lwicą nart",
Bo i jest takową
I to nie jest żart,
A jak najbardziej biegaczką atomową.

  *autor wierszyka odwrócił nazwę miejscowości,
   żeby spasować pod rym.



    NIEPOKONANA  JUSTYNA


Jest tak silna i dobra,
Że żadna równina, żadna dolina,
Nawet bardzo stromy podbieg
Nie jest Jej przeszkodą,
Tym bardziej trudem.
Wszystko połyka i pozostawia za sobą,
A za metą cieszy się z Tobą.
Mieć taki diament,
To Dar Boży dla kraju,
Tym bardziej, że go już
nie trzeba oszlifować.



     MAŁYSZ  "BOMBARDIER"


Ma pod nartami szpony,
A na kasku Orła z Polskiej Korony.
Lata jak "Polski Orzeł" nad górami,
Co Go podziwiają nawet polskie Damy.


Co prawda jest skromny jak nielotny ptak,
Ale dopiero w locie jest jego wielki znak.
Kochamy Go za to, że jest nasz fenomen,
Z Jego dalekich lotów - ogarnia nas radości omen.



      "NA  NIEBIE" 


"Na niebie" już zaczyna się modlitwa,
Aż niebo z bólu łzawi!
A plemnika z okowitą już się toczy bitwa,
Tylko kto i jak to strawi.


Zasady mają w stopach,
I w spragnionym gardle.
Żyją jak w jaskiniowych lochach
I robią wszystko podle.

  Dedykwany podłym



      SMUTNE  POWROTY


Kiedy padłem na urobek krzyżem -
Poczułem tragiczny smak piaskowca.
Oj! Nie smakował on ryżem,
A jak strzał w gardło z korkowca.


Ślinę przełknąć było nie w sposób,
Nawet wypluć stanowiło trudem.
W oczach z jednej tuzin namnożyło się osób,
A było to z ...obumarłości, nie żadnym cudem.


Żal był taki jakby umierał świat,
Chociaż tylko myślałem o trzech osobach.
Już czułem jak pachnie kwiat,
Co zmarłym kładą na grobach.


Ale tak jakoś dzięki tym osobom
Nie chciało się schodzić z tego świata.
Zatem życiem lub śmiercią, Boże, byłem przed Tobą
Mówiąc: - Niech jeszcze dzisiaj ze mnie dusza nie wylata?!


Bo i skoro tam na ludzkiej powierzchni
Nie mogła sama pozostać żona i dwóch malutkich synów.
Zatem, Boże, życie jeszcze we mnie tchnij,
Kiedy ja mam jeszcze przed sobą tyle czynów.



         NOCĄ


Jest tutaj teraz tak cicho,
Żaden szum, żadne licho,
Nawet słychać ruchy cienia
I nawet myśl moją, która się zmienia
Raz po raz zanim przed snem powie:
Do widzenia.



        W  LESIE


Odpocznę tutaj u podstawy drzewa,
Cień tutaj taki rześki...
Nie wszędzie go się miewa,
Skoro ulice, to nie leśne ścieżki.



  JAKIE  KORZENIE  TAKIE  DRZEWO


Ziemio, na której dorastałem,
Nauczyłaś mnie być silnym.
A ja Ci za to w zbożu plon dałem,
Kiedy byłem robotnym i pilnym.


A przez robotę na roli -
Wyrosłem na harta,
Co później służyłem Ojczyźnie według woli,
Skoro mi nigdy nie była wyparta.


W taki sposób kochać Ojczyznę
Potrafi tylko chłop i robotnik w jednym.
Szczycąc się robotą i blizną,
Bo prócz tego we wszystkim jest biednym.

  Podlasiu i Ojczyźnie



  PIERWSZE  ZAROBIONE  DWA  ZŁOTY


Pamiętam jak pasłem krowy stolarza,
To był odrobek za budowę stodoły rodzicom.
Pewnego razu, kiedy przygnałem krowy
Stolarzowi na podwórko, a już było ciemno,
Stolarz stał na schodach domu i zawołał mnie,
Mówiąc: "Mieciu, masz dwa złoty!"
Wziąłem te pieniądze z radością
I wracałem z uciechą do domu
Nim się przyglądając, odwracając je w dłoni,
Raz po raz na reszkę, raz po raz na orzeł.
Były takie piękne miedziane, aż błyszczące,
Pamiętam po dzisiaj, że:
Ze strony reszki widniały wybite 2 ZŁOTY,
A pod nimi kłos zboża.
A ze strony odwrotnej: duży na całą monetę
Orzeł mojego Ojczystego Kraju.
Przez cała drogę do domu
Dalej je w dłoni przewracałem z reszki
Na orzeł, a później włożyłem
Do spodenek z głębokimi kieszeniami,
A tam dalej tę monetę przewracałem palcami
I podjąłem decyzję, że nikomu w domu
O tym nie powiem, zachowam je sobie.
Po tym te dwa złoty nosiłem tak długo,
[ A trwało to może z miesiąc ]
Aż kupiłem za nie dwie słodkie bułki.
W tym dniu, chociaż jeden raz
Czułem się na równi z rówieśnikami.



      JAGIELLONIA  BIAŁYSTOK
     

Jagiellonio, ty moja Jagienko,
Jesteś w moim miłym kraju najpiękniejszą Panienką.
Swoim występem zachwycasz Podlasie i cały kraj.
Fajnie jest, tylko tak dalej sobie graj...


Po zimie - na wiosnę
Jagiellonia do boju!
Będziemy my Podlasianie mieć chwile radosne,
Kiedy Ekstraklasa będzie w twoim podboju.
Zostań Mistrzem Polski
Jak Ci z grą przystaje,
A wiadomość dotrze do każdej wioski,
Że Jagiellonia w Ekstraklasie wszystkim w kość daje.

Oj, będzie na Podlasiu się działo.

193 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2013-11-14 21:33:28)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
    KU  WIECZNOŚCI


Widzisz, co los mi dał,
A jak ja, tak i Ty
Nie wiesz, co Bóg mi da?


Ciągle w życiu jest jakaś gra
O coś lub przez coś.
Lecz życie jest tylko jak ulotna mgła,
Co znika w każdą pogodę wtedy,
Kiedy na życie już przyjdzie kres.


A na ziemi, jeśli po Tobie
Pozostanie tylko pamięć -
Przeminie wraz z ludźmi.


Zatem napisz wiersz -
Może jeden, może sto,
Wtedy nawet Bóg
o Tobie nie zapomni.



      ASPIRACJE  MAM


Nie krzątam się po mieszkaniu
Jak ćma, jak cień, jak leń,
A piszę wiersze... Aspiracje mam.


Jestem z niebytu,
A jednak mam w sobie tyle zachwytu,
Że nigdy się nie kończy -
Coś mnie uroczy,
Ciągle coś z czymś mnie łączy,
Ciągle w coś mam wpatrzone oczy...
Piszę wiersze... Aspiracje mam.


A w tym jest ze mną życie:
Wonne łąki i pola,
Nieboskłon, szumiące drzewa,
Śpiewające wkoło ptaszęta,
Rzek podlaskich snujące zakola
I przy mnie dobra żona,
Dzięki której dusza moja śpiewa...
Aspiracje mam.



   JESZCZE  JEDEN  FRUSTRATA


Marzenia prysły jak bańka mydlana -
Fatalne zrządzenie losu;
Przegrane życie na całe życie,
A w nim cierpienie
W dzień, nocy i o świcie
Zwłaszcza, kiedy się budzi.


Wtedy daleko mu do ludzi,
Skoro cztery ściany są mu za brat,
A fakt jak kat
W którym się znajduje.


- Zajmij się czymś, chłopie!
Uderz piórem w swój los,
A zobaczysz, że aż posypią się wióry,
A Ty obrośniesz w piórka.


  II


Kiedy rano wstajesz,
Nie myśl o melancholii,
O traumie w której żyjesz.
Nie bądź frustratom
Dla siebie samego
I dla ścian wokół Ciebie,
Bo one Ciebie nie wysłuchają.


A z otworzeniem oczu
Na nowy dzień -
Bądź w ekstazie melodii wesołych,
Jak te ptaszki za oknem,
Co ze świtem radują się
Z tego, że żyją.
Bierz przykład z dobrego przykładu,
A przeżyjesz.


  III

Oprzyj się o piękno przyrody,
Co widzisz za oknem.
Zapomnij o melancholii i o traumie,
Nie bądź frustratom,
Słońce świeci każdemu
Bez względu na różnicę krwi.
Ptaki śpiewają każdemu,
Deszcz pada każdemu,
Pogoda i nie pogoda jest każdemu.
Więc gorszy jesteś
Tylko w swoich myślach.



        KWICZOŁ 


Ten ptak jest tak władczy
Jak żaden, jakie znam i widziałem.
Przepędza wszystkie ptaki,
Które wchodzą na jego rewir.


Przypomina mi człowieka,
Który ma wszystko,
A nic nikomu nie chce dać,
Chociaż część się zmarnuje.


A w dodatku jest podstępny,
Nie śpiewa jak inne ptaki,
Aby ukryć swoją obecność,
A w razie obecności innych, odpędza,
Jak chłop prymitywny:
"Zmarnuje się, ale nie dam drugiemu".



          S E N


Dzisiaj miałem niedobry sen;
Taki aż wstyd się przyznać -
Nie z tego powodu, że zbereźny,
A z tego powodu, że wstydliwy.
Zachowam to swoim myślom.
A Ty nie masz czego żałować,
Uwierz mi.



    MECHANICZNY  SPACER


Jak miło wyjść na dwór;
przynajmniej człowiek wie, że żyje,
a i ludzie widzą, że żyje.
Odwilż sprzyja, "Mustang"
nigdy nie zawodzi,
ma końskie zdrowie,
zawsze dobrze chodzi,
tylko ma jedną wadę:
połyka złotówki w postaci paliwa,
ale zawsze coś za coś
jak w ludzkim życiu.


I nie w sposób nie odwiedzić
moje miejsce dane przez los,
a po tym wybrane przez naturę.
Ale dzisiaj nic nie napiszę o tym,
bo przecież wiecie gdzie
w tej chwili się znajduję.


Ładuję akumulatory na dalsze życie
I upajam się natchnionym życiem...
Do tego jeszcze przy mnie
mego życia moja ulubienica.
Czego więcej od życia
może chcieć kaleki człowiek,
kiedy nie zna, co to samotność.



        RÓŻNICE


Choć tam z oddali,
Ale dochodzą do mnie odgłosy,
Że w Puszczy głębi ptaszki śpiewają.
Ptaszki  śpiewają, a człowiek się żali,
Ptaszek tańce na drzewie miewa,
A człowiek od tańca z oddali.


Na to wychodzi,
Że weselej żyć istotom tym,
Co weselą się z natury,
A nie tym, co smucą się z rozumu.



     NIM  NADEJDZIE  JUTRO


Nim nadejdzie jutro,
A jeszcze przedtem zanim minie noc -
Bądź ze mną poezjo siostro,
Kiedy cię kocham po 100kroć
Lepiej, niż kochałem lat temu trzydzieści.


Jestem przesiąknięty poezją
Do szpiku kości i do cna wyczerpania
Jak emocji, tak i natchnienia wizją
Nigdy nie stawiając sobie pytania
Dlaczego to robię co robię.


Na wszystkim i we wszystkim wiersz znajduję:
Na ścianie, żyrandolu, we ćmie,
W ruchomych telewizyjnych cieniach,
co na posadzkę lądują,
Lecz póki nie zasnę ruszać je nie śmie,
Aż usnę do jutra - i ze mną wszystko.



     NIEWIASTA  I  PRZYRODA


Jestem tutaj pod opieką przyrody otoczony,
Nic mi nie brakuje,
Prócz Ciebie tutaj nad wodą.
Ptaki tak cudownie mi śpiewają,
Aż na duszy dźwięczą melodie.


Mam w życiu dwa uwielbienia:
Ciebie i naturę przyrodę.
Na dzisiaj tylko z Tobą
I z przyrodą mam na co dzień odczynienia,
Toć tylko Ty i ona pozostała mi urodą.


     *     *     *

Moja niewiasta zawsze mi powiada:
"Każdy jest do czegoś stworzony
i ma jakieś przeznaczenie do spełnienia
i do wykonania".


To prawda, nikt nie żyje bez celu -
Każdemu / każdej jest coś do wykonania.
Każdy / każda ma jakiś walor
i cel w życiu, by to realizować.



     LEK  NA  CAŁE  ZŁO


Dzisiaj już dusza moja wydobrzała:
to co było w głowie -
zostało wylane na papier.
Dzisiaj już nie burzy się ich wrzawa,
bo jest na papierze,
co jeszcze wczoraj była w mowie.


Teraz tak jakoś czuję się lekko na duszy
i tak jakobym mniej ważył.
A jeśli dalej coś mnie wzruszy -
wszystko umieszczam na papier co żem skojarzył.



      MARCOWY  STYCZEŃ


Zima, w pogodzie jesienna szaruga;
Tutaj przy lesie mgły smuga,
Tam dalej szaro i buro.
Zejdź z nieba jedna, setna chmuro,
Niech wyjdzie na chwilę słońce
I niechaj zginą z horyzontu mgły panujące.


Niechaj tak będzie jak człowiek chce,
A nie tak jak prognoza pogody.
Koty już zmorzyły swoje hece
Godami i miauczą wchodząc pod budynku schody.


Zatem trzeba poczekać na wiosnę
I kiedy na dobre wyjdzie słońce,
Udam się pod "rosochatą"* sosnę
I ujmę w wierszu słowa gorące.

  Objaśnienie: "rosochatą" - szeroka w objętości.



      TAM,  GDZIE  ZAWSZE


Taka tutaj nastrojowa sielanka,
Czysta z Natury zrodzona Przyroda.
Kaczki na wodzie, jak Boży wystrój,
Płyną jak zrobione przez dziewczęta wianki,
Jedna za drugą w zrozumianej dla siebie zgodzie,
Ku mnie, ku życiu, ku urodzie.


Gdybym nie miał "Mustang'a" na chodzie,
Nie byłoby mnie tutaj nad wodnym akwenem,
Poza tym jeszcze widzę co się dzieje w terenie.


Jest tutaj taka cisza, spokój,
Bez ludzi i bez dźwięku ich maszyn.
Jedynie ptak na gałęzi się trudzi
Swym śpiewem, co rozkołatanej
duszy mojej się podoba.
On i ja, to poeci my obaj,
Tylko w innej wersji aranżacji.

Nie trudno zrozumieć,
Czemu skrzywdzeni ludzie
lubią zwierzęta i ptaki.

Mnie nie dotyczy dźwięk tych maszyn,
Kiedy nie skrzywdził mnie człowiek,
Lecz los, co w podziemiu spodkałem się z nim.

Ale nie powiem, że na jedno wychodzi.



     AKWEN  WODNY  ZIMĄ


Powierzchnię wody przykrył lód,
to kaczkom tak,
jakby człowieka z drogi
skierować w szczere pole -
wtedy daleko nie dojedzie.

Tak i kaczki na lodzie
donikąd nie dopłyną.

Są tam, gdzie woda spada,
a z nią glony jako pokarm,
to jest im przetrwanie.



                1987


Jeszcze życia nie przeżyłem połowę,
A już świat zwalił się na głowę!
Czuję się tak, jakobym wpadł w rozpadlinę,
A sny jeszcze potęgują strachu adrenalinę.


Prawda jest bolesna,
O wiele gorsza, niż sen
I zawsze w nieszczęściu jest przedwczesna,
Choć jeszcze byłaby gdzieś tam przede mną hen.



     PUCHAR  ŚWIATA  W  ZAKOPANEM


Z całego kraju nadciąga husaria Polski
I grzmi rozpędzona jak za czasów Czarnieckiego.
Powiewają flagi ojczystego kraju, proporce, sztandary,
Szał się nam rodzi w Zakopanem.


Nigdzie tak nie ma jak tutaj,
Żeby tak się bawić i cieszyć.
Weekend radości uskrzydli Małysza,
A forma co przyszła go poniesie.


Małysz w formie jak z przed laty,
A Polska husaria w sztormie
Powiewanych flag na rekord Małysza poniesie -
I będzie ubaw na całego jak nigdy.


Polski kibic to potęga niezrównana
Os huraganu niesionych w powietrzu Adama,
Uwielbienie Małyszowi na zawsze jest dane,
Małysz wzbogacony w to ponad dekadę.


Co tutaj w stolicy Tatr się dzieje -
Prawie wszystkich polskich miast
Na Polskich flagach są nazwy,
Dzisiaj Zakopane na ustach całej Europy.


Biało-Czerwony blask, pełnia szczęścia, pełnia radości,
A kiedy nasz bohater narodowy Małysz
Usiadł na belkę startową, delikatny postulą,
A wielki w czynach, i spiker go zapowiedział!


Wtedy tam na dole rozległ się ogromny,
Ale to ogromny jak nigdy i nigdzie
Szał kibiców polskich, szał ogromny,
Ubranych w tysiącletnią Rzeczpospolitą. 


Trener Lepisto chorągiewką dał znak: ruszaj!
I Adaś ruszył, wachlując nogami
Do pół rozbiegu, aby ułożyć się do wybicia -
I pofrunął, aż ku kibicom biało-czerwonym na 138.5m.


"Jest" - krzyknął Szaranowicz. Co za skok,
Radość taka, że nawet para zakochanych
Wśród kibiców daje sobie buzi,
Nie zważając na 20. tyś. husarię os.


Takiej atmosfery nie ma nigdzie,
Spełnienie marzeń kibicowi tu i tam.
Obecna cała plejada skoczków świata,
A nasz Adaś Małysz górą.


Jedno marzenie, jedna nadzieja spełniona,
Małysz jest wielki, a Polska radosna.
Piękny spektakl jak ze snu
W jawę, magia zaczęła działać.


Chociaż podmuch wiatru rzucił Małyszem,
Ale wspaniali kibice go ponieśli
Tym swoim dźwiękiem trąbek
I wiarą jak nigdy w nikogo.


Kibice Małyszowi dali powera,
Brawo, brawo, brawo Polsko,
Brawo, brawo, brawo Małysz,
Ty płoniesz w radości,
Polska płonie w radości.

Cała Polska w Zakopanem
I w całej Polsce Polska z radości płonie.

Małysz idzie w triumfie ku podium
Jak król nart, bo jest takowym.
Zadziwia świat, Małysz powrócił
Na szczyty swoich możliwości.


Co za patriotyzm, ileż duchowego uniesienia,
Ileż wielkiego ducha w tak niedużym człowieku.
Małysz znowu wielki "Polski Orzeł z Wisły",
To był magiczny piątek w magicznym Zakopanem.


Rozgrzewa publiczność, Małysz nadzieja naszych serc,
Toniemy w wielkiej radości i ku uciesze
Małysz radością naszych serc i dusz,
Aż po brzegi szału i spełnienia.


Biało-Czerwona magia Zakopanego żyje i trwa.
Biało-czerwona armia Polskich kibiców
do Zakopanego idzie i szła.
Małysz radością, Zakopane radością, Polska radością,
Szaleństwo kibiców w Zakopanem Polską radością.


Pierwszą odsłonę Małysz ma już za sobą,
Kibice co Adasiowi podczas lotu dmuchali pod narty,
Także mają już za sobą
I my w całej Polsce na szklanym ekranie.


Ów, co za ulga po 1399 dniach
Bez wygranej na najwyższym podium.
Teraz tylko czekać ze spokojem na drugą odsłonę,
Aby dopełnić w pełni radości zwycięstwo.


Wielki skoczek z małym wąsikiem
I w mroźną pogodę z nosem czerwony
Siada na belkę startową i rusza
Po zwycięstwo dla nas, dla Polski, dla siebie.


Wyszedł z progu, rzuciło nim!
Koryguje lot, ciągnie ile się da.
Trąbki trąbią, szum jak rój os,
Husaria ojczystych flag łopocą.


Dodając Małyszowi wiatru pod narty,
Uskrzydlony tym Adaś ląduje,
Jest 128,5m.,
Czy to wystarczy na zwycięstwo?


W tym czasie cisza zapadła
Z niecierpliwym oczekiwaniem na wynik.
Chwila krótka trwa wieczność,
Aż wreszcie ukazał się wynik.
Jest Małysz pierwszy!


Rozbawiona "Wielka Krokiew" im. St. Marusarza,
Myślę że nawet On cieszy się patrząc z Nieba.
Nieskończenie wielki Małysz fajter,
Druga odsłona spektaklu Małysza spełniona.


Nasz Narodowy skromny Małysz
Wchodzi na najwyższe podium.
Mazurek Dąbrowskiego rozbrzmiewa na całe Zakopane,
A na całą Polskę, a nawet Europę
i świat w naszych telewizorach.


A tu nagle na pewno z radością
I z usatysfakcjonowania nasz skromny Małysz
Wcielił się w kompozytora
I unosi nasze Polskie serca
i dusze z rytmem hymnu.



     ZIMA  NA  WODZIE


Wiatr wody nie kołysze,
A śnieg zamiata po lodzie.
Lecz prócz wiatru nic nie słyszę,
A oddaję cześć ku zimy urodzie.

  III

          TOBIE


Zima mroźna jakby nie było,
A w Tobie jesienna na licach bladość.
Nie smuć się, spójrz na życie miło -
Wnieś w nie tak oczekiwaną radość.



          TOBIE


Tyle piękna było w nas kiedyś,
A teraz gdzie ono się podziało?
I cóż nam dziś pozostało,
Prócz tego, że ja Tobie, Tyś
Mnie stale usłużnym przetrwaniem...



        NAD  WODĄ 


Jaka szkoda, jaka wielka szkoda,
Że nie mogę z Tobą okrążyć tej wody toń.
Kiedy tutaj jest taka prawdziwa uroda;
Woda, trawy i lasu żywa woń.

Całe szczęście, że chociaż to wzrokiem okrążam.

Ty: - Każdy jest poetą swego losu.

  Barbarze



            NAD  WODĄ


Ileż to razy ja tutaj przybywałem -
Otaczałem wzrokiem ten uroczy krajobraz.
Ileż to natchnień i uczuć tutaj doznałem -
Stając nie raz nad tym przyrodniczym obrazem.

Dużo razy.

Wszystko jest takie bliskie i spełnione,
Aż sam by się nie spodziewał przedtem.
Jaka ulga, że już nic nie jest gonione,
A życie jest wiosną i latem.



      POWROTY  I  PRZEMIJANIA


Ech, ten świat dzieciństwa,
Gdzie on jest, gdzie?
Przecie mam tyle śnień,
A wszystko podziało się tam gdzieś
w ciemnym tle.


To lata przeszłe, to lata,
Które zmieniły się w miniony czas.
Jest świadkiem tylko z dzieciństwa tak chata,
https://picasaweb.google.com/1032767343 … 1404317394
A reszta z utratą poszło jak w las.

A echa przeszłości brzmią tylko w sercu mym...



      DOM  Z  DZIECIŃSTWA


Stoisz samotny jak pień bez użytku,
I tylko chadzają po tobie dziecięce marzenia.
Nawet z czasu tu deska,
Tam dachówka jest w ubytku,
I w kącie pokoju płaczą niespełnienia.


Nie szkoda mi już tutaj niczego,
Prócz Matuli, co tu żyje.
Nie chcąc za nic domu innego, lepszego,
Bo korzeni nie wyrwiesz, jak wylejesz pomyje.


     *     *     *

To prawda, że w życiu dobre są tylko chwile.
Ja dodam, że i nawet wspomnienia;
Chociaż już są jak marzenia,
W których już nic się nie spełnia.
A jednak tak do nich wracamy,
Jakoby były jak chwilą spełnienia.


     *     *     *

Śnieg przede mną i za mną,
las przede mną i za mną,
chmury przede mną i za mną.


Życie przede mną i za mną,
a ja, dni przed sobą,
ani za sobą nie liczę,
tylko jestem tutaj.



        LIST  DO  MATKI


Sama jesteś. Zapewne smutno Tobie?
Pokoje są puste, i cisza
Tylko chodzi po nich.
Ten czas, który za nami
Przeraża Ciebie mamo.
Tak jak i mnie.


Czasami śni mi się dzieciństwo:
Wtedy nic mi nie boli,
Nie mam żadnych trosk,
Tylko rozpastwienie rozbrykania się.


Czasami żal jest mi życia,
Płakać z tego nie będę -
Przecież w końcu nie jestem dzieckiem,
Nie będę stał nad swoją rozpaczą.
Przecież, mamo, dobrze wiesz,
Że tylko płaczą dzieci.


Ciebie co dnia budzi koguci świt.
Mnie poranny miasta zgiełk.
Tobie jest źle, boś samotna.
Mnie jest źle, bom kaleki.

  L czytająca wiersz: przeczytaj to mamie.

  Autor: nie, bo się rozpłaczemy.



        POWROTY


Ach, jak mi ciężko, bo tęskno
Za tym moim żywotem dziecięcym.
Teraz jest tak mi kiepsko,
Bo jestem ni to człowiek,
Ni to ruchomy pojazd,
Jakimś takim innym.


I szkoda mi tych białych puszystych śniegów,
I tych łąk kolorowych wonnie pachnących,
I tych po łące na boso chłopięcych biegów,
I tych dni ze słońca płonących.


I pól gryczanych,
I zbóż pobladłych i złotych.
I rzek wód szklanych,
Co do dziś tak tęsknię do tych.


Umieram z żalu w potrzebie,
Że już nie zamieszkam w tej tęsknocie.
A może na pociechę odkryję kiedyś to w Niebie,
Kiedy tutaj na Ziemi żyję w cnocie.



        POWROTY 2


Pamiętam te wieczorne letnie chłody
Po skwarze upalnym za dnia.
Pamiętam na wieczór te zdrowe wilgotne ogrody,
Gdzie ścieliła się tumanu mgła.


Lubiłem siadać na progu dla wygody,
Słuchać słowików i rechotu żab,
Przy tym jeść wieczorną zupę z lebiody,
Słuchać rozmowy siedzących na przy płotowej ławce bab.


Dzisiaj już tak nie ma
I nigdy już tak nie będzie.
Pozostała tylko fałszywa ściema
I ludzka nieufność do wszystkiego wszędzie.


Jaka ogromna zapanowała w moim sercu boleść,
Że dzisiaj już nie uświadczysz takich dóbr.
Jak ciężko na karku tę świadomość nieść,
Że tam w miejscu narodzin w samotności płacze nawet bóbr.

194 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2013-12-17 21:18:09)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
     WIERSZE  Z  LUTEGO  2011  ROKU



    W  ODOSOBNIENIU


Kiedy tutaj jestem,
Bez względu na porę -
Zawsze jest cicha godzina.
A tylko tam dalej nad miastem
Dzwon kościelny bić zaczyna -
Trzy razy uderzył!
Czas Ludziom odmierzył.
Komu w drogę temu czas.


A mnie donikąd nie śpieszno
I w pełni przy mnie cisza.
I donikąd mi nie grzeszno,
Bo jestem cichy jak tam mysza
Wśród tych liści na ziemi,
Choć zawsze podróżując,
Nigdy nie będąc w podróży.


     *     *     *

Woda ty moja
wierna przyjaciółka niezdradzona
moich lęków i jesiennych barw.


Cisza nad tobą panuje,
jak w samotnym locie jaskółka
i topią się moje niepokoje
wśród przy zalewowych traw.



   KIEDY  PRZYJDZIE  WIOSNA


Kiedy już odejdą mrozy,
a potem i śniegi -
przyjdziesz do mnie wiosno -
wtedy wieczorem na niebie
zobaczę gwiazd wozy,
i słuchać będę śpiewu ptaków
w odchodzących szeregi,
i będzie na sercu mi radośnie.


Siedzieć będę na "tronie wierszowym",
nietoperze będą krążyć nad głową,
gwiazdy pulsować jak światełko w tunelu,
ja wtedy duszę będę mieć wierszową,
jak u Ludzi na Ziemi z nie wielu.



    NAZAJUTRZ - JUŻ  DZISIAJ   


Noc w dzień się odmieniła,
Tymczasem śnieg wiruje w "wierszowym trójkącie".
Rzecz, która wierszowo się śniła,
Ach, czemu to ja nie ujmę tego snu,
Co byłem tak wierszowy,
Jak nigdy z życia marszu:
Słowa śniły się takie składne
I tak poetycko - Shekspirowe.
Ach, czemu spać dałem tobie pisana mowo,
Bo przecież już na zawsze straciłem
Ze snu tak piękne jedno i drugie słowo,
Kiedy co na wpół śpiący byłem,
Przeto słowa na zawsze straciłem do wiersza
Ludziom, lecz w sobie spałem wierszowo...



        PRZYJACIÓŁKI


Zima was uwięziła
skupiając w jedno miejsce.
Nie jest ta pora miła
żyć wam w zimnej Polsce.


Tutaj, gdzie z grobli woda spada,
gdyby nie źródełko ludzie nie przybywaliby,
byłaby żywotność wasza jeszcze bardziej blada,
bo dożywiania wam by nie rzucali.


A to, co spod lodu
ze sobą niosą prądy wodne,
padłybyście z głodu
nie przeżywając do wiosny
z zimowej nie wygody.


Ja choć już ze "Źródła Romana"
tej zimy nie biorę wody,
ale dalej bawię się w bosmana
dokarmiając was, dla ciągłości waszej urody.


     *     *     *

Co dzień się budzę -
i piszę wiersz po wierszu.
A potem do zapisania dla potomnych się trudzę
umieszczając je na wieczność chcąc bardziej,
niż muszę w swoim poezji kalendarzu.



     RZECZYWISTOŚĆ,  TO  NIE  SEN


Choćbym bowiem swoje cierpienia
Zasłoniłbym nie wiem jakim cieniem.
Choćbym bowiem utopiłbym wszelkie życia wspomnienia,
To i tak bym z serca nie wymazałbym zapomnieniem,
Które tkwi we mnie nawet we śnie.


Choćbym bowiem przeżyłbym życie w ciągłej żalnicy,
I tak nie doznałbym ulgi zbawienia,
Skoro będąc obojętnie na jakiejkolwiek ulicy
Nigdy nie zmienia się sylwetka istnienia,
Która tkwi we mnie nawet we śnie.


A tak bym chciał odmienić imię mego wyglądu
I nie być podkutym w gumo-żelazo,
Stopami poczuć wygodę dotykania lądu,
Nie czekając ani dnia, lecz od razu,
Które tkwi we mnie nawet we śnie.

  III

            PRZED  JUTREM


Co wieczór, kiedy układam się do nocnego snu,
Zawsze nie zapominam, że to dzięki Tobie,
Ciepło mam i czysto w tej ciężkiej żywotem dobie,
Zanim usnę, szczęśliwy jestem, aż do utraty świadomości.



          DZISIAJ


Życie mi otworzyło oczy,
I dało jeszcze dzień następny.
Ach, jaki świat jest uroczy
Nie będąc samotnym przy Tobie.



     BASI


Bądź mi wiosną,
Bądź mi latem,
Jesienią i zimą -
Czyli życiem.



  JEŚLI  NIE  LUDZIOM, 
     TO  WODZIE


Nic tu mnie nie męczy,
Nic tu mnie nie nudzi.
Znam spotykających ludzi
I rozprawiamy, co nas dręczy.


A to, co nie wypowiem,
Zawożę nad wodę -
Tam zrzucam to mimochodem -
I staję się tak uwolnionym,
jak nie wiem.

[ Dotąd < > 1800 wiersz ] -------------------------------------------------------------------



              S E N


Szedłem przez jakąś opuszczoną fabryczną halę,
Z obu stron były otwarte drzwi,
A raczej wcale ich nie było.
Po obu stronach leżały duże ilości
Różnych przedmiotów opuszczonych po produkcji hali,
W takim nie porządku i bałaganie,
Jakby po jakiejś wojnie między galaktykami.
Przeszedłem tą halą wzdłuż w strachu
Że mogę napotkać chuliganów,
Co mogą mnie zaczepić i pobić!?
Z powrotem wracając miałem ponownie
Przejść tą halą, ale ze strachu,
Że kogoś mogę w hali napotkać,
Będąc już na początku hali, wróciłem
I zacząłem iść obok hali na zewnątrz,
Gdzie niedbale leżało jeszcze
Więcej opuszczonych przedmiotów,
Niż to miało miejsce w środku hali;
A były to przedmioty po produkcyjne.
Idąc dalej obok hali, napotkałem drogę,
Ni to gruntowa, ni to asfaltowa.
Jedynie dobrze pamiętam,
Że były krawężniki po obu stronach drogi.
A po drugiej stronie drogi zauważyłem
Samotnie stojącego naszego skoczka Stocha.
Z radości i usatysfakcjonowania,
Że go zobaczyłem, szybko podszedłem do niego.
Powiedziałem: - Cześć! Co tutaj robisz?
Po czym z radości, że spotkałem Stocha,
Objąłem go, uściskałem i pocałowałem
Z obu stron w policzki, mówiąc:
Brawo! Dobry jesteś! W krótkim czasie
Dwa razy wygrałeś, Co za radość Polakom.
Tymczasem Stoch, potwierdzając moją wersję,
Nic nie mówił, tylko głową kiwał
I uśmiechał się pełnymi ustami.
A ja mu dodając, że:
- Cała Polska z Ciebie jest zadowolona!
No i ten Mazurek Dąbrowskiego,
Co Ci grali. Coś pięknego.



      CIERPLIWOŚĆ


Rzeczywistość jest rozdarta
Między marzeniem, a spełnieniem.
Czekać na to jest chwila warta,
Aż się stanie wypełnieniem.



      ZAZDROŚĆ  POLAKA


"Polaka bardziej boli bogactwo sąsiada,
niż własna niedola".

A wywodzi się to od wieków z nierówności,
jak i z nierównego dostępu do możliwości.
Ale i nie zapominajmy, że i z zazdrości,
ale tutaj zazdrość nie jest uzasadniona.



        DZISIAJ


Luty, nie okuł się w buty,
W deszczowy poranek - południe.
Dzień mgłą stał się zasnuty
Jest na dworze jakoś tak nudnie.


Wiatr sosnami kołysze
Deszcz z gałęzi zwiewa.
Szum sosen nawet słyszę,
Nawet dzień, co do snu ziewa.

Szaro i smutno jest.

Aby do wiosny.



     OCZEKIWANIE  NA  WIOSNĘ


Wczoraj padał śnieg,
Dzisiaj pada deszcz,
Przecież jeszcze zimy bieg,
Więc trzeba poczekać na wiosnę jeszcze.


Kiedy byłem dzieckiem, czekałem na zimę.
Dzisiaj jestem dziadkiem, więc czekam na wiosnę.
Kiedy ona już przyjdzie, aparat wyjmę
I z fotografuję jastrzębia, co usiądzie na sosnę.



      "GÓWNO"


Odwilż panuje, deszcz pada,
śnieg topnieje
i odkrywa całą prawdę
Jegomość, co mają psy.



      PRZEDWIOŚNIE


Z dnia na dzień,
Wiosna coraz to bliżej,
I słońce coraz to wyżej,
Zatem i krótszy cień.


Z dnia na dzień
Dzień coraz to dłuższy,
Za to czas nocy coraz to krótszy
I wiosna powoli wchodzi do sień.



      JUŻ  NIEDŁUGO


Z nastaniem wiosny
Bocian zaklekocze we wsi Cimanie.
Kogut ze świtem będzie piał radosny
I prawdziwa wiosna się stanie.


Szpaki poczynią w lęgach poruszenie;
Każda szparka będzie okupowana -
Tu, tam materiału na gniazdo będzie pospolite noszenie
I radość z wiosny szpaczym śpiewem będzie ode zwana.


Koty leniwe wylegujące na słońcu,
Będą temu się przyglądać i przysłuchiwać.
Ja, co tutaj po zimie przybędę w końcu,
Na wygłupy wiosny będę wyczekiwać.



   CZŁOWIEK  Z  ŻELAZA


Byłem górnikiem -
drążyłem chodniki w kamieniu -
wykonywałem podsadzkę
między obudową,
a stropem -
i podczas tego
od spękanej calizny
czoła chodnika,
tak sobie bez odgłosu,
bez ostrzeżenia
skała piaskowca
odeszła od calizny
i uderzyła mnie w krzyż!


Po tym upadłem na urobek,
a kęs, który mnie uderzył
na mnie pękł.



   MOŁDAWIA  -  POLSKA
          0                    1


Oni grali,
a my wygrali.
To sztuka grać słabiej
od przeciwnika i wygrać.


Bo parę lat temu
na odwrót polski piłkarz
po przegranym meczu powiedział:
"Byliśmy lepsi, ale przegraliśmy".

Czyli jest postęp nie gry,
a inteligencji.


     *     *     *

Do tanga trzeba dwojga,
a my już nigdy nie zatańczymy ze sobą.

  Basi


     *     *     *

Słowem można bardziej zabić,
niż nożem.

Najbardziej wie o tym wrażliwy człowiek.



   PO  OBUDZENIU


Otworzyłem oczy -
widzę, że już zadniało -
dzień choć zimowy
jest uroczy,
więc wstaję śmiało
do życia.



          O  DWÓCH  CHŁOPCACH,
KTÓRZY  ZE  WSI  ZAJECHALI  DO  MIASTA


Chodzili po mieście - zwiedzali
co im się spodobało,
aż raczej przypadkiem
weszli do muzeum lalek z drewna -
tam jeden do drugiego powiedział:
"Zobacz ile tutaj drzewa!
Ale fajnie by się paliło w piecu".


Pani, która pracowała w tym muzeum,
słysząc tę rozmowę prostaków ze wsi,
powiedziała sobie pod nosem,
ale tak, aby usłyszeli ci prostacy:
"Cham".



      Z  POWROTU  MARZENIA 
      STAŁY  SIĘ  SPEŁNIENIEM


ZIEMIO, Ty moja PODLASKA,
Rozochociłem się żyć na Twoich krańcach
I już zapomniałem o leżących ostńcach,
Wśród których niegdyś płakałem ze smutkiem pod maską.


Przykuwa mnie tutaj uwaga
I tęsknota do wszystkiego z lat dziecięcych,
Tyle tutaj wspomnień z czasów chłopięcych,
Że aż nad wyraz wzruszeń serce wymaga.


Już nie rozpamiętuję, jak lecą ptaki "tabunem",
Jak to robiłem podczas pobytu na Śląsku,
A widzę i słyszę je, i w tym związku,


Tęsknota stała się prawdziwym spełnień runem,
Co się odmienia w nagrodę Bożą,
Że już nie żyję pod uwięzioną obrożą*.

  Podlasiu

  *Objaśniając ostatni wers - autor nie miał na myśli
  w sugestii, że ma do kogoś czy do czegoś winę,
  a ma w zamyśle, że kiedyś gdzieś tak indziej
  żył w zamkniętych ścianach mało korzystając ze środowiska.
  A dzisiaj tutaj korzysta w pełni swojej możliwości
  z dobrodziejstw natury przyrody.



          ANOMALIA


Wiatr taki, jakby wisielec się powiesił;
Targa drzewami naginając je,
Jakby za jakąś karę miały się kłaniać,
Tylko nie wiem za co?
Czy za tego rzekomego wisielca?
Czy za grzesznych ludzi?
Ale to i tak na jedno wychodzi.


Piasek pośniegowy zamiata z parkingu
I siecze po karoserii stojących aut.
Płócienne reklamy rwie z ich bytu
I postrzępionymi trzepie jak szmatą po budynku.
Widok, jak nieporządek,
Ale tutaj człowiek nie zawinił,
Chociaż konsekwencje poniesie.


Nie byłbym poetą, gdybym
Z ziemi nie pamiętał spojrzeć w niebo.
Chmury tak szybko płyną,
Jakby istnienie świata zależało
Od chmur, żeby na czas
W miejsce przeznaczone dobiegły.
Są usytuowane tak nisko,
Że dzieci mogą przestraszyć,
Ale z pewnością nie mnie.
Ja już w swoim życiu
Miałem większe strachy.



PAKUL  PRZYDZIA  WIASNA
           [ etnicznie ]


Pakul wiernuca busłe,
Pakul ni ma wiasne,
Spać treba mnie,
Kap dumać a hetum w śnie.


A kali prylaciać busłe,
Kali prydzia wiasna,
Spełniuca ni tolko maje sne,
A i usio staniaca krasnaja.



   PO  BURZY  PRZYCHODZI  SŁOŃCE


Wiatry ustały, drzewa stoją  bez ruchu,
Niebo bezchmurne, słońce unosi się w górę,
Lekki mrozik w powietrzu na zewnątrz,
Nawet w mieszkaniu czuję lekko
chłodne porankowe ruchy powietrza.
Jest tak na co ludzie czekali,
Szkoda tylko, że jeszcze leśne
ptaki nie śpiewają,
Ale po burzy przyszło słońce,
A ja już czuję przedwiośnie.



     NORWEGIA  -  POLSKA
             0                     1


Kadra "A" pobieliła grę kadry "B' -
i tak trzymali do końca meczu.
Po klęskach ubiegłorocznych,
tego roku styl gry wszystko robi,
aby utrzymać korzystny wynik,
jeśli przypadkiem on się nadarzy
czyli nie postęp, a cofanie się.
Trener Smuda zmienił taktykę;
nie liczy się dobra gra,
a korzystny wynik.
A wtedy, kiedy stosował grę,
a nie wynik, przegrywali.
Czyli jest postęp nie gry,
a inteligencji.
Nie sztuka nabiegać się i przegrać,
a sztuką jest grać słabiej
od przeciwnika i wygrać.



     CO  CZŁOWIEKA  BOLI 
I  ZAMIARY  JEGO  SĄ  W  POEZJI


Jest taki kraj nad Wisłą,
że niczego nie traktuje się poważnie.

Pan Zbigniew Lew-Starowicz seksuolog
kiedyś w TVP 2 powiedział:
"Że nie tylko trzeba postępowanie
ludzi traktować poważnie,
ale nawet i poezję."


Ja od siebie dodam,
że przede wszystkim poezję,
bo od niej wychodzą
przesłania zamysłów ludzi,
co ich boli i trapi,
a przez to i do jakiego
dążą postępowania?!



     Z  OBSERWACJI  NA  ŁĄCE


Pies goni zająca,
zając w lewo, prawo ucieka zygzakiem
tu, tam i już za krzakiem.
I na nic psu rzeczą było goniącą,
ale próbował i to się liczy.

195 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-04-20 19:41:51)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
    GŁUPI  POETA


Płacze głupi poeta
nad swoim losem,
że życie stało mu się
nie radością, a ciosem.


Pisze poeta o swoim losie,
nie wiedząc o tym,
że ktoś ma to w nosie.


Martwi się poeta o wszystkim,
tylko nie o sobie,
choć nikomu nie jest bliskim.


A i jak położy się w grobie,
nieliczni będą o nim mówili.
Tylko nikt nie będzie
pamiętał, poeto o tobie.


     *     *     *

Ponoszą mnie nie zmysły,
a emocje - i to są
nie wymysły,
a najprawdziwsze sytuacje.


     *      *      *

Ambicja okupiona kalectwem
nie zawsze się popłaca.
Czasami lepiej być miglansem,
ale charakter to charakter.


     *     *     *

Lepsze pisanie wierszy,
niż alkoholizm,
bo wtedy człowiek jest więcej wart,
przynajmniej sam dla siebie.


     *     *     *

Żyję w ciągłym bólu -
i to mnie diametralnie zmieniło;
jestem zgorzkniałą pierdołą,
[ ale tylko w swojej myślowej ciszy. ]
Żyję w ciągłym strachu
nad swoją sytuacją,
żeby nie było gorzej z kalectwem.
Ale jestem szczęśliwym,
bowie mam żonę
jak Matka Teresa z Kalkuty.


     *     *     *

W życiu cel uświęca środki,
a uczciwość i sprawiedliwość
jest na cmentarzu.


     *     *     *

W kraju nad Wisłą
uczciwość się nie popłaca,
bo społeczeństwo ma
niski poziom tolerancji,
jeśli ktoś jest inny.



   ...ZARAZ  WIOSNA


Mroźny powiew zimy
już do nas nie powróci,
a słońce zimę skróci.


Będzie pięknie i wiosennie,
ptaki zaraz rozpoczną śpiewać,
koty już rozpoczynają gody miewać.


Zaraz drzewa w pąki uderzą,
Panny w spódniczki mini się ubiorą,
tak jak to bywa wiosenną porą.


Ruch ludzi na ulicy i zalewie zapanuje,
kaczki z rdzawej rzeczki wrócą na głęboką wodę,
a ja je opiszę z wiosenną urodą.

...Zaraz wiosna.



      EGIPTU  NIE  BĘDZIE


W Polsce Egipt się nie powtórzy,
można spać spokojnie.
Tym, co jest źle - wyjadą z kraju na Zachód.
Członkostwo w Unii jest naszym wybawieniem.
A emeryci i renciści przecież
nie będą robić "rozpierduchy".
Oni mają tylko jedną siłę podczas wyborów,
a nią jest to długopis.



   JESZCZE  NIE  TYM  RAZEM


Wiosna już się budziła,
Ale to tylko przez sen.
Zima powrotna ją wyszydziła
I wiosnę odpędziła jeszcze
gdzieś tam hen.


Wszystko pozostało w normie;
Zima - śnieg i mróz.
Przyroda okuta w lodowatej formie
I wszystko twarde jak gruz.



        OZNAKA


Ze szczelin wychodzą komary,
zimy końca oznaka,
konanie melancholii rozmiary,
żywotnością nadchodzącą nawet dla wraka.



          W  LESIE


Lubię patrzeć na las
Sosen, świerków i nagich brzóz,
Chociaż wszystko skamieniałe jak głaz,
Kiedy ścisnął zimą mróz.


Lubię patrzeć na akwenu lód,
Chociaż nie zagłębię wzroku pod nim,
Ale to już wystarczy, by zadowolić tęsknoty głód
Na ten zimowy okres, wiosna przyjdzie zanim.



     NA  ZIEMI.  ...I  W  NIEBIE?


Upokarza mnie  k a l e c t w o,
Ale żyć chcę jak nigdy.
Nie takie do Nieba chciałbym znieść świadectwo -
I tam już takiego czegoś nie spotkać przenigdy.


Aż nadto cierpień wystarczy mi na ziemi
A w tym jeszcze gorzej, że nie zawinionych.
Może w Niebie będę zachwycał się chwilami nowemi,
Których na ziemi nie odnalazłem odnowionych.


     *     *     *

Kochać ziemię jest łatwiej,
Niż ludzi na tej ziemi,
Bo tak jest prywatniej,
Co się nie zawiedziesz nimi.



        Samopasy


Dom mój po którym chłód nie chodzi,
Bo zewsząd ciepło po nim się niesie.
Tylko często znad głowy huk dochodzi,
Bo tam dzieci żyją w lesie!

Samopasy.



      WIĘŹ


Od czasu do czasu,
Lubisz podejść do mnie
I przytulić moją głowę
Do swojej piersi.


Wtedy czuję się
Jakby nie Twój mąż,
A Twój dobry syn,
Którego kochasz całym sercem.

  Żonie Barbarze



    MNIEJSZE  NIE  STRASZNE


Zawsze mnie cieszyło,
że dzieci nie boją się
ludzi siedzących na inwalidzkim wózku.


A to z tego wynika,
że widzą mało co
wyższą postać od siebie.



            IMIENINY


Imienin, to już od dawna dawien nie obchodzą,
raz że zapomniałem, co to balowanie,
a po drugie, że na imieninach pije się alkohol.


Dobrze mi tak jest z tym -
na jutro głowa lekka i zdrowa.
Na dzisiaj upijam się wierszem swym -
i tak co następnego dnia od nowa.


Lepiej pisać wiersze,
niż wpaść w alkoholizm -
i dusza ma radość,
i kac nie męczy,
i rozum przytomny.


     *     *     *

Poeta nie ma zaskarbiać ludzkich serc pięknymi słówkami,
a pisać to jak widzi i co czuje i jak dusza dyktuje.



          W  WIATR


Sosny i świerki kolumnami się pochylają,
Niebo szare, chmurne i zimne,
Śniegiem wiatry wszędzie zamiatają,
Żalą się nawet brzozy intymne.


A ja tym czasem wpatruję się
Bardziej w ten "wierszowy trójkąt" jak martwy słup,
Wiatry lasem targają raz po raz -
Zrywając z gałęzi śnieg jak swój łup.



            W  ZIMIE


Zima, strach i przerażenie w oczach się kręci
Zapewne dla dziecka, które zimie się przygląda?
A może już nie ma takich dzieci,
Kiedy żadne nie siedzi w oknie, a bajki ogląda?


Czuję, że w wypatrywaniu okien zostałem sam,
Chociaż od dekad nie jestem dzieckiem,
Stale tę samą melodię gram,
Mimo, że już stałem się dziadkiem.


To czas wolny, to czas, to czas,
Jak gra krajobraz, taka i moja dusza,
A w niej szumi poryw serca, jak ten las,
Co przez wiatr las, i moje rozmysły porusza.



     LOS,  BÓL - ZNACZY  POETA


Jestem tylko cieniem człowieka,
A nawet człowieka pół cieniem.
I choć w mym sercu bólu płynie rzeka,
To i tak każdy dzień jest życia wypełnieniem.


To co było mi pisane
Nie miało prawa gdzieś indziej się zapodziać.
Gdyby wszystko było doskonałe,
Człowiek w poezję nie mógłby się odziać.


     *     *     *

"Łatwiej kogoś krytykować,
niż być artystą".

Oznacza to, że łatwiej krytykować
co jest zrobione przez innych,
niż samemu tego dokonać.


     *     *     *

"Dzieci kwiaty" - to lata miłości w USA z lat 60-tych.

W Polsce były "kwiaty PRL-u".



  SŁOWEM  PODNIEŚĆ  MORALE


Ja nie najlepszej urody,
Jak nie Boskie stworzenie,
Skąd silne targają mną powody,
A jeszcze potężniej marzenie


Słowem to nadrobić,
Czego nie zdołam w czynie,
Bo tak mocno pragnę żyć nie w winie,
Aby siebie ożywić, a nie dobić.



          METAMORFOZA


Pisać wiersze jest wpisane w życiorys,
Skoro drzemał potencjał, a teraz się obudził.
Bez wierszy życiem takim się znudził,
I dzisiaj nosi imię "poeta", a wczoraj Borys.



            NIEMOC


Choćbym poruszył niebo i ziemię,
Choćbym rozgniewał Aniołów,
A nawet i samego Boga,
To i tak już nóg nie włożę w strzemię,
I już nie siądę na konia, nogi mając jak ołów,
Bo już donikąd nie prowadzi żadna droga.


     *     *     *

Nie lubię pędzić powyżej 100 km/h,
bo wtedy drzewa się zlewają w jedno.
Lubię jak wzrokiem przeliczam
drzewo jedno po drugim.



     PO  PRZEBUDZENIU  SIĘ


Noc dniem spowita,
Dzięcioł w sosnę stukając, obudził mnie.
Ależ jaka jest życiem zachwyta,
Kiedy to na jawie, a nie we śnie.


Już dalej spać nie będę,
Szkoda tego faktu jak życia.
Słuchać będę, aż do obłędu -
Aż do słuchu rozmycia.


     *     *     *

Jeśli przeżyłem ciężki wypadek,
to po to by być poetą,
a nie alkoholikiem.


     *     *     *

Wszystkie rzeczy, wszystko,
co mamy spoprzednieje,
a wiersze zostaną na wieki.


     *     *     *

Wiersze powinny człowieka zwalić z nóg,
a nie zanudzać.


     *     *     *

"W Polsce uczciwie nikt się nie dorobił,
chyba że Volkswagena na plecach."

Oznacza to, że kto uczciwie zasuwa -
ma tylko garba na plecach.


     *     *     *

Nie wiem co napisać mądrego,
tym bardziej co powiedzieć.
Ale wiem, że dążę tylko do tego,
żeby dobrze na dupie siedzieć.



  O  DWUDZIESTEJ  PIERWSZEJ 


Dzwony kościelne biją
Bez względu na porę roku,
Skoro Ludzie z wiarą żyją,
Mając Dom Boży na stoku.


Nawet zima w tym nie przeszkadza,
Choć okna są zamknięte,
Dzwonów dziewięć uderzeń
ze słuchem się zgadza,
Co od Boga do serca wzięte.


     *    *     *

Mróz powrócił, śniegu przybyło -
biało znowu się zrobiło,
a i po tym ładniej -
śnieg srebrzy się w słońcu,
no i Jegomościów sumienie
jest przykryte pod nim.
Może i lepiej, że zima trzyma,
bo z wiosną tylko smród
po obu chodnikach obaczysz.



RÓŻNICA  MIĘDZY  MALARZEM,
           A  POETĄ


Malarz różni się od poety tym,
że ma dany dar od Boga.
Może nawet być ułomnym
i upośledzonym intelektualnie,
a nawet analfabetą,
a będzie malował obrazy
jak nie z tej ziemi.


A poeta musi być przede wszystkim
nie analfabetą i posiadać jakąś
minimalną wiedzę słów,
aby ten wiersz spłodzić.


     *     *    *

...Szukam w moim życiu poezji,
bo chcę żywić nią moją duszę...


     *     *     *

Ludzie z niższych warstw społecznych
nic nie mają prócz czystego sumienia.



     PTASZEK  I  POETA


Pod tym drzewem,
Które ochłody cień mi daje,
Jak ten ptaszek, co raduje się śpiewem,
Tak i ja radości w śpiewie doznaje.


Sam tu nie jestem,
Bo nade mną ptaszek żwawy.
Oba my z dala przed miastem
Dla naszej ciszy, nie chwały.


Ty ptaszku śpiewasz mi nad głową,
Ja tobie wiersz układam...
Ale nie knujemy niczego ze zmową,
Skoro ja jak twój śpiew szczerze
o sobie ludziom opowiadam...



   LUDZIE  TEŻ  SSAKI


Żyjemy w XXI wieku,
A tyle zła w człowieku,
I chcemy się mienić
w mózgi rozwinięte,
A jesteśmy do siebie
jak zwierzęta zawzięte.


Walczymy ze sobą ja lwy,
Gryziemy się ja psy.
Jeden z drugiego drwi,
Każdy na każdego zły.


Nikt nikomu nie wierzy -
Każdy każdego podejrzewa,
A wszystko od nierównej
zamożności zależy,
Wracamy z ziemi na drzewa.



   WNUCZKA  I  DZIADEK


Śnieg pada w słońcu
Jak srebrne gwiazdki,
Mróz skrzypi za oknem.

Wnuczka pyta:
- Dziadek, kiedy zima minie w końcu?

Dziadek odpowiada:
- Już niedługo przyjdzie jej kres.

Wnuczka:
- A kiedy, dziadek?

Dziadek:
- Za miesiąc.

Wnuczka:
- Za miesiąc.
A co to takiego miesiąc?

Dziadek:
- Miesiąc, to takich 30 dni.

Wnuczka:
- Aha.
To takich 30 słoneczek na niebie?

Dziadek:
- Tak.
To takich 30 słoneczek.

Wnuczka:
- Długo.

Dziadek:
- Tak, długo.


     *     *     *

Wiersz powinien czytelnikowi przekazywać jakąś wiadomość,
która ma dotrzeć do jego serca.



     ŁZY  I  RADOŚĆ


Co to był za bieg,
Justysi prawdziwy bieg -
Z czystego organizmu ludzkiego.
Ale między ostatnim czasu pomiarem,
A metą "sterydy" Marit,
Które mają nad siłę ludzką
Wrzuciły swego "dopalacza"
I w ostateczności pokonały
Siłą nad ludzką siłę ludzką.
A czyste łzy przez radość
Musiały z tym się pogodzić,
Skoro sprawiedliwość leży na cmentarzu.
Twoje srebro jest złotem.

************************************************************************ dalej bez miesięcy.

196 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2013-11-14 21:36:53)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
      DWA  ŚWIATY


Żyć na wózku, to tak
Jakby w życiu iść pod prąd:
Gdzie się nie ruszysz - pod górkę ląd,
A nawet na kopercie zlekceważą Twój znak!


I jeszcze pod nosem ktoś powie,
Że państwo was utrzymuje.
Wtedy pokrzywdzony przez los milczy,
słów nie znajduje,
Bo szlak go trafia,
jeśli o takim traktowaniu się dowie.


Ale nie pokaże -cenzura- you,
Bo ma więcej godności i rozumu,
Niż ten pionowy, co wyszedł z tłumu,
Nie znając co to I love you.


     *     *     *

Piszę to co czuję,
a nie to co umiem.


     *     *     *

Nie sztuka wiersz [s[krytykować,
sztuka wiersz napisać.


     *     *     *

Straciłem wład w nogach,
ale ducha wiary do życia zachowałem.


     *     *     *

Pisanie wierszy, to moja duma,
że zachowałem godność człowieka.



   Z  IMPASU  W  LUZ


Kiedy Ci dokucza rozpacz,
Trochę sobie popłacz -
Ulżysz sobie żal.
A kiedy lepiej już się poczujesz,
Co było smutkiem, cierpieniem
Odeślesz to w zapomnienia dal.



       SKROMNOŚĆ


Każdego dnia się budzisz
I mówisz mi: - Dzień dobry!
- Nigdy mną się nie znudzisz,
A przecież, to ja, nie Chrobry.


- Ach, Ty mój głuptasku,
Po co mi korona na głowie.
Wolę się budzić z Tobą wśród ptaków wrzasku
I mieć nie króla, a Ciebie w mowie.

  Basi



     SMUTNE  POWROTY


Po tym jak górotwór zwalił
Mi się na grzbiet -
Nie pisane mi było umrzeć,
Bo moja pasja to wiersze...


Mam marzenia, poryw serca,
Natchnienie ducha, wrażliwość,
To jak po tym miałbym umrzeć,
Przecież takie cechy nie umierają.


Jestem żywy i prawdziwy od prawdy,
A wszystko we mnie i na mnie
Jest prawdziwsze od faktu -
Ponad rzeczywistość,
która aż chce się stać fikcją.

A czy byłbym szczęśliwszym,
Gdyby tak się stało?



     PRZEDWIOŚNIEM


Już wiosenne poruszenie wśród ptaków
nie w śpiewach takich, jak to
jeszcze nie zaczęły robić o świcie.
A śpiewy takie jakby
w szepcie rozmawiały ze sobą,
tyle tego ptactwa jest
w tym lesie, co gałęzi,
każdy rodzaj ptaszka śpiewa
po swojemu, ale zamieszanie.



        HOBBY


Każdy ma jakiegoś konika,
A nim inaczej jest bzik:
Jeden uważa się za słowika,
A drugi zachowuje się jak dzik.


Każdy ma jakiegoś konika,
A nim inaczej jest powołanie:
Jeden, aby wiersz napisać -
siada do stolika,
A drugi otwiera flachę -
i rozpoczyna chlanie.


Każdy ma jakiegoś konika,
A nim inaczej jest chęć:
Co uwielbia - z tym się styka,
Nie mając żadnych spięć.



    KONIEC  DEKADY  ADAMA


Nie ma na to rady,
Że już nadszedł koniec Adama dekady.
Dał z siebie więcej jeden,
Niż tysiące w grupie.
Był dla nas jak Eden,
Choć "niektórzy mieli go w dupie".


Jak to w naszym kochanym kraju,
Jednemu zima w maju,
A drugiemu maj w zimie.
Wielbiony był, kiedy wygrywał
I chwalone było jego imię,
A jak było gorzej,
niejeden szaty z niego rwał.

Jak to w naszym kochanym kraju bywa.


     *     *     *

Chaos, to moje życie -
Nauczyłem się z tym żyć
I radzić sobie, aby się nie miotać.


Miota się tylko moja myśl -
Teoria, a fizycznie jestem
Takim jakbym nie miał problemu chaosu.


     *     *     *

Na tej ziemi,
pod tym niebem
każdy goni za chlebem.


A czy ubolewa, czy zazdrości,
że nie robi ten,
który nie musi?


     *     *     *

Wiersze po to piszę,
aby wykorzystać swój ból.


     *     *     *

"Kij ma dwa końce,
a kiełbasa nawet trzy".

Oznacza to, że kijem, którym kogoś bijesz -
jutro możesz być sam nim bity!

A kiełbasa, która ma nawet trzy końce,
oznacza to, że obietnice,
które były obietnicami nie zostaną spełnione.


     *     *     *

Ty jesteś Barbara,
ja jestem Mieczysław -
fajna z nas para,
choć nie należymy do sław.



      ZA  GŁOSEM  DUSZY


Dookoła otaczają mnie małe ptaki
W niezwykłej uczcie leśnego śpiewania.
A nad wodą szumią wiatrem krzaki,
I na niebie krążący sokół będący
gotowy do polowania.


Ach, jaka ulga moją duszę ogarnia,
Że ja tutaj jestem tego świadkiem.
Nie ukrywam się jak za krzakiem ukradkiem,
A oddycham pełną piersią,
tutaj mojej wolności oazy jest spiżarnia.


Należy mi się to, bo Ojczyźnie poświęciłem zdrowie,
A sobie pozostawiłem tylko kalekie życie.
Kto to przeżyje - o tym się dowie,
Co to oznacza na wózku inwalidzkim bycie.


Kiedy bohaterowie umierają za Ojczyznę,
To żadna zasługa żyć Jej kalekim.
Ale większa jest duma, niż temu,
co żyje w obcym kraju dalekim*
I w "Superstacji" wymądrza się,
że Polskę ma na sercu,
jak kaleki na ciele bliznę.

  Wiersz poświęcony mojemu krajowi,
  który ma na imię: POLSKA


     *     *     *

Wojna, to najgorsza podłość ludzi,
a w rodzinie to jeszcze gorsza.


     *     *      *

Pokory mnie nie trzeba,
bo ja umiem znieść przeciwieństwa losu.



      POWROTY


Tęsknota mnie gna
Za tymi z dzieciństwa polami,
Bo wzruszenie na duszy gra
Iść ścieżką polną zbożami.



    TO  JUŻ  PRZEDWIOŚNIE


Słońce co dnia
coraz wcześniej się budzi
i coraz bardziej przygrzewa,
z tego nawet mały ptak
jeden, drugi, dziesiąty, setny,
co był przez zimę
ukryty w głębokim lesie,
dzisiaj na skraju Puszczy
w śpiewie ożył i nim
to coraz bardziej się trudzi.


Nawet po moim zimowym śnie,
serce mi do życia
coraz to bardziej się raduje.
A życie ma się jedno tylko jedno,
i chociaż po mnie wiersze pozostaną,
to warto posłuchać śpiewu
tych na dzisiaj przedwiosennych ptasząt,
bo jutro nie wiadome co się stanie?
A jeśli życie ustanie?
Albowiem ptaszęta przestaną śpiewać?
Więc poeto, słuchaj dzisiaj tych ptasząt,
jutro i pojutrze jak Bóg pozwoli?


     *     *     *

Ja, poeta z Podlasia,
widzę prostych ludzi -
codziennego pijaka Stasia,
i abstynenta, który życiem się trudzi.


Żeby coś widzieć,
tym bardziej rozumieć,
nie trzeba wszystko z książek wiedzieć,
aby prostego człowieka zrozumieć.


     *     *     *

Pijak nie płacze,
chociaż ma życie sobacze.


     *     *     *

Ludzie jak owce
idą ku politykom obłudzie,
a potem słowne kopią pod nimi kopce,
kiedy coraz to ciężej żyć w trudzie.


Politykowi tak trudno dotrzymać słowa,
jak dziewicy zachować cnotę,
skoro wcześniej jest piękna mowa,
to później jest na to ochota
stracić cnotę, i nie dotrzymać słowa.


     *     *     *

Przeszłość wierci serce i myśl,
bo dużo się zmieniło na dziś.
Pod żebrami zakłuje czasami,
jak z młodzieńczych przypomni się lat: "Miś"

"Hej dziewczyno, o, o, białego misia,
a, a...



   WIOSNA,  SKOWRONEK 
      I  POETA


Na ziemi kwitną drzewa,
Las pachnie żywicą.
Na niebie skowronek śpiewa
Nad życia moją katorżnicą.


On uniósł się nad ziemią,
Ja przykuty do ziemi.
W nim śpiewne talenty drzemią,
Ja żyję w świecie niemym.



   NA  POGODĘ  I  NIE  NA  POGODĘ


Jakim to szczęściem los mnie obdarzył,
Że Ty przy mnie, ja przy Tobie.
Mało gdzie taki cud się zdarzył,
Aby po dziś my się Kochali w sobie
Na pogodę i nie na pogodę.


Jesteśmy jak nierozłączne papużki,
Jedynie co tylko wyjdziesz po pokarm.
Jesteśmy sobie jak życzliwe usłużki,
Co nie ma w nas żadnych larm
Na pogodę i nie na pogodę.


Los mi to dał, czy Stwórca,
Że ja nie wytrzeszczam gał
Za żadną Panną, mając Ciebie od serca.
Gdzież bym śmiał,
Skoro Ty jesteś na pogodę i nie na pogodę.

  Barbarze


     *     *     *

Kiedy z życia w człowieku jest ból,
pozwól patrzeć wstecz,
skoro trudno powiedzieć mu: idź precz,
więc cierpienie wzbrania mówić: usta stul.

  III

  TUTAJ  KAŻDA  PORA  ROKU 
      JEST  DOBRA


Sosny w górę myśmigłe
Sięgają nieba pod chmury.
Chwile, które tutaj są zbiegłe -
Patrzą na nie po raz który.


Przed sosnami brzozy
Pierścieniem otaczają zalew,
Wysmukłe, piękne,
przedwiosennym kolorem dozy
Wybrązowiały, a to już
nadchodzącej wiosny nie blef.


Radośnie tutaj pobyć,
Chociaż jeszcze zima.
Nie mógłbym się za nic obyć,
Skoro natchnienie wierszowe
tutaj mnie trzyma.


Kiedy tutaj oddycham,
Tak jakoś lekko mi na duszy.
I ta świadomość,
co już za tym nie wzdycham,
A jednak każdą część
ciała mego wzruszy.


Jestem tutaj i poetą, i ptakiem,
I drzewem, i wodą, i wiatrem,
Nie myśląc nad żadnym brakiem
Niczego, a jedynie trudząc się
nad wierszowym teatrem.



          ...Z  WIOSNĄ


Kiedy śniegi już odkryją polne rozłogi -
I kiedy z czarnej żyznej ziemi
Przywędruje zieleń aż pod chłopskie progi -
Wtedy wonią wypełnię duszę swoją,
gdy tak pragnąłem dekadami trzema.


Wtedy wonny będę i na nowo odrodzony
Jak te zboża, które po zimie odrastają.
I choć na chwilę zapomnę, że skałą byłem ugodzony,
A cieszyć się będę, jak ziemie zielenią się stają...



          ...WIOSNĄ


A kiedy czeremchy zakwitną,
Dzieciństwo mi się przypomni -
Wtedy nie nazwę tę chwilę wybitną,
Bo tutaj nawet ptaki bezdomni.


Nie temu, że są źli ludzie,
A temu, że w ogóle ich nie ma.
Wchłoną ich świat ku obłudzie
I ci odeszli, co Niebios wezwała ich poema.


A kiedy bzy i jaśminy rozbielą
I ptaszęta będą lęgi wydawać -
Wtedy żywiej będzie z każdą niedzielą*,
A ja ciesząc się Naturą - duszę będę napawać.

  Podlasiu i nie tylko


     *     *     *

Ja nie mam talentu do pisania wierszy,
ja piszę wiersze emocjami i natchnieniem,
porywem serca i wspomnieniem...



          PRZYSZŁOŚĆ


Idą ścieżką polną urocze dziewczęta,
A wiatr polny rozwiewa im włosy.
Śmieją się usta i patrzą oczęta,
Z oddali zbliżają się chłopięce odgłosy.


Dorósł im wiek cieszyć się życiem -
Nie znając bólu ni trosk,
A wszystko mają przed sobą i do zdobycia,
Kiedy wyjdą w świat ze swoich wiosk?


Radują się życiem dziewczęta
Mając pełne buzie uśmiechu.
Już jest z chłopcami igraszka poczęta -
I od słówka do słówka coraz to bliżej do grzechu?


Poszły dziewczęta z chłopcami w siną dal,
Kwiat młodego życia jak wiosny czas.
A ty poeto póki są młodzi ich chwal,
Toć z nimi jaki jest piękny las.


     *     *      *

Kiedy umieramy leżąc na łożu śmierci.
Ja mam jeszcze gorzej,
bo i zarazem na łożu kalectwa.



     TO  JUŻ  WIOSNA
       [ 13.03.011 ]


Słońce pięknie świeci,
małe ptaszki śpiewają,
to już wiosna.


Śniegi w oczach topnieją -
i schodzą ku rowom i rzekom.
Dnie coraz to bardziej dnieją,
to już wiosna.



   JESZCZE  BYM  CHCIAŁ 
    ZAZNAĆ  W  ŻYCIU...


Jeszcze bym chciał zaznać w życiu:
Posłuchać Janusza Laskowskiego:
"Śnił mi się mój dom,
Świat nie wierzy łzom".
Już nie wspominając o:
"Żółty jesienny liść" i
"Kolorowe jarmarki".


Jeszcze bym chciał zaznać w życiu:
Pisklę wypadnięte z gniazda włożyć do gniazda,
Naprawić to, co zepsułem,
Przeprosić tych, którym nabruździłem,
A potem głębiej westchnąć.



        IDZIE  WIOSNA


Otwórz okno na dłużej,
niż zimą, a i ptaszek dłużej pośpiewa.
Wiosenne powietrze zawita,
bo i cieplejsze słońce prześwita.

Drzwi jeszcze nie zachylaj*,
niech wiosna mocy nabierze.

  Objaśnienie: nie zachylaj* -
  w języku etnicznym autora
  po prostu nie domykaj. 



          PODLASIE


Piękne te moje rodzinne Podlasie;
żywioł ptaków, łąki, pola,
mnogość lasów w zielonej masie,
i tych rzek leniwie snujące zakola.


     *     *     *

Nie wybrałem sobie tego losu,
który przyszło znosić,
skoro nie mogłem uiść od ciosu,
trzeba ciężar tego faktu nosić.


     *     *     *

Lepiej zadbać o psa,
niż o człowieka,
bo pies nie narzeka,
choć szczeka.


     *     *     *

"Polska to dziki kraj"[*]

Więc wszystko możliwe.
Jednemu życiowy raj,
a drugiemu życie wątpliwe.

Objaśnienie: W pierwszej linijce
autor miał na myśli niefortunną
wypowiedź swego czasu ministra Drzewieckiego.



     BILLBOARD


"BUDUJEMY RADOŚĆ"

Plakat wyborczy
czy zaborczy?

Zbudować można dom,
drogę, kolej,
ale nie radość.

Radość się ma
lub nie.

Wszystko zależy,
jak człowiek kieruje
swoim życiem.
A zwłaszcza
jaką ma osobowość.


Jeden ma wszystko
i nie ma nic.
A drugi nie ma nic,
a ma wszystko.

  listopad 2010 rok.

197

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

Zaczytałam się...ale warto było poświęcić chwilke.

198

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

Dzięki Darii za sympatyczny wpis. Serdecznie pozdrawiam

199 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2013-12-17 21:20:23)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
    W  WIOSENNYM  LESIE


Las rozbrzmiewa ptasim śpiewem -
Taki tutaj ich tryb życia.
Śnieg leży tylko pod drzewem,
A i tak z jutrem do ubycia.


Serce moje eksploduje radością,
Pamiętając, że otarłem się o śmierć,
A jednak żyję z przyzwoitością,
Chociaż męczę się życiem czasu już wieku ćwierć.


Czasu mam tyle, co życia,
Cierpliwości jeszcze więcej.
Nie żyję, aby do jutra byle -
I za niczym nie gonię czy prędzej.


Czas mi tutaj tak wolno przemija,
Jak wolno rosną wkoło te drzewa.
Poganiać niczego nie trzeba za pomocą kija,
Skoro wszystko w swoją porę dośpiewa.


Nie odejdę stąd nigdzie nigdy,
Za żadne pieniądze i skarby świata,
Bo dusza poety nie jest przekupna nigdy, przenigdy,
Kiedy Ojczystą Ziemię ma za swego brata.

  Podlasiu mojemu i nie tylko.



SMUTNO  MI,  BOŻE,  TYMCZASEM
   [ W miejscu urodzenia ]


Nie ma już inwazyjnych gatunków
ptaków: szpaków, wron,
pusto nad łąkami, lasem,
tylko samotny skowronek
zawisa na niebie
i jastrząb krąży czasem.

Smutno mi, Boże, tymczasem.

Nie ma już żadnych dzieci,
domy puste rodzinne, wszystko już inne,
nawet bruk uliczny trawą obrósł,
sady zdziczałe, ścieżki są tylko wspomnieniem,
cisza głucha i samotność pusta,
tutaj już czas staje się dośpieniem.

Smutno mi, Boże, tymczasem.

  Podlasiu



7:30  DNIA  DZISIEJSZEGO [ 17.03.011 rok ]


Wynurzyło się słońce zza bloku
i bije promieniami po drzwiach i oknie.
Na niebie nie ma żadnego nawet obłoku,
ach, jaki piękny wiosenny poranek tchnie.


Tylko o dziwo, co jest?
Tymczasem żaden ptaszek nie śpiewa,
czyżby czuje nadchodzące trzęsienie ziemi, szelest?
A przecież jeszcze nie kołyszą się żadne drzewa.


Ptaki uciekły stąd w głęboki las,
wrócą, kiedy zapomną o wszystkim.
Wtedy śpiewne ich melodie będą w nas
i każdy z nas dowie się kim jest.


     *     *     *

Przyjdzie kiedyś czas,
że i tak wszyscy pomrzemy.
Ale ja nie będę miał przed Bogiem tremy.



      ŻONIE  I  BOGU


Gdy chodzi o mnie, jestem Twój,
A gdy chodzi o poetę, jestem Boga.
Bo ty znosisz wyglądu mój krój,
A Bóg nie ma mnie za wroga.


     *     *     *

Poeta jak naród Żydowski
zawsze na wygnaniu i w drodze.


     *     *     *

Wiersze poety, to krzyk w ciszy,
ale dusza i serce zawsze słyszy.


     *     *     *

Dług Ci spłacam za to,
że jesteś przy mnie.
Ktoś powie: "Idź w pieruny!"
Ale z inną tak już by nie było,
jak z Tobą ślubną.


     *     *     *

Mam dobre chęci,
zapał i pokorę, choć
w tą tak nieludzką porę,
która coś z życia mi odebrała.



    CHWILOWY  PTAK


Ptak, który się objawił,
skubnął kilka razy słoninki
i tyle na moich oczach zabawił,
aż do drugiej powtórki.


     *     *     *

Jesteś ciągle młoda, miła,
subtelna dziewczyna.
Nie przeminęłaś z wiatrem.


     *     *     *

Cierpienie z kalectwa,
to nie to, co z braku szmalu
i nie to, co jak stres.


     *     *     *

Z serca bije pozytyw,
a z uczucia dobroć,
choć błagając losu i Boga po stokroć
o lepsze życie, które nie nadeszło.


     *     *     *

Upadek człowieka rzecz ludzka,
ważne żeby odzyskać siłę,
aby to odzyskać,
co się straciło.


     *     *     *

Tak, jak Ty chcesz.
Przecież wiesz, że ja miłuję czulej,
niż trzeba, pragnę wrażliwiej,
niż Ty potrzebujesz.


     *     *     *


Utopić smutki w alkoholu,
to dobrze za nim zaśniesz.
Budząc się wszystko wraca do bólu
i w dodatku w kacu nie gaśniesz.


     *     *     *

Średnio człowiek żyje 70 lat,
a wiersze przetrwają wieki.



     LUDZIE  BOGA


Dzwony kościelne biją!...
Ludzie, co w puszczy żyją,
Są z natury szczęśliwi
i jedni drugim życzliwi.
Mają tyle trosk,
ile Bożych łask.


     *     *     *

Nagła radość jak weźmie,
to nie tylko w wierszu to umieścić,
ależ i drzewom zanieść
i ptakom oznajmić,
niebu posłać i słońcu do nieba.



       19  MARCA


Obudziłem się - i co -
wiosna przysypana śniegiem!
Na Józefa jest biało,
a mnie na ten widok
z obrzydzeniem aż wstrząsło ciałem.


Jeśli w mojej rodzinnej wsi
już są bociany?
To im współczuję
bardziej, niż sobie.

Jest taka nadzieja,
że jutro wróci wiosna.

[ Dotąd < > 1900 wiersz ] -------------------------------------------------------------------



     KONIEC  ERY  MAŁYSZA
        [ Na pożegnanie ]


Człowieku o locie podobnym do ptaka
Latałeś nam półtory dekady,
A w tym dekadę królowałeś.
Tyle nam Polakom radości dałeś.
I Polskę naszą na cały świat rozsławiałeś.
Dziesięć lat euforii było w polskich domach,
Nawet dzieci się cieszyły.
Co to była z Tobą za dekada,
Nawet Ci, co już stracili sens życia,
Chcieli żyć dalej tylko po to,
By fascynować się Twoimi lotami i skokami.

A dzisiaj na pożegnanie historyczny wyczyn:
dwóch Polaków na podium.

Żeby tak było w polityce,
Żeby tacy zdolni byli nasi politycy,
To bylibyśmy najszczęśliwszym Narodem na świecie.


Bądź zdrowy w życiu poza sportem.
Bądź niezapomniany w naszych Polskich
Sercach, umysłach i duszach.


Na zakończenie kariery Adama
Piękne zakończenie na "Latalnicy".
Adam, my Polacy rodacy, dziękujemy!
Byłeś najlepszy z najlepszych.

Odchodzi stary król - Małysz.
Przychodzi nowy król - Stoch.

Warto żyć dla takich chwil.



     RADNYM  JAZYKOM*
      [ etnicznie ]


Prajaśniło sia niebo nad Biełymstokam,
tyman paszoł nad wastakam.
Wieciar nadchodzić nad zapadom,
ludzi idudź bystrym chadom.


Choład biarecca na wieczar
u goradzi światła zapalwajutca jak czar.
A jaszczo prada mnoju daroha ku damoj
ku radaści, a ni z kar.

w przetłumaczeniu:

Przejaśniło się niebo nad Białymstokiem,
Mgła poszła na zachód.
Wiatr nadchodzi z zachodu,
Ludzie idą bystrym krokiem.


Chłód robi się na wieczór,
W mieście światła zapalają się jak czar.
A jeszcze przede mną podróż do domu
Ku radości, nie z kar.


     *     *     *     

Na różne sposoby można uprawiać poezję:
z nudów, dla zabawy, z miłości do poezji.
Mnie zmusiło życie, w dodatku
jeszcze popchnęło natchnienie i poryw serca.
Jedna osoba ujmie w wierszu,
że chce "dotknąć opuszkiem nieba".

Ja napiszę w wierszu:
Z życia jestem zbryzgany krwią!
Ot i co. Poezja to życie poety,
indywidualisty.



      SZTUKA  DLA  SZTUKI


Nie sztuka być młodym, zdrowym,
pięknym i inteligentnym i napisać wiersz.
Sztuka być żadnym z tych rzeczy wymienionych
i napisać wiersz.


     *     *     *

Tam na ziemi obcej
żyłem jak przelotny ptak,
który był zraniony.
A kiedy wygoiłem skrzydła -
wróciłem do swego gniazda.



   ŻYCIE  NIE  DRZEMIE  TUTAJ


Okiem przemierzam Puszczę,
sercem ją czuję -
po części sosny,
po części świerki,
po części jodły.


W duszy radość znajduję,
choć ja cichy, a las głośny.
Jestem tutaj, wróciwszy
z życiowej poniewierki,
ale nie czuję tego,
że los był podły,
skoro pozwolił mi tutaj
osiedlić się w tym leśnym gąszczu.



     W  MOJEJ  OJCZYŹNIE


Niebo błękitne,
a tylko w oddali
widzę małe obłoczki.


Takie tutaj piękno przyrodnicze,
tylko darzyć szacunkiem.
Woda tego zalewu
jest duszą tej Ziemi
ozdobą krajobrazu -
tworząc błękitny monolit.


Las szumi jak w dzieciństwie,
spokojny nastrój nieszczęścia
z życia tłumi,
aż wszystko wraca do dziewictwa -
jestem chłopcem w lesie
z przed pół wieku,
nic nie rozumując,
a wszystko czując,
choć będąc jeszcze analfabetą.


     *     *     *

...Kiedy człowiek po chorobie zdrowieje - wtedy
dowiaduje się, że jak mało trzeba by być szczęśliwym...


     *     *     *

Jeśli udrękę sam przeżyjesz,
to nie znaczy, że innego udręką nie zabijesz!?


     *     *     *

Pisać wiersze każdy może,
tak jak w Stuhra piosence:
"Śpiewać każdy może".



            L U Z


Jaka swoboda mnie spotyka,
kiedy jest martwa cisza u "Gawłów".
A i z tego serce ciszej tyka,
i przez to na języku
mniej niekontrolowanych słów.



   PRZYRODO,  ZIEMIO,  OJCZYZNO


Pozwól Tobą nacieszyć moje oczy
Zanim życie do grobu się stoczy.
To miejsce warte mojej obecności
Lub ja wart tego miejsca.
Ziemio moja Podlaska, tyle mam Tobie godności -
Ile Ty, mi dajesz swego czyśćca.


A ja zrodzony z krwi chłopskiej,
Narodowości także jak najbardziej Polskiej,
Nigdy nie myślałem opuścić Ziemię Ojczystą
Nosząc Ciebie na duszy i w sercu, w każdym braku
Znosząc zawsze Twoją sytuację rzeczywistą,
Jak to było i jest w prawdziwym Polaku.


Kocham te podlaskie polne rozłogi
I te chłopsko-wiejskie chałup progi,
Przez które za dziecka uczyłem się przestąpić.
Klekot bocianów na stodołach i lipach,
Śpiewu ptasząt, którego nigdy nie chciały poskąpić.
A nawet te grzmoty, co wywoływały strach.


Łąki jeszcze nie przeorane,
A na nich nic cywilizacją nie skalane.
W krzakach strumyki płynące jak źródła czystości,
Sadzawki pełne sitowia i żab.
Nie ma tutaj z miastem żadnej zbieżności,
I żadnych z tym związanych atrap.

  Mojemu ukochanemu Podlasiu. Podlasie 2011 rok.



     W  DRUGI  DZIEŃ  WIOSNY


Opadła w organizmie adrenalina
Już się moja dusza nie zarzyna.
Stanąłem na ubitej rodzinnej ziemi dość twardo
Ze świadomością, że życie przeszło przez piekło.
Ale rzeczywistość jest daleka od hartu,
Kiedy życie czasami bywa kruche jak szkło.


Nie będzie tak źle,
Kiedy wiosna przyrodę już śle!
Przed chwilą zauważyłem motyla żółtego,
Jest tak piękny, jak narodziny życia.
I drzewa baziują do tego,
Ach jak cudowne są życia każde godziny.


Tu, tam ptaszek śpiewa!...
Tu, tam do życia budzą się drzewa!
Słońce resztki śniegu roztapia -
I spływa do zalewu i rdzawej rzeczki.
Wzrok mój pod lód się zatapia,
Ale to już myśl z innej beczki.

--------------------------------------

Ale nie martw się.
Nie pójdę utopić się pod ten lód,
Za bardzo kocham życie.



RELACJA  Z  NIEDZIELNEJ  WYCIECZKI
      [ 27.03.2011 ]


Akwen skuty lodem dalej,
ale przy brzegu w trzcinach już woda.
Wędkarza ani widoku i ani śladu
zanim lód, wejść nie odważy się żaden.


Rzeczka rdzawa płynie ja życie,
a grobla jest jej napędem.
Źródło Romana - pamięć o życiu -
wiersz mój jest tym względem.


Ludzi coraz i coraz to więcej,
to pierwszy wypad wiosenny -
chodzą po grobli i wkoło zalewu,
a tym bardziej majestatycznie po pomoście.
Ptaki w lesie i ja z moim "źrebakiem"*
  jesteśmy tego świadkiem.


W lesie śnieg jeszcze leży paletami
i wiatr zimno-wiosenny hula.
Obłoki, co płyną nad sosnami,
niektóre okrągłe jak białej waty kula.


Piękne jest te moje Podlasie,
wszystko jakoby od Boga zrodzone.
Nic tutaj nie żyje w ambarasie,
skoro przemysłem nie zostało ugodzone.

Na szczęście.



   POŻEGNANIE  MAŁYSZA


Niech tak nie udają,
niech tak się nie martwią
że tak żal im Małysza.
To są tylko dziennikarzy
krokodyle łzy tych z "Wiadomości".
Jutro już nie będą pamiętać.
O, co inne wzruszenie i łzy Szaranowicza -
ten to naprawdę popłakał się od serca -
była w tym szczerość i poezja.



     SYZYFOWY  TRUD


Dzisiaj nie opłaca się kształcenie młodzieży,
skoro po ukończeniu studiów,
tym bardziej szkół średnich
i tak wyjedzie na Zachód.


Ktoś powie, wróci z bagażem
doświadczenia i z kasą.
Wróci, albo i nie wróci.


     *     *     *

Nic nie dano na zawsze;
to co masz, możesz stracić.
Trzeba o wszystko walczyć i przewidywać,
aby to Ciebie nie spotkało.
Kiedy już dotknie,
może być za późno.

200 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2013-12-17 21:21:34)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
  TAM,  GDZIE  ROSNĄ  POZIOMKI    


https://picasaweb.google.com/1032767343 … 8019937986
Tam, gdzie rosły poziomki
I las szumiał cichym spokojem,
Tam chodzili wsi potomkowie,
Kłaniając się Jezusowi i ostojom.
https://picasaweb.google.com/1032767343 … 0210814466


Tam, gdzie rosły poziomki,
Dzisiaj już wybujało młodnikiem,
A nad nim śpiewają tylko skowronki,
I wiatr stał się ich wspólnikiem.


Tam, gdzie rosły poziomki,
Czas tylko płacze z samotności.
Nie ma już komu zbierać jagód do chleba kromki,
Kiedy wieś z dzieci wyludniła się w zupełności.


Tam, gdzie rosły poziomki,
Las stary i młody rozmawia ze sobą.
I tylko piorun czasami uderzy gromki,
A tak poza tym cisza mroczna całą dobą.


Tam, gdzie rosły poziomki,
Nad lasem niebo nawet płacze,
Bo widzi z lasem ludzkie rozłąki
Nad którymi wrona nawet nie kracze.


Tam, gdzie rosły poziomki,
Rosną tylko samej leśnej dziczyźnie,
Bo już nikt nie chodzi do lasu po poziomki,
Skoro już dzieci nie ma w mojej Ojczyźnie.

  Mojej nieodżałowanej Ojczyźnie - Podlasiu



      WIOSNA!


Tu ptaszka śpiewa,
tu ptaszka tańczy,
a brawo biją drzewa,
że już wiosny czas powstańczy!


Śniegu już nie ma -
ulica każda sucha.
Powstała wiosna jak poema,
bo śpiewy ptasząt słychać
od ucha do ucha...



TAM,  GDZIE  SÓL  MOJEJ  ZIEMI,  TAM  JA


Jestem w centrum podlaskiej stolicy,
A słychać śpiew ptaków na każdej ulicy.
Wiosna już się poczęła;
Obudził się żywioł po zimie -
Już zaczynają życie wydawać drzewa,
Choć jeszcze nie jest, jak w Limie.


Nie wiem w jakim innym
dużym mieście usłyszałbym wiosennego ptaka?
A tutaj czuję się jakoby w lesie czynnym,
Bo nawet i wrona kracze...
W życiu nie chcę lepszego miasta,
Skoro tutaj mój wiersz wyrasta.


Tam, gdzie sól mojej Ziemi, tam ja,
Tam, gdzie ból ludzi na tej Ziemi, tam ja.
Tutaj nawet ptaki są ludźmi,
A ludzie są śpiewającymi ptakami.
Stąd niedaleko było na Żmudź,
Gdzie czuliśmy się Wielkimi Polakami.

  Podlasiu i nie tylko

  Białystok 31.03.2011 rok.



        TO  NIE  PRIMA  APRILIS
            [ 01.04.2011 ]


W lesie jeszcze gdzieniegdzie znajduje się śnieg,
chociaż już rozpoczęty solidny wiosny bieg.
Dzięcioł drzewo leczy - swoistym: "trrrrrrrrr"...
Drugie ptaki dla godów wabią siebie w znajdowanie,
Ach jak kipi ziemia wiosną, aż powietrze drży.



      WYZNANIE  POETY 


Jestem poetą ułomnym,
tym bardziej bez wykształcenia,
ale w szczerości nie jestem skromnym,
chociaż nie wiem, czy ktoś to docenia?


Jestem poetą idiotą,
bo Ojczyznę bardziej kocham, niż siebie.
Sam siebie nazywam patriotą,
chociaż to może nic nie znaczy dla Ciebie?


     *     *     *

Poeta nie śpiewa ustami,
poeta śpiewa wierszami.
Poeta nie tańczy,
bo los życia ma skazańczy.

A i są jeszcze tacy poeci,
że i nawet nie chodzą.


     *     *     *

Duży dom, który jest z majątku,
a nie z potrzeby,
jest smutny.


     *     *     *

Urodziłem się poetą,
jestem poetą
i umrę poetą.



    SKROMNOŚĆ  POETY


Nic mi już nie trzeba,
tylko skrawek zielonej ziemi,
skrawek pogodnego nieba.

Nic mi już nie trzeba,
ani bogactwa, nawet urody,
tylko kromę razowego chleba.


Nic mi już nie trzeba,
prócz śpiewu ptaków,
zapachu wiosny - wystarczy,
że pachnie gleba.


[ Nic mi już nie trzeba,
tylko trochę ciszy i spokoju,
wystarczy jak zrozumieją
"samopasy z nieba",
że ja tylko potrzebuję
trochę ciszy w swoim pokoju. ]


     *     *     *

Ten, kto nie ma zrozumienia
według siebie słabszym,
cofa się wstecz.


     *     *     *

...Jeśli mój bunt nie umiera,
nie umieram i ja...



      Piłka  nożna  żartem


Teraz już wiem,
dlaczego Smuda przegrał z Litwą;
bo do kadry nabrał samych "Adamiaków".

- Panie Smuda, proszę "Adamiaków'"
do kadry więcej już nie brać.



          O  ŚWICIE


Kiedy ptaki mnie obudziły o świcie -
Całą hordą śpiewając na lasu szczycie -
Wtedy poczułem się tak,
jakoby Przyroda mnie otuliła
I niosła w poszycie ze snu do bez snu.
A przed obudzeniem, noc taka cicha była,
Jak do tej pory w żadnym dniu.


Spać już za nic nie potrafię,
I już za nic nie chcę spać -
Myśląc nad przyszłą swoją biografią;
To co było już nie ma czego się bać.
Śpiew ptaków ukołysze mnie do dalszego snu -
Spać będą dalej, i ja śpiewający
wraz z ptakami do snu...



      W  PUSZCZY


Podlasie, Ty moje rodzinne,
Jesteś tak jakoś piękne, inne;
Czyste, zdrowe, esencja Polski,
W przyrodzie na pół dzikie, okazałe,
Urocze drewniane te wioski,
I bociany na słupach stałe.


W Puszczy wolno płynące strumyki
Do rzek dużych i szerokich.
Łosie, jelenie ryczące byki
I przesmyków nieba niebieskookich.
W brodzikach wodnych koncerty żab,
A na drzewach różnorodny śpiewny ptasi sztab.

Dobrze, że ja tu jestem.


     *     *     *

Widać, że tragedia Polaków nie łączy,
a dzieli, dziwny to naród,
skoro w wojnie jest przyjacielem,
a w pokoju wrogiem sam sobie.


     *     *     *

Kobieta, która nie dąży do doskonałości piękna -
jest przyrodą taką jaką stworzyła natura.
Kobieta, która dąży do doskonałości -
Jest nad naturą, skoro siebie upiększa.


     *     *     *

Im człowiek starszy,
tym częściej wraca
do tego co było.



     Z  PIEKŁA  DO  RAJU 


Tam, gdzie ostatnia kromka chleba,
Żeby na nią zarobić -
To jest robota, gdzie nawet sam
"Ki diabeł" chowa się po wnękach,
A co gorsze, że i tam
Nawet samego Boga już nie ma.


Tam, gdzie ostatnia kromka chleba,
Żeby na nią zarobić -
Nie ma okien i jest ciemno
Jak u diabła w "życi".
Kto tego się boi, nie jest ambitny
W myśleniu robola, nigdy tam nie zjedzie.

  II

      ACH,  TA  WIOSNA!


Ach, ta wiosna:
każdy ptaszek śpiewa,
pąki wydają drzewa,
źdźbła trawy coraz to okazalsze,
ludzie z wiosną do życia coraz to śmielsze.


Las oddycha wiosną,
W Puszczy czuć zapach sosną.
Gołębie wzbiły swój lot ku niebu,
kruk usiadł na suchym "czerebie".


Mieszkańcy robią to coraz częstsze wycieczki,
i ja tutaj także jestem obecny,
choć mój wiersz nie zacny.
Ale nie oto chodzi,
jak co komu wychodzi,
a oto, żeby być w życiu wierszowym,
skoro się żyje w lesie sosnowym.

  III

      CZAS  ULUBIENIC


Mrozy odeszły, śnieg roztopił się,
lody zeszły, a woda pozostała.
Czas wasz się rozpoczął
panować na tej wodzie
za ten czas zimy okrutnej,
co wam wodę dawała
tylko ta rzeczka rdzawa,
co do niej nadmiar jej
wyrzucał zalew tamą z hukiem.
A wy musiały się skupić
w tak małym miejscu pobytu.
Dzisiaj z wiosną,
kiedy akwen wodny
jest od uwięzienia lodem
uwolniony na całej swojej przestrzeni -
dzisiaj wam, moje ulubienice
jest rozpoczęty raj
do życia i godów,
a mnie dla atrakcji...



     KWIECIEŃ  PLECIEŃ


Wszędzie płyną niskie szare chmury,
dzień jakiś taki szarobury.
A jak na chwilę wyjdzie słońce -
jest tak wiosennie miło,
i ptaki cieszą się -
śpiewy mają to coraz bardziej gorące.

A ja już zapomniałem o zimie było nie było.



     GDYBYM  MÓGŁ  CHODZIĆ


Gdybym mógł chodzić,
Poszedłbym tam, gdzie moje dzieciństwo.
A tak muszę sam siebie zwodzić,
Że wracanie do dzieciństwa, to głupstwo.


Gdybym mógł chodzić,
Poszedłbym na kwitnące łąki -
Tam chciałbym się odrodzić,
Aż w czas chłopięcy, zbijając bąki.


Turlałbym się po wonnym kwiecie,
Aż sam stałbym się przesycony wonnością.
Żyłbym w chłopięcym świecie
I by się nie martwił nad żadną słusznością.


A kiedy już miałbym dość brykania,
Zająłbym się ornitologią;
Ptaszka w gnieździe nie musiałbym
zmuszać do przekonania,
Że ja w swoim sercu jestem biologiem.


Pogłaskałbym go po główce i grzbiecie,
A ptaszek tylko bardziej by przysiadł.
Może to za żart bierzecie?
Ale w chłopięcym czasie tak było.


     *     *     *

Prawdziwy poeta pisze z porywu serca,
a nie z rozumu.
Kto pisze z rozumu jest pisarzem,
a nie poetą.



        W  LESIE


Tutaj taka głusza,
Że słyszę bicie własnego serca.
Tutaj wszystko mnie wzrusza,
Tęskniąc do tego rodzinnego kobierca.


Szeroką wstęgą zieleń się kłania,
Wiosenny zapada zmrok.
Przyrodę mam do czytania
Na wyciągnięcie ręki,
skoro uśpiony krok.



      INWAZJA  ŻAB


Wychodzą z nor zimowania
z leśnego gąszczu i poszycia -
i instynkt je prowadzi do wody,
nawet jedna na grzbiecie drugiej
już w okresie godowym
potęga biologii.

A zjawisko dla mnie.



        DOOKOŁA


Śpiew ptasi rozbrzmiewa,
a to jest wiosna.

Słyszę piękny dźwięk w uszach,
to nie wiertarki górnicze w kamieniu,
a ptaszęta żywe jak natura.

Sosny strzeliste sięgają ku chmur,
a jeśli bez chmurze ku niebu.

Nad sosnami leci wędrownych ptaków sznur
I bocian ku mokradłom ląduje,
a to już wiosna.



     COŚ  ZA  COŚ 


Już się rozpogadza -
niebo odkrywa słońce.
Wpadam w romantyczny zachwyt -
tutaj jestem otoczony przyrodą,
ptakami, leśnymi zwierzętami,
dar od losu, za wypadek losu.


Kiedy byłem małym chłopcem,
już wtedy czułem, że będę poetą,
tylko czas czekał na los,
który przyszedł - teraz
jestem już spełniony.



   OBSZAR  DZIECIŃSTWA  DZISIAJ


Wszędzie są tylko samotne drogi,
A po obu stronach leżą polne odłogi.
Na tych, gdzie właściciele umarli wcześniej,
Rośnie już las mieszany,
Co go dobry Bóg zasadził,
Żeby widmo śmierci zasłonić,
Skoro już nie ma pokoleniowego dziedzictwa.
Grzyby tylko tam rosną
I gdzieś pod darnią tylko leży
Wraz z kamieniem zgubiony ząb od bron,
Co tego już nikt nigdy nie wyorze,
I pamięć, co wiekowy wysiłek chłopów ukrywa.

Do zamyślenia pokoleniom.



      PATRIOTYZM


Kraju Ty, mój kraju
Z męki i cierpienia.
Choć nie ma życia jak w raju,
Ale nie oznacza to,
że trzeba Ciebie opuścić,
aż po zapomnienie.


Jak już w wcześniejszym wierszu pisałem:
Że wolę być we własnym kraju niewolnikiem,
Niżby na obczyźnie panem.
A i ojczystego języka nie muszę łamać,
Żyjąc w rodzinnym kraju.

  Mojej Ojczyźnie, która ma na imię: POLSKA



     NA  ULICY  ŚW.  ROCHA


Idą ludzie ulicą Świętego Rocha
mali, duzi w różnym wieku,
komórkami piszą "SMS-y",
rozmawiają jedni dłużej,
drudzy trochę.


Idą panny szkolne, piękne,
wystrojone na potęgę.
Czyżby zaraz się przeklnę,
jeśli wspomnę, kiedy byłem młody.


Ach, ten czas okrutny
i w dodatku to kalectwo -
nie ma we mnie już urody,
tylko dzień za dniem pokutny,
i wiersz za wierszem...

Dobrze ci tak, stary dziadu.

  Białystok, dnia 08.04.2011 rok.



     NA  ULICY  SIENKIEWICZA


Jadą samochody w obie strony,
idą ludzie w obie strony.
A ja już zapomniałem
jak się chodzi w obie strony,
chociaż sen mi dzisiejszy przypomniał.


Hmmm, sen to nie życie,
sen to jest szczęśliwy we śnie.
Siedzę w swoim "Mustangu",
ni to dla ludzi obcy,
ni to nie obcy.
Gorzej z tym,
że ja tylko o tym wiem.

Dobrze ci tak, stary dziadu.

  Białystok, dnia 08.04.2011 rok.



        POD  "ALF-em"


Deszcz już pada,
wskazują to wjeżdżające auta.
Los, chyba mi już gorszego ciosu nie zada,
kiedy już z 20 lat nie piłem "bełta".


Jaka wygoda, że mam "Mustanga"
i nie muszę się kulać na kole.
Taka mi już była pisana ranga,
że kalekim umrzeć,
niż pijakiem wole.


Nie smutno mi, bo przy mnie moja,
szczęśliwym ja żem jest,
bo w pisaniu radość moja
i ten do życia gest.


Los mi zabrał radość chodzenia,
ale dał radość życia.
- Gdybyś w dniu 12 lipca 86 roku
powiedziałabyś do widzenia,
myślę że już dawno temu na cmentarzu
leżałoby moje życie.
Więc dzisiaj obecność tutaj
zawdzięczam tylko Tobie.

  Białystok, dnia 08.04.2011 rok.



      PRZY  "AUCHAN"


Deszcz pada jak z cebra,
lecz komu obowiązek, temu w drogę.
Wypłoszyło nawet każdego lebra,
nawet "ptaszek Auchana" mówi,
że śpiewać w tej chwili nie mogę.


Pogoda jak pod psem,
chociaż psa nigdzie nie widzę,
a jedynie pogodę pod psem.


Tymczasem nic mi nie przychodzi do głowy,
kiedy mało ludzi po zakupy i z zakupów.
Nie idą panny białogłowy w żadne strony,
a więc i o młodzieńczości nie rozmyślam.
Żadnych ptaków wkoło,
a tylko niebo płacze.

  Białystok, dnia 08.04.2011 rok.



          Płatek


Nie trzeba mnie poskramiań,
bo ja nie potrafię brykać.
Nie trzeba mnie do grzechu namawiać,
skoro nie umiem bzykać;
jak pszczółka z kwiatka na kwiatek,
bo ze mnie żadne ziółko, a kwiatu tylko płatek.



     Kwiecień  plecień


Z nieba mży,
wilgoć i ziąb, dobrze,
że wiatr usnął na dobre,
drzewa choć śpią jak martwe,
ale kiedy im się lepiej przyjrzę -
widać jak wydostaje się życie!


Las sosnowy popadł w szarość zieloną,
tylko konary się złocą
w tę wiosnę wilgocią zespolony,
co jeszcze spotęguje się nocą.


Jabłoń mchem obrośnięta,
stoi jak straszydło śmierci,
w dodatku ten rok przestępny,
aby w uśpieniu rozrodczym nie zakwitnąć.

Czy smutno mi będzie tej wiosny?


     *     *     *

Wrażliwość poety nie niszczy jego wierszy,
a je wzbogaca.



     Nie  domykaj  drzwi


Nie domykaj drzwi,
kiedy ptaszek tak ładnie śpiewa...
Co to za ptaszek,
Że tak pięknie świergocze?
Aż roześmiały się drzewa,
a wraz z zapadającym
w ciemność dniem,
i Ty, moja Ewa,
i ja, Twój Adam.


Nie będzie smutna noc.
Poecie do radości
wystarczy śpiewający ptaszek,
a co dopiero w łóżku kobieta.

  Basi



  Nad  wodą  z  wnuczką


Piękna, kolorowa
na wodzie pływa,
kaczką się nazywa.


A jak wnuczka się cieszy,
do kaczek się śpieszy -
radość w niej się wyzwala.
Ach, jakie piękne życie
od przemysłu z dala.


Podlasie, to raj natury
przyrodzie i ludziom.
Cieszyć się tylko jak dzieci,
to co tutaj zobaczą,
tak i nam,
że tego nie przetrwoniliśmy.



  Nad  wodą  z  wnuczką  II


Wiatr wodę marszczy,
kaczki się rozpierzchły,
ale dzikości nie mają.


Woda z tamy wiecznie huczy
i zrzuca nadmiar siebie,
a tam dalej,
co rdzawą rzeczką znamy,
płynie do Supraślanki.


Wędkarze ukryci w zeszłorocznych trzcinach
cierpliwie czekają,
aż ryba się ...oszuka?
Czasem kaczki wędkarzom podpływają
przeszkadzając - i z brania nici.


Niebo zaciągnęło chmurami
i coraz to rzadziej wychodzi słońce,
ale jest wiosna,
i to tylko się liczy.

Na groblę weszła żona
z wnuczką i idą ku tamie...

[ Pamiętam, że jeszcze niedawno
woda była zmrożona
i zimno było tak,
że tylko wnuczce było siedzieć w domu.
A dzisiaj, wiosną, przy babci
i dziadku uczy się poznawać przyrodę.

Kto wie, może za pięćdziesiąt lat będzie poetką?
Nigdy nic nie wiadome do końca. ]

Woda spadająca z tamy huczy
i huczeć nigdy nie przestaje.

Dzisiejsza wycieczka wnuczkę uczy,
chociaż ciągle o wszystko zadaje pytanie.

Tablica upamiętniająca odkrywcę:
"Źródło Romana"
bardzo zainteresowało wnuczkę,
pyta babcię: - Co tam napisane jest?

Babcia odpowiada:
- "Źródło Romana"

Interesuje się tym,
o co pyta,
jakby miała sentyment do tego,
co widzi.

Nie daleko jabłko spada od jabłoni.