101 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-19 17:33:00)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


SPOWIEDŹ  INTELEKTUALNA  POETY


Są takie dni, że aż szarpie mną poezja:

Chwile przypominają się wzniosłe,
Słowa wykluwają się wyniosłe
I z natchnienia aż drgawek dostaję.

Są także takie dni:

Nic nie przychodzi do głowy,
Nic nie układa się na papier;
Tak jakbym był analfabetą, a nie poetą.

Ten lipiec jest tym czasem:

Gdzieś uszło natchnienie,
Gdzieś uszły emocje,
Gdzieś uszły wspomnienia,
Gdzieś uszła wyniosłość,
Gdzieś uszła poetycka wzniosłość.

[ Ktoś powie: "W ogóle jej nigdy nie miałeś!"
Oj, miałem! Bo do tego jestem urodzony.
A co do poetyckiego talentu to już inna inszość.
Nie. Na pewno nie, bo człowiek poetą się rodzi
i nim pozostaje. Talent nie gra roli, gdyż nie rodzi
poetą człowieka inteligencja i intelekt.
A dusza i natchnienie, które nosi w sobie
bez względu jak jest inteligentny i jaki ma talent,
lecz z takim względem pisze...



SPRAWDZENIE  SIEBIE  NA  POETĘ


Poskąpił los prawdziwego życia,
Skoro przyszło się żyć w bezwładzie!
Przełykam gorzką pigułkę w czasie niebycia
W tym nieludzkim i niebożym układzie.


Nie poszczęściło się w życiu -
Fakt jest gorszy, niż kula u nogi!
I chociaż przyszło się żyć
w jednym i drugim stuleciu,
Pod górkę są każde drogi!


Trwoga pogrążyła serce i duszę
I jak grzęzawisko pożera ciało.
Od tej chwili co dnia się wzruszę,
Wołając: życia jest ciągle za mało.


Chwilami bełkoczę pod nosem
I to co utraciłem szukam w wierszach.
Co dnia stając przed ciosem,
Nie znając czy będzie "szach", czy "mat"
[ w życia grach? ]


Przebyty czas raz jest przyjacielem,
Innym razem gorzkim wrogiem.
Gdyby nie spragniona dusza wodzicielem,
Dzisiaj nie byłoby mnie z Wami i z BOGIEM.


Przeto wytworzyła się we mnie
Euforia do życia i do wierszy.
Demony przeszłości, które ogarniały w ciemnie,
Dzisiaj wygasły, iż ich bóg poezji mojej nie zdzierży.


Emocje duszy, nie ciała
Grają słowem różnobarwnie.
Chwila każda jest jak chwała,
Która nie chce przeminąć marnie.


Wiersze grają spektakl życia -
Całokształt jest jak trzęsienie ziemi.
Czas, który nadszedł opisać życie, bojowy,
Oby tylko ludzie na to nie byli nieme.



W  SMUTNYM  LESIE,
  BYWA  I  TAK


Wczoraj im dalej w las,
Tym więcej drzew.
Dzisiaj im dalej w las,
Tym większy gniew;
Bo w nim nie jagody, grzyby,
A śmieci!



          JEŻ


Kiedy po dniu przychodzi wieczór
i zapadnie ciemność w noc,
wtedy ku mnie przychodzi
taki zwierz, który zwie się: jeż. 
Buszuje pod głogiem, kaliną, pigwą
i moim "tronu" progiem,
szeleści pod liśćmi niezrażony.


Mogę powiedzieć Tobie. On tu jest.
A mój był jakby na to test, że żyje
nie tylko tam, "gdzie diabeł mówi dobranoc".
Lecz i tam, gdzie Natura nie zatraciła swojej mocy.



      W  TEJ  CHWILI  VI


Wiaterek z lekka po ciele powiewa,
Prognoza atmosferycznej pogody burzy się spodziewa!

Jerzyki fruwają nad głową ciągle niestrudzone i świergoczą.
Moje oczy w wierszu opiszą z chęcią ochoczą. 

Że te małe ptaki są tak lotnie dzielne
I wierne, jak dzwony kościelne;
Które bez skazy czas wyliczają.

Nam godnie jest obowiązek go przyjąć,
dopóki organy życia nam jeszcze grają.

Mimozy polne z lekka wiatr kołysze,
Osy, pszczoły, motyle mimoz przybysze,

Zaskarbiają we mnie bez skazy porządek,
Do którego w ludziach zawsze można znaleźć wątek!?

Przykład: bluszcz na balustradach kwitnie przez wiosnę i lato
I co siada na to, nie użądliło mnie,
Jak człowiek może użądlić na przykład przez i na to!?



      ODMIENIEC  ATMOSFERYCZNY


Czym w atmosferycznej pogodzie jest pochmurniej,
tym w pogodzie duchowej jest lepiej.



                 EMBLEMAT  Z  PODZIEMI


Cugle niedoli na mnie       Smutne były każde dnie
Tak długo się rwały,          I oczy łzami płakały,
Aż obrosłem siwizną.        Mając pod kołdrą kopalnianą bliznę!



  SEN  LEPSZY  OD  JAWY


Sen jest lepszy od jawy,
Bo zawsze na nogach.
Nie ma faktu, co los wyznaczył go krwawy
I nie żyje się w życia odłogach.



     "BEZWŁADNYM"


Czas płynie wolno
i nie każdemu jest wszystko możliwe -
fizycznie, ale możliwe jest posłuchać:


Jak nadlatuje wiatr,
być świadkiem nadchodzącego
i odchodzącego deszczu.


Po tym zobaczyć wypogodzenie nieba
i ponownie spotkać deszcz,
znowu ujrzeć wypogodzone niebo.


Podziwiać jak dziecko tęczę,
ale o nic nikogo nie pytać,
tylko podeszczowego śpiewu ptaków posłuchać.


Godzin, dni i lat nie liczyć,
tym bardziej nie wspominać,
być wzruszonym, że się jest istotą myślącą.



   A  KIEDY,  WTEDY


A kiedy noc całkiem zgłuchnie
I cisza przemówi nad nami
Ziemski żal niechaj z hukiem gruchnie
Byśmy tylko zostali sami.


Bez żadnych trosk i do życia żali
Niechaj tak zawsze będzie -
Tak się stało, iż my się nie poddali
Temu co nas otacza wszędzie.


Młodzieńczy czas niechaj nami targa;
Do wzruszeń, podniet i do spełnienia.
Toć nie ma w słowie lepszego imienia,
Co by nad Miłość lepszym wzruszonym słowem zadrga.


A kiedy ta chwila wszystko wybaczy,
O wszystkim naraz zapomni.
Wstaniem do życia bardziej przytomni
I nie będziemy po tym narzekać, że świat sobaczy.

  Barbarze

102 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-02 17:51:03)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
W  PUSZCZY  NA  WIECZÓR


Deszcz przeszedł przed chwilą -
Zrosił ziemię, której nie musiał.
Drzewom gałęzie się chylą,
Spuszczając krople listne,
Pod nimi chodzi "busiał"*.


Ziemia nasycona wodą, jak gąbka,
Wilgocią staje się nawet kotu nie miła.
Jerzykom lotu nie przerwie
nawet lokomotywy trąbka,
Skoro daje niebo im to,
co ziemia wcześniej urodziła.


Liście zrzuciły ostatnie krople wody
I z lekka drgają na wietrze...
Słońce w puszczy tonie nie dla urody -
Zapala las do złudzeń chytrze.


"Tumany"* rozkotłowały się pod lasem, 
I połykają dzwony - dziewięć uderzeń!...
Och, gdybym był nad zalewem tymczasem,
We mgle odczytałbym wodnika tysiąc zwierzeń.

  Objaśnienie: "busiał"* - bocian.
  "Tumany"* w języku etnicznym autora wiersza
   po prostu zwykła mgła.



   WARTO  TU  BYĆ


Warto tu być,
Gdzie: "diabeł mówi dobranoc".
Warto tu żyć,
Gdzie słowik śpiewa na noc.


Warto tu śnić
O tym, jak dzieciństwo wyrastało.
Warto o tym wiersze wić,
Jakie życie się miało.


Warto tu być,
Gdzie w sędziwym wieku korzeni się nie przesadza.
Warto tu wiedzę zdobyć,
Gdzie uczeń z nauczycielem się zgadza,
Jak ż y ć.



      PO  TRAGEDII


Jedno niebo jest dla wszystkich,
A ziemia tylko dla wybranych.
Jak wyschły grunt, który opadów pragnie oczekiwanych,
Tak moje spragnione życie chwil czekało takich;


Ażebym sprostał nagłym cierpieniom,
Których wiedziałem, że wiatr nie rozwieje.
W na wołaniu ku BOŻYM Imionom,
Prosząc: - Niech gorzej ze mną się nie dzieje.



OSWOBODZENIE  DUSZY


Wiatr szarpie drzewami.
Ja będąc z Wami -
Tyle mam w sobie wiary,
Ile mnie Waszej miłości dary?

  Bliskim



    MÓJ  DOM  IV


Mój dom,
W którym z przeszłości żalu tyle,
Co nie pomieści wierszy tom.


Mój dom,
Do którego z  c i e r p i e n i e m
Trafił grom,
Lecz podwalin rodzinnego życia
Nie wyważył nawet jego łom.


Bo było komu żyć:
Żonę miałem niewinną,
Dwóch synów wesołych,
Jak "Bolek i Lolek".

Ach, jak chciało się żyć...



       MÓJ  "TRON" 


Mój "tron", z którego z krzewami gadam,
Które obrosły mój "tron".

Mój "tron", z którego odrosty
Wiosennych pędów sosen wzrokowo odmierzam.

Mój "tron", z którego jaskółki liczę
I wzrokiem ścigam je, aż zgubię.

Mój "tron", z którego pierzaste chmury
Wzrokiem na południowy wschód odsyłam.

Mój "tron", pozwala mi zobaczyć,
Jak samolot na błękitnym niebie smugę lotu pozostawia!

Mój "tron", z którego wzrok z nieba gwiazdy
Raz liczy, raz porywa.

Mój "tron", z którego czuję,
Jak leśny kompost wiatr niesie w zapachu.

Mój "tron", z którego słucham,
Jak bije kościelny dzwon!...

Mój "tron", któremu "diabeł mówi dobranoc".




       DURNIE


Durnie, też coś muszą robić:
Jeden chce żonę zdobić.

Drugi z "tronu" jerzyki śledzić
I w wierszu o nich ględzić.

Trzeci, czas chce ścigać,
Lecz czy wie, że z życiem musi igrać!?!

Czwarty, żyje tylko dla nałogu,
Który nadzieje stracił nawet i w Bogu?
Lecz flaszka jest jego życiem -
Zmierzając się z jej wypiciem.

Piąty, nic nie robi,
Mówiąc: "Dla mnie ni ma roboty
w dzisiejszej dobie!"



   NAD  ZALEWEM  V


Na wzgórku miasta,
Gdzie stoi Serce Wiary Ludzi -
Tam na kolumnie
Dzwon pięć razy uderzył!


Tymczasem mój Mustang
Pod moim nadzorem
Wiezie mnie i moją połowicę,
Gdzie cudo naszego miasteczka.


Słońce nad puszczą grzeje,
Olchy nad zalewem składają cień.
Tutaj miejsce piękne w ten dzień,
Gdzie żaden wiatr nie powieje.


Kaczki płyną ku tamie
I z powrotem pod prąd.
Połowicy obejmuję ramię -
Uczuć nigdy nie odstawiając w kąt.


Woda cicha - na powierzchni bez ruchu,
Ruchome insekty błyszczą się w promieniach słońca.
Kosie, który przybyłeś ku nas, zuchu,
Przyrodo, napawasz nasze serca bez końca.


Nad zalewem kwitnąca lipa,
Jak ku nam wiaterek powieje -
Silnie pachnie miętą, co to nie lipa,
A faktem tak tutaj się dzieje.


Lekkie ruchy gałęzi,
Wiaterek nimi dyryguje,
Słońce promieniami je wyzłaca.
Tymczasem dłonie ściskają nasze więzi
I o dwadzieścia pięć lat czas wraca,
Jak nie na postuli to w duszy.


Zachód słońca się zniża
I tonie w zieloną puszczę.
Powoli wilgoć i wieczorny chłód się zbliża,
Nie będzie zimno, zanim z Tobą zalew opuszczę.

  Barbarze



      Z  "TRONU"


Obrósł mój "tron" bluszczem,
Ogrodził się krzewami.
Nad nimi wiatr kręci powiewami -
Niesie zapach puszczą.


Kraino moja, użyczasz jerzykom nieba,
Mnie z urodzenia widoku.
Tak bym chciał ukryć się w pierzastym obłoku,
Gdzie nie ciąży na grzbiecie ziemska gleba.


I być lekkim, jak pustka,
Bez skazy i grzechu.
Rozsypując tylko w pył smutek bez echu
I stać się człowieka cząstką.


Sięgać tylko po rozum,
Ale być wyzbytym w ciało
I nie dążyć do żadnych zysku sum.


Nie wołać, że na ziemi jest wszystkiego za mało,
Ale cieszyć się tym, że nic nie boli
I nie wiedzieć, że żyło się w niedoli.



   SIEDEMNASTA  TRZYDZIEŚCI


Niebo puste - bezobłoczne,
Tylko raz po raz samotnie jaskółka przetnie niebo.
Ulice ciche, puste, nie jak w stolicy tłoczne,
Tutaj dopiero żyjesz ziemska glebo.


Panny, którym rośnie przeszłość,
Idą nieśpiesznie, jakoby szły donikąd.
Wiatr rozwiewa białych głów włosy, jak litość
I znika w lesie pięćdziesiąt metrów stąd.


"Dawcy nerek" szybkość chcą prześcignąć,
Są pogromcami ciszy i postrachem ptakom!
Szpan nie zna słowa, że można zginąć,
Nie znając strachu na każdej prostej
Są zwolennikiem prędkości atakom.


Las spaliny połyka,
Dźwięk tłumi, jak tunel.
Czas beztroski jest dla każdego smyka.
A myśląc, niechaj popatrzy niejeden "menel".

   

POD  CZERWONĄ  JARZĘBINĄ 
     NAD  ZALEWEM 


Pod czerwoną jarzębiną nad zalewem
Myśli tańczą z ciszą...
Ptaki pomilkły ze swym śpiewem
Wsłuchani, co poeci piszą:


Huczy woda spadająca z tamy
Niosąc echo na skraj akwenu!...
Idące wałem, patrzyć i słuchać chcą na to pany jak damy,
Czerpiąc całą piersią w płuca puszczańskiego tlenu. 


Włosy blond wiatr im rozwiewa,   
Jak złoty len po niebie.
Z osobna indywidualnie każda wyróżnia siebie,
A i każda chęć na chłopaka miewa?


Huczy woda z tamy - i dalej płynie,
A nad tamą się wsłuchuje piękne dziewczę.
Jeszcze z tamy dużo wody spłynie,
Kiedy ktoś jej zostanie wieszczem.


Tętni puszcza wkoło akwenu -
Wiatr tlen roznosi.
Spojrzeć na to, aż się dusza prosi,


Sam nie wiedząc czemu,
Czy dlatego, że w życiu jest się wierszowym,
Czy dlatego, że w spoczynku zerowym.

103 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-26 18:43:43)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


     MALARZ  I  POETA


To co malarz namaluje, widać,
To co poeta napisze, jest ukryte.
Malarz swoim obrazem porwie Ciebie w zachwyt,
Poeta swoim wierszem potarga Twoją duszą.



POETA,  TO  NIE  DRAPIEŻNY  PTAK


Zaostrza się pole widzenia,
Wyostrza się słuch,
Ale nie jestem drapieżnikiem,
Tylko wierszowy zuch.



     W  TYM  CELU


Ja "Mietko", [ co tak ludzie mnie nazywają
z dobroci do mnie ]
z krwi i kości chłopskiej,
oto biorę w rękę pióro
i porywam się na poezję,
nie po to, że mi w życiu jest ponuro,
a po to, że czuję w sobie natchnienie,
ująć:

co piszczy w trawie,
co słychać na drzewie,
jak mną szarpią uczucia,
gdzie żem bywał,
co żem robił,
dlaczego żem  c i e r p i a ł,
jak to żem znosił,
i co mi to dało: ...



   CO  NIE  DAŁA  ZIEMIA, 
      SPEŁNI  NIEBO


Gdzież tam mnie do Ciebie,
Gdzież tam Tobie do mnie.
Będę ja żył dopiero w Niebie,
Jeśli Ty będziesz tam we mnie,
A ja będę w Tobie.

Choć żądam tak niewiele,
A spełni się dopiero w Niebieskim Ciele.



   POD  CZERWONĄ  JARZĘBINĄ 
      NAD  ZALEWEM  II


Pod czerwoną jarzębiną nad zalewem dzisiaj
Nie wspominam z życia wyszczerbinę,
Bo nie ma tutaj Ciebie z którą bywałem tylko jedyną
Pod tą czerwoną jarzębiną.


Syn gdzieś poszedł za relaksem,
Ja natomiast wiersz układam.
Słońce dzisiaj grzało maksem,
Lecz nie z nim, a z cieniem gadam...


Słońce jest dla Ziemi życiem,
Lecz mi cień jest bliższym przyjacielem.
Czas pod tą czerwoną jarzębiną moim byciem
Jest dla mnie, jak przyrody dobrym duszy stręczycielem.


Słońce opada za cichą puszczę,
Na akwenu połowę składa cień.
Kaczki w stadzie na wodzie, nie jak samotne głuszce,
Gadają do siebie, póki minie dzień.


Z drugiej strony akwenu
[ Jeszcze od strony jarzębiny
Gdzie pas wyciętej puszczy, nie dla Edenu,
A dla energetyki, przełęczą leśną słońce wpada do wody
I gotuje się, jak topieliny. ]


Kaczki rozproszone płyną, jak małe statki,
Inne skulone w bezruchu,
Zżerają nie glony, a z lip kwiatów płatki
I są ciche, nie kwaczą do mego słuchu.


Olcha przypomina beztroskie dzieciństwo
I moją z chłopięcego hasania "ślewczyznę".
[ Czemu ty życie wyrządziłeś mi wielkie świństwo,
Skoro teraz trzeba mnie zanieść tam,
Żeby zobaczyć dzisiaj moją chłopięcą ojczyznę. ]


Stanąłem przed nią w cieniu,
Na wprost leśnej elektrycznej przełęczy.
Słońce już w kulminacyjnym zachodu dośpieniu -
Rzuca ostatkiem sił promienie, jak ruchomej komety
I gotuje się w akwenie w kolorach tęczy.

****************************************************************

Tutaj obok jednemu, drugiemu doświadczonemu wędkarzowi kołowrotek brzęczy,
Co tego nie mogę zobaczyć u chłopców młodzieniaszków,
Którym dzisiaj przyszło się pierwszy raz z tym się zmierzyć:
Jednemu i drugiemu nic nie wychodzi,
Jeden i drugi stoi, siada, klęczy...     
Co mi ciekawiej zostało posłuchać śpiewu ptaków.



     PRZY  GROBLI


Huczy woda z tamy,
Lecz nie przemija, jak życie.

Przemijanie na które wpływu nie mamy
Nie odstąpi, jak jadowita żmija
I z każdym dniem ma się go coraz mniej.


Dudni woda z tamy
I dudnieć dalej będzie...
Niby z życia wszystko znamy,
A nie uczymy się niczego po każdym błędzie!


Tryska wodą "Źródło Romana" -
Piją ją ludzie...
Gdybym mógł padłbym na kolana,
Aby być nie Ty mnie, a ja Tobie w trudzie.

  Barbarze



     CIĄGLE  PADA...


Niebo ciągle zasnute chmurami
Czy to za dnia, czy w nocy
Wiatry grają burzami
I nawet psu dzień się nie wyzłoci.


Wiatry targają drzewami,
Błyskawice, grzmoty i pioruny niebem!
Ziemia gnije trawami,
Czego nie będzie, co bydłu jest chlebem!


Ziemia zanadto nasycona wodą
I to, co jest źródłem życia,
W nadmiarze staje się bycia nie urodą,
Jak w suszy przyrodzie nie do życia.

104 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-02 17:52:28)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


    NAD  ZALEWEM  VI


I


Kaczki jedne płyną do siebie,
Inne płyną od siebie.
Chłopiec, karmą, jak przynętą
Z wody je wyciągnął na tę chwilę wziętą.
I raduje się tym faktem.


Za to moim jest aktem
Miło to zobaczyć i ująć w wierszu -
Tak prosto ze wzrokowego marszu,
Jak te kaczki, które wyszły na ląd
Niedaleko stąd.


II


Kwadrans po nieparzystej
Niebo srogo zagrzmiało! -
I w tej chwili oczywistej
Deszczem po ziemi popadało...


III


A kiedy wypogodniało,
Ludzi już nie było.
Lecz kaczkom pływania ciągle za mało
Z natury, nie temu, że mi miło.


IV


Po deszczu u ptaków poruszenie:
Jaskółki rysują na niebie "esy floresy",
Pliszki chodzą po ziemi i dziobią
rozwiane z chwastów nasienie,
Co ku nim oka tak nie przyciąga,
jak nogi idącej nieznanej "Teresy".


V


Słońce leniwie próbuje przedrzeć się przez chmury,
Lecz chmury leniwie nie są temu pośpieszne.
Tymczasem kaczki na wodzie krążą w koła po raz który
I jest to bardziej wesołe, niż śmieszne.


VI


Woda akwenu zamarła w bezruchu 
I się stało cicho i głucho.
Kaczki odpłynęły i nie kwaczą do słuchu,
Tylko z oddali dochodzi huczenie tamy echo!


VII


Wszystko, jak z dzieciństwa widzę i czuję:
Przyroda nieskalana, ziąb prawdziwy.
Dzisiaj w wierszu to notuję -
Jutro pamiątką zostanie na ten czas tkliwy.



        NAD  ZALEWEM  VII


Po wiosennym deszczu [ choć lato w pełni ] wypogodniało -
Mgła opadła na wodę i znika z przy ziemi.
Żyć teraz jeszcze bardziej się zachciało
I czoła marszczymy - dla wzroku ku słońcu niesiemy.


O troski i przypadków bóle
Znikacie tutaj, jak chłopca kamień rzucony do wody.
Jak sercu i honorze godnie jest żyć - nie krzątając się w życia mule
I przy tym jeszcze wiersz ująć dla lepszej życia urody.


Chmury nieba nie zakrywając, słońcu dając wyzłocić -
Woda unoszącą mgłą zaczęła się pocić
Na wieczór piękniejszej urody doznając.


Kiedy po deszczu słowiki wróciły do śpiewu,
Wnet i ja stałem się weselszym.
Dzień po dniu coraz bardziej staję się dzielniejszym
I szczęśliwszym jestem, że przeto już nie mam na życie gniewu.


Natchniony żyję z Tobą Naturo -
Serce weszło w rozwagę, ale w smutku nie tonie,
Chłoporobotnik także może mieć w ręku pióro
I pisać wiersze, jak malarz malować konie...
Jakże jestem szczęśliwym, że serce się pali,
Nie do flaszki, a do wierszy, już do życia bez żali.


 
      A  CZEMUŻ  TO?
[ W odpowiedzi na nierówne traktowanie niepełnosprawnych ]


A czemuż to my, innym zawadzamy?
A czemuż to my, tym co nie chcą nas, przeszkadzamy?
A czy oni bez skazy przeszli życie?
A jednak szczęścia mieli więcej!

[ Powołując się na Norwida ]:

"Krwawa plama na czole - nie plami sumienia,
Krwawa skaza na piersiach - nie jest skazą duszy,
Na ziemi niepojęty, zrozumialszy w niebie,
Znajdzie tłumacza dla siebie,
I Boga samego wzruszy!"



        DZISIAJ


Chmury przewalają się po niebie,
A ja dzisiaj w potrzebie -
Nie szukać siebie samego,
Bo przecież jestem z Miłosierdzia Bożego,
Tutaj, gdzie wodny akwen uroczy,
Być w tym miejscu i skupić oczy;
Skoro jest przyrodnicza piękna mozaika,
Nie jak dla dzieci w książce elementarzowa bajka.
A po prawdzie pierzaste anioły na niebie,
Słońce się zniża ku glebie.
Las pachnie żywicą,
Czego nie spotkałem nad Brynicą.
Małe ptaki w trzcinie się rozkrzyczały,
A moje nadzieje tego się doczekały -
Słucham spokojny i cichy,
Choć mój wiersz jest lichy,
W sercu mam bogato,
Dziękuję CI BOŻE za to,
Że się ziściło moje pragnienie
Żyć tu, gdzie ziemia rodzima,
A nie tam, gdzie zostawiłem wspomnienie.

105 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-15 08:57:20)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


     WIERSZE  Z  SIERPNIA  2009  ROKU


     *     *     *

Jestem Podlasiakiem z urodzenia i zamiłowania -
Kocham swój region z natury i powołania.
Moje zdanie o Podlasiu wiersz napisać;
To co jest na Podlasiu piękne w wierszu wyczesać:


W  DRODZE  DO  MIEJSCA  URODZENIA
  I  W  MIEJSCU  URODZENIA  II


Biało pierzaste obłoki płyną po niebie,
Między nimi słońce bez skazy.
Wiaterek chyli trawę ku glebie,
A przed oczyma urokliwe krajobrazy.


Marzenia odpłynęły w senną dal
I już nie dręczę tęsknotą siebie.
Nie mówię, że jest mi żal,
Bo jestem na Podlasiu - u siebie.


Wpadam w zachwyt, jak w odrętwienie -
Osłupiały cichą zielenią piękna Puszczy
I wchodzę, jakby w odmienione natchnienie,
Bo tutaj każdy ptak o śpiew się troszczy.


Las, co dusza moja go uwielbia,
Stoi od wieków w urodzie niczym nieskalany.
On siebie w pędach złotem wyrzeźbia
Wiosną, a w zimie szron na nim błyszczy się szklany.


Niezmierzone kilometry, niezliczone hektary
Puszcza zielenią, jak tlen się rozpościera -
Jak ptaka okiem sięga, wszędzie bór stary,
Tym bardziej, aż tam, gdzie oko człowieka nie dociera.


A kiedy z Puszczy wynurzyć się czas przyjdzie,
Gdzie słoneczne promienie Sokołda połyka -
Tu czas zawsze taki sam będzie,
Bo nic tutaj nie umknie i nie znika.


Osada Straży w słońcu dachy się srebrzą,
A na słupach i dachach bociany klekoczą!...
Ludzie tutaj na roli nie żebrzą,
Bo nigdy w zgorszenie nie stoczą.


Życia wysiłek, co na twarzach pomarszczonych widać -
Rezultatem w dobytek życia na podwórzach i w obejściach -
Świadczy o tym, że było trzeba z siebie dać:
Pot, trud, brud, chłód od wschodu do zachodu w większości dniach.


Chłopi nie próżnują - stale w ruchu,
Jak słońce przed Kopernikiem.
To nie prawda, że: "chłop śpi, a mu rośnie", druhu,
Mówiący to, Ty nie byłeś nawet rolniczym powiernikiem.


Dalej i dalej... , gdzie zimą był wygwizdów,
Dzisiaj na horyzoncie łany zbóż się srebrzą i złocą.
Na polu nie ma jeszcze żniwnych pojazdów,
A kiedy ruszą w pole - snopowiązałek skrzydła w słońcu się wyzłocą.


Zanim to się stanie, wiatr faluje zbożem
I cienie obłoczne gna po nim...
A niebne ptaki, co rysują cień obrożem*
W jednym miejscu zostawim, w drugim dogonim.


Lasy, łąki, pola, wzgórki, pagórki,
Lecz tylko na horyzoncie jest piękna chłopska dola.
Ja chłoporobotnik z krwi i kości mówię Wam do powtórki,
Że widok jest uroczy, a robota mozoła.


Lecz tam, gdzie my, tam nasze miejsce
I czas, który Stwórca Boży nam wyznaczył.
Ach, jakżeż jestem rad Polsce,
Że los żyć mi tutaj wyznaczyć raczył.


Czym bliżej i bliżej... do miejsca urodzenia,
Tym bardziej na duszy wspomnieniami gra.
I jak przywitać się jest wzruszająco,
to po stokroć w oku łzawiąco, powiedzieć: do widzenia,
A tym bardziej tysiąckrotnie, kiedy przypomni się,
że życie spłynęło, jak po zimie z roztopów kra.
                                             
A kiedy przyjdzie się umierać
I przyjdzie się zostawić tę Ziemię.
Z pewnością dusza nie będzie się poniewierać,
Skoro na tej Ziemi pozostanie moje imię.


Poecie stąd jest to tak ważne,
Jak żyjącemu honor i sumienie.
Nie ważne, jakie po sobie zostawi dobytki pokaźne,
A ważne jakie po nim na ziemi
i w Niebiosach będzie się nosić wspomnienie.


Tak, jak Kolumb umierając był przekonany,
Że odkrył Indie, a nie Amerykę.
Tak ja jestem przekonanym za mój czas dokonany,
Że zechce się innym sięgać w moją metrykę.


Czym dłużej i dłużej..., tym bliżej i bliżej
W drodze do miejsca urodzenia
"Mustang" mój wiezie mnie raz wyżej, raz niżej,
Jak Wysoczyzna krajobrazu rzeźb po lodowcowych z ułożenia.


Tak ja tym bardziej być skłonnym do duchowego uniesienia,
Bo okoliczne wioski otoczone na przemian:
I znowuż raz to zbożem, i pełno dokoła zalesienia,
A w innym dalszym miejscu niby wszystko bez zmian.


Jadąc ze swoją połowicą, teraz dodaję "Mustangowi" gazu
I gnam, bo dogania mnie "TIR"! -
Wzburza to moje przyrodą natchnienie od razu,
Lecz kosztem utraty krajobrazu, nie dogoni mnie "Mир"*.


A kiedy w herbie "żubrem i z mieczem rycerzem" Sokółka wita nas,
"TIR" już za horyzontem daleko, tym czas ręka z gazu
I od razu serce i dusza z dzieciństwa przeszłością gra, a u mnie serce nie głaz,
A jak młodziaka gołębia, co już chce być lotny na widoku przed siebie obrazu.


I jak tu zgubić miniony czas;
Myśli, wspomnienia i przejechać
Bez żadnych w sercu z tęsknoty uraz,
Kiedy na chodniku do ludzi mas chce się pomachać.


Jak dalej będę takim głodnym zatrzymać czas
Lub jeszcze gorzej, cofnąć chwile minione,
To mogę ugrzęznąć w drodze, lecz tylko raz
I umrzeć na niej, jak cielę zranione.


Ożyły wspomnienia z dzieciństwa
Na styku Natury i cywilizacji -
I nawet ta rzecz i chwila, która stała się martwa,
Dzisiaj ożywa i ducha unosi do mobilizacji.


Bo żyć tak się chce, a nie umierać,
Myśli jest sto, a droga jedna.
Czas, a w nim żadna chwila nie może się poniewierać,
Kiedy życia każda jest godna.


Nad polami bezchmurnie po niebiosa,
A pod nimi skowronki zawisłe na niebie.
Po wzniesieniu, co wiedzie mnie nas szosa
Do miejsca urodzenia w duchowej potrzebie.


Las zielony zdrowy, piękny, wybujały,
Urzekający oko i o wdechu oziębłym.
A wszystko to, nie jak sen rozwiały,
Tylko na jawie, jak czar obłędny.


Wioska uśpiona, oby nie wymarła,
Skąd z dzieciństwa w świat się wyszło.
Witaj domie, lecz nie ta chwila, która umarła
Wspomnień, co życia tyle przeszło.


A kiedy oczy moje matulę ujrzały
I Jej trudy z życia na twarzy -
To tak, jakby z Niebios gromy zagrzmiały,
O każdą ze wspomnień chwilę, która czasu powrotu marzy.


Dom ze smutkiem cichy stoi,
A tylko letni wiatr zza węgła gwiżdże.
Nawet szalunek ścian smutności nie ukoi,
Skoro tylko w olszynach drozd drożdże.


Nawet przy płotowe mimozy wesołości do duszy nie wnoszą,
A jeszcze zmogłszy potęgę smutności dodając.
I teraz, jak duszy larum, żale mnie ponoszą,
Że czas miniony, za nic życie mając.

  Objaśnienie: obrożem* - fruwając w koło.

  "Mир"* - [ mir ] - w języku rosyjskim - świat lub pokój,
  ale autor wiersza miał na myśli "TIR'a" ze Wschodu.
                                           
                                         

POD  CZERWONĄ  JARZĘBINĄ 
   NAD  ZALEWEM  III

https://plus.google.com/photos/yourphotos?pid=5494869538378620754&oid=103276734392610294633&authkey=CLHQ8s6n9N_YMw#photos/yourphotos?pid=5494869538378620754&oid=103276734392610294633&authkey=CLHQ8s6n9N_YMw

"Franek" łowca bramek strzelił gola!
"Flet" BMW-wicą zakurzył glebę,
Po tym "Grosik" strzelił gola drugiego!
Bo kibiców "Jagi" jest taka wola.

Zatem brzozy stoją w niczym niewzruszone,
Nawet wiatr jest im łaskawy,
Bo go tymczasem wcale nie ma -
Drzewa są w bezruchu, co jeszcze temu
godzin kilka wiatry nimi targały.

Śpiewnych ptaków nie słychać,
W gęstwinie puszczy pomilkły,
Tylko ludzie do siebie mówiące: "Sie ma!"
Przybywa coraz więcej.

Kaczki źródłem życia płyną niewzruszone,
Naruszając odbity sen olszyn topiele.
Groblą idzie dziewczę życiem nie spłoszone,
Jak jej dobrze, gdy życia rozumie tak niewiele.

Słońce już za chwilę dobranoc powie,
Jeszcze tylko ostatni blask na wodzie rzuci,
Lecz nie będzie z "diabłem" w zgodzie,
Skoro jutro znowu do nas powróci.

Młoda para w związek dzisiaj wstąpiła,
Na pomoście do foto szczęściem się okryła.
Biel i czerń - symbol dnia jednego,
Niechaj Im nie brakuje w życiu niczego.

Nadmiar wody z grobli spada...
https://plus.google.com/photos/yourphotos?pid=5926890942916915874&oid=103276734392610294633&authkey=CN-c0cW81orYKg#photos/yourphotos?pid=5926890942916915874&oid=103276734392610294633&authkey=CN-c0cW81orYKg

Fragment z wiersza Asnyka:

"Huczy woda po kamieniach,
A na głębi cicho płynie -
Nie sądź Ludzi po zachceniach,
A prawdy szukaj w czynie."



                "TOUR  DE  BIAŁYSTOK"

    66 Tour de Pologne / Białystok 3.08.2009 rok.

Dzień potliwy, ale ujdzie - tymczasem dzisiaj z kolei po raz drugi
Tour de Pologne w Białystok zawitał, a z honorami Białystok Tour przywitał.

Okazja nie do przepuszczenia, bo druga może już się nie powtórzyć?
Więc, Mietku, zapalaj swego "Mustanga" i pędź do stolicy Podlasia.
Po drodze jest czas skręcić na Sobieskiego po ogumienie do napędzanymi
mięśniami "mustanga" mojego. Z zaplanowania Jurowiecka posłużyła za parking,
a stąd przez były targ na Piłsudskiego - tam gdzie będzie się ścigać: Tour de Pologne!
Ludzi, jak za dobrych czasów gierkowskich, tylko na szczęście z innego powodu.
Ja z towarzyszącym mi synem, jestem sobą - [ choć inny ], jak nigdy, ani krzty wstydu,
stresu, pewny siebie i radosny, że będę uczestniczącym kibicem kolarskiego wyścigu.
Kiedy dotarliśmy do miejsca, gdzie została wyznaczona wyścigu trasa - ludzi małych,
dużych, starych masa. Barierki odgradzające kibiców odziane różnymi reklamami -
dzisiaj Białystok wyzłaca się kolorami. W uszach szum ludzkiego gwaru,
zapach reklam parcianych.

[ Za dzieciństwa nie spotykało się takiego czaru, kiedy pod Kuźnicą Białostocką
przejeżdżał "Wyścig Bałtycki etapu: Grodno - Ełk. ] Reklamy poziome,
które upiększają odgradzające od ludzi barierki w oczach się mienią, w słońcu i pogodzie.
[ Nie jak w deszczu ubiegłej wrześniowej jesieni, gdy niepogoda mnie odstraszała być
świadkiem zmagania się kolarzy. ]

Dzisiaj z Serocka Tour de Pologne machina pędząca ruszyła ku ziemi podlaskiej,
co następnym razem, sam Lang nie wie kiedy znowu w Białymstoku Tour zawita?
Reklamy pionowe z balonami powietrzem w górę uniesiono -
przez wiaterek z lekka powiewając upiększają miasto i prostą finiszową.
Och, gdybyś była, zobaczyłabyś, szkoda, że nie ma Ciebie żono,
a tak tylko pozostanie Tobie moja nuta wierszowa.
Ludzie, którzy z pobliskich domów przyszli, mówią:
"Jest ucieczka czterech kolarzy, a wśród nich, Polak Matysiak!"
Wiadomość wzdłuż barierek ku finiszu poszła w eter!...
A tutaj ni stąd, ni zowąd nad kibiców głowami,
każdy kto nie głuchy usłyszeć mógł hałaśliwy warkot helikoptera!
Ludzie patrząc w niebo, mówią słowami:
"Zaraz kolarze się pojawią, jeśli są już techniczne wozy!"
Już tyle hałasu! Ludzkiego szmeru!...
Nadjeżdża motocykl pilot z tabliczką: "1",
po tym w kilkadziesiąt sekund mkną czterech kolarzy -
wśród nich Polak ambitny w trykocie biało-czerwonym,
którego widownia od razu kojarzy.
Każdy kto żyw i przybyły białostoczanin spontanicznie bije brawo...
A co jeszcze się wydarzy?
Za tymi czterema śmiało zuchami wozy techniczne mkną;
wioząc koła, rowery i inne od kolarstwa wojaży.
Ludzie z ciekawości ślinę przełykają...
A tutaj, jak "szwunk"* pędzą zwartą grupą kolarze!
Całą szeroką ławą, jak jezdnia jest ku temu wyznaczona.
Szum opon kolarskich po asfalcie, podmuch pędu powietrza
uderzającego o barierki aż do załopotania reklam!...
Oj! Coś pięknego, niebywałego, ludzie biją brawo!...
Barwny kolorowy peleton obok nas mknie, bo kolarze jadą dalej śmiało.
Runda druga, czas umyka; jeden, drugi, trzeci, czwarty kolarz
tak szybko koło nas przemyka, że z oczu szybko znika!
A tutaj nawet z minuty nie przeminęło i zanim z oczu
wymazałem ucieczkę, już widać cały peleton rozpędzony,
jak huragan rozburzonej atmosfery;
błyszczą się w blasku słońca kolarskie rowery,
nawet na foto czas nie zatrzyma nimi ugodzony.
Pędzą ku nam, jak "Żubry Podlasia",
aż sam Marszałek Piłsudski pomnikiem na to patrzał.
Och! Jaką dzisiaj mamy uroczystość na czasie,
że Białystok nie tylko w rozwoju ma trafny strzał,
lecz i "Promotion" nasze Podlasie!
W tym czasie, sam nie wiem, gdzie mam oczy wodzić w lewo, w prawo?
Tak jakby miał rozum wystraszony.
A tutaj ludzie kolarzom coraz większe biją brawo!...
A że na inwalidzkim wózku przyszło mi się życie spędzić,
i po szyję mam ochronne barierki, więc opieram się brodą
na nie i głową wodzę w lewo, prawo, bowiem czasu zatrzymać nie mogę.
A tutaj kolarzy nikt nie zatrzyma, pędzą jak sto pięćdziesiąt
rozpędzonych koni i nic im na przeszkodzie, nic ich nie ima.
Tylko mój wzrok ich połyka, lecz czas ich goni za ucieczką
i do mety, czas im umyka, a i nic na przeszkodzie, nic ich nie ima.
Zachwyt, sam nie wie, co ma zrobić, gdy wyścigu już zostało tak mało?
Jeszcze raz koło nas tylko przemkną - finiszując już aż do mety!
Skoro tak się ma wydarzyć i tak się już nie długo stanie!
Zatem trzeba głowę na barierkach ułożyć wygodnie, mięśnie naprężyć,
wzrok wyostrzyć, nie oglądać się na podlaskie Panie,
choć muszę przyznać, że są urodziwe, jak pierwiastki łanie.
A wsłuchiwać się w transmisyjny helikopter, który gdy już
jak się pojawi, to kolarze za chwilę nadjadą!
A czas tylko wspomnienie po nich zostawi.
Już warkoczący nad głowami nadlatuje helikopter!
Ludzie wzdłuż barierek krzyczą: "Samochody już są! Jadą!"
Porządkowi kierują na pas boczny.
Czas się skurczył, oczy sekundy liczą...
Pilotażowy motocykl koło nas przemija,
ludzie na barierki już się kładą...
A przed nami Piłsudskiego zza łagodnego łuku
finiszują na całej prostej kolarze peletonu!
Choć asfaltem, szum pędzących rowerów, jak po bruku,
w kolorowych barwach grup łopocących trykotów koszulek, nie ze stylonu.
Rozpędzony finisz, jak fala uderzeniowa w podmuchu,
mknie peleton całą zwartą grupą!
Podmuch powietrza bije po barierkach i reklamach,
aż szumi w uszach, jest to niczym z atrakcji do tego,
jakby obok przemknął kolorowy tajfun w ogłuszałość słupią.
Kolarz jeden za drugim, jak szaleńczą szybkością pędzą,
rozprowadzają swój swojego do finiszu, aby wygrać etap.
A tam dalej, jak rozprowadził kto kogo i na mecie kto podniósł dłonie?
Już nie mogłem zobaczyć, gdy się znajduję 200 metrów przed metą.
Gdyby nie mogłem finisz na mecie zobaczyć,
to też raczyć jestem skrót pod wierszem zaznaczyć:
http://www.youtube.com/watch?v=QSapZfsgeDk

  Objaśnienie: szwunk* - szum pędzącej grupy kolarzy.



    NAD  ZALEWEM  VIII


Kaczki w bezruchu na wodzie,
Jakby spały w tym czasie.
Między dwie olchy ku osłodzie
Srebrem pobłyskują komary w słonecznej masie.


Nim do smutku ja żem doszedł,
Podniósłszy wzrok ku topielom wodnym
I żem zanim za tęsknotą zgredł,
Obaczyłem żółtozłote* młode kaczki oku godnym.


I w tym czasie tak żem rozweselił,
Aż wtem w oddechu żem odmłodniał.
Chwilą nad akwenem z życiem się podzielił,
Gdyż z każdą chwilą coraz życia więcej poniał*.


Cisza zewsząd uchu przyjazna,
Oczom słońce w wodzie się gotuje.
Dola życia, która jest pokaźna -
To co trzeba w wierszu zanotuję:


Kiedy słońce pod wodą wygasło,
Po tym kaczki żywioł swój podniosły.
Życie, które w jednej chwili prasło,
Przez to dzisiaj podnosi swój głos doniosły...

  Objaśnienie: żółtozłote* - w blasku słońca, a w cieniu siwoszare.
  poniał - zrozumiał.

106 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-02 17:54:51)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
     *     *     *

W życiu najważniejsze jest żyć uczciwie i z honorem - tak,
że kiedy przyjdzie się zejść z tego świata,
znajomi mogli powiedzieć: "On był dobrym człowiekiem."



     WYBÓR  NAŁOGU


Poeta zazwyczaj alkohol pije,
[ powiedzmy, prawdziwy poeta ]
I po tym w obłędzie żyje!?
[ Dopóty, dopóki wytrzeźwieje. ]
 
Jakie to szczęście mnie dotyka,
Że moja gęba alkoholu nie tyka.
Podwójnie pijanym być nie chcę,
Wystarczy, że natchniony być chcę.
A gdyby natchnienie pomieszałoby się z alkoholem -
Mógłbym już dzisiaj być nie poetą,
A tylko człowieka molem.


   
  TAK  BYM  CHCIAŁ


Być okutym nie sławą,
A cichym cieniem bez teatru,
Za śpiew wierszowy,
Który lgnął z ust,
Jak jaskółki ławą
Na niebie do naszego
wspólnego wierszowego teatru.



   I  TAK  ŹLE,  I  TAK  NIEDOBRZE


"Co prawda wstyd żebrać o miłość,
Ale bez miłości honor nie boli, a serce."



  BARWNY  POETA


Poeta, to kalectwo,
Poeta, to cierpienie.
Poeta to jak ptak w skrzydłach zraniony,
Który fruwać już przestał.
Jak serce kłująco - bolące,
Jak dusza roztargniona,
Która nie chwilami,
A stale kona.



     WIECZOREM


Zanim mnie sny zmorzą,
To z pierwszą zorzą -
Gwiazdy na niebie policzę,
Lecz czy odgadnę swoje obliczę?
Żebym ja 100., 1000., 10000., wierszy zaznaczył,
To i tak nie odgadnę ile mi zostało?
Choćby było dużo, to i tak za mało.



W  STRONĘ  POZYTYWU


Nie błądzi moje życie,
Jak w koło światła ćma.
I choć nie jestem w młodzieńczym wykwicie,
A radość z życia się ma.


Oczy spojrzą na połowicę -
Wzrok się utopi w darze Boskim...
Rozpromienione jedno i drugie Jej lico
Jest mojemu sercu przyjacielem bliskim.


Czegóż więcej można chcieć od życia,
Kiedy ma się to, co jest ulotne.
Czas, który przemija nie do ukrycia,
A i tak ma się dwukrotnie.



    PRAWO  AUTORA


Wiersza się nie zmienia, tylko;
Albo go się nie lubi,
Albo się nie czyta,
Lecz wiersza się nie zmienia.



           PO  DESZCZU


Mgiełki wodne unoszą się nad akwenem -
Będąc tak piękne i ulotne, jak tchnienie.
A do tego pomostem idą panny, jak Edenem -
Niosąc na sobie wszystko, co jest wspomnienie...



            POEZYJNIE


Nogi od kopalnianej trwogi w niemocy,
A nade wszystko próbuję nimi chodzić: ...



    POD  TĄ  JARZĘBINĄ


Pod tą jarzębiną
Nie zatrzymam się na czasu odrobinę,
A pobędę tutaj całą godzinę -
I dłużej... I częściej...
Oto przybyłem tutaj wiedziony natchnieniem,
Żyjąc nie jutrem, a wspomnieniem.
Poeta woli wspomnienia, iż umierają jedne,
A przychodzą drugie...
Natomiast jutro jest żadne
I gorsze, skoro nie znane.


     *     *     *

Nie da się godzić wody z ogniem,
bo jedno zginie.


     *     *     *

"Posągi kruszeją,
malowidła bledną".

A słowo staje się niezmienne.



     W  TYM  CZASIE


Ciemne chmury napędzane wiatrem panują na niebie,
Nad głową krążą jaskółki...
Człowiek stale w życiowej potrzebie
I żyć coraz trudniej.
Ach, jak dobrze, że ma się żonę
Na co dzień do życiowej spółki.

  Basi



     PŁYNĄ  OBŁOKI


Wiatr kołysze młodą jarzębiną -
I w tym czasie zawiewa po mnie.
Po tym rześko się stało z odrobiną,
Kiedy znowu wraca do mnie.


Na niebie obłoki są tak piękne,
Jak jadalna dzieciom wata.
Płyną obłoki..., duszą ślinę łaknę,
Mając siebie za poetą lub za wariata?


Płyną obłoki - zmieniając kształty w coraz to inne,
Tylko niebo jest niezmienne
I na nim słońce dzienne,
Które jak już wybuchło, świecić winne.


Płyną obłoki i zachodzą na siebie,
Pod nimi dzień wydobrzał.
Jaskółki są ciągle na niebie -
Tną loty, jak masa z nieba, strzał...


Płyną obłoki, skoro wiatr je pędzi,
A oczy moje skromne -
Widzą w nich kształty białych łabędzi,
Jak ruchome cienie - ciągle w drodze bezdomne...


     *     *     *

Czy dobro, czy zło -
rodzi się w jednym sercu,
tylko nie naraz w tym samym czasie.


     *     *     *

Poeta tym się różni od aktora, że aktor udaje w tym co robi,
a w przeciwieństwie poeta do aktora jest prawdziwym w tym co robi.   



   MIMO  TO  WARTO  PRÓBOWAĆ


Jeśli nie podobasz się kobiecie,
to możesz jakie chcesz recytować jej wiersze,
a i tak Ją nie wzruszysz!?
No chyba, że lubi wiersze!?



  WEDŁUG  MIETKA


Nienawiść dzieli ludzi,
Poezja ŁĄCZY...

107 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-28 20:06:23)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


    P R Z E B U D Z E N I E
       [ powrót ]


Mijały dni i noce,
Pory roków i lat.
Natchnione nabrzmiewały tęsknoty moce,
Aż się wysypało wierszy grad.


A w nich: c i e r p i e n i e, Miłość i Przyroda -
Po prostu życie, które człowieka spotyka.
Lecz to nie jest wygoda,
A prawda, która umyka!


I zanim zgaśnie,
Niechaj słowami wierszy gra,
Skoro Dar BOŻY na to przyszedł właśnie -
I do dziś nieustannie trwa...


Daje nie gasić ducha w sobie,
Tak jak nie gaśnie w moim narodzie.
Choć żyć jest c i ę ż k o w dzisiejszej dobie,
To i tak jakżeż nie być wierszowym żyjąc w moim Grodzie.


Jest taka wola,
Skoro wiatr sosnami gra...
Jest natchnienie, gdy wierszowa dola -
I nuta poezji, która przez duszę szła...


Po deszczu na niebie tęcza,
Na ziemi puszcza, grobla i wodny akwen.
Z hyrdy zwątpienia dzisiaj wyręcza
Cudowny czas na jawie, jak spełniony sen.


Jest taka wola,
Skoro w porażce życiowej
Nie mogę ujrzeć podlaskich rzek zakola,
To je ujmuję w tęsknocie owej -


I gnam siebie przed siebie
Do tych łąk mleczowych,
Do miejsc w krzakach olszynowych.
Matulo życiem strudzona i do Ciebie.


Gnam siebie do tych pól złocistych -
Goniąc cienie i fale zbożowe.
I wiatr aż tam, gdzie zatrzymają ściany sosnowe,
Tam odpocznę ja z przyczyn oczywistych.

  Pisałem w sierpniu 2009 roku.

 

        U  LESI
      [etnicznie ]


Słonaczko świecić nad chwajnoi,
Wieciar kałysza halinami...
Kuste pazarastali alszynoi
I tolko ja pad jarzambinami.


Usiudy pusto i hłucho,
Szto tolko u lesi szumiać kuste...
Nikaho, szto można czuć na wucho.
A moża szto skażuć pradamnoju chwaste?

W przetłumaczeniu:


      W  LESIE


Słońce świeci nad lasem,
Wiatr kołysze gałęziami...
Krzaki pozarastały olszyną
I tylko ja pod jarzębiną.


Wszędzie pusto i głucho,
A tylko co w lesie szumią drzewa...
Nikogo nie ma, co można byłoby usłyszeć.
A może coś przede mną powiedzą krzaki?


     *     *     *

Z natchnieniem, to jak z nastrojem -
raz się go ma, raz nie.


     *     *     *

Być poetą, to być niepoprawnym -
tak jak serce i natchnienie dyktuje.
A nie z wyrachowaniem być coraz dokładniejszym,
co nie oznacza, że się jest lepszym.


     *     *     *

"Poeta nie ma hobby,
poeta ma wizje".
Tylko sztuka czyli poezja,
malarstwo i rzeźba może uczynić
nieprzemijanie życia i śmierci.
Aha, jeszcze i muzyka.


     *     *     *

Nie sztuka być podłamanym po pechu,
sztuką podnieść głowę do góry po podłamaniu.


     *     *     *

Co mi rozum podpowiada, a co serce?
Co innego mi rozum podpowiada, a co innego serce.



  Ż Y C I O R Y S  POETY


Ż y c i e  ciężkie, jak ołów,
Twarde, jak stal,
Przykre, jak żal
I prawdziwe, jak rozum matołów.



W  ŻYCIU,  JAK  Z  HUMOREM


A jako, że mi ciężko,
To wszelako na duszy:
- Raz serce się ze smuci,
Raz się wzruszy,
Skoro raz gorzko,
Innym razem słodko...



ODPOWIEDŹ  JEST  W  KAŻDEJ / KAŻDYM  Z  NAS


Czy tylko Ta / ten potrafi tak kochać,
Jak pisze, a tym bardziej, jak mówi?
Czy i Ta / ten, co nic nie mówi,
A tęskni i miłuje bez mówienia i okazywania?




     *     *     *

Mój dom w którym nie tańczy "Rom",
A tańczą wspomnienia.
I tańczą  c i e r p i e n i a...
Ale jest uśmiech...



     BASI


Jesteś koło mnie...
Ja koło Ciebie...
Ty mówisz do mnie..
Ja do Ciebie...



  POSZUKIWACZE  SKARBU


Jedni szukają narzeczonej,
Drudzy szukają żony,
Inni jeszcze chwili uroczej,
Jeszcze inni chcą na głowie korony.


A ja człowiek przez los pokrzywdzony i ubogi,
Skoro w  k a l e c t w i e  utopiony,
Nic nie szukam na czas ten życia srogi
Z losu potraciwszy piony,
Dziś tylko do wierszy pukam: ...


Nie grzeszę, choć BOGIEM się podpieram,
Nie grzeszę, choć wyniosłość na sobie wywieram,   
Nie grzeszę, choć mną szarpią roztargnienia,
Nie grzeszę, kiedy mną grają uniesienia,
Tym bardziej wspomnienia
I tym bardziej jutro o którym nie myślę.



      ZGRYZOTY


O! wszakże ciężko mi było.
O, jakżeż wszystkiego mi się na śniło,
A nie miałem na jawie,
Prócz Ciebie i synów.


O! jakże, ileż trzeba wyczynów,
Żeby sprostać  c i e r p i e n i u
I zachować życia cnotę,
Tym bardziej, kiedy ma się ochotę
Żyć nie w duchowym uniesieniu,
A na łożu pociech i rozpust -
Nie raz, nie dwa, a tysiące razy.
O! jakże było to ciężkie
Dać sobie spokój na upust
Tyle razy, ile ochota zamarzy.
O! jakże było to ciężkie,
Ten tylko się dowie, komu się zdarzy.



O  TAK,  TAK  MI  BRAK


O tak, tak mi brak
Swobody i wolności tam,
Gdzie nie chodzi człowiek,
A przebywa ptak.


Tam jest tyle różności,
A nie jak wśród ludzi -
Tylko jakości i jakości żądając.


Tam nie ma złości
I nikt nikomu nie przeszkadza.
Tam wszystko ze sobą się zgadza,
Bo tam wszystko żyje bez przytomności,
A jednak nic nikomu nie zawadza.



   Z  ŻYCIA  WCZORAJ


Smutek, żal, a wręcz strach.
Ach czemuż tak jest,
Że jeden ma wszystko i gest,
A drugi nic i życia krach?

108 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-02 17:56:12)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


  NA  MOIM  PODLASIU


WIOSNĄ:
Na moim Podlasiu, widzę;
Łąki w mleczowym kwiecie.

LATEM:
Na moim Podlasiu, widzę;
Łan zboża w lecie.

JESIENIĄ:
Na moim Podlasiu, widzę;
Babie lato w blasku słońca.

ZIMĄ:
Na moim Podlasiu, widzę;
Śniegi nawiewające bez końca...



  A  JA  JUŻ  CZUJĘ  JESIEŃ


Nie wiem, jak Wy: na Podhalu - w Tatrach,
W Bieszczadach - Karpatach,
W Karkonoszach - Sudetach,
Na Pomorzu i nad morzem?

Ja na Podlasiu od tygodnia już czuję jesień!

Wiatry dują w porywach -
Targając drzewami, jak niepokoje sercem.
Drzewa już się formują w barwach,
Stojąc u progu jesieni - wskazując palcem:


Podziwiaj, mały Mietku, mnie jesień,
Choć masz jeszcze sierpień,
A już się maluję we wrzesień -
Przemieniam się w starość bez cierpień.


Tobie w kościach strzyknie,
A mnie liść spadnie.
Ciebie kulszowa rwa nie uniknie,
Mnie z dnia na dzień coraz ładniej.


Tobie zwyrodnienie i reumatyzm kręci,
A mnie z dnia na dzień coraz mniej boli.
Ciebie każdy z życia problem nęci,
Ja mam już życia do woli. -
[ bo żółknę, czerwienieję i brązowieję... ]


Tylko z tym, że jako wiosna do życia znowu powrócę.
Ty jeśli pogubisz sens życia, jak ja liście -
Wtedy powiesz: - W proch się obrócę
I tylko szelestny stanę się w wierszach złociście.

  18.VIII.2009 rok.



POEZJA  STAJE  SIĘ  WYCISZENIEM  DUSZY


Znalazłem dla duszy wyciszenie w poezji -
Mam w sercu pocieszenie...
Dzisiaj jestem w miejscu urodzenia -
Tutaj na wzgórzu, gdzie obok stał młyn;
Sokolim bystrym okiem spozieram przed siebie
I cofam czas z przed melioracji;
A widzę tylko hulający wiatr
I co krajobraz, i życie zmieniło za ten czas!?


Rozszumiały się wierzby płaczące,
Koń kopytami smali na łące,
Miedzą idą do rzeki brzdące,
Po krzakach z ziemi wyrasta mgła kotłująca!...


Rozradowało się moje serc -
Do boju "cowboyu" -
Wyszedłeś z tego znoju
Hyrd i zmor niepokoju
Topiąc wszelkie lęki, smutki i żale,
Mając na co dzień swoje wierszowe bale...


A kiedy byłem na Śląsku -
Mówiłem do siebie: dokąd nie pójdziesz,
Wszędzie głuchy i obcy świat.


Tylko na Podlasiu ziemi rodzimej
Czuję się swojsko, bo ona jest mi jak brat.
Tutaj jestem wyciszonym, spokojnym i cichym -
Mówiąc sobie w myślach:
Lepiej mądrze stać, niż głupio biec!


Wiatr jest cichy, choć hula,
A nawet, choć świszcze po uszach.
Nawet ta obok mnie, znajomego matula,
Nie z ciężarem, a z lekkością wspomina miniony czas...


Jakaż to dzisiaj lekcja życia mnie spotyka,
Że nie zawsze trzeba bić się w pierś
Po swoich życiowo tragicznych w konsekwencjach bólach.


Dobrze, że zamiast nóg ma się brykę
I na wzgórzu można stanąć, jak przeszłości pomnik
Z krajobrazu wyciągnąć, jak wodny ratownik
Nie ludzi, bo ich tutaj nie ma,
A z dzieciństwa piękno,
Czego i dzisiaj tutaj nie brak,
Tylko trochę dziczej,
Ale to już o dziwo cywilizacji znak.



     BOCIANIE  ODLOTY


Nad moim miasteczkiem pogodnie tak,
Aż się skrzy od słońca,
Tym niemniej na niebie nie wskazuje
żaden bocianów znak,
Że formować się do odlotów
nadeszła chwila paląca.


Nad puszczą także jerzyki nie krążą,
Bez skupionej formacji zniknęły bez widowiska.
Tylko leśne ptaki te, które nigdzie nie dążą,
Nie tworzą nigdzie żadnego skupiska.


Jedynie, gdzieś tam między drzewa
W pojedynkę czasami pokrzyczy, aniżeli pośpiewa.
Smutne i ciche są już nawet i krzewy,
Kiedy jesień przychodzi, a lato dośpiewa.


Jedynie motyle, jakby niczego nie dostrzegały,
Skoro im zawsze coś kwitnie...
Nigdzie nie dążąc, stale by tylko siadały
na ogrodowe mimozy, będąc pijanymi wybitnie.


Ale ciągle w lesie, nawet i wilk nie przeżyje,
A co dopiero  k a l e k i  człowiek.
Więc "rumaka", który wiernie mi służy, użyję -
Pojadę tam, gdzie łzę można puścić z powiek.


Tym bardziej, kiedy brat mi umiera -
I za nim wszędzie śmierć chodzi!
Żyć mu szans zmalało do zera,
Skoro na oczach życie z niego uchodzi!


A po polach ściernisko błyszczy się złociście,   
Gdyby tak mogło choć w części życie odmienić,
jak samo wygląda.
Lecz życie umierającego człowieka,
to nie na drzewach liście,
Które wiosną powrócą w zieleni, lecz człowieka
wybiła już ostateczna sądna godzina!


Skoro tak, smutno i przykro mi, Boże,
Ale co człowiek może, gdy przychodzi amen!
Siebie na to miejsce nie położę,
Kiedy zwycięża śmierć nad człowiekiem, jak omen!


A na niebie tymczasem
Bociany swój lot wzbiły
I krążą nad łąką, polem i lasem
W ten dzień dla nas tak nie miły.


One na wiosnę powrócą,
Jeśli nie do tych miejsc
To do innych i mnie od smucą.
Jeżeli brata zabraknie?
I tam, gdzie nie mogę zajść nie od smucą,
A wniosą ból do duszy na cały czas.

 


     BÓG  JEST  POLAKIEM


Jeszcze nie zakończyliśmy opłakiwać
Twego odejścia od nas,
Tym bardziej nie zapomnieliśmy Ciebie,
A już Bóg zesłał nam Twoją następczynię -
Godną Ciebie, złota i rekordu!
A tą kulomiotką jest sportsmenka Anita Włodarczyk,   
Która na 12 M Ś L A  w Berlinie 2009,
Oto z młotem wstępuje w koło -
Wykonuje obroty i rzuca nim,
Który pofrunął po złoto, po rekord!
Zapisując się w historii sportu złotymi zgłoskami!
Widowisko nie z tej ziemi, na tej Ziemi,
Dla Anity, dla nas, dla świata, dla Ciebie.
A po tym Anitę poniosła radość i euforia
Ku trybunie, gdzie są Polacy
Z taką furią szczęścia i uradowania,
Że można było zapomnieć o wszystkim,
Wzbudzając podziw i szacunek.
A ja to dla Ciebie pragnę przekazać.

  Ś. P. Kamili Skolimowskiej 

  Mietko



BĄDŹ  MI,  KIEDY


Bądź mi cieniem,
Kiedy słońce świeci.

Bądź mi słońcem,
Kiedy dzień w cień się złoży.

Bądź mi ciepłem,
Kiedy zimno mi będzie.

Bądź mi zimnem,
Kiedy za gorąco się stanie.

Bądź mi pogodą,
Kiedy pogody nie będzie.

Bądź mi niepogodą,
Kiedy za pogodnie będzie.

Bądź mi zdrowiem,
Kiedy potrzebować zdrowia będę.

Bądź mi lekarzem,
Kiedy chory będę.

Bądź mi przyjacielem,
Kiedy Ty nim prawdziwie jesteś.

Bądź mi dzisiaj,
Kiedy i jutro będziesz.

Bądź mi życiem,
Kiedy niebem jesteś.

  Żonie Barbarze

 

  POPOŁUDNIOWĄ  PORĄ


Kiedy jestem na "tronie",
Jak gołębiarz kręcę głową -
Wzrokiem mierzę puszczę, aż ku jej koronie
I w cichym szepcie mówię:
dzisiaj są wiersze moją mową...:


Patrzę na błękitno puste niebo i widzę,
Jak samotnie krąży jaskółka.
Aż żyw się zapytać jej, w czym nie wybrzydzę:
Gdzie jest twoich braci i sióstr spółka.


Na niebie krążysz samotnie
Jak, co zagubiona w zeszłym roku.
Na pewno już niebu żaliłaś się stokrotnie,
Że wespół pobratańcom nie dotrzymałaś kroku.


Tymczasem druga spotkana mojemu oku,
Jak opętana z nieba zniżyła się w locie
I w budynku szparkę wbiła siebie,
jak piorun z pierzastego obłoku,
Czego jeszcze nie spotkałem w istocie.


Tymczasem samolot smugą przeszywa niebo -
Po czym jedno i drugie dla oka rozmywa.
A ty ciągle samotnie krążysz z potrzebą
I teraz ciebie dla mego wzroku nie ubywa.


Szkoda, że nie uczepisz się obłoku,
Który mógłby ciebie zanieść tam, gdzie potrzeba.
Zdawałoby się - i tak jest, że na niebie nie ma tłoku,
A ciągle błądzisz, jakby kierunki ścieżek
i dróg ci wskazywała ziemska gleba.


Za budynkiem słońce oświeca obłoki
I promienie złociste ściele na grzbiet puszczy.
Ach, gdybym się wdrapał na dach,
zobaczyłbym od koron las szeroki,
A tak tylko z żalu niech smutek oczy mi zapluszczy*.


Tymczasem wiaterek z lekka powiewa
I osinowymi liśćmi szeleści.
Choć w cieniu, wiersz mnie rozgrzewa,
Kładąc na papier z życia różne boleści: ...

  Objaśnienie: zapluszczy* - w języku etnicznym autora zamknie.



TYTUŁ  WIERSZA  W  TREŚCI


Nie stąpają moje nogi
Po tej pięknej Podlaskiej Ziemi,
Nie przestąpię domów progi,
A tylko usta szepcą słowa nieme...



WYZNANIA  STRESZCZAJĄCE  POETY


Wiedzie mnie ów do wierszy natchnienie
i nie trzeba być intelektualistą, żeby pisać wiersze.
Choć z pewnością im jest łatwiej,
ale czy mają więcej ode mnie wzruszeń,
podniety poetyckiej, natchnienia i chęci?
Z pewnością nie.


Intelektualiści są mózgiem wiedzy -
i to jest przyszłością narodu.
Ale kiedy za to bierze się chłoporobotnik,
to nie jest klęską w poezji, a rozkwitem.



  CECHY  PRAWDZIWEGO  POETY


Prawdziwy poeta powinien pisać o przemijaniu,
narodzinach, śmierci, życiu,
o pięknie, nie o brzydocie -
powinien ją upiększać tak,
żeby stała się pięknem.
Powinien upiększać przyrodę bardziej,
niż widzi ją piękną.
Powinien odchodzić od natchnienia
i do niego wracać.
Powinien kochać to co robi bezinteresownie,
powinien kochać życie, świat - ziemię
i to wszystko co go otacza.


A nade wszystko powinien kochać swoją niewiastę,
gdyż poeta bez kobiety jest obdartym próżniakiem,
chociaż płodzi wiersze.
A przede wszystkim ten poeta,
który jest ruchowo  k a l e k ą -
wtedy mu rodzina, tym bardziej żona
jest ostoją, dzięki której można istnieć
i w pełni funkcjonować - może nie literacko,
bo do tego potrzeba wykształcenia,
ale duchowo być wzbogaconym o wiersze.

109 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-02 17:58:40)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


     WIERSZE  Z  WRZEŚNIA  2009  ROKU



            OBY  NIGDY  TAK  JUŻ 
             SIĘ  NIE  ZDARZYŁO


        Zagrzmiały syreny!
        Odwieczny wróg - sąsiad z Zachodu
        Połakomił się na polskie tereny.
        Na miły Bóg, atakuje Ojczyznę   
        z całego mu dostępnego obwodu!


        Nad ranem - prawie o świcie
        "Stukasy" szybują z nieba, -
        [ z Luftwaffe - "Legion Condor" ]
        I zrzucają bomby śmierci na Wieluń!...
        A więc wojna! - bomby świszczą, spadają -
        płonie polska gleba!...


        A ileż to w tym czasie dzieci matczynych utuleń,
        Że tyrana pięść, śmiertelny strach
        I w rezultacie śmierć dla polskich ludzi,
        Gdy płonie prawie każdy Wielunia dach!... 


        Dzień pod znakiem wojny -
        Wojna totalna na wyniszczenie - "gra szatana".
        A świat, choć tak hojny,
        Milczał, kiedy polscy ludzie 
        umierali dzisiaj z samego rana!


        Bolesna lekcja - nie do zapomnienia,
        Tyrana pierwsze bomby świszczące spadły na Wieluń!
        Po tym pancernik Schleswing-Holstein
        ostrzelał Wsterplatte dla polski upodlenia. 
        Następnie Łódź, Warszawa, Białystok, Grodno -
        i śmierć naraz wielu pokoleń!


        "Blitzkrieg" - błyskawiczna wojna, taka szła pięść tyrana,
        Nawet naszym sojusznikom oddech utkwił pod grdyką.
        A wolność, która od Piłsudskiego była podarowana,
        Od dzisiaj umiera, bo "Mein Kampf"
        szatanowi spełnia się pod żywą rubryką!

                                                       
        Do tego po 17-stu dniach wschodni sąsiad -
        Wbił nam nóż w plecy!
        Wtedy już nie było Polski! - dumy kwiat.


        Teraz trzeba w milczeniu złożyć hołd
        Tym, co przyszło im żyć 
        w tym nieludzkim czasie i umrzeć -
        Przez tyrana, który nazywa się:
        Hitler i Stalin - cywilizacji błąd,
        Czego świat nigdy już nie może ujrzeć!


        Jak miło i szczęśliwie dzisiaj
        było wstać w pokoju.
        70. lat temu tak nie było -
        Dwaj tyrani połknęli Polskę -   
        choć łatwo nie przełknęli po boju,
        Lecz Ci, którzy przeżyli w niewoli im się żyło! 


        Wtedy technika była pokłosiem wojny,
        I chore wyobraźnie tyrana
        na 1000 letnie istnienie rzeszy.


        Dzisiaj w pokoju tylko dlatego jest świat spokojny,
        Że nie ma tyranów, gdy nie ma zwycięzców.
        A tylko w samo południe syrena zawyje
        w hołdzie poległym i ich pamięci. 
        I oby nigdy świat już nie narodził ciemiężców.

        Tak nam dopomóż Bóg.
        Amen.

        Ku pamięci i przestrodze pisałem, dnia 01.09.2009 roku.
        W 70. Rocznicę Wybuchu II Wojny Światowej.



WYSOKIE  LOTY  BIAŁEGO  MOTYLA


Rzadko tak bywa,
Co by motyl wzbił swój lot
Nad koron lasu sosen.


Tylko nie wiem,
Czy go ta chwila ulżyła,
Czy tylko mnie zadziwiła.


Łuska skrzydłami czubków
Jednej, drugiej i dalszej sosny,
Lecz na żadną nie siada,


Tylko zygzakiem między niemi
Nieustannie lot swój faluje,
Chyba nie po to, że ja spojrzenie w nim znajduję?

 

   LUBIĘ  U  KOBIET


Lubię u kobiet,
Kiedy mają zapłakane oczy,
Jak ma Halina Frąckowiak.
Lubię u kobiet,
Kiedy mają zapłakany głos,
Jak u Ewy Szykulskiej.
Lubię u kobiet,
Kiedy mają jedno i drugie,
Jak właśnie Halina Frąckowiak
i Ewa Szykulska.


Wtedy czegoś jest mi żal,
Wtedy smutek mnie ogarnia,
Że życie, to nie bal,
A brudów pralnia.

[ Lecz dla przypomnienia, nic to nie ma wspólnego
   z tymi Paniami, to tak dla ścisłości, żeby my się rozumieli! ]
   


NIEPOPRAWNY  POETA


Płyną obłoki po niebie -
Podlaskim niebie,
I nigdy żaden taki sam.

A ja za nimi myślami gnam,
Że ja zawsze taki sam.

W tym czasie wiatr jest mi przyjacielem,
Ostatni jerzyk druhem,
Państwo żywicielem,
Żona zuchem,
Może i boskim trudzicielem,
Że przyszło Jej się znosić
Takiego, jak ja.

  Basi



     WIECZOREM  II


Wysypały się gwiazdy na niebie,
A ja jestem w ciągłej potrzebie -
Podziwiać je, ale nie obserwować,
Bo szukam między niemi
Ruchomego punktu, który będzie pulsować
Lub się przemieszczać światełkiem ku ziemi -
I takową postać zaobserwowałem!



     ODGADNIJ?


Są tak pięknie niewinne,
Czyste na duszy i prawdziwe.
Oni radują się życiem,
Nie bogactwem.



   WYPŁAKANE  OCZY


Kiedy tysiące razy łza
Z powiek po policzku stoczy -
Wtedy w życiu nie była gra,
Żalu nie mają ludzkie oczy.


Takich cierpień sporo razy widywałem -
Tam, gdzie "ognista"* władała ludzką duszą -
gdzie człowiek był "szałem",
A dusza oddawała się mu z szaleństwa animuszem.


Widzieć, a cierpieć,
To tak jak dzień z nocą,
Tak jak między głodnym, a najedzonym,
Że sen, to nie jawa oczom.

  Objaśnienie: "ognista"* - autor wiersza miał na myśli alkohol.



        NIEBO  I  CHŁOPIEC


Niebo nad miasteczkiem zapłakało deszczem,     
Bo to pod sobą ujrzało smutnego chłopca.
Szkoda, że ten chłopiec nie potrafi być wieszczem
I nie może rozweselić słońce, skoro wiedza jest mu obca.   
         

Więc powiada słońce: rozchmurz się chłopcze,
By niebo się wypogodzić mogło.
A chłopiec nadal nad sobą płacze,
Zatem niebo także w deszcz się zmogło.

I niczego nie ma końca.



  BYĆ  POETĄ,  BYĆ  POETĄ


Być poetą, być poetą -
Szemrzeć słowem na papierze;
Dźwięczeć piórem, jak monetą,
Ścigać myśli w dobrej wierze...


Być poetą, być poetą
To zadanie, które stoi przed nim.
Widzieć to, czego nie widzą inni
w czasie przednim,
A tym bardziej chwilą minioną.


Być poetą, być poetą
Dla kogo i czemu
Płakać nad sonetą
Sobie, czy Wielkiemu?



TUTAJ  NA  TEJ  PODLASKIEJ  ZIEMI

[ W 200. Rocznicę Urodzin naszego Wieszcza:
Juliusza Słowackiego, Juliuszowi Słowackiemu ]

Tutaj na tej Podlaskiej Ziemi,
Pod tymi promieniami słońca
Ludzie nie są do siebie niemi,
A mówią do sobie bez końca...


Las szumi sosnowym igliwiem,
Powietrze pachnie miękkim wiatrem.
Och! gdybyś tu był, co byłoby Tobie darem,
Ja to wiem, i Tobie powiem.


Te lasy bezkresne,
Te pola zielone i złote,
Te zimy przedwczesne,
I te wiosny ptasie -
idące ze śpiewem w ochotę.


Jesienie są ta piękne w kolory.
Życie jest jeszcze piękniejsze
I wszystko jest mniej pilniejsze.
A jakie panny są dorodne w każde pory.


Gdybyś dzisiaj żył, mój przyjacielu,
Nie musiałbyś płakać nad Ojczyzną.
Tylko szedłbyś wierszami do celu
I nie musiałbyś myśleć, żyjąc z obczyzną.

I nie musiałbyś pisać:

"Styrałem życie dla Ojczyzny",
Bo dzisiaj nie ma zaborców,
Nie trzeba wznosić za Wolność proporców!
Każdy może żyć dla swojej ojcowizny.


Polska - nasza Ojczyzna dzisiaj jest WOLNA,         
Nawet bardziej swobodna, niż piękna,
Skoro jest nawet każda cudowna droga polna,
I już niczego Ojczyźnie nie trzeba przyozdabiać z okna.

Zwłaszcza na Podlasiu.

  Pisałem dnia, 04.09.2009 roku.

110 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-03 08:46:08)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
GDYBY  NIE  PARAPLEGIKZM


Jesteś moją żoną
Na dobre i na złe.
Gdyby nie paraplegikzm,
Naszego szczęścia nie udźwignąłbym toną.

A tak tylko wiersz Tobie ślę...



ACH,  GDYBY  TAK  ZE  SNEM  SIĘ  STAŁO


Ach, gdyby tak się stało,
Że sen stałby się jawą,
Niczego nie byłoby za mało,
Bo korzystałbym ze wszystkiego pełną ławą:


W polu byłbym miękki wiatrem,
W powietrzu bystrym sokołem.
Żonie stałbym się nie ciężarem, a robotnym wołem
I nie byłbym przekleństwem losu, a miłosnym darem.


Kwiaty przy-niósłbym Jej, lilie,
Nawet rybę złowiłbym na wędkę.
Nie zdradziłbym póki żyję,
A po życiu nawet w Niebie tylko
z Nią umawiałbym się na randkę.


Chleb przy-nosiłbym prosto z piekarni - ciepły,
Rano budziłbym do następnego dnia - wyspaną,
Nie pozwoliłbym widzieć Ją zapłakaną,
I na inne byłbym erotycznie oślepłym.


Miłowałbym tak, jak Bóg głosi,
A nie tak, jak rzeczywistość przyzwala.
Szedłbym tam, gdzie sprawiedliwość nosi,
Lecz nie tam, gdzie ludzi pełna gala.


Ach, gdyby tak ze snu w jawę,
To czas musiałby się cofnąć.
Wtedy w tej tęsknocie nie potrzebowałbym zasnąć,
Skoro beztroskie życie płynęłoby w gorącą lawę...

  Basi



  PODLASIE  NA  CZASIE


"WROTA PODLASIA",
"WSCHODZĄCY BIAŁYSTOK",
"DUMA PODLASIA",
To nie Asia*.
Przyjedź na Podlasie,
Z kraju masz tylko krok,
Wejdziesz w Przyrody tok -
Pochodzisz po puszczańskim lesie,
Nazbierasz grzybów,
Zobaczysz żubra, łosia,
Biebrzę, Narew.
Tutaj nie ma górniczych szybów -
Natura żyje sama cywilizacji wbrew.
Wyleczysz duszę
I będziesz żył bez nerw.
Wrócisz do domu i powiesz:
Raz jeszcze muszę tam być,
Skoro tak jest tam,
Jak stworzył Pan Bóg,
A nie tutaj tak, jak stworzył człowiek.

Objaśnienie: Asia* - autor miał na myśli Azję.



     Z  "TRONU"  II


Na niebie obłoki rozmyły się,
Jak śnieg na wodzie,
Słońce dodaje blasku tej urodzie,
Lecz nie promienie, co na głowę przebiły się.


Tymczasem powiał wiaterek po górniczym grzbiecie,
Aż rześko na duszy się stało.
Ja z tych, co mi nigdy słońca za mało,
Więc tylko zrobić fotkę w tym nieba wykwicie.


Na niebie obłoki rozmyły się po cały horyzont,
Jak śnieg na jeziorze -
I płyną nad puszczańskim - borze,
Jak okiem sięgać stąd.


To dobrze, to nie błąd,
To raźniej na duszy;
Wyczulić natchnienie, wyczulić uszy -
Słuchać się w śpiew, ptaszek skąd.


Jak liście osiny drgają na wietrze,
Jak jesienna spada szyszka z sosny,
Co mówi puszczy powietrze
I jak będzie przyszłej wiosny?


Posłuchać, jak cykają świerszcze,
Popatrzyć, jak skaczą koniki polne.
Pomyśleć, co przyniesie wrzesień jeszcze,
Aby ułożyć wiersz w te chwile wolne.


     *     *     *

Wstając każdego dnia
jest lepszy od wczorajszego,
bo nieodgadniony co przyniesie?


     *     *     *

Co było wczoraj jest historią,
Co stanie się dzisiaj jest życiem.



    NAD  ZALEWEM  IX


Niebo pogodne - bezobłoczne,
Słońce upalnie grzeje. 
Pomostem idą panny wonne-urocze,
Ach, jak miło perfumerią wiaterek wieje.


Kaczki tam, gdzie ludzie,
Zapomniały o wrodzonej dzikości.
Łatwiej im dzisiaj czekać ludzkiej litości,
Niż żyć z dala w samodzielnym trudzie.


Za to człowiekowi milej oku
I ucieszniej na duszy,
Skoro akwenowi dodają uroku
Z ruchomo-kolorowych kaczych pieleszy.


Krajobraz wkoło raczy się mienić w złocie
I co listne od tego się nie uratuje.
Tylko ptak, który siada, odlatuje,
Nie zmienia się w istocie.


I ja, któremu los przystworzył
Co do człowieka nie przystoi.
Czas życiem jeszcze dołożył,
Lecz jeszcze dzisiaj o jutro się nie boi.



WIERSZOWA  LITANIA  ŻYCIA


Życie to nie jest daremny znój,
Tylko wedle dnia i nocy bój.
W życiu są chwile upadłe i wzniosłe,
Są chwile smutne, radosne...
Ty byłaś / byłeś tego przykładem,
Że jak ciężko żyć z bezwładem.


Mnie także to nieszczęście dotknęło -
Coś się straciło, coś przeminęło!
Byłem, jestem i czuję się czasami
Jak człowiek, który długimi latami -
Walczył o coś więcej, niż o życie,
Bo o tą wieczność - wierszowe przybycie.



NIE  MA  NIC  ZŁEGO, 
COBY  NA  DOBRE  NIE  WYSZŁO


Przez ironię losu,
Przez syndrom mego patosu -
Wierszem doszedłem do głosu;
Że nad sobą lepiej płakać słowem,
Niżeli łzami.



2009.09.09  O  GODZINIE: 09.09


Co zaczął rozum,
Niech skończy cel,
Skoro potop  c i e r p i e ń  zalał moją duszę!
Zbudowałem "Arkę Noego"* -
I płynę przez zburzoną otchłań
Do brzegu, gdzie jest uwolnienie.*
- [ koniec wiersza ]

  Pisałem w dniu tytułowym.

  Objaśnienie: "Arkę Noego"* - wiersze.



  NA  "TRONIE"  IV


Jestem i nie jestem,
Siedzę, bo nie idę!
Ja i nie ja zarazem.


Niebieskim spojrzeniem
Okryło niebo moją kruchość,
Lecz nie okazuje żalu nade mną.


Leśny klimat,
Polny urok,
Nie robi: "szach - mat".
I nie postawię krok,
Ani jeden, dzisiaj,
Ani za rok!



SPOJRZENIE  I  WYOBRAŹNIA 
     Z  "TRONU"


Pełne słońca niebo,
Czego ja nie lubię.
Pachniesz wrześniem glebo,
O! tego, to już nie zgubię,
Tym bardziej nie zatracę,
Skoro myślą do Natury wracam...:


Żyć bez Przyrody może ten,
Kto haruje od świtu do nocy.
Jemu po harówce w głowie tylko sen,
Lecz nie tym, którzy są nieubodzy.
Ubogim jest ten, kto ma wszystko,
Bogatym jest ten, kto nie ma nic oprócz natchnienia.



POD  OLSZYNĄ  NAD  ZALEWEM


Pod olszyną nad zalewem,
W cieniu głowę skryłem siwą,
[ Skoro słońca nie znoszę ]
A wodny akwen jest moim wylewem
Natchnionych myśli z tęsknotą żywą.


Dzisiaj pomost gości starców samych,
Którzy chcą zapomnieć jakie życie mieli,
A odczytać wśród topieli wodnych
Co im jeszcze życie zdzieli?


Nie ma panien wonnych,
Tylko wiatr wyrywa suche liście olchy.
Nie słychać koników polnych,
Tylko kot przechodzi lichy.


A przed chwilą było tak pięknie i cicho -
Jak łabędzi śpiew na wodzie.
Wiatry naszły ni stąd, ni zowąd, jak złe licho
I nic z niczym nie jest w zgodzie!


Akwen wodny dwa kwadranse temu
Spał bez ruchomo sobie,
W nim słońce. Dziecko pytało, czemu
Jest tak w bez ruchomej ozdobie?


Teraz ujrzeć to ponownie nie w sposób,
Kiedy wiatr potargał spokój!
Wszystko uszło - nie ma żadnych osób,
Skoro i uszedł stąd dzisiejszy piątkowy pokój.


Wiatr faluje wodą, kołysze kaczki,
Zrywa liście, kręci piaskiem
I zamiata kurzem, jak z nie tej beczki,
Coby miało dzisiaj być odetchnienia lekiem.


Żadna strata, żadnym kłopotem,
Skoro ja jak odmieniec ludzki
Lubię, kiedy duje po głowie wiatrem, a nie spływa potem
I w tym przy mnie jeszcze opiekunka moja ani z troski,
Ani z powołania, tylko z przeznaczenia.

111 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-08 17:39:58)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


    GDYBYM  MÓGŁ


Chciałbym, Tobie zasłonić deszcz,
A później odsłonić słońca.
Chciałbym, Tobie być, jak wieszcz -
Który ciągle pisze wiersze, bez końca...


Chciałbym, Tobie, iść gdzieś,
Tam gdzie, Ty by[ś]ć chciała,
Przez miasto, nawet wieś,
Abyś tylko z tego radość miała.


Chciałbym, Tobie śpiewać pieśń
Lub miłe słówka szeptać do ucha...
Chciałbym, Tobie wyrzucić wszystko,
co gnębiło nas, jak pleśń,
Będąc wyrośniętym na zucha.


Chciałbym, Tobie wszystko nieść,
Czego żadna inna jeszcze nie miała.
Chciałbym, Tobie przynieść dobrą wieść,
Która jeszcze dziennego światła nie ujrzała.


Chciałbym, Tobie być prostotą,
Jak ten polny kwiat, który mało wymaga,
By żyć, jak ja, aby być ludzką istotą,
Wystarczy żyć ze mną, Twoja odwaga.


Pragnę w wierszu umieścić Twoją cnotę,
Która stale ma niezłomne przyrzeczenie;
Że nie sztuka mieć ochotę
Opuścić w nieszczęściu miłego, jak złe wspomnienie.
Sztuką żyć z miłym w jego  k a l e c t w i e,
Czego nie mają inne w życiu rozpuście.
     
  Barbarze



          BRZOZA


Ja, człowiek chłoporobotniczego pokroju,
Imponuje się, jak brzoza na pół wyżółkła.
Tym bardziej, aż jedenaście roków
Wzrokiem maluję ją w dostoju
I wiem, która wiosenka jej puka.
Jesteś nie młoda, nie stara,
Ale przystojna, raz cicha,
Raz szumna, jak moja wiara,
Lecz nigdy nie licha,
Aby od szlachetnych szumów wiatrów,
Było tobie powiewnie na żółtozielonym grzbiecie.
Mnie na wieczne stulecie.



   DALEKO  OD  SZOSY


Tam, gdzie "diabeł mówi dobranoc",
Tam daleko jest od szosy.
Tam słońce kładzie się na noc,
[ Za łąki, pola i lasy ]
A o świcie, chłopi klepią kosy!...


Tymczasem echo biegnie po wiosce,
Gołębie zrywając do lotu.
Dym z komina wynurza się w trosce,
Poranek zdmuchnie płomyk z nocnego knotu*.


Chłopcom paść krowy los karze,
Mnie także to nie ominęło.
Czasami rodzice brali gaże,
Pasąc krowy cudze, aby coś do życia spłynęło.

  Objaśnienie: knotu, knot* - lampa naftowa.



     TO  JESIEŃ


Brązowieje bluszcz, żółkną brzozy,
Ptaki uszły do puszczy,
Dzień na noc się złożył -
Dzisiaj, jutro będzie tak samo
Lub jeszcze w sercu piękniej,
Kiedy ułożę wiersz, moja Damo,
Taki, że aż się tylko nie przelęknij:


Pośród pól i łąk
I pośród lasów
Rosłem jak mały bąk,
Za pierwszych sekretarzy czasów:
Najpierw widziałem pożar wsi,
Który utrwalił się do końca życia.
Następnie pilnowałem drobiu,
Później na miedzy użądlił mnie bąk,
A piekło jak żar,
Lecz umarł tylko jeden z nas obu.
Jeszcze trochę później
Poszliśmy w ogródek warzywny sąsiadki -
Goniła nas z motyką,
Ze strachu, skrywając usnąłem w owsie,
Kiedy mnie rodzice znaleźli -
Płakałem, jakobym przeżył trzęsienie ziemi,
Albo wojnę na własne oczy.
Po tym lunatykowałem!...


Jeszcze później "debil właściciel łąkowych porzeczek",
Bił mnie obuchem kosy!
Za to, że bez jego wiedzy weszliśmy
Na teren jego własności.
Następnie musiałem paść krowy,
Co gorsze, że w dodatku cudze,
Do tego raz ugryzł mnie pies!
O płakaniu nie było mowy
I o żalu, choćbym z bólu skisł.


Dalej...
A dalej, było to tak:
Że chłopak ze mnie był morowy,
Bo porządek kochałem mocno, jak
Syn Natury, w każdy dzień zdrowy -
Na pastwisku kijem ogradzałem gniazdko skowronka.
Ale w rzece napotkanej rybie nie przepuściłem,
Bo czasami w domu nie było co jeść.
Raz na kamienie spadłem z czeremchy -
Plecy miałem we krwi!
Do domu dopiero wróciłem,
Kiedy na plecach wyschła krew tak,
Że można było ją zdrapać.

[ niedokończony ]



      11  WRZEŚNIA



Duma demokracji i WOLNOŚCI upadła,
Jak domek z kart!

Szatan Osama bin Laden jest nieobliczalny
I nie zna ludzkiej godności!

A więc czy jesteśmy bez rad?
Nie! Tylko trzeba podzielić się bogactwem.

Ci, którzy przez wieki brali,
Niechaj teraz chociaż przez wiek dają,
Aby przyszłe pokolenia
Pozapominały o wyzysku.
Wtedy wraz z pokoleniami
W zapomnienie odejdzie szatan
I praktycznie przestanie istnieć.

  Pisałem, 11.09.2009 rok.



     JESTEM  DUMNY,  ŻE  JESTEM  POLAKIEM


To był mecz, ale nie piłki nożnej, a mecz piłki siatkowej.
Piłkarze piłki nożnej, bierzcie przykład z siatkarzy aa ich grę,
bo grali jak z nut. Jestem dumny, że jestem Polakiem, siatkarze
za Waszą grę. Graliście, jak pęd lokomotywy, jak Orły Polskie Castellani'ego
nie do zatrzymania od startu do mety z najwyższym sukcesem.
Złote chłopaki.


A Wy piłkarze piłki nożnej, jest mi za Was wstyd, że jestem Polakiem.
Bierzcie przykład z siatkarzy. Czapki z głów, bo każdy z siatkarzy, nie zuch,
a bohater na parkiecie brylował i królował. Była to piękna gra widowiskowa
nie do zatrzymania nawet dla "Zbornej"*, gdyby trafili na nas.
Gruszka piłkę ciął, jak chciał - Turcja zakwitła Gruszką, jak w 2003 roku
naszymi "Złotkami". Szczęśliwa i piękna Turcja. Siatkarze, złote siatkarze
przeszli jak burza aż do finału gromiąc Bułgarów w pół finale.

A Wy piłkarze piłki nożnej, gdzie Wy macie jaja? Tak jak siatkarze mają jaja!
Grali jak z nut i to nie był cud, a zespół - rozumiejący kolektyw z duchem walki
i z wiarą w to co grają...

Dziewczyny podwójne "Złotka", za dwa tygodnie stańcie się po raz trzeci "Złotkami",
A stać Was tak,  jak było stać chłopaków Castellani'ego.
Finał, to tylko był formalnością, [ jedynie w 3. secie siatkarze wyszli sobie na piwo
w tureckim Izmirze. ] Francja dwa razy na kolanach. Sukces wspaniały - Mistrzowie Europy.
Puchar wędruje z rąk do rąk... Na piersiach złote medale. A jeszcze cudowniej piękniejszy
jest Mazurek Dąbrowskiego. Fala emocji, wzruszeń, radości, usatysfakcjonowania,
że jest się Polakiem.

Siatkarze z tarczą, piłkarze na tarczy. Od siatkarzy trzeba zaszczepić waleczność
naszym piłkarzom, aby byli w przyszłości w raju, jak dzisiaj siatkarze.

Piłkarze idźcie tą drogą, którą idą siatkarze, a będziemy całym narodem w raju.

Dzisiaj liczba dnia: 7 zwycięstwo! Była świetna gra i radość do każdego polskiego domu szła...
Dobra passa. Bez wątpienia zwycięstwo smakuje, jak złoty medal do ugryzienia.
Ma się na ustach wymalowane - złote medale i radość w szale.

A piłkarze grali bez wiary, wigoru, jak "patałachy", tak jakby na to kładli lachy.

[ P. S. W razie ktoś z piłkarzy poczuje się urażony ,to powtarzam, że jak widziałem,
tak opisałem. ]
A reprymenda zazwyczaj przynosi obustronny skutek i często sukces,
więc wieszanie na kimś siekier jest czasami nawet konieczne,
wtedy znajdują się charaktery, wiara i duch do walki - i zaczną grać jak z nut,
Jak z podręcznika, a to będzie potrzebne w 2012 roku.

Kiedy dzisiaj turecki Izmir jest podbity przez Polaków, niech w 2012 roku
Polska się stanie Europą dla europejczyków, a Polscy piłkarze Mistrzami Europy,
jak dzisiaj siatkarze. Tak mi i nam dopomóż Bóg, skoro dzisiaj jest Bóg Polakiem.

  Objaśnienie: "Zbornej"* - drużyna Rosji.

  Pisałem, dnia 13-14.09.2009 rok.



  ODA  DO  ZWYCIĘSTWA


Na tym świecie ogromnym,
Pod tym niebem wielkim,
Jestem tylko człowiekiem skromnym
I  c i e r p i e n i e m  wszelkim!

Ale kiedy wrześniem wiaterek powiewa
I kiedy ptaki śpiewają wiosenne,
choć chwile jesienne,
Wtedy tak moją duszę rozgrzewa,
Że w niepamięć odchodzą myśli senne;

Że mi jeszcze nie czas umierać,
Kiedy dusza wierszami gra...
Tylko pijak może życiem poniewierać.
Mnie, który życie szanuje,
musi grać wierszową orgią...



   WYZNANIE  POETY


Z ludu ja poeta
I choć ze mnie może matoł,
I choć może niskiego formatu -
Prawdziwym ja, jak Mickiewicza sonet.
Jak Słowackiego  c i e r p i e n i e.
Jak skowronka uwięzienie.
Tak prawdziwy ja żem jest,
Jak honoru gest.


     *     *     *

Czas wypełniony to kobieta i wiersz,
to pełny nocy sen
i dobrze spożytkowany dzień.



     MÓJ  DOM  V


Mój dom,
Który wierszowy ma tom.

Mój dom,
W którym noc przemija w ciszy,
A w dzień spokój dusza słyszy.

Mój dom,
Który na zewnątrz puszczą jest okryty,
A do wewnątrz ptasich głosów wchodzą zachwyty...

Myśl rodzi się i umiera,
Kiedy sen wierszem się podpiera,
Aby żyć i istnieć;
Nie jak podrzutek losu i śmierci,
Lecz jak duma zranionego człowieka,
Który na zamknięte wieko nie czeka,
A "Pegaza" skrzydła sobie przystraja,
Nie unosząc się dumą, jak były "hrabia".
A po to, by żyć, skoro życie tylko raz dane,
Podnieść się do życia, co już zostało przegrane.
Wystarczy stać się poetą -
Dla siebie samego [ jeśli inni to odrzucą? ]
Z wierszową podnietą -
I grać na duszy uniesionym natchnieniem...
I umrzeć, gdy przyjdzie czas
Z wierszowym życia wspomnieniem.

112 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-01 21:01:34)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.   
                   NÓŻ  W  PLECY   
                    [ 17.IX.1939 ]


        Kiedy to już 16-cie dni z nieba, tak błękitnego, jak polskiego,
        Od nazistowskich bomb w rozbryzgach jest polska gleba.
        Tak i podobnie z lądu po uroczo-wrześniowym - obszaru wielkiego -
        Szedł hitlerowski wał przez naszą ukochaną ojczyznę
        Uzbrojony w stal śmiertelną po zęby -
        Demonstrując i okazując swoją siłę i tężyznę,
        Miażdżąc bez litości polskiego państwa nowe zręby,
        Co mogło dopiero się podnieść z zaboru
        I po wojnie bolszewickiej swój byt.
        A tutaj ni stąd, ni zowąd w dzień 17-ty - czerwonego koloru
        Od Wschodu zdradziecko wtargnął w nasze ziemie bolszewickiego swądu tryb!


        Szok żołnierzom polskim na ziemiach wschodnich ojczyzny:
        Boleść, smutek i rozżalone ciężkie westchnienie.
        Od Zachodu od nazisty krwawią polskie blizny,
        A tutaj w plecy wbija nóż bolszewickiej zarazy imię!
        Na Boga! - mówią zaszokowani żołnierze:
        "Nie ma już Polski - naszej ojczyzny!"
        Miażdżą naszą ziemię sowieckie czołgi,
        nie orzą naszych pługów lemiesze,
        Do której nie spadnie ziarno jesiennego zboża,
        a spłynie nasza krew każdego mężczyzny...


        Rubieże ziem wschodnich najmilszej II Rzeczypospolitej
        Padają ofiarą tyranii mściwej za "Cud nad Wisłą".
        I nie ma już Polski wolnej - całej zlitej,
        Kiedy dwaj tyrani rozpołowiczają Ją, jak swą!


        Płakania tak wiele, jak umierania,
        Wołania o pomstę do Boga jeszcze więcej,
        Skoro na Zachodzie Polska płonie - nazisty zadanie,
        A na Wschodzie wywózka na "Sibir"*, jak na zatracenie,
        to jeszcze bardziej staje się kraj w sytuacji palącej.                             
        Na Wschodzie - 30. minut czasu w przerażonej krzątaninie i w milczeniu!...
        Za co, te perfidne, podłe, bestialskie nieludzkie ukaranie?
        W czyim to prawie i w jakim szatana imieniu?
        Na Zachodzie spalić dom lub kula w łeb,
        Na Wschodzie zabrać dom i na Gułag!*
        Czemuż to dzisiaj tyranów stał się taki chleb,
        Że nawet jeden i drugi nie boi się Bożych uwag?!

  Objaśnienie: "Sibir"* z języka rosyjskiego na polski - Syberia -
  Wschodnia część ziem byłego ZSRR,
  a obecnie po przekształceniu państwa po "pierestrojce"* -
  przemiana polityczno-gospodarcza, należy do Rosji.
  Gułag* - miejsce w Rosji, gdzie zsyłano Polaków
  do robót niewolniczych na dalekim Wschodzie!
                                         
  Pisałem, dnia 17.IX.2009 roku.



  GROBOWA  CISZA


M i j a j ą  dni, miesiące i lata,
A w moim umyśle -
Na duszy i w sercu
Cisza grobowa gra...
Noce chadzają senną jawą,
Dniami grają wiersze...
Cisza krzyczy smętną lawą,
Że na dole śmierć jest pierwsza!



JESTEŚMY  WŚRÓD  WAS


Nie bójcie się nas,
Skoro jesteśmy wśród Was.
Dotykajcie nas,
A przekonacie się,
Że jesteśmy!
Że jesteśmy duszą i życiem!...
Że oddychamy
I że problemy takie same,
Ja Wy mamy,
A nawet jeszcze potrzebniejsze,
Bo z barierami!


     *     *     *

Pisanie wierszy zwłaszcza przez początkujących,
ale chcących pisać, ja bym nazwał tak:

Ci, którzy piszą wiersze, bo chcą pisać,
są jak Ci, którzy chcą mieć prawo jazdy.
Każdy ma różne umiejętności,
a chce zrobić - mieć prawo jazdy.
Podobnie jest i z tymi, którzy piszą wiersze...



   ZMORY  PRZESZŁOŚCI


Były sprzysięgły się przeciw mnie
Hyrdy zwątpienia - zmory przeszłości
I chciały zawładnąć moją duszą -
Zmory wokoło siały strach nasienia
I aż czułem, jak za gardło mnie duszą.
Tak było!...
Ale wziąłem do ręki pióro -
I z siebie wierszami je wypędziłem.
Teraz jestem uwolniony
Na całym froncie życia.
Tak jest.



PRZYRODA  I  NIEWIASTA


Żadnych obłoków na niebie,
Lecz siedzę w cieniu dla siebie.
A Tobie wiersz układam,
Sam ze sobą gadam:


Jak pożywny do życia
Po duszy wiaterek powiewa.
Nie mam nic do ukrycia,
A moja natchniona dusza,
Ciebie za przyjaciela miewa.


Tyś dla mnie, jak przyroda jesteś -
Jak jesień w kolorowych barwach.
Lecz Cię cenić trzeba więcej,
Nie odchodzisz, jak odchodzi przyroda barwna.


Brzoza na oczach pożółkła,
Słońce za chwilę zajdzie.
Jak dobrze, że nasza ślubna spółka
Zawsze w nas ciepło znajdzie.

Wszystko, co przede mną odchodzi lub znika;

Samolot niebo przetnie - i tylko smugę zostawi,
A i ona po czasie się rozmyje.
Pora roku, która z nami kolorami się bawi,
Z czasem kolory spadną i je śnieg przykryje.


Za to przy Tobie ciepła nie zabraknie,
Kiedy wyrozumiałością jest nasz dom okryty.
Nawet zima, która chłodu łaknie
Nie zmrozi nas, gdy nie przemijają nasze sobą zachwyty:


Ty mi podasz rękę,
Ja ją pocałuję.
Ty mi powiesz, że ze mną i na mękę,
A Ci za to powiem: - To szanuję!


Ty mi pościel dopilnujesz,
Ja sam sobie powiem: żyć jest warto.
Ty mi siebie nie żałujesz,
Ja Ci za to powiem:
- Choćby mnie do muru przyparto,


Nie ma we mnie na życie żalu,
Skoro Ty nie poszłaś do ludzi balu,
A znosisz ze mną naszą smutną dolę.
Więc ja jak przysiągłem przed ołtarzem,
Tak i do dzisiaj Ciebie wolę!


Wiersze Tobie będę pisał - o nas adekwatnie,
Całe życie póki słów mi nie zabraknie,
Tobie ten czas tylko jednej poświęcę -
Kiedy nic już mi nie trzeba więcej.

  Barbarze



    JESIENIĄ


Drzewa liście gubią,
Ptaki już się nie czubią,
A tylko wiatr dmie,
Jakby wisielca oznajmiał.
Panny złotowłose już nie niosą siebie w dumie,
Chociaż dzień jeszcze nie ściemniał.


Słońce jakoby przeziębione -
Zimne, jakoby lodem obłożone.
Brzozy tańczą z wiatrem -
Liśćmi zapłatą w tej zabawie.
Pociąg biegnie swoim torem -
Pośpieszając ku Warszawie?


Wiatry raz dmą -
Drzewa wtedy szumią,
Innym razem ustają -
I cicho-spokój w krajobrazie.
Wtedy w lesie ciszy nuty grają,
Wtedy słyszę bicie serca w tej zamilkłej ekstazie.



    OCZKO  W  GŁOWIE

                                     wnuczce Natalce

Żaden ptak na niebie lotny,
Nawet i ten na gałęzi śpiewny,
Którego ujmuję w czas wielokrotny,
Nie da pociechy tyle w ten dzień wymowny.


Ile dajesz ty nam, mała wnuczko -
Chodząc, biegając po obszernym mieszkaniu...
Ty jesteś w naszej głowie jedyne oczko,
Która już nas rozweselasz w przywitaniu.


Jesteś tak wesoła, żwawa i energiczna,
Jak ptaszek, który świtem śpiewa.
Chwila ta jest nam logiczna,
Że uciecha z tobą rodzi się, a nie dośpiewa.


Z czego jesteś nam,
Jak ta gwiazdka srebrna z nieba.
Z życia wiele dobrych rzeczy znam,
Lecz ty jesteś więcej warta, niż każda nam potrzeba.

  Pisałem w sierpniu 2009 roku.

                           

  MALOWANY  KRAJOBRAZ


Zalew w otuleniu wokół -
Puszczą nad którą jastrząb i sokół.
Niebo błękitne, jak oczy panien,
Obłoki białe, jak piana u wanien.
Wystrojone Natury jak w oazie,
Czego nie poczujesz na obrazie.


Liście sypią się zewsząd -
Na razie tylko zżółkłe...
Kaczki formują się w rząd,
Ciągle są urodą wysmukłe.



      WRZEŚNIEM


Akwen wokoło w ludzi pusty,
Co tylko wśród trzcin koło zalewu
Siedzi wędkarz chudy i tłusty,
I ja na to spoglądam przy rosochatym drzewie.   


Brzozy wkoło złocą się w promieniach słońca,
Choć stają się coraz to bardziej gołe!
Iglasty mając zieleń bez końca,
Któremu każde roku pory są zdrowe.


Woda z grobli dudni bez końca -
Każdą porą dnia i nocy...
Chwila, która jak gwiazda płonąca -
Uniosła, zanim uśnie w pół-nocy.


Wiatr zmarszczoną wodę ku mnie goni,
W kolorze twardym, jak stal.
Dzisiaj w dniu trzymając wierszowe pióro w dłoni -
Płacze nade mną nie ja, a mój żal.


Straconych chwil nic już nie wybroni,
Do tego grobla smętności przystwarza,
Skoro życie jak woda, a łez nie od roni,
Bo życie mówi: ludzkie  c i e r p i n i e, to moja gaża.

113 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-13 18:53:47)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


    PO  WYPADKU


Choć mam dom, żonę i dzieci,
Światło życia tutaj mi nie świeci.
Żadnej z życia nie mam pociechy,
Skoro mi miłe nie bloki, a rodzinne strzechy.


A kiedy tam powrócimy,
Tak już nie powiemy o tej ziemi,
Co na świat nas wydała.


A ta ziemia Śląska,
Choć rękę nam podała,
Nie spełni naszych utęsknień,
Kiedy nie ma tutaj naszych pokoleń.


Czemu to tak jest,
Że tam jest fest, skąd pochodzenie,
A tam nas nie ma, czy temu,
Że nie można cieszyć się ojczyznami dwiema?


     *     *     *

Piszę sercem nie rozumem,
skoro rozumu nie mam
muszę pisać sercem.



        JESIEŃ


Nadeszła wrześniowa jesień -
Barwią się liście jak wrzesień...
Niebo w pełni słońca...
A we mnie nie ma końca -
Wytrzeszczam oczy za jesienią,
Nasycać się ostatnią zielenią,
Bo już tańczy barwnie jesienna gala:
Sypią się liście z drzew,
[ Mnie to nie zadowala, bo teraz smutno mi jest ]
A wiatr je zagania po kątach, jak gniew...
Pola złocą się ścierniskiem,
Babie lato srebrzy się pod brzózkami.
Wron w skupisku od lat nie ujrzawszy -
Dzisiaj na ściernisku je widzę
I mój czas z życia krwawszy 
Staje się, jakoby wehikuł czasu ku dzieciństwie;
Czego miałem do woli i do syta.
A dzisiaj tylko czasami je widuję,
Tym duszy większa zachwyta.



CHCĘ  ŻYĆ  BEZ  WZGLĘDU  NA  TO


Bez względu na to,
Czy nikt mnie nie wspomni,
Czy wiersz mój nie przeczyta,
Chcę żyć, chcę wiersze pisać...
Bez względu na to,
Czy uznają mnie za poetę,
Czy ulicę nazwą moim imieniem,
Czy pomnik-popiersie mi postawią,
Czy nic nie zrobią,
Bo nie będę tego wart?
Chcę żyć i wiersze pisać...
Bez względu na to.


     *     *     *

Cudzą krzywdą nigdy człowiek się nie wzbogaci,
Skoro moralność będzie miał kaleką!



                NAD  WODĄ  II

https://plus.google.com/photos/103276734392610294633/albums/5403676859357840753?banner=pwa&gpsrc=pwrd1#photos/103276734392610294633/albums/5403676859357840753/5403704329875738194?pid=5403704329875738194&oid=103276734392610294633

             Tak mi tutaj cudownie,
                Tak mi tu dobrze.
              Tak mi tutaj krainie,
         Jak nigdzie nie było dobrze.


           Ziemia pachnie i trawa
           Dookoła wody, trzciny,
        A przy niej kaczek wrzawa.
          I ja tutaj wesoł jedyny.


         Nikt na mnie nie krzyczy,
            Nikt mnie nie woła.
         Las wszędzie dziewiczy,
            Nad nim lot sokoła.


      Kocham to miejsce uwielbienia,
        Jak życie, choć  k a l e k i e.
     Tutaj nigdy nie mówię do widzenia,
   Bowiem wszystko jest bliskie, nie dalekie.


        Słońce wyszło spoza chmur,
     Promieniami muskając czoła sosen.
            Mamże tutaj leśny mur, 
Z pięćdziesięciu trzech, jedenaście wiosen.


      Ogrodzony jestem wodą, puszczą,
           Chroniony mgłą i ciszą.
         Żyć tutaj tylko wieszczom,
Skoro Natury tętna, myśli wieszczy słyszą.


        Zatem nie trzeba sympatyków,
            Jeśli żywioł to docenia.
  Tutaj tańczę z Naturą nie dla wybryków,
        A wraz z ciszą do uśpienia...

  Pisałem nad zalewem "Czapielówka" w otulinie Puszczy Knyszyńskiej.
  Czarna Białostocka, wrzesień 2009 roku.   


 

     WIERSZE  Z  PAŹDZIERNIKA  2009  ROKU



CISZĄ - IDZIE  W  ZAPOMNIENIE


To co było nie jest,
Jak ciszą - idzie w zapomnienie.
Żaden huk nawet szelest
Nie ma, tylko wspomnienie.


Z "nieba" zgasły przywitanki -
Koleżanki, siostrzenice i bratanki
Rozmyli się, jak w niebycie
I dzisiaj jest tak cicho pospolicie;


Dniami słychać ciszę,
Wieczorami tańczą tylko cienie...
Czasami słyszę nawet mysz,
Czasami nawet życia istnienie. 
- [ bicie serca ]


Na dole nie dźwięczy kowadło,
Nie wyją piły, nie klepią młotki,
Nawet spoczywa imadło,
Aż z tego nabrało się więcej do życia ochotki.


     *     *     *

Jestem jednym z Was!
Przyszedł na to czas nie pouczać Was,
Lecz opisać jak ciężko żyć nam.
A jeśli nie ciężko to oczywiście trudniej być
W tym innym życiu z goła odmiennym i dosłownie.



  KIEDY  BYŁEM  CHŁOPCEM


Kiedy byłem chłopcem
Byłem wśród łąk wiosennych i letnich,
Wśród zbóż zielonych i złotych,
Wśród kwitnącego grochu, łubinu,
Kartofliska, gryki i wśród kop zboża...


Byłem także wśród młodnika sosen
I wśród starego boru sosnowego,
Wśród brzóz, osin, leszczyn
I wśród zapachu żywicy świerkowej.
A na ziemi odpoczywałem
Na mchu jak gąbka miękkim.


Zimą tarzałem się w śniegu
I zjeżdżałem z górki sankami,
Gdy podrosłem i nartami.
I tak co rok do powrotu ze wszystkim,
Aż wyrosłem z tego.



     JESIENNY  PROCES


Gubią brzozy liście -
Co dnia stają się coraz bardziej nagie!
Proces czasu wszystkiego dotyka rzeczywiście -
Z każdym dniem wszystko coraz bardziej błogie.


Ach, jak dobrze w tym układzie,
Że ciepły dom nic z życia nie traci.
Dzień co dzień wstaje - noc każda do snu się kładzie,
Czego nie mogą mieć wariaci?


Na niebie chmury gonią jedna, drugą -
Lecz stale w tej samej odległości od siebie.
Taniec wierszy uratował mnie przed zgubą,
Gdybym nie miał w życiu podejścia takiego do siebie.



WIDOK  I  WYOBRAŹNIA  Z  "TRONU"


Niebo gwiaździste,
Pod nim drzewa - iglaste soczyste,
Sięgające stu i więcej lat.
Żyć tak trzeba prędzej,
Skoro czas nie brat,
A życia kat.


Z "tronu" do ukłonu
Za życie do dzisiaj,
Wybaczyć za jutro,
Skoro nie wrócimy żadnym kosztem wczoraj.
Pozostaje tylko cieszyć się dniem tym,
Zanim pożegnania ku Niebu dotrą.

114 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-02 09:21:55)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


      W  PUSZCZY  III 


Dzień nie goni nocy -
Noc nie goni dnia -
Czas nie ma południa, ani północy,
Zatem żyć tutaj tym, co od życia dostali łupnia.


Tętni życie puszczą skrzętnie zharmonizowane -
Ten świat tutaj żyje w symbiozie
Z Przyrodą i Naturą od czasów zarania,
Aż pragnie się podziękować przeznaczeniu,
Że się jest tutaj w tym środowiska obozie.
                                                       
                                                                                 
Dziedzictwo żywe: lasy, łąki, pola,
Rzeki - zasoby żywej Przyrody.
A poety natchniona jest rola
Ująć na papier choć skrawek tej urody:


Architekci, urbaniści tutaj nie są znani,
Tutaj tę rolę dzierżą zwierzęta i ptaki -
One świtem przez ludzi są witani,
Przy wschodzie słońca - dając dnia za piękne znaki.


Dnie promieniują kolorytem - pieczołowicie dokładnie -
Prawdziwą Perłą Podlasia na horyzoncie.
A moim zachwytem jest ująć to starannie
Piękno Natury okiem na całym froncie:


Las kompleksowo piękny - cały -
Piękno symbiozy Natury i Przyrody,
A w nim, ja człowiek mały,
Szczęśliwy, choć bez żadnej urody.


Czas mnie tutaj nie goni,
W przeciwieństwie do innych w betonowym skupisku.
Tutaj pióro w ręku w czasie mnie broni,
Nawet się cofa do dzieciństwa w ptasie siedlisko.


Nie ma chaosu i nieładu,
Wszystko ma cel i zasadę.
Nawet żadnych zmian nie widzę śladu,
Zatem w tym świecie nawet ja dam sobie radę.


Wszędzie zielony dach
Jak sięgnąć okiem.
Żaden tu mnie nie otacza strach,
Tylko cieszę się puszczy urokiem...


Jest tutaj ład, porządek
I nikt nikogo nie intryguje.
Wszędzie Natury harmonia - wspólnota, rozsądek
I to wszystko, co dla poetyckiej podniety znajduję: 


Wolność, wszędzie wolność aż tak,
Jakobym stał się ulotny na duszy.
Lecz nie jest to odchodzenia z tej Ziemi znak,
A życie natchnionego poety, który co chwila się wzruszy...


Za wszystkim i przez wszystko,
Co tutaj w wierszu było -
Jest tak prawdziwe, najprawdziwsze wszystko,
Które się dzieje na jawie, a nie się wyśniło.

   
     *     *     *

Idą panny, jeszcze w oddali,
Gdzieś hen tam, niewidoczne.
Lecz już było słychać,
Jak onych słów wesołych dźwięki -
Melodie po puszczy grały...
A kiedy wyszły z puszczy,
Onych włosy w słońcu błyszcząc się,
Jak len widniały.


Poszły panny z radością życia,
Groblą, szumne, jak woda z tamy.
Z wody szumnej tylko pozostaje piana,
Z panien życia wspomnienia.



SKARŻĘ  SIĘ,  ŻE  JUŻ  NIE  MA  KOMU...


Przybywszy oto tutaj w to miejsce,
Gdzie była dzieciństwa moja kołyska.
I patrząc teraz tak z bliska,
Skarżę się na czas tego miejsca.


Skarżę się tutaj na to miejsce,
Że tylko wróble ćwierkają,
A głosy dzieciaków po za węgłach już nie grają.
Za to tylko smutki gromadzi to miejsce...


Skarżę się tutaj na to,
Że głuchy świat zapanował.
Lecz nie na to, że duch mój odnotował
Żalić się, że nie mam tego, co miałaś moja chato.


Skarżę się, że już nie ma komu
Siedzieć na ławce przy płotowej.
Grać w karty pod cieniem "chwojki"* sosnowej,
Tym bardziej zimą w domu.


Skarżę się na to, że
Nikt królików nie hoduje,
Tym bardziej gołębi już nigdzie nie znajduję,
Skarżę się na to "toże"*.


I przede wszystkim skarżę się na to,
Że na siebie nie skarżę się -
Co przyczyniłem się, że się
Nie słuchałem, co mówili mama i tato.


Skarżę się i na to,
Że los taki mnie spotkał -
I że mi w życiu nieżycie utkał,
Skarżę się na to...

I na to, że sam sobie wszystkiego winien.

  Objaśniebnie: "chwojki - chwojka"* -
  z języka etnicznego autora na polski po prostu sosna.
  "toże"* - także.



    NAD  WODĄ  II


Jest tutaj tak spokojnie,
Jest tutaj tak upojnie,
Żalu nie ma na życie,
W tym Natury Przyrody wykwicie -
Oddech jest tak zdrowy i czysty,
Wiaterka świeży powiew tak rzeczywisty,
Że nie chce się stąd nigdy odchodzić,
A zwłaszcza chce się bliżej ku wszystkiemu podejść.



  PRZY  AKWENIE  WODNYM


Kiedy tutaj akwen wodny
Opatulony zapachem jesiennym.
To przyszedł na to czas zgodny
Pomyśleć o życiu sumiennym.


Że tutaj ja obecny
Z otarcia na granicy życia,
A początku śmierci, zacny
Do tego akwenu tutaj przybycia.


Czuję się tutaj, jak ryba w wodzie
I czysty - bez ciężaru kamienia na grzbiecie, sercu i duszy,
Jak te moje ulubienice w jesiennej urodzie,
Co nam tylko brać ciszę, zanim wiatr ją poruszy.



WYSTARCZY  ISTNIEĆ,  ABY...


Nie pragnę nigdzie być,
A tak bardzo pragnę żyć.
Wystarczy mi istnieć,
Aby żyć - pisać wiersze...
Trzeba być, żeby żyć -
Wystarczy mi pisać wiersze...



W  MIEJSCU  WYBRANYM


Mimo zła pogoda,
Nawet psa nie wygonisz.
Mimo szara dnia uroda,
Romantyzmie mój -
od ponurności mnie wybawisz.   


Tutaj jest tak cicho i pusto,
Mimo ptactwa jest mnóstwo.
Mimo wiatrem las szumi,
Jednak jak ciszą niepokój we mnie stłumi.


Szepczę do siebie tragicznym głosem,
Tak cicho pod nosem,
Lecz słyszę: Mój przyjacielu,
Do celu, idź do celu!


Czuję, że był to głos Anioła,
A nie sen, który się wyśnił.
On wyciągnął mnie z "pasożytniczego jemioła", 
Dając mi wierszowe myślenie.


Przez co teraz władam natchnieniem,
Aby za mną nie stała historia wydarzeń.
Więc skryłem się tutaj, żyjąc bez zdarzeń,
Będąc nie utopionym człowieka sumieniem.

  Objaśnienie: "pasożytniczego jemioła"* - bezczynnego twórczo.



     NAD  WODĄ  III


Tutaj utonęła moja przeszłość,
Która nocami grała smutek...
Tutaj wypiłem lek na smutku odtrutek
I stał się ze mnie gość,
Który jak niezłomny wojownik
Ciężar okutej zbroi zdjąłem z siebie,
Żyjąc na ziemi w odkrytym niebie,
Będąc beztroskim, jak polny konik -
Szemrzącym wiersze Naturze,
Będąc na duszy rozkutym,
Śpiewając słowa w leśnym chórze
Na jawie z marzeń wysnutym...



ZŁOTE  UMIERANIE  JESIENI


Na dworze jesień w kolorze
Przy świetle dziennym
Barwi się jesień, barwi
Jak wrzesień sypie się jesień...


     *     *     *

Gdybym mógł okupić tak niemoc,
Jak można okupić winy.
Nie płakałbym za swoje czyny,
A innym niósłbym pomoc.

115 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-02 19:48:16)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


      MOJE  MIASTO


Białystok - leży na siedmiu wzgórzach, jak Rzym.
I ja bywam w mieście tym:
Emocjonalnie związany z nim,
Jak Podlasiak, który kocha swoją ziemię. 
Jak Ślązak, który kocha swój "heimat".
Miasto moje dorodnie piękne wokół -
Tak piękne i czyste, że nad nim nawet
Niestrudzony ciągle krąży sokół.
A wokół mego miasta,
Ani żadnego chwasta,
Tylko od stuleci puszcza wybujała,
A w niej żywy zwierząt król,
Co ludziom za to chwała,
Którą przyjezdni okiem oklaskują do dzisiaj -
I będą oklaskiwać po czasy
Dopóty, dopóki nam nie zbraknie rozsądku.



PAPIEŻOWI  JANOWI  PAWŁOWI  II


Z kraju i ze świata
Ludzkość ze sobą się brata
Dla jednego człowieka,
Który miał serca Im tyle,
Co wody płynąca rzeka.


     *     *     *

Jeśli ktoś zgani mój wiersz?
[ A ma do tego prawo ]
To tak jak z tym biegiem,
choć jest fizyczny;
jeden dobiega szybciej,
a drugi później.
Tak i z wierszem:
Jeden napisze wiersz dobry,
drugi napisze wiersz słaby.
Ważne, aby jeden i drugi
robił to, co pragnie.
A historia i tak nie zawsze uczciwie to oceni,
skoro ludzie są omylni i postronni.



RELACJA  ROZMOWNA  MIĘDZY  WNUCZKĄ,
       A  DZIADKIEM


Wnuczka:

- Dźiadźiek, a ćiemu ty siedzisz na wózku?

Dziadek:

- Bo mnie nóżki bolą.

Wnuczka:

- A ćiemu tobie nóżki bolą?

Dziadek:

- Bo mam nóżki chore.

Wnuczka:

- A ćiemu masz nóżki chole?

Dziadek:

- Bo miałem złamany kręgosłup!

- Choć, dziadek pokaże tobie - [ na tobie. ]
O, tutaj, dziadek mam złamany kręgosłup!
I dlatego dziadkowi nóżki bolą.
Dlatego dziadek siedzi na wózku
I dlatego nie może chodzić.

Wnuczka:

- A mnie nóźki nie bolą.

[ I podskakuje w miejscu przy dziadku. ]

Dziadek:

- To dobrze, że tobie nóżki nie bolą.

- Ty jesteś zdrowa,
Dlatego tobie nóżki nie bolą.

Wnuczka:

- Nio! Mnie nóźki nie bolą.
A tobie dźiadźiek, bolą.

- Dźiadźiek, to ja ciebie uzdlowie.
To dźiadźiek będzie chodził.

Dziadek:

- To dobrze, że ty chcesz dziadka uzdrowić.
To dziadek będzie chodził.

[ Po tym wnuczka wraca do stołu
  i aktywnie-emocjonalnie zaczyna układać klocki,
  mówiąc do siebie samej i do dziadka, że ]:
   
Uzdlawiam dźiadźka, aby dźiadźkowi nóźki nie bolały
i źieby dźiadźiek zaćiął chodzić...



TRZY  WYMIARY  ESENCJI 
   W POEZJI  MOJEJ


Esencja w poezji mojej
Żywi się trzema wymiarami:

A to  c i e r p i e n i e  z łona życia
Na łono przyrody się wywleka...

A to miłość nie gaśnie,
Choć  c i e r p i e n i e  i wiek we mnie.

A to łonem przyrody mojej rodzinnej kolebki
Nie nasyci się nigdy dusza z Podlasia,
Gdzie harmonia gra w mojej duszy ptasia,
Jak instrument, który sto posiadł wydźwięków.



JEDNEMU  WÓZ,  DRUGIEMU  PRZEWÓZ


W wieku życia kwiecie
Nie byłem zapisany w gwiazdach,
Jak Boże dziecię,
Które los by pokochał,
A Bóg dotykiem mojej głowy pobłogosławił. 


Na odwrót los mnie popchnął tam gdzie,
Czego Bóg nie pokochał -
Tam "ki diabeł" w ukryciu niedolę moją wysławił.


     *     *     *

Młodości, daj mi nogi,
A skrzydła to już mam w natchnieniu.
Nie pytaj mnie, że nóg zachciałem,
Skoro i tak widzisz, jak mi po imieniu!



  TAM,  GDZIE  NAJCZĘŚCIEJ


"Flet" zakręcił "Beemką"
I odjechał w siną dal.
Skoro dla mnie pisane życie: męką,
Wszystkiego jak życia żal.


Tymczasem słońce utkwiło między sosny
I przebić się za nic nie może.
Bezruch potężniejszy, niż spokojne sto sny
I piękny, jak tysiąc letnich snów na dworze.


Anioły ruchomymi topielcami wyróżniające,
Tymczasem ulubienice płynięciem naruszają ich spokój.
Barwy jesienne, jak wisielce pod wodą kłaniające
Wypłyną, kiedy dzień obłoży się w nocny pokój.


Jesienna bryza oziębia oddech,
A dusza, choć czysta staje się jeszcze czyściejsza.
I nawet z myśli urodzony grzech
Tej czystości w Naturze nie pomniejsza.


A zatem jestem lotny, jak ptak
Ofruwając co w oku po brzegi.
I nie ciąży nawet emblematu górniczy znak,
Co go już obmyły wiosenno-spływające śniegi.


     *     *     *

"Nie zgłasza pretensji do losu ten,
kto nie ma tragedii życiowych."

Nie płacze nad losem ten,
kto nie ma losu.



    POECIE


Na dole i niedole
Unieść głowę ku górze -
Zobaczyć loty sokole
I niebo w zachmurze.


A jeśli zachmurza nie lubi,
Tak jak ja nie lubię słońca.
Trzeba wtedy poczekać,
aż chmury niebo zgubi
...I patrzeć do utraty słońca
do samego końca.

116 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-02 20:01:49)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
    P A M I Ę T A N I E


Ludzie wracają do miejsc urodzin,
Jak ptaki do gniazd,
Czy to z Ameryki,
Czy z polskich miast, lecz wracają,
Kiedy już smutkiem pogubią
Sporo życia czyli dni i lat.
Wtedy tutaj w miejscu urodzenia
Z natchnieniem chce się zasnąć na wieki.


     *     *     *

Ocalałem po to, by nie żyć,
a po to, by wierszowym być...



ŻYCIE  TO  JAK  PRZEKROCZYĆ  PRÓG


Dzisiaj jesteś dzieckiem:
Biegasz, bawisz się - taczasz się w śniegu.
Jutro żenisz się, pracujesz, wychowujesz dzieci i...
Nie obejrzysz się, jak to życie przeminęło,
Tak jakby wszedł i wyszedł z domu. 
- [ przekroczył próg ]



   UPADEK  MORALNOŚCI


Kiedy pieniądz i kariera jest bogiem,
Dusze ludzkie wyżera -
Wtedy serc nie ma w ludzkiej urodzie,
A oprócz pieniędzy i kariery
Wszystko spada do zera.



I  DOBRZE,  I  ŹLE


Wódka wyeliminowuje stres,
tylko jutro masz kaca
i stres wraca.


Nie stosuję zasady,
że dzisiaj się napiję,
a jutro zdechnę.


     *     *     *

Jeśli pochwalić mnie nie będę watr,
to i nie krzywdźcie mnie w żaden żart.
Tak pisałem, jak umiałem.
A jeśli nie nauczyłem się nic
z  c i e r p i e ń  na przyszłość,
to sam sobie dopisałbym
do tego gorzką pigułkę*.
- [ puentę ]



POETA  JAK  CNOTA


Prostota jest piękna,
Bo prawdziwa.
Prostota jest jak cnota -
Niewinna i czysta jak łza.
Żadna w niej gra,
A co z serca drga
I co z myśli wychodzi.
Co oczy widzą
I co dusza odczuwa -
W tym natchnienie podpowiada,
Co na papier położyć.



      CHWILAMI


Kiedy przychodzi wierszowe natchnienie -
Szczęśliwy jestem jak dziecko,
Które nie zna trosk.
Jak ptak, który do drugiego życzliwy.
Jak Anioł Boski,
Któremu wszędzie jest Niebo.



  W  ZACISZNYM  MIEJSCU


Dusza się raduje,
Że tutaj natchnienie znajduję:
Coś wymyślę - coś wykuję,
Coś otrzymam, skoro potrzebuję.
Nic tu mi nie brakuje -
Wszystko mam co potrzeba.



    EMBLEMAT  GÓRNICZY


Nikt moich górniczych ran nie uleczy,
Nawet moja kochana Barbara.
Te rany na duszy
I blizny na grzbiecie,
I w przełyku zostaną do śmierci!



DOWCIP  Z  "PLAZMĄ"


Pyta kobieta mężczyznę:

- Czy pan na "Plazmę"?

Odpowiada mężczyzna:

- Co to jakaś choroba?

117 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-04 18:00:02)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
  O  NIEBO  LEPIEJ


Tutaj na Podlasiu, 
Skąd dziecięca kołyska,
Gdzie było dorastanie -
I wyrastanie do dojrzałości,
O niebo jest lepiej.


Nie wysycham z tęsknoty,
Nie tęsknię tutaj być - żyć,
Bo przecież już tutaj jestem,
Więc już nie wysycham z tęsknoty.
Moim Podlasiem nigdy się nie nacieszę,
Kiedy jest to rzeczą ciągłego natchnienia...
A jak ciężko będzie umierać,
Zwłaszcza wiosną lub w lecie,
A jeszcze trudniej w złotą jesień,
Chyba, że śmierć mnie dopadnie zimą.



        DZISIAJ 


Ponuro, szare chmury, deszcz,
A ja jak "wieszcz":

Opisuję pogodę, jak życie
W te moje wierszowe odkrycie -

Sam siebie lansuję wierszowym
W tym spokojnym rytmie puszczy,
Gdzie słychać wierszowy sonet,
Gdzie żywioł cywilizacji nie wrzeszczy.


Tutaj ja przybyłem -
Tutaj ja obecny
Nie jak człowiekiem mocny,
A jak cichy łabędź pływam:

Po tym akwenie wodnym,
Wchłoniętym będąc przez
bryzantowy dzień, zgodnym -
Że z mżawką się witam,
Że jak żyć nikogo nie pytam.


Podpowiada mi Natura Przyroda
Jak żyć, jak myśleć, jak postępować,
Gdzie być, co robić, aby była zgoda
Dla życia, żeby życie adorować.


Mgłą oddychać, ptaków słuchać,
Kaczki liczyć, szum puszczy uspokajać,
Życie brać jakie jest i już się nie kajać,
Że się przyszło wózek pchać.

  [ 23.X.2009 ]



WOJDZA  NA  KAŃCU  ŚWIETA
    [ etnicznie ]


Wojdza na kańcu świeta
Ludziej ni ma, a tolka
Dzikaja pryroda, szto heta
Ana minia, jak Ziamla Polka


Zwodzić uhladacca i padziwiać;
Jak wieciar wieja,
Jak kuste szumiać,
Słuchacca, jak piatuch pieja.


Heta maja atmasfera
z dziciaczych let-
Usio w waczach staić,
Aż dusza maja balić
Za tyla let z życia tułaczaho.


Czasami serco balić...
Czasami serco raście...
I jak wojdziaka żyć,
Kali minianych życia
wiasnoł let nichto ni addaście! 

W przetłumaczeniu:


TUTAJ  NA  KOŃCU  ŚWIATA


Tutaj na końcu świata
Ludzi nie ma, a tylko
Dzika przyroda, co to
Ona mnie, jak Ziemia Polka

Zwodzi patrzeć i podziwiać;
Jak wiatr wieje,
Jak krzaki szumią,
Słuchać, jak kogut pieje.


To moja atmosfera z dziecięcych lat -
Wszystko w oczach stoi,
Aż dusza moja boli
Za tyle lat z życia ciężkiego.


Czasami serce boli...
Czasami serce rośnie...
I jak w tym miejscu żyć,
Kiedy minionych życia
wiosennych lat nikt nie zwróci!



        ZZA  LOSU  KRAT


W dziennym pokoju, gdzie słowa się ...rodzą... i ...umierają...
Żyje i myśli mały Mietko wierszowego pokroju,
Z tego pokoju, gdzie okienne szyby i balkonowe kraty zamykają wolność fizyczną.
Lecz nie zamykają  w o l n o ś c i  umysłowej i duchowej.
Myśl moja sięga przed siebie i widzi krajobraz -
Czas dzisiejszy, nawet wsteczny na podobieństwa obrazu,
Którego już nie cofniesz, mały Mietko!



LEPIEJ  PÓŹNO,  NIŻ  WCALE


Wreszcie w pełni wyszło słońce
Sięgając po cały horyzont.
Jesienią lubię słońce,
Kiedy chłodny jest powietrza front.


Liście, które jeszcze nie spadły z drzew
Złocą się i błyszczą w kolorach.
Pięknie jest dzisiaj w jesiennych wzorach -
W końcu na koniec prawdziwie jesienny odzew!


Drzewa rysują ruchome cienie
Rzucając po ziemi i murach...
Z kryjówek na słońce wyszły nawet koty lenie.
I ja myślami bujam się w chmurach...


Na "tronie" zrobionym przez państwo,
Kończę się ubierać do pory roku.
W głowie mając tylko jedno szaleństwo -
Zalew wodny stoi krajobrazem w oku.


Zapalam swego Mustanga
I gnam na zalew jesienno uroczy.
Tutaj życia mego jest ranga,
Która w wierszach wybraną drogą kroczy... : ...



   TYM  Z  INNEGO  ŚWIATA
NA  PIERWSZEGO  LISTOPADA


Spoczywacie sobie w grobach ciszy,
Bez żadnych trosk i zmartwień
W grobach spokoju i wiecznej szczęśliwości;
Co nic nie potrzeba i nic nie boli.
Nie musicie uciekać od problemów,
Od których my nie uciekniemy.
Bliskich i znajomych krewni,
Wybitnych władze i TV przypomina...
A Wam nic nie potrzeba i nic nie boli.


To my musimy żyć w radości, potrzebie i w niedoli
I o Was musimy pamiętać...
Wy żyjecie w Raju i pamięci naszej...
A kiedy dołączymy do Was nic się nie zmieni,
Iż pozostali będą o nas pamiętać...
Wtedy i nam nic już nie będzie w trosce
I nic nie będzie boleć,
Kiedy będziemy z Wami w wiecznym Raju.



     WIERSZE  Z  LISTOPADA  2009  ROKU

 

DZISIAJ  JUŻ  NIC  TAKIE  SAME


Dzisiaj już nic takie same;
Ani ten dom rodzinny,
Skoro oszalowany i kolorowy,
A nie szary i nie smutny.


Dzisiaj już wieś nie ta sama;
Dachy azbestowe mchem obrosły.
Z domów dzieci poszły
W świat, skoro z dzieciństwa wyrosły.


Pustka, głucho i melancholijnie,
Tylko w podwórzu gęsi gęgają...
Wiatry po ulicznym bruku
Jesienne liście zamiatają...


Krajobrazy jakoby wklęsły w ziemię
I wszędzie bliżej, niż za dziecka,
Choć droga taka sama,
A może temu, że czas nie ten sam?


Pagórki, wzgórza mieszanym lasem zarosły,
Bo ich gospodarze pomarli.
I choć w krajobrazie oku jest piękniej,
Tym niemniej dziczej i smutniej.


A ja ciągle próbuję cofnąć czas
Lub choć go na chwilę zatrzymać.
Lecz tutaj wyrósł już las,
Skoro uszła stąd ludzka brać.



  POD  DOMEM  DZIECIŃSTWA


Tutaj na końcu świata,
Gdzie z dzieciństwa stoi moja chata -
Patrząc na nią, dreszcz mnie przenika,
A po tym żal mnie dotyka...


I jak tu przekuć się, przemienić się
W człowieka, który mógłby zmienić
I nie wlewać w siebie całą gorycz,
A wlać w pokój życia zdobycz


I grać nutami radosnych słów,
Bez utopii i bez przykrych snów.
Skoro pasja przerodziła się w obsesję,
A może z losu lub od Stwórcy w misję?: ...



W  ZADUSZKI  PRZY  "ŹRÓDLE  ROMANA"


Słońce drży między świerkami,
Gałęzie kładą ruchomy cień kratami...
Lecz ja spokojny, cichy i pokorny,
Żywy między cichymi pokornymi.


Puszcza szumi jesiennie i cicho -
Wiatry grają jej strunami...
Wodospad tamy zalewu
Z hukiem zrzuca nadmiar wody wylewu...


Przy "Źródle Romana" zapaliłem znicz -
Szacunek i pamięć naszego oblicza.
Tobie historia, dla mnie przyszłość -
Dopóki wejdziemy w jedną jedność.



   DZISIEJSZYM  DNIEM
     

W domu spokój i cisza aksamitna,
Stawy i nogi drętwieją;
Bo jesień sobą nie jest wybitna -
Wiatry śniegiem po niej wieją...


Drzewa szaro-bezlistne wczoraj,
Dzisiaj w zimę ubrane!
I weź z tym się uporaj,
Co przed oczyma jest zgrane?!

Zieleń iglastą puch biały
Tym bardziej jeszcze wybielił.

Ptaki, które las obejmowały cały,
Dzisiaj w "wierszowym trójkącie* los ich się podzielił.
Nadchodzi czas z powtórki;
Sąsiad dobry człowiek ludziom i ptakom
Już niedługo zbawienną powiesi napełnioną nasionami "klepsydrę"
lub słoninki skórki i my także wieszając na głogu słoninkę,
przypodobamy się tym ptakom, które usiądą na moim wierszowym drzewie,
A wnuczka, kiedy przyjdzie, dozna uciechy.
Wtedy jej zaśpiewam: Oj, nie wie się, nie wie
Ile, wnuczko będziesz mieć z tej zimy pociechy?


Ale na pewno ujrzysz:

Sikorki, zięby, gile, sójki
I inne za oknem różne ptaki.
Nawet między nimi nie raz dojdzie do bójki,
Kiedy o przetrwanie z głodu wyłonią się takowe znaki.

  [ 05.11.2009 ]

118 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-03 19:32:13)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


W  SZÓSTY  DZIEŃ  LISTOPADA


Zalew wokół mgłą spowity
Przyozdabia szaro barwne drzew szczyty.
W krajobrazie szarość dominuje,
http://picasaweb.google.pl/lh/photo/n5Q … directlink
Nawet kaczek wzrok mój nie znajduje.
To nad wodą, nad drzewami i na niebie
Jest tak smutno i ponuro, jak w otwartym grobie.


Za to na ziemi szarość śnieg przykrył!
Lecz to mnie żadna uciecha,
Skoro już się zbliżają zimy echa
Do której zamiłowania się wyzbył
Od czasów, kiedy padłem krzyżem na "urobek"* -
Zima dla mnie jest czymś, jak grobek.*


Kaczki gdzieś w oddali mgła spowiła,
Nawet okruchami chleba nie w sposób je przywołać.
Ach jak dobrze, że choć przy mnie jest moja miła
Do której na osłodę uczuciem mogę się powołać...


A więc zatem, że los mnie nie obdarzył samotnością
Na tym wierszowo moim akwenie wodnym -
Cykam sobie aparatem zdjęcia z pośpieszalnością
Tak jakoby na jutro życia mi zabraknie - rodowodnym
Czasem będąc tutaj w odbiciu topieli -
Widząc na sobie to czego organy mego życia
nigdy tego obrazu nie przyjęłyby. 

  Objaśnienie: "urobek"* - autor wiersza miał na myśli urobek z kopalni -
  jest to kupa-zwał np. piaskowca lub węgla po odstrzale górniczym,
  który po zabezpieczeniu stropu trzeba go "wyfedrować"* -
  wyfedrować oznacza wywieść z "przodka"* - [ chodnika kopalnianego ] czoła,
  aby przystąpić do dalszych robót.
  grobek* - w tym przypadku autor nie miał na myśli grobu, czy trumny,
  a po prostu coś niewygodnego i nieprzyjemnego, czym może być nadchodząca zima.


     *     *     *

Ja dobrze, że jestem osobą, a nie osobowością.
I niechaj nigdy nie stanie się odwrotnie,
bo wtedy już nie będę miał czasu na pisanie wierszy.



      WIERSZOWY


Każdy dzień z życia mnie urzeka,
Jak nie każdego człowieka;
A to temu, że żyję z wierszami,
Śpię, budzę się - i piszę całymi dniami...
To czy ten dzień zaczyna się wesoło,
Czy smutek mnie ogarnia wkoło
I tak każdy dzień ma sens i cel,
Kiedy ma się życiowy cel.
Wtedy nic z żadnych rzeczy nie odchodzi,
Choć wszystko umiera, a jednak na nowo się narodzi...:

Wzrokiem czas zegara nie pogonię,
A zatrzymam zanim łzę uronię
Spod powieki, pod którą nerw zadrga,
Myśląc, jaki ciężar życia grzbiet mój targa! 


Lecz skazano mnie narodzić się kalekim -
Duchowo, a umrzeć nim podwójnie,
Skoro i fizycznie do normalności dalekim,
Ciągle żyjąc i umierając potrójnie:

Narodziny - życie - umieranie -
Umieranie - narodziny - życie...
Dotyk ziemi, drzew wzrokiem oględziny -
Ciągle narodzin - życia - umierania dotykanie...



Z  TOBĄ  KAŻDE  CHWILE  SĄ  PIĘKNE


Kiedy patrzę na Ciebie -
Uśmiech mam radośnie wesoły.
Kiedy dotykam Ciebie -
Czuję się tak, jakoby dotknął mnie Anioł ogniowy!
A wtedy szarpią mną,
Co tam szarpią, targają podniety,
Tak jakobym tracił tę chwilę przytomną,
A wznosił jakie mam w sobie - wszelkie słów wersety.
I mówił: - Nad kwiat kwiatów,
Które żem miał dane dotykać...
I utulać się, jak w aksamit płatów.
Twój był najczystszy z którym dane mi było się stykać...
Wszystko w Tobie było tak pierwiastkowe i niewinne,
Jak uczucie dreszczu, które po naszym ciele przenikało...
Jak chwile, które są takie same, a ciągle inne,
A jednak, choć my z wiekiem, nigdy w nas nic nie dojrzeje.

  Basi



       GOŚCIE


Przyfrunął ptak jeden i drugi,
Które się zwą cukrówką.
Ten ptak jeden i drugi,
Który się objawił przed oknem ramówki
Świta, jest jak wiatr wolny,
Bez trosk i bez żadnych żali.
Jak cień polny,
Kiedy z puszczy się oddali.
Dzisiaj gościem jeden i drugi jest moim,
Co zechciał jeden i drugi usiąść na "tronie" moim.
Nie ot tak sobie, lecz za owocami bluszczu,
Które zwisają jak drobne borówki nie w ozdobie,
Bo w ilości takiej, że jak w całym gąszczu
Na listopadowy dzień ptaku tobie,
Zanim prawdziwej zimy nie ma.
Bo kiedy ona przyjdzie, zarezerwuje to sobie
Kwiczoł, który żadnemu ptaku litości nie ma,
A będzie wszystkie ptaki z zajadłością odganiał
Dopóty dopóki bluszcz życiodajne owoce będzie mu składał.



   W  MIEJSCU  UROCZYM


Nie dotknę tej ziemi stopami,
Bo nie uwolnię się już nigdy z bezwładu,
Choć bym się wyzwolił nie wiem z jakiego by układu,
Choć do żadnego nie należę, a tylko żyjąc z górniczymi ranami!


To choć dotknę Ją na jawie oczami,
Kiedy we śnie tylko chodzę nogami.
Nie było mi jasnej gwiazdy na niebie,
Żebym na Ziemi nie chodził po glebie.



    NA  DZIEŃ  NIEPODLEGŁOŚCI


Patriotyzm jest wtedy, gdy jakiś uczynek
dokona się Ojczyźnie własnej za darmo.



W  SAMO  POŁUDNIE  NARODOWEGO 
   DNIA  NIEPODLEGŁOŚCI


Niebo płacze deszczem...
A jakżeż wielkie mamy szczęście,
Że Ojczyzna nie płacze łzami.
Zatem radować się nam trzeba z wieszczem,
Tym bardziej w uczynku i na duszy,
Że OJCZYZNĘ WOLNĄ mamy
Na jawie, a nie ze snami!
Dzisiaj lepszy deszcz z nieba,
Niż wczoraj jarzmo zaborców "katiuszy".
Po deszczu z nieba ziemia stanie się żyźniejsza,
Co będzie z tego mieć pożytek Ojczyzna pilniejsza.
Więc radujmy się, że mamy WOLNOŚĆ
I... nie zapominajmy o tym,
Że Ona nie jest nam dana raz na zawsze.
Zatem starajmy się o Niej pamiętać
I dbać o Nią, żeby Jej nie utracić!



   NA  CZAS  LISTOPADOWY


Za oknem mży i dżdży...
Do tego szaro, pusto i smętnie.
Tylko w domu w pogodę majętnie,
Co tylko do dzieży życia z tego nabrać drożdży.


Na zaś, gdyby zabrakło tej rozczyny
W dalszym przyszłym naszym życiu,
Choć nic nie czai się w naszym ukryciu,
Skoro Ty mi jedna, ja Tobie jedyny.


Ale cóż szkodzi pamiętać o tym
Nie po to, by ubezpieczać się przed sobą,
A po to, by zabezpieczyć się przed losem z Tobą,
Znając z życia, że los nie jest jedyny, a wielokrotny.

Skoro wiemy, że co uroda -
Wszystko, jak z wiatrem przemija.
Zatem i nas to, jak zła przypadłość nie omija,
Więc co nam pozostanie, to tylko między nami ciągła zgoda.
 
  Basi



Z  MROKU  CIENIA  SZTUCZNEGO


Z mroku cienia sztucznego,
Gdzie każda droga prowadzi donikąd,
Chwile wracają do czasu byłego,
Kiedy ma się  c i e r p i e n i a  wieczny sąd.


Skąd te cierpienie,
Każdy z Was zna,
Kiedy ciągle żyją we mnie wspomnienia,
Choć życie do przodu gna.


Tu się drogi rozczepiły
I tu się drogi urwały,
Skąd żale we łzach topiły,
Kiedy grzbiet przyjął ciężar skały!


Więc do cieni grają dźwięki głuche,
Choć nie mkną podziemną drogą
Z życia, które jak kruche,
Za wiele zdziałać nie mogą.

119 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-04 18:01:11)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


  POLSKA  -  RUMUNIA  0 - 1


Smuda nie uczynił cuda,
Zwłaszcza po pierwszym meczu
Polska piłka dalej chuda.
Nowy trener, stary poziom gry.
Piłkę odświeżyć, to nie oznacza,
Że idzie w piłkę uwierzyć.
Trzeba na to czasu,
żeby wyjść z tego polskiego bagienka ambarasu.
"Franz" drużynę zbuduje,
Trzeba tylko poczekać,
A wtedy wygrane zanotuje
Takie, że tylko będziemy mu brawo bić.


     *     *     *

Do sukcesu, jak do miodu,
a od porażki, jak od smrodu.

Czyli sukces ma wielu ojców,
porażka żadnego, oprócz upokorzonego.



   W  ZŁYM  ŚNIE


Ty mi słońce,
Ja Ci deszcz.
Ty chcesz być ze mną na łące,
Ja Ci odpowiadam, że nie,
Jak odpowiada nie wieszcz.
Ty mi jeść podasz,
Ja Ci nie dziękuję.
Ty za niczym się nie oglądasz,
Ja Ci swoje truję.
Ty mi pościel zmienisz,
Ja Ci, kto oprócz tego zrobi?
Ty w dobrym świetle wszystko ocenisz,
Ja Ci, i tak to nic nie zmieni.



    ALFABET  ŻYCIA 


Jaka muzyka, taki taniec,
Jaki śpiew, takie słuchanie,
Jakie życie, takie poważanie,
Jakie poważanie, takie pamiętanie.
Jakie uczucie, takie kochanie,
Jakie pragnienie, takie doznanie,
Jakie życie, takie umieranie.

 

     KILOF  NA  PIÓRO


Chociaż nie kuję w skale,
Jak to robiłem przed bezwładem w kopalni,
A jednak przebiłem się z murów uwięzienia duszy -
I dzisiaj kładę na papier z życia żale,
Bo papier się nie wzruszy,
Tak jak serca konanie.



...BĄDŹ  MI - JESTEŚ...


Bądź mi niezastąpioną,
Bądź mi osłoną,
Która jak dom jest dachem -
nakryciem ciepła...


Jesteś takową w istocie...
A przez to, te chwile,
Których w  c i e r p i e n i u  było-przeminęło krocie -
Można je było unieść na tyle,
Na ile jest w nas wiary,
BOGA i nieznanego jutra?

  Basi

   

    Z  DUSZY  I  SERCA  NA  PAPIER


Spłynął na mnie błogosławiony czas wierszowy 
Na tę chwilę tak roztargnioną na duszy,
Co trzeba było wyrzucić z głowy
Wszystkie emocje w których ugrzęźnięty byłem po uszy.   

Dalej...

A uleczyła mnie tęsknota do Podlasia -
Do tej mojej rodzinnej Ziemi
Tak pięknej i na czasie,
Że aż z głosów, które były nieme,
Stały się dzisiaj wesołymi...
                     


SMUTNA  NUTA  Z  PRZESZŁOŚCI  DO  PRZYSZŁOŚCI


Płonie woda w słońcu, płoną lasy,
Lecz czy dla mnie już?
Skoro dzisiaj inne są czasy,
Że tylko oczy zmruż.


Że utonęło tyle z życia
Różnych złych i dobrych chwil.
I dzisiaj już nic nie zostało do zdobycia,
A pozostał tylko przebytych ciężaru mil...
KRZYŻ.
http://picasaweb.google.com/Mietko56/10 … 1795806850



  MALOWANY  KRAJOBRAZ  NAD  WODĄ


Już tam pogodzi się na wschodzie,
Już słońce zza chmur wychodzi ku urodzie.

Dzień dobrzeje z ponurego w miły
I kaczki z wody wychodzą ku nas, bo się zżyły.

Choć nie domowe, ale i nie dzikie;
Oswojone, miłe, ładne wszystkie.

Duszę tak radują,
Że tutaj oczy je znajdują.

Niepokój i zmartwienie gdzieś w nicość odchodzą -
Jak dobrze, kiedy o niczym się nie pamięta
co niedobre, zanim nowe zmartwienia się urodzą.

Ludzie dorośli także są, jak dzieci,
Tylko nie wiedzą, że inaczej coś ich podnieci.

Nawet taki akwen wodny, kaczki,
Zachwycają się tym, jakoby urodziły im się dwojaczki.

I już bez różnicy czy rodzicom, czy dziadkom,
Bo się imponują nad wodą tym randkom.

Niepokój z życia wygasa,
A spokoju i ciszy przychodzi masa.

Nic nie dźwięczy za ścianą,
Nad głową, jedynie woda spadająca z grobli z pianą

Odpływa do Supraśli puszczą zieloną,
Tam zmieszane i wypłukane z wodą ze smutku myśli moje utoną

I się rozejdą, jak gazy po bagnach narwiańskich,
Gdzie już nic nie czyje, nie chłopskie, i nie włości pańskich,

Tylko przestrzeni, wiatrów, zwierząt i ptaków,
Które są beztroskie i bez żadnych emblematów znaków

Z życia, co poszczycić się nie w sposób,
A i radować się jest wstyd na dwu sposób.

Więc brać trzeba dzisiejszy dzień
I to, co dał nam Bóg w ten dzień,

Bo drugiego razu może już nie być w następnym dniu?!


     *     *     *

Z silnie-ciężkich z życia przeżyć
nie sztuka wpaść w depresję,
a wyjść z niej i być w wierszowej furii.

120 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-13 09:48:20)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.   
ŚLAD,  JAKI  PO  SOBIE  POZOSTAWIĘ


Ślad, jaki na ziemi po sobie pozostawię:
To słowo, które skrzętnie szumiało,
Brzęczało, płakało, kochało i miłowało,
Co dobrocią było, a czasami
Czy nawet często grzmiało
I jak piorun w ziemię waliło,
I z hukiem po niebie się rozchodziło...



  PRAWDA  POKAŻE 
CI  PRAWDĘ  W  BIEDZIE


Kobieta dobra jest ta,
Która poda Ci jeść,
Choć miłość wygasła.


Kobieta dobra jest ta,
Która nie powie Ci cześć,
A zostanie z Tobą
I drzwiami nie trzaśnie.


Właśnie kobieta dobra jest ta,
Która nie przyniesie wstydu
I nie przystworzy Ci rogów.


Ale pamiętaj o tym, że:
Ty musisz być jeszcze lepszym,
Niż Twoja niewiasta,
Wtedy prawda pokaże Ci prawdę w biedzie,
Kim jesteście lub będziecie bez wstydu,
Mając w sobie Boga za Boga,
A nie z piekieł życia stworzyć sobie
Z rodów piekieł innych bogów.

   

ZA  OKNEM


Jak tu pusto,
Jak tu cicho,
Żaden hałas,
Żadne licho -
Zewsząd las otacza dookoła,
W nim mgła
I ptak ptaka woła...


Tak tu pięknie,
Tak tu krainie,
Jak w Ojczyźnie swojej,
Nie w czyjejś,
Nie w Twojej,
Tylko w mojej.


Pełną piersią oddychać można -   
Rześki oddech w płuca wchodzi;     
Tyle w zieleni doznań,
Ile w życiu było okiełznań,
Za te czasy w betonowych ścianach,
Za te masy w niespełnionych snach.
Teraz już nie ogarnia mnie strach,
A okrywa zielony dach.


     *     *     *

"Kto oszczędza ten ma..."

Ale żeby oszczędzać najpierw trzeba mieć.


     *     *     *

"Dżentelmen nie mówi o pieniądzach".

Bo je ma.



    PRZED  SNEM


Zanim sen mnie zmorzy,
Zanim powieki zamknę do jutra -
Niechaj mi się wiersz ułoży,
Bez owijania życia, jaka dola okrutna.


Cienie ciszy grają nocami;
Wyniosłe chwile i upadłe...
Życie, jak sumienie gryzie latami
I nic nie podołają pragnienia zajadłe.


Czas za czas stracony -
Upadły, wzniosły - wzniosły i upadły...
Pozostaje tylko gniew ochwacony
I cień ruchomy nocami zbladły...



   DNIEM  LISTOPADOWYM


Mgła snuje się wszędzie -
Widzialność ograniczona, raczej krótka.
Ależ po tragicznym losu błędzie
Dzień chociaż taki sam, smakuje bardziej niż wódka.


Wzrok dotyka mgły
I poszycia leśnego...
W czas nigdy nie nagły,
Kiedy jest się ze świata innego.


Czasami komuś wzrokiem dotknąć świata
Bardziej raduje lub boli,
Niż z ust, co wylata -
Słowa, których ma się do woli...



          ABECADŁO  POETY


Piszę nie po to, by zadowolić krytyków, a żeby wyrazić uczucia,
natchnienia i wspomnienia, skoro miałem ciężkie życie!
Poświęcam się Podlasiu i Ojczyźnie, gdy żyję na tej Ziemi.
Nie dbam o popularność, ważne co czuję w sercu.
Ufam, że nie piszę wierszy tylko sobie,
a uwieczniam słowa, choć proste, dla potomnych.
Będę szczęśliwszym na Ziemi, a później i w Niebie,
jeśli komuś z Was przydadzą się moje wiersze,
tym bardziej, kiedy przez moją historię wydarzeń z życia,
weźmiecie do serca, co Wam się spodoba, 
wzruszy lub zaciekawi, czy może nawet zachwyci?
Ale przede wszystkim, jak na moim przykładzie nie popełnicie mego błędu
i niechaj nikogo z Was nie spotka mój los.
Kopalnia to ostatnia kromka chleba, co los był mnie tam zawiódł,
gdzie nie ma nawet "diabła".
Los mnie tam pchnął za chlebem i chęcią lepszego życia,
ale stało się tak, jak nie powinno się stać.
Zatem nie umarłem po to chyba,
żeby być wierszowym takim jakim jestem?!



  MÓJ  DOM  VI


Mój dom,
to wierszy tom;
a w nim żali z życia grom.


Mój dom,
w którym los,
jak atlantycki sztorm,   
co zalewa duszę solną raną -
na tę chwilę daną.


Mój dom,
w którym  c i e r p i e n i e
jest wpisane rodom,
które jak fatum istnienia
nigdy nie odchodzi,
tylko jak cień błądzi...


Mój dom,
który wytrzyma wszystko
i choćby jego podwaliny
wyważałby stalowy łom,
nie upadnie, jak domek z kart,
a obroni się temu,
że ciężar życia umieścił się
na wieczność w wierszy tom,
więc spać można,
w których mój dom
jest przeznaczeniom takim,
jak pamiętnym snom.   



   W  ZŁYM  ŚNIE  II


Ty mi lato.

Ja Ci za to deszcz i śnieg.

Ty mi ćwierci wiek poświęcasz się...

Ja Ci za to ględzę bzdur stek.

Ty mi grzeczność.

Ja Ci smutku wieczność...

Ty mi radość.

Ja Ci niczego dość.
Ty mi dobroć.

Ja Ci złość.

Ty mi zacność.

Ja Ci daję w kość.

Ty pokutę na sobie nieść - w Twojej duszy boleść...

Ja Ci, jak nie litość, a jak wielki drań.

Ty mi mówisz, już mnie nie rań!

Ja Ci ciągle ględzę bez dwóch zdań...



    WŚRÓD  KACZEK


Piękne, okazałe, miłe - poezja,
Krążą na wodnym akwenie -
Środkiem, brzegiem jak finezja
Zaburzając podwodnych topieli cienie.   


Łańcuchy gór snują się po niebie -
Podwójnych chmur przebytych z całej doby.
A tam, gdzie spadnie deszcz, już nie ważne czy w potrzebie.
Ważne, żeby korzyść przyniósł podążając dalej oby.


Kiedy los ze mną się bawi,
Oczy pełne żalu -
Wtedy serce moje krwawi,
Że ja nie do tańca i nie do balu.


A do tych kaczek,
Które nie wyśmieją się zemnie,
Że ja wśród ich jedynaczek
Umieszczam na papier wspomnienie...


Raz ze smutku, raz ze szczęścia
W oku łza się zakręci,
Że życie, jak figlarz nie do pojęcia -
Raz do czegoś zniechęca,
Innym razem ciągotką nęci.


Kaczki prześliczne moje ulubienice,
Może wyleczycie mnie z życiowej tęsknoty,
Żeby już nie drgały wzruszeniem moje tętnice
Styranym życiem, a poderwał się do życiowej ochoty.



TU,  GDZIE  OSIEDLIŁEM  SIĘ  JA


Nad głową szumi las...
Ja w ten czas -

Jestem z Tobą Przyrodo,
Ty moje Piękno, Urodo.

Kiedy Ojczyzna wypłaca świadczenie
I kiedy jest się k a l e k i m z górniczego umęczenia!

Kim może być człowiek w końcu?
Tarzać się na Sumatrze w słońcu?

Czy wiersz napisać za to, że się żyje?
I dziękować Bogu, mimo życie gorzkie, jak pomyje.

Jak dobrze urodzić się z duszą poety,
bo teraz uśmiech moją pierś roznosi,
A życie choć sobacze do Nieba się nie prosi.

Chce się żyć i wiersze płodzić,
Niż w duchowej pustce błądzić.

Żyć w naturze i z Naturą Przyrody,
Kaczki liczyć na wodnym akwenie dla radości i dla urody.

Kiedy doszło się do zgody z samym sobą
I Naturo Przyrodo z Tobą.

Co nosisz mnie górniczego połamańca
Po puszczy nie jak głuchego ostańca*.

A dźwięcznego po tym akwenie wodnym,
Po tej grobli, z której woda spada z dudnieniem chłodnym.

Na głębi rzeczką cicho płynie bez wiru,
Jakim nie targa po kamieniach i złoto połyskającego żwiru.

Niebo w błękicie otacza to wszystko,
Gdzie spotyka się rzadko.

Lecz tutaj, gdzie czas się zatrzymał
I tutaj, gdzie ja sto razy bywał.

Na wierszowego wyrosłem -
Wrzucając do wody swoje życiowe przypadłości.
I już nikt nie powie, że jestem górniczym osłem,
Kiedy gram wierszami w oazie jedności.

Gdzie wszystko żyje ze zgodą Stwórcy Bożego,
A mnie w tym miejscu tylko cieszyć się z uradowaniem
do każdego dnia miłego...

  Objaśnienie: jak nie głuchego ostańca* - autor wiersza miał na myśli siebie samego,
  mimo jest jak leżący kamień czyli przykuty do wózka inwalidzkiego  jest aktywny ruchowo
  i dźwięcznym w wierszach.
 
  Wiersz pisany Podlasiu

121 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-07-01 09:39:31)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


     WIERSZE  Z  GRUDNIA  2009  ROKU



CZAS  ŻYCIU  NIE  PRZEBACZA


Umarł mi brat
Mimo życia miał nie za wiele.
Śmierć przyszła, jak sądu kat,
Żegnając ostatnią drogą w kościele.


Smutno mi dzisiaj tak,
Jak tym, którym już było tak smutno.
Czas to jest schodzącego życia znak,
Ach, jak na tym świecie okrutnie.


Ale czy ja mam walczyć z tym,
Czego nie w sposób zatrzymać?
W życiu jest lepszy wiersz pod rym,
Niż biedą w sercu się zarzynać.


     *     *     *

Biblijna zasada: "Ostatni będą pierwszymi!" -
Niech z takim przeświadczeniem przychodzi nam umierać.   
Jezus, który stał i stoi wyższy nad wyższymi,
On każe nam, żeby przed sądem ostatecznym się nie upierać!


Skoro życie raz jest nam dane,
Aby później je utracić.
Więc chwile, które są nam znane,
Niechaj będą piękne, aby duszę wzbogacić.

...Zanim się odejdzie. 

  Dedykowany bratu.

 
     *     *     *

Wszystko co we mnie drzemało,
tym bardziej, co się burzyło
wyczesałem do wierszy...


     *     *     *

Wiersze nie czytane
nie mają żadnej wartości,
bo takie wiersze nie żyją.



   POGODA  DUCHA


Choć życie od ponad
dwóch dekad mam ciężkie,
nigdy nie miałem myśli samobójczych.

Życie natchnione w duszy to tak
jakbym był duszą bez ciała.
Lekkim i lotnym, jak ptak,
Cichym i wzniosłym, jak nieodgadnięty znak.
Spokojnym i pokornym, jak poddany -                     
na ten znak, co czekając na czas skonany.

Być Bożym człowiekiem
życia i rozsądku.



   WAGA  DOBROCI 
I  ZŁA  W  CZŁOWIEKU


Skarbnica wiedzy to życie,
A życie to czas...
Co niejednemu pójdzie w las, 
A drugiemu rozrasta się w wykwicie.


Ludzie noszą różne imiona,
Nawet różne przezwiska:
miłe, śmieszne, nawet wyzwiska,
Lecz każdy wart tyle na ile czegoś dokona.


W człowieku jest coś takiego,
Że jeden nosi imię poety -
układa wiersz, pisze sonety
I wyrasta duchowo na wierszowego.


A w innym człowieku jest coś takiego,
Że jest bez duszy i serca:
Krzywdzi bliskich, okrada obcych, coś podłego,
A jednak chodzi po tej Ziemi
do dnia sądnego, ludzi zdzierca.


Ale czy nie lepiej w życiu być
Przez ludzi chwalonym, niż ganionym?!
Do tego nie trzeba być uzdolnionym,
Aby ze zła w dobroć stać się innym.



   DZIECIOM  NA  MIKOŁAJA


Cała dzieci zgraja
Czeka na Mikołaja...
Lecz kto dostanie prezenty,
A kto rózgę, będzie zależeć od dzieci.
Tak już jest od stuleci,
Że Mikołaj paczki przynosi dzieciom tym,
Które nie zasłużyły na rózgę?!
Nie wystarczy dla Mikołaja powiedzieć wierszyk pod rym,
Trzeba jeszcze wcześniej być dzieckiem dobrym, nie złym,
Aby Mikołaj przyszedł do dzieci.



  TACY  SAMI -
[ A JEDNAK NIE TACY SAMI ]


Tacy sami,
a bariery między nami!

Tacy sami,
a na siebie samych zdani.

Tacy sami,
tam gdzie nie ma innych.

Tacy sami,
a problemy nie za nami,
lecz przed nami!

Tacy sami
chyba z tymi,
co żyć jesteśmy zdani z nimi.

Tacy sami
co przed nami i za nami
tacy sami.

Tacy sami,
a ściana między nami.



   SPÓŹNIONY  WIERSZ 
O  ZIMOWYM  LISTOPADZIE
   

Krajobraz nad zalewem: "Czapielówka"
Pokrył się śniegiem
I się zrobiła niezła zimówka
Z przedwczesnym zimy biegiem.


"Flet" tymczasem zakręcił "Audi-cą"
Ślizgając się po śniegu.
Och, gdyby ojciec to zobaczył, dostałby kłonicą
Po grzbiecie jeszcze w podwórzu w biegu.


A tak poszaleje sobie -
Rozładuje adrenalinę w sobie
I odjedzie, skąd przyjechał
Z radością, że poszalał sobie z pociechą.


Tymczasem pozostałem tylko ja
I moja życia połowica.*
Ach i kaczki, radość moja -
[ co się skryły pod pomostem ]
Na które wzrok mogę zawiesić,
Jak statek kotwicę.


Wiatr kołysze zaśnieżoną puszczą -
I nocny zwala śnieg.
Ludzie, które tutaj goszczą,
Rozumieją, że ten las rósł cały wiek.


Ja, tu bywam 1/10-tego czasu,
A się czuję tak,
Jakbym był życiem starszy od tego lasu,
Choć szumnego mego życia było tylko mały znak
Do tego wiecznego lasu.


A więc nie wiem czy dalszy jest sens
Mieszać się w historię, którą stworzył Najwyższy?
Lepiej zamilknę. Niechaj inni mają to za precedens.
A mnie niechaj się stanie tutaj każdy dzień milszy,
Od poprzedniego dnia.
Amen.

  Objaśnienie: połowica* - żona autora wiersza.

   [ 5-6.XI.2010 ]



  LISTOPADOWY  DESZCZ  O  PORANKU


Jest grudzień, a deszcz padał
Całą noc - i pada dzisiaj o poranku...
A jeszcze czterdzieści lat temu o tej porze mróz tak gadał,
Że wszystko co żyje było w srogim szwanku!


Dzisiaj pada i pada deszcz...
Z czego nawet i ptakom nie miło.
Nawet dostrzega to nie jeden wieszcz, 
Że tak przed laty nie było. 


Ja także to dostrzegam,
Chociaż nie jestem wieszczem.
Choć chwilę żyłem, długo biegłem
I nigdy nie byłem leszczem.



     GROBLA  ZIMĄ


Cisza w moim sercu,
Chociaż wydarzeniem z życia zranione.
Tymczasem głuchy huk, jak na zdziercu -
Budzi kopalniane tragedie, które już były uśpione.


To woda z grobli
Tak na mnie oddziałuje,
Jak żywiołu gwar, który nie jest sam,
Zagłusza spokój i minionego w ogóle czasu nie żałuje.


Żywioł jest piękny dla oka poety,
Chociaż targa siłą nieprzebytą, jak gniewem.
Ale czy w sercu tak zranionym, niestety,
Nie smuci ten żywioł z leśnym wiatru powiewem?!


Wiatr zimowy, nagły przyszły
Kołysze sosnami jak huragan zerwały,
Tyle dobroci i szczęścia w tym, że nie krwawy,
Jak ten czas, co już nie wróci przeszły.


Jak dobrze w tym,
Gdy ma się ciepły dom.
W nim o tym napiszę wiersz pod rym,
Że tutaj pogoda jak grom. 

W domu wierszy tom.
Zatem jest w życiu cel.



   PRZY  GROBLI


Spada z hukiem woda -
Dniem i nocą...
Nie powstrzyma żadna czasu zgoda,
Naporu tego, który jest mocą.


A ciągle obecny i trwa
Huk i szum po puszczy
Echem gniewnym, jak ryk lwa,
Słyszę to ja i świerkowy puszczyk.


Gdy mój słuch
Na skupienie się zda -
Słyszę nawet jak rzeczny ruch
Z grobli pianę gna.


A tam gdzieś dalej
W leśnej puszczy
Piła wyje, aż z tego żal,
Że nie las, a zrąb świszczy!

Czas do domu wracać,
Ze "Źródła Romana"nabrawszy wody, oczywiście.

122 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-07-02 19:07:42)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.   
   MIĘDZY  ZIEMIĄ,  A  NIEBEM


Nie ma już Ciebie na tym świecie, bracie -
Jesteś teraz w Bożym Majestacie.
Żyć tam tak dobrze, jak przy Bogu,
a nie jak na ziemskim kacie?!


Gdybyś życie takie miał, jak pogrzeb
I żebyś ludzi tak kochał, jak Oni żegnali Ciebie
w ostatniej drodze, to żeb,
Gdyby Ci raz jeszcze żyć by przyszło, o żeb,


Tak się stało, to byś
Już inaczej na pewno żył, to byś...
To co przeżyłeś we śnie tylko byś śnił, co byś...

Innym na tym ziemskim świecie był?



   ZE  ŚWITEM


Powoli wstaje dzień,
Z nim ja, jak nie leń,
Skoro noc mija.



  PRZED  POWROTEM


Kiedy wrócę do domu,
Będę tym kim byłem.
Skoro wiersze piszę nikomu,
Zatem sam z nimi się zżyłem... 



   UPOŚLEDZENIE


Mrok spowija świat -
Ciemność i cisza panuje.
I życie szczęścia nie ma,
Jak ucięty od łodygi kwiat, 
Którego na trochę tylko flakon uratuje.


Tak samo jest ze mną -
Mam podcięte skrzydła,
Chociaż nigdy nie byłem ptakiem.



     CIĄGŁOŚĆ


Próżno szukać dnia wczorajszego,
Choć go cisza została zbudzona!
Chwile dnia dzisiejszego
Utopią się we mgle,
Zanim dusza skona.



     PO  URAZIE


Kiedy budziłem się rano -
Co dnia błagałem Boga i losu,
Aby powróciło czucie i wład do nóg.
Błagałem, skamlałem i... nic.
Codziennie szczypałem owłosienie u nóg,
Czy wraca czucie i... nic.
Aż pewnego razu dałem z tym spokój,
Chociaż nie traciłem nadziei.
Ale tym razem nadzieja
Nigdy się nie spełniła.
I już się nigdy nie spełni!


A więc w takim razie
W życiu nie ważne jest to co stracisz,
Jeśli to możesz odzyskać.
W życiu najgorsze jest to
Czego nie można odwrócić.



   W  PUSZCZY  PRZED 
   ZACHODEM  SŁOŃCA


Migocze czerwienią niebo,
A rozpłaszczony krajobraz zielenią
Sięga aż za horyzont
I na obraz podobieństwa - porządek,
Jak harmonia tworzy piękno.
Nie ma w tym obrazie
Dysharmonii, jak w człowieku,
Który jest niecodziennie zmiennym.
Tu panuje piękno
I nie ma nieładu w naturze.
W dostrzeganym pięknie
Jest harmonia cudownych kształtów,
Abstrakcja w oku,
Czy to wszystko jest prawdziwe?


Zrobię foto i jak będzie mi smutno,
Wtedy na własne oczy się przekonam
W podobieństwie czy miałem rację w tym
Co dzisiaj zobaczyłem.



RÓŻNICA  MIĘDZY  PTASZKIEM, 
      A  CZŁOWIEKIEM,
KIEDY SPOTKA  PODOBNY  LOS


Kiedy podetnie się ptaszkowi skrzydła -
Nie pofrunie, zginie!

Kiedy człowiekowi uszkodzi się rdzeń -
Myślami chodzi, żyje!

Kiedy ptaszka zamknie się w klatce -
Nie śpiewa, milczy.

Kiedy człowiek jest uwięziony losem -
Nie milczy, mówi zza życia krat...

Lecz są w takiej samej sytuacji,
Jak krzyk w martwej ciszy.



    NA  TOPIE


Choć lat mają w kopie,
Ciągle są na topie,
To Budka Suflera -
Muzyka jej, jak era
Ciągle jest na fali -
Piosenki grają i grali,
Wszystkim pokoleniom się podobają,
Nawet dzieci je znają.


To Budka Suflera,
Zaczynała od zera,
A dzisiaj przez kilka muzycznych pokoleń
Słucha jej muzyki nie tylko muzyczny "goleń",
Ale i z wyższych sfer.
Taki tej muzyki jest ludzki ster.

To jest Budka Suflera



   KACZKI  NA  WODZIE


Kaczki na wodzie,
Dla oka tylko z pozoru
Pływają po akwenie wodnym chaotycznie.
A tak nie jest.


Wszystkie równocześnie tworzą
Inteligencję i harmonię ruchów,
Które nie popadają w nieład,
Jak nierozumne stworzenia,
Które mają rozum,
Przynajmniej im tak się zdaje.


A są adekwatne,
Do tego co robią
I czym są.
Są piękne, jak kwiat
Ruchomy na wietrze
W wielu kolorach.
Rysują wzory kół,


Ciągle o innych kształtach
I za każdym razem w innych miejscach,
I same są wzorem czystości,
Lecz nigdy nie są grzechem.

123 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-07-02 20:31:45)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

Martwa  cisza  przed  burzą  [ 12-13.XII.1981 ] 


Zima mroźna, jak na Podlasiu, choć to jest Śląsk.
Nic nie wisi w powietrzu, prócz siarczystego mrozu.
Poza tym spokój i cisza, jedynie ja idę na "szychtę".
Śnieg skrzypi pod stopami, słyszę tylko taki wkoło
siebie hałas. Jest późny sobotni wieczór,
pośpiesznie jednym rytmem dybię na nocną "szychtę".

W domach osiedlowych w oknach migocą telewizory,
jak nigdy nic. Z kominów dymy ścielą się po osiedlu przy
ziemi i tylko czuć swąd. Ale to mnie nie zraża, wręcz
przeciwnie - podoba mi się, kiedy palę papierosy,
taki dym pachnie mi.

Na przystanku autobusowym pusto, żadnego człowieka,
jedynie po drugiej stronie ulicy dwóch pijaczków za
węgłem restauracji: "Pod Kasztanami", ledwo utrzymują
się na nogach. Im "szychta", będzie łóżko?
Mnie za godzinę nocka spędzona na poziomie: -300
czyli 650 metrów pod ziemią. Przyjechał przewóz na
przystanek, wsiadam do przewozu, w nim kamratów
jedynie kilku, bo to nie jest przewóz z KWK "Ziemowit",
a od mego pracodawcy "PRG Mysłowice".

Na kopalni prawie pusto, tylko sami: "PRG-owcy" przed
zjazdem na 22.00. Szybem winda pędzi na dół, równowagę
utrzymują prowadniki. Opór powietrza smaga po roboczym
ubraniu i chwilami krople słonej wody z szybu zagania
po twarzy - obryzgując ją, jak za wyrok, czy za poniżenie
gardząc ziemskim człowiekiem, że sięga poza naturę i
ponad naturę.

https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Na dole, idąc wentylacyjnym chodnikiem - powietrze
przewiewa ubranie, a nawet duszę. Noc na powierzchni
tym, co mogą spać. Na dole dzień tym, co muszą harować.
Tam i tu ciemno, a różnica nie do porównania, lecz rozumie
tylko ten, kto przeświadczył się na własne skórze.
W miejscu, gdzie strop zacisnął chodnik tak, że trzeba
było przechodzić na kuckach, tam najbardziej
bałem się o życie. Ale kogo, prócz mnie to obchodzi,
kiedy w tym miejscu już nie ma Boga. To któż ciebie
obroni, jeśli sam się nie obronisz?! Najgorsze w tym
czasie było pomyśleć, że w tym miejscu, w tej chwili,
może strop się zacisnąć i zawalić nas w takiej sytuacji!?
Tak myśląc, to nawet z samej wyobraźni można oszaleć
lub co najmniej dostać "pietra" i już nie wracać na dół.
Otóż byli i tacy, co im obraz tego nieludzkiego miejsca
był straszniejszy od myśli, choć to nic nie miało wspólnego
ze śmiercią. Tacy już nie wracali na dół drugiego dnia.
Choć to nic nie ma wspólnego z tym, że:
"drugi raz nie wchodzi się do te samej rzeki".
W miejscu roboty, [ nie pracy ] ciemno, głucho, choć hałas
maszyn górniczych i smutno, jak po kacu alkoholowym,
albo papierosowym lub z niewyspania się. Więc tutaj
na dole robota jest dla twardzieli, a nie dla "świrów".
A tym twardzielem może być nawet mięczak, ale nie "świr".
Wręcz przeciwnie tylko może być tym twardzielem mięczak,
bo "świr" tutaj nie przyjdzie.

Kim kto jest, prawda pokazuje tutaj, gdzie "ki diabeł"
nawet chowa się po wnękach, gdzie ciężar ziemi ma się
na karku, i tutaj, gdzie sam Bóg nie pomoże.
A więc, jak kiedyś mawiał stary "baca": "Wierz w Boga,
ale Bogu nie wierz!" - doradzając turyście, który szedł
w góry. Tutaj jest jeszcze gorzej, skoro nie ma dokąd
uciec; nie ma gór, nieba, nie ma chmur, a tylko ciężar
ojczyzny nad głową i nad górniczym karkiem. Nie ma
okien, tylko ociosy*, strop i jedynie droga odwrotna.
Idąc do przodu zawsze napotyka się czoło chodnika,
które przez Naturę 3,5 miliarda lat temu ukształtowało
się i stawia dzisiaj ludziom twardy opór.
Chcesz mały człowieku mnie uszczypnąć, ugryźć, zdobyć
to kuj mnie, wierć, wysadzaj, przez Alfreda Nobla
wynalezionym dynamitem, aż mnie urwiesz - trochę skały,
może wtedy staniesz się mniej ludzkim, za to więcej
człowiekiem małym.

Dynamit rwie skały - zamieniając na urobek*, w nim miał
i kamieni zwał. To jest siła rozumnego człowieka, którego
nie przyszłość czeka, a jedynie jeden metr do przodu w
kamieniu. Na płucach dym i smród po dynamicie, duszność
i słodkość w ustach. Na starość ser na płucach!
A więc na świecie musi być porządek, tylko nigdy nie mogą
być wszyscy równi, bo nie będzie komu żyć i walczyć o
przetrwanie, kiedy jeden będzie zwalał na drugiego,
że ty to rób! Bo ja jestem równy tobie. A równy jemu,
będzie mówił, że jest równy jemu! Lecz prawda jest tylko
jedna, że umrzeć wszyscy muszą, z taką różnicą, że nie w
jednym czasie. Ale przedtem iść na śmierć muszą zawsze
chłopi i robotnicy w ludzkiej masie. W czasie cyklu
roboczego, pot ze skroni ścieka strumieniami, do tego
na plecach koszula mokra, jakby zza węgła oblał mnie
szatan podstępny. A kiedy ze stropu piaskowcem sypnie,
staje się nie przyjemna mieszanka na koszuli i na spoconej
skórze. Ależ kogo to obchodzi, kiedy na powierzchni cisza
przed burzą, tylko z tym, że nikt o tym nic nie wie prócz
wojskowych wtajemniczonych. Tymczasem robota wre,
jak nigdy nic, te same bóle, te same cierpienia, ten sam
codzienny pot, ta sama męka, ten sam uśmiech i ta sama
radość, myśli, czy pragnienia, z taką różnicą, że 650
metrów pod ziemią. Ale złośliwy powiedziałby, że:
"Każdy ma taki los, na jaki zasługuje". Powiedziałbym,
że jest w tym prawda i nie prawda: wszystko zależy od
myślenia i od sytuacji w jakiej dana osoba się znajduje.
Będąc w chodniku -300 = 650 metrów pod ziemią wydrążonym
przez człowieka, który jest panem Natury, przynajmniej
tak mu się wydaje, może w każdej chwili zginąć, jak
marna glizda przywalona naporem Natury, kiedy mały
człowiek ją drąży!... Jaki to strach tak pomyśleć,
a jednak, my kamraci tutaj jesteśmy i jak rozumne
krety gwałcimy uśpioną od 3,5 miliarda lat Bożą Ziemię.
Z biegiem końca "szychty" - cyklem wyrwano Ziemi Naturze
jeden metr chodnika do przodu, obudowując przed górotworami.
Tym samym, mając świadomość wykonania swojej roboty za
wzorową i wypełnienia wytycznych z założenia przełożonych.
Z tą dumą, a jeśli nie dumą, to z pewnością świadomości
wykonania swego zadania, wracamy pod szyb na szczęśliwy
wyjazd ku ziemi, ku życiu, ku ludziom, ku Bogu i ku niebu,
aby dotrzeć do łóżka odpoczynku.

Wyjeżdżamy windą niepewności, choć zawsze jest więcej
pewności przy wyjeździe, niż przy zjeździe, że dzięki
Bogu dalszy dzień, noc przeżyło się szczęśliwie i z
pełną uciechą, i z pełnią na duszy, i w sercu, ślubów i
śmierci. Po prostu tam, gdzie radością wszystko stworzył
Bóg. A nie jak na dole i nawet w windzie, człowiek.
Na dole ciemno, głucho, głośno, strasznie, śmiertelnie,
niebezpiecznie i martwo.

Na powierzchni zima - mróz -15 stopni Celsjusza.
Na dole +30 stopni Celsjusza, a więc z różnicą +45
stopni Celsjusza w porównaniu do temperatury w przodku*.
A kiedy z łaźni wyjdzie się na dwór - od razu włosy
zamarzają na głowie! Trzeba być hartem, żeby nie
przeziębić się. Ale kogo to obchodzi, prócz mnie.
Masz tak, jak sobie wybrałeś, albo tak, jaki twój
los wybrał. Kogo to obchodzi, że tak jest.

W przewozie powrotnym przeciąg, jak przy wentylacji.
Przecież w sumie jest zima mroźna i w dodatku świta
porankiem niedzielnym na dzień 13.XII.1981 roku.
Szukam miejsca, gdzie przynajmniej czuć trochę
ogrzewania w przewozie. Tymczasem oczy zamykają się
same i nawet rozbełkotany, rozklekotany przewóz nie
rozprasza do drzemki. Można zasnąć nawet na stojąco,
aby tylko odwrócić uwagę skupienia. Robota w kopalni
pod ziemią robi swoje, a w dodatku była nocna "szychta".
Nie ma twardzieli, kiedy jest się żywą istotą.
Twardziele są tylko w barze pod wpływem alkoholu i na
stadionie piłkarskim. Po "szychcie" w człowieku jest
zmęczenie i sen, na czas ten.

Wysiadając w miejscu zamieszkania - na przystanku
autobusowym przy restauracji: "Pod Kasztanami" pusto
w ludzi, cisza, a tylko słychać, jak zima oddycha...
I choć widnieje porankiem, osiedle tętni takim samym
żywotem jak przed "szychtą", tylko z tym, że o poranku
mróz jest silniejszy. A przez to jest bezwietrznie,
dowodem tego dym kłębiący z kominów przy lampach
oświetleniowych i przy ziemi, raczej przy zmarzniętym
śniegu. Prócz tego cisza, tylko coś wisi w powietrzu!?

Wchodząc na stancję zakwaterowania, stało się z zimna na
dworze, tak ciepło i przytulnie, że aż mnie strzęsło z tej
tak miłej na dobre sytuacji dla organizmu. Przed snem,
co może zjeść kawaler na stancji sam siebie żywiący?
A mianowicie kilka pajd chleba, do tego pręt kiełbasy,
która suszyła się między żeberkami centralnego ogrzewania,
i herbatą popijając z wody zagrzanej na grzałce elektrycznej.
Po tym z pełnym żołądkiem i z wysiłkiem nocnej "szychty"
na grzbiecie, miłe łóżko, jak sen, który zamyka oczy.
A jeszcze do tego i przy tym gra szpulowy magnetofon,
z którego tylko do mego ucha dochodzi muzyka: "AC/DC" -
choć tak twarda i dynamiczna, a zarazem usypiająca,
jak narkotyk po nocnej "szychcie". I tak z tym usnąłem -
smacznie śpiąc od 7. rano - do samego południa niedzielnego
w dniu 13.XII.1981 roku. Budzą się w samo południe -
załącza telewizor, który kupiłem za zarobione pieniądze
w kopalni. Co się dzieje? Same szumy w telewizorze,
żadnego obrazu! Po jakimś krótkim czasie przychodzi
gospodyni stancji, pytając: - Czy u pana odbiera telewizor?
Odpowiedziałem: - Nie! Byłem załączyłem, ale nie było
obrazu! Tylko same szumy i śnieg na ekranie...
Gospodyni: - U mnie tak samo! Ja: - To nie wiem co jest?
Z tym przeświadczeniem - po tej rozmowie między nami,
gospodyni zeszła na dół do swoich niedzielno południowych
zajęć. Po tym w jakiś czas, po nasłuchaniu się piosenek,
wcześniej nagranych na szpulowym magnetofonie, załączam
telewizor i... ciągle gra hymn mojej ojczyzny!...
Po pewnym czasie ukazuje się generał Jaruzelski - i
wygłasza do rodaków swoją przemowę, a raczej nakaz
dyktatorski o stanie wojennym w naszym kraju!
I z tym, jakie będą tego zasady, regulaminy, konsekwencje,
i w końcu zmiany: http://www.youtube.com/watch?v=IG4SbX26G60
Tak było! Jak dobrze tym, którzy nie pamiętają tego dnia.
http://www.youtube.com/watch?v=TroenoOk … re=related

Na dzień dzisiejszy niektórym jest jeszcze gorzej,
mimo mamy wolność. Grudzień 2009 rok.

  Objaśnienia: ociosy* - z gwary języka górniczego śląskiego
  na język zrozumiały po prostu - ściany.

  urobek* - zwał piaskowca lub węgla po odstrzale górniczym -
  po prostu potocznie kupa ziemi.

  w przodku, przodek* - po prostu chodnik,
  wyrobisko na dole w kopalni.
   

                           
  TA  LEPSZA  STRONA  MEDALU


Dzisiaj do kaczek nie strzelają myśliwi,
Miłośnicy przyrody fotograficznymi aparatami
Wynoszą je na swoje salony.

Dzikie kaczki stały się oswojonymi -
Wychodzą z wody na brzeg na posiłek od ludzi.

Czas się obudził i człowiek jest kaczką,
A kaczka człowiekiem.
Nie ma zatracenia, tym bardziej dzikości,
Zatem ptak człowiekowi gościem,
A człowiek gość nad nim wielkością daje się zrównać.

Więc świat chyba nie zaginie?



     UWAGA!


Wiatr góry przenosi,

Ludzi duma roznosi,

Zwierzęta są ufne, jak dzieci,

Przyroda nie znosi śmieci,

Księżyc wstydzi się za świat,

Słońce, to już nie życia kwiat,

Iż dziura ozonowa, to rak,

Skoro na ziemi rozsądku brak!

   

    NA  ZIEMI


Nie ma nadwyżki,
Ale i nie ma niedoboru:
Powietrza, tlenu, słońca,
Nieba, chmur, pogody,
Deszczu, zieleni, przyrody
I życia, więc nie zginie życie.


     *     *     *

"Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia."

Czyli jakie koryto taka świnia.



     ZIMA  W  PUSZCZY


Nagła zima skuła akwen lodem
I wtem kaczki stąd uszły mimochodem.
Gdzie one są? Bóg sam wie.
Lecz dzisiaj nie będzie mi dane ujrzeć nawet kaczki dwie.
Mniejsze z tym, skoro gdzieś uszły, jak dym.
Przyjdzie czas, wrócą i swym pięknem mnie uroczą.
Trzeba tymczasem tylko poczekać myślą,
Lecz z wierszem nie zwlekać -
ujmować do rymu to co wzrok otacza:
biel zimy piękniejszy, niż kolorystyka kacza.
Zalew skuty lodem z przyszłym nagłym chłodem,
Śnieg puchem białym zmarzlinę wodną pobielił
I tak moim oczom krajobraz zimy się udzielił.


Wędkarz nabrawszy odwagi -
wszedł na lód wśród trzcin bez uwagi,
Prętem wykuwa przeręblę, śpiesząc się tak,
jakoby przebity lód nagle miał zamarznąć,
jak zastygnąć woskowy stempel.


Tymczasem śnieg tak miło dla oka prószy...
Bezwietrznie, nie jak w listopadzie przy pierwszym ataku zimy,
Kiedy wszystkim źle leżało to na duszy.
Na dzisiaj zima chciana i z prawdziwego zdarzenia nie pulchna,
nie chlapa, a mrozik i biały śnieżny puch do ujrzenia!...
Jak miło i chętnie to ujmę na foto, gdy zima jak ta lala oto!
Co tylko oko przymilić do tego dnia białego i upamiętnić w wierszu,
Zanim ujrzy się jeszcze bardziej dnia miłego.

A więc do miłego dnia następnego.

  Pisałem, dnia 15.12.2009 roku. Podlasie



  MIĘDZY  NIEBEM, 
   A  POD  ZIEMIĄ


Co jest dla Boga milsze,
potrzebniejsze, pilniejsze,
czy być pod ziemią w kopalni -
harować w znoju i w pocie czoła?


Czy pojechać do Nowego Jorku -
zobaczyć go i zwiedzać?
Bóg wie?
Czy sam zainteresowany?


     *     *     *

Pisanie z serca jest więcej szczere i prawdziwe,
niż z głowy, skoro piszący myśli nie głową, a sercem.



PODCZAS  WIERSZOWEGO  NATCHNIENIA


Trzymam ucho przy ziemi,
Innym razem nadstawiam do nieba,
Skoro wczoraj otarłem się o śmierć,
A dzisiaj mogę tylko się radować
Ż Y C I E M...


     *     *     *

Moja, Ty radości,
Nie mam do Ciebie złości,
Że moja dusza pości.


A Ty masz do mnie zaufanie,
Na ciągłe na mnie czekanie,
Póki przyjdzie między nami przywitanie.


     *     *     *

Jestem fatalistą fizycznym,
a nie politycznym,
jak o sobie mawiał Czesław Miłosz.


     *     *     *

Gromadzone emocje przez lata wybuchły
i... trzeba było je umieścić na papier,
aby w nich się nie udusić!


Czas odciska piętno,
a życie dopisało do tego dalszą kartę
z której powstało: "Krzyk w ciszy".

[ Krzykiem w ciszy autor nazwał
wszystkie posiadające swoje wiersze,
które podzielił na tematy ]

124 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-07-10 20:41:51)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


ZIMA  NA  PODLASIU


Idzie zima wielkimi krokami,
raczej nagle już przyszła!
Choć to jeszcze nic,
co było przed wiekami.
Ważne, aby wszelka zaraza
z zmarzliną już wyszła.


Drzewa liściaste okuły się
w sen zimowy,
zima w śnieg biały.
Tylko niezmienny las sosnowy,
który otacza zalew cały.


Wśród tej zmarzliny,
ja, nie jak glizda,
chociaż tutaj jestem jedyny,
który na nic nie gwiazda.


Dane mi było naturą się uraczyć, 
bo kiedyś mi się przyśniło,
że tę ziemię będę chciał w wierszach zaznaczyć,
gdy będąc jeszcze na Śląsku
ku tej ziemi tak serce się paliło...


W snach chodziłem po tej ziemi...
Całymi dniami tęskniłem,
jak dziecko za matką...
Lecz los kazał czekać ku czasom tymi,
co z tego wyszła nie lada gratka.


Skoro dłuższe czekanie
zdradza większą tęsknotę...
Wtedy sobie samemu stawia się pytanie,
że ziemię skąd się wyszło,
będzie się pielęgnowało, jak cnotę.


Nie szkoda mi wysiłku,
nie szkoda czasu.
Zanim życie jeszcze
nie dobiegło do schyłku,
poświęcam się tej ziemi zawczasu.


Tym na co mnie stać czyli wierszem.
Choć wiem, że czasami trudniej słowem grać,
niżeli w żniwach "sierzpem"* 


Wiem to dobrze, skoro byłem chłopem
i robotnikiem - tyrając w pocie czoła,
będąc z klasy chłoporobotniczej wspólnikiem. 
Lecz przez los na dzisiaj parając się piórem -
niechaj się wzniosą proste słowa samemu Panu Bogu,
jeśli wytrzymać mnie zdoła?

  Objaśnienie: "sierzpem"* - sierpem.

  Pisałem, dnia 16.12.2009 roku. Podlasiu



     MOJA  OJCZYZNA,
  TO  ZIEMIA  PODLASKA


Moja OJCZYZNA to ZIEMIA PODLASKA.
Moja blizna to "dynamitu laska".

I jak to pogodzić, skoro jednego i drugiego żal?
Co musi się zrodzić sięgając okiem w dal?   

Moja ZIEMIA PODLASKA,
To nie jak ta "górnicza dynamitu laska".

A jak te Łono Natury,
Co lasów wierzchołki ocierają chmury.

Moja ZIEMIA PODLASKA -
Pisać Jej wiersze
Przez los była mi dana łaska
Po horyzont jak dłuższa i szersza -


Mojej ZIEMI PODLASKIEJ,
Którą opuściłem za chłopca.
Kajam się po dzisiaj, jak na duszy polskiej,
Że z tej ucieczki wyszedłem na głupca.


W dodatku na  k a l e k i e g o  głupca,
Więc jeśli na dzisiaj wierszem mogę się odpłacić?
To póki mi życia - staję w szeregi hufca,
Abym mógł służyć Ci, moja ZIEMIO PODLASKA,
Coby mógł swoją chłopięcą głupotę zgładzić.
Tym samym oczyszczając sumienie swoje,
Które ciąży na mnie po dzisiaj!

  Pisałem, dnia 16.12.2009 roku.
  Podlasiu 



   ZABAWKI  Z  DZIECIŃSTWA


Pokolenie z wieku moich synów mają problem,
jaka z dzieciństwa zabawka była dobra?

A ja nie.

Ja nie miałem z tym problemu,
skoro w dzieciństwie nie miałem zabawek.

Ale pamiętam czarnego kota,
który nie dawał się wziąć na ręce, bo drapał.

Pamiętam kury, które z ręki wydziobywały chleb
lub bułkę od święta.

Kiedy kuzynowi z Gdańska lub bratankom
z Wyszkowa to się przydarzyło, płakali.

  A ja nie.
I zabawek żadnych nie miałem.

Pamiętam, jak młotkiem się bawiłem,
zamiast prawdziwych zabawek.

Nawet psa nie było, choć mieszkaliśmy na wsi,
bo mama psów nie lubiła.

Ale za to żalu nie miałem.




      MOJE  WIERSZE  SĄ


Moje wiersze są tragiczne, jak moje życie.
Moje wiersze nie są liryczne,
Skoro po tym poetą się stałem
Krzyżem padając na "urobek"* o świcie!

  Objaśnienie: "urobek"* - zwał, kupa piaskowca
  lub węgla odstrzelonego na dole kopalni w przodku chodnika.
  "Urobek"* - również określa się, kiedy w ścianie węgla wyfedruje się
  daną ilość węgla.
 


          ZARAZ  PO  WYPADKU


Otchłań podziemna krążyła wokół "ociosów"*
I żal był taki odchodzić z tego świata,
Bo jeszcze śmierci nie usłyszałem koło mnie szemrzących głosów,
Kiedy w domu czekała na mnie żona z synami i ciepła chata.

  Objaśnienie: "ociosów, ociosy"* - po prostu prawa i lewa strona
  ścian chodnika na dole w kopalni. Jak sama nazwa wskazuje: "ociosy"
  czyli ociosane materiałem wybuchowym i kilofem prawa i lewa strona
  oraz strop wyrobiska do zabudowania chodnika. 


                                 
     OT,  ZIMA  PRZYSZŁA  NAGLE


Przez dzień, dwa, trzy ścisnęło mrozem,
śniegiem przysypało ponurą smutno krajobrazową jesień!
I już chłop saniami, a nie wozem może jechać po to,
co nie dał mu czasu wrzesień.

  16.12.2009 roku.

 

W  "WIERSZOWYM  TRÓJKĄCIE"  ZIMĄ


W "wierszowym trójkącie" wiatr kręci śniegiem,
Wirując jak trąbą powietrzną -
Zmiatając śnieg z bloku szeregiem,
Jakby za jakąś przyczynę grzeszną?


Tymczasem sikorki w liczbie mnogiej
W ruchomym kolorze głóg przyozdabiają -
Odganiając jedna drugą za słoninkę w zimie srogiej,
Jak dobrze im, że choć słoninkę mają.


Las bujany przez wiatr -
Kołysze się w aurze śnieżnej.
Wszystko kręci się, jak z filmu: "Kadr" -
W tej chwili zimy pobieżnej...


Nie wiem, co mi się stało,
Że tego roku polubiłem zimę,
Tak znienawidzoną, co na nią przekleństw było nie mało,
Od kiedy przez los przyszło mi się: "paraplegik" nosić imię.



DNIA  ZIMOWEGO


Prószy obfity śnieg...
A ja jak wieszcz
Lub jak sęp wypatruję teren
Nie za pożywieniem,
A za ujrzeniem
Sam nie wiem czego?



    MAM  TO 
ZA  CZYM  PRAGNĄŁEM
    CZYLI  JESTEM 
NA  UKOCHANYM  PODLASIU


Piękne zimowe widoki,
Jak okiem sięgnąć -
Wszędzie białe obłoki,
Co tylko duszę tchnąć -
Patrząc na te śnieżne stoki,
Już nie muszę na życie kląć,
Skoro mam to
Za czym tęskniłem -
Patrząc po horyzont sokołem
Górą, dołem
I człowiekiem.



TYTUŁ  NIEZNANY


Dygoce moje ciało,
Pulsują skronie -
Z tego co się stało.
Lecz już łez nie uronię.


Wypłakałem się w wierszach
Za lata chude i tłuste.
A teraz oddaje swoje życie
na "szach mat" BOGU.

125 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-07-10 21:09:34)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.   
     NARAZ


Słońce świeci,
Pada śnieg...
Sikorki obskakują drzewo...
Nie smutno ci dzisiaj "ewo".


Lokator blokowca trzepie świąteczny dywan,
Echo po puszczy się niesie!...
Tak jakby dokonywał się jej wyrąb. 


Słońce świeci,
Pada śnieg...
Sikorki obskakują drzewo...
Czy natrętnie ci dzisiaj przyozdobiona "ewo"?



       CIEKAWE,  ŚMIESZNE,  A  NAWET  DZIWNE


Od kiedy padłem na górniczy urobek - uderzony skałą z czoła przodka* -
odtąd nigdy nie jechałem autobusem, tym bardziej tramwajem.
Ale nie oznacza to, że nie poruszałem się po ulicach śląskich miast,
czy teraz Podlaskich. Po prostu wozi mnie mój koń: Mustang.

  Objaśnienie: czoło przodka* -  czoło chodnika górniczego.


                                                                           
W  GRUDNIOWE  POŁUDNIE
[ ale jeszcze przed zimą ]
[ wiersz spóźniony, ale pisany w swoim czasie ]

Mgła zewsząd otacza
I coraz bardziej się zbliża.
W tej chwili lęk mnie przytłacza,
Bo biją kościelne dzwony ku Niebu "mirze".

Idzie kondukt pogrzebowy!



    NAGŁA  ZIMA


Nagła zima przyszła,
Zima niedobra i zła dla tych,
Którym dała się we znaki!


Nagła zima przyszła,
Zima dobra i radosna dla tych,
Którzy lubią stoki narciarskie!

A nawet dokarmiając ptaki.

Zima niedobra, zła!

Zima dobra i radosna, jak ta lala!

 


          IDĄ  ŚWIĘTA


...Idą Święta Bożonarodzeniowe;
W domach, supermarketach świąteczna ludzi krzątanina:
Ludzie, supermarkety świętami żyją - miny mając wesołe,
Nawet do kosza biednym kładą świąteczną daninę...


Do tego na dworze dzieciom dopisała zima;
Zima taka aż z radości są w niebo wzięci.
A nad wyraz radości będzie, jeśli zima przez Święta potrzyma,
Szkoda tylko będzie tych co w łóżkach są,
Gdy Im z żalu za tym łezka się zakręci?!
                           

...Idą Święta stąpając dużymi krokami,
Do tego zima już przyszła.
Nawet ptaki zza okolicznych drzew są przed oknami,
Co im na odwrót, jak ludziom z głodu tęsknota ku nam przyszła.


Są już Święta Bożonarodzeniowe -
Choinkę każda katolicka rodzina ubiera...
Jezus co rok się rodzi odnowa,
Bo nigdy w naszych sercach nie umiera.


Śniegi ustały, wiatry ucichły,
Bo Jezus narodzony w stajence radość przynosi.
Nie ma w tym, jak u polityków żadnej lichwy,
A szczera miłość, którą Jezus ciągle w nasze dusze wnosi.


Nawet zwierzęta klękając cuda, cuda ogłaszają:
Że mówią ludzkim głosem za cud uznając,
Że w Święta Bożonarodzeniowe radość z Jezusa mają.



   MIECZY-SŁAW


Imię pogańskie, a tyle w nim barw,
siły, grozy i sław.
Jak Mieczy-sław.



MUZYKA  MEGO  ŻYCIA


Muzyka mego życia,
To: "Płoną góry, płoną lasy".
Muzyka mego bycia,
To wierszy stosu zapasy.


Wszystko gra strunami żalu i bólu,
Radości, smutku, ale i przetrwania.
Lecz nic nie mogłoby przetrwać bez powołania,
Gdyby nie geny Twoje matulu. 


Muzyka mego życia,
To: ani sen, ani zjawa,
A wszystko to co jawa.


Muzyka mego bycia,
To nie słodkie wino do wypicia,
A czar goryczy z życia.


      *     *     *

Polityk odchodzi z polityki i do polityki wraca -
tym samym wchodzi do tej samej rzeki.


A kto do tej samej rzeki wchodzi dwa razy,
niechaj odpowie sam polityk.



JAK  PRZEMIANY  TO  WE  WSZYSTKIM


Za PRL-u "Teleexpress" lub "Dziennki Telewizyjny"
informował społeczeństwo:

"Polska rośnie w siłę i dobrobyt."

A dzisiaj "Teleexpress" i "Wiadomości"
informują społeczeństwo:

"Kto kogo okradł."

"Kto kogo zabił."

A jaka prawda jest bardziej gorzka -
wie o tym tylko poszkodowany.


     *     *     *

Żaden poeta nie gani swego kraju
w swoim kraju.



        Politykom


Łatwiej szastać publicznymi pieniędzmi,
niż własne policzyć.