76 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-26 10:38:07)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
     LEŚNI  LUDZIE


Leśni ludzie, ale nie inni,
jak ci ludzie nie z lasu.
Żyją w trudzie będąc zaradnością czynni -
chodząc do lasu od czas do czasu.



    OBALENIE  PRZYSŁOWIA


Mówi się: "Bądź mądry i pisz wiersze".

Ja nie jestem mądry, a piszę wiersze...

Więc jak to jest z tą mądrością?



  KRÓTKI  WIERSZ  BEZ  TYTUŁU


Autorowi wiersza dostawcy mebli
skręcają kupioną szafę.

Myśl autora wiersza na widok skręcanej szafy:
Człowiek w trumnie, to brzmi dumnie.

Autor wiersza mówi do dostawców mebli
podczas skręcania szafy:

- Wygląda, jak trumna.

Dostawca mebli:
- Cóż za skojarzenie?

Autor wiersza:
- Śmiertelne.



JEDNEMU  ILOŚĆ  WIĘCEJ  JEST  WARTA,
     NIŻ  DRUGIEMU  WARTOŚĆ


Nie jestem wybitnym poetą, jak Gałczyński.
Jestem wykwitnym poetą, jak Mietko.



   NA  SĄDY  BOSKIE  NIE  MA  RECEPTY


Co człowiek, to głowa - co głowa, to rozum.
Co rozum, to myśl - co myśl, to postanowienie.
Co postanowienie, to decyzja - co decyzja, to traw lub błąd.
A sądem i tak los.



      PIERWIASTKA*


Wiosno, wiosno rozpoczęta wiosno,
bądź mi ciepłym niebem.
Patrzę na ciebie horyzontu lobem,
ach nie bądź mi wiosną sprośną.


Chłody odeszły, lody spłynęły,
zalew odwiośniał, ulubienice okrężnicami*. 
Ludzie chodzą pojedynczo, parami,
ach jak przyrody wykwity drgnęły!...


Leszczyny, osiki upiększają bazie,
pąki na drzewach oczy znajdują.
Miły wiaterek po ciele powiewa...


Żaby ku wodom wędrują...
Ptak z ptakiem dobrze się miewa.
I ja z pierwiastką wiosną
już przez zimę nie pokutuję.

  Objaśnienie: Pierwiastka* - wczesna wiosna.
  okrężnice* - pływające kaczki w miejscu swego pobytu.



W  DRODZE  DO  MIEJSCA  URODZENIA
  I  W  MIEJSCU  URODZENIA


W drodze do miejsca urodzenia
I do umiłowania wiecznego -
Podążam, aby doznać natchnienia
I wyzbyć się z duchowej pokuty cierpiącego.


Przemijając krajobraz piękny, jak w bajce,
Aż z wrażenia serce się kraje.
Czy ktoś z Was kiedy pytanie zadaje,
Ileż to urody w tym stworzeniu Boskiej Trójcy?


Wzgórki, pagórki przemijam,
W puszczy zieloną otchłanią pojmany;
Wzrokiem i duszą jej uroki wypijam,
Aż z upojenia radosnym doznaniom jestem oddany.


Obrzeża drogi w zawilce usłane
Na których motyle się znajdują,
Z wonnego zapachu swe loty falują.
Ach, jakżeż mało gdzie to spotykane.


Posiwiałe szarobiałe zbrązowiałe brzozy
Zielonym jemiołom siebie przyozdobią.
Ach, przecież jak miło być sobą
I dostrzec to z poczuciem wiosennej dozy.


Na duszy i w sercu uzdrowienie,
Pierwiastka wiosna oko pociesza.
Wędrówka zwierząt piesza
Zapisze się do nieprzemijalnego wspomnienia.

***
A w miejscu urodzenia,
Gdzie wioska zwie się: Cimanie -
W jednym, drugim, trzecim miejscu do ujrzenia
W gniazdach krzątają się bociany mając zadanie.


Okres rozrodczy z natury dokonać,
Po czym wzbić się pod wysokie niebo
I pożegnać ciebie przyjazna glebo,
Odlecieć - przylecieć - daleki przelot pokonać.


Tymczasem na skraju wioski
Z pagórka dzieciństwo wspominam,
Z pragnienia, nie z troski
Podziwiam rzeki zakola "Sidra" z nazwy,
którą od dzieciństwa znam.


Na horyzoncie za rzeką -
Krajobraz w zaroślach wybujał.
Aż dziw się bierze pod powieką,
Że czas przeszły aż takie zmiany ujął!


Olchy rzekę okalają,
Pagórki brzozami zarosły.
I hen tam dalej las wzrostem wyniosły,
Jakżeż czasy krajobrazy zmieniają!


Widzę nie zmąconą przyrodę,
Jak wodę czystą bez skazy.
W dobie kryzysu sprzyja urodą,
Co tylko van Gogh-owi* umieścić na obrazy.

Objaśnienie: Vincent Willem van Gogh* - holenderski malarz z XIX wieku.
Wiersz pisałem w kwietniu 2009 roku.



  WE  DWOJE


Czego mi brak,
Ty to masz.
Czego Ci brak,
ja to mam.


Nie ma u nas drak,
bo wszak Ty to znasz
i ja wiem nieborak,
co z siebie damy
dla Ciebie
i dla mnie.

  Basi

77 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-10 19:24:26)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
    W  TEJ  CHWILI  IV
                                             
                                                 
Bluszcz, iwa, głóg, pigwa i kalina
rozbujały się w listkach.
Z Puszczy niesie zapach jedlina,
a wzrok osiadł na kawkach.



    MIŁOŚĆ  DO  WIOSNY


Wieczna boleść serce spowiła,
A żal dokonał reszty.
Czego ja chcę od ciebie, wiosno miła,
Zakochując się w tobie bez reszty.


Widzę w tobie wszystko, jak dziecko,
Wszystkiego żałuję, jak przyrodnik.
Rozmiłowany jestem, jak w Lady Pank, Olecko,
I dbam o ciebie, jak ogrodnik.


Choć kwiatów nie pielęgnuję,
Ale i nie wyrywam.
Za to okiem wszędzie je znajduję
I w wierszu Wam przesyłam...



   OD  BOGA, 
NIE  Z  WYBORU


Jesteś w domu
I jest komu -
Otworzyć okno,
Zadbać o czystość.


Nie proszę o litość,
Bowiem wszystko Ty rozumiesz
I już wcześniej podejść umiesz -
Do tego, co inne,
Lecz nie dziwne,
Choć kalekie
I od oryginału dalekie. 
A Tobie zwyczajne,
Jak dzień i noc,
Choć nie fajne,
Ale pisane.

  Basi



      WIASNA
   [ etnicznie
     ziomkom ]


Wiasna pryszła uże;
Żawaronki nad haławoj śpiewajuć!...
Ni był ja wojdziaka dołho
I dzieci minie uże ni znajuć.


Kali tak heta ni straszna,
Straszniejszo heta, szto wojdziaka tak hłucho.
Dusza maja heta dobro znaja,
Jak z hetaho mocno płocho.


Wsiudy cisza i smutok,
Tolko wieciar sam wieja
I na niebi bieły abałok,
Na ziamle piatuch tolka zapieja...


U kustach zdarawo
I ptaszaczki dziarucca...
Jak da szczaścia mało
Widziać lepiej, niż wysnucca.


Babre reku zatrymali,
A w żeremli wiaducca.
Dobryja czasy nastali,
Bo kusołnikam ni śniucca.


Pa kustach dzieci ni lotajuć
I ni czoho ni niszczać.
Backie ich tolko znajuć,
Jak złapanyja źwiare kryczać.


Lase chwajnoju szumiać...
Ale warony nad nimi ni kryczać.
Czasy byłyje ni ma za szto pawinić,
A tolko uhladacca i małczać.


Tam, dzie u czoraj płuham harał,
Tam dziśaj zarasło maładnikom.
Wot hetaka kap wczarajsza życio dziśaj brał, 
Dumałby haławoj, a ni rukomi.

W przetłumaczeniu:


      WIOSNA


Wiosna przyszła już;
Skowronki nad głową śpiewają!...
Nie byłem tutaj długo
I dzieci mnie już nie znają.


Kiedy to takie nie straszne,
Straszniejsze jest to, że tutaj tak pusto.
Dusza moja dobrze to zna,
Jak z tego bardzo źle.


Wszędzie cisza i smutek,
Tylko wiatr sam wieje.
Na niebie biały obłok,
Na ziemi kogut tylko pieje...


W krzakach zdrowo
I ptaki śpiewają!...
Jak do szczęścia mało,
Widząc lepiej, niż by się wyśniło.


Bobry na rzece zrobili żeremie -
W niej rozmnażają się.
Dobre czasy nastały,
Skoro kłusowników nie ma.


Po krzakach dzieci nie biegają
I nic nie niszczą.
Rodzice ich tylko znają,
Jak złapane zwierzęta krzyczą.


Lasy sosnami szumią...
Wrony nad nimi nie krzyczą.
Czasy przeszłe nie ma za co po winić,
Tylko przyglądać się i milczeć.


Tam, gdzie wczoraj pługiem orałem,
Tam dzisiaj zarosło młodnikiem.
Gdybym wczorajsze życie brał dzisiaj,
Myślałbym głową, a nie rękami.

78 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-10 20:09:28)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
   BOCIANY  NA  WSI


Jeden stoi na gnieździe,
Drugi ląduje nad stodołą,
Domem i linią elektryczną do gniazda -
Klekoczą, aż łoskot po wsi się rozchodzi!...
Po czym odfruwa drugi
Na łąkę i mokradła.


Tam krzyczą dzikie żurawie
W odpoczynku do dalszej podróży -
Lądują i widok jak nie z tej ery.
Czy każdy z Was tego doświadczył?


Na Podlasiu wioski są małe
Po kilkanaście, kilkadziesiąt gospodarstw -
Domy biedne, smutne, a nawet szare,
Jak któryś nieoszalowany.
Jak dwa, trzy domy murowane
Ktoś odwalił to wszystko.
Tutaj czas stoi w miejscu
Lub nawet wstecz się cofa.


Bociany mają sielankowe życie,
Pałętają się po łąkach i mokradłach
I połykają żaby do woli.
Mnie nie smutno i nic nie boli,
Tylko roztargniony, że choć tutaj
Czas przyroda cofa, a miniony.


Słońce samotne, wiatr samotny,
Nade mną sam skowronek istotny.
Na drzewach ptasząt ogromna mnogość
I tak intensywnie obskakują dom mamy,
Uprawiają gody i szukają szczelin do rozrodu,
Śpiewem wprawiają mnie w ekstazę
Przywołując moje piękne dzieciństwo,
Co żem rozmarzył się po łzę pod powieką.
Jeszcze sentyment spotęgował bocian,
Jak "mały szybowiec" lądując na gniazda. 



     W  CODZIENNOŚĆ


Nikt zdrowia nam już nie zwróci
I nikt tym bardziej kalectwa nie odbierze.
Tylko niejedno słowo dorzuci,
Że państwo dokłada do nas w dużej mierze?!


Ludzi nie obchodzi, jak Ty żyjesz
I jak mocno jesteś kaleki.
Ludzi obchodzi, co od państwa dostaniesz,
Tym bardziej jesteś od ludzi daleki.



POŚPIECH  NIE  ZA  CZYMŚ,
  TYLKO  Z  NATURY


Nie piszę poprawnie,
piszę tak żeby zdążyć.



  GRUNT  TO  POZYTYWNE  MYŚLENIE 
     

W mroku życia jest tyle blasku, ile wyobraźni.
Żyj tak, jakbyś miała / miał coś do zdobycia,
choć życie jest w potrzasku,
bądź wierna / wierny swojej jaźni.

  II

GDYBY  NIE  ZŁY  LOS


Jesteś miła,
Jak maj wiosną.
Będziesz mi się śniła
Każdą nocą nawet wczesną.


Jakże mam nie żałować Ciebie,
Na tę chwilę dla mnie bolesną.
Nawet fruwałbym z Tobą po niebie,
Gdyby los skałą w krzyże nie trzasnął.


Gdybym mógł odwrócić los,
Jak zły sen - miałbym Ciebie,
A nie bolesny cios, że hen
I nie musiałbym zasmucać. 


Żyć z tym, co nie można odwrócić.
To nie pieśń pod rym,
A  c i e r p i e n i e, 
które wszystko może zakłócić.



        SŁOŃCE


Cieniem przesuwa chmury po łące,
A wiatr jest tego ojcem.
Chmury podążaniem są stale istniejące,
Które rozejdą się może pod Grójcem?


A kiedy słońcu zejdą z drogi,
Promienie ogrzeją grzbiet stary.
Wtedy pomyślę, jakżeż jestem ubogi,
Na grzbiecie mając tylko słońca dary.


Los mnie nie pieścił
Tak jak wiosenne słońce.
Dobrze, że choć miłość ziścił,
Przeżywając z Barbarą uczucia płonące...

  Basi



HISTORIA  NIE  KOŁEM  SIĘ  TOCZY,
  LECZ  LUDZIE  JĄ  ODWRACAJĄ


"Historia lubi się powtarzać".

Historia się nie powtarza,
tylko ludzie popełniają te same błędy!



   DZISIEJSZYM  PORANKIEM


Śpiew ptaków wkomponowany w otoczenie,
Słuchanie jest miłe uchu -
Skoncentrowałem się do słuchu,
Aż osowiało spojrzenie;
Z wrażenia, lecz jestem barwnym,
Choć cichym na duszy,
Jak te promienie w dniu porannym -
Oboje złocimy się w wiosennej pieleszy.


Rozsiało niebo tysiące obłoków,
Jak glob błękitnych jezior
Podróżujących za sobą bez tłoku,
Aż wejdą w połączony zbiór.


Kiedy to się stanie,
Dojrzy inny poeta?
Może ułoży mu się sonet,
Jak będzie dostrzegał wiosnę
w innym już klanie?

  Basi

79 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-11 09:05:45)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
  DZISIEJSZYM  POPOŁUDNIEM


Już na dalekim bezchmurnym niebie
Po wielekroć patrząc horyzontu spojrzeniem -
Obłoków coraz malej w potrzebie
...Pokryć cieniem mnie i moje mienię.
Abym w słońcu nie parzył głowy i siebie.
Teraz miły wiaterek się zdarzył
Orzeźwić duszę, myśl ocucić w potrzebie.
Chęci do myślenia i wiersza.


Zalew wkomponowany w głębi Puszczy
Wyróżniająco optymizuje,
jak woda głębsza i szersza                   
Falując wiatrem smagana,
jak ciało w chłodny poranek do dreszczy.


Tymczasem wonne igliwie sosen -
Soczystą żywicą zapach wyłania.
Gdybym dzisiaj cofnął od życia
ze Śląska 24 wiosen,
Chodziłbym oto tutaj młody i zdrowy,
jak pierwiastka łania.


Ale czy byłbym poetą,
Czy może chłoporobotnikiem?
A może pokochałbym Gretę
Z którą z ziemi piekła w lepszą
galaktykę poleciałbym sputnikiem?



SMUTNA  ODA  DO  ZWYCIĘSTWA


Tutaj, gdzie znam każdy zakątek,
Każdy kamień, narosło z życia tyle wątek,
Że nie podołają tysiące sumień.


A cóż mam ja uczynić
K a l e k i  człowiek i laik w poezji.
Mogę tylko siebie powinić,
Że styrałem życie,
chociaż daleki byłem od herezji.


Ma się rozumieć, że własnej,
Tym bardziej od ludzkiej.
Przyszło się żyć, jak w klatce ciasnej
I trudzić się w pokucie okrutnej.   


Człowiek, to nie zwierzę,
Oprócz łez, chce zapłakać.
Z życiem, jak z kamieniem się zderzę,
Co tylko z rozpaczy do żalu klękać.


I gdyby nie moja "Matka Teresa"*,
Która nade mną co dzień się krząta.
W płakaniu pobiłbym rekord Guinessa
I wierszy nie byłoby setka piąta.


A tak przede wszystkim i dzięki temu
Płakać mi się przyszło tylko w wierszach.
A w życiu robię wszystko ku czemu -
Staram się żyć, jak w dobrych snach.

  Objaśnienie: "Matka Teresa"* -
  autor wiersza miał na myśli swoją żonę.

  Wiersz pisałem w kwietniu 2009 roku.



CENIMY  TO  CO  STRACILIŚMY


Najbardziej cenimy to,
czego na brak.
Trzeba było to stracić,
żeby dowiedzieć się
ile było warte.



    TEGO  SAMEGO  DNIA


Trzy uderzenia uszło z dzwona korony,
Kiedy sięgałem myślą do czasów Bony.
Następnie melodyjka została odegrana,
W tym czasie chwila, która mi dana,
Jak wehikuł czasu cofnęła historię
I usłyszałem z "tronu" glorię -
Śpiew ptasi się wykonuje -
Koncert symfoniczny się dokonuje!...
Wiatry przebiegające tego słuchają,
Świerki, sosny ukłonem kłaniają...
Gołe brzozy niczemu się nie dziwują,
Jak ludzie w to się nie wsłuchują.
A przyroda w oku pokraśniała -
Zieleń wszędzie zajrzała!...
Najbardziej ptaszki i poeta to dostrzega,
Gdyż jedno i drugie ku sobie się zbiega.



  NASTĘPNEGO  DNIA


Siedzę sobie na "tronie"
Przez dobre państwo podarowanym.
Nad głową słońce płonie,
A ja "Mietko" zwanym,
Piszę wiersz na kolanie
Już ponad pięć setny.
Wkoło mnie ptasie śpiewanie,
Przez co staję się tak szlachetnym,
Że nie tylko wierszowym,
Lecz tak jakoby i ptaszkowym.
 

Idą panny zielonym trawnikiem;
Piękne, dorodne i przystojne, jak pawie.
Wierszu mój, będąc moim wspólnikiem,
Co jeszcze mi ujmiesz w tej przedpołudniowej zabawie?


Niebo błękitne, jak dusze tych panien;
Czyste, bezobłoczne i szczere -
Bez żadnych utopii i skaleń.
Jaka radość, że mijają ery,
A las stoi bez żadnych pomaleń*
Wiatrem szumi tutaj i do tamtych oddaleń...

  Objaśnienie: pomaleń* - bez ubytku.

80 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-11 09:21:33)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
    PORTRET  POETY


Moje ręce chłoporobotnicze 
Z trudu krwi i męki.
I kolana, które są przysposobione
Położyć wiersz na nie.


Ja, poeta nie z tych,
Którzy płakali nieszczerze.
Biografia moja jest jak żal,
Którą przeorali nieszczęsne lemiesze.


Tęsknota - [ pragnęła ] niespełnienia,
Myśl aż sięgała nieba.
Chociaż dzieci nie wołali chleba,
Ciężko było dokonać rodzicielskiego wypełnienia.


Noce rodziły dodatkowe do snu brzemię,
Dnie żyły, jak piekło ziemskiego odbicia -
Czym więcej żalu - tym więcej wycia,
Aż ciężko było się wyrzec, jakie nosi się imię.


Ludzie współczuli i budzili zdumienie,
Lecz nie mogli przyodziać mojej tragedii.
Co los przyozdobił, takie trza było nosić odzienie
I z pokutą przyjąć pokorę na Boskie tragedie.



     WIDOK  Z  "TRONU"


Wiosenne panny swoje wdzięki
Huśtają na huśtawce.
A tytoniowe i "Żubrowe" chłopcy, je witają
Będąc w uniesieniu, jak podniebne latawce.


Krzewy zielenią i kwiatostanem to przyozdabiają, 
Słońce promieniami wyzłaca.
W ręku komórki brzęczą - wieści nadsyłają -
Jedne drugim - co, gdzie, kiedy - idzie, wraca?


Koty na słońcu próżnują,
Ptaki wręcz przeciwnie.
Panny huśtając erotykę ciągle teksty wypisują
Samym sobie tylko wiedząc jak pilnie.


Chłopcy zawsze bez powagi
I bez krzty dorosłości.
Ile głupoty, tyle odwagi
Ciągle mając w swej osobowości.


Las temu się przygląda niewzruszony,   
Nawet wiatr ucichł i go nie buja.
Jedynie ptak, który wyfrunął spłoszony,
W przelocie skrzeczy - niepokój wskazując!

 

"SMS"  PANIEN?


Nie chcę kwiatów,
Nie chcę swatów!
Idź mi z oczu,
Trzymaj się ode mnie na uboczu!
Jesteś podły drań,
Już mnie nie rań!
I tak mam przez Ciebie rany głębokie,
Jak jezioro Bajkał,
A jak Superior szerokie!
Chcę mieć spokój i ciszę,
Otóż teraz wiersz piszę!



W  PUSZCZY  WIOSNĄ


Jeden ptaszek śpiewa,
Drugi wygwizduje,
Trzeci skrzeczy!...


Nie smutno stoją drzewa,
Wiatr po nich duję,
Lecz nie wiem czy od rzeczy,
Czy do rzeczy.
I tak nic nie zniweczy,
I naturze nic nie przeczy.


Wszystko ma swoją porę i czas -
Sens przetrwania i umierania,
Odnowy i życia.


Poeta przychodzi i odchodzi,
Woda płynie bez ubytku,
Czas stale ten sam,
Lecz nie ten sam kram.

81 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-26 10:41:51)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


      NA  WIECZÓR


Cisza, spokój, bez chmurze,
Słońce za puszczą do snu się układa.
Zanim powieki do snu znużę,
Na kolanie wiersz mi się składa:


Ostatnie promienie słońca
Padając na korę sosen ją wyzłacają
I na obraz jej cieniem się wydłuża,
Aż słońce za puszczą utonie -
Wtedy wszystkie odbicia niczym się staną.


Zanim to się stanie, światło
Srebrzyście ku górze bloku podnosi,
Dopóki całkowicie zgaśnie na nocny amen.
I tak się stało do jutra.


Tymczasem ostatnie ptaki, lecz pojedyncze
Uchodzą na noc w miejsca przytulne.
Lecz koty, choć samotne coraz aktywniejsze
Swój czas do życia rozpoczynają.


Co komu w tej chwili jest pilniejsze,
Każdy z osobna to wie.
Panny, które na huśtawkę przyszły dwie,
Beztrosko huśtają swoją przyszłość.


Lecz życie w rzeczywistości jest smutniejsze,
Co idące pogrzebowe kobiety dodają smutności.
A dzień ułożył już się do nocnego snu -
Wszystko co żywe będące w ciągu dnia -
Pomarło do jutra - i duchy grają pustkowiem.



       WEDŁUG  WYBORU


W moim odczuciu pisanie wierszy prozą,
to nie inaczej, jak pójście na łatwiznę.
Sam to odczuwam.



       "MIGLANS"


On życia tryb miał hulaszczy -
Dziewczyny owijał w koło palca.
Wódkę wlewał do gęby, jak do paszczy
I był uznawanym za disco bywalca.


Nigdy nie tańczył walca,
A tylko "ugi-bugi",
Jak wzrost miał "długi".
Przez nie ulubieńców brany był za padalca.   



   DZIEŃ  CODZIENNOŚCI


Wszystko ma swój cel,
Swoją rolę i powinność,
Swoją drogę - kierunek i obowiązek.


Szpak niezmiennie wykonuje te samą czynności -
Topola, boisko - boisko, topola...
Ptaki w lesie śpiewają z natury, nie z powinności.
I zbożem zazieleniają się pola!...


Ludzie chodzą swoimi drogami,
Przy boku na smyczy z pieskiem.
A czy mają zasady, będąc psimi sługami,
Myśląc za psa, niech na trawniku nie będzie "kupy",
a rozumnym człowiekiem?!


Tak jak na drodze są zasady i porządek,
A złamanie tych zasad i porządku -
Niesie ze sobą konsekwencje nie wyjątku,
A i się poniesie opłakane koszta w dodatku.


Na trawniku leży gest i sumienie,
Więc nie ma się intencji
Stosować się do tego, każdej "Jegomości".



W Z R O K I E M   I   W Y O B R A Ź N I Ą


Wzrostem w niebo uderza głóg,
Jak wiara poety, na Miły BÓG.
Krzewy, drzewa w zieleń rozwijają liście...   
W oczy wiosna zajrzała pospolicie iście.


Mleczem pod blokiem kwitnie,
Nawet oczom w zapachu jest wykwitnie.
Sięga po mlecz każda dziewczynka -
Uplecie wianuszek - podaruje chłopcu z klasy jedynka.


Czy jest rozsądek sięgać po te czasy
I w bezkarną beztroskę zagłębiać się po lasy,
Które bez ludzi w samotność owdowiały
I byłe krzyki dzieci, wiatry na pola rozwiały.


A tam tylko same słońce zieleń rozgrzewa
I na niej z nektaru motyle otumania.
Czasami po niej z dzieciństwa chodzi Ewa,
Jako rolniczka mając uzasadnione zadanie.



  CZEGO  NIE  MA  -  WIDZI  POETA


Nie ma już tych bagien,
Dzisiaj tylko wzrokiem wyobraźni mogę je obejść.
Nie ma tych czajek,
Które nieustannie nad nami krążyły.
Nie ma już tych dzikich kaczek,
Które z kępy płoszone gniazdo pozostawiały.
Jest za to dzisiaj łąka zielona,
Co stalowy koń ją ścina.
I pachnąca surowością trawa,
Którą słońce i wiatr w siano zamienia.
Jest jeszcze i ten skowronek na niebie,
Który bez zapłaty śpiewa -
Dla mnie i przeze mnie dla Ciebie.



    KRAINO  OJCZYSTA


Byłem tam i tam,
Ale nigdzie nie znalazłem tyle piękna,
Co tutaj dostrzegam w Tobie.


Choć w krainie nie żyję sam,
Lecz sam za Tobą wypatruję okna -
Natchniony krajobrazem,
co się wzruszam w sobie:


- ZIEMIO PODLASKA - Ojczysta moja,
Pierwsze kroki przyjmowałaś moje.
Słońce na niebie bez chmurne - ostoja, 
Innym razem pochmurne i grzmoty 
w dziecięce niepokoje.


Łąkami co się w mlecz roztaczasz,
Na lipie bocianem wizerunek.
Jesteś tak piękna, że coraz
innego poety spodziewasz,
Aby za Twe piękno w wierszu
dał Tobie  s z a c u n e k.


ZIEMIO PODLASKA rodzinna moja,
Jakżeż urokiem się zdobisz -
Krajobrazem w zielonych gęstwinach ostoja   
I w Puszczy żubrem stoisz.


Po bagnach i łąkach mnogości skrzydlatych
Na ziemi i w powietrzu krajobraz upiększa -
Srebrem i złotem w kolorach bogatych
Ptactwa - czym więcej - tym dusza większa.


Jaki tutaj raj, kochane moje Podlasie,
Płynące rzeki - wezbrane wody.
Na drzewie i ziemi lęgi ptasie
I na niebie białe anioły do urody.


Pola pofałdowane ruchomym widokiem
I jak kołyska z dzieciństwa
Huśtają się przyrody okiem
Ku nocnym gwiazdom i niebu dziewictwa.


Zboża, co się w zieleń roztaczają
Zdobiąc ziemię po horyzont.
Wiatry na fale zboże rozkładają -
Tworząc sobie samym polny front.


Lasy na prawo i lewo stoją,
Jakżeż dumne są w sobie.
Czasy obecne o was się boją,
Aby mądrością ludzi żywotności
wam dodając w dzisiejszej dobie.

KRAINO OJCZYSTA

Jakżeż mam Ciebie nie podziwiać,
Skąd moje łono życia na ziemi.
Unoszą się moje porywy zachwytu
i jak nie mam wydziwiać,
Tobą, gdy Bóg stworzył Ciebie
tak piękną krainę, jak nigdzie na Bożej ziemi.

  PODLASIU
  Wiersz pisałem w kwietniu 2009 roku.

82 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-08-07 08:42:14)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
   W S P O M N I E N I A M I

                                                       
Słońce spada z nieba promieniami,     
Wiatr orzeźwia chłodem kwietniowym.
Idą złotowłose panny [ wspomnieniami ]
W rozwianych włosach dniem porannym.


W cichym szepcie mówię:
Córki moje do wieku mego.
Teraz szczerze Wam powiem,
Że brakuje mi córki z czasu rodowego.


Jaka radość, że z braku córki,
Wnuczka ten ubytek osładza.
Bóg wiedział co czynić do powtórki
Tam, gdzie nie sięga moja władza.


Idą panny ciemnowłose ulicami,
Ponad życie - ruchome róże.
Są jak wyśnionymi kwiatami,
Lecz młodych lat już nie powtórzę.


Więc tylko się przyszło -
Złożyć czas przeszły w wierszu.
I nie żałować co odeszło,
Lecz brać to co idzie z życia marszu.



         TAM, GDZIE  "DIABEŁ  MÓWI  DOBRANOC"  II


        Wiatr goni wiatr przestrzenią i zakątkami,
        Nie jest dzisiaj już tak, jak ze snami:

        Smutno i umarle wszędzie się staje -
        Nie sen, lecz widok smutności tej dodaje.

        Ławki przy płotowe goszczą blade stare ludzi twarze
        I więcej w nich widzę śmierci, niż życia wachlarze.

        Jakiż żal serce ściska, że jeszcze wczoraj
        Widziałem w tych ludziach niedołężnych życia wigor,
        a dzisiaj sam weź z tym się uporaj.

        Że i ciebie bezzwłocznie jutro to czeka,
        Jak życie, które dotyka każdego człowieka.

        Tylko wśród ptaków nic się nie zmienia
        I niebo zawsze te same, co poeta docenia.

        Pagórki jakoś przez lata pomalały,
        Te łyse bardziej widzące, uklęsły.

        A tam, gdzie sosnowym młodnikiem obrosły,
        Tam już nie pasą się krowy, ani kozły.

        Ścieżek nie ma, ani przez pola, ani przez łąki,
        Jedynie chodzą jak chcą rogate, lecz nie ludzkie potomki.

        Skoro tak się na tym świecie dzieje,
        Że w innym miejscu życie umiera, w drugim istnieje,

        To nie jest temu winna Matka Natura,
        A człowiek, który życie zmienia,
        jak od Natury wyższa figura.

        Lecz za tysiąc lat jaki będzie tego skutek,
        Czas pokaże czy człowiek osiągnął radość, czy smutek?



W  DOBRĄ  STRONĘ  MYŚLENIA


Czego mi trzeba -
Trochę pogodnego nieba,
Na stole bochenek razowego chleba,
Wiosny, co trawą pachnie gleba.


Samoukiem być w poezji -
Wiersze pisać, jak natchnienie,
A wyobraźnia pokieruje w wizji,
Ale samozwańczego poety już nie noszę imię.


Uniesienie już rzadko mną trzęsie -
Drgawki z korpusu poszły w wiersze...
I czym więcej przebywam w lesie,
Tym mniej żalu, co go już zdzierżę.


Drzewa kwitną, jak życie
I pachną, jak młode panny.
Pięknie się zrobiło w tym wiosennym wykwicie,
Czego przyozdabia wiosenny czas staranny.


Przyroda przychodzi i odchodzi -
I znowu w to samo miejsce wraca.
Człowiek także przychodzi i odchodzi
Tylko z tym, że już nie wraca.


To też podziwiajmy przyrodę
I cieszmy się życiem.
Idźmy na Boską zgodę -
Przyjmijmy to co nawet
nie pokonamy stuleciem.


A za to Bóg obdarzy nas wytrwałością -
Pokora stanie się wiarą.
Staniemy się z duszy jednością,
Co już nie będzie karą.

A przeznaczeniem i przyjemnością.



SPOJRZENIEM  Z  MIEJSCE  URODZENIA


Jakże mam okupić winy,
Że życia upłynęło pięć dekad.
I pobiec na łąkę w te doliny,
Gdzie jeszcze nie dopadł jej melioracji kat.


Tam lotne bociany lądują -
I chodzą po mokradłach,
Gdzie żaby znajdują
W rzeczywistości, nie w snach.


Przyroda bogato zdobiona,
Człowiekowi i ptaku jest boska.
Jedna moja dzisiaj troska -
Nasycić się tym, duszo życiem spłoszona.


Czemu to błąd całe życie boli,
Do tego charakter sentymentalność ukształtował.
A może tymże siebie w człowieczeństwie zachował,
Co z tego nawet przyroda się zadowoli.

  Kwiecień 2009 rok. Podlasie

83 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-07-17 09:21:04)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


     WIERSZE  Z  MAJA  2009  ROKU

     

NIE  MA  JAK  W  PUSZCZY


Tutaj moja ostoja,
Tutaj moje życie.
Drzewo każde to zdroja,
Czego jest pełno i pospolicie.


Puszcza osady miasteczka okala -
Wkomponowaniem idealnie ukryte
Od żywiołu ludzkiego z dala.
Jakiż na starość zachwyt.


Ptaki śpiewają różnymi głosami.
Tęskniąc za tym dwunastoma latami -
Dzisiaj śpiewy ptasie mam takie:


Jeden ptak gwiżdże,
Drugi ptak śpiewa,
Trzeci ptak drożdże,
Ach, jak moja dusza dobrze się miewa.


Majowe wiatry kołyszą sosnami
Przygnane jeszcze przez kwiecień.
Nie dziwo z tym na Podlasiu wiosnami,
Ale nie było tego roku kwiecień - plecień.


Wiatry szumią i hulają w "wierszowym trójkącie",
Z drzew zrzucają przekwit raz po raz
I zamiatają bielą po polbruku,
aż przekwit utknie gdzieś w kącie.
I tak do ustania wiatrów i do braku przekwitu,
gdy przyjdzie czas.


A las wiatrami gra,
Wiatr siebie przed siebie gna...
Jaka szkoda, że czas życie zawsze ogra -
Zanim to się skończy - cieszmy się z życia do cna,
Dopóki mamy jeszcze Naturę Przyrodę.
https://www.youtube.com/watch?v=h7t5jMiw2Ow



      CEL  UŚWIĘCA  ŚRODKI


Na pierwszym miejscu to pisanie wierszy,
a jak to ktoś ocenia to na dalszej pozycji.
W odwrotnym przypadku nie pisałbym,
więc rozumiemy się.



     ZALETY  I  WADY  NA  POETĘ


Wszystkim Bóg obdarzył mnie na poetę -
czyli emocjami, wrażliwością
i natchnieniem oprócz wykształcenia i wiedzy,
ale to można nadrobić doświadczonym życiem
i ambitną wolą w to co się robi.



     OBDAROWANY


...Poezja to sztuka duszy,
która wiecznie trwa...



         ZA  TALENT  NAZWISKO


Przeznaczenie nie obdarzyło mnie talentem na poetę,
za to obdarzyło nazwiskiem na poetę.
Więc nie ma potrzeby przyodziewać innego nazwiska
pod którym miałbym ukrywać swoją tożsamość.



   GWIAZDY  SĄ  TYLKO  JEDNE


Gwiazdy filmowe od gwiazd na niebie
różnią się tym, że gasną.



PILNUJ  SWEGO,  A  CI  UROŚNIE


"Od przybytku głowa nie boli".

Ale potrzebne myślenie i zaradność,
by ten przybytek nie zatracić,
tym bardziej roztrwonić.



W  PIERWSZY  DZIEŃ  MAJA


Dzień lśni wiosną,
Cień chłodny pod sosną -

Skryć głowę jest miło,
Bo nie lubię słońca o dziwo.

Zdrowo jest w cieniu i orzeźwiająco -
Wiatrem z pierwszomajowym dniem powiewa   
na duszy sprzyjająco.

Pachnie wkoło majowymi krzewami i drzewami,
Wiatr z krzewów i drzew rozwieje kwiaty czasami.

Żeby nie zanudzić o ptakach już nie wspomnę,
Lecz w jakiej tęsknocie jedenaście lat temu 
za ptakami byłem, sam tylko pomnę.

Pochody pierwszomajowe ujrzę, jak TV przypomni.
Majówki skojarzę, jak pamięć wspomni.

Czas nie ten i życie nie te, jednemu hulanki,
Drugiemu krzyż, a nie randki.

To nic. Najważniejsze ażeby w życiu mieć cel.
A Ty, Boże, rozumem tych dziel!



OJCZYŹNIE  W  DNIU  ŚWIĘTA 
      POLSKIEJ  FLAGI


Zanim mój duch się wzrusza -
Siłę w moim sercu ma dusza.
Na dobry Bóg, jest we mnie natchniony Bóg.


Nie chcę za to, że tylko żyję zasług,
Wolę wierszowo zaliczać się do Bożych sług.
Nie po drodze mi tam, gdzie smutek,
Po drodze mi tam, gdzie radości skutek.


Dzisiaj w Dniu Ojczystej Flagi,
Pamiętać nie problem o Tobie Polsko 
bez trzeciorzędnej uwagi.
Kiedy pamiętam o Tobie Ojczyzno-Polsko przez cały rok,
To i dziś w te Święto Ojczyste do zadumy
i wzruszeń tylko jeden krok.

Jakie to szczęście w dzisiejszej dobie,
Że powiewasz Flago sobie na wietrze spokojnie,
bez nakazu do zejścia.

A i Patriotom służącym Ojczyźnie Polskiej -
czyli Tobie Flago jest miło,
Kiedy nie jest konieczne zawieszać Ciebie tam,
Gdzie świstały kule i bomb spadało miliardy gram
I nie tam, gdzie Ją szarpały wichry wojen.
A tam, gdzie pachnie majem spokojnych pokoleń.


Dzisiaj wisisz na masztach spokojnie,
A leniwy wiaterek leniwie Tobą powiewa dostojnie.
I lepiej dla życia poznać pokoleniom młodym Twoją historię,
Niż walczyć o Ciebie, jak walczyli nasi ojcowie,
dziadowie i pradziadowie, jak o honor i pamięć na Świętą Glorię.


Tak nam Polakom dopomóż Bóg,
Żeby my Polacy kochali swoją Flagę
i nie schodzili z wyznaczonych przez pokolenia dróg.
                                                 
Na spokojnym wietrze powiewaj Flago przez wieki -
Wszędzie tam, gdzie płyną Polskie rzeki.

I nawet tam, gdzie polski język i polska kultura,
Co nie wzbraniają nam, jak mówi demokracji struktura.

W Dniu Święta Polskiej Flagi wiersz dedykowany Ojczyźnie
02.05.2009 rok. Podlasie



    MAJOWY  WEEKEND


Wiosną zielono wszędzie,
Słońce przygrzewa w tym względzie.

Ludzi wodny akwen otacza nawał:
Grillują, wędkują, relaksują się -
istny wiosenny szał.

Ptaki ciche tymczasem -
Uszły w głąb puszczy lasem.

Świat z grilla co dobry ludziom w zapachu,
Lecz ptak stąd zwiewając, rzekł:
to nie dla mnie człowieku brachu.

Tymczasem, na Boga, jerzyki ujrzałem,
Jak szybują falowanym lotem i...
w ten czas z uradowania cieszę się tak,
jakobym dzieckiem się stałem.

Na niebie pierwsze wiosenne jerzyki   
szybują zygzakowym lotem nad akwenem...
Na ziemi tutaj, tam i hen tam dalej
niejedna panna idzie ze swym menem.

Olchy, brzozy, jarzębiny
na oczach liście powiększają...
I jest tak świeżo zielono,
że z wrażenia serca poetów ...klękają.

...Jeśli tu przybędą.

Wiatry ciche, srogo nie wieją, jak przed dniami,
Jakaż różnica być na łonie natury, a nie przed snami.


Co dnia dziękuję Bogu, że tutaj moja kraina,
Tym bardziej, że dane mi było powrócić
i przez to, Boże, moja dusza na co dzień
zmartwieniami już się nie zarzyna. 


Za to niechaj wierszowym Tobie będę,
Jeśli przyjmiesz taką zapłatę,
to też wtedy spełnionym będę?

84 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-26 10:44:55)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


    URODZAJ  NA  MOTYLE         


W tym roku od kwietnia bardzo dużo motyli:
białe, żółte, czerwone...
W ubiegłym roku aż do lipca, sierpnia
nie uświadczyłem czerwonego motyla.
Z czym to się wiąże nie wiem?
Może dlatego, że deszcz nie pada?
Bo przecież nie dlatego, że był ciepły kwiecień,
Bo przecież nie był.

***
Biały, żółty, czerwony motyl
Zygzakiem lata i na kwiat siada...
Wybuchowa wiosna, jak trotyl -
Nie czyni się złą pogodą jej zdrada.


Jest miło i wiosennie przytulnie,
Wiatry zdradliwym chłodem wiejące
Już na dobre ustały i ciepło ku skórze lgnie:
Dziecku, babci, dziadkowi, i mnie chwile sprzyjające. 


Mlecz kwitnący dzieciństwo przypomina,
Motyla, łąkę i bociany na lipie.
A czas - gorzki czas - życie wspomina,
Że przyszło się siedzieć na pupie!


Dzwon kościelny trzy uderzenia wykonał -
I hejnał elektroniczny się odbywa.
Czas, który życiem spłonął -
Jakżeż przed siebie serce się wyrywa.


Kwiczoł z głębi puszczy
Za pożywieniem w "wierszowy trójkąt" przybył
I dostojnie chodoskokiem obnaża moje oczy,
Po czym po krótkiej chwili ubył.


Za to nieopodal tego samego miejsca
Parę obecnych tutaj sójek ujrzałem.
Kiedy usłyszeli szalonego jeźdźca,
Odfrunęły, zanim na to ja spojrzałem.


Lecz motyle nigdy płoche,
Nigdy strachliwe tylko przed siebie byle...
Ptak na gałęzi pobujał się trochę
I już go nie ujrzę, odfruwa i tyle.


Bluszcz w listkach się rozwija
Pędami pnie się na opak.
Trzmiel, chrabąszcz, osa mnie omija
I nad głową gwiżdże szpak.

Tak, taki wszystkiego tutaj jest znak!



   WIOSNA  PO  LWOWSKU


Gdy wiosnę wszędzie się spotyka,
Gdy maj wszędzie się mai,
Gdy ptak, co w każdą szczelinkę gniazdo wtyka,
Wtedy żyć się chce - tak mi si zdai:


Pani, pani - do pana, ja mówi!
- Fajni tutaj tak jest!
Las taki sowi,
Czego nie ma we Lwowi!


Bacianiuki siedzą na gnieździ,
Żawaronki na niebi we śpiewi!...
Woźnica wkoło miasteczka jeździ...
I wiatr śle zapachy w powiewi.


Przyroda tutaj tak piekni stoi -
Lasy gęste w zieleni.
Po nim najlepi chodzi si we dwoi -
Z dziewczyną, wtedy chęć si ni leni.



    TAM  GDZIE  III


Tu gdzie słońce zachodzi
Rozlaną czerwienią na niebie -
Tu piękno do snu do/u/chodzi
I po dniu noc mamy w potrzebie.


...A kiedy jutro zachmurzeniem się stanie
I dzień mój chłodniejszy nadejdzie -
Wtedy z rehabilitacyjnej pryczy podniesiony
Górnictwem strudzony grzbiet do życia powstanie -   
           
Wtedy z wierszem cały dzień zejdzie:

I gdy wyjdę na "tron" za przyrodą,
I podniosę głowę ku pierzastym obłokom.
Wtedy o niebo dostrzegam w tobie urodę,
Zanim wzrok zniżę jeszcze uraczniejszym łąkom.   


Tymczasem kłęby chmur w całość się schodzą -
I łączą się w jedno do burzy. 
Tymczasem myśli moje na postronku mnie wodzą
I tylko w głowie mi jedno:


Tam, gdzie moje miejsce urodzenia,
Myśl z serca nie schodzi.
Teraz miasteczko moje, powiem Tobie:
- Do widzenia!
I jadę tam, gdzie dusza mnie zwodzi.


A tam: zieleń jest bujniejsza od bujnej,
Czeremchy dzieciństwem pachną.
Nie ma na to chwili trudnej, bo spójnej
W której natury piękności mnie witają:


Łąki usłane rozciągniętym mleczem,
Zające po nich kicają...
Ach, gdzie te lata, gdy w nich z kamratem
walczyłem drewnianym mieczem.
Czemu te czasy tak do mnie wracają?


Czas nie ten sam,
Choć bociany te same.
Życie mocno znamy,
Jak tu podnieść na duch mamę?



JABŁOŃ  W  ROK  NIEPARZYSTY


W tym roku nieparzystym
Skąpo wysypałaś się kwieciem.
Blado wyglądasz w dniu rzeczywistym,
Może i dobrze, bo jesienią
nie obsypiesz śmieciem.


Na myśli mam dzikie jabłka,
Przy jabłoni stałyby się także dzikie chłopcy -
Zrywając je - i rzucając tam,
gdzie wybrana byłaby ich pułapka,
Aż skrzyczałby ich człowiek obcy.


Co prawda, ze skromnym kwieciem,
jesteś mniej urodziwa,
Niż zeszły rok ciebie w obfitą biel obdarzył.
Lecz dla mnie i tak znalazłaś urok -
co żeś mnie spowiła -
W wiersz - który tobie i mnie
przeze mnie się zdarzył.



   W  PUSZCZY  WIOSNĄ


Dzwon kościelny tyle razy uderza,
Ile godzin na zegarze.
Chodzą ludzi znane twarze -
Wiedząc każdy, gdzie i do czego zmierza.


O, moja słodkość Boska,
Jak ten świat wypiękniał.
Z piekielnych podziemnych otchłani,
ileż ja przypomniał, 
Że ty łono natury jesteś mi jak troska:


Zielenią otaczam się zespoloną -
W zieleni tak soczysto zielonej,
aż przedziwnej,
Że duszę począłem mieć polną;


Kwiatem się staję,
wodą się staję w chwili pilnej
I naturę mam zdolną,
W przyrodzie i sobie nawet
w radości dożylnej.

[ A w rozumie i w sercu wzruszonym,
  w natchnieniu i w duszy wierszowym. ]

85 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-16 18:45:01)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
     MAJOWY  DZIEŃ


Nocny majowy deszcz
Użyźnił ziemię po kwietniowej suszy.
A w porywach mojej duszy
Wpatruję się w zielony puszczański gąszcz.


Choć nigdy nie mając wytchnienia -
Nigdy nie jestem zmęczony.
Jest to zasługa Boża i żony,
Że dożyłem poety imienia.


Tak uroczo jest mi na duszy,
Że nie tylko jestem na papierze wierszowym,
Lecz i w sercu tchnie radość i się wzruszy -
Romantyka moja i ja w lesie sosnowym:


Żywicę sosnową wiatr ku nosa przetokom przywieje,
Brzozami bezwonnie i bezwładnie pokołysze.
Śpiew ptaków co dzień słyszę,
Udobitnia tym miejscem piękne natury dzieje.


Wiśnie w biel odziane -
Po deszczu płatki osypaniu oprzeć się zmogły,
Co upiększa nadal okna, jak kula białej mgły
I przeto ująć to jest mi pisane.


Tęcza barw blok okuła,
Przez ludzi kolorami wymyślnych.
Koloryty temu jeszcze dodają siadanie ptaków leśnych
I w uszach śpiew, w oczach kolorów stówa.


Co jeszcze mój wzrok i dusza wydobędzie
Z tej i tak wspólnej cudownej harmonii?
Nic, tylko powiem to, że przed laty życie było w agonii,
A dzisiaj, dzięki Bogu, w zielonej otchłani do końca dobędzie.



  LEŚNY  CZŁOWIEK


To on, leśny człowiek,
Który przybył z piekielnych udręk,
Co żalu z życia pchało
mu się ogrom do powiek -
Mając ciężar smętnej
nie pociechy przelęk.


Żyjąc teraz w leśnej toni,
Życie nie ma usłane różami,
A piękno natury, co go
przed markotnością broni
I budzi śpiewem ptaków -
krążących nad leśnymi progami.


Od tej pory nie widziałem abym
Oczy mu zaprószyły się łzami.
Tylko widzę go tam,
gdzie kumkają żaby,
Co uwalnia duszę,
wczoraj przywaloną kamieniami.


Co chwila, mając głowę na karku,
Ją dla wzroku podnosi ku niebu,
Nie mając już w duszy chaosu,
jak na ludzkim jarmarku,
Chodząc w cień myśleć do starego dębu.


Pola wkoło w zimowym i jarym zbożu płyną
Przez wiatr gonione przed siebie...
Ziemia, która pokryta gliną -
Rodzi jak w żadnej glebie.


Dzieciństwo, które tutaj spędzone,
Czas za nic nie cofnie wstecz.
Jak kijem "Sidry" nie zawrócisz w tę stronę,
Co nie płynie, bo płynie przed siebie, lecz


Zobaczysz dziką ptaszynę,
Która śpiewająca krząta się po krzakach!...
Wtedy chce się wejść w tę olszynę
I słuchać ją, jak w dziecięcych latach.



    DNIA  DZISIEJSZEGO 


Padać przestał deszcz,
Ziemia i drzewa nasycone wilgocią.
W chwili tej przeszedł przeze mnie dreszcz,
Słucham śpiewu ptaków,
co jeszcze przed chwilą były cichymi
deszczem uspokojone.


Dzień wypogodniał -
wiatr przegnał płaczące chmury,
Nadpłynęły białe anioły
Kładąc cień na głowę po raz który
I powiewa po duszy wiaterek zdrowy.

Kwiecie z wiśni po deszczu opadło,
Tylko zieleń się rozwija...

Tymczasem "tron" zdążył obeschnąć,
Bo niebo pogubiło nawet obłoki.
Ziemi, której nie mogę dotknąć,
Wzrokiem po niej stawiam kroki...


Przyszłość, która da życie światu,
Usiadła na huśtawce jedna i druga -
Piękne, młode i jędrne żywego kwiatu
Mieni się wykwit, jak tęczy smuga -
Dziewicze są, jak młoda kalina,
Która pierwyj raz zakwitła -
pierwiastką będąc.

Chłopcze, zanim będzie twoją.



   DNIA  DZISIEJSZEGO  II


Pyłki z drzew kontroluje wiatr
I gna przed siebie na zatracenie.
Życie, jak z filmu: "Kadr"
Ciągle z przyszłości wyłania wspomnienia.
Motyl leci zygzakiem,
Lecz świadomie siebie kontroluje.
Czas stoi nad znakiem,
Czego w sobie, jak motyl nie znajduję.
Czy wiersz żyć mi pomoże,
Czy w wierszu tylko życie złożę?

86 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-06-10 18:31:40)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
KRÓTKI  WIERSZ  O  WIOŚNIE


Ptak całuje ptaka,
Rozbrzmiewa śpiew po lesie!...
Wiosna jest piękna taka
I melodie las ku mnie niesie...



        ZA  OKNEM


"Tronie", ty mój "tronie", schylam się nie tobie,
Lecz za ciebie państwu dobrem w niskim ukłonie.

Bluszczu, ty mój bluszczu pnący,
Nie za tobą, a za moją Barbarą jestem tęskniący.

Kaliny, wy moje kaliny -
Przerosłyście "tron" i jego podwaliny.

Głogu, ty mój głogu,
Wiarę mam nie w tobie, lecz w Bogu.

Iwo, ty głowiasta iwo,
...Zimą za słoninką usiąść sikorkom będzie miło.

Pigwy, moje wy pigwy, karłowaty wzrost wam dano,
Lecz w kwitnięciu czerwieni wam nie pożałowano.

Jałowce, wy moje dwa jałowce - wyrośliście,
A w jednym z was uwił ptaszek gniazdko piękne iście!

Sosny, wy moje sosny, w puszczy borem stoicie,
Wśród gałęzi ptaki rozpoczynają śpiew o świcie.

Brzozy, wy moje brzozy zielenią płaczące -
Tak jakoby wam smutno, bo ku ziemi wizerunkiem jesteście zwisające.

Chmury, wy moje chmury w niskim zawisie płyniecie,
Tak jakoby ocierały się po puszczy grzbiecie.

Jerzyki, wy moje jerzyki, was na niebie przybywa -
Pod obłokami tyle, co nigdzie indziej nie bywa.

Słońce, ty moje słońce, na Ziemi życie rodzisz -
W dzień, na noc do zasłużonego snu odchodzisz.

Życie, ty moje życie piekielnie ogniste,
Jak w życiu jest ciężko zachować życie czyste.

Klnąc się nie raz na Pana Boga i na Ciebie Jezu Chryste.



      METEOPATA


Gdy atmosferyczny niż idzie
I na deszcz się zbiera -
Wtedy kark i biodra bolą bardziej,
Niż serce we wstydzie.
Nogi brzękną i ból mną poniewiera -
Co znosić trzeba częściej, niż rzadziej.
W żebrach i plecach łamie,
A gdy zrobię obroty w lewo i w prawo,
To już jak z przed laty nie to samo,
A trzeszczy w kościach i w kręgach, jak mamie,
Która o ćwierć wieku wszystkiego na grzbiecie ma więcej.



       DZISIAJ


Smutne niebo ludziom i ptakom,
Za to wesołe ziemi i krzakom.
Pada deszcz - ciągle pada -
Nie będzie suszy w przyrodzie,
A pięknie zielenią rozbuja się w ogrodzie.
Śliwki przekwitły w suszy,
A wiatr kwiecie zaganiał po za węgłowej głuszy.
Wiśni kwiecie zbił deszcz,
Kalin ożywił, jak mój dreszcz.
Głóg tak się wybujał,
Że nawet wiosenny ptak na nim się pobujał.
Lat ma tyle, ile podjazd
I dzisiaj pierwotnie zakwitnie,
A mi radość, aż do gwiazd -
Piękniej mam, niż życie,
Na duszy wszystko, wszystko kocham
Bardziej, niż swoje życie.

Ot co, taki jest Mietko - ...

  III

         BASI


Jak gwiazdy na niebie są obecne,
Tak Ty, we mnie istniejesz.
Wszak całkowitym względem patrzę na Ciebie
I wiem to, że bez gwiazd na niebie,
Najwyżej wiersza nie ułożę.
Bez Ciebie wszystko straciłoby sens,
A z tym i moje życie.



  Z  WIADOMEGO 
  I  NIEWIADOMEGO


To co było jest za mną.
To co będzie jest przede mną.
To co przeminęło, myśl wspomina...
To co nadejdzie, niech się stanie
rzeczą skromną, lecz Boską.



   ZIELONO  MI


Zielono mi w oczach,
Zielono w sercu.
Wszędzie mi zielono - na zboczach
Miasta i dróg, nawet ku słońcu.


Zielono mi przy "tronie",
Na "tronie" i na ścianie.
Motyla łapię w dłonie
I pokazuję Barbarze Annie!


Bluszcz mi zwisa zielono
I przez wiatr buja się przed oknem.
Tak chcę wyrazić uczucia Tobie żono,
Że aż mi zielono przed Tobą,
bluszczem i okiem.

  Żonie Barbarze



  IMIĘ  I  NAZWISKO  NIE  SZATA


Choć pomyślałem o tym, że:
poza krajem będę wymieniany
nie jak: Mieczysław Borys i nie jak: "Mietko".
Lecz jako: "Miczyslaw Boris" i jako: "Mitko".


To i tak nie chcę przyodziać innego imienia,
Co by bez zniekształcenia wymieniane byłoby.
Iż Polak ja z krwi i kości polskich
I obojętne mi, jak poza krajem ojczystym
Kaleczyć będą imię moje.
Grunt, aby w swoim kraju dobrze służyło.



  NA  "TRONIE"  II


Wzrok mój wiedzie ku gwiazd, 
Dusza ku niebu.
Na ziemi jest mój dom
I życie między ludźmi.


Gdzie złociste światło,
Tam życie w toni.
Gdzie deszcz pada,
O, tam życie tchnie w woni.


Gdzie świt wschodzi,
Tam ptaków śpiew.
Gdzie ludzi gniew,
Stamtąd serce uchodzi.


Gdzie płacz i bieda,
Tam jak zemsta - "Kara Mustafa".*
Lecz czy zawsze za winę?
Czy tylko dla tego, że tak gra życia szafa?

  Objaśnienie: "Kara Mustafa" - żył w XVII wieku - 
  był tureckim wodzem, który zorganizował wojska
  i oblegał Wiedeń. Wojska Polskie i Austriackie po wodzą
  Jana III Sobieskiego wygrały bitwę pod Wiedniem.
  Przegrana Kary Mustafy kosztowała go utraty pozycji
  i później w rezultacie życie.



   JAKIE  TO  PIĘKNE
         [ sen ]


Miałem lat z dwadzieścia pięć,
Ty jeszcze mniej.
Byłaś przy mnie w wiosenną chwilę
I staliśmy się ze sobą rozmowni...
Nagle ni stąd, ni zowąd,
Ot tak z byle niczego
Odchodzisz ode mnie,
Nie mówiąc z powodu jakiego?
Nagle ruszam za Tobą - dogoniwszy -
Uniosłem Cię na ręce -
Niosąc przed siebie,
Mówiąc w tej rozterce:
- Ożenię się z Tobą!
Będąc uradowanym, wesołym i podnieconym,
Niosę Ciebie dalej jak ozdobę,
Mówiąc już jak do swojej żony.

  Basi

87 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-26 10:48:21)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
      W  CHŁODNY  PORANEK

 
Chłód poranny po nocy ziębi skórę do kości.
Wynurzone zza bloku słońce w swej mocy
Promieniami na głowę i grzbiet zagości.


Do tego ptaszek przyleciał i usiadł na głogu -
Pośpiewał ile zechciał i odfrunął, zdradzając mnie.
Zatem wiara moja pozostała tylko w Bogu.


Albowiem smutno się nie stało,
Skoro zieleń wiatrem się kołysze...
Przeznaczenie bogactw duszy tyle dało,
Że nawet o świcie ptasi śpiew słyszę.


Szpaki, kosy, kwiczoły po trawie chodzą i skaczą...
Nazbierawszy glizd jeden, drugi, trzeci odfruwa wesoły   
I moje oczy pospozierawaszy na to już nie płaczą.   


Przypłociu majowym mleczem kwitnie,
Motyl po nim jeden, drugi, trzeci się błąka.
Idzie panna w chodzie wybitnie i pachnie, jak łąka.


Czego od życie może chcieć staruszek,
Kiedy w życiu wiosnę czuje.
Miał już swego czasu wianuszek,
Który do dzisiaj niezmiernie smakuje.


Nie rwie się dusza przed siebie,
Wystarczy to co przed oczyma.
Dane mi widzieć na ziemi to co w Niebie.
I to co spłodzę, Niebo otrzyma.



     O  ZAGUBIONYM 
I  PRZESTRASZONYM  PTASZKU


Fruwa ptaszek zlękniony z gałęzi na gałąź -
Z drzewa na drzewo...

Smutno mi z mojej strony i żem niepojęty,
Że pogubił między ptaszkami więź
Lub współbratankowie puścili go na lewo.


Krzyczy przeraźliwie przejęty i jest w chaosie.
Sam nie wiem, co z nim się dzieje,
Skoro zniżył się ku ziemi, a kot zawzięty
Instynktownie wie co zrobić.
Zmykaj ptaszku do swoich w las głęboki
Zanim masz jeszcze nadzieję.



       LOS  RODZI  POETĘ


Najwyższy czas był wziąć pióro i stać się poetą.
Jeśli nie poetą, to grzmiącą chmurą, 
Która burzę życia wyleje nie sonetą,
A tragedią, która się stała nie bzdurą,
A "Gułagiem"* - jak nieziemską planetą
I krzyczeć niemym słowem tak jak życie wskazuje
Toczącym się kolczastym kołem: ...

  Objaśnienie: "Gułagiem" - Gułag* - system obozów przymusowej
  pracy w byłym ZSRR, którego więźniami byli rzekomi przeciwnicy 
  polityczni, którzy nie zgadzali się z praktykami władzy ówczesnej,
  jak i zarówno dla przestępców  pospolitych.



NAD  MOIM  ŻYWOTEM


Nad moim żywotem
Tłumnie jerzyki się wzbiły.
A nad drucianym płotem
Usiadł ptaszek na gałąź iwy -
Zaświergotał i odfrunął niskim lotem
W sosnowy gajeczek, mu tkliwy.
Posłużyła nim bojaźń,
Czy natury wyobraźnia.
Kościelny dzwon ustał bić,
A czas głęboko się zranił,
Że przyszło w  k a l e c t w i e  ż y ć,
Choć życia nie ganił.
Nadszedł czas z piórem podążać,
Aż wierszem się otumanił.
Dzisiaj grają mi nuty poezji...
Ach, jak dobrze  ż y ć  bez amnezji.



  PALI  SIĘ  SERCE  MOJE


Pali się serce moje,
Tam gdzie łąki mleczem usłane.
Ach, gdybym mógł pójść w te zdroje,
Toż wolałbym żeby wędzidła
Z nóg przełożyć na usta było mi dane.
Wtedy w słowie zamilknąłbym
W tej naturze - ustroje,
A nogi stałyby się w kwiatami usłane.
Nie byłbym wówczas wierszowym,
Tylko jak ta łąka pierwiastkowym*.

Objaśnienie: pierwiastkowym* - nowo narodzonym w chodzeniu.



      JAKIE  SŁOWA,
    TAKIE  NASTROJE 
      I  UNIESIENIA


Przy jednym wierszu drżę,
Jakoby zimno mną zawładnęło.
Przy drugim wierszu rżę
Jak koń, jeżeli słowo mnie nie dotknęło. 
A kiedy myślą sięgam wstecz -
Wtedy poczuję, jak w sercu drgnęło!
Gdy powiem wzruszeniu: idź precz!
Jednako obawą przy mnie lgnęło...
Zatem sięgać słowem przed siebie
Jest raźniej i milej, niż za siebie.
Bo to co ma nadejść jest niewiadome,
Ale zatem i nic nie warte.
Więc słowo nie szata,
Serce nie sługa.
Tak wszystko w człowieku się brata
Jak rozum, serce i dusza wystruga.

88 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-26 10:49:25)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
   MOJE  MIASTO,  A  W  NIM


Moje miasto, a w nim niebo ściele się do snu,
Samolot horyzont przecina białą smugą
I rozpływa się tworząc sztuczne małe obłoczki.


Słońce znużone dniem
Zapada się pod ziemię bez tchu.
Czas żeby nie stał się leniem,
Bądź wierszowym dalej, zuchu.


Jerzykom niebo przyjazne bez wysiłku,
Bowiem wiatry ustały przez dzień.
Czas, który spoczywa na tyłku
Za nic nie schodzi w cień.


Gwiazdy rodzą się na niebie...
Pod nimi płyną chmury,
Gdzieś tam spadnie deszcz w potrzebie
I ziemia odżyje po raz który.


Puszcza widok oczom ogranicza
Swoją zieloną gęstwiną wyrosłą.
Za to niebo nie ma oblicza,
Jak odległość ku niemu, która niedorosła.


Bloki otoczone potężną puszczą 
I ludzkość jakby wzięta w jej otchłań.
Jedynie słońce ostatnimi promieniami
tułacze się po oknach
I zachodzi, jak martwe dusze skaleń.


Ptaki wygwizdując na skraju lasu wiecznego,
Za nic przestać nie zamierzają.
Zmrok potęguje uśpienie życia ulicznego -
Kuma się z nocą, ją witając.


Kościelny dzwon o dzwonnicę
Uderzając dziewięć uderzeń to udobitnił.
Po tym melodia rozchodząc się na całą dzielnicę
I czas nocny w ciemnościach roztętnił.


Brzozy dwie nadzwyczaj piękne dziewiczo,
Próżnię między blokami wypełniają.
Liście z cichym wieczornym wiaterkiem 
Ledwo oku zauważalnie się kolebią.


Chłód, który dreszczem zawładnął -
Stał się człowiekowi nie miły.
Myśli i słowa, które do snu się kładą -
Jutro staną się płodne w ten czas troskliwy: ...



  CICHA  NOC  MNIE  OBUDZIŁA


Cicha noc mnie obudziła
W której czas mój był uśpiony.
Sen spoczywał na nocy, jak otchłań miła
Do której utulony byłem, niczym nie zmartwiony.


Cicha noc mnie obudziła,
A przy mnie Ty, moja jedyna.
Chwila, która z nami się zżyła,
Ptakom opowiemy jak sobie radziła.


Świt, który za dnia już się począł,
Ptaki ze snu ożywił-wybawił.
Życie, które wpełzło w jamę smoczą,
Jak dobrze, że ptaki obudzone słyszy.

Są tutaj takie piękne zdroje,
W nich my utonęliśmy oboje.   

  Barbarze



OJCZYŹNIE,  KTÓRA  MA  NA  IMIĘ: POLSKA


Dwóch w jednym:
...Tyle będę Tobie wart, Ojczyzno,
Ile dobrych słów o Tobie
Znajdę pod swoją siwizną.


Poszczycić się za Ciebie blizną, żadna sztuka,
Byle prostak może to uczynić.
Zatem piórem pochwalić Ciebie,
O, to już nie pochwali byle prostak.

Znalazłaś we mnie jedno i drugie, Ojczyzno!

...Cel wyłania się powoli,
Tak jak wiersz po wierszu...
Nic nie robić serce boli
I pustym umrzeć tak z życia marszu;
To nie dla mnie z sercem moim -
Ja bym chciał objąć duszą niebo,
Natchnieniem ziemię podnieść swoim
I spocząć wreszcie w tobie glebo.

***
Kiedy nie mogę orać ziemi,
Kiedy nie mogę wydobywać węgla,
Tobie Ojczyzno wiersz wydobędę.


A że duszę mam oracza
I hart niezłomny, jak u "białego murzyna".
Nawet chwila w życiu,
która choć jest mi sobacza,
Nie powstrzyma mnie nawet "mieczem wawrzyna".


Kiedy nie czas mi umierać
Lub spocząć na laurach.
Wolę nawet z duszą się poniewierać,
Aby tylko Tobie przysłużyć się o różnych porach.


Słowa Ci będę układał, choć chłopskie i proste,
Jednakże z sercem będę do tego się przykładał,
Tak jak moja wiara i sumienie jest Tobie czyste.


Kocham Cię, Polsko,
Nie tak jak w wierszu soneta.
I nie tak jak wojsko,
A tak jak kocha kaleki poeta.


Porwę się na śmierć za Tobą -
Umrę nawet dla Ciebie!
Gdyby nie było tak, nie byłbym sobą
I nie byłbym godzien mieć za patriotę siebie.


Nawet duszę wyrwę z siebie,
Jeśli tylko zajdzie takowa potrzeba.
Zostawię tylko Boga, Honor i Ciebie,
Abym nie umierał na marne, Tobie w potrzebie.



  BEZINTERESOWNY  POETA


Jestem poetą i mam stos uniesień,
Nie tylko do wspomnień,
Ale i do porywu serca;
Czy będąc w rozterce,
Czy na fali słowa,
Czy się pogubiła moja mowa -
Zawsze jednako jestem szarpany w dumie,
Że robię to nie dla pieniędzy w sumie,
A z serca,
Dla serca.

89 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-26 10:50:50)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
  MALARZ  I  POETA


Optycznie taka różnica,
A w sercach jak jedno.
Łączy nas jedna żywica,
Trafiając w to samo sedno.


Szukamy cichego miejsca
Czy to w spokojnej komnacie,
Czy na łonie natury do zejścia
Mamy w sercach jedno natchnienie,
mój bracie!


Wszystko co masz w sztalugach
Z natchnieniem na płótno odkrywasz.
Tak jaki i ja w życiowych sługach
Z porywów serca na papier zbywam.


Twoje ekwipunki ręką tworzą dzieło,
Jak serce i dusza pojmuje.
Moja wrażliwość przez serce i duszę pojęło,
Że w piórze sens życia znajduję.


Ty na łące malujesz...
Ja łąkę opisuje...
Ty Damę nagą szkicujesz.
Ja żonie w wierszu lepsze życie snuję.


Ty rozbierasz pannę do naga.
Ja ubieram pannę ponad kolory.
U Ciebie jest skupiona do nagości uwaga.
U mnie ubieram pannę we wzory.


Tak czy owak o jedno nam chodzi;
Ty w tym co robisz - serce wkładasz.
Ja natchniony tak aż dusza uchodzi.
Skoro nie rozum, a wrażliwość nami włada.


- U Ciebie portretów przybywa...
- A ty wiersze płodzisz...
- U ciebie Wena w piórze żywa.
- Ty zaś Wenę masz w pędzlu.   



WIELKI  SŁOWACKI  i  "mały Mietko" 


Ojczyźnie żem styrał życie,
Jak Słowacki o sobie pisał.
On umarł na obczyźnie, a tylko wieść słał.
Ja padłem na urobek o świcie, bez chwał.


Tylko nikomu niechaj nie przyjdzie do głowy,
Że ja z nim próbuję się równać.
Jemu winno stać w pomniku za słowy.
O mnie nikt nie musi znać.


Marność w każdym z nas jest,
Iż pod Bogiem wszyscy stoimy.
I nie każdemu dano siłę wybić się ponad gest,
Gdyż wszyscy przed Bogiem głowy chylimy.


On, "kiedy płyną statkiem, na maszcie był".
Ja, kiedy uchylał się przed kęsami*,
które spadały ukradkiem,
W gorszym dramacie żem żył.


On, "kiedy statek tonął -
Wraz z nim na dno poszedł".
Ja, kiedy bryła kamienia
na mnie się zwaliła, żem płonął,
A kiedy podniesion był - z życiem uszedł.


Jego słowa w księgach się złocą
I na pomniku Polski wiatr go orzeźwia...
Mnie przyszło się opłakiwać z każdą nocą,
Że już Polsce ani w węglu,
ani na roli nie dam żniwa.


Och, jaki ze mnie biedny "Mietko",
Że Polska przy mnie tak blisko.
A ja Polsce taki daleki "Mietko",
A Ty mi Polsko dałaś do życia siedlisko.


Weź ode mnie, jeśli nic nie mogę Ci dać,
Choć ten wiersz, który przetrwa wieki?!
Nic więcej nie mogę, Polsko Ci dać,
Ja jako "Mietko"  k a l e k i.

  Objaśnienie: kęsami, kęsy* - odłamki skał spadające
  ze stropu w kopalni.



     SONET  PODLASKI


Czy to w moim miasteczku Czarna Białostocka,
Czy to w rodzinnym powiecie: Sokółka -
Na niebie wszędzie furga jaskółka, 
Na ziemi zieleń soczysto bujna. 


Rwie się dusza, jak ta jaskółka
Nad grody, zieleń i pola.
Czymże w życiu byłaby moja dola,
Gdyby nie z natchnienia do uniesienia
naturalna byłaby pigułka:


Rwę się moje serce ku niebu,
Jak ten lot sokoła w przestrzeni
I nie siądzie na drzewie "czerebu"*


Zanim za dobytkiem nie spadnie ku zieleni.
Tak ja zamiast z wiekiem posępnieć,
Staję się z wiekiem wierszowym sępem.

  Objaśnienie: "czerebu, czereb"* - na suchym wierzchołku drzewa.



    NA  WIECZÓR  II


Wiatr usnął do nocy,
Deszcz wisi w zanadrzu.
Życie zanim uśnie do północy -
Ujmie co spotka w dzisiejszym kalendarzu:


Zewsząd śpiewem ptaki się męczą
Aż ciemnota je uspokoi.
Gromy, które przed burzą klęczą,
Gdy spadną - ziemia tym się ukoi.


Jerzyki w hordy się mnożą
I nad blokami, złotymi pędami
Akrobacje bez ustanku tworzą,
Jak po linii zeszłorocznym śladami.


Ostatkiem sił zza chmur słońce wypełzło,
Złotem musnęło po puszczy i oknach.
W życiu co dotknęło zło,
Dzisiaj jest konające w moich szponach.

90 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-26 10:52:36)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
   POETA  Z  ŻYCIA  NIEDOLI
I  Z  NATCHNIENIA  W  JEDNYM


Prosty ja człowiek o natchnieniu poety,
Jak ten chłop, który żyje na roli.
Znam sól tej Ziemi, jak Mickiewicza sonety, 
Więc wiem jaki ciężki chleb z tej niedoli. 


Z męki, potu i krwi, ja poeta,
Jak prawdziwe  c i e r p i e n i e, które boli...
Niczym udręk nie zmyje nawet słowa żadnej sonety,
Jednakże wystarczy, że natchnieniem się zadowoli.


Kiedy patrzę hen przed siebie;
Widzę starszy, niż ludzkie życie las wiekowy,
Nad nim gromadne jerzyki na niebie, 
Między nimi, a niebem anioł ogniowy. 


Dalej i dalej... wzrok i myśl
Sięga w nieskończoność ku niebu.
Boże! choć jednym hasłem wyślij,
Ku mnie nadzieję, będę najedzonym,
jak przy bochenku chleba.



         JERZYKI


Masa was umiłowanych Podlasie -
Przejawiając argument czystości nieba i ziemi.
Dożywszy poetyckich uniesień - stało mi się na czasie
Opisać was żyjące w podlaskiej zieleni:   


Do woli oczy i serce można napajać...
Lotem tniecie niebo, jak szablą Soplica.
Dzisiaj moja dusza nie może się kajać,
Chociaż nie ma tego w polska stolica. 


Bóg wie, gdzie posłać poetów,
A los po to nadaje im udręk,
Żeby bili w wiersz słowem,
jak w ziemię tysiąc młotów,
Aż zagrzmi ziemi podlaskiej obręb.


Tniecie lot, jak czarna cicha błyskawica,
Lecz nie uderzacie w ziemię, jak piorun czerwony.
Z ludzi wyszłaby wszelka krwawica,
Wam jest miłe krążyć dniem całym nad lasem korony...


Życie jest piękne i radość dla żony,
Że jej "Mietko" nie unosi kielicha, a pióro.
Bóg dał być poetą dla życia obrony
I jest to niebo na ziemi, a nie słowa dla bzdury.

  Żonie Barbarze



      NATURA  CZŁOWIEKA


Z podziemi brzemiona  k a l e c t w a  nosząc,
Rozumiem życie lepiej, niż człowiek człowieka.
Ten, który zna co oznacza pomocy prosić,
Kiedy zbiera się do wierszowych dzieł
I wie się, że żyje się nie w śródmieściu,
A tam, gdzie o świcie ptaszek i kogut piał.


Piekło na ziemi my ludzie stwarzamy.
Ja miałem w swoim czasie w podziemiu.
Za chlebem siebie ganiamy,
Nie mając czasu spytać,
Jeżeli mając za dużo,
Czy dać innemu?



      JEST  TAKA  S. M.


W otulinie puszczy jest taka S. M.,
Która w piwnicy budynku posiada warsztaty, 
Iż jest jej 220 km. do stolicy,
Zatem zacofanie jak w XIX wieku.   


Za PRL-u był taki dureń,
Który zaprojektował wszystko w jednym: 
"Rozum na górze", głupotę na dole.


Gdy tylko mieli sobie podwórze,
Które miało ogrodzenie z metalowego płotu -
Mogli żyć i działać, jak tylko sobie umieli.
Mogli kuć, klepać, nawet na głowie stawać,
Robić co tylko sobie chcieli.


Ale kiedy wysprzedali pół budynku na mieszkania,
Wtedy trzeba było honorowo wynieść
warsztaty z pomieszczeń piwnicznych 
Nawet bez lokatorów żadnego zapytania.


Tym niemniej tak nie zrobili
I jak "Gawły" dalej kują w piwnicy,
Którą sobie jak na zawsze zdobyli -
Klepią przedmioty, jak w istnej kuźni, 
Tylko w niej gniadych koni brak.
A zatem za konia służą ludzie,
Którzy wykupili na parterze mieszkanie.


I nic człowieku nie wywojujesz w "Sudzie"*,   
Gdy Nadzory Budowlane wraz z nimi
Żyją w myśleniu i technice w XIX wiecznym cudzie.

  Objaśnienie: "Sudzie"* - z języka etnicznego na poprawny
  po prostu w Sądzie.



    PIĘKNY  WIOSENNY  SERIAL


Przy płotach lśnią piękno niebieskie niezapominajki,
Nad nimi wybujała majowa zieleń.
Ileż to już jerzyki swym lotem dały udzieleń,
Tyle co za dzieciństwa w "okrągłym błocie"* czajki.


Świergoczą nad głową jednako,
Lecz lotem furgają różnolotnie.   
Czas, który poświęcam im płodnie,
Czasu tyle nie poświęciłem żadnym ptakom.


Piszę o nich i im wiersze;
Nie mogę wyjść z ich podziwu.
Na niebie nie fruwają inny ptaki,
który mają loty śmielsze
I w locie nie zrobią w insektach takiego połowu.   

  Objaśnienie: "okrągłym błocie"* - obszar bagnisty w
  kształcie koła, który był w całości naturalnym siedliskiem
  dla ptaków za dzieciństwa autora.



       JERZYKI  II


Krążą nad i między blokami,
Jak lotne strzeliste okrężnice...
Będąc czystymi, jak panny dziewice,
Co piękno zdobyły już przed wiekami.


Zgodne ze sobą, jak macochy i pasierbice,
Z rzadkim wyjątkiem u ludzi.
U was ciągła zgoda i nic jej nie ostudzi,
Z wyjątkiem przyodziania się wieczoru do nocy w przyłbice.


Zachód słońca chmury zaczerwienił
I z pierzastych aniołów rozpalił w płomienie.
Z was żaden jerzyk w locie jeszcze nie rozleniwił.


Wszak niebo okrywa na sobie ciemne odzienie,
Co już zechciało się do nocy obłożyć.
Wam za nic nie chce się od lotu broni złożyć.



PODNIEBNE  ODMIEŃCE


Deszczyk zrasza ziemię,
Ptaki ukryte w gęstym igliwie,
Każdy mając swoje imię,
A wy krążycie same po niebie tkliwie.


Nie ma wam chwili do odpoczynku,
Czas wam nie ma granic.
Wasz lot nie ma spoczynku
Za żaden grosz i za nic.


Czas was stale goni,
Żeby złapać owada.
Mnie stale pióro w dłoni,
Taka już moja życiowa wada.



     ODRUCHY
[ kolejność przypadkowa ]


Ile żalu, tyle cierpienia.

Ile bólu, tyle znoszenia.

Ile wierszy, tyle wierszowy.

Ile miłości, tyle usatysfakcjonowania.

Ile radości, tyle dobroci.

Ile smutku, tyle nostalgii.

Ile zamożności, tyle życia.

Ile godności, tyle honoru.

Ile choroby, tyle umierania.

Ile wiary, tyle przetrwania.

91 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-26 10:54:58)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
  SENTYMENTALNA  PODRÓŻ 
  DO  MIEJSCA  URODZENIA 


Deszcz moczył ziemię całą noc,
Nawet Boskie organy zagrały nie raz!
Dzień, który spija dary nocy,
Adekwatnie w ten majowy czas.


Chmury przetoczyły swój gniew,
Ale i niezaprzeczalnie dar Boży.
Wiatru wiosenny powiew
Ziemi po burzy pogodę złoży.


Dzisiaj czas, rozum - myśl i natchnione pragnienie
Kieruje mnie tam, gdzie moje miejsce urodzenia.
Ptaki śpiewają na każdym drzewie,
Wiaterek liśćmi huśta i łopocze...
Dusza jak zawsze w serca porywie -
Uniosła, aż z wrażenia na czole się pocę.


Las złotymi pędami wypiękniał
I muska blaskiem w promieniach słońca.
Ja żem o miejscu urodzenia stale pomniał,
Gdzie moja matula, do której dusza jest tęskniąca.


Jednako ku Niej niesie mnie natchnienie,
Jak i 106 KM, które daje mi mój Mustang.
W drodze żyją ciągle moje wspomnienia;
Wydobywając sporo różnych myślowo życiowych tang:


Dusza gra czasu pięcioma dekadami;
Smutkiem, melancholią, żalem i tęsknotą. 
Czas utkwił nad "diabła widłami"
I usiłuje władać życia cnotą.


Rozum podpowiada; więcej piękna, niż ubolewań,
Więcej przyrody, niż życia brzydoty,
Więcej upodobań, niż smutno spodziewań,
Więcej pogody, niż życiowej słoty.


Czas u mnie nigdy nie gra roli,
Choć życie nie stoi jak czas.
Wypełzłszy na rewir z domowych moli
Oczom dłużej piękna, w ręku mniejszy gaz.


Las bogato dorodnie wybujał i cichy,
Lecz nie taki, jak smutno szary miasta głaz.
I przenigdy nie markotnie lichy,
Co można zobaczyć u ludzi mas.


U boku drogi po obu stronach
Mlecz w słońcu ciągle przyozdabia szosę.
Widzę motyle. Jastrzębia nad drzewem korony,
Co wzbija się pod anioły i płynie.


Wiąz do złudzeń leszczynę przypomina,
Tyle odległości, ile ciągnie się las.
Mustang mój, choć na wzniesienia się wspina,
Siłę mając, iż nigdy nie traci gaz.


I jak tu dobytku nie cenić,
Gdyby nie to, nie byłoby wiersza.
Poetą będąc - chcę się z Naturą ożenić,
By moja poezja była śmielsza:


Sokołda leniwymi zakolami  płynie;
Wykąpie moje dzieciństwo wspomnieniem,
Lecz inwalidztwa nie obmyje, iż nie z tego słynie,
W tym nie pozbawi emblematu z kalekim imieniem.


Za to na widoku jaskółka przetnie niebo
I skowronek, jak piłeczka na gumce
u dziecka pion zniży i podniesie.
Mlecz na łące uroczy wydałaś glebo,
Pożeram wzrokiem, aż zapomniałem o nabytym stresie.


Bydło rogate urządza żniwo na łące -
Pierwiastkę* smacznie ścina aż do ziemi.
Smakuje, jak moje serce błądzące,
Które nigdy podziwu z Natury nie wypleni.


Nad tym wszystkim ptaki lecące
Pod pierzastymi aniołami kolorytu niebu dodając.
Oczy moje jak jawny świadek to widzące,
Jeszcze i jeszcze tego widoku błagając:


Jeszcze wyżej nad tym wszystkim
Bociany wzbiły podniebny swój lot
I mierzą się z niebem bezkreśnie wielkim -
Rysując kół mnogości splot,


Drażniąc ołowiane chmury
Płynące przez bram piekielnych do grot,
Aż zagrzmią i ogniem uderzą w mury,
Gdzie nie będzie już tam wierszowych rot.


Pola zbożami ścielą pagórki,
Od szosy do lasa -
Od rzeki do każdej górki,
Taka podlaska jest trasa:


Tutaj puszcza - oddech sosnowy,
Tam pola - pofałdowany krajobraz zielony,
Obok łąka - żółty jaskier, pędzący pyłek mleczowy
I wypogodniałych pierzastych aniołów na niebie tony.


Las przydrożny cień kładzie na szosę,
Jemioły, które drzewem się żywią,
W wybujałej zieleni tkwią aż oschną.
W głębi gałęzi ptaki się bawią.


Sokółka - miasto i powiat rodzinny,
Tylko gdzieniegdzie wygląd z dzieciństwa przypomina -
Czas, który zmienił się i stał się inny,
Przyszłość pokoleniom, a nam nie kpina.


Czas, który wokół życie zarzyna,
Jak ten rozległy krajobraz podlaski -
Raz z górki, raz pod górkę - bo wyżyna życia,
Wspomnień stale nizina, jak krajobraz płaski. 


Ptaki nad niebem sokólskim wędrują -
Wyżej, niżej w powietrzu miejsca nie brakuje.
Ludzie wykwit przemian adorują,
Tu, tam chodzą i co chcą kupują.


Ulice pełne różnych mark samochodów,
Jak w bogatych osiedlach Warszawy.
Czasy, które ludziom rozmnożyły dochody
I auto ma nawet ten, który w życiu niemrawy.


Sady, kasztany, bzy kwitną ulicami,
Sklepy koloryzują się reklamami!...
Ludzie za czymś podążają chodnikami.
I promienie słoneczne błyszczą się oknami.


W jednym miejscu czas się cofnął,
W drugim nadto siebie wyprzedził.
Kto w życiu się potknął,
Ten niczego nie zwiedził?


Prawie każdy "Golfa 3" ma na podwórku -
Spełnione marzenie wieśniaka.
Do tego "hip-hop-owy" ciuch wisi na sznurku,   
Na czasie moda wszędzie doszła taka.


Lecz po wsiach szkoły pozamykali,
Pustkowiem hulają wiatrów igraszki.           
W tym strażackim basenie, cośmy się kąpali,
Zarosło drzewami i wiją ptaszki gniazdka.


Szkoła Podstawowa umarłszy na amen,
Przejeżdżając zawsze dzieciństwem targa.
Wzbudza wspomnienia, jak ten omen,
Co nieraz ze wzruszeń, aż zadrży warga.


Wkoło szkoły zarosło drzewami i boisko.
Nie gra w piłkę żaden Miecik,
Tylko motylom, owadom i ptakom rżysko,
Chłop idący przez nie, poprawia berecik.


Między wsią dzieciństwa i rodzinną, 
Która nosi nazwę: Cimanie,
A wsią sąsiadującą, która ma nazwę inną:
Łowczyki z zarania do zwierzyny jej upolowania.


Po sąsiedzku trzecia wieś: Starowlany,
Do której chodząc do szkoły
Niejedne buty zdarłem - pytany -
Nie znając odpowiedzi - przezwany: "Mongoły". 


W trójkącie tych trzech wiosek
Cichym, zdrowym i zimnym strumykiem
Rozpoczynała swój bieg rzeka: Sidra
do której do dziś mam trosk stosek.
Wracając ze szkoły łowiłem sumy,
mimo że byłem jeszcze smykiem.


Dzisiaj w tych miejscach zarosło chwastami,
Trudno rozpoznać czy to rów, czy rzeka.
Dla mnie wciąż żyje byłymi latami,
Kiedy przejeżdżam, czas miniony drgnie pod powieką.


Przy "szubienicy", gdzie chłoporobotnik ziemię uprawiał,
Dzisiaj zarosła odłogiem w złote pędy młodnika sosen,
Iż spotkał go podobny los, jak mnie,
kiedy przy murarce do życia dorabiał
Teraz boryka się z tą tragiczną przypadłością kilka wiosen.


A "szubienica" już nie spełnia tego,
Do czego ją Natura Przyroda stworzyła.
Nawet nie ma komu używać jej imienia strasznego,
Skoro nie idzie tam żaden chłopiec, dziewczynka,
Która już nawet o tym nie pomarzyła.
                                                       

Bo któż miał pomarzyć o poziomkach na "szubienicy",   
Kiedy we wsi od dekad dzieci jest mniej,
Niż bocianów w jednym gnieździe do wywodnicy.
Więc i las szumi od dekad samotniej.


Wrony nie krążą nad "szubienicą", 
Chłopi nie tną lasu pod budowę.
Kto żyw dogorywa z samotnicą.
Ja w wierszu mam smutną mowę.


Krowy nie pasą się na żadnym pagórku,
Wszędzie zarosły brzóz lub sosen młodnikiem.
Na pustym niebie gdzieniegdzie wrona przeleci
w linii jak po sznurku,
Której nigdy nikt z ludzi nie był wspólnikiem.


Wieś samotna, cicha, jakby wyludniona -
W domu sędziwość ludzka dogorywa.
Podwórka puste w dzieci, nie krzyczą imiona,
Aż do smutku dusza się zrywa.


Dom dzieciństwa przeszłością targa,
Gdzieś mi się zapodziała matula?
Brat, którego dopadła życiowa skarga -
Mówi: - Gdzieś do rówieśniczek poszła?!


Czeremch i sadów wonie wiatr rozwiewa,
Lecz już nie to co było za dzieciństwa.
Te stare, które pozostały drzewa,
One są tylko obiektem dla różnego ptactwa.


Cmentarz na którym spoczywają pokolenia,
Byli i są przekaźnikiem życia i wiedzy.
Moja pamięć ciągle żywa i do wspomnienia -
Oto Im w wierszu ujmę szacunek żywymi - zmarłymi między.


Ojciec i stryj, którzy spoczywają trzy i pół dekady wspólnie,
Zawdzięczać godność i zasady Im mogę.
Zapalony płomyk nad Ich grobem, niechaj pali się przytulnie.
Skoro mnie żyć jeszcze dane, zatem w drogę -

Opisać miniony czas i życie ogólnie...

  Objaśnienie: Pierwiastka* - pierwsza trawa do pokosu.

92 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-16 19:17:45)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
KLIMATY  ZAPACHÓW  NA  ŁONIE
  NATURY  Z  DZIECIŃSTWA


Wśród łąk, pól i lasów
Żyłem za dzieciństwa czasów -

Pola wszędzie rosły zbożami,
Łąki pachniały kwiatami.

Ścieżki polne drogę skracały,
Zawsze dzieci nimi ze szkoły wracały.

Groch, łubin, gryka po pagórkach kwitła,
Na niech os i pszczół była cała sitwa.

Na łące zające częściej można było zobaczyć,
Niż człowieka, który uprawiać łąkę był raczyć.

Szpaków czarną lawiną na łąkę spadało tak wiele.
Teraz nie ujrzę nawet jednego z przez trzy niedziele.

Sumy, miętusy rękoma można było wyrzucać na brzeg rzeki.
Po czterech dekadach z żalu tylko zamknąć powieki,

Skoro dookoła tak pusto i smutno.
Dalej nie mogę, iż z tego powodu dzisiaj mi pokutno.



      CICHY  DZIEŃ


Wiatr zawisł na niebie,
Słońce ogrzewa mokrą ziemię,
Pierzaste obłoki zachodzą na siebie
I spokojne ptaki południem drzemią.


"Antki" obucha kowadła nie grzeją,
Teren usterek ich wezwał.
Dzieci edukacją nad mądrość mądrzeją,
Iż żaden z nich nigdy kalekiego nie wyzwał.

W tak cichym dniu, cicho serce bije
I spokój jest jak cisza aksamitna.

Niepokój, który w duszy dzisiaj nie żyje -
Stała się chęć i wola do wiersza ambitna.



ZWIERCIADŁO  PRZESZŁOŚCI
  Z  DZIECIŃSTWA
[ kolejność przypadkowa ]


Kiedy wróble ćwierkają,
Jest mi smutno.

Kiedy słowiki śpiewają,
Wspominam kawalerską sobotę.

Kiedy bociany lądują na gniazdo,
Przypomina się dzieciństwo.

Kiedy sroki skrzeczą,
Widzę siebie przy małych kurczakach.

Kiedy wrona kraczą,
Widzę ukradzionego kurczaka.

Kiedy psy szczekają,
Przypomina się wieś,

A kiedy wyją,
Widzę pożar w oddali.

Kiedy gęsi gęgają,
Czuję złotą jesień i wykopki.

Kiedy kury gdaczą,
Wspominam wiosnę.

Kiedy z nieba spada groza burzy,
Mam w oczach klękanie do zdrowaśki.

Kiedy słońce ziemi służy,
Widzę zboże kosy i pół lotne kuropatwy.

Kiedy widzę konie,
Czuję od orki zdrętwiałe nogi i zmęczone dłonie.

[ niedokończony ]



  UKŁADANKA  ODMIEŃCA


Rozmarzyło mnie myślenie,
Rozleniwiło słońce.
Nie każdemu ono potrzebnie istnieje,
Jeśli ma się serce płonące.


Czas nie gra roli -
Życia, kiedy doba trwa dobę.
Ważne tylko to,
co z duszy się wyzwoli
I co w życiu zrobię.



  CODZIENNY  ŻYWIOŁ  MOJEGO  MIASTECZKA


Od świtu swój chór ptaki rozpoczynając -
Grają w tym samym akompaniamencie te sama melodie,
Ale nigdy nie zanudzając -
Zawsze wznosząc się na wyżyny
konar Puszczy i swoje śpiewne odie.


Dzień przez ptaki obudzony do życia
I ludziom wybija czas zrywać się z pieleszy nocnych
Do obowiązków i zadań do miejsca przybycia -
Tam, gdzie jest lista obecnych.


Po tym czasie ptaki śpiewają jeszcze solidniej,
Jakoby jeden prześcigając drugiego.
W powietrzu jerzyki ścigają siebie coraz aktywniej
I tak aż do wieczora minionego.


Puszcza szumi wiatrami,
Niebo przejawia się pogodą.
Nie ma tutaj tak, jak nad Tatrami,
Gdzie co chwila zmienia się dnia uroda.


Ptaków jest więcej, niż ludzi,
Co mało gdzie tak bywa, jak tutaj.
Los mój, co w  k a l e c t w i e 
wierszami się trudzi -
A zatem na łono natury przyroda wita:


Panie, Panowie w sędziwym wieku na rowerach
Wiozą siebie z zieleni do zieleni.
Wolny czas spędzając na własnych rewirach
Tak, aż z ruchu na licach Im się zarumieni.


Wędkarze nie głodni ryb, a wędkowania,
Ku zalewie jeden podąża, drugi wraca.
Z całym rynsztunkiem do uprawnionego polowania
Nałóg przyciąga, kiedy emerytura, a nie praca.


W pozytywie żywioł miasteczka się kręci;
Na niebie, drzewach i ziemi nikt nie próżnuje.
Czy ptak, czy człowiek obowiązek
lub zabawa do aktywności nęci
I wszystko swoją rolę do dnia znajduje.



      JAK  ZEGAR 


"Nie pchaj rzeki, sama płynie".

Oznacza to, że jeśli jest dobrze,
to nie pogarszaj sytuacji
lub jej nie przeszkadzaj.



  WYROKI  BOSKIE  NIE  ZNANE


Ja tylko po prostu byłem chłoporobotnik,
który za pisane pióro się wziął.



   WYROKI  BOSKIE  NIE  ZBADANE


Bóg zesłał ratunek i przywrócił życie,
Ale do zdrowia już żem nie powrócił!



      NIEBIOSA  WIEDZĄ


Mam czas siewu...
A czy doczekam się czasu zbioru?



INTELIGENCJA  NIE  ZAWSZE  IDZIE 
W  PARZE  Z  WYKSZTAŁCENIEM


Nie ten mądry, który wykształcony,
a ten, który rozumny.



          ANEGDOTA  LEPPERA


"Wykształcenie na zawsze idzie w parze z rozumem".

Pan Lepper absolutną miał rację.



SUKCES  NIE  WSZĘDZIE  TAK  SAMO  SMAKUJE


"Drugi, to pierwszy przegrany na Zachodzie".

W Polsce cały czas sukces.



MĄDROŚĆ  POLITYKA - SUKCES  POLITYCZNY


Polityk zawsze chwali młodzież,
Że to jest nasza przyszłość.

W przeciwnym razie byłby przegranym.



JEDNO  BEZ  DRUGIEGO  NIE  ISTNIEJE


"Pieniądze są po to by je nie mieć, a wydawać".

Ale żeby wydawać, trzeba jednak je mieć.



SŁOWA  ABRAHAMA  LINCOLNA*


"Jeśli szukasz w ludziach zła,
na pewno go znajdziesz".

Mietko:
Łatwiej w człowieku znaleźć zło,
niż dobroć tylko temu kto szuka zła,
a nie dobroci.

  *Abraham Lincoln - 16 prezydent Stanów Zjednoczonych.
  Żył w XIX wieku.

93 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-26 11:00:09)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
       MÓJ  DOM  III


Mój dom, to nie rozgrzmiały grom,
A ciszy szelest słów na papierze...
Mój dom, a w nim nie tańczy "Rom",
Lecz szepczę po cichu słowa w wierszowej wierze.


Mój dom, w którym miało być tak pięknie:
Spełnienie życia - wypełnienie obowiązku,
A stało się teatrem marzeń, duszy łkanie
I płakaniem co dnia po męsku.


Mój dom, w którym napięte trzeszczały pręgi,
Ale nie rwały się strzemiona,
Bo nie szarpał nimi gniew, lecz lęki,
Co nad nimi stała Matki Boskiej osłona.


Mój dom, w którym grał smutek nad ludzkie aspekty -
Targał burzliwą pogodą zjawiska,
Lecz nie była znana prognoza, a fakty,
Które znosiły ból cierniowy, jak z "Hamleta widowiska".


Mój dom, który miał Tobie rozpiętość ramion
Po brzegi uczucia i namiętności.
I gdyby zachwiało się moje przekonanie do znamion,
Już dzisiaj nie byłoby w nas jedności?!


Mój dom, co bezkresny los opętał go,
I wykonał bez winy karę na mnie!
Lecz nie przykrył oczu mgłą,
Co bym mógł patrzeć jak  c i e r p i e n i e  tchnie.


Mój dom, w nim struna napięta była,
A do pęknięcia tak mało było, jak do napięcia.
Mój dom, w nim jawa się śniła,
A na jawie żalu i pragnień tyle, co do niepojęcia.

Taki był i jest mój dom.



    W  SOBOTNIE  POPOŁUDNIE


Wiatr rozpędził chmury po niebie,
Na ziemi, jak w gniewie trzęsie sosnami!...
Maj, a organy Boże zagrzmiały -
Niebiosa gromem swój gniew potęgują na ziemię,
Choć nieszczęście i szczęście trwało minut kilka,
W oczach było więcej strachu, niż gniewu.


Po tym tak cicho się stało -
Wszystko w bezruchu spoczęło.
Lecz ziemi niczego nie było za mało,
Iż parą ku niebu drgnęło...



      PO  GODZINIE


Ciszy już nie ma,
Deszcz wrócił spełniać swoją rolę!
Ptaki w puszczy głęboko ukryły swoją dolę,
Teraz ciche są, tylko je moje myśli słyszą.


Zieleń jest bogatsza od Amazonki,
Jak na europejski klimat.
Deszczu w maju spadło szmat,
Zadowoli nie tylko jabłonki.


Kwiczoły trzy urządzają na boisku polowanie,
Skaczą jak po trawiastym rżysku,
Jak dostojne goście, uchwycone mojemu oku pilnowanie,
Nie wszędzie i nie zawsze ujrzeć mógłbym na innym siedlisku.


Deszcz ustał, co sposobniej Pani żałobnej
Ku bliskiemu z wieńcem w ostatnim szacunku.
Zimowe obłoki wypełniają niebo po deszczowym ekwipunku,
Rysując kłębiastych aniołów coraz ozdobniej;


Po burzy wykluła się chwila spokojna
I zarazem wypełniła się ziemi potrzeba.
Słońce panując w tym majestacie,
jak pani przystojna nad siły nieba
Ciepłem, blaskiem i promieniami pozytywnie
zaznacza dzieło natury, jak w darze boga hojnym.   



       WIECZARAM
        [ etnicznie ]


Papłyle tumany nad chwajnoi,
A ja praz kulbaku dalakoi.
Da ni czaho ni dajdu -
Szto tolka tumane woczami wiadu...


Słonko nad lasom irdzić,
Wieczar pa daszczu pieknia hladzić.
U lesi wsio zamiarło, ptaszkie ni dziarucca,
Tolka łasaczki w pawietry da lotania biarucca...

W przetłumaczeniu:


     WIECZOREM


Popłynęła mgła nad lasem,
A ja przez kalectwo daleki.
Do niczego nie dojdę -
Co tylko mgłę oczyma odprowadzam...


Słońce nad lasem promienieje,
Wieczór po deszczu ładnie wygląda.
W lesie cicho, ptaki nie śpiewają,
Tylko jaskółki w powietrzu do fruwania się biorą...



     WIERSZE  Z  CZERWCA  2009  ROKU



       ŻONA  DO  MĘŻA


- Mietku, jesteś złotym Bożym dzieckiem,
Serce masz miękkie, jak mgła.
Lecz nie ulotne, iż jesteś człowiekiem.



      ŚWIĘTA  WODA


Jest takie miejsce na Podlasiu,
Gdzie na wzgórzu stoi las krzyży.
Tutaj nawet na grzbiecie, Tobie Stasiu*
Nieść krzyż, Boga przybliży.


Tutaj na wzgórzu Świętej Wody,
Gdzie uzdrowicielski strumyk wytryska;
Jadą zewsząd niejedne Grody,
Do tego Bożego uzdrowiska.


Jest tutaj siła nie prze mogąca,
Jest tutaj Wiara niezłomna.
Są tutaj ludzi serca gorące
I potęga ducha przytomna.


Ludzie stawiają krzyże na wzgórzu
W podzięce za dary Boże!
Dzwony biją ku niebu podnóża
W nadziei, że Bóg wszystko może.

  Objaśnienie: Tobie Stasiu* - znana osoba autorowi wiersza.



   SKROMNOŚĆ  POETY


Jedynie czego teraz mi trzeba,
To wiersz napisać,
Ptaka śpiewu posłuchać,
Barbarze dobranoc i dzień dobry powiedzieć.


Czasami na słońcu grzbiet ogrzać,
Szumiącego lasu posłuchać,
Jerzyki niestrudzone po obserwować
I na niebie gwiazdy policzyć.


Ciszę usłyszeć,
Noc przytulić,
Snu nie obudzić
I z Bogiem żyć.


Jak dobrze być poetą
I żądać tak niewiele.
Gdy żyje się dla wierszy przeto,
Wtedy są nie tylko Aniołowie przyjaciele.



W  DRODZE  DO  STOLICY  PODLASIA


Wiatr przepędził chmury, dzień,
który był deszczowo bury -
stał się pięknie słoneczny.
A więc wrzucam bieg wsteczny -
następnie przedni i z podwórka w rejs
106 KM, że hej - jadę zadowolony do stolicy,
ma się rozumieć, że do podlaskiej -
po drodze wszędzie zapach sosnowej żywicy.
Pas w jednym kierunku drogi wąskiej,
jak w obie strony ruch obfity,
tylko podziwiać Puszczy wykwity,
bowiem i nie w sposób wyprzedzić TIR-a, 
PeKaeS czy marudera,
więc oko krajobraz do serca zbiera...
A kiedy dusza do domu wróci -
do wiersza, co spotkała wrzuci:

Wyżynny krajobraz raz mnie unosi,
Raz do doliny zniży.
Dusza łkaniem się wznosi,
Gdy tyle piękna w pobliży.


Idzie mój koń, jak burza;
Żre paliwo, połyka złotówki,
Lecz piękny jest, jak róża,
Więc nie żałuję wydanej
na niego żadnej stówki.


Z puszczy czerwony łeb wynurza,
Święta Woda, zatem gaz z ręki,
Przeto spojrzenie na las krzyży
oko duszy przedłuża.
A jak to widzę i czuję na sercu,
mówię: Bogu dzięki!


Koń mój z górki, choć nie ma luzu,
Biegnie, jak "Pegaz lotny".
Barbara mówi: - Ty, mój tuzu,
Co nie będziesz w życiu samotny.


Jak pięknie żyć we dwoje -
Tym bardziej jest większe szczęście,
Że są w naszym domu spokoje,
A nie rękoczyn i gniewu pięście.


Toć za to nierozerwalnie -
Zawsze i wszędzie razem
Wiezie nas nasz koń legalnie
Nie będąc męką pod ciężarnym życia głazem.


Wasilków wita i żegna
Domami, które w tle pozostają.
Podniebne gołębie, co natura je gna,
A moje źrenice na nie spoglądają.


Supraślanka uroda rzek podlaskich,
Których w podobieństwie jest wiele,
Spojrzeniem wraca w dzieciństwa wspomnień takich,
Co tylko ująć z życia w rozdziale.


Przez most samochody i TIR-y przemykają...
A woda podlaska rzeką sobie niezmiennie płynie...
Na prawo, co na łące przy puszczy oczy spotykają,
To koń żelazny biegnie ze stukotem po szynach
i trąbi sygnałem maszynista w lokomotywowej maszynie.


Podlaska przyroda i natura nie zginie,
Iż tutaj huta i kopalnia nie stoi.
A tu, tam niejedna naturalna
po lodowcach ukształtowana rzeka płynie,
Co jest pięknie dzika nie mając ludzkiej zbroi.


A kiedy ku wzniesieniu nasz koń nas wiezie,
"OD OFF" dla przyśpieszenia racz byłem załączyć;
Po czym idzie jak burza, aż chce się powiedzieć:
że to nie "czynkuś" co lezie.
Ach, jak dobrze, że oczy i serce
nasze miasto Białystok z nami połączy.


Ziemio ojczysta podlaska moja i nasza 
I stolico Podlasia - Białystok,
Który się zdobisz siedmioma wzgórzami, 
gdzie tu ciało i krew Wasza -
Podlasia, co trudów i radości mamy tok...


Tu stok, tam wzgórze,
Tam horyzont w murze.
Tutaj zieleń i róże
I czysto białe anioły w górze.


Grodzie, Ty mój piękny i czysty
W zieleni kolorowymi budynkami się roztaczasz...
Wiatr powiewa zdrowy i bystry,
Stolico moja, nad sobą smogiem nie płaczesz.


Ulice dzięki Unii się remontują,
W innym miejscu od podstaw się budują!...
Włodarze stolicy dzięki swojej postawie mądrości,
gospodarności i zaradności rozwoju koniunkturę notują.
Mieszkańcy, tym bardziej goście przyjezdni
piękno w moim mieście znajdują.


Grodzie, Ty mój, stolico Podlasia
W herbie: rycerzem z mieczem na koniu -
Nad nim godło ojczyste w koronie i Podlasia,
Taką Ty stolicą jesteś moją w pięknym ustroniu.


Jak warto Tobie oddać serce czyste,
Dumo Podlasia w herbie i grodzie.
Piękną z historii masz listę
W czystym dla historii dowodzie.


Leżysz na siedmiu wzgórzach -
Zwiesz się miastem: Białystok,
Będąc pięknym jak ogród białych róż,
Posiadając: raz, dwa, trzy, cztery,
pięć, sześć, siedem biały stok. 

  Dedykowany Podlasiu i miastu Białystok

94 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-16 20:45:20)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
  MELANCHOLIA  ŻYCIA


Jak długo żyję -
Tak długo dusza strunami gra...
Czy za nocy, czy za dnia;
Raz mi smutno,
Raz mi pokutno.
Czasami ślinka za czymś łka,
Że struna życia pękła!
Czasami w szyi żyłka drga...
Czasami unosi się orgia...
Czasami okryję się smutkiem i żalem,
Bo w moim życiu czasami jest balem -
Były taniec nieszczęścia połamaniec;
Mojego życia, który losem moim jest życia majdaniec.


Dalej i dalej...:
Los życiem gra...
Wyboista droga życia trwa,
Lecz wbrew wszelkim trudnościom
Trzeba nią podążać przed siebie,
Iż ma się życie jedno,
Choć dróg wiele.
A więc jest wybór.



SPRZENIEWIERZENIE  SIĘ  WSZYSTKIEGO


Los mi skórę opatrzył
Za to, żem byłem robotny.
I za to, żem byłem chyba głupi,
I za to, że chyba miałem sądzone.



  SMUTNA  ORGIA  ŻYCIA


Nic nie oddali moich myśli,
Nikt nie przybliży dla mnie swego szczęścia.
Okrutna mnie gnębi losu pięść
W moim świecie smutku zarośli.



W  SZCZERYM  POLU


Hen tam daleko
Na skraju lasu
Idzie chłop, choć kaleko,
Jednak nie ma czasu -
Śpieszy mu się
Obejść swoją rolę -
Jest w obowiązkowym musie
Obejrzeć swoje pole.


Pole zielenią się roztacza -
Od drogi do drogi,
Od lasa do lasa.
Chłop obchodem odległość zaznacza,
A pola w zieleni jest masa.



DUSZĄ  I  NATCHNIENIEM


W głębi mego serca -
Dotykam stopami ziemi...
Mojej podlaskiej rodzinnej.


W głębi mojej duszy -
Sięgam ku obłokom czystego nieba...
Z ziemi podlaskiej wyżynnej.



   CO  DNIA


Co dnia jesteś przy mnie,
A więc co dnia
Bledną moje wszystkie trudy
Związane z  k a l e c t w e m
Przy Tobie,
Co dnia...

  Basi



  OJCZYZNA, 
  JAK  MATKA 
  JEST  JEDNA


Kiedy na kolanach
Lub na brzuchu
Mój wiersz wyrasta,
Wtedy coraz bardziej
Moje życie dorasta - dalej...:


Kiedy Ojczyzna chleb mi daje,
To nie godzi się kochać:
"Solidarność, PO, PiS, SLD, PSL",
A Ojczyznę, którą ma się jedną,
Jak matkę, która piersią wykarmiła.



POETA  NIE  POLITYK  I  NIE  MÓWCA


Wspomóż mnie, Boże, zdrowiem,
Wspomóż mnie, Boże, rozumem,
Abym stanął nie przed tłumie,
Lecz przed wierszem i napisał to,
Czego przed tłumem nie powiem.



POETA  NIE  UMIERA


Przejdą lata,
Wieki przeminą
I ktoś siądzie pod olszyną,
Żeby wiersz mój przeczytać: dalej...


Usychają drzewa,
Kruszą się mury,
Umiera życie,
A wiersz ciągle żywy.


Ty, po kilku stuleciach
Jesteś tego świadkiem.
A kiedy wiersz żyje,
Żyję i ja, który "Mietko" się zwałem -
Stałem się  k a l e k i m,
Co życie Ojczyźnie styrałem!
Mnie już nie ma.
Ty mnie nie zobaczysz,
Lecz wiersz mój przeczytasz,
Więc jesteś przy mnie,
Ja przy Tobie.
A więc warto było styrać
Życie dla Ojczyzny.

95 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-19 10:49:27)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
   DZISIAJ  II


Pogoda bura i szara,
Smutno i ospale.
Czy to przypadek, czy kara,
Czy tylko życia jakieś ale?



JAK  GROM  Z  NIEBA


Cisza, spokój i...
Nagle jak grom z nieba
Ni stąd, ni zowąd,
Tylko w parasol się okuj,
Bo groza się gniewa
Z nieba i z burzą swą
Gradem ziemię gnębi,
Nie będąc sercem gołębim,
A pogańską grozą z otchłani,
Mówi: przecież ludzie świat mieli do bani.
"To teraz mata, co chceta!"



      PO  TYM


Cisza, spokój i...
Wilgotniej, niż zieleniej.
Para kotłuje się pod lasem,
Ptaszki rozśpiewały się tymczasem!...
Po burzy na niebie nastąpił spokój,
Jerzyki krążą nad Puszczą coraz dzielniej.


Obok mnie kwiczoł przeleci.

Burza przegoniła dzieci,

Jutro nacieszyć się naturą zdążą.


Patrząc z "tronu", niebo wypogodniało,
Tylko białe anioły płyną przed siebie.
Z miejsca posiłku chmury poszczępione jeszcze za mało,
Czyżby dar Boży niedługo znowu przydarzy się glebie?!


Mgła otacza zewsząd puszczę
I nie wiem kto kogo wchłonął.
Czerwcowe przechodzą deszcze,
Jak dobrze, że lasy już nie zapłoną.


Dzień wypełnił swoje zadanie -
Był grozą, ale i życiem.
Jutro dzień jeszcze lepiej wstanie,
Stanie się wiosny do lata poszyciem.



  W  TEJ  CHWILI  IV


Puszcza wchłonęła mgłę
I nikt nic już nie otacza.
Dzień, który przeżyć mogłem,
Nie napiszę, że "żyźnia sabacza*.


Wszystko co przyrodą jest na ziemi
Stoi bez ruchu, lecz żyje.
Ptaki przed snem stają się nieme,
Puszcza swą ciszą na noc je okuje.

  Objaśnienie: "żyźnia sabacza" - psie życie.

96 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-19 19:57:21)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


     W  BOŻE  CIAŁO

https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
[ Kościół Jezusa Miłosiernego w Czarnej Białostockiej - Podlasie ]

  W ten Ojczyźnie tak ważny
I tak w Duchowo Boży wyniosły dzień:

Chmury zasłoniły niebo i w tym słońce -
Dzień ludziom sprzyja,
To i Bogu staje się wypełnieniem.
Dom Boży, który imieniem jest nadany:
JEZUSA MIŁOSIERNEGO w kształcie "Arki",
Lecz nie płynie na zatracenie,
A stoi na twardym gruncie
Ziemi poświęconej z silną Wiarą w ludzi.
Ludziom w wyniosłej swej kopule -
Wiara Krzyżem Chrześcijaństwa miastu jest dumą,
Ale i przetrwaniem na wieki.
Na tej Krzyża kopule dzwon zegara codziennie
Tyle godziny wybij ile według wskazań,
Następnie odegraną melodię - symbol miasta, zakończy.
Wiara ludzi nie przemija - ciągle obecna...
Msza w Boże Ciało trwa:
Według ceremonii w to największe Święto
Procesja Bożego Ciała -  którą podążać będziemy,
Wystrojona w tradycje i symbole
Tejże oto wielkiej Wiary i Ducha
W tysiąc letnim Chrześcijaństwie.
Że tylko Europie Zachodniej
Brać od naszej Wiary Chrześcijaństwa wzorce,
Które przetrwały tysiąc letnią historię.
Upadły królowie, państwa, mocarstwa, ustroje,
A Kościół przetrwał, iż przetrwała u ludzi
Nas Polaków Chrześcijan duma, honor, Ojczyzna
I Wiara niezłomna w Boga.
Po Komunijne dziewczynki i chłopcy w bieli,
Jak Aniołki o czystych sercach, duszach i bez grzechu,
Będą - i są symbolem przetrwania Chrześcijaństwa
I bezinteresownym podążaniem ku Bogu.
Orkiestra Straży Miejskiej - Parafialnej
I Wierni są tego dowodem w Boże Ciało,
Że Bóg z nami - my z Bogiem.



  PARAFIALNY  PIKNIK  RODZINNY 
       W  BOŻE  CIAŁO


Bóg tak jest miłosierny i wyrozumiały,
Zrozumiały, że jeśli ludzie Go kochają -
Wzajemnie On kocha ludzi.
Jeśli nic do grzechu nie prowadzi,
To wszystko jest dla ludzi i Boga.
Była msza i procesja w Boże Ciało,
Była Wiara, wypełnienie Boże i spełnienie,
A że Kościół jest ludźmi - ludzie Kościołem,
Zatem Bóg zezwala po wypełnieniu Wiary
I na radość do rozrywki co jedno drugiemu
Nie szkodzi, a jednoczy:

Parafialny Piknik Rodzinny W Boże Ciało

Scena do występu "Akcent-u" przygotowana,
Na placu ludzi od roczku do stu lat z całej parafii.
Budki z "Żubrem" porozstawiane,
Cały plac w różnych kolorach;
Dzieci na twarzach w wymalowanych wzorach,
A na chmurnym niebie lecz pogodnym
Całe niebo jerzyków panowanie.
19:00 dobiła i...: "Akcent" wychodzi na scenę -
Powitanie Czarną Białostocką!
Szał młodzieży odwzajemniony;
Dziewczynki i panny "wiszczą"!*
Chłopcy i kawalerzy gwiżdżą w sensie pozytywnym!
Nagłośnienie poszło w ruch - "Akcent" daje koncert -
Przebój disco polo za przebojem...
Młodzież szczęśliwie i radośnie szaleje!
Piwem niejedna osoba mimo sprzyjającej pogodzie
Ostudza rozpalone dusze radosną zabawą,
Lecz jak Pan Bóg przykazał,
Nie znajduję w stanie wskazującym.
I jak tu nie kochać Boga.
Ja, którego los o połowę wzrostem obniżył
Racz byłem umieścić swoją osobę na tarasie "Heliosa",
A stąd co żem widział i słyszał w wierszu ujął.

Tak mi dopomóż Bóg!

  Objaśnienie: "wiszczą"* - z etnicznego na język polski
  po prostu krzyczą.

97 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-26 11:07:14)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
  JAKIEJŚ  TAM  PANNIE


Tak żem za Tobą ganiał,
Jakby mnie rozum odjęło.
Z tęsknoty za Tobą, aż żem się otumaniał,
Lecz Twoje serce mego nie pojęło.

[ Znanej autorowi wiersza.
    A i Ona domyśli się. ]



NIE  KAŻDEMU  JEDNAKOWO 
    WSCHODZI  SŁOŃCE


"Tego kwiatu jest pół światu"

A jednak o jedną tak jest trudno.



     PIĘKNIE,  CO?


Porywy wiatru szarpią drzewami,
Ptaki bujają się na gałęziach...
Czas, który jest z nami,
Trzyma nas w miłosnych więziach...


Dłonie ciepłem splatają ręce -
Uczuciem ćwierć wiecznym.
Nawet czas nie sprosta tej potędze,
Który w cierpieniu był niedorzecznym.

  Basi



  NIE  ZAWSZE  PRZYPADKI  SĄ  WINNE


"Złej baletnicy przeszkadza rąbek u sukni".

Oznacza to, że jeśli ktoś fajtłapa,
to zwala na niedogodności.



SZATA  NIE  ZMIENIA  CZŁOWIEKA


Można posiąść szkołę, wiedzę,
lecz natury osobowości nie zmienisz.
Możesz nauczyć się wysławiania, manier,
sposobu bycia, zachowania się,
ale natura pozostanie ta sama.



       ROMEO  I  JULIA


Jeśli odda się życie za kochanie,
wtedy kochanie jest więcej warte, niż życie.



    PIĘKNO  JEST  BUJNE


Na niebie białe obłoki ogromne
Płyną, jak mgła bezkresnym jeziorem...
Hen tam dalej - stykają się z borem,
Stając się oku skromne.


Tutaj las nade mną
Taki potężny, jak sto wieków.
Stoi cicho, choć potężniejszy
od Egipcjan, Rzymian i Greków,
Co stawiać się mu jest rzeczą daremną.


W nim śpiewne ptaki,
Choć małe są wielkie,
Iż nad trudy ludzkie wszelkie,
Piejąc nadrabiają gdzie indziej braki.


Wiewny wiatr czasami z lekka lasem pokołysze,
Mimo to nie dotykają go ludzkie defekty,
Co przemijają życia aspekty.
Niech choć na chwilę w nim
Swój wzrok utopią pierwsze.


Na niebie, lecz pod obłokami
Jerzyki stworzonka małe są w stadzie,
Jak lita ruchoma strzelista skała, 
Lecz nigdy nie spadnie na ludzi grzbiety,
Tylko razy tysiące się otrze cieniem,
Co dla poety do wiersza jest imieniem
Wzrok wyostrzyć, aż pod obłoki nieba
I spuścić uradowany na zieloną glebę.


Na niej bujne w liście drzewa,
Jak miła sercu i duszy otchłań,
Co tak jest od przed czasów Polan,
Kiedy tutaj była jeszcze naga Ewa.



   OJCOWIZNA


Ojciec biedował na roli,
Skoro pole słabe.
Do tego podatek przysolił
I daj radę sobie.
Nic z roli nie wyskrobie,
Jak ziemie ubogie,
Pagórkowate, piaszczyste
I co ja tutaj "mogie".



WYBÓR  ZALEŻY 
DO  ADOROWANEJ


Kwiaty więdną,
A wiersze zostają na wieki.
Amanci dają kwiaty,
Poeci wiersze.
Wybierasz mnie,
Czy kwiaty?



    DISCO  POLO'wo   


Czarna Białostocka w okolicy słynie -
Tam, gdzie jest zabawa,
Żadna panna nie ominie.



       W  PUSZCZY  II


Drzewostan stoi borem i puszczą,
Wierzchołki szumią wiatrem i lasem,
A w głębi głuszce krzykiem głuszczą
I kruk kracze raz po raz tymczasem!...



     PTASZKOWO


Łaknie moja dusza
Wasz śpiew, małe ptaszki
I dźwięczy po żyłach i ciele...



  BÓG  JEST  W  SERCU


"Chodzenie do kościoła
nie robi z człowieka wierzącego,
tak jak chodzenie do stajni
nie zrobi z człowieka konia".

Oznacza to, że wierzącym
trzeba być przede wszystkim w sercu.



DBAJMY  O  KOBIETY, 
   JAK  O  OGRODY


Kobieta jest jak kwiat:
Krucha, miła, pachnąca,
Ale i więdnąca.
[ choć przykro mi to powiedzieć,
jeśli nie ma swego ogrodnika
dbającego o Nią. ]



MIĘDZY  LOSEM,  A  NATCHNIENIEM


Czy mam krótsze życie,
Iż jestem po urazie rdzenia kręgowego
I pozbawiony zabaw i rozpust, pokus i uciech?
Czy mam życie podwójnie wieczne,
Skoro w natchnieniu najdłuższe?



    KIEDYŚ  NA  WSI


Powozem szarpią, szarpią konie.
Biorę lejce w swoje dłonie,
Pędzę ku swej żonie -
Kiedy dotrę z tęsknoty się wybronię.

  Basi



     PRZED  BURZĄ


Zbierają się czarne chmury
Nad puszczą srogim niebem!
Dzień ze słonecznego przemienił się w bury
I grozi grzmotem z zajadłym zębem!

98 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-26 11:08:26)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór


     L E T N I E   N A S T R O J E



  NAD  ZALEWEM  III


Szara woda, szare niebo,
Lecz nie smutno, nie pokutnie.
Nie odejdę stąd, bo nie bo
Dlatego, że nie okrutnie.


Wiatr lekko marszczy wodę,
Kaczki z prądem płyną.
W trzcinach wędkarz stał się urodą
Skromną, usiadłszy w tą ogromną nizinę.


Las piękny zalew otacza,
Liście bez dźwięcznie nad nim łopoczą.
Nad tym iglasty z wiatru lekko się kołysze,
o to mój wzrok zahacza,
Aż się przyglądać jest oku i sercu ochoczo.


Chmury wiszą nad zalewem i puszczą,
Jaskółki fruwają pod nimi.
Trzciny kołyszą się z wiatru powiewem
I my obok nie jedynymi.



POWÓD  I  PRZYCZYNA  NA  POETĘ


Chcę być poetą i pisać wiersze,
mam powód i natchnienie:
W życiu być  k a l e k i m 
w całej rozciągłości tego znaczenia,
to tylko gorsza jest śmierć.
Jak dobrze w tym mieć natchnienie.



  GDZIE  PODLASIE,  TAM  I  WY


Gdzie moje oczy sięgają,
Gdzie obowiązek mnie zaniesie.
Dokąd podlaskie krajobrazy się skupiają,
Tam was pełno w polu i w lesie.


Nie ma was tylko wtedy, kiedy niebo zapłacze
Wtedy ciemność na dobre się roztacza.
Oprócz tego jesteście ruchomym cieniem
błękitnego nieba, poranka wiosennego,
południa letniego, pięknej natury,
Wzorem ludziom waszej niezłomnej dzielności
I bez skazy w harmonii żywiołu struktury.


Ciche ptaki w puszczy czasem pomilkły,
Od czasu do czasu pojedynczo śpiew swój podnoszą.
Wam czas kulminacyjny się piekli,
Iż nad szczytem puszczy insekty się mnożą.


Z moich oczu żeru nie ma nigdzie,
Wam jest wkoło obfity.
Ścigacie niebo w tym względzie
Łapiąc waszego posiłku wykwity.


Na niebie wasz żywioł ruchliwy
Dane mi jest podziwiać
I w wierszu ująć w ten czas żywy,
Co wam trza fruwać za życiem, a nie wydziwiać.


A jeszcze jest cudowniej mojemu oku,
Kiedy w locie szybujecie do szparek
Dla otwartych gardeł potomstwa w gniezdnym tłoku
Wkładacie złowiony na niebie życia darek.


Wtedy świergocenia i piszczenia jest sporo
Na niebie i w szparkach budynku,
Co żadne stworzonka nie poświęcają nawet żadną porą
Dać z siebie tyle wysiłku krwawicy bez odpoczynku.



TAK  SIĘ  RODZIŁ  POETA  [ 1987 - 1989 ]


Noc cicha, jak śmierć,
Strach życia miota się we mnie.
Ćma nocna śmieje się ze mnie,
Rzekłszy: śpij, Mietku, już się nie wierć.


Oczy patrzą nocą,
Cisza nie mówi ustami.
Chwila ta, która jest z nami,
Jest niechcianą porą do żalu płonącą...


Mrok nocy przeogromny, jak otchłań,
W sercu rozwiera się utopii czas.
Chwila nie do życia, nie do ludzi mas,
Kiedy hyrdy zwątpienia czas polowań.

Dusza za życiem ślinę przełyka...
Na progu nocy i dnia.
Świt z dniem się styka,
Wyznaczywszy tę samą melodię do grania...


Dzień się rodzi, a jednak zamiera,
Kiedy w oczach strach i mgła.
Fakt, jak boleść przy mnie się upiera
Wschodzącego dnia, jednak na sobie polega. 


Każda chwila przez noc się tłukła, 
Tysiące serca uderzeń na wyliczała...   
Lica i twarz z udręk stała się wysmukła,
Kładąc się do snu bladością milczała.



   BARBARZE


Widząc Twoje cierpienie,
Sam cierpię.

Widząc Twoją radość,
Sam się raduję.

Widząc Twoją niezłomność,
Sam staję się niezłomny.

Widząc Twój szacunek,
Sam się szanuję.

Widząc Twoje ukłucie serca,
Sam się w serce ukłuję!

Widząc Twoje mi poświęcenie,
Czego więcej chcieć od życia,
Kiedy kobieta oddaje życie mężczyźnie,
kalekiemu mężczyźnie.



      O  PTASZKU


Usiadł ptaszek na wierzchołku sosny
I śpiewa, że smutno mu tej wiosny.
Kiedy go ująłem do wiersza -
Podniósłszy głowę, już go nie było,   
I sosna poczuła się gorsza,
Że ten ptaszek tylko na niej chwilę odpoczął
I odfrunął w głęboki las.             
Tyle ja żem go widział,
A jeszcze mniej nim nacieszył.

99 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-20 17:44:11)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
     NA  WIECZÓR  II


Słońce promieniami ozłaca sosny,
Którego dość mało tej wiosny.

Kot zeskoczył z "czyściocha",
Z ziemi uszła ptaszka płocha.

Liście osiny drgają na wietrze,
Jerzyki nad Puszczą kochają powietrze.

Dzieciom do domu nie pilno,
Samolot na niebie zostawił smugę relacji Warszawa - Wilno!?

Kościelny dzwon dziewięć uderzeń rozpoczął!
A czas, który na sercu spoczął
Pozwala posłuchać jak kościelny hejnał gra
I wzrok daje unieść ku górze, gdzie jerzyków lot trwa,
Po czym szybują w szparki, które są w murze.

Niebo kładzie się do snu,
Lecz ziemia jeszcze nie ucichła po burzliwym dniu.

W Puszczy odzywają się ptaki,
Które nie lubią nocy,
Lecz za dom uwielbiają krzaki,
Jutro budząc się skoro świt po północy.

Oj, będzie się działo.



   ROK  JAKI  LUBIĘ


Kiedy budzę się rano,
W pokoju chłodno i wilgotno. 
Słońcu spoza chmur wyjrzeć nie dano,
Choć kości bolą, nie pokutnie.


Lubię czas i dni takie,
Czym ich więcej tym lepiej.
Dobrze, że upałów nie ma
Jakie bywały w ostatnich latach.


Wilgoć na "tronie" jeszcze większa,
Niż w pokoju i całym domu.
Z puszczy woń naturalnie przetworzonych
liści i igieł coraz silniejsza,
Lecz to nie przeszkadza nikomu.


Wieczornym chłodem po ciele powiewa,
Dreszczyk z zimna orzeźwia duszę.
Ptak, który do snu już ziewa,
Jutro znowu go usłyszę.

100 Ostatnio edytowany przez Mietko_1 (2014-05-20 18:15:51)

Odp: WIERSZE MIETKA - Cały Zbiór

.
     WIERSZE  Z  LIPCA  2009  ROKU



  NAD  ZALEWEM  IV


Słońce za puszczą,
Cień pokrył głowę.
Poeci w wierszu streszczą,
Choć tego połowę;


Co widzieli i słyszeli,
A drugą część zostawią sobie,
Żeby do cieszyć się w grobie,
Tym czego za życia za mało mieli.


Tymczasem kos biega po parkingu,
Kwiczoł skacze po ogrodzeniu.
Młodzieniaszki rysują bruzdy autem z Leasingu.
Młody ptak słabo lotny spadł z nieba ku memu zdziwieniu.


Wędkarze są ukryci w trzcinach -
Otaczają zalew, jak przyjaciela.
Ptaki huśtają się na elektrycznych linach
Do odpoczynku mając za zbawiciela.


Ulubienice płyną ku mnie w trójkącie,
Ładne, spokojne, ciche, kolorowe i miłe.
Przy brzegu robią o 180 stopni zwrot w tym kącie,
Gdzie jaskółki biorą muł ciągle ruchliwe.


Zaś inne krążą nad wodą
Łuskając skrzydeł ramionami lustro wody
I pędząc w odbiciu nie dla topieli, nie za ochłodą,
A za insektem, bo przecież nie dla urody.


Ptaki śpiewają w puszczy,
Jaskółki w locie świergoczą nad głową!...
Kaczki buszują w trzcinach gąszczu.
Ludzie cieszą się z życia wesołą mową!...


Panien dorodnych na pomoście mnogość
Koloryzujących ciało na brąz, bogiem im słońce[?]
Młodziki jeden, drugi nigdy nie robi się gość,
Do wygłupów przed pannami zawsze serca ma gorące.


Grillem podwiewa do nosa przetok,
Co apetyt przyjmuje ochoczo.
Jaka szkoda, że z wierszem wszedłem w tok,
A tu jeść się zachciało z chęcią smoczą.


Więc, Mietku! Zapalaj swego amerykańskiego Mustanga   
I goń ku swoim na dzień i noc włościom.
Nie tobie tutaj ta turystyczna balanga,
Jutro też dzień, daj odpocząć kalekim kościom.



ROSYJSKA  ANEGDOTA

"Kuryca ni pcica,
Polsza ni zagranica".



DBAJ  O  TO  CO  PRZYNOSI  ZYSK


"Są kury, które znoszą złote jaja".

Oznacza to, że nie psuje się tego
co przynosi dochód.


     *     *     *

"Biednemu zawsze wiatr w oczy".

Oznacza to, że obojętnie
gdzie biedny się znajdzie,
ciągle jest biednym.



TYLKO  WTEDY,  GDY  NIE  BĘDZIESZ  BIERNY

W życiu na wszystko zawsze jest nadzieja,
tylko z życiem ma się dziać
nie na nadziei,
a na czynach.



  POPRÓBOWANIE  PRZYCIĄGA, 
      JAK  MAGNEZ

Kto raz czegoś zasmakuje,
pewnie do tego będzie chciał wrócić.



     LOS  WYBRAŁ  SAM


Jestem ubóstwem tragedii, a nie sukcesu.
Najgorsze w tym jest to,
że jednego i drugiego nie oczekiwałem.



     CIĄGLE  PADA


W tym 2009 roku ciągle pada...
Niebo grzmi, na niebie błyska!...
I raz po raz piorun do ziemi zagada!...
A od opadów zalane siedliska.


Zieleń znad dostatku wody soczysta -
Zielona i nadto wybujała.
Przyroda przy mnie pięknie oczywista,
A jeszcze i jeszcze dusza moja
nią się nie na upajała.



   PRZEDWIOŚNIEM


Ruch ptaków ożywiony
Na ziemi i w powietrzu.
Wiosenny śpiew chórem złożony,
Barwny, a nie jak ludzkie trzy po trzy.



    MOJE  PODLASIE


Moje Podlasie jest tak piękne,
że nawet w ciemną noc pójść tam,
gdzie "diabeł mówi dobranoc" się nie przelęknę.


Moje Podlasie jest tak piękne,
że jemu opuściłem Śląsk
i nie tylko temu, że stąd pochodzę,
ale i temu, że tutaj nie ma trosk.

A i temu, że wiatr pachnie ziemią, nie chemią.

Temu, że słońce zachodzi za puszczą
i temu, że ludzie mówią etnicznie, a nie polszczą.

Zwłaszcza temu, że w niektórych miejscach
czas się zatrzymał, a jeszcze w niektórych
wstecz się cofa zwłaszcza tam, gdzie dzieciństwo miałem.

Tam mój Mustang, choć niczym nie wzruszony,
wiezie mnie tak, jakoby pokochał te strony:

Gazu dostaje tyle, ile wrażeń po drodze
w niejednym miejscu, a tam gdzie krajobrazem
wzrok i czas uwodzi - tam ktoś mnie wyprzedzi
lub pogania przed siebie, tylko z widoku,
a wtedy i w głowie mniej przyrodniczego tłoku. 

Moje Podlasie, gdzie lasy nietykalne ręką człowieka,
w głębi płynie niejedna rzeka.

Piękno nadrzeczne krajobrazów, rzek zakola,
bogactwo ukwieconych łąk i niebo sokole.

Dobrodziejstwo przyrody - duma Podlasia:
żubr, bocian wizerunek na czasie!

Życie jest piękne, więc warto żyć,
co tam warto żyć, trzeba żyć i na Podlasiu być.

Bo przecież życie ma się jedno
i Podlasie jest jedno!